Szkoła na peryferiach

CichyPisarz CichyPisarz

9 lipca 2018

hourglass 2 godz 25 min

Spotkałem się z opinią, że kolejne opowiadanie o romansie nauczyciela z uczniem, nie jest już niczym ciekawym i wartym przeczytania. Pisząc Szkołę na peryferiach, chcąc nie chcąc, miałem w głowie pewne obawy, co do odbioru opowiadania. W pewnym momencie przestałem się tym przejmować. To tylko czyjaś opinia, co nie zmienia faktu, że każdy kto lubi tę tematykę, może odnaleźć w kolejnych tekstach kawałek świata, który mu się spodoba. Każdy tekst jest przecież inny. Liczę, że spędzicie dłuższą chwilę (długi tekst), czytając to opowiadanie i znajdziecie w nim coś, co wzbogaci Wasz czytelniczy świat o nowe doświadczenie.



Hanna, prawie czterdziestoletnia bibliotekarka po przejściach, już żałowała decyzji o zmianie miejsca pracy. Nie dość, że związane to było z przeprowadzką do innego miasta, to jeszcze szkoła okazała się niedużą placówką, w której raczej nie mogła liczyć na jakikolwiek poważniejszy rozwój zawodowy. Wciąż jednak wspominała plusy tej zmiany, które zdecydowały o tym wyborze, a więc służbowe mieszkanie i dodatek do pensji. A wszystko dlatego, że szkoła, w której miała podjąć pracę, i w ogóle miasteczko, znajdowały się na peryferiach cywilizowanego świata. Mieścina miała tylko kilkanaście tysięcy mieszkańców i była miejscem, gdzie wszyscy wszystkich znali. Był to odmienny świat od dotychczasowego, wielkomiejskiego, ale zdecydowała się na zmianę. W dodatku uległa słowom koleżanki, która stwierdziła, że praca w bibliotece jest wszędzie taka sama, a na takich warunkach jakie oferują, zdawała się być do tego bardzo opłacalna, wręcz intratna. Fakt. Za wynajem mieszkania płaciłaby grosze, a nie jak obecnie prawie tysiąc złotych - pierwsza znacząca oszczędność. Dodatek, jak to ona zwała "wiejski", który jak jej się wcześniej zdawało, przeszedł już do lamusa, był równie kuszący - kolejne kilkaset złotych zasili jej konto. Tak tłumaczyła sobie tę życiową decyzję, kiedy uzgadniała z córką swoje plany. O dziwo Natalia, nastoletnia córka, nie okazywała niezadowolenia, rozumiała obecny świat i znaczenie w nim pieniędzy. Do tej pory raczej im się nie przelewało, więc wizja poprawy sytuacji materialnej, była dla niej czymś bardzo pożądanym.
Hania nie bez przyczyny dostała tę posadę. W swojej poprzedniej placówce była wzorową pracownicą, pełną energii i chęci wprowadzania innowatorskich rozwiązań. Lubiła nowinki i wciąż szukała pól, na których mogłaby usprawnić nie tylko swoją pracę, ale pracę zespołu. To ona była orędowniczką i realizatorką informatyzowania biblioteki, z której teraz miała się zwolnić. Wprowadzenie systemu ewidencji i wypożyczania książek oraz jego obsługa, było tym punktem jej CV, który zdecydował, że spośród kilku rozpatrywanych podań, wybrano właśnie jej. Wszystko dobrze się składało, bo władze miasteczka powiatowego, do którego ją zapraszano, miały szansę pozyskać środki unijne na rozwój szkolnictwa, tym samym Hania miałaby unowocześnić swoją przyszłą szkolną bibliotekę i wprowadzić ją w XXI wiek.

Hania już kolejny raz przemierzała szkolny korytarz i tym razem musiała zrobić to w trakcie długiej przerwy. No, ściśle mówiąc tuż po jej zakończeniu, ale jeszcze wiele dzieciaków nie udało się jeszcze do klas i miała wrażenie, że lekcja dopiero się skończyła, a nie odwrotnie. Normalnie, pomiędzy kolejnymi zajęciami była do dyspozycji uczniów i chociaż do skarbnicy wiedzy zaglądał tylko niewielki odsetek uczniów, ona czekała na nich niecierpliwie. Teraz jednak musiała wyrzucić z siebie przepełniające ją oburzenie. Wyszła z gabinetu, kiedy tylko rozbrzmiał dzwonek. Idąc korytarzem słyszała kilka uwag uczniów, że to ta nowa bibliotekarka, ale wśród młodzieży to normalne, że widzą zmiany w ich otoczeniu. W sumie poczuła się przyjemnie, że dostrzeżono jej obecność, szczególnie że od kilku dni ubierała się w najlepsze ciuchy, jakie miała i czuła się atrakcyjną. Tylko ona znała powód pojawienia się na jej ustach delikatnego uśmiechu.
- Pani nie wchodzi! - wytrąciła ją z rozmyślań siedząc na ławce przed sekretariatem dziewczyna. - Gośka jest na "skórze" u dyra - wyjaśniła, cokolwiek to miało znaczyć.
Hanna nie zmieniła zdania i energicznie otworzyła drzwi pomieszczenia. Próbowała jeszcze przypomnieć sobie, jakim słowem posłużyła się uczennica, ale wciąż nie mogła sobie tego przypomnieć. W jej mniemaniu musiało chodzić o tak zwany dywanik u dyrektora. Pomyślała, że wejdzie do gabinetu dyrektora i dzięki temu wybawi od męczarni jakąś młodą duszę.
- Dzień dobry pani Aniu! - przywitała się sympatycznie. Z sekretarką zawsze trzeba żyć w zgodzie, wiedziała to już od lat. - Ale ładna bluzka - skomplementowała koleżankę, co nie obyło się bez naturalnej reakcji Ani, jej uśmiech mówił sam za siebie. Dziewczyna była młodziutka, i z tego co Hanna zrozumiała, pracowała tu od niedawna.
- Mogę porozmawiać z panem Romanem - szybko zauważyła nietakt - dyrektorem? - naprawiła błąd nazywając go tak, jak wymagała tego zawodowa etykieta. - To bardzo ważne - rzuciła poważnym tonem.
- Proszę przyjść po tej lekcji - odpowiedziała sekretarka, a w jej tonie głosu wyczuwało się nutkę zdenerwowania, chociaż udawała opanowaną i spokojną.
- "Skóra" poczeka - oznajmiła i uśmiechnęła się radośnie, bo długo poszukiwane słowo, nagle odnalazło się w bezkresie jej umysłu i mogła go użyć.
Pracownica sekretariatu drgnęła, ale szybko zrozumiała, że nowa nauczycielka bibliotekarka nie ma świadomości, co to słowo oznacza.
- Nie! Nie można teraz wejść - wstała wymownie, dając do zrozumienia, że za drzwiami gabinetu dzieje się coś bardzo ważnego i nie można tego przerwać.
- Dobrze, przyjdę później - skinęła głową na znak zrozumienia. Nie było sensu nalegać.
Wracając zastanawiała się, co przeskrobała koleżanka napotkanej nastolatki. Ciekawość ją wręcz zżerała. To musiało być coś poważnego.

Oczywiście, że nie odłożyła swojej sprawy na później, czy nigdy. I chociaż emocje ją już opuściły, przeprowadziła poważną rozmowę z dyrektorem Romanem, bo wciąż nie była w stanie pojąć, kto pozwolił usytuować bibliotekę szkolną, w pobliżu hali sportowej i przebieralni. Narzekała na docierające do czytelni hałasy odbijanych piłek, krzyki rozentuzjazmowanych uczniów, a przede wszystkim na tłok w trakcie przerw, utrudniający miłośnikom książek dotarcie do czytelni w trakcie przerw.
- Pani kochana - starał się obrócić zgłaszany problem w żart lub błahą sprawę - taki stan już zastałem po poprzedniku. Co tu dużo mówić. Dzieciaki czytają coraz mniej. Nie ma powodu, by zmieniać cokolwiek - między wierszami oznajmił, że to gra nie warta świeczki.
Hanna nie podejmowała prób przekonywania szefa. Była tu za krótko, by wdawać się w jakieś batalie, znała swoje miejsce w szeregu. Obiecała sobie jednak, że nie odpuści sobie walki o pomieszczenia znajdujące się na piętrze, idealnie pasujące na wzorcową bibliotekę.
Kolejny już raz kroczyła holem, a jej obcasy stukały, a wydawane odgłosy niesione echem odbijały się od ścian pustych korytarzy. Czuła się jakby grała w serialu "Belfer", który niedawno obejrzała na HBO. Mała mieścina, ta szkoła, puste korytarze i ta wyjątkowa cisza.

Hania nie przejmowała się zanadto niepowodzeniami, a nawet w jej przypadku było tak, że napędzały ją do działania, jakby miała coś tym udowodnić. Następnego dnia wzięła się za doprowadzenie swojego gabinetu do poziomu używalności, do jakiego przyzwyczaiły ją poprzednie miejsca pracy.
Rozpoczęła od swojego zaplecza, które stanowił zakątek utworzony przez stojące regały i za którymi znajdował się stolik, dwa krzesełka i kilka niedużych szafek. Poprzedniczka zostawiła tu istny bałagan. Nie. Hania nie mogła się dłużej oszukiwać. Syf. To słowo oddawało najlepiej poziom czystości w tym wyjątkowym miejscu, które miało być jej gabinetem. Czytelnia też, owszem, ale to właśnie to miejsce było jej intymnym kawałkiem, jakby to powiedzieć, biurem, pomieszczeniem socjalnym. Cały dzień doprowadzał je do względnego porządku. Wynosząc dwa wory śmieci, poczuła, że jeszcze nie wszystko jest jak należy. Została jeszcze ta szpetna grafika z czasów PRL z dumnie brzmiącym hasłem "Najwierniejszy przyjaciel, dobra książka". Drażniła ją już od pierwszego dnia. Nie to, żeby hasło było nieodpowiednie, ale w dobie zdjęć, folderów, drukowanych plakatów, ten nie miał raczej racji bytu, no chyba że jako ciekawostka, a nie obraz w miejscu, gdzie ona mogłaby odetchnąć, zjeść śniadanie, czy napić się kawy. Zdjęła przeszkloną ciężką ramę z czasów odległych i dopiero po oparciu jej o ścianę, dostrzegła otwór w ścianie. Był za duży, by był dziełem przypadku. Hanna nie musiała długo czekać, by zrozumieć, w jakim celu był zrobiony.
Początkowo uważała, że wolałaby nie wiedzieć o tym tajemnym wizjerze i miała sobie za złe, że czepiła się tego plakatu. Jeszcze nie zdawała sobie sprawy z tego, że dzięki odkrytemu otworowi, pozna wiele szkolnych sekretów, których nie byłaby w stanie sobie wyobrazić.



Religia była przedmiotem... niepotrzebnym. Tak uczniowie III klasy liceum mówili o tych zajęciach, a gdyby nie fakt, że katechetka Maria była ich zdaniem zakręcona, jak słoik na zimę, co pozwalało im na spędzeniu lekcji na przeróżne, atrakcyjne dla nich sposoby, czasem nawet poza klasą. Gdyby nie to, większość uczniów pewnie by z nich zrezygnowała. A tak, mieli godzinę na spisanie zadania, prześledzenie portali społecznościowych, granie na komórkach, czy choćby plotkowanie.
"Ale nuda. Czekam w szatni ;)." - Malwina uśmiechnęła się pod nosem, kiedy po odczytaniu wiadomości w telefonie, zobaczyła Tomka, jej chłopaka, który zgłaszał katechetce wyjście do toalety. Kobieta nawet nie zwraca uwagi, że osoby opuszczające klasę, rzadko kiedy wracają z powrotem na lekcję. Albo ma to gdzieś, albo rzeczywiście jest mocno zakręcona - pomyślała Malwina, kiedy sama zdecydowała się wyjść za potrzebą. Mimo wszystko, zrobiła minę nie dającą nikomu wątpić, że musi się załatwić, na co nauczycielka zareagowała ponagleniem jej, by dziewczyna się nie męczyła.

- Ale nudziła - przywitał swoją dziewczynę narzekaniami na katechetkę, kiedy ta wchodziła do rezerwowej szatni, w której czasem uczniowie się przebierają przed zajęciami z Mięskiem, panem od wuefu. - Możemy spożytkować ten czas - podszedł do Malwiny, chcąc ją pocałować. Dał jej do zrozumienia, że liczy na to, co dostał ostatnio, w zeszłym tygodniu.
- Tak? - udała zaskoczoną. - Sama nie wiem - zwodziła go.
- No chodź - usiadł na ławeczce i wskazał jej miejsce obok.
Tomek i Malwina byli parą już od pół roku, a stopień zażyłości ich związku był tak mocno posunięty, jak niejednego małżeństwa z pokaźnym stażem. Nie dość, że już po tygodniu chodzenia rozpoczęli współżycie, to w dodatku, nie krępowali się robić to nawet w szkole. Zresztą nie tylko oni korzystali z tej miejscówki, o której krążyły legendy.
- Już jestem - oznajmiła siadając obok chłopaka.
- Zrobisz mi laskę? - zapytał beznamiętnie.
Malwina przywykła już do jego bezpośredniości. Nie przeszkadzało jej to i nie udawała przesadnie przyzwoitej, ani oburzonej. Tacy oboje byli.
- No to go... wyciągnij - zażyczyła sobie.
Tomek spokojnie rozpiął spodnie i wystawił sztywnego już penisa. Ścisnął go w dłoni, przez co czerwony żołądź zdawał się przybrać wręcz purpurową barwę, a żyła zdawała się być jeszcze większa niż zazwyczaj.
- Niezły jest, nie? - mówił z uznaniem o swoim członku.
- Całkiem, całkiem - pochwaliła jego rozmiar, chociaż już miała do czynienia z większymi okazami, po czym schowała w ustach końcówkę prącia, a dłonią jeździła wzdłuż nasady.
Tomek oparł się o szafkę i czerpał z przyjemnych doznań, a w myślach wychwalał swoją partnerkę pod niebiosa. Raczej mu nie odmawiała, czasem kręciła nosem, ale zazwyczaj kończyło się po jego myśli. Marzył o takim układzie. Nie była jego miłością, tego był pewny, ale było mu z nią dobrze. Ciało miała zgrabne, twarz nawet nawet, ale najważniejsze było jej nastawienie do życia. Czasem była zwariowana, czasem poważna, ale zawsze była sobą i nie udawała kogoś innego. Dobrze się dogadywali, chociaż oboje mieli świadomość, że nie są połówkami, które odnalazły się w bezkresie świata.
- Mówiłem ci, że jesteś w tym świetna - cedził słowa przez zaciśnięte gardło, był już mocno napalony.
- Tak, wiele razy - zaśmiała się sympatycznie, wyciągając na chwilkę kutasa z ust.
- Nie chciałabyś..? - nie musiał dokańczać, by Malwina zrozumiała.
- W sumie... czemu nie - stwierdziła, jakby to było najnormalniejszą sprawą w życiu nastolatki. Lubiła seks. - Masz? - zapytała jeszcze o gumę, ale już podnosiła się z ławki. Gdyby nie miał, nie proponowałby stosunku.
Nie minęło pół minuty, a chłopak stał za dziewczyną i popychał biodra w kierunku jej wypiętej szczupłej dupci. Nastolatka oparła się tylko o starą uczniowską szafkę na ubrania, spoglądała za siebie, łapiąc co chwilę spojrzenie Tomka. Chwilę wcześniej założył prezerwatywę i nieporadnie wciskał się w ciasną szparkę, a teraz ściskając pośladki Malwiny, energicznie się w niej poruszał, oczarowany zgrabnymi połówkami szczupłej dupci. Dzwonek, niczym alarm zmusił ich do kończenia schadzki.
- Kończ już - pospieszała nastolatka - Muszę spadać. Nie spisałam zadania z matmy - ponagliła go ponownie, a jej ciało wciąż poruszało się rytmicznie w tą i z powrotem, tyle że teraz szybciej.
- Spoko. Jeszcze chwilkę - powiedział na raty, bo już zbliżał się do końca.
Po chwili szczelinka nastolatki poczuła luz i dziwną pustkę. Penis chłopaka opuścił jej tunel, a charakterystyczne stęknięcia przekonały ją, że Tomek właśnie szczytował. Podciągnęła majteczki, nasunęła jeansy na pupę i je zapięła. Tyle wystarczyło, by była gotowa do wyjście na przerwę. Widziała jeszcze, jak partner zdejmuje z siebie prezerwatywę i wrzuca ją do kartonowego pudełka, pełniącego rolę prymitywnego kosza na śmieci.
- Do zobaczenia na matmie, pa! - szeptała wychodząc i spoglądając na zadowolonego, chowającego w spodniach penisa partnera.
- Buziaczek, nara! - cwaniacko cmoknął w podziękowaniu.

Hanna zbyt późno zorientowała się, że coś się dzieje za ścianą. Rytmiczne odgłosy wydawana przez stukającą szafkę na ubrania, pobudziły jej wyobraźnię i po chwili nie mogła się już oprzeć przed odsłonięciem nowego plakatu, tym razem nowoczesnego, który otrzymała od wydawnictwa, w którym zamówiła kilkanaście młodzieżowych książek. Nie mogła zajrzeć wcześniej, bo po pierwsze miała ważną rzecz do zrobienia w czytelni, a po drugie, się obawiała. Sama nie wiedziała czego. Może tego, że była wychowana na osobę szanującą prywatność innych. Nie spodziewała się zobaczyć niczego szczególnego, najwyżej przebierających się uczniów. Kiedy nie powstrzymała ciekawości i zajrzała przez dziurkę, zobaczyła tylko, jak jakiś chłopak zapina spodnie. Mimo to czuła, jak jej serce bije mocno i szybko, a ekscytacja wywołana podglądaniem, powodowała w jej ciele dziwnego rodzaje drgawki.



Pan Paweł alias Mięsko, był znany niektórym dziewczętom i to nawet zbyt dobrze. Nie krył się zbytnio ze swoimi męskimi potrzebami i chyba każdy zapytany uczeń skłamałby, gdyby przekonywał kogokolwiek, że nie ma pojęcia o słabościach wuefisty. Wszyscy, no prawie wszyscy, a na pewno spora część uczniów wiedziała, że nauczyciel bałamuci niektóre uczennice. Mężczyzna był jednak tak lubiany, że nikt nie miał nawet cienia pomysłu, by zrobić użytek z tej wiedzy i wynurzyć się z czymś, co mogłoby mu zaszkodzić. Zresztą wiele razy korzystali już z ulg, które załatwiały klasie wybrane koleżanki. Na tysiąca nie chciało się biegać, Marta udała się do kanciapy i załatwiała sprawę. Klasa musiała przygotować się do trudnego sprawdzianu przed matmą, Nikola zajmowała czas panu Pawłowi w kantorku, a reszta siedziała w małej salce gimnastycznej i kuła. Załatwili tak już wiele spraw. Nikt nie pytał co działo się w zaciszu zaplecza sportowego, wszyscy dobrze to wiedzieli, czasem nawet słyszeli, ale odgrywali role niczego nieświadomych uczniaków. Na szczęście cała klasa dostrzegała korzyści z takiego układu, a zmowa milczenia potwierdzała, że są zgraną grupą. Poza tym wszyscy na koniec rok mięli piątki, a część dziewczyn nawet szóstki i to nie za sprawą talentu sportowego. Przynajmniej nie tego, który ma znaczenie na wuefie.
Paweł w oczach uczniów był spoko gościem, a jego aparycja i ogólna sylwetka stawiała go na topie listy najprzystojniejszych obywateli miasteczka, jak nie powiatu. Czuł na sobie spojrzenia uczennic, kiedy odnosząc dziennik lekcyjny energicznym krokiem, przemierzał hol. Lubił to poczucie bycia uwielbianym i obcinanym dziewczęcymi spojrzeniami. Ale nie tylko one chętnie wieszały na nim oko, fantazjując i szepcząc zaufanym koleżankom sprośności, których w większości i tak by się nie dopuściły. Młodzieńcza wyobraźnia nie miała granic i oporów, do czasu aż pojawia się szansa wcielenia w życie sytuacji, o których tak łatwo się mówiło. Zauważył, że kilka współpracownic również czasem łypie na niego głodnym okiem, zdradzając o czym myślą, przynajmniej takie sprawiały wrażenie. Cóż, cieszył się z tego.

- Sie masz Blondi! - Paweł posłał Joannie uroczy uśmiech. Od miesięcy wodził za nią samczym wzrokiem, ale nie zapowiadało się między nimi na coś więcej, niż koleżeńska życzliwość, czy sympatyczne pogawędki na przerwach.
- Cześć twardzielu - odpowiedziała bez wyrazu, może z cieniem ironii. Nie dostrzegł tego.
Joanna uczyła w szkole biologii i tylko wąska grupa osób z grona pedagogicznego słyszała jakieś plotki, że zatrudniono właśnie ją, a nie inną nauczycielkę, tylko dlatego, że załatwiła to sobie dupą. Może tak było, ale nikt nie miał stuprocentowej pewności.
Asia była ładną, atrakcyjną kobietą, w średnim wieku, a że zamężną, to nie przeszkadzało dyrektorowi przeprowadzić z nią indywidualnej, bardzo dogłębnej rozmowy kwalifikacyjnej. Zrozumiała przemycane między wierszami aluzje pana Romka, kiedy zaprosił ją do gabinetu. Nie była pustą blondynką, jak zdawało się jej współrozmówcy. Musiała dostać tą posadę, bo w domu, z nudów już dostawała jobla, a mąż który wiecznie pracował, w ogóle się tym nie przejmował. Oczekiwał od niej bycia domowym sprzętem, oczekującym tylko jego przybycia i troszczenia się o niego, kiedy tylko się pojawi. Oczywiście, robiła to, ale też chciała być aktywna zawodowo i czuć się komuś potrzebna, do czegoś przydatna. Pracowała z ambicji, chęci wyjścia z domu, a nie dla zarobku. Potrzebowała tego. Była tak zdeterminowana do zdobycia tej posady, że łatwo uległa przyszłemu szefowi, który od samego początku spotkania pożerał ją wzrokiem. Celowo odpowiednio się ubrała.
Mięsko znał sekret Joanny, ale poza tym, koleżanka nie wydawała się być kobietą, wyciągniętą z pikantnych scen filmów porno, która raz rozłożywszy przed kimś uda, z łatwością robiła to przed każdym kolejnym, pragnącym tego facetem. Tym bardziej jej pożądał, a w jej towarzystwie zamieniał się w istnego czarusia. Zresztą zawsze nim był, ale przy Joannie wznosił się na wyżyny umiejętności uwodzenia płci pięknej, przynajmniej tak mu się zdawało.
- Co ty dzisiaj tak ładnie wyglądasz? - rzucił płytki komplement, jakby kobieta przeszła jakąś metamorfozę.
- Zawsze ładnie wyglądam - zbyła jego uwagę oburzona, co zakończyło rozmowę, w dodatku się uśmiechnęła, próbując złagodzić wydźwięk jej przytyku.
Joanna nie miała ochoty na rozmowę ze szkolnym lowelasem, a mężczyzna szybko udał, że jest bardzo zajęty czytaniem informacji na korkowej tablicy. Zerkał jeszcze ukradkiem na zgrabny tyłeczek blondynki, ale szybko z tego zrezygnował, bo jej bielizna wyraźnie odkształcała się pod ściśle przylegającymi do ciała czarnymi spodniami, nie chciał się dłużej katować. Przez chwilę wyobrażał sobie, co by z nią robił w swojej kanciapie, a miał właśnie mieć okienko w zajęciach. Te wycięte majtki, to by z niej zerwał. Poczuł ciepło w okolicy jąder i jeszcze bardziej ubolewał nad tym, że nie spędzi miłych chwil z seksowną belferką.
Dzwonek uwolnił go od obrazu prześlicznej biolożki, choć i tak odprowadził jej szczupły, jędrny tyłeczek do samego wyjścia z pokoju nauczycielskiego.
- Mmmmh! - westchnął w myślach. - Ale bym ją walił - pozwolił sobie na niewerbalną sprośność w męskim wydaniu. Nie był delikatny.

Było już kilka minut po dzwonku na lekcje, kiedy wuefista zmierzał do swojego kantorka, by tam wypić kawę i skorzystać z wolnego czasu pomiędzy lekcjami. Wciąż atakowały go myśli o cudownej Joannie, kiedy przechodząc obok szatni zauważył skrywającą się tam Nikole z trzeciej liceum. Nie myśląc długo zawołał:
- Wilczyńska! Co ty tu robisz? Co teraz masz? - W jego głosie można było wyczuć napomnienie.
- Fizykę, panie profesorze - odparła nieśmiało. Nie było sensu kłamać, bo pan Paweł sprawdzał takie informacje, a plan lekcji wisiał na półpiętrze nieopodal.
- Co? - rzucił zaczepnie, po czym zrobił pauzę - Kartkówka, czy sprawdzian? - dał do zrozumienia, że domyśla się powodu wagarów.
- Atomówka... przepraszam - zorientowała się, że nie jest w towarzystwie rówieśników i nie wypada jej posługiwać się nadanym przez uczniów przydomkiem nauczycielki - pani Kolewska miała mnie dziś odpytać... panie profesorze, nie nauczyłam się, a nie chcę kolejnej szma... - w porę zatrzymała niestosowne słowo - to znaczy jedynki - wyznała szczerze, poprawiając się, bo pojęcie "szmata" w tych okolicznościach nie byłoby na miejscu.
- Przestań, żaden tam ze mnie profesor, ale... - uśmiechnął się wymownie - w sumie, czemu nie? - powiedział jakby do nikogo. - Chodź Wilczyńska, ja cię przepytam z tej fizyki - zaśmiał się.
W pokoju wuefistów pytał ją przez kilkanaście minut. Odpowiadała, może nie śpiewająco, ale wzdychała i mruczała cudownie. Po wszystkim, zdążył jeszcze w spokoju dopić zimną już kawę.



Joasia zdawała się być niczym ryba w wodzie. Pierwszy i drugi rok nauczania biologii w liceum traktowała, jak odskocznię od codziennej domowej nudy.Traktowała to jako rozrywkę. W ich trakcie zrozumiała jednak, że dużo od niej zależy. Mogła stać się osobą, która wpływała na przyszłość jej uczniów, przyszłych fizjoterapeutów, farmaceutów, a szczególnie lekarzy. W nich mogła rozbudzić i wzmacniać pasję do anatomii, fizjologii, czy podstaw biochemii. Tym bardziej cieszyło ją, że kilku uczniów zgłosiło chęć zdawania matury z jej przedmiotu. Oznaczało to więcej pracy, ale satysfakcja też była nieporównywalna do prowadzenia tylko zwykłych zajęć. Nie była naiwną, głupiutka blondynką. Wiedziała, że uczniowie, szczególnie męska część, lubi jej zajęcia za sprawą jej wyglądu, ale uznała, że jeśli to ma im pomóc polubić i zrozumieć zawarte w programie nauczania treści, ona nie będzie z tym walczyć. Uśmiechała się tylko w duchu, kiedy w trakcie wykładów napotykała rozmarzone spojrzenia napalonych młodzieńców. Rozpoznawała takich bez problemu. Skala tego procederu, czasem ją przerażała. Jej ego wystrzelało wtedy w kosmos.

- Asia - dyrektor rozejrzał się dookoła i dostrzegając wciąż puste pomieszczenie pokoju nauczycielskiego, kontynuował - dzisiaj nie możesz mi odmówić. Czekam w moim gabinecie. - Tego dnia był stanowczy.
Wiedziała, że nic nie wskóra, już się z tym pogodziła, a ostatnio mu odmówiła, bo miała okres. Dzisiaj już musiała to zrobić, bo ostatnimi czasy kilka razy napomknął jej, że ma kolejne podania o pracę na jej stanowisko. Pewnie blefował, ale ona nie chciała ryzykować. Polubiła ten zawód. Poczuła, że jej życie nabrało sensu. Seks nie był dla niej wygórowaną ceną za spokój dalszej pracy. Szczerze, to nawet mogłaby pracować bez wynagrodzenia. Grosze, które zarabiała i tak były niczym w porównaniu z jej wydatkami, ale o zabezpieczenie środków na ten cel dbał jej mąż. Co prawda, jak wielu jego znajomych, on też podśmiewał się z głodowej pensji nauczycieli, ale Joanny to nie zniechęcało. Jeszcze bardziej odezwało się w niej poczucie pewnego rodzaju misji i realizowania jej w bezinteresowny sposób.
- Ok, ale nie u ciebie - zaznaczyła. - Nie chcę, żeby ta nowa sekretarka, coś podejrzewała... - uzasadniła krótko, skupiając wzrok na drzwiach wejściowych.
Dyrektor stanął przy tablicy z rozpisanym planem lekcji i przeglądał go dłuższą chwilę. Analizował, kto i gdzie ma zajęcia, a kto już je skończył. Ucieszony obrócił się twarzą w stronę pracownicy.
- Wuef już się skończył. Nikogo nie będzie. Szatnia chłopców. - Wiedziała co znaczył ten skrót myślowy.

Biolożka stąpała po korytarzu najciszej jak się dało, ale jej wysokie obcasy robiły taki hałas, jakby na nic nie zważała. Miała prosty plan - dać Romanowi to, na co liczy i pojechać do domu. Ubrała się już jakby opuszczała miejsca pracy, w sumie z tej części szkoły miała blisko do bocznego wyjścia.
Najtrudniej było wszystko zacząć. Nie pierwszy raz to już przerabiała. Nawet jej się podobała cała ta konspiracyjna otoczka w relacji z szefem, zawsze to coś szalonego. Nie zdradzała się z tym i odgrywała oporną, raczej niedostępną, bo powinna. Rozejrzała się pełna obaw, czy ktoś nie widzi, że wchodzi do szatni, na drzwiach której na piktogramie o kształcie ludzika - mężczyzny, dorysowano pisakiem genitalia. Uśmiechnęła się na tą niby złośliwość losu. Dostrzegła komizm całej tej sytuacji.
Dyrektor spojrzał na nią i nie był w stanie ukryć zachwytu. Joanna była piękną kobietą, na której uwagę w normalnych warunkach, nie mógłby nigdy liczyć. I tak by dostała tę pracę, bo aż miło było patrzeć na jej urodę i promieniujący z niej seksapil. Nie musiała zniżać się do tego, by jej ciało decydowało o przedłużeniu umowy o pracę, ale ona tego nie wiedziała. Stała teraz przed nim skonsternowana i czekała na jego ruch. Nie był w stanie dłużej stać bezczynnie. Podszedł i obrócił ją tyłem do siebie. Oparła się o szafkę. Nie udawali przyzwoitych i kiedy Roman jedną dłonią przejeżdżał po jej kroczu okrytym koronkowymi majteczkami, drugą rozpinał spodnie, a kiedy to już zrobił, masował też swoją sztywną pałę. Może i chciałby poczuć na niej usta pani Asi, ale wiedział też, że skróciłoby to późniejszy pobyt w rozkosznym tunelu. Przerwali na chwilę zabawę, bo Joanna zdjęła bieliznę, bardzo kobieco przestępując z nogi na nogę, by jej stopy wyzwoliły koronkową szmatkę. Szybko schowała je do stylowej torebki Wittchen, po czym przyjęła pierwotną pozycję. Poczuła za sobą pustkę, bo szef zamiast się do niej zbliżać, jakby gdzieś odszedł. Obróciła głowę i zobaczyła go siadającego na ławce. Domyśliła się o co chodzi. Przykucając przy nim, podwinęła modną czarną spódnicę, wcześniej sięgająca jej do kolan i nasunęła jej brzegi na biodra. Kutas już stał ściśnięty jej szczupła dłonią, a język już smagał końcówkę penisa. Patrzyła w oczy mężczyzny, sprawdzając, czy dobrze to robi. Robiła to kurewsko dobrze. Napalony belfer nieświadomie przyciągał w swoją stronę głowę biolożki, a ta nie protestowała. Mężczyzna wciąż patrzył i podziwiał nie tylko wprawne usta, ale do szału doprowadzał go widok nagiego, szczupłego uda kobiety które wyeksponowała przykucając nad jego nogami, na którym zdawało się, że nie było nawet jednego włoska, a lekko opalona skóra zdawała się być gładka niczym jedwab. Głośno wzdychał z kipiącej w nim żądzy. Nakryła ustami purpurową żołądź, a po chwili pieściła laskę szefa cicho pomrukując. Jej głowa poruszała się niczym samochodowa ozdoba na sprężynach poddana wibracjom. Mężczyzna niespodziewanie poczuł też dotyk ciepłej i wilgotnej muszelki w okolicy goleni. Joasia otarła się o nią kilka razy kroczem, zupełnie nieświadomie, tak była skupiona na robieniu loda. I to wystarczyło, by Roman zapałał jeszcze większą żądzą. Gwałtownym ruchem odciągnął jej głowę od prącia i wyszperał coś z kieszeni. Opakowanie zaszeleściło w dłoni Romana i drżącymi z emocji palcami, rozerwał je, by błyskawicznie nałożyć na siebie różowawy kondom. Opanowany chucią wstał, poprawił spódnicę Joanny, ponownie narzucając ją na biodra, przez chwilę szukał wejścia do pochwy, po czym nerwowo wbił się w jej cipkę. Westchnął, kiedy poczuł ciepło otaczające jego prącie i przyjemny chłód jej pośladków na swoich udach. W tym samym momencie poczuł zapach jej skórzanej czarnej kurtki, której nawet nie zdążyła zdjąć. Chwycił jej zgrabne mięsiste pośladki, zdawały się być idealne i od tej pory jego dłonie, ugniatały je niczym ciasto. Taka kobieta to spełnienie marzeń - myślał wciąż, kiedy tylko zerkał na prześliczne i symetryczne łuki półdupków. Widok jego kutasa wbijającego się pomiędzy nie, przyprawiał go o dreszcze, które wzdrygały ciałem.
Asia, jak na początku spotkania, ponownie oparła się o szafkę i czuła pchnięcia dyrektora. Nawet dawał radę, a jego pała potrafiła rozpalić jej muszelkę do takiego stopnia, że naturalny lubrykant napływał na bieżąco i to obficie. Bardzo lubiła czuć silne dłonie na jej zgrabniutkich półdupkach, a Roman był teraz w tym względzie niczym wygłodniały zwierz.Czuła, że jego szpony, bo nie znalazła innego słowa, by opisać to co robił z jej dupcią, zwalniają ucisk dopiero po dotarciu do jej kości. Zadziwiająco sprawnie, jego dłoń opuściła pośladek i wjechała po jej brzuchu pod miseczkę biustonosza. Stalowy uścisk dłoni na jędrnym cycku, stał się dla niego kolejnym impulsem, wzmocnionym dodatkowo przez coraz częstsze pomruki nauczycielki. Mężczyzna nieoczekiwanie zastygł i wyładował wzbierające w nim do tej pory emocje, niekontrolowanym orgazmem. Wciąż był w szparce, a drgający kutas nadal pobudzał receptory ścianek pochwy, co powodowało uśmiech na twarzy Asi, niedostrzegany jednak przez skupionego na przeżywanym wytrysku dyrektora szkoły.
Biolożka nie traciła czasu na zakładanie bielizny. Poprawiła tylko wzburzony ubiór, obsunęła spódnicę do kolan i pożegnała się beznamiętnym "do jutra". Jadąc miejskimi ulicami, żałowała, że facet nie wytrzymał kilku minutek dłużej. Może i ona by coś wtedy z tego miała. Ogólnie, miło jej się wracało do domu.



Hanna była w wirze wzmożonej pracy, bo poprzedniczka pozostawiła po sobie istny burdel, tak samo jak na zapleczu. Brakowało wielu książkowych pozycji, sporo książek było w opłakanym stanie, a ewidencja ich wypożyczeń była prowadzona niedbale. Dziwiła się, że nikt nie zrobił z tym porządku. Poza tym, czytelniczych nowości było jak na lekarstwo, a ostatnie zakupy poczyniono kilka lat temu. I co ja mam z tym zrobić? - opuszczała ręce, kiedy na jaw wychodziły kolejne zaniedbania. Mimo to wzięła się ostro do pracy i przez pierwsze tygodnie doprowadzała bibliotekę do jako takiego ładu. Wiele razy zostawała po godzinach, bo pragnienie pracy w dobrze zorganizowanym miejscu, determinowały ją do działania i napędzała do wzmożonego wysiłku.

Tego dnia miała już kompletnie dość. Przeglądnęła już ponad sto woluminów, posegregowała zawartość dwóch regałów i zapakowała do pudeł książki nie nadające się do czytania od dobrych dwóch dekad. Dyrektora placówki można by było pociągnąć do odpowiedzialności służbowej za chęć propagowania idei socjalizmu i komunizmu, bo wiele książek pochodziło z czasów głębokiego PRL-u. Wtedy Hania zrozumiała, dlaczego na zapleczu, jeszcze niedawno, wisiał propagandowy plakat. Jej poprzedniczka musiała zatrzymać się w tych czasach. Rozmyślając o tym, kolejny raz poczuła chęć do przeprowadzenia rewolucji. W działaniu powstrzymał ją tylko cudowny zapach świeżo zaparzonej kawy. Usiadła na zapleczu, przy małym okrągłym stoliku i starała się ułożyć plan dalszych działań. Jedyne, co ją cieszyło, to fakt, że najwyżej trzy lata temu, pomieszczenie przechodziło kapitalny remont, a więc najgorsze było już poza nią. Siedziała tak pochłonięta planowaniem, popijając wyborną kawę.
Usłyszała roznoszący się głuchym echem odgłos skrzypiących drzwi szatni sportowej. Słyszała go już setki razy i nie pomyliłaby go z dźwiękiem jakichkolwiek innych drzwi w tym budynku. Nienawidziła go. Dziwiła się, bo było już po szóstej lekcji i w ten dzień nikt już nie miał zajęć wuefu. Może nie byłoby to niczym dziwnym, ale usłyszała stukot kroków osoby będącej już w pomieszczeniu za ścianą, a później ogarnęła ją wręcz porażająca cisza. Nie opanowała ciekawości i z łomoczącym sercem, odchyliła brzeg plakatu, by zajrzeć przez otwór w ścianie. Jeszcze kilka dni temu bałaby się to zrobić, ale ostatnio zajrzała do szatni i sprawdziła, że od drugiej strony, sekretny wizjer wkomponowany jest w jakieś malowidło o wielu drobnych elementach. Przypominało ono znicz olimpijski.
Teraz dostrzegła jakąś dziewczęcą postać. Nastolatka stała i jakby coś nasłuchiwała. Po chwili ciszy, która musiała upewnić ją, że jest bezpiecznie, bezceremonialnie wcisnęła dłoń w krok i zaczęła nią poruszać. Hanna nie dowierzała temu, co widziała. Przeszył ją wstyd, zaskoczenie i ciekawość. Nie była przyzwyczajona do takich widoków i zachowań, ale tym bardziej nie mogła oderwać od tego oczu. Po chwili się opamiętała i nawet miała poczucie, że powinna jakoś zareagować. Tylko co miałaby powiedzieć? Podglądałam cię przez sekretny wizjer, nie powinnaś tak robić? Wygłupiłaby się tylko, a ponadto zdradziłaby, że podglądała. Jeszcze by ktoś pomyślał, że robiła tak już wcześniej. Nie, musiała zachować to dla siebie. Znowu przysunęła oko do otworu i z fascynacją równą nastolatce podglądającej dorosłych uprawiających seks, pochłaniała widok małolaty masturbującej się w szkolnej przebieralni. Dziewczyna kilka razy zastygała w bezruchu, jakby się czegoś obawiała lub coś ją spłoszyło, ale bardzo szybko wracała do dotykania swojej cipeczki. Nie wiedzieć czemu, Hannę tak pochłonęła obserwacja, że wręcz pragnęła dostrzec intymne zakamarki ciała uczennicy. Ale ta jak na złość, rozpięła tylko guzik spodni, by dłoń miała większą swobodę i łatwiejszy dostęp do rozgrzanej szczelinki. Zastygła w bezruchu i bibliotekarka wiedziała, co właśnie nastąpiło. A to łobuziara - skomentowała w duchu, wciąż nie dowierzając temu, co podejrzała. Kobieta przestała tam zaglądać dopiero, kiedy małolata zapięła spodnie, głośno westchnęła i skierowała się do drzwi wyjściowych. Rozpoznała ją. Przecież to ta sympatyczna osóbka, która ostatnio pomagała jej w wynoszeniu niepotrzebnych szpargałów z zaplecza - stwierdziła nie dowierzając, że nastolatkę było stać na takie zachowanie. Nigdy by o niej tego nie pomyślała.
Od tego pamiętnego dnia ze stałą regularnością zaglądała przez ukryty wizjer. Sceny, które działy się za ścianą czytelni oraz ich skala, były nie do pojęcia przez tak przyzwoitą kobietę, jaką była Hania. A taką była, ale... tylko do czasu.



Pani Amanda, anglistka, zwana przez uczniów Miss Glass z powodu noszenia charakterystycznych okularów, od lat pracowała w tej szkole. Czasy świetności miała już za sobą i chociaż wciąż posiadała przyzwoitą figurę, jej twarz i skóra nosiły już ślady bezlitosnego upływu czasu. Zmarszczki dodawały jej uroku, ale ona ich nie znosiła, wręcz nienawidziła. Z ukrywaną zazdrością zerkała na swoją następczynię uczącą biologii, która od samego początku owładnęła młodymi męskimi umysłami w tej szkole. Ciężko jej było pogodzić się z detronizacją na polu kobiecych wdzięków, ale ostatecznie nie walczyła z oczywistym stanem rzeczy, nie było sensu się okłamywać. Z biegiem lat dostrzegła, że oczy młodzieńców już tak nie płoną, kiedy prowadzi lekcje, a siedzącym w pierwszych ławkach uczniom, już coraz rzadziej spadają przybory do pisania. Na lepsze zmieniło się tylko to, że jej doświadczenie zawodowe procentowało wysokimi wynikami w pracy dydaktycznej. Dzięki temu drzwi jej domu nie zamykały się do późnego wieczora, bo konkurencji na tym polu, nie miała zbyt dużej, a rodzice maturzystów , szczególnie tych bardziej ambitnych, nalegali, by ich dzieci miały pierwszeństwo w kolejce na korepetycje. Jej to pasowało, bo co miała robić w takim miasteczku po pracy dojrzała rozwódka, która zbliżała się powoli do emerytury.
Panna Szkiełko pamiętała dawne czasy, kiedy nawet jeszcze będąc zamężną, dała się uwieść młodzieńcowi i od wielu lat wspominała te chwile z tęsknotą w trakcie masturbacji. Od dawna nie miała możliwości uaktualnienia wyobrażeń o młodym, jurnym ciele, ale fantazji o uczniach miała niezliczoną wręcz ilość, zresztą miała je nie tylko o uczniach. A który z mężczyzn posuwał ją w jej imaginacjach jak wariat, zależało od humoru i zachcianek. Dobrze, że miała stały napływ kolejnych pokoleń, których przedstawiciele dostarczali jej nieopisanych rozkoszy. Różnica wieku stała się teraz atutem, a jej zabawy z samą sobą stały się śmielsze.

Dostrzegła to z ogromną radością. Norbert, uczeń drugiej liceum, próbował maskować spojrzenia kierowane między uda nauczycielki, siedzącej na blacie biurka i tłumaczącej zagadnienia czasu Past Perfect. Widziała, że czeka na ten moment, kiedy będzie zmieniać ułożenie nóg. Świadomie dała mu nagrodę. Przytrzymała rozchylone uda ułamek sekundy dłużej niż zwykła to robić, a jej bielizna ukazała się chłopcu, powodując na jego twarzy grymas zadowolenia z cierpliwego oczekiwania na taką okazję. Pani Amanda poczuła przyjemne ciepło w podbrzuszu i była dumna z siebie, że jeszcze czasem jest obiektem zainteresowań młodzieńców.
Nie była zdziwiona, kiedy po kilku tygodniach Norbert pojawił się w jej grafiku korepetycji. Nie pierwszy raz douczała ucznia zafascynowanego jej osobą. Radziła sobie z tym, chociaż kiedyś, kilka razy uległa słabości. Tym razem od pierwszej lekcji wiedziała, że chłopak przyszedł by cieszyć się spędzonym czasem w jej towarzystwie, chociaż postępy w nauce robił przy tym znaczne, taki był skutek uboczny. Przecież chciał jej imponować i nie mógł wyjść na lesera, czy nieuka.
To była już kolejna prywatna lekcja. Miss Glass czuła spojrzenia Norbiego na piersiach, które dzisiaj wyraźnie odznaczały się w sporym dekolcie. Trochę ją to peszyło, ale finalnie machnęła na to ręką. Niech sobie popatrzy, tyle jego - komentowała. I choć poprawiała co chwile krawędzie koszulki, po chwili, jak na złość, opadała ona znowu tak, że koronkowe elementy jej stanika ponownie rzucały się w oczy, wręcz prosiły o uwagę. Dostrzegła, że młodzieniec, niby przypadkiem, pociera okolice krocza, kiedy zdawało mu się, że ona nie patrzy. Wyobraziła sobie, co też musi się teraz dziać w jego spodniach. W jej sromie przeskakiwały już milutkie impulsy, ale potrafiła to skrzętnie ukryć i opanować emocje. Gdyby tylko Norbert umiał czytać w myślach, bardzo by się ucieszył, bo kobieta snuła już kolejną fantazję na temat gościa. Ale to były tylko wyobrażenia, i to bardzo ogólne i pobieżne, można powiedzieć przelotne, ale to już coś.
W pewnym momencie nauki, korepetytorka musiała usiąść obok ucznia, by wyjaśnić mu popełnione błędy w ćwiczeniu gramatycznym. Wskazywała je palcem, a on ponownie szukał poprawnego rozwiązania. I szukał, ale nie właściwej formy czasowników, a nieziemskiego zapachu nauczycielki, którym nasycał się z każdym oddechem. Widział gładkie złączone kolana, piersi stały się widoczne jeszcze bardziej, bo mógł teraz zajrzeć w stanik z innej perspektywy. Nawet mały kolczyk w uchu belferki, zdawał się prosić, by skierował na niego swoje usta, a szyja, jakby domagała się serii pocałunków. Chłopak trzymał się dzielnie, chociaż w wyobraźni, pieprzył dojrzałą Amandę, jak najlepszą sukę spod latarni. Hormony krążyły w jego krwi w dawkach wręcz niebywałych, a rozum powoli wyłączał kolejne ośrodki, odpowiedzialne za hamowanie prymitywnego popędu.
Wyglądało to komicznie, ale w pewnym momencie, Norbert położył się na nauczycielce i zaczął ją całować wszędzie, gdzie tylko sięgnęły usta.
- Co... co ty sobie myślisz!? Co ty robisz!!? - oburzyła się kiedy nagle poczuła wargi ucznia na szyi, policzkach, a jego język ślizgał się po skórze jak szalony. Odruchowo próbowała się wyswobodzić, ale on w amoku wciąż napierał.
- Mmmh! - odpowiedziały tylko dziwne odgłosy niekontrolowanej młodzieńczej żądzy.
- Norbert! - krzyknęła przywracając go do porządku.
- Proszę! - powiedział błagalnym tonem, ale spoglądając w trzeźwe oczy nauczycielki, zrozumiał, że się wygłupił.
Po chwili doszedł do siebie i czuł rozlewający się po policzkach rumieniec. Było mu wstyd. Nie opanował się i teraz przeżywał najgorsze chwile w życiu. Jego twarz płonęła, niczym oszpecona nie dającym się zmazać znamieniem wstydu. Chciał wybiec, uciec jak najdalej stąd.
- Nie... przejmuj się. Nikomu nie powiem, ale... - uspokajała go - kontroluj się... - Możemy wrócić do tego, za co płacą rodzice? - zmieniła temat rozmowy, gładząc dłońmi wyimaginowane zagniecenia spódnicy.
Skinął głową i przez kwadrans udawał, że ją słucha. Prawda była inna, wciąż rozkminiał to, co się przed chwilą wydarzyło. Debil, idiota, patus - tak najczęściej nazywał się w myślach. Gdyby tylko mógł to cofnąć, coś zmienić, zacząć to spotkanie od nowa? Ale to nie była gra komputerowa, w której można zacząć zmagania powtarzając ten sam poziom i łatwo naprawić wcześniejszy błąd. To była emocjonalna katastrofa.

Amanda leżąc tej nocy w łóżku, już kolejną minutę rozmyślała nad wydarzeniem z popołudnia. A gdybym mu pozwoliła? Ciekawe jak daleko by się posunął? Pytań było mnóstwo i na żadne nie znała odpowiedzi. Snuła domysły i różne scenariusze, ale jedyne co to przyniosło, to intensywny orgazm wywołany jej cudownymi palcami. Oczywiście główną rolę w fantazji grała impulsywny Norbert z klasy 2 LO. Najgorsze było to, że belferka coraz częściej żałowała wcześniejszej decyzji o powstrzymaniu chłopaka przed zerwaniem z niej ubrania.

Na kolejne korepetycje Norbert przyszedł przygotowany jak nigdy. Nie dość, że wykuł gramatykę na cymuś glancuś, to jeszcze przy samym wejściu do mieszkania belferki, wręczył jej kwitka z przeprosinami za nietakt, którego się dopuścił. Amanda doceniła ten gest i dostrzegła w chłopcu zadatki na szarmanckiego mężczyznę. Cóż, udawali, że nic specjalnego się ostatnio nie wydarzyło, a kobieta nie chciała do tego wracać i zawstydzać chłopaka. Przyjęła kwiatek z serdecznym uśmiechem, ale nie mogła nie zauważyć konsternacji młodziana. W trakcie nauki, nastolatek wciąż jednak rozbierał Miss Glass wzrokiem, a jego wyobraźnia tworzyła bardzo śmiałe sceny z ich udziałem. Wiedział już dlaczego kobiety na filmach porno nie zdejmują okularów, wręcz celowo je zakładają. Pani Amanda wyglądała w nich tak seksownie, że znowu był bliski rzucenia się na nią, jak ostatnio. Jak na złość, często je poprawiała, a analizując jakiś problem, czasem ich końcówkę wkładała do ust. Później prowokacyjnie je zakładała. Tak on to odbierał. Nie wiedział, że anglistka patrzyła na niego już zupełnie inaczej niż kilka dni temu. Oboje jednak toczyli swoistego rodzaju wojnę pozycyjną, a granice ich zachowań, nie chciały się przesunąć w żadną stronę - ani się wycofać, ani wykazać aktywność. Okopali się się w miejscu, gdzie dzielące ich bariery, mogły być pokonywane tylko w myślach. A były one bardzo śmiałe, lubieżne, wręcz perwersyjne.
Belferka odpytywała Norbiego na koniec spotkania, często w taki sposób podsumowywała czas przeznaczony na wyjaśnianie omawianych zagadnień. Kilka razy ich wzrok zatrzymał się na ich oczach ułamki sekund dłużej niż powinien. Oboje zbywali to, tworząc pozory nie dostrzeżenia tych, jakby nie było, bardzo wymownych gestów.
W szkole w czasie prowadzenia zajęć patrzyła na ucznia zupełnie inaczej. Często obserwowała go, kiedy wykonywał zadania z tekstem, pisał dialogi, czy rozwiązywał zadania z gramatyki. Jej myśli krążyły wtedy w sferach, przez przyzwoitych ludzi, uznawane za nieetyczne i niemoralne. Ale co tam. Ona mogła sobie wyobrażać, co tylko chciała. Ile to już razy odganiała te napastliwe myśli? Na dłużej nic nie pomagało. Wyobrażenia wracały wciąż i wciąż, niekiedy powodując wyraźne zaczerwienienie na twarzy. W tych śmielszych scenach wyobrażała sobie kutasa w ustach i rozmarzony wzrok stojącego nad nią zachwyconego tym, co mu robi Norberta. Zapominała, że jest na lekcji i przez chwilę nie docierały do niej żadne inne bodźce, niż te wyimaginowane, rozkoszne. Powrót do rzeczywistości był wtedy niczym niechciana gwałtowna pobudka w czasie najprzyjemniejszej fazy snu. Obawiała się, że ktoś mógł dostrzec jej odloty w krainę fantazji, ale tylko jej się zdawało, że jej nieobecność trwała dłużej, niż kilka długich sekund. Ale za to jakich? W tych chwilach zapomnienia była niegrzeczną kobietą, i to bardzo.
Norbert nie był dłużny. Rozbierał anglistkę wzrokiem, a kiedy ta nie patrzyła na niego, skupiała spojrzenie na jej kobiecych atrybutach. Obsesyjnie kierował oczy na piersi i dość zgrabny tyłeczek pani Amandy. Była w zbliżonym wieku do jego mamy, ale jego myśli były bardzo dalekie od rodzicielskich relacji. Marzył o seksie z Panią Szkiełko, a jej okulary wciąż go dręczyły, stały się małą obsesją. Uwielbiał, kiedy zakładała je na nos, poprawiając przy tym fryzurę. Tak seksownie odgarniała kosmyki włosów i zakładała je za uszy, że chłopak w myślach wzdychał z rozkoszy. Wyobraził sobie, że robi to będąc nago, chwilę po zakończeniu z nim stosunku. Na angielskim nigdy nie miał emocjonalnego spokoju i to nie za sprawą obaw przed odpytką, czy sprawdzeniem zadania domowego.

Amanda nie wierzyła w to, do czego dopuściła. Teraz była zła na siebie, nie zła, wręcz wściekła. Nie, aż tak to może nie. Właśnie zamknęła drzwi za Norbertem. Pod szybko narzuconą koszulą w wąskie paski, od stawianych powoli kroków dyndały nagie piersi. Okryła je tylko prowizorycznie, nie wychylała się też za drzwi, by czasem jej ktoś nie dojrzał. Przez wizjer w drzwiach odprowadziła chłopaka wzrokiem i widziała jego energiczne kroki, kiedy schodził po schodach. Podeszła do okna w salonie i stojąc w bezpiecznej odległości od szyby, luknęła na wychodzącego z klatki ucznia. Spojrzał zadowolony w stronę jej okien, ale nie miał prawa dostrzec anglistki.
Amanda usiadła na sofie, na której jeszcze kilka minut temu uczeń doświadczał rozkosznych chwil między jej udami, dwa razy. Pragnął tego on, zdawało jej się, że ona też. W pewnym momencie korepetycji po prostu nie wytrzymali, ich hamulce puściły i nikt nie oponował. Teraz gryzło ją sumienie, że to ona powinna to zrobić, bo to ona była dorosła, była nauczycielką. Spojrzała między nagie uda, gdzie jej cipka wciąż nosiła ślady zabaw. Dostrzegła na udach ledwie widoczne oznaki cellulitu, ale jej zdawał się być w zaawansowanym stadium. Kształt i jędrność piersi dawały wiele do życzenia, ale teraz było już za późno. Wszystkie intymne kobiece sfery ciała, były już odkryte i dobrze poznane przez licealistę. Wsunęła dłoń w rozburzone włosy i zastanawiała się, co z tego może wyniknąć. Wcześniej zupełnie o tym nie myślała, zatraciła się całkowicie w tej magicznej chwili, kiedy młodzian błagalnie spojrzał jej w oczy i po chwili przygniótł ją ciałem. Zablokowało ją, nie była w stanie jemu, sobie odmówić. Od tygodni podświadomie tego pragnęła, a on pewnie od miesięcy. Nagle ich pożądanie wybuchło w tym samym czasie.
Pierwszy stosunek był błyskawiczny. Młodzian ledwie w nią wszedł, wykonał kilkanaście nerwowych ruchów i było po wszystkim. Belferka nawet nie zdjęła choćby jednej części garderoby. Poczuła dumę i uznanie, kiedy objęła młodego kutasa dłonią, był spory i taki twardy. Odsłoniła tylko majteczki, zrobiła miejsce na członka, który agresywnie w nią wtargnął. Pomogła mu trafić do celu. Czuła nerwy chłopaka i wcale mu się nie dziwiła. Widziała, jak chwilę wcześniej zakładał prezerwatywę, na pewno nie miał w tym wprawy. Chwilę trwało nim doszedł i bez odpoczynku, przerwy, nawet krótkiej pauzy, zabrał się za rozbieranie dojrzałej kobiety. Czasem zerkał na jej oczy, czy nie mówią mu, że przegina, ale Amandzie w tamtym momencie było już wszystko jedno. Patrzyła jak zdejmuje wypełnioną białą zawiesiną gumę i rzuca ją na podłogę. Sięgnął po drugą i po kilku wprawnych ruchach dłonią, jego spory penis stał w gotowości do boju. Drugą prezerwatywę założył już jak profesor.
- One są piękne - przekonywał ją nieśmiało, kiedy Amanda zabroniła mu odpiąć stanik.
- Przestań, proszę... - protestowała zbyt cicho i mało przekonywająco. Kierowały nią obawy o widok, jaki zastaną po zrzuceniu koronkowej osłony piersi. Nie miał zamiaru ustępować.
Nie posłuchał, a jego drżące dłonie po dłuższej chwili uporały się z zapięciem. Przez ten moment się w niej nie poruszał, ale kiedy zacisnął dłoń na wyswobodzonej piersi, jego biodra poszły w ruch, niczym sprawna maszyna, a kobieta dziękowała mu, że się uparł. Ugniatał jej cyce wybitnie, z zapałem godnym będącego w szale wojownika. Jeszcze tylko zrobił przerwę, by zdjąć z kobiety spódnicę i bieliznę, po czym do samego końca już nie przestawał posuwać swojej nauczycielki.
Anglistka leżała z rozchylonymi udami, a on w klasycznej pozycji, rytmicznie poruszał pośladkami. Urzeczony chwilą patrzył w jej oczy. Trochę żałował, że chwilę wcześniej zdjęła z nosa okulary i odłożyła na stolik. Zagryzła przy tym dolną wargę, jakby coś rozważała, ale kiedy jej białe zęby schowały się w ustach, wiedział już, że nie przerwą. Wystarczyło jej kilka energicznych pchnięć ucznia, by rozwiać powstałe wątpliwości. Bez okularów, zdawała się wyglądać inaczej, ale chłopak był już tak nagrzany, że przestał na to zwracać uwagę i skupił się na obrazie zagłębiającego się w cipce penisa. Czasem oboje spoglądali w przestrzeń pomiędzy ich ciałami, podziwiając niesamowitą akcję, jakby nie wierzyli, że to były ich ciała. Dojrzała kobieta i młodzian, przez kilka bardzo krótkich minut, oddawali się zakazanej rozkoszy. Norbert nie posiadał się ze szczęścia. Posuwał swoją nauczycielkę, dorosłą kobietę i na pewno to nie był sen. Wciąż spoglądał na bruzdy sromu i podziwiał to przecudowne zjawisko. Kiedy przyspieszył, a jego pała momentami prawie nie wychodziła z pochwy, tylko płytko się wysuwała, już wiadomym było, że zbliżają się do końca. Przy jednym z ruchów wypadł. Kobieta szybko objęła dłonią twardą jak stal maczugę, by go wprowadzić i zdawało jej się, że trzon członka ma jeszcze większy obwód niż za pierwszym razem. Czuła dziwną przyjemność obejmując ciepły obły obiekt, ściśle opatulony prezerwatywą. Zdawało jej się, że ta cieniutka powłoka za chwile pęknie, tak opinała nabrzmiałego członka. Do tej pory zdawała się być anatomiczną jego częścią. Wszedł gładko, a ona jęknęła z przyjemności, jaką dało jej wyraźne trącenie łechtaczki, a kiedy finiszował i jego główka ocierała się o ścianki pochwy, wzdychała już w rytmie jego ataków.
Norbert opadł wyczerpany na ciało nauczycielki, a jego dłoń gładziła jej nagie udo, druga zacisnęła się na sporej piersi. Wdychał jej kobiecy zapach i wsłuchiwał się w przyspieszone oddechy. Przepełniała go radość i szczęście. Chwilę później, podnosząc się, czuł zakłopotanie, a kiedy musiał pozbyć się prezerwatywy z mięknącego członka, uciekał spojrzeniem i czuł wstyd.
- Nie muszę ci chyba mówić, że... - przełamała krępującą ciszę pouczającym tonem głosu.
- Nie musi pani - przerwał jej, jakby był przygotowany na te słowa i na nie tylko czekał. - Nie powiem... nikomu. Proszę mi zaufać.
Nigdy tego nikomu nie powiedział. Jego zapewnienia musiały jej wystarczyć. Głupio jej było rozmawiać o tym co się stało, kiedy chłopak wciąż spoglądał na jej nagie ciało, a wagina wciąż była wyeksponowana, niczym otwarta księga.



Nikt za nią w szkole nie przepadał. Fizyca jakby nie lubiła innych ludzi i się z tym nie kryła. Do uczniów podchodziła z pogardą, a w najlepszym wypadku ze sporą rezerwą. Co mądrzejsi uczniowie twierdzili, że kobieta prowadzi smutne życie, pewnie ma deprechę, a ci bardziej wyluzowani, że dawno chłopa nie miała. Młodzi ludzie czuli respekt przed panią Dominiką, a jednostki psychicznie słabsze, bały się prowadzonych przez nią zajęć. Wydawała się być człowiekiem nieczułym, bez serca, bez empatii i w ogóle jakby przybyła z planety Nienawidzę Innych Ludzi. Zimna, nieczuła, nudna, tak najczęściej mówiło się o Obcej. Kiedyś ktoś powiedział o niej, że musiała przybyć z innej planety, i to spoza naszego układu słonecznego, po czym na dobre przylgnęła do niej ksywa Obca.

Ten dzień był bardzo ciężki dla klasy 2 LO. Fizyca miała podać oceny i oddawać sprawdziany z działu, który niezbyt rozumieli, a w dodatku czekała ich z nią ciężka przeprawa na lekcji wychowawczej, a wszystko za sprawą afery z paleniem na terenie szkoły, w którą zamieszanych było kilka osób z klasy. Oczywiście, że trzon klasy na sprawdzianie był obkuty i nie obawiał się wyników, ale reszta nie była w stanie nadrobić niewiedzy powstałej z różnych przyczyn, głównie z lenistwa. Oczekując na z góry znany wyrok i tak nie umieli opanować nerwów. Teraz jednak musiano się zmierzyć z wymagającą nauczycielką. Nie było zaskoczenia. Na dwadzieścia dwie osoby zapisane w klasie, była jedna piątka, dwie czwórki, trzy tróje, reszta to pały, żadnej dopuszczającej. Obca miała ogromną niechęć do tej pozbawionej uzasadnienia posiadania mizernej wiedzy oceny. Dla niej dwa było oceną równoznaczną z niewiedzą, a jedynkę traktowała jak głęboką niewiedzę. W tym przypadku stosowała tylko stopień najniższy.
- Mieliśmy ostatnio mały problem... - Obca zrobiła pauzę, którą wypełnił szelmowski uśmieszek. Każdy w klasie go dostrzegł, a sprawiająca ból cisza, zdawała się być tak nienaturalna, wręcz jak przed powstaniem świata - Niektórzy, przepraszam - poprawiła się, kontynuując wywód - większość z was wolała nie marnować tuszu na przedstawienie wyników i jakości pozyskanej wiedzy, którą zgłębialiśmy przez ostatnie trzy tygodnie - po jej gestach widać było, że do czegoś zmierza. - Skoro z poprzedniego działu, nie bardzo wykazaliście się wiedzą... Wyciągnijcie teraz karteczki i sprawdzimy, czy przeczytaliście to, o co prosiłam i co z tego zrozumieliście - powiedziała nad wyraz spokojnie ze sztucznym i złośliwym uśmieszkiem.
Nikt się tego nie spodziewał, nawet u niej. Przecież miała oddać sprawdziany i po długim narzekaniu, je omówić. Zawsze tak było. Nikt nie czytał tych bzdetów o jakimś polu magnetycznym i jego właściwościach. Na co to komu? Tym razem przechytrzyła ich podwójnie. Nawet kujony nic nie napisały. Pierwszy raz w historii klasy, wszyscy dostali banie.
Po szumnym w skutkach zabiegu belferki, palacze, a było ich w sumie ośmioro, dostali jeszcze burę na wychowawczej. Nie dość, że nauczycielka podała im wyniki kartkówki od razu, bo nawet nie miała czego czytać. Imiona i nazwiska uczniów znała przecież bardzo dobrze, to jeszcze obdzwoniła rodziców z szeregiem ciekawych informacji na temat zachowania i postępów dydaktycznych jej podopiecznych. Wiedzieli, że robiła to złośliwie. W ogóle, wychowawczyni zapowiedziała odwołanie kilkudniowego wyjazdu, na który czekali już od początku roku szkolnego. Może akurat tego się nie obawiali, bo mieli już wpłacone pieniądze na poczet zaliczki, które w przypadku rezygnacji z wyjazdu, by przepadły. Rodzice by jej tego nie podarowali. Ale kto ją tam znał na tyle, by być tego pewnym? Następnego dnia chłopcy i dziewczyny, wymieniali się informacjami na temat, konsekwencji, jakie otrzymali od rodziców. Odbiło się to głośnym echem na ich życiu towarzyskim i finansowym, nie było taryfy ulgowej.

Pierwsze dwie noce długo oczekiwanego wyjazdu minęły na sekretnych imprezach, które dwa razy były prawie rozgonione przez Obcą, ale dobra współpraca pomiędzy uczniami, pozwoliła tego uniknąć. Oczywiście, że znalazło się piwko, nawet coś mocniejszego, a paczki papierosów znikały jedna po drugiej. To był raj dla zwariowanych nastolatków. Dobrze, że ich kwatery składały się z kilku domków, a telefonia komórkowa przeżywała istny rozkwit. Jedna wiadomość, chwila skupienia i domek zdawał się być pogrążony w ciszy. Przynajmniej tak zdawało się wychowawczyni. Nie zwrócili uwagi, jak bardzo się dzięki temu zintegrowali.

Trzecia noc była szczególna. Po forsownym terenowym marszu po wzniesieniach i przeskakiwaniu ze szlaka na szlak, młodzież zdawała się być wypompowana z energii. Nauczycielka czuła się podobnie i w duchu radowała się, że noc zapowiada się spokojna, bo dzieciaki pewnie padną z wyczerpania. Nawet jej się podobał pomysł z pożegnaniem z górami w postaci nocnego ogniska. Wtedy dostrzegła wyjątkowość wielu jej podopiecznych. Poza szkołą zdawali się być... ludźmi. Takie odniosła wrażenie. Chłopcy upiekli jej kiełbaskę, przynosili herbatę i zabawiali rozmową. Czuła, że się celowo i sztucznie przymilają, ale machnęła na to ręką. W końcu to była jej klasa wychowawcza i mogła się trochę spoufalić. Prawdziwi dżentelmeni - pomyślała, kiedy pytali, czy zaparzyć jej nową herbatę. Zdawało jej się, że ma nad wszystkim kontrolę.
- Ziołową, zieloną, czy zwykłą czarną - dopytywał jeden z nich, po czym wykonał zlecenie i doniósł trunek. Pierwszy raz pomyślała o nich w pozytywnym i ciepłym świetle.

- Na pewno wypiła? - szeptał Kamil, kiedy po północy wszyscy udali się do swoich domków.
Były to czteroosobowe kwatery ze skośnymi dachami, jakich wiele na obszarach turystycznych. Nic specjalnego, jeśli chodzi o wygody, niski standard, ale ekonomiczne.
- Tak, patrzyłem. Widziałem, że wypiła - zapewniał Filip.
- Nie wierzę, kurwa, nie wierzę, że to robimy - śmiała się podekscytowany kolejny młodzieniec.
- Tylko, kurwa, milczymy! Nikomu, ale to nikomu ani słowa! Zrozumiano - ustalił pomysłodawca.
Kamil wymyślił ten fortel i co lepsze, wprowadził go w życie. Nie był jak wielu innych, którzy dużo mówią, a nie robią nic. Fizyczce już dawno nazbierało się tyle przewinień, a niedawne telefony ze skargami do rodziców, a później szlabany, kary i obcięte kieszonkowe, już tylko dopełniły reszty. Musiał jej pokazać, kto będzie miał ostatnie słowo. Jego starszy kumpel o szemranej reputacji, zapewniał go o skuteczności środka, który mu załatwił. Nawet za to nie płacił, odebrał od niego przysługę.
- Myślicie, że już? No wiecie? - przemówił najbardziej zdenerwowany z nich.
Postanowili odczekać jeszcze kwadrans, a później noc należała już tylko do nich.

Weszli przez okno do domku, w którym spała pani Dominika. Całe szczęście, że drugim opiekunem był jeden z ojców, bo musiał spać w kwaterze na drugim końcu ośrodka, by mieć baczenie na tamtą część grupy. Byli jedyną zorganizowaną grupą w tym terminie, wiec ośrodek zdawał się być wyludniony i pogrążony w całkowitym śnie. Chwilę wcześniej przemknęli pomiędzy dwoma daczami i po upewnieniu się, że u Obcej jest już ciemno, zdecydowali się na działanie.

- Masz, no wiesz? - Kamil, dla pewności, dopytał jeszcze kumpla, który odpowiadał za kupno zabezpieczenia.
- Mam! - szepnął głośno.
- Ile?
- Na pewno wystarczy - zapewnił dumnym głosem.
Cicha rozmowa się urwała, bo odnaleźli pokój sypialny nauczycielki, drugi był pusty. Jeszcze chwilę się wahali, ale w końcu tam weszli, a kobieta nie zareagowała, spała w najlepsze. Prowodyr całego zamieszania, najodważniejszy, o silnych nerwach, wszedł jak do siebie i odrzucił kołdrę, pod którą spała wychowawczyni. Leżała na brzuchu. W ogóle nie był zdziwiony, że piżama pani Dominiki to legginsy i zwykły T-shirt. Cóż, zwyczajna kobieta, jak jej życie - skomentował widząc zgrabne ciało nauczycielki okryte codziennymi rzeczami.
Nie czaił się. Kolega zapewniał go, że ofiara będzie jak nieprzytomna, nie zareaguje i nic nie będzie pamiętać. Ponoć sprawdził to już nie jeden raz. Początkowo, pomimo obaw, zaufał słowom kumpla i chwytając za gumki jej spodenek, zsunął je jednym dynamicznym ruchem. Pośladki belferki zafalowały od impetu jego szarpnięcia, a stojące za nim audytorium, głośno sapnęło, okazując niekontrolowane w tej chwili emocje. Oczekiwali jakiejś reakcji. Nic się nie stało, spała.
- Zdrowy ma tyłek, nie? - zagadnął do kolegów Kamil, a jego dłoń rozchyliła półdupki kobiety, jakby szukał czegoś, co tam schował. - Nie uwierzycie, ma ogoloną cipkę! - krzyknął podniecony.
- Ciii! - zganił go któryś z chłopaków za ten głośny okrzyk.
- Co, ciii? Ona nic nie kuma... - Dalsza rozmowa przebiegała w bardzo śmiałym klimacie.
Po chwili młodzieńcy zapoznawali się z ciałem niczego nieświadomej wychowawczyni, a dłonie błądziły głównie w najbardziej skrywanych przez nią na co dzień miejscach. Cycki, pośladki, krocze były dotykane, gładzone, ściskane, aż do znudzenia. Po kilku minutach napaleni do granic możliwości, poszli krok dalej.
- Dawaj te gumy, ja pierwszy - zarządził Kamil. - A wy, jak chcecie, grajcie w marynarza - zarządził śmiejąc się radośnie, bo Filip podał mu duże opakowanie kondomów, dwanaście sztuk. - O kurwa! - stwierdził patrząc na dwunastkę uwydatnioną na pudełku - Będzie miała nocny maraton! - W tym momencie rozsuwał biodrami uda kobiety, szukając wygodnej pozycji do wejścia w nią. Poślinił dłoń i rozprowadził lepki płyn na czubku członka i śpiącej waginie. Wszedł powoli. Na początku miał problem z wycelowaniem w otworek, ale kiedy już trafił, jego mięśnie pośladkowe rozpoczęły regularne skurcze. Patrzył na twarz nieprzytomnej nauczycielki i śmiał się w duchu. I kto jest teraz górą? - Pytał ją, patrząc na falujące przed oczami cycki.
Zaliczył ją już każdy, po kolei. Wtajemniczeni w podstęp koledzy, śmiali się, żartowali i posuwali nielubianą wychowawczynię, chociaż teraz ich niechęć do niej minęła. Ciało miała całkiem całkiem, leżała przed nimi bezwładna i całkiem naga, a oni korzystali z ładnie wydepilowanej cipeczki, której przyjrzeli się nad wyraz dokładnie. Jeden z nich wcisnął w nią nawet cztery palce. Nigdy by nie pomyśleli, że fizyczka dba w taki sposób o swoje krocze. Początkowo mięli ochotę ją nawet wylizać, ale po tylu stosunkach ta ochota gdzieś uleciała.
Druga kolejka ośmieliła ich na tyle, że rozpoczęli przekładać jej ciało niczym manekina. Posuwali ją już na różne sposoby, a pozycje stawały się coraz bardziej wymyślne, jakby konkurowali o miano króla udziwnień. Już sam widok kopulującego kolegi z dorosłą kobietą, był podniecający, a co dopiero doświadczenie tego.
Obok łóżka uzbierała się już spora ilość zużytych prezerwatyw. Dwóch młodzianów miało już dość i zapowiedzieli pozostałym, że spadają do domku. Został już tylko Kamil i Filip. Kamil właśnie się szykował na skorzystanie ze zwolnionego przez kumpla otworka, ale zanim założył gumę, podszedł do leżącej na plecach Obcej i kilkakrotnie pacnął ją penisem po ustach. Po pokoju rozeszły się głuche odgłosy prącia lądującego na luźnych wargach kobiety.
- I co? Było podskakiwać? - śmiał się niczym triumfator.
Chwilę później, obrócił obojętne ciało profesorki na brzuch i wciskając biodra pomiędzy jej uda, wcisnął się w jej wymęczoną już cipę. Pomimo, że robił to już trzeci raz, wciąż czuł przyjemność i ochotę na kontynuację. Oparł się na wyprostowanych ramionach i bombardował belferkę jak automat.
- Zaraz ją wprasujesz w materac - zaśmiał się Filip.
- I dobrze jej tak! - odparł dysząc.
Po kilkudziesięciu pchnięciach, Kamil postanowił trochę zaszaleć. I tak kobiecina nie będzie nic pamiętać, a nawet jeśli, to co? Powie komuś? W tym samym momencie przyklęknął za jej tyłeczkiem, wciąż widząc zaczerwieniony srom. Pac! Pac! Smagnął dwa razy. Na pośladki nieprzytomnej fizyczki spadły dwa siarczyste klapsy, zostawiając czerwone ślady. Po chwili kolejne. Oglądał dziesiątki filmów, na których tak robiono. Było mu fajnie czując, jak to jest na żywo.
- Ej! To zostanie! - zaalarmował go towarzysz.
- I dobrze. To będzie nauczka - stwierdził i wbił się ponownie.
Kiedy skończyli bzykanie, przyglądali się jeszcze jej ciału przez kilka minut. Miękki kutas w ustach, palce w cipce, gniecione cycki, a nawet palec wciśnięty w odbyt. Tak pożegnali się z panią Dominiką. Odegrali się z nawiązką. Kamil miał jeszcze plan, zostawić na podłodze, przy łóżku, wszystkie zużyte kondomy, ale Filip odżegnał go od tego pomysłu.

Nastał poranek. Kamil przebudził się jako pierwszy i już nie mógł zasnąć. Zdawało mu się, że pieprzył belferkę, ale tylko we śnie. Kiedy kumpel Filip usiadł na swoim tapczanie, obaj byli pewni, że ich myśli krążą wokół jednego tematu. Teraz trochę się obawiali. Nie obawiali, bali się jak cholera. Przetrawili wypity w nocy alkohol, emocje opadły i teraz dostrzegli komplikacje, które mogły zaważyć na ich dalszym życiu. Zapewniali się, że nic się nie wyda, ale tylko udawali pewnych siebie i spokojnych, w ich wnętrzu aż kipiało od kłębiących się emocji.
Kolejne minuty, godziny oczekiwania na postać wychowawczyni były istnymi katuszami. Momentami panikowali i żałowali swojego czynu, ale teraz już nic nie mogli zrobić. Pozostało im tylko mieć nadzieję, że wszystko pójdzie po ich myśli.
Ulga. Poczuli się, jakby otrzymali nowe życie, kiedy zobaczyli profesorkę wychodzącą z domku. Zdawała się wyglądać normalnie, chociaż kilku z jej podopiecznych, wiedziało, że psychicznie musi być zrujnowana i tylko stwarza pozory normalności. Odgrywała to świetnie. Mogłaby startować do Oscara. Czuli jej przenikające wszystkich obecnych na śniadaniu uczniów spojrzenia. Próbowała odszukać niewerbalnych sygnałów, które mogłyby zawęzić grono podejrzanych. Chłopców w jej klasie było dziesięciu, ona szukała szczegółów, drobiazgów, jakichś akcentów, które pomogłyby w dotarciu do jakiejś prawdy. Prawdy, której nie chciałaby poznać.
Tak jak spodziewali się tego intryganci, nauczycielka nie pisnęła słowem, o tym co ją spotkało. Nie pamiętała nic a nic, ale była pewna, że jej pochwa była w częstym użyciu. Ból cipki i jej ostre zaczerwienienie wskazywały tylko na jedną możliwość. Uprawiano z nią seks. Co z tego, że miała podejrzenia co do kilku chłopaków, skoro nic nie pamiętała, żadnego szczegółu. Wiedziała, że rzucone bezpodstawnie, bez dowodów, świadków i takich tam, nie przyczynią się do dotarcia do prawdy, a nawet jej zaszkodzą. Nie miała pojęcia, co się z nią działo i chyba wolała udawać nieświadomą. Złość w niej kipiała, ale to było za mało. Jedyne co mogła teraz zrobić, to wywołać skandal, ale to ona stałaby na przegranej pozycji. Nie dawało jej to spokoju, ale do końca dnia, odgrywała rolę kobiety, w której życiu nic się nie wydarzyło. Odgrywała ją też przez kolejne lata.



Bibliotekarka poznała już kilka tajemnic małej szkolnej społeczności. Pierwszy przypadek, z którym miała do czynienia - masturbacja uczennicy, był tylko początkiem jej odkrywczej tajnej działalności. Kiedy tylko coś zdawało się być nie tak, zerkała przez otwór i poznawała sekrety niczego nieświadomych uczniów i nie tylko uczniów.
Mijał już ponad rok, odkąd rozpoczęła tu pracę i sama musiała przyznać, że doświadczyła tu sporo dziwnych zdarzeń. Pomijała już masturbujące się dziewczyny, bo podejrzała trzy różne robiące sobie dobrze małolaty, a pierwszą z nich widywała regularnie. Co te dziewuszyska w tym widziały? Jak im nie wstyd? - zastanawiała się, kiedy kończyła seans na zapleczu czytelni, a rozładowane emocjonalnie małolaty, znikały na tłocznych szkolnych korytarzach.
Kiedy pewnego dnia zbliżając oko do wizjera natknęła się na parkę nastolatków, nie wierzyła, że to się dzieje naprawdę. Trwało to zaledwie chwilę, bo chłopak wszedł w partnerkę w momencie opuszczenia przez nią spodni i po kilkudziesięciu płytkich ruchach zastygł, dziwnie mrucząc i było po wszystkim. Ale tak rozpaliło to Hannę, że nie była w stanie skupić się na pracy. Wciąż wspominała obrazy z pomieszczenia za ścianą oraz minę zadowolonego chłopaka. Znała go, pojawiał się czasem w bibliotece. Kiedy spotkała go na korytarzu, zaczerwieniła się i chociaż on niczego się nie domyślał, ona znała jego sekret. Kobieta nigdy, nie pomyślałaby, że w szkole mogą się dziać takie rzeczy. Długo wspominała widzianą scenę.
Po pierwszym roku pobytu w nowej placówce, mogła już spisać pamiętnik z pikantnymi sekretami, Sama mogłaby się w nim znaleźć w jednym z epizodów.

Dzień zapowiadał się bardzo pracowicie, bo wczorajszego popołudnia do szkoły dotarły zamówione książki. Było ich ponad czterdzieści, a wszystko dzięki szkolnej akcji, której pani Hania była inicjatorką. Uczniowie dowiadując się, że planuje ona kupić młodzieżowe bestselery, hojnie odpowiedzieli na apele Koła Bibliotecznego. Teraz musiała szybko wprowadzić pozycje do ewidencji, by mogły wejść do szkolnego obrotu. Przygotowała już dziesiątą z nich, kiedy usłyszała podejrzane odgłosy, dobiegające zza ściany. Walczyła przez chwile z poczuciem obowiązku i chęcią dokończenia pracy, ale to była z góry przegrana batalia. Kobieca ciekawość zwyciężyła, a Hanna nie żałowała podjętej decyzji.
Obraz uprawiających seks, początkowo dawał wiele do życzenia, bo widziała tylko plecy jakiegoś młodzieńca i tylko górną część jego pośladków, resztę zakrywały ledwo opuszczone poniżej bioder spodnie. Czekała na jakąś zmianę, ale tego, co nastąpiło chwilę po tym, tego to się nie spodziewała.
Już, już! - usłyszała nerwowe słowa chłopaka, a posuwana do tej pory dziewczyna, jakby rażona prądem, szybko i z obawą, że się spóźni na jakieś spektakularne wydarzenie, obróciła się do młodziana, a ten wpakował jej kutasa w usta. Widziała, że porusza głową, a sperma znika w gardle niewinnie wyglądającej nastolatki. Para zdążyła jeszcze wrócić na przerwę, zanim rozbrzmiał dźwięk dzwonka.
Tego było już za wiele. Nie wytrzymała. Trudno jej było, po obejrzeniu takiej sceny, wrócić do pracy. To co zobaczyła na końcu było obrzydliwe, ale jednocześnie podniecające. Wciąż i wciąż wracała do wprowadzenia do ewidencji tej samej książki. Nie była w stanie dojść do siebie, tym bardziej, że obie osoby, które podglądnęła, były jej dobrze znane. Przecież to była Agnieszka, jedna z pomagających jej w Kole bibliotecznym, uczennica 1. LO. Przecież ona jest taka cicha, spokojna i grzeczna. Byłaby jedną z ostatnich osób, które posądziłaby o robienie takich rzeczy, a tu takie coś.
Bibliotekarka nie okłamywała się. Bardzo się podnieciła obserwowaniem tej akcji, a w kroczu czuła ciepłe fale podniecenia, a nawet kobiecy kisielek. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz pieściła się sama, musiało to być dość dawno, ale podświadomość mówiła jej, że dzisiaj na pewno to zrobi. Jak tylko położy się w łóżku, wytarmosi swoją szczelinkę jak trzeba.
Nie czekała do wieczora. Napastliwość kosmatych myśli była tak intensywna i powtarzająca się, że początkowo z obawą, wręcz strachem, zanurkowała dłonią pod spódnicę, siedząc przy stole, a kiedy fala rozkoszy już ją rozbudziła, musiała rozładować napięcie. Serce biło jej jak szalone, kiedy przekręcała klucz w wewnętrznym zamku drzwi wejściowych. Musiała czuć się bezpiecznie i pewnie. Dla uniknięcia choćby najmniejszego ryzyka bycia dostrzeżoną w czasie pieszczenia się. Dla całkowitej pewności, kiedy jej zabawa stała się śmielsza, weszła za regały z książkami i w jednym ślepo zakończonym korytarzu, dokończyła niecny, szalony plan. Nie pamiętała dnia, kiedy było jej tak przyjemnie jak dzisiaj. Trącała łechtaczkę jak napalona nimfomanka, a na efekt nie trzeba było długo czekać. Chwilami wciskała w siebie palca, momentami nawet dwa i patrzyła jak jej wagina jest gościnna. Śluz lepił się pomiędzy palcami, a kiedy rozkładała je urzeczona powstającymi przeźroczystymi nitkami, nie była w stanie opanować szybkiego ich powrotu do wnętrza pochwy. Po wszystkim, mając wciąż wypieki na twarzy, obwiniała się za ulegnięcie słabości. Bezpośrednio po orgazmie, dochodząc już do siebie, obiecywała sobie, że to się nigdy nie powtórzy. Nie była to prawda. Kiedy siedziała za biurkiem i przygotowywała kolejną książkę do wypożyczenia, ganiła się za to, co zrobiła. To było przecież miejsce pracy, nie sypialnia. Nie powinna była tego robić. A gdyby ktoś ją nakrył? Spaliłaby się ze wstydu. Wyobraziła sobie jeszcze obraz, jaki mógłby ktoś zobaczyć, kiedy stojąc w rozkroku z nasuniętą na biodra spódniczką, poruszała dłonią w kroczu, przy lekko zsuniętych majteczkach. To byłaby katastrofa. Mimo tych wyrzutów sumienia, wciąż czuła przyjemną satysfakcję z faktu, że zrobiła coś tak szalonego. Wróciła do stemplowania poszczególnych stron powieści z działu fantasy, a praca szła jej teraz jakoś tak szybciej i sprawniej.



Pani Maria była panną z wyboru, przynajmniej tak mówiła znajomym, kiedy pytano ją, dlaczego tak sympatyczna i nawet ładna kobieta, nie żyje w związku. Maria była katechetką i tak naprawdę, nie znalazła drugiej połówki, której od lat usilnie szukała. Była w tym względzie romantyczką, a wychowana w duchu katolickich zasad, postępowała zgodnie z nimi. Zraziło to kilku ciekawych mężczyzn, którzy nie byli w stanie zbyt długo tłumić popędu i naturalnej potrzeby cielesnego obcowania z kobietą. Z biegiem lat było jej trudniej poznać wymarzonego pana, bo inne kobiety nie były w tych wiadomych sprawach tak konsekwentne i zyskiwały dzięki temu spory atut. Już nawet dojrzała do tego, by zweryfikować podejście do relacji damsko-męskich, ale kiedy to się już zadziało, żaden mężczyzna nie wydawał się być godny takiego poświęcenia.
Maria realizowała się więc w pracy z młodzieżą, pomagała w pobliskiej parafii, a samotne życie w wieku trzydziestu pięciu lat utwierdziło ją w tym, że jest na nie skazana. Ona wolała nazywać to inaczej, że jest jej takie przeznaczone. Jako osobę spokojną, wesołą, otwartą, opisywali ją współpracownicy. Staromodna, zasadnicza, zakręcona i czasem spoko, mówili o niej uczniowie. Kobieta z pasją wykładała prawdy wiary i była w tym jak najbardziej autentyczna. Zdawało się, że była wzorem do naśladowania, bo bardzo często, w trakcie rozmów z uczniami, nawiązywała do swojego życia i tego co przeżywała dzięki byciu blisko nauk płynących z katechizmu. Co śmielsze jednostki próbowały wprowadzić ją w zakłopotanie i czasem zadawano jej pytania, jakby to ująć, z innej, bardziej przyziemnej dziedziny życia młodzieży, ale ona potrafiła z tego wybrnąć. Nie udawała, była w tym szczera i czasem zaskakiwała podopiecznych tym, że nie wstydziła się słów, nawet tych o jej życiu w czystości. Fałszywe tony swoich wypowiedzi, wyczuwała tylko ona, ale nie dawała tego nikomu po sobie poznać.

Zapowiadał się cudowny weekend. Była już po pracy, a najmniej lubiana klasa, nie dała jej się we znaki, jak czyniła to wielokroć, kiedy zbliżali się w dyskusjach do tematu wzorcowej relacji dziewczyny i chłopaka w duchu nauk płynących z katechizmu. Wystarczyło, że zabrakło na lekcji dwóch najgorszych szaleńców, a przebieg lekcji nawet jej się podobał, ogólnie ją słuchano.
Późnym wieczorem rozpoczęła przygotowania do sobotniego spotkania z młodzieżą z Koła parafialnego i zakreśliła kilka ciekawych fragmentów w tematycznej prasie, do których chciała jutro nawiązać i je rozwinąć. Dotyczyły trudów życia w czystości w obecnym świecie zdominowanym przez nagość i rozwiązłość. Podobało jej się nowatorskie ujęcie tematu przez jednego z redaktorów. Po przeczytaniu artykułu, zrobiła sobie plan dyskusji i postanowiła się położyć.
W ciasnej łazience, rozebrała się do naga i sprawdzała temperaturę napuszczanej do wanny wody, była optymalna. Spojrzała w lustro. Szybko się wyprostowała i stojąc prawie na baczność, krótką chwilę przyglądała się sobie nagiej, niczym dziewczynka odkrywająca nagość, kiedy rodziców nie ma w domu. Kilka razy pokręciła biodrami, jakby tańcząc, bo chciała się sobie przyjrzeć z różnych stron. Przez chwilę władzę nad jej umysłem przejęła próżność, bo powiedziała sobie kilka komplementów powodujących zaczerwienienie na twarzy. Skromność nakazała jej zrobić to tylko w myślach, a i tak poczuła się przy tym nieswojo. Przestawiając nogę nad krawędzią wanny, jej oczom ukazała się intymna kraina, w której widok centralnego punktu - ślicznej cipki, której bruzdki warg sromowych zdawały się być sprężyste, napięte i symetryczne, niczym u nastolatki, spowodował przyjemne uciski w brzuchu . Owłosienie łonowe nie było zbyt gęste, ale jego stan dawał wiele do życzenia. Ostatnio o to nie dbała, bo nie miała czasu chodzić teraz na basen. Kiedy pływała regularnie, utrzymywała porządek na tej intymnej części ciała, i nawet czuła potrzebę depilacji bikini, robiła to dla swojego komfortu. Pocierając okolice krocza w trakcie mycia cipki, drażnił ją obecny stan rzeczy. Sięgnęła do koszyczka po golarkę i wyszperała z kwiecistej kosmetyczki specjalną do tego celu piankę. Odetkała korek i ciepła woda zaczęła spływać tworząc przy ujściu nieduży wir. Kobieta usiadła na krawędzi wanny i rozpoczęła zabieg. Nie skupiała się przesadnie, ale dokładnie i precyzyjnie usuwała nadmiar owłosienia. Szybko wyprowadziła wszystko do stanu zadowalającego, a wzgórek łonowy, posiadał ładnie uformowany symetryczny trójkąt, nawet jej się podobał. Teraz miało nastąpić najprzyjemniejsze. Wiedziała już o tym, że tak będzie, od kiedy sięgała po przybory do golenia,cierpliwie czekała na ten moment. Weszła ponownie do wanny i zakładając nogi na jej ranty, a stopy opierając o białe, kwadratowe płytki ściany, łatwo prześlizgnęła się plecami po wciąż mokrym dnie, przysuwając się do baterii i odkręciła wodę. Szybko wyregulowała odpowiednią temperaturę wody i moc strumienia. Opłukała krocze z pozostałości pianki i drobnych luźnych włosków. Nie skończyła na tym. Nie pierwszy raz już to robiła i zawsze było cudownie. Jeszcze będąc nastolatką odkryła ten sposób sprawiania przyjemności w trakcie kąpieli. Tym razem również nie znalazła siły, by dopuścić do głosu resztkę przemawiającej do niej przyzwoitości i powstrzymać to, co następowało. Rozłożyła różowe wargi sromu, aż ukazał się rozkoszny różowo - czerwony krater, a spadająca na niego woda, rozbryzgiwała się na różne strony, tworząc szereg mniejszych strumyczków. Maria poruszała biodrami celując łechtaczką w główny nurt wodospadu, a widok jej szeroko rozsuniętych szczupłych ud oraz jakby nowej, podrasowanej cipki, podniecał ją wręcz ekstremalnie. Jej palce pracowały nieustannie i kiedy woda nie trafiała w odpowiednie miejsce, dłoń szybko nadrabiała to niedopatrzenie. Patrząc na ciało nienaturalnie powyginane, przyjmujące bardzo odważne pozycje, zdawało jej się, że jest gimnastyczką w trakcie pokazu, ślizgała się palcami po pięknej różyczce jeszcze bardziej intensywnie i dokładając jeszcze więcej siły. Podrażniała czułe strefy trącając je palcami, przymykała oczy i oddawała się szaleństwu.
- Boże, jakie to jest wspaniałe! - mówiła w myślach, zbliżając się do orgazmu. - Przestań bluźnić! - zganiła się.
Zakorzenione zasady, nawet w takiej chwili dawały o sobie znać. Ale jej dłoń nadal szalała po rozpalonej szczelince. Po chwili łazienkę wypełnił głuchy jęk rozkoszy przeciągnięty w długi pomruk, a zakończony oznajmującym ulgę westchnięciem. Tak wyobrażała sobie niebo.
Zakręciła wodę chwilę po orgazmie i jeszcze kilka chwil leżała na dnie wanny, przebiegając palcami po przechodzącej w stan emocjonalnego uśpienia cipce. Uwielbiała ten moment masturbacji, chociaż odczuwała go bardzo rzadko, stanowczo za rzadko. Ale ta wstrzemięźliwość, spory i boje z pragnieniami, były też pokutą za te grzeszne myśli, które w trakcie pieszczot pojawiały się w jej głowie. Później okłamywała się, że tak naprawdę, by tego nie chciała. Udawała, że żałuje, ale też wiedziała, że myśli zupełnie inaczej.
Mimo to, przez kolejne tygodnie walczyła z pokusami i kolejne dni życia w czystości traktowała jako zwycięstwo nad złymi podszeptami. Wiedziała jednak, że w końcu ulegnie, odwlekała nieuniknione. Na szczęście samotne życie pozwalało na ukrywanie takich zdarzeń przed światem. Wiedziała o tym tylko ona i jej spowiednik, a reszta ludzi nadal widziała w niej poukładaną i nieskazitelną katechetkę. Płonęła ze wstydu opowiadając o tych słabościach księdzu. Dziwiła się, że wymaga od niej tylu szczegółów, ale uznała, że drobiazgowe opisywanie nieobyczajnych scen, w mniemaniu kapłana, stanowił dla niej początek pokuty. Słowa przychodziły jej z trudem, czasem nie odnajdywała tych właściwych i między innymi dlatego masturbowała się tak rzadko. Nie chciała przeżywać katuszy przy konfesjonale. Jednak regularnie się z tego spowiadała.



Hanna była już w pewnych sprawach zaawansowana. Nie dość, że regularnie podglądała pikantne sceny z życia uczniów, to jeszcze sama przypomniała sobie szalone zabawy. Początkowo, kiedy zaspokajała pragnienia w czytelni, zamykała drzwi i znikała na zapleczu w wiadomym celu. Z czasem jej się to znudziło i nie wiedzieć kiedy, jej dłoń wędrowała w kierunku sromu, gdy siedziała przy biurku w pustym pomieszczeniu czytelni. Nie zamykała wtedy drzwi wejściowych, a ryzyko zdawało się rozgrzewać jej zmysły jeszcze mocniej.
Nie zapomni dnia, kiedy jej palce penetrowały rozgrzany tunel, robiąc palcówkę, a ona siedząc na krześle, na zapleczu, usłyszała dźwięk szarpania klamki od zewnątrz. Spanikowała, a wręcz przeraziła się, kiedy hałas długo nie ustępował. Po kilku minutach udawania nieobecnej, zdobyła się na odwagę i przekręciła klucz. Na korytarzu nikogo już nie było. Odetchnęła.
Korciło ją, by wrócić do przerwanej czynności, ale nie miała już odwagi zamknąć drzwi na zamek, byłoby to dość podejrzane, a ona nie miała uzasadnionego powodu zamykać gabinetu. Po chwili wykonywała codzienną pracę. Spokój i błoga cisza zwróciły jej uwagę na fakt, że dzwonek na lekcje rozbrzmiewał dobrych kilka minut temu. Raczej nikt o tej porze nie przyjdzie - tłumaczyła sobie, zerkając na duży zegar wiszący na ścianie. Odruchowo rozejrzała się dookoła i upewniwszy się, że na korytarzu wciąż jest cicho, nieśmiało wsunęła dłoń pod biurko i szybko podążyła szlakiem wyznaczonym przez jej gładkie udo. Uśmiechnęła się, nie dowierzając, że to robi. Jej brzoskwinka szybko wyprodukowała soczki, a jej paluszki skrępowane bielizną pocierały łechtaczkę, najpierw powoli, a z czasem szybciej i szybciej. Dociskała powiększony już guziczek do spojenia łonowego i przy naciśnięciu reagowała wymownie, ale musiała się opanowywać. Gdyby ktoś zupełnym przypadkiem teraz wszedł, nie miałaby najmniejszej wymówki, tłumaczenia nic by nie dały, a gość od razu zrozumiałby, co się dzieje pod blatem biurka. Właśnie o tym pomyślała, co trochę powściągnęło jej śmiałe plany. Już miała zdjąć majteczki i rozłożyć uda, by było jej wygodniej się dotykać. Ale aż taka szalona to nie była. Jej rozsądek włączył alarm. Kobieta zdjęła bieliznę, ale dopiero chwile później, na zapleczu. Tam dopełniła reszty. Usiadła na krześle szeroko rozsuwając uda, kilka razy pogładziła dłonią krocze, a kolejne chwile były erotyczną ucztą, gdzie jej palce, niczym kutas jednego z uczniów, rozpychały się w jej wilgotnej pochwie. Akcja jej imaginacji działa się właśnie tutaj, na zapleczu. Po wszystkim wyszła zza regałów rozluźniona i uśmiechnięta. Pierwszego, wchodzącego na przerwie czytelnika, przywitała promienistym uśmiechem i milutkim tonem głosu. Odruchowo spojrzała w okolice rozporka młodziana.
Hanna zauważyła, że podejmowane ryzyko bardzo ją podnieca. Pieszczoty w domu już nie dawały jej tyle przyjemności i zadowolenia, co te w pracy. No, czasem było fajnie i w sypialni, szczególnie kiedy miała świadomość, że córka jeszcze nie śpi i krząta się za ścianą, kiedy ona robi sobie palcówkę. Od jakiegoś czasu, dość regularnie zaspokaja swoje potrzeby w ten sposób, często fantazjując o uczniach, głównie tych podejrzanych w szatni. Po wszystkim, nie wierzyła, że dopuszczała się takich okropieństw z ledwie dorosłymi młodzianami. Nie mogła tego ukrywać i się okłamywać, żeby nie chciałaby spróbować tego zakazanego owocu, jednak była szczerze przekonana, że pragnienia, fantazje to jedno, a rzeczywistość jest zgoła inna. Fajnie było jej sobie to wyobrażać, ale możliwości wcielenia tych zwariowanych myśli w życie, nie widziała. Była zbyt porządną kobietą.



Wuefista Paweł setki razy zagadywał do przepięknej Joanny i większość jej odpowiedzi miało w swoim ukrytym przekazie "spadaj". On dobrze to odbierał, chociaż słysząc ironię, sarkazm lub ukrytą kpinę, udawał Greka. Biolożkę tak naprawdę śmieszyła determinacja mężczyzny. Nie widziała szans, by lepiej się poznali. Ona wiedziała, co go do tego napędza, ale w odwrotną stronę było inaczej. Jej się nie podobał typ osobowości Mięska. Czasem, tak dla zabawy, w myślach zastanawiała się, jakie ma to swoje mięsko w kroku, ale robiła to tylko i wyłącznie dla funu. On nie był dla niej nikim interesującym. Zbyt narcystyczny, trochę metroseksualny i w ogóle... Po prostu nie był typem mężczyzny, na którego miałaby ochotę spojrzeć. To już dyrektor Roman, mimo że był mniej przystojny i starszy od magistra od fikołków, zdawał się mieć w sobie coś, co ją kręciło. Dlatego pozwalała mu czasem na to, co inni musieliby zdobywać, a niektórzy nie mieli na to szans.
Joasia doceniała fakt, że Roman nie nadużywał pozycji służbowej względem niej. Niedawny numerek w szatni był w jej mniemaniu uzasadniony, bo właśnie tworzono nowy arkusz organizacyjny szkoły i dyrektor miał pretekst. Usprawiedliwiało to jego zachowanie, wiedzieli to oboje. Ona może trochę odwlekała nieuniknione, ale też lojalnie i ze zrozumieniem, odbębniła swoje. Facet może nie był najprzystojniejszy, ale sposobem w jaki ją traktował w trakcie seksu, doprowadzał ją do stanu, w którym miała ochotę na powtórkę. Podobały jej się te emocje i ta pewność jego działania, to że traktował ją trochę przedmiotowo, ale z wyraźnym szacunkiem. Czasem miała wrażenie, że jej uroda jest mu obojętna, że robiłby tak z każdą inną nauczycielką biologii, będącą na jej miejscu. Tak, to ją podniecało, że nie ulegał fascynacji jej pięknem. Joanna nawet czasem żałowała, że dyrektor nie wzywa jej częściej. Czasem w trakcie seksu z mężem wspominała to, jak gniótł jej pośladki, piersi - bezkompromisowo i z siłą godną prawdziwego twardziela. Mąż zdawał się w tych sprawach być cipą. Seks z nim był ok, ale mąż nie wychylał się poza standardowe działania. Czasem doprowadzał ją nawet do wrzenia, ale te emocje, których doświadczyła w pracy, były jakby kilka poziomów intensywniejsze, a kutas szefa potrafił przyprawić ją o zawrót głowy, był większy niż męża. Jej pochwa czuła to dobitnie i reagowała wręcz cudownie na rozpychający obiekt. Czasem ganiła się w myślach za powściągliwość. Uważała, że nie powinna dawać satysfakcji mężczyźnie, który nadużywa stanowiska do wiadomych celów. Roman trzykrotnie korzystał z wdzięków jej ciała, a ona powstrzymywała rozsadzające ją emocje. Dopiero teraz zwróciła uwagę, że mógłby robić to z nią częściej, szczególnie w pierwszym roku jej pracy. Przesadnie zależało jej w tedy na posadzie.
Sama nie wiedziała dlaczego tego dnia poświęciła tyle czasu na te rozmyślania. Siedziała na tarasie, czytała książkę i piła kawę, a myśli atakowały jej uwagę, niczym natrętna mucha. Nie miała już ochoty na kontynuację, męczył już ją. A może miała? W głębi duszy miała mu za złe, że nie patrzy na nią jak inni, nie podziwia jej piękna, stylu, urody. Zarzucała mu to. Na jego miejscu posuwała by siebie z regularną częstotliwością, aż do znudzenia. Drażniło ją to teraz. Teraz była wkurzona na szefa, że za rzadko ją pieprzy.

Następnego dnia Joasia pod byle pretekstem, który musiała znaleźć, weszła do dyrektorskiego gabinetu. Przywitali się oficjalnie i tylko powiększone źrenice mężczyzny zdradzały, że cieszy się na jej widok.
- Co panią sprowadza? - powiedział zadowolonym głosem, z grzeczności wstając.
- Panie dyrektorze... - rozpoczęła i przez kolejną minutę referowała sprawę pomysłu zakupu pomocy dydaktycznych.
Mówiła prostym i przystępnym językiem, fachowe terminy zastępując zrozumiałymi dla nawet średnio wykształconych ludzi. Radowała się w duchu, kiedy celowo wyeksponowany dekolt przykuł uwagę szefa. Udawała, że nie widzi jego uciekających spojrzeń w przedziałek między dwoma jędrnymi kulami. Stanik push up zrobił swoje, chociaż nie miała zwykle potrzeby takiego używać, miała przecież spore cycki. Dzisiaj jednak z premedytacją go ubrała. Musiała spotęgować wrażenie jakie chciała sprawić.
- Pomyślimy, chociaż pewnie pani wie, że w szkole nie mamy zbyt wielu środków... - wyklepał standardową formułkę, przekazywaną każdemu chcącemu czegoś pracownikowi. - Ale pomyślimy, pomyślimy - odwlekał w czasie decyzję i nie zobowiązywał się do czegokolwiek. - Pani Joanno? Nie uważa pani, że - tu spojrzał w jej boskie piersi - ten dekolt - zrobił pauzę - nie jest czasem zbyt śmiały i nie pasuje do miejsca, w którym pani pracuje? To na czym ma skupić się uwaga uczniów? Na nich - ponownie skierował wzrok w rozkoszne kule - czy na wiedzy, którą pani ma przekazać? Proszę coś z tym zrobić - napomniał, ale w wyważony sposób. Upomnienie zabrzmiało bardziej jak dobra rada, niż przygana.
Ostatnie słowa słyszała sekretarka, bo drzwi gabinetu się już uchylały, i teraz jeśli miała wcześniej jakiekolwiek podejrzenia, że słyszane plotki o pani Joannie miały ziarno prawdy, po tych słowach dyscyplinujących pracownicę w taki sposób, wrzuciła w dział plotek wyssanych z palca. Dostrzegła zawstydzenie biolożki uwagą pana Romana i wymowny gest dłoni zasłaniającej wspomnianą problemową część ciała, kiedy kobieta opuszczała gabinet, przepraszając.
Roman zamknął drzwi za panią Asią i pogładził prężącą się w spodniach pałę. Nie stanęła mu, ale ożyła. Była jeszcze miękka, ale czuł napływającą krew, wypełniającą kolejne ciałka jamiste. Czy miał ochotę na tą śliczną sukę, biolożkę? To było oczywiste, ale wiedział też, że to kobieta z innej ligi i zbyt bezpośrednie traktowanie nie przyniosłoby mu satysfakcji. Dla niego była wisienką na torcie, nagrodą, wyzwaniem, cudem natury... Długo wymieniał w myślach słowa kojarzące się mu z tą kobietą. Dzisiaj dostrzegł, jak mocno stara się zwrócić na siebie uwagę. Oznaczało to tylko jedno, że jego strategia przynosi efekty. Ile to już razy chciał ją przelecieć, ale się wzbraniał? Było tak dziesiątki razy, ale czuł, że to na dłuższą metę przyniesie mierny skutek. Świadomie traktował ją tak, jakby była przeciętną nauczycielką, której uroda nie zachwyca. Traktował ją inaczej, niż była do tego przyzwyczajona przez resztę ludzi, którzy pochłaniali ją wzrokiem i podziwiali jej piękno. Widział jaki blask roztacza dookoła siebie, sam ukrywał reakcje na niego, i nie było to łatwe, szczególnie spoglądając na jej idealne kształty. Tyłeczek miała perfekcyjny. Niezbyt szczupły, ale też nie zbyt pełny, a piersi jędrne i spore, jak na taką szczupłą kobietę. Uda idealnej długości i szczupłe na tyle ile trzeba, a nie jakieś patyki. Kilka razy gładził jej nagie części ciała, co było dla niego istną ucztą konesera. Co tam gładził, zachwycał się nimi, jak rzadkimi relikwiami. Czuł wysublimowaną ilość tkanki tłuszczowej, dodającej dotykowi odczucia delikatności. Bezpośrednio pod nią, wyczuwał kształtne sprężyste mięśnie. Nie miał pojęcia, czy ona coś ćwiczy, ale musiało tak być, bo takiego ciała nie mogłaby mieć żadna kobieta bez włożenia w nie sporego wysiłku. Tym bardziej nie chciał jej dawać satysfakcji, na jaką liczyła. Teraz miał zbierać plony, o których marzyły setki mężczyzn i pewnie wiele kobiet.
Od tych rozmyślań o ponętnej biolożce, pała prężyła mu się w spodniach i nawet pomyślał o zaspokojeniu się. Wiele razy robił to już na swoim dyrektorskim fotelu, ale ta nowa sekretarka jeszcze nie była tak lotna w realizacji jego poleceń i przestrzeganiu zasad, do których przyzwyczaiła go poprzedniczka, że obawiał się jej wejścia w momencie, co tu dużo mówić, niestosownym. Teraz zatęsknił za panią Jadzią, ale ta nie dała się namówić na dalszą pracę, cieszyła się z przejścia na emeryturę. Tamta kobieta była wymarzoną sekretarką. Dyskretna i wyrozumiała, a w dodatku nie oceniała go. Była całkowicie lojalna. Ile to on uczennic wydymał w swoim gabinecie, kiedy ona pilnowała drzwi wejściowych? Było ich kilka. Czasem,kiedy niespodziewanie przychodził ktoś ze sprawą niecierpiącą zwłoki, broniła drzwi jego gabinetu jak lwica, aż do momentu wyjścia skruszonej małolaty, srogo napomnianej przez dyrektora na skórzanej sofie. Tak, stąd utarło się pojęcie "skóra". Niektóre dziewczyny wiedziały, co to znaczy. Na pewno nie to, co myśleli niewtajemniczeni , czyli przysłowiowy dywanik. Żałował, że pracownica odeszła.

Roman nie miał łatwego życia. W szkole chodził niczym najlepszy gospodarz, dbający o obejście, a praca stała się dla niego najważniejsza. W życiu prywatnym był niezadowolonym człowiekiem. Nie miał dzieci, żona z biegiem małżeńskich lat przestała o siebie dbać, a jego potrzeby erotyczne już dawno przestały się liczyć. Jeszcze parę lat temu zdarzało się, że zaszaleli, trochę wydziwiali w łóżku, ale odkąd Małgorzata nabrała tuszy, wszystko zaczęło się zmieniać. Wszystko poza jego popędem, bo ten wciąż był taki sam, na poziomie ponad przeciętnym. Tym bardziej, że warunki pracy, nie skłaniały do unikania lubieżnych myśli. Pracował przecież w szkole średniej. Młodziutkie, śliczniutkie dziewczyny, przemykały korytarzami, a ich śmiałe, mające zwracać uwagę otoczenia stroje, w jego przypadku, naprawdę spełniały swoją rolę. Były wesołe, uśmiechnięte, niewinne, zwariowane i takie kuszące, że mężczyzna nieustannie osadzał je w lubieżnych myślach i wyobrażeniach. Nie był zbokiem. Mając w domu chwile tylko dla siebie, snuł o nich fantazje, które dostarczały mu najwspanialszych rozkoszy. Masturbował się poddany projekcji według scenariuszy, które zwykłych zjadaczy chleba przyprawiłyby o zawroty głowy.
Kilka lat temu wygrał konkurs na dyrektora szkoły. Musiał znaleźć jakieś ambitne zajęcie, bo już od dawna nie miał większej ochoty wracać do domu. Teraz miał pretekst. Obecna pozycja zawodowa zmieniła w jego życiu wiele. Kto wie, czy nie zbyt dużo.

Za pierwszym razem, to nie była jego inicjatywa, on by się bał. Nadia podjęła jednak ryzyko, które mogło się dla niej źle skończyć. Ale młodość rządzi się wyjątkowymi prawami, przez które często przemawia czyste wyrachowanie i bieżąca, choćby chwilowa, korzyść. Dziewczynę podejrzewano o posiadanie narkotyków. Doniosła o tym jej wychowawcy jakaś "życzliwa" osoba. Zresztą Nadia nie należała do osób przejętych postępami edukacyjnymi. Aż dziw, że dotarła do trzeciej klasy liceum. Romanowi nie rozmawiało się z nią najlepiej. Uczniowie w jego gabinecie raczej stawali się potulni, niż pewni siebie i obojętni, jak było to w przypadku Nadii. W jej sprawie zadziała jego umiejętność perswazji i zagrożenie jej interwencją odpowiednich instytucji. Nastolatka finalnie oddała dyrektorowi skręta i dwie tabletki LSD, które jak mówiła i mocno się przy tym upierała, znalazła. Zwykła śpiewka w takich przypadkach. Dyrektor musiał zgłosić ten fakt policji, taką mieli procedurę w szkole. Dziewczyna dopiero teraz zrozumiała, że w jej papierach pojawi się epizod, który niesie ze sobą spore konsekwencje. Co tam rodzice, oni już od lat nie mieli na nią wpływu. Bała się reakcji rodzinnego kuratora, który już od ponad roku zajmuje się sprawą jej rodziny. Ostrzegał ją już wiele razy.
- Panie dyrektorze... - siedząc na skórzanej sofie przeznaczonej dla gości, zagadnęła, prosząc o uwagę - Możemy to załatwić inaczej... Przyznałam się, oddałam panu - wskazała wzrokiem kontrabandę leżącą na blacie biurka. Mówiła to tonem głosu zdradzającym najwyższą skruchę.
- Mogłaś pomyśleć o tym, zanim przyniosłaś to do szkoły. Przepraszam! - powiedział głośniej - Zanim znalazłaś to w szkolnej toalecie i włożyłaś do torby - poprawił się, używając ironii.
- Panie dyrektorze... - Teraz błagała o wyrozumiałość. Krótko przedstawiła swoją sytuację, licząc na współczucie i empatię. Jeszcze nigdy nie zniżyła się do takiego poziomu w rozmowie z nauczycielami.
Roman przywykł do takich zachowań uczniów. Zawsze okazywali skruchę, ale zawsze robili to po fakcie. Raczej nie myśleli o tym wcześniej. Wtedy łapali się każdego sposobu, fortelu, szli na litość. On jednak spokojnym głosem kontynuował rozmowy i nie dawał się nabierać na wybitnie odgrywane role.
- Wiesz przecież, że to nie jest możliwe. Takie mamy procedury postępowania w takich przypadkach. Należało... - rozpoczął tyradę
Ale dziewczyna udawała, że nie słucha. Stroiła miny, bo miała już dość poniżania się. Gdyby widziały ją koleżanki, płaszczącą się przed dyrem, byłaby u nich przegrana i wyśmiana. Nastolatka poirytowana swoją niemocą i nieuniknionym, zaczęła prześmiewczo traktować dyrektora. Poddała się.
- Pewnie jakbym zrobiła panu laskę, mówiłby pan inaczej. Wtedy procedury dałoby się obejść, tak? - rzuciła zabawnym głosem. Jej przesadna śmiałość i obojętność była aktem desperacji, ale próbowała zachować twarz zbuntowanej uczennicy.
- Nadia! - napomniał ją oburzony słowami i rozejrzał się dookoła jakby sprawdzał, czy ktoś czasem tego nie słyszał. - Nie przystoi... - nie dała mu dokończyć.
- Co Nadia? Zrobię panu loda i zapomnimy o wszystkim, co pan na to? - wypaliła, jakby czynność, o której wspomniała była dla niej najmniejszym wymiarem kary i zajęciem obojętnym.
- Nie życzę sobie...
- Panie Romku - spoufaliła się, używając łagodniejszego tonu, mającego wzbudzić zaufanie. - Nikt się nie dowie... - ucięła.
I tak poszło to już za daleko i nie było odwrotu, a przynajmniej nic by to już nie dało, ryzykowała dalej. Dostrzegła wahanie mężczyzny i wiedziała już, że połknął haczyk. Teraz musiała szybko zadziałać.
- Muszę się zastanowić, co z tym zrobić - powiedział protekcjonalnym tonem.
- Ale nad czym? Nad - tu uderzyła językiem w wewnętrzną ścianę policzka - czy co zrobi pan dalej z tymi drobiazgami? Możemy sobie pomóc... - spojrzała kokieteryjnie.
Roman wrzał od emocji, a serce pompowało krew jakby poddawał się katorżniczemu biegowi. Bał się, był przerażony propozycją małolaty, ale znał jej akta na tyle, że wiedział o jej grzeszkach, tych godzących w obyczajne zachowania też. Mimo to, czuł do niej sympatię. Bywała już u niego na dywaniku i wielokroć gościła w jego fantazjach. Kierowany ciekawością odbił się od biurka, o które się opierał i podnosząc kartkę z opisem przewinienia spisanego przez Nadię, dał jej ją do podpisania. Przeczytał jej "zeznanie" i musiał przyznać, że zbytnio nie ściemniała. Kiedy jednak podawał jej kartkę, jego dłoń wciąż ją trzymała. Nastolatka nie chwyciła jej, tylko sięgnęła do paska spodni dyrektora. Wciąż siedziała na sofie i teraz miała jego krok na wysokości głowy. Roman odchylił głowę, nie chciał tego widzieć, nie mógł do tego dopuścić, a zarazem pragnął tego ponad wszystko. Kontrolę nad jego umysłem przejął Roman - samiec. Podchodząc do Nadii, podświadomie właśnie na to liczył. Sprawa była już przesądzona.
Pała wyskoczyła ze spodni niczym sprężynująca kłoda. Widział chytry uśmieszek uczennicy. Błyskawicznie wpakowała kutasa w usta i szybkimi ruchami głowy nadawała całemu zajściu statusu "nie można już tego cofnąć". Dokonało się. Chwyciła członka w dłoń, a jej język lizał korpus dyrektorskiej pały. Widziała jak mu dobrze. Słyszała, jak ciężko dyszy z podniecenia. Nagle wyrwał go jej i zapiął spodnie. Bała się, że mu się odwidziało, że zaraz zrobi z tego aferę. Roman zapiął spodnie i wyszedł do pomieszczenia obok, gdzie dziewczyna ledwo słyszała jego rozmowę z sekretarką. Wrócił i zajął wcześniejsze miejsce. Nadia ponownie zajęła się niespodziewanie przerwaną czynnością. Wizja uniknięcia statutowej kary, napędzała ją do zaopiekowania się dyrektorem, najlepiej jak umiała. A umiała.
Roman usiadł na skórzanej sofie. Teraz żałował, że nie zdecydował się na obitą materiałem, bo przesuwając się na tej, robił trochę hałasu. Odchylił tyłów, by oprzeć się o oparcie i podziwiać kunszt uczennicy. Nie wiedział, czy widok żony robiącej mu laskę już mu się obył, czy ta dziewczyna jest w tym mistrzynią i rozpala jego żądzę niczym wyuzdana suka. Zdawało mu się, że już nie robi mu loda, a pieści go czule. Patrzyła mu czasem w oczy i wtedy po jego ciele przechodziły kolejne fale przyjemnego ciepła. Kiedy ostatnio robiła mu to żona, wręcz się nudził, bo niczym go nie zaskakiwała, a jej głowa pracowała mechanicznie, niczym masturbator. Ta małolata, nie dość, że wprowadziła triki, których jeszcze nie doświadczył, to jeszcze miała z tego radochę.
- Tylko bez spuszczania się w usta, ok? - Nastolatka wyrwała go ze świata rozkoszy.
Szybko odpowiedział skinieniem głowy, dziwiąc się, że dziewczyna mówi o takich sprawach bez najmniejszego skrępowania. Wciąż ją podziwiał. Jaką ona miała gładziutką cerę, jakie czerwone usta, a jak cudownie trąca językiem jego penisa... Prawie każdy dostrzegany element wyglądu Nadii, stał się pretekstem do fascynacji i nasycania się nim.
- Spory! - wskazała oczami trzymanego w dłoni członka w geście podziwu. Teraz pieściła go ręką i patrzyła w twarz dyrektora. - Jak coś, to niech pan mówi... - urwała, bo mężczyzna spiął mięśnie i uciekł wzrokiem. Wiedziała, że już się zbliża do wytrysku, mimo to jej dłoń pracowała w niezmienionym tempie. Czuła, że unosi biodra, jakby wsadzał członka w kobietę i robił to szybciej niż ona.
- Yyyhh!!! Już! - wyrwał prącie z jej objęcia, nerwowo szarpnął koszulę, unosząc jej krawędzie prawie do mostka i wystrzelił grubą nicią nasienia. Nie spodziewał się takiego ciśnienia i pierwszy wystrzał dosięgnął materiału, który tak pieczołowicie chciał chronić.
- Ale się panu tego nazbierało - skomentowała wesoło, ocierając okolice warg z nadmiaru śliny.
Roman nic nie odpowiedział. Leżał oparty i patrzył się na uczennicę, która wyglądała na osobę, w ogóle nie przejętą tym, co tu zaszło. Okrył penisa i wstając z sofy, zapiął spodnie. Sperma przykleiła się do opadających krawędzi koszuli, odznaczając się wyraźnymi ciemniejszymi miejscami. Dobrze, że miał dwie zapasowe w szafie. Teraz też wcielił się w rolę obojętnego mężczyzny, nie mógł okazać teraz słabości. Nie mógł zdradzić dziewczynie, że żałuje tego czynu, a gdyby chciała, mogłaby go wykończyć. Pozostało mu grać cwaniaka.
- Lubisz... to? - wskazał spojrzeniem niedawno zapięte spodnie.
- Zależy... czasem - odpowiedziała znudzona, jakby zapytana przez przypadkowego przechodnia o to jaki jest czas, podawała obecną godzinę.
Dyrektor nie wiedział, co w takich okolicznościach powiedzieć. Pierwszy raz spotkała go taka sytuacja i nie znajdował właściwych słów.
- Dzisiaj ci odpuszczę, ale pilnuj się, bo następna niejasna sytuacja i to - podniósł odręczny opis zdarzenia - trafi na policję jako załącznik do twojej sprawy, rozumiesz? - nadał słowom powagi.
- Dobrze panie dyrektorze - odpowiedziała równie poważnie. W duchu się śmiała, bo nie podpisała tych swoich wypocin. Najważniejsze, że jej się upiekło.
Kiedy Nadia opuściła gabinet, Roman nie omieszkał wyobrazić sobie dalej idących scen z jej udziałem. Po części wcielił je w życie po zaledwie dwóch tygodniach. Przeleciał Nadię w szkolnej przebieralni. Tym razem pretekst do tego był błahy, w porównaniu z pierwszym przypadkiem, ale Roman umiejętnie poprowadził rozmowę z uczennicą, a ta nie miała wyjścia, nie mogła mu odmówić. Musiał przyznać, że małolata sprawiła się na miarę jego wyobrażeń. To od tego momentu zrozumiał, że w tej szkole jest niczym król na włościach. Mógł pozwolić sobie na wiele, chociaż wiedział, że nie z każdą dziewczyną. Skrzętnie je wyszukiwał, wręcz wyławiał spośród tłumu przeciętnych uczennic, by później sprawdzać, na ile są w stanie wejść w jego grę. Nadia też mu trochę w tym pomogła, bo w największej tajemnicy przekazała tajemnicę dwóm przyjaciółkom, które w sytuacjach podbramkowych, zaoferowały dyrektorowi swoje ciała w zamian za pomoc w rozwiązaniu problemów z nauką. Pomógł im.



Wuefista Paweł prowadził zajęcia na boisku szkolnym i szukał jakiejś atrakcji, czegoś co by mu ożywiło i umiliło pracę, bo od samego rana czuł się znudzony monotonią mijających dni. Dziewczyny grały w kosza i nie musiał nawet sędziować. Robiły mnóstwo sprzecznych z zasadami rzeczy, ale dzisiaj miał to, najzwyczajniej w świecie, w dupie. Dostrzegł kolejny błąd kroków - mam to gdzieś. Znowu "podwójna" - a niech grają. Nic mu się nie chciało. W oddali zauważył cudowną Joannę, która kończyła pracę i otwierała połyskujące w słońcu audi. Wyobraził sobie, co by z nią robił w łóżku. Przez chwilę było miło. Dźwięk dzwonka zamontowanego na ścianie budynku wyrwał go z marzeń o biolożce.
Na dyżurze rozmawiał z katechetką Marią. Uważał, że w sumie niezła z niej dupa, ale zbyt zdewociała i przez to nie interesował się nią, nie była z jego bajki. Prowadził kurtuazyjne rozmowy, nawet gapił się w jej dekolt, a kiedy zmierzała w przeciwny rejon korytarza, obcinał jej zgrabny tyłek. Ma potencjał - pomyślał.
- Panie profesorze - wyrwała go z rozmyślań o ciele Marii Marta z 3. LO - Zapomniałam dzisiaj stroju na wuef - oznajmiła ze skruchą. - Mogę iść wcześniej do domu? Przyniosę usprawiedliwienie.
W sumie, miał się zgodzić, ale wszystko zmienił obraz rysujących się przed nim cycuszków. Marta miała tego dnia koszulkę na ramiączkach, a jej spore piersi, wyraźnie się pod nią odznaczały. W jądrach poczuł przyjemne prądy.
- Kortyńska - zdyscyplinował ją wymawiając jej nazwisko niczym kapral w wojsku. - Zostajesz na lekcjach i masz dzisiaj... zajęcia dodatkowe, po nich - dał jej do zrozumienia, że się nią dzisiaj zajmie. Po siódmej godzinie w szkole są pustki, a on odkąd zobaczył boską blondynę wychodzącą ze szkoły, poczuł ochotę na seks. Teraz podjął decyzję, a wszystko za sprawą cycków licealistki, które teraz zasłaniała, jakby zrozumiała co było iskrą zapalną. Uczennica przejęła się trochę tą zapowiedzią, bo zupełnie nie miała ochoty na te "dodatkowe" zajęcia.
- Nie mogę dzisiaj - próbowała się wymówić.
- Jak chcesz - stwierdził obojętnym głosem. - Twój wybór.
Dziewczyna wiedziała, że nauczyciel tylko tak mówi. Kiedyś była w podobnej sytuacji i odmówiła. Przez kolejny miesiąc miała na wuefie przechlapane. Dodatkowe zadania, karne rundki wokół boiska, a każda pierdoła, którą miała zrobić, była oceniana. Najczęściej oceniał te rzeczy, które jej szły słabo lub te, których wykonania odmawiała. Tysiąca już nigdy nie przebiegnie na czas, wystarczył jeden raz, kiedy prawie zemdlała. A dziwnym trafem okazało się, że Mięsko nie wpisał jej oceny. Pamiętała, że musiała doginać ten cholerny dystans jeszcze raz, i chociaż wcześniej miała z tego piątkę, po kolejnym zaliczeniu dystansu, profesor wpisał jej tróję. Oczywiście, że mogła to poprawić, ale tylko w kanciapie pana Pawła. Wtedy uniosła się dumą i nie zgłosiła ochoty zaliczania na wyższą ocenę. Teraz jednak była już w klasie maturalnej i zależało jej na wynikach.
- Nie, no dobra - potwierdziła, że się do niego zgłosi, chociaż głos zdradzał niezadowolenie.

Ledwo małolata weszła do kanciapy wuefisty, wpakował jej dłoń w krocze. Miętosił jej cipkę, bo chciał ją szybko przygotować. Czuła, jak mocno jest napalony. Jej nie było przyjemnie, nie miała najmniejszej ochoty nawet na szybki numerek, ale chciała też mieć to z głowy.
- Zacznij - wskazał jej wypukłość swoich spodenek.
Wiedziała, czego oczekuje. Przykucnęła i odciągnęła gumki szortów. Kutas wyskoczył tak niespodziewanie i z takim impetem, że głuchy plask uderzenia o brzuch i rozszedł się po pokoiku. Bez emocji, niezadowolona, że musi to zrobić, wsunęła główkę prącia w usta i rozpoczęła pieszczoty. Wykonywała je w trybie oszczędnym i dopiero po chwili poczuła jako taką zmianę nastawienia. Zauważyła radość na twarzy belfra, kiedy wprowadziła kilka ciekawszych trików.
- Siadaj, chcę cię trochę no wiesz... - poinstruował podniecony Paweł i wskazał jej stolik.
Wiedziała co mu chodzi po głowie. Kilka razy siedziała już na nim, a on lizał jej cipkę niczym spragniony podróżnik. Odsunął się od stołu, by zrobić jej przejście, a pała dyndała mu, obijając się o uda. Kilka razy popieścił się sam, ale kiedy uczennica rozłożyła przed nim uda, zbliżył głowę do krocza, a jego język rozpoczął eksplorację młodziutkiej cipki. Sunął językiem wzdłuż bruzdek, rozchylając je na boki tak, by odsłaniać co chwilę wejście do pochwy. Poczuł jej smaczek, który był dla niego czymś wspaniałym i wyjątkowym. W pewnym momencie rozłożył palcami mokre płatki warg sromowych, ułożył język w rynnę i wciskał go w przygotowany otworek. Zdawało się, że posuwa ją językiem, a jego skupienie było nad wyraz wymowne. Widział w tym fajną zabawę. Teraz Marta zmieniła zdanie. Było jej bardzo przyjemnie i żałowałaby, gdyby poszła dziś wcześniej do domu. Szczególnie, że teraz jej łechtaczka była nieustannie atakowana wszędobylskim językiem Mięska. Smagał ją nim delikatnie, a zarazem stanowczo.
Paweł sięgnął w końcu do plecaka i wyjął prezerwatywę. Opakowanie zaszeleściła w jego dłoni, a po chwili leżało już rozerwane na podłodze. Nauczyciel wcisnął się w ciasną cipkę i biodra rozpoczęły lubianą formę ruchu. Podwinął koszulkę małolaty, ale i tak trudno było jego dłoni wcisnąć się pod stanik. Szarpnął za ramionka jej koszuli i obnażył cycki od góry, nie rozpinając biustonosza. Piersi drgały mu przed oczami, co wzywało go do wykonania mocnych ucisków tych jędrnych powierzchni. Po chwili takiej zabawy, zmienili pozycję i teraz Marta stała oparta o stolik, a on posuwał ją od tyłu, ściskając jej cycuszki. Był już bliski szczytowania, kiedy zapragnął kolejnej zmiany. Usiadł na drewnianym, skrzypiącym krześle i wskazał głową na krocze, na podtrzymywaną w pionie pałą. Uczennica stanęła nad nim okrakiem i zniżyła biodra. Szybko trafili do celu.
- Co? Nie ćwiczyłaś dzisiaj na lekcji - zareagował na jej ponurą minę - Musisz trochę nadrobić - wyjaśniał żartobliwie.
Musiał powiedzieć cokolwiek, bo cisza panująca w pomieszczeniu zdawała się być nienaturalna. Patrzył w przestrzeń pomiędzy ich ciałami i nasłuchiwał każdego plasku, westchnięcia, czy pomruku. Słyszał tylko zderzające się z jego biodrami półdupki uczennicy. Dobra w tym jest - pomyślał, widząc jak na nim wierzga.
Dziewczyna skakała szybko i rytmicznie. Nie byłby to dla niej problem, gdyby jej się chciało, ale dzisiaj nadal była do tego spotkania nastawiona sceptycznie. No może przez chwilę było inaczej, kiedy robił jej minetkę. To jej się akurat podobało. Teraz oddawała mu się, bo musiała.
Wuefista od samego początku zauważył obojętność w zachowaniu licealistki. W sumie mu to wisiało, ważne że on czerpał satysfakcję. Zaczęło go to drażnić dopiero wtedy, kiedy go dosiadała i wciąż widział brak zaangażowania z jej strony. Poprawiając prezerwatywę, poprosił, by się obróciła tyłem i tak dokończył spotkanie. Przynajmniej nie widział jej obojętnego wyrazu twarzy.Finiszując, dociskał jej tyłeczek do swoich ud szybko i sprawnie, wydając przy tym różne dziwne pomruki. Ostatecznie przyciągnął jej pupę do siebie i wystrzelił, będąc wciąż w cipce.
Pożegnali się bez emocji, wręcz oschle. Do widzenia, do widzenia i tyle. Paweł dopiero teraz żałował, że trochę przymusił uczennicę i nie brał pod uwagę jej zdania. Ale co tam - pomyślał - było fajnie. Przebierając się ze stroju sportowego w codzienne rzeczy, wspominał przeżyte niedawno emocje. W końcu coś miał z tego dnia.



Amanda czuła się bardzo nieswojo, kiedy wchodząc do klasy, z grupy uczniów wyróżniał się on. Zdawało się, że z dwudziestu kilku osób osadzonych w czarno-białej rzeczywistości, Norbert jest kolorową i bardzo jaskrawą postacią. Nadal jakby nie dopuszczała do wiadomości, że wczoraj gościł między jej udami, a jej ciało było przez niego eksplorowane, niczym zakazana kraina. Jego spojrzenia mówiły, że licealista też dobrze pamięta ostatnie korepetycje. Otwierając dziennik lekcyjny, żałowała swojej słabości i ulegnięcia pokusie. Miała do siebie pretensje.

Rano wstała wcześniej niż zwykle, nie mogła spać z prostej przyczyny - nie pozwalały na to natrętne myśli. O dziwo, do pracy ubierała się dużo dłużej. Chciała wyglądać wyjątkowo ładnie. Udało jej się dobrać strój na tyle dobrze, że komentarz na odbicie w lustrze nie mógł być inny.
- Jeszcze niezła z ciebie laska! - powiedziała głośno wpatrzona w swoje oczy i poprawiając stanik pod bluzką.
W jej podświadomości, chciała wciąż imponować młodzieńcowi wyglądem i seksapilem. Wiedziała, że go spotka w szkole, przecież miała z nim zajęcia.

Lekcja była nieznośna, a wszystko za sprawą młodziana. Gapił się na nią jak w malowany obrazek, ale nie to było najgorsze. Jego uśmiechy stały się już tak męczące i nie na miejscu, że postanowiła nie patrzeć w jego stronę. Mimo to odruchowo tam zerkała, jakby musiała. Nie była w stanie tego opanować, to był odruch. Dzisiaj zdawał się jej niedojrzałym małolatem, innym niż pamiętała go z wczoraj. Uznała, że idąc z nim do łóżka, popełniła jeden z większych błędów w życiu.

- Pani profesor? - zagadnął, kiedy po lekcji zostali sami w klasie. - Mogę dzisiaj przyjść..do pani? - wyrzucił z trudem, zawstydzony i zmieszany uczeń.
- Słucham? Co masz na myśli? - spojrzała podejrzliwie, chociaż dobrze wiedziała, co oznacza jego pytanie.
Mówiła spokojnym nauczycielskim tonem.
- Bardzo bym chciał przyjść i... - nie znalazł odwagi, by dokończyć. Miał nadzieję, że Pani Szkiełko się domyśli. - Wyjaśniłaby mi pani to... co ostatnio - wyjaśnił pokrętnie.
Amanda widziała wzrok Norberta wodzący po jej dekolcie, wiedziała o co prosi, ale uznała to za przesadę, zbyt śmiałą ofertę spotkania. Teraz dostrzegła jego emocjonalną niedojrzałość. Kolejny raz ganiła się za to, do czego dopuściła. Żałowała tego setny już raz. Nie chciało jej się tłumaczyć czegokolwiek i w obojętny sposób, wręcz chłodno się wymówiła.
Norbert nie był w stanie myśleć o niczym innym jak o seksie z nauczycielką. Niby był na lekcji, słuchał wykładu, ale w głowie wciąż wspominał obrazy nagiej anglistki i tego, jak jego kutas ocierał się o wnętrze wilgotniutkiej pochwy. Przypominał sobie momenty, kiedy ściskał falujące od szybkich pchnięć piersi profesorki i jej miny w chwilach, w których zdawała się okazywać, że też jest jej przyjemnie. Obsesyjnie myślała o ciele Miss Glass, teraz okryte stylową kreacją. Wyglądała cudownie, a rozanielony wizjami powtórnych spotkań młodzieniec, nie mógł doczekać się końca zajęć. Miał wrażenie, że pani Amandzie bardzo się wczoraj podobało. Interpretował tę przygodę w bardzo swobodny, młodzieżowy sposób. Pragnął tych wrażeń, kobiecego ciała i tej wszechogarniającej energii, kiedy szczytował patrząc w oczy nauczycielki. Nie zwracał uwagi na to, że ponosi go fantazja. Myślał, że skoro raz mu się oddała, będzie robić to na każdą jego prośbę. Oburzony odmową wyszedł z klasy, ukrywając nerwy.

Amanda nie wiedziała, jak postąpić. Za kwadrans miała przyjąć na korki Norberta, a domyślała się, do czego będzie zmierzał. Przez ostatnie kilka dni w szkole czuła śledzący ją wzrok młodzieńca, ale nie podchodził już do niej na rozmowę. Była mu wdzięczna, bo jeszcze czuła zakłopotanie po jego próbie wymuszenia spotkania. Bała się, że będzie nalegał, wręcz naciskał. Teraz często prowadziła rozważania, jak to chwila słabości może skomplikować człowiekowi życie. Usłyszała pukanie do drzwi. To był on. Serce zaczęło bić jej szybciej.
- Dzień dobry - skinął głową na przywitanie. - Przepraszam. Wygłupiłem się. - To były pierwsze słowa chłopaka, po wejściu do wąskiego przedpokoju. - No... wie pani... Przepraszam za to... po lekcji - uściślił temat. - Nie wiem co mi wpadło do głowy - szukał usprawiedliwienia, chociaż dobrze wiedział, że to był wynik nieustannych, obsesyjnych myśli o seksie z panią Amandą.
- Trochę mnie wtedy zaskoczyłeś - skomentowała - ale... dobrze, że zrozumiałeś... - pozostawiła mu resztę ukrytego w słowach pouczenia do dopowiedzenia samemu. - Chodź. Zaczniemy. - Szybko naprawiła błąd, bo jej słowa zabrzmiały dwuznacznie. - Korepetycje. - Zaznaczyła, spoglądając spod czoła na zdezorientowanego ucznia. Nie chciała, by liczył na coś więcej niż dawka wiedzy z angielskiego.
Norbert słuchał, wykonywał zadania i nawet kiedy popełniał błędy, szybko je poprawiał. Był bardzo zaangażowany w lekcję. Tak dobrze kontrolował spojrzenia, że anglistka tylko kilka razy przyłapała go na spoglądaniu tam, gdzie uczeń nie powinien zaglądać. Nie dostrzegła dziesiątek innych zerknięć, które pozwoliły Norbertowi rozpalić w jego ciele ogień pożądania. Ona też czasem wyobrażała sobie moment, w którym mu ulega, chociaż zarzekała się, że już tego nie zrobi. Jednak od samego jego wejścia do jej mieszkania, wiele się zmieniło. W sytuacji sam na sam, zdawał się być jakby dojrzalszy, bardziej opanowany, powściągliwy i tylko pożądliwe spojrzenia zdradzały, że pożarłby ją przy pierwszej możliwej okazji.
Nagle poczuła dłoń ucznia na kolanie. Zaskoczona, spojrzał na niego napominająco, nie bardzo wiedziała do czego zmierza. Wymownie nabrała powietrze w płuca, ale nie powiedziała nawet jednego słowa. Dłoń przesunęła się wyżej, przełamując ścisk ud. Amanda nie ponowiła oporu, nawet siła trzymająca jej nogi razem, jakby zelżała. Ale nie dała mu pełni swobody, musiał przebijać się przez ciasną drogę do wymarzonego celu, nie chciała wyjść na łatwą. Czując dotyk w okolicy krocza, cichutko westchnęła. Przez kolejną minutę nie patrzyła na chłopaka, który nerwowo wciskał dłoń w jej bieliznę. Pozwalała mu buszować w jej majteczkach i bawić się muszelką. Poddała się już, kiedy dotknął jej kolana i pogładził je czule, a reszta defensywnych zachowań była już tylko pozorna. Dopiero po chwili zapomnienia i swobody jaką dała jego palcom, odważyła się spojrzeć mu w oczy. Była bezbronna, a wszystko za sprawą jego nasyconego pożądaniem, wciąż zdradzającego niepewność wzroku. Ich oczy się spotkały, niczym spojrzenia przestraszonych kochanków, kiedy dochodzi do nich, że posunęli się za daleko, ale wciąż mają nadzieję, że się to teraz nie skończy. Norbert był na tyle zdeterminowany, że nakrył nauczycielkę ciałem i odnalazł jej usta. Kontynuował tak, jak tego zapragnęła. Namiętnie, czule, a nie jak przed chwilą, gdy skupiał się na jej cipce. Nawet chwaliła go za opanowanie i spokój w czasie zdejmowania z niej kolejnych skrawków garderoby. Ostatnią jej część stanowiły czarne koronkowe majteczki. Pamiętała, że przed samym jego przyjściem zmieniła je, tłumacząc sobie, że to na wszelki wypadek, gdyby poszło coś inaczej niż myślała. Patrzyła jak klęcząc przed nią, sunie dłońmi po powierzchni gładkiego materiału, zahaczając co chwilę kciukami o wyraźnie odznaczający się przedziałek na jej sromie. Podziwiał jej kobiecość, a kolejne palce wsuwały się pod materiał, gdzie napotkały śliską maź. Zdejmując z niej ostatni bastion broniący jej kobiecej tajemnicy, robił to powoli, a obraz jaki wyłonił się po ich rzuceniu na podłogę, spowodował nabranie potężnej ilości powietrza i przedłużające się w czasie, jego wypuszczenie. Amanda odruchowo zasłoniła dłonią swój skarb, ale drżąca dłoń Norberta, powoli odsunęła ją na bok. Ośmielił się, przejął inicjatywę, działał. Spodobało jej się to. Dzisiaj był inny niż ostatnio.
- Ach!!! - westchnęła, czując wypełniający ją penis. Pierwsze wejście było wyjątkowe.
- Wszystko ok? - przejął się młodzieniec. Szybko uniósł głowę, by spojrzeć na twarz korepetytorki, bo chwilę wcześniej podziwiał członka brodzącego w sprężystych bruzdach sromu.
Kiwnęła tylko głową i potwierdziła, że tak. Uśmiechnęła się, nie mogła pojąć, że chłopak zinterpretował oznakę przyjemności, tak nietrafnie. Ale też było jej miło, że o dba o jej samopoczucie, w tym działaniu zdawał się być wręcz rycerski. Ucieszył się, że nie sprawił jej bólu.
- Tak dobrze? - Dysząc w jej kark, zapytał o ruch swoich bioder między jej udami.
Czuła ciepło wydychanego przez niego powietrza. Kolejny raz skinęła głową niczym nauczycielka życia, wprowadzająca go w arkana sztuki kochania, która oznajmia mu, że podąża dobrą drogą. Rozchyliła nogi jeszcze szerzej.

Tego dnia był odważniejszy, pełen inicjatywy, a do tego nie płoszył się na widok nagiej kobiety. Nie uszło to jej uwadze. To ona czuła się nieswojo, jakby dokonała jakiejś zbrodni. Minęła chwila, zanim zdystansowała się do samokrytycznych myśli i postanowiła postępować w myśl hasła carpe diem. To już się nie odstanie - myślała tak coraz częściej, patrząc na twarz zachwyconego przeżytym właśnie orgazmem Norberta. Tego dnia, pomimo że było jeszcze jasno i wcześnie, oddawał się młodzieńcowi dotąd, aż miał dość. Musiała przyznać, że jej też się podobała ich wspólna zabawa. Śmiała się, widząc zaskoczenie licealisty, kiedy w przerwie pomiędzy pierwszym, a drugim razem, odwoływała pozostałe korepetycje. Naga Amanda, siedziała oparta o sofę i przeprowadziła rozmowę z dwoma rodzicami uczniów, których miała dzisiaj jeszcze przyjąć. Wymyśliła pretekst, przeprosiła za kłopot i tyle. Poszło gładko. Nie kryła przy tym nagości, przestała się tym przejmować. Nawet podniecała ją ta otoczka przesadnej swobody w obecności ucznia, z którym na co dzień widywała się w szkole. Teraz prowadzili konspiracyjną działalność.
Po jego wyjściu poczuła, że ma dość. Wymęczył ją całkowicie, a jego jurność zaskakiwała ją z każdą kolejną minutą ostatniego stosunku. Całe szczęście, że chłopak kupił takie, a nie inne opakowanie gumek i miał tylko trzy prezerwatywy. Tak pomyślała, kiedy kolejne serie pchnięć energicznie wnikały w jej pochwę. Posuwał ją jak automat, dała mu w tym pełną swobodę, a i tak ciężko mu było skończyć. Chwilami nużyła ją już ta zabawa i jej monotonia, bo nie przepadała za pozycją klasyczną, a dzisiaj spędziła w niej już sporo czasu. Ale tym razem chłopak się sprawił. Miała orgazm w trakcie drugiego i trzeciego podejścia. Może niezbyt intensywne, ale bardzo przyjemne. Leżąc w łóżku, przed snem, wspominała czucie młodej pały ściskanej w jej dłoni, kiedy po wypadnięciu, wprowadzał ją w swoją gorącą szparkę. Była taka... twarda, gorąca i sporych rozmiarów... mmmm - myślała okryta kołdrą. Zrobiło jej się miło na to wspomnienie. W ogóle uznała dzisiejszy meeting za wyjątkowy. Norbert też zdawał się być dziś taki dorosły, mężniejszy i w przeciwieństwie do ich pierwszego spotkania, dbał też o nią, nie tylko o siebie.

Pół roku później



Wszyscy uczniowie trzeciej klasy liceum żyli już studniówką. Niezliczone ilości planów na przeżycie tego wyjątkowego wieczoru, zaopatrzenie się w alkohol oraz przygotowania do punktu kulminacyjnego imprezy - występu przyszłych absolwentów, powodowało istne szaleństwo. Ale taki miała być ta noc, szalona, zwariowana i jedyna w swoim rodzaju. Grupki uczniów przygotowywały się do spotkań po zakończeniu oficjalnej części uroczystości, planowanej najpóźniej do godziny pierwszej w nocy. Na szkolnych korytarzach trzecioklasiści rozmawiali tylko o tym. Dziewczyny przechwalały się kreacjami, które założą, chłopcy, licytowali się ilością alkoholu, który przyniosą i skonsumują.
Norbert nie należał do znaczących osób w klasie. Był przedstawicielem pośredniej wartości. Dobrze znał się z kilkoma osobami z trzonu klasy, ale też nie unikał tych mniej znaczących, anonimowych. Szybko odrzucił propozycję na udział w domówce po wyjściu z sali balowej. Wymówił się brakiem zgody rodziców. Zniósł śmiechy znajomych, tak samo jak uznanie rodziców z faktu, że wybiera się na imprezę po balu.
Ze studniówki zniknął niepostrzeżenie, tak samo jak pani Amanda. Nie zauważono ich nieobecności. Zaplanowali to razem już dawno, wiedzieli o tym od miesiąca. Kobieta chciała by ta noc była dla niego wyjątkowa i stanowiła rzeczywisty wstęp do egzaminu dojrzałości, który w jej mniemaniu już zdał. Dostrzegła jego radość, kiedy wprost oznajmiła, że po balu może zostać u niej, jeśli załatwi sprawę z rodzicami. To znaczy, miał ich okłamać, co do noclegu. Poszło mu łatwo, bo rodzice wręcz chcieli, by ich syn zaszalał w towarzystwie rówieśników. Nie zadawali pytań.
W trakcie kilku ostatnich miesięcy, nauczycielka i uczeń spotkali się kilka razy na korepetycjach z życia i oswoili się z sytuacją robienia zakazanych rzeczy. Ufali sobie i nawet bardzo się polubili. Kilka razy rozmawiali bardzo poważnie i zawsze utwierdzali się w przekonaniu, że tworzą specyficzną przyjacielską relację. Młodzieniec może i był zafascynowany sekretnym związkiem z anglistką, ale wyznał jej szczerze, że nie widziałby przyszłości łączącej ich więzi. Stali się kochankami i przyjaciółmi. Amandę trochę zabolało to wyznanie, ale czego miała się spodziewać? Miała prawie pięćdziesiąt lat. Doceniła szczerość licealisty, który nie zwodził jej, nie oszukiwał, po prostu zwierzył się ze swoich myśli. Ona przez spędzone z nim chwile, czuła się jak nastolatka. Jego towarzystwo odmłodziło ją o wiele lat, a momentami szalony seks, przeniósł ją wspomnieniami do jej najszczęśliwszego okresu - studiów. Bała się sobie przyznać, ale zakochała się w tym szczeniaku. Liczyła się z chwilą, kiedy zakończą ich niecodzienną relację, ale tym bardziej chciała pozostawić mu po sobie wyjątkowe wspomnienia. Teraz chciała czerpać z jego młodzieńczej energii, szaleństwa i sposobności poczucia bycia w jakimś związku.

Weszli do przedpokoju i Norbert przylgnął do nauczycielki, która udawała opór. Chichot i głośne śmiechy upewniły go, że tylko stwarza pozory.
- Przestań! Poczekaj! Gdzie ci się tak spieszy!? - oporowała, kiedy obejmował jej talię, a jego dłoń bezceremonialnie wjechała między jej gładkie uda.
Uwielbiał ten moment, kiedy opuszki palców zderzały się z tym cudownym odczuciem jej delikatnej, wydepilowanej skóry. Trącił jej srom i nawet udało mu się wsunąć palca pod materiał majtek. Szybko wyczuł jej podniecenie, co napędziło go jeszcze bardziej. Nie był w stanie przestać napierać. Kilka kieliszków też zrobiło swoje i ośmielony młodzian, sam rozpiął spodnie i wystawił sporą pałę. Wciąż prowadzili podchody w przedpokoju.
Amanda otarła się udem o gorące prącie. Zapomniała się, wyczuwał przenikającą go chuć, samej też było jej trudno się opanować. Kilka razy przeciągnęła jego delikatną skórką, ściągając ją z żołędzia, by po chwili nakryć ją napletkiem. Cudowne odczucie. Niekontrolowany impuls nakazał jej przykucnąć i wpakować kutasa w usta. Teraz oboje byli w amoku. Obciągała, jakby od tego zależało jej życie. Pomruki obojga rozchodziły się po ciemnym przedpokoju, paliła się tylko lampa w kuchni, którą włączyła po wejściu do mieszkania. Nagle wszystko jakby przyspieszyło.
- Wstań! Chcę wejść! - prosił podniecony.
Nie zważali na nic. Majtki Amandy wylądowały na podłodze, a penis błyskawicznie znalazł miejsce w rozgrzanej pochwie. Po chwili dotarło do nich, że się nie zabezpieczyli. Norbert machnął na to ręką. Jego żądza była silniejsza. Teraz było mu wszystko jedno, byle pieprzyć nauczycielkę, która zaczęła dyszeć i cichutko pojękiwać. O kurwa, ale mi dobrze! - myślała, czując szybkie ruchy młodziana. Przycisnął ją do ściany, a ona poczuła na twarzy smagnięcia rękawa wiszącej na wieszaku marynarki. Czuła specyficzny zapach swoich perfum pozostawiony na okryciu, ale najważniejsze, że kutas maturzysty wciąż i wciąż wbijał się w jej dziurkę. Bała się wymóc na nim założenie prezerwatywy, bo musiałby przerwać, a tego nie chciała. Jednak nie mogła się skupić na przyjemności, bo bała się konsekwencji ryzykownego seksu.
- Załóż... - wymruczała, dysząc z rozkoszy.
- Wyjdę... wcześniej - zapewnił, że będzie uważał. Teraz działał jak zahipnotyzowany.
- Norbert, proszę, załóż - prosiła, pomimo rozsadzającej ją przyjemności. Jej biodra tańczyły w rytm pchnięć, wciąż poszukując kolejnego.
- Zdążę - ponownie zbył jej słowa, a poruszająca się na boki dupcia belferki, pochłonęła jego uwagę.
Penis pojawiał się i znikał w dolinie rozkoszy, a młodzieniec patrzył i podziwiał swój kunszt. Dojrzała kobieta jęczał od jego śmiałych pchnięć, a on stał i wciskając jej palce w usta, czuł szalejący język. Nie wiedział, czy on je tam wcisnął, czy ona odnalazła je w trakcie emocjonalnego uniesienia. Przyspieszył. Po pomieszczeniu rozeszły się głośne i rytmiczne plaski. Poczuł ten moment, który zapewnił go, że nic już nie przeszkodzi mu w osiągnięciu rozkoszy. To było pewne, jak pewny jest wschód i zachód słońca. Nie było innej opcji, nawet jeśli wyszedłby teraz z tej cudownej cipki i nic już więcej nie robił. Wyskoczył, a chwilkę po tym, na pośladki Amandy rozlały się grube strumienie nasienia. Jej kształtne pośladki mieniły się w skąpych promieniach światła, niczym lśniące wody spokojnego morza o zachodzie słońca. Chłopak rozładował emocje, kobieta stała w bezruchu, jakby na coś czekała. Podciągnęła sukienkę tak, by ejakulat jej nie poplamił i trzymając ją zarzuconą na biodra, udała się do łazienki. Norbert przypuszczał, już nawet nie, on wiedział, że tę noc będzie wspominał do końca życia, a szybki numerek w przedpokoju był tylko preludium do dalszej jej części.
Cała dalsza część nocy była czystym szaleństwem. Odbywali stosunek za stosunkiem i w sumie zrobili to jeszcze cztery razy. Gotowość młodzieńca zaskoczył i zachwycił gospodynię, która nie spodziewała się aż tak pełnego wigoru Norberta. W myślach błagała, by dał jej już spokój, a on wciąż wpychał kutasa w jej wymęczoną pochwę. Był nienasycony, a ona uległa.
Ledwo zasnęli, a ona czuła jak uczeń dobiera się do niej, przysuwając ciało do jej pośladków. Myślała, że to sen, nie wierzyła, ale czując rosnącego członka między pośladkami, zrozumiała, że za chwilę będzie potrząsał jej ciałem, jak robił to wcześniej. Miała wrażenie, że ta noc się nigdy nie skończy. Nie wiedziała, ile trwało nim doszedł, ale ona zauważyła to, bo jej ciało przestało się kołysać.
Przebudziła się o dziewiątej. Po takiej nocy i tak uważała to za zbyt wczesną porę. Rozejrzała się na boki i dostrzegła śpiącego Norberta. Patrzyła na jego twarz i nadal nie wierzyła, że miał na tyle sił, by większą część nocy posuwać ją jak jakiś cyborg. Wspomniała przemawiające przez nią szaleństwo, kiedy robiła mu loda, stawiając go na nogi po drugim stosunku. Wyczuwała wtedy w ustach niesmaczny, słonawy smak spermy, ale i tak kontynuowała. Chciała tego. Wspomnienie to wywołało na jej policzkach rumieniec, a na ustach chytry uśmieszek. Po chwili obróciła się i zasnęła. Miło jej było obudzić się obok kogoś - mężczyzny. Nie doświadczyła tego od wielu lat.
Norbi obudził się pół godziny później, Amanda wciąż spała. Był nagi. Błyskawicznie przypomniał sobie kolejność zdarzeń nocnych szaleństw. Był dumny z siebie, bo zdawało mu się, że doprowadził Amandę do szczytowania przynajmniej dwa razy. Pamiętał jej jęki, momentami wycie, w czasie przeżywania przez nią orgazmów. To był nierzeczywisty świat, podobny do tego, znanego mu z filmów porno. Przyklęknął na łóżku, by zajrzeć na drugą stronę materaca, bo chciał się przekonać, czy pani profesor śpi. Spała. Odkrył kołdrę i przywitał go cudowny nagi tyłeczek belferki. Widok bruzd sromu, niczym pęknięcie w kroczu, nastroiło go bardzo bojowo. Penis zareagował połowicznym wzwodem, ale najważniejsze, że zareagował właściwie po tak znacznym wysiłku. Członek nie był twardy, tylko trochę nabrzmiał. Norbertowi nie przeszkodziło to w dobraniu się do nauczycielki. Podziwiał gładkie uda i całkiem zgrabną dupcię. Pogładził jej pośladki, lekko je oddalając od siebie. Widok sromu był wręcz zniewalający.
- No co ty. Nie masz jeszcze dość? - zamarudziła zaspanym głosem, czując rozchylanie półdupków. - Daj trochę pospać.
- Ostatni raz - zapowiedział. - Tak na... miłe przywitanie poranka - zaśmiał się, a jego dłoń przesunęła się wzdłuż śpiącej muszelki.
Po chwili zabawy pojawiły się pierwsze oznaki fizjologicznych reakcji kobiecego organizmu. Biodra Amandy też rozpoczęły delikatny taniec w poszukiwaniu dotyku. Nadziewała się na palce chłopaka posiadającego nadludzką witalność i ochotę na seks. Usłyszała jak rozpakowuje prezerwatywę. Nie było łatwo ją założyć, bo penis wciąż zdawał się być bardziej miękki, niż twardy. Po kilku próbach, chociaż nie było to łatwe, udało się wcisnąć go w pokrytą soczkami pochwę, po czym kolejny kwadrans pieprzyli się w najlepsze. Nawet zaspana kobieta, momentami przejmowała inicjatywę, tak ją rozgrzał. Dosiadając ucznia, narzucała swoje, spokojniejsze tempo i była mu wdzięczna, że był uparty. A kiedy posuwał ją od tyłu, mruczała wniebogłosy, nie będąc w stanie nasycić się wypełniającym ją kutasem.
- Przez miesiąc... nawet mnie nie dotkniesz - żartowała, kiedy członek Norberta wierzgał w jej pochwie, wyrzucając kropelki spermy do zbiorniczka na nasienie. Czuła te ruchy na ściankach pochwy, były bardzo przyjemne. On patrzył w jej oczy i uśmiechał się w podziękowaniu za doznania, których doświadczył.
Około dziesiątej trzydzieści pożegnała go, po czym padła na łóżko i spała do trzynastej. Była wykończona. Nigdy nie uprawiała seksu tyle razy i w taki sposób, nawet na studiach. Norbert zdawał się być robotem.
Kiedy spotkali się na najbliższej lekcji, to ona uciekała wzrokiem przed jego ukrytymi spojrzeniami. Nie był w nich nachalny jak kiedyś. To jej było wstyd, za tak szaloną noc.



Paweł kolejny raz z grzeczności tańczył z Marią - katechetką. Dzisiaj była wyjątkowo śliczna, bo kreację na studniówkę miała iście stylową, w oczach mężczyzny, nawet seksowną. Nawet rozmowa im się kleiła i nie wyczuwał w rozmówczyni zakłopotania, kiedy prawił jej śmiałe komplementy. Wypite ukradkiem drinki, ośmieliły go do tego stopnia, że dłoń obejmująca talię koleżanki, zjeżdżała coraz niżej, niby przypadkiem, aż finalnie dotarła na zgrabny pośladek.
- Paweł! - napomniała - Mam nadzieję, że to przypadek - próbowała grzecznie zwrócić mu uwagę, że się zagalopował.
- A, to? - udał zaskoczonego - Tak, sorry - udał, że doszło do tego nieświadomie.
Mięsko pląsał w rytm spokojnego utworu i żałował, że koleżanka jest aż tak zasadnicza. Przecież on jest singlem, ona też nikogo nie miała. Przecież mogliby spędzić miłe chwile. Wyłamaliby się z monotonii i ustalonych codziennych reguł. Bal nastrajał do robienia rzeczy wyjątkowych, szalonych. Kilka utworów i dziesiątki spojrzeń na ciało Marii później, Paweł spróbował jeszcze raz. Tym razem obie dłonie zjechały na pośladki nauczycielki i delikatnie je ścisnęły. Niby to miało przynieść mu sukces. Kobieta momentalnie odeszła do stolika, mimo wszystko dziękując za taniec, nawet niedokończony.
Wkurzonym otrzymaniem kosza wuefistą, targały emocje, nad którymi nie był w stanie panować. Napalił się jeszcze bardziej, chciał seksu, musiał coś wykombinować. Daleko nie musiał szukać. Nadia napatoczyła się jak na zawołanie. Przechodził korytarzem, kiedy ta wyszła z damskiej toalety. Widać było, że z trzeźwością u niej nie jest najlepiej, chociaż pijana nie była. Zresztą mało kto o tej porze mógłby się pochwalić wynikiem zerowym w próbie alkomatowej. No, może katechetka. Było już sporo po północy i impreza miała się powoli kończyć. I tak przedłużono ją do godziny pierwszej.
- Nadia, jak się bawisz? Niezły bal - zagadał.
- Tak panie prosesorze - odpowiedziała, nie zauważywszy błędnego akcentu wypowiadając ostatnie słowo oraz pomieszania liter.
Mężczyzna rozejrzał się dookoła. Nie zauważył nikogo, zresztą na sali została już najwyżej połowa stanu wyjściowego uczestników. Uroczystość przechodziła powoli w fazę wygaszania.
- Ktoś na ciebie czeka? Kto cię zabiera do domu? - zainteresował się jej powrotem do domu.
- O pierwszej przyjedzie po mnie mama. Tak się umówiłam - wyjaśniła grzecznie nieświadoma tego, do czego zmierza nauczyciel.
Napalony belfer zerknął na zegarek i ucieszył się, że jeszcze nie było nawet w pół do pierwszej. Cała reszta potoczyła się szybko i mężczyźnie poszło z tym bardzo gładko. Skierowali się na klatkę schodową prowadzącą na wyższe piętra hotelu, w którym odbywał się bal. Wiedział, że za chwilę będzie posuwał uczennicę. Niewerbalnie dawała mu to odczuć. Gesty jej ciała mówiły "zgadzam się". Weszli na półpiętro dwa poziomy wyżej. Było tam cicho i spokojnie, słyszeli tylko pogłos muzyki docierający z sali tanecznej. Belfer nic nie mówił, po prostu idąc za Nadią, kiedy dotarli na miejsce, docisnął się do niej od tyłu i wsunął dłonie pod jej sukienkę. Wyczuł koronkowe majtki. Uniósł krawędź materiału, by zobaczyć, czy są jak tradycja nakazuje czerwone. Były. Błyskawicznie wsunął dłoń w krocze dziewczyny i miętosił jej srom, aż wyczuł taniec jej bioder, zdradzający zainteresowanie tym, co robił.
- Tylko szybko. Mama może przyjechać wcześniej - ponagliła wuefistę, lekko odwracając głowę.
- Dobra, spoko - upewniał ją, że za chwilę w nią wejdzie.
Szybko rozpiął spodnie i wystawił kutasa, którego ona, jakby sprawdzając, czy jest na właściwym miejscu, chwyciła w dłoń i kilka razy obciągnęła. Był niebywale twardy. Usłyszała jeszcze szelest rozrywanego opakowania prezerwatywy, a po chwili poczuła napierającą na przedsionek pochwy twardą żołądź.
- Ale duży... mmmh - szepnęła, komentując pierwsze powolne wejście w ciasną cipkę.
- Nie przesadzaj - odpowiedział dumny z jej spostrzeżenia. Udawał skromnego.
Na razie poruszał się powoli, wręcz leniwie, jakby badał stan tunelu. Wyczuł wystarczającą ilość śluzu, chwycił małolatę za biodra i przyspieszył. Kontrolował siłę pchnięć, bo zderzenia ciał powodowały problematyczne plaski. Irytowała go konieczność wyhamowywania spięć pośladków, by plaski były ledwo słyszalne. Musiał dostarczyć sobie innych podniecających bodźców. Jego dłonie wpełzły pod stanik i ścisnęły jędrne, średniej wielkości piersi. Teraz posuwał uczennicę, bawiąc się cycuszkami, czasem przenosząc dłoń na smukły kark. Czując huśtające się jędrne stożki w jego dłoniach, przyssał się do jej karku. Poczuł smak potu, zmieszany z przyjemnymi perfumami, a ciepło i gładkość nastoletniej skóry, rozpaliła wzrastający w nim ogień i zamieniła go w niekontrolowany pożar.
- Zdrowa z ciebie suczka. Zawsze mi się podobałaś - zdobył się na śmiałe słowa, dysząc z rozkoszy, wciąż potrząsając ciałem uczennicy.
Sam nie znał powodu tak szczerego wyznania. Ale nie kłamał, tak było. Fizyczność i styl bycia Nadii, odkąd pamiętał, bardzo go intrygowały. Nie było innej uczennicy w szkole, która by na niego tak działała, jak robiła to ona. Nie potrafił przejść obojętnie obok niej, nie myśląc o jej ponętnym ciele. Poza tym była charakterna, co pociągało go dodatkowo.
Po chwili wbijania się od tyłu, obrócił ją i posadził na parapecie okna, o który do tej pory się opierała. Patrzyli w rytmiczny ruch mający miejsce w przestrzeni pomiędzy ich ciałami i momentami oboje dziwili się, że tak spory obiekt mężczyzny, mieści się w ciasnej dziewczęcej szczelinie. Po najwyżej dwóch minutach solidnych męskich pchnięć, przyglądali się opakowanemu w przeźroczysty kondom penisowi, jak wyrzuca z siebie mętnawy płyn, w swoich wierzgnięciach ocierając się o wrażliwe płatki dziewczyny. Zbiorniczek zapełnił się błyskawicznie i zdawał się być sprężysty, niczym stojący sutek podnieconej kobiety.
Zadowoleni z szybkiego numerka, schodzili po schodach w milczeniu. Tylko ich miny mówiły im, że podobała im się ta szybka i ryzykowna akcja na półpiętrze. Skończyli, zanim mama Nadii przyjechała, by odebrać ją z imprezy. Jej rodzicom, w najśmielszych snach, nie przyszłoby do głowy, że ich ukochana córeczka, nadstawiała tyłka nauczycielowi. Na co dzień była przecież taka grzeczna w szkole i pomocna w domu. Euforyczny stan i pozostałość wypieków na twarzy, rodzic odebrał jako wynik szalonej zabawy na parkiecie. Paweł żałował, że dziewczyna wraca do domu. Chętnie zabrałby ją do siebie na nocleg. Dopiero pokazałby jej, co to znaczy seks z mężczyzną.

Epilog



Hannie mijał już trzeci rok pracy i lata spędzone w nowej placówce zmieniły ją, i to znacząco. Poznała szereg tajemnic niczego nieświadomych osób, a skala seksualnych zachowań konspiratorów spowodowała, że przedefiniowała podejście do tych spraw. Wcześniej prawie w ogóle nie ciągnęło jej w tym kierunku. Rzadkością były u niej samodzielne pieszczoty, chociaż od lat posiadała wibrator. Co z tego, skoro korzystała z niego rzadko. Dopiero kiedy rozkładała na czynniki pierwsze podglądane sceny, częstotliwość masturbacji wyraźnie wzrosła. Z czasem stało się to przyjemną normą i zwyczajem. Szczególnie w weekendy, kiedy córka wybywała z domu i wracała późno, spełniała najśmielsze zachcianki, będące wynikiem całotygodniowej kumulacji. Przekonała się też, że młodzież nie jest tak niewinna, jak sądziła. Ogólnie mówiąc, podglądnięte zdarzenia, zmieniły jej spojrzenie na ten wycinek, jak się okazało nie tylko, dorosłego świata. Po pierwsze otworzyła się na świat erotyki - wyszło to dość naturalnie i nie było niczym dziwnym z uwagi na analizy obserwowanych z ukrycia scen. Czasem kończyły się szaloną masturbacją w domu, a czasem nawet w pracy. To była druga znacząca zmiana, bo nigdy wcześniej nie odważyłaby się na takie szaleństwo w miejscu pracy. Teraz zdarzało jej się to robić pod biurkiem, kiedy dokuczliwa cisza przenikała ściany biblioteki i malało ryzyko zawitania tam kogokolwiek. Zdarzało się, że na zapleczu zdejmowała bieliznę i paradowała po pomieszczeniu naga pod spodem, lub pracowała przy stole, czując przyjemny, chłodny powiew powietrza między nagimi udami. Uwielbiała te chwile, kiedy w strachu, ryzykując nakryciem jej na niecnych zabawach, wsuwała dłoń między ciepłe uda i szybko wyczuwała wilgoć sromu. Już sam brak majtek powodował cudowne podniecenie. Ile to razy musiała przerwać zabawę, bo wyjątkowo niewyrozumiały ktoś wszedł do czytelni. Miała patent na takie wypadki, ale musiała działać błyskawicznie, by nie być dostrzeżoną. Czasem nie zakładała z powrotem bielizny przez resztę dnia.

Nie spostrzegła się, kiedy jeden z drugoklasistów - Maciek, często pomagający w bibliotece, zaczął przebywać w niej codziennie, aż do zamknięcia. Darzyła go wyjątkową sympatią, z uwagi na to, że był spokojny, cichy, a co najbardziej w nim ceniła, posiadał w brązowych oczach nieprzeniknioną tajemniczość. Zdarzało się, że był zabawny i momentami śmielszy, ale taki stał się dopiero, kiedy lepiej się poznali. Fascynowała ją swoboda jego wypowiedzi, kiedy opowiadał o przeczytanych książkach. Szczególnie uwielbiał powieści fantasy. Zresztą, który młody człowiek nie lubił tego gatunku literackiego. Ale on opowiadał o fantastycznych światach i bohaterach, jak natchniony, pełen pasji i emocji. A ona słuchała z przyjemnością. Domyślała się, że chłopak się w niej podkochuje. Ona też kierowała w jego stronę szczególną uwagę.

Zakończenie roku szkolnego był momentem, kiedy ich relacja uległa zmianie, a tak naprawdę dojrzała do czegoś wręcz niepojętego. Sam zaproponował, że pomoże jej zanieść otrzymane od uczniów kwiaty i słodkości do domu, bo było tego sporo. Mieszkała blisko szkoły, więc skorzystała z pomocy. Nie chciała stwarzać mu kłopotu i zatrzymywać dłużej niż było to potrzebne.
- Nie idziesz z klasą nad rzekę? - zapytała, gdy weszli do jej mieszkania, a brzęk odkładanych na półkę kluczy rozszedł się po pustym mieszkaniu. Wiedziała, że takie spotkanie młodzieży jest coroczną tradycją po otrzymaniu świadectw.
- Przecież pani wie, że ja - tu się zastanowił - taki... nie jestem. Nikt nie chciał, bym tam szedł - trochę przerysował sytuację. - Zresztą, nikt nie zauważy, że mnie nie ma... - kontynuował wywód w stylu "jaki ja jestem pokrzywdzony, pomóż mi, współczuj".
Nie udawał, tak się czuł. Niezrozumiały, wyjątkowy i taki inny niż pozostali.
- Przestań - położyła dłoń na jego barku w geście pocieszenia. - Chyba trochę przesadzasz - napomniała go.
Spoglądając mu w oczy, nie mogła znieść tego, jak one są cholernie tajemnicze. Stanowiły dla niej barierę nie do przebycia, nie była w stanie ich rozszyfrować. Dostrzegła w jego mimice twarzy powagę, pewność i męską siłę. To był przełomowy moment. Kierowana, no właśnie niewiadomym czymś, całkowicie podświadomym i niekontrolowanym, zbliżyła usta do jego warg, niczym tragiczna kochanka, gdy spotyka lubego po dziesiątkach lat oczekiwania. Nic więcej nie mówili. Czule się pocałowali, a ich języki nieśmiało przekraczały kolejne opory ich przyzwoitości. Hanna przeżywając fale za falą, przepełniających ją wspaniałych emocji, zapomniała się i poprowadziła młodzieńca w stronę sypialni. Wciąż nie odrywali od siebie ust, sycąc się łączącą ich rozkoszą. Poczuła nieśmiały dotyk na piersiach, a po chwili na pośladkach. O dziwo, nie miała nic przeciwko. Czuła się seksownie, bo spędziła rano sporo czasu na doborze kreacji. Westchnęła, kiedy poczuła silny uścisk dłoni młodzieńca na półdupkach, okrytych tylko delikatnymi koronkowymi majtkami. Dół sukni już dawno powędrował ku górze. Czuła się bezbronna i taka drobna w jego objęciach. Oboje drżeli z podniecenia.
Poczuła dłoń wciskającą się pod gumkę majteczek i spanikowała. Najzwyczajniej w świecie przestraszyła się kolejnego kroku, a wiedziała, co powinno nastąpić. Nawet tego pragnęła, ale nie była w stanie przemóc żelbetowego muru jej moralnych zasad. Chciała i nie chciała. Pragnęła, a zarazem bała się konsekwencji tego, co miałoby nastąpić. Wyczuła już palce na lekko owłosionym wzgórku łonowym.
- Nie będziemy się kochać - szepnęła atakowana ustami licealisty. - Zapomnij o tym - uświadomiła mu, że to nie będzie możliwe.
- Ok - odszepnął, całując ją czule. - Chcę tylko pani ust. - Dłoń grzecznie wycofała się z okolic kobiecego łona. Ułamek sekundy później wsunął język w jej usta i poczuł niebywałą świeżość gumy miętowej, którą wcześniej żuła.
Pocałunki im wystarczyły. Niczym w scenie z hollywoodzkiego filmu, oboje opadli na materac łóżka i opletli się ramionami. Ugiął się pod naporem sklejonych ze sobą ciał i dopasował się do ich kształtu. Bibliotekarka nie wierzyła, że całuje się z uczniem. Jest cudownie! On jest cudowny! - krzyczała w myślach, a w jej głowie odbywała się teraz projekcja reszty jej życia w towarzystwie młodzieńca. Przecież nie takie rzeczy widział świat. Różnica wieku, a co to ma do rzeczy... - toczyła myślową batalię, szukając uzasadnienia jej postępowania. Przypadkiem natrafiła dłonią na jego wypukłość spodni. Kilka razy, nieświadomie, otarła się o tę wrażliwą męską okolicę. W jej cipce aż wrzało, a soczki czuła już na całej powierzchni krocza, wciąż wypływały z jej dziurki jak szalone, a mrowienie w pochwie stało się nieznośne. Zapragnęła seksu. Tak. Takiego prawdziwego seksu, kiedy penis wypełniłby jej wyposzczoną szczelinę. Jednak względy moralne, ponownie dały o sobie znać. Ale jej dłoń regularnie masowała młodego penisa przez materiał spodni. Takie zachowanie dopuszczała. Maciek dyszał jej w usta, kiedy palce kobiety naciskały na prącie, a on czuł z tego tytułu nieziemską rozkosz. Przetoczył się na nią. Teraz zamienił się w samca. Kolanami rozepchał jej uległe uda i położył się na ciele partnerki. Miękkość sromu, którą wyczuł, dociskając do niego nabrzmiałą do granic możliwości pałę, odczytał jako niebo na ziemi. Po chwili, ocierał się już regularnie o krocze nauczycielki, a ta wychodziła mu naprzeciw. Czując dociskaną do spojenia łonowego łechtaczkę, wierzgała biodrami niczym pozbawiona woli kobieta, kierująca się wyłącznie instynktem. Maciek z każdą chwilą poczynał sobie coraz śmielej. Dłońmi operował niczym zagorzały eksplorator. Poznał każdy zakamarek ciała Hanny, natrafiając w tej podróży, nawet na odbyt partnerki. Ta jednak, niczym rażona prądem, uciekła anusem od palców młodziana. Wiedziała, że zrobił to przypadkiem. Czuła jak mocno napiera. Jeszcze chwila, i miała wrażenie, że przebiłby kutasem swoje i jej majtki, byleby wtargnąć w jej pełną kisielu pochwę. Nawet przez chwilę chciała, by tak się stało, ale... Nie byli na to przygotowani. Ona nie miała w domu prezerwatyw, bo po co. On nie spodziewał się takiego popołudnia, bo nie był typem chłopaka, który jest gotowy na takie scenariusze. Pieścili się w bezpieczny sposób i żadne nie miało odwagi posunąć się dalej.
To Hania wjechała dłonią w jego majtki i poczuła ciepło i twardość młodej męskości. Cicho mruczał do jej ucha, kiedy wyzwoliła twardy sprzęt z pęt ubrań. Pieściła go, obciągając mu, kiedy on zamroczony euforią, spoglądał na to, jak jego penis zachowuje się w dłoni cichej sympatii. Hanna najzwyczajniej w świecie waliła mu gruchę, a on urzeczony spoglądał na purpurową żołądź, która obnaża się po zdjęciu z niej napletka. Po chwili to znowu ona nie wytrzymała i niesiona przenikającą żądzą, przyklęknęła na podłodze i bez uprzedzenia, pytania, czy dłuższego zastanawiania się, wpakowała maczugę Maćka w usta. Wiedziała, co robić. Wiele o tym czytała i obejrzała kilka filmików w Internecie. Młody jakby zastygł. Odchylił głowę i oddał się inicjatywie kobiety. Po chwili żarliwie patrzył, jak ona mu to robi. Zakładał jej czasem opadające na twarz włosy za uszy, by podziwiać sprawne usta i widok pały, wchłanianej przez gardło bibliotekarki. Teraz oboje byli w erotycznym amoku. On pragnął , by mu to robiła, a ona chciała mu to robić.
Ciamkanie rozchodziło się po sypialni, a Hanna poruszała głową powoli i systematycznie. Maciek leżał nagi od pasa w dół. Spodnie zatrzymały się gdzieś na kostkach. Rozłożył lekko uda, by partnerka miała dostęp do jego miecza. Tak teraz kojarzył mu się widok sztywnego korzenia, którym zajmowała się jego sympatia. Teraz częściej przesuwała po nim dłonią, ale co chwilę spadały na niego usta, by mógł poczuć przyjemne ciepło kobiecego języka i gardła. Hanna podnosiła wzrok, chciała spojrzeć uczniowi w oczy, oswoiła się już z tym, co robią. Zastała jego płomienny wzrok, by po chwili jego głowa upadła na materac w geście całkowitego oddania, a on mógł zamknąć oczy i przeżywać erotyczną rozkosz. Upewnił się, że to nie sen i wrócił do świata przyjemności. Ale coś było nie tak. To było przeczucie, intuicja, podświadoma reakcja jej instynktu, albo wynik wyłapania przez jej receptory wzrokowe jakiejś anomalii.
Przeszył ją niespotykany nigdy dotąd dreszcz i przeszedł przez całe ciało. Bardzo dawno temu poczuła coś podobnego, kiedy mama przyłapała ją na zabawie cipką. Miała wtedy może z dziesięć lat i jak to dziecko, odkrywała swoją cielesność. Wiedziała, że to zakazany owoc, ale wtedy sięgnęła po niego. Tym razem, ten nieprzyjemny, wręcz okropny bodziec ją sparaliżował. Przez chwilę nie wiedziała gdzie jest i co się dzieje. Odruchowo przytknęła palec wskazujący do ust, w geście zachowania tajemnicy, ciszy, milczenia. Panika wręcz emanowała z jej oczu i stała się nieznośna w odbiorze. O dziwo, dłoń wciąż pieściła pogrążonego w przeżywaniu rozkoszy, niczego nieświadomego młodzieńca, nie reagującego na powstałą sytuację. Już miała krzyknąć, że to nie tak jak myśli, ale to byłby banał.
W drzwiach sypialni stała córka Hanny i nie wierzyła w to, na co patrzyła. To co robiła jej mama, było czystą abstrakcją. Nie pasowało to do żadnego wyobrażenia córki o mamie. Jakby postać z fantastycznego filmu, nagle znalazła się w realnym życiu. To było niemożliwe i wbrew nawet najbardziej zagmatwanej logice. Co więcej, znała chłopaka, którego kutasa jej mama pieściła jak zawodowa dziwka. Już miała wpaść do pokoju, zapytać, wykrzyczeć, o co tu chodzi, ale błagalna mina mamy powstrzymała ją, niczym niewidzialna moc. Nigdy wcześniej i nigdy później nie widziała tak wymownego grymasu jej twarzy. Zdawał się być błaganiem o pomoc i wybaczenie zarazem, prośbą o zachowanie tajemnicy i okazanie cienia zrozumienia, mimo że nic nie przemawiało za tym, by tak postąpić. Zdawało się też, że mama chciała ochronić Maćka przed zetknięciem się z tym problemem, jakby brała to wszystko na siebie i chciała jednym spojrzeniem wytłumaczyć to wszystko, czego nie dało się wyjaśnić nawet godzinnym, najbardziej spójnym dyskursem. To przerażenie w oczach przyłapanej na niegodziwościach kobiety spowodowało, że Natalia odpuściła. Wzięła tylko pieniądze, które były powodem jej wizyty w domu. Miała przecież tylko wpaść niezauważona, wziąć je i wyjść. Teraz opuszczała dom po cichu, niczym włamywacz, ale z innego powodu niż obawa przed wyczuciem woni piwa w jej oddechu. Na imprezie wciąż napadały ją obrazy, mamy robiącej loda jej koledze z klasy. I ta mina, kwintesencja wstydu i upokorzenia, która ją rozbroiła, ten niemy krzyk:
- Błagam, nic nie mów... Nie teraz..! Odejdź stąd... błagam...
Dodaj do ulubionych
26,526
Podziel się ze znajomymi
9.31/10

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.31/10 (75 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Komentarze (18)

Leon

Leon · 15 maja 2018+0

Witam.
Czytam Wasze opowiadania regularnie od kilkunastu miesięcy jako niezarejestrowany użytkownik. Jednak to sprawiło, że postanowiłem się zarejestrować i wyrazić swoją bardzo krótką opinię.
Pomimo, że czytałem to opowiadanie na trzy razy to uważam, że zasługuje na 10/10. Nie będę się wypowiadać na temat ortografii czy gramatyki bo do tego mi daleko. Jako zwykły śmiertelnik nie zwróciłem uwagi na żadne uchybienia. Jest super. Gratulacje dla autora.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
CichyPisarz

CichyPisarz · Autor · 15 maja 2018+0

Dziękuję Leon. Witam w moim świecie. Doceniam to, że moje opowiadanie zmobilizowało cię do wyrażenia tak miłej opinii. Czuję się podbudowany. Pozdrawiam wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Jacek

Jacek · 15 maja 2018+0

Doskonałe opowiadanie. Masz talent i doskonale piszesz i łączysz dialogi. Czekam na twoje kolejne opowiadanie. Daję ocenę 10. Pozdrawiam.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Mr. X

Mr. X · 15 maja 2018+0

Motyw 12 prezerwatyw i zbiorowego gwałtu na nauczycielce był najbardziej podniecającym momentem tego opowiadania. Mam nadzieję na kontynuację z Hanią w roli głównej.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
CichyPisarz

CichyPisarz · Autor · 18 maja 2018+0

Nie pierwszy raz spotykam się z sytuacją, że opowiadanie oceniane przez większość czytelników średnio powyżej 9, jakaś osoba ocenia bardzo nisko. Nieskromnie napiszę, że według mnie przesadnie nisko. Robi się przykro, bo chociaż nie piszę dla ocen, średnich, uznania, to niezmiernie się cieszę, kiedy otrzymam wysokie noty, to buduje. To oczywiste i każdy kto tu pisze pewnie tak ma, w sumie każdy lubi być doceniony. Wystawienie oceny - 1, podważa wiarygodność oceniającego. Myślę, że warto byłoby taką ocenę uzasadnić. Ot takie tam przemyślenia...

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Mr. X

Mr. X · 19 maja 2018+0

Mnie też oceniali na 1,2,3 przy średniej 8.79. Podejrzewam, że ludzka zazdrość po prostu.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Seba

Seba · 23 maja 2018+1

Fantastyczne... czekam na kolejne części - tu można kontynuować przez dłuuuugie lata wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
CichyPisarz

CichyPisarz · Autor · 23 maja 2018+0

Nie lubię pisać kontynuacji, ale też nigdy nie powiem, że tego nie zrobię. Moje opowiadania są długie, ponieważ piszę, aż poczuję, że powinien już nastąpić koniec, a historia jest dopełniona. Jeśli pojawi się impuls do powrotu do tego świata bohaterów, lub im podobnych, kto wie co się zdarzy? Pozdrawiam

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Kari26

Kari26 · 3 czerwca 2018+0

Witaj bardzo fajne opowiadanie chętnie przeczytam kiedyś kontynuacje oceniam je na 20/10 smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
MrHyde

MrHyde · 23 czerwca 2018+0

Dyrektor Roman czy dyrektor Adam?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
CichyPisarz

CichyPisarz · Autor · 9 lipca 2018+0

Fajnie jak opowiadanie przechodzi do zbioru głównego. I kiedy autor się cieszy, na wejściu dostaje od kogoś 1/10. Pozdrawiam tę życzliwą osobę.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Czytelnik

Czytelnik · 10 lipca 2018-1

Czyta się z przyjemnością, ale zdecydowanie przydałaby się korekta. Interpunkcja! Było sporo przecinków, które zdecydowanie nie powinny znaleźć się tam, gdzie się znalazły. Poza tym słownictwo, a dokładniej jedno słowo: półdupek. Nie wiem czy to tylko moja fanaberia, ale w mojej opinii bardzo burzyło klimat.

Poza tym czytało mi się bardzo miło, ale chyba podzieliłbym tekst na krótsze odcinki i publikował jeden po drugim.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
GreatLover

GreatLover · 10 lipca 2018+0

Przeczytałem połowę, bo tekstu jest naprawdę sporo i odnoszę wrażenie, że są to niepowiązane ze sobą historie osób, które łączy to samo miejsce, czyli tytułowa Szkoła na Peryferiach.

Jeśli chodzi o błędy, to nie mam pojęcia, czy to co znalazłem jest błędem, ale rzuciło mi się w oczy słowo, występujące na końcu poniższego cytatu.

Czasem, tak dla zabawy, w myślach zastanawiała się, jakie ma to swoje mięsko w kroku, ale robiła to tylko i wyłącznie dla fanu.


Domyślam się, co autor miał na myśli, ale wydaje mi się, że zastosował fonetyczny zapis słowa "fun". Sądzę, że poprawny zapis brzmiałby "wyłącznie dla funu" ale mogę się mylić wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
CichyPisarz

CichyPisarz · Autor · 10 lipca 2018+0

Zastosowałem potoczny zapis. Nie jest dla mnie problemem zmienić go na uznawany za poprawny, przekaz się nie zmieni. Już poprawiłem. Pozdrawiam wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Ningru

Ningru · 11 lipca 2018+0

Dawno nie czytałam równie dobrego opowiadania!!! Ps. chciałabym chodzić do takiej szkoły...☺

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
XXX_Lord

XXX_Lord · 11 lipca 2018+2

Zachęcony sporą liczbą komentarzy (co ostatnio jest rzadkością na Pokątnych) spróbowałem zmierzyć się z długą (bo ponad dwugodzinną) historią. Zazwyczaj lubię długie opowiadania, bo fabuła ma szansę rozwinąć się przez kilkadziesiąt stron, a nie po kilku(nastu) wiemy już, jakie będzie zakończenie, bo jestem ciekawy, czy ktoś, kto zabrał się za coś dłuższego, niż krótka historia o rżnięciu miał pomysł i umiejętności na nie zanudzenie czytelnika. Wreszcie sam zazwyczaj piszę długie opowiadania, więc przy okazji czytając uczę się od innych wink (żeby nie powiedzieć, bezczelnie podpatruję, a co tongue).

Historia sama w sobie nie jest może oryginalna (model nauczyciel-uczeń był już wielokrotnie "trenowany" tutaj i w wielu innych miejscach w Internetach), ale samo podejście już nieco zaskakuje. Zarówno pozytywnie, jak i negatywnie.
Pozytywnie, bo scenariusz wciąga i mimo, że musiałem kilkukrotnie przerwać czytanie z powodu obowiązków służbowych w pracy, to z chęcią do niego powracałem. Przyjemny, nie męczący styl, to coś, co mi się podobało, nie zauważyłem też błędów czy rażących mnie opisów czynności seksualnych, organów lub wydzielin (sic). No może te "soczki" były lekko kłujące. Sceny seksu działają tak, jak powinny. Historia wciąga. Jest git.

Natomiast negatywne zaskoczenie dotyczy również scenariusza, konkretnie dwóch kwestii.

- Szkoła, w której uczniowie rżną się z nauczycielami na potęgę to mimo wszystko bajka na resorach. Chociażby dlatego, że ludzie plotkują między sobą i utrzymanie tego w tajemnicy graniczy z niemożliwością w dłuższych okresach czasowych. Zazdrosne koleżanki (lub koledzy) uczennic lub uczniów z chęcią donoszący o niecnych praktykach do kuratorium, nagrywający kopulujących telefonami i wrzucający filmy do Internetu to jedna z perspektyw, które rysują mi się w głowie. Trochę mało w tym realizmu, ale rozumiem, że takie przyjąłeś założenie i ok. W przekroju całego opowiadania to aż tak nie razi i nie wpływa na mój odbiór. Twój świat jest "idealny", bez czarnych bohaterów.
- Natomiast druga kwestia, dużo ważniejsza, to spłycenie postaci i ich "backgroundu" do kwestii związanych z seksem, życiem płciowym, popędem itd. Z chęcią dowiedziałbym się o nich dużo więcej, niekoniecznie na temat tego, z kim poszły do łóżka albo jakie mają upodobania. Tego mi brakuje. Na początku opowiadania to nie razi, ale w miarę postępów czułem się, jakbym czytał scalone w jedno kolejne odcinki bardzo dobrego (to podkreślam) serialu erotycznego (wiem, że to strona z opowiadaniami erotycznymi, ale mimo wszystko niektórzy z nas oczekują nieco więcej). Zdecydowanie brakuje mi powiązania fabularnego bohaterów poza ich łóżkowymi (salo-gimnastycznymi, gabinetowymi, itd.) wygibasami. Nawet kosztem wydłużenia historii do 3-4 godzin czytania i podzielenia jej na części.

Gratulacje. Opowiadanie jest bardzo dobre. Oceny nie wystawiam, bo nie to jest najważniejsze.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
CichyPisarz

CichyPisarz · Autor · 11 lipca 2018+0

XXX_Lord, miło mi, że poświęciłeś mojemu tekstowi czas i tak obszernie się wypowiedziałeś na jego temat. Przychylam się do kilku Twoich spostrzeżeń. Tak opowiadanie jest trochę tendencyjne, nawet nie trochę, ono jest o seksie, o sekretnym życiu szkoły, ale jak sam zaznaczyłeś w odpowiednich granicach. Oczywiście, że taka placówka nie miałaby racji bytu, ale sami wiemy z różnych doświadczeń, że w szkołach zdarzają się różne historie, o które nikt by nikogo nie podejrzewał, dopóki nie ujrzą światła dziennego. Oczywiście w tej na peryferiach nastąpiła ich kumulacja smile Warto zaznaczyć, że spora część opowiadań jest pisana dla rozrywki, taki też był mój zamysł. Z drugiej strony, nie jestem może aż tak wytrawnym pisarzem, by stworzyć obszerniejszy świat akcji, rozbudowywać charakterologiczny obraz bohaterów, czy tworzyć długie opisy. Czasem warto pozostawić też czytelnikom pole manewru, by odnieśli to do swoich wyobrażeń o postaciach i ich świecie, a tylko zasygnalizować ważne dla nas elementy. A bohaterów łączy właśnie to, czego wzajemnie o sobie nie wiedzą. Ale wiemy o tym my...
Dzięki za pozytywny przekaz komentarza.. Z pewnością Twoje uwagi wpłyną na moje dalsze pisanie. Pozdrawiam

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Julcia552

Julcia552 · 13 lipca 2018+0

Opowiadanie świetne. Co prawda odrobinę nierzeczywiste, ale wciągające i dobrze napisane. Epilog zostawia niedosyt, chcę więcej! 10/10

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

lub

Inne popularne opowiadania CichyPisarz:

opowiadania erotyczne

Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Wchodzę