Wakacje z Gosią

14 maja 2016

54 min

Uwielbiałem spędzać wakacje u ciotki Krysi i wujka Zdzicha. Czekałem całe dziesięć miesięcy, by do nich pojechać. Najpierw z Rodzicami, a potem oni tylko przywozili mnie i zostawiali na miesiąc lub nawet dłużej. To było niesamowite dla takiego chłopaka jak ja, wyrwać się z szarego, wielkiego i pokrytego betonem miasta. Wyrwać się w świat, gdzie wszystko toczyło się wolno i niespiesznie. Bez żadnych zbędnych perturbacji. Nawet w ponurych latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku.

Enen była niedużą miejscowością, wsią właściwie. Miała jedną główną ulicę i kilka poprzecznych. Przy nich w większości parterowe domy, podwórka z obowiązkową budą dla psa, kurkami, kaczkami i innym drobiem. Czasem obora, chlewik... Sielsko i anielsko. Z jednej strony otaczał ją las, z drugiej jezioro.

Dom Ciotki różnił się od większości, bo oboje nie pracowali w rolnictwie. Ciotka w przetwórni owoców, a Wujek był kierowcą. Kochałem to miejsce. Kochałem ten wspaniały wakacyjny czas. Całe dnie luzu i swobody. Rano chleb z masłem i mlekiem prosto od krowy, którym częstowała sąsiadka. Potem do obiadu hulaj dusza na świeżym powietrzu, praktycznie bez żadnego nadzoru ze strony dorosłych. Po obiedzie to samo nad jeziorem lub w lesie, albo szalone zabawy na łąkach. Byłem wniebowzięty...

A do tego jeszcze Gośka, córka Kryśki i Dzidka. O rok młodsza, ale nie było widać różnicy między nami. Niby dziewczyna, ale okazała się być fajnym kumplem. Była taką typową chłopczycą. Żadnych lalek i zabaw w dom, ale łażenie po drzewach, mecze "w nogę" lub gra "w noża". Normalny rozbójnik w spódnicy, chociaż w kieckach to Gośka raczej nie chodziła.

Pamiętam z tego okresu jej brudno-blond włosy sięgające do ramion. Zawsze były w nieładzie i jakby tłuste. Pamiętam sfatygowane, sprane, ukurzone dżinsy z niezliczoną ilością dziur i łat, a także cienkie podkoszulki, w których chodziła od rana do wieczora. Wyglądała jak kloszard. Ja zresztą wyglądałem podobnie w swoim stroju pirata. Nie było sensu stroić się w lepsze ciuchy. Każdego dnia wracaliśmy upaprani jak nieboskie stworzenia, a często także z rozbitymi kolanami itp.

Podpasowaliśmy sobie i niesamowicie szaleliśmy "na polu" przez całe dnie. Ciotka wieczorami załamywała ręce. Bez żadnych ceregieli pakowała nas oboje do wanny. A potem, gdy się trochę popluskaliśmy, szorowała nas gąbką. Wtedy po raz pierwszy zwróciłem uwagę na fakt, że Gośka jest nieco inaczej zbudowana niż ja. Do pasa wszystko było ok, czyli: gładkie sutki, ale jakby trochę delikatniejsze, ale poniżej.

Wpatrywałem się jak urzeczony w ten kawałek pofałdowanej skóry między jej nogami. Wyglądało to jak morska muszelka. Ten obraz miałem długo jeszcze przed oczami. Miałem wtedy dziewięć lat, więc z niczym sprośnym mi się nie kojarzyło, ale zastanowiła mnie ta ogromna różnica między nami. Cała ta sprawa wyjaśniła się potem, gdy znalazłem w domowej biblioteczce poradnik należący do mojej mamy pt: "O dziewczętach, dla dziewcząt". Dowiedziałem się z niego dość dużo na interesujący mnie temat. Ale wtedy było to coś naprawdę dziwnego oraz pasjonującego. W każdym razie drżałem cały już na samą myśl, że wieczorem znów znajdziemy się razem w dużej, przedwojennej wannie.

Szczytem wszystkiego było wówczas dla mnie dotknięcie tego miejsca. Niby przypadkiem i niechcący lub rozmyślnie, z pełną premedytacją. Próbowałem i udawało mi się to. Był to jednak miecz obosieczny, bo Gośka robiła to samo i czasem bezczelnie ciągnęła mnie za "siusiaka". Potem uciekała, ja ją goniłem żądny zemsty, by dopaść ją i zaserwować "gilgotki" czego szczerze nie znosiła, aż ciotka musiała nas rozdzielać.

Rok 1987

Muszę przyznać, że od dawna czułem, że te wakacje będą niezwykłe. Nie wiem dokładnie co dało mi tę świadomość, ale czułem to wszystkimi zmysłami. W czerwcu skończyłem szkołę podstawową, zdałem egzaminy do wymarzonego liceum. Miałem już piętnaście lat, więc czułem się prawie dorosły i tak też w większości przypadków byłem traktowany. Cały świat stał przede mną otworem, a ja czerpałem z niego ile mogłem. Interesowałem się już dziewczynami, dojrzewałem z wszystkimi tego konsekwencjami.

Jechałem tam po raz pierwszy sam. To znaczy mama wsadziła mnie do pociągu, a ciotka miała odebrać.

Było niby jak zwykle, ale...

Zauważyłem sam, że stałem się jakby rozważniejszy. Oboje zresztą spoważnieliśmy. Potrafiliśmy zająć się też czymś innym niż szaloną zabawą. Na przykład: siadaliśmy na ławce i prowadziliśmy długie rozmowy na różne tematy. A były to rozmowy naprawdę poważne o tym wszystkim co nas otaczało i zajmowało. A wśród tych tematów także kwestie rodzącej się w nas własnej seksualności. Potrafiliśmy o tym rozmawiać szczerze.

Po Gośce było już wyraźnie widać jak się zmieniła. Po mnie trochę mniej, ale też to zauważyła. Ona sama nie przypominała tego "fiździpoła" sprzed roku czy dwóch. Wręcz przeciwnie. Bardziej już przypominała ciotkę. Włosy umyte i uczesane, ubranie porządne, chyba, że szliśmy do sadu sąsiada lub do innych dzieciaków. Nasze zabawy były już jednak bardziej stonowane i to właśnie ona potrafiła nas powstrzymać.

Stawała się pannicą pełną gębą. Urosły jej piersi. Nie były jeszcze takie jak ciotki, ale były widoczne. Biodra Gośki zaokrągliły się, usta były jakby bardziej czerwone, a oczy błękitne.

Super...

- Pamiętasz jak znaleźliśmy w szafie ten album i fotki? - spytała

- Aha...

- Już go tam nie ma...

W zeszłym roku znaleźliśmy na strychu podczas zabawy dużą grubą kopertę, a w niej duńskie czasopismo erotyczne oraz mnóstwo zdjęć będących reprodukcjami innych tego typu gazet. Pamiętam nasze podekscytowanie tym faktem. Patrzyliśmy na całkiem nagich ludzi, którzy robili dziwne rzeczy w bardzo wymyślnych pozach. Z grubsza wiedzieliśmy co to jest. Uprawiali miłość, uprawiali seks. Zaśmiewaliśmy się i rzucaliśmy cięte komentarze.

- Szkoda - stwierdziłem - fajny był...

- Noo... a widziałeś na własne oczy golasa?

Pokręciłem przecząco głową.

- A ty? - spytałem odbijając od razu piłeczkę

- Mhmmm... - mruknęła odwracając głowę – tatę... - wyznała po chwili

- I co? I co? - dopytywałem się ciekawie starając się wyobrazić sobie wujka Zdzisia bez majtek

- Nic, wyglądał jak ci w gazecie, ale brzuch miał większy i był bardziej włochaty... Ale się speszył... Następnego dnia mama wzięła mnie na rozmowę o tym, czym się różnią chłopcy i dziewczynki... Ale ptaszka miał ładnego...

Zamilkliśmy. Dobrze się nawet stało, bo w tym momencie nadeszła ciotka. Nie wiem jak by zareagowała na myśl, że rozmawiamy o ptaszku jej męża.

- Ja wychodzę do pracy, a wy najpóźniej o pół do dziesiątej w domu i zamknijcie drzwi - wydała dyspozycje

- Dobrze Mamo...

- Jasne... - odrzekliśmy jednocześnie

Gdy odeszła wróciłem do przerwanego tematu.

- Bardzo bym chciał zobaczyć nagą kobietę - rozmarzyłem się - i może dotknąć jej i pocałować...

- A całowałeś się już kiedyś?

- No, tak... a właściwie, to nie tak na serio... bo tylko zbliżyliśmy usta...

- A chciałbyś?

- Co?! - byłem zszokowany jej propozycją - tu?!

- Tak, tu...

Byliśmy otoczeni z każdej strony żywopłotem, więc nie istniało żadne niebezpieczeństwo, że ktoś nas zobaczy. Niemniej...

- To, co? Chcesz czy nie?

Kiwnąłem głową. Powoli zbliżaliśmy swoje usta. Gośka przekrzywiła głowę w lewą czyli: moją prawą stronę. Ja chciałem zrobić to samo, ale oczywiście pomyliłem kierunki. Szybko jednak skorygowałem swój błąd. Zamknąłem oczy. Po moim grzbiecie wędrowała gorąca stonoga. Zacząłem lekko drżeć i zupełnie niezrozumiale pocić się nadmiernie. Stonoga tymczasem rozgrzewała się do czerwoności. W ogóle zrobiło się jakoś tak parno i duszno, chociaż panował już wieczorny chłodek.

To było jak uderzenie pioruna, jak zdzielenie obuchem w głowę. Nasze, delikatnie rozchylone wargi wreszcie się zetknęły. Poczułem smak ust Gosi. To nie przesada, gdy ktoś mówi o słodkich wargach. Były słodkie i gorące. Nasze języki po pierwszym nieśmiałym zetknięciu poczynały sobie coraz odważniej, chociaż bez zbytniego szaleństwa.

Nagle rozśpiewały się anielskie chóry, a wtórowały im świerszcze i inne żyjątka w trawie. Reszta odgłosów nocy dopełniała tylko całej symfonii.

Nie wiem jak to możliwe, ale przez ten czas chyba wcale nie oddychałem. Pulsowało mi w głowie. Było mi gorąco. Co rusz przełykałem ślinę, której nagle miałem pełne usta. Bałem się otworzyć usta. Trzymałem je mocno zamknięte, podobnie jak mocno przytulałem Gosię do siebie. Nie chciałem uronić ani jednej kropli z tej chwili.

Jakież to cudowne...

Wreszcie oderwaliśmy się od siebie. Ciężko oboje oddychaliśmy. Łapczywie łapaliśmy powietrze. Teraz gapiliśmy się na swoje stopy.

- I jak? - odezwała się pierwsza

- Ekstra

Tylko tyle byłem zdolny z siebie wydusić. To był mój pierwszy "śliski" pocałunek. Był rewelacyjny. I chociaż powiedziałem niewiele, nie mogłem ukryć w moim głosie zachwytu, podniecenia, oszołomienia i wszystko to było kompletnie pomieszane ze sobą. Typowe "si, si burdello, bum, bum".

- O rany, chodź, już czas - Gośka zerwała się na nogi - idziemy do domu.

Niechętnie powlokłem się za nią.

Leżałem już na łóżku i rozmyślałem nad tym, co się wydarzyło jakiś czas temu. A raczej przeżywałem wszystko od nowa. Każdy szczegół, każde drgnienie odżywało we mnie z taką samą mocą.

Kurde, jakie to było ekscytujące...

Nagle otworzyły się cicho drzwi i stanęła w nich Gośka.

- Co jest? - spytałem nieco zaskoczony

Chwilę milczała.

- Naprawdę chcesz zobaczyć nagą kobietę?

- Tak - odpowiedziałem

Aż usiadłem z wrażenia. Miałem sucho w ustach. Uważnie spojrzałem na Gośkę. Nic nie rozumiałem. Starałem się zebrać rozproszone myśli. Nagła myśl wdarła mi się do głowy i zanim zdążyłem pomyśleć, zapytałem:

- A ty rozebrałabyś się?

Sam się przestraszyłem tego pytania i zdziwiłem własną odwagą.

- Zagrajmy o to w "trzydzieści trzy"

Gra w "33" polegała na tym, że do liczby podanej przez przeciwnika dodawało się maksymalnie trzy. Przegrywał ten, kto musiał powiedzieć: "trzydzieści trzy". Tak czasem załatwialiśmy swoje problemy i kwestie, np: które z nas ma iść po zakupy.

- Jak przegram, to... - Gośka zawiesiła głos - a jak wygram to... to nie wiem, nigdy o to więcej nie zagramy... - wreszcie wydusiła

- Dobrze

- I nikt nigdy się nie dowie...

- Dobrze

Przyjmowałem jej warunki bez zastrzeżeń. Obiecałbym jej wszystko.

- Zaczynam...

- Dobrze.

- Dwa... - zaczęła naszą grę.

- Pięć...

- Siedem

- Dziesięć

Kurczę, ale chciałbym wygrać. Ta rozgrywka nagle stała się najważniejszą w życiu.

- Dwanaście - to był jej ruch

- Piętnaście...

- Siedemnaście...

- Dwadzieścia

To wszystko wydawało się być snem. Snem na jawie.

- Dwadzieścia dwa

- Dwadzieścia trzy - powiedziałem jak najspokojniej, ale w myśli gorączkowo przeliczałem. Gra wchodziła w decydującą fazę. Muszę się skupić...

- Dwadzieścia pięć... - jej głos wydobywał się jakby ze studni

- Dwadzieścia osiem...

W duchu odetchnąłem. Już wiedziałem, że wygrałem. Po chwili Gośka wiedziała to również. Walczyła jednak do końca.

- Dwadzieścia dziewięć...

Zawahałem się. Wszystko teraz zależało ode mnie. Ja decydowałem. Chwilę ze sobą walczyłem, ale tak bardzo chciałem ją zobaczyć.

- Trzydzieści dwa - powiedziałem wpatrując się w podłogę.

- Trzydzieści trzy, przegrałam.

W głosie Gośki nie słyszałem jednak żalu i rozpaczy z powodu porażki.

- Ale pamiętaj co obiecałeś...

Gośka rozpięła dwa guziczki swej różowej koszulki. Jeszcze nawet się nie przebraliśmy do snu. Ściągnęła ją przez głowę i odłożyła na poręcz łóżka. Moim oczom ukazał się jej biały, bawełniany stanik. Spojrzała na mnie. Ja nie odrywałem natomiast od niej oczu. Chłonąłem te całkiem nowe dla mnie obrazy z otwartymi szeroko ustami. Opuściła wzrok.

Gośka powoli odpięła guzik dżinsowych szortów i rozsunęła zamek błyskawiczny. Równie wolno zsuwała je wzdłuż ud. Gdy doszła do kolan przerwała tę czynność i szybko sięgnęła do majtek poprawiając je. Szorty w tym czasie opadły do kostek. Odłożyła je obok koszulki...

Oddychałem głęboko.

Owszem, widywałem Gośkę nie jeden raz w dwu, albo jednoczęściowym stroju kąpielowym, ale bielizna osobista to było aż nadto. Było to w pewnym sensie jakieś nieprzekraczalne tabu. Strój kąpielowy, nawet bikini był OK, bo wszystkie dziewczyny na plaży tak się nosiły, ale to... Byłem w stanie lekkiego oszołomienia. Przepływała przeze mnie gorąca fala nie dająca się porównać z żadnym wcześniejszym odczuciem. Była podobna do tej, gdy oglądaliśmy ten "świerszczyk"...

Gośka sięgnęła ręką za plecy. Rozpięła stanik. Zsunęła lewe, a następnie prawe ramiączko...

Wreszcie je zobaczyłem w pełnej krasie. Piersi Gośki. Były nieco jaśniejsze, a raczej bledsze od reszty ciała. Dwa niezwykle kształtne pagórki obciągnięte delikatną skórą na szczytach, których różowiły się sutki. Były przepiękne. Widziałem je z bliska po raz pierwszy, ale już wtedy wiedziałem, że nie zapomnę ich widoku do końca życia.

Po raz kolejny tego wieczora poczułem, że sztywnieję poniżej brzucha. Ktoś kiedyś ładnie określił ten stan "twardniejącym ciężarem między nogami". Czułem go wyraźnie. Wydawał się on być wtedy najpełniejszy i najbardziej realny, bo obiekt, który go powodował stał tuż przede mną i był w zasięgu moich rąk.

Mój "paraliż" trwał nadal. Tabuny gorących mrówek wędrowały w górę i w dół. Tymczasem Gośka podniosła na mnie spojrzenie. Na jej twarzy nie zauważyłem żadnych oznak zakłopotania, zażenowania lub czegoś podobnego. Wręcz przeciwnie. Uśmiechnęła się nawet do mnie jak zwykle łobuzersko. Chwyciła gumkę majtek dwoma palcami po bokach i pochylając się w przód ściągnęła je wzdłuż nóg.

Nastąpiło we mnie kolejne uderzenie gorąca.

Jej muszelka...

Muszelka Gośki była porośnięta delikatnymi włoskami. W tym świetle wydawały się być czarno-rude. Jej meszek przykuł całkowicie moją uwagę. To wszystko było niesamowite, kosmiczne. Całkowicie przekraczało moją wyobraźnię. Ciało Gośki było wręcz genialne. Jej piersi, brzuch, ręce, ramiona, nogi, jej muszelka wraz z tym małym kawałkiem skóry schowanym do połowy między jej nogami.

Drżałem cały. Mój świat stanął na głowie. Wirował i falował przed oczami. Patrzyłem chciwie. Jaka Gośka jest piękna...

Nagle poczułem, że w moich slipkach robi się mokro, gorąco i lepko...

A Gośka stała nadal przede mną naga. Miała zamknięte oczy. Usta poruszały się bezgłośnie. Nie wiem jak długo to trwało, ale każda sekunda pulsowała w mojej głowie. Modliłem się, aby się nie zorientowała, że ja... no, wiadomo co.

- Dosyć już się napatrzyłeś - odezwała się.

Zebrała swoje rzeczy z poręczy i przytuliła do piersi. Popatrzyła na mnie. Odwróciła się szybko. Jej pupa zalotnie falowała gdy stawiała kolejne kroki. W progu obróciła się jeszcze.

- Tylko pamiętaj... - rzuciła.

Zniknęła za nim.

Zostałem sam w pokoju, ale on wciąż był jej pełen. Takie miałem wrażenie, że ona wciąż tu jest. I wciąż stoi przede mną taka piękna, taka krucha, naga i bezbronna...

Po kilku chwilach wyrwałem się z oszołomienia. Doprowadziłem w łazience do porządku i wróciłem do pokoju i swych marzeń. Położyłem się na łóżku, ale wiedziałem, że i tak nie zasnę...

Rzeczywiście. Długo nie mogłem usnąć. Nadmiar emocji mi na to nie pozwolił. Wciąż miałem przed oczami Gośkę bez ubrania. Obraz pod powiekami był wciąż niezwykle wyraźny, jakby wciąż żywy. Zasnąłem chyba dopiero nad ranem. Tak... Niebo już się rozjaśniało.

Wstałem późno. W całym domu było cicho. Ciotka spała u siebie po nocnej zmianie. Chyba tylko z przyzwyczajenia uchyliłem drzwi sypialni wujostwa i zerknąłem na nią... Kiedyś to była moja norma. Lubiłem patrzeć na ciotkę Krysię. Jest piękną kobietą. Taką prawdziwą jak z obrazka lub zdjęcia. Zawsze była dla mnie niecodziennym zjawiskiem. Była wydarzeniem na skalę światową. Była boginią. Taką swojską Wenus, Afrodytą, Heleną Trojańską lub jakąkolwiek inną jakby nie z tego świata. Z lubością zerkałem na jej dekolt i parę razy udało mi się dostrzec coś więcej niż tylko zarys dużych piersi pod koszulką.

Teraz też spowodowała u mnie ciepłą falę. Spała po nocnej zmianie. Spała niczym iguana. Prawa ręka była zgięta w łokciu, a prawa noga zarzucona na kołdrę. Krysia miała na sobie długą koszulkę z Myszką Miki, która zawinęła się w okolicach pasa odsłaniając różowe majtki z koronką. Gapiłem się na przestrzeń pomiędzy jej nogami. Gęsty zarost wylewał się prawie spod majtek. Niesamowite wrażenie sprawiał też, gdy odciskał swą fakturę na ich materiale. Były doskonale dopasowane i opinały szczelnie tę część jej ciała podkreślając walory. Piękny to był widok.

Praktycznie przez cały dzień nie mogłem z Gosią porozmawiać na temat wczorajszych wieczornych wydarzeń. Jakoś tak sprytnie lawirowała lub zawsze w naszym otoczeniu był ktoś obcy. Już nawet myślałem, że jej "striptease" oddalił nas od siebie. I że nagle ten niewinny wieczór stał się czymś czego będzie się wstydzić, że stał się koszmarem.

Porozmawialiśmy dopiero wieczorem. Ciotka wyszła do pracy, a my szykowaliśmy się na Kino Nocne, czyli: późnowieczorny seans filmowy. Nie pamiętam tytułu filmu. Pamiętam, że to był horror. Wydaje mi się, że to mogłaby być "Noc Wilkołaka", ale głowy nie dam.

W każdym razie miało być dość strasznie, mroczno i krwiście.

Ale przed seansem nastąpiła nasza długo przeze mnie oczekiwana rozmowa:

- Obraziłaś się na mnie, czy co...? - spytałem pełen obaw

- Nie, dlaczego?

- Przez cały dzień jakoś mnie unikasz

- Nieee... wydaje ci się

Nagle olśniła mnie myśl jak płomień.

- Żałujesz? - strzeliłem z grubej rury

- Nie

Gosia uśmiechnęła się i był to uśmiech szczery i niewymuszony. W każdym razie ja nic takiego nie zauważyłem.

- Bo jeśli tak, to... przepraszam - bąknąłem

- Spoko, spoko, nie było tragedii, z resztą dałam ci wygrać...

- Co!?

- No, specjalnie się podłożyłam...

- Bez jaj...

Nie uwierzyłem od razu. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że to może być możliwe. Z Gośką wszystko się mogło zdarzyć. Padł mój kolejny mit. Do tej pory uważałem, że moje wczorajsze szczęście było wynikiem genialnej rozgrywki, a tu...

- W takim razie powiedz mi dlaczego? - brnąłem dalej w otchłań bezdenną.

- Kiedyś ci powiem, na pewno...

Mówiąc to Gosia cmoknęła mnie lekko w policzek.

- A teraz patrzymy - rzuciła rozsiadając się wygodnie obok.

Zaczął się film.

Szczerze mówiąc niewiele z niego pamiętam. Kątem oka patrzyłem na Gośkę i o niej myślałem. To zajęło mnie całkowicie. Film zszedł na dalszy plan.

Skończył się tuż przed pierwszą i odczułem ulgę z tego powodu.

Położyłem się do łóżka, zamknąłem oczy. Myśli wciąż były skotłowane w mojej głowie jak w gotującym się garnku. Starałem się skupić na czymś innym i wsłuchiwałem się w noną ciszę. Nagle jednak zabrzmiał inny dźwięk niż te, których można było się spodziewać.

Skrzypnęły drzwi mojego pokoju a w szparze pojawiła się twarz Gośki.

- Darek... - zaczęła niepewnie - mogę się położyć obok ciebie?

- A co się stało?

- Nic, ten horror...

- Dobra, wskakuj

Zrobiłem jej miejsce.

- Niepotrzebnie go oglądałam - wyznała - przecież ja się boję tych wszystkich straszydeł...

- Ty!? - moje zdziwienie było ogromne.

Kogo jak kogo, ale Gośkę, tego diabła wcielonego podejrzewać o strach, to byłoby niewybaczalne. Coś mi tu nie grało. Ale niech będzie...

Leżeliśmy na plecach obok siebie z rękami wzdłuż cała. Lekko stykały się nasze dłonie. Słuchaliśmy własnych oddechów. Chwila była po prostu magiczna. Ścienny zegar odmierzał kolejne sekundy, chociaż takim czasomierzem mogłaby być równie dobrze nasza krew miarowo

pulsująca w żyłach.

Gosia pachniała cudnie. Wdychałem ten aromat. Tak samo pachniało w sypialni rodziców i wujostwa. Może tak pacnie miłość lub taki jest zapach seksu? Tego nie wiem do dziś. Była to jednak cudowna mieszanka działająca na wszystkie zmysły. Rozmarzyłem się i jak zwykle stwardniałem w dole brzucha.

- Myślisz czasem o seksie? - spytała cicho

- Tak, nawet często - wyznałem

Zawsze starałem się mówić prawdę.

- Ja też myślę i wtedy robię się wilgotna... tam... - wskazała ręką kierunek, ale nie musiała tego nawet robić, bo dobrze wiedziałem - wiesz, że gdy się tam głaszczę, to robi się mi wtedy tak przyjemnie i błogo...

- Wiem, mam podobnie...

Opowiedziałem co ze mną się dzieje w chwilach napięcia i jak sobie z tym radzę. Słuchała zaciekawiona.

- ...myślę wtedy o tobie - zakończyłem

- Mnie też się kilka razy... często śniłeś - poprawiła się zaraz - Jak myślisz?... Czy to jest miłość?

- Nie wiem, ale chyba tak...

- Mama opowiedziała mi już kiedyś jak to jest, gdy kobieta pragnie faceta i co się z nią wtedy dzieje...

- A z tobą co się wtedy dzieje?

- To samo, czuję to samo...

Gośka usiadła opierając się o ścianę. Prawie zlewała się z nią w tej swojej różowej piżamce. Niewiele myśląc też usiadłem. Starałem się odgadnąć jej myśli, ale spojrzenie Gośki nic a nic nie zdradzało. Ciekawe co było widać w moich oczach?

- O czym teraz myślisz?

Aż jęknąłem wewnętrznie na tą jedność myśli.

- Ja... nooo... - zacząłem się motać – o tym, że tak fajnie jest jak tu siedzimy, gadamy i o tym, że bardzo bym cię chciał dotknąć i...

Ulżyło mi, gdy to wszystko z siebie wyrzuciłem. Spodziewałem się czegoś miażdżącego w odpowiedzi, ale Gosia długo milczała. Chyba, że tak mi się tylko wydawało. Czyżby to czas się zatrzymał? Biłem się z myślami.

Nagle Gosia złapała moją rękę w nadgarstku i zbliżyła do swej piersi. O rany... Dotykałem jednego z cycusiów Gosi. Miałem go w dłoni. Wszystko we mnie jeszcze bardziej zabuzowało. Ciśnienie stało się ekstremalnie wysokie. Wszystko zaszkliło się przed oczami i rozmazało.

- Zaczekaj... - jej szept wydał mi się okrzykiem, który ściągnął mnie na ziemię i cofnąłem rękę.

Ale nie na długo. Gosia rozpięła guziki i rozchyliła swą piżamę. Znów mogłem je widzieć i patrzyłem na nie dłuższą chwilę nim przykryłem je dłońmi. Dwa piękne cycusie tak cudowne i miłe w dotyku. Były lekko nabrzmiałe, a sutki sterczały, co wyraźnie czułem na dłoniach.

Gośka położyła się na plecach, a ja obok na lewym boku. Prawą dłonią wodziłem po jej piersiach. Zamknęła oczy i przygryzła dolną wargę. Ona cała była cieplutka, gorąca. Oddychała głęboko.

"Niech się dzieje co chce i raz kozie..." przemknęło mi przez głowę. Zbliżyłem usta do jej cycusiów. Pocałowałem sterczący sutek.

W tym momencie prawie podskoczyła z wrażenia, ale nie zaprotestowała czy próbowała wstrzymać. Kontynuowałem więc tę czynność.

Muskałem ustami piersiątka mojej Gosi. A ona wczepiła palce w moją czuprynę. Zaczęła oddychać nieco ciężej, gdy wargami ssałem jej jedną pierś, a dłonią gładziłem drugą.

To było takie cudowne, nowe, piękne i pierwsze. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Płynąłem przez nieznaną mi do tej pory przestrzeń.

Jakoś tak machinalnie moja ręka powędrowała w okolice jej pasa próbując wślizgnąć się pod gumkę, ale reakcja Gośki była natychmiastowa. Złapała ją i pociągnęła bliżej swych piersi.

- Wiesz czego mi tu teraz brakuje?

Pokręciłem przecząco głową.

- Pocałunków... pocałuj mnie...

Poprawiłem pozycję i rozpiąłem swą koszulę piżamy. Całowaliśmy się.

Położyłem się na Gosi i objąłem ją. Zaczęliśmy jednocześnie falować mimowolnie udając ruchy prawdziwych, to znaczy dorosłych kochanków. Miałem nadzieję, że Gosia wyczuje moje podniecenie, bo byłem naładowany jak chyba jeszcze nigdy. Moja dłoń błądziła w okolicach jej bioder. Wsunąłem ją nawet pod pupę Gosi. Pomogła mi w tym unosząc je lekko do góry. Jej pośladki oprócz tego, że były bardzo kształtne i przypominały gruszkę, to były jeszcze takie mięciutkie, jędrne... Kurczę, stąd było już tak bardzo blisko do skarbu mojego Gosiaczka.

Zbliżałem się tam powoli. Przesunąłem rękę i dotknąłem jej brzucha. A potem powoli, powoli w dół. Minąłem linię pasa. Już wyczuwałem opuszkami palców jej włoski łonowe. Były lekko zroszone rosą. Szedłem dalej. Wyczułem też już jej szparkę. Spojrzałem na Gosię. Nadal miała zamknięte oczy i rozchylone usta. Jedna jej ręka była wczepiona w moje włosy, a drugą masowała swego cycusia. Nie zaprotestowała, gdy wodziłem palcem po jej sromie.

Jęczała cichutko. Krótkie "a... a... a..." rozpraszało ciszę. Nie przerywałem pieszczoty. Wodziłem palcem w górę i dół. Korciło mnie, aby wsunąć palec nieco głębiej. Powstrzymałem się jednak. Gosia falowała sama. Już nie były to ruchy całkowicie przez nią kontrolowane. Falowała dość intensywnie. Rzucała się jak ryba w sieci. Mocno trzymała moje włosy. Miałem wrażenie, że wyrwie mi je.

Podrzucała energicznie biodrami. Coraz mocniej.

- Aaaaaa... aaaaaaaaa... - z jej ust było coraz głośniejsze, aż wreszcie osiągnęło apogeum.

Przytuliła mnie mocno do siebie. Mógłbym tak zostać już na zawsze z twarzą przy jej cycusiach. Były zroszone świeżym potem.

Śliskie i pachnące ekstazą. Wypuszczałem z ust strumienie ciepłego powietrza na te dwie górki zaróżowione jeszcze bardziej niż były.

Nie wiem czy mi się wydawało, ale wokół jej sutek wykwitły jakby pajęcze sieci.

- Kocham cię, Gosiu - szeptałem raz po raz...

Otworzyłem oczy. Nadal miałem twarz położoną na piersiach Gosi. Ona gładziła moje włosy. Położyłem się równo z nią.

- Mama mnie chyba zabije - stwierdziła

- Nie bój się, obronię cię... chyba nie zamierzasz jej powiedzieć? - tu już wdarł się lekki niepokój.

- Nie, ale ona wie wszystko, a jak nie wie, to się dowie.

Faktycznie. Ciotka miała w sobie wiele z porucznika Colombo.

- To... a to była miłość? - spytała po chwili

- Tak, to miłość - potwierdziłem

Byłem tego pewny jak niczego wcześniej. Przytuleni odliczaliśmy minuty.

- Fajna jest... powtórzymy jeszcze?

Pocałowałem ją w usta.

Do siebie wróciła po piątej rano...

Następnej nocy wszystko odbyło się prawie tak samo. Tyle, że tym razem w jej pokoju i byliśmy całkiem rozebrani, gdy opadliśmy na białą pościel. Leżeliśmy naprzeciwko siebie i wodziliśmy rękami po swych ciałach. Nie było już miejsca, które chroniłby pancerz ubrania. W sumie to ja po raz pierwszy rozebrałem się przy Gosi.

Nasze pieszczoty były już pewniejsze. Już wiedzieliśmy o sobie więcej niż wczoraj. Bariery i granice były już luźniejsze.

Posuwaliśmy się wolno do przodu.

A nasze pieszczoty... Przebijała się przez nie delikatność i subtelność o jakie siebie wcale bym nie posądził. Otaczała nas magia.

Czułem ją wyraźnie, jak oplata nas swym płaszczem z mgły.

Poprowadziłem jej rękę w stronę swego krocza. Dotknęła go ręką i zacisnęła na nim dłoń. Pokazałem jak powinna nią poruszać. Ona patrzyła w dół, wprost na niego. Stał na baczność. Był sztywny i twardy. Ruchy ręki Gosi spowodowały, że jęknąłem. Były delikatne, powolne. Zupełnie inne niż moje dotykanie się i masowanie ręką ptaszka. Teraz trzymała go zaledwie w paluszkach. Niesamowite.

- Pocałujesz go? - spytałem

- Oszalałeś - prawie krzyknęła i wypuściła z rąk.

Moja reakcja była też szybka. Objąłem ją mocno, żeby przypadkiem nie uciekła i przytuliłem.

- Przepraszam - szepnąłem wprost do jej ucha.

Widziałem na zdjęciach jak kobiety brały do ust nabrzmiałe penisy swych partnerów, więc pomyślałem, że...

- Mogę ja cię tam pocałować?

- Nie

Przytuliłem ją nieco mocniej.

- A chociaż zobaczyć cię?

Poprawiła się. Siadła wygodnie i rozsunęła nogi. Dotykając lekko kciukami rozszerzyłem jej wargi sromowe. Wreszcie zobaczyłem ten najbardziej skrywany sekret dziewczyny. Jej cipkę. Wyglądała identycznie jak te na rysunkach czy fotkach. Mogłem z pamięci opisać wygląd w najdrobniejszych szczegółach. W tym byłem biegły. Ale to była dotychczas tylko czysta teoria.

Cała głębia była istną poezją. Wszystkie elementy kobiecego krocza: wargi sromowe większe i mniejsze, spojenie łonowe, łechtaczka tworzyły zachwycający mechanizm. Zachwyciłem się nim ogromnie. Korciło mnie aby jednak pocałować jej otwartą muszelkę, ale nie zrobiłem tego. Dotknąłem tylko miękkiego różowiutkiego ciałka. Całowałem jej oda. Wędrowałem w stronę kolana, potem do stóp. I z powrotem.

Klęknąłem, a właściwie przysiadłem na nogach między jej nogami. Z tej perspektywy Gosia wyglądała bardzo interesująco. Miała jak zwykle zamknięte oczy i przygryzała dolną wargę. Ręce wyciągnęła do góry. Przytknąłem członka do jej muszelki. Drgnęła.

- Nie... - odezwała się cicho.

- Spokojnie, uwierz mi...

Wodziłem żołędziem po wejściu. Wyobraziłem sobie jak by to było, gdybym wszedł w nią, gdybym się zagłębił, gdybym wniknął w tę mokrą, śliską i ciepłą szczelinkę. Cóż to za mistyczna pieczara...

Położyłem go na jej czarnym trawniczku. Docisnąłem dłonią i zacząłem szorować po jej wilgotnej łące. Wkrótce moją dłoń zastąpiła dłoń Gosi. Ja mogłem uchwycić ją w biodrach. Wreszcie położyłem się na niej nie przerywając swych ruchów. Mój mały znalazł się pomiędzy nami, ściśnięty zarówno z góry, jak i od dołu. Gośka objęła mnie swymi nogami na wysokości zgięcia moich kolan. Całowałem jej twarz i szyję. Oddawała mi pocałunki równie namiętnie i gorąco.

Było mi tak cudnie i błogo.

Wytrysnąłem. Stało się to nieoczekiwanie. Zamarliśmy w tym momencie oboje.

- Co to? - spytała dysząc

- To ja... to ze mnie...

Mój głos był cichy. Brzmiały w nim radosne nuty, ale obok nich czaiło się coś w rodzaju zawstydzenia i zakłopotania całą tą sytuacją.

Podniosłem się. Brzuszek Gosi, prawie do piersi był zroszony moim nasieniem. Do mojego brzucha też trochę się przykleiło. Dotknęła palcem tej mazi. Podniosła rękę do góry.

- A więc to twoje... sperma... dużo tego... - mówiła jakby do siebie.

Położyłem się obok niej. Poczułem ulgę, wielką ulgę. Całe napięcie dotychczas skumulowane w moim ciele zeszło ze mnie w jednej chwili. Wydało mi się dużo pełniejsze niż ten stan, który potrafiłem osiągnąć "na własną rękę". Przytuliłem Gośkę mocno do siebie nie zważając na to, że jesteśmy ubrudzeni moim nasieniem. Chciałem wciąż czuć jej bliskość, jej ciepło, jej oddech, gdy oparła głowę na moim torsie.

Magiczna chwila trwała. I pewnie trwała by jeszcze dalej, gdyby nie dźwięk hamującego, dużego samochodu, a po chwili trzask zamykanych drzwi.

- Ojciec - krzyknęła Gosia.

Zerwaliśmy się jak oparzeni. Szybko ubieraliśmy się. Pomknąłem do swego pokoju. Tak. To był wujek. Wrócił niespodziewanie z kolejnej trasy.

- Może to jakiś znak - zastanawiała się rano

- Jaki znak? - nie zrozumiałem

- Znak, że może nie powinniśmy tak...

- Jak? - nadal nie rozumiałem

- No wiesz...

- Gosiu, nie robimy nic złego...

- No nie wiem... może za szybko lub za wcześnie?... grzeszymy!

- Od kiedy miłość jest grzechem?

- Nie jest...

- No więc nie rozumiem

Zaczynało mi brakować argumentów. Przytuliłem ją mocno i pocałowałem w usta.

- Zakochałem się w tobie, kocham cię...

- Też cię kocham.

Siedzieliśmy w ogrodzie na naszej ławeczce oparci o siebie plecami.

- Nie chcę, żebyśmy zapomnieli o sobie...

- Ja na pewno nie zapomnę - przerwałem jej - zawsze będziesz w moim sercu... zresztą czemu rozmawiamy tak jakbyśmy się mieli już nigdy nie spotkać... Zobaczymy się w przyszłym roku... Może wtedy uznasz, że nadszedł nasz czas...

Wtedy postanowiliśmy zrobić coś co miało przetrwać bardzo długo. Przynajmniej do tego momentu aż ten czas wreszcie nadejdzie.

Napisaliśmy na kartkach co myślimy, co czujemy, czego pragniemy i wraz z paroma naszymi zdjęciami i różnymi pierdołami (ale dla nas wtedy ważnymi) włożyliśmy do szklanego słoika i zakopaliśmy przy schodach wejściowych.

- Otworzymy za kilka lat... razem... - uśmiechnęła się promieniście.

Nie zapomnę naszego pożegnania, gdy wyjeżdżałem tuż po piętnastym sierpnia. Było to najdłuższe i najbardziej łzawe pożegnanie w naszej historii. I przyznaję się bez bicia: ja też byłem bardzo wzruszony. Bardzo. Chyba naprawdę się zakochałem.

Wtedy jeszcze nie wiedziałem, ale spotkaliśmy się na dłużej dopiero za trzy lata. W tym czasie, owszem, widywaliśmy się podczas weekendów czy różnych uroczystości, ale krótko i zawsze w towarzystwie, którego nie można się było pozbyć...

Wiele myślałem o Gosi.

Marzyłem o niej na jawie i we śnie. Miałem wrażenie, że jest tuż przy mnie mimo, że fizycznie oddalona przecież o ponad trzysta kilometrów. Pisaliśmy do siebie długie listy, w których relacjonowaliśmy sobie każdy dzień. Czasem dzwoniliśmy.

Przez ten czas kilka razy udało nam się spotkać, ale zawsze na krótko i w towarzystwie, ale te spotkania dawały nam siłę. Tęskniliśmy za sobą i nie myślę tu tylko o... wiadomo o czym.

Byłem w niej zakochany. Tęskniłem i cierpiałem katusze z tego powodu. Owszem, były obok mnie inne dziewczyny, niektóre nawet fajne, ale to nie było nic poważnego. Jakieś kino, spacery i inne bajery, imprezy; ale to tylko dla osobistej higieny. Bo wiadomo: jak nie masz dziewczyny, to jesteś ohydnym koniobijcą albo pedałem. Taka była wtedy filozofia. Dziś chyba też, ale powiedziałbym raczej: gejem lub kochającym inaczej...

Gośka była dla mnie tą jedną i jedyną. Z wielu znanych mi do tej pory dziewcząt tylko ona stanowiła swoistą mieszankę wybuchową. Taki mój prywatny koktajl Mołotowa. Mieszanka była iście diabelska: śmiałość, spontaniczność, łobuzerstwo, prowokacja, delikatność, subtelność i wiele innych elementów, które składały się na jej obraz wewnętrzny, które tak bardzo mnie zachwycały i których u żadnej innej nie spotkałem.

A na zewnątrz: już była kobietą w pełnym tego słowa znaczeniu. I to piękną, bez zbytniej przesady.

Rok 1990.

Jechałem na te wakacje wyładowany pozytywnymi emocjami i energią. W marcu skończyłem osiemnaście lat. Ten fakt dawał dużo większe możliwości i roztaczał większe perspektywy. Miałem dowód. Świat stawał przede mną otworem.

Gośka czekała na mnie na dworcu. Zauważyłem ją od razu jak tylko wysiadłem z pociągu. Zaraz, wśród pisków, wrzasków i wielkim ryku radości odtańczyliśmy dziki taniec budząc powszechne zdziwienie innych. Dalsza droga PKS-em do Enen upłynęła błyskawicznie. Nawet nie zauważyliśmy jak znaleźliśmy się na miejscu zajęci rozmową. Opowiadałem jej o mojej osiemnastce i balandze z tej okazji. Gosia nie była na niej, bo miała dużo ważniejsze sprawy. Kryśka i Dzidek kończyli właśnie sprawę rozwodową. Przesłała mi tylko pocztą życzenia. Prezent miałem otrzymać jak przyjadę.

No i wszystko w tym momencie było na swoim miejscu. Było tak, jak być powinno.

Wieczorem siedliśmy na huśtawkach.

- Cieszę się, że już jesteś, bo tęskniłam bardzo, tyle czasu...

- Ja też tęskniłem... bardzo

- Bujasz... faceci nie są tacy

- Ja jestem inny

Oparła mocniej głowę na moim ramieniu.

- Masz dziewczynę? - spytała

- Nie mam - odpowiedziałem zgodnie z prawdą

- Jak to?! - zdziwiła się i od razu zaserwowała mi kuksańca w bok - a ja?!

Z trudem udawała wściekłość.

- To ty jesteś moją dziewczyną?! - zdziwiłem się równie przesadnie

- Oż ty... - wstała i siadła na moich kolanach twarzą do mnie - to ja, tutaj, jak mniszka, myślę tylko o tobie i nie chodzę na randki, a ty mi tu taki numer... no nie, koniec, idę do domu...

Rzeczywiście, wstała i ruszyła w jego stronę. Gdyby nie uśmieszek drgający w kącikach jej ust mógłbym pomyśleć, że naprawdę się "wpieniła".

- Gośka!!! Zaczekaj!!! - krzyknąłem rozdzierająco dostosowywując się do sytuacji.

Stanęła, odwróciła się do mnie

- Bierzemy rowery i jedziemy nad jezioro? - spytała

- Teraz?! - zdziwiłem się

- No jasne... - odparła – Mamo! Jedziemy nad jezioro! - rzuciła w stronę domu.

Pojechaliśmy.

Po zmierzchu wszystko wygląda inaczej. Nasz "Balaton" też. Skąpany w mroku, ciemnogranatowy, otulony szmerem lasu mógłby stanowić scenerię jakiegoś horroru... albo jakiegoś romansu.

Siedliśmy na murku.

- Lubię tu przychodzić - Gosia odezwała się szeptem - szczególnie gdy słońce zajdzie, robi się tu całkiem niezły klimat

- Masz rację - zgodziłem się - niesamowicie tu jest

- Czerpię tu natchnienie...

- Do czego?

- Do pisania poezji

- Piszesz wiersze?! I co ostatnio napisałaś?

- Będziesz się śmiał

- Nie - stuknąłem się w piersi - jak bum cyk cyk...

Po chwili milczenia usłyszałem jej cichy głos:

Napiąłeś mnie

łukiem Erosa niebiańskim

by zrzucić

w otchłań pożądania

na zawsze w sen najpiękniejszy...

Nie znam się na poezji, nie rozumiem, ale nastrój i zmysłowy szept Gosi zrobił swoje...

- Piękne - powiedziałem

- Pocałuj mnie - wyszeptała po chwili

Bez namysłu zbliżyłem swe usta do jej ust. Słodycz rozlała się po moich wargach. Nasze języki powoli wirowały w motylim tańcu...

Objąłem Gosię jedną ręką, a drugą oparłem na jej kolanie. Miała na sobie kwiecistą sukienkę z cieniutkiego materiału. Ten fakt był niesamowity, bo Gośka nigdy nie lubiła chodzić w sukienkach.

Zacząłem powoli podwijać materiał. Wkrótce już dotykałem jej uda i szedłem dalej, wprost do słodkiej pieczarki. Włożyłem dłoń między nogi Gosi. Jakimś cudem dostałem się palcami za gumkę jej majteczek. Poczułem delikatne włoski. Nie zaprotestowała ani nie powstrzymała mojej ręki. Zamiast tego położyła swoją na moim kroczu. Drgnąłem a przez moje ciało przebiegły mistyczne ciarki.

Ta śmiała i nieoczekiwana pieszczota spowodowała, że naprężyłem się w wiadomym miejscu. Gosia poczynała sobie coraz śmielej. Rozsunęła mój rozporek i wsadziła w głąb całą dłoń. Oparła ją na moim ptaszku, który aż wyrywał się na wolność. Poluzowałem pasek spodni i odpiąłem guzik. Gosia wsunęła dłoń pod moje majtki i zacisnęła delikatnie. Byłem nieco zdziwiony jej śmiałością i bezpośredniością.

- Tak długo czekałam na te chwile - odezwała się cichutko – wiesz, że jesteś jedynym z którym jestem tak blisko i pozwalam na tak wiele...

Milczałem tuląc Gosię do siebie. Milczałem, bo cóż mógłbym powiedzieć, że ja też. To przecież było oczywiste.

I nagle olśnienie:

- Gdybym mógł to rozpiąłbym nad nami ochronny parasol i odgrodził nas od całego świata... bylibyśmy tylko my i nikt inny - płynąłem na fali własnych słów – szkoda, że nie mamy takiego miejsca, gdzie moglibyśmy się schować i być sam na sam ze sobą...

- Chcę przeżyć z tobą ten pierwszy raz... tak, jak dotychczas... bo wszystko z tobą do tej pory jest pierwszy raz... chciałabym, abyśmy doprowadzili to do końca.

- Naprawdę chcesz?

To było chyba głupie pytanie, ale...

- Tak - odpowiedziała pewnym głosem - i wymarzyłam sobie każdy szczegół tej chwili, nawet spadające z nieba gwiazdy...

- I naprawdę też tam jestem?

- Jesteś - uśmiechnęła się szeroko i po chwili kontynuowała - tak naprawdę to kobieta wysyła ten pierwszy impuls, to ona o wszystkim decyduje, ona pozwala się zdobywać, ona jest ogniem...

- Skąd ty to wszystko wiesz?

- Jestem nią, no może jeszcze nie w pełni, ale ty mnie nią uczynisz...

Siedzieliśmy tak jeszcze długo tuląc się do siebie i marząc.

Rano obudziłem się dość późno, aczkolwiek słyszałem poranną krzątaninę. Najpierw ciotka wychodziła do pracy, potem Gośka na zakupy.

Gdy wstałem Gośka wychodziła z łazienki owinięta szczelnie ręcznikiem. Drugi, mniejszy miała zawiązany na głowie w charakterze turbanu. Wyglądała nieźle jak na tę porę dnia. W każdym razie lepiej niż ja. Wymieniliśmy grzecznościowe "cześć". Dzień zapowiadał się cudowny.

Po porannej toalecie poszedłem do swojego pokoju. Ubrałem się. Zaniepokoił mnie pewien bezruch i cisza w całym domu. Gośki nigdzie ani widu ani słychu.

Stanąłem przed drzwiami jej pokoju. Zapukałem i nie czekając na zaproszenie nacisnąłem klamkę. Po otwarciu drzwi zdębiałem na widok Gośki.

Leżała ona na łóżku, na brzuchu, naga, z nogami zgiętymi w kolanach którymi machała. Twarz miała zwróconą do ściany.

Na stopy miała nałożone bielutkie skarpetki.

Jej pośladki falowały zmysłowo przy tych ruchach. Wydawało mi się przez moment jakby mnie nie zauważyła, ale to było przecież niemożliwe.

- Wiedziałam, że przyjdziesz - odezwała się nie patrząc na mnie

Cudownie wyglądała leżąc tak w tej swobodnej pozie. Fale gorąca, które zawsze czułem w takich sytuacjach znowu przetoczyły się przez moje ciało. Ten widok był powalający.

Gosia nagle znieruchomiała. Jednym płynnym ruchem wstała.

Patrzyłem na nią jak na jakąś ikonę albo inny święty obrazek. Dotychczas widywałem ją nagą tylko w sztucznym świetle. Teraz przez okno wlewały się promienie słońca więc wydawało mi się, że widzę ją taką jakby po raz pierwszy.

Było w niej już więcej z kobiety niż mogłem zauważyć ostatnim razem.

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to nieco bielsze od reszty fragmenty jej ciała. Te fragmenty skrywane skrzętnie pod kostiumem kąpielowym. Piersi Gośki były bardziej zaokrąglone, ale nadal niewielkie. Niżej płaski brzuszek, cienka talia (zawsze miałem wrażenie, gdy ją obejmowałem, że przy mocniejszym nacisku, złamię Gośkę w pół). Dalej zaokrąglone biodra i łono porośnięte gęstym czarnym zarostem a niżej zgrabne nóżki...

- Piękna jesteś - wyszeptałem cicho, ale chyba zupełnie niepotrzebnie.

Nie trzeba było żadnych słów. Gośka też tak uważała, bo przytknęła palec do ust

- Ciii... - usłyszałem - nie mów nic...

Ok. Mogłem zamilknąć

Podszedłem do niej bliżej. Wciągnąłem w nozdrza jej subtelny zapach. Cała nim emanowała. Świeżutki pot pojawił się na jej ciele ledwo dostrzegalnymi kropelkami. Objąłem Gosię silnie ramionami na wysokości połowy pleców. Ona przywarła do mnie obejmując za szyję. Chwilę staliśmy tak nieruchomo smakując mistyczną chwilę.

Muskałem wargami jej ucho, potem zacząłem spijać nektar z jej szyi. Następnie ramiona...

Ssałem jej sutki, powoli i delikatnie. Schodziłem w dół. Opadłem na kolana i opierając dłonie na biodrach Gosi zbliżyłem usta do jej sekretnego trójkącika. Tu zapach był najsilniejszy, a czarna łąka Gosi była mocno wilgotna.

Gosia nie powstrzymała mnie tym razem i nie kazała przestać. Mogłem się więc bez skrępowania upajać smakiem i aromatem jej szparki. Gosia lekko odchyliła się do tyłu. Jej początkowa bierność ustępowała i Gosia zaczęła reagować żywiej.

Najpierw delikatnie przeczesywała palcami moje włosy, by po chwili złapać je mocniej i docisnąć mą twarz do swego łona. Opadła na kanapę.

Lizałem jej cipkę coraz namiętniej. Gosia zaczęła już jęczeć. Nie przestawałem. Włosy łonowe łaskotały mnie w nos gdy przyciskałem wargi do jej sromu. Gosia nieco szerzej rozsunęła nogi. Miałem ułatwiony dostęp do źródełka, ale po chwili znalazła się tam jej dłoń. Gosia maltretowała nią swą muszelkę.

Jej ruchy były bardzo szybkie jakby jak najszybciej chciała wprowadzić się, z moją małą pomocą, w magiczny stan ekstazy. Oczy Gosi już były "niewidzące", oddech szybki i urywany, a z jej ust wyrywały się ekstatyczne jęki. Odsunąłem rękę Gosi i mocniej wpiłem się w różowe "mięsko" między jej nogami. Jęknęła zdecydowanie głośniej a ja kontynuowałem oralną pieszczotę do momentu aż doszła wśród jęków, drżeń a moje usta zalał jej intymny sok. Dłuższą chwilę leżeliśmy bez ruchu...

Podniosłem się pierwszy, ale tylko po to, by położyć się nieco wygodniej obok Gosi. Musieliśmy stanowić całkiem ciekawy obrazek. Ona całkiem naga, ja ubrany skąpani światłem lipcowego słońca.

Otworzyłem oczy, gdy poczułem dłoń Gośki w okolicach mojego rozporka siłującą się z zamkiem błyskawicznym. Rozpięła go a potem odpięła guzik spodni i sięgnęła do majtek. Wydobyła go i nakryła dłonią. Chwilkę przebierała po nim palcami. Wreszcie ujęła silniej w dłoń. Oparła policzek o moje biodro i bawiła się nim zsuwając napletek w górę i dół. Mój żołnierzyk był już w pełni gotowy.

- Weź go do buzi - poprosiłem drżącym z pożądania głosem.

Nie przerywała swej zabawy, jakby nie usłyszała, ale po chwili podniosła się nieco, poprawiła i pochyliła. Poczułem jak obejmuje go wargami i wsuwa coraz bardziej do ust. Zniknął wreszcie cały, by po chwilce wynurzyć się. I znów. I znów...

Włosy Gosi opadły wodospadem na moje podbrzusze i przeszkadzały mi w obserwowaniu tego co robi. Odgarnąłem je lekko.

Gosia otulała wargami mojego członka. Wysunęła go z ust, spojrzała na mnie i uśmiechnęła się diabelsko dotykając czubkiem języka czerwonej, nabrzmiałej głowicy. Wróciła do pieszczoty. Dłonią ugniatała moje jądra.

Zbliżałem się powoli do orgazmu. Sperma już gotowała się w jajkach.

- Zaraz wytrysnę - wyjęczałem

Gosia po tych słowach przerwała oralną pieszczotę ale kontynuowała ręką.

Doszedłem i wytrysnąłem na swój brzuch pokaźną ilością nasienia.

Mój penis wiotczał i kurczył się w sobie, opadał. Opadłem i ja...

***

Powiem szczerze: im bliżej było do tego wspaniałego dnia, a właściwie nocy, tym bardziej wypełniały mnie uczucia z dwóch przeciwstawnych biegunów. Z jednej strony: radość i podniecenie faktem, że stanę się mężczyzną, a z drugiej: obawa. Taka zwykła obawa o to, czy stanę na wysokości zadania, jak zareaguje moje ciało na to całkiem nowe wyzwanie.

Żaden facet nie jest wolny od tego rodzaju obaw, więc i ja nie miałem się czego wstydzić.

Byłem napakowany wiedzą teoretyczną. Pochłonąłem "Sztukę kochania" Michaliny Wisłockiej, "Seks partnerski" Lwa-Starowicza, a na dokładkę parę "świerszczyków" i niemieckich filmów "przyrodniczych" na kasetach wideo, które właśnie wtedy stawało się nową modą.

Obawiałem się trochę...

Wiedziałem, że utrata dziewictwa może być przykrym doświadczeniem. Utrata dziewictwa, ból, krwawienie...

Cholera, czy to nie mogłoby być trochę prostsze?...

Przygotowywałem się solennie. Zakupiłem dobre wino. Ciociosan wydał mi się najodpowiedniejszy. Zresztą nie miałem dużego wyboru, bo "wino marki wino" nie wchodziło w rachubę. Trochę bardziej "pod górkę" miałem z prezerwatywami, ale dałem radę.

Wszystko zaczęło się klarować.

W ostatni weekend lipca ciotka miała wyjechać do czeskiej Pragi ze swoim nowym przyjacielem. Wacek był nawet w porządku. Nie miałem większych zastrzeżeń. Kryśka była szczęśliwa, więc...

W każdym razie cały weekend miał być dla nas.

Noc z 28-go na 29-go lipca miała przejść do naszej historii...

Zapukałem cichutko do drzwi Gośki.

- Wejdź - usłyszałem jej głos

Stała odwrócona plecami do mnie, ubrana w sięgającą kolan różową koszulkę nocną na cienkich ramiączkach. Spod materiału przebijał się kształt majteczek. Stanąłem niepewnie w drzwiach trzymając w ręce butelkę, niemal zawstydzony, że jestem bardziej ubrany niż Gosia.

- Siadaj proszę - wskazała mi miejsce.

Postawiła na stoliku dwie literatki. Napełniłem je.

- Za co wypijemy? - spytała

- Za nas, za tę chwilę i za to, abyśmy nie przeminęli...

- Ładny toast

Przechyliliśmy szklanki.

Patrzyłem na Gosię uważnie. Żałowałem, że nie ma tu lustra bym mógł zobaczyć i siebie razem z nią, z moją kochaną, jedyną Gosią. I nagle przestałem się obawiać...

Leżeliśmy obok siebie, na plecach, trzymając się za ręce czekając aż zacznie działać środek antykoncepcyjny, który zaaplikowała sobie Gosia.

- Żadnych prezerwatyw – stwierdziła - ten pierwszy raz chcę poczuć w pełni, rozumiesz mnie?

Rozumiałem.

Dwadzieścia minut ciągnęło się w nieskończoność.

- Jestem gotowa.

Mówiąc te słowa Gosia podłożyła pod swoje pośladki puchowego "jaśka" a na nim rozłożyła ręcznik. Jej miednica podniosła się tym samym do góry. Nogi swe rozłożyła na boki, ugięła w kolanach i przyciągnęła je do klatki piersiowej.

Przytknąłem członka do jej lekko rozwartego wejścia. Naparłem mocno, ale mój mały lekko się ugiął, a jej muszelka, chociaż wilgotna zaczęła stawiać opór. Poza tym, gdy naparłem, Gosia cofnęła się, co było normalną reakcją. Mięśnie jej krocza były niesamowicie napięte.

Naparłem ponownie i znów to samo. Potem jeszcze raz i jeszcze. Dopiero za czwartym razem Gosia wykonała miednicą zdecydowany ruch do przodu. Krzyknęła cicho, a ja znalazłem się w jej środku. Mój penis został uwięziony w jej cipce na całej długości. Była ona niesamowicie ciasna.

Nie potrafiłem wyrazić słowami tego, co się ze mną działo w tej magicznej chwili.

Wolno i delikatnie, ale zdecydowanie zacząłem wsuwać i wysuwać penisa w szczelince Gosi. Spojrzałem na nią uważnie. Miała głowę odwróconą w bok i zamknięte oczy. Z jej ust wydobywały się jednostajne dźwięki.

- Boli cię? - zdecydowałem się zapytać

- Nie... nie... - wyjęczała - nie przestawaj...

Pochyliłem się bardziej nad Gosią i całowałem bez opamiętania jej policzek. Po chwili ona zaczęła oddawać mi pocałunki. Przylgnęliśmy do siebie jak tylko można najbliżej.

Torowałem sobie drogę w jej pieczarce. Miałem wrażenie, że z każdym pchnięciem wchodzę głębiej.

Moje oczy zachodziły jakby mgłą. Wszystko wokół Gosi rozmywało się. Wyraźna była tylko ona.

- Gosia... zaraz wytrysnę - wycharczałem

Rzeczywiście zbliżałem się do końca.

- Nie wychodź ze mnie...

Przytrzymała mnie ramionami.

Wytrysnąłem wyprężając się, by po chwili znieruchomieć, podobnie jak Gosia. Tylko na chwilę wypuściłem ją z objęć, by się wycofać. Wysuwając się zauważyłem jak spomiędzy jej nóg sączy się szara piana zmieszana z krwią Gosi i moją sperma. Mój mały kurczył się...

Położyłem się delikatnie na Gosi i mocno otuliłem ramionami. Nie miałem zamiaru wypuścić jej z objęć. Obejmowałem ją i całowałem. Oddychaliśmy ciężko. Nadal byliśmy rozgrzani aż do czerwoności.

Pękałem z dumy i radości ze spełnienia się jako facet. Oto stałem się mężczyzną...

Gosia czochrała palcami moje włosy a ja leżałem z twarzą miedzy jej piersiami. Było mi tak błogo i cudnie, a czas jakby się zatrzymał. Bliskość Gosi, jej ciepło, zapach otulały mnie jak kołdra.

- Zróbmy to jeszcze raz - usłyszałem jej głos.

Zrobiliśmy to. Najpierw oczywiście ponownie zaaplikowała sobie Patentex.

Było lepiej, dużo lepiej. Zupełnie jakby strata dziewictwa wdmuchnęła w Gosię nowe siły i energię. Była niepohamowana.

Spróbowaliśmy na jeźdźca.

Gosia rozszerzając swe wargi sromowe nadziała się na mojego penisa. Siadła jak na koniu obejmując mnie nogami. Pochyliła się i złapała mnie za ramiona. Ja dotykałem dłońmi jej cycusiów. Zaczęła wykonywać wahadłowe ruchy. Jakże genialnie w tej pozycji wyglądała. Istna amazonka cwałująca na swym rumaku...

Dopiero południe zerwało nas z łóżka. Najpierw wstała Gosia. Przez sen zarejestrowałem jak wchodzi do łazienki i napuszcza wody do wanny. Wstałem i ja. Zapukałem do drzwi, ale odpowiedziała mi tylko cisza, więc wszedłem po chwili. Gosia siedziała w wannie z podkurczonymi nogami i brodą opartą na kolanach.

- Mogę wejść? - spytałem

Kiwnęła głową. Usiadłem na brzegu wanny.

- Jak się czujesz?

Uśmiechnęła się i spojrzała na mnie.

- Straciłam cnotę, wiesz? Jak się mogę czuć?... Jestem już kobietą - mówiła urywanymi zdaniami – dziękuję...

- Za co? - zdziwiłem się

- Za to, że jesteś...

Kucnąłem przy wannie, by być twarzą zwrócony do Gosi. Dotknąłem palcem jej policzka.

- To raczej ja powinienem ci podziękować za ten wspaniały sen, który dziś się spełnił...

- Obudź się - mówiąc to prysnęła na mnie wodą.

Spojrzałem na nią uważniej. Uśmiechała się tak jak to ona potrafiła.

- Chodź do mnie – rzekła - przypomnimy sobie stare dobre czasy...

Zrzuciłem majtki i ulokowałem się w wannie tuż za Gosią obejmując ją z obu stron nogami. Ona oparła się o mnie silnie. Wyciągnąłem swoje ręce wzdłuż jej rąk i chwilę wodziliśmy "esy-floresy" w powietrzu.

Nagle Gosia zaśmiała się głośno.

- Coś mi się przypomniało... " - Ciociu - zmieniła głos na grubszy udając mnie – ciociu, a Gośka nie ma siusiaka"

Przypomniała scenę sprzed wielu lat.

- Rzeczywiście - zgodziłem się - nie miałaś siusiaka i nie masz do tej pory, ale za to masz fajne bimbały...

Na potwierdzenie tych słów zacząłem gładzić jej cudne "cysie".

- Dobrze mi jest, wiesz... dużo bym dała, żeby tak było zawsze...

- Przecież może tak być...

- Wierzysz w to?

- Wierzę...

Naprawdę wierzyłem. Jeśli istnieje coś takiego jak przeznaczenie, to już dawno byliśmy sobie pisani...

Myślę, że Ciotka Krysia od razu domyśliła się, że zaszło między nami coś wyjątkowego i ważnego.

Nic jednak nie powiedziała.

Spoglądała na nas tylko uważnie z zagadkowym, trudno zauważalnym uśmieszkiem w kąciku ust...

Nie zapomniałem do dziś tego spojrzenia. Prześladowało mnie przez długi czas. Niekiedy czulem się jak złodziej, który ukradł Ciotce najcenniejszy skarb....

38,001
9.96/10
Dodaj do ulubionych
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.96/10 (95 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Z tej serii

Komentarze (22)

Behemoth · 14 maja 2016

0
0

Sympatyczne. Przypomina mi się mój pierwszy raz. Fajnie napisane.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

sssnake · 14 maja 2016

0
0

Eh, czytaj całe opowiadanie i nie dowiedz się, czy uciekli razem i żyją długo i szczęśliwie, czuję lekki niedosyt tym faktem.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

MrHyde · 14 maja 2016

+1
0

Historia zatoczyła koło chyba nie jeden raz 😉
Gorąca stonoga - genialna.
Błądzik: W "tak, jak dotychczas" chyba nie powinno być przecinka.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

darjim · Autor · 14 maja 2016

0
0

Dziękuję za dotychczasowe komentarze. Są dla mnie ważne.
Do tego opowiadania jestem szczególnie przywiązany, bo zawiera sporo autobiograficznych fragmentów.
Pozdrawiam czytelników "Wakacji z Gosią".

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Krystyna · 14 maja 2016

0
0

Napiszę jak mój poprzednik "sympatyczne". Mam tylko jedną uwagę. Czytałam to jak opowiadanie dla (grzecznych) nastolatków a nie dla dorosłych. Wkradło się też sporo literówek i jeżeli jest taka możliwość to proponuję poprawić 🙂

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

darjim · Autor · 15 maja 2016

0
0

@Krystyna Dziękuję za opinię.
Odpowiadając Ci: główną akcję umieściłem w końcówce lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku (kurde, ale to brzmi!!!). Bohaterowie "Wakacji z Gosią" są moimi rówieśnikami, więc czerpałem, właściwie, z siebie. Wydaje mi się, że moje pokolenie nie było jeszcze tak wyzwolone, bezpośrednie i perwersyjne jak obecni nastolatkowie. Poza tym trochę subtelności, liryzmu, delikatności i romantyzmu przyda się na "Pokątnych".
Tak myślę.
Dziękuję jeszcze raz za komentarz, literówki postaram się szybko poprawić.
Pozdrawiam.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

gepi · 15 maja 2016

0
0

Piszę z daleko wschodniego kraju, mój polski jest niestety słaby, SORY.
Opowiadanie bardzo dobre, można się doczepić do końcówki. Jak już pisałem z MrHyde , lubię opowiadania tego rodzaju. Jedyna prośba napisz co było dalej, jak się potoczyły dalsze ich losy! Może uda mi się przetłumaczyć na któryś z języków wschodnich , tak jak KASIE p. MrHyde.
Pozdrawiam.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

gepi · 15 maja 2016

0
0

ฮอลิเดย์ Gosią (2016) - teki jest tytuł.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

darjim · Autor · 16 maja 2016

0
0

@gepi
Dziękuję za miłe słowa. Cieszę się, że Ci się podoba. Opowiadanie na pewno nie jest doskonałe, bo jestem zwykłym amatorem. Zakończyłem je w taki sposób, aby ewentualnie, ruszyć dalej, chociaż myślę, że już na tym zakończę, ale odrobina niepewności i zaciekawienia bardzo się przyda.
ฮอลิเดย์ - to język tajski?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Diabełwgłowie · 16 maja 2016

0
0

Kurde, w roku 87 też zaczynałem liceum. Trochę za delikatne dla mnie, ale fajnie się czyta. 🙂

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

MrHyde · 17 maja 2016

0
0

gepi: Kasia doczekała się tłumaczenia? ŁAŁ

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

darjim · Autor · 17 maja 2016

0
0

@ MrHyde
A gdzie można poczytać o Kasi?
Pozdrawiam.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

darjim · Autor · 17 maja 2016

0
0

@Diabełwgłowie
Dziękuję za komentarz. Za delikatne?
Fakt. Jest delikatne i subtelne. Taki jestem chociaż i ze mnie wychodzi czasem diabełek.
Pozdrawiam.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

MrHyde · 18 maja 2016

0
0

o Kasi póki co tylko na blogu bajkipanahyde.blogspot.de i, w odcinakch, z autocenzurą, na lol24.
Klimaty wakacyjne, jak w Gosi, tylko epoka trochę bardziej bliska współczesności.
Pozdrawiam wesoło.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

MrHyde · 18 maja 2016

0
0

@Diabełwgłowie @darjim nie wyobrażam sobie, żeby miało nie być delikatnie. Cały urok tego opowiadania prysłby jak bąbel mydlany.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

darjim · Autor · 18 maja 2016

0
0

@MrHyde
Dziękuję za adres bloga. Byłem, ale przelotnie. Wieczorem wpadnę poczytać trochę więcej.
Hejka. Pozdrawiam...

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

MrHyde · 20 maja 2016

0
0

@darjim Zapraszam w każdej chwili. Hej!

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Klaudia · 18 czerwca 2016

+1
0

Dobrze mi się czytało. Pozdrawiam.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

darjim · Autor · 18 lipca 2016

0
0

Dzięki Klaudia. Pozdrawiam.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Traian · 20 lutego 2020

0
0

A czy patentex nie wprowadzono na polski rynek dopiero w 2013?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

darjim · Autor · 20 lutego 2020

0
0

@Traian
Na pewno nie. Ta nawa funkcjonowała już dawno. Pamiętam z własnego doświadczenia.
Pozdrawiam.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

ryjeczek69 · 10 marca 2020

0
0

Bardzo fajna historia, taka trochę z zamierzchłych czasów, jak dla mnie. Ale fajnie się czyta.
Gra w 33 jest bardzo fajna, kiedyś w to grałem, ale nie w takim kontekście.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Opowiadania o podobnej tematyce:

Pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.