Udawana randka Marty

historyczka historyczka

8 listopada 2019

26 min

Nie mogłam się doczekać ich przyjazdu! Jak co roku odwiedzał mnie chrześniak - Mateusz, tym razem miał przybyć ze swoim kolegą, o rzadkim imieniu – Lubomir.

Ten dzieciak pewnie znowu wyrósł. Wszak skończył właśnie 18 lat! Ciekawe, jaki będzie ten jego przyjaciel? I dlaczego ja w ogóle jestem tym tak podekscytowana?

Może dlatego, że tak dawno nie spotkałam się z żadnym mężczyzną, nawet na niewinnej randce, a teraz nagle, dwaj młodzi faceci zamieszkają w moim domu?

W dzień ich przyjazdu postanowiłam przywitać ich wytworną kolacją z winem i świecami, do tego oczywiście wystroiłam się dość elegancko. Nowe, wyszukane szpilki, Czerwona, dopasowana spódniczka, czarne pończochy…

Dlaczego tak starannie przygotowałam makijaż? Same usta malowałam dłużej niż zazwyczaj.

Gdy wreszcie przybyli – byłam rozpromieniona. Sama nie wiem dlaczego tak nadskakiwałam temu Lubomirowi. Częstowałam go winem… ciastem. Bez przerwy uśmiechałam się do niego i wypytywałam o wszystko. Może nie odebrał mnie jako wścibskiej ciotki? Przyznaję, że najbardziej ciekawa byłam, czy ma jakąś sympatię, czy chodzi na randki? Oczywiście, że nie pytałam wprost.

- Taki dżentelmen, jak pan, zbałamucił zapewne niejedno dziewczę!

Zawoalowanymi pytaniami wydobyłam niemało. Uznałam, że to wyjątkowo niedoświadczony młodzieniec, który chyba nigdy nawet nie całował się z dziewczyną.

Ależ mnie to rajcowało!

Okazało się, że mój chrześniak zapoznał w okolicy dziewczynę i w zasadzie całymi dniami przesiadywał u niej.
Dlatego jego przyjaciel cały czas spędzał ze mną. Bardzo polubiłam Lubomira, mimo, że dał się poznać jako nadzwyczaj nieśmiały chłopiec. Było to takie czarujące… Nie mogłam się czasami powstrzymać, żeby przy nim, niby dyskretnie – odwracając się nieco – poprawiać pończochę…

To było przesympatyczne, obserwować jak panicznie wstydliwy chłopiec – cały się czerwieni. Łapie buraka na widok moich (fakt, że całkiem seksownych) pończoszek z szerokimi koronkowymi zakończeniami. Kiedy dyskretnie podwijałam kieckę i chwytałam paluszkami za misterny materiał manszet – chłopak niemal wychodził z siebie. Wybałuszał oczyska i zapominał języka w gębie.

Wykonując standardowe czynności domowe, nieustannie śledzona byłam przez wzrok Lubomira. Oczywiście zawsze oferował pomoc. Doskonale zdawałam sobie sprawę, czym jest to podyktowane. Dlatego, czasami, zupełnie przypadkowo, na przykład rozpinała mi się bluzeczka… ukazując choćby koronkę stanika, albo wiekszy fragment rowka między mymi półkulami. Wówczas młodzieniec miewał niezgorszą perspektywę. Trudno… Niech się napatrzy, może dzięki temu przezwycięży swą wrodzoną nieśmiałość?

Z jednej strony, gdy niosłam kosz z praniem, śpieszył z pomocą niesienia ciężaru, z drugiej, znów robił się czerwony jak pomidor… A to dlatego, że nie był wprost w stanie oderwać wzroku od mojego koronkowego staniczka wyłaniającego się spod bluzeczki. Wprost chłonął go… oczywiście natychmiast zapominał języka w gębie. Jeszcze bardziej czerwienił się, pomagając rozwieszać pranie na sznurze. Oglądał moją bieliznę z wypiekami na twarzy, mógł wszak przekonać się, jakie mam wyszukane haleczki, jakie gorseciki, jak seksowne i skąpe stringi a zwłaszcza jak dużo posiadam pończoch. Zapewne wyobrażał sobie te fatałaszki na mnie. Może nawet imaginował sobie, jak je z siebie ściągam...

Niesamowitą frajdę sprawiało mi kuszenie chłopca, mimo, że miałam z tego powodu wyrzuty sumienia. "Chłopaczysko się za bardzo napali, może za dużo sobie wyobrazi, a przecież i tak do niczego to nie prowadzi." Jednak chęć prowokowania go, była silniejsza ode mnie...

Wieczorem zapraszałam go do swej biblioteczki i szukałam dla niego odpowiednich pozycji, sama wówczas przybierając odpowiednie pozycje…. Musiałam wszak, a to nachylać się do dolnych półek, co powodowało, że a to mocno wypinałam przed nim pupę, a to, nachylona, dawałam dogodny wgląd w dekolt… A bluzeczka zazwyczaj miewała rozpięty, choć jeden, guziczek, stanik, zawsze koronkowy, uwypuklał tylko obftość sporego biustu.

Jeszcze ciekawiej było, gdy musiałam wspinać się do najwyższych półek, stając na stolik. Wypinając się na nim, umożliwiałam Lubkowi zapuszczanie żurawia pod spódniczkę. Rozkloszowana kiecka pozwala na wiele... zaś pończochy z koronkowymi manszetami pobudzają mężczyznom krążenie krwi niechybnie.

Boże! Ależ mnie to nakręcało, gdy słyszałam zasysanie powietrza przez kawalera… Wydawało się, że wyjdzie z siebie, gdy mnie obserwował! Sapał… dyszał… a gdy zapytałam go, jakie dziedziny lubi – przez kilka minut nie mógł wydusić z siebie słowa!

Zastanawiałam się, czy jest w stanie dostrzec moje koronkowe majtki. Od kiedy u mnie mieszka, zakładam wyłącznie koronkowe, dobierając te najbardziej prześwitujące, wychodząc z założenia, że nie wiadomo jakie sytuacje się w ciągu dnia przytrafią. Ekscytowałam się zawsze, nasuwając na siebie takie majteczki. Przymróżając oczy, wyobrażałam sobie jakiś moment, gdy młodzian ma sposobność zajrzeć mi pod spódniczkę. I że przez materiał dostrzega zarys mej szparki.

To samo było teraz, przy półkach. Myślałam - "Pewnie nigdy nie widział na żywo cipki... być może to być najbardziej podniecająca sytuacja w jego życiu?"

Dlatego długo szukałam książki... Wiercąc się, przyjmując różne pozycje... Wypinając się mniej, lub bardziej. Byłam zdumiona, jak wielką sprawia mi to frajdę.

Wreszcie prowokacyjnie zapytałam:

- Panie Lubomirze… a jakie ma pan ulubione pozycje???

Myślałam, że wybuchnie! Zastosowanie dwuznacznego sformułowania rozpalało go do głębi.

Okazało się, że lubi absolutnie ambitną literaturę. Przeczytał nawet „Szatańskie wersety” Salmana Rushdiego. Miałam okazję do wyrażenia podziwu dla niebanalnego gustu Lubka. Gdzież mi do niego… Ostatnio czytałam „Grę o Tron”.

- Panie Lubku, arcyciekawe, ale tyle tam przemocy i… seksu.

Nie wiem dlaczego, aż ciarki przeszły mnie po plecach, gdy do młodzieńca wypowiedziałam słowa, celowo wówczas ściszając głos – „przemocy i seksu”.

Przełamał się! Dopytał o szczegóły.

- Cóż, chodzi o to, że w tej powieści kobiety są, co rusz, gwałcone. Zazwyczaj przez brutalnych żołdaków. Np przez niejakiego Górę. A to gwałci niewinną dziewkę w gospodzie, mówiąc, że staje się kurwą, a to okazuje się, że zgwałcił księżniczkę... A jeśli nie gwałty, to przynajmniej sceny ostrego seksu... Jak choćby Khall Drogho bierze Denerys jak klacz... Od tyłu, tak zwierzęco, dziko...

Sama się sobie dziwiłam, że wypowiadam słowa tonem jakby zalotnym, ściszonym głosem i powoli.

Śledziłam jego miny. Był wyraźnie podniecony. Patrzyłam mu prosto w oczy, trochę nawet obawiając się, czy nie odczyta tego jak słów: - Weź mnie jak ową Denereys! Bezpardonowo! Dziko! Moja rozkloszowana spódniczka ułatwi ci zadanie... podobnie jak pończochy... a cienkich, niczym mgiełka stringów, pozbawisz mnie z łatwością... Wszak przed chwilą tak zachęcająco się przed tobą wypinałam... Albo zgwałć mnie jak Góra, wbijając się we mnie bezlitośnie...

Nawet gdyby odczytał moje myśli, był zdecydowanie zbyt nieśmiały, by choćby złapać mnie za rękę. A ja nadal nie dążyłam do niczego, poza niewinnym prowokowaniem.

Kolejnego wieczora, gdy już upewniłam się, że grywa w szachy, zaprosiłam go na partyjkę. Celowo założyłam szalenie króciutką, czerwoną, skórzaną spódniczkę, obcisłą jak cholera, żeby czuć się przy nim maksymalnie seksi. Do tego te szpile. Czerwone, seksowne… wręcz wyuzdane… mógłby ktoś pomyśleć, że tylko dziwki takie noszą...

Lubomir wydawał się być inteligentnym i przewidującym graczem. Jednak musiał się chyba skrajnie speszyć, gdyż popełniał kardynalne, dziecięce wręcz błędy! Ale nie chciałam narażać jego męskiej dumy na szwank. Dlatego celowo się podkładałam.

- Ależ z pana prawdziwy zwycięzca, pogromca! Młóci pan biedną niewiastę nielitościwie!

Słowo „młóci” – celowo dwuznaczne, wywołało na nim wypieki… Więc ja co rusz dodawałam do pieca:

- Ojej! Co za podstępny konik! Ależ mnie pan nim przeleciał!

Rzeczywiście, skoczek zasadził mi widły. A gdy goniec zrobił „szpilę” króla i wieży, zakrzyknęłam:

– Ojej! A to mnie pan przyszpilił! Ależ mnie pan nadział na gońca!

Widziałam po jego twarzy, jakie wrażenie zrobiły słowa: „a to mnie pan nadział”. Sama się sobie dziwiłam, skąd tak łatwo przychodzą mi dwuznaczne sformułowania?

Przy każdej, tego typu, akcji nie tylko egzaltowałam się, ale i pochylałam nad szachownicą. Wąska spódnica dość szybko podjechała do góry… Koronki pończoch znów stały się obiektem spojrzeń Lubomira. Dlatego przegapił bicie hetmana! Oczywiście pokazywałam mu takie sytuacje.

– Ach! Co to się dzieje! Zwykły pion puknie właśnie królową!

Młodzian uniósł oczy do góry, jakby marzył właśnie o „puknięciu” królowej…

Gdy pochylałam się nad okrutnym losem nieszczęsnej monarchini, niesforne guziczki bluzeczki zademonstrowały, że za nic mają ład i porządek… całe szczęście, że założyłam tak wytworny biustonosz… Lubek mógł podziwiać kolejny egzemplarz z mojej obfitej kolekcji kuszących staników, akurat taki, który wyjątkowo eksponuje pokaźny biust...

A ja podziwiałam namiocik rosnący w pewnym, wstydliwym miejscu. Podziwiałam z dumą. Wszak był to rodzaj hołdu oddawanego mojej kobiecości. Wtedy kończyłam królewską grę i zaczynałam rozmowę o życiu. Dużo opowiadałam o sobie, starając się uchylać nieco intymnych sekretów. Jak na przykład to, że zostałam wykorzystana przez młodszego mężczyznę, który wiele obiecywał, a okazało się, że spotykał się jedynie po to, żeby ze mną sypiać. Tak szczere i intymne wyznania, robiły na moim rozmówcy wrażenie. Przełykał ślinę słysząc słowa typu: "poszłam z nim do łóżka", a zwłaszcza - "zbyt szybko poszłam z nim do łóżka".

- Taki to niewieści los... w dodatku nędznik okazał się brutalny...

Obeserwowałam wówczas, jak namiocik rośnie jeszcze bardziej, a młodzik przenosi oczy z mojego dekoltu, z moich piersi, wznosząc je ku niebu, zdając się mówić: - Jak ja temu nikczemnikowi zazdroszczę!

- Ojej! A czy mogę zapytać co pani zrobił?

"Ojej! Lubku! Coraz bardziej się ośmielasz! Rozkręcaj się bardziej! Tylko co mu na to pytanie odpowiedzieć?"

- Wolałabym oszczędzić szczegółów... dość powiedzieć, że branie kobiety siłą, nie stwarzało mu najmniejszych problemów... Lubił też - tu zawiesiłam głos - dawać klapsy. - "Co tu by jeszcze dodać, żeby go nakręcić???" - Powiem tylko, że na drugi dzień byłam cała obolała...

Wyraźnie dało się odczuć, jak młodzieniec wizualizował sobie moje wyznania, wyobrażal sobie, jaki dostawałam wycisk. Było widać, że chciałby drążyć temat, ale nie wie o co pytać. Spuścił wzrok na podłogę, a potem na moje nogi, na uda opiete seksownymi pończoszkami, co zdradzała podwinieta skórzana miniówka. Nie mogłam się oprzeć, żeby nie zacząć gładzić moich ud dłońmi...

Postanowiłam jeszcze poścpieszyć mu z pomocą.

- Tak to jest... niektórym mężczyznom się wydaje, że kobieta winna spełniać jedynie rolę materaca...

Lubek purpurowiał słuchając mych wyznań i takiego słownictwa.

- Aha, dodam też, że okazał się prostakiem nad wyraz wulgarnym!

Młodzian ponownie ożywił się.

- Wulgarnym także wobec pani? Wobec takiej damy?

- A i owszem... - "kurcze, jak tu gówniarzowi zdradzić, że nazywał mnie suką i dziwką, a nawet kurwą?" - Wie pan, kulturalna kobieta nie potrafi nawet zacytować słów, którymi mnie określał i to co ze mną robił... Nie wiem czy nawet pan się domyśla. Dość powiedzieć, że słowo "przelecieć" nie znajduje się w kręgu słów, które używał.

No, i chyba mi się udało. Lubkowi niewątpliwie śmignęły w myślach pieprzne słowa - może "wyruchać" czy "wyjebać", bo ten grzeczny młodzian pierwsz raz przy mnie zaklął.

- A to kutas!

W tonie głosu dało się jednak nie tyle złość, co zazdrość...

***

Codziennie dogadzałam Lubomirowi w kuchni jak mogłam. Gotowałam najbardziej zmyślne i wykwintne obiady. Sprawiało mi to nie lada przyjemność. Zwłaszcza, gdy młodzieniec krzątał się po kuchni.

Pewnego razu myślałam, że nie ma go w domu i zapomniałam się… założyłam jedynie fartuszek, pończochy i szpileczki (byłam do tego przyzwyczajona, gdy nie miałam lokatora, często tak chodziłam po domu)… Tak ubrana, czułam się niezwykle seksi. Nie zastanawiałam się, a może nie chciałam zastanawiać się, nad konsekwencjami tego, gdyby chłopak pojawił się w kuchni. W rytm piosenki Abby "Chiquitita" nuciłam sobie i pląsałam przy garach. Kręciłam biodrami najbardziej ponętnie, jak tylko potrafiłam. I nagle, kaszlnięcie uświadomiło mi, że nie jestem sama! Młodzieniaszek cały czas gapił się na mnie! Wpadłam w panikę. W popłochu, przerażonym głosem, niemal wykrzyczałam:

– O Boże! Panie Lubomirze… jak pan tak mógł!

Sytuacja wprawiła go w osłupienie, bo cały spąsowiał i nie mógł wykrztusić słowa. Fakt, że w tym fartuszku, byłam dla obserwatora dogodnie osłonięta materiałem, a raczej słabo osłonięta, bo z boku było mi widać sporą część piersi… Oczywiście nie odwracałam się tyłem. To by dopiero było! Zobaczyłby moją nagą pupę w całej okazałości…

- Przepraszam pana, panie Lubku... zupełnie zapomniałam się... Boże! A co, gdybym była zupełnie naga???

Lubek, jąkając się niemożebnie, przeprosił bardzo grzecznie. Jednak moje słowa: "A co gdybym była zupełnie naga" - prawdopodobnie wywołały odpowiednią wizualizację, gdyż wyrostek aż zdębiał i rozdziawił buzię. Spuścił wzrok, co rusz łypiąc jednak spode łba, jakby spodziewając się, że spod fartuszka jeszcze coś wychynie. Wycofał się z wielkim bólem. Jednak ta sytuacja podnieciła mnie do tego stopnia, że musiałam przerwać gotowanie… Również wizualizowałam sobie sytuację, w której Lubomir zastaje mnie w kuchni kompletnie nagą... No może jedynie w pończochach i szpilkach... i... pasie do pończoch... Czym prędzej udałam się do sypialni...

Od tamtych chwil, wciąż szukałam okazji, w których Lubomir mógłby podziwiać moje wdzięki. Stało się to dla mnie swego rodzaju obsesją, od której nie mogłam się uwolnić. Myślałam tylko o sposobnych sytuacjach.

Sporo możliwości ku temu stwarzało sprzątanie domu, w tym pokoju młodzieńca. Wyczekiwałam na moment, kiedy tam był i oczywiście wprzódy pytałam, czy nie przeszkadzam. Okazywało się, że nigdy nie przeszkadzałam! Ale zawsze czuł się zażenowany. Na przykład, gdy wpadłam z odkurzaczem. Miałam na sobie czarną, skórzaną minispódniczkę, bardzo krótką i bardzo obcisłą. Dlatego przy nawet niewielkich ruchach, niesfornie podjeżdżała do góry. Udawałam, że tego nie zauważam. Ale on już zauważał co trzeba… czarne pończochy, z ciekawymi manszetami i szwem, również robiły swoje. Natomiast, gdy tylko wyłączałam odkurzacz, zagadywałam go, zawsze uśmiechając się. Był skrępowany nawet kiedy opowiadał, co zamierza robić w życiu: że planuje studiować filologię polską, że marzy mu się bycie redaktorem. Chwaliłam go za ambitne pomysły.

– Panie Lubku! Jak ja wysoce cenię mężczyzn, którzy wiedzą, czego chcą! Jakaż szkoda, że nie nazbyt wielu spotykałam takich w swoim życiu.

Pomyślałam, że ja na prawdę niesamowicie cenię tego młodzieńca. Po czym wracałam do odkurzania, ponownie kręcąc powabnie pośladkami. Prawdziwą rozkoszą było obserwowanie młodzika, jak żarłocznie podąża za nimi wzrokiem. Widziałam, że aż go skręca. Sama nie rozumiałam, dlaczego coraz bardziej mam ochotę go kusić, ale też zdawałam sobie sprawę, że w miarę jak się otwiera, coraz bardziej go… lubię.

Szczególnie podobało mi się sprzątanie podłogi. Zawsze zapałętał się tam jakiś okruszek, którego obowiązkowo należało usunąć.

 – Panie Lubomirze… twierdzi pan, że przesadnie dbam o czystość… to rzeczywiście może być jakaś obsesja, widzi pan, nawet sprawiłam sobie specjalny strój do tej czynności. Jak się panu podoba?

Młodzieniec znów stracił język w gębie, gdy się tak na mnie gapił z góry. Trochę wstydził się patrzeć mi w oczy… Ale nie mógł, nie zabłądzić w moim dekolcie. Strój pokojówki był dla mnie rodzajem fetyszu, czułam się w nim tak kobieco i tak seksownie, jak w żadnym innym. Wszak sugerował, że jestem jakby służącą… jakby na usługi. Dlatego teraz, gdy założyłam go, idąc na sprzątanie do Lubka, byłam niezwykle podniecona. Czekałam, co powie, patrząc mu prosto w oczy. W końcu przemógł się.

 - Wygląda pani zjawiskowo... w tym stroju...

Po czym zapłonił się.

- Doprawdy? - dopytywałam się, chcąc sprowokować go do konwersacji - może to przez te falbanki i koronki?

Wiedziałam doskonale, jak takowe fatałaszki działają na ród męski, a zwłaszcza koronki i falbanki, do tego w połączeniu z kusą spódnicą i wydatnym dekoltem.

- Tak... o tak... - odrzekł lakonicznie, zdradzając potężną tremę.

W stroju pokojówki wprost uwielbiałam pochylać się z miotełką. Wszędzie czaiły się nieprzebrane zastępy okruszków…

- Panie Lubku, a może przeszkadza panu to, że tak ciągle pana nachodzę? – Spytałam kokieteryjnie, doskonale zdając sobie sprawę, jak bardzo chłopak nie może oderwać ode mnie wzroku i jaki jest smutny, gdy oznajmiam, że już wychodzę.

Zazwyczaj nieśmiały, często zapominający języka w gębie, tym razem nadzwyczaj raźno zaprotestował.

- Ależ nie! Pani mi nie przeszkadza! Pani Marto… pani mi nigdy nie przeszkadza i nie będzie przeszkadzać!

Zabrzmiało to niemal, niczym wyznanie miłosne, aż mi się zrobiło cieplej na serduszku. To przyjemne uczucie być utwierdzoną w tym, że chłopak najwyraźniej mnie lubi, nawet… bardzo lubi!

– Panie Lubomirze… miło mi to słyszeć  – uśmiechnęłam się serdecznie, pokazując zęby, nie przestając pochylać się nad podłogą, tropiąc okruszki – muszę panu wyznać, że ja bardzo lubię z panem rozmawiać…

- Na prrrawdddę??? – aż się zająknął.

- Naprawdę! Dla takiej samotnej kobiety, ze wsi, jak ja, spędzanie czasu z tak interesującym mężczyzną, to prawdziwa przyjemność… - Powiedziawszy to, sama się sobie dziwiłam, jednak z drugiej strony przyznawałam sobie w duchu, że ja rzeczywiście uwielbiam spędzać z nim czas.

"Zaraz, zaraz! Kobieto! Czy ty przypadkiem się w nim nie zabujałaś???"

Przy sprzątaniu, świetnie czułam się przy ścieraniu podłogi, wtedy byłam w pozycji - na kolanach… pochylona, bardzo pochylona… Uwielbiałam, gdy Lubomir taką mnie bacznie obserwował. Z rozdziawionymi ustami.

– Pani Marto… naprawdę nie przeszkadza mi to, że pani tak nieustannie sprząta… Naprawdę! Twierdzi pani, że lubi ze mną spędzać czas… że jestem interesującym mężczyzną, dlaczego tak pani mnie ocenia??? – mimo, że zmieszany, był wielce zaintrygowany.

– Cóż… panie Lubku - jak ja lubiłam takie okazje do komplementowania mężczyzn! Do wbijania ich w dumę.

Tłumaczyłam, nie przestając kręcić szmatą i jednocześnie, najzgrabniej jak umiałam, wywijając tyłkiem i miarowo kołysząc biustem.

- Uważam, że jest pan ciekawym, nietuzinkowym wręcz dżentelmenem, z jednej strony, ze względu na pańską wrażliwość, grację… kulturę bycia, zaś z drugiej strony, ze względu na pańskie ambicje, tak przecież konkretne, na pańską wiedzę i inteligencję...

Pomyślałam sobie, że ja również, właśnie z dwóch stron jestem interesująca dla młodzieńca… Nawet czułam jego wzrok na obu stronach… Takoż samo świdrował moją pupę, jak wbijał się w rowek między dwiema półkulami.

Uwielbiałam sobie wyobrażać, że jestem autentycznie pokojówką, pracującą na kolanach i wypinającą pupę... I że wtedy właśnie dopada mnie władczy mężczyzna, właściciel domu, w którym sprzątam. Bezceremonialnie zadziera mi spódnicę... najpierw wymierza klapsy, by pokazać, kto tu rządzi, a potem... potem robi swoje. Bez pytania nakierowuje swą męskość na moją muszelkę... Moje skąpe stringi jedynie odsuwa na bok. Trzyma mnie za biodra, zmuszając, bym była wypięta, po czym zdecydowanym ruchem napiera na moją piczkę. Czuję, że jako posłuszna pokojówka powinnam być uległa wobec swego pracodawcy. Zatem spolegliwie się wypinam i gościnnie przyjmuję jego twardą kuśkę w mej ciasnej grocie, wzdychając przy tym i pojękując, oczekując bardzo mocnych pchnięć... bardzo ostrego pieprzenia...

Lubek zdziwił się zapewne, dlaczego będąc wypiętą na podłodze, nagle przerywam pracę, przymykam oczy i wzdycham głęboko...

Tak bardzo polubiłam przychodzić do pokoju Lubomira, że wykorzystywałam ku temu najdrobniejsze preteksty. A może to jakieś moje uczucia opiekuńcze… (zgoła macierzyńskie?) brały górę? Nawet przychodziłam prasować jego rzeczy. Uwijałam się przy tym zgrabnie przy desce do prasowania, gdy on leżał na łóżku i czytał. No tak, czytał… To znaczy, wtedy to już chyba nie za bardzo był w stanie czytać. Po prostu nie odrywał ode mnie wzroku. Oczywiście znów miałam na sobie króciutką spódnicę… znowu rozkloszowaną. Chyba dlatego nie podnosił się z łóżka. To znaczy on nie… bo nie wiem, czy na tym łóżku coś innego tam się nie podnosiło…

- Panie Lubku, szykowny z pana dżentelmen! Cóż za eleganckie koszule! A czy bokserki też mogę panu przegnieść???

Skonsternowany młodzian tylko łypał oczami. Nie wiem, co tam sobie wyobraził po mojej deklaracji odnośnie bokserek, ale jego rozmarzona mina wskazywała na wiele.

- O tak pani Marto… pani zawsze mnie pochwali… i jest taka… usłużna. Oczywiście, poproszę o wygniecenie mi bokserek…

Czerwienił się.

Z czasem, chyba coraz nachalniej wpadałam do pokoju Lubomira. Zadeklarowałam się także ze ścieleniem mu łóżka (chyba, jako jedynak i nieco maminsynek, nigdy tego nie robił). To była świetna okazja, żeby ujrzeć  go w samych slipkach. Bardzo mnie to ekscytowało. Zresztą jego też. Wyraźnie to było widać…

- Panie Lubku, jak pan widzi, nie tylko lubię sprzątać, ale w ogóle lubię porządki i… lubię czuć się potrzebna, ale jako samotna kobieta… niestety nie mam się kim troszczyć…

Widziałam po jego minie, że po takim wyznaniu chciałby wręcz wykrzyczeć.

- Mną!!! Mną niech się pani troszczy, opiekuje!!! Od świtu do zmierzchu! I przez noc! Zwłaszcza przez noc!

Ale oczywiście na to nie miał odwagi się zdobyć. Choć i tak coraz bardziej się ośmielał, coraz mniej ukrywał swój wzrok, gdy patrzył, jak podczas ścielenia pochylam się i wypinam w jego stronę pupę… A spódnicę nieodmiennie miałam na sobie króciutką i rozkloszowaną… I nieodmiennie chodziłam w pończoszkach. Tym razem miałam takie z kokardkami przy manszetach. Wyjątkowo seksowne. Dało się to poznać po wyjątkowo marzycielskim wzroku Lubka. Pokokietowałam go jeszcze troszkę. Musiałam poprawić karnisz. Młodzieniec leżący na łóżku miał idealny punkt widokowy. Poprawiałam firankę, to z lewa, to z prawa, stojąc na parapecie, pomerdałam chłopaczynie kuperkiem porządnie.

- Panie Lubomirze, niech mnie pan asekuruje na tym wąskim parapecie, bo jak się niechcący puszczę, to… wyląduję z panem w łóżku…

Celowo prowadziłam gierkę słowną. Sformułowania - "bo się puszczę", "wyląduję z panem w łóżku" działały na młodziana jak płachta na byka. Jeszcze bardziej podziałała konieczność trzymania mnie za nogi, żebym nie spadła z parapetu. Sama nie wiedziałabym, na co odważył się, czy wykorzystał okazję i próbował zajrzeć mi pod spódnicę. Jednak sama taka możliwość nakręcała mnie niemożebnie. Zobaczyłby wówczas te moje koronkowe, mocno transparentne stringi… Dlatego zerkałam kątem oka. Był teraz znacznie bardziej odważny, niż przy biblioteczce. Spozierał mi pod spódnicę! Bardzo mnie to podniecało! Chciałam, żeby zobaczył moje seksowne majtki. Mało tego. Chciałam, wręcz pragnęłam, żeby zobaczył zarys mojej cipki, przebijający się przez materiał. Dlatego musiałam rozszerzyć nogi. Oczywiscie po to, żeby się stabilniej utrzymywać na parapecie...

Zerknęłam. Teraz dopiero gapił się mi pod kieckę. Z rozdziawionymi ustami. Na pewno zobaczył stringi! Przy oknie było jasno. Na bank musiał dostrzec przez cienką koronkę wyraźną kreskę... Pomyślałam - mój ty młodzieniaszku, wreszcie to zobaczyłeś! Masz przed sobą dojrzałą piczkę, może nie w pełnej krasie... ale za to w pięknej, koronkowej oprawie! Chcesz mnie mieć jeszcze bliżej? Wiadomo, że chcesz. No to, bardzo proszę!

W kontrolowany sposób "straciłam równowagę" i...

- Ojej! Puściłam się!

Co to było za uczucie wpaść w ramiona młodego mężczyzny, wybawiającego mnie z opresji!

- Panie Lubku! Uratował mnie pan, po tym, gdy się puściłam... W pańskich mocarnych ramionach mogłabym tak trwać do końca świata!

Egzaltowanie wychwalałam chłopaczka, chwytając go mocno za szyję. Lubomir trzymał mnie jeszcze mocniej… Czułam na pupie mocny chwyt jego dłoni. I… trwaliśmy w takiej pozycji dłuższą chwilę. Nie miałam wątpliwości, że gdyby na miejscu nieśmiałego uczniaka był tylko troszkę odważniejszy mężczyzna, rzuciłby mnie na łóżko, wskoczył na mnie i bezpardonowo zadarł spódniczkę. A potem... nie dał chwili wytchnienia, ani mi, ani mojej świątyni rozkoszy, którą dopiero co podglądał.

Rozmarzyłam się, przymykając oczy, a rozchylając usta. Och... puściłabym się z przyjemnością...

Oczywiście Lubek nie miał śmiałości do wykonania jakiegokolwiek kroku, a ja wtedy jeszcze nie byłam przekonana, czy powinnam bardziej prowokować niewinnego studenta.

14,275
8.48/10
Dodaj do ulubionych
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 8.48/10 (25 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Komentarze (12)

xyz_A

xyz_A · 8 listopada 2019

0
0

Przedawkowałeś wielokropek, kilka powtórzeń słownych, ale muszę przyznać, że czytanie sprawiło mi dużą przyjemność.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
historyczka

historyczka · Autor · 8 listopada 2019

0
0

Masz rację! Już zmieniam!

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Dorota

Dorota · 8 listopada 2019

+1
0

Bardzo dobre, Lubię Twój styl

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
historyczka

historyczka · Autor · 8 listopada 2019

0
0

Dziękuję Doroto! Bardzo mi miło. Zdradzisz mi, co lubisz w moim stylu?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Diabełwgłowie

Diabełwgłowie · 8 listopada 2019

+1
0

Tym razem mam mieszane uczucia. Historyjka jak przystało na historyczkę 🙂 lekka, przyjemna, a nawet zabawna. Przez to, że tym razem "łupem" Marty padł nieśmiały młodzieniec, zabrakło mi trochę jakiegoś pazurka w tym opowiadaniu. Być może mocniej mogłaś rozbudować postać Lubomira, albo przez chwilę poprowadzić narrację z jego strony. Może by się trochę wyraźniej zarysował. Styl lubię, jednak zdecydowanie wolałem Martę padającą "łupem" podpitych strażaków, lubieżnych dyrektorów i innych szumowin 🙂 Liczę na ciąg dalszy tamtej historii.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Dorota

Dorota · 8 listopada 2019

+1
0

Lubię postać, którą stworzyłaś. Marta jest sympatyczną kokietką, bałamutką i flirciarą, a historyjki z nią ocierają się o styl retro. Słownictwo nie jest wulgarne i całość czyta się w miarę lekko

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
historyczka

historyczka · Autor · 8 listopada 2019

0
-1

Diable, podoba mi się Twój komentarz. Również miałam apetyt na rozpisanie postaci Lubomira. Jednak przy tej krótkiej formie - czy nie wydałoby się to "ciężkie"?

I tak, młodzian: czyta ambitne książki (Szatańskie wersety), zna się na sztuce (malarstwo), wie czego chce - studiować filologię polską...
Zastanawiałam się, w co by tu jeszcze go obuć...

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
historyczka

historyczka · Autor · 8 listopada 2019

0
-1

Aha. Wszystkie sugestie - bardzo mile widziane. Chętnie coś to jeszcze rozpiszę...

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Diabełwgłowie

Diabełwgłowie · 8 listopada 2019

+1
0

Historyczko, jakiś ten Lubomir miałki po prostu się wydaje. Niby jest, a niewiele wnosi. Może to wynikać też z mojego specyficznego gustu. Nie skreślam tekstu jako takiego. Po prostu, wolę trochę inne historie. Po namyśle, wydaje mi się, że już samo wprowadzenie Lubomira, jako niedoświadczonego, nieśmiałego chłopaka już go jakoś zdyskwalifikowało w moich oczach. Może gdyby chrześniak okazął się jakimś "diabełkiem"i wspólnie wyłomotali by Martę 🙂 , to bardziej by mi przypasowało. Może trochę ostrzejsza zabawa? Jakieś perwersyjne życzenia Marty? Zasadniczo, to gdyby Marta była mężatką.... Dobra, żartowałem. To moja bajka 😀

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
XeeleeFirst

XeeleeFirst · 10 listopada 2019

+1
0

Kolejne opowiadanie P.T. „Historyczki” przywodzi na myśl ciekawe zagadnienie. Gdy mamy do czynienia z osobą bardzo pracowitą, niesłychanie produktywną, to można oceniać nie tylko najnowszy utwór, ale i całość dorobku i jego rozwój.
Sądzę, że rozważając ciąg opublikowanych opowiadań, tekst „Udawana randka Marty” należy ocenić jako nowość w repertuarze.

Każdy z nas ma pewien stereotyp odbierania i mówienia o doznaniach erotycznych. Dla autorów, którzy nie chcą szybko zniknąć stąd (jak to się często zdarza) zawsze prędzej czy później pojawi się problem, co zrobić, aby wznieść się ponad ów stereotyp po to, aby uchronić czytelników przed powtarzalnością prezentowanego wzorca zachowań. P.T. „Diabełwgłowie” sugeruje poniżej „Historyczce”: „Może trochę ostrzejsza zabawa? Jakieś perwersyjne życzenia Marty? Zasadniczo, to gdyby Marta była mężatką...”.

Ja z kolei, po dokonaniu przeglądu licznych wytworów „Historyczki”, do których należą propozycje tak zwanych fabułek Marty, zamieszczone na portalu „Cyberromans.pl” dostrzegłem kilka innych możliwości. Bardzo obiecującą historyjką jest zarys fabuły pod tytułem: „Na wczasach w Hiszpanii”. Tam jest już prawie gotowe opowiadania. Marta pisze w tym tekście między innymi intrygująco o czarnoskórych uchodźcach. Polecam ten fragment czytelnikom. Autorce sugeruję, aby przekształciła ów zarys scenariusza w pełne opowiadanie. Pozdrawiam autorkę.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
historyczka

historyczka · Autor · 14 listopada 2019

0
0

Dziękuję za postawioną "jedynkę" - to dla mnie ważny komunikat.
Jednak przykro mi, że ktoś, kto wystawia tak skrajną ocenę - zatem krytycznie odnosi się najwyraźniej i do pomysłu, i do klimatu i wykonania, jak też zapewne do erotyki - nie pisze nawet jednego słowa, co jest nie tak. Wiedziałabym wtedy co poprawić.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Aquarek

Aquarek · 19 listopada 2019

0
-2

Jak dla mnie, autor(ka) nieustannie pnie się w górę w swojej sztuce i stara się wymyśleć niecodzienne, idące nieco inną drogą niż zazwyczaj fabuły. Opowiadanie rozpisane z sensem, odpowiednio stopniowane, można powiedzieć, stylistycznie uczta dla (mojego niewprawnego) oka! Co do fabuły? Cóż, jest bardzo dobrze, ale liczę na większe urozmaicenia i może szerszy repertuar upodobań bohaterki?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Opowiadania o podobnej tematyce:

Pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.