Hej, jestem młodą dziewczyną ucząca się dopiero życia. Mój pierwszy partner był typowym Bad Boyem, poznałam go już w gimnazjum i przez wszystkie lata nauki aż po dorosłość byliśmy razem. To z nim miałam swój pierwszy raz i również różne pomysły. Było bardzo dynamicznie, ale w tym związku nie potrafiłam czuć się bezpiecznie i nie widziałam perspektywy na lata. Poznałam na studiach chłopaka, kompletne przeciwieństwo mojego ówczesnego, grzeczny, wierzący, spokojny,rodzinny, sumienny itd. Jakoś starał się o moje serce i mi się udało, spotykaliśmy się głównie u mnie, a po roku postanowił przedstawić mnie swojej rodzinie. Rodzina okazała się miła, przyjęli mnie ciepło, ale nie mogłam zostać na noc. Musiałam wracać 70km do domu. Po roku znajomości z rodziną mogłam zostać na noc u nich, ale mój partner wtedy spał w innym pokoju... Przypominam, że obecnie mamy po 27 lat... Partner stoi jak słup soli i kompletnie boi się swojej mamy. Przykładowo kiedy wyjechali na wakacje urządził romantyczną kąpiel w wannie mało uczęszczanej przez domowników i podczas naszych ekscesów zapaliły się jakieś materiałowe kwiatki z dużego bukietu - on był w panice, że mama odkryje, że ktoś kąpał się w łazience. Tak samo kazał mi wtedy przywozić swój ręcznik, żeby nie podpadło, że byłam na noc... I chować auto do garażu żeby sąsiedzi nie widzieli i nie podkablowali rodzicom.
Planujemy obecnie ślub... I po ślubie mój partner o dziwo chce mieszkać z rodzicami... Myślałam, że skoro mamy możliwość mieszkać u mnie w mieszkaniu, to skorzystamy z tej opcji, W ogóle mamy u mnie pełno zabawek i umiemy bawić się w sposób niegrzeczny - ale tylko u mnie w mieszkaniu... Zdziwił mnie ten fakt i jestem zdołowana. Nie mam ochoty na ten ślub. Co chwilę słyszę, że mamy chodzić do kościoła, nieszpory, usłyszałam już przytyk o tym, że mają nadzieję, że jestem "czysta" (no tak z ich synem w makao do północy gramy grzecznie u mnie w mieszkaniu) i inne takie.
Bardzo żałuję i jednocześnie boję się zerwać zaręczyn, każda myśl o ślubie powoduje u mnie smutek, ale w głębi ducha myślę, że jakoś postawię na swoim. Najgorzej, że mój partner nie staje po mojej stronie i praktycznie boi się swoich rodziców....
Czy uważacie że to normalne? Czy da się zmienić maminsynka w stanowczego mężczyznę?
Komentarze (0)
brak komentarzy