Kłopoty Patrycji (II)

28 kwietnia 2026

Opowiadanie z serii:
Kłopoty Patrycji

10 min

Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!

III.

Miałam dużo szczęścia. Dobrze, że szyba nie pękła i nie przyjechała policja. Kostka przestawała boleć. Na szczęście nie złamałam też żadnego obcasa. Byłam tylko lekko potargana i przestraszona.

Co dalej? Wieczór chyba mogę uznać za nieudany i wracać do hotelu. Spojrzałam na zegarek – dochodziła dwudziesta trzydzieści. W oddali, w głębi ulicy, mignęły koguty samochodu zmierzającego w stronę wyjącego alarmu. To pewnie ochrona – przyjechali zobaczyć, co się stało. Samochód wykręcił ostro i zatrzymał się, omotując światłami ulicę, na której stałam.

– Boże, zobaczą mnie! – przeraziłam się. Rozejrzałam się wokół. Tuż przy ulicy był mały skwerek porośnięty zdziczałymi drzewami owocowymi – relikt niewielkiego sadu, który się niegdyś tutaj znajdował. Wśród drzew majaczyła niewielka ławka. – Poczekam, aż odjadą i pójdę dalej – pomyślałam. Usiadłam na ławce. Po chwili dźwięk alarmu ustał. Samochód ochrony stał jednak nadal koło sklepu. Sięgnęłam do torebki w poszukiwaniu telefonu. Zaskoczyło mnie, że suwak był odsunięty. Oblał mnie zimny pot, a wzdłuż kręgosłupa przeszły dreszcze. Nie było go w torebce. Zostawiłam go w hotelu? Nie, na pewno go zabierałam. Ogarnęła mnie rozpacz. Musiał wypaść, kiedy straciłam równowagę, w czasie bezładnej ucieczki. – Co teraz? – załamałam ręce. Smartfon był drogi, poza tym miałam tam wszystkie swoje kontakty, zdjęcia… Czym w dzisiejszych czasach jest człowiek bez swojego telefonu?

W oddali usłyszałam dźwięk uruchamianego silnika, po chwili światła samochodu przestały rozświetlać ciemność osiedlowej ulicy. Ochroniarze odjechali. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę księgarni.

– Muszę go odzyskać – mruknęłam w desperacji. Weszłam po schodach, z których przed paroma minutami o mało nie spadłam i spojrzałam w stronę księgarni. Telefonu nigdzie nie było. Zrozpaczona stanęłam przed wystawą z książkami. Nagle za moimi plecami zapaliły się światła samochodu.

– Proszę, proszę – rozległ się niski męski głos – przestępca powrócił na miejsce zbrodni. Gwałtownie się odwróciłam. Ochroniarze jednak nie odjechali – spoglądali na mnie, stojąc za otwartymi drzwiami samochodu.

– Słucham? – odpowiedziałam zaskoczona – ja tylko tędy przechodziłam – dodałam nieco drżącym głosem. Obaj głośno się roześmiali.

– Czyli to nie twój telefon, mała? – stojący po prawej stronie podniósł w górę swoją wielką łapę, w której trzymał mojego smartfona. – Nie? No popatrz, to pewnie na zdjęciach, które są na nim, jest twoja bliźniaczka, bo taka podobna do ciebie.

Stałam z zaciśniętymi pięściami i wpatrywałam się w nich z wściekłością. Jak odblokował telefon? A może blefował? Przyjrzałam się im – dwa typowe napakowane sterydami karki, w kaszkietach na łysych głowach i bluzach z naszywkami firmy ochroniarskiej.

– A tak na marginesie, to niezła suczka z tej twojej bliźniaczki. Lubimy i znamy takie – dodał ten rozmowny, przeciągając wymownie słowa. Drugi tylko przenikliwie i lubieżnie mi się przyglądał. Zaczęła ogarniać mnie wściekłość.

– Chyba coś ci się pomyliło! – wysyczałam przez zaciśnięte zęby – nic o mnie nie wiesz i wcale mnie nie znasz! Nie zadaję się z takimi śmieciami.

Rozmowny przestał się uśmiechać.

– No proszę – powiedział. Lalka robi się niegrzeczna – dodał w stronę swojego kumpla. – Gardzisz takimi jak my, co? – rzucił w moją stronę. Pewnie uważasz, że jesteśmy gorsi, że nie gramy w twojej lidze?

Nic nie odpowiedziałam, gdyby mój wzroku mógł zabijać – obaj leżeliby już martwi na chodniku.

– Proszę oddać mi mój telefon – wykrzyknęłam po chwili, wyciągając rękę. Starłam się być stanowcza, ale głos mi lekko drżał. – To kradzież – dodałam.

Znowu się roześmiali.

– Jeśli ktoś tu jest złodziejem to chyba ty – powiedział rozmowny. – Przyjeżdżamy na interwencję, alarm antywłamaniowy huczy na całe osiedle, znajdujemy przy sklepie telefon, a po chwili wyskakuje jakaś sfrustrowana panienka i na nas naskakuje. – Co tu robiłaś? – spytał. – Czemu się przed nami chowałaś? Chciałaś obrobić księgarnię? Znam takie przypadki jak ty – dodał. – Niby panienka z dobrego domu, ale jak jej się spodoba jakaś książeczka z wystawy to pyk cegłą w szybę
i chodu. Szukasz dodatkowych podniet? Nudzi cię twoje życie?

– Chyba sterydy wyżarły ci mózg – krzyknęłam wściekła. – Tylko tędy przechodziłam – dodałam po chwili już trochę spokojniej. – Po prostu potknęłam się i uderzyłam łokciem w szybę – mówiłam szybko. – Wtedy musiał mi wypaść telefon. Przestraszyłam się alarmu i uciekłam. Nie chcę kłopotów – dodałam, opuszczając głowę.

– Niezła bajeczka – powiedział rozmowny. – Zaczynamy się z tobą dobrze bawić mała – mrugnął do swojego kumpla. – To jak nas jeszcze zabawisz, aby zasłużyć sobie na zwrot telefonu? – spojrzał na mnie wymownie.

Znów ogarnęła mnie wściekłość.

– Za kogo ty mnie masz, ty tępy, mały fiucie – krzyknęłam.

Na chwilę zapadła cisza.

– O mała przegięłaś – pierwszy raz odezwał się kolega rozmownego. Rozmowny spojrzał na mnie ze złością i chyba z pogardą. – Dobra, koniec zabawy – powiedział. Zawieziemy ten telefon na komendę policji i zgłosimy próbę włamania do księgarni. Powiedz tej swojej bliźniaczce, że będzie musiała się nieźle tłumaczyć. – Powiedział. – Niech wymyśli też lepszą bajeczkę – to mówiąc, wsiadł do samochodu i zaczął zamykać drzwi.

Ogarnęła mnie panika.

– Nie! – krzyknęłam. – Proszę was, mówię prawdę – oparłam ręce o maskę samochodu, chcąc uniemożliwić im odjazd. – Nie chcę kłopotów – dodałam cicho, a w oczach stanęły mi łzy. – Proszę was.

Karki spojrzeli po sobie.

– No panienka wreszcie pokornieje – rzucił wściekle rozmowny – i jakaś taka bardziej kulturalna się zrobiła.

– Przepraszam – powiedziałam. – Jestem zmęczona i przestraszona, to dlatego.

Rozmowny spojrzał na mnie z gniewem. – Wiesz mała, chciałem ci oddać ten telefon, ale zaczęłaś mnie obrażać. Uraziłaś moją dumę, mówiłaś coś o tym, że mam małego. – Patrzył na mnie z wściekłością.  – To pewnie dlatego, że dawno się nie rypałaś i masz obsesję na punkcie fiutów.

Byłam całkowicie zrezygnowana.

– Już mówiłam, że cię przepraszam, nie chciałam cię obrazić. Co mam więcej zrobić? – spytałam z rozpaczą w głosie.

Rozmowny popatrzył na mnie przez chwilę w milczeniu.

– Dobrze wiesz, co masz nam zrobić. Obu. – Dodał po krótkiej chwili. Potraktuj to jako karę i zadośćuczynienie.

Spoglądałam przez chwilę na niego, chcąc się upewnić czy dobrze zrozumiałam i czy się nie przesłyszałam.

– Co takiego? To jakiś absurd! – rzuciłam zdumiona.

– Absurd to będzie, jak trafisz na dołek w takim stroju – zarechotali. – A potem pojedziesz na posiedzenie aresztanckie do sądu.

Zrobiło mi się słabo. Przycisnęłam torebkę do piersi. – Zobaczą nas ludzie z bloku. Nie, nie zrobię tego, nie mogę – pokręciłam głową.

– No to wszystko jasne – rozmowny zaczął znowu wchodzić do samochodu. – Jedziemy na policję. – Lepiej czekaj tutaj na nich spokojnie, będzie ich widać i słychać z daleka.

Poczułam, jak przez kręgosłup przechodzi mi zimny dreszcz. Telefon. Wszystko w nim mam. Rozejrzałam się. Pusto. Jutro wyjeżdżam. Nikt się nie dowie.

– Dobra… – powiedziałam cicho. – Ale nie tutaj. Za duże ryzyko, że ktoś nas zobaczy.

Rozmowny spojrzał z wyrazem triumfu  na swojego kumpla. – Ok. Nie jesteśmy tacy i nie będziemy ci robić wstydu – przerzucił wzrok na mnie. – Tu obok jest skwerek i ławka, pójdziemy tam. – Jeszcze jakieś warunki mała? – spojrzał na mnie i uśmiechnął się brzydko.

-  Tak – powiedziałam – jak wam będę robić laski, to niech żaden mnie nie dotyka – rzuciłam stanowczo, patrząc mu w oczy. W środku cała drżałam. A jednak coś ścisnęło mnie w dołku.

Rozmowny ponownie spojrzał na swojego kolegę, po czym rzucił – Ok mała, to ty masz nas dotykać. Swoimi pięknymi ustami – posłał mi zły uśmiech. Tylko staraj się… – dodał szybko – bo nie odzyskasz telefonu.

Ruszyliśmy w trójkę – ja pierwsza, oni za mną. Czułam, jak wgapiają się w mój tyłek. – Muszę szybko zrobić im dobrze i uciekać – pomyślałam – gdyby dowiedzieli się, że pod płaszczem nic nie mam…, gdyby ich poniosło… – strach pomyśleć. – Przeszedł mnie dreszcz, ale nie był to tylko dreszcz strachu. To było coś gorszego. Coś, czego nie chciałam nawet nazwać.

Stanęli przy ławce i obrócili się w moją stronę. Rozmowny rzucił na ziemie koc, który wyciągnął z samochodu.

– No dalej, pyskata – warknął. Klęknęłam posłusznie na kocu. – Boże… Naprawdę to robię… – pomyślałam. W panującym na skwerze półmroku usłyszałam dźwięki rozsuwanych rozporków i odpinanych sprzączek pasów.  

– No suko – wysyczał, któryś z nich – bierz się do roboty, zapracuj na smartfona.

Chwyciłam w ręce ich przyrodzenia. Dłonie lekko mi drżały. Byli już mocno podnieceni, bo pałki im twardo stały. Miałam jednak rację z tymi sterydami – ich fiuty były po prostu małe. Zatrzymałam dla siebie kąśliwą uwagę, która cisnęła mi się na usta. Zacisnęłam palce na ich fiutach, trzepiąc im energicznie. Widziałam, jak odchylili głowy do tyłu, oddając się całkowicie sprawianej przeze mnie przyjemności. Obserwując ich entuzjastyczną reakcję, czułam wstyd i… mrowienie między nogami…  Ich zapach – papierosy, tani dezodorant i męski pot – uderzył mnie prosto w twarz. Mimo to, ja… byłam mokra. Mimo wszystko. Mimo obrzydzenia. Jak dziwka…

– Tu jest taka świetna pizzeria – rozmowny odezwał się do swojego kolegi – dobrą pizzę tu robią. W sumie zjadłbym, bo głodny się zrobiłem – uśmiechnął się lubieżnie i przeciągnął. Jego kumpel zarechotał. – Dobry jesteś – chciałbyś żreć pizzę z kutasem w ustach tej zdziry? To musisz chyba se sam zrobić, bo pizzeria jest już zamknięta. – Obaj głośno i obleśnie zarechotali, patrząc na mnie z pogardą. Ostentacyjne okazywali mi lekceważenie. Grali twardzieli… małe chujki, ja wam pokażę… Mocniej ścisnęłam ich małe fiuty.  Skórka obsuwała się na nich z głośnym, obrzydliwym mlaskaniem. Przyśpieszyłam ruchy. – Zmusili mnie. Mój telefon… to ich wina, nienawidzę ich, ale klęczę i robię im laski. I czuję, jak robię się coraz bardziej mokra. Nienawidzę siebie…

– O tak kurwo, właśnie w ten sposób… – wycharczał kolega rozmownego. – Dobra jesteś w te klocki…, pewnie już niejednego obciągnęłaś – mrugnął do kumpla.

– Mówię ci, ona chyba jakąś studentką jest – kiwnął na mnie głową – oni tam się
w akademikach rżną jak króliki. – A trzepie jak profesjonalna kurwa. Hej, podoba ci się to, prawda zdziro? Takich dwóch kutasów nie znajdziesz wśród swoich zniewieściałych koleżków.

Wściekłość dodała mi energii — coraz szybciej masowałam ich kutasy.  Nagle, ten mniej rozmowny zgiął się gwałtownie, próbując powstrzymać orgazm. Odchyliłam jego fiuta, tak aby wytrysk nie zachlapał mi płaszcza. Z głośnym jękiem spuścił się trawnik – słabo, krótko, żałośnie. Spojrzałam na niego z pogardą, nie przestając masować drugiego.

– Spuściłeś się już, więc nie wezmę go w usta – powiedziałam zimno.

Stanął jakby trochę zaskoczony, jego kumpel zarechotał drwiąco. Po chwili zapiął spodnie i odszedł z pochyloną głową.

Tak krótko. Żałosne.

– Jesteś bardzo ponętną szmatą – powiedział do mnie rozmowny. – Dlatego kolega tak szybko doszedł, ale ja jestem twardszy, więc teraz weźmiesz mnie do buzi. Wyciągnął rękę, chcąc wsadzić mi ją pod płaszcz i dotknąć moich piersi. Uderzyłam go mocno w dłoń.

– Nie dotykaj mnie – warknęłam, patrzą mu prosto w twarz. – Mieliśmy umowę.

Zanim zdążył zareagować, chwyciłam jego małego fiuta i wprowadziłam go sobie głęboko do buzi. Zmieścił się cały, aż do jajek. Śmierdział papierosami i tanim mydłem.

 – Obrzydliwe… jestem obrzydliwa… – pomyślałam. Kurwa… i mam całe mokre krocze… Mocno objęłam ustami nasadę jego penisa i zaczęłam szybko poruszać głową. Chciałam, żeby skończył jak najszybciej i nie mógł się chełpić przed kumplem. Pojękiwał zadowolony, ale wytrzymał tempo. Chwycił mnie za głowę i zaczął pieprzyć mnie w usta – mocno, brutalnie. Gdyby teraz ktoś mnie zobaczył…, rozpoznał… Kolana mi zadrgały. Poczułam, jak wilgoć z krocza zaczyna się rozlewać na wewnętrzną stronę ud, mocząc mi manszety pończoch.

Użyłam wszystkich trików, jakie znałam – język na spodzie, mocne ssanie, palce masujące punkt za jajkami. Zacisnęłam dłoń na jego pośladku i przyciągnęłam go jeszcze mocniej do siebie, byle tylko jak najszybciej doprowadzić go do orgazmu. Rozmowny nagle zesztywniał, zarzucił głową do tyłu i wydał z siebie chrapliwy ryk.

– Aachhhh suko!!! – Jego fiut zapulsował mi w ustach. Wyjęłam go i wyplułam niewielką ilość nasienia – prosto na jego buty. Nie zauważył. Przez chwilę stal, dysząc ciężko, po czym włożył spodnie. Z kieszeni wyciągnął mojego smartfona. Wstałam powoli. Kolana miałam miękkie.

– Jesteśmy kwita – powiedział, wręczając mi telefon. – Wypełniłaś warunki umowy.

Chwyciłam komórkę drżącą ręką.

– Jeśli kiedykolwiek będziesz chciała przeżyć orgazm z prawdziwym facetem, to wiesz do kogo się zgłosić – rzucił na odchodne.

Spojrzałam na niego z nienawiścią i odeszłam, głośno, prowokacyjnie stukając obcasami.

– Mówię ci, trzeba było mocno zerżnąć tę dziwkę w jej chudą dupę – dobiegł do mnie jeszcze przytłumiony głos drugiego karka, gdy rozmowny otwierał drzwi samochodu i sadowił się za kierownicą. – Nie byłaby wtedy taka harda.

Trzasnęły drzwi samochodu i usłyszałam odpalany silnik.

 

 

174
5.5/10
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 5.5/10 (2 głosy oddane)

Z tej serii

Teksty o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.