Dług
2 listopada 2026
13 min
Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!
Koniec tygodnia. Wróciłam z pracy cała w skowronkach na nadchodzący weekend. Pomyślałam, że zaproponuję mojemu synowi wyskok na Mazury. Może zabierze kolegów, oderwą się choćby na chwilę od komputerów, świeże powietrze, jezioro, rowery. Zabiorę bikini ze stringami – niech popatrzą na prawdziwą kobietę, zamiast gapić się w porno z silikonowymi dziwkami.
Nucąc pod nosem wesoło, wpadłam nagle w grobową ciszę własnego salonu. Na fotelu siedział mój syn Piotrek, martwo gapiąc się w jakiegoś osiłka na kanapie. Na taborecie siedział Maks, kumpel Piotrka, z głową zwieszoną między nogami. Osiłek miał zdecydowanie niezadowoloną minę… dopóki nie spojrzał na mnie. Zrobiłam na nim wrażenie, wybałuszył oczy i zlustrował mnie od stóp, przez nogi i biodra, dekolt aż po twarz. Byłam ubrana jak to codziennie do biura: czarne szpilki, pończochy, czarna spódniczka do kolan, biała bluzka na guziki, pełen makijaż ze szminką na ustach, włosy w kok z tyłu. Owszem, było na co popatrzeć, tym bardziej, że gorąc, więc o jeden guzik może za daleko rozpięty. Przez ułamek sekundy poczułam zadowolenie z wrażenia, jakie zrobiłam na tym kulturyście. Nie był nawet brzydki. Ale atmosfera napięcia i strachu, jaka wisiała w powietrzu, szybko mnie ostudziła z miłych myśli.
– Co tu się dzieje? Kim pan jest?
– Może sami chłopcy wyjaśnicie… mamusi? – odezwał się cierpko osiłek.
Maks spojrzał na mnie z przerażeniem w oczach. Z kolei Piotr opuścił wzrok.
– No cóż, chyba sam będę musiał. Otóż, koteczku, te dwa palanty wiszą mi sporo kasy. Miały być wielkie biznesy, kryptomiliony, chuj wie, co jeszcze. A tu dupa goła. Już dwa razy dałem im szansę, ale moja cierpliwość się skończyła.
– Ja ci dam “koteczka”! Wynoś się albo wezwę policję, bandyto! – wrzasnęłam, ale Piotrek z Maksem rzucili się uspokajać mnie.
Zrozumiałam, że sytuacja jest zła, a racja jest po stronie osiłka-bandyty. Zresztą, może wcale nie bandyty? Dzisiaj każdy rzuca mięsem, nie zwracając uwagi na obecność kobiety.
– Mamo, proszę cię!
– Pani Elu… – co ciekawe, w obecności Piotrka Maks przechodził ze mną na “pani”, zupełnie inaczej się do mnie niedawno jeszcze zwracał, ładując pięknego kutasa w mój tyłek (zerknijcie zresztą do moich poprzednich opowieści) – … policję może wezwać raczej Robert.
Teraz wydarłam się na Piotrka i Maksa. Kazałam sobie wyjaśnić, co im do łba przyszło, w co się wpakowali i ile są winni. Na szczęście, nikogo nie zamordowali ani nie okradli. Kwota długu też nie była zawrotna, ale i niemała. Po złożeniu wyjaśnień chłopcy zamilkli ze spuszczonymi głowami. Ja nadal stałam nad nimi na środku salonu – tak jak weszłam, z torebką w jednej ręce i zakupami w drugiej. Miałam ochotę ich tą torebką zdzielić.
– Śmiało kotku, przyjeb głupkom. Jesteś jeszcze piękniejsze, kiedy się złościsz.
– Panie Robercie, czy jak tam panu, proszę sobie nie pozwalać. Oddamy panu te cholerne pieniądze, proszę mi dać kilka dni. Potrzebuję załatwić kilka formalności w banku.
Osiłek Robert od dłuższego czasu nie interesował się już ani trochę dłużnikami. Całą uwagę skupił na mnie. Pożerał mnie wręcz wzrokiem. Szczególnie poniżej bioder.
– Mam lepszy pomysł kociaku. Pieniądze szczęścia nie dają. Bądź dla mnie miła, to może zapomnę o sprawie.
Zbaraniałam, potem zamarłam z oburzenia, na koniec szeroko otworzyłam usta. Natomiast Piotrek z Maksem zaczęli wymyślać osiłkowi, a mnie przepraszać. Zwróciłam jednak uwagę, że nie wkładali w to nadmiernej energii. Raczej dla przyzwoitości niż z autentycznego oburzenia.
– Róbcie jak chcecie. Albo kasa dzisiaj, albo kociak kręci dla mnie tymi skarbami i się rozejdziemy w przyjaźni.
– Jak śmiesz ty chamie! Co ty sobie w ogóle wyobrażasz!? – odetkałam się i przez ładny kwadrans darłam się po kolei na wszystkich.
Chłopcy najchętniej zapadliby się pod ziemię. Natomiast osiłek z szerokim i lepkim uśmiechem na gębie rozwalił się wygodnie na kanapie, rozstawił kolana, racząc mnie swoim kroczem i tym, co je dosyć wydatnie wypełniało. Obserwował, jak się nad nim trzęsę ze złości. W końcu dotarło do mnie, że gapi się na mój biust – istny sztorm w rozpiętym dekolcie. Stanik z trudem trzymał w ryzach moją dumę. Spojrzałam w dół, rzuciłam siatkę i torebkę na kanapę, poprawiłam bluzkę i wyszłam z salonu, trzaskając drzwiami.
Nalałam sobie w kuchni szklankę zimnej wody, ale natychmiast ją wylałam. Wyszarpnęłam z szafki butelkę koniaku. Nalałam szczodrze i wypiłam jednym haustem. Zaczęłam się uspokajać. Intensywnie myślałam, co począć. Z salonu dobiegały gorączkowe szepty. Naradzali się. Zaczęłam nasłuchiwać.
– O co wam chodzi? Przecież zaproponowałem dobry deal. Zostajecie z kasą, a ona zrobi mi show. Idźcie ją przekonać. Taka dupa na pewno ma apetyt na życie. Niejednemu dała. Znam takie.
Znowu gorączkowe szepty. Dolałam sobie koniaku, ale już czułam błogosławione działanie poprzedniej dawki. Byłam wściekła jako matka, obrażona jako kobieta i bezradna tak po prostu. Nie miałam takiej kwoty pieniędzy. Robert wyglądał na potężnego byka. Mógłby chłopcom zrobić krzywdę, pewnie ma jakąś bandę. Strach mnie obleciał. Złość ustępowała. Koniak krążył coraz mocniej.
Wpadłam z furią do salonu:
– Dobra, chamie jeden. Dziś twój szczęśliwy dzień. Będziesz latami o mnie śnił i moczył swoje brudne gatki. Chcesz sobie popatrzeć? To sobie popatrz, ale Piotrek: wynocha z pokoju! Przy synu nie będę się rozbierać.
Wszyscy trzej oniemieli. Niestety, żaden nie zaprotestował. Mój własny syn i jego kumpel, a mój kochanek, okazali się gotowi sprzedać mnie jakiemuś obwiesiowi za kilkadziesiąt tysięcy złotych. Już ja się z nimi policzę. Piotrek i Maks wstali do wyjścia.
– Ty Maks ani mi się rusz. Sama z tym bandytą nie zostanę.
– Brawo kociaczku! Dobra decyzja. Masz na pewno w szafie coś sexy. Idź się przygotuj. Kocham koronki.
Myślałam, że eksploduję ze złości i wstydu. Nie dość mu, że mnie upokorzył przy dzieciakach, to jeszcze sobie żarty stroi.
– No idź, idź. Sam mam ci wybrać?
Nie wierząc, że to się dzieje naprawdę, poszłam do sypialni. W korytarzu stał Piotrek. Zacisnęłam bezsilnie pięści i mu pogroziłam.
– Policzę się wami dwoma, oj policzę się. A o tym, co za drzwiami, żeby mi nigdy ani słowem nie przypomnieć nawet!!!
Otworzyłam z rozmachem drzwi szafy. Omal ich nie wyrwałam z zawiasów. Rzuciałam okiem po półkach. Po chwili miałam w rękach komplet bordowej, koronkowej bielizny. Skąpe majtki, w zasadzie cienki sznurek, ażurowy stanik i dopasowane pończochy z paskiem i klamerkami. Rozebrałam się. Już miałam zakładać wybrane koronki, ale zatrzymałam się.
“O nie, jak już robić z siebie tanią dziwkę – to solidnie” – pomyślałam.
Poszłam pod prysznic. Koniak nie chciał mi wywietrzeć z głowy. Starałam się bardzo, ale czułam, że mnie ta sytuacja zaczyna podniecać. Muśnięcie majtek wystarczyło, żeby cipka zadrżała z rozkoszy. Byłam na siebie wściekła. Zdjęłam z wieszaka strój pokojówki. Stare przebranie na bal. Dawne czasy. Z zadowoleniem stwierdziłam, że się nadal w to mieszczę. Jedynie biust musiał urosnąć, z trudem upchnęłam oba cycki w dekolt. Rozrzuciłam kok, włosy opadły na ramiona. Kątem oka zobaczyłam się w lustrze… tak, to ciało warte jest kilkudziesięciu tysięcy… ale dolarów!
Znowu minęłam w korytarzu Piotrka. Oczy mu omal nie wypadły z orbit. Gębę szeroko otworzył. Nic nie powiedział. Pozwolił swojej matce się szmacić.
Weszłam powoli do salonu. Popchnęłam za sobą drzwi. Poczułam, jak mnie przygniata wstyd. Osiłek siedział na kanapie rozwalony w samych majtkach i z moim koniakiem w ręku. Wyrwałam mu go i pociągnęłam z butelki.
“Na trzeźwo nie dam rady” – pomyślałam.
Maks siedział nieruchomo w fotelu, był czerwony na twarzy. Chciałam, żeby to ze wstydu, ale podejrzewałam inną przyczynę. Zresztą, nie umiał ukryć, że mu stoi. Przy rozmiarze jego kutasa nie było to zresztą łatwe.
Odwróciłam się powoli do osiłka. Nie ma co, klatę miał zbudowaną jak Herkules.
“Na szczęście, nawet przystojny” – usłyszałam we własnej głowie.
– Podoba się mięsko, siostro, co?
Oddałam mu butelkę. Poprawił sobie ręką w gaciach.
“Boże, co za cham” – pomyślałam.
– Maksiu, włącz muzyczkę – zaordynował osiłek.
Przymknęłam oczy. Lepiej bez patrzenia. Zaczęłam kręcić biodrami, wykonywać ruchy, jakie wydało mi się, że wykonują striptizerki.
– Doskonale! Obróć się teraz i wypnij tę cudowną dupcię.
Powtrzymałam się, żeby go nie kopnąć między te rozkraczone uda. Po chwili wahania uległam i odwróciłam się, kręcąc tyłkiem. Odruchowo spojrzałam na Maksa. Rozsiadł się, wyraźnie czerpiąc zadowolenie z tego, co widzi. Gdyby nie koniak, wyrżnęłabym go w łeb. Ale ponieważ liczba promili w mojej krwi szybko rosła, poczułam znowu, jak mi cipka drży. Wypięłam tyłek w stronę osiłka i powolutku podciągnęłam dół spódniczki.
– Oooo, tak! Na pewno lubisz klapsy, suczko.
Szybko się odwróciłam, by tego uniknąć:
– Pewnie, że lubię. Ale nie twoje, chamie.
Cham radośnie się roześmiał. Pochyliłam się i podniosłam dłońmi piersi. Cham zamilkł natychmiast i wybałuszył oczy.
– Wypuść je na wolność – wykrztusił przez zaciśnięte gardło.
Zaczęłam powolutku rozpinać guziki, cały czas kręcąc biodrami i obracając się wokół. Zapomniałam o zagrożeniu ze strony “publiczności” i natychmiast się to na mnie zemściło. Osiłek wymierzył mi siarczystego klapsa. Pośladek zapiekł z bólu, ale ta dziwka-cipka zatrzęsła się z rozkoszy. Aż musiałam przerwać i zacisnąć uda. Cham się radośnie roześmiał. Zadowolony z siebie. Odwróciłam się do niego przodem, rozerwałam resztę guzików i dumnie wypięłam piersi.
– Żesz kurwa, takich donic jeszcze nie widziałem.
Pomyślałam, że podkręcę tempo, dodam pieprzu. Niech to się jak najszybciej skończy.
– No dalej Robercik, wyciągaj, co tam masz. Niech i ja sobie popatrzę – prowokowałam.
Osiłek jednym ruchem zrzucił bokserki. Moim oczom ukazał się krótki, ale gruby męski członek. Całkowicie twardy. Lekko przekrzywiony w prawo.
„Onanista” – pomyślałam.
Klęknęłam między jego kolanami. Wzięłam piersi w dłonie, udając, że zamierzam wziąć mu kutasa pomiędzy nie. Oblizałam powoli wargi. Wyjęłam lewą pierś ze stanika i podsunęłam sobie do ust. Czubkiem języka zaczęłam pieścić swój sutek. Stwardniał momentalnie.
Osiłek powoli zaczął pompować baleron sterczący mu między nogami. Zmrużył oczy, wyraźnie podniecony. Wstałam powoli z kolan. Obróciłam się, żeby pokręcić mu nad kutasem tyłkiem.
„Może od razu dojdzie i będzie spokój” – liczyłam w myślach.
Odwróciwszy się od Roberta, zobaczyłam, że Maks siedzi z rozpiętym rozporkiem, jego wielki penis leżał na nogawce dżinsów. Nasze oczy się spotkały. Maks wzruszył z zawstydzeniem ramionami.
– No co ja poradzę, działasz na mnie piorunująco. Wiesz, że jak twardnieje, nie mieści mi się w spodniach… bolało już.
– Oooo, widzę, że się znacie bliżej, hehe – ucieszył się osiłek i znowu mnie klepnął, ale tym razem lżej. Za to przytrzymał rękę na moim pośladku.
– Zabieraj łapska, świnio. Umawialiśmy się tylko na striptiz!
– Nie bądź, ciotunia, taka obrażalska. Nie pomożesz Maksiowi w kłopocie? No dawaj, zrób z tych donic użytek.
Spojrzeliśmy na siebie z Maksem. Półmiękki kutas w magicznym tempie się wyprężył. Twarz nadal przepraszała, ale natury nie oszukasz. Zresztą, sama ciekłam już po udach. Nie mogłam jego winić.
– No dalej, mamuśka! – Robert stał teraz obok mnie pochylony do ucha, główka jego kutasa otarła się o mój pośladek. Pomyślałam, że robi się niebezpiecznie i cham gotów się do mnie dobrać. Sądząc po rozmiarze jego masy mięśniowej, nie dałabym rady go powstrzymać, a i Maks byłby zapewne bezradny.
Klęknęłam przed Maksem, rozsunęłam jego kolana. Pomogłam opuścić dżinsy do kostek. Wyciągnęłam piersi ze stanika. Nie zdążyłam nic więcej zrobić, bo Maks zacisnął na moich cyckach dłonie i wepchnął w nie kutasa. Zaczął gwałtownie pompować moje balony, potrącając mnie za każdym razem główką członka w brodę. Odruchowo cofnęłam ją, żeby go nie zabolało od kontaktu z kością szczęki. W ten sposób jego cudowny chuj lądował za każdym razem na moich miękkich wargach. W pokoju słychać było tylko klapanie jąder Maksa w moje cycki i mlaskanie moich ust. Osiłek stał oniemiały w zachwycie, nawet przestał masować się po mięsie (trudno to było nazwać penisem, nie widziałam nigdy tak grubego członka).
– Ssij, suko! O tak! Ty, Maks, niezły aparat jesteś, wydałeś moją kasę na powiększenie tego stwora?
Poczułam, że Robert złapał mnie za wolną rękę. Maks ściskał mocno moje cyce, nie mogłam wyrwać się z uścisku osiłkowi, nawet spojrzeć na niego, bo usta blokował mi kutas najlepszego przyjaciela mojego syna! Robert uniósł moją rękę, poczułam w dłoni jego chuja. Jak za dotknięciem magicznej różdżki zaczęłam orgazm. Uda mi się trzęsły, zaczęłam biodrami wykonywać mimo woli ruchy kopulacyjne. Lewą rękę wsadziłam między nogi i zaczęłam się masturbować.
Panowie sapali z podniecenia. Robert nie musiał mnie już zmuszać, pompowałam szybkimi ruchami jego mięcho.
– Aaaaa, kurwa maaaać! – wystękał Maks.
Moją twarz i włosy zalała fontanna gorącej spermy. Maks podniósł się z fotela, zacisnął dłonie na mojej głowie i wepchnął mi chuja głęboko w gardło. Nie mógł się opanować. Łapałam oddech nosem, z trudem przełykając kolejne porcje spermy Maksa, żeby się nie udławić. Trwało to dłuższą chwilę. Wreszcie Maks uwolnił mnie z uchwytu, opadł na fotel wykończony.
– Ja pierdolę, ale kino! – zachwycał się Robert.
Złapał mnie za pierś, żeby rozsmarować lepkie nasienie swojego dłużnika. Zacisnął palce na sutku, pociągnął, puścił i wymierzył klapsa w drugą pierś. Poczułam, że ręka mi nie wystarczy. Musiałam ugasić ten pożar między nogami.
– Siadaj bydlaku – syknęłam do osiłka, wstając z kolan. Pchnęłam go na kanapę.
– Chcesz kina? Ja też chcę!
Stanęłam nad nim w rozkroku. Opadłam na jego biodra. Poprowadziłam ręką jego kutasa i mocno go dosiadłam. Zaczęłam ujeżdżać, klepiąc pośladkami po jego udach. Przyciągnęłam jego muskularne ramiona, żeby złapał mnie za cycki, które skakały jak szalone. Wbiłam się paznokciami w jego klatę. Miał doskonale wyrobiony kaloryfer i piersi. Niejedna dziewczyna by mu pozazdrościła rozmiaru. Ugniatałam te buły, drapałam, wymierzyłam mu soczysty policzek i nie przestawałam ujeżdżałać. Wypełniał mnie tym grubasem całkowicie.
„Będę jutro cała poobcierana, z tym przyrządem anal nie wchodzi w grę” – przeleciało mi przez myśl.
– Chciałeś suki? To masz. Zobaczymy, jak długo wytrzymasz.
Klaskanie moich pośladków przebijało poziom dźwięku muzyki. Robert miętolił moje cycki, kręcąc sutkami między grubymi palcami. Znał się na rzeczy. Poczułam gwałtowny dreszcz. Kolejny orgazm! Opadłam i zacisnęłam cipkę na najgrubszym chuju w moim życiu. Uda przebiegał spazm za spazmem. Czułam, że melony mi zaraz wybuchną z rozkoszy. Przeżywałam orgazm w dole i na górze. Jeszcze mi na dobre nie przeszły dreszcze, kiedy znów go zaczęłam pompować, wbijać paznokcie w klatę i bić po twarzy. Robert najwyraźniej był tym zachwycony.
Nagle wstał razem ze mną z kanapy, jakbym nic nie ważyła. Złapał mnie mocno za tyłek obiema łapami. Objęłam go ramionami i łydkami, dociskając piersi oblepione spermą Maksa do klatki Roberta. Ten zaczął mnie unosić i opuszczać na swoim krótkim kutasie gwałtownymi ruchami. Bicepsy napięły mu się do rozmiarów mojego uda. Rżnął mnie jednym ruchem za drugim. Nie męczył się nic a nic, trzymając cały mój ciężar w powietrzu. Nabijał mnie na kutasa w zawrotnym tempie. Zaczęłam delikatnie gryźć go w ucho, pieściłam go tam językiem. Poczułam czubek jego środkowego palca między pośladkami, zaczął mnie pieścić w dziurkę. Eksplodowałam po raz trzeci.
– Kochasz w dupsko, mamuśka?
– Pierdol się, chamie.
Robert dodatkowo przyspieszył. Skakałam na jego kutasie jak pajacyk, unoszona w żelaznym uścisku potężnych ramion. Znowu przebiegł moje ciało prąd. Odrzuciłam głowę do tyłu, wydając z siebie jęk rozkoszy. Robert delikatnie postawił mnie na podłodze, ciągle byłam w szpilkach, pończochy częściowo wypięły się z klamerek. Stringi przeciągnięte na prawy pośladek, stanik plątał się na biodrach.
– Klęknij, stara, dam ci mleczka.
Opadłam posłusznie na kolana. I tak nie miałam siły stać. Kątem oka zobaczyłam Maksa. Nadal leżał na fotelu, ale z oczami wlepionymi we mnie. W jego prawej dłoni znowu prężył się kutas, z którego spermę nadal czułam w ustach. Robert wymierzył chuja w moją twarz, jeszcze chwilę pompował go ręką i wreszcie wystrzelił. Oblał mnie całą.
„Strażak, czy co?” – pomyślałam.
Kolejny wytrysk spermy wylądował na policzkach, ustach i na nosie. Sperma ciekła na cycki. Wzięłam je w dłonie i uniosłam, zbierając mleko Roberta, żeby nie ubrudzić dywanu.
– O kurwa, byłaś zajebista. Jesteśmy kwita.
Robert opadł na kanapę. Dopiero w tej chwili zobaczyłam, że drzwi do salonu nie były całkowicie zamknięte. Odniosłam wrażenie, że coś się za nimi poruszyło. Przerażenie i wstyd pomieszały się z kolejnym orgazmem. Wepchnęłam szybko rękę w rozpaloną cipkę, żeby sobie pomóc.
„Elu, będziesz się smażyć w piekle” – usłyszałam w głowie swój głos.
lubie_stringi
Jak Ci się podobało?