Tomek z piekła rodem. Tommy Hellfigure

9 lipca 2026

9 min

Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!

Całość tego opowiadania znajdziecie na moim Substacku: mindnightcandystories.substack.com
Xoxo,
SamX

Tomek był bogiem w swojej branży, drapieżnikiem, ubranym codziennie w nowy, perfekcyjnie skrojony garnitur od Tommy’ego Hilfigera, który miał maskować jego zwierzęcą naturę. Styl był jego absolutną wizytówką i pierdoloną obsesją. Miał w szafie taką ilość tych charakterystycznych garniturów, że wszyscy w warszawskim biurze myśleli, że codziennie przychodzi do pracy w nowym. Zawsze nienaganny, zawsze wypacykowany, zawsze zapięty pod samą szyję. Pod tą nieskazitelną, markową fasadą uchodził za absolutnego guru sprzedaży, bezwzględnego wilka, który z równym, wyćwiczonym uśmiechem wcisnąłby lód Eskimosom. Klienci na jego widok po prostu bieleli, paraliżowani jego aurą; mało kto potrafił mu czegokolwiek odmówić.

Wpatrzeni w niego jak w obrazek handlowcy przypominali niemal członków sekty, dla której był bogiem, a w kuluarach z nabożną czcią szeptano o jego licznych znajomościach i wódkach pitych z politykami z prawej strony sceny politycznej. Dla całego świata był uosobieniem konserwatywnego sukcesu – gwałtowny, twardy, w dwustu procentach heteroseksualny samiec alfa, ojciec dwójki dzieci i przykładny mąż, który brał od życia wszystko, na co miał ochotę.

Kiedy mój szef oznajmił, że to ja mam pojechać z Tomkiem na konferencję w zastępstwie, poczułem w żołądku lodowaty skurcz, który błyskawicznie zamienił się w gorączkowe pulsowanie. To był gigantyczny zaszczyt. Miałem usługiwać samemu dyrektorowi, facetowi, z którym rozmowa przychodziła mi z ogromną trudnością, jako że samo już jego spojrzenie wywoływało we mnie dreszcze. 

Przez całą konferencję odgrywał swoją rolę perfekcyjnie. Ojciec, mąż, ustawiony, pewny siebie gość. Traktował mnie z góry, z tą chłodną, wyrachowaną uprzejmością, rezerwując dla mnie rolę posłusznego psa pokojowego, swojej prywatnej, bezwolnej sekretarki. Jeszcze przed panelem dyskusyjnym kazał mi przygotować i zweryfikować każdą swoją wypowiedź. Ten proces był dla mnie obłędnie, wręcz choro podniecający. Siedziałem zgarbiony z laptopem w hotelowym pokoju dzień przed panelem do późna w nocy, a on krążył nade mną jak bezwzględny nadzorca, rzucając krótkie, ostre polecenia. Traktował mnie z absolutną, bezlitosną wyższością. Prawda była taka, że każde błyskotliwe zdanie, każda riposta, którą potem ten sukinsyn z taką arogancją wygłaszał ze sceny, była przeze mnie perfekcyjnie ułożona i dopracowana. Byłem mózgiem tej operacji, a on używał mnie jak przedmiotu, dosłownie miażdżąc moją psychikę swoim autorytetem, wydając polecenia łącznie z robieniem mu kawy.

I, kurwa, jak bardzo mi to smakowało. Każde jego polecenie, każdy chłodny, zniecierpliwiony gest, którym kazał mi poprawiać notatki, uderzał we mnie z siłą najtwardszego narkotyku. Patrzyłem na każdy jego ruch – na to, jak poprawiał mankiety tego swojego jebanego garnituru Hilfigera, jak patrzył na mnie z góry jak na użytecznego śmiecia – i czułem, jak w moich spodniach rośnie twarda, pulsująca erekcja. Ta absolutna władza, to wpychanie mnie w rolę uległej, korporacyjnej dziwki, doprowadzało mnie niemal do orgazmu w samym środku tego konferencyjnego kurwidołka. Karmiłem się tym upokorzeniem, zwłaszcza że wyjątkowo na ten wyjazd założył na palec złotą obrączkę. Była ona dla mnie niczym góra dla Syzyfa – miażdżącym, przytłaczającym ciężarem, który z każdym jego ruchem nieustannie mnie podniecał, a ja z chorą fascynacją pragnąłem pchać ten głaz w nieskończoność. Za każdym razem, gdy mój wzrok padał na to złoto, mój mózg po prostu odcinał zasilanie. Wyłączało to we mnie jakiekolwiek racjonalne myślenie. Złote obrączki na dłoniach potężnych, żonatych samców alfa od zawsze doprowadzały mnie do obłędu. Były jak ostateczny, zakazany owoc, który desperacko chciałem pożreć, naiwnie łudząc się, że po wszystkim będę mógł wciąż pozostać w raju. Kiedy Tomek stawał nade mną i tym samym palcem, na którym lśnił ten symbol wierności, wskazywał mi moje miejsce i rozkazywał, co mam robić, czułem się… wybrany. Wybrany z tłumu wyłącznie do tego, by być jego brudnym narzędziem i na kolanach realizować jego najciemniejsze marzenia. Błyszczała na jego palcu jak symbol jego nietykalności. Za każdym razem, gdy podawałem mu dokumenty, czułem zapach jego ciężkich, męskich perfum zmieszany z naturalną wonią potu i władzy.

Po panelu, kiedy duszne powietrze konferencyjnej sali zaczęło mieszać się ze zmęczeniem, przyszedł czas na zaplanowany bankiet. Sztuczne uśmiechy, bezwartościowe rozmowy i morze darmowego alkoholu. Tomek brylował przez półtorej godziny, pompując swoje i tak już rozdęte ego. Wypił tam gigantyczne wręcz ilości procentów, czego absolutnie nie było po nim widać. Zastanawiałem się, gdzie on to w ogóle mieści, chociaż pod materiałem markowej koszuli wyraźnie zarysowywał mu się charakterystyczny piwny brzuszek. Taki ojcowski bęben, jaki mają ci w stu procentach heteroseksualni faceci, którzy po ślubie już dawno nie muszą się starać przed swoimi kobietami w łóżku. I kurwa, pomimo tego – a może właśnie dzięki temu – z tym brzuchem wyglądał wulgarnie, samczo i brudno podniecająco. Kiedy skończył swój spektakl, po prostu podszedł do mnie, przecinając tłum jak łowca.

– Idziemy coś zjeść do hotelowej restauracji – powiedział, a jego głos nie znosił najmniejszego sprzeciwu. To nie była propozycja. To było polecenie, a ja poszedłem za nim jak na smyczy.

W pustoszejącej restauracji zajęliśmy stolik w rogu. Kiedy podeszła do nas kelnerka, żeby przyjąć zamówienie, Tomek błyskawicznie włączył swój wyćwiczony, samczy urok. Patrzyłem, jak lekko ją kokietuje, jak celowo obniża głos i rzuca dwuznaczne spojrzenia, na które dziewczyna reagowała nerwowym, podnieconym uśmiechem. Testował swoją władzę, a ona po prostu mu z tego jadła. Zamówił burgery i kolejne duże piwo. Byłem autentycznie zdumiony – po tym, co wlał w siebie na bankiecie, pociągnął potężny łyk, jakby to była woda.

Kiedy tylko kelnerka odeszła od naszego stolika, jego gładka, uwodzicielska maska zniknęła w ułamku sekundy. Oparł ciężkie, umięśnione przedramiona o blat, wbił we mnie swoje mroczne oczy i zapytał z ironicznym, pełnym pogardy uśmiechem: – Miałbyś ochotę ją zerżnąć? Zamarłem. – Czy w ogóle potrafiłbyś to zrobić? – drążył, nie spuszczając ze mnie wzroku. – Dałbyś radę w nią wejść, czy musiałbym ci w tym pomóc, żebyś w ogóle stanął na wysokości zadania? Powiedz mi, Krzysiek… stoi ci w ogóle kutas na widok kobiet?

Każde jego pytanie wywoływało perlisty pot na moim czole, chociaż desperacko chciałem to ukryć. Z całych sił próbowałem zachować przed nim twarz faceta godnego rozmowy, kogoś, kto pasuje do tego samczego, korporacyjnego świata i ma prawo siedzieć z nim przy jednym stole. Ale moje ciało mnie zdradzało. Najpierw ten zimny pot spływający po skroniach, a potem lekkie, niekontrolowane drżenie rąk, które w popłochu zacisnąłem pod blatem. Tomek doskonale to widział i wyraźnie nakręcał się tym strachem.

– Wiesz w ogóle, jak smakuje cipa? – pytał dalej, a jego głos obniżył się, tnąc powietrze jak skalpel. – Ssała ci kiedyś jakaś laska tak naprawdę pałę? Ale tak z pożądania, a nie dlatego, że ją o to błagałeś?

Nie potrafiłem odpowiedzieć. Zamiast męskiej, zdecydowanej riposty, zacząłem coś bełkotać, plącząc się we własnych słowach. Próbowałem łatać ten upadający wizerunek desperackimi wtrętami o mojej biseksualności, jąkając się, że przecież spotykałem się z dziewczynami, ale brzmiało to jak żałosne skomlenie. Tomek wybuchnął tylko krótkim, pogardliwym śmiechem, który wdeptał mnie w ziemię.

Miałem poczucie, jakby ten człowiek, siedząc ze mną przy stoliku i popijając piwo, brutalnie mnie rozbierał. Najpierw zdarł ze mnie ten służbowy, bezpieczny garnitur. Potem, jednym cynicznym uśmiechem, odarł mnie z godności, a na samym końcu z człowieczeństwa. Zostawił mnie totalnie nagiego, odartego z absolutnie wszystkich sekretów, kłamstw i tajemnic, redukując mnie do poziomu ułomnego, bezwolnego przedmiotu, który mógł z łatwością zgnieść.

Kiedy czekaliśmy na jedzenie, zaczął podsumowywać konferencję. Nie usłyszałem ani jednego „dziękuję”. Ani słowa o tym, że to ja odwaliłem całą czarną robotę, że to moje analizy i odpowiedzi na pytania do panelu zrobiły z niego gwiazdę wieczoru. Wszystkie zasługi przypisywał sobie, mówiąc o „swoim” sukcesie z taką arogancją, jakby sam spędził tygodnie nad dokumentami, przygotowując się do wystąpienia. Traktował mnie jak powietrze, jak zbędny, bezimienny dodatek do swojego triumfu.

Kiedy w końcu kelnerka postawiła przed nami burgery, Tomek, wgryzając się w soczyste mięso, gładko przeszedł do ataku. Zaczepił o temat moich relacji z dziewczynami, ale robił to w sposób tak bezpośredni i wulgarny, że aż mnie skręcało. Wyciągał ze mnie najbardziej intymne, brudne szczegóły, zadawał pytania, o które nikt nigdy nie odważyłby się zapytać w biurze. Chciał wiedzieć wszystko o moich łóżkowych podbojach w delegacjach, drążąc i cynicznie wyśmiewając każdą moją wymijającą odpowiedź. Świdrował mnie wzrokiem, a potem, zanim zdążyłem przełknąć kolejny kęs, pochylił się jeszcze bliżej. Wbił we mnie te swoje drapieżne oczy i zapytał z przerażającym spokojem, odzierając mnie z ostatnich warstw obrony: – Ty to jesteś pedałem, Krzysiek?

Prawie zakrztusiłem się jedzeniem. Nienaturalny ucisk w krtani momentalnie odciął mi dopływ tlenu. Świat wokół przestał istnieć. Pomimo ogromnej ilości alkoholu, jaką już w siebie wlał, pytał o to z absolutną, bezlitosną stanowczością. Świdrował mnie wzrokiem, a ja widziałem, jak z sadystyczną przyjemnością pragnie wydobyć ze mnie tę ostateczną spowiedź. To uderzenie odcięło mi całkowicie wszystkie argumenty. Miałem pustkę w głowie, nie wiedziałem, co mu, kurwa, odpowiedzieć. – Wszyscy w firmie się z ciebie śmieją – dodał, a w jego głosie nie było cienia empatii. Była tylko czysta, obrzydliwa satysfakcja z rozjeżdżania mnie walcem. – Mówią po kątach, że jesteś pedałem. Że kurwisz się z innymi facetami i że nikt nigdy, kurwa, nie widział cię z żadną dziewczyną.

Zawiesiłem się. Mój umysł pracował na najwyższych obrotach, tłukąc się o czaszkę w poszukiwaniu drogi ucieczki. Ale jej nie było. Wiedziałem, że z tej rozmowy nie wyjdę cały, że on mnie tu pokona, zmiażdży pod butem, a potem dokończy dzieła, gdy wrócimy z delegacji. I co najbardziej przerażające – mój umysł wcale nie chciał uciekać. Zamiast tylko pustki i strachu, czułem, jak każda jego obelga, to metodyczne rozjeżdżanie mnie walcem, sprawia mi chorą, obezwładniającą przyjemność. To, jak patrzył na mnie z góry, jak prowadził ze mną rozmowę, odzierając mnie z resztek szacunku do samego siebie, uderzało prosto w moje najciemniejsze pragnienia. Moje ciało krzyczało, by wcisnął mnie w tę restauracyjną podłogę na zawsze, by zdeptał mnie do końca. Z każdą sekundą tego upokorzenia pragnąłem tylko więcej. – Ssałeś kiedyś jakiemuś facetowi fiuta? Dawałeś dupy? – drążył, bez mrugnięcia okiem sprowadzając mnie do parteru. – Przyznaj się. Nikomu nie powiem. Spokojnie.

Wwiercał się we mnie spojrzeniem, które paraliżowało mnie i jednocześnie wywoływało ten sam chory, pulsujący dreszcz w kroczu, co na konferencji. – Zdarzało się… – wydukałem w końcu, czując, jak po plecach spływa mi zimny pot. – Jestem biseksualny.

Zignorował to całkowicie. Słowo „biseksualny” w ogóle nie istniało w jego prostackim, samczym słowniku. – Czyli pedał z ciebie – skwitował.

Desperacko próbowałem ratować resztki kontroli. Przez zalaną strachem głowę przemknęła mi absurdalna, pełna nadziei myśl – a co, jeśli on też tego pragnie? Co, jeśli ta cała agresja to tylko brutalna gra wstępna? Zapytałem, z żałosną, samobójczą odwagą, czy on również potrafi zachować dyskrecję, czy on też… ma ochotę…

To był błąd. Pierdolony, ostateczny błąd. Twarz Tomka natychmiast stężała w grymasie tak czystej furii, jakiej nigdy wcześniej nie widziałem. – Kurwo, zaraz ci przypierdolę – warknął cicho, a w jego głosie zabrzmiała zwierzęca żądza mordu. Wzdrygnąłem się, wbijając się w krzesło. Zrozumiałem, że to nie był żaden podryw. Był gotów zrobić mi tu scenę, rozwalić ten stolik z taką samą furią, z jaką niszczył ludzi w biurze. – Nie jestem kurwa pedałem – wycedził z pogardą, skanując mnie wzrokiem, jakbym był brudem pod jego butem. – Jedz, to idziemy. Następne piwo pijemy u mnie. Pośpiesz się.

Nie tknąłem już burgera. Moje hamulce już zaczęły się topić, a strach dławił mnie wpół z najbardziej perwersyjnym podnieceniem, jakiego w życiu doświadczyłem. Wstaliśmy. Szliśmy w stronę baru, gdzie bez słowa zapłacił, rzucając kolejny kokieteryjny uśmiech kelnerce wraz z sowitym napiwkiem. Z każdym krokiem w stronę windy czułem, jak pętla zaciska się na mojej szyi.

 

30
7/10
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 7/10 (1 głosy oddane)

Komentarze (0)

Teksty o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.