Wypożyczony mąż
14 września 2026
14 min
— Czy Kasia przyjdzie dziś do nas? — zapytała starsza córka.
— Tak, ciocia Ania pozwoli jej zostać na noc.
— Super!
„Ciocia” Ania to najlepsza przyjaciółka żony. Przyjaźniły się, zanim jeszcze je poznałem. Ania samotnie wychowuje córeczkę w wieku podobnym do naszych dziewczynek, dzieci są ze sobą tak blisko, że zaczęliśmy traktować je jak rodzinę.
Były partner Ani to kompletny idiota. Nie dość, że wykorzystał ją, gdy była praktycznie nieprzytomna, to od tamtej pory robi wszystko, by uniknąć jakiejkolwiek odpowiedzialności za dziecko. Nigdy nie rozumiałem, jak można nie chcieć mieć nic wspólnego z tak cudowną dziewczynką, jak Kasia, dlatego starałem się zastępować jej ojca, jak potrafiłem.
Jak wiele samotnych matek, Ania ma problem z pogodzeniem wychowywania córki i układania sobie życia uczuciowego. Tego wieczoru mieliśmy zaopiekować się jej córką, żeby mogła wyjść z nowym facetem, którego poznała przez internet. To miała być ich piąta randka, więc wydawało się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku.
Ledwo wróciłem do domu i zacząłem przebierać się po pracy, gdy usłyszałem dzwoniący telefon. Chwilę później po schodach poniósł się głos mojej żony — ciepły, współczujący, a zarazem stanowczy
— Kochanie, weź prysznic i ubierz się do wyjścia.
— Kasia jednak nie przyjdzie? Co się stało?
— Randka Ani została odwołana, ale i tak przywiezie Kasię… a ty zabierzesz Anię na randkę.
Spojrzałem w stronę schodów, pewien, że się przesłyszałem.
— Słucham?
— Ania potrzebuje wieczoru z porządnym facetem. A ponieważ nie znamy żadnego wolnego, ty nim będziesz.
Wychyliłem głowę z sypialni, żeby sprawdzić, czy sobie nie żartuje.
— Mówisz poważnie?
— Tak. A teraz marsz pod prysznic.
Patrzyła na mnie całkowicie serio, choć w kącikach ust błąkał jej się lekki uśmiech. Nie protestowałem. Zacząłem szykować się do randki — pierwszej od moich osiemnastych urodzin, na którą miałem iść z inną kobietą niż żona.
Serce waliło mi jak szalone. Czułem uderzenie gorąca i zarazem motyle w brzuchu. Wiedziałem, że to tylko kolacja z przyjaciółką, a jednak czułem się jak nastolatek przed pierwszym spotkaniem.
Zszedłem na dół w jeansach i golfie, ale Magda zmierzyła mnie wzrokiem pełnym dezaprobaty.
— Wracaj na górę i ubierz się porządnie. Ona ma rezerwację w eleganckiej restauracji, a nie w barze mlecznym.
Westchnąłem i poszedłem się przebrać. Gdy zszedłem po raz drugi, uśmiechnęła się zadowolona.
— O wiele lepiej. Teraz wyglądasz naprawdę seksownie. Aż zaczynam być trochę zazdrosna o Anię.
— Nie przesadziłem? — zapytałem.
Założyłem granatowy garnitur, jasnofioletową koszulę i krawat, który zawsze wyjątkowo jej się podobał.
— Właśnie dokładnie o to chodziło. Chcę być dziś odrobinę zazdrosna.
— Kasia już jest? Ania czeka?
— Kasia tak. Przywiozła ją, kiedy byłeś pod prysznicem, a teraz sama się szykuje.
— Czyli… co dokładnie mam robić?
— Wszystko to, co zrobiłby jej partner. Odebrać ją, zabrać na kolację i tak dalej. Rezerwacja jest gotowa. Ty płacisz.
— Okej, ale… od wieków nie byłem na randce z nikim innym poza tobą. Zresztą wcześniej też nie miałem ich zbyt wielu. Trochę się stresuję.
Magda zachichotała cicho.
— Czasem zapominam, jaki jesteś uroczy. Nie stresuj się. Znasz Anię równie dobrze, jak znałeś mnie po roku związku, więc to nie jest żadna pierwsza randka. Po prostu pozwól jej przejąć inicjatywę i bądź facetem, którego znam.
— Dobrze… ale i tak czuję się, jakbym cię zdradzał.
— Nie zdradzasz mnie. Idź, baw się dobrze i przede wszystkim spraw, by ona spędziła miły wieczór. A jeśli powie mi później, że zachowywałeś się inaczej niż idealnie, będziesz miał ze mną do czynienia — znów się uśmiechnęła.
— Postaram się…
— Będzie dobrze. Przecież wychodziliście już razem na kolacje. Co prawda zawsze ze mną, ale nie potrzebujesz mnie u boku, żeby spędzić przyjemny wieczór.
— Naprawdę ci to nie przeszkadza?
— Nie. A teraz jedź, bo się spóźnisz i Ania pomyśli, że wystawiłeś ją do wiatru.
Po tym błogosławieństwie dostałem jeszcze uścisk i pocałunek. Chwyciłem kluczyki i poszedłem do samochodu.
Na szczęście Ania mieszkała niedaleko. Gdybym miał jechać dłużej, pewnie stchórzyłbym po drodze. I tak kiedy dziesięć minut później, gdy wjeżdżałem na jej podjazd, żołądek miałem ściśnięty ze stresu.
Podszedłem do drzwi i zadzwoniłem. Kilka sekund później otworzyła — a moja reakcja była w pełni szczera. Czarna sukienka z głębokim dekoltem natychmiast przyciągała wzrok do jej biustu i idealnie podkreślała figurę.
— Łał… — tylko tyle zdołałem z siebie wydusić.
Zarumieniła się lekko i uśmiechnęła.
— Jesteś bardzo miły, dziękuję.
— Nie, serio. Wyglądasz obłędnie. Pewnie jakiś przystojniak odbije mi cię zaraz po wejściu do restauracji.
— Wątpię, żeby któryś był zainteresowany. Zresztą ty też wyglądasz cholernie dobrze. Dziś jesteś ponoć wyłącznie mój.
— To prawda. Dokąd jedziemy?
— Do Zamkowej.
— Świetny wybór.
Podałem jej ramię i odprowadziłem do samochodu. Miała wysokie szpilki, a ścieżka przed domem była nierówna, więc bałem się, że skręci kostkę. Otworzyłem przed i pomogłem wsiąść.
W samochodzie rozmawialiśmy o codziennych sprawach — dzieciach, szkołach, pracy. O wszystkim tym, o czym zazwyczaj. Dopiero w restauracji atmosfera zaczęła zauważalnie gęstnieć.
Najpierw zamówiliśmy i postanowiliśmy podzielić się przystawką. Kiedy jednak kelner odszedł, rozmowa nagle zaczęła się rwać. Codzienne tematy po prostu się wyczerpały. Byłem wdzięczny, że Ania wydawała się równie zdenerwowana, jak ja.
— Chyba prędzej czy później musiało zrobić się niezręcznie — powiedziałem z lekkim uśmiechem.
— No… zdecydowanie. Co twoja żona sobie właściwie myśli? — odpowiedziała rozbawiona.
— Nie pytaj mnie. To twoja najlepsza przyjaciółka. Znasz ją dłużej.
— No dobrze… to, co teraz?
— Nie byłem na randce od niemal dwudziestu lat. Co zwykle robiłabyś w tej chwili, gdybym był kimś innym?
Ania uniosła brew i uśmiechnęła się z przekorą.
— Biorąc pod uwagę mój stan emocjonalny? Pewnie już byśmy się całowali.
Prawie zakrztusiłem się winem.
— Szczęściarze.
— Chyba tak tego nie odbierali — w jej głosie zabrzmiał smutek.
Przysunąłem krzesło bliżej niej i delikatnie ująłem jej podbródek.
— Ich strata. Jesteś piękną i seksowną kobietą. Każdy facet powinien czuć się szczęściarzem, spędzając z tobą czas. A jeśli ktoś jest zbyt głupi, żeby to dostrzec, po prostu na ciebie nie zasługuje.
Pochyliłem się, by ją pocałować — miał to być jedynie ciepły, wspierający gest przyjaciela. Jednak gdy nasze usta się spotkały, dosłownie rozpłynęła się w moich ramionach. Miękkie wargi lekko się rozchyliły, co automatycznie odczytałem jako zaproszenie. Nasze języki odnalazły się i przez długą, rozkoszną chwilę drażniły się subtelnie i czule. Dopiero po pewnym czasie oderwaliśmy się od siebie, by zaczerpnąć tchu — zarumienieni i wyraźnie speszeni tym, co właśnie zaszło.
— Emm… przepraszam — mruknąłem.
— Nie, to ja przepraszam. Nie powinnam była cię tak całować…
— Wydawało mi się, że to ja pocałowałem cię — odpowiedziałem z nerwowym uśmiechem.
Ania westchnęła.
— Zaczyna się komplikować. Mogę zadzwonić do twojej żony?
— Jasne.
Wyszła przed restaurację, a ja siedziałem przy stole, popijając wino i próbując uspokoić tętno. Kilka minut później wróciła z osobliwym uśmiechem. W tym samym momencie zawibrował mój telefon: „Pamiętaj tylko o tym, co ci mówiłam. Kocham cię”.
Spojrzałem na Anię.
— Wszystko w porządku?
— Tak. Przede wszystkim muszę powiedzieć, że twoja żona jest niesamowitą i wspaniałomyślną przyjaciółką, jaką można sobie wymarzyć.
— To prawda.
Ania spojrzała mi prosto w oczy.
— Ufasz mi?
— Bezgranicznie.
— Dobrze. Jeśli po prostu oddasz mi inicjatywę, obiecuję, że nie złamiemy zasad ustalonych przez twoją żonę… a ja przeżyję najlepszą randkę od bardzo dawna.
— Brzmi dobrze. Jakie to zasady?
— Właśnie o to chodzi. Po prostu mi zaufaj.
Uśmiechnąłem się.
— To brzmi intrygująco.
— Chodź bliżej.
Ponownie przysiadłem się bliżej. Ania przysunęła się bliżej.
— Pocałuj mnie, Piotrze — wyszeptała niemal błagalnie.
Nasze usta znów się połączyły i ponownie poczułem ten sam elektryzujący dreszcz. Było w tym coś z emocji pierwszych pocałunków sprzed lat — z ekscytacji czymś nowym, zakazanym. Nie dlatego, że między mną a Magdą wygasła namiętność; wciąż potrafiła rozpalić mnie jednym spojrzeniem. Jednak w zakazanym owocu kryło się coś wyjątkowego.
Czas jakby stanął w miejscu. Restauracja, ludzie, cichy szmer rozmów — wszystko wokół znikło. Liczyliśmy się tylko my i ta chwila. Nie wiem, ile czasu minęło, zanim się od siebie oderwaliśmy, ale kiedy w końcu podniosłem głowę, nasze dania już stały na stole.
— Boże… wspaniale całujesz — wyszeptała Ania.
— Ty też — odpowiedziałem z nieśmiałym uśmiechem.
— Dawno nikt mnie tak nie całował.
Zaśmiałem się cicho.
— Wiesz… Magda i ja od lat nie całowaliśmy się tak po prostu. Chyba zapomniałem, jak bardzo mi tego brakowało.
Reszta kolacji minęła w wyczuwalnym napięciu. Rozmawialiśmy, patrzyliśmy sobie w oczy, a między nami wisiało coś ciężkiego od niedopowiedzeń i oczekiwania. Kiedy kelner zapytał o kawę i deser, spojrzałem pytająco na Anię.
— Nie, dziękujemy — odpowiedziała, a gdy odszedł, dodała cicho — Mam inne plany na deser.
Gdy przyszło do płacenia, sięgnęła po portfel, ale odchrząknąłem znacząco.
— Żona kazała mi zapłacić. Nawet nie próbuj protestować.
— Nie możesz…
— Mogę. Ty masz przestrzegać zasad, które dała ci, a ja tych, które wyznaczyła mnie.
Ania roześmiała się.
— Boże, twoja żona uwielbia rządy twardej ręki.
— Za to ją kochamy.
Po wyjściu z restauracji ponownie otworzyłem przed nią drzwi samochodu.
— Dokąd teraz? — zapytałem.
— Na deser — odpowiedziała tajemniczo.
— Po prostu jedź, ja będę mówić gdzie skręcić.
Kierowałem się jej wskazówkami, aż po jakichś dwudziestu pięciu minutach skręciliśmy na parking nowego hotelu reklamującego się „przestronnymi apartamentami”. Ania spojrzała na mnie niepewnie. Uśmiechnąłem się uspokajająco.
— Oboje dotrzymujemy obietnic. Rozejrzyj się tutaj, a ja załatwię formalności w recepcji.
Skinęła głową. Po opłaceniu pokoju i zameldowaniu się wróciłem do po Anię.
— Dostaliśmy lepszy apartament.
— Co?
— Ktoś zarezerwował kilka pokoi biznesowych, więc przenieśli nas do apartamentu dla nowożeńców.
— Serio? Nie wierzę.
— Masz szczęście. Mnie nigdy nie trafiają się takie okazje.
Pojechaliśmy windą na górę, prosto do pokoju. Otworzyłem drzwi kartą i z uśmiechem wziąłem Anię na ręce.
— Skoro to apartament dla nowożeńców, powinienem przenieść cię przez próg.
Roześmiała się.
— Jeśli tak uważasz. Mam mówić do ciebie „mężu”?
— Dziś możesz mówić, jak chcesz.
Przez chwilę się zastanawiała.
— Chyba jednak nie. W końcu tylko cię wypożyczyłam.
Zaniosłem ją na kanapę przed kominkiem i delikatnie posadziłem.
— Jak sobie życzysz.
Rozpaliliśmy w kominku, a chwilę później siedziałem, obejmując ją ramieniem. Przytuliła się i westchnęła z zadowoleniem, wpatrując się w płomienie.
Po kilku minutach poczułem, jak przesuwa dłonią po mojej klatce piersiowej, dając mi do zrozumienia, żebym odwrócił się do niej. Kiedy to zrobiłem, jej usta czekamy już rozchylone zachęcająco.
Pocałowaliśmy się ponownie — tym razem z jeszcze większą namiętnością. Jej ciało poddało się moim ramionom, oddechy stały się cięższe, a pocałunki głębsze. Czułem, jak dłonie wsuwa pod moją koszulę i przesuwa po skórze.
Mimo narastającego pożądania wciąż nie byłem pewien, gdzie przebiegają granice tego wieczoru. Dlatego głównie ją obejmowałem i całowałem, pozwalając dyktować tempo.
W końcu odsunęła się lekko i spojrzała na mnie z przymrużonymi oczami.
— Tak…to zdecydowanie najlepsza randka od bardzo dawna.
Uśmiechnąłem się.
— Cieszę się, że się podoba. Pamiętaj, tylko by powiedzieć mojej żonie, że jej nie zawiodłem.
Roześmiała się cicho.
— Jesteś naprawdę wyjątkowym facetem. Sprawiasz, że czuję się piękna i pożądana, a jednocześnie ani przez chwilę nie mam wątpliwości, że bardzo kochasz swoją żonę.
Spojrzałem jej w oczy.
— Bo to prawda. Kocham też ciebie… ale inaczej. Ty i Kasia jesteście częścią naszej rodziny. Zawsze będziecie mieć miejsce w moim sercu.
W oczach Ani pojawił się błysk wzruszenia. Objęła mnie za szyję i usiadła mi na kolanach.
— Kocham cię, twoje dzieci i uwielbiam Magdę. Zawsze podziwiałam to, jakim jesteś człowiekiem. Jak troszczysz się o wszystkich… także o Kasię.
Siedziała tak przez chwilę w milczeniu, patrząc prosto w oczy. Potem sięgnęła za plecy i powoli rozsunęła zamek sukienki. Materiał zaczął zsuwać się z ciała.
Najpierw ujrzałem czarną koronkową bieliznę, potem odsłonięty brzuch i gładką skórę, po której mimowolnie przesunąłem dłonią. Zadrżała pod dotykiem. Sięgnąłem do sukienki i zsunąłem powoli przez głowę, odkładając na kanapę. Pochyliłem się i znowu złączyliśmy usta, sprawiając, że zamknęła oczy i całkowicie poddała chwili.
Spojrzała wyczekująco, może ciut nerwowo. Po raz pierwszy widziałem najlepszą przyjaciółkę żony w samej bieliźnie. Teoretycznie odsłaniała niewiele więcej niż w bikini, w którym widywałem ją już nie raz, a jednak było w tym coś nieporównywalnie bardziej intymnego i elektryzującego.
Nie ukrywałem zachwytu. Pozwoliłem dostrzec, jak pochłaniam wzrokiem każdy szczegół ciała, zanim nasze spojrzenia znów się spotkały.
— Jesteś przepiękna — powiedziałem cicho.
Uśmiechnęła się szeroko. Rozpięła stanik, a gdy odsłoniła piersi, nie potrafiłem oderwać wzroku. Zauważyłem, że skórę miała delikatnie zaróżowioną — chyba pod wpływem satysfakcji, że moja reakcja była tak autentyczna i pełna pożądania.
Przesunąłem dłońmi po jej piersiach, delikatnie gładząc napięte sutki, które domagały się uwagi. Pochyliłem się bliżej i zacząłem obsypywać pocałunkami najpierw lewą pierś, drażniąc ustami i lekko przygryzając nabrzmiały sutek, co wydobyło z jej ust cichy jęk. Chwilę później poświęciłem tę samą uwagę drugiej piersi. Ania przyciągała moją głowę bliżej, ocierając się coraz niecierpliwiej. Słyszałem przyspieszone bicie serca i czułem, jak z każdą sekundą zatraca się w narastającym podnieceniu.
Odsunęła się tylko na tyle, by rozpiąć moje spodnie. Uwolniła stojącego penisa, ujęła dłonią i zaczęła powoli pieścić, wywołując u mnie jęk rozkoszy.
— Cholera… Magda miała rację — szepnęła z rozbawieniem.
— Naprawdę potrafisz zaskoczyć.
Ania uniosła się tylko na chwilę — by zsunąć koronkowe majtki. Zaraz potem ponownie usiadła, przesuwając się powoli wzdłuż członka. Za każdym razem, gdy główka muskała łechtaczkę, drżała wyraźnie.
Pozwalałem jej prowadzić i czerpać przyjemność na własnych warunkach. Nie wiedziałem jeszcze, jak daleko zamierza się posunąć, ale skoro żona dała nam tyle swobody, uznałem, że naprawdę tego potrzebuje. Sam ograniczałem się do pieszczot — przesuwałem palcami po jej skórze, obserwując, jak każdy dotyk potęguje podniecenie. Gdy drażniłem sutki, odpowiadała urywanymi westchnieniami.
Przypuszczenia potwierdziły się chwilę później. Ania odchyliła głowę i jęknęła głośno, ocierając się coraz intensywniej, aż całe jej ciało zastygło w kulminacji.
— Cholera… to było niesamowite…
Uśmiechnąłem się lekko.
— Cieszę się, że się podobało.
Spojrzała na mnie rozpalonym wzrokiem.
— Och, kochanie… jeszcze nie skończyłam.
Unosząc się lekko, skierowała mnie ku sobie.
— Jesteś pewna? Nie mam zabezpieczenia…
Przyłożyła palec do moich ust.
— Cicho… wszystko w porządku. Magda wie. Sama to zasugerowała.
Spojrzałem jej prosto w oczy.
— To, że moja żona się zgadza, nie znaczy jeszcze, że ty naprawdę tego chcesz.
Przez chwilę milczała.
— Prawda jest taka, że pragnęłam cię od bardzo dawna. Powiedziałam o tym Magdzie, kiedy rozmawiałyśmy przez telefon. A ona odparła, że zawsze o tym wiedziała… i że dziś mogę cię mieć.
Nasze spojrzenia się spotkały. Powoli opuściła się na mnie, centymetr po centymetrze, nie odrywając wzroku. Ruch był niespieszny, wręcz torturująco słodki, aż w końcu usiadła całkowicie, przyjmując mnie głęboko w siebie.
Przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem, objąłem, cały w niej. Czułem, jak zaciska się wokół penisa, jakby każda sekunda przynosiła jej czystą rozkosz.
Rozłączyliśmy się na moment, oddychając z trudem. Ania spojrzała na mnie błagalnie, z mieszaniną pożądania i głębokiej potrzeby.
— Kochaj się ze mną, Piotrze…
Delikatnie obróciłem ją na plecy i opadliśmy na miękki dywan przed kominkiem. Nie przestając patrzeć w jej oczy, zacząłem poruszać się wpierw powoli, po chwili coraz rytmiczniej i mocniej. Oplotła mnie nogami, przyciągając bliżej i unosząc biodra w rytm pchnięć. Paznokciami rysowała mi plecy, zostawiając czerwone ślady, ból podsycał pożądanie.
Nasze ruchy stawały się coraz szybsze i namiętniejsze. Ania jęczała coraz głośniej, gdy kolejne fale rozkoszy przeszywały jej ciało. W pewnym momencie poczułem, że zbliżam się do granicy.
— Aniu… zaraz…
Chciałem aby zdecydowała, ale jedynie zacisnęła nogi mocniej wokół mych bioder.
— Nie przestawaj…
To wystarczyło. Przy ostatnim, głębokim pchnięciu poczułem, że to już teraz, a chwilę później eksplodowałem, słysząc krzyk Ani i czując, jak po raz kolejny szczytuje.
Przez długi czas leżeliśmy spleceni, oddychając ciężko i uspokajając bijące serca. W końcu osunąłem się obok niej i przytuliłem mocno. Pomiędzy urywanymi oddechami roześmiała się cicho.
— Magda miała rację… masz świetną kondycję.
Zaśmiałem się.
— Miałem wrażenie, że tym razem trwało to krócej niż zwykle. Przez to, że wszystko było takie nowe.
Spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
— Krócej? Boże… już dawno straciłam rachubę, ile razy doszłam.
Pocałowałem ją lekko w czoło.
— Nie musisz liczyć. Masz po prostu czerpać z tego radość.
Uśmiechnęła się sennie.
— Uwierz mi… czerpię pełnymi garściami…
Słychać było po głosie, jak bardzo była senna. Delikatnie zaniosłem ją do łóżka i przykryłem kołdrą. Kiedy położyłem się obok, niemal instynktownie wtuliła się we mnie.
Zanim zapadłem w sen, zastanowiłem się, jak bardzo ten wieczór zmieni nasze życia.
jamer106
Jak Ci się podobało?