Na gorącym uczynku
7 listopada 2026
16 min
Poniższe opowiadanie zawiera wyjątkowo kontrowersyjne sceny!
Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!
Opisałam Wam w poprzednim opowiadaniu („Matczyna opieka”), co się przydarzyło mojemu 20-letniemu synowi na hulajnodze, dlaczego wylądował ze swoją 45-letnią matką w jednym łóżku i jakie to pociągnęło za sobą skutki. Rano po tej… wybuchowej nocy zrozumiałam, że taki system opieki grozi całkowitą katastrofą i trzeba go radykalnie zmienić. Tym bardziej, że wkrótce do domu miał wrócić z delegacji mój mąż. Jak zaopiekować się własnym, dorosłym, ale niedojrzałym synem, który chwilowo samodzielnie nie może nawet trzymać siusiaka nad sedesem, a z drugiej strony nie jest w stanie opanować erekcji i wytrysku na widok cycków własnej matki w zbyt luźnym dekolcie, ale nie narazić własnego małżeństwa?
Męczyłam się z tym dylematem w kuchni, szykując śniadanie dla jurnego inwalidy. Czułam się kompletnie bezradna i coraz bardziej wystraszona utratą kontroli nad rozwojem wydarzeń. Rozwiązanie wyskoczyło nagle na ekranie mojego telefonu. Zadzwoniła (zdzirowata) Agatka, sekretarka szefa kancelarii prawnej, w której pracuję. Dowiecie się o niej wszystkiego z mojego wcześniejszego opowiadania, pt.: „Prezent”.
– Elu, co u Was? Jak Piotruś?
– Jakby ci to powiedzieć, sytuacja jest… napięta.
– Rozumiem, że jesteś na niego zła. Ale proszę cię, odpuść. Tak się poobijał na tej hulajnodze biedaczyna, dobrze, że tylko tak się to skończyło.
Już miałam zaprotestować, że Agata źle mnie zrozumiała i chodzi o zupełnie inne napięcie, ale ugryzłam się w język, bo przyszła mi do głowy genialna myśl.
– No właśnie, Agata, nijak nie mogę się z synem dogadać. Jak ty nas dobrze znasz. Straszny mam też młyn w pracy…
Agata nie dała mi dokończyć, jakby miała zawczasu obmyślony plan:
– Kochana, ależ my się chętnie Piotrkiem zajmiemy! Mamy wolny pokój, Krzysiek pracuje głównie w domu, więc ogarnie chłopaka do obiadu, a potem ja go wezmę w swoje ręce.
„Chyba w usta” – pomyślałam.
– Agata, to mnóstwo roboty: mycie, ubikacja, karmienie, zmiana opatrunków… Jesteś pewna, że umiesz poświęcić uwagę potrzebom młodego mężczyzny od stóp do głów, a nie tylko w twoich ulubionych okolicach? – udawałam sprzeciw.
Ostatnie słowa wypowiedziałam z naciskiem, znając zdzirowaty charakter koleżanki z pracy, która poza kutasem świata nie widzi.
– Ela, daj spokój, też nie jesteś święta. Nie gniewaj się za tamto. A przy okazji, zostawiłaś pewien drobiazg u nas – odbiła moją złośliwość Agatka, przypominając analną zabawkę, o której zapomniałam w jej mieszkaniu.
– Całe szczęście, że twój mąż go wyjął, zanim mnie zaczął dymać – spieszyło mu się do mojej dupci, jakbyś mu skąpiła własnej.
Wymieniłyśmy jeszcze kilka „uprzejmości”, ale w gruncie rzeczy obie cieszyłyśmy się z perspektywy przeniesienia rehabilitacji Piotrka z mojej sypialni małżeńskiej pod dach Agaty i Krzyśka. To rozwiązanie było bez zarzutu. Jakby Agata nie była napalona na fiuta mojego syna, to przecież przy swoim mężu będzie się hamować, a krzywdy chłopakowi nie zrobią. Ja natomiast mogę nie przetrzymać kolejnego wytrysku Piotrka na moją twarz, a dosłownie rzecz nazywając: nie przełknąć. Co gorsza, mogę nie upilnować własnej żądzy. Aż za dobrze się poznałam na sobie w ostatnich tygodniach. Seks z synem byłby złamaniem wszelkich zasad i drogą bez odwrotu.
Po śniadaniu spakowałam syna i podrzuciłam go samochodem do Agaty. Ona sama była w pracy, ale Krzysiek już wszystko wiedział. Zalogowaliśmy Piotrka w pokoju wyznaczonym przez gospodarzy. Wszystko wytłumaczyłam i skierowałam się do drzwi wyjściowych.
– Ciągle myślę o naszej przygodzie na kanapie, Elu – żegnał mnie lepko Krzysiek, wręczając zawiniątko z owalnym przedmiotem. Odruchowo zacisnęłam pośladki na wspomnienie ognia, do jakiego ten drobiazg doprowadził mój tyłek.
– Martwi mnie twój pociąg do „zakazanej dziurki”. Mam nadzieję, że nie jesteś biseksualny i nie będziesz dobierał się do mojego bezbronnego syna? – udawałam złość, ale przywołany przez Krzysztofa obraz tamtego wieczoru, kiedy dymał mnie w dupkę przed telewizorem, na ekranie którego James wylewał mi spermę na cycki, wywołał przyjemny dreszcz, a twardniejące sutki w zderzeniu z materiałem stanika rozkosznie zabolały.
– Nie żartuj, Ela. Agata nie dopuści mnie do Piotrka, haha!
– Nie ma co, dobraliście się z Agatą jak dwie połówki jagódki. Oczekuję regularnych relacji o stanie zdrowia pacjenta!
W kancelarii nie miałam zbyt dużo czasu na myślenie o sytuacji syna, poza okresowym zerkaniem, czy Agata siedzi jeszcze w sekretariacie. Po drodze do domu postanowiłam wstąpić do galerii handlowej kupić coś na kolację powitalną dla męża. Uznałam, że spróbuję rozochocić mojego meduzowatego w sprawach łóżkowych Marka.
„Przelecę go!” – pomyślałam. Coś jakby pokuta za grzeszne skoki w bok.
Miałam już w torbie większość wiktuałów z listy pomysłów, kiedy mój telefon zaczął seryjnie pikać – ktoś zasypywał mnie powiadomieniami na whatsapp. Dziarsko maszerując środkiem zatłoczonego korytarza, sięgnęłam ręką do torebki i niczego nieświadoma odblokowałam ekran. Momentalnie przeszył mnie lodowaty dreszcz, a potem od razu gorąca fala podniecenia. Stanęłam jak sparaliżowana. Kilka osób wpadło na mnie z rozpędu. Jakiś facet zerknął na ekran, po czym szeroko się do mnie uśmiechnął i już chciał zaczepić, ale odzyskałam przytomność i skryłam się w najbliższym butiku.
Panował tu mrok, ledwo rozświetlany przytłumionym światłem kinkietów. Było pusto, cicho grała relaksująca muzyka. Trzymając telefon blisko siebie, żeby uniknąć ciekawskich spojrzeń, snułam się powolutku wzdłuż lad i regałów. Udawałam klientkę, a naprawdę nerwowo skrolowałam napływające zdjęcia:
Pierwsze: Sypialnia, Agata w koronkowym przebraniu pokojówki, w czepeczku na głowie podaje leżącemu w łóżku Piotrkowi posiłek na tacy.
Drugie: Agata karmi pacjenta, wypinając do obiektywu swoje drobne pośladki przedzielone cienkim paskiem bielizny, umocowane na równie szczupłych nogach, obleczonych w czarne pończochy.
Trzecie: Łazienka, Agata przyciska do dekoltu zmiętą męską piżamę, jej umalowane ostrą czerwoną szminką usta są seksownie wypchnięte w dziubek, a szeroko otwarte oczy wpatrują się w jakiś cel poniżej.
Czwarte: Kadr nie obejmuje z lewej strony namydloną nagą męską klatkę piersiową, a z prawej przemoczoną damską bluzeczkę, której materiał niemal rozcinają twarde jak kolce sutki, osadzone na zgrabnych, choć niezbyt wydatnych piersiach.
Piąte: Przez większość kadru biegnie naprężony penis, którego główka niemal dotyka rozchylonych ust wymalowanych znajomą, czerwoną szminką.
Szóste: Jak wyżej, z tym, że naprężony penis rozpycha wymalowane szminką usta, główka chuja najwyraźniej opiera się o przełyk.
Siódme: „Pokojówka” Agata wypina tyłek, opierając się dłońmi o umywalkę. Pozostaje w przemoczonym stroju, nie licząc króciutkiej spódniczki zarzuconej na biodra i przytrzymywanej tam zabandażowanymi dłońmi stojącego za nią mężczyzny. Właściciel imponujących rozmiarów członka nadziewa ją w cipkę.
Ósme: Agata zarzuca swoją blond główkę wraz z koronkowym czepeczkiem gwałtownie w górę w akcie rozkoszy. Penis całkowicie wypełnia jej cipkę, biodra mężczyzny miażdżą jej pośladki.
Dziewiąte: Sypialnia. Piotrek leży na wznak z rozrzuconymi na boki rękami w bandażach. Kadr zza jego głowy. W centrum zdjęcia jest wypięty tyłek w koronkach ujeżdżający twardego jak stal kutasa.
Chodziłam po butiku jak zahipnotyzowana. Zrobiło mi się piekielnie gorąco, mimo że płaszcz zostawiłam w samochodzie. Miałam na sobie szarą sukienkę z miękkiej dzianiny – opinającą ciało. Rano wydawała mi się idealnym wyborem, żeby uwypuklić piersi i tyłek w elegancki, nie nazbyt prowokujący sposób. Teraz pociłam się w niej każdą częścią ciała. Musiałam natychmiast wyjść na zewnątrz, gdzie jest chłodniej. Wrzuciłam telefon do torebki i ruszyłam do wyjścia.
Nie zwróciłam uwagi na pisk bramek antykradzieżowych. Zatrzymałam się dopiero na muskularnej klatce piersiowej, obleczonej w kombinezon ochroniarza.
– Pani o czymś chyba zapomniała!
– Odwal się pan!
Poczułam na ramieniu żelazny uchwyt. W mgnieniu oka znalazłam się za drzwiami towarowymi w brudnym korytarzu dla personelu. Kolejne drzwi i jaskrawo oświetlone zaplecze, zawalone od podłogi pod sufit wszelkiego rodzaju pudłami, z których przesypywały się różowe majtki, staniki, sterczały fiolki perfum i nie wiadomo, co jeszcze. Wszędzie logotyp znanej światowej marki dla świadomych swoich potrzeb seksualnych kobiet.
W środku tego bałaganu przy biurku siedziała wpatrzona w monitor dziewczyna. Z ubioru wynikało, że to koleżanka po fachu mięśniaka, który mnie tu zawlókł. Jasne włosy miała od czoła zaplecione w warkoczyki. Przeciętnej urody twarz pokrywał wulgarny makijaż, złamany nos i ewidentnie powiększone botoksem usta. Palcami zakończonymi waniliowymi tipsami, upstrzonymi jakimiś błyszczącymi kropkami, wystukiwała coś na klawiaturze.
– I co mmmmy tu mmmmammmmy? – dziewczyna zapytała przeciągle i nieco teatralnie, chyba sama siebie, nie odrywając oczu od ekranu.
– Ta pani lubi drogie ciuszki, ale nie lubi za nie płacić – oświadczył mięśniak.
– Czy pan oszalał, stać mnie na cały ten wasz kram! Jak śmiecie mnie szarpać i przetrzymywać wbrew woli w tym syfie?! Na wasze nieszczęście jestem prawniczką! – wydarłam się.
– Rozepchane silikonem cycki i dupsko, obcisła kiecka i lepkie rączki. Znam takie “prawniczki”, hehe – rechotał mięśniak, nie reagując na moje próby wyrwania się z jego uścisku.
– W pana świecie darmowych pornosów w brudnym kiblu nie mieści się pewnie fakt, że nie każda potrzebuje chirurgii plastycznej, jak pańska koleżanka!!! Puść mnie pan!
Dziewczyna przy biurku drgnęła, jej twarz przeciął grymas złości. Mięśniak jeszcze mocniej mnie ścisnął.
– Chce pani powiedzieć, że CCTV kłamie, a bramki zwariowały? – pracowniczka ochrony siliła się na rzeczowy ton, ale widać było, że moja uwaga o botoksie ją dotknęła.
– Ja nic nie ukradłam!
– Przekonajmy się. Proszę pokazać zawartość tej większej torby i pani torebki.
Po dłuższej inspekcji rozsypanych na biurku artykułów spożywczych, kosmetyków, kluczy i mniej lub bardziej zużytych chusteczek do nosa dziewczyna o wyglądzie zawodniczki MMA triumfalnie podsunęła mi pod nos odzyskany dziś rano korek analny. Pogubiłam się – nie wiedziałam, co wybrać: upierać się, że dostałam to w prezencie, czy wypierać się zawstydzającego narzędzia pieszczot?
– Przecież widzicie, że to bez opakowania. Spróbujcie popracować między uszami, jeśli coś tam macie – syknęłam.
Moi porywacze najwyraźniej nie byli pewni, czy kolejny raz ich obrażam, ale ton mojej wypowiedzi najwyraźniej dodatkowo ich zirytował.
– Taka jest „pani mecenas” wyszczekana? – drwiąco rzuciła kick-bokserka – No to zaraz się okaże, czym sobie pani wypchała stanik i majtki. Wstyd w pani wieku. Trzymaj ją Arek za oba ramiona, bo jeszcze sobie krzywdę zrobi.
Stojący za moimi plecami „Arek” uchwycił mnie mocno za oba ramiona. Przyciągnął mnie gwałtownie do siebie. Poczułam na plecach jego klatkę piersiową, a między pośladkami jego rozporek. Fachowo rozsunął mi lekkim kopniakiem stopy. Stojąca przede mną blondynka była atletycznie zbudowana, ale drobnego wzrostu. Mój potężny biust, dodatkowo wypchnięty do przodu w wyniku chwytu ochroniarza, sterczał jej prosto w twarz.
– Nie zazdrość. Nawet jak sobie przykręcisz sztuczne, nie zbliżysz się do moich – prychnęłam pogardliwie, widząc, że dziewczyna zawiesiła wzrok na dłuższą niż potrzeba chwilę na moich obciągniętych ciasno dzianiną cyckach.
– Grzeczniej, proszę! Coś mi się wydaje, że za chwilę te pani balony wrócą do swoich naturalnych rozmiarów. Aśka, przeszukaj „panią mecenas”! – ochroniarz Arek szarpnął mnie jeszcze mocniej do siebie, rozpychając się między moimi pośladkami.
Ochroniarz Asia szybko kucnęła, oplotła dłońmi moją lewą kostkę, tak jakby za cienką pończochą mogły skrywać się jakiekolwiek przedmioty skradzione ze sklepu. Powoli, powoli zaczęła przesuwać dłonie w górę. Nie zatrzymała się powyżej kolana, gdzie kończyła się moja sukienka. Podnosiła ją ruchem dłoni, oplatających ściśle moje udo. Na koronce samonośnych pończoch na chwilę się zatrzymała i spojrzała mi w oczy z apetytem.
– Może powie mi pani, że te pończochy też ukradłam i jeszcze zdążyłam założyć przed opuszczeniem sklepu?!
Ochroniarz Asia nic nie odpowiedziała. Jej prawa dłoń powędrowała natomiast ku mojemu kroczu, osłoniętemu cienkimi stringami, i całą szerokością przeciągnęła mnie od tyłu do przodu. Środkowym palcem rozepchała moje pośladki, potem wargi sromowe, by lekko wcisnąć się w łechtaczkę.
– Ty lesbo! – próbowałam odstraszyć moją prześladowczynię, ale ochroniarz Aśka trafiła mnie prosto w punkt. Dreszcz przyjemności poraził moje uda i brzuch. Wbrew mojej woli, materiał sukienki błyskawicznie odkształcił się na sutkach.
„Badanie” dziewczyny sprawiło, że dół miękkiej dzianiny zrolował się na zaraz poniżej bioder. Stałam wypychana do przodu biodrami ochroniarza Arka z kroczem i nogami obciągniętymi samonośnymi pończochami na wierzchu.
– Sprawdźmy teraz te pani „cuda natury” – zakpiła ochroniarz Aśka.
Zaczęła dłońmi maltretować moje piersi. Gmerała pod nimi, ściskała je ze sobą, rozpychała na boki, ugniatała, trącała swoimi plastikowymi paznokciami czubki moich sutków. Sukienka była bez dekoltu, dzianina okrywała mnie do szyi. W innymi przypadku bez wątpienia lesba wyciągnęłaby moje cycki ze stanika i wepchnęła je sobie do ust.
– Dawaj ją na biurko! Trzeba sprawdzić ten prawniczy tyłek – rozkazała lesba Aśka.
Ochroniarz Arek pchnął mnie na biurko od jego węższego boku. Nie miałam żadnych szans w tych zapasach. Twarzą uderzyłam w zimny blat. Piersi – jak wyrabiane ciasto – rozlały się na płaskiej powierzchni. Jedyna pociecha, że temperatura biurka chłodziła moje rozpalone do czerwoności sutki. Gorsza wiadomość była taka, że mój obfity tyłek znalazł się w niebezpiecznej pozycji, całkowicie bezbronny wobec inspekcji dwójki prześladowców.
Ochroniarz Arek złapał mnie teraz jedną ręką za nadgarstki. Splótł je za moimi plecami. Wolną ręką wymierzył potężnego klapsa w nagi tyłek.
– Sorry, Aśka, nie mogłem się powstrzymać – usłyszałam głos półgłówka.
– Świnie! Może własne majtki też ukradłam? Do końca życia będziecie grzebać w tyłku swoim współwięźniom!
– Niesamowite, to dupsko też jest naturalne… Nic tu nie schowała, suka – syczała wyraźnie rozgrzana zabawą między moimi nogami i z moimi cyckami ochroniarz Aśka.
– Sprawdź Aśka ten korek. Moim zdaniem to nie może być jej rozmiar.
Ochroniarz Arek swoim ciężarem niemiłosiernie rozgniatał moje piersi o blat biurka. Szukałam wygodniejszej pozycji do oddychania, przekręcając twarz raz w lewo, raz w prawo. Nagle poczułam na mojej wypiętej i z całych sił zaciśniętej dupce czyjś gorący oddech. Ostre paznokcie i drobne, ale silne dłonie rozepchnęły pośladki. Usłyszałam dźwięk splunięcia. Precyzyjnie na mojej dziurce wylądowała solidna porcja śliny. Niemal natychmiast zaczął mnie rozpychać zimny, metalowy przedmiot.
– Pasuje jak ulał – stwierdziła ni to z rozczarowaniem, ni to z zadowoleniem ochroniarz Aśka.
– Jebana suka, przyjęła pluga jak młody pelikan – przyznał jej rację upośledzony umysłowo ochroniarz Arek.
Sytuacja zrobiła się niebezpieczna. Zaczęłam panikować na myśl, co jeszcze im przyjdzie do głowy. Moje krzyki najwyraźniej nikogo poza zapleczem nie alarmowały. Musiałam zmienić strategię. Skoro agresja na moich oprawców nie działała, postanowiłam podejść ich inaczej.
– Aaah! Areczku, zabierz moją ukochaną zabaweczkę tej dziwce. Zrób mojej dupci dobrze – stękałam. Chciałam sprowokować konflikt między tą parą zboczeńców.
– To ty, suko, jesteś dziwka! – usłyszałam wrzask Arka.
W tym samym momencie jego żelazne dłonie zacisnęły się na moich pośladkach. Poczułam z przerażeniem, jak jednym pchnięciem wbił mi pałę po same jajka. Ręce miałam teraz wolne, ale zdrętwiałe, poza tym nie byłam w stanie wyrwać się spod jego łap, które unieruchamiały mnie na wysokości bioder. Arek gwałtownie pompował mnie w cipkę. Odruchowo złapałam brzegi biurka, żeby utrzymać równowagę. Za każdym pchnięciem jego bioder obcasy moich szpilek skrzypiały po betonowej podłodze zaplecza. Włochate podbrzusze nieproszonego gościa mojej pizdy drażniło gałkę korka, który głęboko tkwił we mnie między pośladkami. Cycki, jak dwie wielkie kule ciasta na pizzę, wałkowały po blacie biurka w te i we wte, miażdżąc moje sutki.
Z trudem oddychałam. Jeśli chwilkę temu czułam lodowate przerażenie, teraz zaczął ogarniać moje ciało niepożądany pożar. Próbowałam wykręcać się spod cielska Arka, jak mogłam, ale z każdą minutą mój opór podświadomie słabł. Przewagę zyskiwała chuć 45-letniej kobiety, która nie mogła od dawna liczyć na męża, a zewsząd otaczało ją pożądanie mniej lub bardziej obcych mężczyzn, a niekiedy i kobiet.
Przeklinałam swoje atrakcyjne ciało i dziękowałam za nie jednocześnie. Można przecież chodzić w tenisówkach, luźnych dżinsach, obwisłych swetrach. Można mniej się malować. Ja jednak w gruncie rzeczy kochałam efekt, jaki na otoczeniu robiły moje „melony” (cytując Maksa) i „dupiszcze” (cytując Krzyśka). Podkreślałam wręcz swoje wdzięki szpilkami, pończochami, krótkimi, opiętymi spódniczkami i bluzkami z wyciętym dekoltem. Ciężko pracowałam na to zaplecze, w którym teraz Arek pchał mnie w cipę od tyłu. Miałam za swoje.
Skoro pogodziłam się w myślach z losem, rozluźniłam pośladki, przestałam wyrywać na boki biodrami i zaczęłam wychodzić naprzeciw ruchom bioder mięśniaka Arka. Zamiast przekleństw pod adresem pary ochroniarzy, z moich ust zaczęły się wydobywać coraz głośniej westchnienia i jęki.
Arek zwolnił tempo. Puścił moje pośladki. Poczułam, jak zaczyna manipulować metalowym korkiem w moim tyłku.
– No i co, „pani mecenas”? Cała ta zabawa w złodzieja i policjanta była przebieranką! Chciałaś mojego kutasa, kurwo! Chuja byłaś głodna – z coraz większym wysiłkiem sapał ochroniarz.
– I pizdy! – zawtórowała mu dziewczyna, o której kompletnie zapomniałam.
Biurko gwałtownie podskoczyło. Uniosłam wzrok przed siebie. Moim zdumionym oczom ukazała się śliczna cipka, ozdobiona wystrzyżonym w prostokącik meszkiem, i nagie młode uda. Aśka nie marnowała czasu. Zrzuciła spodnie, rozpięła bluzę i usiadła na biurku gołym tyłkiem, celując szparą w moją twarz.
– Bierz tę muszelkę, stara suko! – usłyszałam jej rozpalony pożądaniem rozkaz. Złapała mnie za włosy, szarpnęła i podsunęła mi swoją picz prosto do ust.
Nie opierałam się. Jadłam jej pachnącą pizdeczkę. Piłam z niej. Ruchałam ją językiem, najgłębiej jak mogłam. Ssałam z całych sił jej łechtaczkę. Niewiele potrzebowała, żeby zacząć wierzgać biodrami w amoku rozkoszy. Puściłam brzegi biurka i złapałam oba jej pośladki tak, żeby nie mogła mi uciec z pizdą. Chłeptałam ją jak pies z miski, dopóki nie popłynęły z niej soki.
– Ja pierdolę! Też chcę być prawnikiem – krzyknął Arek, który bez ustanku łomotał mnie od tyłu kutasem w cipę.
Za chwilę poczułam jednak, że wyciąga z dziurki pluga. Chwilę zabawiał się z nią kciukiem, wpychając go raz po raz do oporu w rytm pracy jego członka w cipie. Nagle, nie przerywając sobie ruchania, poderwał mnie obiema rękami z biurka. Opadł razem ze mną na krzesło. Siedziałam teraz na nim, tyłem do niego. Złapał mnie pod uda, podrzucił w górę. Zanim się spostrzegłam, poczułam jego gorącego penisa w mojej rozpalonej dupie. Jedną dłonią próbowałam opanować moje skaczące w oszalałym tempie cycki, a drugą sięgnęłam za siebie, by chwytając kark Arka, utrzymać równowagę. Ten podrzucał mnie bez najmniejszego wysiłku na swoim drągu. Teraz to moje dupsko jak dwie puszyste kule ciasta klapały co chwila o podbrzusze ochroniarza i urabiały się na jego biodrach.
– To był doskonały pomysł, Arek, z zabawą w łapanie złodziejek. Ale to pierwsza suka, która lubi to bardziej niż my – usłyszałam komentarz Aśki na wysokości mojego krocza.
W tym samym momencie twarz dziewczyny zanurkowała między moje uda. Na przemian pieściła ustami i językiem moją pizdę i chuja Arka. Klęczała przed krzesłem, na którym w najlepsze trwał odwrócony jeździec. Arek bezlitośnie rozpychał się kutasem między moimi pośladkami. Klap, klap, klap! Ćwiczył biceps, unosząc mnie z wysoko zadartymi nogami raz za razem. Jak tylko poczułam, że główka jego dyszla wysuwa się z mojej dziurki, już opuszczał mnie, by nabić gwałtownie moją dupę po same jaja. Aśka wepchnęła mi dwa palce w cipę, przysysając się do mojej łechtaczki. Jej twarz wędrowała w górę i w dół, wraz z moim kroczem.
Wreszcie, po kolei zaczęliśmy wydawać z siebie nieludzki jęk orgazmu. Poczułam, jak moją dupę wypełnia gorący płyn. Z rozkoszy trysnęłam z cipy na twarz klęczącej Aśki. Ta starała się złapać w usta każdą kroplę, ale po chwili opadła na plecy, palcując z furią własną pizdeczkę.
– Kurwaaaaaa!!! – darła się zawodniczka MMA, a jej ciałem szarpały konwulsje jak w padaczce.
Nie mam pojęcia, jak znalazłam się w samochodzie na poziomie -2 galerii handlowej. Wyjeżdżałam z pustego parkingu w całkowitej ciemności . Cudem dotarłam do domu i wtoczyłam się jak pijana do własnej sypialni. Nagle uprzytomniłam sobie, że w łóżku ktoś leży.
– Marek?!
Odpowiedział mi rozespany pomruk aprobaty. Ściągnęłam z siebie przemoczoną sokami trojga osób dzianinę, uwolniłam się ze stanika. Cycki z ulgą wylały się na żebra i mostek. Kopnęłam szpilki w kąt i padłam na materac w podartych stringach i pończochach. Nagła myśl powstrzymała mnie na ułamek sekundy przed zaśnięciem:
– Znowu zostawiłam prezent od Maksa!
– Co mówisz, kochanie?
Jak Ci się podobało?