Sezon na truskawki | Overripe

1 lipca 2026

19 min

Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!

W Sezonie na truskawki celowo żongluję językiem i zmieniam końcówki fleksyjne czasowników. Ten brak ujednolicenia to mój świadomy wybór. To przestrzeń, w której język oddaje moją niebinarną tożsamość – równie płynną i niejednoznaczną jak pragnienia, o których piszę.

Xoxo,
SamX
www.mindnightcandystories.substack.com

Poranek był duszny, a powietrze zdawało się stać od kilku dni w miejscu. Upał dobijał do trzydziestu czterech stopni. Poszedłem na róg ulicy, tam, gdzie zawsze, z zamiarem kupienia dwóch kilogramów truskawek.

Obserwowałem go od kilku tygodni. Przyjeżdżał tu od kilku lat z rodziną w okresie letnim i sprzedawał warzywa. Kiedyś wziąłem od niego paragon i sprawdziłem w sieci. Pochodził z małej wsi pod Warszawą. To była wieloosobowa rodzina, która prowadziła własną firmę – zajmowali się sprzedażą owoców i warzyw, które sami uprawiali na swojej roli, we własnym gospodarstwie. Sprawdziłem też jego profil na Facebooku. Wynikało z niego, że edukację zakończył na lokalnej szkole zawodowej. Był zwykłym wiejskim rolnikiem, zapuszczonym w realiach swojej podwarszawskiej wsi, a jego życie sprowadzało się do ziemi i zarabiania na sprzedaży tego, co na niej wyrosło. Miał żonę, trzech synów, a parę lat temu sam był radnym z ramienia prawicowego ugrupowania, które rządziło we wsi, w której mieszkał. 

Wysoki, szpakowaty, z surową, mocno zarysowaną szczęką. Zauważyłem, że ostatnio zrobił się jakby szerszy w barkach, jego ciało stało się bardziej nabite, przypakowane. Zazwyczaj stał za skrzynkami razem ze swoim ojcem, ale tego poranka był sam. Na jego palcu lśniła złota obrączka – mały, banalny kawałek metalu, który działał na mnie jak chory zapalnik.

Gdy poprosiłem o owoce, spojrzał na mnie, powoli oceniając wzrokiem moją sylwetkę.

– Na pewno chcesz sam dźwigać te dwa kilo w taki skwar? – zapytał, a jego głos był niski, przyjemnie chropowaty. – Mogę podrzucić po pracy. Chyba mieszkasz tu gdzieś niedaleko? Jeden kilogram teraz, a resztę wieczorem — zaproponował, patrząc na moje szczupłe ciało. 

Ta propozycja zelektryzowała mnie w ułamku sekundy. Poczułem przeszywający dreszcz podniecenia, a między moimi pośladkami błyskawicznie pojawiła się wilgoć, która pojawiała się tam zawsze, kiedy byłem tak mokro nakręcony. To był niemal ten sam bezwarunkowy odruch, jaki mają biologiczne kobiety, który u mnie indukowany był odpowiedzią na lekki stres. Niesamowicie to w sobie lubiłem. Zgodziłem się niemal od razu, biorąc od niego zafoliowany koszyk, dyktując mu adres i zostawiając za sobą smugę gęstego napięcia.

Dzień ciągnął się w nieskończoność. Wieczorem temperatura spadła zaledwie do dwudziestu ośmiu stopni. Powietrze w mieszkaniu było ciężkie, a moje ciało lepkie od potu. Miałem na sobie tylko krótkie, odcięte jeansowe spodenki i cienką koszulkę. Punktualnie o 21:11 dźwięk domofonu rozdarł ciszę – dokładnie piętnaście minut po tym, jak słońce zaszło za horyzontem. Spojrzałem na ekran kamery – to był on. Wcisnąłem przycisk odblokowujący drzwi, czując, jak moje tętno zaczyna gwałtownie pompować krew.

Stanął w progu. Wpuściłem go do środka, od razu przekręcając za nim zamek.

– Dostawa truskawek – powiedział cicho, odstawiając dwa małe koszyczki na blat. Wtedy zauważyłem, że w drugiej ręce trzyma jeszcze coś. – Truskawki najlepiej smakują z szampanem – rzucił rzeczowo, wyjmując z torby butelkę pokrytą gęstym, lodowatym nalotem szronu.

Nie pytając mnie o zdanie, sprawnie otworzył szampana; korek wystrzelił z cichym pyknięciem. Zapytał o kieliszki, a ja, w jakimś bezwarunkowym odruchu posłuszeństwa, natychmiast wyciągnąłem je z szafki. Nalał jeden, po czym podał mi go prosto do ręki.

– Wypij – rozkazał.

– A sobie pan nie naleje? – zapytałem, czując, jak wciąż drżą mi dłonie.

– Jestem samochodem – uciął krótko. – Wypij.

Wziąłem pierwszy łyk. Orzeźwiający chłód mrożonego szampana był jak zbawienie dla mojego rozpalonego gardła.

– Do dna – polecił, obserwując mnie uważnie.

Wypiłem posłusznie, czując, jak lodowaty alkohol gwałtownie uderza mi do głowy. Byłem wygłodzony – przez cały dzień niemal nic nie jadłem, napędzany jedynie upałem i narastającym od rana podnieceniem. Bez jedzenia szampan zadziałał błyskawicznie. Nalał mi drugi kieliszek, ale tym razem nie pozwolił mi go po prostu wypić. Przysunął mi szkło do warg, zmuszając do brania dużych łyków, a jednocześnie wolną dłonią zaczął wpychać mi do ust dojrzałe truskawki, które przyniósł. Były absurdalnie słodkie, niemal przejrzałe. Ich gęsty sok rozlewał się na moim języku, a ta uderzająca słodycz w fantastyczny, absolutnie wyjątkowy sposób neutralizowała cierpki, wytrawny smak lodowatego szampana. Przełykałem tę mieszankę posłusznie, czując, jak alkohol i owocowy cukier otulają mnie od środka, przyjemnie znieczulając ciało i zdejmując ze mnie resztki wstydu. 

Dopiero gdy butelka była w połowie pusta, zrobił krok w moją stronę. Z bliska uderzył mnie jego zapach. Pachniał całym tym upalnym dniem – fizyczną pracą, słońcem i ciężkim, męskim potem. Ten surowy aromat niemal wżarł się w moje zmysły. Podszedł bliżej i wolno, niemal badawczo, przesunął dużą, szorstką dłonią po moim ramieniu…

– Jesteś niesamowicie gładki – mruknął, nie odrywając ode mnie ciemnych oczu. Zmrużył je lekko. – To przez hormony, czy trwała depilacja?

Zamarłem. Zorientowałem się, że on wie. Od samego początku doskonale zdawał sobie sprawę, kim się staję. 

– Jedno i drugie – odpowiedziałem, czując, jak fala obezwładniającego gorąca zalewa moje podbrzusze.

– Piękna jesteś – wyszeptał.

Zaczął mnie całować. Najpierw delikatnie, jakby badał obcy grunt, a chwilę później już zachłannie i drapieżnie. Zsunąłem się na kolana, otoczony zapachem jego zmęczonego ciała. Moje palce powędrowały do paska jego spodni. Słyszałem tylko własny, rzężący oddech i głośny chrzęst rozsuwanego zamka. Błysk obrączki na jego dłoni, gdy chwycił mnie za włosy, doprowadzał mnie do obłędu. Pociągało mnie to, że za chwilę zdradzi swoją idealną żonę. Byłem głodny tego zapachu, tego potu po całym dniu stania na ulicy.

Szarpnął mnie za ramiona, zmuszając, bym wstał. Gdy zdjął ze mnie koszulkę i brutalnie ściągnął jeansowe szorty, pod którymi nie miałem majtek, jego wzrok powędrował w dół. Zobaczył to, czego nawet nie próbowałem ukryć. Z mojego kutasa lała się przezroczysta ciecz od podniecenia. 

Złapał mnie mocno za biodra. Jego uścisk był twardy i bezwzględny.

– Obróć się – warknął ostro, w jego tonie nie było miejsca na sprzeciw.

Posłusznie oparłem dłonie o ścianę przedpokoju, czując chłód tynku ostro kontrastujący z lepką, duszącą temperaturą mieszkania. Jego ciężki, urywany oddech owiewał mój kark. Słyszałem, jak zrzuca do końca ubranie – głuchy dźwięk paska uderzającego o podłogę, szelest zsuwanego materiału.

Czułem na plecach jego wzrok. Wzrok mężczyzny, który przez całe życie trzymał się wytyczonych, bezpiecznych schematów, a teraz, w tym parnym mroku, z dziką, obłąkaną fascynacją, która rozrywała jego poukładany świat. Jego szorstkie, zrogowaciałe od fizycznej pracy dłonie zacisnęły się na moich biodrach. Pociągnął mnie gwałtownie do tyłu, z impetem przyciskając mnie do swojego twardego, zlanego potem brzucha.

Przez ułamek sekundy poczułem na udzie chłód jego ślubnej obrączki. Ten mały, złoty symbol jego ułożonego, zakłamanego życia wpijał się w moją skórę, doprowadzając mnie do absolutnego obłędu. Świadomość, że właśnie profanuje swoją małżeńską przysięgę z trans kobietą, którą codziennie rano mijał na rogu ulicy, nakręcała mnie bardziej niż jakikolwiek narkotyk.

– Czekałem na to, odkąd pierwszy raz przyszedłeś po te jebane truskawki – wychrypiał prosto do mojego ucha. – Obserwowałem cię od tygodni. Widziałem, jak patrzysz na moje ręce, jak wodzisz wzrokiem po moich barkach, kiedy wydawało ci się, że nie widzę. Myślałeś, że jesteś taki dyskretny, co? – zaśmiał się cicho, a ten dźwięk brzmiał wyjątkowo brudno w tej dusznej ciszy. – Nie jesteś. Widziałem, jak cię to piecze, jak chcesz, żebym wreszcie przestał udawać tego grzecznego ciecia warzyw.

Pochylił się i ugryzł mnie mocno w ramię, celowo zostawiając na rozgrzanej skórze ślad swoich zębów. Uderzył mnie jego zapach – surowy, zwierzęcy, przesiąknięty upalnym dniem i ciężkim potem. Samczy, którego pragnąłem od tygodni.

– Jesteś dokładnie taki, jak myślałem – mruknął, przesuwając szeroką dłonią po moim ciele, z pełną świadomością i bezwstydną akceptacją każdego mojego detalu. W jego chciwym dotyku była chora, miażdżąca zaborczość.

Zacisnął palce na moich włosach, brutalnie zmuszając mnie do odchylenia głowy do tyłu. Kątem oka zobaczyłem w lustrze nasze odbicie – mój rozmazany od potu makijaż, jego surową twarz i ten bezlitosny, drapieżny błysk w ciemnych oczach. Od teraz byłem dla niego jedynie brudną tajemnicą. 

Szarpnął mnie za włosy jeszcze mocniej, wymuszając fizyczne posłuszeństwo, i z głuchym, zwierzęcym stęknięciem naparł na mnie całym ciężarem, przejmując nade mną całkowitą kontrolę. W tej dusznej, lepkiej ciemności nie istniało już nic poza jego morderczym rytmem, smakiem jego potu i pulsującą, skurwiałą satysfakcją, że właśnie niszczymy jego sterylny, poukładany świat.

Był ciężki, twardy i przesiąknięty znojem całego dnia na warszawskiej ulicy. Czułem na skórze jego lepiący się od potu tors, a mieszanka wytrawnego alkoholu z męskim zapachem sprawiała, że moje zmysły zaczęły niebezpiecznie tępić się, wpadając w narkotyczny trans. Odsunąłem się na kolana, by spojrzeć na niego z dołu, po czym bez wahania objąłem wargami jego pulsujący, spocony fiut. Wciągnąłem nosem ten zniewalający zapach samca i fizycznego zmęczenia, który uderzył mnie z podwójną siłą. Zacząłem go obciągać wściekle, głęboko, nie omijając ani centymetra jego nabrzmiałej skóry, aż po same ciężkie jaja, wciągając go w siebie z zachłannością, która całkowicie wymazywała resztki mojego rozsądku.

Nagle przerwał i szarpnął mnie do góry, przyciskając z powrotem do ściany. Zamiast jednak od razu pójść na całość, jego duże dłonie zsunęły się niżej, brutalnie rozchylając moje pośladki. Zmusił mnie, żebym rozluźnił wejście do odbytu, po czym wcisnął tam jedną z dojrzałych truskawek.

– Trzymaj ją – warknął, zmuszając mnie, bym złapał owoc mocnym skurczem mięśni.

Chwilę później poczułem jego twarz między moimi udami. Wbił się tam zębami, bezwzględnie rozgniatając truskawkę, i zaczął drapieżnie wylizywać ociekający, słodki sok mieszający się z moim smakiem. Ten chory numer kazał mi powtórzyć trzykrotnie. Drugi i trzeci raz okazały się jednak ekstremalnie trudne. Moja dupa była już obezwładniająco śliska, całkowicie ociekająca gęstym, lepkim sokiem z poprzednich owoców. Utrzymanie w niej kolejnej truskawki wymagało ode mnie precyzyjnego, rozpaczliwego skurczu pośladków. On nie ułatwiał mi tego – czekał bezwzględnie, aż złapię ją perfekcyjnie. Po rozgnieceniu zębami każdej z nich, z zachłannością wracał do wulgarnego rimmingu. Wylizywał moją dupę, moje uda i każdy fragment mojego wydepilowanego ciała, chciwie zbierając językiem każdą kroplę spływającego soku. Za każdym razem wciskał we mnie kolejny owoc, miażdżył go i wylizywał, z mroczną fascynacją patrząc, jak lepki sok spływa po moich udach.

Przy trzecim razie nagle się zatrzymał.

– Spójrz w dół – rozkazał twardo. – Zobacz, jaka prawdziwa z ciebie kobieta – dodał z dumą, uśmiechając się. 

Spojrzałam posłusznie w dół. Moje uda były całe czerwone, gęsto ociekające sokiem z rozgniecionych truskawek. Ten widok w połączeniu z jego wulgarnym, zwierzęcym rimmingiem doprowadzał mnie do absolutnego szaleństwa. 


 

Dopiero po chwili uniósł się i chwycił mnie mocno za biodra. Zamiast jednak od razu pójść na całość, wsunął w moją śliską od rozgniecionych truskawek dupę dwa palce – wskazujący i ten, na którym nosił ślubną obrączkę. Zaczął robić mi ostrą palcówkę. Powstrzymywałam się ze wszystkich sił, zaciskając zęby, by nie krzyczeć, ale on doskonale widział, jak bardzo to lubię.

– Wrzeszcz, kurwa – warknął, uderzając we mnie coraz mocniej. – Chcę, żeby cię sąsiedzi usłyszeli. No dajesz kurwa! – padł kolejny rozkaz.

Nie mogłam już dłużej się powstrzymywać. Z moich ust wyrwał się wreszcie głośny, niekontrolowany dźwięk. Zaczęłam krzyczeć, całkowicie poddając się temu upokorzeniu. Uderzał we mnie palcami coraz szybciej, a ja wyraźnie czułam w środku twardy metal jego obrączki. Wchodziła w moje rozgrzane mięśnie, rozciągając mnie tak bardzo, jak tylko tego pragnęłam.

Dopiero wtedy wyciągnął dłoń, chwycił mnie mocno za biodra i wszedł we mnie z bezlitosną siłą, a ja jęknęłam, czując, jak obezwładniająco mnie rozciąga i całkowicie wypełnia. Był twardy, bezwzględny i nie brał jeńców. Naparł na mnie jeszcze mocniej, a kiedy moje dłonie powędrowały na jego plecy, poczułam pod palcami twarde, napięte mięśnie. Jego ciało było wyrzeźbione – od razu zrozumiałam, że to nie była tylko zasługa noszenia ciężkich skrzynek na straganie. Pod palcami wyraźnie czułam efekty fizycznej pracy i domowej siłki.

Gryzł mnie przy tym w szyję i ssał płatki moich uszu. Jego wolna ręka wędrowała między moje uda, dotykając mojego małego kutasa, który przez hormony od dawna pozostawał wiotki i schowany między włosami łonowymi.

– Masz piękną, przerośniętą łechtaczkę – wyszeptał, a na jego twarzy wykwitł szyderczy uśmiech, pełen wyższości, która sprawiła, że moje podniecenie wybuchło ze zdwojoną siłą. Bardziej niż cokolwiek innego podniecało go to, że nie jestem kobietą w stu procentach.

– Można cię ruchać jak tanią dziwkę – dodał po chwili, wbijając się we mnie z jeszcze większą, bezwzględną brutalnością.

Zacisnął palce na mojej szczęce, brutalnie odwracając moją głowę do tyłu, i wpił się w moje usta. Od razu zorientowałem się, że uwielbia się całować – robił to mokro, głęboko i niezwykle drapieżnie, wulgarnie mieszając swój smak z moim. Jego duża dłoń zsunęła się niżej, chwytając mnie za pierś. Złapał ją pewnie, a w tym uścisku była brutalna, samcza fascynacja.

– Idealna jesteś… taka drobniutka – szepnął z zadowoleniem, ocierając się o mnie.

Zaczął mnie znowu zachłannie całować, a ja mogłem tylko cicho jęczeć, całkowicie poddany jego fizycznej przewadze. Rżnął mnie ostro, a z każdym pchnięciem wbijał mnie w rzeczywistość, której od tygodni tak desperacko pragnąłem.

– Chcesz tego… chciałeś tego od samego początku – mruczał ochryple prosto do mojego ucha, przyspieszając tempo. – Widziałem, jakim wzrokiem na mnie patrzyłeś za każdym razem, gdy przychodziłeś rano. A ja lubię takie tanie dziwki jak ty. Tylko niestety… nie mam do nich na co dzień dostępu. 

Zacisnął palce na moich biodrach, uderzając we mnie z jeszcze większym impetem.

– Ale to się teraz zmieni, prawda? – warknął niżej.

Nie wiedziałem, co mu odpowiedzieć. Mój umysł tonął w lepkiej mgle pożądania, całkowicie odcięty od jakiejkolwiek logiki. Nie wiedziałem do końca, co ma na myśli. Wiedziałem tylko, że obezwładniająco go pragnę i chcę, żeby to trwało.

– Zmieni się to teraz. Prawda? – naciskał, domagając się werbalnego potwierdzenia, podczas gdy w mojej głowie pulsowała tylko brudna żądza.

– Co… co pan ma na myśli? – wyjęczałem, dławiąc się łapczywym oddechem, wciąż instynktownie używając tego grzecznościowego zwrotu, chcąc podkreślić swoje całkowite poddanie.

Przysunął wargi do mojego policzka. Poczułem, jak na jego twarzy wykwita mroczny, zepsuty uśmiech.

– To, o co chodzi ci teraz po głowie – odpowiedział cicho, z absolutną pewnością siebie mężczyzny, który właśnie przejął nade mną pełną kontrolę. – Sezon na truskawki jeszcze będzie chwilę trwał… A taka piękna… – zrobił pauzę, przyglądając mi się z drwiną – ...dziewczynka nie powinna dźwigać ich sama do domu.

Jego duże dłonie wędrowały po moim ciele, by po chwili mocno i zdecydowanie chwycić mnie za piersi. Brał mnie od tyłu, z każdym ruchem wbijając mnie w lepki, upalny mrok przedpokoju.

– Lubię takich chłopców. Piękny jesteś – mruczał ochryple, a jego oddech parzył moją szyję.

Nagle jego prawa dłoń zsunęła się niżej. Poczułem na własnej skórze zimny, metaliczny dotyk. To była jego ślubna obrączka. Ten mały, złoty krążek ocierający się o moje ciało działał na mnie jak najczystsza chemia. To było to – absolutny, bezwzględny obłęd. Uwielbiałem pieprzyć się z żonatymi facetami, uwielbiałem być tą brudną, skrywaną przed całym światem tajemnicą, dla której tacy jak on łamali swoje sterylne zasady. Świadomość, że robi to dłonią, na której nosi symbol wierności, podkręcała moje podniecenie do granic możliwości.

– Dobrze ci, mała? – warknął nagle, drastycznie przyspieszając tempo.

Zanim zdążyłem wydusić z siebie jakąkolwiek odpowiedź, przycisnął mnie mocno do siebie. Powietrze w mieszkaniu – gęste, letnie, niemal czerwone od temperatury i buzujących emocji – wydawało się dusić nas oboje. Czułem tylko potężną, obezwładniającą falę gorąca, która zalała mnie od środka, gdy z głośnym, zwierzęcym stęknięciem skończył we mnie. To uderzenie ciepła sprawiło, że zrobiło mi się jeszcze bardziej duszno.

Trwał w bezruchu przez dłuższą chwilę. Objął mnie mocno obiema rękami, dociskając dłonie do moich piersi, po czym złożył na moim karku mokry, ciężki pocałunek.

A potem po prostu się wycofał.

Atmosfera zmieniła się w ułamku sekundy. Oparłem się o ścianę, oddychając ciężko. Podniosłem z podłogi moją cienką koszulkę i powoli wciągnąłem ją przez głowę. Odwróciłem się w jego stronę. Stał już w przedpokoju, wciągając na siebie robocze spodnie. Zapinał pasek z twarzą pozbawioną jakichkolwiek emocji – znów przypominał tego samego opanowanego faceta z warzywniaka.

Spojrzałem na niego z dołu.

– Ile mam panu zapłacić? – zapytałem cicho, patrząc na leżące na blacie koszyczki z truskawkami.

Usiadł na niskiej szafce i zaczął wiązać buty.

– To na dobry początek – rzucił krótko, nawet na mnie nie patrząc.

– Dziękuję.

Zapadła cisza. Gdy skończył, wyprostował się i podszedł do mnie. Znalazł się niebezpiecznie blisko. Jego duża dłoń chwyciła moją twarz, zmuszając, bym spojrzała mu prosto w ciemne, bezczelne oczy. Pocałował mnie krótko, ale bardzo stanowczo.

– Jutro będę z moim ojcem – powiedział niskim, twardym głosem, w którym nie było cienia pytania ani prośby. – Ale pojutrze znów będę sam. Będę piętnaście minut po zachodzie słońca.

– A może przyjdą panowie jutro razem? – rzuciłam niewinnie, patrząc na niego z dołu.

Zamarł. W ułamku sekundy jego duża dłoń zacisnęła się na moim przedramieniu. Ścisnął tak mocno, że aż syknęłam z bólu. W jego oczach pojawił się mroczny, niebezpieczny błysk.

– Mojego ojca nie waż się dotykać – warknął, a w jego głosie zabrzmiała czysta groźba. – Przynajmniej do czasu, aż nie przepisze na mnie firmy.

Podniosłam wolną rękę i powoli, z kpiącą czułością pogładziłam go po szorstkim policzku.

– A może chce pan, żebym pomogła przyspieszyć ten proces? – zapytałam cicho. – Dlaczego tak bardzo się pan boi? Z internetu wiem wszystko.

Patrzył na mnie w milczeniu, a jego uścisk na moim ramieniu lekko zelżał. Wiedziałam, że firma wciąż należała do ojca. Znałam też układ sił – on miał jeszcze dwójkę braci z ogromną różnicą wieku. Jeden był wciąż niepełnoletni, a drugi ledwie skończył dwadzieścia lat.

– Boi się pan, że bracia w końcu dostaną tę firmę, a pan zostanie z niczym, prawda? – drążyłam, wbijając w niego wzrok. – Rozumiem też, że wciąż nie może pan wybaczyć ojcu, że to on został dwa razy wójtem, a kiedy pan kandydował, nie zdobył pan wystarczającej ilości głosów. Tak? Mogę panu w tym wszystkim pomóc.

Puścił moje ramię. Spojrzał na mnie z mieszaniną szoku i rosnącej, bezsilnej furii.

– Jak chcesz mi pomóc? – zapytał w końcu, a jego głos zdradzał nagłą, chorą fascynację.


 

– Zadzwoni pan jutro do ojca około dziewiętnastej – zaczęłam powoli. Kokietowałam go miękkim, niewinnym głosem, ale z reżyserską precyzją serwowałam mu kolejne zdania. Mój ton był tak spokojny, jakbym opowiadała mu bajkę na dobranoc. – Powie pan, że jest niespodziewane zamówienie na dziesięć kilogramów truskawek. Że dziewczyna z sąsiedztwa bardzo o nie prosiła i że ojciec musi to do mnie podrzucić, wracając z pracy. Będzie miał tyle na stanie, prawda? Kiedy przyjedzie, wpuszczę go grzecznie do środka i poproszę, żeby pomógł zanieść skrzynki na balkon. Wtedy zamknę drzwi. Resztą proszę się już nie martwić. Wszystko będzie nagrane.

Przesunęłam dłonią po jego twardym ramieniu, uśmiechając się lekko.

– Jest duża szansa, że pana ojcu również podobają się takie dziewczynki jak ja – dodałam niemal szeptem, wbijając wzrok w jego ciemne oczy. – Ile on ma lat? Sześćdziesiąt? Siedemdziesiąt?

Nie czekając na odpowiedź, gładko podjęłam przerwany wątek.

– Zmuszę go, żeby napił się piwa, zanim wyjdzie. A pan zadba tylko o to, żeby w drodze powrotnej zatrzymała go policja. Ma pan kolegów w policji, prawda?

W tym momencie całkowicie stracił nad sobą kontrolę. Doskoczył do mnie, brutalnie chwycił mnie za gardło i z impetem przyparł do ściany.

– Skąd ty to, kurwa, wszystko wiesz?! – warknął, a jego twarz wykrzywiła się w czystym amoku.

Przełknęłam ślinę, czując jego żelazny uścisk na krtani, ale nie spuściłam wzroku. Uśmiechnęłam się z zimną satysfakcją.

– Proszę następnym razem publikować posty na swoim Facebooku w opcji prywatnej – powiedziałem głosem, który ledwo wydobywał się z mojej krtani. 

Zapadła ciężka, gęsta cisza. Jego dłoń na mojej szyi zadrżała, uścisk odrobinę zelżał, ale wciąż trzymał mnie pod ścianą.

– Zabiorą mu prawo jazdy, wyląduje na izbie wytrzeźwień – dokończyłam twardo, ignorując ból. – Kiedy nagranie z naszego spotkania trafi do sieci, wszyscy we wsi się o tym dowiedzą. Będzie szczyt sezonu, a firmę ktoś musi prowadzić. Wtedy wjedzie pan cały na biało jako jedyny racjonalny spadkobierca, który ją uratuje.

Puścił mnie, ciężko oddychając, i cofnął się o krok, przetwarzając każdą sekundę tego upiornego planu.

– Jesteś pojebana – wyszeptał w końcu. – Jesteś, kurwa, całkowicie pojebana. – Przysunął się bliżej, a jego oddech znów owiał moją twarz. – Nawet nie wiesz, jak straszną mam ochotę cię teraz zerżnąć.

– To zrobimy pojutrze – odparłam, ostatecznie i bezpowrotnie przejmując nad nim kontrolę.

– Czego chcesz w zamian? – zapytał, wchodząc w ten układ bez wahania.

– Dwudziestu tysięcy.

Zaśmiał się cicho, z nieskrywanym podziwem.

– A co ty sobie za to zrobisz?

– To, co pan ze mną za to zrobi… to już pan zdecyduje – odpowiedziałam, uśmiechając się drapieżnie.

Zapadła chwila ciężkiej ciszy. Jego twarz znów stwardniała, odzyskując ten sam chłodny, wyrachowany wyraz.

– Daj mi, kurwa, twój telefon – zażądał nagle, wyciągając rękę.

Zawahałam się, odruchowo cofając o krok. Ta nagła zmiana tonu sprawiła, że krew znów zaczęła szybciej krążyć mi w żyłach.

– Daj mi, kurwa, twój telefon, bo ci zaraz przypierdolę – warknął ostro. W jego głosie nie było już za grosz pożądania, tylko czysta, brutalna bezwzględność faceta przypartego do muru.

W jakimś bezwarunkowym odruchu posłuszeństwa natychmiast sięgnęłam po aparat i podałam mu go.

– Odblokuj – rozkazał.

Odblokowałam ekran. Wyrwał mi telefon z dłoni, wszedł w listę kontaktów i szybko wklepał ciąg cyfr, zapisując nowy numer. Następnie oddał mi urządzenie, wbijając we mnie ciężkie, przenikliwe spojrzenie.

– Jutro, jak mój ojciec wyjdzie od ciebie i wcześniej napije się piwa, wyślij SMS-a na ten numer i w treści wpisz “orzeł” – poinstruował twardo, tonem nieznoszącym sprzeciwu. – Ale pamiętaj: tylko wtedy, kiedy napije się piwa. Zrozumiałaś?

Pokiwałam powoli głową.

Pocałował mnie jeszcze raz, wbijając swoje usta ostro w moje, po czym położył dłoń na klamce.

Drzwi zamknęły się bezgłośnie, zostawiając mnie w mieszkaniu, które nagle wydawało się o wiele za duże i przerażająco puste. Zapach jego potu – cierpki, męski, przemieszany z aromatem dojrzewających w słońcu owoców – wciąż wisiał w nieruchomym powietrzu.

Osunąłem się na podłogę w przedpokoju. Moje ciało pulsowało dziwnym, niepokojącym echem jego ruchów. Spojrzałem na blat kuchenny. Dwa koszyczki truskawek stały tam, niewinnie pachnąc zaczynającym się latem. Wziąłem jedną – była ciepła, niemal gorąca od długiego leżenia w koszyku. Wbiłem w nią zęby, czując, jak słodki sok rozlewa się w moich ustach. Nalałem sobie jeszcze jeden kieliszek szampana, po czym wstałem, czując lekkie zawroty głowy. Podszedłem do lustra. Mój makijaż był rozmazany, włosy w nieładzie, a na ramieniu – w miejscu, gdzie wpił się zębami – zaczynało wykwitać ciemne, wyraźne znamię. Dotknąłem go opuszkami palców. Nie bolało. 

Wszedłem pod prysznic, a pod gorącym strumieniem, przez ułamek sekundy, poczułem się jak obca, rozbita dziewczyna, która nie potrafi już wrócić do własnego ciała. Warszawa za oknem wciąż nie oddychała. Miasto wydawało się zamrożone w oczekiwaniu na burzę, która miała przynieść ulgę, a zamiast tego kolejny dzień bez niej przynosił tylko jeszcze cięższe, bardziej parne noce.

 

 

24
bd/10
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 0/10 (0 głosy oddane)

Komentarze (0)

Teksty o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.