Występ

31 stycznia 2026

23 min

Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!

Obudziłam się w ciszy. Była tak namacalna, że słyszałam szum swojej krwi. Nie mogłam otworzyć oczu, czułam, że są czymś przewiązane. W ogóle miałam poczucie, że cała jestem skrępowana. A gdy chciałam podnieść rękę, aby zdjąć z oczu ten materiał, okazało się, iż faktycznie zostałam unieruchomiona. 

Może zdarzył się wypadek i umarłam?, myślałam sobie z coraz większą paniką. Krew zaszumiała mi głośniej i szybciej, oddech stał się płytki. Spróbowałam poruszyć którąkolwiek częścią ciała, jednak nie byłam w stanie. Mimo to czułam, że mogę, po prostu coś mi na to nie pozwalało. Wyczułam, że mam ułożone ręce wzdłuż ciała, a nogi rozchylone.

W jaki sposób mogę oddychać?, zastanawiałam się, usiłując się uspokoić, nim wpadnę w atak paniki. I wtedy to usłyszałam. Przyzwyczajona przez tę chwilę samotności do ciszy, w której się obudziłam, od razu wychwyciłam bardzo delikatny dźwięk. Wytężyłam cały zmysł słuchu, aby oderwać myśli od wszechogarniającej mnie trwogi.

Nie pomyliłam się: coraz wyraźniej słyszałam czyjeś kroki. Subtelne szuranie, może ktoś szedł po dywanie? A potem ponownie stukot stóp o podłogę. I w końcu cisza. Znów brak bodźców. Serce mi dudniło, a do oczu poczęły napływać łzy. Już się bałam, że zaraz się uduszę, chociaż oddychałam ustami, bo z jakiegoś powodu nosem nie mogłam, kiedy poczułam dotyk. 

Strach mnie sparaliżował i znieruchomiałam jeszcze bardziej, o ile to w ogóle możliwe. Zamarłam, nawet oddech ugrzązł mi w płucach. Ktoś dotykał mojej głowy, miałam wrażenie, że ręką. Potem zsunął ją na szyję, aż w końcu na piersi i brzuch, gdzie ów dotyk się skończył. 

Chciałam coś powiedzieć, kiedy zorientowałam się, iż mam w ustach jakąś rurkę, która wypełnia mi gardło i umożliwia jedynie jęczenie. Zajęczałam zatem z rozpaczą. 

– No już, już. – Jego głos mnie zmroził. Był dość wysoki, wesoły. Należał niewątpliwie do mężczyzny. 

Zaczęłam się wiercić, wyrywać, próbować cokolwiek zrobić, ale z góry byłam skazana na porażkę. Nie mogłam zupełnie nic. Znów zaczęłam oddychać bardzo płytko, już po chwili zaczęło mi się robić słabo, ale ponownie poczułam dotyk. 

– Oddychaj spokojnie – polecił mi głos, którego ręce spoczęły na mojej szyi. Obejmował ją, co sprawiało, że czułam się duszona. Jednocześnie zalał mnie dziwny spokój, bo zamiast skupiać się na ataku paniki, który mnie ogarnął, całą swą uwagę zwróciłam na ręce, które gładziły moją szyję. – Wdech… i wydech. 

Postępowałam zgodnie z jego instrukcjami. Oddech się wydłużył, z oczu przestały lać się łzy i poczułam się lepiej. Na tyle, że znów zajęczałam. 

– Bardzo dobrze – pochwalił mnie głos. – Grzeczna dziewczynka. 

Ręce zniknęły z mojego ciała, spowiła mnie cisza. Ponownie spróbowałam wydobyć z siebie jakiś dźwięk. 

– No dobrze, już dobrze. – Głos jakby się poddał. – Pozwolę ci mówić, ale jeden krzyk i knebel wraca na swoje miejsce, czy to zrozumiałe? 

Nie miałam jak odpowiedzieć, więc zajęczałam. 

Wtedy głos mnie dotknął. Usłyszałam dźwięk odpinania czegoś, a chwilę później z mych ust wysunęło się coś naprawdę sporego; nawet nie miałam pojęcia, że coś takiego we mnie tkwiło. 

Zaczerpnęłam powietrze, rozkoszując się otwartymi ustami. Przejechałam językiem po całym wnętrzu, nawilżając suche podniebienie. Musiałam odchrząknąć, nim cokolwiek powiedziałam. 

– Co… co się dzieje? – spytałam, bo to pytanie zdawało mi się być najpilniejsze. 

– Sprawa wygląda następująco – zaczął głos – leżysz właśnie zmumifikowana na stole w moim garażu. 

Znów zaczął gromadzić się we mnie lęk, przeradzający się w atak hiperwentylacji. 

– Hej, spokojnie, malutka – powiedział głos. – Nie skrzywdzę cię… o ile będziesz grzeczna. 

Serce waliło mi jak młot. Czego on ode mnie chce?, myślałam w panice. Jak w ogóle doszło do tego, że leżę w jego pierdolonym garażu? Próbowałam sobie przypomnieć, co robiłam ostatnio, ale nic nie pamiętałam. Zupełnie, jakby porwał mnie we śnie. 

Ile godzin mnie już nie ma? Czy rodzina mnie szuka? Takie i podobne pytania zalewały mój mózg. 

– Co chcesz mi zrobić? – spytałam łamiącym się głosem. 

– Samą przyjemność – odparł. – Pozwolę ci mieć na razie otwarte usta, ale jeśli będziesz sprawiać kłopoty, będziesz krzyczeć lub jęczeć głupoty, od razu cię zaknebluję. Twój wybór.

– Czy mógłbyś odsłonić mi oczy? Poczułabym się pewniej… 

–  Nie. – Jego odpowiedź była krótka i nieugięta. 

Łzy kapały mi po policzkach, mieszały się z katarem i wpadały mi do uszu. Próbowałam nie wydawać dźwięków, aby nie sprowokować go do założenia mi knebla, ale nie mogłam powstrzymać szlochania. To go chyba jednak nie obchodziło, a może nawet czerpał przyjemność ze słuchania mojego płaczu.

– Teraz chciałbym zwrócić ci uwagę na sposób zwracania się do mnie – powiedział po chwili ciszy. – Za każdym razem chcę, abyś tytułowała mnie Panem. Zrozumiałaś?

Niewypowiedziane “Tak, Panie” zawisło w powietrzu gęstym jak mleko. Atmosfera natychmiast się zmieniła, zupełnie jakby napłynęły burzowe chmury. Wiedziałam, że on czeka na odpowiedź, a ja wciąż milczę, więc go denerwuję. 

Myślałam, że sprawi mi ból lub znów włoży coś w usta, skoro nie zasługuję na mówienie, ale zdawało się, że on po prostu odszedł ode mnie i chyba gdzieś usiadł. A potem słyszałam jedynie ciszę, przerywaną szelestem papieru, kiedy przewracał kartki książki lub gazety, którą czytał, oraz moim szlochem rozpaczy. 

Czy to miała być właśnie kara za nieposłuszeństwo? Ignorancja? Na początku jej nie doceniłam, jednak już po paru minutach poczułam tę dotkliwość. Byłam odcięta od bodźców, przez co czułam wszystko sto razy bardziej. To, cokolwiek to było, otulało mnie całą, wpijało się w moją skórę, drażniło wszystkie erogenne miejsca. 

Chciało mi się pić, czułam suchość w gardle. Mijały minuty, a mnie było coraz bardziej niekomfortowo. Ostatni raz spróbowałam się poruszyć, po czym się poddałam. Wiedziałam, że absolutnie nie mam żadnych szans z tym człowiekiem. Musiałam się przystosować, aby nie zrobił mi krzywdy. 

– Zrozumiałam – szepnęłam. 

– Chyba jeszcze nie – usłyszałam odpowiedź. 

Kolejne parę minut upłynęło w ciszy. Byłam po prostu zawstydzona. W jakiejkolwiek pozycji bym nie była, nie chciałam zniżyć się do ulegania. Ale nie miałam wyjścia. 

– Zrozumiałam… – zaczęłam z drżącym głosem – Panie… – skończyłam.

Od razu usłyszałam szelest gazety odkładanej na stolik. Potem skrzypienie fotela. I w końcu głos! Och, jakże się ucieszyłam, kiedy mi powiedział:

– Grzeczna dziewczynka. Mam nadzieję, że będziesz się szybko uczyć. 

Poczułam jego dotyk na twarzy. Dotknął moich zamkniętych powiek. Mojego nosa. Przejechał po moich ukrytych za materiałem włosach. I przeszedł do ust. Były lekko rozchylone, abym mogła oddychać, więc jego palce bezceremonialnie wdarły się do mojego środka. Próbowałam zrobić cokolwiek, aby mu się sprzeciwić, ale nie miałam szans. Jedynie mój język próbował mnie bronić. Uparcie wypychał okropne paluchy mego prześladowcy, który ani myślał się poddawać. Nie dawałam mu dostępu do gardła.

– Wystaw język – polecił. Zamknęłam usta, ale po chwili musiałam je znów uchylić, abym mogła oddychać. Języka jednak nie wystawiłam. – Nie zostawiasz mi wyboru…

Przez me ciało przeleciał dreszcz grozy. Mężczyzna złapał mój śliski język i jednym ruchem zapiął coś na jego końcu. Wrzasnęłam z bólu, jednak to jedyne, co mogłam zrobić. To mnie tak irytowało, ale wtedy, ze łzami w oczach i piekącym bólu na języku, musiałam skupić się nad innymi rzeczami.

Mężczyzna nie tracił czasu. Złapał za tę klamerkę, czy cokolwiek to było, i bez krępacji wystawił mi go na wierzch, trzymając jedną ręką. Palce drugiej zaś bez przeszkód już wślizgnęły się do moich ust. Najpierw powoli, delikatnie masowały moje policzki od środka, przygniatały mój język, chyba usiłując mnie przygotować na dalszą penetrację. No i tak też się stało: palce schodziły coraz niżej, w głąb mnie. Nie mogłam się sprzeciwić, więc spróbowałam się jakoś na to przygotować. Zawsze jednak miałam odruch wymiotny, więc już po chwili miałam dość. Palce jednak wróciły wyżej, do policzków, które gładziły w zadośćuczynieniu. Kolejny atak nie nastąpił. I dobrze, bo czułam się już na granicy i zastanawiałam się, czy nie zachłysnę się i nie umrę w tak głupi sposób. 

Mężczyzna odszedł, a ja zaczęłam jęczeć i prosić, aby zdjął ze mnie klamerkę. Ból promieniował, powodując cierpienie. I zdawało się, że on dobrze o tym wiedział i tylko cieszył się z mego nieszczęścia. 

– Proszę, proszę! – sepleniłam, ale pomoc nie nadchodziła. Dopiero po chwili przypomniałam sobie o odpowiednim zwrocie. – Panie! Proszę, Panie!

– Dobrze. – Kroki mężczyzny się zbliżyły, a po paru sekundach poczułam ogromny ból języka, kiedy klamerka została zdjęta i krew dopłynęła do czubka. Zaczęłam rozmasowywać go zębami, a potem ból zelżał. 

Znów oddychałam spokojniej. 

– Pewnie chce ci się pić – zagaił głos. 

Chciałam pokiwać głową, ale oczywiście nie mogłam, więc powiedziałam:

– Tak, Panie.

Wtedy on podszedł do mnie, czułam jego obecność, i pokręcił jakimś mechanizmem, tak że zaczęłam się unosić, aż w końcu leżałam, całkiem tak, jak chwilę wcześniej, tyle że w pionie. Pan wsunął mi słomkę do ust, a ja łapczywie wypiłam całą wodę, jaką mi podarował. Kiedy skończyłam, pomyślałam, że w dobrym geście będzie podziękować, ale czy chciałam być miła dla jakiegoś zjeba, który mnie porwał? 

Tak, durna, jeśli chcesz przeżyć, zbeształam się w myślach.

 – Dziękuję, Panie – szepnęłam więc.

Myślałam, że da mi na razie spokój, ale wtedy, zupełnie niespodziewanie, poczułam dotyk między nogami. A więc miałam tam dziurę w tym dziwnym stroju… Zamarłam, krew mi zaszumiała w głowie i nadaremno próbowałam się wyrwać. Nie mogłam jednak, więc tkwiłam tak ze wstrzymanym oddechem. 

– Nie golisz się, hę? – spytał obojętnie. Nie odpowiedziałam, a rumieniec wstydu zalał mą twarz. Dobrze, że nie mógł jej zobaczyć. 

Jego palce zaczęły gładzić moje włoski, a potem weszły głębiej, dotykając mojej kobiecości. Kiedy je poczułam, wiedziałam, że przepadłam. 

– Ależ jesteś mokra – powiedział mężczyzna. – Chyba nieraz marzyłaś o takiej sytuacji…

Moje własne ciało mnie zdradziło… Byłam zawiedziona i jednocześnie… podekscytowana? Cokolwiek działo się w tej mojej durnej głowie, było popierdolone.

Kiedy Pan przestał mnie dotykać, wsadził ten sam palec do moich ust. Usiłowałam go wypchać, jednak był zbyt silny. Rozprowadził moje soki po policzkach i podniebieniu. 

– Pora na pierwszą zabawę – powiedział. – Możesz wybrać liczbę od jeden do czterech. 

– Nie chcę – szepnęłam. – Proszę, wypuść mnie. Proszę, Panie!

– Błędna odpowiedź. 

Mężczyzna odszedł ode mnie i po chwili wrócił. Ja wciąż mamrotałam pod nosem błagania o wolność, ale on nie zwracał na to uwagi. Pogrzebał coś pod moim nosem i w końcu mogłam normalnie oddychać. Jednak nie dane było mi zamknąć usta, bo zaraz pojawił się w nich kciuk Pana. 

– Miałaś szansę wylosować inną zabawę, ale skoro tego nie zrobiłaś, sam wybiorę. W takim razie weźmiesz mnie całego w te swoje małe, drobne usteczka. Jeśli tylko poczuję twoje zęby na sobie, zostaniesz zakneblowana i zerżnięta bez łaski. Zrozumiałaś?

Bardzo, ale to bardzo nie chciałam się zgadzać. Jak w ogóle mogłabym chcieć zgodzić się na coś takiego? Czułam się okropnie, byłam zasmarkana i zapłakana, czułam złość i niesprawiedliwość. Dlaczego akurat mnie wybrał? Czym sobie zasłużyłam? Serce mnie bolało, a żołądek miałam ściśnięty w supeł. 

– Zadałem pytanie – przypomniał mężczyzna, łapiąc mnie za szyję. Czy jeśli nie odpowiem, udusi mnie na śmierć?, krzyczałam w głowie. Postanowiłam jednak być grzeczna i choć na chwilę odroczyć mój wyrok. 

– Tak, Panie. 

Czy te słowa dały mu przyzwolenie na zrobienie ze mną okropnych rzeczy?

Poczułam, jak maszyna obniża mnie, zupełnie jakbym zapadała się w podłogę. Wciąż byłam w pionowej pozie, po prostu schodziłam pod ziemię. Czułam to, bo dół, do którego zjeżdżałam, był wilgotniejszy i zimniejszy. 

Wtedy przed moją twarzą pojawił się penis. Poczułam jego zapach. Chciałam się cofnąć, ale co ja mogłam? Zbliżył się do mnie, dotykał mnie nim po całej twarzy. Zatkał mi nim nos, tak że musiałam wdychać jego woń. W końcu skończył z zabawą i podstawił mi go pod usta. Nie chciałam ich otwierać. Zamknęłam mocno wargi. Wtedy on przydusił mnie, trzymając za nos, i musiałam się dla niego otworzyć. 

Czułam łzy, które spływały mi po policzkach. Ledwo mogłam oddychać nosem, bo miałam katar. 

Kiedy już wszedł we mnie, wbrew sobie zawirowałam językiem na jego główce. Chyba mu się spodobało, bo śmielej się we mnie zagłębił. Starałam się chować zęby, aby go nie sprowokować. Nie chciałam być zerżnięta. 

Rytmicznie się we mnie wsuwał i wysuwał, a ja ciasno oplatałam go ustami. Narzucił dość szybkie tempo, przez co zaczęłam się dławić i dusić.

– Oddychaj nosem – polecił. 

Jak mam nim oddychać, kiedy jest zatkany?!, wrzeszczałam w głowie, bo nie dał mi możliwości zabrania głosu. Musiałam się uspokoić. Zaczęłam dystansować się od tej chwili, pozostawiając usta otwarte. Było to ciężkie, bo nie wiedziałam, co robić. Kiedy już miałam dość, on wyszedł ze mnie, wyciągając nitki śliny z moich ust, które poleciały na brodę i niżej. 

– Proszę… – zaczęłam, oddychając z ulgą. – Nie mogę…

– Spokojnie, malutka – rzucił z oddali, pewnie czegoś szukał. – Zaraz się tobą zajmę. 

Korzystałam z chwili, by się dotlenić. Kiedy wrócił, bez informowania mnie o niczym, zapiął klamerkę na moim języku. Znów jęknęłam z bólem. Ale na tym nie skończył. Zszedł niżej, dotknął moich piersi i wtedy się okazało, że sutki wystają poza materiał, którym byłam obleczona. Podrażnił je chwilę, aż stwardniały, i zacisnął na nich klamry. Nie mocno, optymalnie, tak że czułam ból, ale nie był on nieznośny. I kiedy jego dzieło było prawie gotowe, przeciągnął jakąś linkę między klamerkami i naprężył ją, abym musiała język mieć stale wywleczony z ust. 

Stworzył sobie specjalną zabawkę do pieprzenia. 

Kiedy próbowałam zaoponować, on wsadził penisa do moich bezradnych ust. Nie mogłam już bronić się językiem, miał pełny dostęp do mojego gardła. Czułam, że nie wchodzi cały, pewnie litował się nade mną, żebym na niego nie zwymiotowała. Mimo to i tak się dławiłam, choć teraz, kiedy się już uspokoiłam, mogłam lepiej oddychać nosem. Starałam się to wykorzystać. 

Każdy jego ruch odczuwałam sto razy bardziej, niż gdybym miała dostęp do zmysłów. Nie mogąc w żaden sposób się odsunąć, musiałam całkowicie być zdana na jego łaskę i niełaskę. Jęczałam, próbując przetrwać. Chciałam, by to już się skończyło. 

Mimowolnie myśli zaczęły mi krążyć po różnych kątach, gdzie ukryte miałam swoje preferencje. Porywacz nie pierwszy odkrył, że podniecały mnie różne niebezpieczne sytuacje i uwielbiałam czuć nad sobą dominację. Jednak to nie oznaczało, że chciałam, by moje fantazje się spełniły! I wcale nie byłam podniecona takim zbiegiem zdarzeń. No… może trochę. 

I kiedy w końcu skończył ze mną, pozwolił mi oddychać. Rozsmarował mi całą ślinę po twarzy i choć nie mogłam jej poczuć, obrzydzała mnie tak samo. Zdjął ze mnie klamerki, co wywołało we mnie potężną falę bólu.

– Byłaś grzeczną i dzielną dziewczynką – zawyrokował Pan. – Napij się. 

Znów włożył mi słomkę do ust, a ja łapczywie wypiłam wszystko, co do kropelki, płucząc przy tym usta i gardło z jego soków, z mojej śliny i ogólnie z całego tego pierdolnika. 

– Odpocznij sobie. 

– Nie, proszę, nie zostawiaj mnie samej! – krzyknęłam bez namysłu.

– Nie zostawię cię, malutka – rzekł, zdaje się, z uśmiechem. – Po prostu teraz ja się tobą pobawię. 

Poczułam, jak machina, do której byłam przypięta, znów się rusza, jedzie w górę, a potem kładzie mnie w pozycji wyjściowej, poziomo. 

Oddychałam głęboko i spokojnie, próbując uspokoić gonitwę myśli. Co on zamierza ze mną zrobić? Bałam się. 

Poczułam jego dotyk między nogami. 

– Pewnie tego nawet nie dostrzegasz teraz, ale gdy ci o tym powiem, zacznie cię to uwierać – szepnął mężczyzna. – Masz założony cewnik, byś nie musiała chodzić do toalety. 

I faktycznie, poczułam tam dyskomfort. 

– Zacznę nim teraz ruszać. 

Dyskomfort się wzmógł. Stety niestety poczułam ogromny napływ podniecenia, tak że niemal doszłam. Pan chyba odczuł, że cała drżę, więc przestał.

– Matko, nie spodziewałem się, że takie rzeczy na ciebie działają, malutka – powiedział ze śmiechem. – Dobrze, skoro chcesz orgazmu, to proszę bardzo. 

Serce mi dudniło, kiedy przyjemne mrowienie rozchodziło się od mojej kobiecości przez cały brzuch aż do głowy. Mężczyzna wsuwał i wysuwał ze mnie cewnik, powodując lekkie tarcie i przyjemność. I kiedy jednym wilgotnym palcem zaczął dotykać mojej nabrzmiałej z rozkoszy łechtaczki, natychmiast doszłam z głośnym jękiem. 

Chciałam się rzucać, kiedy Pan nie zaprzestał mnie dotykać, ale mogłam jedynie prosić i dzielnie znosić nadprogramową przyjemność, której nie potrafiłam pomieścić. Zawsze byłam nadwrażliwa po orgazmie, a taki mocny jak dziś, który nie zdarzał się często, mocno mnie unerwił. 

– Proszę, proszę, Panie, dość! – krzyczałam.

Po chwili przestał. Nastała błoga cisza. Serce powoli wracało do zwykłego rytmu. Oddech mi spowolnił. 

– Co się mówi? – spytał mężczyzna. 

– Dziękuję, Panie – wyszeptałam. 

Czułam się naprawdę dziwnie. Z jednej strony byłam podniecona tym, co się dzieje, a z drugiej to wszystko było takie chore… że aż ciężko uwierzyć, że działo się to naprawdę, że to nie sen. 

Ponownie pozwolił mi się napić, po czym wyjął ze mnie cewnik. Kiedy dotknął mojej kobiecości, niemal zamruczałam wbrew sobie. Muszę się bardziej kontrolować, zbeształam się w myślach. 

– Dlaczego jesteś taka rozpalona? – spytał mężczyzna. – Podoba ci się to, co robię?

Nie potwierdziłam, ale też nie zaprzeczyłam. Po prostu się nie odzywałam. No bo co mogłam powiedzieć? 

– Ta cisza jest wymowna – rzekł po chwili i się zaśmiał. – Pora na potwora. 

Dotknął mojej stopy i przesuwał dotyk coraz wyżej, znacząc palący ślad na mojej skórze pod materiałem. Drżałam od tego uczucia. Kiedy w końcu dotknął mnie między nogami, westchnęłam cicho. Na pewno byłam cała mokra. 

Pan włożył we mnie palec, a ja zacisnęłam się na nim. Po krótkim rozciąganiu poczułam, jak coś dużo większego wchodzi w moje wnętrze. Wstrzymałam oddech, kiedy penis mościł się we mnie, a potem, kiedy zaczął się miarowo poruszać, jęknęłam głośno i aż wywróciłam oczami, czego oczywiście nikt nie widział. 

Gdybym mogła wtedy patrzeć, całe to doświadczenie byłoby dużo mniej odczuwalne, niż gdy miałam zasłonięte oczy. Może to i dobrze?, pytałam siebie. Nie muszę się wstydzić nagości, a do tego mam zwielokrotnione doznania.

Nie potrzebował lubrykantu, aby we mnie wejść, byłam wystarczająco nawilżona. A potem, kiedy już we mnie sunął, każdy jego ruch odczuwałam bardzo wyraźnie. Każde pchnięcie wywoływało zduszony jęk z moich ust. Kiedy w dodatku dotknął moich obolałych sutków, myślałam, że oszaleję z przyjemności. Tak bardzo chciałam móc się ruszyć, dotknąć siebie albo jego, albo cokolwiek, ale musiałam tkwić bez ruchu, bez żadnego dodatkowego bodźca niż te, które fundował mi Pan. 

Mruczałam, kiedy przyśpieszył, kiedy mocniej się wbijał, i czułam, że jemu też jest dobrze, za dobrze, i że w końcu dojdzie we mnie. I miałam tylko nadzieję, że założył prezerwatywę. 

Jednak on nagle przestał. Wyszedł ze mnie i zwrócił się ku mojej twarzy. 

– Teraz grzecznie wszystko połkniesz – powiedział, wchodząc w moje usta. Próbowałam zaoponować, ale to było niemożliwe. Nie chciałam dawać mu pretekstu do kary, więc nie ugryzłam go, kiedy wypełnił całe moje wnętrze. 

Parę ruchów wystarczyło, aby osiągnął orgazm. Poczułam, jak fala spermy zalewa moje gardło. Bardzo nie chciałam tego połykać, ale musiałam, żeby się nie udławić, bo on wciąż ze mnie nie wychodził. 

Czułam jego smak, lekko słonawy, o jogurtowej konsystencji i niedobrze mi się zrobiło, więc musiałam rozproszyć myśli, by nie zwymiotować. Pan jednak przyszedł z pomocą. 

– Grzeczna dziewczynka – powiedział. I gdy tylko chciał wyjąć penisa z moich ust, ja zacisnęłam mocniej zęby, aby go lekko zranić. Usłyszałam syk. Włożył palce między moje ząbki i rozszerzył je. Czułam, że jest wściekły.

Minęła minuta, kiedy nic się nie działo; była cisza, aż zaczęłam się bać. Potem Pan przejechał palcem od mojej twarzy, przez szyję, aż do odsłoniętych sutków. Zaczął kreślić wokół nich koła, sprawiając, że stwardniały. Wtedy zbliżył się do nich i ostrymi zębami kąsał mnie we wrażliwą skórę. 

Wtedy to ja syknęłam, a kiedy ucisk się zwiększał, syk zmienił się w przeciągły jęk. Najgorsze było to, że nadal nie mogłam zupełnie nic zrobić, jedynie pozwolić mu na te tortury. 

Kiedy puścił jeden sutek, zaatakował kolejny. Ból był tak silny, że myślałam, iż przegryzł mi skórę do krwi. 

– Dobrze ci? – spytał zawadiacko Pan. Milczałam z godnością, jednak kiedy kolejny raz poczułam ból na piersi, musiałam się złamać.

– Nie, Panie! – krzyknęłam z trudem, bo gardło miałam ściśnięte. – Nie jest mi dobrze, proszę, nie rób już tego!

Dotyk zniknął, ale wiedziałam, że mężczyzna czeka na przeprosiny. Ciężko było mi się pogodzić z uleganiem mu. Nie chciałam tego robić. Ale chyba nie miałam wyjścia. Więc kiedy ponownie poczułam język na piersiach, wrzasnęłam:

– Przepraszam, Panie!!!

– Grzeczna dziewczynka. 

Mężczyzna pomasował obolałe sutki, a ja rozkoszowałam się tą krótką chwilą ulgi, którą mi zafundował pomiędzy kolejnymi torturami. Potem znów dał mi się napić, a ja oczyściłam gardło. 

– Ostatnią zabawą, jaką na dziś dla ciebie przygotowałem, jest miły anal. Mam nadzieję, że lubisz zabawy z pupą? – spytał mężczyzna, a mnie, pomimo że piłam przed chwilą, znów zaschło w gardle. 

– Ja… nigdy tego nie robiłam… 

– Och, cudownie! – ucieszył się. – Porządnie cię przygotuję, nie martw się, nie będzie cię boleć… za bardzo. 

Poczułam, że maszyna ponownie zmienia ułożenie, tym razem przekręciła mnie tak, że byłam twarzą do podłogi. Moja pupa była na wyciągnięcie dłoni.

Spięłam się cała, kiedy poczułam jego dotyk w miejscu, które nigdy dotyku nie czuło. Rozciągnął mi pośladki na boki, a potem uderzył parę razy w każdy z nich, co skwitowałam cichym westchnieniem, bo zawsze bardzo to lubiłam. Jednak kiedy jego palec znów zawędrował w okolice mojej dziurki, serce zaczęło mi walić z przerażenia. 

– Proszę… – zaczęłam, ale on dał mi mocnego klapsa i powiedział:

– Cichutko. 

Poczułam, jak jego wilgotny od lubrykantu palec powoli wsuwa się w moje wnętrze. Próbowałam go zatrzymać, ale mój zwieracz przegrał tę nierówną walkę z silnym mężczyzną. 

– Im bardziej będziesz się spinać, tym bardziej będzie boleć – rzekł spokojnie. – Radzę ci się odprężyć i pozwolić mi robić, co chcę.

– Łatwo ci mówić, zjebie – rzuciłam cicho pod nosem, jednak on to usłyszał. I chyba się lekko zdenerwował.

– Słucham? – zapytał, ale ja milczałam. Wyjął ze mnie palec i zaraz potem włożył znów, przedzierając się przez zaciśnięte wejście. – Słucham?! 

Milczałam, więc dołożył drugi palec; aż syknęłam, kiedy wszedł we mnie cały. Zamiast go wyjąć, on zaczął nimi ruszać, sprawiając mi nie tyle ból, co dyskomfort. Jednak to nie wystarczyło, aby zmusić mnie do przeprosin. 

– Skoro tego chcesz… – powiedział cicho i odszedł ode mnie, zostawiając moją pupę na chłodnym powietrzu. Wrócił po chwili i dotknął mnie czymś dziwnym. – To pejcz. Może on nauczy cię manier. 

Pierwsze uderzenie było smagnięciem żaru w blade policzka. Bardziej mnie zaskoczyło, niż zabolało. Ale po tej pierwszej fali gniewu i poczucia niesprawiedliwości, wyzwoliła się we mnie wola walki i ucieczki. Ponieważ zaś nie mogłam nic zrobić, wytężyłam całą siebie, aby nie dać się złamać przez głupi ból. 

Parę smagnięć wytrzymałam w godnej ciszy. Po każdym razie powietrze głośno wylatywało mi nosem, ale to jedyny dźwięk, jaki wydawałam. 

– Dzielnie się bronisz – przyznał Pan, ale nie zaprzestał bicia. 

Musiałam się złamać, to było kwestią czasu. Więc kiedy kolejny raz poczułam piekący ból, jęk opuścił moje gardło i cała się spięłam. Próbowałam się poruszyć, jednak byłam unieruchomiona. Mogłam jedynie naprężyć mięśnie pośladków, chociaż to wyzwoliło chyba jeszcze większy ból. 

– Co się mówi? – spytał Pan po kolejnym razie.

Ale ja milczałam. I dopiero po kolejnych uderzeniach pejcza zapragnęłam, aby to wszystko się skończyło. Nie miałam już sił zgrywać twardzielki, bo po prostu byłam wykończona strachem, bólem i oczekiwaniem na kolejne tortury. 

– Przepraszam, Panie – powiedziałam w końcu. Było mi bardzo ciężko się do tego przełamać, ale wiedziałam, że będzie jeszcze gorzej, jeśli nie zrobię tego teraz. 

Wtedy bicie się skończyło. Moje pośladki płonęły żywym ogniem. Nie próbowałam już ściągać mięśni, bo to tylko wyzwalało kolejne kaskady bólu. Pan odszedł ode mnie i po chwili wrócił, aby posmarować moją pupę jakąś maścią, która natychmiast pokonała pierwszą falę bólu. Czułam już wtedy jedynie szczypanie i pieczenie, ale było to do wytrzymania. 

– Nie myśl, że z tobą skończyłem – rzucił, kiedy podawał mi słomkę, bym mogła się napić. – To była tylko kara, nie część przedstawienia. 

– Jakiego przedstawienia?

– Na fotelach w całym garażu siedzą ludzie, którzy sporo płacą, aby móc widzieć nasz mały pokaz. Pod koniec będą mogli się zaznajomić z twoim ciałem.

To był jak kubeł zimnej wody. Nigdy w życiu bym nie pomyślała, że obok mogli być inni ludzie. Nie słyszałam żadnego dźwięku, który by to oznajmiał. Byłam w ciężkim szoku. 

– Proszę, powiedz, że to nieprawda – szepnęłam. 

– Ależ proszę bardzo: “to nieprawda” – powiedział, ale ja wiedziałam, że to kłamstwo. Naprawdę byli tam ludzie… 

Ale czy na pewno? W końcu nic nie słyszałam, a przecież miałam bardzo wyczulony słuch. Może Pan jedynie mnie wkręcał, abym jeszcze bardziej się go bała? Sama nie wiedziałam, co mam myśleć. 

I z tych rozmyślań wyrwał mnie dotyk na pośladkach. To były ciepłe palce Pana, które znów zmierzały do mojej pupy. A więc naprawdę nie skończył się mną bawić, nawet po tej karze. 

Kiedy jeden palec wsunął się we mnie, pozostałam otwarta. To spodobało się mężczyźnie, więc dołączył drugi palec, aby mnie rozepchać. Starałam się nie ściskać zwieracza, aby pozostał luźny, ale czasem nie potrafiłam się powstrzymać. 

– Dzielnie sobie radzisz – pochwalił mnie Pan. – Teraz dołożę trzeci palec, a potem…

Kiedy trzeci palec dołączył do pozostałych, odczuwałam już spory dyskomfort. Ruszał nimi we mnie, a ja marzyłam o tym, bym mogła się jakoś sprzeciwić. 

I wtedy palce zniknęły. Ich miejsce zajął prawdopodobnie penis. Był trochę większy, rozpychał mnie. 

– Musisz się rozluźnić, bo będzie bardzo bolało. 

Wiedziałam, że nie przedrze się przez wewnętrzny zwieracz, bo nie byłam na tyle rozluźniona, ale nie potrafiłam się do tego zmusić. Wszedł więc do połowy i się zatrzymał. Zaczął wchodzić i wychodzić na tę głębokość, ale czułam, że to go nie usatysfakcjonowało. 

I kiedy wyszedł ze mnie i podszedł do mojej głowy, wyczułam coś niedobrego. Podstawił mi penisa pod usta. 

– Wyliż go. 

– Chyba śnisz… – powiedziałam, a on bezceremonialnie wsadził mi go na siłę do ust. Już miałam go ugryźć, kiedy uderzył mnie w policzek. Dość mocno, aż poczułam miękkość w głowie. 

Starałam się wypchnąć go językiem, ale nie potrafiłam. Wchodził we mnie głęboko, do gardła, powodując odruchy wymiotne. Chociaż jak o tym pomyślałam, to nawet bez drażnienia gardła chciało mi się rzygać.

W końcu ze mnie wyszedł, ostatni raz jeszcze przejeżdżając mi nim pod nosem, abym na pewno czuła swój zapach. 

– Jesteś odrażający – powiedziałam, a on się zaśmiał. 

– No dobrze, panowie, jest wasza – odparł i poklepał mnie po policzku. 

Serce zaczęło mi walić, kiedy dotarło do mnie, że mówił prawdę. Poczułam pierwszy dotyk na pośladku, a potem kolejne ręce dotykały moich piersi, łona, twarzy, ust. Wszędzie był dotyk. 

Kiedy czyjeś palce weszły w moją kobiecość, inne zajęły miejsce w odbycie. Kolejne penetrowały moje usta. Ktoś kręcił kółka wokół łechtaczki, inny wokół sutków. Byłam jednocześnie przestymulowana, jak i bez bodźców. To nakręciło we mnie takie podniecenie, że po paru sekundach byłam gotowa na orgazm. Świadomość, że nie mogę zrobić kompletnie nic, a prawdopodobnie starzy mężczyźni mają swobodny dostęp do całego mego ciała, tak mnie uderzyła, że poczułam coś, czego nigdy jeszcze nie czułam. 

Kiedy jakiś penis zaczął ocierać się o moją stopę, a ktoś przygryzał palce drugiej, nie mogłam już dłużej wytrzymać. Kolejne kółka kręcone na łechtaczce wyzwoliły największy orgazm w moim życiu. Krzyczałam z palcami w ustach, drżałam na całym ciele, pragnęłam wygiąć się w łuk, ale nie miałam żadnej możliwości ruchu, i to jeszcze napędziło tę spiralę zniewolenia, i doszłam kolejny raz, aż prawie straciłam przytomność z nadmiaru przyjemności. 

Panowie gwizdnęli głośno, zadziwieni moim ciałem. A ja oddychałam głęboko, niezdolna do czegokolwiek innego. W głowie mi się kręciło, a z ust zwisały strużki śliny. Panowie przestali mnie dotykać, pozwalając dojść do siebie. 

– Dziękuję za ten występ – powiedział Pan. Rozpoznałam go po głosie. – Należy się po pięćset złotych od osoby i oczywiście zapraszamy za tydzień, mam już przygotowane kolejne niezwykłe atrakcje.

 

609
9/10
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9/10 (5 głosy oddane)

Komentarze (0)

Teksty o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.