Wiejskie wesele
13 maja 2026
5 min
Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!
Wiejskie wesele pod Augustowem huczało w najlepsze. Zapach pieczonego prosiaka mieszał się z aromatem lilii i swojskiej bimbru, a orkiestra właśnie zaczynała grać skocznego rock’n’rolla. Dwudziestoletnia Agnieszka, w swojej błękitnej, dopasowanej sukience, która ledwo opinała jej imponujący biust 70E, czuła na sobie spojrzenia połowy sali. Przy 168 cm wzrostu i 55 kg wagi wyglądała jak modelka, która przez pomyłkę trafiła na lokalną zabawę.
Wtedy wyrósł przed nią on. Wysoki, szczupły, po trzydziestce, w nienagannie skrojonej koszuli z podwiniętymi rękawami. Miał w sobie pewność siebie, której brakowało jej byłemu chłopakowi, choć z rysów twarzy trochę go przypominał.
— Nie wypada, żeby tak piękna dziewczyna podpierała ściany, gdy grają „Twist and Shout” — powiedział niskim, lekko zachrypniętym głosem, wyciągając dłoń. — Jestem Bartek.
— Agnieszka — uśmiechnęła się nieśmiało, kładąc dłoń na jego ramieniu.
Bartek tańczył po mistrzowsku. Prowadził ją pewnie, z lekkością, której nie spodziewała się po facecie na takim weselu.
— Studiujesz coś w tym wielkim świecie, czy tylko tak wyglądasz na kogoś, kto czyta mądre książki? — zagadnął, obracając ją zwinnie.
— Prawo na UW — zaśmiała się, czując, jak serce bije jej szybciej.
— A skąd wiesz, że nie jestem stąd?
— Takie geny nie rodzą się na co drugim podwórku, Agnieszko — szepnął, przyciągając ją bliżej. — Widzę, że jesteś tu gościem. Ile masz lat? Dwadzieścia?
— Zgadłeś. Skąd taka precyzja?
— Doświadczenie. Co taka młoda, inteligentna kobieta robi w piątek wieczorem na środku niczego?
— Odwiedzam rodzinę… ale zaczynam myśleć, że warto było przyjechać.
Bartek zaczął gładzić ją dłonią po talii, a potem jego palce zsunęły się niżej, niemal muskając jej pośladki. Robił to z taką gracją, że Aga nie wiedziała, czy to przypadek wynikający z figur tanecznych, czy celowe działanie. Nie mogła mu zwrócić uwagi – był zbyt wyrafinowany.
— Straszny tu hałas, Aga — szepnął jej nagle do ucha, a jego ciepły oddech wywołał dreszcz na jej karku. — Chodźmy na chwilę tam, gdzie słychać własne myśli. Ogród jest teraz magiczny.
Wyszli. Polskie lato było gęste i pachnące skoszoną trawą. Świerszcze grały swój koncert, a z oddali dobiegał zapach jeziora. Gdy szli ścieżką, Bartek objął ją ramieniem.
— Nie zimno ci? — zapytał troskliwie.
— Nie, jest idealnie — zaśmiała się, ale on nie cofnął ręki.
— Cieszę się. Opowiesz mi o tej swojej szkole? Trudno się tam odnaleźć dziewczynie o takiej urodzie? Pewnie koledzy nie dają ci spokoju.
— Czasami bywa ciężko, ale potrafię o siebie zadbać — odpowiedziała, czując, jak napięcie między nimi rośnie z każdym krokiem.
Stanęli nad brzegiem jeziora. Tafla wody odbijała światło gwiazd, tworząc srebrną drogę na powierzchni. Bartek odwrócił ją przodem do siebie.
— Jesteś niesamowita — powiedział, gładząc kciukiem jej policzek. — Od kiedy weszłaś na salę, nie mogłem oderwać od ciebie wzroku. Masz w sobie coś… magnetycznego.
— Dziękuję — bąknęła, czując, jak jej policzki płoną. — Często to mówisz dziewczynom na weselach?
— Tylko tym, które sprawiają, że zapominam, jak się nazywam.
Nachylił się i pocałował ją. Najpierw delikatnie, badawczo.
— Mogę? — zapytał szeptem przy jej ustach.
— Tak… — odparła ledwo słyszalnie.
Kolejny pocałunek był głębszy, namiętny. Dłonie Bartka natychmiast zaczęły badać jej ciało. Przesunął nimi po jej wąskiej talii, aż w końcu poczuł ciężar jej piersi pod cienką tkaniną. „Ale z niej zdrowa suka” – pomyślał, czując pod palcami jej szczupłość skontrastowaną z tak obfitym biustem. Docisnął swoje biodra do jej brzucha. Agnieszka poczuła twardy, wyraźny kształt jego podniecenia.
Bartek zsunął dłoń w dół, podciągając rąbek sukienki. Jego palce dotknęły delikatnego materiału majteczek, masując jej wzgórek łonowy. Kiedy wsunął rękę głębiej i poczuł, że jest gładko ogolona, Aga cicho zajęknęła.
— Chcesz, żebym cię tu wziął? Pod tymi gwiazdami? — zapytał, palcując ją rytmicznie.
— Nie mogę… Bartek, to za szybko, my się nie znamy… — mówiła przerywanym głosem, podczas gdy jej ciało wyginało się w odpowiedzi na jego ruchy.
— To tylko chwila, Aga. Nikt nie widzi. Tylko my i woda. Jest tak dobrze, prawda? Czuć, jak bardzo mnie chcesz…
— Ale ja… nie mam nic… — wyszeptała w obronie resztek rozsądku.
— Mam gumkę. Zawsze jestem przygotowany na takie cuda jak ty.
Palcował ją jeszcze przez chwilę, aż była całkowicie mokra.
— Połóż się — rozkazał miękko.
Agnieszka, cała drżąc, opadła na suchą, ciepłą trawę. Podciągnęła sukienkę, wystawiając swoje białe uda na światło księżyca. Słyszała brzęk metalu, świst suwaka. Bartek opuścił spodnie. W półmroku zobaczyła jego członka – był imponujący, długi i gruby, zdecydowanie większy od wszystkiego, co widziała wcześniej.
Z wprawą naciągnął prezerwatywę. Trzask gumy przeciął ciszę.
— To jak? Tak może być?
— Tak… — szepnęła, rozchylając nogi.
Bartek klęknął między jej udami. Jednym ruchem ściągnął jej majteczki, a potem, opierając się na wyprostowanych ramionach, wbił się w nią jednym, potężnym pchnięciem.
Agnieszka gwałtownie wciągnęła powietrze. Jej twarz wykrzywiła się w grymasie, który był mieszanką szoku i nagłego wypełnienia. Oczy rozszerzyły się, a usta pozostały otwarte w niemym „o”. Czuła, jak jej ciasne wnętrze musi ustąpić przed tą ogromną siłą.
— Ohh… ale ciasno… — wychrypiał Bartek, czując, jak jej mięśnie kurczowo zaciskają się na nim.
Zaczął posuwać ją miarowo, z każdą chwilą nabierając tempa. Jedną ręką wciąż się podpierał, a drugą chwycił za górę jej sukienki, brutalnie ściągając ją w dół. Jej piersi 70E wyskoczyły z biustonosza, falując w srebrzystym blasku. „O kurwa, ale cyce” – pomyślał, patrząc, jak ich ciężar reaguje na każde jego uderzenie.
Aga była całkowicie oszołomiona. Każde pchnięcie wyrzucało z niej ciche jęki. Była mokra, rozpalona i całkowicie zdominowana przez faceta, którego znała od godziny. Bartek przyspieszył, jego ruchy stały się krótkie i mocne, aż w końcu, z głębokim warknięciem, szczytował w niej, ciężko dysząc na jej szyi.
Po chwili odsunął się, pocałował ją czule, niemal rutynowo w usta i wstał. Jednym sprawnym ruchem zdjął prezerwatywę i cisnął ją w krzaki. Poprawił spodnie i podał jej rękę, by pomóc jej wstać z trawy.
— Wracajmy — powiedział z lekkim uśmiechem, jakby przed chwilą nic się nie stało. — Zrobiłem się głodny. Te pierogi na pewno jeszcze są ciepłe.
magicfucker
Jak Ci się podobało?