Mężczyźni: Wstęp plus pierwsza randka
3 grudnia 2025
Mężczyźni
24 min
Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!
Wstęp
Nigdy nie zapomnę jak to jest czuć się brzydka. Jak to jest codziennie słyszeć, że jestem za gruba, za chuda, głupia, idiotka. Że moje piersi zmalały po ciąży, że zrobił mi się cellulitis. Że już nikt nigdy mnie nie pokocha, nikt nigdy nie będzie chciał polki z dzieckiem. Te kłamstwa powtarzane codziennie, wwiercają się w głowę, wchodzą do krwioobiegu, zaczynamy w nie z całego serca wierzyć. Ja też uwierzyłam. Jakiś przygruby, jebnięty, zakompleksiony chłop był w stanie mi to wszystko wmówić. Jak? Wykorzystał moment mojej słabości. Długą, niesprawiedliwą część tej gry rozgrywał naszym dzieckiem. Coś, czego ja nie chciałam i nie byłam w stanie robić, dlatego przegrałam tą bitwę z kretesem. Byłam wykończona, nie spałam, wymiotowałam z nerwów. A on codziennie wymyślał nowe kłamstwa. Aż straciłam dziesięć kilo i połowę włosów z głowy. Ludzie pytali, czy na coś zachorowałam.
Toksyczny związek będzie wykańczał cię tak samo jak rak. Piszę to, bo może choć jedna kobieta, która tkwi w takim związku to przeczyta i odważy się zmienić swoje życie. To nie będzie łatwa decyzja. To krok, który otworzy drzwi do ogromnego, niewyobrażalnego bólu. Ale otworzy też inne drzwi, do nowego początku, do nowej ciebie. To będzie proces na końcu którego, odnajdziesz nową, lepszą siebie, spokojną, uśmiechniętą, piękniejszą niż kiedykolwiek. Proces na końcu którego znów będziesz gotowa stanąć nago przed lustrem i powiedzieć: jestem taka piękna. I jedna, zimna łza spłynie ci po policzku. To będzie ta ostatnia. Dla tego warto zacisnąć zęby i zawalczyć. Życie mija tak szybko, nie warto go tracić na życie z tyranem, narcyzem czy innym popierdoleńcem. Kobiety codziennie odkrywają, że mają więcej mocy, że potrafią więcej niż kiedykolwiek podejrzewały, że są silniejsze, niż im wmawiano od dziecka. Potrafimy same iść przez życie, z wysoko podniesioną głową, dbać o nasze dzieci, zwierzęta, nasz może ciasny, ale bezpieczny dom. Czy jesteśmy zmęczone? Jak chuj! Ale poczucie wewnętrznego spokoju jest tego warte. Przytulenie swojego dziecka bez obawy o to, że ktoś wejdzie do waszego pokoju w złym nastroju i zepsuje atmosferę zaczepkami lub będzie prowokował do kłótni. To właśnie to poczucie spokoju i bezpieczeństwa jest warte wszystkiego. Uwierzcie mi. Mówi Wam to dziewczyna, która została sama w obcym kraju. Bez pracy, bez domu, bez rodziny, z niewielkimi oszczędnościami, ale dzięki pomocy mamy, siostry i przyjaciół udało mi się i Wam też się może udać.
A teraz, skoro już to czytacie, chciałabym Was rozweselić. Wiele z tych opisanych przeze mnie historii wydarzyło się naprawdę. Przydarzyły się mnie lub moim przyjaciółkom. Zebrałam je do kupy, spisałam i tak właśnie powstaje ta opowieść. Powstaje, bo jeszcze się nie skończyła. Bohaterka wciąż jest singielką, wciąż chodzi na randki, wciąż poznaje nowych, lepszych lub gorszych mężczyzn. Wciąż cieszy się seksem i tą upragnioną wolnością. Mam nadzieję, że polubicie dziewczynę, wolną kobietę, którą stworzyłam na potrzeby tego bloga. Być może razem ze mną będziecie śledzić jej randkowe przygody i gdzieś tam odnajdziecie kawałek siebie. Trochę się pośmiejecie, trochę podumacie, a na koniec pomyślicie ,,wariatka”, a może ,,cool laska”. Zostawiam to Wam, a jedyne na co liczę, to choć odrobina uśmiechu na waszych twarzach. Przepraszam za brzydkie słowa, ale to też element wolności. Mogę ich używać bez poczucia winy, że nie spełniam wymyślonych standardów księżniczki. Walić to no i zapraszam do lektury.
Rozdział I
Doktor Muminek
Jest taki moment, gdy się zostaje samotną matką, że nie wiadomo co z tym życiem zrobić. Najpierw dziecko, dom, praca. Zero czasu dla siebie. W ogóle nie myśli się o chłopach, a oni jakoś się nie pojawiają. A może i pojawiają, ale automatycznie są traktowani jak powietrze, a raczej jak śmierdzący bąk. Dopiero po jakimś czasie, gdy zaczynamy panować nad tym nowym rytmem, przypomina nam się, że jednak fajnie jest przytulić się w łóżku do kogoś innego niż dziecko. Że przecież wibrator to nie jest opcja do końca życia. Zaczyna pojawiać się myśl, że może nie wszyscy są tak samo jebnięci jak ten, który nas skrzywdził. Ta myśl jest błędna, ale przynajmniej daje jakąś nadzieję. I z tą właśnie nadzieją odpalamy aplikacje randkowe. Moja ulubiona to ta najbardziej popularna na literę T i muszę przyznać, że jest do kopalnia wszelakich chorób psychicznych i wenerycznych najpewniej też. No ale w supermarkecie czy na siłowni to wszyscy udają, że są niewidzialni i modlą się w myślach, żeby tylko nikt się do nich nie odezwał. Ciężkie miejsca do znalezienia miłości, niemiej słyszałam, że pojedynczym, wytrwałym jednostkom się udaje(może i mnie byłoby łatwiej gdybym była na tej siłowni częściej niż raz w miesiącu, no ale wiemy jak jest) Kolejna opcja: dyskoteki. Po trzydziestym piątym roku życia to dyskotekę odwiedza się jeszcze rzadziej niż siłownię. Po prostu się nie chce. Człowiek chce o normalnej godzinie być w łóżku i obudzić się bez kaca. Kościół odpada, lokalna grupa biegaczy też, nie lubię cierpieć dobrowolnie, także tu skończyły się moje opcje. Po tygodniach walki z własnym sumieniem zainstalowałam aplikację. Nie było łatwo, bo trzeba tam dodać kilka swoich zdjęć i co gorsze jakiś opis i nie opcji żeby on nie brzmiał żenująco. Choćby się człowiek nie wiem jak starał i pocił to i tak wychodzi gówno. No ale, że wszyscy mają tam ten sam problem to jakoś udało się te gówniane opisy tam wpisują w formę portalu. Później już tylko wybór zakresu wiekowego. Kolejne pół godziny z głowy. Czy trzydzieści lat to dla mnie za młody? A pięćdziesiąt to za stary? A może już właśnie w sam raz. Postanowiłam zagrać bezpiecznie: 33 do 45. Dopiero po jakiś czas się dowiedziałam, że te chujki często oszukują i zaniżają lub zawyżają prawdziwy wiek. Ostatnia część do odległość. Nie może być za daleko, żeby paniczowi się chciało przyjechać. Ustawiałam trzydzieści kilometrów, myślę, że uczciwie. On musi dojechać, a ja muszę czekać aż dojedzie.
Gotowe. Otworzyła się pieczara z pokemonami. Na pierwszy rzut, murzyn. Myślę, nieźle się zaczyna. Nie wiedziałam jak to działa, dałam przez pomyłkę super lajk. No kurwa mać. Dziesięć minut w plecy, żeby to odkręcić. Udało się. Następny to arab, następny Brazylijczyk w kurtce i japonkach. Przynajmniej na różnorodność kulturową nie można narzekać. Następny to pan doktor Rui. Selfie w białym kilcie, następne zdjęcie z Sali operacyjnej. Fajny. Ostrożnie przesuwam w lewo…jeb! Nie ma pary! Na szczęście jeden raz można cofnąć za darmo, następna taka pomyłka będzie mnie kosztować zakup wersji premium lub stratę potencjalnego męża. Już ogarniałam jak to działa, myślę, że i małpa by ogarnęła. Może nawet szybciej niż ja. Kolejny wygląda trochę jak arab, ale to Hiszpan. Przynajmniej taka ma flagę w opisie i imię też hiszpańskie. Też lekarz, jak dobrze pójdzie będę mogła otworzyć centrum zdrowia. Pływa na desce lubi snowboard, ma dużego psa. Lajk. Nie mam za dużych wymagań. Następny jakiś w okularach przeciwsłonecznych, poważny. Prawnik. Lubi crossfit, kontakt z oceanem. Super ciało, aż mi się przypomniało, że powinnam iść na siłownię. Lajk. Kolejnych trzech to zez rozbieżny, mulat i gruby mulat, zdecydowałam więc wyłączyć aplikacje. Tych trzech na początek, do porozmawiania, z czasem wybierze się jednego na randkę. Wiadomość. Doktor numer 1. ,,Cześć, jak wieczór. Jesteś z polski?”
No jestem a raczej byłam, bo już od sześciu lat mieszkam w innym kraju, swojego nie widziała, bo covid, bo wojna, bo drogie bilety i są inny priorytety. No ale z polski, tak. Rozmawiamy dłuższą chwilę, opowiada, że pracuje w szpitalu w centrum miasta, jest neurochirurgiem. Nigdy nie spotykałam się z żadnym lekarzem, więc zupełnie nie wiem z czym to się wiąże. Zapytał jak znalazłam się w Hiszpanii. Wtedy nie wiedziałam, że to pytanie usłyszę jakieś dwieście razy w przeciągu kolejnych dwóch lat. Odpowiedziałam tajemniczo: przez miłość. Zaśmiał się. Wyglądał trochę muminkowato, ale sprawiał wrażenie ciepłego, mądrego i miłego faceta. Zaprosił mnie na kolację. Mogłam wybrać miejsce, a on obiecał, że zarezerwuje stolik. W tych randkowych czatach, trzeba jeszcze wcisnąć informacje o tym, że ma się lub nie ma dzieci. Zawsze przypomina to podchody, jest trochę niezręczne i otoczone ryzykiem, bo ktoś poświecił godzinę na rozmowę, ale może nie być zainteresowany związkiem z kimś, kto inny poważny związek już za sobą ma, a z tego związku bąbelka. Ale jak to się mówi, facet będzie się z tobą umawiał nawet jeśli masz męża, więc dziecko było zdecydowanie mniejszym problemem. Doktor muminek przyjął to dobrze.
Umówiliśmy się we Włoskiej restauracji. Przyjechałam uberem, bo w domu z tego stresu wypiłam już pół butelki wina. Pierwsza randka odkąd wyszłam z długiej, patologicznej relacji. Może się nakręcę i będę gadać o moim byłym? Albo co gorsza, rozpłaczę się jak dziecko, bo pierwszy raz od dawna ktoś okaże mi życzliwość i będzie dla mnie dobry. Żenujące, nie, to się na pewno się zdarzy, ale lubię sobie stworzyć kilka czarnych scenariuszy, żeby mieć się czym torturować. Wyglądałam chyba nieźle, obcisłe jeansy, bluzka w kwiaty odsłaniająca ramiona, bez biustonosza, bo jeszcze mogę, beżowe szpilki. Ktoś z obsługi otworzył mi drzwi i weszłam do środka restauracji. Było przytulnie i pachniało świeżymi pomidorami. Światło było słabe, ale wystarczające. Usiadłam przy stoliku z idealnie wyprasowanym, białym obrusem. Podano mi menu ze świeżo robionym makaronem i od razu spodobał mi się ten z truflą. Nerwowo wypiłam szklankę wody. Lekarz spóźniał się już piętnaście minut.
Później kolejne piętnaście.
I kolejne.
Już miałam wstać i wyjść, gdy pod same drzwi restauracji podjechał czerwony, sportowy samochód cabrio. Nie znam się na markach, ale musiał wyglądać interesująco, bo wszyscy goście zwrócili na niego wzrok i szeptali coś z uśmiechami zachwytu na twarzach. Mężczyzna, który wysiadł z tego sportowego wozu, pasował do niego jak świnia jak do karety. Wysoki, ale lekko pucowaty, pod białą polówką rysował się lekki brzuszek i nawet trochę piersi. Ciemne włosy zaczesane do tyłu, w sposób by jak najbardziej ukryć zakola. Uśmiechnął się ukazując białe, delikatnie krzywe zęby. – Strasznie cię przepraszam- przywitał się- musiałem się zatrzymać na stacji i odpisać na ważne wyniki badań. Dziękuję, że czekałaś.
Nie ma sprawy. – odpowiedziałam. Widziałam po sposobie w jaki na mnie patrzył, że bardzo mu się spodobałam. Nie widziałam tego już tak dawno, gdy żyję się jak więzień we własnym domu, zapomina się naprawdę wielu rzeczy. Ten błysk w oczach doktora był pierwszą taką wiadomością od lat. Jestem hot. Jestem w grze. Podobam się mężczyznom. Obrosłam w piórka i niczym dumna kwoka zamówiłam ten truflowy makaron i oznajmiłam, że chętnie napiłabym się czerwonego wina. Zamówił najlepszą butelkę i ten sam makaron dla siebie. Rozmowa szła świetnie, choć doktorek trochę się denerwował. Wiedziałam, bo zdradzały go rumiane policzki, które świeciły niczym nos Rudolfa w dzień świąt Bożego Narodzenia. To było bardziej urocze niż żenujące, postanowiłam więc o tym nie wspominać. Nie chciałam mu już dokładać po tym, jak do naszego stolika podszedł szef, by zapytać jak nam wszystko smakowało, ale mój towarzysz był tak zdenerwowany, że zamiast odpowiedzieć poprosił o rachunek. Zastanawiało mnie, skąd u niego taki stres, jestem ładna, no ale bez przesady, Angelina Jolie to ze mnie nie jest. Nie musiałam długo czekać żeby się dowiedzieć. Gdy odkryłam o co chodziło, sama się zdenerwowałam. Mogę nawet powiedzieć, że bardzo się wkurwiłam.
Po kolacji odwiózł mnie do domu. Podziękowałam i chciałam pocałować go w policzek, ale odwrócił głowę, tak, że nasze usta się spotkały. Całował świetnie. Odsunęłam się, podziękowałam jeszcze raz i uciekłam do domu. Cierpliwie czekał w aucie, aż wejdę do swojego budynku. Byłam podekscytowana. Był bardzo inteligentny, ciepły, nie był najpiękniejszy, ale to nigdy nie było moim priorytetem. Pomyślałam, że mogłabym się w nim zauroczyć i on chyba we mnie też.
Wiadomość na telefonie. Aplikacja na T. Doktorek numer dwa: Cześć kotka!
Myślę, ten to jakiś pojeb. Pas.
Druga wiadomość: Studiowałem medycynę w Czechach, niektóre słowa chyba są takie same jak po polsku. Prawda?
Może jednak nie taki pojeb. A jak pojeb to przynajmniej interesujący. No ale co teraz Doktorem Muminkiem? Czy mogę iść na randkę z innym facetem? To był tylko pocałunek, parą nie jesteśmy, więc chyba mogę. Ewidentnie wypadłam z obiegu. W tej aplikacji na T powinni napisać jakieś zasady. No trudno, zdam się na swój własny, omylny instynkt. Odpisałam. Rozmowa znów szła świetnie, ale tym razem bardziej luźno; dało się wyczuć, że doktorek numer dwa- nazwijmy go szalonym, ma w sobie energię, powera i tak samo głupie poczucie humoru jak ja. Po kilku wymienionych zdaniach poprosił o mój numer telefonu, który podałam bez zastanowienia. Zadzwonił od razu. Miał miękki, przyjemny głos. Mówił powoli, ale z dużym entuzjazmem. Oboje chyba czuliśmy, że znaleźliśmy bratnią duszę. Kogoś fajnego na randkę, ale z tym unikalnym flow przyjaciela, z którym można porozmawiać o wszystkim. Byłam bardzo zadowolona, cała rozmowa trwała ponad godzinę, nie brakowało nam tematów i pierwszy raz od dawna śmiałam się w głos. Bardzo chciałam zobaczyć go na żywo, po cichu liczyłam, że wygląda tak jak na zdjęciach i nie okaże się karłowatym, brzydkim gnomem. Szalony doktorek jakby czytał w moich myślach: spotkamy się jutro? Co powiesz na piknik w górach?
Wariat. Wiedziałam. Ale cholernie pociągający wariat. Niemal podskakując odpowiedziałam, że się zgadzam. W tym tygodniu mały był u ojca, miałam czas na mój powrót do świata randkowego. Powrót w wielkim stylu, bo dwie randki w ciągu dwóch dni, z dwoma różnymi facetami, co może pójść nie tak? Żebym tylko wiedziała, że kurwa, wszystko może pójść nie tak.
Rozdział II
Szalony Doktorek
Świat za mało mówi o tym, że kobieta po tym jak zostanie matką, nie przestaje być kobietą. Ona wciąż chce kochać, chce być kochana, lubiana, chce uprawiać dziki seks, by choć na chwilę poczuć się naprawdę wolną. Może właśnie teraz, ona chce tego bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Może to właśnie to gorące pragnienie, ten głód, popycha ją do różnych bardziej lub mniej racjonalnych decyzji. Spotkanie z Szalonym Doktorkiem to zdecydowanie był ruch w stylu: wiem, że nie powinnam, ale chuj.
Przyjechał punktualnie o umówionej godzinie, czarnym samochodem typu SUV. Nie zadał sobie wysiłku, żeby wysiąść z auta. Wychylił tylko głowę przez okno, wyszczerzając równe, białe zęby i z uśmiechem szkolnego rozrabiaki powiedział: Heloł Kotka.
To było tak banalne, a zarazem intrygująco śmieszne, bo była za tym jakaś historia. Zarechotałam, więc jak żaba, adekwatnie do poziomu tego powitania.
Doktorek numer dwa był zdecydowanie przystojniejszy. Arabskie rysy, pociągły nos, piękny uśmiech, kruczoczarne, gęste włosy, iskrzące, zielone oczy. Ubrany był w białą, lekko wygniecioną koszulę z znaczkiem konika, ciemne jeansy i jakieś buciory jakby do chodzenia po górach. Wiedziałam, że idziemy ma piknik, więc sama też ubrałam się komfortowo, ale żadne buciory typu trapery nawet nie przeszły mi przez myśl. Sama otworzyłam sobie drzwi od strony pasażera i usiadłam. Pocałował mnie dwa razy, nie ściągając uśmiechu z twarzy. Nie mogłam rozgryźć, czy naprawdę jest tak inteligentny i zabawny jak mi się wydaje, czy to zwykły pozer i pajac tylko ja jeszcze niewprawiona i nieobyta na randkowym rynku, nie umiem tego rozróżnić. W aucie pachniało perfumami typu bad boy, a na tylnim siedzeniu leżał rzucony w pośpiechu kilt i stetoskop.
Gotowa na piknik? Mam wszystko! Koce, latarkę, wino, dodatkową ciepła bluzę, gdyby ci było zimno, jakieś jedzonko…palisz zioło?
Zatkało mnie. Ostatni raz paliłam na długo przed dzieckiem. Teraz jeden buch, w dodatku zmieszany z winem i mogłabym już nie wrócić do żywych.
Nie palę. – Odpowiedziałam po krótkim namyśle
- To dziś zapalisz- odpowiedział.
Byłam w dupie. Było już za późno żeby się wycofać, a zrozumiałam, że jego poziom szaleństwa znacznie przekracza mój poziom szaleństwa. Wjeżdżaliśmy właśnie pod niemal pionową górę. Nawet nie miałam pojęcia, że takie atrakcje znajdują się kilka minut od mojego domu. Może dlatego, że żyłam jak w bańce, księżniczka w złotej klatce. Teraz mi się to odbije.
To tutaj. Nie będę za wysoko wjeżdżał, bo jeszcze musimy wrócić, a ja mam zamiar się napić.
Kolejna niesamowita równoległa rzeczywistość. W Polsce nie pamiętam, żeby ktokolwiek z moich znajomych prowadził po alkoholu. Na imprezy jechaliśmy autobusem, wracaliśmy taksówką. Jak nie było, to nawet pieszo. Tu dla odmiany, po alkoholu jeżdżą wszyscy. Młodzi, starzy, kobiety, mężczyźni. Wydaje się, że limit dopuszczalnego poziomu alkoholu we krwi jest tutaj relatywny. Zależy ile się piło w jakim odstępie czasu i co się przy tym jadło. Dodatkowo syty posiłek niweluje stan upojenia. Logiczne.
Doktorek rozkładał właśnie koc na wzgórzu, z pięknym widokiem na dolinę pełną drzew, we wszystkich możliwych odcieniach zieleni. Słońce zaczynało powoli zachodzić, pejzaż jak z komedii romantycznej, punkt dla doktorka. Zgrabnie ustawił dwa kieliszki, mały koszyk z jedzeniem, głośniczek, który grał muzykę z jego telefonu.
To moja ulubiona playlista, spodoba ci się.
Właściwie to nie musiałam przy nim w ogóle myśleć. On myślał i podejmował decyzję za mnie, tak naturalnie, jakby to były moje własne. Wypiliśmy trochę czerwonego wina, z każdym kieliszkiem coraz bardziej zbliżając się do siebie. Zapytał czy może zrobić mi zdjęcie. Uznał, że bez makijażu muszę wyglądać jeszcze ładniej, a najpiękniejszym punktem na mojej twarzy jest niewielki pieprzyk na prawym policzku. Zawstydziłam się, a on zrobił mi zdjęcie swoim starym telefonem. Miało może ze dwadzieścia pikseli, ale wyglądałam na nim na tak na żywo. Jak zawstydzona mała dziewczynka. Pokazał mi je mówiąc: zobacz jaka jesteś piękna.
Poprosił, żebyśmy zatańczyli, a ja się zgodziłam. Z głośnika leciała jakaś romantyczna piosenka, której nigdy wcześniej nie słyszałam. Objął mnie w pasie, i przysunął swoje czoło do mojego. Bujaliśmy się w tym wariackim, pijackim tańcu, a on popalał sobie skręta. Odmówiłam kilka razy wcześniej, nie naciskał. Teraz, gdy byliśmy tak blisko siebie, zbliżył swoje usta do moich. Czekałam na ten pocałunek. Bardziej z ciekawości niż z podniecenia. Zamknęłam oczy. I czekałam. I czekałam. Nic się nie wydarzyło. Nagle poczułam tylko, jak ostry dym wdziera mi się do ust. Otworzyłam oczy i zrozumiałam co się dzieję. Doktorek wyczuł moją konsternacje i też otworzył oczy.
Myślałaś, że chcę cię pocałować? Zapytał wyraźnie rozbawiony.
Nie odpowiedziałam. Chciałam tylko zabrać swoją torebkę i wrócić do domu i zapaść się pod ziemię jak jakiś ninja kret.
Złapał moją rękę i jeszcze raz, tym razem silniej przyciągnął mnie do siebie. Pocałował mnie. Długo, czule, namiętnie. Nie wiem czy to zasługa wina, zioła, czy tej niezrozumiałej chemii między nami, ale czułam się jakbym odlatywała. Zupełnie zapomniałam o całym świecie, a on nie przestawał mnie całować. Zaczął pieścić moje piersi, a drugą dłoń ułożył na pośladkach. Wciąż bujaliśmy się w rytm muzyki całując namiętnie. Położył mnie delikatnie na kocu i szybko rozejrzał się czy nie ma nikogo w pobliżu. Zsunął najpierw moje jeansy, a następnie cieniutkie, niebieskie majtki. Ja też rozejrzałam się szybko, ale było zupełnie nieprawdopodobne, by był tu ktoś oprócz nas. Ułożyłam się wygodnie i odpuściłam wszystkie myśli, a on zanurzył głowę miedzy moimi nogami. Pieścił mnie tak dobrze, mocno, ale niezbyt mocno, czułam się dobrze, czułam, że za chwilę doprowadzi mnie do orgazmu. Jęknęłam, a on wsadził język jeszcze głębiej. Z całej siły zacisnęłam dłonie na kocu i odchyliłam głowę do tyłu. Ciepło oblało całe moje ciało. Jedyne takie uczucie, którego nie można porównać do niczego na tym świecie. Jebany orgazm, który odbiera ludziom mózg. Tak bardzo go kochałam, tak bardzo za nim tęskniłam.
Szalony Doktorek wychylił głowę znad moich nóg i ponownie wyszczerzył białe zęby.
Cieszę się, że było ci dobrze. Chciałbym zrobić o wiele więcej, ale nie tutaj. Zaczekam z tym, aż będziemy w bardziej komfortowym miejscu.
Gentelman na miarę naszych czasów, pomyślałam.
Kiwnęłam głową pokazując zrozumienie, jednocześnie odwracając twarz by ukryć uczucie wstydu, które dopadło mnie teraz z zaskoczenia.
Co ja wyprawiam? Chyba całkiem mi odwaliło. Zrozumiałam, że przestałam całkiem kontrolować swoje życie. Jak pies spuszczony z łańcucha. Zachłysnęłam się wolnością. A może przesadzam? Co jest złego w mintece na łonie natury z nieznajomym lekarzem?
- muszę odejść na stronę – wybełkotałam
- co musisz?
-siku muszę zrobić
Doktorek zaśmiał się donośnie. Wskazał palcem na wielki krzak, sugerując, że tam mogłoby być dobre miejsce na oddanie się mojej nagłej potrzebie. Ruszyłam więc w tym kierunku, niezdarnie potykając się o kamień. Słońce zaszło już jakiś czas temu i ostatnie promienie słońca z ledwością przebijały się przez granat nocnego nieba.
- Weź to – powiedział i szybkim ruchem wcisnął mi latarkę w dłoń.
- A jak tu jest jakiś wąż, albo żmija i mnie ugryzie?- spytałam niepewnie.
- To ci pomogę. Jestem cholernym lekarzem, pamiętasz?
Pomyślałam, że już nic już nie będę mówić do tego wieśniaka.
Ruszyłam chwiejnym krokiem, czerwone wino szalało w moim krwioobiegu. W końcu mogłam się zrelaksować i pić bez kontroli. Pić bez poczucia, że jestem złą matką, że od czasu do czasu mogę sobie na to pozwolić. Napić się swobodnie, bez oskarżającego wzroku, który świdrował całe moje ciało. Lubiłam wino, region, w którym mieszkałam słynął z pysznych win, ale ja przez ostatnie trzy lata nie piłam prawie wcale. Najpierw ciąża, później karmienie piersią, wreszcie, gdy wydawałoby się, że już mogę- presja męża tyrana. Presja jego rodziny. Oni mogli. Ja nie. Nie czułam tęsknoty za alkoholem, czułam tęsknotę za wolnością, którą tak nagle mi odebrano. Dopiero teraz, pierwszy raz od tak dawna, znów poczułam, że mogę. Że nikt mnie nie osądza. Moje dziecko jest z ojcem. Tu i teraz jestem ja, ten wieczór jest tylko mój. Mogę się upić, mogę mieć kaca, nie będę mieć wyrzutów sumienia. Byłam pijana, uśmiechałam się jak pijana, nie miałam pojęcia ile wypiłam, ale wszystkie moje rozterki, cierpienia zdawały się dziś wyparować. Potrzebowałam tego, zachłysnąć się tą wolnością tylko po to, żeby wiedzieć, ze wreszcie mogę. Że wreszcie, kurwa mogę!
- Wszystko ok? – głos doktorka wyrwał mnie z moich pijackich przemyśleń, zapomniałam, że przyszłam tu zrobić siku. Powoli i niepewnie zdjęłam majtki, kucnęłam i znów poczułam ogromną ulgę, tym razem czysto fizyczną ulgę.
- Wszystko super – Odkrzyknęłam, po czym wywaliłam się na plecy jak żółw. Majtki w kostkach, gacie opuszczone. Ja pierdole, ale wstyd. Doktorek słysząc huk ruszył w moim kierunku. Jeszcze większy wstyd, ale z jego pomocą pozbierałam się z gracją starej menelki. Odrzuciłam kosmyk włosów z twarzy i uśmiechnęłam się najszczerzej od lat.
- Kotka, ty jesteś kompletnie szalona. – z niedowierzaniem kręcił głową, a jego oczy błyszczały wesoło. – Zabieram cię do domu.
- Nie ma takiej opcji.- powiedziałam i obiema rękami chwyciłam jego twarz. Pocałowałam go najmocniej jak potrafiłam. Całowaliśmy się i śmialiśmy jednocześnie. Nie wiedzieliśmy, które z nas jest bardziej walnięte i to było w tej historii najfajniejsze. Kochaliśmy się na zimnej trawie, za krzakiem, pod pięknym gwieździstym niebem, nieopodal miejsca, w którym dopiero co sikałam. Romantyzm jak z harlekina z Aliexpress. Dwa ciepłe, spragnione, splecione w uścisku ciała. Było mi tak dobrze, że zamknęłam oczy i odpłynęłam. Ostatnią moją myślą było to, że najprawdopodobniej już nigdy więcej się nie zobaczymy. Szkoda.
Rodział III
Powrót doktora Muminka
Trzeba najpierw spróbować, żeby wiedzieć, że się czegoś nie lubi. Moja faza testów została uznana za zakończoną. Wiedziałam, że chcę spokoju, stabilizacji, ciepłego domu ze zrozumiałym, cierpliwym mężczyzną. To również ważne, by zdefiniować czego się chcę. Najwidoczniej gdzieś mi to umknęło, gdy zakładałam profil na portalu randkowym. Nieistotne. Człowiek mądry uczy się na cudzych błędach, głupi na swoich, a debil nie uczy się wcale. Chyba jestem w tej drugiej grupie, ale jednocześnie potrafię balansować między pierwszą i ostatnią. Doktor Muminek może i nie był moim typem faceta, w ogóle chyba nie był niczym typem faceta, ale dawał mi poczucie bezpieczeństwa. Zaspokajał tą śmieszną, banalną potrzebę, która mamy chyba jeszcze od małp. Potrzebę wewnętrznego, pozornego spokoju i bezpieczeństwa. On mnie nie zdradzi, on będzie o mnie dbał, on będzie się mną interesował. I to wystarczyło, by wyeliminować innego ,,gracza” z gry. Zdecydowałam, że zostanę przy Muminku. Na kolejną randkę umówiliśmy się w jego mieszkaniu. Nie miałam pojęcia, że mieszkał w nowoczesnym Penthousie w samym centrum stolicy. Ten zabójczy apartament i super drogie sportowe cabrio pasowały do jego aparycji jak świnia do kożucha. Starałam się jednak nie skupiać na tych niefortunnych porównaniach, które pojawiały się w moich myślach, za każdym razem, gdy brzuszek odrysowywał się na jego jasnoróżowej polówce. Całą energię wkładałam również w to, by nie odpowiadać głupio lub sarkastycznie jak to mam w zwyczaju. Czułam, jak stary pies, który już zapomniał jak się poluje, ale jeszcze coś tam pamięta, i że ten tutaj to nie jest odpowiednia osoba do tego typu zagrywek. Zamiast tego sączyłam z gracją koktajl, zrobiony dla mnie przez mojego przyszłego męża, siedząc na ogromnej, beżowej kanapie, wpatrując się gigantyczne okna w światła wielkiego miasta. I tu zapaliła mi się lampka. Wszystko lubi takie duże, aż nad wyraz. Czy oznacza to, że jego…no ten…interes…musi czymś nadrabiać? Jeszcze raz uważnie spojrzałam mu na dłonie. Idealne. Długie, smukłe palce jak na chirurga przystało, ale dłoń nie kobieca, raczej chłopięca. Nie no, nie mogę sobie zaraz dopowiadać czarnych scenariuszy o malutkim wacku. Trzeba myśleć pozytywnie. Przecież i tak najważniejsze jest serce i charakter. Poprosiłam o jeszcze jednego drinka tym razem mocniejszego. Miał piękną kuchnię. Blaty z jasnego marmuru, złote wykończenia. Gdzieś pod skórą wiedziałam, żeby nie pytać, ale ja, jak to ja, zapytałam:
- Kto ci tak pięknie zaprojektował kuchnię? Miałeś jakiegoś architekta?
Muminek rozpalił się do czerwoności. Nie byłam pewna czy będzie miał zawał czy się tylko zapowietrzył. Podeszłam powoli i objęłam go z czułością. Wtulił się we mnie i staliśmy tak przez chwile. Pokrojone limonki i mięta czekały na blacie, jakby same chciały już uciec do tego Mohito.
- To moja była dziewczyna zaprojektowała całe wnętrze…
Kurwa zaczyna się. Już mi się tu nie podoba i w dupie mam te wielkie okna, marmurowe kuchnie i jacuzzi na balkonie.
- Jeśli chcesz, opowiedz mi o tym…- powiedziałam najsłodszym i najmniej fałszywym głosem na jaki mnie było stać.
Muminek kiwnął głową, niemal powstrzymując łzy w oczach.
- Rozstaliśmy się dwa miesiące temu…
Szybko się pozbierał, nie ma co. Zazdro.
- Byliśmy razem prawie trzy lata, ale ona…ona nie radziła sobie z atakami zazdrości. Przyjeżdżała do szpitala żeby mnie kontrolować, zamykała mnie w łazience, raz w złości niemal całkowicie zniszczyła tą piękną kuchnię! A najgorsze to to, że próbowała kilka razy odebrać sobie życie. Chciała wyskoczyć z balkonu mojego mieszkania! Całe szczęście, zawsze udawało mi się ją uratować…
No to szambo się wylało- pomyślałam – Nici z mojego pięknego, wyśnionego małżeństwa. Teraz przynajmniej rozumiem te podejrzliwe spojrzenia sąsiadów i pana z ochrony budynku. Na pewno myśleli, że znowu sobie przygruchał jakąś wariatkę grubasek. No i ten wyrwany dzwonek do drzwi…nawet o to nie zapytałam. Ja pierdole, ja to mam szczęście. A miało być tak pięknie. Zaraz, zaraz. A może patrzyli tak podejrzliwie, bo ona gdzieś tu jest? Albo często tu zagląda. Albo co gorsza, wciąż ma klucze do mieszkania?! Głęboki oddech. Dam radę.
- I jak sobie z tym poradziłeś? – zapytałam, teraz już dosyć sztucznie- wciąż macie ze sobą kontakt?
- Niestety nie…to znaczy nie, to dobrze, że już nie mamy kontaktu. Zapłaciłem jej za najlepszy hotel przez następne pół roku, tak, by mogła się wyprowadzić i stanąć na nogi. Chyba ma kogoś…nie rozmawiamy, zablokowałem ją…
Ja pierdole! Czy tylko ja jestem taka głupia i wyszłam z rozstania goła i wesoła? A mogłam być w SPA w najlepszym hotelu. Życie jest niesprawiedliwe. Doktorek dokończył swoje mistrzowskie Mohito, a ja wypiłam je na dwa razy. Miałam mętlik w głowie. Myśli walczyły pomiędzy: ,,wiej natychmiast” a ,,on teraz jest zraniony, potrzebuje kogoś, żeby wszystko sobie na nowo poukładać. Jak dojdzie do siebie, stworzycie piękny, głęboki związek na resztę życia. Będziesz już zawsze szczęśliwa i bezpieczna…
Dźwięk telefonu. Nie mojego. Muminek znów czerwony jak rak. Oboje spoglądamy na jego telefon, który do tej pory leżał ekranem do dołu. Numer zastrzeżony. Spoglądamy na siebie.
- To pewnie SPAM. – doktorek odrzuca połączenie. Z jego uszu wydobywa się para. Zaraz wybuchnie.
Telefon znów dzwoni. Ponownie numer zastrzeżony. Nie wiem już, które z nas jest bardziej przerażone.
Muminek podejmuje męską decyzję i trzęsącą się ręką wyłącza telefon po czym wypija swoje Mohito na raz. Patrzymy na siebie w milczeniu. Cisza staje się upiornie niezręczna, mam ochotę walnąć go z całej siły w twarz. Jak dorosły facet może się w coś takiego wplątać? Jak może tak się bać we własnym domu? Kim jest ta dziewczyna, że aż takie emocje wywołuje, a nawet nie widziałam jej zdjęcia. Wyobrażałam sobie kruczoczarne włosy, rogi na głowie, zęby ostre jak diabeł i płonące, czerwone oczy. No bo jak inaczej mogłaby wyglądać?
Pukanie do drzwi.
PUK PUK PUK
Ponownie spoglądamy na siebie, szukając ratunku.
PUK PUK PUK PUK PUK!
Muminek ma pełne gacie. W amoku próbuje włączyć telefon. To chyba czas na mnie. Zabieram się stąd. Widziałam duże drzwi balkonowe, wychodzące na wspólny taras.
- Wydostanę się z budynku jeśli tędy wyjdę? -zapytałam, utrzymując resztki godności w głosie.
Spojrzał na mnie i przytaknął nerwowo. Przez chwilę było mi go nawet szkoda. Różowa, okrągła twarz była teraz bliska płaczu. Nie mogłam mu pomóc. Mam swoje traumy, swoją przeszłość, mam dziecko, nie mogę sobie pozwolić na relację z kimś, za kim biega niezrównoważona psychicznie psychopatyczna psychopatka. Nie jestem na siłach, by go bronić by walczyć. Jestem zmęczona walką. Chcę tylko spokoju. Niestety Muminku, ale adios.
Ostatnie co usłyszałam, to dźwięk klucza, który na siłę próbuje otworzyć zamek do którego nie pasuje.
- Zmieniłem zamki- powiedział mi na pożegnanie.
Ostatni raz spojrzałam na ten smutny obraz. Facet, który mógłby mieć wszystko, al. Źle się zakochał. Otworzyłam duże drzwi balkonowe, wiatr wiał silnie na tym dwudziestym siódmym piętrze. Noc była czarna jak smoła. Nie było widać żadnych gwiazd, nawet księżyc jakby ukrył się dziś ze strachu przed tą szajbuską. Wciągnęłam zimne powietrze nosem i odetchnęłam z ulgą. Nagle coś zakuło mnie w oku i poczułam, że szybko muszę je przetrzeć. To chyba ta mięta z pamiętnego Mohito. A..aaaa….apsik!
Kichnęłam głośno jak stary chłop.
- Na zdrowie! -odpowiedział mi z ciemności kobiecy głos.
gotcha
Jak Ci się podobało?