Wieczór kawalerski
6 listopada 2026
18 min
Poniższe opowiadanie zawiera wyjątkowo kontrowersyjne sceny!
Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!
Pewnie popełniłem trochę błędów, ale jaki jest cel takich opowiadań :-)
Część I: Początek nowej drogi
Jesteśmy po ślubie już od tylu lat, a nigdy nie przypuszczałem, że moją kochaną żonę stać na takie rzeczy. Ten rok przyniósł jednak wiele zmian i nowych doświadczeń, które całkowicie zburzyły nasze dotychczasowe, spokojne życie.
Wszystko zaczęło się dokładnie dwanaście miesięcy temu. Niewinna impreza z okazji trzydziestych urodzin jednej z jej koleżanek, za sprawą zamówionego striptizera, przerodziła się w coś znacznie większego. Kto by pomyślał, żeby zapraszać tancerza erotycznego na domówkę, a jednak! Tamto wydarzenie wywołało niesamowite ożywienie w naszym własnym związku. Zaczęliśmy ze sobą otwarcie rozmawiać o seksie, ukrytych pragnieniach i najskrytszych fantazjach. Nasze łóżko przeżywało prawdziwy renesans, ale – jak się okazało – był to zaledwie wstęp do tego, co miało nadejść.
Pewnego wieczoru moja żona wpadła na pomysł.
Był niezwykle ciekawy, ale i kontrowersyjny.
– Co byś powiedział na taką zabawę? – zapytała, patrząc mi prosto w oczy. – Zacznę chodzić na wieczory kawalerskie jako striptizerka, ale spokojnie ty będziesz moim osobistym ochroniarzem.
Argumentowała to tym, że przecież striptizerka tylko się rozbiera, czasem najwyżej ociera się o wygłodniałych facetów, a przy okazji moglibyśmy na tym świetnie zarobić.
– Przecież sam mówiłeś, że chciałbyś mnie zobaczyć w otoczeniu innych mężczyzn – dodała z uśmiechem.
Pertraktacje trwały parę dni, zanim ostatecznie podjąłem decyzję. Zgodziłem się na próbę. Ona miała zająć się logistyką, ja natomiast odpowiadałem za odbieranie telefonów i ustalanie szczegółów występów. Do opublikowanego w sieci ogłoszenia dołączyła zdjęcie swojego ciała w seksownej bieliźnie, oczywiście bez twarzy.
Część II: Pierwsze zlecenie
Na odzew nie musieliśmy długo czekać. Telefon rozdzwonił się już w dniu ukazania się oferty. Byłem zaskoczony, jak wiele wieczorów kawalerskich odbywa się w naszym mieście każdego tygodnia. Na pierwszy raz wybrałem kameralną imprezę. Był to czwarty z rzędu telefon – świadek zapowiadał około ośmiu osób. Miejsce: prywatne mieszkanie w bloku.
Spotkałem się wcześniej z organizatorem, przedstawiając się jako ochroniarz. Pokazałem mu więcej zdjęć, które wspólnie z żoną wybraliśmy do portfolio. Po jego reakcji od razu poznałem, że była w jego typie. Zresztą, jak miała się nie spodobać? Rasowa laska: 170 centymetrów wzrostu, długie nogi i zgrabna sylwetka o idealnych wymiarach 92/59/91. Aż dziw brał, że urodziła dwójkę dzieci. Regularny aerobik oraz kurs burleski zrobił swoje – jej ciało było nie tylko szczupłe, ale też doskonale wymodelowane i jędrne. Ustaliliśmy stawkę, dograliśmy szczegóły i się rozeszliśmy.
Przekazałem dane żonie i w ogromnym napięciu oczekiwaliśmy wyznaczonego dnia. W międzyczasie odwiedziła solarium, kosmetyczkę oraz fryzjera, a z sex-shopu zamówiła wysyłkowo dwa seksowne stroje. Podniecenie w naszym domu rosło z każdą godziną. Tydzień przed występem żona wzięła dodatkowe godziny tańca i obejrzała parę filmów, żeby podszkolić ruchy.
I wreszcie nadszedł ten dzień. Od rana panowała nerwowa atmosfera: pakowanie, krzątanie się, ostatnie poprawki makijażu. W końcu wsiedliśmy w taksówkę.
Część III: Badanie kawalera
Jesteśmy na miejscu. Dzwonię do świadka. Mężczyzna wychodzi z klatki i na nasz widok aż zamiera. Mierzy moją żonę wzrokiem od stóp do głów. Witamy się, a gdy wchodzimy po schodach, on nie potrafi oderwać oczu od jej tyłeczka, który kusząco wyłania się spod ultrakrótkiej minispódniczki.
Wchodzimy do mieszkania. Wita nas głośny szum, a potem nagłe zaskoczenie, radość i burza oklasków. Prosimy o udostępnienie wolnego pokoju, aby gwiazda wieczoru mogła się przygotować. Żona znika za drzwiami, a ja w tym czasie proszę chłopaków o przyciemnienie świateł, zapalam kilka przygotowanych świec elektrycznych i włączam naszą płytę z muzyką. Staję w rogu pokoju, przechodząc w tryb obserwatora.
W powietrzu unosi się gęsty nastrój wyczekiwania. Wszyscy są już po kolejnej kolejce alkoholu. Oczy całego towarzystwa jednolicie są zwrócone na zamknięte drzwi. Nagle klamka porusza się, światło gaśnie całkowicie, a z ciemności wyłania się… blond pielęgniarka.
Muszę przyznać, że u mnie też wywołało to szok. Kołyszącym, pewnym krokiem wchodzi do salonu. Ma na sobie niebotycznie wysokie, białe szpilki, białe pończochy samonośne, skąpe stringi i przezroczysty fartuszek, który absolutnie niczego nie ukrywa. Na głowie lśni charakterystyczny czepek. Wita się ze wszystkimi zalotnym głosem, żartując, że przyszła zbadać kawalera i sprawdzić, czy nadaje się na noc poślubną.
W tym celu demonstracyjnie naciąga na dłonie długie białe rękawiczki. W rytm zmysłowej muzyki podchodzi do kolejnych mężczyzn, kołysząc biodrami i prezentując swoje wdzięki z przodu i z tyłu. Swój taniec kończy na przyszłym panu młodym. Wyciąga go na środek pokoju, sadza na krześle twarzą do publiczności i zaczyna nad nim dominować. Powoli rozpina fartuszek, odsłaniając swoje niesamowite ciało.
Publika z otwartymi ustami chłonie to widowisko. Młody siedzi ze spuszczonymi rękami, speszony i podniecony jak prawiczek, który pierwszy raz widzi nagą kobietę. Z satysfakcją obserwuję, jak moja żona zrzuca stanik, zostając jedynie w majteczkach i pończochach. Tańczy dalej, siada mu na kolanach, ocierając się o niego raz przodem, zmieniając pozycję raz tyłem zmieniając co chwila pozycję. W pewnym momencie sięga po oliwkę do ciała. Siedząc na nim okrakiem, wylewa płyn bezpośrednio na swoje piersi. Chwyta jego bezwładne dłonie i kładzie je na swoim biuście, zachęcając do rozsmarowania olejku. W nikłym świetle świec jej ciało zaczyna hipnotyzująco lśnić.
Wstaje, odwraca się do niego tyłem i wypina krągłe pośladki, na które również obficie wylewa oliwkę. Teraz już nie musi go do niczego zachęcać – facet sam zaczyna ją masować, a ona kręci biodrami, doprowadzając go do szaleństwa. Ponownie odwraca się przodem, podnosi go z krzesła i tańczy tuż przy nim. Jej zwinne dłonie sprawnie zdejmują z niego koszulę oraz spodnie. Ku uciesze podnieconych kolegów, pan młody zostaje w samych bokserkach.
Żona kładzie go na podłodze. Klęka nad nim i śmiejąc się do publiczności, ogłasza, że nadszedł czas na ostateczne badanie. Z góry leje olejek na jego tors i podbrzusze. Siada na nim okrakiem, pochyla się i rozciera płyn swoimi piersiami po jego ciele. Ociera się co jakiś czas kroczem o jego twardniejącą męskość, która ledwo mieści się w materiale bokserek. Widzę, że facet jest na skraju wytrzymania. Moja żona wstaje, kołysze się nad jego twarzą, po czym schyla się i zdecydowanym ruchem uwalnia jego ptaka. Wylewa na niego kolejną porcję oliwki klęka na jego głową i zaczyna szybki, profesjonalny masaż.
Jej ręce poruszają się coraz dynamiczniej. Tyłeczek kręci się tuż przed jego oczami. Jej cipeczka osłonięta skąpym materiałem w hipnotyzującym tańcu prawie ociera się o jego usta. Masując jego instrument jedną ręką, drugą delikatnie odchyla pasek swoich stringów, ukazując wyłącznie panu młodemu to, co „skrywały” pod spodem. Reakcja jest natychmiastowa. Penis mężczyzny eksploduje solidną dawką nasienia, która ląduje wprost na jej piersiach i brzuchu. Kolejne, już mniej obfite porcje spływają po wiotczejącym członku.
Moja żona prostuje się i z diabelskim śmiechem, rzuca:
– Badanie zakończone pozytywnie. Kawaler nadaje się na noc poślubną ?!
Ten tekst wywołuje gromki śmiech i owacje całej sali. Żona pomaga się podnieść młodemu i znika w łazience, ogłaszając koniec występów. Mycie, szybkie przebranie, odebranie gotówki i podziękowania. Pakujemy się do taksówki.
Wracamy do domu?
Niezupełnie.
Jeszcze na naszej klatce schodowej, pod wpływem tych emocji, fundujemy sobie niesamowicie szybki i ostry numerek. Od razu wchodzę w nią, jest mega wilgotna i napalona. Po kilku ruchach dochodzę, pierwszy strzał rozlewa się gorącą falą w jej wnętrzu rozpoczynając mega doznania. Jej orgazm jest bardzo długi i intensywny, a kolejne skurcze jej ciasnej pochwy wysysają ze mnie kolejne porcje nasienia. To było coś niesamowitego. Po wszystkich oboje uciekamy do mieszkania, by nie napotkać sąsiadów, których stłumionymi jękami mogliśmy jednak obudzić ;-)
Część IV: Nowy poziom gry
Kolejne cztery wieczory kawalerskie wyglądają bardzo podobnie. Zaczyna nam się to naprawdę podobać. Po każdym występie wracamy do domu potwornie napaleni, co pozwala nam odkrywać zupełnie nowe szczyty rozkoszy w naszym łóżku.
Piąty wieczór ma odbyć się w prywatnej willi na obrzeżach miasta. Udajemy się tam tradycyjnie taksówką. Wysiadamy pod pięknym, ogrodzonym, dwupiętrowym domem. Dzwonię pod podany numer. Wita nas świadek i jak zwykle wprowadza do środka. Naszym oczom ukazuje się ogromny, gustownie urządzony salon. Stoją tu wielkie, skórzane kanapy i fotele, pomiędzy którymi umieszczono kwadratowy, masywny stolik kawowy. Obok znajduje się aneks kuchenny z dużym stołem, przy którym biesiadują już goście.
Procedura jest nam dobrze znana. Żona idzie przebierać się do bocznego pokoju, a ja wraz ze świadkiem przygotowuję resztę klimatu. Goście przenoszą się na kanapy wokół niskiego stolika. Wykonany z litego drzewa stolik jak się domyślam będzie stanowił główną arenę części show.
Nagle rozlega się lekko skrzypiący ruch klamki. W drzwiach ukazuje się… surowa sekretarka. Czarne buty na niebotycznym obcasie, czarne pończochy, ciemna spódnica mini ledwo zakrywająca tyłeczek, dopasowana biała koszula i eleganckie okularki. W ręku trzyma notes oraz długopis.
Podchodzi bliżej, kołysząc się zmysłowo w takt muzyki. Zaczyna krążyć wokół stołu, prezentując zgromadzonym swoje nienaganne wdzięki. Co jakiś czas kładzie notes na blacie i zaczyna coś w nim notować, wyzywająco wypinając się w stronę gości. Przy każdym wypięciu, ukazując jędrne pośladki odziane w tak skąpe stringi, że są one praktycznie niewidoczne. Ta gra pozorów trwa dłuższą chwilę.
W końcu zatrzymuje się bezpośrednio przed fotelem, na którym wygodnie rozparł się pan młody. Od razu widzę, że to zupełnie inny typ człowieka niż poprzednicy – pewny siebie, bezczelny, doskonale wiedzący, czego chce. Gdy moja żona zaczyna tańczyć tuż przed jego twarzą, mężczyzna nagle chwyta ją mocno w pasie i zdecydowanym ruchem sadza sobie okrakiem na kolanach.
Wywołuje to potężny aplauz i ryk zachwytu wśród zebranych gości. Moja żona próbując zapanować nad sytuacją śmiejąc się prowokująco…
– Nie tak brutalnie, szefie, cierpliwości.
– Skoro jestem twoim szefem, to masz robić to, za co Ci płacę.
– No tak, ale…
– Nie ma żadnego „ale”, tu ja wydaję polecenia, czyż nie?
– No tak – pada potwierdzenie z jej drżących ust.
– To wskakuj na stół i zatańcz nam, zdejmując tę mini i koszulę.
Ona posłusznie wchodzi na stół, zaczyna tańczyć w rytm muzyki. Powoli ściąga koszulę. Publiczność dla zachęty zaczyna klaskać. Koszula ląduje gdzieś z boku odsłaniając piersi osłonięte koronkowym przeźroczystym stanikiem. Powoli ściąga mini, wypinając się w kierunku młodego, który chłodnym wzrokiem ocenia jej walory. Gdy miniówka ląduje na ziemi, on podnosi się i podchodzi do stolika.
– A teraz rozbierz mnie.
Ona powoli posłusznie siada na stole przed nim i zaczyna rozpinać jego koszulę. Koszula ginie gdzieś w tłumie, spodnie po chwili też. Jej wzrok pada na bokserki, które ukrywają coś znacznych rozmiarów. Próbuje wstać, ale on ją przytrzymuje, mówiąc:
– Nie wszystko zdjęłaś.
– Tak, cierpliwości, zdejmę, ale później, szefie.
Stara się nie wychodzić z roli i zapanować kolejny raz nad sytuacją, która gęstnieje. Odsyła młodego na miejsce, mówiąc, że goście też chcą się zabawić. Wstaje, bierze bitą śmietanę i kładąc się na stole, przywołuje pojedynczo kolejnych gości do siebie. Każe pokazać, gdzie ma się popryskać bitą śmietaną, którą oni muszą następnie z niej zlizać. Pierwszy pokazuje brzuch, kolejny też. W końcu za którymś razem ktoś wskazuje piersi. Gdy już chce prysnąć na stanik, on przytrzymuje jej rękę i mówi, że chce z piersi, nie ze stanika.
Powoli ściąga staniczek, odsłaniając jędrne piersi, na których ląduje biały krem. Gość powoli zbliża usta i delektując się języczkiem, zaczyna zataczać kręgi wokół jej sutków. Wprawia ją to w niezłe podniecenie. Kolejni goście, mając przetartą ścieżkę, też wskazują to miejsce lub pośladki. W końcu zostaje tylko młody. Podchodzi pewnym krokiem i wskazuje na jej majteczki. I znowu, zanim zdążyła tam sięgnąć ręką, on mówi:
– Nie z majtek, tylko z tego co pod nimi.
Część V: Granice wyuzdania
Chwila zastanowienia. Decyzja zapada. Leżąc na plecach, podnosi nogi i mając przed sobą młodego, ukazuje mu swoją wygoloną, apetyczną cipeczkę, z której powoli zaczyna ściągać majteczki. Rozszerza nogi i obficie ukrywa ją pod białą, puszystą kołderką z kremu. On nie czeka długo i klękając, zaczyna powoli lizać jej nogi, kierując się w stronę białego puchu. Gdy jego język dociera do śmietanki, łapczywie zaczyna ją zlizywać. Gdy pozostają już tylko resztki chwyta ją za nogi i obraca na brzuch. Przywiera ustami do wypiętego tyłeczka i zaczyna ją lizać. Zaskoczona i podniecona rozkłada ręce na stole, delektując się świdrującym ją językiem.
Te pieszczoty całkowicie oszołomiły jej zmysły, a myśli pochłonęło dzikie błogie pożądanie, ale widok przed nią był aż nazbyt wyraźny. Mężczyźni siedzieli w półkolu, szybko masując sterczące członki. Otaczało ją gęste powietrze, przesiąknięte ich oddechami, westchnieniami i wilgotnym tarciem dłoni o napiętą skórę. Kiedy oni się rozebrali. Była unieruchomiona, ale jej ciało żyło własnym życiem. Biodra drżały w bezwiednym rytmie, a między udami czuła palący ogień.
Wtedy dostrzegam coś jeszcze. Młodziak liżący moją żonę uwalnia z bokserek swojego twardego, imponujących rozmiarów członka. Domyślam się, co chce zrobić. Zrywam się, by ruszyć w jego stronę, ale nie robię nawet kilku kroków. Dwóch facetów dopada mnie, wciska w wolny fotel i obezwładnia, brutalnie przytrzymując moje ręce.
– Spokojnie zapłacimy extra.
Nie mam pojęcia, co robić. Moje szanse na uwolnienie nas z tej sytuacji są znikome. Nagle wpadam na pomysł, że być może odstraszy ich cena.
– Cztery tysiące – rzucam desperacko.
– Cztery tysiące? Hmm… – jeden z nich zastanawia się przez chwilę, taksując wzrokiem moją żonę. – Jest tego warta. Stoi. W tym momencie to słowo miało zupełnie inne znaczenie.
Mój plan całkowicie spalił na panewce. Zostałem bezsilny i bezbronny. Mogłem już tylko obserwować rozwój wypadków. Próbowałem zebrać myśli, ale te rozbijały się o kolejne fale brutalnego pożądania — ta sytuacja przejmowała nade mną kontrolę. Chłonąłem wzrokiem każdy detal. Moja żona klęczała przed stołem, z górną połową ciała rozpłaszczoną na blacie i tyłkiem wypiętym wprost na obcego faceta. Widok jego nabrzmiałego, potężnego penisa i świadomość tego, co ten człowiek ma w głowie, doprowadzały mnie do szaleństwa. Napastnik oderwał w końcu usta od jej intymnych miejsc i wyprostował się. Jego erekcja była imponująca — twardy, gruby pal, zakończony nabrzmiałą purpurą główką prężył się teraz tuż przed wejściem tego, co do tej pory tylko ja miałem prawo wypełniać. Wilgotne łono mojej małżonki było na wyciągnięcie jego ręki. Całkowicie bezbronne. Nieświadome tego, co nieuchronnie miało nadejść. Jedną ręką dociska ją do stołu zaś drugą bez zbędnych ceregieli celuje twardym palem prosto w wąską wilgotną cipkę z łatwością wbił się w nią jednym pewnym ruchem najgłębiej jak się dało. Aplauz. Okrzyki. Jęk zaskoczenia. Facet chwyta dwiema dłońmi jej biodra i zaczyna ostro, rytmicznie ją rżnąć. Szybkie tempo i potężny rozmiar rozsadzający jej wnętrze działają jak młot pneumatyczny, rozpalając ją do granic możliwości.
Niestety, nikt tu nie dba o jej satysfakcję. Stała się rzeczą, żywą zabawką służącą do zaspokojenia zgromadzonych samców. Młodziak przyspiesza, jego ruchy stają się dzikie, wręcz konwulsyjne. Każde gwałtowne pchnięcie kończy się soczystym klaśnięciem podbrzusza o jej pośladki. Jego stękania przechodzą w głośny, gardłowy ryk. Kilku gości wstaje z miejsc i podchodzi bliżej, by chłonąć ten widok. Prawie wszyscy ostro się onanizują, aż ich sztywne pałki lśnią w półmroku. Nagle ogier kryjący moją klacz wydał z siebie zwierzęcy okrzyk, tryskając nasieniem prosto w jej głąb. Wykonał jeszcze kilka konwulsyjnych ruchów uwalniając cały ładunek swoich jąder i zwalił się ciężko na jej plecy. Napaleni koledzy nie pozwalają na ani sekundę przerwy. Też chcą ją wyruchać. Odsuwają go na bok, by zrobić miejsce dla następnego. Gdy tamten się wycofuje, z jej wnętrza zaczyna sączyć się gęsty, mleczny płyn. Facet z dumą obserwuje, jak jego ślad znaczy jej zgrabne uda i spływa na ziemię, lecz natychmiast zastępuje go kolejny ogier. Ostra jazda zaczyna się od nowa, by po chwili skończyć się gwałtownym zalaniem jej cipki kolejną porcją nasienia. Następny z brzegu obraca ją na plecy i bez ostrzeżenia wbija się w lepki od spermy wąski przedmiot rozkoszy.
Obserwuję tę bezwzględną sztafetę.
Jej ciało kołysze się bezwolnie w takt pchnięć, piersi falują, a jej gardłowe jęki roznoszą się po pokoju. To ostatecznie rozpala resztę onanizujących się samców — zaczynają tryskać na jej brzuch i piersi. I wtedy dzieje się coś, czego się nie spodziewałem. Ten absolutny brak hamulców wywołuje u niej eksplozję czystej rozkoszy. Przez ten cały zgiełk dociera do mnie teraz porażający widok: jej ciało wygina się w łuk w bezwzględnym, rozkosznym skurczu, który trwa dłuższą chwilę. Orgazm dosłownie nią targa. Jestem w szoku, myśli mi się lamią. Wzbiera we mnie miks podniecenia i przerażenia. Jak to możliwe? Ona przy nich szczytuje…
Przecież ją gwałcą na moich oczach.
Czuję, jak fala gorącej żądzy przejmuje nade mną kontrolę. Gdybym tylko mógł, zerwałbym się z tego fotela i posiadł ją na oczach całego tego stada, pieprząc bez opamiętania aż do ostatecznego wytrysku. Muszę jednak siedzieć i patrzeć. Jej zmęczone rozkoszą ciało leży bezwładnie na blacie. Facet tkwiący między jej nogami jest już blisko, a w tym samym czasie inny podaje jej do ust swoją męskość. Ku mojemu zaskoczeniu, jej gorący język wita go z pełną gotowością. Partner z tyłu przyspiesza, dysząc ciężko. Moja żona działa jak w transie — chwyta dłońmi dwa najbliższe członki, pieszcząc je na przemian z niezwykłą łapczywością. W jej łonie lądują kolejne porcje nasienia. Ten widok — jej zlanej, otwartej cipki —przyspiesza też finał u gościa, który właśnie korzystał z przywileju ssania. Zaskoczona, próbuje przełykać gęsty płyn, który obficie ląduje w jej ustach i sączy się z kącików. Nagle ktoś zdejmuje ją ze stołu, sam się na nim kładzie i nerwowo wciąga ją na siebie. Każe się ujeżdżać. Moja żona wykonuje to polecenie bez najmniejszego oporu. Mało tego — siadając na nim, pomaga sobie dłonią, wprowadzając napięty pal prosto do pochwy. Nie wiem, co mam myśleć. Dlaczego się nie broni? Dlaczego nie stawia oporu ani nawet nie próbuje być bierna? Ona po prostu wygląda tak, jakby świetnie się bawiła. Próby zebrania myśli spaliły na panewce. Obezwładniające podniecenie odcięło mi racjonalne myślenie. Mój umysł zalała kolejny raz dzika, pierwotna żądza, by dopaść tę dziwkę. A ona, niczym rasowa amazonka, dosiadała faceta pod sobą, ujeżdżając go w szalonym rytmie. Mało tego — jej dłonie wciąż pracowały na dwóch sąsiednich członkach. Próbowała ich jednocześnie zadowalać ustami, ale ten dziki galop jej to uniemożliwiał.
Ten widok rozjuszył młodego, który zdążył już odzyskać pełną gotowość. Jego twardy pal znowu rwał się do walki. Podszedł do niej od tyłu, wbijając wzrok w pośladki ociekające potem i spermą. Bez zbędnych ceregieli wsunął w jej kakaowe oczko najpierw jeden, a potem drugi palec. Stwierdził, że czas na finał. Docisnął ją mocno do kolegi leżącego pod nią, zmuszając do maksymalnego wypięcia tyłka. Chwycił nabrzmiałą męskość i zaczął powoli, centymetr po centymetrze, wpychać ją w ciasny odbyt. Cały pokój na moment zamarł. Wszyscy patrzyli, jak chłopak walczy z oporem jej ciała. Na twarzy żony pojawił się ostry grymas. Ból? Czy rozkosz granicząca z cierpieniem? Nie wiedziałem. W końcu jej ciało ustąpiło, przyjmując go w całości. Złapali wspólny, morderczy rytm. Klasyczna dwururka, rodem z najostrzejszych filmów porno. Żona ledwo trzymała równowagę, opierając się o stół, podczas gdy otaczający ją faceci podsuwali jej nabrzmiałe pałki prosto pod nos. Orgietka trwała w najlepsze. Nagle moja szanowna małżonka zaczęła drżeć — to był kolejny orgazm. Jej skurcze pochwy i tyłka nie pozostały obojętne dla ruchających ją mężczyzn. Zaraz po niej zaryczeli obaj dymający ją samcy, pompując w nią kolejne dawki nasienia. Na koniec jej twarz została zbombardowana gęstymi strzałami od stojących z boku widzów. Wycieńczona, uwolniona z tej potrójnej matni, opadła bezsilnie na stół. Młody spojrzał na zgromadzonych i dumnym uśmiechem i oznajmił:
– wykonała Pani swoją pracę nad wyraz rzetelnie i sumiennie, ale jest Pani zwolniona.
Salwa śmiechu rozniosła się po sali.
Część VI: Diaboliczna uśmiechnięta układanka rozkoszy.
Podszedłem i zgarnąłem ją z blatu. Jej ciało było zupełnie wiotkie, przelewało się przez ramiona. Skrajne wyczerpanie odebrało jej siły. Ciasna dotąd cipka była kompletnie zlana nasieniem, które wciąż leniwie z niej wypływało, znacząc uda i pozostawiając za sobą ślad na drewnianej podłodze. Była zbrukana sokami całego tego stada. Szybki montaż zdarzeń: pokój, ubranie, kasa, wyjście, powrót taksówką. W domu padła na łóżko jak trup bez kąpieli, taka zbrukana. Od razu zasnęła. Odpuściłem jej, choć w głowie wciąż pulsowała mi myśl, że powinienem ją teraz bezczelnie dopaść i rozładować wściekłą żądzę, która we mnie kipiała. Położyłem się obok z nabitą, twardą bronią.
Obudził mnie poranny, niezwykle zmysłowy impuls w podbrzuszu. Byłem w pełnej gotowości. Uchyliłem powieki i zamarłem: moja żona, promienna i uśmiechnięta, pieściła ustami mojego napiętego członka. Jak spostrzegła, że jej zabiegi wyrwały mnie ze snu, przerwała zabieg ustami i dosiadła mnie pochłaniając moją męskość swoją cipeczką. Zaczęła mnie ujeżdżać powoli nie tak jak wczoraj. Pochyliła się i zaczęła szeptać mi do ucha coś co z każdym słowem odsłaniała przede mną jej mroczną tajemnicę. To był jej sekretny, pieczołowicie skrywany lęk i pragnienie zarazem. Chciała być tak potraktowana. Marzyła o zbiorowym seksie, o dzikich samcach biorących ją bez pytania, o uczuciu gorącego nasienia wypełniającego obwicie jej wnętrze. Przyznała, że zaliczyła tej nocy kilka potężnych orgazmów. Obydwaj z młodym i resztą byliśmy zbyt zajęci sobą, by to dostrzec. Skupialiśmy się zupełnie na czymś innym i nie dostrzegliśmy tego. Nagle przed oczami stanęły mi sceny sprzed kilku godzin — brutalna dwururka, rozpychane ciało, potop spermy. Ale teraz dostrzegłem w tym coś nowego: jej twarz na której rysował się diaboliczny, dumnym uśmiechu kogoś, kto dostał dokładnie to, czego chciał. Ta myśl mnie wyzwoliła. Wybuchnąłem, pompując w jej gorące wnętrze cały zgromadzony przez noc ładunek. Aż pociemniało mi w oczach, najdłuższy orgazm jaki miałem. Wypełniłem ją tam gdzie wczoraj spuszczali się inni. A gdy otworzyłem oczy ujrzałem ten bezczelny, drapieżny uśmieszek na jej twarzy i to diaboliczne spojrzenie ?
W jednej sekundzie pojąłem wszystko. Cała sytuacja zyskała perfekcyjną, mroczną logikę. Moja żona nie była ofiarą. Ona była reżyserem. To ona pociągała za sznurki, a ci wszyscy napaleni faceci byli jedynie bezwiednymi marionetkami, narzędziami użytymi do zrealizowania jej najbardziej wyuzdanych fantazji. Oczywiście, nie porzuciła tego procederu — i szczerze mówiąc, wcale jej się nie dziwię. To na pewno nie był ostatni wieczór kawalerski, na jaki ją zabrałem.
Foto07
Jak Ci się podobało?