My Heart Belongs to Daddy (II)

Caroline l'Fey Caroline l'Fey

28 grudnia 2010

hourglass 16 min

Poniższe opowiadanie zawiera wyjątkowo kontrowersyjne sceny!

To były moje urodziny. Miał być tort, świeczki i prezenty... Ale i tak najważniejszy był mój Jedyny. Dzień był śliczny, a ja byłam najszczęśliwszą osobą pod słońcem. Kupiliśmy nawet butelkę szampana. Prawdziwego, a nie szampanopodobnej oranżady!

- Kochanie, mam nadzieję, że nie uderzy ci do głowy - przykazał kiwając żartobliwie palcem

- A jeśli uderzy? - zrobiłam stropioną minkę

Przyciągnął mnie do siebie, mocno, tak jak lubiłam. Byłam taka malutka w jego silnych ramionach...

- Jeśli uderzy, to możesz mieć chęć zrobić się bardzo niegrzeczna - zamruczał mi do ucha

Ten dreszcz... Sięgnęłam do jego spodni, bezczelnym ruchem kładąc rękę wprost na jego członku.

- Chcę być niegrzeczna...

Cofnął się, jak oparzony. Ktoś mógł nas zobaczyć. Na szczęście ekspedientka obsługiwała właśnie jakiegoś klienta.

- Córuś... przecież jesteśmy poza domem - syknął

- Wiem, przepraszam - spuściłam oczy

- Poczekajmy trochę...

- Nie bardzo. Dziś raczej nie powinniśmy - westchnęłam - W każdym razie nie do końca...

Westchnął.

- Powinienem wysłać cię do lekarza. W mieście na pewno jest jakiś dobry ginekolog. Powinnaś zacząć brać tabletki...

Wzruszyłam ramionami. Do miasta jest z naszej wsi spory kawałek. Zawsze odkładaliśmy to na następny miesiąc...

Wróciliśmy do domu, objuczeni zapasami na cały tydzień. Na szczęście nie było za późno, aby poświętować. To były najcudowniejsze urodziny ze wszystkich. Wreszcie zmęczeni i utrudzeni całym dniem, poszliśmy spać. Nie mieliśmy sił na nic innego. Obróciłam się plecami, pozwalając by przyciągnął mnie do siebie. Uwielbiałam tę pozycję. Przez kilka chwil leżeliśmy spokojnie, ciesząc się swoją bliskością.

- Tato...? - spytałam cicho - Śpisz?

- Nie, malutka. Nie śpię...- usłyszałam.

Obróciłam się do niego. Leżał na wznak. Położyłam rękę na jego piersi, bawiąc się jego sutkiem.

- Dziękuję, za wszystko... za urodziny i w ogóle. Za to, że jesteś. Za to, że mnie chcesz... Na przekór wszystkiemu. Na przekór ludziom...

Uśmiechnął się do mnie i pogładził po włosach.

- To ty mnie chcesz... To ty do mnie przyszłaś... Wciąż to pamiętam...
To było jak sen. Jak najpiękniejszy sen.

- Tato, kocham cię - powiedziałam po prostu. Lubiłam do niego tak mówić. Kiedyś nawet zastanawialiśmy się, czy przynajmniej w domu, przynajmniej kochając się nie powinnam mu mówić po imieniu. Nie chciałam. Smakowałam słowo "tata" delektując się jego perwersyjnością. Podobało mi się to. Uwielbiałam mówić tak do niego, w chwilach największego podniecenia. I on to lubił. A skoro tak, to czyniliśmy tak zawsze. To było nasze. Nasze własne - i nikomu nic do tego.

Pogładził mnie po włosach. Chwilę milczeliśmy. Światło księżyca rzucało srebrny blask na jego twarz.

- Tato... - szepnęłam - Pamiętasz, jak mi coś obiecałeś?

Milczał.

- Obiecałeś mi, że powiesz mi jak mnie zrobiłeś. Mówiłeś, że pamiętasz...

Poczułam, jak jego ciało tężeje. Matka prawie nigdy nie była tematem naszych rozmów. Dla niego był to bolesny temat, a ja nienawidziłam jej z całego serca. Nie dlatego, że była dla mnie zła. Dlatego, że skrzywdziła tatę. Ale wiedziałam, gdzieś na dnie serca, że jej już pomiędzy nami nie ma. Że to miejsce jest teraz moje. Że mój tata należy do mnie - i tylko do mnie. Że jestem nie tylko jego kochaną córeczką, ale i jego Kobietą.

Przez dłuższą chwilę milczał, ale wiedział, że tym razem nie popuszczę. W końcu zaczął mówić.

- To było tak dawno temu... Ona... leżała koło mnie, jak ty teraz. Wtedy jeszcze nie było między nami aż tak źle... Zresztą... to już nieważne. Widzisz kochanie... chciałem mieć dziecko i ona wiedziała o tym. Tej nocy... obudziła mnie jej dłoń. Zabrała się za mnie, kiedy jeszcze byłem w półśnie. Sięgnęła po niego i zaczęła go pieścić... Najpierw dłonią...

Poczułam przypływ zazdrości... ale także... podniecenia. To było nagłe i niespodziewane... Wyobraziłam sobie tę scenę. Oczami wyobraźni widziałam, jak palce mojej matki dotykają członka mojego taty... z jednej strony chciałabym ją odepchnąć... zająć się nim sama... a z drugiej pamiętałam, że tej nocy zaczęło się moje istnienie. To było tak perwersyjne, tak lubieżne, że aż zabrakło mi tchu. I wtedy, wiedziona jakimś impulsem, przesunęłam w dół rękę, która do tej pory spoczywała na jego piersi. Łagodnym ruchem przeniosłam ją niżej... aż poczułam pod palcami materiał spodenek taty. Poczułam jak ojciec drgnął. Zamilkł. Uśmiechnęłam się w ciemności i przeciągnęłam palcami po szybko rosnącym pagórku.

- Kochanie... co robisz... - szepnął cicho

- To, co lubię, tato - powiedziałam - Mów dalej... chcę wszystko wiedzieć...

Przełknął ślinę.

- Wtedy... powoli budziłem się... - jego słowa zaczęły być urywane i chrapliwe - Dotykała mnie... gładziła go palcami...

- Podobało ci się? - spytałam, leniwie przebierając palcami po nabrzmiałej wypukłości materiały

- Tak... - jęknął - ale nie tak, jak teraz....

Wiedział, jak mnie podejść! Postanowiłam go wynagrodzić za ten komplement. Odsunęłam gumkę majtek i wsunęłam dłoń pod materiał. Jak zawsze, przebiegł mnie rozkoszny dreszcz. Uwielbiałam gładkość jego skóry, aksamitny dotyk pod moimi palcami. Zacisnęłam palce na jego cudownym kształcie... Poruszyłam dłonią, powoli. W górę i w dół. Czułam, jak napletek zsuwa się w dół, odkrywając główkę. Dotknęłam jej wewnętrzną częścią dłoni... Uwielbiałam gorąco, które czułam. Jęknął gardłowo...

- O, nie, tato... - zachichotałam, choć opanowanie chęci zabrania się za niego przyszło mi z wielkim trudem - Nie tak szybko. Chcę słuchać do końca...

- Kochanie, nie mogę się skupić, czując twoje paluszki - mruknął

- Tato, jestem już dużą dziewczynką - powiedziałam stanowczo - Mam prawo wiedzieć, skąd się wzięłam na świecie! Mogę się tobą bawić, pod warunkiem, że będziesz mówił...

Westchnął. Wiedziałam, że mi ulegnie... Problemem było tylko to, czy nie zgubi mnie moje własne podniecenie. Już czułam, że jestem mokra... Żeby go zachęcić do mówienia, poruszyłam palcami. Czułam każde uderzenie krwi w jego męskości... Pragnęłam wziąć go do ust, poczuć jak wzbiera w nim fala rozkoszy... ale chciałam też wrócić do tej nocy, o której mi opowiadał. Spojrzałam na twarz taty. Miał półprzymknięte oczy i oddychał głęboko. Uśmiechnęłam się do niego.

- Jeśli będziesz mówił, będę go pieściła - obiecałam - Tak jak lubisz...

Kiwnął głową. Znowu odsunęłam napletek... był taki gruby... Czasem, zwłaszcza gdy członek był już mały i spokojny, bawiłam się nim, całując jego fałdy, jakbym dawała buzi dziwnym magicznym ustom. Albo delikatnemu kwiatkowi, zmoczonemu bajkowym nektarem. Lubiłam tak się bawić.

- Bawiła się mną, a ja cały sztywniałem, myśląc tylko o tym, żeby nie przestawała... Chciałem, żeby doprowadziła mnie do końca... ale chciałem też wejść w nią... Wszystko to razem było gdzieś we mnie...

Słuchałam tego wyznania z bijącym sercem, trzymając jednocześnie członek własnego ojca w dłoni. Moja wyobraźnia podsuwała mi obrazy z tamtej nocy. Czy moja matka robiła te same ruchy, co ja teraz? Czy tak samo podniecała ją sztywność przesuwająca się pod palcami?

Poczułam jak biodra taty lekko się unoszą... Wiedziałam, czego po mnie oczekuje. NA chwilę puściłam wspaniale wyprostowaną męskość i pomogłam mu zsunąć majtki. Czułam, jak krew wali mi w skroniach... leżałam koło mojego taty, zupełnie nagiego, trzymając w opiekuńczym zamknięciu dłoni jego dumnego członka... Normalnie w takiej sytuacji już dawno byśmy się kochali, ale tym razem chciałam przezwyciężyć ciepłe uczucie wypełniające moje ciało. Jeszcze nie... jeszcze nie teraz...

- Mów dalej... - poprosiłam, dla zachęty bawiąc się jego napletkiem

Westchnął i wyciągnął się wygodnie, pozwalając na moje niewinne pieszczoty. Położył ręce pod głowę i wrócił do opowieści...

- Widzisz... zawsze najpierw robiła to delikatnie... końcami palców... Potem brała go całego w dłoń... przesuwała się po nim wtedy mocno... do końca...

Mówił, a ja nieświadomie (a może świadomie) dostosowywałam się do jego słów. Patrzyłam na jego reakcje, słuchając jego zmieniającego się oddechu, czując jak tężeje mi w dłoni do granic wytrzymałości... To był mój ojciec, mój zakazany kochanek... A ja jednocześnie byłam sobą i swoją matką zarazem... Byłam nieśmiałą dziewczynką i jednocześnie kobietą za razem.

- Och... Nie przestawaj... cudownie...skarbie - jęknął - Ona tak nie potrafiła... Czasem tylko ustami...

Czekałam, kiedy to powie... Tak chciałam go pocałować... Uwielbiałam robić to w ten sposób, od tej pierwszej nocy, gdy poczułam jego smak. Teraz też go pragnęłam. Kiedy tylko o tym wspomniał, przesunęłam się w jego stronę. Ten zapach... niepowtarzalny, fascynujący, magiczny zapach męskości. I świadomość tego, że kiedyś już czuł dokładnie to samo... ale że całym sobą wybiera to, co daję mu dzisiaj ja.

Pocałowałam jego sterczącą męskość... najpierw delikatnie... potem już moje podniecenie wzięło górę. Pochłonęłam go, łapczywie. Czułam jego smak... słonawy, męski... podniecający. Poczułam jego dłonie na swojej głowie. Pokazywał mi, jak mam się ruszać. Jak sprawiać mu przyjemność. Uczył mnie. Mój tata. Mój występny kochanek. Poddałam mu się całkowicie, pozwalając, by uczynił z moich ust miejsce dające mu tak wielką rozkosz... Moja dłoń znalazła się na jego jądrach. Pieściłam je i masowałam, uzmysławiając sobie, że właśnie stąd się wzięłam. Gdzieś tam, w ich kulistym wnętrzu byłam kiedyś... Ta myśl buzowała we mnie i rozpalała mnie do czerwoności.

- Córuś... - jęczał - Cudownie... jest cudownie... uwielbiam twoje usta... kocham je... już zaraz... już prawie...

Nie, to nie miało być tak! Chciałam go poczuć w sobie! Moje ciało domagało się tego. Żądało! Ostatkiem sił wyrwałam się z jego dłoni. Gorączkowymi, nieporadnymi ruchami zrzuciłam majteczki, odsłaniając płynącą sokami cipkę. Spojrzał na mnie, rozgorączkowanym wzrokiem. Jednym ruchem wskoczyłam na niego i objęłam sterczącego członka dłonią, próbując skierować go w siebie. Zawahał się przez ułamek sekundy.

- Możemy dziś...? Kochanie? Mówiłaś...?

- Tak, tak - mruczałam, usiłując wcisnąć pulsujący mi w ręku narząd do oczekującego środka - ¬le policzyłam się, możemy...

Z ust taty wydobył się przeciągły jęk zadowolenia. Nagłym ruchem chwycił mnie w pasie i pewnym ruchem pociągnął w dół. Czułam jak wchodzi we mnie i rozpycha moją dziurkę. Mimo, że byłam cała mokra, to i tak przez chwilę mnie zabolało, jakbym ponownie traciła dziewictwo. Nic jednak nie mogło mi zabrać tej przyjemności... Był we mnie. Tam, gdzie powinien. Tam, gdzie było jego miejsce.

- Kochanie... - wyszeptał - Już dochodzę... Zaraz dojdę... w tobie...

Ścisnęłam go całą sobą. Wytrzymaj - błagałam w myślach - choć kilka ruchów... Uniosłam się na nim... opuściłam... i jeszcze raz...

- Zrób to tato... - jęknęłam - Jestem cała twoja... Zrób to we mnie... Tak jak robiłeś to w niej... Zrób to we mnie... Do końca... do końca...

Parzyłam mu prosto w oczy, gdy wyprężył się cały, zacisnął ręce na moich bokach i krzyknął głośno. Poczułam, jak przyciska mnie do siebie. Jak wbija się we mnie do samego końca. Pewnie. Władczo. Czułam, jak jego wspaniały członek, tkwiący głęboko we mnie twardnieje jeszcze mocniej i w nagły ruchu wypuszcza cały swój gorący ładunek. Zacisnęłam się na nim, przeżywając jego rozkosz i pozwalając, by powoli wrócił na ziemię...

Leżał pode mną, stopniowo rozluźniając się i uspokajając. Wreszcie jęknął przeciągle, zadowolony jak zawsze. Zsunęłam się n niego i wróciłam na swoje miejsce, tuż przy jego boku. Skuliłam się koło niego, szukając jego ramion, jego dotyku i zapachu. Patrzył na mnie, a jego oczy wyrażały największą miłość.

- To było tak? - spytałam

- Prawie... - uśmiechnął się - Nie pamiętam za dobrze. Wolę pamiętać ciebie. Liczysz się tylko ty. Jesteś moją małą księżniczką, wiesz?

Wtuliłam się w niego mocniej.

- I co było dalej? - spytałam z szelmowskim uśmiechem

- Nooo - mruknął - Dziewięć miesięcy później przyszłaś na świat.

- A kiedy było lepiej? Wtedy czy teraz? - spytałam jeszcze

- Przecież wiesz - zamruczał sennie - Zresztą, tamtych dni już nie ma. Jesteś tylko ty.

- Czyli jestem lepsza od niej - wyszeptałam

Uniósł się na łokciu.

- Jesteś. I zawsze będziesz.

Uśmiechnęłam się, zadowolona z siebie. Leżałam w dawnym małżeńskim łożu tej suki, mojej matki. I miałam za kochanka mojego tatę. I to było nasze miejsce, nasza miłość i nasz świat.

Usnął szybko, a ja leżałam obok wsłuchując się w jego równy oddech. Dotknęłam obolałej cipeczki, śliskiej od moich własnych soków i od śmietanki mojego ojca. Przesunęłam palcami po łechtaczce, przez chwilę bawiąc się wypływającą wilgocią. Nie chciało mi się wstawać do łazienki. Poczułam się senna. Nie miałam orgazmu, ale nie to było ważne. Będzie ich jeszcze wiele... Westchnęłam cichutko i przytuliłam się do boku śpiącego mężczyzny. Mojego mężczyzny.

***

Kiedy dwa tygodnie później nie dostałam okresu, jeszcze się nie zorientowałam, co zaszło. Nie pilnowałam tych spraw tak dobrze. Było mi dobrze. Kochałam i byłam kochana. To wystarczało.

To była niedziela. Leżałam jak co dzień, wtulona w ciepłe ciało taty. I nagle, zupełnie niespodziewanie, poczułam, jak żołądek podchodzi mi do gardła. Zakręciło mi się w głowie. Przestraszyłam się i siadłam na łóżku. Tata obudził się i spojrzał na mnie zaniepokojony. Znowu naszła mnie fala nudności. Zerwałam się w z łóżka i popędziłam do łazienki. Ledwie zdążyłam nachylić się nad umywalką...

Po chwili w drzwiach łazienki stanął ojciec. Spojrzałam na niego przerażonymi oczami.

- Tatku, zatrułam się czymś, przepraszam... dobrze, że nie zarzygałam pościeli...

Uśmiechnął się do mnie i popatrzył na mnie bardzo dziwnie. Był taki dobry, taki opiekuńczy...

- Myślę kochanie, że nic ci nie jest... Skarbie... chyba musimy porozmawiać...

Tego dnia rozmawialiśmy długo. Bardzo długo. Zrozumiałam, co się ze mną dzieje. Jednocześnie byłam przerażona i szczęśliwa. Będę miała dzidziusia! A jednocześnie... siostrzyczkę lub braciszka. Teraz moje miejsce przy tacie stało się pełne. Urodzę mu dziecko i nigdy już nikt nas nie będzie mógł rozdzielić.

Wiedziałam też, że nasze życie będzie bardziej skomplikowane. I nie chodziło tylko o obowiązki i odpowiedzialność - trzeba było jakoś chronić się przed światem. To co robiliśmy, ludzie uważali za złe i występne... a teraz, jeśli nie będziemy uważali prawda mogła wyjść na jaw. Mimo to wiedzieliśmy, że mamy naszą miłość.


Od tego dnia kochaliśmy się już bez strachu, choć staraliśmy się być bardziej delikatni. Och, to były szalone dni... Początkowo bałam się, że jak zrobię się gruba, to tata nie będzie już mnie chciał... ale bardzo szybko przekonał mnie, że moje obawy są bezpodstawne. Wręcz przeciwnie, mój brzuszek działał na niego... bardzo dobrze.... Wystarczyło, żebym położyła na nim dłonie, albo uniosła koszulkę... i już za chwilę lądowaliśmy w łóżku...


Z biegiem upływających tygodni cycuszki zaczęły się powiększać, a mój brzuch stopniowo nabierał coraz większych krągłości. Nie dało się ukryć, że spodziewam się dziecka - zresztą byłam z niego bardzo dumna. Oczywiście, trzeba było wymyślić jakąś bajkę dla lekarza, dla sąsiadów i dla wszystkich obcych ludzi. Ustaliliśmy, że ma mówić, że jakiś obcy chłopak dobrał się do mnie na dyskotece. Och, jak chciało mi się śmiać, gdy składałam zeznanie na policji... Chciałam im wszystkim wykrzyczeć prosto w twarz: tak, to mój własny tata zrobił mi dzidziusia! I nic wam do tego! Bo ja tego chciałam! I to jest najpiękniejsza, rzecz, która mogła mi się przydarzyć w życiu...!


Kilka miesięcy potem na świat przyszła Mała. Moja kochana istotka. Siostrzyczka i córeczka w jednym. Nasze szczęście. A światu nic do tego!
Dodaj do ulubionych
32,641
Podziel się ze znajomymi
7.57/10

Jak Ci się podobało?

Średnia: 7.57/10 (14 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Komentarze (2)

misiekph

misiekph · 29 grudnia 2010+0

Sezon godowy rewelacja ale My heart Belongs to daddy już nie bardzo. Ale i tak pełen szacun. Pisz dalej - tylko juz nie kontynuuj kazirodztwatongue.

Czekam na więcej opowiadań w stylu "sezonu godowego".

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
lola

lola · 5 czerwca 2016+0

A mi się bardzo podoba! Wciąga, nie nudzi.... Czytałam kilka razy i nadal się podniecam za każdym razem wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

lub

Inne popularne opowiadania Caroline l'Fey: