Nieruchoma. Flesh Property
16 sierpnia 2026
8 min
Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!
Xoxo,
SamX
Trzy miesiące. Dokładnie tyle czasu minęło, odkąd mój poukładany świat posypał się, jakby ktoś spod misternie układanej konstrukcji na piasku wyciągnął kluczowy element. Przez trzy lata pracowałam jako asystentka zarządu w jednej ze spółek Skarbu Państwa – byłam profesjonalna, niezastąpiona, znałam firmę od podszewki. Wszystko zmieniło się w ułamku sekundy, gdy nowym prezesem został były wiceminister z ramienia skrajnie prawicowej partii. Dla kogoś takiego jak ja, dla trans kobiety, z dnia na dzień nie było tam miejsca. Nowe porządki zaczęły się od zwolnień i zatrudniania swoich ludzi, a ja nie miałam szans, żeby stać się swoja. W moich dokumentach cały czas miałam moje metrykalne imię, a z garderoby już dawno pozbyłam się garniturów i męskich butów. Dla nowego prezesa byłam pedałką, której trzeba się było szybko pozbyć.
Po trzech miesiącach bezskutecznego szukania pracy, kiedy miałam już coraz mniej oszczędności, a frustracja mieszała się ze strachem o przyszłość, trafiłam na ogłoszenie Jakuba. Szukał kogoś do kierowania całym biurem w agencji nieruchomości – jak szybko sprawdziłam, jednej z topowych w Polsce. Miałam odpowiednie doświadczenie, żeby bez poczucia wstydu aplikować i wiedziałam, że pasuję na to stanowisko. Z internetowego rekonesansu wyłonił się obraz faceta, który był jak z filmu porno klasy premium – wysoki, łysy, nieoszczędzający się na siłowni właściciel dobrze prosperującego biznesu.
Napisałam. Odpowiedział krótko. Poprosił, żebym pojawiła się na rozmowie rekrutacyjnej o 16:00. Punktualnie. To słowo “punktualnie” wywołało we mnie lekki dreszcz, bo brzmiało jak krótki rozkaz kogoś, kto nie lubi sprzeciwu i bardzo szanuje swój czas.
Kiedy wbiłam podany adres w Google Maps, poczułam lekkie zaskoczenie. To nie był adres biura agencji, ale prywatny adres na obrzeżach miasta. Przez chwilę się wahałam, ale sytuacja, w której się znalazłam, z dnia na dzień odbierała mi coraz bardziej komfort zastanawiania się, czy to aby na pewno jest praca dla mnie. Długo się nie zastanawiając, potwierdziłam spotkanie.
Włożyłam dopasowaną, czerwoną sukienkę do kolan, która podkreślała moją szczupłą sylwetkę. Zrobiłam staranny, delikatny makijaż, wsunęłam stopy w wysokie szpilki i zamówiłam taksówkę. Przez całą drogę czułam, jak żołądek kurczy mi się ze zdenerwowania. Do tego taksówkarz patrzył na mnie jak na kawał mięsa, który ktoś kazał mu dostarczyć za miasto, chyba poznał, że jestem trans. Czułam to rozpoznające mnie spojrzenie w oczach wielu mężczyzn, którzy mną gardzili. Znałam je doskonale.
Taksówka zatrzymała się pod wskazanym adresem dokładnie za pięć szesnasta. Posesja robiła wrażenie – surowa, nowoczesna bryła ze szkła i betonu, otoczona wysokim murem, który skutecznie odcinał ją od reszty świata. Poprawiłam materiał sukienki, wzięłam głęboki oddech, czując chrzęst żwiru pod obcasami, i podeszłam do ciężkich, ciemnych drzwi.
Zanim zdążyłam nacisnąć dzwonek, drzwi otworzyły się, a w progu stanął Jakub. Był jeszcze potężniejszy niż na zdjęciach. Szerokie ramiona niemal całkowicie zablokowały światło wpadające z przedpokoju. Czarna koszula Hugo Bossa napinała się na jego klatce piersiowej przy każdym oddechu. Oparł ciężką dłoń o futrynę i powoli, bezczelnie zmierzył mnie wzrokiem od czubka głowy aż po czubki moich szpilek. Pod tym drapieżnym spojrzeniem poczułam, jak cała moja wyuczona, korporacyjna pewność siebie momentalnie wyparowuje.
– Punktualnie. Lubię to – jego głos był niski, chropowaty, wibrujący. Odsunął się, wpuszczając mnie do środka. – Wejdź.
Wnętrze pachniało drogą skórą pomieszaną z zapachem paczuli i ciężką, męską energią. Kiedy minęłam go w korytarzu, usłyszałam za sobą głośny, metaliczny klik zamykanego zamka. Odwróciłam się w jego stronę, instynktownie mocniej ściskając rączkę torebki.
– Przyniosłam CV i referencje… – zaczęłam, próbując utrzymać profesjonalny, opanowany ton, choć serce tłukło mi się w piersiach jak oszalałe.
Jakub podszedł o krok bliżej, skracając dystans do minimum. Musiałam mocniej odchylić głowę do tyłu, żeby nasze twarze się nie zetknęły.
– Rzuć to na komodę – uciął krótko, nie spuszczając ze mnie wzroku. – Twoje robota w gabinecie prawicowego polityka gówno mnie obchodzi. Zanim pozwolę prowadzić ci biuro w mojej firmie, muszę sprawdzić, jak reagujesz na moje polecenia. Odłóż torebkę – powiedział, zbliżając się do mnie tak blisko, że poczułam ciepło wypowiadanych przez niego słów.
Nie musiał mówić, żebym odłożyła torebkę, bo ta wypadła mi z rąk. Brzmiał jak ktoś, kto doskonale znał moją przeszłość i był bardzo dobrze przygotowany na to spotkanie. Odwrócił się i zdecydowanym ruchem dłoni pokierował mnie prosto do salonu.
Szłam za nim, nie mogąc oderwać wzroku od jego pleców. Były obezwładniająco szerokie i ruszały się pod wpływem jego kroków niczym delikatne fale wielkiego i bezkresnego oceanu. Mógł mieć trzydzieści kilka lat i prawie dwa metry wzrostu. Jego szerokie barki i wyraźnie zarysowane mięśnie wypełniały materiał koszuli, wpuszczonej w doskonale skrojone, szare spodnie. Kiedy wskazał mi miejsce, przez ułamek sekundy skupiłam wzrok na jego dłoniach – były duże, silne. I bez obrączki na palcu. Ten dom był tak nieprzyzwoicie luksusowy, że przez głowę przemknęła mi irracjonalna myśl: jeśli tak właśnie żyją samotni, dominujący faceci, to jeszcze bardziej pragnęłam być w tym świecie kobietą.
Usiadłam na brzegu głębokiej, skórzanej kanapy, starając się zachować elegancką postawę. Jakub przyglądał mi się przez chwilę z góry, po czym sam usiadł naprzeciwko, władczo i swobodnie rozstawiając nogi.
– W realu jesteś jeszcze piękniejsza niż na zdjęciach – powiedział nagle. Jego głos niemal wibrował mi w żołądku.
Poczułam uderzenie gorąca na policzkach i drobne zakłopotanie. Próbowałam utrzymać maskę profesjonalistki, ale podskórnie czułam, o co w tym wszystkim chodzi. Podobało mi się, jak na mnie patrzył. Zżerał mnie wzrokiem, a ja nie zamierzałam przed tym uciekać.
Oczekiwałam pytań o zarządzanie biurem, o to, co robiłam na swoim poprzednim stanowisku. Zamiast tego zapadła ciężka cisza. Nie pytał o nic. Milczał, wpatrując się we mnie z intensywnością drapieżnika, jakby sprawdzał moją wytrzymałość, jakby liczył na to, że ta przedłużająca się pauza mnie sprowokuje i złamie. Napięcie między nami gęstniało z każdą sekundą.
– Napijesz się czegoś? – zapytał w końcu. – Nie, dziękuję – odpowiedziałam, starając się, by mój głos brzmiał stabilnie.
Przechylił lekko głowę, a na jego ustach wykwitł ledwo dostrzegalny, drapieżny uśmiech.
– To dobrze. Chcę, żebyś miała trzeźwy umysł – mruknął, opierając łokcie na kolanach. Zbliżył twarz do mojej, skracając dystans do niebezpiecznego minimum. – Opowiesz mi w takim razie, co dokładnie zrobiłaś prezesowi?
Zawiesił głos na ułamek sekundy, po czym uderzył z brutalną, chirurgiczną precyzją:
– Zaproponowałaś na dzień dobry, że obciągniesz mu fiuta?
Zamarłam. W jednym momencie oblał mnie zimny pot, a serce stanęło mi w gardle. Powietrze nagle uciekło z płuc.
– To wcale nie było tak… – zaczęłam się gorączkowo bronić, czując, jak krew pulsuje mi w skroniach. – To on mnie sprowokował, próbował mnie…
– Kamil – przerwał mi ostro, używając imienia, którego dawno wymazałam ze swojego życia. – Skup się kurwa i nie zachowuj się jak rozhisteryzowany pedał!
Spojrzałam na niego z przerażeniem, a w moich oczach natychmiast zebrały się łzy. Byłam pewna, że to koniec, że nie mam już żadnych szans na tę pracę, że zaprosił mnie tu tylko po to, by okrutnie ze mnie zakpić. Pojedyncza kropla spłynęła po moim policzku, lekko rozmazując starannie nałożony makijaż.
Jakub westchnął, przysunął się bliżej i uniósł moją brodę dwoma palcami, zmuszając, bym spojrzała mu prosto w oczy. – Nie szukam beksy, tylko asystentki – powiedział nieco łagodniej, choć jego spojrzenie wciąż było chłodne i wwiercało się prosto w moją duszę. – Imię Kamila zdecydowanie bardziej do ciebie pasuje.
Na jego ustach wykwitł cień drapieżnego uśmiechu. Poważniał jednak błyskawicznie. – No to powiedz. Co kazał ci zrobić ten cały prezesik?
Przełknęłam ślinę, próbując za wszelką cenę opanować drżenie głosu. – Kiedy zmieniła się władza i wyleciał cały stary zarząd, byłam pierwsza na liście do zwolnienia – zaczęłam cicho. – Pracowałam tam najdłużej, a asystentki rzadko utrzymują się na stanowiskach przy takich zmianach. Chciałam po prostu przetrwać. Ale wtedy on wezwał mnie do gabinetu. Powiedział, że polecił centrum IT przywrócić w systemie moje stare imię… Kamil – od wypowiedzenia tego imienia jakaś niewyobrażalna siła ścisnęła mnie za gardło.
Na samo wspomnienie tamtej chwili oblał mnie zimny pot. – Chciał mnie zmusić do dobrowolnego odejścia, ale wiedział, że chronią mnie związki zawodowe. Próbowałam się bronić. Wtedy wpadł w szał. Rzucił się na mnie, przyparł do ściany i zaczął podduszać, wyzywając od pedałów… a potem nagle odskoczył, zaczął krzyczeć, żebym dała mu spokój. Wybiegł z pokoju i rzucił oskarżenie o napaść seksualną. Zwolnili mnie dyscyplinarnie w trybie natychmiastowym – powiedziałam na jednym tchu, próbując złapać płytki oddech.
Spodziewałam się ze strony Jakuba odrobiny empatii. Zamiast tego przekrzywił głowę, przyglądając mi się z lodowatym spokojem.
– I to wszystko? – zapytał z nutą kpiny w głosie. – Chyba najprościej byłoby mu po prostu obciągnąć i zachować posadę.
Zatkało mnie. Przez ułamek sekundy zastanawiałam się, po co on mnie tu w ogóle zaprosił.
– Chcesz prowadzić biuro mojej agencji nieruchomości, czy nie? – uciął krótko moje rozważania podniesionym głosem. – Tak… – wydukałam w szoku. – Ale my przecież w ogóle nie rozmawiamy o pracy.
– Przebierz się – rzucił beznamiętnie, ignorując moją uwagę, po czym wskazał palcem na płaskie, czarne pudełko leżące na szklanym stoliku obok kanapy.
Spojrzałam na nie, a potem znów na niego. Sięgnęłam po karton drżącymi rękami, czując na sobie jego palący wzrok. Kiedy uniosłam brzeg pudełka, poczułam jakby moje nogi zaczął oplatać obślizgły wąż, od którego ciepła zrobiło mi się w rezultacie przyjemnie. Wewnątrz, na czarnym pergaminie, leżał komplet skąpej, czarnej koronkowej bielizny. Półprzezroczysty, absurdalnie wyzywający i składający się zaledwie z kilku cienkich pasków materiału.
– Chcę zobaczyć, jak moja przyszła asystentka będzie wyglądała w swoim nowym stroju służbowym – oznajmił szyderczo Jakub, wygodnie opierając się o oparcie kanapy i splatając dłonie.
Czułam, jak ogarnia mnie mieszanka paniki i dzikiego podniecenia, które przejmowało nade mną kontrolę. Trzymałam pudełko na kolanach. – Czy… czy mogę gdzieś pójść? Skorzystać z łazienki? – zapytałam ledwie słyszalnym szeptem, ściskając w palcach krawędź wieczka.
Jakub nie drgnął. Jego oczy pociemniały od władzy nade mną, jaką zyskiwał w tej sytuacji. – Zrób to tutaj – rzucił krótko i po chwili dodał – jak ten prezesik do Ciebie mówił? Ty pedałko?
MsExplorer
Jak Ci się podobało?