Ilustracja: Marvin Meyer

Uzgodniona niepoczytalność

21 marca 2021

1 godz 39 min

Prosta i przyjemna historia dla Czytelników, którzy lubią... proste i przyjemne historie ;)

To było strasznie krępujące. Kolejny raz. Rozumiał, że ciocia Beata uwielbiała swojego chrześniaka, a szczególnie długie z nim rozmowy, ale przed chwilą zasnęła mu na ramieniu. Czuł się niezręcznie.

 

Kilka lat temu też bardzo lubiła oglądać z nim filmy i zawsze mu powtarzała, że ma dar, że jego spostrzeżeń i komentarzy słucha się z przyjemnością, że są dojrzałe nad jego wiek. Zazwyczaj kiwając głową, mówiła mu z uznaniem: "Nawet da się z tobą, chłopie, pogadać".

Teraz, gdy już był młodym mężczyzną, wciąż dyskutowało im się całkiem nieźle, i chyba nawet swobodniej, aczkolwiek młodzieniec czuł należny jej z racji wieku szacunek. Nigdy nie traktował jej jak koleżanki, choć może czasem tak wyglądało. Zawsze trzymali odpowiedni dystans.   

Miał nadzieję, że tym razem "odleciała" do krainy snu nie za sprawą rozmów o jego studenckim życiu. No, najciekawszych historyjek przecież nie mógł jej zdradzić (nie wypadało), a te "grzeczne" rzeczywiście nie były specjalnie porywające. Ale film był, więc nie powinna zasnąć.

Obudził ją i z uśmiechem na ustach wskazał oczami sunące na ekranie w dół napisy końcowe. Od razu i bez słowa się zebrała i poczłapała do swojego pokoju, marszcząc się przy tym jakby wyczerpana ciężką pracą. Oczy jakby wciąż miała zamknięte. Pamiętał, że kilka lat temu to ona raczej budziła jego.

"Przysnęło mi się?" - stwierdziła zdziwiona zaspanym głosem i drapiąc się po głowie, poczłapała w stronę schodów na piętro. Nie czekała na odpowiedź.

 

Kiedyś Beata mieszkała u jego rodziców przez kilka miesięcy (ponad pół roku). Sprzedała mieszkanie, a jej mały domek dopiero się budował, więc mama po konsultacji z resztą rodziny, zaproponowała cioci pomoc. Bardzo się lubiły, więc była to szczera oferta, Beata dobrze się u nich czuła.

Kobieta była przeszczęśliwa i chyba w ramach rekompensaty, opiekowała się czternastoletnim chrześniakiem jak prawdziwa mama, chcąc przy tym odciążyć kuzynkę i jej męża, którzy prowadzili restaurację i często spędzali tam czas od świtu do późnego wieczora.  

Tak, wtedy stała się jego prawdziwą drugą mamą.

Dużo wtedy rozmawiali, bo Beata była nietuzinkową kobietą - taką trochę postrzeloną, o duszy artystki i mającą gdzieś stereotypy i schematyczne ramy życia. Różnica wieku nie miała znaczenia. Taka dobra cioteczka z sitcomów - wyluzowana i często operująca młodzieżowym językiem, i to nie brzmiąc sztucznie, jak czasem jego mama, w ustach której popularne zwroty - "spoko", "wyluzuj, "cool", zdawały się zgrzytać i trzeszczeć fałszywymi nutami, kompletnie nie pasując do obrazu zasadniczej kobiety. U ciotki tego nie było. Dyskutowali jak równi sobie wiekiem i to nie dlatego, że ona stawała się infantylna. To on chyba był poważny i dojrzały ponad wiek, i to od zawsze. Oboje jednak potrafili odnaleźć się w swoich rolach i zachować odpowiedni dystans. Choć czasem zdawało się, że on się zacierał. Nie było tak. A jak się zdarzyło, to tylko na chwilę, na czas wygłupów. Zawsze szanował ciotkę, a ona nie traktowała go z góry.

A ile razem filmów obejrzeli? Kto by to zliczył. Kino akcji, melodramaty, komedie, nawet filmy wojenne i dumnie brzmiąca klasyka - każdy gatunek. Oboje byli kinomaniakami, popołudniu i wieczorami czasu mieli sporo, więc siedzieli na kanapie i chrupiąc "pychotki" (oboje je lubili te ciastka - kruche z gęstą lepiącą się marmoladą), rozprawiali o aktorach, reżyserach i wszelakich plotkach z życia gwiazd. Zdarzyło się, że zasnął jej na ramieniu, czasem ona na jego. Kilka razy, wracający z restauracji rodzice, budzili ich, śmiejąc się z tak zaciętych filmowych koneserów.

Pamiętał, że w tamtym czasie, ciocia Beata była jego ideałem kobiety. Klasyczną pięknością może nie, ale jemu bardzo się podobała, dostrzegał w niej to, co w płci przeciwnej najlepsze. Nie patrzył wtedy jeszcze jak mężczyzna, a bardziej jak dziecko, ale potrafił dostrzec jej piękno. Uwielbiał spędzać z nią czas, fascynowała go, dla niej zrobiłby wszystko. Potrafił wpatrywać się w ciocię jak w obrazek, a już kiedy upinała włosy w kok, nie potrafił oderwać od niej oczu. Dla niego była najpiękniejsza.

I zawsze tak ciepło na niego patrzyła, była taka uczynna, dobra, nie jak mama, która tylko od niego wymagała i wszystko mu kazała robić samemu. Była też oczytana, ciekawie opowiadała, miała szalone pomysły, które go wciągały jak wir wodny. Aż mu niekiedy było głupio, że czasem myślał o niej jak o kobiecie, z którą chciałby się ożenić, pomimo że dzieliły ich dekady. No i z czasem już powoli zerkał na jej kobiece kształty, szczególnie nęciły go piersi, które ciocia jakoś nieszczególnie zakrywała pod śmiałymi bluzeczkami. Po prostu nie zwróciła uwagi na wyrastanie towarzysza z wieku dziecięcego, nie dostrzegała, że jego zainteresowania się zmieniły, poszerzyły.

Będąc nieco starszym, kiedy hormony zmieniały jego dziecięce spojrzenie w młodzieńcze, a ciocia ich czasem odwiedzała, patrzył na Beatę już nie jak na żonę (dobrze wiedział, że to nie miało sensu, że to naiwność i fantazja dziecka tworzyła takie uproszczone wizje o wspólnym życiu, to już mu minęło), a jak na kochankę. Tak, czasem myślał o cioci, kiedy się masturbował w łazience czy pokoju, ale o tym wiedział tylko on. Gdyby wtedy ciocia potrafiła czytać w myślach, spaliłby się ze wstydu, a ona pewnie by go znienawidziła, bo wyobraźnię miał bujną, a potrzeby spore. Sam niekiedy głupio się czuł, że myśli o niej w takim kontekście. Cóż on z nią w fantazjach nie wyprawiał! Ale to było wtedy silniejsze od niego.

Któregoś roku zobaczył ją w pięknej kreacji - bardzo odważnej - czarna połyskująca cekinami sukienka o cienkich ramiączkach, spory wycięcie na plecach, głęboki dekolt. Zrobiła na nim oszałamiające wrażenie, oczu nie mógł oderwać, aż głupio. Wybierała się wtedy z jego rodzicami na bal sylwestrowy, gdzie miał bawić się z nimi pewien znajomy. Chyba próbowano ją wtedy z nim poznać. W pełnym makijażu wyglądała przepięknie. W stukających szpilkach kojarzyła mu się z modelką lub gwiazdą filmową. I tak zmysłowo trzymała wtedy w dłoni szklaneczkę z drinkiem, jak te pełne klasy kobiety z filmowych ekskluzywnych rezydencji. Przechadzała się po domu, żartowała z rodzicami ze swobodą pewnej siebie i atrakcyjnej kobiety. Tak to wtedy widział. Kiedy dorośli wyszli, masturbował się na sofie, marząc, że na tę wyjątkową noc ciocia ubrała się tak seksownie dla niego, nie dla jakiegoś tam Pawła. W fantazji zostali sami, zrzuciła suknię, a później nie schodzili już z sofy, tylko... Do północy trzy razy to wtedy zrobił, a później jeszcze zanim zasnął. Za każdym razem z ciocią Beatą. Wtedy na dobre wryła mu się w pamięć. To były czasy jego dorastania.

Z czasem pojawiły się już inne muzy, które pomagały mu rozładować seksualne napięcie - nauczycielki, mamy kumpli, sąsiadki, koleżanki, koleżanki mamy, niekiedy przypadkowo spotkane nieznajome. O nich myślał, kiedy się onanizował. Kobiet w jego młodzieńczym życiu było mnóstwo. Oczywiście w fantazjach. W pamięci posiadał istny harem.

W gimnazjum miewał już sympatie, ale dopiero w liceum miał taką prawdziwą dziewczynę i... dość szybko ją namówił najpierw na robótki ręczne, kilka tygodni później już na seks oralny, jeszcze będąc w drugiej klasie wkroczyli w tak zwaną dorosłość i oboje się tym zafascynowali. Później, kiedy tylko się nadarzyła okazja, uprawiali seks. Paulina była w tym świetna, bo nie marudziła i mu pozwalała na szybką akcję, nawet kiedy rodzice byli w domu. Lubiła te rozrywki, była chętna i nie udawała niedostępnej. Wtedy odkrył prawdziwy świat seksu i wiele się nauczył.

Później była jeszcze Aga, ale robiła z siebie zbyt przyzwoitą, i choć była śliczna, dość szybko się rozminęli. Następnie Majka, ale ta tylko zgadzała się na seks oralny, i to za każdym razem po długich namowach, jakby to była jakaś kara. Tylko na początku coś między nimi iskrzył, po trzech miesiącach się rozstali. Ogólnie w szkole średniej nie miał powodów do narzekania. Wolał też niezobowiązujące do niczego przygody. Zdobył też swoistą pewność, że w seksie daje radę.   

A obecnie? Obecnie studiował i w czasie trwania roku akademickiego, nie narzekał na brak cielesnych atrakcji z koleżankami ze studenckiej braci. Miał w gronie znajomych dwa pewniaki, które zawsze, kiedy tylko potrzebował, dawały mu ulgę i nie oczekiwały nic w zamian - żadnych deklaracji, żadnego bycia razem, itp., po prostu luźne relacje, sympatia. Nawet nie musieli wychodzić na imprezy, do kina, czy do knajpy na piwo, by sobie "zasłużył". Dzwonił, wymieniali kilka zdań na nijakie tematy, po czym umawiali się i... Oczywiście kurtuazja też była, ale w czasie spotkania oboje wiedzieli, o co chodziło, więc szybko przechodzili do rzeczy, taka obopólna korzyść.

Poznawał też nowe dziewczyny i tu już bywało różnie. Czasem zdobywał, co chciał, czasem wracał do siebie z gorzką miną, kiedy koleżanka pozwoliła się tylko odprowadzić do domu, niestety nie zapraszając go do środka. Ale wtedy sprawdzały się pewniaki.

  

Teraz już mu się trochę urosło, wiele się też w relacjach z ciocią Beatą zmieniło, bo mieli dużo rzadszy kontakt. On studiował w dużym mieście, a kiedy bywał w domu, nie zawsze udawało się trafić na odwiedziny ciotki. Widywali się przeważnie w czasie świąt i rodzinnych uroczystości, ale te zdarzały się tylko kilka razy w roku.

Zmienił się. Nie był już tym Olkiem, który rozprawiał o marvelowskich bohaterach z pasją i fascynacją. Nie było już tak, że opowiadając o agencie 007, nie potrafił skończyć, a uwielbienie klasyków westernu, zmieniało go w chłopca, niepasującego do reszty rówieśników. Ci myśleli tylko o samochodowych pościgach, strzelaninach i efektach specjalnych. Teraz nadal był spokojnym młodzieńcem, ale ten spokój maskował jego męski charakter i tylko stwarzał pozory grzecznego syna, dobrego studenta, ułożonego chłopaka.

Teraz był już młodym mężczyzną - studentem. Bardziej pasowała mu kategoria studenta (która niezwykle trafnie go definiowała), bo sam uważał, że mężczyzną się stanie, kiedy zamieszka na swoim, a nie będzie garował u rodziców.

Letnią przerwę zawsze spędzał w domu rodzinnym (no chyba że gdzieś wyjeżdżał z kumplami) i starał się co nieco pomóc rodzicom w prowadzeniu restauratorskiego biznesu, tam zawsze były potrzebne dodatkowe ręce, szczególnie latem. Jakby nie było, rodzice wciąż łożyli na jego utrzymanie w trakcie roku akademickiego, więc chciał się odwdzięczyć, nawet nie szukał innej pracy.

Ciotka jakby się nie zmieniała. Wciąż była atrakcyjna i pogodna, a pojawiające się zmarszczki tylko uszlachetniły jej wygląd, na pewno dodały jej klasy. Nawet figurę miała jako taką, już od lat.

Teraz przyjechała tylko na tydzień, na czas remontu jej kuchni. Mówiła, że nie znosi drylowania, wiercenia i stukania, a i krótki urlop i zmiana otoczenia dobrze jej zrobi. Całym rozgardiaszem zajmował się jej znajomy, który miał firmę zajmującą się wykończeniówką, więc bez obaw mogła powierzyć mu klucze, miał o wszystko zadbać. A że kuzynka miała duży dom, który otaczały piękne sielskie widoki, może nie wprosiła się, ale dała do zrozumienia, że chętnie by skorzystała z zaproszenia, jeśli takie by się pojawiło.

No to się pojawiło. Gośka uwielbiała towarzystwo kuzynki, wprowadzała do ich domu sporo życia.

 


 

- Co oglądasz? O! Zdaje się ciekawy - rzuciła, zanim odpowiedział, bo na ekranie dostrzegła umięśnionych natartych oliwą mężczyzn.

- Spartakusa. Naprawdę dobry. Kumpel mi polecił.

- Czyli... to zaproszenie? Mogę się przysiąść, nie będziesz miał nic przeciw? - upewniała się, choć nie czekała na odpowiedź. Nalała sobie w kuchni soku do dużej zielonkawej szklanki z Ikei i energicznie zmierzała do salonu, by postawić napój na stoliku. Nie miała dziś ochoty czytać książki, wolała towarzystwo.

- Jasne. "Tu nikt nikomu nic nie broni, tylko... - upewnił się, że dobrze pamięta - nie wszyscy muszą o tym wiedzieć" - dokończył myśl. Tak naprawdę zacytował słowo w słowo. Miał nadzieję, że pamiętała, że często mówiła tak do niego, kiedy dawniej się nim opiekowała. Oczywiście wtedy rodzice nie musieli o wszystkim, na co pozwalała mu ciotka, wiedzieć. Zajadał więc nutellę na każde śniadanie, a czasem w trakcie dnia grał dłużej na komputerze niż miał przydzielony przez mamę limit, filmy też oglądał z ciotką do późna, często na nich zasypiał, i to w środku tygodnia. Wiele było tego typu kwiatków.

Uśmiechnęła się tylko. Pamiętała te swoje powiedzonka, ale zbyła to milczeniem.

- To film, czy serial? - zapytała z ciekawości idąc do kuchni, by się odpowiednio nastawić. Sięgnęła do lodówki po jogurt naturalny. Od tygodni stanowiło to jej jedyna kolację, a po dziewiętnastej już nic nie jadła, tylko piła wodę. Dziś przesunęła trochę tę granicę. "Dziewiętnasta, dwudziesta, żadna tam różnica" - usprawiedliwiła się, zdejmując wieczko i oblizując jego wewnętrzną powierzchnię. Ponoć nie powinno się tego robić, ale ona lubiła.

- Serial - odpowiedział naciskając spację na laptopie. - Właśnie zacząłem pierwszy sezon... także... wiesz, kiedy przyjść - zaśmiał się. - Ale uprzedzam... - zatrzymał głos, by zbudować napięcie, a kiedy oczy Beaty zdradziły zaintrygowanie, kontynuował mały żart - potrzebujesz zgody rodziców, bo... jest od szesnastu lat - uśmiechnął się przymilnie. Z Beatą zawsze prowadziło się wesołe rozmowy, czuła temat i miała własne naturalne flow. Nie puszyła się jak typowi dorośli, konwenanse dla niej się nie liczyły, światopogląd też miała interesujący.

- Jak zawsze żartowniś - puściła przesadzony komplement mimo uszu, choć słowa chrześniaka zabrzmiały niezwykle sympatycznie. - Szesnaście to akurat już od niedawna mam - dopowiedziała naturalnym głosem i usiadła obok Olka na sofie, bo w przeciwieństwie do dwóch foteli z zestawu, mebel stał na wprost telewizora, choć dzisiaj Olek oglądał film z ustawionego na stoliku laptopa. Dzieliło ich może pół metra.

Uruchomił akcję. Odruchowo zerknął z ukosa w dość odważny dekolt piżamy. Każdy zdrowy facet by to zrobił. Piżamę stanowił zwykły komplet - spodnie w kratkę i koszulka z krótkim rękawem, ale z miłym dla oka wycięciem.

Dostrzegła to, ale już była do tego przyzwyczajona. Odkąd pamiętała, jak tylko Olek trochę podrósł, interesował się tym, co tam skrywała. Naturalne zachowanie przecież - tłumaczyła sobie. Poza tym nie był w tych polowaniach na kobiece kształty nachalny i nieelegancki. Była przekonana, że chrześniak reaguje tak na każde boobies, dlaczego więc nie na te ciotki? Nie robiła z tego żadnego aj-waj. Teraz też poczytała jego spojrzenie jako właściwą reakcję młodego mężczyzny. Może przez chwilę było jej głupio, że sutki jednak trochę za bardzo odznaczają się na płynnej linii piersi, widać je było pod białym bawełnianym materiałem, ale szybko skierowała oczy na akcję filmu. Zdrowy facet i tyle. Każdy by tak zrobił - pomyślała.

Olek zerknął z ukosa na wpatrzona w mięśniaków ciotkę i szybko dostrzegł białą substancję jogurtu w kąciku ust. Nie mogło mu się to inaczej skojarzyć. Co chwilę zerkał na Beatę, to było dla niego bardzo zabawne. Ta anomalia przyciągała jego oczy jak magnes, wyobraźnia robiła resztę.

- Jogurt? Na noc? - zdziwił się młodzian. - To zdrowe? Słyszałem, że chyba nie - udał niepewnego, ale gdzieś czytał, że to raczej błąd żywieniowy.

- Otóż mój troskliwy rycerzu niby - tu zaakcentowała - znający się na diecie, a raczej nie, co za chwilę udowodnimy - zaczęła modulując głos niczym obrońca na sali sądowej szykujący się do przemowy końcowej. - Jogurt owocowy, czyli zazwyczaj barwniki, aromaty i cukier... - wymieniła, ale mówiła powoli, jak tłumacząca trudne zagadnienie uczniom nauczycielka. - Tak, tu może byś miał rację - uśmiechnęła się promieniście, aż za bardzo, co znaczyło, że za chwilę mu utrze nosa. Dobrze pamiętał tę minę cioci z danych czasów, zwiastującą jej tryumf, kiedy udowadniała mu, jak mocno się w jakiejś kwestii mylił. - Ale... - kontynuowała. - Kiedyś potrafiłeś bardzo dobrze czytać - uważnie, nawet małe literki - musiała mu wbić małą szpileczkę - więc może zanim pouczysz cioteczkę, to przeczytaj dokładnie te piękne zielone literki... - ironizowała, po czym przesylabowała słowo - "na-tu-ral-ny". - Taki można, nawet jest wskazane - podsumowała lakonicznie i to był koniec jej wyjaśnień.

- Puszysty? - zdziwił się i chytrze się zaśmiał, kiedy po chwili przenikliwej ciszy przeczytał na głos napis umieszczony na białej chmurce na opakowaniu. Uśmiechnął się cwaniacko, bo dobrze wiedział, że ciotka załapie jego insynuację i już jakby miał coś powiedzieć, ale nie zdążył.

- Uważaj sobie - spojrzała ostrzegawczo z ukosa, wkładając łyżeczkę z porcją jogurtu do ust i zatrzymując na studencie pełne udawanej groźby oczy. - Zanim powiesz za dużo, lepiej się zastanów, by nie dosięgła cię później zemsta ciotki. Cierpiałbyś bardziej, niż... ci idący na arenę na śmierć - pogroziła mu palcem, a wskazując oczami ekran laptopa,  wesoło się uśmiechnęła. - To błędne skojarzenie - zaznaczyła rozbawiona jego uwagą.

Nie była szczupła, dobrze wiedziała, do czego młody pił, ale puszystą też nie można ją było nazwać. Może warstwa tłuszczyku, tu i ówdzie, była nico wyraźniejsza, ale nadal wciskała się w ciuchy rozmiaru czterdzieści, czasem nawet trzydzieści osiem. Pilnowała się. W tym wieku już musiała uważać, dieta też zrobiła swoje. Niestety zawsze tak miała, że pierwsze co, leciały jej piersi, później trochę brzuch, uda były oporne, więc dla własnego dobra nie była tak restrykcyjna wobec założeń programów dietetycznych.

Narzekać nie mogła, mężczyźni często na nią spoglądali z zainteresowaniem, co znaczyło, że nawet będąc blisko pięćdziesiątki, jako tako się trzymała. Poza tym bił od niej inny blask niż ten związany z przemijającą powierzchowną formą. Pogoda ducha, życiowy entuzjazm, uśmiech i niewyczerpalne pokłady energii, a przy tym posiadała umiarkowaną skromność. Taką odpowiednią, jaką powinna posiadać, czująca się ze sobą dobrze kobieta, która nie nosi głowy uniesionej za wysoko. No i była damą, tak się czuła.

Nie wytrzymał. Pokazał ciotce gest - potarł kciukiem swój kącik ust, by coś zasygnalizować, Beata szybko załapała, co miał na myśli i pozbyła się palcami resztek białej substancji. Dla niego zrobiła to, jak robią to aktorki filmików dla dorosłych po obfitym wytrysku partnera w usta. Ależ zmysłowo oblizała palec!

 

No i stało się, czego się obawiał.

 

Oglądać erotyczną scenę razem ze swoją ciotką to istna mordęga. To prawie jakby oglądać to z rodzicami.

Dla Beaty też była to niezła przeprawa, konfuzja na całego.

Przez chwilę oboje jakby byli zawieszeni w próżni i choć byli dorośli, głupio się czuli. No dziwnie tak jakoś było. Konsternacja jakby wzmacniała ciszę i odgłosy miłosnego aktu aktorów, a mówić teraz cokolwiek, było niezręcznie.

- Głupio tak, nie? - ni to spytała, ni oznajmiła, wskazując ruchem głowy namiętną scenę.

- Trochę - odbąknął, bo nie wiedział, co powiedzieć. Najlepiej jakby o nic nie pytała, a scena szybko minęła. - Mówiłem, że film jest od szesnastu lat - ożywił się. By nie okazać zmieszania i konsternacji, udawał opanowanego żartownisia. W myślach zazdrościł aktorowi tak pokaźnego sprzętu, który w zwisie chyba miał rozmiar jego penisa w wzwodzie. Mały, ale wariat - pocieszał się, myśląc o sobie.

- A powinien być od osiemnastu - zaśmiała się, nadając filmowi kategorię pornosa. Scena była bliska tego typu filmów. No może w wersji light, ale blisko typowego filmu erotycznego na pewno. - Co nie zmieniłoby faktu, że i tak byśmy go oglądali, nie? Kiedyś na pewno bym ci nie pozwoliła na taki... - dodała obojętnym głosem. - Albo zamykałbyś przy mnie oczy, jak ja kiedyś przy swoich rodzicach, kiedy w telewizji się całowali, albo... wiesz... - zaśmiała się.

Przez moment wyobrażała sobie, jak taka umięśniona bestia mogłaby ją posiąść. Chyba by go w sobie nie zmieściła - myślała o zwisającej parówie gladiatora, jak o prawdziwej maczudze. Ta jeszcze nie była w stanie erekcji, a już przerażała. W ogóle dziwiła się, że w filmie z kategorią - "od szesnastu lat", widać męskie genitalia, a panie świecą futerkami i piersiami. I tu akurat czuła dumę, bo miała większe cycki od każdych widzianych.

- O, cenzura widzę - uniósł się aktorsko. - Przecież tak kiedyś było. Może to nie kino dokumentalne, ale nagość kiedyś nie była czymś niestosownym. Grecy, Rzymianie, wszystkie antyczne cywilizacje ponoć pruły się na potęgę. Orgie były codziennością - stwierdził nieco spiętym głosem, niby znawca zwyczajów starożytnych społeczeństw. Nie odrywał przy tym oczu od rozbieranej sceny. Czuł jak płoną mu policzki, czuł się głupio, ale udawał opanowanego. - Chyba - dodał na koniec.

I na szczęście dyskusja potoczyła się w kierunku codziennego życia w starożytności, a o tajemnice i zwyczaje dawnych alków nie zahaczali.

Ale ukradkiem zerkał czasem na Beatę jak na potencjalną kochankę. To po prostu było w tych warunkach naturalne. Już widział ją w tych zwiewnych przezroczystych szatach, które okrywały niewolnice i ich właścicielkę. Nie miałaby się czego wstydzić.

 


 

- Ej! Poczekaj! Dopiero się wykąpałam! - wzburzyła się sympatycznie, kiedy schodząc z piętra, zastała Olka przed laptopem, już oglądającego znany z wczoraj serial. Miała pretensje, że oglądał bez niej, nawet jej nie powiedział, że zamierza. A mówiła mu, że jej się wczorajszy film podobał.

- Sorry, myślałem, że... - szukał wymówki - już śpisz. Ja jakoś nie jestem zmęczony - wytłumaczył się, zerkając na Beatę. Był pewny, że pod szlafrokiem nie ma nic więcej poza gołą skórą. Nie pierwszy raz paradowała tak po domu zaraz po kąpieli.  Widział nagie uda, kiedy stawiała kroki.  - Rodzice prosili, bym był w razie czego w gotowości. Zawsze, kiedy organizują komuś wesele w lokalu, wolą sami trzymać rękę na pulsie, ale też mieć w razie czego ubezpieczenie - mnie - zaśmiał się. - Coś szybko dowieźć, zastąpić kogoś z ekipy - takie siły szybkiego reagowania... - wyjaśnił, wspominając kilka sytuacji, kiedy to ich umiejętność przewidywania i zapobiegliwość uratowały uroczystości. - Więc dziś chyba dokończę ten sezon - zaśmiał się. Tak naprawdę chciał uniknąć wspólnego oglądania, bo rozbieranych scen było sporo i głupio się wtedy czuł. Poza tym był przekonany, że Beata już się położyła, bo odgłosy prysznica ucichły już dobry kwadrans temu. Od rana też chodziła z jakąś książką, więc myślał, że nawet jak nie położyła się spać, leżała w pokoju i czytała.

Zatrzymał wzrok na sylwetce kobiety, która teraz stała w kuchni tyłem do  niego i szukała czegoś w lodówce. Była ubrana w biały szlafrok, a to zawsze kojarzyło mu się z pościelowymi scenkami filmowymi, a nie wypadało mu tak myśleć o cioci. W sumie chyba od zawsze czuła się w ich domu swobodnie, przy nim też.

- Każda kobieta potrzebuje czasem zabiegów upiększających - poklepała teatralnie zawinięty na głowie ręcznik, grzbietem dłoni prześliznęła się po policzku. - Serum, krem, balsam, samo się nie zrobi - zaśmiała się, bo odegranie roli laleczki - pięknisi jej się udało. - Nie no... Ostatnio zasnęłam bez kąpieli - przypomniała poprzednią noc - więc dzisiaj najpierw prysznic, a później seans. A ty nie zaczekałeś - zrobiła minkę smutnej dziewczynki. - No jak to ma każda kobieta po prysznicu, kilka niezbędnych zabiegów musiałam zrobić, by nie zmienić się w pomarszczoną mandarynkę - zażartowała, jakby znowu się usprawiedliwiając.

- Nie każda musi - mruknął czarującym głosem, ukrywając w tych słowach komplement. Beata naprawdę wyglądała nieźle. W dodatku teraz intensywnie i niezwykle przyjemnie pachniała kosmetykami.

Uśmiechnęła się, wiedziała, że chrześniak - dżentelmen mówił o niej. Zrobiło jej się miło.

- Tylko nikomu ani mru mru - uniosła pojemniczek z jogurtem. Pamiętała ciągłe napomnienia Gośki, kierowane do spożywającego coś na sofie syna, wiedziała, że to wbrew zasadom tego domu. Było już po dwudziestej pierwszej, a wcześniej nie miała okazji zjeść kolacji, organizm domagał się wieczornego rytuału, więc go dopełniła. Łamała kolejną zasadę, tym razem swoją.

Nie mógł zareagować inaczej, aż się prosiło. "Tu nikt nikomu nic nie broni, tylko nie wszyscy muszą o tym wiedzieć" - powiedział humorystycznie, wpatrując się w ekran.

Uśmiechnęła się.

Zanim usiadła obok, wyprzedziła ją ta specyficzna woń świeżości. Skrupulatnie pilnowała krawędzi szlafroka, by te ułożyły się właściwie, szczególnie na nogach. 

 

Wiedział, że tak będzie.

Do jedenastej jakoś się trzymała, a rozmowy o przebiegu akcji, i wiele wątków pobocznych, nie związanych z filmem, ciągnęło się w nieskończoność. Do czasu.

Za oknami było już ciemno, może to nastroiło Beatę do snu. Najpierw zaczął ziewać on, po chwili zaraził tym ciotkę. Kilka razy w jednym czasie wykonali przeciągające się: "Oooch"  i zakryli usta, ale on przetrwał ten kryzysowy moment. Ciotka niestety nie.

Uznał, że nie ma sensu jej budzić, zrobi to, kiedy sam będzie szedł już spać. Może sama się przebudzi? Kilka razy pomyślał, by zrobić jej jakiegoś psikusa, jak to wiele razy bywało na studenckich domówkach, kiedy ktoś odlatywał, ale uznał pomysły za będące nie na miejscu. To by nie wyszło, przecież oboje byli trzeźwi, no i... przecież to ciotka. Ale wyobrażenie sobie Beaty z wymalowanymi genitaliami na czole, dostarczyły mu odrobinę śmiechu.

Jednak kiedy głowa ciotki zsunęła się na jego ramię, uznał, że należałoby pogonić śpiocha do łóżka. No cioteczka, do siebie! - mówił wesoło w myślach. Sam czuł się dobrze, energii wciąż miał sporo, film wciągnął go jak dawno żaden inny, był pewny, że dziś skończy pierwszy sezon. Tyle że ruchy krępowała mu śpiąca kobieta. Ani tu sięgnąć po sok, ani po chrupki. Dżentelmeni to mają przesrane - pomyślał o swojej postawie, bo jednak szkoda mu było wybudzać kobietę, bo spała tak spokojnie. A może bardziej obawiał się tego, że po powrocie do "żywych" będzie chciała wrócić do momentu filmu, w którym zasnęła, a to mu nie pasowało. Tak, chyba obawa przed tym drugim wariantem zdecydowała, że wolał trwać w tej niewygodzie. Postanowił, że obudzi ją, gdy odcinek się skończy.

Znowu poczuł świeży zapach żelu do mycia, szamponu i tych wszystkich kremów, balsamów i kto wie czego jeszcze. Wdychał wonności z przyjemnością. Przez chwilę przyglądał się twarzy nieświadomej niczego ciotki, mógł to teraz robić bez skrępowania. Dojrzała skóra charakteryzowała się specyficzną budową. Widział też więcej niż miał na co dzień okazję zmarszczek, ale to zrozumiałe - zmyła makijaż. Jak dla niego, wcale nie wyglądała przez to gorzej.

Trochę się obawiał, że ją obudzi, ale kiedy utrzymywana pozycja zrobiła się doskwierającą, wyciągnął lekko ścierpłą rękę i oparł ją wezgłowie sofy. Dziwnie by się czuł, obejmując ciotkę jak swoją dziewczynę, więc wybrał taki scenariusz i położył rękę na oparciu. Teraz lepiej mu się oddychało, ułożona na torsie głowa, też jakby mniej naciskała na jego ciało. Kontynuował oglądanie.

Miał tak kilka razy w życiu, że mimo niewygody, trwał w zamrożonej pozycji niczym posąg. Miał tak na samym początku z Olą, z którą chodził w gimnazjum. Pierwsze tygodnie z Idą w liceum też były pełne tego typu poświeceń, gdzie znosił dyskomfort i mrowienie kończyn, byle tylko była blisko - w zasięgu jego ust i dłoni. Na studiach też mu się tak zdarzało z nowopoznanymi dziewczynami, na których mu zależało i zazwyczaj wytrwałość mu się opłacała, bo później pojawiały się momenty, w których krążenie pobudzało się do stopnia wysiłkowego, a wieczór kończył sie bardzo udanie. Ile to facet nie zniesie, kiedy chodzi o "przedłużanie ciągłości gatunku"? - uśmiechnął się do siebie na te wspomnienia.

Ale teraz siedział na kanapie z ciotką. No... on siedział, bo ona to już prawie na nim leżała. Dziwnie się czuł, pełniąc funkcję poduszki.

Z trudem sięgnął po szklankę z sokiem. Ruch wykonał jakby w zwolnionym tempie, a z głową Beaty obchodził się jak z wrażliwym na wstrząsy ładunkiem wybuchowym. Operacja gaszenie pragnienia udała się. Odstawił naczynie dumny z podjętych środków ostrożności i wrodzonej delikatności. I wtedy się zaczęło.

 

Zobaczył to i, co lepsze, nie musiał uciekać wzrokiem. Spod poły szlafroka wyswobodziła się pierś, której większą cześć widział jak na dłoni, nawet fragment brodawki. Dostrzegając w swoim zachowaniu niestosowność, odwrócił wzrok (ach ta wpajana latami przez rodziców przyzwoitość), ale pokusa była zbyt silna. Teraz nie patrzył na ekran, a w dekolt. Ale to po chwili zrobiło się już nieco za nudne. Jak na złość w filmie jeden z wojowników został wezwany przez żonę właściciela szkoły gladiatorów, by umilić jej czas.

Ręce mu się trzęsły, serce waliło jak młotem, ale kobiecy zakątek, dzięki jego drżącej dłoni, powiększył dostępną dla oczu powierzchnię, tak samo jak obiekt w spodenkach Olka urósł jeszcze mocniej.

O dziwo piersi nie były wcale "wiekowe", w ocenie studenta były nawet bardzo atrakcyjne. Jak na pięćdziesionę, to ciotka ma całkiem niezłe balony - podśmiewał się cwaniacko.

Po kilku minutach i ciągłym stopniowym poszerzaniu pola widzenia - krok po kroku, centymetr po centymetrze, oczom Olka prezentowała się cała klatka piersiowa, część brzucha i tylko wiązanie paska, stanowiło barierę do dalszej eksploracji.

Ciocia spała w najlepsze.

A apetyt Olka rósł w miarę jedzenia.   

 

 

Ja pierdolę, ale fajne! - mruknął, kiedy po licznych dylematach w końcu odważył się dotknąć poruszanej regularnymi oddechami piersi. Badał teren bardzo powoli, delikatnie, jakby sprawdzał próg powrotu do świadomości śpiącej ciotki. Nie zastanawiał się, co powie, jak nagle by się obudziła. Zauważył, że może głaskać cycuszki, po chwili już je ściskać, a Beata nadal miała zamknięte oczy. Ale miał używanie! Szybko potwierdził teorię, że była praworęczna, bo od strony dominującej ręki, jędrny balon zdawał się być większy i pełniejszy. Nie były tak doskonałe w dotyku, jak zdawały się być, kiedy podskakiwały lub kołysały się w staniku, kiedy tam zaglądał, ale radochę miał nieziemską. Każdemu życzyłby takiego "rozczarowania".

I jeszcze ten zapach wanilii. Jej wilgotne włosy pachniały niezwykle intensywnie.

Penis wyrywał mu się ze spodenek. Już kilka razy chciał zaryzykować obudzenie Beaty, by tylko wyskoczyć do toalety, zrobić swoje i szybko wrócić już spełnionym, ale bał się stracić taką okazję na macanie. A tak, oglądał sobie film i bawił się piersiami, jak małe dzieci gniotkami. Ale to dobre właśnie dla dzieci - uznał po kilku minutach doświadczania całkiem niezłego ciała Beaty. Dla niego to było za mało. Ciekawość go zżerała.

Jego wzrok już sięgał do supełka. Już widział górną powierzchnię brzucha i ta widoczna tłuszczowa poduszeczka, wcale nie była dla niego czymś mniej akcyjnym. Wręcz przeciwnie. Do tej pory miał raczej do czynienia ze szczupłymi dziewczynami. Ładna, szczupła - te kryteria jako pierwsze musiała spełnić jego potencjalna "ofiara", kiedy na imprezach studenckich polował. Brzuszek cioci Beaty tylko podkreślał wiek towarzyszki, skóra też była mniej elastyczna i mniej sprężysta, ale niespodziewanie poczuł uderzenie kolejnych fal podniecenia. To jakby kosmiczna energia zstępowała na niego, kiedy tylko pomyślał o dokopaniu się do tej najintymniejszej krainy.

Chyba nigdy tak się nie stresował. Matura, egzaminy, nawet w czasie pierwszego razu nie czuł takich emocji, jak teraz, kiedy sięgał do węzła szlafroka. Kiedy ten ustąpił, natłok wtłaczanych do głowy impulsów, spowodował u niego prawie bezdech. Zobaczył to.

Widział zakazany jego oczom obszar jak na dłoni. Wzgórek łonowy ciotki był taki... nie pasowało mu inne pojęcie jak - dojrzały, co podkreślał dość szeroki pas włosków. To było tak erotyczne doświadczenie, że jego prącie zaczęło pulsować. Futerko było wyraźnie przystrzyżone, a w okolicy pachwin i po bokach wygolone do zera. Tak. To było łono dojrzałej kobiety, a nie młodej siksy, czy nawet dorosłej kobiety, które zazwyczaj miały wąskie paseczki lub malutkie kępki. W dodatku te fałdki, bruzdy w nie najjędrniejszej już skórze, te wszelkie puszyste wypukłości zdawały się dodawać realizmu i podniecać jeszcze mocniej.

Żałował, że ciotka leżała na boku, bo przez to miała złączone uda, zdawały się być sklejone. Mimo to, lekko pochyły zjazd do ukrytego zakamarka już pobudzał w nim pożądanie. Tam znajdowało się teraz centrum jego małego wszechświatka.

Nogi może nie najszczuplejsze, ale nadal niczego sobie - gładka skóra, wydepilowane, na swój sposób apetyczne. Jemu jednak bardziej chodziło o tę wisienkę na torcie u ich szczytu.

Pierwszy raz miał świadomość, że te jego dawne fantazje o cioci z gówniarskich lat, dziś mają szansę się spełnić. Ba, część już się spełniła, przecież wciąż bezkarnie bawił się ciałem Beaty. Kiedyś wielokrotnie wyobrażał sobie, że tak się dzieje, kiedy tworzył odważne wizje, że ciotka się upija do nieprzytomności, albo bierze mocne środki nasenne, a on odwiedza ją w nocy i... Drżał z podniecenia na samą myśl. Czuł się jak wtedy, kiedy pieszcząc się z jakąś dziewczyną, nie mógł dłużej wytrzymać i musiał już w nią wejść. To była magiczna mieszanka żądzy i obojętności na cały świat, poza tym erotycznym, który stawał się najważniejszym, jedynym istniejącym. Tyle że on nie miał nawet możliwości się ruszyć, a co dopiero liczyć na seks. Miał świadomość, że za chwilę będzie musiał przywrócić szlafrokowi pierwotny porządek i zakryć to, co go tak podnieca. Wiedział, że przyjdzie mu cierpieć, ale był gotów na taką gierkę z płomieniami pożądania, które dziś nie będą miały szans się wypalić. Był pewny, że po powrocie do swojego pokoju, po prostu ugasi te płomienie strumieniami spermy, które wylądują na jego brzuchu, lub gdziekolwiek. Oczywiście, że będzie wtedy myślał o cioci Beacie.

Wciąż czuł strach, lęk. A... co jak się obudzi? Wiele razy miał poczucie, że dokonuje profanacji, że jego zachowanie to impertynencja jakich mało, że wręcz bezcześci ciało ulubionej ciotki, że ją wykorzystuje, z czegoś okrada.

Dwa razy okrywał nagość i poprawiał szlafrok, próbując mu nadać formę sprzed jego zbyt śmiałej eksploracji, taki przypływ samodyscypliny i przyzwoitości, a może nadgorliwości, ale szybko odsłaniał jej ciało na powrót, niczym kustosz odsłaniający przed zgromadzonym tłumem zasłony nowego sprowadzonego do muzeum bezcennego eksponatu. To była jedyna szansa w życiu i musiał z niej korzystać. Na szczęście ciotka spała. A nawet gdyby otworzyła oczy, był gotowy przyjąć uderzenie w policzek i wysłuchać trudnych do zniesienia reprymend. Nie myślał już o tym. Teraz już nie.

 

Najpierw ogromna konsternacja, zbyt żywa jak na sen, po chwili zaintrygowanie przechodzące w przyjemne doznanie. I wstyd zmieszany z niedowierzaniem. Całkowity paraliż. Zatkało ją. Kolejny raz przekonywała się, że to musi być sen, ale nadal czuła dłoń na piersi i delikatne uściski - bez wątpienia realne. Czasem powoli pocierał czubkami palców sutki, jakby chciał je wydłużyć, ale robił to delikatnie, wypuszczał je kiedy się lekko naciągnęły. Nad poziomem ich twardości niestety nie była w stanie panować. Mimo to nie otwierała oczu. Nie miała pojęcia, co mogłaby w takiej sytuacji powiedzieć, jak napomnieć, a może powinna zrobić scenę i ostro dewianta opieprzyć? Dała sobie czas na reakcję. Jednego była pewna - nikt nigdy w życiu jej tak nie zaskoczył jak teraz Olek. Kompletnie zgłupiała. Bawił się jej wypukłościami, jak cycuszkami swojej dziewczyny, kiedy drzwi pokoju się zamykają, a rodzice nadal są w domu. Nad wyraz się spoufalał.

Otworzyła na chwilkę oczy. Była naga, a szlafroka jakby nie było, no tylko opasała ją przewiązka, tuż ponad linią bioder. Widziała piersi, a na jednej dłoń Olka, która głaskała wypukłość niczym główkę śpiącego pieska. Widziała fałdki na brzuchu, których od lat chciała się pozbyć, łuk biodra, owłosienie łonowe i... na szczęście złączone nogi, między którymi utknęła dolna krawędź materiału podomki.

Trzymała ściśnięte uda, jak trusia. Czuła, że chłopak zmaga się z prostym węzłem, który zrobiła tylko po to, by nie świecić nagością, kiedy zeszła na dół na spóźnioną kolację. Miała tylko zejść, wziąć co trzeba, wrócić na górę i się przebrać w piżamę. Nie miała pojęcia, że już tu zostanie, nie planowała tego seansu, na którym jak ostatnio przysnęła.

A to zboczuszek! A to ciekawska kanalia! - krzyczała w myślach, kiedy materiał odsłonił jej łono. Już miała podnieść głowę i wreszcie zareagować, ale coś ją powstrzymało. Aż się zdziwiła, że przeszyła ją dziwna fala podniecenia. Zrozumiała coś. To udawanie śpiącej, pozwalało jej doświadczyć tak zwariowanej sytuacji, a świadomość tego, że tą "nieświadomością" w razie czego zyskiwała wymówkę i wytłumaczenie, pozwalała jej czekać. Przy okazji mogła sprawdzić, jak odważny jest chrześniak. Jak coś, wyprze się. Kiedy się obudzi, łatwo uda zaskoczoną. Skrajne emocje wypełniały jej wnętrze, w którym jakby odbywała się walka psa z kotem. Była ciekawa, kto wygra (o ile ktoś tu mógł być wygranym). Czekała więc, jak na wynik meczu bokserskiego czeka przypadkowy kibic nowicjusz, nie uznający w życiu przemocy, wręcz się nią brzydzący. Tyle że niecodzienne widowisko dostarczało mu tyle emocji, że na ten czas jakby zawieszał swoją wrażliwość i patrzył na brutalne akcje fighterów. I co lepsze nie tylko patrzył, ale kibicował swojemu faworytowi. Tak też Beata chciała więcej, ale nie za dużo więcej, w pewnych granicach, choć nie powinna nawet o tym pomyśleć. Korciło ją. Teraz chciała mieć wpływ, kierować podnieceniem studenta, ale do bezpiecznego poziomu. Nie wyobrażała sobie, zaświecić młodemu mężczyźnie - chrześniakowi, swoją muszelką. Z drugiej strony nie mogła używać zbyt dużej siły mięśni, bo stałoby się to zbyt jasne do interpretacji przez nadto wścibskiego Olka. Gdyby napierał, po prostu się przebudzi i...

Poczuła jego nerwy, kiedy lekko przesunęła biodra, jak to się często robi w czasie snu w poszukiwaniu wygodniejszej pozycji. Spiął mięśnie brzucha, które na chwilę zamieniły się w skałę, dłoń miętoląca pierś najpierw zastygła, a chwilę po tym zniknęła. I wtedy pierwszy raz w życiu poczuła jego twardy członek. Otarła się o niego czołem, kiedy "zaspana" wtulała się głową w jego ciało jak w poduszkę. Uśmiechnęła się. Postraszyła go trochę.

Teraz, mogła otworzyć oczy i zostać niezauważoną, on widział tylko tył jej głowy i co najwyżej burzę rozburzonych lekko wilgotnych włosów. Miała nadzieję, że nie czuł otarć jej rzęs o spodenki, gdy mrugała, bo wtedy wiedziałby, że udaje sen.

Podniosła powieki. Najpierw cieniutka szczelinka, po chwili szersza, na moment całkowicie. Tuż przed twarzą, pod sportowymi spodenkami, coś żyło. Wypukłość czasem się poruszała. Młody co chwilę poprawiał napęczniały korzeń, wtedy odruchowo zamykała oczy i jakby przechodziła w stan aktywnej hibernacji. Odbierała bodźce wszystkimi innymi niż wzrok kanałami. Czuła jak sutki zamieniają się prawie w kamienie. Nie. Kamień to znajdował się pod cienką warstwą czarnego materiału tuż przy jej twarzy. Sutki porównałaby do gumowych elementów poddanych działaniu mrozu - twarde, ale odrobinę plastyczne.

Dłoń Olka szybko wróciła na wypukły element, po który wcześniej tak ochoczo sięgał. Delikatnie ściskał pierś, odważnie sięgał już do drugiej, tej dalszej. Po chwili stał się śmielszy. A wszystko dlatego, że nadal udawała sen. Napierał, czasem wręcz napastował, zgniatał, miął  te wciąż jędrne wypukłości. Po dotyku czuła jak wzrasta w nim poziom podniecenia. Mimo to obchodził się z jej ciałem z szacunkiem, jakby wiedział, że pewnych granic, które miał ochotę przekroczyć, przekroczyć nie mógł. Nie z nią. Niekiedy wręcz wtapiał dłoń w piersi, ostatecznie powstrzymując się przed zgnieceniem ich, wręcz zmiażdżeniem. Wiele razy miała już wrażenie, że się na nią rzuci bez pamięci.

Odchylił gumkę spodenek i wsunął w nie dłoń, by poprawić zwierza. Pocierał go chwilę. Poczuła na twarzy uwolnione ciepło i ten intymny zapach, który teraz buszował w jej nosie, zamieniając sytuację w prawdziwie erotyczną. Nigdy nie pomyliłaby tego z inną wonią. Na początku odpychająca, a zarazem przyciągająca, po błyskawicznym procesie interpretacji przez mózg wręcz magnetyczna i obezwładniająca. I zobaczyła go.

Uznała, że Olek jest już stuprocentowym mężczyzną. Przez ułamek sekundy widziała czerwoną jak dojrzewająca wiśnia żołądź, napletka jakby wcale nie było, bo ściągnięty był poniżej krawędzi połyskującego kapelusza. I to napięte do granic możliwości wędzidełko, które zdawało się za chwilę zerwać. Taka migawka, która wyzwoliła w niej kolejne pokłady seksualnej energii, nad którą musiała panować, by się nie odkryć. Wiedziała, że musi trzymać poziom, nawet w tak trudnej sytuacji. W końcu nie była obojętna na fizjologiczne odruchy. Jej ciałem zarządzał teraz Olek i co raz bardziej prymitywne instynkty ukryte w każdej ludzkiej istocie. Jej też się to udzielało, ale mocno racjonalizowała swoje zachowanie. Próbowała. Była w prawdziwej patowej sytuacji.

 

Nie wiedziała jak to się stało. To było jak półmroczność jasna - zachowywała spójność ruchów i wykonywanych czynności, ale przy zaburzonej świadomości. Była w jakimś amoku.

 

Najpierw panikował, po chwili siedział sparaliżowany, po kolejnych kilku sekundach zastygł w jednej pozycji - jak posąg Lincolna w Waszyngtonie. Jak poparzony zabrał dłoń ze ściskanej piersi i oparł przedramię o bok tułowia, poczuł pod łokciem miękkość skóry i twarde żebra towarzyszki.

A wszystko w całkowitej ciszy i przy odgłosach dialogów filmowych.

Na początku zdawał mu się, że ciotka tylko wtula się w jego brzuch, by znowu wygodniej ułożyć głowę, ale kiedy poczuł coś miękkiego i ciepłego na wypukłości, spanikował. Obejmowała wargami podrygującego członka, w który wpompował chyba całą przeznaczaną do tego celu rezerwę krwi. Bodźce były tłumione cienkim materiałem spodenek, co pobudzało wyobraźnię, ale nie chciał się wygłupić i impulsywnie zrzucić szortów, choć w myślach to był pierwszy odruch. Najchętniej wpakowałby jej kutasa od razu w usta, bez tych podchodów. Jednak powstrzymał się, wolał nic nie robić, i tak było rozkosznie, nigdy by się tego nie spodziewał. Ścisnęła go ustami kilka razy, po czym przestała. Znowu pieszczota, znowu dłuższa przerwa, wszystko jakby bez pomysłu, jakby robiła to przez sen, albo się nad czymś zastanawiała. A może jej się coś śni i dlatego tak robi? Naprawdę można tak robić przez sen?- myślał, bo już zgłupiał. Ciotka nadal leżała w bezruchu, widział tylko tył jej głowy, a on jakby czuł, że jej usta i jego główkę dzieli jakaś niemierzalna, bo nieskończenie mała odległość. Ale nadal bał się poruszyć, by nie stracić chociaż tego, co miał. Prosił w duchu, by nie przestawała go pieścić.

Nie mógł tak dłużej. Kutas wręcz wyrywał się w stronę głowy Beaty. Nie miał pojęcia, czy ciotka śpi, ale jedyne czego teraz pragnął to oralnych pieszczot, nawet takich przez spodenki. Już przestał się zastanawiać nad czymkolwiek. To już zaszło za daleko. Ciotka Beata zamieniła się teraz w kobiece usta, nie była niczym więcej, tylko środkiem do uzyskania ulgi. Uniósł lekko biodra i trącił członkiem chyba jej podbródek. Wykonał tak kilka powtórzeń. To były desperackie błagania o więcej. Ale mam szczęście! - krzyczał do siebie, bo teraz był pewny, że chwilę wcześniej ciotka całując go w penisa, musiała spać, bo teraz nie reagowała wcale. A więc mi się upiecze! Widział tylko jej rozburzone blond włosy, wciąż lekko wilgotne po kąpieli, które opadały jej na twarz. Gdyby była świadoma, na pewno afera już byłaby w zaawansowanym stadium. A tak, nadal było cicho i spokojnie. Odetchnął. Wciąż ocierał się prąciem o elementy głowy.

Dla niego to był najlepszy z możliwych pomysłów. Skoro mógł... a ciotka spała... Niczym otoczony detektorami ruchu specjalista, powoli i spokojnie, by nie narobić najmniejszego hałasu, by nie wykonać choćby jednego niepotrzebnego ruchu, by nie zostać wykrytym, zaczepił kciuk o gumkę spodenek i odciągnął ją w dół. Chciał zobaczyć, co się stanie, taki przypływ odwagi, zabawa, szalony pomysł. Ale to nie przyniosło oczekiwanego rezultatu, bo elastyczny pas miał swoje granice rozciągliwości. Co prawda pół korpusu odkrył, ale materiał napierał na palce i chciał wrócić na miejsce. Wtedy sięgnął drugą dłonią nad głową Beaty i szukał sposobu na zdjęcie spodenek. Udało się, choć tę operację o mało nie przypłacił zawałem.

Wciąż cały drżał od ekscytacji, tłumił w sobie powietrze, tylko czasem powoli i głęboko oddychał, by dotlenić domagające się tego mięśnie. Miał świadomość, jak to wszystko wygląda, ryzykował jak nigdy. Ciotka to nie studentka, którą mógł uwodzić i oczekiwać czegoś więcej niż flirtu. A tu siedział teraz z kutasem na wierzchu, a ona leżała na jego brzuchu. Chciał naciągnąć spodenki z powrotem, ale teraz już nawet był ich w stanie dosięgnąć, leżały na jego kostkach - no pat. 

Przytrzymywał członka dłonią, by przy lekkim wypchnięciu bioder, otrzeć się o poduszki warg ciotki, czy chociaż o skórę twarzy, bo prącie było łase na każdą formę pieszczot, każdą. A może rozchyli usta? Tylko ją muskał, delikatnie się ocierał, już to dawało mu nieziemską satysfakcję. Przestał myśleć, działał. Czuł na rozgrzanym prąciu dotyk kobiecej delikatnej skóry, to było teraz najważniejsze. Tu i teraz było najważniejsze, nic więcej. Tyle że było mu niewygodnie i tak nienaturalnie. I to jak cholera.

 

Chcieć, chciała, ale uznała, że nie powinna. Już wcześniejsze wariactwo odbijało się jej czkawką. Niepotrzebnie uległa pokusie, zrozumiała to, kiedy było za późno. A później znowu chciała, zrobiła i znowu dały o sobie znać wyrzuty sumienia. Przestała więc, widziała pozostawione na materiale spodenek wilgotne ślady po jej ślinie. Nadal miała ochotę na smak młodej pały, chciała ją gryźć, ssać, lizać, cokolwiek, ale... Ach ta przyzwoitość. Udała więc bezwładną i śpiącą. Liczyła, że chłopak uwierzy, że przed chwilą działała przez sen. Nawet celowo wydała odgłosy pogrążonej w głębokim śnie, głowa też wciskała się w ciało młodzieńca w celu stabilnego oparcia. Może była naiwna, ale próbowała tych pozorów.

Ale kiedy Olek wystawił członka ze spodenek na tyle, że widziała go w całej okazałości, stan zamroczenia jasnego powrócił - gwałtowna i niezrozumiała reakcja. Współczuła mu, bo musiał się sporo natrudzić, by zachować jako taką nieruchomość ciała i zdjąć spodenki, a czuła jak mocno są spięte jego mięśnie, jak domaga się dającego ulgę dotyku. Nie miała pojęcia, że młodzian może mieć aż taką ułańską fantazję, by się obnażyć. Macanki rozumiała, ale to?

Ładny był. Wręcz odpicowany. Nie posądzałaby chrześniaka, że przycina tam włosy, nigdy o nim w tym kontekście nie myślała. Ach ci młodzi! Ach te trendy! Ale teraz widziała jak na dłoni apetyczną parówę, przez którą przebiegała gruba żyła grzbietowa i liczne mniejsze rozgałęzienia naczyń krwionośnych. Rozmiar przeciętny (miała do czynienia z większymi), członek lekko wygięty, ale w tym stanie zdawał się być narządem idealnym. Nie mogła inaczej. Nie miała pojęcia, jak to się stało, że otworzyła usta, bo powieki wciąż miała opadnięte, a on po prostu tam trafił. Zetknęły się dwa pasujące do siebie elementy, tak jakoś mimowolnie.

Nagle poczuła w ustach moc. Ileż on ma w sobie energii! Czuła, jak naczynia krwionośne członka pulsują, jak główka się nieznacznie powiększa, choć była przekonana, że większa już być nie może. Smak był neutralny, przyjemny, choć wyczuwała lepką esencję preejakulatu.

Teraz liczył się tylko ten obły narząd, nic więcej. Nie postrzegała reszty świata. Doznała amnezji. Czuła tylko twardy mięsisty obiekt szorujący po podniebieniu.

Uaktywniła język. Początek był chaotyczny i trochę niemrawy, ale szybko skupiła się na wędzidełku i krawędziach żołędzi, co musiało się chłopakowi spodobać, bo niekiedy wierzgał biodrami - takie niekontrolowane szarpnięcia. Droczyła się językiem z tym skórkowym drobiazgiem. Wchodził wtedy głęboko do gardła, ale ona była na to jakby gotowa. Zaczęła ssać końcówkę - skoncentrowała się na samym czubeczku, jakby ten był najsmaczniejszą słodkością, ulubioną czekoladową praliną.

Nie wiedziała dlaczego wciąż pozorowała sen, może tak było jej łatwiej, bo dużo wygodniej robiłoby się jej loda, używając do pomocy choćby jednej ręki, ale to zrzuciłoby zasłonę jej pozornej nieświadomości już na dobre. Nawet bardzo chciała poczuć go w dłoni, ale wciąż korzystała tylko z ust. Leżała na boku z głową opartą o brzuch studenta, z pałą wetkniętą w usta i spokojnie jeździła wargami wzdłuż napęczniałego korpusu. Zakres ruchu kilku centymetrów wystarczał. Zresztą chłopak swoimi ruchami dużo jej pomagał. W pewnym momencie przestała suwać ustami po obślinionej pycie, ale biodra partnera wciąż powoli i rytmicznie tańczyły jak na sprężynie. Jej głowa podskakiwała, penis wpychał się w gardło, a wszystko przy akompaniamencie charakterystycznego ciamkania i mlaskania.

Kilka razy jej wypadł z ust, wtedy szybka reakcja Olka naprawiała błąd. Widziała, jak drżą mu dłonie, jak panikował, wtykając jej na powrót penisa w usta. Milczała, kiedy to robił, szybko przyjmowała zgubę i się nią na powrót zajmowała.

Wtedy znowu poczuła dłoń na piersiach. Tym razem gniótł je odważniej, jakby liczył, że towarzyszka może się obudzić, tak na dobre, bo przecież już wiedział, że nie śpi . Czasem sięgał ręką w stronę obnażonego łona i próbował wyciągnąć uwieziony między jej udami fragment szlafroka, jakby to było ustalone, ale ten dzięki sile mięśni był stabilnie zakleszczony. Zadawalał się więc czuciem miękkiego brzucha, nierównościami powstałych fałdek i dotykaniem tej najintymniejszej kępki włosów, którą kiedyś marzył u cioci choć zobaczyć. Miał wrażenie, że czuł pod palcami nierówności bruzdek sromu, bo jego paluchy wciąż wciskały się w szczelinę pomiędzy udami.

Śmiało przesunął dłoń ze wzgórka na biodro, a z niego na górną część pośladka. Wczepił się w tę krągłość jak drapieżca, dobrze to poczuła. Wtedy pierwszy raz mruknęła i westchnęła jednocześnie. To nie ona przemówiła, a jej ciało. Szorowała podniebieniem o czerwony kapelusz smacznej pyty i coś w głębi umysłu nakazywało jej pilnować werbalnych sygnałów, którymi jej ciało chciało znowu przemawiać. Uznała, że to byłoby już przesadą, nie będzie tu mruczeć jak kotka, nie przy Olku. Wciąż miała poczucie, że śni. Co lepsze, chciała, by ten nieprzyzwoity sen trwał (jak każdy erotyczny, który czasami miała i po którym budziła się mokra).

Kiedy pierwszy raz mocniej wystrzelił biodrami, prawie się zakrztusiła. Na kolejne była już przygotowana. Nie marudziła, nie narzekała, nie powstrzymywała go, potrafiła sobie z tym poradzić. Miała gdzieś, co sobie o niej pomyśli. Jej nos dotykał już skóry jego ud, a usta zjeżdżały do samej nasady prącia, na szczęście udawało jej się mieścić go całego. Dwa, trzy centymetry więcej i mógłby być z tym problem.

Zakosztował techniki zarezerwowanej dla nielicznych. Teraz był jakby bezwzględny, władczy, pchał do oporu, nie dbał o nią, a klamra silnych palców przytrzymywała jej głowę, wręcz ją dopychała. Zatracił się, nie myślał. Przetrwała początek, po chwili szło już gładko. Trening czyni mistrzem. Tylko czasem podrażnił jej przełyk, ale obfite ilości śliny spływające po ściankach i łakomie pochwycone hausty powietrza, szybko łagodziły dyskomfort. Była zaskoczona, że się zapomniał, że tak ją traktował. Ale tłumaczyła sobie, że młoda krew już tak ma.

 

O kurwa! - wybuchnął ekstazą, kiedy uniósł biodra i poczuł ciasność przełyku na żołędzi. Daje radę robić głębokie gardło! - Fascynacji nie było końca. Był ciekaw, czy ona tak ma naturalnie, czy to wyćwiczyła. Intrygująca zagadka. A już się bał, że przez przypadek przesadził, że odgłos odkaszlnięcia był dla niego sygnałem, że przegiął. Ale ona nawet nie podniosła głowy, nadal niemo zgadzała się na wszystko, jakby to była standardowa praktyka w jej życiu. Wiele też ona robiła z własnej nieprzymuszonej woli, choć nie z każdą pieszczotą trafiała. Niekiedy czuł mniej przyjemny dotyk zębów na wrażliwej skórce koniuszka penisa, albo naciągała wędzidełko zbyt mocno, co powodowało chwilowy dyskomfort, nawet lekki ból, ale kiedy wślizgiwał się w wilgotne i ciepłe gardło, wybuch przyjemności był mocniejszy i bardziej doceniany. Wtedy nie patrzył na te niedociągnięcia.

Jednego już był pewny - nie mogła spać. Nawet do głowy mu nie przyszło, by zaburzyć tę nasyconą erotyzmem atmosferę jakimkolwiek słowem, bo mógłby tym wszystko zepsuć.

Przy okazji swawolił dłonią i zajmował się ciałem będącym w jego zasięgu. W pomieszczeniu było przyjemnie ciemno, a poświata ekranu komputera pozwalała widzieć tyle, ile trzeba, by oczy miały prawdziwą ucztę, ale wciąż chciały jakby więcej, co uruchamiało kolejne poziomy zmysłów. Kołyszące się cycki, gięte linie bioder, pośladki, czasem górna część łona - bywał wszędzie i wszystko było dla niego ciekawe. Wciąż nerwowo poprawiał poły szlafroka, by te nie zasłaniały mu nagości. Patrzył jak całe ciało ciotki się rytmicznie porusza od ruchów jej głowy, był w baśniowej krainie. Poprawił jej opadające na twarz włosy i założył je za ucho, ale po chwili znowu opadły. Wciąż nie widział jej twarzy i... chyba nie chciał.  Zebrał więc w garść blond pasma i przytrzymywał je, zdawało mu się, że wtedy przyspieszyła. Nie. To on unosił teraz biodra nieco żywiej, choć już nie tak wysoko. Ale nadal czuł ciasną gardziel. To już ciotka musiała wykazać inicjatywę, bo to nie jego sprawka, on już nie dopychał jej głowy. Od pewnego czasu miał sobie za złe, że uległ podszeptom i wcisnął się cały. Przecież mogła się zakrztusić, udławić, odruch wymiotny też nie należał do przyjemności. Ten impuls był silniejszy, ale później trochę spasował. To już ona kontynuowała tę frywolną praktykę, jakby nie była czymś nieprzyjemnym. "Ą! Ą! Ał! Ał!” - te gardłowe odgłosy Beaty, doprowadzały go do szaleństwa.

I co tu zrobić!? Przecież nie... - panikował.

Poczuła ciepły gęsty płyn, uderzenie podrażniło ją do kaszlu, odkorkowała więc przewód, większa dawka powietrza też dobrze jej zrobiła. Ale nasienie wciąż było wtłaczane w jej usta, jakby robiła to wysokociśnieniowa pompa. Skłamałaby, gdyby twierdziła, że się nie spodziewała. Nerwowe ruchy bioder zbliżającego się do wytrysku Olka, były niezwykle czytelne.

Żuła delikatnie główkę i wysysała z niej nektar, podnosząc przy tym oczy, jakby chciała dostrzec wyraz jego twarzy, kiedy mu to robiła. Nadal widziała tylko swoje opadające na czoło włosy, wciąż twardą mięsistą pytę i rozstawione owłosione nogi Olka. Ściskała prącie mocno i wyciskała z niego ostatki płynu.

Część nasienia odruchowo połknęła, cześć zmieniła się w żwawy strumyczek, który wypłynął w kąciku ust, zmieszany z jej śliną. Ostatnie krople ciągnęły się na połyskującej niteczce, aż do momentu zderzenia się z ciałem Olka i siedziskiem sofy. Ojej! Co tu się stało? - pomyślała z humorem, który zdawał się być teraz nie na miejscu. Usta poszerzyły się jednak w ironicznym uśmiechu. Już nie wiedziała jak to podsumować. To, do cholery, nie był sen! - zaśmiała się w myślach. Po chwili nie było jej już do śmiechu.

I co? Miała teraz coś powiedzieć? Jakoś zareagować? Teraz!?

Milczała i czekała.

Czuła jak ejakulat spływa jej po brodzie, dyskretnie otarła dłonią usta i podbródek. Czuła ten dziwny smak, którego nie da się lubić, ale się za nim tęskni. Czysta perwersja. Niestety tylko przez ten moment, kiedy rządzi tobą żądza, bo później już tak ochoczo się go nie przełyka. Wciąż widziała przed oczami mieniącego się od spermy zmieszanej ze śliną kutasa, który momentami ruchał jej głowę, jak głowę lalki do seksu. Tak, przed chwilą była masturbatorem. I ona to wszystko teraz jakby zrozumiała, bo odtwarzała obraz z perspektywy obserwatora. Wcześniej nie myślała o tym wcale i płynęła na fali chuci, która nie tylko ją ogarnęła. Oboje działali jak w narkotycznym transie.         

Wstał, a raczej wygramolił się spod niej, ułatwiła mu ruchy, na chwilę prawie usiadła. Ale nie spojrzała mu w oczy, patrzyła na rozświetlony ekran laptopa, ale nie kojarzyła fabuły. Na szczęście od razu skierował się w stronę łazienki. Widziała tylko jego sylwetkę od tyłu. Miał ładne pośladki. Na chwilę spojrzała na niego, jakby oczekiwała... sama nie wiedziała czego - pochwały, komplementu, podziękowań, a może przeprosin, tłumaczeń. Przez moment myślała, że powinien powiedzieć cokolwiek, że jej się to należało. Jednak była wdzięczna, że wciąż słyszała tylko kwestie aktorów i szczęk żelaza walczących na arenie gladiatorów. 

Nie była jednak w stanie podnieść oczu na dłużej, bała się, że młodzian się odwróci, a ona spali się ze wstydu. Schowała więc twarz w siedzisko sofy i leżała nieruchomo. Czuła erotyczny zapach płynów ustrojowych i ten specyficzny tapicerowanego mebla. Widziała też z bardzo bliska kilka ciemniejszych plamek - tych świeżych. Bała się unieść głowę i spojrzeć... gdziekolwiek, bo wiedziała, że wciąż będzie w pokoju dziennym, na sofie przed laptopem, przed którym przysnęła, że nie przeniesie się do wyimaginowanego we śnie otoczenia. Tego była pewna, już przestała się okłamywać i wierzyć w niemożliwe. To nie mógł być sen. Za chwilę zderzy się z brutalną rzeczywistością. Jak mogłam!!? Bała się spojrzeć prawdzie w oczy, jak dziecko, które po sporym występku w szkole, bało się wrócić do domu, by odwlec moment kary. Upadłaś kobieto, i to mocno!

Zaśmiała się. Tak, ciało zaczęło drgać od wewnętrznego śmiechu. No szalona! - powtarzała, podsumowując ten cały spontaniczny galimatias. Nie potrafiła zareagować inaczej na tę groteskę, jak śmiechem. Taki trochę śmiech przez łzy. Wciąż leżała jak wcześniej, spojrzała tylko na drzwi łazienki, w której zniknął Olek, poprawiła zakrywające twarz włosy, których kilka pasm przykleiło się do resztek zawiesiny, której dokładnie nie wytarła. Przetoczyła się na plecy i złapała się za czoło. Na suficie nie znalazła żadnej podpowiedzi. To jakiś absurd! To... abstrakcja! To się nie dzieje naprawdę - uśmiechała się sympatycznie, nie dowierzając, a jej oczy błądziły po pomieszczeniu w poszukiwaniu sojuszników. Znalazła jeden przedmiot - czarne sportowe szorty, które nie pozwoliły jej nawet myśleć o innej wersji zdarzeń niż prawdziwa. Może gdyby ich teraz nie widziała, gdyby chłopak je wziął ze sobą, mogłaby mieć nadzieję, że jej się wszystko zdawało, że śniła. Niestety było inaczej.

Ciało wciąż potrząsały drgawki tłumionego w duszy chichotu, takiego do siebie, który pojawia się, kiedy nikt inny nie patrzy, albo kiedy ktoś patrzy, a śmiać się nie powinno. Chyba lepiej tak było to sobie tłumaczyć, niż się dołować. Szok, stres niekiedy wywołują w ludziach przeróżne reakcje.  Jedno wiedziała - nigdy żadna sytuacja jej tak nie zamroczyła i pozbawiła racjonalnej kontroli jak ta przed chwilą. Parsknęła cicho, kiedy spojrzała na rozchłestane poły szlafroka i swoją nagość. To wszystko widział jej chrześniak. Przyszło apogeum samokrytycznych myśli. Przestała też ukrywać, że było to ciekawe doświadczenie. Niezwykle niestosowne, perwersyjne, ale ciekawe.

Słyszała jego kroki. Nie ma mowy, nie spojrzę na niego, no nie da się! - mówiła do siebie, udając, że śpi z twarzą wciśniętą w puszysty jasiek, który przed chwilką porwała z narożnika sofy. Niech idzie do siebie. Proszę, niech idzie do siebie i mnie o nic nie pyta! Mam alibi! Przecież spałam! To on... - kłębiły się w niej myśli, a smak ejakulatu wzmacniał te pretensje, bo kolejny raz potwierdzało się, że wszystko stało się naprawdę.

Ale co!? Jak!?

 

 

Chwilę wcześniej Olek stał w łazience i patrzył sobie prosto w oczy. Wyjdę i jej tam nie będzie. To mi się śniło - powtarzał kolejny raz, choć zwisający członek nie pozostawiał wątpliwości, że było inaczej, w dodatku przed chwilą bez pardonu wystrzelił w usta ciotki. Kurwa, co ja narobiłem!? Nie mieściło mu się to w głowie, że jego macanki zamienią się w coś takiego. Nie to, że spuścił się w usta, bo to już robił z kilkoma koleżankami, ale że wystrzelił w konkretne usta - te ciotki. To był nie lada problem. Wciąż był podekscytowany, zdarzenie uznawał za wręcz niewiarygodne.

Co miał zrobić? Zapytać, czy może tak skończyć? Powiedzieć jak do koleżanek: "Uważaj, już!". Głupio było ciotkę uprzedzić, cokolwiek powiedzieć, więc machnął na wszystko ręką. Niech się dzieje, co ma się dziać - bagatelizował... wszystko, ułamek chwili zanim wybuchła w nim ekstaza. Przecież mruknął głośniej kilka razy, to powinno jej wystarczyć.

Żałował, że spodenki zostały na podłodze przy sofie, bo dziwnie się teraz czuł paradując taki nagi po tej części domu.

Ale przecież nie protestowała, pozwalała, godziła się... - wymieniał kolejne usprawiedliwienia. Nie to żeby miał coś za złe, bo było super, ale teraz dopadły go wyrzuty sumienia. To był dziwny stan nierealnego poczucia otaczającej rzeczywistości, która mieszała się ze snem, a bardziej chęcią, by to jednak był niezwykle realny sen. Co ona sobie teraz o mnie pomyśli!? Ale kwas! - nie wierzył, że zdobył się na to całe macanie, a później na resztę. Ciotka, zrobiła mi laskę! I to jaką!  Zresztą części momentów i decyzji jakby nie pamiętał, tak szybko wszystko się działo, był zamroczony, w amoku. Wciąż pamiętał, ile najadł się strachu, tylko odsłaniając pierś ciotki spod szlafroka, a co dopiero reszta.

W ustach Beaty spędził może... dwie minuty? Tak był napalony i rozgrzany sięganiem po zakazany owoc, że wystarczył moment. Teraz, jako młody facet, czuł się jakby zdyskredytowany tą szybkostrzelnością.  

Kiedyś nie raz marzył o czymś takim i wydawało mu się, że jako jurny małolat, jeśli by się zdarzyło, wydymałby ciotkę, a później byłoby wszystko cacy, jak wcześniej. Później pewnie znowu by ją namówił, i znowu, i tak do woli, taka obopólna korzyść, przecież Beata wciąż była sama i pewnie też potrzebowała "czułości". Teraz jednak czuł obciążenie tym, co się zdarzyło. Świat dorosłych wyglądał inaczej, daleki był od ociosanych z realizmu fantazji nastolatka.

Do głowy wdzierały się widoki poruszającej się lekko nad jego kroczem głowy, to jak ją trzymał, by mu nie uciekała. Czuł na nowo wilgotne włosy między palcami. Teraz uważał, że przesadził z tym dociskaniem głowy. Ale na żałowanie było już za późno.

Kołyszące się ciało Beaty, te powstałe przez lekkie wygięcie tułowia fałdki skórne, wzdłuż których przebiegały brudy zgięć. I te hipnotyzujące oczy, ułożone w jodełkę włosy łonowe, które były przedsmakiem do poznania największej w tamtym momencie tajemnicy świata. Pełniejsze uda też zdawały się nęcić jego dłonie. Gdyby mógł, sięgnąłby tam i je macał, może udałoby mu się je rozchylić. Nie były takie złe - ocenił, choć dopatrzył się też kilku defektów. Ale to tylko nadawało realizmu i prawdziwości, bo sylwetka ciotki daleka była od ideału, ale wtedy to się nie liczyło. Nic się wtedy nie liczyło. Wciąż wspominał te obrazy i te emocje.

Szedł niepewnie przez korytarz. Mimowolnie spojrzał na ekran wyłączonego telewizora, po chwili na ten laptopa. Nadal leciał, kolejny już, odcinek Spartakusa. Pamiętał, że akcję z ciotką zaczął pod koniec wcześniejszego, kiedy niewolnica szykował oralnie pana na akt z jego żoną, którą też inna służąca pieściła dłonią, by była gotowa na przyjęcie członka. To wtedy poczuł śmiałość, żądzę, które pchnęły go do... tego wszystkiego.

Przez chwilę poczuł lęk, że rodzice przecież mogą wrócić i..., ale na tego typu weselnych przyjęciach zawsze zostawali do końca, by o wszystko zadbać. Nigdy nie zdarzyło się, by wrócili przed drugą w nocy, nigdy nie pozwalali pracownikom zamykać lokalu. Przynajmniej tu mógł odetchnąć, choć zawsze istniało jakieś ryzyko.

Widział leżącą ciocię. W reakcji na zbliżającą się konfrontację, poczuł mdłości. Poza tym czuł się mocno speszony, bo stawiając kroki, penis dyndał mu jak wisząca na łańcuchach belka. Próbował go trochę osłonić dłońmi, ale zrezygnował, Beata i tak nie patrzyła. Nie chciał tego, ale ponownie miał erekcję. Wiedział, że ciotka udaje, że się nie porusza (a może naprawdę teraz spała, przecież spędził w toalecie kilka minut), nawet nie drgnie, a włosy zakryły jej twarz, jakby to zapewniało jej anonimowość. Wzorowe zachowanie na wypadek ataku niedźwiedzia - spuentował żartobliwie.

Nie poznawał teraz ciotki. Zawsze mierzyła się z wyzwaniami, miał ją za odważną i nieposkromioną. Zawsze była otwarta i wygadana, a tu... Teraz leżała jak mała dziewczynka pod kołdrą w czasie burzy, jak tchórz, a to ona była tu dorosła.

 

Stał teraz nad nią. Chyba.

Co miała czuć chwilę wcześniej, kiedy sobie poszedł? Sama chciała wyjść, ale bała się, że on szybko wróci. Co miała o sobie myśleć? Obciągnęła młodzianowi, synowi kuzynki, kurwa!, chrześniakowi, dwa razy młodszemu od niej! Żeby tylko laskę zrobiła, ale ona przecież pozwoliła mu przez chwilę ruchać ją w gardło, jak stałemu kochankowi, z którym szuka się wyzwań i dreszczyku emocji. To nie była technika przeznaczona każdemu. Tylko jeden facet - dawny partner, wiedział o tych specyficznych umiejętnościach. Inna sprawa, że to on zainicjował tę perwersję - dociekała. Ale ja pozwoliłam i to podłapałam! - miała sobie za złe, okropnie się z tym czuła. Powinnam mu dać po łapach, kiedy miętolił mi cycki - uznała. Albo zareagować, kiedy zaatakował końcem prącia jej migdałki. Tak! To był najlepszy moment. Wtedy powinnam się niby obudzić! - przyznała, żałując, że wtedy zaspała z reakcją. A ona podjęła wyzwanie tak łatwo, pozwoliła mu na całkowitą swobodę i nawet słowa nie powiedziała.

 

Chciał tylko zdobyć spodenki, szybko okryć członka i wyjść, bo teraz się wstydził swojej nagości i tego co wisiało w powietrzu. Atmosfera zgęstniała. Jednak nagie ciało cioci i ten niedbale okrywający ją teraz szlafrok, znowu spowodowały mimowolny przypływ żądzy, a bardziej poczucia pewnej straty. Spod materiału wyłaniało się długie pełne o gładkiej skórze udo, które widział aż po samo biodro, przechodzące już w talię. Ależ widok! Ciotka jak z erotycznego snu. To był impuls, który przeszył go najpierw na wskroś, a po chwili wystrzelił przez rdzeń kręgowy do decyzyjnego ośrodka mózgu odpowiedzialnego za odruchowe reakcje. Stał chwilę i się jej przyglądał jak przyciągającej oczy fotografii. Już prawie sięgał po szorty, by nie ulec pokusie, kiedy coś wewnątrz niego krzyczało: "Jeśli nie spróbujesz, będziesz żałował! Już nigdy więcej możesz nie mieć okazji! Ryzykuj, chłopie!"

 

Minął szorty, nawet od niechcenia trącił je stopą. Jakby nic przyklęknął jednym kolanem na sofie, szybko chwycił nogę ciotki i odwiódł ją ku górze od drugiej. Zrobił to automatycznie, jakby byli na to umówieni, albo od lat się bardzo blisko znali i wiedział, że może tak zrobić bez przykrych konsekwencji. Nie czuł oporu ud, mięśnie od razu ustąpiły. Czuł jednak, że skóra ciotki nie jest tak elastyczna, mięśnie wyczuwane pod nią są luźniejsze, niż dzierlatek, z którymi miał do czynienia na studiach. Nie przeszkadzało mu to. Wręcz przeciwnie - rozpalało, bo z dojrzałą kobietą jeszcze tego nie robił. Teraz znowu nie dobierał się do ciotki, a po prostu do kobiety.  

Poła szlafroka, która była tu wcześniej zakleszczona, opadła na bok i odsłonił cipkę. Jego oczom ukazała się osobliwość, która zdawała się być marzeniem każdego mężczyzny, przynajmniej będącego w takim stanie, w jakim on teraz był. Widział wszystko dokładnie, każdy szczególik. Nierówna linia zlepionych warg sromowych jakby stanowiła symboliczny obraz jego emocjonalnej niestabilności. Nawet nie pytał. Siadł okrakiem na leżącej na łóżku nodze Beaty, dosunął biodra w stronę jej, nacelował i płynnie wcisnął główkę w miejsce, gdzie zdawało się to być zasadne. Penis wjechał w tunel jak w masełko. Wziął ją. Tak po prostu. Od decyzji do wykonania minęło może trzy sekundy. Oporu nie było.    

 

Nie no! Tego to już za wiele! - pomyślała, kiedy unosił jej nogę, a po chwili poczuła na niej ciepło torsu.

Pomyśleć, pomyślała, jak należało, ale co miała mu powiedzieć? "Nie!"? Po tym, co przed chwilą się stało? Po tym na co pozwoliła? To, co teraz robił, zdawało się być naturalną koleją rzeczy. Byłby dupa, gdyby nie skorzystał z okazji - pomyślała, patrząc z innej perspektywy. A ona byłaby dla niego bezduszna, gdyby zaprotestowała.  Przecież tak postąpiliby dorośli ludzie. Od razu przestraszyła się tego spostrzeżenia. Tu nie było pytań, nie mogło też być protestów. I nie było. Czuła się bezradna, obojętna, w dodatku pojawiła się iskra ciekawości, pożądanie pojawiło się chwilę później. Uległa mu.

Chyba nawet tego chciała. Teraz już było jej wszystko jedno i tak posunęli się o krok za daleko (nie krok, a lata świetlne za daleko), niczego nie cofną. Kiedy uniósł jej nogę, czekała, czy Olek się zdecyduje, czy może zrezygnuje. Była ciekawa, jaki jest w łóżku. Nagle ją wypełnił, nie spodziewała się tego tak szybko, była przekonana, że będzie nad tym dłużej rozmyślał. A jednak się myliła. Powstrzymała jednak westchnięcie, które odbijało się teraz w jej głowie wzmocnione echem ukrywanych przyjemności, obaw i lęku o to, co sobie oboje pomyślą już po wszystkim. Jak sobie spojrzą w oczy? Jak jutro spojrzy w oczy Gośce? Ale i tym razem pożądanie przyćmiło przyzwoitość.

Znowu nawet nie patrzyła, co się dzieje po drugiej stronie kanapy. Dla niej oczy Olka były jak spojrzenie bazyliszka. Musiała ich unikać. Czuła tylko kołyszący ruch ciała. Tak za tym tęskniła.

Kolejny sztos i zagryzła poduszkę. Nie miała zwyczaju w czasie seksu krzyczeć, jęczeć, mruczeć jak te panie z filmów porno (no chyba że miała na to ochotę). Nie chciała też specyficznie wzdychać, a to akurat było u niej normą. Tak jak przestępcy powołujący się w sądzie na niepoczytalność, ona widziała w takim powściągliwym zachowaniu szansę na jakąś formę alibi. Boże!, kiedy ten chłopak tak urósł!? - wytrzeszczyła oczy, bo poczuła go w sobie, idealnie ocierał się o mocno pobudzone i wrażliwe ścianki pochwy.

Członek nie był szczególnego rozmiaru, to widziała wcześniej, czuła w ustach, a teraz w pochwie, ale nie to na nią tak działało. To świadomość doprowadzała ją do erotycznego szału. To tabu, to zakazane, zabronione, nieprzyzwoite, wzmacniały w niej każdy dostarczany przez kochanka bodziec. Po chwili znowu nie wiedziała, co ma myśleć.

 

Objął jej nogę i przyciągnął do siebie do klatki piersiowej. Zaczął zderzać się mocniej. Na szczęście Beata miała twarz okrytą potarganymi włosami, nie widział jej oczu, a tylko część ust i podbródek. Nawet podobało mu się, że bierze ciotkę tak trochę incognito, jakby się w ogóle nie znali. Ciotka też kobieta! - zaśmiał się cwaniacko w duchu, patrząc, jak współgrają ich ciała.

Czuł pod palcami delikatne powierzchnie gładkiej skóry, zauważył też kilka pominiętych przy depilacji włosków, ale nie to mu było w głowie. Pominął dyskomfort powstały w wyniku szurania jego kolon o chropowaty materiał sofy. Teraz mogliby go przypalać żywym ogniem, a on by nie przerwał. Nawet gdyby weszli rodzice, suwał by ciało w kierunku połyskującej obfitością wydzieliny szczeliny, a tyrad wysłuchałby już po wszystkim. Patrzył jak członek wsuwa się w waginę, by po chwili wynurzyć się w całej krasie jak bohater. Czysta finezja. Cipka może nie była teraz specjalnie ładna - wargi nabrzmiały krwią i po odklejeniu się od siebie, stały się jakby większe i mięsiste, a liczne strzępki oplatały pracujący tłok, ale w ciemnej przestrzeni pokoju widok działał na niego jak afrodyzjak. Obfite nawilżenie i ta specyficzna otulina ścianek pochwy, wznosiły go ponad chmury. Załamania tłuszczowych fałdek brzucha, łona, wewnętrznych części ud, tworzyły przeorane dolinami pasmo pagórków o prawie płaskich szczytach i niezwykle łagodnych liniach stoków. A wszystko kierowało wzrok w przełęcz, w której jego prącie regularnie ugniatało bruzdki, jakby wpychając je do wnętrza szczelinki, z której wyrastały.

 

Miał ochotę poczuć w dłoniach ten zad. Tak. Ciotka Beata miała niezły zadek, który on chętnie ścisnąłby jak imadło, oczywiście wbijając się pałą pomiędzy dwa falujące pośladki. Ten tyłek tyle lat podziwiał. Robił to odkąd zainteresował się dziewczynami.

Jak pomyślał, tak zrobił. Oporu nie wyczuł żadnego, a nawet pojawiła się dobrze mu znana uległość i posłuszeństwo. Odstawiając po łuku nogę Beaty na siedzisko, jej dupcia wystrzeliła ku górze, kolana wbiły się w materac, a nogi szybko ustabilizowały pozycję i... jakby była gotowa, wiedziała, co ma robić, odczytała jego intencje. No to się wbił w cel i ścisnął ją w biodrach, a po chwili czuł pod palcami kości miednicy i tkankę tłuszczową w okolicy talii, którą próbował obejmować, jak robił to u swoich młodziutkich koleżanek - studenckich podbojów. Nie było porównania. Tamte zazwyczaj chude jak osy, ta masywniejsza i wiele pełniejszych kształtów, ale tak mocno działająca na zmysły, że te kilka kilogramów tuszy więcej, bardziej stanowiło atut niż wadę. Podnietę na pewno. Zawsze marzył o stosunku z wyraźnie starszą partnerką, od zawsze był ciekaw, jak to jest.

Po domu zaczęły rozchodzić się ciche rytmiczne plaski. Olek był w żywiole. Na szczęście był już rozładowany, zaczęli też szybko, wiedział, że może sobie teraz na co nieco pozwolić. Ale też nie chciał przesadzać. Przy robieniu loda, nigdy wcześniej tak szybko nie wystrzelał. Nie znał tego "terenu", a pasywna (bardziej uległa niż pasywna) postawa ciotki w trakcie stosunku rozpalała w nim co raz to nowe obszary żądzy, więc jakaś niespodzianka zawsze była możliwa.

 

Boże! Nie! - uciekła wzrokiem, kiedy potrząsana jego sztosami, odważyła się zerknąć gdzieś pomiędzy huśtającą się piersią i opartą o sofę ręką na pochłoniętego seksem Olka. Ten napotkał jej oczy i specyficznie marszcząc twarz, szybko zamknął swoje. Ona uciekła przestraszonymi ślepiami jak spłoszona łania. Przymrużyła oczy, poczuła kolejny spazm przyjemności. Tyle jej wystarczyło, by zanotować w pamięci skupienie studenta, te zapisane w pracy jego mimicznych mięśni emocje, w dodatku czuła je też we wciąż trzymających jej biodra łapach. Ależ on miał w nich siłę! W lędźwiach również.          

To nie był ten Oluś, któremu dawniej wielokrotnie opatrywała skaleczenia i namawiała do zjedzenia śniadania, obiadu, czy kolacji.  Nie widziała w nim Olka, który łaso patrzył jej w dekolt w okresie gimnazjum. Teraz posuwał ją już nawet nie Aleksander, a po prostu mężczyzna, facet, chłop - jakiś mężczyzn, facet, chłop. Tak wolała myśleć, tak było jej łatwiej.

 

Nie był specjalnym kochankiem. W przebiegu życia miała kilku partnerów, wielu robiło to lepiej, ciekawiej, dostarczało jej więcej atrakcji. Ale Olek też się źle nie prezentował, nie. Tempo powolne, ale stałe. Pchnięcia stonowane, tylko co któreś mocniejsze, jakby zaznaczał swoją obecność. Czasem wykonywał krótkie szybkie serie, co niekoniecznie jej się podobało, były zbyt mechaniczne. Ale starała się zrozumieć jego fascynację. Dłonie już pewnie ściskające każdy skrawek ciała, czasem sięgał do dyndających jak dzwony piersi, które ona lubiła w takiej odsłonie obserwować. Gdyby nie byli tymi, kim dla siebie są, ona też nie zachowywałaby się tak grzecznie, nie byłaby tylko masą z wypiętym tyłkiem. Resztki przyzwoitości nie pozwalały jej jednak na nic więcej, jak na posłuszne udostępnianie wilgotnego otworka. To i tak było w ich relacji, jak w Star Trek'u przejście w podświetlną i skok w tunel czasoprzestrzenny. Teraz nagle wszystko się zmieniło. W ich relacji następowała właśnie rewolucja.

 

O czym myślała, kiedy Olek ją penetrował? O wszystkim i o niczym. O rodzicach młodzieńca i ich minach, gdyby ich przyłapali. O przyjemności, którą zaczęła odczuwać. O tym, że wszystko się teraz zmieni. O tym, że jest wyuzdaną i bezwstydną kobietą, postępującą niemoralnie na pewno. Znowu wyobraziła sobie rozmowę z kuzynką, która w jakiś sposób dowiedziała się o tym, co tu się działo. A czasem tylko patrzyła, jak sofa się pod nią porusza. Nie, to ona się kołysała. I miała pustkę w głowie. Kolejny raz była pewna, że wszystko się teraz zmieni. Rozmyślała i rozmyślała, a wniosek z tego był jeden - musiała zapisać w pamięci, by już po wszystkim usunąć plamy po ejakulacie z sofy, które przypadkiem w trakcie rozmyślań zauważyła, bo Olek na pewno o tym nie pomyśli, a to mogła zauważyć pani domu i coś podejrzewać. I znowu ta przyjemna fala, przepływająca od brzucha w stronę reszty ciała.

Dryluj, dryluj cioteczkę, taaak! W starym piecu diabeł pali! - mówiła do siebie, kiedy przy głośniejszych uderzeniach brzucha Olka zderzającego się z pośladkami, poczuła intensywniejsze fale przyjemności. Chciała więcej, i więcej. Yh! Yh! Yh! Ach! - wydusiła cicho, miała nadzieję, że nie słyszał. Po chwili przeraziła się swoimi myślami, miała szczęście, że znała je tylko ona.  Moment później i to było jej obojętne. Kontrolowała się, powściągnęła emocje, ale nie mogła nie werbalizować tego co czuła.

 

A to ciociunia! - mówił do siebie cwaniacko. - Ależ ma ten tyłeczek! Nigdy bym nie pomyślał, że się uda... - podziwiał, wciąż się z nim zderzając. Obserwował te charakterystyczne rozchodzące się po skórze fale. Mógłby to robić do samego rana. Zatopił dłonie w miękkich lekko otłuszczonych poduszkach, oczywiście wciąż energicznie popychając w ich stronę swoje biodra. Nie wierzę, pociskam ciotkę Beatę! Kurwa! - czuł dumę, zachwyt, rozkosz.

Tłok znikał i pojawiał się z regularnością włączonej ubijaczki. Widok iście imprezowy - zaśmiał się, bo na niejednej studenckiej balandze, zdarzyło mu się gdzieś na chybcika brać któraś z chętnych koleżanek od tyłu i wtedy podobnie to wszystko wyglądało. Różnica była w rozmiarze bioder i ciasności pochwy, ale nie wypadało to jakoś niekorzystnie, doznania były szczególnego rodzaju. 

Od pewnego czasu chciał już zmienić pozycję, tą już się nacieszył.

Nagle zamarli oboje, zamienili się w posągi. Coś stuknęło, trzasnęło, dobrze to słyszeli. Fala paniki szybko przeszyła ich ciała, ale wciąż nadstawiali uszy, jak nasłuchujący las myśliwi. Dwie, trzy, pięć sekund i nic. Najważniejsze, że odgłos nie pochodził od strony drzwi wejściowych. 

Znowu było bezpiecznie, a niepokojące odgłosy już się nie powtórzyły.

Olek szybko chwycił za nogę Beaty i na powrót ją obejmując, przyciągnął do torsu. To miał być tylko punkt wyjścia przed dalszą gimnastyką. Wykonał kilkanaście pchnięć, zerknął na kołyszące się swobodnie piersi, odstawił nogę Beaty, ale tym razem w drugą stronę. Chyba już był gotów spojrzeć jej w twarz, a tym groziło, obrócenie się ciotki na plecy, na co milcząco się zgodziła. Przesunęła tyłeczek po siedzisku według jego oczekiwań i rozłożyła uda. Ich oczy się spotkały i oboje jakby czekali na to, co teraz się stanie. Wciąż milczeli i jakby niedowierzali. To Beata przegrała pojedynek na spojrzenia - pierwsza uciekła oczami, pozostawiając wszelkie decyzje młodzieńcowi.

Patrzyła przestraszona spomiędzy splątanych włosów, jak oczekujący na pożarcie zwierzak na drapieżnika, który przypierał go do muru. Jakby nie wiedziała, co się za chwilę z nią stanie, tyle że ona wiedział. Tym razem energicznie odgarnęła swobodnie zwisające kosmyki - część zaczesała przez czoło na tył głowy, te boczne założyła za uszy. Zamknęła oczy na znak zapomnienia się, a bardziej na oczekiwanie nierozumianego i nieuniknionego. I znowu pojawiły się te erotycznie wyglądające grymasy twarzy, kiedy pchnął raz, drugi, trzeci. Czekała aż to zrobi.

 

Przestała się tym już przejmować. Jakoś przeżyła to bezpośrednie spojrzenie Olka i kilka kolejnych, na szczęście tylko przelotnych. Nie były oceniające, a ogniste, zdradzały jedynie podniecenie i fascynację. Seks zaciera różnice - wszelkie. Problemy z sumieniem odłożyła na później. Nie chciała dłużej leżeć jak kłoda, by nie pomyślał sobie, że zawsze jest taka niemrawa w łóżku. O dziwo zależało jej teraz, by myślał o niej inaczej.

Szybko wszedł po zmianie pozycji i pierwszych kilkanaście ruchów wykonał niezwykle płynnie, rytmicznie i szybko, jakby szybko chciał się zaadaptować do zmiany. Musiała przyznać, że zauważyła różnicę, zmiana pozycji wypadała korzystnie. Sama zaczęła lekko tańczyć biodrami. Coś ją na chwilę opętało, bo odruchowo, niczym dbająca o wrażenia kochanka, ścisnęła ze sobą dwie falujące piersi. Uśmiechnął się rubasznie na ten widok.

Otworzyła się przed nim szerzej, a on wciskał biodra do granic możliwości, pasowali do siebie jak dwa klocki lego, bo znikał w niej do samej nasady, na chwilę zastygając, kiedy wniknął już cały. Ależ jej było dobrze! Jego nieco dłuższe kędziory włosów łonowych spotykały się z jej przystrzyżonymi, tworząc na te chwile zetknięcia rozkoszny dywan o nieregularnych splotach. Czasem zerkała pomiędzy ich ciała i widziała jak członek wynurzał się z niej, by znowu zniknąć przy oprawie głuchego plasku. Słyszała ciamkanie i odgłosy prześlizgiwania się obiektu w lepkim środowisku. Nie dziwiła się, że ciekło z niej teraz, jak z polanej syropem brzoskwini.

Yh! Yh! Yh! Och! Ach! Yh! Ymmm! - zdawało jej się, że wyzwala emocje tylko w myślach, ale nagle zaczęła te ochy i achy słyszeć. Zapomniała się. Nie były to przesadnie ekspresyjne komunikaty, wręcz przeciwnie - skromne, ostrożne i skrajnie prawdziwe, ale zawsze ochy-achy. Nie udawała, nie chciała brzmieć nieszczerze - nie było jej to do niczego potrzebne, ale już musiała je wyduszać z gardła. Po prostu cicho reagowała na dostarczaną przyjemność, której poziom z każdą chwilą wzrastał.

Olek też reagował na te dźwięki - przyspieszył.

Nie spodziewała się orgazmu, nie dzisiaj, to w jej przypadku nie było takie proste. Wiedziała, że nie starczy jej czasu, ale chociaż mogło być przyjemnie. To też doceniała. W jej wieku i sytuacji nie było łatwo o odpowiedniego partnera. Już od ponad roku nie spała z żadnym facetem. Wcześniej nawet w głowie jej się nie mieściło, że mogłaby z Olkiem... cokolwiek. No czasem coś tam kiedyś jej może przez myśl przeleciało, zerknęła niekiedy na niego jak na faceta, ale... to było dalekie nawet od czysto hipotetycznych rozważań, zabawa, najwyżej migawka, tak nierealna jak jej pragnienie podróży na Księżyc. Marzenie może do spełnienia, ale statystycznie dla jednej na miliard osoby.

 

Podobało mu się, jak cicho mruczała, czasem jęknęła. Miał pewność, że Beata się powstrzymuje i nie daje z siebie wszystkiego, nawet to rozumiał. Mimo to wydawane przez nią dźwięki brzmiały jak erotyczna symfonia.

Robił swoje. Spinał pośladki, jakby chciał coś udowodnić i musiał przyznać, że czuł się w formie. Wystarczyło upuścić wcześniej ciśnienie i mógł pokazać na co go stać. Chwycił jej nogi w okolicy ścięgien Achillesa, bezwstydnie rozsunął "na za piętnaście trzecia" (no prawie), nachylił je bardziej w stronę ciotki i wsuwał się pewnie jak profesor. Ze swoimi podbojami zawsze tak robił. Widział dokładnie całą przełęcz krocza, każdy anatomiczny szczegół ciocinej waginy i obfitość soczków, które mlaskały jak trzeba. Ależ była rozpalona! To że się wstydziła siebie w takiej pozycji i jego zafascynowanych widokiem oczu, też mu się podobało.

Nie potrzebował bliskości. To nawet byłoby nie na miejscu, nienaturalne, by się na niej położył, a całować się z ciocią to już w ogóle. Jednak czasem miał na to nieodpartą ochotę, taki impuls całkowitego zapomnienia się. Seks wydawał się spoko, inna forma bliskości - namiętność, romantyzm, te go nie interesowały. Beatę chyba też nie, niczego takiego się nie domagała. Teraz czasem zerkała na niego i na wchodzący w nią organ, i tak na zmianę, jakby ją ktoś zaczarował, jakby oglądała mecz tenisa. Dyszała rozkosznie.

Chwytał czasem za kołyszące się piersi, ale wolał przytrzymywać nogi, by łatwiej się wbijać.

Znowu chwycił jej jedną nogę, kobieta przechylił się na bok i uderzyła plecami o oparcie sofy. Wargi sromowe mocniej się rozchyliły, powstały czerwieniący się krater prosił o wypełnienie. Przymierzył, pchnął i było po sprawie - wszedł z łatwością. Potrząsał ciotką jak dziki, teraz już nie udawał przyzwoitego, nie próbował nawet, posuwał ją jak te chętne laski z uniwerka, które uwielbiały ostrą jazdę. Zaślepiło go to coś, co  zamienia najprzyzwoitszych dżentelmenów w seksualne zwierzęta - łóżkowe drapieżniki, a najskromniejsze kochanki w sprośne kobiety. Te niby przyzwoite damy, kiedy tylko czuły siłę samczych lędźwi, niczym budynki silne trzęsienia ziemi, wtedy wręcz jęczały i wiły się w zapomnieniu jak najlepsze dziwki.

 

Udzieliło jej się zachowanie Olka. Kiedy zmienił pozycję, poczuła moc jego mięśni pośladkowych, które wbijały w nią tę niestrudzoną maczugę. Co prawda nie wypełniał ją już całym korpusem, a tylko wykonywał szybkie i krótkie ruchy frykcyjne, ale jej receptory stały się jakby wrażliwsze na dotyk, czując każde otarcie się obiektu. Ależ miała ochotę wytarmosić łechtaczkę! Ostatkiem sił woli się jednak powstrzymała, znowu zaczęła trochę kontrolować zachowanie, z innym partnerem, byłoby zupełnie inaczej. Dziś nie chciała się wygłupiać.

No i zaczęła mruczeć. Robiła to już śmielej, a więc nieco głośniej i przeciągała pomruki niczym fale dźwiękowe, które nie chcą się rozproszyć w przestrzeni. Już nie dbała o zachowanie twarzy, nie dbała, czy ją ocenia, przemawiało przez nią ciało, które czerpało prawdziwą zakazaną przyjemność. Młody naprawdę się dobrze trzymał i teraz sprawiał się całkiem nieźle.

By mnie Gocha widziała... - pomyślała, choć tego nie chciała, kiedy patrzyła jak jądra obijają jej udo nogi, na której była oparta o sofę, na drugiej czuła zderzający się z nią brzuch młodzieńca. Nie mam nic na swoją obronę! Jak tak mogę? - prowadziła wewnętrzny monolog, zarzucając sobie skrajną nieodpowiedzialność, jednocześnie dostosowując tempo kołyszącego się ciała do tego zadawanego przez studenta. Już wiele razy chciała stąd uciec, przerwać to, ale... nie mogła. Jak ona teraz chciała chwycić i pomasować mu jądra! Nie dowierzała, że znowu o tym myśli. Wciąż się przed tym powstrzymywała.

Nagle odrzucił jej nogę, a ona zsunęła się plecami po oparciu kanapy i wylądowała na siedzisku, prawie jak rzucona szmaciana lalka. Nie poczytała mu tego za złe. W takich okolicznościach usprawiedliwia się chyba... wszystko.

Patrzyła jak młody heros pociera kutasa, jak bardzo spięte są mięśnie jego całego ciała, jak purpurowa żołądź pulsuje, jakby się w niej zbierała lawa i szukała drogi ujścia. Chyba nawet powiedziała cicho (wyrwało jej się): "Tak, tak, dalej...". Miała nadzieję, że tego nie usłyszał, bo w jej ustach zabrzmiało to śmiesznie, choć miała ochotę go tak dalej dopingować. Zamilkła, bo uzmysłowiła sobie, do kogo to mówiła.

Jej biodra jednak tańczyły, chwytając każdą drobinkę spadających grubych kropli lepkiego deszczu. Dlaczego teraz bardziej myślała o tym, by nie poplamił sofy, niż zatraciła się w tej niecodziennej akcji? To był odruch, bo pomyślała o Gośce, która wręcz pedantycznie dbała o dom. Chciała po prostu zadbać, by nic nie skapnęło na tapicerkę. Później się wielokrotnie z tego śmiała.

A on rytmicznie pocierał żylasty organ i patrzył na finalne efekty.

Zobaczyła szczęśliwego faceta. Z pierwszą wyrzuconą salwą, jego mina opisywała męskie szczęście i ulgę. I ona poczuła satysfakcję z tego tytułu, że to dzięki niej on jest taki w skowronkach, że dała mężczyźnie spełnienie. Szczera reakcja, tona emocji, błogostan.

Z przyjemnością patrzyła, jak sperma kapie na jej wzgórek łonowy, jak lepią się od niej i ciemnieją drobne włoski, jak najgrubszy strumień przecinał na skos jej lekko puszysty brzuch, tworząc uroczy zbiorniczek w jej pępku. Kolejne krople spadały na taflę brzucha i łona jak wiosenny deszcz, który zaciemniał kolejne suche powierzchnie ulicy. Te kolejne leniwie spadające porcje były już przyjmowane z obojętnością. Kiedy skończył wyduszać z węża resztki ejakulatu, strząsnął je obojętnie, jak obojętnie teraz spoglądał na nią i na morze zebranego w jednej okolicy nasienia. Powiedziałby, że przeszła tamtędy prawdziwa ulewa. I jeszcze otarł się kilka razy żołędziem o jej futerko jak o ściereczkę. Czuła, że tak zrobi, kiedy tylko przestał zrzucać krople z prącia niczym bata.

I teraz zrobiło jej się głupio, jemu też. Kurtyna emocji opadła, rozwiały się niczym zasłona dymna. Ona leżała z rozwartymi i ugiętymi w kolanach nogami, on klęczał pomiędzy jej udami, czasem nieskoordynowanie drgając całym ciałem od spazmów ostatków intensywnie przeżywanej ekstazy. Patrzył, jakby sprawił jej największy w życiu zawód, coś niewybaczalnego, okropnego, zbrodnię. I dyszał. Dyszał jakby co raz głośniej, z wymalowanym na twarzy, a najbardziej w oczach, pytaniem: "Czy zrobiłem coś nie tak?", "Zabijesz mnie za to?". Czy chodziło mu o wystrzelony ejakulat, czy o całe to zdarzenie w ogóle, nie miała pojęcia, ale był wystraszony, zdezorientowany i... taki szczęśliwy, promieniał.

Znowu z głębi podświadomości, a może to było sumienie, napadła ją seria retorycznych pytań. I co teraz? Co tu zrobić? Jak się zachować? Czy coś w ogóle powiedzieć?      

 


EPILOG

 

Olek w końcu zasnął. Przeżyć tej nocy miał co nie miara, jeszcze więcej refleksji i podróży w meandry zapętlonych myśli. 

Długo czekał na telefon od rodziców, ale musieli sobie ze wszystkim poradzić, bo do rana nikt mu nie przeszkodził.

 

Przestraszona tym, co się stało, wyszła wtedy milcząc, zwracała tylko uwagę na to, by spływający po brzuchu ejakulat, pochwycić w dłoń. Uciekła spłoszona swoją słabością i pokusą, której się nie oparła. Żałowała, że w odpowiednim momencie nie powiedziała "stop!". Po wszystkim uznała, że zdarzenie przyniosło więcej strat niż zysków.

Idąc do swojego pokoju, nawet nie zawiązywała szlafroka, ten powiewał niczym rycerska peleryna. Nie powiedziała mu nawet słowa. Chwilę po stosunku po prostu wyszła, tylko raz zerkając na Olka, który wyłączał w tym momencie komputer.

Przecież nawet słowa nie powiedziała na to wszystko przed i w trakcie, więc zdecydowała, że i po nie ma czego roztrząsać. Zgodziła się ze sobą, to była jej wina. A może jednak śniła na jawie? - dywagowała. Jednak nie wierzyła już, by to mógł być wytwór wyobraźni. Nie kiedy czuła sklejone spermą palce.  

Wycierając w swoim pokoju z brzucha i łona resztę ejakulatu, czuła się jak kobieta upadła.

Przypomniała sobie o plamach na siedzisku sofy, ale postanowiła zadbać o to z samego rana, teraz już tam nie wróci, za żadne skarby. Chyba przez te palmy najbardziej nie mogła zasnąć.

 

Następnego dnia.

 

- Cześć Olek! Jak... się spało? Oglądałeś w nocy jeszcze kolejny odcinek? - rzuciła serię pogodnych słów na przywitanie i tylko ledwo zauważalne detale w wyrazie jej oczu, mówiły mu, że ciotka ukrywa zażenowanie i udaje wyluzowaną. Każde słowo wypowiadała jakby z rezerwą, nawet z obawą. Czuła wewnętrzne przekonanie, że wszystko "to" zostanie ich sekretem, zawsze żyli ze sobą dobrze, ale i tak było bardzo niezręcznie. Wielokrotnie dał dowód, że można mu ufać. Tyle że to było dawniej, kiedy był dzieckiem. Nie obawiała się, że powie rodzicom, to byłoby nielogiczne i bez sensu. Bała się jego nowego spojrzenia na nią.

Widział, że była zażenowana, bardzo. A więc gramy w "nic się nie stało", tak? - zaśmiał się w myślach. Myślał, że poranek będzie gorszy.

- N... nie, nie oglądałem już. Dzisiaj pewnie dokończę sezon, bo film jest świetny, nie? - starał się brzmieć zwyczajnie, co nie do końca mu wyszło, dało się wyczuć stres i konsternację. Zakończył pytajnikiem, choć od razu tego pożałował. Lepiej było tylko stwierdzić fakt i nie kontynuować tematu. W ogóle już miał ją przeprosić za..., ale mu nie dała, bo zaczęła mówić.

- Tak - potwierdziła błyskawicznie. - Chociaż... chyba mi się wczoraj przysnęło... - zaśmiała się, ale wcale nie brzmiało to żartobliwie, a bardziej badawczo, jakby sprawdzała, co on powie na taką wersję zdarzeń. Jej policzki płonęły rumieńcami wstydu. To nie był żart. Brakowało jeszcze tylko słówka na końcu zdania - "Prawda?" i napastliwego wzroku, by wymusić na nim podążanie tą ścieżką rozumowania. Podsuwała mu przecież pomysł na wytłumaczenie wszystkiego i rozpoczęcia czegoś nowego - względnie spokojnej dalszej ich relacji, choć już nigdy takiej jak wcześniej. Zapomnieć, puścić w niepamięć, wyprzeć to wszystko - to miało sens. Pomysł na taką chwilową niepamięć - uzgodniona niepoczytalność, amnezja, wyparcie w jednym, zdawało się być dobrym kierunkiem.

- No... tak - potwierdził nie do końca przekonany. Tylko na tyle się zdobył, nie drążył tematu. Zabawa w wypieranie nawet się sprawdzała.

 

Śniadanie jedli w ciszy - w ukrywanej obojętnymi minami konsternacji. Ona czytała jakiś kolorowy tygodnik (choć nigdy tego przy śniadaniu nie robiła), on wlepiał wzrok w ekran smartfona. Robili wiele, byle tylko nie napotkać swoich oczu. Oboje odganiali też napadające ich obrazy z minionej nocy.

 

- Co tu się działo!? - podniosła nagle głos Gośka.

Beata i Olek zamarli, jakby ktoś wcisnął na pilocie przycisk "pause". Oboje poczuli nagły wyrzut adrenaliny do krwiobiegu. Ale jak...? - zastanawiała się Beata. Jak kuzynka mogła coś podejrzewać!?

- Kto tutaj jadł jakiś jogurt!? - zapytała głośno i spojrzała z pretensją do kogoś wkurzona Małgorzata, która miała sobie jak królowa usiąść na kanapie z kawą, by obejrzeć ulubioną telewizję śniadaniową. Zaczęła energicznie pocierać miejsca na sofie, gdzie dostrzegła plamy. - Wczoraj tego nie było. No ewidentnie jogurt! - oznajmiła, na wypadek próby zrzucenia tego na kogoś innego. - Olek! Prosiłam! Wiesz jak trudno czyści się ten materiał!?

Siedząca przy stoliku w kuchni Beata, w myślach pacnęła się otwartą dłonią w czoło, prawie słyszała odgłos uderzenia. Miałam o tym pamiętać! Miałam to zrobić!- złościła się na siebie. Gocha nie rób tego, to jest...! - zmarszczyła się Beata, patrząc na niczego nieświadomą kuzynkę, która zdrapywała smugi nie jogurtu, a zaschniętej spermy syna. Spojrzała też badawczo na chrześniaka, czy ten potwierdzi, a może zaprzeczy oskarżeniom (w sumie to była jego sprawka, a że to nie był jogurt to już drobiazg), ale chyba nie wiedział, jak się zachować, bo tylko się zaczerwienił i spuścił głowę. Oboje jednak odetchnęli. To do czego w nocy doszło, nie było powodem do dumy. Teraz na pewno nie, nie przy Gośce.

- Przepraszam. To nie... Olek, to ja - przyznała się Beata. Zrobiła słodziutką minkę i zamieniła się w tą wesołą Beatę, którą znali wszyscy od zawsze. Zaczęła tłumaczyć kuzynce, jak to wczoraj złamała zalecenia diety. A że było późno, po domniemanym zapaskudzeniu sofy, a że oglądała z Olkiem ciekawy film i nie chciała stracić ciągłości fabuły, odłożyła porządki, najpierw na później, a po tym, jak przysnęła, na dzisiaj. - Zapomniałam to wyczyścić. Daj, ja to zrobię - odciągnęła kuzynkę od sofy. Spojrzała na poplamione miejsce. W nocy zdawało jej się, że było tego dużo mniej, ale wtedy miała zaburzoną ocenę... wszystkiego. - Obiecuję, że to się już nigdy nie powtórzy - powiedziała głośno. - Nigdy - powtórzyła. Objęła Małgosię, sama nie wiedziała, dlaczego odchyliła się i spojrzała poza jej plecami na Olka, jakby dając mu coś do zrozumienia.

 

19,993
9.94/10
Dodaj do ulubionych
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.94/10 (55 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Komentarze (7)

piotr · 21 marca 2021

+2
0

Proszę, zrób z tego romans! Rewelacja!

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Minionek · 22 marca 2021

+3
0

Górna półka.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Pablito · 22 marca 2021

+2
0

No, no, super napisane. Bardzo przyjemnie, płynie mi się to czytało. Długo, z odpowiednim pietyzmem ożywiałeś bohaterów. I efekt jest świetny. Są wiarygodni. Tak, jak zarysowana miedzy nimi relacja.
Co do samej sceny "ostatniego odcinka pierwszego sezonu Spartakusa" 😉 - zbudowanie wiarygodnie abstrakcyjnej/obrazoburczej/perwersyjnej sceny wymaga kunsztu. I tobie się to udało. Co nie dziwi 🙂
Podzielam pomysł, że to doskonały początek do dłuższej relacji. Głowa aż iskrzy od pomysłów, jak to mogłoby się dalej rozwinąć.
Super 🙂

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

CichyPisarz · Autor · 22 marca 2021

+2
0

Dziękuję za miłe słowa i wysokie noty Czytelników/Autorów. Bardzo cieszy mnie tak dobry odbiór opowiadania, od samego początku czułem, że jest naprawdę OK. To napędza.
Niecierpliwym dalszych losów bohaterów muszę napisać, że... niestety planowałem tylko jedną historię, na tym miałem skończyć, reszta miała być dziełem Waszej fantazji, oczywiście jeśli na tyle rozbudzą ją moje wypociny. Cieszy, że po przeczytaniu tekstu, wyobraźnia podsuwa Wam pomysły na ciąg dalszy, co znaczy, że się naprawdę podobało. Mnie też dotknęła ta "choroba" z bujną fantazją (w moim przypadku chyba nieuleczalna) i pewnie spróbuję coś naskrobać 😉 Ale co, gdzie, jak, kiedy, i czy w ogóle? Tego nie wiem.
Dzięki 😉

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Minionek · 23 marca 2021

+4
0

Brak kontynuacji w tym przypadku to dobre posunięcie. Ta przygoda zakończyła się w sposób wiarygodny i uczciwy dla czytelnika. Pisz jednak dalej kolejne historie.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Slav1975 · 28 marca 2021

0
0

Pyszne jak ciastko z kremem. Pozdrawiam.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Borys · 29 marca 2021

0
0

Nigdy? 😢

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Opowiadania o podobnej tematyce:

Pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.