Niedopowiedzenia

17 lipca 2026

7 min

Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!

W końcu czas dla nas. Nasza córka ma niemal 6 lat i pierwszy raz babcia zdecydowała zająć się małą przez tydzień. W chwili potwierdzenia tej informacji moje oczy spotkały się ze spojrzeniem mojej żony Marty i zauważyłem znowu ten błysk, który tak rzadko pojawiał się w ostatnim czasie, a który strasznie mnie kręci i którego bardzo potrzebuję.

 Na pierwszy wieczór zaplanowaliśmy wyjście na sushi, bo oboje uwielbiamy tę kuchnię, ale w ostatnich latach nie było nam dane. Wybraliśmy naprawdę fancy miejsce, po prostu żeby ukoić potrzebę bycia w ładnym, świetnie zaprojektowanym wnętrzu.

 – Czy masz jakieś specjalne życzenia na to wyjście? – zapytała Marta, jakby przewidując, co się dzieje w mojej głowie.

Zauważyłem z zadowoleniem (i z pewną dawką ulgi), że dalej jest między nami to połączenie myśli.

– Hm… – westchnąłem i popatrzyłem jej głęboko w oczy. – Może spódniczka? Krótka…?

Marta uśmiechnęła się z przekąsem, przekrzywiając głowę na bok i mrużąc delikatnie oczy.

 – Jak bardzo…?

– A jak może być najbardziej? Wiesz, że kocham twoje nogi. 

– Jak nie teraz to kiedy? Ja też je lubię! – ponownie uśmiechnęła się, bardziej do siebie niż do mnie. Marta była wysoką kobietą, ponad metr osiemdziesiąt, i przy tym jej ciało było niezwykle wręcz proporcjonalne. Kochałem te widoki. Marta powtarzała czasem to zdanie, “jak nie teraz to kiedy”, bo oboje mieliśmy już 39 lat i gdzieś z tyłu głowy czuliśmy, że nasze ciała powoli się starzeją i zaraz będzie już inaczej. Ja uważałem niezmiennie, że jej ciało jest najpiękniejsze na świecie.

Marta wybrała krótką, czarną, plisowaną, rozkloszowaną spódniczkę i równie czarną bluzkę z dość błyszczącego, lejącego materiału zapinaną na guziki, z dość głębokim, ale nie przesadnie, dekoltem w serek. Nie przepadała za zbyt głębokimi dekoltami, ponieważ nie chciała, żeby jej idealnie mieszczący się w mojej dłoni biust odciągał uwagę od jej twarzy lub tego co miała do powiedzenia. Nawet przy wyjściu z Mężem. Marta zwykle nie nosiła ani trochę makijażu, ale na wieczorne wyjścia używała czarnej kredki do oczu i delikatnie różowiła policzki, co super kontrastowało z jej raczej jasną karnacją i bujnymi, kręconymi włosami w kolorze nadmorskiego piasku, w stylu afro. Uważałem, że dodawało jej to delikatnego pazura, którego na co dzień nie było widać, ale zdecydowanie miała go w sobie.

Ja zdecydowałem się na klasykę – szare dżinsy z grubszego splotu, ciemnogranatowe “sweterkowe” polo. Brązowe skórzane mokasyny dopełniały letniej, wieczornej stylizacji na randkę z Żoną.

Już przy wsiadaniu do samochodu poczułem mocne, wręcz męskie w swojej wyrazistości i ciężkości zapachu perfumy Marty, których zwykła używać przy wieczornych wyjściach. Czasem ich zapach przez pierwszy moment był na tyle mocny, że wręcz kręciło mnie w nosie. Był także bardzo “jej”.

Po ruszeniu spod domu jak zwykle położyłem prawą dłoń na jej udzie, po sekundzie nasze palce się spotkały. Podróżowaliśmy tak, odkąd pamiętam i tylko podczas szybszej jazdy lub bardziej wymagających manewrów puszczaliśmy się. Rozmawialiśmy większość trwającej około dwudziestu pięć minut trasy, uważając, żeby zgodnie z naszym ustaleniem nie poruszać tematów naszej córki, pracy czy innych osób. Ten wieczór miał być w całości o nas i dla nas.

Udało nam się zaparkować kilka ulic od restauracji, tuż za zabytkowym centrum naszego miasta. Zbliżała się dwudziesta, a było jeszcze bardzo ciepło i przyjemnie. Trzymaliśmy się za ręce jak dzieciaki, idąc przez rozświetlone lampami ulice starego miasta, wśród innych cieszących się życiem ludzi.

Nasz stolik był nieco z boku, w bardzo klimatycznej sali w starej kamienicy, z kolebkowym stropem pomalowanym na ciemny kolor, obitym podłużnymi drewnianymi deseczkami, które dodawały ciekawą perspektywę. Zdecydowaliśmy się na początek na dwie małe przystawki i butelkę białego wina. Od dobrych czterech lat praktycznie nie pijemy alkoholu, jednak wpojone schematy nakłoniły nas, żeby celebrować w ten sposób. I nie chcieliśmy się za to wcale biczować. Potem dyskretna obsługa zgarnęła pierwszą turę pustych już nakryć i podano duży zestaw sushi, którym zamierzaliśmy się dzielić.

– Za nas – powiedziałem, podnosząc kieliszek i patrząc Marcie głęboko w oczy.

– Za nas.

Szkło stuknęło o szkło. Rozmawialiśmy. Kochamy rozmawiać. Miałem wrażenie, że nawet ta stosunkowo niewielka dawka alkoholu rozwiązała nam języki i śmialiśmy się jeszcze więcej niż zwykle. Pierwszy kieliszek dał nam przyjemne, otulające odprężenie. Drugi poszedł kawałek dalej.

Marta sięgnęła przez stół ręką, chwyciłem jej dłoń. Oboje czuliśmy, że bardzo tego wspólnego czasu potrzebowaliśmy i cieszyliśmy się sobą.

– Mężu – zaczęła. – Chciałabym, żeby ten tydzień był dla nas. Żeby był o nas.

– Tak, ja też. Tak ustaliliśmy. Myślę, że dobrze nam idzie – uśmiechnąłem się.

– To prawda, ale nie do końca to mam teraz na myśli.

Popatrzyłem jej w oczy i coś w nich zapłonęło.

– Chciałabym, żebyśmy w tym tygodniu mówili sobie rzeczy, których nie mówimy normalnie. Takie, jak czasem rozmawiamy w kontekście pracowym, kiedy ty czy ja mamy brainstorming session, gdzie każdy może powiedzieć, co mu chodzi po głowie i nie oceniamy pomysłodawcy, tylko sam pomysł. Albo idziemy dalej, albo nie, i nikt nie czuje się pominięty czy urażony. Może tak być?

Zapadła chwila milczenia. W mojej głowie myśli brykały tam i z powrotem. Czy moja żona mówiła to, co myślałem, że mówiła?

– Na co masz ochotę? – zapytała, delikatnie obniżając głos i przeciągając sylaby. – Jest jeden warunek: chodzi o tu i teraz, w tej sali. Co będzie później, omówimy później – drugie zdanie zabrzmiało już bardzo konkretnie i padło tonem, który sugerował brak możliwości odmowy.

– Marta… Przecież wiesz, co lubię – powiedziałem, bo rzeczywiście w tej kwestii raczej nie było między nami niedopowiedzeń.

– Zaraz wracam – rzuciła i wstała. Kelner skierował ją do następnej sali, gdzie były toalety.

Po chwili usiadła znowu przede mną. Marta sięgnęła przez stół, patrząc mi w oczy. Nie zrywając kontaktu wzrokowego, wyprostowałem rękę i chwyciłem jej dłoń. Uśmiechnąłem się szeroko i poczułem, jak znajomy dreszcz przechodzi mi przez ciało.

 – I jak? Zgadłam? – zapytała, a mi wypadało tylko kiwnąć głową. – Nie do końca rozumiem, dlaczego aż tak cię to kręci, ale jestem all-in – powiedziała.

Schowałem rękę do kieszeni i podniosłem ją bliżej twarzy.

– Sama świadomość, że moja żona siedzi teraz przede mną, w restauracji pełnej ludzi, bez majtek, powoduje, że wszystko wygląda inaczej, kochanie. Nie wiem, czy to wino, ale z pewnością krew zaczęła mi szybciej płynąć.

– Ups, mógłbyś mi to podnieść, skarbie…? – powiedziała Marta, strącając mimochodem serwetkę pod stół.

Sekundę później schyliłem się pod blat i zobaczyłem, że kolana mojej Żony bynajmniej nie są blisko siebie, a jej biodra delikatnie się poruszyły, wypychając miednicę do przodu. W restauracji panował elegancki półmrok, więc pod stolikiem było jeszcze ciemniej. Nie mogłem nic zobaczyć, ale wcale nie musiałem widzieć. Wystarczyło, że wiedziałem.

Poprosiliśmy o rachunek. Po zapłaceniu kwoty z napiwkiem, Marta przylgnęła do mnie, mocno mnie objęła i bardzo, bardzo czule pocałowała mnie w usta, nie spiesząc się ani trochę i dbając, żeby nasze języki kilkukrotnie się spotkały. Czułem jej mocne, ciężkie perfumy, spotęgowane podwyższoną z podniecenia temperaturą ciała. Wyszliśmy na ulicę, gdzie panowała już przyjemnie chłodna po całodziennym upale, letnia noc i trzymając się za ręce, szliśmy w kierunku samochodu.

Po kilkuset metrach Marta puściła moją rękę, lekko odpychając ją w tył, dając mi sygnał do zatrzymania. Sama zrobiła jeszcze kilka kroków, nie odwracając się.

– No patrz, mam coś na bucie – schyliła się głęboko, trzymając kolana jak najbardziej proste i ledwo zauważalnym ruchem zarzucając spódniczkę z jednej strony, niby przypadkiem, na biodro. Pierwszy raz tego wieczoru, na środku chodnika, w centrum milionowego miasta, zobaczyłem cipkę mojej żony, rozkosznie wypiętą w moją stronę. Trwało to może 5 sekund, ale wystarczyło. Marta wyprostowała się i odwróciła się do mnie wyczekująco. Podszedłem i pocałowałem ją czule i długo, obejmując w pasie, ale sięgając dłonią pod spódniczkę. Jej pośladki, tak jak i piersi, idealnie mieściły się w mojej dłoni.

 – Kocham Cię – powiedziałem, trzymając usta centymetr od jej ust.

– A ja Ciebie – odparła Marta i poczułem, jak ręką sięga za siebie. Po chwili wyciągnęła ramiączka stanika przez rękawki bluzki i pozbyła się go w całości, wyciągając od dołu spod bluzki. – Weźmiesz też to? – rzuciła, pocałowała mnie w policzek i ruszyła szybszym krokiem w kierunku samochodu.

 

80
8/10
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 8/10 (1 głosy oddane)

Komentarze (0)

Teksty o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.