Ilustracja: Sergey Romanenko

Chcę więcej, kochanie (XI część 1)

20 czerwca 2026

Opowiadanie z serii:
Chcę więcej, kochanie

34 min

Dawno nie umieszczałem fragmentu - jak nie czytałeś poprzednich części - koniecznie się zapoznaj, bo im dalej w las... wiadomo.

Paul J.

Rozdział XI (część 1)

– Nareszcie potańczymy, kochanie – szczebiotała Klaudia, uwieszona ramienia Rafała.

Szybkimi krokami stukała w kierunku windy, ciągnąc go za sobą. Uwielbiała parkiet. Chyba od zawsze miała tak, że godziny tańca, zabawy i transu mijały, niczym minuty. I często to ona wychodziła z klubu ostatnia. Na końcu, ale pełna energii. 

Zmysłowość, ruchy i zatracenie się; to było coś, co nadawało jej życiu dodatkowy koloryt. Bardzo jaskrawy i ekscytujący. Niestety, również taki, którego już od tak dawna nie doświadczyła. Teraz nie zamierzała przepuścić okazji. Będzie tańczyć do upadłego. Nawet seks zszedł na dalszy plan.

Jej biodra już falowały kusząco, gdy przekroczyła próg windy.

Rafał nie podzielał jej zamiłowania do mordowania się na parkiecie. Do wysiłków, by swoje wygibasy kontrolować na tyle, by ochrona nie wezwała pogotowia będąc przekonana, że właśnie doznał ataku epilepsji. Często wydawało mu się, że wygląda głupio. Nie potrafił zatracić się w tańcu, jak Klaudia. No, tutaj ewidentnie się nie dobrali. Oczywiście, że starał się nauczyć co nieco. Nawet uczęszczali na kilka lekcji tańca i totalnego wstydu żonie w towarzystwie nie przynosił, ale zdecydowanie wolał klasyczne tańce od latynoskich. Gdy tylko zaczynał jakąś salsę czy sambę, po chwili wydawało mu się, jakby był nadmuchiwanym, gibającym się bez sensu dwudziestometrowym pajacem z majtającymi na wietrze kończynami.

Klaudia zapewniała go nie raz, że pieprzy głupoty i całkiem dobrze radzi sobie na parkiecie. Ale ona musiała tak mówić. Gdyby nie kłamała, jego wartość, mierzona w trzech jednostkach Barysznikowa na dziesięć, opadła by do zera. A wtedy i wołami nie wyciągnęła by go do tańca. I ona o tym wiedziała. Kłamała więc, to znaczy: komplementowała jego umiejętności paralityka wyłącznie z myślą o własnym interesie. Na szczęście adoratorów i amantów, którzy chcieli z nią pląsać nigdy nie brakowało, więc mógł się wymigać. Był przekonany, że i tym razem nie będzie inaczej.

Klaudia nie narzekała na zbyt małe zainteresowanie od strony brzydszej połowy populacji, o nie. Wręcz przeciwnie, była wyciągana na parkiet często. Ale przez innych. Często do zabawy porywali ją właśnie ci, którzy świetnie tańczyli. Ale nie mogła z innym facetem wyzwolić się i poczuć pełnej zmysłowości. Obcy mężczyzna, było nie było. Nie mogła się zapomnieć. Poza Krzyśkiem z Sylwestra, pomyślała. Ale to była wyjątkowa sytuacja. I chociaż Rafał, wbrew swojej opinii dawał radę, to nigdy nie potrafił pozbyć się stresu i po prostu wyluzować. Alkohol nie pomagał. A innych używek nie chciała na nim testować, bo nie wiedziała by, kiedy kończy się jej mąż, a zaczyna używka.

Drzwi otworzyły się na poziomie minus jeden. 

Po wyjściu z windy przeszli długim korytarzem obwieszonym plakatami portretów kobiet i mężczyzn stylizowanymi na pędzel Andy`ego Worhol`a. Na odgłosy narastającej muzyki biodra Klaudii podrygiwały radośnie. 

Popchnęli wahadłowe drzwi i weszli do przyciemnionego, upstrzonego kolorami pomieszczenia. Jako znawczyni, od razu zauważyła, że wystrój jest doskonały dla klubów, w których liczy się dystyngowana dyskrecja. Zdecydowanie nie było to miejsce dla rozwrzeszczanych młodzików. Czyli idealnie. Muzyka nie za głośna, nie kłująca w uszy, ale jednocześnie zapraszająca do tańca. Czyli idealna. 

Jej wzrok od razu przyciągnęła, doskonale oświetlona wielka wyspa barowa z setkami butelek z trunkami. Przed barem siedziało kilka osób. Środek to tradycyjnie parkiet z umieszczonym naprzeciwko wejścia podniesionym stołem konsoletą. A prawa strona? Standard: trzy wielkie loże obudowane wysokimi ściankami. Świetne do świntuszenia, pomyślała. Stąd nie było nawet widać, ile osób zasiada na przepastnych kanapach.

Pomieszczenie klubu było jeszcze większe. Zakręcało przed barem i miało jeszcze piętro. Ale Klaudia nie przyszła tu na wycieczkę krajoznawczą, więc nie chciała urządzać wyprawy. Może później zwiedzi zakamarki tego miejsca. Ale do tego musi być kontekst, pretekst. Teraz chciała tylko jednego.

– Postawisz mi drinka? – zapytała.

Ponieważ muzyka nie grała głośno, można było swobodnie rozmawiać bez przekrzykiwania się. 

– Oczywiście, kochanie – pociągnął ją w stronę baru. 

– Klaudyśka! – usłyszała nagle piskliwe przywitanie. – Przyszłaś! Super!

Dorota podbiegła i ucałowała ją w powietrze obok policzków. 

– I widzę, że przyprowadziłaś jakieś ciacho, złotko – zeskanowała Rafała od czubka głowy po wypolerowane oxfordy. – Podzielisz się?

Jędza, wymsknęło się jej. Na szczęście tylko w myśli. Zachciewa ci się mojego faceta?

Kurwa, zatkało ją znowu, miałam pracować nad zaborczością.

– Cześć Dorota – oddała pocałunek w powietrze. Od razu wyczuła w oddechu koleżanki jakieś egzotyczne nuty. – Poznajcie się – dokonała prezentacji – To jest Rafał…

– Cześć Rafał – nie czekała, aż Klaudia go przedstawi. Sama wyciągnęła rękę – jest mi niezmiernie miło.

– Mój mąż – dokończyła Klaudia. 

– O! Doprawdy? – Dorota udała zaskoczoną. Po chwili zachichotała i chwyciła jego ramię. – No proszę, ma cię tylko dla siebie, złociutki. A to chytruska.

Rafał uśmiechnął się ukradkiem. Pamiętał, jak jego żona zareagowała na recepcjonistkę Agatę albo spotkaną przy windzie Patrycję. Wolał nie zepsuć wieczoru. Niemniej jednak, to adorowanie połechtało jego męskość. Dodatkowo, Dorota cudownie pachniała bukietem słodkich kwiatów i egzotycznych woni. 

– Sama jesteś? – zmieniła temat Klaudia. 

– Nie, no co ty, Klaudunia? – obruszyła się. – Jesteśmy tu z Edytką. I – puściła jej oczko – Kornelem, o którym – zwróciła się do Rafała – chętnie ci opowiem, mój drogi. A dużo by opowiadać. Postaw tylko drinka, chwyć mnie zdecydowanie w pół, a mnie się język rozwiąże. Mówię ci, Rafałku, jak zacznę mówić, to nie przestanę. No, chyba że zastosujesz na mnie jeden z dwóch skutecznych sposobów na to, abym przestała trajkotać – spojrzała mu w oczy lubieżnie.

O ta kurwa, pomyślała Klaudia.

– Nie ma o czym opowiadać, Dorota – spojrzała jej głęboko w oczy, jakby miała ją zamienić w słup soli – no, chyba, że o tym, co się wydarzyło w domku. Jakie dyskusje prowadziłaś z Edytą. To, musisz przyznać, moja kochana, bardzo ciekawa historia. Nieprawdaż?

– Jasne, kochana – podniosła obie ręce, odbierając przekaz. – Ni słóweczka nie pisnę. Ani o Kornelu, ani o tym, co widziałaś, ani co słyszałaś, albo pokazałaś, ani jak się schyliłaś…

– Babo! – krzyknęła wściekła. – Prowadź lepiej do loży, albo tam, gdzie siedzi cała ekipa. Mam nadzieję, że przynajmniej oni nie są tak wstawieniem jak ty. I nie wygadują takich głupot.

– Głupot? – Dorota obróciła się na pięcie i z kołyszącym chodem poprowadziła ich za sobą. – Głupoty to ty gadasz, kochana. My nie udajemy, pamiętasz?

Pamiętała.

Przeszli przez środek parkietu do loży ulokowanej na końcu w najciemniejszym zakątku lokalu. Towarzystwo już do nich machało.

Rafał słuchał konwersacji dziewczyn absolutnie zachwycony. Gawędziły i dopiekały sobie, niczym wieloletnie psiapsiółki. Ale on wiedział, że to oczywiście nieprawda. Wiedział, że poznały się tutaj, w tym hotelu. Eden to wyjątkowe miejsce do zawierania takich znajomości. Wiele z nich bywa zaaranżowanych.

– Rafał – tym razem to ona postanowiła uprzedzić pozostałych i rozpocząć prezentację – to moi nowo poznani znajomi. Edyta

– Cześć – podała mu rękę. Uścisk był stanowczy.

– Dorotę już znasz.

– I mam nadzieję, że poznasz jeszcze lepiej, kochaniutki.

– Dobra, dobra – przerwała bezczelny podryw.

– To jest Kornel.

– Cześć Rafał – uśmiechnął się tajemniczo – miło cie poznać.

– A to – zakończyła prezentację – Maksymilian.

– Cześć Maks – tym razem odezwał się Rafał, podając dłoń.

– Znacie się? – Klaudia wyglądała na zaskoczoną.

Obaj wybuchnęli śmiechem. Zamiast odpowiedzieć, Maks zaprosił ich do loży. Usiedli tak, że Klaudia miała po swojej stronie Kornela i Edytę. Obok Rafała usadowiła się Dorota i Maks. Klaudia przeczuwała, że to ustawienie nie jest przypadkowe. Musiała uważać na tę lubieżnicę – Dorotę. Jej ręka już zaczynała rozglądać się za męskim udem.

Suka, pomyślała. Ale taka fajna suka.

– Kochanie – zaczął Rafał. – Czyniąc długą historię krótką, odpowiem, że znamy się już doskonale z Maksem. 

– Serio? A skąd? Pewnie poznaliście się tutaj podczas któregoś twojego pobytu tutaj?

– Nie do końca. Maks jest moim szefem – odpowiedział i przycisnął przycisk pilota w blacie stolika, który miał za zadanie wezwać kelnera. – To o nim ci opowiadałem.

– O – zatkało ją.

I od razu przyszła pora na szybki rachunek sumienia, czy przez ten czas, gdy przebywała z nim, nie palnęła jakiegoś głupstwa, które mogłoby zaszkodzić karierze jej męża. Po krótkiej analizie swoje sumienie znalazła czystym.

– Więc to ty jesteś tym współwłaścicielem tego przybytku, o którym mi opowiadał mąż – zwróciła się do Maksa – inaczej sobie ciebie wyobrażałam.

– A to ciekawe, moja droga – zwrócił się do niej zaciekawiony. – A jak przedstawiał się mój obraz w twojej wyobraźni po opowieściach tego tu obecnego jegomościa? – wskazał oczywiście na Rafała.

– Czy ja wiem? – musiała zagrać asekuracyjnie. – Trudno powiedzieć.

Maks od razu przypomniał jej ich rozmowę w domku.

– Pamiętaj, że my wiemy, gdy ktoś ściemnia – jego ton był chłodny – możemy udawać, że udajemy, że nie widzimy, ale szkoda psuć tego, co już pomiędzy nami powstało, prawda, moja droga?

– On ma na myśli całą ekipę – usprawiedliwiła się Rafałowi, jakby miała coś na sumieniu. – Tak, masz rację – odpowiedziała Maksowi – wyobrażałam sobie ciebie, jako starszego faceta z cygarem, zwitkiem dolarów w lewej kieszeni marynarki i wypolerowanymi butami z krokodylej skóry.

– Interesujące – skwitował – mam nadzieję, moja droga, że rzeczywistość cię nie rozczarowała?

– No co ty pleciesz, Maks? – odpowiedziała szybko do szefa jej męża. Skrępowanie jednak nie ustępowało tak szybko, jakby sobie tego życzyła.

Podszedł kelner. Zamówili drinki i coś na przekąskę. Postanowiła, że wleje w siebie trochę więcej, niż planowała. Maks to szef jej męża. Ale zupełnie nie pasuje do obrazu pryncypała. Jest taki, szukała właściwego słowa, dżentelmeńsko normalny. Nieszkodliwy. Z drugiej strony, nigdy Rafał złego słowa o swoim szefie nie wypowiedział, a praca dawała mu nie tylko satysfakcję, ale całkiem dobre pieniądze. I szansę na rozwój. Włączywszy rolę wspólnika. Gdzieś, kiedyś, w jakiejś przyszłości.

– Mam pytanie – zwrócił się do Klaudii – czy gdybym nie był szefem twojego męża, to czy poszłabyś ze mną zatańczyć?

– No właśnie wtedy bym poszła – wypaliła szczerze.

– No to mam proste rozwiązanie tego dylematu. Proszę cię, pamiętaj, że jestem szefem, owszem. Ale tylko wtedy, gdy Rafał jest w pracy. Rozumiesz? 

Zrozumiała w mig. To doskonały układ. 

– W takim razie – wstał, ukłonił się nonszalancko i wysunął dłoń w jej kierunku – czy uczynisz mi ten zaszczyt?

– To dżentelmeni umieją tańczyć Latino? – zaśmiała się, podając dłoń. – Myślałam, że wszystko bardziej skoczne od poloneza jest dla waszej nacji niedopuszczalne?

– Jeszcze się zdziwisz, kochana – wpadła jej w słowo Edyta. – A teraz idź. Mamy co nieco do obgadania z twoim facetem. I nie jesteś nam w tej rozmowie potrzebna.

Co takiego? Zastanowiła się, ale nie dane jej było się tego dowiedzieć. Maks już prowadził ją na parkiet.

Gdy schodzili po stopniach zauważyła, jak porusza biodrami. Jego wysportowana sylwetka zafalowała, dając jej przedsmak tego, co się wydarzy. Taką przynajmniej miała nadzieję. Zacisnął palce na jej dłoni i stanowczo prowadził na sam środek parkietu, anektując go, niczym Wilhelm Zdobywca. Z jego postawy biła pewność siebie. Zdecydowanie, ale i łagodność. Pociągnął pewnie jej dłoń, ustawiając do właściwej postawy. 

O święty Apollo, pomyślała, czyli jednak potrafisz tańczyć.

Potrafił.

Gdy tylko pierwsze takty samby objęły ich ciała, zaczęło się. Maks był władczy i pewny siebie. Zdecydowany. A opierał to nie na fantazjach, lecz na realnych zdolnościach. Klaudia wiedziała, że jej partner ma taniec we krwi. Z radością uległa i dała się prowadzić. A on uwodził palcami, kusił spojrzeniem. Po dawnym Maksymilianie, dżentelmenie, nie pozostał ślad. Tutaj poznawała go na nowo. Jakby był zupełnie inną osobą. Był dziki i namiętny. Uwodzicielski i szarmancki, ale jednocześnie bezczelnie pewny siebie. Dała się zawładnąć jego ruchem bioder, obrotem, chwytem za dłoń. Jej ciało rozgrzewało się coraz bardziej. Z każdym obrotem, taktem, sekundą zatracała się prowadzona przez wytrawnego partnera. Już nie miało znaczenia, kim jest i jakie relację ich łączą. Istniał wyłącznie taniec, rytm i ten intymny, intensywny dialog ich ciał, poruszających się w doskonałej harmonii. 

Po skończonym kawałku, ucałował jej dłoń, jakby stary Maks powrócił. Dyszała ciężko, rozpalona od środka. Dawno nie miała okazji przeżyć takiego czegoś na parkiecie. I chciała więcej. Nie wiedziała, kiedy zdarzy się kolejna okazja. A i okoliczności były sprzyjające. Musiała tylko uzyskać zgodę Rafała.

– Zaraz wrócę, dobrze? – zapytała Maksa, wysupłując się z jego objęć. – Zapytam tylko o coś i wracam. Zostań tu!

– Nigdzie się bez ciebie nie wybieram, moja droga.

Pobiegła do loży. Nie miała czasu na dyskusje.

– Rafałku – rzuciła na szybko widząc, jak jej facet ma oczy jak pięć złotych – mam pytanie.

– To było niesamowite, cholera – odparł. – Nie wiedziałem, że Maks potrafi tak tańczyć. 

– Wyglądaliście, niczym kochankowie, którzy już wiedzą że tak, ale jeszcze nie wiedzą kiedy – Dorota, jak zwykle musiała coś palnąć.

– Daj jej spokój – zgasiła ją Edyta. – Nie widzisz, że dziewczyna cała płonie i chce tam wrócić? Czyż nie po to przyszłaś zapytać, kochana?

– Rafałku – zignorowała, całkowicie słuszne zresztą przypuszczenie koleżanki – to chyba to miejsce tak działa i wiem, że to zostanie tutaj. Ale – ciągle patrzyła mu w oczy – czy mogę?

Rafał wydawał się zagubiony. Jeżeli kobieta pyta, czy może, ale nie podaje kontekstu, to istnieje dla niego potężne ryzyko, że zezwalając wyda zgodę na wszystko, nie wiedząc na co się zgodził. 

– Czy możesz co? – tym razem postanowił dopytać. Nie wiedział, czy chodzi jej o taniec, czy o coś ostrzejszego? Z seksem włącznie.

– Czy mogę się zapomnieć? – wyjaśniła Klaudia. – On tak cudownie tańczy. A mnie aż w środku się gotuje. Chcę się zapomnieć i oddać.

– Oddać? – miliony myśli zawitały w jego wyobraźni.

– W tańcu wariacie – odczytała przynajmniej część z nich. Tę przyjemną część. – Może nie spodobać ci się to, co zobaczysz, jak pójdę w tango.

– Nie boję się – odpowiedział niespodziewanie – wiem, że nie zrobisz niczego głupiego, bo ostrzejsza zabawa chyba przestała cię kręcić?

Ciekawe o czym on mówi, pomyślała zaskoczona. Spojrzała na niego, a z jej spojrzenia wyczytał, że musi wyjaśnić co nieco.

– Gdybyś chciała pójść w prawdziwe tango, nie zdjęłabyś bransoletki hotwife – pokazał palcem na jej prawą kostkę.

Stanęła, jak wryta. Zatkało ją. O czym on mówi? Udaje, czy co? Przecież to on zdjął łańcuszek swojej dziwce, jak z nią skończył. I na niej skończył. Może położył biżuterię gdzieś na szafce lub stoliku, myśląc, że go założy? Ale nie miała do tego głowy.

Postanowiła, że musi to z nim wyjaśnić, bo coś jej tu nie pasowało. No, chyba, że to był jakiś ukryty element tej gry. Ale to do listy rzeczy na potem, Teraz liczyła się ta chwila.

– Baw się – rzucił jej tylko i uśmiechnął się. – Idź na całość. 

– W tańcu – poprawiła go Klaudia.

Zaczęła się odwracać i kątem oka wyłapała, jak ramię Doroty wędruje pod dziwnym kątem pod blat stolika. Jakby jej dłoń była niebezpiecznie blisko uda jej faceta. Po ich minach nie można jednak było niczego wywnioskować.

To pewnie paranoja, pomyślała i pobiegła do Maksa, ponieważ zaczynała się kolejna samba. Po kilku sekundach wylądowała w ramionach swojego partnera. I tym razem, postanowiła, że odda mu się całkowicie.

Oczywiście na parkiecie. W tańcu.

Ale, pomyślała, czy to faktycznie takie oczywiste?

Rafał odetchnął z ulgą, gdy odeszła, ponieważ obawiał się jej reakcji na widok dłoni Doroty, zapuszczającej się w zakazane rejony jego uda. Musiał przy rozmowie z Klaudią udawać, że pod blatem nic się nie dzieje. Gdyby tylko jego zazdrosna żona zobaczyła, co się wyrabia pod blatem, pewnie byłoby już po zabawie. Te niekontrolowane pokłady zaborczości trzeba było traktować poważnie. I zmodyfikować plan. Tego, cholera, nie przewidział. Nie przyszło mu do głowy, że będzie tak chorobliwie i wybuchowo zazdrosna. Zakładał zabawę w większym gronie. Nawet wciągnął w swój plan kilka osób. Kilka naprawdę dyskretnych osób, którzy potrafili i lubili się bawić. Ale wychodzi na to, że on nie zaliczy niczego poza satysfakcją, że inni pieprzą jego żonę. A teraz obserwował, jak jego szef urabia w tańcu jego kobietę. Jak obraca ją, przegina, prowadzi i zniewala. Cholera, wiedział, czym groziło zezwolenie na całkowite odpłynięcie w tańcu. Pamiętał sylwestra i taniec z Krzyśkiem. Jeżeli on tego nie powstrzyma, to ona puści się z Maksem. Z jego, kurwa, szefem!

– Rafałku – odezwała się do niego Dorota, lekko bełkocząc, ale trzeźwo potwierdzając jego konkluzję – tak lekko puściłeś swój skarb w objęcia tego Adonisa? Wiesz, co Maks wyprawia na parkiecie? W jego kocich ruchach kobiety więdną, spragnione pieszczot – przesunęła rękę wyżej jego uda – adoracji i zaspokojenia. I innych ruchów.

– Dorota – odsunął jej rękę, która jakby przypadkiem wylądowała na jego kroczu – zabieraj rękę, zboczona sikso. Nic z tego nie będzie. Mówiłem ci wcześniej, że plany uległy zmianie.

– A to niby dlaczego? – zapytała Edyta. – Mieliśmy się zabawić, a ty nagle wszystko odwołujesz. Co jest grane? – w jej pytaniu był wyrzut. – To działamy dalej, czy nie? Dlaczego zmieniasz zdanie w ostatniej chwili?

– Bo jest moją żoną. To takie dziwne? – ta odpowiedź powinna wystarczyć, postanowił jednak dodać. – I ona, jak się okazało, jest cholernie o mnie zazdrosna.

– Chcesz mi powiedzieć, że znowu wymiękniesz? – Kornel również był doskonale wtajemniczony. – Miałeś dołączyć do nas i co?

– I nic – westchnął żałośnie Rafał i upił łyk Martini. – Trudno. Stało się.

– On chciał powiedzieć – wtrąciła się Edyta – że ją kocha i nie zrobi czegoś, co mogłoby ją zranić. Chyba, że ona mu a to pozwoli.

Po tym stwierdzeniu zapadła cisza wypełniona dźwiękami ostrej, gorącej salsy.

Nikt nie chciał kontynuować dyskusji, ponieważ na parkiecie dużo się działo. I właśnie widok pewnej wyjątkowej pary przyciągnął ich wzrok. Zapowiadało się ciekawie.

Maksymilian i Klaudia poruszali się, jakby byli zanurzeni w doskonałym harmonijnym transie. Zjednoczeni rytmem, kadencją i muzyką. Maks prowadził partnerkę w taki sposób, aby ten początkowo latynoski taniec przekształcił się w spektakl pełen eksplodujących zmysłów. Klaudia aż wrzała od emocji. Zanurzona w świat ruchu i zjednoczona ze swoim partnerem stanowiła połówkę z dwójki jedynych osób obecnych w tej chwili na świecie. Jej oczy płonęły żarem, ekscytacją i rytmem. Stała się jednością z muzyką. Rafał wiedział, że jego kobieta odlatuje. O ile już się to nie stało. Taniec zatracał ją. Przestawała być sobą. A może właśnie zaczynała? Kto wie? Nie zmieniało to faktu, że w takich sytuacjach zamieniała się w reakcyjną istotę odpowiadającą na żar muzyki i obecność jedynego w tej chwili partnera. I poza Krzyśkiem z sylwestra tym partnerem zawsze był on. Tym razem prowadził ją wytrawny tancerz. I on wiedział do czego to doprowadzi, jeżeli tego nie przerwie. Klaudia zagotuje się i rozpali tak, że wyciągnie Maksa na ostry numerek. Wiedział, że będzie do tego zdolna. Jeszcze chwila.

Ale był świadomy również tego, że Maks nie może zrobić niczego bez jego pozwolenia. Oni dwaj zawarli umowę. Dżentelmeńską. Honorową. A stawka była wysoka. 

Maks chwycił mocno biodro partnerki, obrócił i zakołysał. Spojrzał w stronę loży. Przez ciemność nie mógł nikogo dojrzeć, ale wiedział, że cała czwórka patrzy. Liczył przede wszystkim na uwagę Rafała. Chwycił jego żonę w talii i ścisnął. Obrócił tyłem do siebie aż ta, zatracona w całkowity transie przywarła pośladkami do jego krocza. Kręcąc biodrami na pewno wyczuwała to, co napęczniało w rozporku jej partnera. 

Czuła wypukłość Maksa. Doskonale. Kręcąc tyłkiem wybadała penisowy potencjał i znalazła go zachęcającym. To zaczynało ją coraz bardziej ekscytować. 

Miała nawet kiedyś taką fantazję o pieprzeniu szefa jej męża. W taki sposób aby jej facet niczego nie podejrzewał. Wykonując swoje obowiązki w pomieszczeniu obok nie przypuszczałby, że ona w tym czasie ssie pałę jego przełożonego i masuje się po płatkach swojej muszelki, szykując ją na wizytę kutasa, którego właśnie obciąga. Inna fantazja zakładała, że jego szef jest strasznym despotą i sadystą. Pewnego razu Rafał dostaje wezwanie do jego gabinetu z zastrzeżeniem, że ma przyjść ze swoją żoną. Z nią. Po wejściu do środka, ten despota nakazałby Rafałowi stać w miejscu pod groźbą zwolnienia i jakichś strasznych konsekwencji prawnych. A mnie, pomyślała, kazałby się rozebrać do naga. Bo inaczej zwolni jej męża. I ona, posłuszna, rozebrała by się patrząc w oczy swojego ukochanego. Nie spuszczała by z niego spojrzenia również wtedy, gdyby szef wyjął swoją pałę na wierzch i wepchnął jej w usta. Nie spuściła by wzroku, gdy ten fagas rozerwał by jej bluzkę, aż guziki posypały by się po podłodze. Nic by nie zrobiła, gdyby poderwał ją do pionu. Brutalnie obrócił i wsadził w nią swojego kutasa. Aż po samą nasadę, obijając jądrami o jej łechtaczkę. Widziałaby jego spojrzenie, gdy ten rytmicznie i brutalnie by ją pieprzył i na końcu kazał klęknąć. Klaudia czuła rozpalające podniecenie, gdy ostatni element fantazji klarował się w jej głowie. Czuła żar wyobrażając sobie, jak szef jej męża wkłada penisa w jej usta i strzela nasieniem wprost w jej gardło.

Z przerażeniem graniczącym z ekscytacją w ostatniej scenie widziała Maksa.

W jej głowie to on się w nią spuszczał. Bezpardonowo i do końca. A ona, posłuszna i uległa, połykała wszystko na dowód, że uznaje ten układ.

Chore? A co złego, pomyślała, jest w fantazjach?

Taniec skończył się efektownym obrotem i przytuleniem w miejscu, które jeszcze mocniej podgotowało jej podniecenie. Wiedziała, że potrzebuje przerwy, bo jeszcze trzy salsy (albo jedna rumba) i bez żadnych wyrzutów sumienia go zgwałci.

Zgrzana, na chwiejnych nogach udała się przed Maksem do loży. Świadoma, że jego wzrok wylądował na jej tyłku, kręciła, wypinała i kusiła, niczym syrena. Uwielbiała świadomość, że innemu facetowi staje z jej powodu. Najpierw Kornel, teraz Maks. Cudownie, pomyślała.

W loży czekały już na nich zamówione drinki. Klaudia usiadła i natychmiast pocałowała Rafała. Mocno i głęboko. Musiała dać częściowy upust nagromadzonej namiętności. Nie zważając na innych położyła rękę na jego rozporku. Ucieszyła ją wyraźna wypukłość.

– To tobie wolno, a mnie nie? – wypaliła do niej podchmielona Dorota. Rafał zganił ją spojrzeniem. Poskutkowało.

– Niezły pokaz dziewczyno – powiedział jej na ucho, jednocześnie wkładając rękę pod sukienkę.

Rozszerzyła nogi dając dostęp dla palców Rafała. Była świadoma tego, że wścibska Dorota i spostrzegawcza Edyta mogą to zobaczyć. Nie przejmowała się tym. Widziały już znacznie więcej. I ona zresztą również. Przypomniała się jej scena pod prysznicem. Albo w jacuzzi. Aż zadrżała z podniecenia.

– Jesteś cała mokra suczko – wyszeptał jej do ucha masując jednocześnie jej muszelkę. – Taniec tak cię podniecił? A może partner, co?

– Wszystko, kochanie – westchnęła i przymknęła oczy. Towarzystwo wiedziało doskonale, co się dzieje. Dorota uśmiechała się zaborczo, pożerając Rafała wzrokiem.

Sprawdziwszy to, czego był przecież absolutnie pewien, wyjął rękę i chwycił lampkę z drinkiem. Jego mokre palce ześlizgnęły się po szkle, zostawiając erotyczny maziak z soków, które wypływały wprost z jej cipki. Zrobił to z premedytacją, pomyślała Klaudia, na pokaz. Dla reszty. Posmarował lampkę z drinkiem sokami z jej wnętrza, a za chwilę wypije łyk z kieliszka o kształcie łona. Widziała, że w Dorocie aż się zagotowało, bo ta oblizała wargi, jakby miała ochotę na to, co w kieliszku. Lub na kieliszku.

To w takim razie, mężu, ja też ci coś pokażę, pomyślała.

– Kornel – zwróciła się do niego zdecydowanym głosem – potrafisz tańczyć?

– Nie tak, jak Maks, ale radzę sobie.

Nachyliła się do ucha Rafała i szepnęła tak, aby nikt nie usłyszał.

– A teraz idę postawić na baczność drugiego kutasa, kochanie. I znowu nie twojego. Patrz, jak go podniecę. Będzie tylko marzył to tym, żeby mnie wziąć. A ja będę się o niego ocierać, ugniatać, kusić dupką i łonem. A może czymś więcej? Otrę się o niego moją cipką. Zostawię mokry ślad na jego nogawce. Rozpalę go tak, że prawie wybuchnie. A wiesz, że on ma na mnie wręcz cholerną ochotę? Więc podniecę go do szaleństwa. Ręce będą mu się trzęsły z chęci rzucenia mnie na środek parkietu, by przy wszystkich wypieprzyć. Wsadzić swojego kutasa w cipkę twojej żony i zalać jej pochwę gęstą spermą. Rozumiesz, mój mężu? Na twoich oczach. Przy wszystkich. A mnie to by w ogóle nie przeszkadzało. Wypięłabym się do niego gołą cipką i czekałabym, aż mnie wypełni. Nawet nie wiem, czy pomyślałabym wtedy o tobie. Nie interesowało by mnie to, czy byś się dołączył. Ale przedstawienie byłoby specjalnie dla twoich oczu. A teraz patrz i niech ci stoi, bo później to ja mam zamiar zrobić z ciebie dziwkę. Twoja kurewka idzie na seks taniec. Pa.

Mówiąc to wyznanie włożyła w jego dłoń jakąś miękką rzecz.

Rafała tak zatkała ta wyuzdana deklaracja, że nie zdołał wydusić z siebie słowa. To jemu trzęsły się ręce tak, że o mały włos nie rzucił jej na blat, żeby bez krępacji wpakować swojego penisa w jej środek. Dorota i Edyta chętnie przytrzymałyby jej nogi. Sekunda dzieliła go od złapania za jej nadgarstek, ale zanim zdążył, Klaudia i Kornel już schodzili na parkiet. A on w ciężkim szoku mógł tylko odczuwać bolesną ciasnotę goszczącą w jego rozporku.

Przypomniał sobie, że zostawiła mu coś w dłoni. Dyskretnie sprawdził.

To były jej wilgotne stringi.

Cholera. Zeszła na parkiet w kusej sukience. Bez bielizny. Wystarczy, że mocniej się pochyli, a zaprezentuje seksowny widok temu, komu przedstawi swój prospekt. Przypomniał mu się sylwester. Dodatkowo sprawę komplikował fakt, że z Kornelem nie miał umowy, która gwarantowała kontrolę nad lubieżnymi przygodami jego żony. To faktycznie komplikowało sytuację, ale jednocześnie nadawało całej sprawie pikanterii.

Kornel był niewiele gorszym tancerzem od Maksa. Jednak zdecydowanie wolał tańczyć w bliższym zamknięciu. Było mu zdecydowanie bliżej do salsy i bachaty, niż samby. Więcej bliskich obrotów, uwodzenia dłońmi, spojrzeń w oczy. Znacznie powolniejsze i szersze ruchy bioder. No i nie wypuszczał jej z rąk na dalekie dystanse. Taki styl tańca zdecydowanie pomagał rozmawiać. I uwodzić słowem. Kornel co i rusz mówił coś Klaudii, nachylając się do jej ucha, po czym ona reagowała, jakby zdradził jej niesamowicie ekscytującą tajemnicę. Po jednym kawałku już była cała jego. Magia tańca. Kornel obrócił ją tyłem do siebie. Jego ręce rozpoczęły szaleńczy taniec, unikając jednak strategicznych miejsc. Wędrował po jej brzuchu, biodrach. Muskał szyję, kark a czasem ucho. Czasem chwytał ją zdecydowanie w talii i kręcił jej ciałem w taki sposób, by jej wypięte pośladki co i rusz muskały jego wyprężone krocze. Czasem pogłaskał ledwo zauważalnie linię kręgosłupa od szyi do lędźwi. Innym razem na krótko chwytał jej udo i ściskał zdecydowanie, po czym natychmiast zabierał rękę, by zająć się rozpalaniem innych rejonów jej ciała. Po Klaudii widać było, że totalnie odleciała. Wpadła w rytm od razu. Kocimi ruchami dopasowała się do stylu Kornela, który prowadził jej ciałem, niczym wytrawny treser. Przybrali pozę, w której oplotła go udami, kusząc jednocześnie tanecznym wyrzutem bioder. Na widok jej kręcącego i podskakującego tyłka każdy facet wręcz musiał się zagotować z podniecenia. Kornel wyczuł jej nogę pomiędzy swoimi i ścisnął uda. Odpowiedziała wypinając biodra i ocierając się o niego. Kornel zdecydowanym ruchem wtopił dłoń w jej włosy. Siedzący w loży, zdumiony Rafał widział wyraźnie, jak jego kolega krótko szarpnął jej głowę, doprowadzając tym dziewczynę do wyraźnego drgania bioder. Doszła, czy co, pomyślał. Jeżeli w takim stanie podniecenia dostanie orgazmu, prawie na pewno zostawi mokrą plamę na deskach parkietu. Na szczęście (lub nieszczęście) DJ ogłosił krótką przerwę, po czym włączył spokojną muzykę do kotleta.

Kornel ucałował jej wewnętrzną stronę nadgarstka. Trochę zbyt długo, niż zezwalają na to konwenanse. I trochę ze zbyt zuchwałym spojrzeniem w oczy. Zanim wrócili do loży, Klaudia musiała dojść do siebie. Ale teraz już wiedziała, że zdecydowanie i bezapelacyjnie dała by mu się przelecieć.

A jak jeszcze parę razy tak zatańczy, to stanie się to absolutnym obowiązkiem.

Zwłaszcza , że wiedziała, jakie plany i fantazje ma Kornel. Plany związane z nią.

 

Zabawa trwała w najlepsze. Na szczęście rozmowa nie kręciła się wyłącznie wokół seksu. Nie dała się jednak zwieść, bo każdy poruszany temat zahaczał o wiadomą tematykę albo pośrednio, albo aluzyjnie. Albo pomiędzy wierszami. Dorota nie żałowała drinków i po pewnym czasie świat i jej świadoma w nim obecność przestały mieć dla niej znaczenie. Mogła się urżnąć, bo wiedziała, że Edyta nie da jej zginąć. A czas odprowadzenia jej do pokoju zbliżał się nieubłaganie. 

Klaudia odbyła jeszcze jedną rundkę na parkiecie z Maksem i Kornelem.

No i oczywiście z Rafałem. Opowiadała mu takie sprośności, i tak rozpalała wyobraźnię, że chciał natychmiast zabrać ją z towarzystwa i zaprowadzić do apartamentu. Zwłaszcza, że też był lekko wstawiony, a w takim stanie łatwo ulegał. I zauważał coś jeszcze. To, że do towarzystwa dołączyła się Agata i Patrycja. Urocze dupeczki z recepcji. I, tutaj nie mogło być pomyłki, pożerały go wzrokiem. I wcale się z tym nie kryły.

Zastanawiał się, czy wtulona w niego Klaudia zdaje sobie sprawę z tego wszystkiego.

– Gdybym zostawiła cię na minutę, te dwie suki od razu by cię zgwałciły – jej percepcja jak zwykle była doskonała i trafna. – Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby na ciebie jakaś patrzyła jak te dwie harpie. 

– Co ty gadasz? – Podjął próbę zdewaluowania tej obserwacji. Z oczywistym skutkiem.

– Dobra, dobra – przygryzła płatek jego ucha – nawet Dorota nie patrzyła tak na ciebie, a oboje wiemy że nadstawiłaby ci dupę, gdybym tylko dała jej zielone światło. 

– Ty dała zielone światło? – zapytał zaskoczony. – Mówisz tak, jakbym nie miał nic do powiedzenia i tylko czekał, na to, by do tego doszło. To najpierw ja muszę się zgodzić. 

– Dziękuję kochanie – pocałowała go w usta – jestem wstrętna zazdrośnica. A te dwie, widzę przecież, jakby tylko czekały, aż się zmyję.

– I rzucą się na mnie, powiadasz? – zaczynała podobać mu się ta gra. Zwłaszcza, że to ona podsuwała mu pod oczy te obrazy.

– Na sto procent – potwierdziła. – Pytanie tylko, czy ulegniesz?

– A co byś chciała? Mam ulec? – To było niebezpieczne pytanie. – A cóż takiego mogłyby ze mną robić te dwie dziewczyny? Nie dałbym rady obu.

– Kochanie – nie odpowiedziała wprost. – Jak chcesz prowokować, to rób to dobrze.

– Czyli? – nie zrozumiał.

– Na przykład tak – chwyciła jego dłoń i położyła sobie na pośladku wypinając się lekko – poczuj, sprawdź i wiedz, że od pierwszego tańca Maksem, gdy tylko wróciłam do loży, byłam już cała mokra. A później – przesunęła jego dłoń na wewnętrzną część uda. Wysoko. – Gdy tańczyłam z Kornelem, leciało mi po nogach z pożądania.

Zadrżał. Rzeczywiście. Jej udo było mokre i gorące. 

– Ty prowokatorko – uszczypnął jej tyłek. Pisnęła teatralnie, jakby grała gwiazdę porno.

– To jest prowokacja, mój drogi. I to, że musiałam biec do toalety po każdej rundce z tymi dwoma ogierami, bynajmniej nie po to, by się wysikać.

– A po co? – przełknął głośno ślinę.

– Wycierałam nogi, kochanie. A raczej to, co pomiędzy nogami – posłała mu spojrzenie tak lubieżne, że momentalnie zaschło mu w gardle.

– O kurwa – zaklął i wciągnął powietrze. Bez ceregieli ścisnął jej pierś, czym otrzymał gromkie brawa od rozbawionego towarzystwa z loży.

– Oni też się doskonale bawią – pogroził im palcem.

– Tak – odpowiedziała i pocałowała go w usta – nami.

– Odbiegamy od tematu – zaczął grząski temat. – Pozwoliłabyś mi je przelecieć?

Klaudia przystanęła i wpatrywała się badawczym wzrokiem w dziewczyny, które wyzwoliły w niej takie pokłady zaborczości. Zaborczości, z którą postanowiła walczyć.

Ale wiedziała, że Rafał droczy się z nią. Dlatego podjęła grę.

– Obowiązuje kolejka, kochanie. I wzajemność. Pozwolę ci je przelecieć pod warunkami.

– Warunkami – stwierdził. Nie zapytał.

– Tak. Jeżeli pozwolisz mi pójść z dwoma naraz – rzuciła prowokację wiedząc, że na to Rafał nigdy nie pójdzie. Aby ugruntować jego sprzeciw, wyolbrzymiła prowokację. – Jak pozwolisz mi na to, żebym obciągnęła dwa kutasy naraz i dała się zerżnąć w obie dziurki jednocześnie, te dwie siksy są twoje.

– Stoi – rzucił zdumionej dziewczynie. – Ale nie ma co aż tak wybiegać w niewiadomą i niepewną przyszłość. Przecież to tylko zabawa – natychmiast uciął dywagacje, jakby się bał, że zmieni zdanie.

Co ten mój mąż knuje, pomyślała. Postanowiła jednak nie drążyć tematu. Tematu tak abstrakcyjnego, że aż nie mieścił się jej w głowie.

A może?

Piosenka skończyła się. Wrócili do loży, by przywitać się z nowymi towarzyszkami zabawy. Agata wyglądała bajecznie. I piekielnie seksownie. Doskonale potrafi eksponować swoje świetne cycki, pomyślała Klaudia z lekką zazdrością. A dupeczka Patrycji wręcz krzyczy o to, by ją ściskać i masować.

– Wiesz co, kochanie? – upiła łyk drinka i czując coraz większy szum w głowie rzuciła kolejną prowokację. – Jak ty ich nie przelecisz, to ja je sobie rezerwuję.

  Rafał parsknął i oblał się drinkiem, którego akurat kosztował. Rozkaszlał się. Na pomoc przyszły od razu pomocne dziewczyny z obsługi hotelu. Dogadzanie gościom należało do ich obowiązku. Po chwili, cały czerwony i z podrapanym gardłem, popijał mineralną.

– Co ty mu dziewczyno opowiadasz, ze mało faceta nie wykończysz? – rzuciła jej Edyta. Na jej ramieniu spała Dorota.

– Nic – przybrała minę niewiniątka – powiedziałam mu tylko niewinne wyznanie.

– A jakie, jeżeli można wiedzieć? – to pytanie zadała Agata, która zdążyła się już rozgościć. W sumie była u siebie.

– A nic takiego – upiła łyk Martini – tylko to, którą z was pierwszą bym przeleciała.

Spojrzały na siebie zaskoczone i wybuchnęły śmiechem. Po chwili, widząc zbaraniałe miny facetów, roześmiały się jeszcze bardziej gromko.

– Ech, ty i te twoje pomysły, Klaudia – zaczął Rafał i kiwnął na Dorotę chcąc zmienić temat – a ta całkiem odpadła. Nie wiedziałem, że ma taką słabą głowę. Może by ją tak odprowadzić do pokoju?

– Ja się tym zajmę – odezwał się Maks. – Edyta, pomożesz?

– Jasne. I tak już miałam się zmywać. Pilnowanie tej siksy nie jest na liście moich życiowych marzeń.

– Wybaczcie – tym razem odezwał się Maks, ale zwracał się wyłącznie do Klaudii – przy okazji odprowadzenia Doroty, ja również jestem zmuszony wyjść wcześniej. Obowiązki.

– Musisz iść? – zapytała tęsknie. Rafał zanotował ton jej głosu. – Obowiązki o tej porze?

– Muszę, moja droga. Ale – dodał na pocieszenie – jeżeli wszystko ułoży się pomyślnie, spotkamy się niedługo. Pamiętaj o koniach. Jutro punkt dziewiąta. 

– Rzeczywiście – przypomniała sobie – jasne. Do zobaczenia, Maks.

Wstali we trójkę i z niemałym wysiłkiem przetargali nieprzytomną Dorotę w kierunku wyjścia. W loży został Kornel, Klaudia, Agata i Patrycja. I Rafał. 

Po ich odejściu rozmowa szybko zaczęła się kleić i dziewczyny okazały się świetnymi kompankami do konwersacji. Gdyby nie zazdrość, Klaudia była pewna, że mogłaby się z nimi zaprzyjaźnić. Co ciekawe, obie w ogóle nie próbowały uwodzić lub nawet prowokować Rafała. Nie wiedziała, czy to dlatego, że tak się te suki pilnują w jej obecności, czy powodem było to, iż straciła rozum i ma przywidzenia od tej chorej zaborczości. Nie miała jednak zamiaru tego analizować, ponieważ czas i rozmowa płynęły bardzo przyjemnie. To była ciekawa odmiana po wcześniej  erotycznych i perwersyjnych uniesieniach, które już zaczynały przenosić się do sfery miłych wspomnień. Teraz, gdy siedzieli wspólnie w loży, rozmowa toczyła się, jakby byli po prostu dobrymi znajomymi.

Nagle coś przyciągnęło jej uwagę.

– Przepraszam na chwilę, kochanie – zwróciła się do męża, widząc przy barze znajomą twarz – zaraz wrócę, dobrze?

– Oczywiście – odparł, bez problemu godząc się na towarzystwo dwóch wystrzałowych dziewcząt.

Jak się okazało, nie udała się do toalety, lecz podeszła do baru. Przy którym stał Krzysztof. Masażysta.

– Cześć – uśmiechnął się i nachylił do niej, by pocałować przyjaźnie w policzek.

– O – oddała pocałunek – witasz się, jak stary znajomy.

– Tym razem, jak przyjaciel, nie uważasz? Zresztą, jak mam się witać z piękną kobietą, która odkryła przede mną wszystkie swoje tajemnice?

Wypalił to tak beztrosko bezczelnie, że aż zaniemówiła. Ale nie straciła rezonu.

– Żadna kobieta nie odkrywa swoich najgłębszych  tajemnic. Nikomu – postanowiła go zapeszyć – nigdy na to nie pozwalamy. Ty po prostu miałeś okazję poobserwować moją podnieconą cipkę – postanowiła się zrewanżować i zastrzelić go bezczelną uwagą, która miała dać mu do zrozumienia, że nie ma do czynienia ze strachliwą i płochą dziewczynką.

Wiedziała, że po tym niezapomnianym masażu ich poziom zażyłości może przeskoczyć od razu kilka poziomów. Dlatego zdecydowała się na tak bezczelną i prowokacyjną ripostę.

– Touché – puścił jej oczko i uśmiechnął się szelmowsko. Od razu zmienił temat.  – Jesteś sama? – zapytał. – Postawić ci drinka?

– Jestem z drużyną – dlaczego nie powiedziała, że z mężem? – Siedzimy tam – wskazała lożę, której Kris zaczął się przypatrywać. W mroku wypatrzył znajomą twarz.

– Kornel – powiedział – widzę, że masz świetne towarzystwo, Klaudio. Ale ten gość myśli tylko o seksie. To zboczuch, jakich mało.

– Jakich mało? – sparodiowała. – A który gość nie myśli wyłącznie o tym?

– Przy tobie? – zlustrował ją wzrokiem. Specjalnie długo i natarczywie. – Jestem pewien, że każdy myśli tylko o jednym.

Uśmiechnęła się na ten bezczelny komplement. Przyjęła go, właśnie dlatego, że był taki mocny i połechtał jej kobiecość.

Zamówił drinki. Po chwili, nie wiadomo skąd pojawił się Kornel.

Przywitali się serdecznie. Wiadome było, że świetnie się znają.

Jak pójdę z dwoma, to możesz je przelecieć, przypomniała sobie to, co powiedziała mężowi. No, niby tak powiedziała, ale przecież Rafał wie, że nie na poważnie. Zresztą, pomyślała, nigdzie się z nimi nie wybieram.

Przynajmniej na razie, głos w jej głowie sam dopowiedział resztę, dodając na końcu kolorowy i żywy obraz.

Ścisnęła uda, by choć trochę ukoić wylewający się spomiędzy nich żar. Przypomniała sobie, że nie ma na sobie majtek.

Postanowiła nie robić sobie z tego powodu wyrzutów. Wcześniej nie miała skrupułów, więc i teraz nie ma co dzielić włosa na czworo.

A jak przedstawiała się sytuacja?

Oto ona, adorowana przez dwóch przystojnych młodych byczków, daje się uwodzić słowem, spojrzeniem i lekkim dotykiem. A to w ramię. W dłoń, lub talię. Niewinne, ale seksualnie zabójcze. Wiedzieli, co robią. Okazali się mistrzami w budowaniu napięcia.

W rezultacie ich działań, stało się to, co musiało się stać. Chciała seksu. Natychmiast.

Tymczasem w loży Rafał rozsiadł się wygodnie pomiędzy dziewczynami i obserwował żonę, jak flirtuje z Krzyśkiem i Kornelem. Krisa znał doskonale. Zastanawiał się, czy ta ostateczna bariera pęknie w niej i da się uwieść im obu. Nawet nie zależało mu na tym, by wyegzekwować zezwolenie na seks z dwoma siedzącymi coraz bliżej niego dziewczynami, a które pod blatem stołu już nie kryły się z tym, jakie faktycznie mają co do niego intencje. Był ciekawy, jak daleko ta chęć przygody ją zaprowadzi. I jakich sztuczek użyje Kornel z kolegą, by ją posiąść? I czy zrobi to na jego oczach? Tyle pytań, pomyślał. Ciekawe, czy poznam odpowiedzi?

– Rafałku – dłoń Patrycji wylądowała na jego udzie. Z drugiej strony Agata masowała jego ramię. – Pozwolisz swojej kobiecie tak się zabawiać? Wiesz, co oni mogą jej zrobić?

– Nie mniej, niż to, co my możemy zrobić tobie – wypaliła Agata.

Rafał nie odezwał się. Upił duży łyk drinka czując, jak szumi mu w głowie. Potęgujące się podniecenie, alkohol, atmosfera i lubieżna postawa jego kobiety zdewastowały jego opór i celibatość. Nie chciał jakiegoś tam seksu. Chciał pieprzenia. Chciał dokończyć to, co zaczął z nią wcześniej. W apartamencie. Gdy była jego dziwką. Od tamtej chwili kipiało w nim pożądanie. Nie, pomyślał, to złe słowo. Kipiała w nim chuć. Chęć zwierzęcego rżnięcia. Wsadzenia i wyżycia się. Za wszystkie czasy.

Na dole, przy barze trwała rozmowa. Ewidentnie Klaudia czuła się świetnie w towarzystwie Kornela i Krisa. Zwłaszcza, że ciało pierwszego poznała na parkiecie, a drugi poznał jej ciało na stole do masażu. To wykluczało sztuczne udawanie i pozory. Mogli się wyluzować. Kontynuowała ognistą rozmowę, którą sprowokowali.

– To mówisz, że co byś ze mną zrobił, gdybym ci uległa, Kris? – rzuciła pytanie patrząc w jego oczy.

– Ja wiem, co ja bym zrobił – wtrącił się niepytany Kornel.

– Wiem doskonale, kochaniutki – odpowiedziała mu – miałeś odwagę i czelność wyznać to wszystko, gdy pieprzyłeś Dorotę.

– Przed sesją masażu czy po? – zapytał Krzysiek.

– Przed – wyznała – przyłapał mnie pod prysznicem. A zresztą, długo by opowiadać.

– Nie wątpię – uśmiechnął się Kris i włożył rękę do kieszeni. – Ale odpowiadając na twoje pytanie, to nie muszę zgadywać, co bym z tobą zrobił. Wiem to doskonale. 

– Chcesz powiedzieć, że masz doskonałą wyobraźnię, tak?

– Nie, Klaudio. Ja to wiem – wyjął rękę z kieszeni. Miał zaciśniętą pięść, jakby coś w niej chował.

Słowa i zachowanie Krzyśka zaintrygowały ją. Intuicja krzyczała, by natychmiast wracała do loży. Ale nie chciała kończyć tej zabawy, więc zignorowała wewnętrzny głos. I tak wiedziała na sto procent, że nie odda się im bez zgody Rafała. Tej granicy nie przekroczy za żadne skarby. Dlatego mogła sobie pozwolić na przeginanie. Przeginanie pały, uśmiechnęła się do siebie w myślach. Chociaż, co do tego nie miała złudzeń, na tej granicy już stoi.

Widzieli jej uśmieszek.

– Więc mówisz – zaczęła prowokację, uśmiechając się lubieżnie – że wiesz, co byś ze mną zrobił? I że to nie kwestia wyobraźni. A niby skąd możesz to wiedzieć, Kris? Co?

– Ponieważ… – zaczął, a jego szelmowski uśmieszek nie schodził z jego ust, gdy wyciągnął rękę z zamiarem podarowania jej tego, co trzymał w dłoni. 

 

Rafał zauważył, jak Krzysiek zbliżył usta do ucha Klaudii i zaczął coś jej mówić. Bez cienia wątpliwości to, co usłyszała potężnie ją zszokowało lub rozbawiło. Z tej odległości nie dało się tego dokładnie stwierdzić. Po chwili wyciągnęła rękę po coś, co Krzysiek zamierzał jej wręczyć. Jakiś prezent?

 

– Więc? – Klaudia nie chciał odpuścić – odpowiesz? Czy mam cię pociągnąć za język? 

– Jakby ci to powiedzieć? – odparł powoli i patrząc jej bezczelnie w oczy nachylił się do jej ucha. – Mam, że się tak dyplomatycznie wyrażę, niejakie doświadczenie.

Wyciągnął rękę i położył zaciśniętą pięść na jej dłoni. Nagle rozwarł palce, a na jej ręce wylądował złoty łańcuszek.

– Bo już to przeżyłem. Z tobą.

cdn.

245
8/10
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 8/10 (1 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Z tej serii

Komentarze (0)

Teksty o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.