Poza ofertą

10 września 2026

26 min

Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!

Kolejny tekst odkurzony z archiwum, napisany mniej więcej w tym samym okresie, co „Cena milczenia”. Poprawiłem go i uporządkowałem, zostawiając trochę klimatu tamtych lat. Mam nadzieję, że i on znajdzie swoich czytelników!

Na pierwsze spotkanie Karolina przyjechała dziesięć minut wcześniej. Otworzyła okna, schowała leżącą na kuchennym blacie ulotkę firmy sprzątającej i jeszcze raz spojrzała na wiadomość od klienta. Trzech wspólników, zakup za gotówkę, budżet pozwalający wybierać. W rubryce z oczekiwaniami: „Coś z charakterem”.

To ostatnie zwykle oznaczało, że czeka ją dużo jeżdżenia.

Przez trzy lata pracy zdążyła się przekonać, że ludzie potrafią bardzo dokładnie określić, ile chcą wydać, a znacznie gorzej radzą sobie z odpowiedzią, po co. Jedni prosili o ciszę, ale koniecznie przy najmodniejszej ulicy. Inni potrzebowali domu dla gości, choć nie lubili nikogo zapraszać. Ci trzej zamierzali korzystać z nieruchomości w weekendy, a w pozostałe dni udostępniać ją na krótkie pobyty. Brzmiało rozsądnie. Dopiero oglądanie miało pokazać, czy wszyscy rozumieją ten plan tak samo.

Miała trzydzieści trzy lata i doskonale wiedziała, jak działa na klientów. Wysoka, o naturalnie pełnym biuście i wyraźnie zaznaczonej talii. Takiej sylwetki nie trzeba było ani ukrywać, ani specjalnie eksponować, żeby ktoś podniósł wzrok. Ciemne włosy nosiła najczęściej upięte; lubiła, kiedy widać było linię szyi i obojczyków.

Na spotkania wybierała ołówkowe spódnice z rozcięciem odrobinę wyższym, niż wymagała tego wygoda chodzenia, jedwabne koszule rozpięte o jeden guzik za dużo i marynarki taliowane tak, żeby podkreślały to, co pod nimi. Wiedziała, że to działa, i nie robiła z tego tajemnicy nawet przed sobą: klient, który przez pierwsze piętnaście minut patrzy na nią, a nie na wilgoć w piwnicy, jest klientem, z którym potem łatwiej się negocjuje. Traktowała własny wygląd jak każde inne narzędzie pracy — z tą różnicą, że tego jednego nie dało się zostawić w samochodzie.

Zjawili się punktualnie. Wiktor, z którym rozmawiała przez telefon, przedstawił pozostałych: Adriana i Igora. Byli mniej więcej w jej wieku, zadbani, swobodni. Żadna część garderoby nie rzucała się w oczy, choć całość zapewne kosztowała więcej niż miesięczna pensja Karoliny. Uznała, że właśnie przyjechało trzech mężczyzn przyzwyczajonych do tego, że ktoś szybko spełnia ich życzenia.

— Zacznijmy od salonu — zaproponowała. — Potem pokażę wam taras. To najmocniejsza strona tego domu.

— A najsłabsza? — zapytał Wiktor.

— Podjazd. Dwa większe samochody wejdą, ale trzeci będzie już tematem do rozmowy z sąsiadem.

— Dobrze, że zaczynamy od ustalenia, kto się poświęci — odezwał się Igor. — Adrian najładniej rozmawia z ludźmi.

— Tylko dopóki nie muszę prosić ich o miejsce parkingowe.

Nie śmiali się zbyt głośno ani nie sprawdzali, czy ją rozbawili. Ruszyli za nią, a ona odłożyła telefon do kieszeni marynarki i przeszła do prezentacji.

Dom był przestronny, niedawno wykończony, z wysokimi oknami od ogrodu. Pokazała schowki, dodatkowy pokój na parterze i wyjście na dach. Na schodach szła pierwsza. Nie musiała się odwracać, żeby wiedzieć, że przez tych kilkanaście stopni nikt nie ogląda wykończenia ścian; przywykła do tego na tyle, że nie zwalniała ani nie przyspieszała kroku.

Na górze Adrian zatrzymał się przy balustradzie.

— Gdyby siedziało tu osiem osób, sąsiedzi słyszeliby każde słowo?

— Przy otwartych oknach pewnie tak. Tamta sypialnia jest blisko.

Wskazała budynek obok. Poczekał, aż skończy, i dopiero wtedy zapytał o ogród. Wiktor interesował się kosztami utrzymania; Igor sprawdził, czy w pokoju od ulicy można pracować przy otwartym oknie. Żaden nie poprosił o rabat, zanim zdążyli zobaczyć łazienki.

Przy samochodach usłyszała, że dom im się podoba, ale raczej go nie kupią.

— Za mało prywatności? — upewniła się.

— Właśnie — przyznał Adrian. — Chcemy zapraszać znajomych, a nie uprzedzać sąsiadów o każdym obiedzie na tarasie.

— To znacznie konkretniejsze niż „coś z charakterem”.

Igor spojrzał na Wiktora.

— Mówiłem, żebyś nie pisał ogłoszenia matrymonialnego.

Tym razem roześmiała się razem z nimi. Kiedy odjechali, wykreśliła dwa adresy z przygotowanej listy. Zwykle irytowało ją zmienianie planu po pierwszym spotkaniu. Teraz wiedziała przynajmniej, czego szukać.


Tydzień później pokazała im dom z lat trzydziestych, stojący w zaniedbanym ogrodzie. W przedpokoju zachowała się drewniana boazeria, a szerokie drzwi do salonu miały mosiężne klamki, których na szczęście nikt nie wymienił podczas ostatniego remontu.

Lubiła to miejsce. Zanim zaczęła opowiadać o powierzchni, pozwoliła im przez chwilę obejrzeć wnętrze.

Wiktor przystanął przy drzwiach i przyjrzał się połączeniom drewna.

— Oryginalne?

— Według właścicielki tak. W poprzednim roku były odnawiane.

— Widać, że ktoś poświęcił im trochę czasu.

— Zajmujesz się takimi rzeczami?

— Mój dziadek miał warsztat. Jako dzieciak najpierw przeszkadzałem, później pozwalał mi pomagać. Do dzisiaj mam po nim kilka narzędzi, których nie umiem porządnie naostrzyć.

Nie próbował zrobić z tego opowieści o własnych umiejętnościach. Obejrzał jeszcze zawias i odsunął się, żeby mogła otworzyć drzwi do końca.

W kuchni czekała pozostała dwójka. Igor chciał zajrzeć do rozdzielnicy, Adrian zastanawiał się, czy po ustawieniu większego stołu da się wygodnie przejść do ogrodu.

— Pracujesz przy instalacjach? — zapytała Igora, podając dokumentację.

— Przy automatyce budynkowej. Dlatego marzę czasem o domu, w którym światło włącza się zwykłym przyciskiem.

— Tu będziesz zachwycony. Niektóre przyciski pamiętają poprzednich właścicieli.

— Byle nie mieli o mnie gorszego zdania niż ty po naszym pierwszym spotkaniu.

Spojrzała znad teczki.

— Było aż tak słychać?

— Powiedziałaś, że masz „kilka propozycji odpowiadających profilowi klienta”. Człowiek od razu się zastanawia, co to za profil.

— Ostrożnie. Jeszcze go uzupełniam.

Uśmiechnął się i oddał dokumenty. Przez chwilę patrzyła mu w twarz, zamiast sprawdzić, czy wszystkie kartki wróciły na miejsce.

Oglądanie przeciągnęło się o pół godziny. Rozmawiali o remoncie, ale także o tym, jak sami chcieliby korzystać z domu. Adrian gotował dla znajomych i zależało mu na kuchni, w której da się jednocześnie pracować i rozmawiać. Igor potrzebował miejsca do pracy, gdyby został na dłużej. Wiktor pytał o dojazd zimą i koszty ogrzewania.

Przy każdej odpowiedzi zostawiali jej czas na wyjaśnienie. Zauważyła to szczególnie wtedy, gdy musiała zajrzeć do dokumentów. Nikt nie zerkał demonstracyjnie na zegarek.

Ostatecznie przeszkodą okazał się zakres remontu. Zgodzili się, że nie chcą kupować sobie kolejnego zajęcia na najbliższy rok.

Karolina zamknęła furtkę i została z kluczem w dłoni.

— Mam jeszcze jeden dom. Dalej od miasta, ale gotowy do zamieszkania. Na początku go nie proponowałam, bo z waszej wiadomości wynikało, że odległość jest ważniejsza od prywatności.

— Jak daleko? — zapytał Adrian.

Podała orientacyjny czas dojazdu. Wymienili spojrzenia.

— Podeślij adres — zdecydował Wiktor. — Obejrzyjmy.


Wieczorem przesłała zdjęcia i plan budynku. Odpowiedź przyszła, zanim odłożyła telefon: „Jeśli na miejscu jest choć w połowie tak dobrze, warto jechać”. Uśmiechnęła się do ekranu.

— Klienci? — zapytał Daniel, stawiając na stole talerze.

— Ci od wspólnego domu. Chyba wreszcie znalazłam coś dla nich.

Usiadła do kolacji. O kolejnej prezentacji myślała jednak jeszcze wtedy, gdy później sprawdzała prognozę pogody.


W piątek od rana było gorąco. Na wyjazd wybrała dopasowaną granatową koszulkę na cienkich ramiączkach, jasną lnianą spódnicę z wysokim bocznym rozcięciem i cienkie pończochy; marynarkę zostawiła na tylnym siedzeniu. Wiedziała, że sporą część spotkania spędzą na działce, i nie zamierzała obchodzić jej w stroju dobrym do klimatyzowanego biura. Zapinając przed lustrem delikatny łańcuszek, pomyślała przez sekundę, że rozcięcie sięga o dwa palce za wysoko jak na spotkanie robocze. Nie przebrała się.

Na ostatnim odcinku droga biegła między sosnami. Przyjechała przed klientami, otworzyła bramę i zaniosła dokumenty do salonu. Przez rozsunięte drzwi tarasowe było widać basen, dalej trawnik i drzewa. Żaden sąsiedni balkon nie wychodził na ogród.

Gdy usłyszała samochód, wyszła przed dom. Igor rozejrzał się po działce jeszcze przed przywitaniem.

— Dobrze. Sąsiada od parkowania już nie potrzebujemy.

— Poczekaj z zachwytem, aż zobaczysz koszty utrzymania basenu.

— Wiedziałem, że masz przygotowane coś na ostudzenie entuzjazmu.

Podała mu zestawienie. Zamiast odłożyć je do teczki, zaczął czytać.

Tym razem oprowadzanie nie przypominało sprawdzania, czy oferta zasługuje na dalszą uwagę. W kuchni Adrian otworzył szafkę obok piekarnika, znalazł miejsce na zapasy i zawołał pozostałych. Igor poprosił o pokazanie pomieszczenia technicznego. Wiktor został przy oknie gabinetu; przesunął krzesło, usiadł i sprawdził widok znad biurka.

— Tutaj mógłbym pracować — powiedział.

— To chyba najlepiej, żebym teraz pokazała wam ogród. Inaczej nie skończymy oglądania przed wieczorem.

— Spieszysz się?

Pytanie było zwyczajne. Mogła odpowiedzieć równie zwyczajnie, ale zawahała się odrobinę za długo.

— Dzisiaj mam dla was zarezerwowane całe popołudnie.

— W takim razie przestaję udawać, że znam się na wydajności pompy — odezwał się Igor od drzwi. — Chodźmy zobaczyć ten basen.

Na tarasie poczuli ciepło nagrzanych desek. Woda poruszała się lekko przy dyszach, rzucając jasne odbicia na spód zadaszenia. Z tej strony domu nie dochodził nawet odległy szum drogi.

Karolina wskazała granicę działki, opowiedziała o oświetleniu ogrodu i pokazała, gdzie znajduje się zewnętrzny prysznic. Potem odłożyła teczkę na stół. Nie musiała już przekonywać ich, żeby rozejrzeli się uważniej.

— Więc tak — podsumował Adrian. — Do restauracji trzeba pojechać, ale nikt nie zagląda nam w talerze.

— Ani nie słucha was przy kolacji. Właśnie dlatego chciałam wam go pokazać.

Wiktor spojrzał na nią z uśmiechem.

— Zapamiętałaś.

— Na tym między innymi polega moja praca.

— Wiem. Ale doceniam.

Tym razem nie odpowiedziała żartem. Stała przez chwilę obok niego, patrząc na ogród. Przez ostatnie dwa tygodnie zdążyła przestać myśleć o nich jak o trzech nazwiskach przy jednym budżecie. Lubiła ich rozmowy, uważne pytania i swobodę, z jaką przyjmowali jej zaczepki. Coraz trudniej było też udawać przed sobą, że cieszy ją wyłącznie szansa na sprzedaż.

Igor odsunął krzesło od stołu.

— Możemy tu usiąść? Mam kilka pytań, ale pierwszy raz nie dotyczą tego, co jest nie tak.

Usiadła naprzeciwko, otwierając teczkę na przygotowanych obliczeniach. Wreszcie miała im do pokazania dom, w którym sami chcieli zostać dłużej.

Przez następne pół godziny rozmawiali o cenie, wyposażeniu i terminie przekazania kluczy. Wiktor zapisał kilka uwag, a Adrian poprosił o dodatkowe zdjęcia ogrodu z poprzedniej jesieni. Decyzja jeszcze nie zapadła, lecz miała poczucie, że następny telefon może już dotyczyć oferty zakupu.

Kiedy zamknęła teczkę, Igor wskazał basen.

— Pozwolenie na testowanie nadal aktualne?

O taką możliwość zapytali już przy umawianiu wizyty. Właściciel nie miał zastrzeżeń; uzgodnili tylko, że zostawią po sobie porządek. Przypomniała, gdzie jest łazienka przy wejściu, i wskazała miejsce na ręczniki. Stroje kąpielowe zabrali ze sobą.

Wiktor i Adrian przebrali się pierwsi. Kilka minut później byli już w wodzie, a ona zbierała ze stołu kartki, które zaczął przesuwać wiatr.

— Dołączysz? — zapytał Igor, zatrzymując się przy leżaku. — Pytania o dom na razie nam się skończyły.

Rozpiął ostatni guzik koszuli, odsłaniając tors równie imponujący jak u pozostałych — nie tak szeroki jak u Adriana ani tak smukły jak u Wiktora, ale proporcjonalny, z wyraźnie zarysowanymi mięśniami klatki piersiowej i brzucha, świadczącymi o regularnym treningu.

Stała nieruchomo, przyciskając teczkę do piersi niczym tarczę.

— Nie. — Próbowała mówić stanowczo, choć głos zadrżał. — To nie jest część oferty.

— Nikt nie mówi, że jest. — Igor zdjął koszulę. — To tylko propozycja.

— Jestem tu w pracy — podkreśliła, cofając się o krok. — Jestem waszą agentką. To nie jest…

— Nieprofesjonalne? — Wiktor podpłynął do płytszej części basenu i oparł łokcie o brzeg. Na owłosionej klatce piersiowej błyszczały krople wody. — Niewłaściwe?

— Tak — odparła cicho. — Właśnie.

— A jednak tu jesteś — odezwał się Adrian, podpływając bliżej. Wstał w płytszej wodzie, odsłaniając umięśniony brzuch i przylegające do bioder spodenki. — I nie patrzysz na teczkę.

Spojrzała na swoje odbicie w szybie domu. Granatowa koszulka, lniana spódnica z tym rozcięciem, włosy związane w kucyk. Wyglądała jak agentka nieruchomości, która ubrała się odrobinę za odważnie i doskonale o tym wiedziała. Wzrok uciekał jednak ku mężczyznom i wodzie błyszczącej na ich skórze.

— Nie zrobię tego — powtórzyła słabym głosem.

— Na razie tylko stoisz i patrzysz — odparł Wiktor. — Decyzja należy do ciebie.

Igor podchodził powoli, jakby zostawiał czas na ucieczkę. Wokół szumiał las, dom stał pusty, a słońce zdawało się świecić tylko dla nich.

— Twój ruch — powiedział, stając tak blisko, że czuła jego ciepło. — Zawsze twój ruch.

Odłożyła teczkę na leżak. Nie wiedziała dlaczego. Miała wilgotne, śliskie dłonie. Powinna zabrać dokumenty, wsiąść do samochodu i zostawić ich z kluczami; do bramy było trzydzieści kroków. Zamiast tego zdjęła buty i skierowała się ku basenowi.

— Tylko woda — powiedziała ostro, jakby do siebie. — Tylko sprawdzam temperaturę.

— Oczywiście. — W głosie Wiktora słyszała uśmiech.

Zeszła na pierwszy stopień. Ciepła, niemal gorąca woda objęła kostki, a z następnym krokiem łydki i kolana. Pończochy nasiąkły i stały się ciężkie.

Na trzecim stopniu poczuła na biodrach dłonie Igora. Wszedł tuż za nią; oddech muskał jej kark.

— Jeszcze krok — szepnął.

— Nie powinnam. — Mimo to weszła głębiej.

Woda sięgała ud, bioder, wreszcie pępka. Koszulka nasiąkła i przylgnęła do skóry; przez mokry materiał prześwitywał koronkowy biustonosz. Widziała, jak Wiktor i Adrian patrzą na jej piersi.

— Ostatni krok. — Igor zacisnął dłonie na jej biodrach.

— Nie — protestowała słabo, ale weszła.

Za ostatnim stopniem nie sięgała już dna. Woda podtrzymywała ją, zanurzoną po piersi. Obróciła się ku Igorowi; był tuż obok, ze skórą błyszczącą w słońcu.

— Dobrze? — Pod wodą objął ją w talii.

— Nie jest dobrze. — Nie odsunęła się jednak. — To jest błąd. Jestem zaręczona. Ja…

— Wiemy — szepnął, przesuwając kciukiem po jej brzuchu. — Widzieliśmy pierścionek. Ale on nie sprawia, że przestajesz czuć.

Wiktor i Adrian podpłynęli powoli i zajęli miejsca po obu stronach. Została otoczona przez trzech mężczyzn.

— Umowa — powiedział Wiktor, muskając kolanem jej udo pod wodą. — Jeśli zostajesz, to na naszych warunkach.

— Nie ma żadnej umowy — odpowiedziała, próbując brzmieć ostro. — Ja wychodzę.

Nie wyszła. Choć woda podtrzymywała ciało, nogi zdawały się ciężkie jak ołów. Zatrzymywały ją spojrzenia i coś jeszcze, czemu nie chciała się przyjrzeć.

— Warunek jest jeden. — Adrian położył dłoń na jej ramieniu i zaczął je masować. — Przestaniesz udawać. Będziesz szczera.

— Nie umiem być szczera — wyznała głosem bliskim płaczu.

— Nauczymy cię — powiedział Wiktor.

I pocałował ją.

Nie odpowiedziała od razu. Trzymała wargi zaciśnięte, jakby to była ostatnia rzecz, nad którą jeszcze panowała. Usta Wiktora były ciepłe, mokre od wody. Nie spieszył się; czekał, aż sama ustąpi. Kiedy rozchyliła wargi, powoli wsunął język.

Gdy się odsunął, nie zdążyła złapać oddechu: Adrian obrócił ją ku sobie i pocałował. Dzikszy, głębszy pocałunek, zęby muskające wargę. Jęknęła mu w usta i położyła dłonie na klatce piersiowej, wyczuwając mięśnie pod palcami.

— Nie. — Odsunęła się. — Nie mogę. To jest…

— Co? — Nie wypuścił jej z objęć. — Nieprzyzwoite? Nieodpowiednie?

— Tak — odpowiedziała, przyciskając się do niego.

Z tyłu poczuła usta Igora na karku i dłonie obejmujące piersi przez mokrą koszulkę. Zamknęła oczy. Łzy spłynęły po policzkach, mieszając się z wodą.

— Płaczesz? — szepnął Igor, zatrzymując się.

— Tak — odpowiedziała szczerze. — I nie wiem dlaczego.

— Bo walczysz. — Wiktor otarł dłonią jej policzek. — Bo myślisz, że musisz.

— Muszę — wyszeptała. — Inaczej…

— Inaczej co? — Adrian pocałował drugi, mokry od łez policzek. — Będziesz szczęśliwa?

Otworzyła oczy. W spojrzeniach wszystkich trzech dostrzegła nie tylko pożądanie, lecz także ciekawość, podziw i cierpliwość, której nie rozumiała.

— Nie będę szczęśliwa — wyznała. — Będę winna. Będę…

— Będziesz żyła — dokończył Wiktor. — Przynajmniej raz.

Pocałował ją ponownie. Tym razem nie protestowała. Rozchyliła usta, odnalazła językiem jego język i przycisnęła się bliżej. Byli oni, woda, słońce i chwila, która nie mogła trwać wiecznie, ale teraz należała do nich.

Kiedy się odsunął, Adrian był już przy schodkach i wyciągał rękę. Wyszła za nim, czując wodę spływającą po ciele z każdym stopniem. Pozostali dołączyli chwilę później.

Woda kapała na deski tarasu, tworząc małe kałuże, które szybko wysychały w słońcu. Karolina skrzyżowała ręce na piersiach, próbując zasłonić prześwitującą pod mokrą koszulką bieliznę. Czuła stwardniałe sutki pod koronką, reakcję na chłód powietrza i coś głębszego, nad czym nie panowała.

— Powinnam iść. — Usłyszała we własnym głosie wymówkę, nie decyzję.

— Powinnaś — zgodził się Wiktor. Woda spływała mu po brzuchu i wsiąkała w spodenki. — Ale nie pójdziesz.

Spojrzała w ciemne, spokojne oczy. Przerażała ją myśl, że mógł wiedzieć, czego pragnie i czego się boi.

— Nie znasz mnie.

— Znam cię lepiej, niż myślisz. — Położył mokrą, ciepłą dłoń na jej talii. — Od chwili, gdy otworzyłaś drzwi pierwszego domu. Widziałem, jak patrzysz. Jak odwracasz wzrok. Jak udajesz.

— Udaję co?

— Że jesteś tylko agentką. Że to tylko praca. Że nie czujesz.

Ścisnęło ją w gardle. Pomyślała o Danielu, wspólnym mieszkaniu, pierścionku, który nagle wydał się obcy i ciężki. Narzeczony całował delikatnie, przewidywalnie, jakby obchodził się z porcelaną, a nie z żywą kobietą.

— Jestem zaręczona — powtórzyła, chwytając się ostatniej linii obrony.

— Wiemy — szepnął Igor tuż za jej plecami. Czuła oddech na mokrym karku. — Widzieliśmy. Ale zaręczona nie znaczy martwa.

Położył dłonie na jej biodrach i zacisnął palce na nasiąkniętej spódnicy. Nie zdejmował jej. Trzymał i czekał na protest, na próbę ucieczki, na cokolwiek.

Nie uciekła. Przed nią stał Wiktor, za plecami Igor. Adrian podszedł z boku z ręcznikiem, lecz zamiast go podać, przyglądał się w milczeniu.

— Wejdźmy do środka — polecił Wiktor.

Poprowadził ją przez taras do salonu z dłonią na jej talii, tak pewnie, jakby zawsze do niego należała. Igor szedł z tyłu i co pewien czas muskał palcami plecy wzdłuż kręgosłupa. Adrian zamknął drzwi tarasowe. Szczęk mechanizmu zabrzmiał ostatecznie, niczym przypieczętowanie decyzji.

W środku było chłodniej. Klimatyzacja pracowała cicho, w powietrzu unosił się zapach nowości, drewna i czegoś cytrusowego. Znała tu każdy kąt z wcześniejszych prezentacji. Teraz jednak wnętrze wydało się większe, pustsze, bardziej intymne.

— Sypialnia na górze — powiedziała instynktownie, jakby to była informacja zawodowa. — Trzy pokoje, dwa z widokiem na las.

— Wiemy. — Wiktor się uśmiechnął. — Ale nie o pokoje nam chodzi.

Chwycił za dół koszulki i podciągnął ją powoli, odsłaniając brzuch, a potem dolną część biustonosza. Uniosła ręce, nie wiedząc, czy pomaga, czy protestuje. Mokry materiał przesunął się przez głowę; została w biustonoszu, spódnicy i pończochach.

— Nie — wyszeptała. Ręce opadły wzdłuż ciała; nie zasłoniła się.

— Tak — poprawił Adrian, stając po prawej stronie. — Twoje usta mówią nie, ale twoje oczy…

Nie dokończył. Nie musiał. W przeszklonej ścianie dostrzegła swoje odbicie — potargane włosy, rozchylone usta, nieznane dotąd spojrzenie. Tak wyglądała kobieta, którą zawsze w sobie ukrywała.

Wiktor uklęknął z twarzą na wysokości jej brzucha. Objął ją za biodra, zatrzymując palce przy zamku spódnicy.

— Ostatnia szansa. — Spojrzał jej w oczy. — Możesz powiedzieć nie. Pójść. Zapomnieć.

Popatrzyła na klęczącego mężczyznę i dłonie czekające przy zamku. Pomyślała o Danielu i wspólnie planowanej przyszłości, tak starannie budowanej, przewidywalnej, nudnej.

— Mówiłam już nie. — Łzy napłynęły do oczu. — Kilka razy. Żadne z nich nic nie zmieniło. Ani u was, ani u mnie.

— A teraz? — Nie ruszył się.

— A teraz boję się, że powiem tak.

Uśmiechnął się ciepło, bez triumfu, jakby właśnie usłyszał to, czego się spodziewał.

— Można się bać — powiedział. — Ważne, żeby mimo to iść.

Rozsunął zamek spódnicy.

Materiał opadł na podłogę z cichym szelestem. Została w czarnym koronkowym biustonoszu, stringach i mokrych, ciężkich pończochach, miejscami niemal przezroczystych.

Nie podniósł się od razu. Z twarzą na wysokości cienkiej koronki przez chwilę tylko patrzył: na wąski, starannie przystrzyżony pasek ciemnych włosów prześwitujący przez wilgotny materiał i na gładką, wydepilowaną skórę wokół.

— Ktoś się przygotował — powiedział cicho.

— Nie na was — odparła.

Zabrzmiało to nieprzekonująco nawet dla niej. Rano, przy lustrze, nie zadała sobie pytania, dla kogo.

Instynktownie zasłoniła się dłońmi. Adrian chwycił ją za nadgarstki i delikatnie, lecz stanowczo opuścił jej ręce.

— Nie — powiedział cicho. — Nie chowaj się. Nie przed nami. Nie teraz.

Stała przed trzema mężczyznami niemal naga, świadoma ich spojrzeń na każdym centymetrze skóry. Czuła upokorzenie i niedowierzanie, a zarazem twardniejące pod biustonoszem sutki i wilgoć między udami.

Wiktor wstał. Objął ją w talii, przyciągnął do siebie i pochylił się nad jej szyją. Zaczął od muśnięcia, ale na nim nie skończył — kiedy się odsunął, wiedziała już, że zostanie po tym znak, którego jutro nie da się nikomu wytłumaczyć. Z gardła wyrwał jej się dźwięk, którego nie zamierzała wydać. Zacisnęła usta o sekundę za późno.

— Słyszałem — mruknął, zsuwając dłonie na pośladki i ściskając je. — Chcesz więcej. Oboje wiemy.

— Nie wiem — zaprzeczyła, odchylając głowę i odsłaniając szyję.

Igor podszedł z tyłu i przywarł ustami do jej karku. Sięgnął do piersi, masując je i drażniąc sutki przez koronkę. Adrian stanął z boku, położył dłoń na biodrze i zaczął całować ramię. Ssał skórę, zostawiając własny ślad.

Byli wszędzie. Sześć dłoni, trzy pary ust, wszystko na niej, wokół niej. Przestała nadążać myślami za tym, co się działo. Zostało ciało. Dotyk. Rozkosz.

— Na górę — szepnął Wiktor, odrywając się od jej szyi. — Teraz.

Schody były szerokie, drewniane; każdy krok brzmiał jak uderzenie serca. Wiktor prowadził ją za rękę. Pozostali szli z tyłu, od czasu do czasu muskając plecy, pośladki i uda. Czuła się jak w transie. Jakby oglądała z zewnątrz inną kobietę, idącą w samej bieliźnie przez obcy dom z trzema mężczyznami.


Sypialnia była duża, z oknem od podłogi do sufitu i widokiem na las. Szerokie łóżko, biała pościel, oszczędny wystrój. Karolina pokazywała ten pokój klientom, mówiła o „przestrzeni relaksu”, o „harmonii z naturą”. Teraz stała w nim niemal naga, z sercem w gardle, drżąca z oczekiwania i strachu.

Wiktor odwrócił się do niej. Mokre spodenki przylegały do bioder, uwydatniając imponujący kontur. Zatrzymała na nim wzrok o kilka sekund za długo i wiedziała, że wszyscy trzej to zauważyli.

— Usiądź — powiedział cicho.

Podeszła powoli, czując pod stopami miękki dywan. Usiadła na brzegu łóżka; pościel chłodziła rozgrzaną skórę. Skrzyżowała nogi, a potem je rozchyliła. Zdała sobie sprawę, że ten gest wygląda jak zaproszenie — i nie cofnęła go.

Gdy Wiktor stanął przed nią, miała twarz na wysokości jego brzucha. Czuła zapach skóry i basenowej wody.

— Rozwiąż mi — powiedział, wskazując na troczki spodenek.

Podniosła wzrok. Wciąż patrzył z tą samą cierpliwością, tym samym oczekiwaniem. Drżącymi dłońmi odnalazła troczki i powoli rozwiązała węzeł, jakby każdy ruch wymagał osobnej decyzji.

Spodenki opadły. Stał przed nią nagi, z dużym, ciemnym, pulsującym członkiem. Nie mogła oderwać wzroku. Rozchyliła usta i zwilżyła językiem wargi.

— Weź go do ręki — szepnął.

Zamknęła palce wokół ciepłego, twardego, obcego trzonu. Był grubszy i dłuższy niż u Daniela, z wyraźnymi żyłami. Czuła pulsowanie pod palcami, ciepło, wilgoć na główce.

Otworzyła usta i przyjęła go powoli, kawałek po kawałku. Krążyła językiem wokół główki, zaciskając wargi na trzonie. Robiła to lepiej i chętniej niż kiedykolwiek z Danielem — i najgorsze było to, że wiedziała o tym już w trakcie.

— O tak — jęknął, podpierając się dłonią o brzeg łóżka.

Poruszała się w spokojnym rytmie. Dłońmi masowała to, czego nie mogła objąć ustami, skupiona na dotyku i jego oddechu.

Łóżko ugięło się za plecami. Igor uklęknął za nią i objął dłońmi pośladki. Poczuła oddech na karku, a potem usta na ramieniu.

— Nie zapominaj o nas — szepnął, odsuwając stringi na bok.

Z członkiem Wiktora w ustach jęknęła, gdy poczuła język Igora na sromie. Pieścił powoli: krążył wokół łechtaczki, zsuwał się niżej, wchodził w nią i wracał. Poruszała biodrami, podążając za pieszczotą.

Adrian stanął z boku, już nagi. Poruszał dłonią po członku w rytm tego, co widział. Drugą ręką wysunął jej pierś z biustonosza i zaczął obracać sutek między palcami.

Wiktor w ustach, Igor między udami, Adrian przy piersiach. Trudno było oddzielić jedno doznanie od drugiego; skupiała się na dotyku, coraz mniej na własnych myślach.

Wiktor wysunął się z jej ust. Członek błyszczał od śliny, pulsujący i gotowy.

Podniósł ją, obrócił i ułożył na plecach. Igor i Adrian ustąpili miejsca. Stali z boku, obserwując, masując się i czekając na swoją kolej.

Wiktor rozsunął jej kolana, uniósł nogi na swoje ramiona i wszedł w nią.

Jęknęła, czując go głęboko, wypełniającego ją całą. Zaczął poruszać się rytmicznie.

— Tak… — Objął ją za biodra.

Zdradzała Daniela. Ta świadomość nie znikała, choć coraz trudniej było skupić się na czymkolwiek poza bliskością. Poddawała się rozkoszy, nie znajdując odpowiedzi na to, co będzie później.

Wiktor tracił rytm. Ruchy stawały się mniej równe, a w niej narastało napięcie, którego nie potrafiła już nazwać.

Doszedł z jękiem i znieruchomiał, wciąż obejmując ją za biodra. Jej własny orgazm przyszedł zaraz potem; przez chwilę drżała na pościeli.

Wiktor opadł na nią, spocony, z przyspieszonym oddechem. Przez chwilę leżeli bez ruchu, wciąż połączeni.

Kiedy się odsunął, Igor był już przy łóżku, z twardym, gotowym członkiem i oczami błyszczącymi pożądaniem.

Spojrzała na niego. Była zmęczona i wrażliwa na każdy dotyk. Wahała się, czy ma jeszcze siłę na dalszą bliskość.

W końcu uśmiechnęła się słabo i otworzyła ramiona.

Nie spieszył się, zostawiając czas na odmowę. Był mniej umięśniony niż Wiktor, ale proporcjonalnie zbudowany; jasne włosy na klatce piersiowej błyszczały w słońcu wpadającym przez okno.

— Możesz odmówić — powiedział, kładąc się obok niej. — Naprawdę. Możesz.

Wciąż czuła pozostawione przez Wiktora ciepło i wilgoć.

W oczach Igora zobaczyła jednak niepewność, tak różną od stanowczości Wiktora. Czekał na odpowiedź i wyglądał, jakby odmowa mogła go naprawdę zranić.

— Nie odmawiam. — Zaskoczyła ją własna szczerość.

Uśmiechnął się z ulgą i wdzięcznością, po czym pochylił się do delikatnego pocałunku, tak innego od poprzednich. Miał miękkie, ciepłe usta, niemal czułe.

— Odwróć się — szepnął. — Na bok.

Posłuchała, a on ułożył się za nią, przyciskając do pleców. Na pośladku czuła ciepły, twardy, oczekujący członek. Objął ją i zaczął masować piersi, delikatnie, niemal kojąco.

— Tak lepiej? — Oddech muskał jej kark.

— Tak — odpowiedziała zgodnie z prawdą. W tej bliskości było coś osobistego, jakby naprawdę ją znał i przejmował się tym, co czuje.

Przesunął dłoń z piersi przez brzuch między uda. Odnalazł łechtaczkę i powoli zatoczył wokół niej palcami krąg. Jęknęła, przyciskając się do niego; zaczęła poruszać biodrami w rytm pieszczoty.

— Nie spieszę się — szepnął, po czym przyssał się do płatka ucha. — Mamy czas.

Wsunął w nią jeden palec, potem drugi. Wciąż była wilgotna od Wiktora, rozluźniona, ale ten dotyk wydawał się bardziej precyzyjny. Igor odnalazł punkt, o którym wiedziała, lecz którego rzadko ktoś szukał, i zaczął go rytmicznie masować.

— O Boże… — Zaczęła drżeć.

Następny orgazm nadchodził wolniej. Każdy dotyk Igora pogłębiał doznanie.

Kiedy doszła, długie, falujące uczucie rozlało się po całym ciele. Opadła do przodu i przez chwilę drżała.

Igor pochylił ją do przodu, uniósł górną nogę i wszedł od tyłu. Sięgał głęboko, choć nie tak jak Wiktor, a odmienny kąt pozwalał dotykać innych miejsc. Jęknęła. Wciąż drżała po orgazmie, a już reagowała na nowe bodźce.

— Dobrze? — spytał, zatrzymując się na chwilę.

— Tak — odparła zachrypniętym, obcym głosem. — Proszę, nie przestawaj.

Poruszał się wolno i głęboko, trzymając ją za biodra. Czuła, że budzi się znowu, że napięcie powraca.

Przed sobą zobaczyła klęczącego na łóżku Adriana. Nadal poruszał dłonią po członku. Drugą ręką sięgnął do jej ust; otworzyła je, przyjęła palce i zaczęła ssać.

Igor leżał za nią, Adrian klęczał z przodu. Wiktor podszedł z boku, objął jej piersi i pocałował szyję. Doznania nakładały się na siebie; trudno było rozróżnić poszczególne pieszczoty.

Igor oddychał coraz płycej, z dłońmi na jej biodrach. Adrian wycofał palce i zbliżył członek do ust. Przyjęła go i zaczęła ssać w rytm ruchów Igora.

Doszli prawie jednocześnie. Igor znieruchomiał; poczuła pulsowanie i wypełniające ją ciepło. Adrian skończył w jej ustach. Przełknęła, gdy ogarnął ją kolejny orgazm. Nie liczyła już, który to.

Opadli na łóżko — czworo splecionych, spoconych, ciężko oddychających ludzi. Słońce oświetlało ich przez okno, jakby błogosławiło to, co zrobili.

Leżała z zamkniętymi oczami, otoczona ciepłem, oddechami muskającymi skórę, dotykiem pieszczotliwym, niemal czułym. Czuła się zmęczona, a zarazem odrodzona.

Pomyślała o Danielu, wspólnym mieszkaniu, planowanej przyszłości. Wiedziała, że to się skończyło. Że nie może wrócić. Kobieta leżąca niemal naga między trzema mężczyznami, ze śladami ich nasienia i zapachem skóry, nie pasowała już do tamtego życia, do małżeństwa, do normalności.

Zamiast smutku poczuła ulgę: nie musiała już udawać dobrej dziewczyny. Mogła być tą, którą zawsze czuła się w głębi duszy, choć dotąd się tego bała.

— Zostajesz z nami? — spytał Wiktor, jakby czytając w jej myślach.

Uniosła powieki. Wszyscy trzej patrzyli z oczekiwaniem, nadzieją i czymś, czego żadne z nich nie umiało jeszcze nazwać.

— Tak. — Po raz pierwszy tego dnia zabrzmiało to pewnie. — Zostaję.


Umowę przedwstępną podpisali dziesięć dni po tamtym piątku, akt notarialny trzy tygodnie później. Właściciel nie zadawał pytań o to, dlaczego kupujący nie negocjowali ceny. Prowizja, największa w dotychczasowej pracy Karoliny, wystarczyła na otwarcie własnego biura i utrzymanie go przez pierwsze miesiące bez klientów. W poniedziałek po podpisaniu aktu złożyła wypowiedzenie w agencji.

Miesiąc później siedziała na tarasie tego samego domu, w słońcu, w bikini, które było bardziej dekoracją niż ubraniem. Na laptopie przeglądała stronę nowo otwartego biura. „Nieruchomości premium — Karolina Domańska”. Nowe logo, nowa wizytówka, nowe życie.

Wiktor wyszedł z domu z dwoma drinkami. Jeden postawił przed nią, drugi na stoliku i usiadł na leżaku obok. Miał na sobie tylko spodenki. Pod opaloną skórą wyraźnie rysowały się mięśnie, choć siedział swobodnie rozluźniony.

— Jak idzie? — spytał, wskazując na laptop.

— Trzy zapytania — odpowiedziała, nie odrywając wzroku od ekranu. — Jeden loft, dwa apartamenty nad morzem.

— Szybko.

— Znam rynek. — Wzruszyła ramionami. — I znam ludzi, którzy kupują.

Uśmiechnął się. W oczach rozpoznała dawny drwiący błysk, ale teraz także coś więcej. Szacunek? Podziw? Miłość? Przestała dociekać, jak to nazwać.

Adrian wyszedł z basenu, ociekając wodą. Krople błyszczały w słońcu. Rzucił ręcznik na leżak i usiadł po drugiej stronie stolika, sięgając po drinka.

— Kiedy wraca Igor? — spytał.

— Jutro — odpowiedziała. — Konferencja w Wiedniu.

— Tęsknisz?

Spojrzała na niego. Tęsknota? Tak, ale nie tylko. Było w tym coś głębszego, co rosło z każdym dniem.

— Tak. Tęsknię. Ale wiem, że wraca.

Adrian skinął głową, zadowolony z odpowiedzi. Nie był zazdrosny, podobnie jak pozostali, co początkowo ją dziwiło. Wiktor wyjaśnił to kiedyś prosto: „Dzielimy się tobą, bo jednemu byłoby trudno za tobą nadążyć”.

Nie wiedziała, czy to komplement, czy diagnoza. Ale działało. Czworo ludzi, jeden dom — już nie weekendowa inwestycja, lecz miejsce dla niekonwencjonalnej rodziny. Bez ślubów, przysiąg i etykiet.

— Daniel się odezwał? — spytał nagle Wiktor.

Zamknęła laptop i spojrzała na niego. Spoważniał; wyglądał niemal smutno.

— Wczoraj wieczorem — odpowiedziała cicho.

— I?

— Powiedziałam prawdę. Że nie wrócę. Że przez ostatnie dwa lata myliłam spokój z miłością i że dopiero teraz to widzę. — Odstawiła szklankę. — Nie zasłużył na to. Wiem.

Sięgnął przez stolik i ujął jej dłoń. Rozpoznała ciepły, mocny uścisk.

— A teraz? — spytał. — Nie czujesz się samotna?

Popatrzyła na splecione dłonie, potem na Adriana, który także czekał na odpowiedź. Na dom, który stał się jej domem. Na ogród przechodzący w las i słońce nad drzewami.

— Nie jestem samotna — odpowiedziała w końcu. — Po prostu wreszcie jestem sobą. I to wystarczy.

Uśmiechnęli się obaj. Później, gdy słońce zaczęło zachodzić, a niebo nabrało pomarańczowych, różowych i fioletowych odcieni, Karolina podeszła do balustrady tarasu i spojrzała na horyzont.

Za tydzień nowy klient. Za miesiąc nowy dom. Za rok — kto wie? Może dziecko, może nie. Może ślub z jednym z nich, może z żadnym. Może wyjazd, może powrót. Wszystko było możliwe, nic nie było pewne.

Ale teraz była szczęśliwa. Nie idealnie, nie bajkowo, ale prawdziwie. Z trzema mężczyznami, którzy jej chcieli — i którzy tamtego piątku zignorowali każde wypowiedziane „nie”. Pamiętała o tym i nie zamierzała udawać, że było inaczej. Wybrała ich mimo to. Tę decyzję, pierwszą tego lata, podjęła całkiem sama.

Nie agentka. Nie narzeczona. Nie dobra dziewczyna.

Tylko Karolina.

149
8.33/10
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 8.33/10 (3 głosy oddane)

Komentarze (0)

Teksty o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.