Dwa namioty
28 października 2026
58 min
Iga rozpoznała Paulę po żółtym plecaku. Ciemnowłosa dziewczyna stała przy bramie wypożyczalni i patrzyła w telefon, a obok Kamil dopijał kawę z papierowego kubka. Na ekranie, podczas dwóch wcześniejszych rozmów, wydawali się starsi. Teraz wyglądali na swoje dwadzieścia dwa lata.
— Cześć! — Paula schowała telefon. — Wy też przed czasem?
— Oskar nie wierzy w przychodzenie punktualnie — odpowiedziała Iga.
— Do wypożyczalni — zastrzegł. — Nie wszędzie.
Uścisnęli sobie dłonie, potem stanęli pod ścianą w słońcu. Poranek był chłodny. Iga miała na sobie dżinsy, białą koszulkę i cienki sweter, który zdążyła już wyjąć z torby na lotnisku. Przed wyjazdem sprawdzała przede wszystkim pogodę na północy; Perth przypomniało jej, jak daleko jeszcze do Darwin.
Kamil wskazał samochód za ogrodzeniem.
— To chyba nasz.
Granatowa Navara miała dwa płaskie pokrowce na górze: jeden nad kabiną, drugi na stelażu nad metalową zabudową paki. Pod boczną markizą dało się ustawić stolik i cztery krzesła. Na zdjęciach wszystko wyglądało przestronniej.
— Spodziewałam się większego — powiedziała Paula.
— Samochodu czy bagażnika?
— Jeszcze nie wiem. Mam nadzieję, że nie namiotu.
Pracownik otworzył furtkę i zaprosił ich do środka. Oskar wyjął dokumenty, Kamil zdjął plecak, a Iga przez chwilę patrzyła na nich z boku.
Razem z Oskarem przyleciała z Polski na objazdową podróż po Australii. Zamierzali ruszyć z Perth na północ wzdłuż zachodniego wybrzeża, po drodze zajrzeć też w głąb lądu, a wyprawę zakończyć w Darwin, na północy kraju. Przed nimi były tysiące kilometrów, z postojami nad oceanem i w parkach narodowych.
Z obcą parą mieli spędzić prawie miesiąc. W domu ten pomysł wydawał się rozsądny: wspólna jazda, podział obowiązków, ktoś do pomocy, gdyby przydarzyło się coś po drodze. Teraz zastanawiała się przede wszystkim, jak szybko zaczną się sobie naprzykrzać.
Na grupie dla Polaków podróżujących po Australii odpowiadało im kilkanaście osób. Jedni chcieli przejechać trasę w tydzień, inni nie mieli prawa jazdy albo znikali po pytaniu o udział w kosztach. Paula przesłała proponowaną trasę i od razu zaznaczyła, że chcą zostać dłużej przy Ningaloo. Kamil dopytał o ubezpieczenie. Dopiero podczas rozmowy na kamerze odkryli, jak młodych znaleźli towarzyszy.
Iga sama nalegała, żeby zaprosić ich do podróży. Podobali jej się oboje: bez nadęcia, bez deklaracji, że są gotowi na każdą przygodę. W Australii spędzili już kilka miesięcy, pracowali, odkładali pieniądze. Z Perth chcieli ruszyć dalej, zanim znowu gdzieś utkną na dłużej.
Wypożyczalnia zdążyła rozłożyć namioty. Iga weszła po bocznej drabince do tego nad kabiną i usiadła na materacu. Mogła się wyprostować. Nad głową miała płótno, obok małe kieszenie na drobiazgi i okno z moskitierą. Z drugiego namiotu, otwieranego od tyłu, dobiegł głos Pauli wołającej Kamila.
— My możemy spać tutaj — powiedziała Iga, wychylając się do męża.
Oskar zajrzał za nią.
— W porządku?
— Tak. Połóż się. Zobacz, czy się mieścisz.
Przesunął dłonią po materacu. Był od niej nieco wyższy, szczupły, z ciemnymi włosami, które po locie układały się w każdą stronę. Zgubił gdzieś okulary przeciwsłoneczne. Jeszcze w taksówce sprawdzał pocztę, teraz telefon schował do kieszeni i od kilkunastu minut po niego nie sięgał.
Przez następne pół godziny poznawali zatrzaski, podpory, schowki i kable. W bocznej szufladzie była kuchenka, niżej naczynia, po drugiej stronie lodówka turystyczna. Pracownik uprzedził, że auto ma wrócić bez nowych uszkodzeń, a na niektóre drogi nie wolno im wjeżdżać. Kiedy doszedł do składania namiotów, Kamil poprosił, żeby pokazał to jeszcze raz.
— Nagram — zdecydowała Paula. — Inaczej będziemy później udawać, że każde pamięta inną wersję.
Oskar przejrzał jeszcze dokumenty dotyczące zabudowy i obciążenia auta. Kamil zauważył brak młotka; pracownik przyniósł go z magazynu. Iga z Paulą sprawdziły pościel i rozdzieliły schowki, zanim ktokolwiek zaczął wrzucać rzeczy do pierwszego wolnego miejsca.
W sklepie zgubili się od razu.
Oskar i Kamil ruszyli z wózkiem po wodę oraz produkty, które miały przetrwać kilka dni. Paula wybrała warzywa. Iga znalazła kawę, a potem odłożyła dwa opakowania, ponieważ przypomniała sobie rozmiar szuflady.
Przy kasie spotkali się z dwoma wózkami, kilkoma butelkami alkoholu i taką ilością toniku, że Iga zaczęła się śmiać.
— Chłopaki, gdzie wy to chcecie zmieścić?
— Część w skrzyni z lodem — odpowiedział Kamil.
— A jedzenie?
Spojrzał na Oskara. Ten bez słowa odwiózł część napojów na półkę.
Pakowanie zajęło im prawie tyle samo co zakupy. Na chodniku przed autem leżały cztery torby, zgrzewki wody i siatka z pomidorami. Paula usiadła na krawężniku i rozrysowała na odwrocie paragonu, co powinno być dostępne bez wyjmowania reszty. Pomidory przełożyła na wierzch.
Gdy wreszcie ruszyli, Iga zajęła miejsce obok męża. Z tyłu Kamil przytrzymywał plecak między stopami, Paula otworzyła mapę. Przez pierwsze kilometry wszyscy pilnowali znaków i kierunku jazdy. Potem zabudowa zaczęła rzednąć.
Oskar położył dłoń na kolanie żony, zanim zmienił bieg.
— No. Jedziemy.
Uśmiechnęła się do niego. Czekała na to od miesięcy.
Pierwszą noc zaplanowali w okolicach Cervantes. Oskar zrezygnował z pomysłu dojechania dalej, kiedy zobaczył, ile zostało dnia. Nikt nie protestował. Po locie, odbiorze samochodu i zakupach nawet siedzenie na składanym krześle wydawało się dobrym zajęciem.
Rozłożyli namioty wolniej niż pracownik wypożyczalni, ale bez oglądania nagrania. Dopiero przy markizie Paula sięgnęła po telefon.
— Tu było odwrotnie — powiedziała.
Kamil sprawdził mocowanie i przyznał jej rację. Iga przytrzymała podporę, a Oskar przyniósł śledzie. Kiedy skończyli, musieli przestawić krzesła, bo cień zdążył się przesunąć.
Na kolację ugotowali makaron. Kamil kroił cebulę tak długo, aż Paula odebrała mu nóż.
— Daj. Zajmij się sosem.
— Miałem ją drobno posiekać.
— Wiem. Zrobiłeś.
Przy stole rozmawiali o lotach, cenach i pracy. Iga projektowała wnętrza; przed urlopem skończyła dwa mieszkania i oddała poprawki do trzeciego. Paula od razu zaczęła pytać o kolory, a potem pokazała zdjęcie wynajmowanego pokoju, w którym ściany miały odcień brudnej brzoskwini.
Oskar zajmował się analizą danych. Wyjaśnił to krótko, bez nazw stanowisk, i zainteresował się pracą Kamila w magazynie pod Perth. Po kilku pytaniach okazało się, że obaj potrafią długo opowiadać o rzeczach, które zdaniem pozostałych nie zasługiwały na tyle uwagi.
Iga znała to skupienie męża. Siedem lat wcześniej zakochała się między innymi w tym, że naprawdę chciał wiedzieć, o czym ktoś mówi. Mieli wtedy po dwadzieścia kilka lat, a on potrafił zapamiętać drobiazg wspomniany mimochodem i wrócić do niego po miesiącu. Nadal to robił. Wciąż wiedział, kiedy powinna zjeść, bo w pracy zapominała o obiedzie, i pamiętał nazwisko klientki, która doprowadzała ją do szału.
Ostatnio częściej rozmawiali o takich rzeczach niż o sobie.
Po kolacji wypili po drinku. Paula szybko przerzuciła się na herbatę, Kamil zmył naczynia przy wspólnej kuchni. Nie siedzieli długo. Chłód zagonił ich najpierw w bluzy, później do namiotów.
Iga położyła telefon w bocznej kieszeni, Oskar sprawdził, czy kluczyki są w środku. Przez moskitierę dochodził zapach wilgotnej ziemi i odległy szum drogi. Materac był wygodniejszy, niż się spodziewała.
— Nie żałujesz? — zapytała.
— Samochodu?
— Towarzystwa.
— Na razie nie. A ty?
— Też nie.
Odwróciła się na bok i ułożyła głowę przy ramieniu męża. Z sąsiedniego namiotu usłyszeli krótki śmiech, potem cichą rozmowę, której słów nie dało się rozróżnić.
W namiocie nad paką Paula leżała na plecach i patrzyła w ciemne płótno. Kamil poruszył się obok, przesunął dłoń z biodra na brzuch.
— Cicho — szepnęła. — Oni są tuż nad nami.
— Nie nad nami. Nad kabiną.
— Jedno i to samo.
Parsknął jej w szyję i próbował stłumić śmiech. Odwróciła się do niego twarzą. W ciemności widziała tylko zarys jego ramienia i błysk zębów, kiedy się uśmiechał.
— Oni są fajni — powiedziała.
— Są. — Pocałował ją w skroń. — Tylko trochę mnie peszy, że to tak blisko.
— Mnie też.
Nie przestała się do niego przytulać. Wsunęła nogę między jego uda, przesunęła dłonią po brzuchu, niżej, aż poczuła, że i on nie jest tak spokojny, jak udaje.
— Mówiłeś, że cię peszy — szepnęła.
— Peszy. I chyba nie przeszkadza.
Pocałowali się powoli, starając się nie hałasować. Zdjął z niej koszulkę, ona z niego bluzę. W namiocie pachniało nowym płótnem, solą i ich skórą. Paula usiadła na nim okrakiem, oparła dłonie na jego klatce piersiowej i przez chwilę tylko się poruszała, powoli, z półprzymkniętymi oczami, aż stelaż skrzypnął. Zamarli oboje. Z sąsiedniego namiotu nie dobiegł żaden dźwięk.
— Za głośno — szepnął.
— To trzymaj mnie mocniej.
Chwycił ją za biodra i przytrzymał, a ona poruszała się wolniej, tak wolno, że sama cisza zaczęła ją podniecać. Pochyliła się do jego ucha, żeby powiedzieć, że jest dobrze, i przy ostatnim słowie głos załamał jej się w cichy, wysoki jęk. Kamil zakrył jej usta dłonią, śmiejąc się bezgłośnie; ugryzła go w nasadę kciuka. Przewrócił ją na plecy, uniósł jej nogi i teraz sam musiał się pilnować, bo stelaż zaskrzypiał tak wyraźnie, że Paula wybuchnęła śmiechem, który zmienił się w westchnienie, a potem w jego imię, wypowiedziane za głośno.
Potem już nie próbowali być zupełnie cicho. Doszła z twarzą ukrytą w jego ramieniu. Chwilę później Kamil wypuścił powietrze przez zaciśnięte zęby i znieruchomiał. Leżeli zlani potem, ze splecionymi palcami.
— Słyszeli — wyszeptała Paula.
— Pewnie tak.
— Mam nadzieję, że rano nie będzie głupio.
Przez jakiś czas Iga nie zmieniała pozycji. Słyszała oddech Oskara i wiedziała, że on również nie śpi. Mogła coś powiedzieć. Zamiast tego wsunęła stopę między jego łydki, jak robiła to w domu, kiedy było jej zimno.
Objął ją mocniej. Dopiero po dłuższej chwili zasnęła.
Rano obudził ich zamek drugiego namiotu. Paula zeszła po tylnej drabince, włożyła buty i poszła do łazienek. Kamil jeszcze przez kilka minut czegoś szukał, po czym zawołał za nią, czy nie widziała szczoteczki.
— W twojej kosmetyczce! — dobiegło z alejki.
Iga spojrzała na męża. Oskar leżał z otwartymi oczami.
— Kawa? — zapytał.
— Zdecydowanie.
Przy śniadaniu przez nieuwagę posoliła jajka drugi raz. Zorientowała się, kiedy Oskar odsunął solniczkę.
Paula siedziała naprzeciwko z mokrymi włosami. Opowiadała o ptaku, który próbował dostać się do kosza przy łazienkach. Kamil szukał zdjęcia w telefonie. Żadne nie wyglądało na zawstydzone.
Iga odgryzła kawałek pieczywa. W pewnym momencie zdała sobie sprawę, że za bardzo stara się zachowywać jak zwykle.
W Geraldton zatrzymali się wcześniej, niż wymagała tego trasa. Potrzebowali oddechu po pierwszym dniu, a także drugiego podejścia do pakowania. Plecak Kamila okazał się zbędny w kabinie, za to przydałoby się mieć pod ręką cieplejsze ubrania.
Przed obiadem poszli do miasta. Paula z Igą zostały w małej piekarni, mężczyźni wrócili po okulary Oskara. Znalazły się w bocznej kieszeni torby, dokładnie tam, gdzie schował je na lotnisku.
— On też tak ma? — zapytała Paula, kiedy zostały same.
— Z okularami? Tak. Z rzeczami, które kosztują trzy złote, nigdy.
— Kamil zostawił już trzy czapki. Tutaj dwie i jedną jeszcze w Polsce. Teraz kupuje najtańsze, żeby się nie przywiązywać.
Rozmawiały o drobiazgach, coraz swobodniej. Iga przestawała sprawdzać, czy nie zabrzmi protekcjonalnie. Paula nie próbowała pokazać, że różnica wieku nic dla niej nie znaczy.
Po południu przeszli się wzdłuż brzegu. Oskar i Paula zostali z tyłu przy tablicy informacyjnej. Kamil przystanął obok Igi, czekając na nich.
— Długo to planowaliście? — zapytał.
— Prawie rok. Najpierw nie pasował termin mnie, potem Oskarowi. W końcu kupiliśmy bilety, żeby już się nie wycofać.
— My też tak musimy robić.
— Inaczej nie wyjeżdżacie?
— Inaczej mówimy, że jeszcze trochę odłożymy. Zawsze jest na co.
Wiatr podniósł mu włosy. Był wysoki, szeroki w barkach, z jasnym śladem po zegarku. Już podczas rozmów wideo Iga widziała, że ćwiczy, ale nie przypuszczała, że okaże się przy tym tak mało zainteresowany opowiadaniem o treningach. Gdy zapytała o wspinanie, odpowiedział chętnie, a potem wrócił do ich podróży.
— Dobrze, że szukaliście drugiej pary — powiedział. — Sami byśmy tego auta nie wzięli.
— Nam też raźniej we czworo.
Z tyłu usłyszeli śmiech Pauli. Oskar coś jej tłumaczył, pokazując zdjęcie w telefonie. Iga zaczekała, aż podejdą, i wsunęła mu rękę pod ramię.
Wieczorem pojechały z Paulą po drobne zakupy, zanim rozłożyli namioty. Iga wróciła z jabłkami, mlekiem i drugą, mniejszą deską do krojenia. Oskar uniósł brwi na widok deski.
— Mieści się — uprzedziła go.
— Nic nie mówiłem.
— Jeszcze.
Kolacja się przeciągnęła. Zaczęli opowiadać o pierwszych pracach, z których każde pamiętało coś absurdalnego. Oskar pomylił kiedyś daty i zarezerwował salę na dzień po spotkaniu. Zorientował się przy recepcji, kiedy przyjechał wcześniej, żeby podłączyć komputer.
— Na ile osób miało być spotkanie? — zapytała Paula.
— Dwanaście.
— Przyszli?
— Wszyscy. Ja też.
Opowiedział, jak szukał wolnej sali w innym dziale i jak szef przez rok pytał później, czy na pewno mają gdzie usiąść. Paula śmiała się, że ją pewnie zwolniliby jeszcze przed spotkaniem.
W namiocie Iga oparła łokieć na poduszce.
— Dobrze ci z nimi — powiedziała.
— Tobie też.
— Tak.
Odczekała chwilę.
— Wczoraj słyszałeś?
Popatrzył na nią, potem uśmiechnął się pod nosem.
— Trudno było nie słyszeć.
— Przez chwilę myślałam, że śpisz.
— Przecież wiesz, jak oddycham, kiedy śpię.
Wiedziała. Przyglądała mu się już bez uśmiechu.
— Dziwnie mi było — przyznała. — Nie źle. Dziwnie.
— Mnie też.
Nie potrafili od razu pociągnąć tej rozmowy. Dotknął jej palców. Przesunęła się bliżej, odsuwając poduszkę, która leżała między nimi.
Z namiotu nad paką dobiegł szept, potem krótki, stłumiony śmiech. Oboje znieruchomieli. Skrzypnął stelaż; po chwili usłyszeli westchnienie Pauli i cichą odpowiedź Kamila.
Iga nie puszczała dłoni męża. Odgłosy zza płótna stawały się wyraźniejsze; sąsiedzi mniej dbali o ciszę niż poprzedniej nocy. Słuchała rytmicznego skrzypienia i cichych jęków, coraz bardziej podniecona. Odwróciła głowę. Oskar patrzył na nią w półmroku i oddychał szybciej niż przed chwilą.
Pocałowała go pierwsza, bardzo lekko, w kącik ust. Odpowiedział tym samym, potem przeniósł pocałunki na szyję i obojczyk. Dłoń Igi zsunęła się po jego brzuchu i zatrzymała na przodzie szortów. Poczuła, że jest twardy.
— Oskar — szepnęła.
— Tak?
— Ty też.
— Też.
Wsunęła dłoń pod gumkę i objęła go palcami. Wciągnął powietrze i przytrzymał ją za nadgarstek. Sam sięgnął pod koszulkę Igi, potem między uda. Była gotowa bardziej, niż sama się spodziewała.
— Cicho — szepnęła mu do ucha.
— Wiem.
Dotykali się w ciemności, starając się nie hałasować. Kiedy stelaż skrzypiał, zamierali, a po chwili podejmowali przerwane pieszczoty. W sąsiednim namiocie ktoś rozsunął zamek i zaraz go zasunął. Iga wstrzymała oddech. Oskar pocałował ją w skroń.
— Mówiłaś, że ci dziwnie — wyszeptał.
— Dziwnie. — Przesunęła kciukiem po jego główce, wilgotnej już od rozkoszy. — A teraz?
— Teraz też.
— A gdybyśmy kiedyś…
Urwała.
— Z nimi? — dopytał szeptem.
— Może. Nie wiem, czy naprawdę bym chciała. — Zamilkła, bo dotknął jej dokładnie tam, gdzie lubiła. — Na razie lubię o tym myśleć.
— Ja też.
— O czym?
Zanim odpowiedział, wsunął w nią palec głębiej, a ona zacisnęła zęby, żeby nie jęknąć.
— O Pauli — powiedział w końcu. — Ma świetny uśmiech. A dzisiaj, gdy zdejmowała sweter, zobaczyłem, że nie ma stanika. Nie patrzyłem długo.
— Patrzyłeś.
— Patrzyłem.
— Podoba mi się to — wyszeptała. — Ja patrzyłam, jak Kamil zdejmuje bluzę. Jest świetnie zbudowany.
Roześmiał się cicho. Poczuła ten śmiech przy szyi.
Przez kilka sekund milczeli. Potem uniosła biodra, a on zsunął jej szorty wraz z bielizną. Sam też się rozebrał. Położył się na niej ostrożnie, wsparty na łokciach. Starali się poruszać tak, żeby stelaż nie skrzypiał. Kochali się bez rozmów, z twarzami blisko siebie, tłumiąc odgłosy. Patrzyła mu w oczy, choć myślami wracała do odgłosów z drugiego namiotu. Kiedy doszła, zagryzła wargi i zacisnęła dłoń na jego plecach. Po raz pierwszy od miesięcy reagowała na coś więcej niż sam znajomy dotyk.
Skończył chwilę po niej, z twarzą ukrytą w jej włosach.
Później długo leżeli bez słowa. Odgarnął jej włosy z twarzy i pocałował w czoło. Miała trzydzieści jeden lat, on trzydzieści dwa. Przypomniał jej się wyjazd sprzed ślubu, kiedy nigdzie nie musieli rano pędzić. Tutaj też mogli zostać w łóżku, dopóki mieli ochotę.
— O której wstajemy? — zapytał sennie.
— Jak się obudzimy.
Przytaknął. Na rano nie nastawili budzika.
Do Kalbarri dotarli następnego dnia. Zostali na dwa noclegi; wreszcie nie czekała ich rano przeprowadzka na kolejny kemping. Na dłuższy spacer pojechali następnego ranka, po złożeniu namiotów, zanim zrobiło się cieplej.
Iga wybrała szorty, luźną koszulkę i buty, które w Polsce odkurzyła po dwóch latach. Blond włosy związała wysoko. Przy pakowaniu plecaka Oskar podał jej czapkę; wcisnęła ją do bocznej kieszeni i podziękowała, nie zaczynając zwyczajowej dyskusji, że przecież pamiętała.
Z początku szli parami. Potem Paula zatrzymała się, żeby popatrzeć, a Oskar zaczekał z nią. Iga z Kamilem poszli kawałek dalej, żeby nie stać na wąskim fragmencie ścieżki.
Kamil sprawdzał czas na telefonie. Zamierzał zrobić dłuższą trasę, ale po chwili schował urządzenie.
— Nie musimy wszystkiego zaliczyć — powiedziała Iga.
— Wiem. Tylko raz tu jesteśmy.
— To chociaż popatrz.
Spojrzał na nią, potem na przestrzeń przed sobą. Usiedli w miejscu, z którego nie blokowali przejścia. Iga napiła się wody.
— Dobra — odezwał się w końcu. — Miałaś rację.
— Zdarza mi się.
Nie dodała nic więcej. Siedzieli, dopóki nie dogonili ich pozostali.
Paula miała aparat przewieszony przez ramię. W drodze powrotnej opowiedziała Idze o zdjęciach, które wysyłała siostrze. Nie chciała pokazywać tylko miejsc. Fotografowała także posiłki, wspólne kuchnie, porzucone przy pralkach klapki i Kamila śpiącego w każdym dostępnym fotelu.
— Wszyscy myślą, że my tu ciągle jesteśmy na plaży — powiedziała.
— My też pewnie tak będziemy pokazywać ten wyjazd.
— To ja wam wyślę zdjęcie przy kasie, z tym tonikiem.
Po powrocie Paula poszła pod prysznic. Kamil został przy aucie i suszył ręczniki na lince, Oskar kroił warzywa. Iga usiadła obok niego na krawędzi otwartej zabudowy.
— Paula chce później studiować fotografię — powiedziała.
— Mówiła. Nie jest pewna, czy studia, czy jakiś dłuższy kurs.
— O kursie jeszcze mi nie mówiła.
— Rano rozmawialiśmy.
Umył nóż i odłożył go na deskę. Przyglądała się drobnym piegom na jego przedramieniu. Nie przypominała sobie, kiedy ostatnio tak spokojnie spędzali czas, nie czekając na koniec pracy ani na telefon od kogoś, kto czegoś potrzebował.
— Dobrze, że wyjechaliśmy — powiedziała.
— Bardzo.
Oparła głowę na jego ramieniu. Przez chwilę stał nieruchomo, żeby mogła tak zostać.
W Shark Bay wiatr przez większość dnia szarpał markizą. Zwinęli ją, zanim zdążyli usiąść do obiadu. Kamil z Oskarem przenieśli stół w osłonięte miejsce, Paula przycisnęła mapę garnkiem.
Po kilku dniach nie musieli już pytać o każdą drobnostkę. Ktoś nastawiał wodę, ktoś wyjmował kubki. Gdy brakowało czystej łyżeczki, wiadomo było, gdzie jej szukać. Igę denerwowała jedynie mokra ścierka zostawiana w zlewie; poprosiła, żeby ją wykręcać, i sprawa się skończyła.
Następnego ranka Iga i Paula poszły do pralni. Wrzuciły ubrania do jednej pralki, podzieliły koszt i usiadły na ławce przed budynkiem. Z otwartych drzwi dochodził stukot suszarki. Paula układała mokre włosy palcami, bo zapomniała szczotki.
— Zawsze chciałaś przyjechać do Australii? — zapytała Iga.
— Nie. Kamil chciał. Ja się zgodziłam, bo nie wiedziałam, co dalej robić.
— I wiesz już?
Paula pokręciła głową.
— Trochę bardziej. Przynajmniej wiem, czego nie chcę. Praca w kawiarni na pewno odpada, chociaż kawę już umiem robić.
Opowiedziała o mieszkaniu dzielonym z dwiema innymi parami, o poszukiwaniu pracy i o pierwszej wypłacie, z której niewiele zostało po czynszu. Nie żałowała przyjazdu, ale przez pierwsze tygodnie każdego wieczoru sprawdzała ceny biletów do domu.
— Kamil wiedział?
— Oczywiście. Sam sprawdzał. Tylko każde mówiło, że zostaje dla drugiego.
Roześmiały się. Iga rozpoznała w tym coś własnego: te małe przemilczenia, które miały ułatwiać życie, a czasem niepotrzebnie je komplikowały.
Po południu poszli na plażę. Woda była chłodniejsza, niż zapowiadał jej kolor. Oskar zanurzył się do pasa, po czym zatrzymał się tak zdecydowanie, że Iga prawie na niego wpadła.
— Zmieniam zdanie — powiedział.
— Teraz? — zapytała Paula, już kilka kroków dalej.
— Właśnie teraz.
Iga wzięła go za rękę. Nie ciągnęła; poczekała, aż sam ruszy. W końcu popłynęli kawałek wzdłuż brzegu. Kamil wrócił wcześniej i usiadł przy rzeczach. Kiedy wychodzili, podał Idze ręcznik, który wiatr zsunął z torby.
Szkoda im było czasu na szukanie przebieralni, więc przebrali się tam, gdzie leżały torby: za niską wydmą, w zagłębieniu osłoniętym od wiatru i niewidocznym ze ścieżki. Nikt niczego nie ustalał. Mężczyźni stanęli plecami do dziewczyn i rozmawiali o tym, czy wystarczy im wody do wieczora, a Iga z Paulą zasłoniły się ręcznikami.
Paula zdjęła mokre bikini bez cienia skrępowania i szybko wciągnęła suchą sukienkę; ręcznik był dla niej raczej formalnością niż osłoną. Powiedziała, że chyba przestanie nosić stanik, bo bez niego jest jej wygodniej, i dodała „nie oceniamy”, zanim ktokolwiek zdążył się odezwać.
— Nie oceniamy — potwierdziła Iga, przesuwając ręcznik pod pachami, żeby zdjąć górę od bikini.
W tej chwili wiatr szarpnął. Ręcznik wyfrunął jej z rąk i poleciał w stronę Kamila, który właśnie odwracał się po sandały. Zobaczył ją zaledwie przez ułamek sekundy: stała bokiem, z jedną ręką uniesioną ku włosom, z odsłoniętą, pełną, jędrną piersią, jasną jak reszta jej ciała, z mokrym śladem po cienkim materiale. Zatrzymał się jak wryty, potem odwrócił się tak szybko, że upuścił sandały.
— Przepraszam — rzucił do powietrza. — Nie wiedziałem, że… przepraszam.
— Nic się nie stało. — Iga podniosła ręcznik z piasku i owinęła się nim. Policzki miała gorące, ale głos zabrzmiał spokojniej, niż oczekiwała. — To ja stałam w złym miejscu.
— Ja w złym czasie.
Roześmiali się oboje, trochę za długo. Oskar, który odwrócił głowę dopiero na dźwięk śmiechu, zobaczył żonę w ręczniku i Kamila stojącego do niej plecami z rozbawioną miną. Nie zadał żadnego pytania. W spojrzeniu, które Iga złapała na sekundę, było tylko zaciekawienie, bez cienia pretensji, i coś jeszcze, czego nie umiała nazwać.
Paula skończyła zapinać sukienkę.
— Nieźle — powiedziała półgłosem do Igi, kiwając brodą w stronę Oskara, który wkładał koszulę. — Szczupły, ale mocny. Nie powinnam tak mówić?
— Możesz — odpowiedziała Iga, zaskoczona własnym głosem.
Wracali wolno, bo Paula zatrzymała się po drodze po lody. Zaproponowała Oskarowi, żeby spróbował jej lodów albo wymienił się z nią całym rożkiem. Odmówił obu propozycji, a trzy minuty później poprosił o jeden kęs. Iga patrzyła na nich z rozbawieniem. W domu pewnie sama by go poczęstowała, zanim zdążył poprosić.
Przy samochodzie Kamil od razu zaczął rozkładać krzesła. Przebrał się już w suchą koszulkę i szorty, bose stopy miał obsypane piaskiem. Iga przez moment patrzyła, jak rozmawia z Paulą, trzymając ją lekko za łokieć. Odwróciła wzrok dopiero, kiedy Oskar podał jej butelkę wody.
— Podoba ci się — powiedział cicho.
Nie usłyszeli ich pozostali. Paula weszła do namiotu po bluzę, Kamil kończył wyciągać rzeczy na kolację.
Iga odkręciła butelkę.
— Tak — odpowiedziała po chwili. — A tobie Paula.
Oskar spojrzał w stronę tylnej drabinki.
— Też.
Pokiwała głową. Nie wiedziała, czy chce teraz dowiedzieć się czegoś więcej. Zaskoczyło ją przede wszystkim, że powiedzieli to tak spokojnie.
Przed snem zapytał, czy nie było jej przykro. Odłożyła kosmetyczkę i usiadła obok.
— Nie. Tylko jeszcze nie wiem, co o tym myśleć.
— Nie musisz.
Przytuliła się do niego. Po chwili zaczęli mówić o jutrzejszym wyjeździe, ale tym razem nie służyło to zakończeniu niewygodnej rozmowy. Oboje potrzebowali czasu, żeby przyzwyczaić się do tego, co właśnie usłyszeli.
W Carnarvon uzupełnili zapasy. Po kilku dniach wiedzieli już, co zjadają najszybciej i ile miejsca potrzebują na wodę. Oskar przestał komentować dodatkowe pomidory, Iga nie kupowała niczego, co wymagało osobnego pudełka. Paula dołożyła kawę, zanim ktokolwiek sprawdził, czy jeszcze jest.
Do Coral Bay dotarli następnego dnia. Na miejscu zostali dłużej. Rozpięli linkę między podporami markizy, rozwiesili ręczniki i wyjęli z toreb więcej rzeczy niż zwykle. Mieli przed sobą kilka dni bez przejazdów.
Następnego ranka Iga obudziła się sama. Przez chwilę słuchała rozmowy na dole. Oskar siedział z Paulą przy stole; wypili już po kawie i przeglądali jej zdjęcia na laptopie. Gdy zeszła, podniósł czajnik.
— Woda jeszcze ciepła.
— Jak długo siedzicie?
— Z pół godziny — odpowiedziała Paula. — Kamil też śpi. Myślałam, że nic go tak nie zmęczy jak praca, ale urlop wygrywa.
Iga umyła twarz, włożyła sandały i wróciła z kubkiem. Zobaczyła na ekranie swoje zdjęcie z poprzedniego dnia. Stała przed sklepem z siatką w ręku, patrząc gdzieś poza kadr. Nie pozowała. Włosy opadały na sweter, policzki miała zarumienione od wiatru.
— Usuń — powiedziała odruchowo.
— Dlaczego? — zdziwił się Oskar. — Ładne.
Przyjrzała się zdjęciu uważniej.
— Chyba dlatego, że nie wiedziałam, że ktoś robi mi zdjęcie.
— Mogę skasować — zaproponowała Paula.
— Nie. Zostaw. Wyślesz mi później?
Paula przytaknęła i przeniosła zdjęcie do folderu ze wspólnym wyjazdem. Iga usiadła naprzeciwko męża. Pod stołem oparła stopę o jego nogę; nie odsunął się, tylko przestawił krzesło bliżej.
Przez kolejne dni spędzali sporo czasu w wodzie. Wracali głodni, oblepieni solą, z włosami, których nie warto było układać. Po obiedzie często każde zajmowało się czymś innym. Paula czytała, Kamil rozmawiał z bratem, Oskar leżał z zamkniętymi oczami. Iga szkicowała w notesie rzeczy, na które w domu brakowało jej czasu.
W upalne przedpołudnia obóz zaczął przypominać mieszkanie: ręczniki na lince, kubki na stole, sandały w rzędzie pod drabinką. Nikt już nie dobierał ubrań z myślą o gościach. Paula chodziła w cienkim białym topie, pod którym od kilku dni nie miała stanika; ciemne kółka sutków przeświecały przez bawełnę, kiedy wieszała ręcznik, a ona zachowywała się, jakby nic w tym nie było. Iga początkowo trzymała się swojego miękkiego stanika, potem któregoś ranka zostawiła go w torbie i powiedziała tylko:
— Za gorąco.
— Rozumiem — odpowiedziała Paula.
Tyle rozmowy. Iga miała na sobie krótkie dżinsowe szorty i luźną koszulkę. Kiedy pochyliła się nad skrzynią z lodem, żeby wyjąć mleko, koszulka podjechała w górę, a szorty zsunęły się niżej, odsłaniając z tyłu wąski pasek czarnej koronki i dwie kropelki wody na jasnej skórze. Kamil niósł akurat bochenek chleba. Zatrzymał się w pół kroku, a siedzący przy stole Oskar uśmiechnął się pod nosem. Iga wyprostowała się, poprawiła koszulkę i bez słowa odebrała od Kamila pieczywo. W jego spojrzeniu rozpoznała tę samą konsternację, z jaką sama patrzyła na niego, gdy rano zdejmował bluzę. Żadne się nie odezwało.
Wrócili do swoich zajęć.
Jednego popołudnia Kamil przyniósł dwa kubki herbaty i usiadł obok Igi, pytając, co rysuje. Pokazała mu stolik stojący kilka stanowisk dalej.
— Chciałbym umieć tak narysować cokolwiek — powiedział.
— To spróbuj.
Podała mu ołówek. Najpierw odmówił, potem przez dziesięć minut rysował krzesło. Noga wyszła krzywo. Chciał ją wymazać, ale Iga odsunęła notes.
— Popatrz jeszcze raz. Ono naprawdę tak stoi.
Przechylił głowę, porównał rysunek z przedmiotem i roześmiał się.
— Faktycznie.
Później pokazał pracę Pauli, która od razu zrobiła zdjęcie. Przez resztę dnia wracał do tego z zadowoleniem, którego nawet nie próbował ukrywać.
Iga polubiła ten brak pozy. Miał w sobie sporo młodzieńczej pewności, ale umiał przyznać, że czegoś nie wie. Nie musiał też obracać każdej uwagi w żart. Zdarzało się, że szedł obok niej kilka minut, niosąc zakupy, i żadne nie czuło obowiązku wypełniania ciszy.
Oskar zauważył, że częściej szukają się wzrokiem. Widział podobne zainteresowanie żoną wiele razy: w restauracjach, na przyjęciach, czasem w sklepie, gdy pochylała się nad ladą. Podobało mu się. Lubił później powiedzieć, że ktoś nie mógł oderwać od niej oczu, a ona zwykle odpowiadała, że przesadza.
Teraz jednak znał tego mężczyznę. Kroili razem warzywa, zmieniali się za kierownicą.
Z Paulą rozmawiało mu się coraz łatwiej. Nie traktowała go jak kogoś, kto z racji wieku powinien znać odpowiedź. Kiedy zaczął tłumaczyć, dlaczego nie warto wracać na studia bez konkretnego planu, przerwała mu w połowie.
— Ale ja nie chcę planu na całe życie. Chcę przez jakiś czas robić coś, co mnie interesuje.
Zamilkł, a potem przyznał, że zbyt szybko udzielił rady, o którą nie prosiła. Przyjęła to zwyczajnie i opowiedziała, o co jej chodzi. Wieczorem wrócił do rozmowy z innym pytaniem, już bez gotowego rozwiązania.
Iga słyszała końcówkę. Ucieszyło ją, że ktoś potrafi mu się sprzeciwić bez ostrożnego dobierania każdego słowa.
W okolicach Exmouth znaleźli więcej zajęć, niż mogli zmieścić w dwóch dniach. Ostatecznie z jednego zrezygnowali. Oskar odłożył wydruk z planem do schowka i zapytał, co naprawdę chcą zobaczyć.
— Dzisiaj plażę — zdecydowała Iga. — I bez ruszania się co godzinę.
Pojechali rano, po złożeniu namiotów i zabraniu rzeczy na cały dzień. Mieli wodę, jedzenie, ręczniki, ubrania na zmianę. Paula znalazła w torbie Kamila swoją zaginioną czapkę. Kamil znalazł w jej plecaku własny kabel. Oddali sobie rzeczy bez komentarza.
Tego dnia wiatr był słabszy. Poszli kawałek brzegiem, zanim rozłożyli się z dala od dojścia. Pozostali ludzie zostali bliżej parkingu. Iga usiadła na ręczniku i przez dłuższą chwilę niczego nie fotografowała. Woda miała kolor, który na zdjęciu i tak wyglądałby na poprawiony.
Paula przyjrzała się linii brzegowej, pustej na kilkaset metrów w obie strony.
— Pusto — stwierdziła.
— Chcesz powiedzieć… — zaczął Kamil.
— Może tym razem bez strojów?
Spojrzała najpierw na Igę, potem na Oskara. Iga poczuła, że serce zaczyna jej bić szybciej. Spodziewała się, że to ona będzie musiała pierwsza wyrazić wahanie, tymczasem słowa ułożyły się same:
— Ja bym chciała. Ale jeśli ktoś się krępuje, możemy zostać w strojach.
— Ja się nie krępuję — odpowiedział Oskar.
— Ja też nie — dodał Kamil.
Ustalili zasady, tak jak przy każdej innej rzeczy: dziewczyny wejdą pierwsze, chłopcy odwrócą się plecami; potem na odwrót. Nikt się nie będzie gapił. Każdy może w każdej chwili zmienić zdanie. Paula dodała jeszcze, że wolno się śmiać.
Iga zdjęła koszulkę i szorty, potem górę od bikini, wreszcie dół. Powietrze było ciepłe, piasek pod stopami chłodny. Stała chwilę zwrócona do morza, z rękami luźno przy bokach, i czuła wzrok, którego nie było. Paula weszła do wody obok niej, śmiejąc się bezgłośnie; miała drobniejsze piersi niż Iga, bardzo jędrne, z jasnymi półkolami po bikini, i cieniutki, ciemny paseczek włosków na wzgórku, jedyny ślad owłosienia. Obie weszły do pasa, potem po szyję.
— Możecie — zawołała Paula.
Mężczyźni zdjęli ubrania za ich plecami i zanurzyli się szybko, każdy w odległości kilku kroków. Iga przez dłuższą chwilę patrzyła na horyzont. Potem, kiedy Oskar wypłynął obok niej, spojrzała bokiem na jego ramiona, na ciemne, mokre włosy, na ślady słońca na łopatkach. Dotknął jej ręki pod wodą. Uśmiechnęli się do siebie jak w pierwszych tygodniach znajomości.
Kamil wyszedł na płyciznę, gdzie woda sięgała mu do połowy ud. Rozprostował barki, odrzucił włosy do tyłu i ruszył w stronę Pauli. Iga mimowolnie popatrzyła. Silne uda, szerokie ramiona, brzuch, który widziała kiedyś przez cienką koszulkę. Przez chwilę przyglądała się jego członkowi z nieskrępowaną ciekawością: był duży nawet w spoczynku, ciężki, ciemniejszy od opalonej skóry. Poczuła, że robi jej się gorąco pomimo chłodu oceanu, i przeniosła wzrok na Paulę, żeby się nie zdradzić.
Paula tymczasem patrzyła na Oskara.
— Przepraszam — powiedziała nagle do Igi. — Patrzyłam.
— Ja też — odpowiedziała Iga, zanim zdążyła pomyśleć.
Roześmiały się obie tak, że musiały złapać się nawzajem za ramiona. Mężczyźni, którzy nie słyszeli, popatrzyli na nie ze zdziwieniem.
Zostali w wodzie jeszcze długo. Unosili się obok siebie, czasem przypadkiem trącając się łokciem albo kolanem. Po wyjściu owinęli się ręcznikami. Jeszcze przez chwilę śmiali się z całej sytuacji, a potem przez godzinę odpoczywali na piasku, nie mając ochoty na rozmowę.
Po powrocie na kemping od razu wyjęli mokre rzeczy. Kamil nastawił wodę, Paula poszła umyć naczynia po zabranym ze sobą obiedzie. Iga próbowała rozczesać włosy. Oskar usiadł z tyłu i odebrał jej szczotkę.
— Daj. Za mocno ciągniesz.
Pochyliła głowę. Wiedział, jak rozplątywać jej włosy bez szarpania. Patrzyła na stopy wsunięte w sandały i zastanawiała się, dlaczego nie potrafi mówić równie prosto o innych sprawach.
— Brakowało mi tego — powiedziała.
— Czesania?
— Żebyśmy mieli dla siebie czas.
Odłożył szczotkę dopiero, gdy skończył.
— Mnie też. W domu ciągle coś przekładamy na później.
Nie chciała zaczynać wyliczanki, ile razy ostatnio zasnął przy komputerze, a ona w sypialni przewracała się z boku na bok. Sama także potrafiła kończyć projekt do drugiej. Mieli udane wieczory i chwile, do których wracała pamięcią z przyjemnością. Chciała częściej być blisko niego, nie dopiero wtedy, gdy oboje uporają się z pracą.
Oskar dotknął jej karku.
— O czym myślisz?
— Że ja bym chyba chciała częściej. W domu też.
Wypowiedziała to ciszej, niż zamierzała. Siedzieli obok samochodu, za chwilę mogli wrócić pozostali.
— Domyślałem się — odpowiedział. — Tylko nie wiedziałem, jak zacząć rozmowę.
Odwróciła się do niego.
— Ja nie chcę, żebyś myślał, że jest mi z tobą źle.
— Nie myślę tak. Teraz nie.
Objęła go. Nie rozmawiali długo. Paula wróciła z naczyniami, Kamil zapytał, gdzie postawić czajnik, i musieli się przesunąć, żeby mógł otworzyć szufladę.
Później, już w namiocie, Iga sama wróciła do niedokończonego tematu. Oskar przyznał, że obserwowanie jej z Kamilem podoba mu się bardziej, niż przewidywał, ale nie jest pewien, jak zareagowałby na coś więcej. Wysłuchała go bez przerywania. Czuła podobne zaciekawienie i podobną ostrożność, gdy patrzyła na niego z Paulą.
— Niczego nie musimy teraz robić — powiedziała.
— Wiem.
— Chciałam tylko, żebyś wiedział, że mnie to też rusza.
Przesunął kciukiem po policzku żony. Przez otwarte okno widzieli kawałek nieba; na dole Paula zamykała drzwi samochodu, szukając jeszcze ładowarki.
Zgasili lampkę. Po kilku minutach z namiotu nad paką dobiegł rozbawiony szept Pauli, a zaraz potem skrzypnął stelaż.
— Znowu — mruknął Oskar, już bez zaskoczenia.
Iga uśmiechnęła się w ciemności. Nie próbowała udawać, że niczego nie słyszy. Odgłosy zza płótna narastały: urywane westchnienia Pauli, niski głos Kamila. Młodsi mniej dbali o ciszę niż na początku podróży, a ona nie miała nic przeciwko temu. Czuła ciepło na policzkach, ale nie wstyd.
— Podnieca cię to? — szepnęła.
— Tak — przyznał po chwili. — A ciebie?
Zamiast odpowiedzieć, odwróciła się do niego i przesunęła dłoń po jego brzuchu. Leżał na plecach, a ona usiadła na nim okrakiem, w samej koszulce, i powoli zsunęła ją przez głowę. W świetle księżyca, które przenikało przez moskitierę, jej skóra wydawała się niemal biała, a piersi, pełne i jędrne, kołysały się lekko przy każdym oddechu. Ujął je w dłonie i przesunął kciukami po sutkach, aż westchnęła.
— O czym myślisz? — zapytał.
— O tym, że w wodzie wszyscy patrzyli, a ja się nie wstydziłam.
— I?
— I że mi się podobało.
Pochyliła się nad nim, pocałowała go głęboko, powoli. Przesuwał dłonie po jej plecach, talii i biodrach. Kiedy zsunęła się niżej, schodząc wargami po klatce piersiowej i brzuchu, zrozumiał, dokąd zmierza, i chciał coś powiedzieć. Przyłożyła mu palec do ust.
Wzięła go w usta wolno, z uwagą, z tą ostrożną czułością, którą dobrze znał. Odchylił głowę i zacisnął dłoń na materacu. Mówiła mu kiedyś, że lubi go smakować; teraz robiła to z upartym skupieniem, jakby chciała zapamiętać, jaki jest, zanim cokolwiek się zmieni. Pozwolił jej, dopóki nie poczuł, że jest bliski granicy, a wtedy delikatnie ujął jej twarz w dłonie i przyciągnął do siebie.
— Moja kolej — wyszeptał.
Położył ją na plecach. Ucałował ją między piersiami, w brzuch, w zagłębienie biodra, jedną dłonią rozsunął jej uda, drugą przytrzymał pod kolanem. Znał jej ciało i wiedział, że lubi powolny początek: najpierw pocałunek po wewnętrznej stronie uda, potem chwilę oczekiwania, aż sama się przysunie. Jego język odnalazł znajomy rytm, który teraz, w ciemnym namiocie i chłodnym powietrzu napływającym przez moskitierę, wydał jej się nowy. Przycisnęła nadgarstek do ust. Fala narastała nie od razu, ale z coraz większą pewnością i kiedy doszła, uniosła biodra i zacisnęła uda wokół jego głowy, a potem opadła z długim, drżącym wydechem.
Uniósł się nad nią. Spojrzeli sobie w oczy. Wszedł w nią wolno, do końca, i przez moment tylko trwali, czoło przy czole.
— Kocham cię — powiedział.
— Ja ciebie.
Kochali się długo, wolno, z pocałunkami między jednym a drugim oddechem. Kiedy zamknęła oczy, na sekundę zobaczyła pod powiekami mokre ramiona Kamila i jego spojrzenie nad powierzchnią wody. Nie próbowała tego odpędzić. Przysunęła się do męża, objęła go mocniej i doszła po raz drugi, już razem z nim.
Przed zaśnięciem przypomniała sobie twarz męża, gdy mówiła, że wciąż jest jej z nim dobrze. Nie spodziewała się ulgi, którą wtedy zobaczyła. Przytuliła się bliżej. Poruszył się przez sen i odnalazł jej dłoń na brzuchu.
Wyjazd znad oceanu trochę ich rozstroił. Rano Kamil długo składał mokry od rosy pokrowiec, Paula nie mogła znaleźć telefonu, a Oskar odkrył, że jeden z zaplanowanych postojów wymaga większego objazdu, niż sądził. W rezultacie ruszyli później i po dwóch godzinach jazdy wszyscy mieli już dość siedzenia.
Iga zamieniła się z mężem za kierownicą. Kamil usiadł z przodu, pilnując trasy, pozostali próbowali spać. Rozmowa szybko się urwała.
Za szybą ciągnęła się czerwona ziemia porośnięta niskimi krzewami. Iga odruchowo wypatrywała kolejnych zabudowań, przyzwyczajona, że w Polsce między miejscowościami zwykle nie jedzie się tak długo. Tutaj kilometrami nie widziała ani domu, ani sklepu. Co jakiś czas mijali samochód albo ciężarówkę z kilkoma przyczepami, potem znowu zostawali sami na drodze. Tylko boczne zjazdy i ogrodzenia przypominały, że za tym pozornym pustkowiem też ktoś mieszka. Coraz lepiej rozumiała, dlaczego planując dzień, zaczynali od sprawdzenia odległości do kolejnej stacji, a nie od atrakcji po drodze.
Do okolic Karijini jechali z noclegiem po drodze. Gdy dotarli, nie próbowali już niczego zwiedzać. Zjedli prostą kolację, uzupełnili butelki na rano i obejrzeli mapę. Oskar proponował krótszą trasę. Kamil chciał przejść dłuższą, skoro udało im się tu dotrzeć.
— Zobaczymy rano — zakończyła Paula. — Teraz każde chce czegoś innego, bo jest zmęczone.
Iga miała ochotę powiedzieć, że ona akurat wie, czego chce, ale powstrzymała się. Rzeczywiście była zmęczona.
Wstali wcześnie. Oskar przygotował śniadanie, Kamil sprawdził zapas wody. Iga włożyła szorty i przewiewną koszulę na koszulkę, zabrała czapkę i niewielki plecak. Paula przykleiła plaster na obtartą piętę, zanim wyszli. O dłuższej trasie jeszcze przez chwilę rozmawiali przy stole, ostatecznie zostawiając decyzję na później.
Na ścieżce szli w większych odstępach niż zwykle. Kamil szedł pierwszy, często przystawał; Paula nie spieszyła się i fotografowała. Iga trzymała się pomiędzy nimi. Oskar zwolnił, gdy zrobiło się cieplej.
Na wąskim podejściu Iga wysunęła się przed Kamila. Szedł tuż za nią i raz po raz podawał jej rękę. Na wysokim stopniu skalnym musiała unieść nogę prawie do pasa. Szorty podjechały w górę, odsłaniając czarne figi z koronki, które miała pod spodem: cienki brzeg wbity w jasne, napięte udo i fragment materiału tuż pod krawędzią szortów. Kamil zobaczył to wyraźnie, z odległości kilkudziesięciu centymetrów, i zamiast odwrócić głowę, zatrzymał spojrzenie o sekundę za długo. Kiedy spojrzała przez ramię, uśmiechnął się niepewnie i mocniej ścisnął jej dłoń.
— Dziękuję — powiedziała.
— Nie ma za co.
Wiedziała, co zobaczył. Zdziwiła się, że nie ma ochoty poprawiać szortów. Poczuła, jak jej ciało reaguje na jego uwagę, jak ciepło spływa na brzuch. Wspięła się wyżej i po kilku krokach pozwoliła Pauli zająć swoje miejsce na stopniu. Z góry patrzyła, jak Oskar podaje Pauli rękę i jak ona, dziękując mu, dotyka dłonią jego pasa odrobinę dłużej, niż trzeba.
Przy kolejnym postoju Oskar sprawdził godzinę i zerknął na mapę. Proponował zawrócić po odpoczynku, bez dokładania następnego odcinka.
— Chciałam iść dalej — odpowiedziała Iga.
— To jeszcze kawałek. W drodze powrotnej będzie goręcej.
— Wiem, że będzie gorąco.
Podniósł głowę znad mapy. Ton zaskoczył go bardziej niż same słowa.
— Przecież mówię o nas wszystkich.
— Tak, tylko ustalasz, zanim zapytasz.
Paula usiadła w cieniu i zdjęła plecak. Kamil przykucnął obok. Nie poparł od razu Igi, choć od wczoraj sam chciał przejść więcej. Zapytał Oskara, ile zajmie powrót. Przez chwilę rozmawiali rzeczowo o drodze, a Iga poczuła się jeszcze bardziej rozdrażniona, bo nie miała ochoty słuchać argumentów, które rozumiała.
Zawrócili. Paula zaczęła opowiadać o psie siostry, który nauczył się otwierać szufladę z przysmakami. Nikt nie podjął tematu tak chętnie, jak się spodziewała, ale opowiedziała do końca.
Przy aucie Kamil zaproponował coś do jedzenia. Iga podała mu pomidory i poprosiła, żeby resztę przygotował sam. Poszła z Oskarem kawałek dalej od stanowiska.
Przez kilka metrów szli w milczeniu.
— Nie musiałaś tak do mnie mówić — odezwał się.
— Wiem.
— Naprawdę martwiłem się powrotem. Robiło się coraz cieplej.
Przystanęła. Jeszcze rano była pewna, że uda im się zrobić wszystko. Nie chciała znów rezygnować z własnego pomysłu, choć tym razem nie chodziło o jego pracę ani o żadne domowe zobowiązanie.
— Za dużo sobie zaplanowałam — przyznała. — I na tobie się wyżyłam. Przepraszam.
Kiwnął głową.
— Mogłem najpierw spytać.
Oparła czoło o jego ramię. Objął ją, a gdy się odsunęła, wrócili do samochodu. Przy stole stały już cztery talerze.
Po kolacji siedzieli osobno, każde zajęte czymś swoim. Kiedy Iga weszła do namiotu, Oskar przesunął jej poduszkę na zwykłe miejsce. Przed snem podziękowała mu za śniadanie.
— Jutro twoja kolej — odpowiedział.
— Wiem.
Pocałował ją w policzek i sięgnął do lampki.
Z Karijini wyjechali dzień później. Podczas pakowania Iga wyciągnęła z kieszeni plecaka kamyk, który nie wiadomo kiedy tam trafił. Odłożyła go przy stanowisku. Paula liczyła kubki, Kamil zbierał z linki ręczniki. Oskar obszedł samochód, sprawdzając pokrowce i zamknięcia.
Po drodze zatrzymali się w Port Hedland. Kupili świeże jedzenie, zrobili pranie i spędzili noc na kempingu. Na dłuższy przystanek pod Broome mieli rezerwację, więc nie musieli zastanawiać się wieczorem, gdzie skręcić.
W samochodzie znowu rozmawiało im się lekko. Paula wybierała muzykę, Oskar próbował odgadnąć wykonawcę po kilku sekundach i mylił się częściej, niż chciał przyznać. Iga prowadziła. Na jednym z postojów Kamil przyniósł jej kawę taką, jaką zamawiała od początku wyjazdu, i podał bez pytania o cukier.
Wypiła łyk, zanim oddała mu kubek, żeby móc zapiąć pas. Ten drobiazg został z nią na dłużej.
Pod Broome dotarli po południu. Zamiast dużego kempingu wybrali niewielkie miejsce na prywatnej posesji, z kilkoma stanowiskami rozstawionymi daleko od siebie. Mieli zostać trzy noce. Właściciel pokazał im łazienkę, miejsce na odpady i kran z wodą do uzupełnienia zapasów. Poprosił, żeby po zmroku nie świecili reflektorami na sąsiednie stanowiska, i wrócił do domu.
Namioty rozłożyli prawie bez słowa. Po kilkunastu dniach każde miało swoją część pracy. Boczną drabinkę ustawili tak, żeby Iga i Oskar nie musieli przeciskać się przy stole. Za samochodem zostawili wolne przejście do tylnej.
— Tu możemy nic nie robić? — zapytała Paula, gdy skończyli.
— Dzisiaj na pewno — odpowiedziała Iga.
— Jutro też bym mogła.
Kamil przyniósł cztery krzesła. Oskar schował kluczyki do zwykłego schowka przy kuchni i wyjął kubki. Zanim zaczęli kolację, siedzieli bezczynnie, patrząc na wydłużający się cień samochodu.
Telefon Igi zawibrował. Koleżanka z pracy przesłała zdjęcie dostarczonych mebli i krótkie pytanie. Iga odpisała, że wszystko wygląda dobrze, po czym wyciszyła urządzenie do rana.
Nie musiała dzisiaj być nigdzie indziej.
Nazajutrz rano pojechali do Broome. Kupili pieczywo, uzupełnili zapasy i przeszli się po mieście. Nie mieli długiej listy atrakcji. Paula chciała zajrzeć do dwóch sklepów, Kamil potrzebował nowych klapek, ponieważ stare pękły jeszcze w Port Hedland. Oskar znalazł kawiarnię, w której mogli spokojnie usiąść.
Iga miała na sobie granatową letnią sukienkę i sandały. Włosy zostawiła rozpuszczone, choć po kilkunastu minutach zaczęła szukać gumki. Mąż wyciągnął ją z bocznej kieszeni własnej torby.
— Skąd to masz?
— Z podłogi samochodu. Chyba twoja.
Podziękowała i związała włosy, odsłaniając twarz. W szybie zobaczyła własne odbicie: opaloną skórę, jasne brwi, zmrużone od słońca niebieskie oczy. Była wysoka i szczupła, dobrze czuła się w tej sukience. W domu od dawna nie oglądała siebie bez pośpiechu. Zawsze było jeszcze coś do poprawienia przed wyjściem.
Przy stoliku usiadła obok Kamila, bo Paula zdążyła zająć krzesło po drugiej stronie. Nie wymieniali porozumiewawczych spojrzeń. Kamil przesunął tylko menu, żeby oboje mogli czytać. Gdy odsunęła nogę przed przechodzącą kelnerką, dotknęła go kolanem. Przeprosiła odruchowo; odpowiedział krótkim uśmiechem.
Wracając do auta, Paula wspomniała o grze, którą miała na laptopie.
— Planszówka? — zapytał Oskar.
— Komputerowa. Taka imprezowa, dla dorosłych. Impka. Znacie?
Iga pokręciła głową.
— Słyszałem nazwę — powiedział Oskar. — Dawno temu.
— Mam starą wersję. Sprawdzałam przed wyjazdem, czy w ogóle działa. Możemy zobaczyć wieczorem, jak będziecie chcieli.
Kamil niósł zakupy kilka kroków przed nimi. Odwrócił się dopiero przy samochodzie.
— Tylko nie daj od razu tych najgorszych zadań.
— Przecież nie zamierzam.
Paula schowała telefon i odebrała od niego jedną torbę. Oskar zerknął na żonę. Iga wzruszyła lekko ramieniem, ale kiedy wsiadała, zastanawiała się już, jak będzie wyglądał wieczór.
Po powrocie rozłożyli obóz i schowali zakupy. Dzień zrobił się gorący. Kamil położył się w cieniu, Paula usiadła z książką. Iga przez jakiś czas rysowała, potem zamknęła notes. Nie była w stanie skupić się na liniach.
Nie chodziło o samą grę. Przez ostatnie dni zauważała w sobie oczekiwanie, którego wcześniej nie umiała nazwać. Cieszyło ją, gdy Kamil siadał obok. Pamiętała, o co zapytał, i wracała myślami do urwanych rozmów. Jednocześnie chciała, żeby Oskar brał w tym udział, nie zostawał z boku, skazany na domyślanie się wszystkiego.
Siedział teraz kilka kroków dalej z kubkiem, słuchając Pauli. Dziewczyna odłożyła książkę i pokazywała mu coś na telefonie. Podniósł wzrok, odnalazł żonę i uśmiechnął się. Odpowiedziała mu tym samym.
Kolację przygotowali wcześniej niż zwykle. Iga pokroiła warzywa, Kamil zajął się kuchenką, pozostali rozłożyli naczynia. Jedli wolno. Nad stanowiskiem zapaliła się mała lampka, a dalsza część posesji stopniowo znikała w ciemności.
Paula przyniosła laptop i postawiła go na suchej części stołu. Z głośnika dobiegła krótka melodia, zbyt głośna jak na tę porę. Ściszyła ją natychmiast.
— Przepraszam. Zapomniałam.
Na ekranie pojawiła się plansza. Oskar przysunął krzesło, żeby widzieć napisy. Kamil zebrał talerze, Iga schowała resztki jedzenia. Zanim zaczęli, stół był już uprzątnięty, a naczynia umyte.
Paula wpisała imiona, pokazała wybór ustawień. Gra miała poziomy: od flirtu, komplementów i niewinnych pocałunków aż po zadania, których nie czytało się na głos przy rodzinie. Nie czytała im całej instrukcji. Wyjaśniła, jak działa wirtualna kostka, jak poruszają się pionki i na czym polegają zadania związane z kolejnymi polami.
— Na początek łagodnie — powiedziała. — Wybieram najniższy poziom. A zasady zmieniamy po swojemu: w oryginale za pominięcie zadania trzeba oddać część ubrania, ale u nas nic nie jest obowiązkowe. Jak komuś coś nie pasuje, po prostu pomijamy. Bez kar.
— Mnie pasuje — odpowiedziała Iga.
Oskar kiwnął głową. Kamil poszedł po lód i napoje. Zrobili sobie drinki, obok postawili dzbanek wody. Nikt już tego dnia nie miał zamiaru ruszać samochodu.
Z początku więcej czasu zajmowało im komentowanie niż sama gra. Kamil pomylił pionki, Oskar dwa razy zapytał, czy już jego kolej. Paula przesunęła laptop, żeby nie odbijała się w nim lampka.
Pierwsze pytania były łatwe. O ulubione miejsce, o rzecz, której nigdy nie zabierają w podróż, choć zawsze okazuje się potrzebna. Kiedy mieli opowiedzieć o pierwszych wrażeniach, Iga roześmiała się, zanim zabrała głos.
— Bałam się, że uznacie nas za strasznie sztywnych — przyznała.
— Przez chwilę trochę tak — odpowiedziała Paula.
Oskar uniósł brwi.
— Przez arkusz? — zapytał.
— Głównie. Myślałam, że trzeba będzie potem odhaczać punkty.
— Sam już prawie do niego nie zaglądam.
— Widzimy. Dlatego jeszcze z wami jedziemy.
Oskar przyznał, że początkowo obawiał się niekończących się nocnych imprez. Kamil spojrzał na Paulę, która dwa razy zasnęła z książką przed dziewiątą.
— Z nami wam to nie grozi — powiedział.
Iga sięgnęła po wodę. Pytania robiły się bardziej osobiste; odpowiadali wolniej, czasem wymijająco, czasem z zaskakującą szczerością. Przy jednym Paula odmówiła odpowiedzi i bez zamieszania przeszli dalej. Nikt nie wracał do niego pod pozorem żartu.
Oskar siedział obok żony. Kiedy oparła dłoń na jego udzie, na chwilę przykrył ją własną. Nie musiała patrzeć, żeby wiedzieć, że obserwuje pozostałych równie uważnie jak ona.
Pionek Igi stanął na polu z czerwonym serduszkiem. Na ekranie pojawił się napis: „Iga, pocałuj Kamila. Pięć sekund”.
Zapadła cisza, w której słychać było, jak ktoś odstawia kubek. Paula popatrzyła na Igę, potem na Oskara.
— Można pominąć — przypomniała cicho.
Iga spojrzała na męża. Oskar uniósł kieliszek w jej stronę z uśmiechem, który miał w sobie trochę napięcia.
— Nie pomijam — powiedziała.
Odwróciła się do Kamila, położyła mu dłoń na ramieniu i pocałowała go w usta. Najpierw lekko, jak przy powitaniu, potem trochę dłużej. Kamil nie poruszył się. Po chwili odpowiedział ostrożnie, z dłonią zawieszoną nad jej talią. Skinęła niemal niezauważalnie głową, a on położył dłoń na jej biodrze. Nie odsunęli się od razu, gdy minął wyznaczony czas.
— Pięć — powiedziała Paula cicho. — Brawo.
Iga cofnęła się. Wargi miała gorące. Kamil patrzył w stół.
— Dobra — odezwał się Oskar głosem, który brzmiał odrobinę za spokojnie. — Twoja kolej, Paula.
Gra toczyła się szybciej. Na ekranie pojawiło się zadanie dla Pauli: „Zdejmij jedną rzecz”. Zdjęła koszulkę i została w cienkim topie na ramiączkach, pod którym nie miała stanika. Oskar wylosował: „Oskar, pocałuj Paulę. Dziesięć sekund”. Paula wstała, obeszła stół i usiadła mu na kolanach bokiem, z ramieniem na jego karku. Oskar położył dłoń na jej talii, drugą na plecach i pocałował ją tak, że Iga poczuła ucisk w gardle. Nie potrafiła odwrócić wzroku. Znała tę skupioną twarz męża, a oglądanie jej z boku nieoczekiwanie ją poruszyło.
Dziesięć sekund minęło. Paula odsunęła się z uśmiechem, wciąż siedząc mu na kolanach.
— Zdejmij coś — powiedziała do niego.
— To nie moje zadanie.
— Wiem. Ale ja chcę.
Oskar zdjął lnianą koszulę. Paula przesunęła dłonią po jego piersi i przez moment nie robiła nic więcej. Potem wróciła na swoje miejsce. Kamil nie wyglądał na zazdrosnego: patrzył na swoją dziewczynę z wyrazem rozbawionego podziwu.
Ubrań ubywało. Kamil zdjął koszulkę, Oskar skarpetki, co wywołało salwę śmiechu. Iga rozsunęła zamek na plecach i zsunęła granatową sukienkę z ramion. Pod nią miała biały komplet z koronki: delikatny stanik w kształcie trójkątów, przejrzyste majtki z koronkowymi bokami. Rozmowa ucichła. Kamil patrzył dłużej niż kiedykolwiek wcześniej. Paula i Oskar widzieli to, ale żadne nie próbowało przerwać tej chwili. Panowie zostali w samej bieliźnie: Oskar w granatowych slipach, Kamil w czarnych bokserkach, które nie ukrywały jego podniecenia. Iga zobaczyła ten zarys, zanim zdążyła odwrócić wzrok, i poczuła ucisk w podbrzuszu. Paula zauważyła jej spojrzenie i uśmiechnęła się półgębkiem. Iga, zamiast się zarumienić, odwzajemniła uśmiech.
W pewnym momencie Paula odsunęła laptop.
— Na dzisiaj chyba wystarczy.
Usiadła bliżej Kamila, który objął ją ramieniem. Iga dopiła wodę. Miała wrażenie, że nagle słyszy wszystko dookoła: szelest liści, owada obijającego się o lampkę, czyjś samochód daleko od ich stanowiska.
Oskar dotknął jej dłoni.
— Chodźmy do siebie — powiedział.
Zamknęli kuchnię, schowali elektronikę i zabrali rzeczy potrzebne na noc. Laptop wrócił do pokrowca Pauli, na tylne siedzenie. Iga sprawdziła, czy wzięła szczoteczkę, chociaż trzymała ją w ręku. Zorientowała się i parsknęła cicho.
Oskar poczekał pod boczną drabinką. Paula z Kamilem obeszli samochód od tyłu.
Wspięli się na górę szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Oskar zasunął zamek, a Iga już zsuwała z niego slipy, nie czekając, aż zrobi to sam.
— Widziałem — wymamrotał, przyciągając ją do siebie. — Widziałem, jak go całowałaś.
— I?
— I ledwo wytrzymałem.
— Mogłeś powiedzieć, żebyśmy skończyli.
— Nie chciałem.
Zsunęła z niego bieliznę i objęła go dłonią; od miesięcy nie był tak twardy. Rozpiął jej stanik jednym ruchem, ujął jej piersi w dłonie, całował je, ssał sutki, aż odchyliła głowę. Zdjęła majtki. Wciągnął ją na siebie, a ona opuszczała się na niego wolno, aż wypełnił ją całą.
— Powiedz mi — szepnął — co sobie wyobrażasz.
— Że to jego ręce — odpowiedziała, zanim zdążyła się zawstydzić. — I że ty patrzysz.
Zacisnął palce na jej biodrach. Z namiotu nad paką dobiegło ciche, przeciągłe westchnienie, a po nim drugie, wyższe. Oboje zamarli.
— To Paula — wyszeptała Iga.
— Tak.
— Słyszą nas?
— Pewnie tak. — Przesunął kciukiem po jej wardze. — Przeszkadza ci?
Pokręciła głową, uśmiechnęła się i poruszyła biodrami, wolno, głęboko, z jękiem, którego nie próbowała tłumić. Odpowiedział urywanym jękiem. Poruszali się razem, nie spiesząc się, wsłuchani w dźwięki z drugiego namiotu, aż ich rytm zaczął się zlewać: jej oddech z oddechem Pauli, jego jęk z jękiem Kamila. Iga doszła pierwsza, z twarzą w jego szyi. Oskar zaraz za nią.
W tym samym czasie, w namiocie nad paką, Paula leżała na plecach z szeroko rozchylonymi udami, a Kamil, klęcząc między nimi, całował płaski brzuch, uda i wewnętrzne strony kolan, schodząc coraz niżej. Paula wsunęła palce w jego włosy.
— Słyszysz ich? — wyszeptała.
— Słyszę.
— Powiem ci coś. Ale nie obrażaj się.
— Nie obrażę.
— Myślałam o niej. O tym, jak wygląda w tej koronce. Ma ciało jak z reklamy.
Kamil uśmiechnął się.
— I o nim też myślałam — dodała Paula szybko. — O jego dłoniach. O tym, jak mnie pocałował. Wolniej, niż się spodziewałam.
— Nie obrażam się — powiedział Kamil, unosząc głowę. — Podobało mi się patrzeć.
Pocałował ją tam, gdzie była najbardziej wrażliwa, a Paula zacisnęła palce na jego włosach i zagryzła wargę. Jej jęk, długi i wysoki, poleciał w górę, prosto w noc, i wiedziała, że dociera do namiotu nad kabiną. Nie obchodziło jej to. Gdy Kamil w końcu wszedł w nią, silny, pewny, wypełniający, wygięła plecy w łuk i krzyknęła jego imię. Poruszał się mocno, tak jak lubiła, a ona nie próbowała już być cicho.
Z sąsiedniego namiotu dobiegł przytłumiony śmiech. Paula też się roześmiała.
Doszli niemal jednocześnie, ona z imieniem na ustach, on z długim, głębokim wydechem. Potem leżeli splątani, spoceni, a z drugiego namiotu po pewnym czasie przestały dochodzić odgłosy.
Iga zasnęła późno. Obudziła się raz, kiedy mąż szukał w ciemności butelki wody. Podała mu ją z bocznej kieszeni i odczekała, aż się położy. Objął ją bez słowa. Resztę nocy przespała przy nim.
Rano na stole leżały dwie limonki i zapomniane okulary. Kamil usiadł przed samochodem w rozpiętej bluzie, z kubkiem opartym o kolano. Paula przysiadła obok niego.
Iga zeszła z namiotu chwilę później. Przywitała się, wyjęła cztery miski i zaczęła szykować śniadanie. Kamil zapytał, czy pomóc.
— Pokrój jabłka. Nóż jest w górnej szufladzie.
Mówiła normalnie, lecz nie potrafiła jeszcze spojrzeć na niego dłużej. Wczorajsza swoboda nie zniknęła; potrzebowała tylko chwili, by ją odnaleźć przy dziennym świetle.
Oskar przyniósł pieczywo, które odłożyli na rano. Gdy się minęli, pocałował żonę w policzek. Ten zwyczajny gest ucieszył ją bardziej, niż się spodziewała.
Nie odtwarzali przy stole poprzedniego wieczoru. Kamil narzekał, że źle rozłożył bluzę pod głową, Paula sprawdzała wiadomość od siostry. Oskar z Igą mieli jeszcze uzupełnić gotówkę i kupić kilka rzeczy na dalszą drogę.
— Pojedziemy wszyscy? — zapytał.
Paula popatrzyła na rozłożone namioty.
— Dzisiaj to chyba lepiej bez samochodu.
Uśmiechnął się. Zapomniał, ile czasu zajmie ponowne składanie obozu.
Zapytali gospodarza o dojazd, a potem pojechali zamówionym samochodem we dwoje. Młodsi zostali. Mieli poczytać, odpocząć, wyprać ręcznie kilka drobiazgów; żadnemu nie zależało na kolejnym zwiedzaniu.
W mieście Iga długo wybierała pieczywo, chociaż i tak kupiła to samo co poprzednio. Oskar czekał obok z torbą. Kiedy wyszli, zaproponował kawę.
Usiedli pod wentylatorem, przy stoliku na uboczu. Przez chwilę oglądali menu, choć przyszli tylko na kawę.
— W porządku? — zapytał w końcu.
Zamknęła kartę.
— Tak. Tylko rano zrobiło mi się trochę głupio.
— Przy Kamilu?
Przytaknęła.
— Nie wiedziałam, jak się zachowywać. Wczoraj nie miałam tego problemu.
— Mnie też było dziwnie przez chwilę.
Przyniesiono kawę. Iga odczekała, aż kelnerka odejdzie.
— A ze mną? — zapytała.
Oskar od razu podniósł wzrok.
— Dobrze. Naprawdę.
Wzięła kubek w obie dłonie. Chciała powiedzieć mu coś więcej, lecz wahała się, jak zacząć.
— Ja bym chyba chciała pójść dalej — odezwała się w końcu. — Z nimi.
Nie odpowiedział natychmiast. Spojrzał na jej dłoń, potem znów na twarz.
— Ja też o tym myślę.
Iga powoli wypuściła powietrze. Zauważył to.
— Bałaś się powiedzieć?
— Trochę. Wolałabym, żebyśmy nie robili niczego tylko dlatego, że już zaczęliśmy.
— Ja też. Możemy zwyczajnie posiedzieć wieczorem.
— Możemy.
Wyciągnęła rękę przez stół. Oskar splótł z nią palce. Nie poczuła potrzeby dalszego przekonywania go ani przedstawiania wszystkiego w najbezpieczniejszej wersji. Dopili kawę i zabrali zakupy. Przed powrotem przeszli się jeszcze po mieście.
Tymczasem Paula siedziała z Kamilem w cieniu markizy. Zauważyła, że próbuje odgadywać jej nastrój, zanim sam cokolwiek powie. W końcu zapytała, czy chciałby coś zjeść. Przyznał, że tak, i poszli razem zrobić sobie kanapki.
Przygotowując je, wrócili do wczorajszego wieczoru. Kamil obawiał się przede wszystkim niezręczności podczas dalszej podróży. Paula miała podobną myśl, lecz nie żałowała. Powiedziała mu to, zanim zdążył po raz kolejny zapytać, czy wszystko w porządku. Uspokoił się. Nie zamierzali spędzić całego dnia na zgadywaniu, co myślą pozostali.
Później przestał ją obserwować przy każdej drobnej czynności. Rozłożył krzesło, oparł stopy na torbie i po kilkunastu minutach zasnął. Paula czytała, od czasu do czasu odpędzając muchę od jego policzka.
Iga zobaczyła ich tak po powrocie. Zwolniła przy stoliku, żeby nie obudzić Kamila, i odstawiła zakupy. Paula podniosła wzrok znad książki.
— Udało się wszystko?
— Tak. Kupiliśmy też te małe mango.
— Dobrze. Kamil już zapowiedział, że tym razem sam zje wszystkie.
Oskar schował owoce, a Iga poszła umyć ręce. Paula wróciła do czytania.
Wieczorem nie spieszyli się do laptopa. Przy kolacji Oskar opowiedział o rozmowie z kierowcą zamówionego samochodu, który próbował przekonać go do zmiany dalszej trasy. Paula sprawdziła odległości, po czym wszyscy zgodzili się, że zostają przy swoim planie. Darwin nadal było daleko.
Po kolacji Iga poszła pod prysznic, a potem wróciła do namiotu po ubranie.
Weszła po drabince w ręczniku. Oskar siedział na materacu z laptopem na kolanach. Na jej widok zamknął komputer.
— Pokaż, co wybierzesz — powiedział i odłożył go obok.
Rozwinęła ręcznik i odłożyła go na materac. Klęczała w półmroku namiotu, naga, z mokrymi włosami opadającymi na ramiona. Oskar patrzył na nią długo. Nie próbował jej dotykać. Wysoka, szczupła, z długimi nogami, pełnym, jędrnym biustem i gładkim, płaskim brzuchem; znał to ciało i wciąż lubił je oglądać.
Wyjęła z torby czarny koronkowy komplet: biustonosz z cienką siateczką i majtki. Założyła bieliznę bez pośpiechu, odwracając się do męża bokiem, i spojrzała przez ramię.
— Dobrze?
— Bardzo dobrze — odpowiedział.
Uśmiechnęła się do niego.
Wciągnęła granatową sukienkę, tę samą, którą miała w mieście. Oskar pomógł jej z zamkiem na plecach i zatrzymał dłonie na talii dłużej, niż było trzeba.
— Oskar. — Spojrzała na niego w półmroku. — Jeśli to będzie za dużo…
— Powiem. Ty też. Umówmy się na słowo. Jak któreś powie „pomidor”, wszystko staje. Bez tłumaczenia.
Parsknęła.
— Pomidor.
— Po tych wszystkich zakupach chyba nie zapomnimy.
— Dobrze. A jeśli ktoś chce tylko zwolnić?
— To powie „wolniej”.
— Dobrze.
Zeszła po bocznej drabince, kiedy pozostali kończyli chować naczynia.
Kamil podniósł wzrok. Nie odwrócił go natychmiast. Poczuła przyjemność z tak prostego zainteresowania, ale nie próbowała go przedłużać. Usiadła i zapytała Paulę o książkę.
Rozmawiali przez jakiś czas o filmie, który Oskar i Iga widzieli razem jeszcze przed ślubem. Pamiętali z niego zupełnie inne rzeczy i przez chwilę podejrzewali, że mówią o dwóch różnych tytułach. Paula znalazła opis w telefonie. Okazało się, że mieli na myśli ten sam, tylko każde zapamiętało to, co drugie znudziło.
— Nie będę wam polecać — zdecydowała Iga. — Już sama nie wiem, czy mi się podobał.
— Pamiętam, że tobie tak — odparł Oskar.
— Ty wtedy powiedziałeś, że też.
— Bo mi się podobał. Tylko nie cały.
Paula roześmiała się i schowała telefon. Kamil poprawił oparcie krzesła. Zostało im jeszcze trochę napojów z poprzedniego wieczoru; zrobili po drinku, resztę butelek Oskar odstawił do skrzyni. Na stole pojawiła się woda i pokrojone owoce.
— To co, gramy? — zapytała Paula.
Popatrzyli po sobie. Iga odpowiedziała pierwsza.
— Ja chcę.
Oskar przytaknął. Kamil wstał po laptop, a Paula rozsunęła rzeczy na stole i usiadła obok Oskara. Stamtąd wszyscy mogli widzieć planszę.
Gra uruchomiła się z tą samą za głośną melodią. Tym razem wszyscy zaczęli się śmiać, zanim Paula zdążyła ją wyciszyć.
Nie tłumaczyła ponownie zasad. Wpisali imiona, wspólnie obejrzeli ustawienia i rozpoczęli nową rozgrywkę. Iga przysunęła krzesło. Oskar siedział blisko, lecz nie śledził już każdego jej spojrzenia. Gdy Kamil o coś zapytał, odpowiedziała mu bez zerkania najpierw na męża.
Tego wieczoru mniej żartowali z samej gry. Zdarzały się chwile ciszy, których nikt nie próbował ratować. Paula opierała łokieć na stole, słuchając Oskara. Iga odłożyła pusty kubek i przestała szukać zajęcia dla rąk.
Iga przypomniała sobie odbiór samochodu: cztery osoby pod ścianą, niepewne, czy warto zaproponować uścisk zamiast podania ręki. Nie spodziewała się wtedy tego wieczoru. Wiedziała jednak, że chce tu zostać.
Oskar spojrzał na żonę. Uśmiechnęła się do niego, a potem wróciła do rozmowy z Kamilem.
Paula kliknęła w ustawienia i przesunęła suwak o jeden stopień wyżej. Zamiast „Flirt” na ekranie pojawił się napis „Odważnie”.
— Mówcie, jeśli za dużo — poprosiła. — Każde może zmienić poziom albo wyjść. W każdej chwili.
— Mnie pasuje — odpowiedziała Iga.
— Mnie też — dodał Oskar, a Kamil udał, że przesuwa suwak jeszcze wyżej.
Pierwsze zadanie przypadło Idze: „Iga, usiądź na kolanach Kamila. Zostań tak do końca rundy”. Odstawiła kieliszek, spojrzała na męża; skinął głową. Usiadła Kamilowi na kolanach bokiem, z ręką na jego ramieniu, w granatowej sukience. Przez cienki materiał czuła ciepło jego ud i twardość, której się spodziewała, a mimo to wstrzymała oddech. Kamil położył dłoń w dole jej pleców i nic więcej nie zrobił.
— Teraz ja — powiedziała Paula, kiedy przyszła jej kolej. — „Paula, rozepnij koszulę Oskara. Powoli”.
Zrobiła to, patrząc mu w twarz. Guziki odpinały się jeden po drugim; Oskar siedział z rękami na stole. Gdy Paula przesunęła dłońmi po jego piersi i brzuchu, zamknął oczy. Iga, siedząca nieruchomo na kolanach Kamila, czuła, jak jej serce bije w rytmie, który mógł słyszeć każdy w promieniu metra. Kamil przesunął usta po jej szyi, tuż pod uchem.
— Mogę? — zapytał niemal bezgłośnie.
— Tak.
Pocałował ją w szyję ponownie, wolno, z otwartymi ustami, a jej ciało wygięło się samo, odsłaniając gardło. Naprzeciwko Paula wsunęła dłoń pod pasek Oskara, ale zatrzymała się i spojrzała na Igę.
— Mogę?
Iga uniosła głowę. W świetle lampy, z ustami Kamila przy swojej szyi, odpowiedziała głośniej, niż zamierzała:
— Tak.
Gra stała się niepotrzebna. Paula wyciągnęła rękę i bez słowa zamknęła laptop, a w nagłej ciszy słychać było tylko szum liści i ich oddechy.
— Nie chcę już grać — powiedziała. — Chcę po prostu być z wami.
— Wy też? — zapytał Oskar. Głos miał ochrypły.
— Ja też — odezwał się Kamil.
Oskar spojrzał na żonę.
— Chcę — powiedziała mu Iga.
— Ja też.
Iga wstała z kolan Kamila i podeszła do męża. Pocałował ją długo. Objęła go za szyję i poczuła, że wilgotnieją jej oczy.
Potem wyjęli materace z obu namiotów i ułożyli je obok siebie pod markizą, na kocu rozłożonym na trawie. Latarka zawisła na podporze i dawała ciepłe, przytłumione światło. Właściciel posesji mieszkał w domu oddalonym o kilkadziesiąt metrów, a jego okna były ciemne.
Nie spieszyli się. Najpierw całowali się parami, jakby potrzebowali ostatniego zapewnienia, że nic się nie zmieni: Iga z Oskarem, Paula z Kamilem, patrząc na siebie nawzajem ponad ramionami. Potem Paula wyciągnęła rękę do Igi.
— Chodź tu.
Iga uklękła obok niej. Paula dotknęła jej policzka i pocałowała ją krótko i delikatnie, z większą ciekawością niż pożądaniem. Iga odpowiedziała tym samym. Kiedy się odsunęły, obie się uśmiechały.
Podniosła się, a Oskar rozpiął zamek sukienki. Zsunęła się z jej ramion i spadła na koc. Pod nią Iga miała czarny koronkowy komplet: biustonosz z delikatnej siateczki, przez którą prześwitywały ciemne sutki, i majtki z wąskimi bokami. Kamil wypuścił powietrze przez zęby.
Iga podniosła się, a Oskar rozpiął zamek sukienki. Zsunęła się z jej ramion i spadła na koc. Pod spodem miała czarny koronkowy komplet: biustonosz z delikatnej siateczki, przez którą prześwitywały ciemne sutki, i majtki z wąskimi bokami. Kamil wypuścił powietrze przez zęby.
— Boże — powiedział po cichu. — Jesteś…
— Nie mów — szepnęła, śmiejąc się. — Po prostu patrz.
Patrzyli wszyscy. Paula zdjęła top przez głowę i została w czarnych koronkowych szortostringach. Przez przejrzysty materiał z przodu prześwitywał wąski paseczek włosków; skóra wokół była gładko wydepilowana. Miała mniejsze piersi niż Iga, jędrne, z ciemnymi sutkami, które twardniały pod ich wzrokiem. Kamil zdjął koszulkę, potem spodenki, bokserki zsunął na końcu: stał nagi i w pełni gotowy. Iga nie udawała, że nie patrzy. Oskar rozbierał się obok. Przy Kamilu wyglądał szczuplej, skromniej, i Iga zobaczyła, że o tym wie. Uśmiechnęła się do niego. Znała jego ciało, jego dłonie, jego język i żadne porównanie niczego tu nie zmieniało.
Położyli się: Iga z Oskarem na jednym materacu, Paula z Kamilem na drugim, tuż obok, tak blisko, że kolana i ramiona się stykały. Przez chwilę jeszcze się całowali, zerkając na drugą parę. Potem Paula zsunęła się wzdłuż ciała Kamila, pocałowała jego brzuch i wzięła go w usta, powoli, a Kamil odrzucił głowę na poduszkę i wypuścił z płuc ciężkie, długie westchnienie.
Iga patrzyła na to przez chwilę. Potem spojrzała na męża.
— Mogę? — zapytała cicho, kładąc dłoń na jego udzie.
— Proszę — odpowiedział.
Uklękła między jego kolanami i zrobiła to, co robiła od lat, ale tym razem z oczami wbitymi w Paulę, w ciemne włosy rozsypane na brzuchu Kamila, w jego dłoń zaplątaną w nie z czułością. Oskar zamknął oczy. Jego oddech stawał się coraz szybszy, ręka zacisnęła się na jej ramieniu. Iga czuła, że napięcie narasta, i zwolniła, bo nie chciała, żeby skończył zbyt wcześnie. Uniosła głowę. Obok, na drugim materacu, Paula odsunęła się od Kamila z błyszczącymi wargami.
— Zamienimy się? — wyszeptała, patrząc na Igę. — Jeśli chcesz.
Iga spojrzała na Oskara. Otworzył oczy, popatrzył na nią, na Paulę.
— Ja bym chciała — odpowiedziała Iga.
Oskar przytaknął. Poczuła, jak opuszcza ją napięcie.
Paula zsunęła szortostringi, odłożyła je na koc i przesunęła się na materac Oskara. Iga zajęła miejsce obok Kamila. Ujął jej twarz w dłonie i pocałował ją w usta, powoli, z delikatnością, jakiej się po nim nie spodziewała.
— Wszystko dobrze? — zapytał szeptem.
— Tak. Powiem, jeśli coś będzie nie tak.
Uklękła między jego udami i wzięła go w dłoń: gorącego, ciężkiego, trudnego do objęcia palcami. Spojrzała na niego, potem na męża, który leżał na wznak obok i patrzył na nią z twarzą kogoś, kto widzi coś, o czym marzył, a zarazem nie do końca to rozumie. Posłała mu uśmiech. Potem pochyliła się i wzięła Kamila w usta, powoli, ostrożnie, na tyle głęboko, na ile mogła. Kamil jęknął niskim głosem i położył dłoń na jej włosach, nie ciągnąc, nie naciskając, tylko dotykając.
Obok Paula robiła to samo Oskarowi. Iga słyszała oddech męża i jego głos łamiący się na imieniu dziewczyny. Dźwięki z drugiego materaca wciąż przyciągały jej uwagę; nie chciała odcinać się od pozostałych.
— Wolniej — szepnął Kamil po kilku minutach, drżącym głosem. — Bo dojdę.
Zwolniła. Odsunęła się, wytarła usta wierzchem dłoni i spojrzała na niego.
— Teraz ja — powiedział.
Przeszedł ją dreszcz.
Położył ją na plecach. Rozpiął stanik, odsłonił jej piersi, pocałował je kolejno, powoli, przyglądając się im z bliska. Iga uniosła biodra, ułatwiając mu zsunięcie majtek. Odłożył je na koc. Rozchylił jej uda i przez chwilę tylko patrzył, jak Oskar kiedyś patrzył na nią w ich pierwszym mieszkaniu. Potem zszedł niżej i pocałował ją tam.
Był inny niż Oskar. Mniej metodyczny, bardziej zachłanny. Jego język poruszał się szerzej, mocniej, z rytmem, którego nie znała i który natychmiast przejął nad nią kontrolę. Iga odchyliła głowę, wydała niski, długi dźwięk i zacisnęła palce na kocu. Na drugim materacu Oskar robił to samo Pauli. Iga widziała kątem oka jego ciemną głowę między udami dziewczyny i jej dłoń we włosach męża. Wyciągnęła rękę w bok. Paula odnalazła jej palce; splotły je nad wąską szparą między materacami.
Trzymały się za ręce, kiedy doszły. Najpierw Paula krzyknęła krótko, a zaraz potem Iga jęknęła i uniosła biodra. Fale przetaczały się przez nią jedna po drugiej. Wciąż mocno trzymała dłoń Pauli.
Potem przez chwilę nikt nic nie mówił. Słychać było tylko ciężkie oddechy i szum drzew.
— Chcę cię w sobie — wyszeptała Iga do Kamila.
Wszedł w nią powoli, w jej wilgoć, w jej rozluźnione ciało, i Iga wciągnęła powietrze, bo wypełnił ją całą, o wiele głębiej niż kiedykolwiek wcześniej. Przez moment zamarł, patrząc jej w oczy.
— Wolniej — poprosiła.
Zaczął się znów poruszać, tym razem wolniej. Iga stopniowo przyzwyczajała się, aż jej biodra same zaczęły wychodzić mu naprzeciw. Objęła go nogami. Kamil schylił się i ucałował jej szyję, obojczyk, piersi. Jego ruchy były głębokie, długie, pewne. Iga zamknęła oczy, a kiedy je otworzyła, zobaczyła kątem oka Oskara, który leżał na plecach z Paulą na sobie. Siedziała na nim okrakiem, z głową odrzuconą do tyłu, z dłońmi na jego piersi, poruszając się w rytmie, który widać było nawet w półmroku. Oskar patrzył na Igę. Patrzył jej prosto w oczy.
— Kocham cię — powiedział.
— Ja ciebie — odpowiedziała bez wahania.
Kamil przyspieszył. Iga czuła, jak narasta w niej druga fala, silniejsza od pierwszej. Wsunęła dłonie w jego włosy i przyciągnęła go do pocałunku. Doszła z krzykiem, który zagłuszył jego własny, zaciskając się wokół niego tak, że Kamil zadrżał i znieruchomiał na długą chwilę, po czym opadł na nią, ciężki i rozgrzany.
Obok Paula zeszła z Oskara i położyła się przy nim na boku. Objął ją i pocałował we włosy.
— Dobrze? — zapytał Kamil szeptem, unosząc się na łokciach.
— Bardzo dobrze — odpowiedziała Iga, całując go w kącik ust. — A tobie?
— Jak nigdy.
Przez dłuższą chwilę leżeli bez ruchu, odpoczywając. Dopiero potem Paula wyciągnęła do Igi rękę.
— Chodź. Jeszcze nie skończyliśmy.
Wróciły do swoich partnerów. Iga wsunęła się pod ramię Oskara. Obrócił ją twarzą do siebie i mocno przyciągnął. Całował ją po twarzy, po powiekach, po ustach, po szyi.
— Byłaś niesamowita — wyszeptał.
— Patrzyłeś?
— Cały czas.
— Podobało ci się?
— Tak bardzo, że mało nie umarłem — odpowiedział z krótkim, urywanym śmiechem. — I teraz chcę ciebie. Tylko ciebie.
Położył ją na plecach i wszedł w nią wolno, tak jak robił to od siedmiu lat, a Iga, już rozluźniona, już otwarta, zacisnęła się wokół niego z cichym westchnieniem. To było zupełnie inne: mniej głębokie, mniej obezwładniające, a mimo to idealnie dopasowane. Patrzyli sobie w oczy. Obok Kamil położył Paulę na boku i objął ją od tyłu, poruszając się powoli, z dłonią na jej piersi. Paula patrzyła na Igę przez rozchylone powieki.
Oskar skończył z imieniem Igi na ustach, z twarzą ukrytą w jej szyi. Iga doszła w tej samej chwili, przyciskając go do siebie obiema rękami. Kamil i Paula doszli później, ona z głośnym krzykiem, on z długim, niskim jękiem. Wszyscy czworo leżeli potem na dwóch połączonych materacach, ze splątanymi nogami i ramionami; ich oddechy zlewały się w jeden.
— Chyba nigdy nie byłam tak zmęczona — powiedziała Paula w końcu.
— Ani ja — odpowiedziała Iga.
Roześmiały się, a po chwili mężczyźni do nich dołączyli.
Pod koniec nocy podniósł się lekki wiatr. Na stole stały puste kubki, laptop był już zamknięty. Oskar wsunął go do pokrowca i zaniósł na tylne siedzenie.
Iga odszukała sandały pod krzesłem i narzuciła na ramiona koc. Paula przyniosła z samochodu butelkę wody; podała ją najpierw Idze, potem sama się napiła. Kamil siedział oparty o bok Navary, owinięty drugim kocem. Nikt jeszcze nie zbierał się do snu.
Oskar usiadł przy żonie. Wzięła go za rękę i oparła się o niego na chwilę.
— Pomidor? — zapytał cicho.
— Nie. Wcale nie.
Była zmęczona. O jutrzejszym dniu nie chciała teraz myśleć.
Przed nimi pozostał jeszcze kawał drogi.
CIĄG DALSZY NASTĄPI… o ile będziecie mieli ochotę na więcej, a oceny to potwierdzą ?
Jmalkowich
Jak Ci się podobało?