Red Mark (IV)

Camess Camess

22 kwietnia 2020

1 godz 15 min

Wybaczcie przerwę w publikacji, zwariowany świat chwilowo zajął więcej uwagi. Jednak wracam z przytupem, część (V) pojawi się dużo, dużo szybciej!
Miłej lektury ;)

Natalie

 

Uderzenie w plecy zwaliło mnie z nóg. Odleciałam kilka metrów, przeturlałam się i szybko podniosłam na nogi. Wyprowadziłam prosty cios ręką, próbując sięgnąć celu. Nic. Znów.
Kolejne uderzenie sprawiło, że straciłam oddech. Silna dłoń chwyciła mnie za kark i popchnęła na ziemię. Następny upadek. Całe ciało miałam pokryte krwiakami, bolało wszystko, jednak nie zamierzałam się poddać. Nie znów. Spróbowałam wejrzeć w umysł napastnika, odkryć zamiary, przewidzieć ruchy. Nie udało mi się jednak przebić przez mentalną ścianę postawioną w jej myślach. Jak ona to robiła?
Chwyciłam leżący obok mnie kamień, zerwałam się i pobiegłam szybciej niż kiedykolwiek wcześniej w stronę wampirzycy. Znamię w dole pleców zapiekło, rozbłysło czerwienią. Zamarkowałam cios nogą, jednak w ostatniej chwili z szybkim obrotem zamachnęłam się kamieniem w głowę przeciwnika. Trafiłam bezbłędnie, dźwięk pękającej czaszki dotarł do moich uszu.
Kurwa, nic ci nie jest?!
Nie wypowiedziałam tych słów, wyrwały się z mojego umysłu. Nie dostałam jednak odpowiedzi. Czarnowłosa wampirzyca z nienaturalną prędkością odbiegła ode mnie. Pojawiła się za moimi plecami i podcięła mi nogi. Silna dłoń przytrzymała mnie za kark, przyciskając twarzą do podłoża.
Poddajesz się? Usłyszałam.
Nie ma takiej opcji. Warknęłam wręcz, z całych sił próbując się podnieść. Nie miałam szans — siła ucisku była nie do pokonania. Po chwili dzikiego szarpania się musiałam odpuścić. Wampirzyca obróciła mnie na plecy i usiadła na mnie okrakiem.
- Nieźle, kochanie. W końcu mnie trafiłaś. - uśmiechnęła się do mnie Caroline Quiets. Moja kochanka, moja mentorka, moja opiekunka. Znałyśmy się tak krótko, jednak miałam wrażenie jakby, minęły wieki.
- Widocznie niewystarczająco. - skrzywiłam się. Wampirzyca nachyliła się, zlizała strużkę krwi cieknącą mi z czoła i uśmiechnęła się. Nie odbierałam już takich gestów jako przerażających czy obrzydliwych. Teraz były raczej... podniecające.
- Nigdy nie odpuszczaj. Nie wahaj się. To może cię zabić. - pouczyła mnie poważnie. - Starczy na dziś.
Podniosła się i podała mi dłoń. Przyjęłam ją z wdzięcznością. Zabolała mnie dosłownie każda część ciała. Znamię mogło być świetne, jednak miało pewną szczególną wadę. Byłam wrażliwsza na wszystko, więc na ból także. Zwykły siniak był odczuwalny jak złamana kość. Teoretycznie wyrównywała to wytrzymałość, jednak nadal bolało jak skurwysyn.
Poszłyśmy razem w stronę małego domku ukrytego między drzewami. Głęboko w lesie, otoczone dziczą, mieszkałyśmy tu już przez prawie dwa tygodnie. Żadnej cywilizacji w zasięgu wielu kilometrów. Sama do końca nie wiedziałam, gdzie właściwie jestem.
To okres, w którym naprawdę mogłabym znienawidzić Caroline. Trening był wręcz morderczy. Nigdy nie spodziewałabym się czegoś takiego, gdy powiedziała, że będzie mnie szkolić. Podnoszenie ciężarów? Przerzucanie coraz większych głazów. Jogging? Bieganie po kilkadziesiąt kilometrów w deszczu, aż stopy zaczynały krwawić. Walka? Za każdym razem do nieprzytomności lub poddania. Przeważnie to pierwsze. Ledwie dwa tygodnie, a zdążyłam połamać więcej kości niż przez całe życie. Znak sprawiał, że leczyłam się dużo szybciej, co naprawdę pomagało. W momentach, gdy to nie wystarczyło, zawsze mogłam poprosić Care o parę kropel krwi. Starałam się korzystać z tego jak najrzadziej, jednak... Dziś się skusiłam. Wieczór bez bólu byłby miłą odmianą.
Obydwie wzięłyśmy szybki prysznic, zmywając brud, krew i pot. Głównie ja. Wampirzyca była, oczywiście, prawie niedraśnięta. W końcu mogłam rozłożyć się na szerokiej kanapie, zmęczona po całym dniu morderczego treningu.
Domek nie był duży, był wręcz skromny. Całkowicie odmienny od każdego mieszkania, które wcześniej serwowała mi kochanka. Malutki salon z kominkiem, w którym trzaskało płonące drewno. Skromny aneks kuchenny, jedna toaleta, jedna sypialnia. Naprawdę podobało mi się to miejsce, nigdy nie byłam fanką wielkich luksusów. Atmosfera tego miejsca była po prostu przytulna. W moim stylu.
- Wina? - spytała Caroline, stojąc przy szafce. Wyjęła butelkę, dwa kieliszki i szybko usiadła obok mnie. Przytrzymałam jej dłoń w górze, żeby nie przestała nalewać, aż moje szkło w całości wypełniło się czerwonym płynem. Potrzebowałam tego.
- Dzięki, kochanie. - uśmiechnęłam się do niej, podnosząc kieliszek do ust i biorąc porządny łyk. Ciepło rozlało się po zmęczonych mięśniach.
Spojrzała na mnie, wykrzywiając wargi. Jeszcze trochę i te treningi wprowadzą mnie w alkoholizm. Widocznie nie tylko ja tak myślałam. Nie potrafiłam sobie jednak odmówić tej małej przyjemności.
- Wiesz, trochę już tu jesteśmy, a ty dalej nie nauczyłaś mnie niczego o nadprzyrodzonych - powiedziałam. - Jaki sens ma trening, jeśli nie wiem, jak zakończyć walkę?
- Taki, że uczę się samego stylu. Musisz być przygotowana na każdą ewentualność, nie zawsze jest nią śmierć przeciwnika. Unieruchomienie czy zmuszenie go do defensywy jest równie ważne. Nie mówiłam też, że wampiry czy ghoule to jedyni wrogowie - odpowiedziała. - Ale masz rację. Pora chyba na małą lekcję teoretyczną. - uśmiechnęła się do mnie, przeciągając jak kot na kanapie, kładąc nogi na stoliku. Czarne, skórzane spodnie idealnie opinały jej zgrabne ciało. Zagapiłam się na moment, jednak szybko wróciłam wzrokiem do jej twarzy. W końcu mogłam się czegoś dowiedzieć, więc stanowczo odłożyłam przyjemności na później.
- Więc? - spytałam.
- Większość tego, co znasz z książek czy filmów to bzdury. - zaczęła. - Pomyślmy... Chyba zauważyłaś, że nasza skóra nie wygląda jak pieprzona kula dyskotekowa w słońcu. Nie parzymy się, nie płoniemy. Za dnia nasza moc jest osłabiona, jednak nadal nie lekceważ siły wampira choćby w południe. Świeżo przemienieni, nazywamy ich pisklakami, mają największe problemy. Są najsłabsze, gdy nadchodzi brzask, tracą prawie całą swoją energię. Cholernie łatwo je zranić, niektóre nawet tracą przytomność z pierwszymi promieniami słońca. Przesypiają całe dnie. Mnie zajęło dwa miesiące, żeby po prostu wstać z łóżka, zanim nadeszła noc. Im starszy osobnik, tym więcej siły nabiera.
- Widzę, że opalenizna też was nie dotyczy. - uśmiechnęłam się. Blada, aksamitna skóra Caroline była piękna. Nie wyglądała niezdrowo, bardziej... Eterycznie. Zawsze mi się to podobało. Gdy tylko nadchodziło lato, cera szybko mi ciemniała. Żaden filtr przeciwsłoneczny nie był w stanie temu zaradzić. Przejechałam palcami po nagim ramieniu Care, rozkoszując się tym małym dotykiem. Dobrze, że założyła T-shirt na ramiączkach. Nawet w sportowych ciuchach wyglądała seksownie.
- Nie rozpraszaj mnie, Nat. Lekcja może szybko się skończyć, jeśli teraz porwę cię do łóżka. - uśmiechnęła się drapieżnie. - Wracając do tematu. Wiesz już, że wampiry są cholernie szybkie, silne i mają wyczulony każdy zmysł. Możliwe, że to, co daje ci znak, jest do tego podobne. Żaden człowiek nie byłby w stanie mnie drasnąć, tak jak to dziś zrobiłaś. Poza tym jednak mamy kilka... specjalnych umiejętności. Kontrola umysłu, maskowanie się, regulacja temperatury ciała. Jest tego sporo, jednak na razie nie musisz wiedzieć wszystkiego. Jesteś odporna, żaden gnojek nie wejdzie ci do głowy. Kolejny bonus znamienia.
- Jak mnie blokujesz? Za każdym razem w trakcie walki, gdy tylko próbuję wejrzeć ci w umysł, nic z tego nie wychodzi. Myślałam, że to podstawowa funkcja tego połączenia. Synchronizacja, świadomość każdego ruchu partnerki, bla bla. - przerwałam jej.
- Wyobraź sobie ścianę. Kamienną, grubą ścianę. Skup się na niej najbardziej jak potrafisz, postaw ją przed każdą myślą, którą chcesz ukryć. Taka bariera w twojej głowie. Trochę poćwiczysz i powinno być w porządku. Może ci się przydać na silniejsze wampiry, jeśli udałoby im się sforsować twoje naturalne osłony - odpowiedziała. - Wiesz już o naszych zdolnościach. Pora na słabe strony. Możesz nas zabić na trzy sposoby. Spalenie do szczętu, dekapitacja albo rozszarpanie serca srebrem. Ewentualnie po prostu wyrwanie go z ciała, jednak na to raczej braknie ci siły. Srebro jest najskuteczniejszą bronią — każda zadana nim rana płonie jak poparzenie trzeciego stopnia. To trucizna wypalająca nasze tkanki, gdy tylko wejdzie w reakcję z krwią. Woda święcona? Możemy pić ją litrami. Drewniany kołek? Nadaje się do kominka. Modlitwa, krzyż? Zostałabyś w najlepszym wypadku wyśmiana. Jeśli rozerwiesz serce czymkolwiek innym, niż srebrem, to po prostu się zregeneruje. Posrebrzane sztylety, miecze, cokolwiek zadziała. Pamiętaj jednak, że musisz przekręcić ostrze, jeśli chcesz dobić wampira. Po prostu wbita w nie broń zada tak paraliżujący ból, że go unieruchomisz. Unicestwienie wymaga odrobiny więcej wysiłku. Wbijasz, przekręcasz i gnojek jest martwy. Rozumiesz? - spytała.
- Rozumiem. A co z innymi mitami? Zaproszenie do domu, czosnek?
- Czosnek daje jedynie nieświeży oddech. Sama go uwielbiam, świetny dodatek do potraw - odpowiedziała z uśmiechem. - Jeśli wampir jest niekulturalny, to może wejść gdzie tylko zechce, bez jakiegokolwiek zaproszenia.
- Dobrze wiedzieć. Żadnej obrony. Jesteście prawie niepokonani. - skrzywiłam się. - Czyli srebro jest najlepsze. A co z bronią palną? Posrebrzane kule zadziałają?
- Musiałabyś wpakować pół magazynka prosto w serce. Kule mogą nas spowolnić, jeśli tylko trafią. Żaden wampir nie będzie stał w miejscu, żebyś równo wycelowała. Skup się lepiej na czym innym. Celny rzut sztyletem z zaskoczenia może zdziałać dużo więcej. Poćwiczymy to jutro.
- Dobrze wiedzieć. Może teraz nie każesz mi podnosić tych cholernych głazów - powiedziałam z niesmakiem. Faktycznie, minęły ledwie dwa tygodnie, a już zdążyłam nabrać siły, ale naprawdę chciałabym chociaż jednego dnia przerwy.
- Na jutro przygotowałam ci odrobinę inny rodzaj treningu. Bardziej techniczny. Wiesz już wszystko, co powinnaś o wampirach. O ghoulach tłumaczyłam już wcześniej. Pamiętasz?
- Dwa rodzaje, jak wampiry bez mocy, żywiące się padliną. Pamiętam, pamiętam - powiedziałam.
- Nie zapominaj o braku awersji na srebro. Dekapitacja to najbardziej sprawdzony sposób zabicia ich - odpowiedziała. - Zostają więc wiedźmy. Nie lubią, gdy się je tak nazywa. Wolą określenie czarownice. Nie zapomnij, na wypadek, gdybyś czegoś od jednej potrzebowała. Nie są tak silne fizycznie, jak my, one są... Inne. To moc, której sama do końca nie rozumiem. Kontrolują żywioły, potrafią stworzyć kule ognia jak na filmach, podmuchem powietrza odciąć głowę, opleść cię twardymi korzeniami. Jest tego naprawdę sporo. Jeśli chcesz wygrać z wiedźmą, są dwie opcje — zaskoczenie albo szybkość. Musi cię trafić, jeśli chce cię zabić. Dorwij ją zanim wykona ruch, albo nie przestawaj się poruszać, żeby ona nie dorwała ciebie. Poza tym nie wiem wiele. Tworzą bariery. Najsilniejsze z nich są wyrysowane krwią. Wampiry mają naturalną odporność na ich magię, więc mogą łamać większość sztuczek. Zależnie od mocy, którą posiadają. Popieprzonymi zaklęciami robią rzeczy, o których nikomu się nie śniło. Ściśle strzegą swoich tajemnic. Na razie to by było na tyle. Jeśli będziesz chciała wiedzieć więcej, pytaj. Reszty pewnie nauczysz się w praktyce. - skończyła Caroline.
Zbliżyłam się do niej odrobinę, mój szlafrok rozchylił się, ukazując spory dekolt. Wampirzyca zjechała na niego wzrokiem, w jej oczach zabłysły czerwone iskierki. Uśmiechnęłam się.
- Myślę, że na dziś starczy tej nauki... - powiedziałam, zakładając nogę na nogę. Materiał krótkiego stroju uniósł się, odsłaniając sporą część uda. Odłożyłam opróżniony kieliszek na stolik i oparłam się o kanapę, eksponując szyje. Care bez wahania przylgnęła do niej ustami, momentalnie, niezauważalnym dla ludzkiego oka ruchem. Mokry języczek pieścił skórę, zęby delikatnie ją skubały. Poczułam na nodze powoli sunącą w górę dłoń. Wdarła się pod materiał szlafroka, rozchylając go całkowicie. Nie miałam na sobie żadnej bielizny, więc ten jeden prosty ruch odsłonił jędrne piersi dla oczu partnerki. Jęknęłam, gdy dłoń zaczęła je niespiesznie pieścić. Usta w końcu zawędrowały wyżej, odnajdując moje własne. Pocałunek jak zawsze pobudził wszystkie zmysły. Język szybko wsunął się między wargi, zaczynając namiętny taniec. Odwzajemniłam się ochoczo. Ręce przeniosłam na pośladki siedzącej na mnie okrakiem brunetki. Cienki materiał spodni, choć tak seksowny, w tym momencie stanowił tylko przeszkodę. Chwyciłam go mocno i rozerwałam, odsłaniając jędrny tyłeczek. Wbiłam w niego paznokcie i podrapałam, zostawiając krwawe bruzdy. Wampirzyca odwzajemniła się ugryzieniem mojej dolnej wargi. Ssała delikatnie sączącą się z niej krew. Podniecenie było wręcz namacalne w powietrzu.
Oderwała się ode mnie, zrzucając zniszczone spodnie. T- shirt podążył ich śladem tak jak i mój szlafrok. Wskoczyłam na nią dziko, przepełniona pożądaniem. Złapała mnie za uda i z wampirzą prędkością rzuciła się w stronę ściany, uderzając nami mocno. Drewno pękło pod naporem nagich, rozgrzanych ciał. Czułam język pieszczący skórę na mojej szyi, zęby skubiące ją do krwi, usta ssące każdą pojawiającą się małą rankę. Przejechałam paznokciami po jej plecach, zostawiając widoczne ślady. Głośny jęk rozległ się po pomieszczeniu. Mój? Jej? Raczej obydwa.
Obróciła się, szybko upadając plecami na ziemię. Moja kolej na zabawę. Siedząc na niej okrakiem, wpiłam się w długą szyję moimi tępymi, ludzkimi ząbkami szarpiąc jak zwierzę. Krew smakująca jak nektar wypłynęła do moich ust. To rozpaliło pożar w moim ciele. Pragnęłam tylko więcej i więcej. Zaczęłam podróż w dół jej ciała, sunąc ustami aż do dużych, jędrnych piersi. Zataczałam powolne kółka języczkiem wokół jej sutka, powoli zwężając okrąg. Lizałam go, ssałam i gryzłam, aż stał się twardy i ciemnoczerwony. Powtórzyłam całą operację z drugą piersią, dbając o każdy szczegół. Caroline chwyciła mnie brutalnie za włosy, ciągnąc w dół, między szeroko rozwarte nogi. Przycisnęła mnie mocno do swojego krocza. Bez wahania przywarłam ustami do guziczka, wirując namiętnie językiem. Uda zacisnęły się mocno na głowie, jedna noga oplotła się wokół mnie jak wąż. Chrapliwy krzyk dobiegł do moich uszu, gdy tak niekontrolowanie ją pieściłam. Kątem oka zauważyłam, jak wbiła palce w drewnianą podłogę, całkowicie ją niszcząc. Poczułam, jak drży pod dotykiem moich warg. Orgazm nadszedł szybko. Drżała pode mną, nie przestając krzyczeć, gdy mój język szalenie wirował po ciasnej szparce. Miałam wrażenie, że te piękne uda za moment zmiażdżą mi głowę. Szczytowała długo, głośno i intensywnie. Zlizywałam każdą kroplę nektaru opuszczającą jej ciało ochoczo, jakby od tego zależało moje życie. Wszystko w tej kobiecie było po prostu... pyszne.
Po wszystkim, gdy w końcu uwolniła mnie z silnego uścisku, uniosłam się w górę. Jej jędrne piersi unosiły się z każdym oddechem, pełne wargi tak kusząco rozchylone, czarne, długie włosy rozsypane wokół jej głowy. Ten widok przyprawiał o dreszcze.
- Moja kolej - warknęła po chwili.
Rzuciła się na mnie jak wilk. Nawet z mocą znaku nie zdołałam zarejestrować, kiedy właściwie obróciła mnie na brzuch. Ochoczo uniosłam biodra, wypinając w jej stronę pośladki, z twarzą przyciśniętą do ziemi. Plecy wygięte w kuszący łuk. Nie drażniła się ze mną, tylko od razu przeszła do rzeczy. Poczułam wdzierający się w moje ciasne wnętrze mokry, zwinny języczek. Zdążyła poznać każde z najwrażliwszych miejsc i wykorzystywała to bezlitośnie. Wszystko, co robiła, wirując nim, wydobywało głośne krzyki z mojego gardła. Jedną dłoń przeniosła na podbrzusze, utrzymując mój tyłeczek w górze. Druga zaciskała się na nim mocno, zostawiając wyraźne, czerwone ślady. Zamknęłam oczy, poddając się wszechogarniającej przyjemności.
- Och, Caroline... Proszę...
Błagałam ją, błagałam o spełnienie. Nie musiałam długo czekać. Zadrżałam od dreszczy rozkoszy biegnących przez całe moje ciało. Kolejny jęk wydostał się spomiędzy warg. Wypchnęłam biodra jeszcze bardziej, dociskając się najmocniej, jak potrafiłam do ust partnerki. Przyspieszyła swoje pieszczoty, ssąc i liżąc mnie w najczulszych miejscach. Język nie przestawał penetrować mojego ciasnego, mokrego wnętrza, zaciskającego się na nim konwulsyjnie. Każdy, najmniejszy nawet ruch ciągnął za sobą kolejne dreszcze przyjemności. Nie wiedziałam, jak to robiła, ale zawsze przedłużała orgazm tak bardzo, że miałam wrażenie, jakby trwał godzinami. A może trwał?
Gdy skończyłam, obróciła mnie z powrotem na plecy. Wskoczyła na mnie, szybko przyciskając mokre usta do moich. Nasze soki zmieszały się w słodkim pocałunku.
- To zdecydowanie najlepsza część całego treningu... - wyszeptałam do niej. Uśmiechnęła się tylko drapieżnie.
- Jeszcze go nie skończyłyśmy.
Poczułam mrowienie między nogami, ciesząc się na te słowa. Miała rację. To był dopiero początek. Nasze rozgrzane ciała jeszcze przez wiele godzin nie odrywały się od siebie.

 

 

 

Caroline

 

Wibracje telefonu rozbrzmiały w sypialni. Przejechałam palcami po nagim udzie Natalie przerzuconym przez moje ciało. Tak piękna... Nie sądziłam, żebym była w stanie kiedykolwiek do tego przywyknąć. Każde dotknięcie było jak delikatne porażenie prądem. Wysunęłam się spod niej powoli, nie chcąc jej obudzić i podeszłam do telefonu. Damon. Pewnie po prostu chciał złożyć raport.
- Co jest? - spytałam cicho, wychodząc z pokoju.
- Nic szczególnego szefowo. Żadnych incydentów, białooki po prostu zapadł się pod ziemię. Stanley nic nie znalazł.
- Szukajcie dalej. W końcu musimy trafić na jakiś trop. Co z Evelyn?
- Bez zmian. Trzymamy ją zamkniętą w podziemiach Lust. Nie ma szans, że wyjdzie z tego bez pomocy.
Kurwa mać. Będę musiała osobiście zająć się przyjaciółką Nat. Złożyłam jej obietnicę, której zamierzałam dotrzymać. Wiedziałam, że nie przestawała o niej myśleć pomimo głowy zaprzątniętej treningami. Ta lojalność była jedną z rzeczy, którą w niej kochałam.
Kochałam? Czy zdążyłam ją pokochać? Wszystko stało się krystalicznie jasne. Zrozumiałam uczucie, którym darzyłam Natalie. Miłość, płonąca jasnym ogniem, silniejsza niż cokolwiek wcześniej. Wypełniająca każdą komórkę mojego ciała. Sięgająca do samego dna duszy. Uderzyło to we mnie znienacka, odbierając mi dech. Uświadomienie sobie powagi tych emocji tylko umocniło mnie w przekonaniu, że nigdy nie pozwolę jej odejść. Nikt mi jej nie odbierze. Spojrzałam na śpiącą blondynkę, stojąc w progu pokoju. Na aureolę złocistych włosów rozrzuconych na łóżku wokół jej głowy. Delikatną twarz, rozchylone wargi. Długie rzęsy nad zamkniętymi powiekami, kryjącymi te wspaniałe, niebieskie oczy. Oczy, w których tonęłam.
Moja.
Nie zamierzałam wyznać jej swoich uczuć. Nie teraz, jeszcze nie teraz. Pomimo przepełniającego nas obie pożądania, pomimo zbliżenia się do siebie, pomimo tego, że w końcu przestała się mnie bać. Wiedziałam, że jeszcze nie do końca mi ufała. Że nie ufała wampirom. W tak krótkim czasie zdążyły sprawić jej tyle krzywdy... Musiałam pokazać jej, że nie wszyscy jesteśmy tacy. Że byłam w stanie zapewnić jej bezpieczeństwo. Że potrafiłabym dać jej szczęście, na które zasługiwała.
- Informuj mnie, jeśli wyskoczy cokolwiek nowego - powiedziałam do Damona. - Dajmy Evelyn jeszcze trochę czasu. Jeśli nic się nie zmieni, sama spróbuję się nią zająć. - skończyłam. Rozłączyłam się i poszłam do toalety. Obmyłam się szybko, potem napełniłam wannę gorącą wodą i solami do kąpieli. Wróciłam do sypialni i usiadłam na łóżku, tuż obok śpiącej Nat. Nachyliłam się i delikatnie pocałowałam ją w usta.
- Wstawaj, śpioszku. Wracamy do treningu. - wyszeptałam.
Natalie przeciągnęła się jak kotka, prężąc swoje seksowne ciało. Poczułam mrowienie między nogami. Najchętniej olałabym trening i po prostu wzięła ją w ramiona. Wznowiła to, co skończyłyśmy zaledwie kilka godzin temu. Dawała przyjemność dniami i nocami, nieustannie. Nie mogłyśmy sobie jednak na to pozwolić, nie gdy nieznany nam przeciwnik nadal czyhał. Światło dnia wlewało się przez małe okna, rozświetlając twarz mojej kochanki. Otworzyła oczy i uśmiechnęła się do mnie.
- Dzień dobry.
- Kąpiel czeka. Jak tylko się rozbudzisz, zaczynamy trening.

***

Kolejne mijały szybko, każdy z nich wypełniony ćwiczeniami. Natalie walczyła coraz lepiej. Byłam pewna, że samodzielnie wygrałaby z młodszym wampirem. Jej ciało nabrało siły, wytrzymałości i zwinności. Uderzenia coraz częściej dosięgały celu. Nauczyła się rzucać sztyletami tak precyzyjnie, jak prawdziwa mistrzyni. W trakcie jednego z treningów jej ostrze prawie trafiło mi w serce. Gdyby nie moc znaku nie byłabym na tyle szybka, żeby złapać za rękojeść tnącego powietrze noża.
Znak Kruka. W końcu obydwie nauczyłyśmy się wykorzystywać jego moc. Przywoływać ją, gdy tylko tego potrzebowałyśmy. To dawało niewiarygodną siłę. Płonące jasną czerwienią znamię sprawiało, że czułam się niepokonana. Mentalne połączenie nie opuszczało nas nawet na moment, stało się tak naturalne, jak oddychanie. Wyczuwałyśmy wzajemnie swoje intencje, zamiary, emocje. W trakcie sparingów zawsze blokowałam Natalie, nie pozwalając jej przewidzieć moich ruchów. Sama równie szybko nauczyła się osłaniać myśli mentalną ścianą. Była naprawdę wybitną uczennicą.
Spędziłyśmy tu jedynie miesiąc. W tak krótkim okresie nauczyłam swojej podopiecznej wszystkiego, czego tylko zdołałam. Dzięki własnemu samozaparciu i mocy znamienia przyswoiła więcej, niż jakikolwiek inny człowiek byłby w stanie.
Nie zamierzałam zaprzestać szkolenia, większość wolnych chwil nadal planowałam przeznaczyć na sparringi. Nie mogłyśmy już jednak zostać ukryte głęboko w lasach. Pora wrócić do Nowego Jorku. Zbyt wielu ludzi na nas czekało, zbyt wiele obowiązków spoczywało na naszych barkach.
Jeden z przyjaciół Natalie, Jacob, nieustannie próbował się do niej dodzwonić. Według oficjalnej wersji wyjechała wraz ze swoją przyjaciółką na mały urlop, na czas nieokreślony. Facet nie był głupi, zaczynał węszyć, wyczuwał, że coś jest nie w porządku. Mogłabym po prostu rozkazać mu zapomnieć, jednak stwierdziła, że to byłoby nie w porządku wobec niego. Poza tym Nat strasznie chciała zobaczyć się z mamą. Nie widziała jej dłużej niż przez ostatnich kilka lat.
Sama zamierzałam uporządkować kilka spraw ze swoją wampirzą rodzinką i na własną rękę zacząć tropić białookiego.
Jasny księżyc rzucał delikatne światło na nasz drewniany domek, z którego właśnie wychodziłyśmy.
- Nie wierzę, że to mówię, ale będę tęsknić za tym miejscem - powiedziała Natalie, przyglądając się okolicy. Smutny uśmiech wykrzywiał jej wargi.
- Jeszcze tu wrócimy. Obiecuję - powiedziałam.
Gdy ruszyłyśmy w stronę samochodu, spomiędzy drzew wyszła samotna postać. Nie wyczułam jej, nie usłyszałam, nie złapałam żadnej woni. Okryta czarną peleryną z kapturem powoli zbliżała się do domku. Oczy rozbłysły mi czerwienią, przygotowałam się na atak. W tej samej chwili kobieta uniosła głowę. W złotych oczach wiedźmy tańczyły niebezpieczne iskierki.
- Lydia? Co ty tu, kurwa, robisz? - warknęłam. Jak ona nas znalazła? Ktoś ją przysłał? Czego chce? Tyle pytań, a nadal nie usłyszałam żadnej odpowiedzi. Nie byłam cierpliwą kobietą. Uśmiechnęła się pogardliwie na widok sztyletu trzymanego pewnie w dłoni Natalie. Dobra dziewczynka.
- Musimy pogadać. Zaprosisz mnie do środka? - spytała swoim melodyjnym głosem.
- Czego chcesz?
- Trzy wiekowe wampiry złożyły mi propozycję nie do odrzucenia. Odnaleźć waszą dwójkę albo stracić życie. - po tych słowach zrzuciła kaptur z głowy, odsłaniając burzę rudych loków. Wytężyłam wszystkie zmysły, próbując odkryć, czy nie czyha na nas żadne niespodziewane zagrożenie. Nic. Skanowanie umysłem dało podobne efekty. Nie wyczuwałam nawet Lydii Blackheart. Akurat to mnie nie zaskoczyło, była jedną z niewielu osób, które potrafiły się tak dobrze maskować.
- Byłabyś głupia, gdybyś nie przyjęła ich oferty - powiedziałam ostrożnie.
- Och, porozmawialiśmy chwilkę. Później ozdobiłam ich głowami moje drzewko. Powinno wysłać jasny przekaz do innych wdzierających się na moją posesję osobników. - uśmiechnęła się zabójczo. - Mówiłam ci, Caroline. Mogę cię nie znosić, ale nie zdradzę waszego sekretu. Jestem potomkinią czarodziejki, która stworzyła Znak Kruka. To czyni mnie jego protektorką. Tylko przekazuję informację. Szukają was ludzie białookiego.
- Wiesz coś o nim? Cokolwiek? - przerwałam jej. Potrzebowałam jakiegokolwiek skrawka informacji. Czegoś, od czego mogłabym zacząć poszukiwania. Najmniejszy trop byłby sukcesem.
- Niewiele. Jest jednym z najstarszych wampirów chodzących po tym świecie. Może nawet czymś więcej. Zawsze ukrywał się w mrokach nocy, na poboczu. Niewielu choćby wie o jego istnieniu. To legenda. Znam jedno z jego imion. Lucius.
Lucius. Kompletnie nic mi to nie mówiło.
- To by było na tyle. Jeśli dowiem się czegoś więcej, przekażę to waszej dwójce. Znajdę was. Możesz schować swój sztylet, dziecko. - uśmiechnęła się do Natalie. Nie posłuchała, dalej zaciskając pięść na rękojeści. Nie ufała nikomu na słowo. Cieszyłam się, że przyswoiła te lekcję.
- Dziękuję - powiedziałam. Lydia bez słowa odwróciła się na pięcie. Zniknęła między drzewami, rozpływając się w mroku. Rozejrzałam się raz jeszcze, upewniając się, że byłyśmy bezpieczne. Całe to spotkanie było tak dziwne i niespodziewane, że wytrąciło mnie z równowagi. Jak ta cholerna wiedźma nas w ogóle znalazła? Nikt nie miał pojęcia o lokalizacji tej jednej kryjówki. Nikt z żyjących. Musiałam w końcu przestać dawać się zaskakiwać przez moce czarodziejek. Przy następnej okazji zamierzałam spytać, jak tego dokonała. Nauczyć się to blokować. Cokolwiek.
Lucius. Kim on, do cholery, był? Przynajmniej miałam imię. Coś, od czego mogłam zacząć. W końcu dostałam ten skrawek informacji, którego tak potrzebowałam. Może uda się znaleźć coś w kronikach, Stan ma od cholery starożytnych ksiąg.
- Możemy jej ufać? - spytała mnie Natalie po kilku minutach ciszy. Zdążyłam się uspokoić.
- Nie mam pojęcia. Po prostu... bądź ostrożna. Nie daj się zwieść. Lydia może wyglądać uroczo i niewinnie, ale jest jak chodząca maszyna do zabijania. Cholernie niebezpieczna.
- Zapamiętam. Więc... Ruszamy w drogę?
- Ruszamy.
Podróż zajęła sporo czasu. Dotarłyśmy do Nowego Jorku wraz z pierwszymi promieniami słońca. Nat nie wspomniała imienia białookiego. Większość drogi milczała, pochłonięta własnymi myślami. Nie przeszkadzało mi to, sama układałam plany jak zacząć tropienie przeciwnika.
Zatrzymałam się pod blokiem. Położyłam dłoń na jej kolanie.
- Natalie... Uważaj na siebie, dobrze? I nie blokuj mnie. Muszę czuć, że jesteś bezpieczna - powiedziałam powoli. Spojrzałam na jej piękną twarz i zatonęłam w jasnoniebieskich oczach. Odwzajemniła mój wzrok, uśmiechając się delikatnie.
- Dobrze mnie szkoliłaś. Nic mi się nie stanie.
Nachyliłam się i złożyłam na jej wargach długi pocałunek. Czuły, pełen niewypowiedzianych emocji. Moja.
- Do zobaczenia, kochanie.
Zaczekałam aż piękna, złotowłosa kobieta zniknęła w drzwiach wejściowych bloku i odjechałam. Damon już czekał na mnie w Lust.

 

 

 

Natalie

 

Nie minęło pięć minut od naszego rozstania, a już tęskniłam za obecnością Caroline. Zachowywałam się jak pieprzona, zadurzona nastolatka. Niesamowite.
Weszłam do swojego małego mieszkanka, dokładnie zamykając za sobą drzwi. Rozejrzałam się, szukając czegokolwiek niepasującego. Chyba nikogo tu nie było... To dobrze.
Co dziwne, choć tak kochałam to miejsce, bo było moim pierwszym w życiu własnym kątem, nie czułam się już jak w domu. Nie bez Care. Nigdy nawet nie weszła do środka. Chciałam, żeby weszła do środka. Żeby została tu ze mną.
Dość! Naprawdę musiałam się opanować. Przecież nawet nie ufałam do końca tej kobiecie. Wampirzycy. Choć przyzwyczaiłam się do istnienia całego tego nadnaturalnego świata, to nadal było to dziwne.
Zajrzałam do lodówki. Droga była długa i bez żadnych postojów. Naprawdę potrzebowałam posiłku. Troskliwa brunetka jakoś zapominała o takich szczegółach. Starczyły jej torebki z krwią albo mój nadgarstek.
Pustki. Cholera, będę musiała zajrzeć do sklepu.
Wyjęłam z szafki zupkę chińską, wstawiłam wodę i chwyciłam za telefon. Wybrałam numer.
- Jacob? Wróciłam już. Evelyn też powinna być dostępna za parę dni. - skłamałam o przyjaciółce, bo naprawdę nie wiedziałam, co innego mogłabym powiedzieć na jej temat.
- Nat! W końcu odbierasz cholerny telefon. Wieki się nie widzieliśmy. Całkiem zniknęłyście z radaru, martwiliśmy się z Markiem. - skarcił mnie swoim głębokim głosem. Zdążyłam się za nim naprawdę stęsknić. Ostatnimi czasy nasza paczka przechodziła ciężką próbę.
- Wiem, przepraszam... Miałam pewne problemy, więc razem z Eve zrobiłyśmy sobie przerwę od świata. Chcesz się spotkać?
- Pewnie. Wpadnę do ciebie wieczorem, może być? - spytał.
- Jasne. A Mark?
- Robi coś na mieście. Przyjdę sam.
Szybko się pożegnaliśmy i mogłam zająć się posiłkiem. Może nie był zbyt zdrowy, ale dał chociaż złudzenie pełnego żołądka. Prysznic, garderoba i mogłam podjechać do mamy.
Ogarnęłam się szybko. Odświeżona, w delikatnym makijażu przeglądałam ubrania. To było naprawdę gorące lato. Chciałabym założyć sukienkę, ale nie miałam ochoty świecić majtkami w trakcie walki, gdyby taka się przytrafiła.
Rany, ten trening naprawdę zapadł mi w pamięć. Być przygotowaną na każdą ewentualność, pewnie!
Wybrałam proste jeansy wraz z białym T- shirtem odsłaniającym sporą część brzucha. Na ramiączkach. Założyłam już tylko wygodne buty na małym obcasie i byłam gotowa do drogi. Szybko złapałam taksówkę i ruszyłam do rodzinnego domu.

***

Zlokalizowany na przedmieściach Nowego Jorku dom był dość skromny. Ot, zwykłe, małe, przytulne miejsce. Na zewnątrz, jak i w środku. Przyglądałam się przez chwilę małemu ogródkowi na froncie. Mama uwielbiała kwiaty. Dbała o nie jak o nic innego. Kiedy jeszcze z nią mieszkałam, razem w nim pracowałyśmy. Plewiąc, sadząc, podlewając, przesadzając. Zawsze coś się znalazło.
Podeszłam do drzwi i zapukałam.
- Chwileczkę!
Przebierałam nogami, zastanawiając się, jak to będzie skłamać najważniejszej dla mnie osobie. Nie powinnam mówić jej o całym gównie, które ostatnio się przydarzyło.
Cześć mamo. Czemu nie miałam czasu? Nic takiego, razem z pewną wampirzycą próbujemy dorwać białookiego, starożytnego skurwysyna, który próbuje nas zabić. A tak poza tym, chyba zostałam lesbijką. Jasne. Czemu nie?
Elizabeth Blunt zaraz po otworzeniu drzwi porwała mnie w ramiona.
- Natalie! Tęskniłam! - powiedziała, ciągnąc mnie do środka.
- Też się cieszę, że cię widzę, mamo. - uśmiechnęłam się do niej ciepło.
- Mogłaś zadzwonić, upichciłabym coś dobrego!
- Już jadłam, naprawdę nie ma problemu. Następnym razem wpadnę na obiad, obiecuję.
Usiadłam na kanapie w salonie, gdy mama zajęła się przygotowaniem kawy. Zawsze perfekcyjna gospodyni. Parująca filiżanka i mały kawałek ciasta wylądowały przede mną naprawdę szybko. Przyjrzałam się swojej rodzicielce. Wyglądała na zmęczoną, ale szczęśliwą. Dobrze.
Jak na swój wiek, była naprawdę zjawiskową kobietą. Proste, krótkie blond włosy okalały jej twarz. Pomimo prawie pięćdziesięciu lat miała jedynie kilka mało widocznych zmarszczek. Figura supermodelki nigdy jej nie opuszczała. Zgrabna, szczupła. Większość moich rówieśniczek mogłaby pozazdrościć jej wyglądu.
- No i co, opowiadaj! Rany, tyle się nie widziałyśmy. To przez pracę? - zaczęła swój wywiad.
- Nie, nie... Z pracą niestety nie idzie zbyt dobrze. Nie znalazłam jeszcze galerii, w której mogłabym zrobić wystawę. - skrzywiłam się, myśląc o straconej szansie w Every Day Photography. Może kiedyś się uda.
- Nie martw się, na pewno coś w końcu znajdziesz. Nawet idiota doceniłby twoje zdjęcia, są świetne! - pocieszyła mnie, popijając kawę. - Więc, jeśli to nie praca, to dlaczego nie zaglądałaś?
- Byłam zajęta z... Nową osobą, którą poznałam - powiedziałam, wykręcając się. Czułam się naprawdę nieswojo, nie mogąc opowiedzieć jej o wszystkim, jak to miałam w zwyczaju. - No i musiałam pomóc Evelyn w kilku sprawach. Takie tam, życiowe problemy.
- Nową osobą? Czyżbyś w końcu poznała jakiegoś ślicznego faceta? - uśmiechnęła się do mnie znacząco.
- Właściwie to... Dziewczynę. Poznałam dziewczynę. - skrzywiłam się, onieśmielona. Delikatny rumieniec wykwitł mi na policzkach. Nigdy nie zastanawiałam się, czy mama mogłaby mieć coś przeciwko związkom homoseksualnym. Byłam prawie pewna, że zaakceptowałaby wszytko, ale jednak... Poczułam się odrobinę zestresowana.
- Dziewczynę? Kobietę? Więc ty... ach... - zająknęła się.
- Ma na imię Caroline. Umawiamy się. - przerwałam jej szybko. Wolałam to z siebie wyrzucić jak najszybciej, zanim straciłabym całą odwagę. Mogłam powiedzieć jej choć część prawdy. - Jest... zjawiskowa. Nie wiem, jak inaczej to opisać. Po prostu coś mnie do niej ciągnie, odkąd ją poznałam. Jeszcze nie jesteśmy razem, nie oficjalnie... Nie wiem, jak to nazwać...
- Och, przestań! - przerwała mi, znów się uśmiechając. - To nic złego. Cieszę się, ze w końcu sobie kogoś znalazłaś! Musisz ją tu przyprowadzić, żebyśmy mogły się poznać. Muszę wiedzieć, kto dobiera się do mojej jedynej córeczki. - mrugnęła do mnie.
- Mamo! Przestań! - kolejny rumieniec zakwitł mi na twarzy. - Ona jest... nie wiem. Naprawdę ją lubię. Chociaż jeszcze nie znamy się najlepiej. - dokończyłam. To było niedopowiedzenie. Ciężko jest dobrze poznać osobę żyjącą kilka wieków na przestrzeni niecałych dwóch miesięcy. To jeden z powodów, dla których nie potrafiłam jej jeszcze całkowicie zaufać. Nie najważniejszy, ale jednak.
- Nie martw się. Jestem pewna, że zdążycie się poznać całkiem nieźle. Chyba nigdy nie widziałam, żebyś aż tak się rumieniła. - uśmiechnęła się pocieszająco. Cieszyłam się, że tak łatwo zaakceptowała informację o moim nowo odkrytym pociągu do kobiet. Nie miałam pojęcia, że tak bardzo bałam się reakcji Elizabeth, możliwości odrzucenia czy pogardy. Dwudziesty pierwszy wiek nie oznaczał przecież, że homofobia nie istniała.
Wzięłam łyk kawy. Dużo mleka, dużo cukru, taka jak lubiłam. Rany, naprawdę potrzebowałam kofeiny. Bez Caroline ratującej mnie swoją życiodajną krwią, zmęczenie w końcu zaczęło mnie dosięgać. Nadal nie potrafiłam objąć umysłem tej mocy. To, jak rany się goiły od jednej, małej kropli... Niesamowite.
- A co z tobą, mamo? Co u ciebie?
- Och, też kogoś poznałam. - figlarny uśmiech wykrzywił jej wargi. - Jest pewien facet. Ma na imię Lucian. Przystojny, szarmancki... Mam z nim randkę jutro wieczorem.
- Mamo! Cieszę się! Może w końcu przestaniesz się nudzić sama w domu. - zaśmiałam się. Naprawdę cieszyło mnie, że znalazła sobie kogoś. Przydałaby się osoba, która by się o nią zatroszczyła. Od śmierci ojca, czyli prawie dwudziestu lat, nie miała nikogo poza mną.
Jednak imię Lucian brzmiało niepokojąco znajomo...
- Opowiadaj mi wszystko...
Rozmawiałyśmy godzinami, nadrabiając stracony czas. Pominęłam oczywiście szczegóły. Zmyśliłam też historyjkę o problemach rodzinnych Evelyn i małym urlopie. Serce mnie bolało, gdy musiałam kłamać własnej matce, ale wiedziałam, że to zapewni jej bezpieczeństwo. Nauczyłam się, że im więcej człowiek wiedział, tym bardziej był podatny na zranienie. Sama byłam tego idealnym przykładem. Zdążyłam się już zanurzyć w tym nadnaturalnym świecie tak bardzo, że nie wiedziałam, czy kiedykolwiek uda mi się z niego wydostać. Nie wiedziałam nawet, czy chciałabym to zrobić.
Słońce zaczęło powoli zachodzić za horyzontem. Miałam jeszcze godzinę do spotkania z Jacobem, a chciałam zahaczyć o sklep. Pożegnałam się szybko z mamą i złapałam taksówkę powrotną do swojego mieszkania. Po drodze kupiłam parę rzeczy, żeby nie zginąć z głodu i butelkę whiskey. Sama nie przepadałam za tym za bardzo, ale może to ułagodzi mojego przyjaciela. Uwielbiał szkocką.
Szybko uprzątnęłam mieszkanie, położyłam dwie szklanki na stoliku i czekałam na jego przyjście. Miałam jeszcze parę minut. Wcześniej zapomniałam przejrzeć pocztę, zabrałam się więc za to teraz. Kilka reklam, odrzucenie ofert współpracy z galeriami, do których wysyłałam podania i rachunki. Jasna cholera, rachunki! Musiałam jak najszybciej przelać pieniądze, bo właściciel wypieprzy mnie z mieszkania. Nie miałam żadnego źródła dochodu przez cały dziejący się w moim życiu syf, a z pieniędzmi było naprawdę krucho. Czynsz nie był najtańszy, a moje konto było prawie puste. Powrót do codzienności. Zajebiście.
Pukanie do drzwi oderwało mnie od przykrych myśli. Otworzyłam i szybko znalazłam się w ramionach przyjaciela. Podniósł mnie i zakręcił w powietrzu.
- Jacob! Postaw mnie! - krzyknęłam roześmiana. Zaraz po wylewnym powitaniu wylądowaliśmy razem na kanapie. Ucieszony blondyn szybko chwycił za szklankę pełną whiskey i wychylił, pijąc gorzki płyn na raz. Napełnił szkło ponownie.
- Jezu, wyluzuj. Od kiedy jesteś takim alkoholikiem? - zaśmiałam się do niego.
- Miałem ciężki dzień w pracy. No i zdychałem ze zmartwienia. Chyba zasłużyłem na chwilę relaksu, co, Nat? - spytał. - Gadaj, co się dzieje. Sporadyczne SMS'y, że żyjecie, niezbyt mnie usatysfakcjonowały.
- Och, JJ, uspokój się... - zaczęłam. JJ to mała ksywka na mojego przyjaciela, trzymała się go jeszcze od czasów szkoły średniej. - Ja uciekałam od pracy, a Evelyn od rodziny. Ten wyjazd był dość spontaniczny. I tylko w babskim towarzystwie. Wybacz, że was nie zaprosiłyśmy. - pocałowałam go w policzek, starając się udobruchać. Wciskałam mu to samo kłamstwo, co mamie. Było to ciut trudniejsze, bo Jacob zawsze jakiś magicznym sposobem wyczuwał, gdy mijałam się z prawdą.
- Tym razem ci odpuszczę, Nat. Będziesz chciała, powiesz więcej. Ale nie odpieprzajcie już takich numerów...
- Okej, okej! Obiecuję, będę dzwonić częściej!
- Mam nadzieję. Idziemy z Markiem do Lust w następny weekend. Może Evelyn zdąży wrócić i pójdziemy razem, całą paczką? Ostatnio było świetnie. Poza tym, że się tak szybko zmyłaś. - opieprzył mnie.
- Pewnie, chętnie. Dam ci znać wcześniej, ale jeśli nic mi nie wypadnie, jestem za. Okej?
- Okej.
Stuknęliśmy się szklankami. Zdążyłam wypić pierwszą, gdy Jacob osuszał już trzecią. Ten skurczybyk miał naprawdę mocną głowę. Było jednak widać, że alkohol zdążył już odrobinę go rozluźnić.
Dzień końcu dobiegł końca. Nocne życie Nowego Jorku tętniło jasnymi światłami, gdy razem z przyjacielem nadrabialiśmy stracony czas. Rozmawialiśmy, żartowaliśmy, śmialiśmy się. Naprawdę miło było spędzić wieczór w jego towarzystwie. Jak wtedy, gdy wszystko było normalne. To pomogło, trochę jakby ogromny ciężar na moich barkach odrobinę zelżał. Dopiero gdy skończyliśmy całą butelkę, z której większość oczywiście wypił JJ, zaczął zbierać się do wyjścia. Przytuliłam go mocno raz jeszcze, złożyłam mokrego całusa na policzku i uśmiechnęłam się.
- Dzięki, Jacob. Naprawdę się cieszę, że wpadłeś.
- Zawsze, Nat. Nie znikaj tym razem!
Zamknęłam za nim drzwi i wróciłam na kanapę. Położyłam nogi na stoliku i przeciągnęłam się. Chyba pora na drzemkę. Dziwnie będzie zasnąć we własnym mieszkaniu. Zatęskniłam za ukrytą w gęstym lesie chatką. Miałam nadzieję, że jeszcze tam wrócę. Razem z Caroline.
Care? Pomyślałam do wampirzycy. Naprawdę dobrze opanowałyśmy już tę sztukę. Nawiązanie kontaktu było banalnie proste.
Co jest, kochanie?
Nic. Sprawdzam tylko, czy żyjesz. Widzimy się jutro?
Jasne. Przyjedź do Lust, gdy tylko będziesz mogła. Będę tam.
Połączenie się urwało. Oczywiście cały czas byłam świadoma obecności wampirzycy na obrzeżach swojego umysłu. Wyczuwałam ją i instynktownie wiedziałam, że wszystko w porządku. Jednak im dalej byłyśmy od siebie, tym luźniejsza była nić, która nas łączyła. Mogłyśmy rozmawiać bez żadnego wysiłku, ale wejrzenie głębiej wymagałoby już koncentracji. Coś, czego teraz mi brakowało. Od alkoholu delikatnie szumiało mi w głowie. Zamknęłam oczy, próbując się na moment zrelaksować. Nawet nie wiedziałam, kiedy zasnęłam.

***

Obudziło mnie paskudne uczucie, że zaraz stanie się coś złego. Otworzyłam szeroko oczy i rozejrzałam się po mieszkaniu. Nic. Wytężyłam słuch, uaktywniając znak. Coś, czego nauczyłam się razem z Caroline. Mogłyśmy korzystać z mocy znamienia na każde zawołanie. Razem byłyśmy silniejsze, jednak teraz nawet osobno nasze umiejętności rosły niewiarygodnie.
Usłyszałam ciche kroki zaraz za drzwiami. Bezszelestne. Zwykłe, ludzkie ucho nie miałoby szans czegokolwiek zarejestrować.
Równie cicho podeszłam do torby leżącej na podłodze i wyciągnęłam z niej dwa srebrne sztylety. Podarek od wampirzycy. Jak romantycznie.
Gdy zacisnęłam dłonie na rękojeściach, drzwi mieszkania zostały roztrzaskane. Dwóch facetów wparowało do środka nienaturalnie szybko. Przyglądali mi się, oczy jarzyły się na czerwono.
Wampiry. Próbowałam wyczuć jak potężne, jak stare, tak jak uczyła mnie mentorka. Nic z tego. Jedna z lekcji, których nie zdołałam opanować.
- Pójdziesz z nami dobrowolnie albo cię obezwładnimy. - głęboki głos wyższego z nich rozbrzmiał w pokoju. Nie mieli żadnej broni, przynajmniej żadnej, którą mogłabym zauważyć. Widocznie uznali, że ich siła wystarczy przeciwko drobnej, ludzkiej kobiecie. Przypomniałam sobie każdą bolesną minutę treningu i przywołałam moc znamienia. Ogień wypełnił każdą komórkę w moim ciele, siła rozpłynęła się po ścięgnach, mięśniach, odpędzając strach. Adrenalina pomogła. Uśmiechnęłam się jakbym była szalona.
- Próbujcie.
Wyższy, blondyn, rzucił się na mnie bez wahania. Chciał ogłuszyć mnie jednym szybkim ciosem, jednak nie spodziewał się, że potrafiłam się obronić. Uniknęłam jego pięści, przeleciała mi tuż obok głowy. Całą resztę ruchów wykonałam jak z automatu, modląc się, żebym nie spudłowała.
Obróciłam się i wyrzuciłam sztylet z całą siłą, jaką w sobie znalazłam w stronę niższego wampira. Tnące powietrze ostrze brzmiało w moich uszach długo, jakby jego lot zajmował wieczność. Trafiłam bezbłędnie w serce. Przeciwnik opadł bezwładnie na ziemię, zaskoczony tym, co go właśnie spotkało. Blondyn spojrzał na mnie zszokowany. Kły wyskoczyły mu z dziąseł. Wykorzystałam już element zaskoczenia. Gnojek przestał mnie nie doceniać.
Okrążał mnie powoli, na tyle, na ile pozwalało zagracone mieszkanie. Nie spuszczałam z niego wzroku. Nie koncentrowałam się na żadnym punkcie, moje oczy omiatały całość. Patrzenie w jedno miejsce mogło okazać się zgubne. Skupienie na jednym elemencie odbiera ci zdolność widzenia całości. Jeśli nie patrzysz w żadnym konkretnym kierunku, widzisz więcej. Wróg zawsze może markować swoje zamiary. Czekaj na jego ruch.
Słowa Caroline rozbrzmiewały w moim umyśle. Przypominałam sobie każdą przebytą z nią lekcję, każdą sztuczkę, każdy ruch, którego mnie nauczyła.
Wampir rzucił się na mnie, jednak byłam przygotowana. Uskoczyłam przed silnymi dłońmi próbującymi mnie pochwycić i kopnęłam go prosto w kolano. Kość trzasnęła. Nie zatrzymałam się, zaczęłam wirować wokół niego ze sztyletem, tnąc jak szalona. Srebro było trucizną dla wampirów. Najskuteczniejsze. Musiałam go osłabić, zanim zdołałabym go wykończyć.
Rozsierdzony blondyn uchylił się przed kolejnym cięciem i silnym ciosem w brzuch posłał mnie na ścianę. Odbiłam się od niej i opadłam na ziemię, nie mogąc złapać oddechu. Ruszył już w moją stronę, skupiając wzrok na szyi. Widziałam, że jest zmęczony. Pomimo bólu zerwałam się i w szalonym ataku zamachnęłam prosto na jego nieosłoniętą klatkę piersiową. W momencie, w którym sztylet zagłębiał się w jego sercu, poczułam palce rozrywające moje biodro. Krzyknęłam z agonią w głosie, upadając razem z nim na podłogę. Przekręciłam ostrze, rozszarpując mięsień i zsunęłam się z niego. Oddychałam ciężko, próbując się pozbierać. Miałam chyba kilka złamanych żeber, każdy oddech bolał jak skurwysyn. Krwawiłam na boku. Kość była delikatnie strzaskana, skóra rozerwana. Podniosłam się z podłogi i spojrzałam na leżącego przy zniszczonych drzwiach wejściowych wampira. Żył. Skurwiel nadal żył.
Caroline? Jesteś tam?
Co się, kurwa, dzieje? Czuję twój ból. Wszystko w porządku? Nic ci nie jest? Jej melodyjny, zmartwiony głos rozbrzmiał w moim umyśle.
Żyję. Pospiesz się. Mam dla ciebie niespodziankę.
Jej oczyma ujrzałam, jak z niewiarygodną prędkością mija budynki. W tym tempie powinna być tu za moment. Podeszłam, kulejąc, do leżącego na podłodze wampira. Jedynym, co się poruszało, były jego gałki oczne. Jakby został całkowicie sparaliżowany. Uklękłam obok i pewnie chwyciłam wystającą z jego serca rękojeść sztyletu.
- Ani drgnij. - warknęłam. Jedynym, co musiałam teraz zrobić, było poczekanie, aż Caroline się pojawi. Mogłam to zrobić. Ciemne plamy pojawiały mi się przed oczami, głowa bolała, jakby ktoś walił w nią młotem. Pomacałam się z tyłu, palce zmokły od krwi. Cholera, gnojek uderzył mną w ścianę mocniej, niż myślałam.
Sekundy mijały. Czekałam, nie spuszczając wzroku z obezwładnionego wampira, starając się nie zemdleć. Znamię mogło zwiększać moją wytrzymałość, obrażenia mogły goić się dużo szybciej, ale nadal byłam tylko człowiekiem. Wszystkie te rany bolały jak skurwysyn, byłam otumaniona. Nie
wiedziałam, jak długo zdołam wytrzymać.

 

 

 

Caroline

 

Mknęłam przez miasto, mijając budynki z niewiarygodną prędkością. Nieustannie monitorowałam stan Natalie przez nasze połączenie, gdy moje stopy pewnie odbijały się od ziemi.
Nat? Nie zasypiaj. Zostań ze mną, zaraz będę.
Jestem tu...
Jej głos w mojej głowie brzmiał tak słabo, tak krucho.
W końcu dotarłam na miejsce, jak burza pojawiając się w mieszkaniu. Szybko omiotłam wzrokiem całą scenę. Wszystko zdemolowane, jeden martwy wampir leżący pod ścianą. Natalie kurczowo trzymała sztylet w sercu drugiego, klęcząc obok jego ciała.
- Nat. Puść go - powiedziałam, podchodząc do niej. Bez zwłoki rozerwałam zębami nadgarstek i podsunęłam jej pod usta. - Pij.
Chłodne wargi przylgnęły do mojej ręki, ssąc krew. Rany już zaczęły się goić, nic jej nie będzie. Przytuliłam do siebie złotowłosą głowę, wypełniona skrajnymi emocjami. Zmartwienie. Ból. Ogromne wkurwienie na napastników.
Po chwili oderwałam ją od siebie i spojrzałam w niebieskie oczy.
- Dasz radę biec? - spytałam. Skinęła głową potwierdzająco.
Spojrzałam na leżącą obok nas kupę gówna i wyrwałam sztylet z serca. Wampir drgnął z bólu, jego ciało szybko zaczęło wracać do życia. Nieudolnie, nadal osłabiony, próbował się zerwać. Wystarczył jeden silny cios w środek jego twarzy, żeby na nowo znieruchomiał. Czaszka pękła jak jajko. Podniosłam go i przerzuciłam sobie przez ramię, zerkając na Natalie.
- Prosto do Lust. Najszybciej, jak potrafisz.

***

Damon już czekał przy bocznym wejściu. Droga nie zajęła wiele czasu. Natalie, choć osłabiona, dzięki naszym treningom stała się dużo szybsza. Z mocą znaku pomimo zmęczenia już po paru minutach byłyśmy w klubie. Nie zaszczyciłam swojego podopiecznego spojrzeniem, tylko bez zwłoki wparowałam do środka, potem do podziemia. Naszej małej kryjówki.
Rzuciłam wampira na środek obszernego salonu. Oprzytomniał po chwili i zerwał się z podłogi. Jego rany już zdążyły się zagoić, choć nadal był osłabiony przez srebro. Warknął na mnie, szczerząc długie kły. Przesłodkie.
- Pokaż, co umiesz, gnojku. - uśmiechnęłam się z żądzą mordu wyrysowaną w oczach. Widocznie to zauważył, bo zawahał się na moment.
Nie musiałam długo czekać, ruszył na mnie rozpędzony jak byk, któremu ktoś pomachał czerwoną płachtą. Znamię płonęło, wypełniając moje ciało mocą. W ostatniej sekundzie uchyliłam się, jednocześnie kopiąc w jego kolano. Głośny trzask dobiegł do moich uszu. Przeciwnik przewrócił się i rozpęd zaniósł go prosto na ścianę. Uderzył z gruchotem.
- Tylko na tyle cię stać? - spytałam.
Pozbierał się i znów na mnie ruszył, tym razem ostrożniej. Wyszarpnął zza paska krótki, srebrny sztylet. Zamarkował atak w bok, by po chwili rzucić się prosto na moje serce. Chciał jednym, silnym ciosem załatwić całą sprawę. Zablokowałam jego rękę i chwyciłam za ramię. Szarpnęłam mocno, wyłamując je z barku. Chwyciłam go za głowę i mocno pociągnęłam w dół, prosto na nadlatujące już kolano. Twarz wgniotła się do środka jakby była z plasteliny. Kilkoma szybkimi uderzeniami połamałam żebra. Nie przestawałam, nacierałam nieustannie, dając upust wypełniającej mnie wściekłości. Wampirze leczenie nie było w stanie nadążyć za ogromem obrażeń, które tworzyłam raz za razem.
Kły wyskoczyły mi z dziąseł, oczy napełniły się czerwienią. Rzuciłam poturbowane ciało na ścianę, pękła pod mocą zderzenia. Natarłam na niego, zanim zdążył opaść na ziemię i wbiłam zęby w szyję, spijając pełną mocy krew.
Konsumowanie krwi innego wampira bez jego zgody jest wyrazem największej pogardy. Obrazą, ukazaniem jego słabości, zmiażdżeniem psychiki. Nie ma nic gorszego niż ktoś z twojego gatunku karmiący się na tobie jak na bezsilnej ofierze. Zmiażdżonego, z rozerwanym gardłem rzuciłam go jak najdalej od siebie. Upadł nieprzytomny, wyglądając jak krwawa papka.
Chwilę zajęło mi opanowanie się. Ciemnoczerwony płyn ściekał po mojej brodzie wieloma strumieniami, kostki popękały od siły uderzeń.
Natalie zagapiła się na mnie z otwartymi ustami. Całkowicie zapomniałam o jej obecności. Wyłapałam obraz samej siebie z jej umysłu. Tak wściekła i okrwawiona wyglądałam jak potwór. Widziała we mnie potwora. Wyczułam nutkę strachu krążącą jej po głowie.
- Nat? - wyciągnęłam do niej dłoń, chcąc ją uspokoić.
- Ja... wszystko w porządku. - zająknęła się, obróciła na pięcie i wybiegła z pomieszczenia.
Kurwa mać. Obróciłam się i z impetem wbiłam pięść w marmurową ścianę, dając upust emocjom. Wdech. Wydech. Wdech. Wydech.
- Zamknij tę kupę gówna w celi. Daj mu jakieś ochłapy, żeby oprzytomniał. Zajmę się nim później. - warknęłam do stojącego cicho Damona.
- Okej, szefowo - powiedział cicho. Znał mnie na tyle, żeby wiedzieć, kiedy nie zaczynać. Choć takiego wybuchu nie widział chyba przez całe swoje życie przy moim boku. Zazwyczaj byłam pełna samokontroli.
Śladem Natalie wyszłam z podziemi. Wyczułam ją w prywatnym apartamencie, tym samym, w którym byłyśmy ostatnio. Zanim do niej poszłam, skorzystałam z innego pokoju, żeby wziąć szybki prysznic. Zmyłam z siebie ślady walki. Cały brud i krew spłynęły ze mnie pod strumieniami gorącej wody. Odświeżona, zarzuciłam na siebie tylko jedwabny, ciemnoczerwony szlafrok sięgający połowy uda i poszłam prosto do przestraszonej blondynki.
Siedziała nieruchomo na krawędzi łóżka. Także wzięła prysznic. Wyglądała przesłodko, ubrana jedynie w za dużą, męską koszulę. Przesłodko i seksownie.
- Natalie? - spytałam, podchodząc do niej powoli. Wzdrygnęła się i spojrzała na mnie. - Nie musisz się mnie bać. Wiesz przecież, że cię nie skrzywdzę.
- Wiem... Po prostu... Pierwszy raz widziałam cię taką - powiedziała. Zatrzymała mnie gestem, nie chcąc, żebym zbliżyła się bardziej. - Jestem w tym świecie od niedawna. Zrozum mnie. Taka brutalność to dla mnie coś nowego... - zająknęła się, nie wiedząc, jak kontynuować.
- Nie bój się. Zajrzyj w mój umysł. Potrafisz to zrobić. To będzie dużo lepsze, niż jakiekolwiek słowa - powiedziałam. Poczułam delikatnie muskające mnie myśli Natalie, jakby nieśmiałe, jakby nie wiedziała, czy chce zagłębić się w umyśle potwora. Otworzyłam się na nią, ukazując wszystkie emocje. Wszystkie, bez żadnego wyjątku. Wpuściłam ją głębiej niż kogokolwiek wcześniej. Całe zmartwienie, cały gniew, cały żal były doskonale widoczne. Nat, jakby wciągnięta do środka, eksplorowała moje najskrytsze odczucia wobec niej. Opiekuńczość. Pożądanie. Wszystko, co rosło we mnie... Wraz z miłością. Zobaczyła płonącą jasnym ogniem miłość, najprawdziwszą, wypełniającą każdą komórkę mojego ciała.
Niebieskie oczy otworzyły się szeroko, gdy zrozumiała to, co właśnie jej pokazałam.
- Ja... ja... - jęknęła.
- Kocham cię, Natalie. Całą sobą.
Chwila ciszy wypełniła pomieszczenie, gdy nie odrywałyśmy od siebie oczu. Nat prawie przestała oddychać, gdy usłyszała te słowa. Jej serce galopowało szalenie, chaos panował w myślach.
- Nie możesz mnie kochać. Ty... my... znamy się za krótko...
- Mogę i kocham. - przerwałam jej. - Chodzę po tej ziemi cholernie długo i uwierz mi, doskonale orientuję się w swoich uczuciach.
- Ale... ja... - zdezorientowana dziewczyna nie mogła złapać tchu. Bez słowa zamknęłam przestrzeń między nami i złożyłam powolny, wypełniony emocjami pocałunek na różowych wargach. Po chwili wahania Nat odwzajemniła go. Trwał długo, słodki, romantyczny, tak inny od naszych poprzednich zbliżeń. Wcześniej wszystko wypełniało jedynie nieopanowane pożądanie, teraz było to coś dużo bardziej... intymnego. Szczerego. Wstrząsającego nami do głębi. Odsunęłam się od niej i uśmiechnęłam.
- Kocham cię. Nie musisz jeszcze odpowiadać. Nie naciskam, niczego nie wymagam. Po prostu chcę, żebyś to wiedziała. Żebyś zrozumiała, dlaczego tak zareagowałam na gnojka, który cię skrzywdził. - wyrzuciłam z siebie.
Natalie bez słowa wyciągnęła dłoń i pogłaskała mnie po policzku, wlepiając we mnie głębokie, jasnoniebieskie oczy. Nachyliła się i złączyła ponownie nasze wargi. Ocierały się o siebie w kolejnym, delikatnym pocałunku. Nie powiedziała niczego o swoich odczuciach, ale jej ochocze usta same w sobie były jasnym przekazem. Tyle mi wystarczyło.
Wspięłam się na łóżko obok niej, nie przerywając pieszczoty. Po chwili poczułam nieśmiało wysuwający się języczek, muskający mój własny. Odwzajemniłam się, szerzej rozchylając jej wargi, czyniąc wszystko dużo bardziej namiętnym. Popchnęłam ją na plecy. Siadłam okrakiem na leżącej pode mną piękności, zsuwając z siebie szlafrok. Chwyciłam skraj materiału koszulki, powoli unosząc go w górę, odsłaniając aksamitną skórę. Gdy obydwie byłyśmy nagie, wznowiłam pocałunek. Przylgnęłam do niej jak kotka, łącząc nasze spragnione ciała. Zaczęłam sunąć wargami w dół, po jej szczęce, na szyję. Lizałam, ssałam, przygryzałam delikatną skórę namiętnie, rozpalając partnerkę. Urywany jęk dobiegł moich uszu, gdy kontynuowałam pieszczoty. Dłonią odnalazłam pełną pierś i powoli ją pieściłam. Wzdrygnęłam się, gdy poczułam między nogami palce. Przesunęły się niespiesznie po mojej mokrej już szparce, rozpalając mnie do granic. Oderwałam się od szyi, żeby spojrzeć w jej oczy. Moja własna ręka zawędrowała między jej uda, odnajdując równie wilgotny kwiat.
Zgrabne paluszki wsunęły się powoli w aksamit mojej cipki. Rozchyliłam usta, wypuszczając głośny jęk na zewnątrz. Dreszcz przyjemności przeszył mnie na wskroś, gdy Natalie kontynuowała zabawę. Odwzajemniłam się tym samym, zanurzając się w centrum jej kobiecości. Pochyliłam się, po raz kolejny łącząc nasze usta. Pieściłyśmy się wzajemnie, ciasno do siebie przylegając. Pocałunek pełen pasji przerywany był jedynie przez nasze nieustające, zmieszane jęki. Języki wirowały namiętnie w szalonym tańcu, ręce pracowały nieprzerwanie. Poczułam nadchodzący orgazm w tej samej chwili, w której ciasna szparka Nat zacisnęła się konwulsyjnie na moich palcach. Oderwałam się od jej ust. Szczytowałyśmy razem, ogarnięte przeszywającą ekstazą. Nie odrywałam wzroku od jej pięknych oczu, dochodząc. Wszystko było niesamowicie spotęgowane naszym mentalnym połączeniem, silniejszym niż kiedykolwiek wcześniej. Co czuła jedna, to czuła również druga. Nasze rozgrzane ciała drżały od natłoku bodźców, od przeszywających dreszczy rozkoszy. Nie wiedziałam, jak długo to trwało. Minuty, godziny? Wygięta pode mną w łuk piękność była tak wspaniała, że ten obraz już na zawsze wyrył się w moim umyśle. Długie rzęsy okalające jasnoniebieskie, głębokie oczęta. Czerwone rumieńce pokrywające śliczne, delikatnie puchate policzki... Pełne, różowe wargi rozchylone w wyrazie euforii. Złociste włosy rozrzucone dookoła na łóżku. Przesłałam ten obraz do jej głowy, chcąc pokazać, jak piękna jest dla mnie.
Po wyczerpującym orgazmie zsunęłam się ze zmęczonego ciała i położyłam obok. Nie odrywałam od niej wzroku, po prostu się uśmiechając. Moje palce delikatnie krążyły po nagiej, rozpalonej skórze, gładząc ją delikatnie.
- Dziękuję. - szepnęła. Wiedziałam, za co dziękuje i doceniłam to. Nigdy wcześniej nie odsłoniłam się tak przed żadną inną osobą, jak zrobiłam to przed Natalie. Wpuściłam ją głębiej, niż spodziewałam się, że kiedykolwiek to zrobię. Wiedziała o tym doskonale. I cieszyła z tego.
- Możesz mi ufać, Nat. Zawsze.
- Wiem. Teraz już wiem - odpowiedziała z delikatnym uśmiechem rysującym się na ślicznej twarzy. Wtuliła się we mnie, przerzucając nogę w poprzek ciała. Głowę położyła mi w zagłębieniu ramienia. Objęłam ją i oddychałam powoli, rozkoszując się chwilą.
Resztę nocy spędziłyśmy złączone w ten właśnie sposób. Po prostu się przytulając. Ciesząc wspólną bliskością. Powieki Natalie opadły, oddech się uspokoił, serce zwolniło. Zasnęła, owinięta wokół mnie jak panda. Zamknęłam oczy, obiecując sobie, że nigdy nie pozwolę się temu skończyć.

***

- Zaraz zejdę. Rozbudź gnojka, musimy wyciągnąć z niego wszystko, co się da. - szepnęłam do stojącego za drzwiami Damona. Słońce już dawno wstało, jednak nie chciałam opuszczać łóżka zbyt wcześnie. Uwielbiałam dotyk wtulonej we mnie kochanki. Wysunęłam się delikatnie spod Nat, nie chcąc jej budzić. Poderwała głowę.
- Myślisz, że wymkniesz mi się z łóżka o poranku jak typowy facet? - uśmiechnęła się i złożyła szybkiego całusa na moich wargach.
- Nie śmiałabym. Może zostaniesz w łóżku? Muszę przesłuchać wampira z wczoraj, a to nie będzie zbyt przyjemne... - powiedziałam z ostrożnością w głosie. Nie chciałam, żeby blondynka znów wystraszyła się mojej brutalności. Nie zamierzałam się powstrzymywać.
- Idę z tobą. Nie martw się, nie ucieknę - odpowiedziała stanowczo. Widać wzięła sobie za postanowienie przywyknięcie do bardziej... mrocznej strony mojej natury. Może to i lepiej? Musiała zrozumieć, że nie byłam tylko człowiekiem. Że moje życie to nie tylko super moce i profity. Że brutalność, przemoc i krew były nieodłącznym elementem. Jeśli nasz związek miał mieć jakiekolwiek szanse, musiała to wszystko pojąć.
Ubrałyśmy się szybko i ramię w ramię zeszłyśmy do najgłębszej części podziemia. Damon już na nas czekał, wstukał kod do zamka elektronicznego i wpuścił do lochów.
Były dość nowoczesne, wyglądały jak współczesne więzienie. Pod kamiennymi ścianami kryły się również posrebrzane, grube blachy. Na wypadek, gdyby więzień zechciał wykopać sobie drogę na zewnątrz, co samo w sobie było prawie niewykonalne. Kraty zawierały najwyższy procent srebra, jaki tylko można było znaleźć na rynku. Wampir trafił do celi, w której nie było niczego poza gołą podłogą. Brak łóżka, brak toalety, tylko ściany i pustka. Zwisał z sufitu, trzymany łańcuchami przypiętymi do nadgarstków. Stopy ledwie muskały podłoże. Ktoś już zajął się jego okrwawionymi ciuchami, zostawiając jedynie czarne bokserki.
Ładnie zbudowany, niski brunet. Krótkie włosy porastały jego zagojoną już czaszkę. Każdy wampir był w pewien sposób piękny. Przemiana dodawała nam urody. Każdy oczywiście zachowywał niektóre niedoskonałości. U niego najwidoczniejszą wadą był krzywy nos. Musiał być nieźle połamany, gdy jeszcze był człowiekiem.
Gdy się zbliżyłam, zielone oczy rozjarzyły się czerwienią. Cichy warkot wydostał mu się z gardła, kły wyskoczyły z dziąseł. Nie spuszczał ze mnie zabójczego wzroku. Uśmiechnęłam się.
- Czyżbyś miał ochotę na rundę drugą? - spytałam, stając przed nim. Przejechałam paznokciem po jego torsie, rozcinając skórę. - Będziemy mieli razem tyle zabawy...
- Pieprz się. - przerwał mi. Na te słowa nie zareagowałam zbyt miło. Moje kolano w jednym, silnym uderzeniu trafiło go prosto w krocze. Jęk bólu rozbiegł się po pomieszczeniu. Nawet stojący za mną Damon sapnął na ten widok. Faceci i ich jaja.
Różowe łzy spłynęły z kącików oczu wampira, gdy wił się z bólu.
- Odpowiesz szybciej, zginiesz bez bólu. A jeśli nie... cóż... lepiej dla mnie. - wymruczałam. - Lucius. Mów wszystko, co o nim wiesz.
- Obciągnij mi... suko... - splunął na mnie. Wytarłam się z obrzydzeniem i na odlew uderzyłam go w twarz. Jeden raz. Drugi. Trzeci. Kości jego szczęki przeskakiwały przy każdym ciosie, trzaskając głośno. Zranione jądra już zaczęły się goić, więc wpiłam w nie dłoń.
- Nie zawaham się nawet sekundy przed urwaniem ci tego małego kutasa, rozumiesz? - zacisnęłam pięść, miażdżąc narząd. Próbował coś powiedzieć, ale przez wybitą szczękę wszystkie słowa wychodziły nieskładnie. Uderzyłam raz jeszcze, nastawiając ją brutalnie.
- Mój pan... cię zabije.
Odsunęłam się na chwilę, wzdychając ciężko. Spojrzałam w tył, na stojącą za kratą celi Natalie. Wyglądała na pewną siebie. Nie podobały jej się widoki tortur, co oczywiste, ale nie czuła strachu. Raczej... niechęć. Nie do mnie, tylko do tego, co trzeba było uczynić. Ze względu na nią i tak cholernie się oszczędzałam. W normalnej sytuacji nakarmiłabym gnojka jego własnymi genitaliami.
Z rozmachem natarłam z powrotem na jeńca, mocno wbijając dłoń w jego klatkę piersiową. Zacisnęłam ją wokół serca, mocno, miażdżąc je odrobinę. Stęknął i otworzył szeroko oczy, kompletnie nieruchomiejąc.
- Nie mam czasu się z tobą pierdolić, rozumiesz? - warknęłam. - Czego on od nas chce? Gdzie go znaleźć?
Wampir cały poczerwieniał, moja zaciśnięta pięść zadawała mu niewiarygodny ból.
- Chce... dziewczyny. Ludzkiej dziewczyny... - jęknął z głosem przepełnionym agonią. - Przejmie moc Znaku Kruka... i zabije was obie. Już wkrótce...
Brunet zaśmiał się niczym szaleniec i jednym, rozpaczliwym ruchem szarpnął się w tył. Moja dłoń opuściła klatkę piersiową, trzymając serce. Światło zgasło w jego oczach, znieruchomiał. Zabił się. Skurwiel sam się zabił. Tak bardzo się tego nie spodziewałam, że nie zdążyłam w jakikolwiek sposób zareagować.
- Kurwa mać! - krzyknęłam, rzucając okrwawiony ochłap na ścianę.
Chwilę zajęło mi opanowanie się. Kolejny z sługusów białookiego bez chwili zawahania się oddał za niego życie. Co miałam zrobić z tymi informacjami? Chciał Natalie? Jak, do cholery, mógł przejąć nasze moce? Spojrzałam na dziewczynę.
Spokojnie, Care. Proszę. Usłyszałam jej słowa. Niebieskie oczy wpatrywały się we mnie, nie w martwe truchło za moimi plecami. Znajdziemy go. I wygramy. Wierzę w ciebie.
Podeszłam do niej, zatrzaskując za sobą celę. Złożyłam szybkiego buziaka na ustach partnerki i odwróciłam się w stronę Damona.
- Sprzątniesz to? Ogarnę się i zajmę Evelyn - powiedziałam.
- Jasne, szefowo. - uśmiechnął się do mnie pokrzepiająco podopieczny. Dobrze, że zawsze mogłam na niego liczyć.
- Potem znajdź Stana. Niech przegrzebie wszystkie kroniki i szuka imienia Lucius. W końcu coś musi wyskoczyć.
Ogarnęłam się szybko i poszłam do pokoju, przed którym już stała Natalie. Oczekiwanie nie przynosiło żadnych rezultatów, Evelyn nie była w stanie samodzielnie otrząsnąć się z kontroli białookiego. Minął miesiąc, a ona nadal zachowywała się jak pusta lalka pragnąca jedynie zaspokoić zachcianki swojego mistrza. Obiecałam swojej kochance, że spróbuję ją uratować za wszelką cenę i właśnie to zamierzałam dziś zrobić.
- Zaczekasz tutaj? - spytałam.
- Bez szans. Wchodzimy?
Westchnęłam bezradnie, nie mając ochoty tracić czasu na kłótnie. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Rudowłosa dziewczyna nawet nie odwróciła się w moją stronę. Siedziała nieruchomo na łóżku, przykuta do ściany długim, lekkim łańcuchem. Jej oczy były całkowicie puste, twarz bez wyrazu. Zbliżyłam się i uklękłam przed nią.
- Evelyn? - spytałam. Czułam Nat zaraz za plecami, czułam jej zmartwienie. Patrzyła troskliwie na przyjaciółkę, przerażona jej stanem.
- Evelyn, spójrz na mnie - powiedziałam, nasączając głos mocą. Głowa powoli obróciła się w moją stronę, wbiłam wzrok w piwne oczy. Próbowałam dostać się do jej umysłu, głębiej, niż robiłam to z jakimkolwiek innym człowiekiem. Nie miałam łączącej nas więzi jak w przypadku znamienia, więc cały zabieg był inwazyjny. Warstwa za warstwą przedostawałam się do samego jestestwa Evelyn. Nie widziałam nic, żadnych wspomnień, żadnych myśli, jedynie pustkę. Przerażający mrok, nicość wypełniającą kobietę. Skupiałam całą swoją moc, wszystkie umiejętności, zanurzając się w ciemnościach jej umysłu. Nie miałam pojęcia, jak długo to trwało. Pustka pochłonęła mnie, gdy poszukiwałam jakichkolwiek oznak prawdziwej Evelyn. Najmniejszej choćby iskierki jej życia. Lucius zostawił ją całkowicie zdaną na siebie. Brak jego krwi, jego rozkazów, jego uwagi wyssały wszystko z rudzielca. Została tylko ta okropna skorupa, która kiedyś była najlepszą przyjaciółką mojej kochanki. Mogłabym zatracić się w tym poczuciu nicości, gdyby nie łącząca mnie z Natalie nić. Dawała mi siłę, żeby brnąć dalej i dalej.
W końcu zobaczyłam coś, co dało nadzieję. Nie był to nawet płomień, była to tląca się iskra głęboko w czeluściach zniszczonego umysłu. Próbowałam sięgnąć do niej, rozpalić ją, wyciągnąć na światło dzienne. Brakowało mi jednak siły. Za każdym razem, gdy już myślałam, że jestem blisko, wymykała mi się. Muskałam ją swoją mocą nieustannie, próbując ze wszystkich sił. Chwyciłam ją...
Evelyn krzyknęła agonalnie, przerywając nasze połączenie. Oderwała się ode mnie i uciekła w najdalszy kąt pomieszczenia. Poczułam się, jakby ktoś zatopił mi pazury w mózgu. Brutalnie wyrwałam się z powrotem do świata. Wróciłam do własnego umysłu, chwilę zajęło mi opanowanie się.
- Co się stało? Caroline? Nic ci nie jest? - pytała przestraszona Nat. Stała tuż obok, trzymając mnie za ramię.
- Nie, nie... Nic mi nie jest - powiedziałam. - Nie byłam w stanie... jej wyciągnąć. Nie mogę jej odzyskać, Nat... - wyszeptałam.
Dziewczyna ze łzami w oczach wtuliła się we mnie, łkając. Objęłam ją ramionami, chcąc przynieść komfort. Pocieszyć. Gładziłam dłonią jej złociste włosy, trzymając tak smutną przy piersi. Byłam tak blisko... I jednak tak daleko. Nie wiedziałam, w jaki sposób mogłabym przywrócić prawdziwą Evelyn. Ten pieprzony potwór całkowicie ją zniszczył. Jednak... ta iskra...
Pomysł pojawił się w mojej głowie. Odsunęłam od siebie Nat i spojrzałam jej w twarz.
- Natalie... może być jeszcze jeden sposób - powiedziałam. Nadzieja zapłonęła w jej niebieskich, załzawionych oczętach. - Mogę ją przemienić. Transformacja może wyciągnąć z niej to, co zostało po inwazji Luciusa. W tym jedyna nadzieja. Jeśli chcesz tego spróbować. - dokończyłam, mówiąc wprost.
Dziewczyna przez chwilę patrzyła na mnie z rozchylonymi ustami, nie wiedząc, co powiedzieć. Nie zastanawiała się jednak długo.
- Zrób to - powiedziała.
- Nat, nowe wampiry, pisklaki, nie są takie jak ja czy Damon. Nawet jeśli twoja przyjaciółka do nas wróci... przez jakiś czas nie będziesz mogła się z nią widzieć. To...
- Po prostu to zrób. Muszę spróbować wszystkiego. - przerwała mi blondynka.
- Dobrze. Damon! - powiedziałam ciut głośniej. Wiedziałam, że mnie usłyszy. - Przemienię Evelyn. Przygotuj wszystko, co potrzebne dla nowo narodzonego. Zostanie w tym pokoju. Wystarczy, żeby ją utrzymać. A ty, kochanie... Możesz tu zostać, ale tylko, dopóki nie skończę. Nie będziesz mogła być nigdzie w pobliżu Evelyn, gdy się ocknie. - kontynuowałam. - Nie wystrasz się, gdy usłyszysz, że jej serce przestało bić. Nie będzie martwa, okej? Nie reaguj, nie przeszkadzaj mi. Przemiana bywa... wyczerpująca. - dokończyłam. Nat zgodziła się bez wahania, kiwnęła po prostu głową i odsunęła się w drugi kąt pomieszczenia.
Podeszłam do siedzącej na ziemi Evelyn. Znów siedziała, całkowicie otępiała, z pustką w oczach. Miałam szczerą nadzieję, że to się uda. Istniało ryzyko, że nie wróci... A wtedy musiałaby zginąć. Powstałby jedynie krwiożerczy potwór kompletnie poddany swoim popędom. Maszyna do zabijania, która byłaby niemożliwa do jakiegokolwiek kontrolowania.
Bez kolejnych sekund wahania przyciągnęłam ją do siebie i zaniosłam na łóżko. Wysunęłam kły i wbiłam je w delikatną szyję, ssąc szybko płynącą krew. Wlewała się do moich, ust opuszczając ciało rudzielca. Piłam długo, naprawdę długo, stale monitorując tętno. Zaczęło zwalniać. Gdy osuszyłam ją prawie do cna, gdy słyszałam jedynie przerywane bicie serca tak powolne, że było tuż na granicy zatrzymania się, oderwałam wargi. Chwyciłam za srebrny nożyk, który miałam za paskiem i mocno nacięłam swój nadgarstek. Przyłożyłam go do spierzchniętych ust, pozwalając ciemnoczerwonemu płynowi wlewać się bezpośrednio do gardła. Używając swojej mocy, hamowałam samoleczenie, utrzymując stały przepływ krwi. Minuty mijały, boleśnie długie. Każdą kroplę nasączałam swoją energią, oddając wszystko, co mogłam leżącej bezwładnie dziewczynie. W końcu zobaczyłam, jak ciało Evelyn drgnęło. Tętno zaczęło przyspieszać. Serce galopowało szalenie, tak mocno, jakby chciało wyskoczyć z klatki piersiowej. Delikatne, wydłużające się kły pokazały się w ustach. Otworzyła oczy. Nabiegły czerwienią. Dobrze.
Chwyciła oburącz moją rekę, wbijając się nowymi zębami prosto w żyłę. Szarpała głową, rozdzierając ją jak zwierzę, spijając wszystko, co potrafiła. Dziko, brutalnie, warcząc. Pozwalałam jej na to jeszcze przez jakiś czas, aż w końcu poczułam, jak mało we mnie zostało. Jak bardzo osłabłam. Wyrwałam rękę, ostre kły rozszarpały mi skórę jeszcze bardziej. Evelyn jak opętana próbowała znów wgryźć się we mnie, jednak trzymałam ją mocno przyciśniętą do łóżka. Chrapliwe krzyki raz za razem uciekały jej z gardła, zmieszane ze zwierzęcymi warknięciami. W końcu opadła bez sił, oczy zamknęły się, straciła przytomność. Serce po raz ostatni zabiło mocno, żeby zamilknąć na wieki.
Podniosłam się i zatoczyłam, wyczerpana. Damon chwycił mnie i podał worek z krwią. Opróżniłam go szybko. Potem kolejny. I kolejny. Siły zaczęły do mnie wracać, jednak żeby całkiem się zregenerować, potrzebowałam odrobiny więcej odpoczynku.

***

Po kilku kolejnych workach z krwią, wymuszonym na mnie siłą nadgarstkiem Natalie i kąpieli, całkowicie już zregenerowana siedziałam na kanapie razem z nią i Damonem.
- Czyli teraz zostaje tylko czekać? Obudzi się, tak? - spytała po raz kolejny blondynka.
- Tak, obudzi. Ktoś z nas będzie ją stale monitorował. Gdy powstanie, będzie potrzebować ogromnych ilości krwi. Płonący głód jest w każdym nowo narodzonym, będzie zachowywać się bardziej jak zwierzę, niż człowiek. Dlatego nie możesz wejść do tego pokoju, rozumiesz? - spytałam. Nat kiwnęła głową, z troską wymalowaną w oczach. - Nie wiemy, jak długo ta faza potrwa. U niektórych był to miesiąc, u niektórych tydzień. Zależnie od samokontroli danej osoby, jak myślę. Gdy to się skończy, zobaczymy, czy twoja przyjaciółka wróciła. - dokończyłam.
Wyjaśniłam jej wszystko szczegółowo, zapewniając, że Eve nie zginęła. Tym, co mnie martwiło, była właśnie druga część. Czy transformacja była w stanie ją przywrócić? Miałam na to cholerną nadzieję.
- Stan nadal szuka informacji o Luciusie. Mówił, że ma coś obiecującego. Jak tylko to sprawdzi, da nam znać. - mówił Damon. - Większość naszych zmierza teraz do Lust. To będzie nasza baza operacyjna na czas tego gówna. Planowo otwieramy klub w ten weekend, ale jeśli chcesz to odwołać, wystarczy słowo...
- Nie, nie. To będzie idealna wiadomość dla tego skurwysyna. Niech wie, że żadne z nas się go nie boi - powiedziałam.
- Dobrze. Mieszkanie Natalie jest już sprzątnięte, nowe drzwi są wzmocnione, zamontowaliśmy też zamek elektroniczny. Na twoim miejscu jednak bym tam nie wracał, nie teraz. - spojrzał na nią Damon. Kiwnęła tylko głową. - Na wszelki wypadek mamy czujki przy domu twojej mamy oraz mieszkaniu Marka i Jacoba. Wszyscy są pilnowani. - skończył.
Gdy wszystko już było uzgodnione, rozeszliśmy się na zasłużony odpoczynek po cholernie długim dniu. Lucius był gdzieś tam w mrokach nocy, chcąc położyć swoje łapska na mojej kochance. Nie było szans, żebym mu na to pozwoliła. Razem z Natalie zamierzałyśmy walczyć, żeby chronić swoich bliskich i siebie nawzajem. Białookiego czekało duże zaskoczenie, jeśli myślał, że bez wysiłku nas pokona. Nie miał pojęcia, z kim zadarł. Evelyn leżała bezradnie, zamknięta w podziemiach klubu. Stan już nadchodził z informacjami. Wszystkim, co mogłyśmy teraz zrobić, było czekać.

5,394
9.67/10
Dodaj do ulubionych
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.67/10 (12 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Z tej serii

Komentarze (6)

darjim

darjim · 22 kwietnia 2020

+1
0

Cała sala śpiewa z nami
Będzie wojna z wampirami...

Sorry. Tak mi się nasunęło.
Co prawda, wampiry jako takie już mi się trochę przejadły, ale tekst przeczytałem z dużą przyjemnością.. Całościowo robi się z tego niezła epopeja .
Duże brawa dla Autorki.
Chciałbym pozdrowić także złośliwca, który już na wstępie zaserwował ocenę 1.
Może ja się nie znam, ale powyższe opowiadanie na pewno na taką ocenę nie zasługuje.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Camess

Camess · Autor · 22 kwietnia 2020

0
0

Właściwie, jestem autorem.
Ale obrażony się nie poczułem, a za piękne oceny dziękuję!

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
darjim

darjim · 22 kwietnia 2020

0
0

@Camess
Wielkie sorry Autorze!!!
AUTORZE!!!!!

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Agnessa Novvak

Agnessa Novvak · 26 kwietnia 2020

+2
0

Jak zwykle złośliwa Agressja* wylezie z nory i będzie się czepiać, ale... po kolei: jestem autorze pod wrażeniem. Bardzo pozytywnym. Pomimo wybrania wtórnego i opisanego już na pierdylion (a co jeden, to gorzej) sposobów tematu wampiryzmu, poruszasz się w nim naprawdę sprawnie. Nie pędzisz na oślep z opowieścią, zatrzymujesz się czasami na parze bohaterek dając im i nam odetchnąć, wprowadzasz wątki poboczne a jednocześnie rezygnujesz (słusznie!) z opisywania i nazywania każdej piątoplanowej postaci. I tak dalej. Wiem, że ja mam generalnie słabości do takich opowiastek, ale szczerze brakuje mi tak klimatycznych opowieści, które to braki z nawiązką wypełniasz 🙂
Z drugiej strony - nie spiesz się. Czytelnicy poczekają sobie tydzień czy dwa dłużej, a w tym czasie dopracuj tekst. Pojawiające się zdanie po zdaniu "moja, mnie, moje, jego, jej" i naprawdę zbyt dużo powtórzeń, by można je było zignorować, powodują, że momentami lektura aż irytuje. Zwłaszcza że ma potencjał na coś naprawdę dobrego, bo niewielu autorów - nawet o naprawdę świetnym warsztacie - potrafi ogarnąć takie historie.
Pisz, pisz i jeszcze raz pisz, ale... potem także czytaj i poprawiaj, bo warto!

*serio ktoś mnie tak ostatnio nazwal. Ciekawe, dlaczego? 😀

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Camess

Camess · Autor · 26 kwietnia 2020

0
0

@Agnessa Nie mam pojęcia! Ale może daje to powody to autorefleksji? 😀
Zdecydowanie masz rację, że powinienem bardziej przykładać się do korekty tekstu. Przeważnie czytam go 3 razy przed publikacją - najpierw żeby zobaczyć, czy czyta się w miarę w porządku, drugi raz w celu poprawy interpunkcji i za trzecim zajmuję się pierdołami, edytowaniem jakichś szczegółów, powtórzeniami. Może powinienem czytać je sześć razy, zamiast trzech!
Tak czy siak, naprawdę cieszę się, że się podoba. Mam w głowie cholernie dużo pomysłów na kontynuację, będąc szczerym. Także pokrzepiające słowa pomagają w pisaniu 😀 Dziękuje bardzo!

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Agnessa Novvak

Agnessa Novvak · 27 kwietnia 2020

0
0

@Camess - nie w tym rzecz, że masz czytać tekst i dziesięć razy - ale raz, a dobrze. Wystarczy kilka prostych trików, na przykład:
- rób korektę wolniej. Tak, jakbyś czytał komuś na głos (oczywiście nie musisz mówić, raczej o tempo mi chodzi), zdanie po zdaniu. Jeśli się zmęczysz - przerwij i zacznij od tego samego miejsca za jakiś czas.
- używaj narzędzia wyszukaj (ctrl+F bodajże) do powtórzeń. Na przykład w akapitach 3, 4 i 5 trzykrotnie pojawia się charakterystyczne słowo "wampirzyca".
- sentencechecker.com i słownik synonimów twoimi przyjaciółmi!

Przykład:

Caroline chwyciła mnie brutalnie za włosy, ciągnąc w dół, między szeroko rozwarte nogi. Przycisnęła mnie mocno do swojego krocza. Bez wahania przywarłam ustami do guziczka, wirując namiętnie językiem. Uda zacisnęły się mocno na głowie, jedna noga oplotła się wokół mnie jak wąż. Chrapliwy krzyk dobiegł do moich uszu, gdy tak niekontrolowanie ją pieściłam. Kątem oka zauważyłam, jak wbiła palce w drewnianą podłogę, całkowicie ją niszcząc. Poczułam, jak drży pod dotykiem moich warg. Orgazm nadszedł szybko. Drżała pode mną, nie przestając krzyczeć, gdy mój język szalenie wirował po ciasnej szparce. Miałam wrażenie, że te piękne uda za moment zmiażdżą mi głowę.



Połowy "moich, mi, mnie, ją, jej" mogłoby tutaj nie być, nawet bez zmiany konstrukcji zdań. Oczywiście nie ma niczego złego w samych zaimkach, ale zwykle z kontekstu czytelnik dobrze wie, która część ciała należy do kogo 🙂

Zrób sobie prosty test - weź na warsztat swoje starsze opowiadanie (koniecznie takie, żeby nie było zbyt "świeże" w głowie), ale potraktuj je jak cudze, w którym musisz poprawić błędy. To naprawdę dużo daje! Powodzenia!
I nie martw się, i tak wszyscy robią błędy. Jak ja robię reworki swoich staroci, to czasami nie mam pojęcia, o co mi właściwie chodziło 😀

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Opowiadania o podobnej tematyce:

Pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.