Ilustracja: Pexels

Pokój gościnny

5 października 2026

20 min

Dziś mały test czytelniczych gustów — trochę więcej „tartaku” niż ostatnio ? Ciekawi mnie, jak odbierzecie ten klimat i czy rodzaj treści znajdzie odzwierciedlenie w ocenach. Żadnych naukowych ambicji, po prostu autorska ciekawość. Miłej lektury!

Marta miała trzydzieści pięć lat i od dawna pracowała jako instruktorka fitness. Była szczupła i wysportowana, z pełnym biustem w rozmiarze D; zwykle brano ją za młodszą. W ciążę zaszła, mając zaledwie szesnaście lat. Ojciec Piotrka, jej ówczesny chłopak i późniejszy mąż, odszedł siedem lat temu. Od tamtej pory sama wychowywała syna. Kochała go ponad wszystko, lecz między pracą a domowymi obowiązkami coraz trudniej było znaleźć czas dla siebie i miejsce na bliskość.

Piotrek skończył osiemnaście lat i rozpoczął ostatni rok liceum. Pewnego dnia przyprowadził do domu Adama, nowego kolegę z klasy. Chłopak pochodził z innego miasta i mieszkał u ciotki na sąsiednim osiedlu. Po przeprowadzce stracił rok nauki, więc był starszy od Piotrka: w sierpniu skończył dziewiętnaście lat, a wyglądał na jeszcze więcej. Był wysoki, barczysty, miał wyraźnie zarysowane mięśnie i nosił dopasowane koszulki. Już od pierwszego spotkania Marta zauważała, że czasem przyglądał się jej dłużej, niż wypadało, ale nie przywiązywała do tego wagi.

Adam zaczął regularnie u nich nocować. Mieszkał z ciotką w ciasnej kawalerce, a u Marty mógł korzystać z pokoju gościnnego. Zostawał czasem dwa, trzy razy w tygodniu. Piotrek cieszył się, że ma z kim grać i przygotowywać się do lekcji. Kolega nie musiał wracać do ciotki późnym wieczorem. Marta również nie protestowała. Adam był uprzejmy, pomagał w kuchni, a z pokoju syna częściej niż dawniej dobiegały rozmowy i śmiech.


Pierwszy raz zdarzyło się to w drugim tygodniu, zupełnie przypadkiem.

Grali w pokoju Piotrka przy uchylonych drzwiach, bo od nagrzanej konsoli robiło się w środku duszno. Piotrek siedział na łóżku ze słuchawkami na uszach, Adam na podłodze, plecami do ramy łóżka, z padem na kolanach. Ze swojego miejsca widział kawałek korytarza i drzwi łazienki.

Kwadrans po jedenastej w łazience ucichła woda. Drzwi się otworzyły i Marta przeszła korytarzem w krótkiej koszuli nocnej z cienkiej, białej bawełny, z ręcznikiem zawiniętym na głowie.

Światło łazienki miała za plecami. Bawełna prześwietliła się jak papier przyłożony do lampy i Adam zobaczył przez nią całą sylwetkę: wcięcie w talii, łuk bioder, jasny prześwit między udami. Kiedy odwróciła się bokiem, żeby zgasić światło, zarysował się pełny kształt piersi, ciężkiej, niczym nieosłoniętej, z ciemnym cieniem sutka, który napierał na materiał. Koszula kończyła się kilka centymetrów pod pośladkami. Wszystko trwało tyle, ile trzy kroki.

– Dobranoc, chłopaki – rzuciła, nie zatrzymując się. – Nie siedźcie do rana.

Piotrek nie podniósł wzroku znad ekranu. Adam zginął w grze dwa razy z rzędu i potem nie umiał powiedzieć, kto go zabił.

Od tamtej pory sam zostawiał drzwi uchylone. Nie szeroko; tylko tyle, żeby z jego miejsca na podłodze widać było korytarz.

W czwartek Marta szła z łazienki z koszem prania pod pachą, w za dużym podkoszulku do spania. Przed ich drzwiami wypadła jej z kosza skarpetka. Schyliła się po nią na prostych nogach, plecami do szpary, i podkoszulek podjechał jej wysoko na plecy.

Miała pod spodem kremowe koronkowe szorto-stringi: szeroki pas koronki nisko na biodrach, falisty brzeg biegnący w poprzek pośladków i pośrodku wąski klin, który znikał między nimi. Adam widział je z dwóch metrów, z dołu, z poziomu podłogi. Koronka zakrywała tylko górną połowę pośladków i przez jej wzór prześwitywała skóra. Dolna połowa była naga: okrągła, jaśniejsza od ud, z miękką fałdą tam, gdzie pośladki przechodziły w uda, w tym pochyleniu jeszcze pełniejsza. Kiedy podniosła skarpetkę, klin wsunął się głębiej i koronka odsłoniła więcej, niż zakrywała. Wyprostowała się, poprawiła kosz na biodrze i poszła dalej, nucąc coś pod nosem.

Nie miała pojęcia. To było najgorsze i najlepsze naraz.

W sobotę obudził się przed szóstą z suchym gardłem. W mieszkaniu było jeszcze szaro. Poszedł boso do kuchni po wodę i zatrzymał się w ciemnym korytarzu, zanim przekroczył próg.

Marta stała przy blacie tyłem do niego, w samej bieliźnie i cienkiej koszulce na ramiączkach. Była pewna, że obaj jeszcze śpią; w soboty żaden nie wstawał przed dziesiątą. Czekała, aż ekspres skończy, i wspięła się na palce, żeby sięgnąć po cukiernicę z górnej półki.

Majtki były czarne, koronkowe, z tyłu prawie całe przezroczyste. Przez gęsty wzór kwiatów widział jej pośladki, napięte od stania na palcach, i ciemną linię między nimi, którą koronka przykrywała tylko z nazwy. Koszulka podjechała przy wyciągniętej ręce i odsłoniła pas skóry nad koronką, dwa dołki nad krzyżem. Przez szeroki otwór pod pachą zobaczył z boku jej pierś: pełną, wolną, kołyszącą się lekko, kiedy opuszczała rękę z cukiernicą.

Stał w ciemności z pustą szklanką i nie oddychał. Kiedy odwróciła się bokiem do ekspresu, cofnął się o krok, potem o drugi, i wrócił do pokoju bez wody.

Na śniadanie przyszła w legginsach i bluzie z kapturem.

– Śpiochy – powiedziała, stawiając przed nimi talerze. – Kawa dawno wystygła.

Adam przytaknął i jadł, nie podnosząc wzroku znad jajecznicy.

Najdłużej pamiętał wtorek.

Szedł do kuchni, a drzwi łazienki nie były domknięte; zostawiła szparę na szerokość dłoni, żeby uciekała para. Przez szparę, w kłębach ciepłego powietrza, zobaczył Martę. Stała z jedną stopą opartą o brzeg wanny i wcierała balsam w łydkę.

Była naga. Ręcznik leżał na pralce. Adam widział ją z boku, przez jedno uderzenie serca: długą linię wyprostowanej nogi, udo napięte na krawędzi wanny, nagi pośladek, okrągły i jeszcze mokry, pierś, która przy pochyleniu zwisała ciężko, z sutkiem stwardniałym od chłodniejszego powietrza z korytarza, wilgotne włosy przyklejone do łopatek. Lustro było zaparowane do białości. Gdyby nawet podniosła wzrok, nie zobaczyłaby w nim nikogo.

Nie podniosła. Przesunęła dłońmi w górę uda, powoli, aż do biodra.

Adam poszedł dalej, nie zwalniając, bo zwolnienie byłoby już decyzją. Pił wodę przy zlewie tyłem do korytarza i pił tak długo, aż usłyszał, że drzwi łazienki się zamykają.


Pewnego piątku Adam znów został na noc. Piotrek, po całym tygodniu nauki, zasiedział się przy konsoli w swoim pokoju. Miał słuchawki na uszach i zamknięte drzwi, więc Marta poszła się wykąpać. Nie zamykała łazienki na klucz. Sądziła, że Piotrek i tak nie wyjdzie z pokoju, a Adam już śpi.

Ale Adam nie spał.

Marta stała pod prysznicem z zamkniętymi oczami i pozwalała gorącej wodzie spływać po zmęczonych mięśniach. Nie wiedziała, że na korytarzu, pod drzwiami łazienki, klęczy jej gość.

W dolnej części drzwi była kratka wentylacyjna: biały plastikowy prostokąt z ukośnymi listewkami, wstawiony po to, by ułatwić wentylację. Listewki ustawiono tak, żeby nikt nie mógł przez nie zajrzeć, ale jedna z nich była wyłamana. Zostawiła szczelinę na dwa palce, przez którą z wysokości kolan łazienkę widać było jak przez wizjer, od podłogi w górę. Adam odkrył to kilka dni wcześniej, kiedy w ciemnym korytarzu wypadła mu z kieszeni ładowarka. Schylił się po nią i zobaczył przez szczelinę jasną podłogę, matę i bose stopy. Wtedy wstał od razu. Dzisiaj nie wstał.

Uklęknął na chłodnych panelach, oparł dłoń o framugę i przyłożył oko do szczeliny.

Kabina miała szklane drzwi, zaparowane tylko u góry. Dołem, przez czystą jeszcze szybę, widział jej łydki, kolana i uda, po których spływała woda, a wyżej, im niżej pochylał głowę, tym więcej: płaski brzuch, pępek, a pod nim wąski, krótko przycięty paseczek ciemnych włosów, jedyny na zupełnie gładkiej skórze, z którego woda ściekała cienką strugą między uda. Kiedy uniosła ręce do włosów, zobaczył od dołu jej piersi, ciężkie i mokre, z ciemnymi sutkami, z których kapało. Odwróciła się po szampon i pokazała mu plecy, długi rowek kręgosłupa i pośladki, okrągłe, lśniące, napięte, kiedy stanęła na palcach, żeby dosięgnąć półki.

Woda ucichła.

Adam się nie cofnął. Wiedział, że powinien, lecz czuł, że to, na co czekał, dopiero się zaczyna.

Marta odsunęła drzwi kabiny i wyszła na matę, prosto przed kratkę, metr od jego twarzy. Sięgnęła po ręcznik. Wytarła włosy, ramiona, piersi, unosząc je dłonią, żeby wytrzeć skórę pod spodem. Potem postawiła jedną stopę na brzegu wanny, żeby wytrzeć nogę.

Z wysokości podłogi Adam patrzył w górę, między jej uda. Widział wnętrze uda napięte na krawędzi wanny i kroplę, która spływała po nim powoli w stronę kolana. Nad nią, w pełnym świetle łazienki, widział to, czego nie powinien był zobaczyć nigdy: gładką skórę, różową od gorącej wody, wargi rozchylone lekko przy tym rozkroku i cień, w który znikały. Przesunęła ręcznikiem po wewnętrznej stronie uda, w górę, aż tam, i przytrzymała go dłużej, z głową odchyloną do tyłu i zamkniętymi oczami, zmęczona po całym dniu.

Potem zmieniła nogę.

Kiedy sięgnęła po szlafrok, Adam był już na nogach. Cofnął się bezszelestnie korytarzem i zamknął za sobą drzwi pokoju gościnnego.

Serce biło mu jak oszalałe, obraz jej nagiego ciała – wilgotnych piersi, jędrnych pośladków – palił mu się w pamięci. Rozpiął spodnie bez zapalania światła. Jego penis był już nabrzmiały, pulsujący, twardy do bólu. Objął go dłonią i zaczął się masować powoli, z zamkniętymi oczami, widząc ją pod prysznicem. Przyspieszył ruchy dłoni, zacisnął zęby, próbując nie jęczeć. Zalała go fala rozkoszy tak intensywna, że musiał przygryźć wargę, by nie krzyknąć. Wytrysnął na swoją koszulkę, z trudem łapiąc oddech, a potem leżał w ciemności z bijącym sercem, czując wyrzuty sumienia zmieszane z niepowstrzymaną ekscytacją.


Kilka dni później Piotrek i Adam zabrali się w domu Marty do pracy nad projektem z informatyki.

Marta przygotowała kolację i otworzyła wino. Sobie nalała kieliszek, chłopcom podała piwo, które Piotrek od niedawna mógł legalnie pić. Adam przyniósł butelkę whisky, jak powiedział, „na rozgrzewkę”. Rozgrzewał jednak głównie Piotrka: nalewał mu dużo, a sam pił niewiele. Przy każdej kolejce znajdował powód: za projekt, który i tak zdadzą; za informatyka, który nie odróżnia pętli od warunku; za gospodarza, bo przecież to on ich gościł. Sam maczał usta i odstawiał szklankę prawie pełną. Piotrek prawie nie znał mocniejszego alkoholu. Przy trzeciej szklance śmiał się z byle czego, przy czwartej przestał trafiać widelcem w talerz. Przeniósł się na kanapę w salonie, żeby „na chwilę przymknąć oczy”, i zasnął z jedną nogą na podłodze. Adam próbował go obudzić, lecz usłyszał tylko niewyraźne burknięcie.

– Nie ma sensu go budzić – powiedział Adam. – Mogę wezwać taksówkę.

– Zostań – odparła Marta. – Pokój gościnny jest wolny. Nie będziesz wracał po nocy.

Uśmiechnął się. W świetle lampy jego szare oczy wydawały się ciemniejsze, a cień zarostu na szczęce dodawał mu lat.

Przykryła syna kocem. Kiedy wróciła do stołu, Adam nalał whisky do czystej szklanki i przesunął ją w jej stronę.

– Spróbuje pani? Tylko łyk. Dobra, nie taka jak ze sklepu pod blokiem.

– Mów mi po imieniu. Pani jestem w pracy.

Upiła łyk. Było mocne, paliło w gardle i rozlewało się ciepłem w piersi. Skrzywiła się, a on się roześmiał. Nagle siedzieli we dwoje nad brudnymi talerzami jak ludzie, którzy znają się dłużej niż kilka tygodni.

Zapytał o jej pracę. Kiedy wspomniała o porannych zajęciach, uniósł brwi.

– O ósmej?

– Tak. Mam wtedy grupę emerytek.

– Ja się o tej porze ledwo budzę.

– Ja też. Ale one już chcą ćwiczyć.

Uśmiechnął się i zapytał, czy dla każdej grupy przygotowuje osobny plan. Opowiedziała mu trochę o zajęciach, a potem sama zapytała o jego rodzinę.

– Twój ojciec też tu mieszka?

– Nie, pracuje w Norwegii. Ja na razie jestem u ciotki.

Zapytała, jak mu się mieszka u ciotki. Kiedy wspomniał o jej chrapaniu, Marta się roześmiała.

– Aż tak źle?

– Czasami mam wrażenie, że szyby drżą.

Dolewał jej wina, kiedy kieliszek pustoszał. Sobie whisky, na palec.

Kiedy odchyliła się na krześle i przeciągnęła, poczuła jego wzrok na biuście pod cienką bluzką. Nie odwrócił oczu od razu. Ona też nic nie powiedziała.

Wstała, żeby zebrać talerze. Kiedy pochyliła się nad stołem po jego talerz, bluzka odstała od ciała. Wiedziała, że z jego miejsca widać biały brzeg biustonosza i więcej, niż powinien widzieć kolega jej syna. Wyprostowała się bez pośpiechu. Szumiało jej trochę w głowie, ale myślała jasno, jaśniej niż przez cały tydzień.

– Dobranoc, Adam.

– Dobranoc, Marto.

Pierwszy raz powiedział do niej po imieniu. Zabrzmiało to tak, jakby wcześniej ćwiczył.


Poszła do sypialni wcześniej niż zwykle. Włożyła krótką czarną koszulę nocną z koronką, bez stanika. Od siedmiu lat spała sama i przywykła do swobody, ale tej nocy długo nie mogła zasnąć. Słuchała cichego szumu lodówki. Nie wiedziała, czy niepokoi ją wypity alkohol, czy to, że nad stołem pozwoliła mu patrzeć.

Drzwi do sypialni otworzyły się bezszelestnie. Przez chwilę myślała, że to sen. Cień wszedł do pokoju i zamknął za sobą drzwi. Zapach – męski, z nutą whisky i potu. Adam.

– Marto… – szepnął tak cicho, że ledwo to usłyszała.

Nie odpowiedziała. Leżała nieruchomo na boku, twarzą do ściany, z zamkniętymi powiekami i oddychała równo i głęboko, jak podczas snu. Nie zdecydowała o tym; ciało zrobiło to bez jej udziału, zanim zdążyła pomyśleć, co odpowie. „To tylko sen” – powtarzała w duchu. „Za chwilę obudzę się sama.”

Stał przy łóżku długo. Słyszała jego oddech i klepkę parkietu, która skrzypnęła, kiedy przeniósł ciężar z nogi na nogę. Potem materac ugiął się za jej plecami.

Usiadł na brzegu. Sprawdzał, czy śpi; czuła to w każdym jego ruchu, ostrożnym jak krok po zamarzniętej kałuży. Odsunął kołdrę z jej ramienia jednym palcem. Chłód pokoju dotknął pleców, a zaraz po nim ciepło dłoni: na ramieniu, lekko, ledwie dotykiem.

Wiedziała, że to on. Wiedziała, co robi i co zaraz zrobi. To, co przed chwilą było odruchem, stawało się wyborem. Wystarczyłoby jedno słowo, jego imię wypowiedziane zwykłym głosem, a wstałby, przeprosił i wyszedł; była tego pewna. Tego słowa nie powiedziała. Pozwalała mu wierzyć, że śpi.

Dłoń przesunęła się z ramienia w dół, do talii. Skóra pod palcami natychmiast pokryła się gęsią skórką. Zatrzymał się, czekając, czy się poruszy. Nie poruszyła się. Dłoń zeszła niżej, na biodro, na brzeg koronki, która podjechała, kiedy przewracała się z boku na bok, i dalej, na nagie udo, od kolana w górę, powoli, pod koszulę, aż do cienkiego paska majtek. Tam znów się zatrzymała. W środku zaczęło się dziać coś, czego nie potrafiła nazwać: mrowienie w podbrzuszu, ciepło między udami, które przyszło szybciej, niż chciała.

Jego dłoń powędrowała wyżej. Powoli, ostrożnie wsunęła się pod ramiączko koszuli nocnej. Poczuła dotyk na piersi. Nie miała stanika. Sutek natychmiast stwardniał pod jego palcem. Syknęła cicho przez zęby, wciąż się nie odwracając.

Palec znieruchomiał. Usłyszała, jak Adam powoli wypuszcza powietrze.

Drgnęła. Wiedziała, co powinna powiedzieć: że powinien wyjść, że Piotrek jest tuż obok… Nie chciała tego mówić. A wtedy jego druga dłoń znalazła się na jej brzuchu i powoli, bardzo powoli zaczęła schodzić w dół. Pod koronkę. Pod same majtki.

Jej wargi drżały, ale nie wydobyło się z nich żadne słowo. To było błaganie ciałem – drżenie, szybszy oddech, biodra unoszące się ku niemu.

Jego palce dotarły do łechtaczki. Pociągnęła powietrze przez zęby. Ciało zdradziło ją bez pardonu – była wilgotna, gotowa, rozpaczliwie spragniona dotyku. Siedem lat samotności. Siedem lat, w których dotykała ludzi tylko w pracy: poprawiała komuś łokieć przy pompce, przytrzymywała czyjeś kolano przy rozciąganiu. Jej samej nikt nie dotykał.

Obrócił ją na plecy. W ciemności dostrzegła jego oczy – dzikie, ale bez agresji. Tylko pożądanie. I coś jeszcze. Podziw.

– Jesteś piękna – powiedział cicho, zdejmując jej koszulę nocną, a po chwili również majtki.

Leżała przed nim naga. Jej duże, jędrne piersi unosiły się i opadały w rytmie chaotycznego oddechu. On przyglądał się przez chwilę, jakby chciał zapamiętać każdy szczegół. Potem pochylił się i wziął do ust jeden sutek. Pociągnął go delikatnie, a potem mocniej. Jej dłoń odruchowo wplotła się w jego włosy.

Jęknęła cicho. Nie były to słowa, tylko dźwięk, który wyrwał się jej z gardła. Biodra same uniosły się do góry, prosząc o więcej.

Zaczął przesuwać się w dół, całując jej płaski, wysportowany brzuch, wąskie biodra, wewnętrzną stronę ud. Poczuła gorący oddech na samej granicy. Nie musiała nic mówić. On wiedział. Dotknął jej językiem delikatnie, jednym mokrym ruchem od dołu ku górze, od którego wygięła plecy w łuk. Objęła jego głowę dłońmi, wplatając palce w krótkie włosy, ale nie odzywała się. Tylko oddychała coraz głośniej, przyciągając go bliżej.

Adam pochłaniał ją z zachłannością, którą gromadził przez ostatnie dni podglądania. Język krążył wokół łechtaczki, po czym zanurzał się głębiej, smakując każdą część jej ciała. Biodra Marty poruszały się w rytmie jego ruchów, niekontrolowane, dzikie.

Kiedy w końcu się rozebrał, zamarła. Stał nade nią w całej okazałości, a jego penis… Był ogromny. Dłuższy i grubszy niż cokolwiek, co pamiętała. Ciemny, nabrzmiały, z wyraźnie zaznaczoną żołędzią pulsującą w świetle księżyca. Poczuła strach zmieszany z ekscytacją.

Uśmiechnął się, nachylił nad nią i pocałował ją w usta. Długi, głęboki pocałunek, podczas którego jego ręka błądziła między jej nogami, rozluźniając ją, przygotowując.

– Zaufaj mi – szepnął.

Poczuła nacisk. Adam wszedł w nią powoli, obserwując jej twarz i dając jej czas. Dzięki wcześniejszym pieszczotom była przygotowana; jej ciało przyjęło go bez bólu, odpowiadając natychmiastowym przypływem przyjemności. Jęknęła głośno, nie przejmując się już, czy ktoś ją usłyszy.

– Dobrze ci? – zapytał, zatrzymując się w połowie.

Nie odpowiedziała. Chwyciła go za pośladki i przyciągnęła głębiej.

Zaczął się poruszać. Powoli, potem szybciej. Każde pchnięcie wypełniało ją całą. Czuła go wszędzie. Jego ciepłe, twarde ciało obijało się o jej uda, jego klatka ocierała się o jej piersi. W pewnym momencie podniósł jej nogi na swoje ramiona i wszedł jeszcze głębiej. Krzyknęła, gryząc jego ramię.

– Jesteś niesamowita – wysapał w jej ucho. – Tak ciasna… tak gorąca…

Nie mogła mówić. Tylko jęczeć. Jej paznokcie rysowały jego plecy. Opuścił jej nogi z ramion, położył się na niej i zwolnił. Wsunął dłoń między ich ciała i znalazł ją palcami. Poruszał się teraz długo i głęboko, w jednym, równym rytmie, a jego palce krążyły w tym samym tempie. Przyjemność rosła powoli, od środka; podchodziła pod samą krawędź i cofała się, za każdym razem odrobinę wyżej. Nie przyspieszał. Mijały minuty, łóżko cicho skrzypiało, a ona szeptała mu w ramię „tak” i „nie przerywaj”. Nie przerywał, aż nie było już dokąd się cofać. Orgazm przyszedł długi i głęboki, z samego dna. Zacisnęła się na nim mocno, falami skurczów, które wstrząsnęły całym jej ciałem. Adam jęknął głośno i przyspieszył, wbijając się w nią kilka ostatnich razy, zanim wypełnił ją swoim ciepłem. Czuła pulsowanie w środku, każdą dawkę, każdy skurcz jego ciała.

Upadł na nią, ciężki, spocony. Ich oddechy splatały się w ciemności. Gładził jej włosy, całował jej twarz, szyję, ramiona.

– Chciałem tego od dawna – przyznał się cicho. – Od pierwszego razu, jak cię zobaczyłem w tych legginsach po domu.

Zaśmiała się, choć była zbyt zmęczona, by poruszyć nogą.

Marta przez chwilę leżała nieruchomo, uspokajając oddech. Potem spojrzała na niego. W świetle księżyca dostrzegła dziki błysk w jego oczach. Za pierwszym razem przestraszył ją sam jego rozmiar. Teraz patrzyła spokojnie, z bliska, zauważając szczegóły, które wcześniej umknęły jej w półmroku. Poczuła skurcz w podbrzuszu na sam widok.

Chciała to zrobić dobrze, tak żeby zapamiętał tę noc.

Nigdy nie była w tym mistrzynią. Z mężem robiła to rzadko, szybko, bez entuzjazmu. Ale przez te lata, w wieczory spędzane w pustym łóżku, czasem trafiała na fragmenty filmów. Widziała, jak to robią inne kobiety. Pamiętała, jak poruszać dłonią, jak używać języka i jak głęboko można pójść. Teraz, patrząc na Adama, poczuła nagły przypływ determinacji.

Usiadła powoli, czując, jak jej mięśnie wciąż drżą po jego dotyku. Pochyliła się nad nim; włosy opadły na jego uda. Najpierw pocałowała wewnętrzną stronę jego uda, tuż nad kolanem, czując pod skórą napięte mięśnie. On wciągnął powietrze przez zęby. Jej dłonie wędrowały w górę, po jego udach, coraz bliżej centrum.

Kiedy jej palce wreszcie go dotknęły, poczuła, jak cały drgnął. Był twardy jak stal, ale skóra niezwykle gładka, rozgrzana. Objęła go dłonią i powoli przesunęła ją w dół, aż do nasady. Potem w górę, obracając dłonią lekko, tak jak widziała w tych filmach. Adam jęknął cicho, głowa opadła na poduszkę.

– Boże, Marto…

Nie odpowiedziała. Skupiła się na jego reakcji. Druga dłoń zsunęła się niżej, do jego jąder. Były duże, napięte, ciepłe w dłoni. Pieściła je delikatnie, jednocześnie masując penis powoli i rytmicznie. Słyszała jego coraz głośniejszy oddech, czuła, jak biodra zaczynają podążać za ruchem jej dłoni.

Pochyliła się niżej. Najpierw dotknęła żołędzi wierzchem języka – jednym, mokrym ruchem. Smakował słono, po męsku. Jęknął, ledwie go dotknęła, i ten jęk podziałał na nią mocniej niż smak. Wzięła go do ust tak głęboko, jak potrafiła, czując, jak coś w niej lekko się zaciska, gdy główka dotyka tylnej ściany gardła. Potem powoli cofnęła głowę, nie przestając ssać, i znów zsunęła usta w dół, ustalając rytm.

Jedna dłoń wciąż błądziła po jego jądrach, delikatnie je tocząc, podciągając. Druga zacisnęła się u nasady, masując to, czego nie mogła objąć ustami. Adam szarpał prześcieradło, jego nogi napięły się jak struny.

– Zaraz… – wysapał ostrzegawczo. – Zaraz dojdę…

Nie przestała. Przyspieszyła, ssąc mocniej, biorąc go głębiej. Chciała go poczuć do samego końca.

Poczuła, jak jego ciało sztywnieje, jak nogi prostują się w bezsilnym skurczu. A potem fala. Gorąca, gęsta, uderzająca prosto w jej gardło. Było tego dużo. Więcej, niż się spodziewała. Instynktownie chciała się wycofać, ale coś w niej kazało zostać. Pochłaniała go dalej, ssąc ostatnie krople, czując pulsowanie w ustach, aż ostatni skurcz minął, a Adam opadł na poduszkę bezwładny, z ręką na oczach, oddychając tak, jakby wbiegł na dziesiąte piętro.

Kiedy wreszcie się odsunęła, przełknęła, zanim zdążyła się nad tym zastanowić. Spojrzała na niego z góry, z włosami opadającymi na twarz, i uśmiechnęła się. Po raz pierwszy tej nocy czuła się jak kobieta, która ma władzę.

– Następnym razem wytrzymam dłużej – szepnął, chwytając ją za ramię i przyciągając do siebie.

Upadła na niego, czując jego serce bijące jak młot. Jego dłonie zaczęły błądzić po jej plecach, pośladkach, udach. Po chwili poczuła, że jego ciało ponownie reaguje na jej bliskość.

– A teraz? – zapytała, choć znała odpowiedź.

– Teraz mamy czas do rana – odpowiedział, obracając ją na plecy.

Kiedy w końcu znów znalazł się nad nią, jego penis ocierał się o jej wilgotną skórę. Nie wszedł od razu. Poruszał się wzdłuż jej szczeliny, pocierając o nią główką, sprawdzając, jak bardzo go chce. Jej biodra podążały za nim, próbując go schwytać, ale on się wymykał.

– Powiedz, czego chcesz – szepnął jej do ucha.

Zamknęła oczy, zacisnęła wargi. Nie mogła. Przez siedem lat nikt jej nie pytał, czego chce, i zapomniała, jak się na to odpowiada. On czekał.

W końcu sięgnęła między ich ciała i sama go poprowadziła do środka. Jęknęli oboje w tym samym momencie, gdy główka zniknęła w niej, wywołując znajomy przypływ przyjemności. Adam wziął ją za uda, szeroko rozchylając nogi, i wszedł głęboko, jednym, płynnym ruchem. Nie mówiła. Krzyczała w poduszkę.

Po chwili wysunął się z niej, chwycił ją za biodra i obrócił na brzuch. Podciągnęła kolana pod siebie i oparła się na łokciach. Klęknął za nią i wszedł w nią znowu, powoli, centymetr po centymetrze. Z każdym pchnięciem trafiał w punkt, od którego obraz przed jej oczami rozmywał się w ciemności. Jęknęła, gdy nachylił się nad nią, przykrywając ją swoim ciałem, i wziął jej piersi w dłonie, pociągając sutki. W tej pozycji był jeszcze głębiej. Wypełniał ją całą, do samego końca.

Intensywność doznań niemal odbierała jej oddech. Zbyt dużo rozkoszy, zbyt dużo ciała, zbyt dużo pożądania po tylu latach głodu. On nie zwalniał. Uderzał w nią coraz mocniej, bijąc w jej ciało jak w bęben, a jej krzyki były coraz głośniejsze, coraz dziksze.

– Marto… – wydyszał jej do ucha, gdy kolejny orgazm rozszarpał jej ciało.

Opadła na brzuch, a on razem z nią, wciąż w niej, z piersią na jej plecach. Leżeli tak chwilę, aż przekręcił ich oboje na bok, nie rozłączając się. Uniósł jej górną nogę i poruszał się w niej od tyłu, wolno i głęboko, z ustami przy jej karku. Później wysunął się, położył ją na plecach i oparł jej łydki na swoich ramionach. Każde ułożenie było inne i każde trwało długo. Orgazmy przychodziły co jakiś czas, a każdy kolejny narastał dłużej niż poprzedni. Adam doszedł w niej jeszcze dwa razy, zawsze po chwili przerwy, w której tylko łapali oddech.

Nie wiedziała, która jest godzina. Nie wiedziała, ile to trwa. W końcu upadli oboje, zlani potem, ciężko dysząc w ciemności. Jej ciało drżało jeszcze długo po ostatnim orgazmie. Gładziła jego włosy, nie mogąc uwierzyć, że to się dzieje naprawdę.

– A twoja ciotka? – zapytała nagle. – Nie będzie się zastanawiać, gdzie jesteś?

– Mówiłem jej, że zostaję na noc u Piotrka – odpowiedział, całując ją w bark. – Nawet mi odpisała.

Zaśmiała się cicho. Pomyślał o tym wcześniej niż ona.

– A Piotrek? – zapytała jeszcze.

Adam nie odpowiedział, tylko uniósł palec. Z salonu dobiegało ciche, równe chrapanie.

Przyciągnęła go do siebie i ułożyła jego głowę na swojej piersi. Słuchała, jak oddech Adama stopniowo się uspokaja. Sama długo jeszcze patrzyła w sufit. Z salonu wciąż dochodził ten sam równy dźwięk. Nie czuła wyrzutów sumienia. Była szczęśliwa i wiedziała, że gdy obudzą się za kilka godzin, wciąż będzie go pragnąć.

146
bd/10
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Konstrukcja, prowadzenie historii, zakończenie.
Atrakcyjność scen erotycznych, napięcie, zmysłowość, sposób przedstawienia intymności.
Język, styl, dialogi, interpunkcja, technika pisania.

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Teksty o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.