Nina

21 sierpnia 2026

23 min

Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!

Pierwsze moje opowiadanie. To znaczy pierwsze opublikowane. Może okaże się być od razu dwoma: pierwszym i ostatnim.

– Kurwa… – soczyste przekleństwo wyrwało się z moich ust.

Jak ja dałam się na to namówić? Przecież ja tam nie pasuję, nie nadaję się na taki luksusowy bankiet. Niby o czym będę rozmawiała z tymi nadętymi bufonami? O ich uprzywilejowanym życiu bez zmartwień? Ściągnęłam luźny ciemnoszary t-shirt i rzuciłam w kąt. Wypuściłam głęboko powietrze i spojrzałam na swoje odbicie w lustrze.

Długie, ciemne włosy, teraz upięte do góry, odsłaniały moje plecy. Delikatny makijaż eksponował orzechowe oczy i pełne usta. Geometryczne wzory tatuaży na obojczykach przechodziły płynnie w niedokończony blackwork na prawej ręce. Jeszcze dwie sesje i całość starego wzoru cierni i róż będzie kompletnie zakryta. Mandala pomiędzy i poniżej niewielkich, sterczących piersi nadal mnie zachwycała. Kończyła się na płaskim brzuchu z delikatnie zarysowanymi mięśniami. Pamiętałam każde wkłucie igły przy misternym cieniowaniu.

Skąpe stringi z delikatnej, czarnej koronki, których paski na biodrach przykrywały dwa kolejne tatuaże, idealnie przylegały do wzgórka. Na prawym biodrze skomplikowany wzór na kształt koronki przechodził w pięciolinię owiniętą na udzie, z wpisanymi w nią tytułami ulubionych piosenek. Zwieńczenie prawej nogi stanowił fragment ulubionego wiersza w ramce z geometrycznych wzorów – takich jak na obojczykach. Drugie biodro to z kolei sierp księżyca w fantastycznym stylu wpisany w okrąg z run, a całość na tle złożonym z symetrycznych, abstrakcyjnych wzorów.

Stanęłam bokiem, żeby zobaczyć moją dumę: umięśnione uda i odstającą, jędrną pupę. Owoc ciężkiej pracy na siłowni. Upięte włosy odsłaniały abstrakcyjne wzory wzdłuż kręgosłupa. Uśmiechnęłam się na myśl o niespodziance ukrytej pod trójkącikiem koronki ponad pośladkami. Moje myśli wróciły jednak do żeber z prawej strony i…

Dzwonek przerwał ciszę.

– Kurwa… – znów zaklęłam.

Dawid już tu był. Jak zawsze punktualny co do minuty. Zazwyczaj też mogłam to o sobie powiedzieć, ale oglądanie samej siebie w lustrze za bardzo mnie pochłonęło. Pycha.

Spojrzałam na drzwi szafy. Wisiała tam piękna suknia z zielonego jedwabiu. Piękna, a jednak gdy myślałam o tym, że mam ją założyć, robiło mi się niedobrze. Teraz nie było już na to czasu. Zgodziłam się i koniec. Sponsor płaci i wymaga – nie ma co się rozczulać. Złapałam ją i po chwili delikatny materiał gładko ześlizgiwał się po moim ciele. Przy pierwszym ruchu wydawało mi się, że nie jest zrobiona z jedwabiu, a z grubej wełny. Zamiast miło otulać, drapała i ocierała się o skórę.

Na boso podeszłam do drzwi i otworzyłam. Przywitał mnie uśmiech Dawida. Mój sponsor jak zawsze prezentował się nienagannie. Krótko przystrzyżone ciemne włosy, lekko kręcona broda ułożona z pietyzmem. I te oczy… Gdy na mnie patrzył, miałam wrażenie, że chce mnie nimi przewiercić na wylot. Bałam się, że może odkryć wszystkie moje tajemnice. Bałam się, że jest do tego zdolny, a najbardziej tego, że jeśli to potrwa wystarczająco długo, pozwolę mu na to.

Pomimo tego tkwiłam w tym układzie, bo był spokojny, opanowany, płacił bardzo dobrze w zamian za wyłączność, co – muszę przyznać – trochę łechtało moje ego. Zresztą studiowanie psychologii na jednej z renomowanych uczelni nie jest tanie, a on na dodatek nie naciskał na zbyt częste spotkania, dając mi czas na naukę.

Z zamyślenia wyrwało mnie jego pytanie:

– Jesteś gotowa?

Jakby nie widział, że nawet nie zdążyłam założyć szpilek. No tak – on i jego nienaganne maniery. Nawet jeśli się niecierpliwił, nie dawał tego nigdy odczuć, a przynajmniej myślał, że ja tego nie widzę.

– Już prawie – odpowiedziałam z wyuczonym uśmiechem.

Szybko zlustrowałam resztę jego wyglądu. Dopasowany, czarny garnitur ewidentnie uszyto na miarę. Idealnie podkreślał godziny spędzone przez niego na siłowni. Zegarek na lewym nadgarstku był zwykły – to znaczy analogowy. Choć nie można nazwać zwykłym zegarka wartego tyle, że mogłabym za to opłacić roczny czynsz i jeszcze kaucję. Nie był jednak smartwatcha’em, którego można by się spodziewać po właścicielu firmy dostarczającej zaawansowane oprogramowanie dla wojska. Biała, klasyczna koszula z rozpiętym guzikiem pod szyją dopełniała wyglądu.

Lubiłam i jednocześnie bałam się jego spostrzegawczości. Oczywiście zauważył, jak lustruję go wzrokiem, i z uśmiechem na ustach zapytał:

– Wszystko dobrze? Powinienem coś poprawić?

Szybko odpowiedziałam:

– Wyglądasz wprost idealnie jak na taki bankiet – jakbym miała w tym jakiekolwiek doświadczenie i mogła stawiać się w roli autorytetu.

Dawid chyba pierwszy raz był w moim mieszkaniu, jednak czuł się w nim swobodnie. Może nawet zbyt swobodnie. Odłożył na stolik duże pudełko. Pudełko… Jak mogłam go nie zauważyć wcześniej? Co się ze mną dzieje?

Dawid wyjął z niego duże etui obszyte granatowym atłasem. Ja w tym czasie założyłam szpilki i stanęłam przed dużym lustrem, żeby zobaczyć, jak wyglądam. Cholerna sukienka. Głęboki dekolt odsłaniał tatuaż między piersiami i ładnie je podkreślał. Z kolei ten z tyłu był zbyt duży. Niebezpiecznie odsłaniał granicę moich żeber, do tego prawie można było zobaczyć czarny trójkąt wieńczący paski majtek. Chociaż długość była idealna – sięgała do kostek. Szpilki też były ładne, ale co z tego, skoro wymuszały dziwną postawę. Każdy krok wydawał mi się pokraczny. I to nie tak, że chodzę tylko w glanach czy trampkach. Nosiłam już wyższe szpilki, ale w żadnych nie czułam się tak dziwnie.

Nagle zauważyłam w lustrze, że stanął za mną. Aż westchnęłam. Wyglądaliśmy razem bardzo dobrze. Nawet mimo tych butów byłam troszkę niższa od niego. Skupiłam się na ogóle i gdy zapytał:

– Czy mogę? – dopiero zauważyłam złoty naszyjnik z delikatnymi diamencikami. To to musiało znajdować się w etui. Widać było, że to bardzo droga biżuteria. Czemu miałabym się dziwić – w końcu rodzina Dawida to tak zwane stare pieniądze. Dostęp do luksusu zarezerwowanego dla wybranych to dla niego normalka.

On zapinał naszyjnik, a ja momentalnie poczułam jego ciężar i palącą skórę. Popis umiejętności jubilerskich parzył moją skórę. Nosiłam w życiu już różne obroże – od typowych skórzanych, przez atłasowe, delikatne, czy ciężkie ze stali chirurgicznej, aż po takie kupione w sklepie zoologicznym – i żadna tak mnie nie uwierała. Tamte niczego nie udawały, były właśnie obrożami. Z kolei to? Przecież to jawny symbol jego władzy. Pokazuje mi i wszystkim innym, że ta dziewczyna z nizin, cała w plamach tuszu, jest jego. Kupił ją i teraz będzie pokazywał znajomym jak jedno z aut ze swojej kolekcji.

Do tego, patrząc na nasze odbicie, dodał:

– Wyglądasz idealnie.

– Dziękuję – odpowiedziałam, patrząc na ten sam obraz.

Razem prezentowaliśmy się bardzo dobrze. Poza tymi bardzo drobnymi różnicami… Pochodzenie, doświadczenie, pieniądze czy charakter – takie drobne, nic nieznaczące różnice. Bywały momenty, że jego spokój doprowadzał mnie do szewskiej pasji, ale musiałam zachowywać się profesjonalnie.

Poprowadził mnie do auta. Jego czarny, luksusowy SUV Audi wyglądał groteskowo pod blokiem z wielkiej płyty. Jak zawsze szarmancki, otworzył mi drzwi i podał rękę, gdy wsiadałam. Zaczęłam łapać się na tym, że te gesty zaczynały mi się podobać, a przecież to tylko puste, wyuczone formułki, które nie zmieniają tego, kto tu jest klientem, a kto świadczy usługę.

Na szczęście po drodze miał ważny telefon z firmy. Siedziałam na wygodnym, skórzanym fotelu i przez szybę obserwowałam przesuwające się miasto.

Byłam trochę zaskoczona, że taka impreza nie odbywa się w centrum. Wszystko zmieniło się, gdy zobaczyłam bramę z kutego żelaza. Po jej minięciu jechaliśmy aleją pomiędzy starymi, wysokimi drzewami. Po chwili już widziałam nasz cel: zabytkowy pałac otoczony kolumnadą. Dawid zatrzymał się przed stopniami prowadzącymi do głównego wejścia. Wysiadł i otworzył mi drzwi. Jego uśmiech wkurzał mnie i rozczulał jednocześnie. Wiedziałam, że to wyuczona poza, normalna w jego sztucznym świecie, ale z drugiej strony wyglądał tak uroczo. Podał mi dłoń i wysiadłam. Gdy tylko zamknął za mną drzwi, auto odjechało prowadzone przez parkingowego.

– Wszystko w porządku? – Jego pytanie momentalnie mnie otrzeźwiło.

Cholera. Jestem w pracy. Liczy się jego przyjemność. Płaci za spędzony ze mną czas i muszę mu to dać.

– Tak, jasne. Po prostu nieczęsto bywam w takich miejscach – uśmiechnęłam się chyba bardziej do siebie.

Nieczęsto? Nigdy nie byłam i pewnie już nigdy nie będę. Zwłaszcza gdy złamię ten ich głupi protokół, jakąś małą, bezsensowną zasadę.

Wziął mnie za rękę i poprowadził po stopniach. Po wejściu na salę od razu zauważyłam, jak wszyscy na mnie patrzą. Kobiety w sukniach od najlepszych projektantów i mężczyźni w najdroższych garniturach. Teraz mieli mnie na wyciągnięcie ręki, nie tak jak zazwyczaj, obserwując plebs zza szyb swoich limuzyn.

Każdy krok wydawał się torturą. W myślach przeklinałam go za wybranie tych szpilek. Szedł idealnym tempem, chyba nawet dostosował je do mnie, ale to nic nie zmieniało. W końcu doszliśmy do baru i po chwili wręczył mi kieliszek szampana. Oczywiście z tym cholernym uśmiechem.

– Proszę.

Odpowiedziałam uśmiechem i szybko zwilżyłam usta. Może ta butelka kosztowała tyle, co najniższa krajowa, ale dla mnie nadal było to niedobre, musujące wino. Udałam jednak, że mi smakuje, że imponuje mi miejsce, w które mnie zabrał.

– Jak tu wytwornie… – starałam się nie brzmieć jak pokrzywdzona, ale jednak Dawid coś wyłapał.

– Może daj sobie trochę czasu? Nie wszystko, co nieznane, musi być złe.

To zdanie i jego spojrzenie sprawiły, że poczułam się winna. Jakbym popsuła mu cały wieczór swoim zachowaniem. Jakbym była gówniarą, która nie umie się zachować. Poczułam niemiłe ukłucie. Wstyd. Nie dlatego, że zachowałam się nieprofesjonalnie – chociaż to może też. Poczułam się tak dlatego, że to był on, że w pewnym sensie zawiodłam Dawida.

Jednak on jakby to wyczuł. Nie wiem jak – nigdy nie rozgryzłam, jak działa jego umysł i jak to możliwe, że tak często ma rację. Złapał mnie delikatnie za podbródek i zmusił do spojrzenia w oczy.

– Nie przejmuj się, tylko spróbuj. Proszę.

Kurwa. Proszę. Inni klienci tak do mnie nie mówili. On płacił, wymagał, ale zachowywał pozory i robił to na tyle dobrze, że sama czasem się w tym gubiłam.

– Przepraszam – odpowiedziałam cicho, jak skarcona dziewczynka.

Zabrał mi kieliszek i odstawił na blat, po czym podał kolejny – tym razem z czerwonym, wytrawnym winem.

– To jest chyba coś, co trafi w twój gust.

Wzięłam małego łyka. Było idealnie cierpkie.

– Dziękuję. Nie myślałam, że pamiętasz.

Sam zamienił już szampana na to samo wino.

– Czyli potrafię cię zaskoczyć. To dobrze, Nino – wziął łyka i dodał z wyraźnie zniesmaczoną miną – Nigdy nie zrozumiem, jak możesz to lubić. – Roześmiał się, a ja wraz z nim.

Przerwał nam dopiero starszy mężczyzna. Przywitał się z Dawidem, a następnie ze mną. Po chwili przyszli kolejni wraz z partnerkami. Czułam na sobie ich wzrok. Widziałam, jak starają się rozszyfrować tusz na moim ciele. Widziałam w ich oczach ciekawą mieszankę: zaskoczenie, ciekawość, niedowierzanie i pogardę. Może też strach – może bali się, że skoro jedna pluskwa przeszła już przez próg, to kolejne pójdą za nią i zniszczą ich perfekcyjny świat.

 

Czułam ich wzrok na sobie, a ta cholerna sukienka nie pomagała. Przy każdym ruchu czułam się bardziej wyeksponowana niż naga. Gdybym była naga, doskonale wiedziałam, gdzie skierowali by swój wzrok, a tak patrzyli tam, gdzie ich spojrzenie raniło mnie bardziej. Przy każdym, nawet najmniejszym ruchu musiałam sprawdzać, jak ułożył się materiał. Czułam, że albo w końcu zobaczą czarny, koronkowy trójkąt tuż nad pośladkami, albo moje żebra. Wolałabym majtki.

Ludzie wokół nas zmieniali się. Nawet nie trudziłam się zapamiętywaniem ich imion. Jakie były szanse, że zobaczę ich jeszcze kiedykolwiek? Starałam się wchodzić w uprzejmy small talk. W końcu ktoś odciągnął Dawida na bok. Usłyszałam tylko:

– Przepraszam, za chwilę wrócę – nim zdążyłam odpowiedzieć, on już znikał pomiędzy innymi.

Wykorzystałam tę chwilę i przejrzałam się w jednym z luster przy barze. Kurwa, zaklęłam w myślach. Dopiero wtedy zauważyłam, że paski stringów odznaczają się pod sukienką. Nie planowałam tego. Nie chciałam, żebym tak wyszła, nie chciałam też, żeby Dawid to zauważył. Włożył sporo wysiłku, żebym dobrze wyglądała jako jego partnerka. Uśmiechnęłam się do siebie. Tak, partnerka. Jestem tu jego ozdobą, zapewne tańszą niż ten cholerny zegarek. Marnym pocieszeniem było to, że zdecydowanie bardziej rzucałam się w oczy.

Miałam chwilę spokoju. Większość wolała obserwować mnie z daleka, a brak Dawida eliminował jedyny powód, dla którego mieliby wejść ze mną w interakcję. Trochę mnie to ucieszyło. Musiałam pilnować tylko sukni i starać się nie udusić pod ciężarem naszyjnika, bez martwienia się, czy nie powiem czegoś nieodpowiedniego lub czy mój uśmiech nie wyda się nieszczery. Starałam się stanąć tak, żeby po powrocie nie zauważył, że te cholerne majtki się odznaczają. Miały być moim cichym wyrazem niezależności, a okazały się elementem, który mnie zdradzi — przez który nie spełnię jego życzenia i nie będę idealną dziewczyną.

Zaczęłam obserwować salę. Wyłapywać drobne detale, na przykład to, z jakim chłodem podchodziła do siebie część gości. Powoli zaczęłam dostrzegać pewne schematy i jakiś zarys struktury. Kto do kogo podchodzi, do kogo podchodzą inni. Kto jest patronem, a kto petentem w tym świecie.

Z obserwacji wyrwał mnie kobiecy głos. Stała przede mną szczupła blondynka. Bardzo ładna, gdyby nie liczyć lodowatego spojrzenia jej błękitnych oczu.

– Jestem Katarzyna – jej głos był jeszcze chłodniejszy niż spojrzenie. Od razu wiedziałam, że jest przyzwyczajona do rozkazywania i pomiatania innymi. Mimo wszystko uśmiechnęłam się, patrząc jej prosto w oczy, co chyba ją zaskoczyło.

– Nina. – Zastanawiałam się, dlaczego akurat ona do mnie podeszła. Odpowiedź nadeszła szybko.

– Więc to ty jesteś tą zabawką Dawida, o której szepcze całe towarzystwo? – Nim zdążyłam odpowiedzieć, dodała – Muszę przyznać, że jesteś chociaż interesująca z wyglądu. Chociaż tyle. Wątpię, żebyś była też dobrze wychowana czy wykształcona, ale cóż, może taki jest jego typ.

Jej bezpośredniość w pierwszym momencie mnie zaskoczyła, ale to szybko minęło. Miałam ochotę roztrzaskać jej na głowie kieliszek, który trzymałam w dłoni. Nie odzywałam się, zapewne w jej oczach potwierdzając każde słowo. Musiałam się opanować — byłam w pracy i nie chciałam zepsuć tego wieczoru Dawidowi. Poprawiłam pozę i spojrzałam jej znów w oczy.

– Widocznie w jego typie nie są wyniosłe blondynki bez krzty pokory – powiedziałam to najspokojniej, jak w tej chwili potrafiłam, i odeszłam.

Oczywiście nerwy i te cholerne szpilki nie ułatwiały zadania. Zrobiło mi się gorąco, a złota obroża utrudniała oddychanie. Spojrzałam w lustro. Nie, nie, kurwa, moje żebra. Kurwa mać. Nie teraz, nie tu.

 

Nerwowo poprawiałam sukienkę, przeklinając w myślach jej krój i Dawida. Przecież to było nieuniknione. To w połączeniu z zarysem stringów sprawiało, że nie byłam już idealną ozdobą mojego klienta. Pieczenie skóry pod naszyjnikiem ustępowało tylko pieczeniu skóry na żebrach. Czułam, że wszyscy tam patrzą. Czułam się tak bezbronna jak wtedy…

Nagle poczułam na prawym biodrze dłoń. Odwróciłam wzrok i zobaczyłam Dawida – przyglądał mi się badająco. Wyglądał, jakby miał do mnie milion pytań. Na pewno je miał. Jak mogłam tak zepsuć jego wielkie wyjście? Chciał się chwalić swoją nową zabawką, a ta okazała się zepsuta. Poczułam kolejną falę gorąca zalewającą moją twarz. Wtedy zrobił coś, co zniszczyło całą iluzję. Nie byłam jego partnerką i dał mi o tym znać w najgorszy możliwy sposób. Płacił mi i uważał, że może zrobić wszystko. Jego palce wsunęły się pod zielony jedwab i dotknęły moich żeber. Mojej skóry i blizn. Tych cholernych jasnych kresek, które przypominały mi o najgorszym momencie życia.

Powiedział coś cicho, ale nie zarejestrowałam co. Całą uwagę skupiłam na jego dotyku. Zaborczym, przekraczającym ostatnią granicę. Płacił za moje ciało, za seks, mógł chcieć tego wyjścia, ale nie miał prawa. Nie. Moja dusza, moje życie są moje. Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. Odsunęłam się gwałtownie i ruszyłam w stronę najbliższych drzwi.

Starałam się nie biec, żeby nie robić zbyt wielkiej sceny. Pewnie i tak bym się przewróciła w tych cholernych butach. Odpływałam w swoje myśli, w swój gniew i swoje wspomnienia. Trafiłam na słabo oświetlony korytarz z rzędami drzwi po obu stronach. Dopiero tam usłyszałam kroki. To Dawid wyszedł za mną. Świetnie, potrzebowałam jeszcze tylko pouczania. Uświadomienia, że jestem niewychowana, że nie pasuję do jego idealnego świata. Kurwa.

Szłam na oślep. Nie chciałam konfrontacji, nie chciałam go teraz widzieć. Musiałam odpocząć, uspokoić się. W końcu otworzyłam ciężkie drzwi po prawej i trafiłam do jakiegoś gabinetu. W półmroku oparłam się o ciężkie, drewniane biurko. Wszedł za mną i zapalił światło.

– Co się stało? Dlaczego tak wyszłaś? – Jego pytanie było takie głupie. Kurwa, co on sobie myślał? Ma mnie na wyłączność, ale nie ma mnie całej. Nigdy. Nigdy nikt nie będzie mnie tak miał. Nie zgadzam się.

Poczułam, jak dotknął mojego biodra. Nie mogłam. Nie chciałam się już dłużej powstrzymywać. Odwróciłam się gwałtownie i odepchnęłam go. Patrzyłam w jego oczy – był zaskoczony. No tak, przecież jak to? Mógł ze mną robić, co chce. Jestem tylko jakąś małolatą, studentką psychologii, która dorabia w taki sposób, że trudno okazać jej jakiś podstawowy szacunek.

– Nie dotykaj mnie! – wykrzyczałam. – Co ty sobie myślisz? Nie możesz wchodzić do mojego życia. To miał być prosty układ, przecież na początku zgodziłeś się na zasady. I co teraz odpierdalasz?

Rozsierdzona patrzyłam w jego oczy i widziałam to, co on zapewne widział w moich. Budzący się gniew. Kurwa, w końcu jakieś emocje u pana wiecznie opanowanego. Zobaczył bunt i będzie chciał mnie poskromić. Kurwa, jakie to przewidywalne.

– Nie odpowiesz? Nie, przecież jesteś zbyt dobrze wychowany, nie to co ja, prawda? – prowokowałam go. – Ośmieliłam się postawić granice i co z tym zrobisz? Pokażesz mi moje miejsce? – Krzyczałam, nie przejmując się jego reakcją, a może mając nadzieję na jakąś.

Pchnął drzwi, które zamknęły się z trzaskiem. Tak, przecież nikt z jego znajomych nie mógł wiedzieć, że próbuję egzekwować jakiekolwiek granice.

– Nie jestem twoją własnością! – Chciałam dołożyć do tego bardzo wymowne „do chuja”, ale nie zdążyłam. Dopadł do mnie i zamknął mi usta pocałunkiem. Złapał mnie za ręce i przycisnął do biurka. Jedyne, co mogłam zrobić, to ugryźć go w wargę.

Po chwili poczułam w ustach metaliczny posmak. Odsunął się na chwilę. Widziałam drobną, czerwoną strużkę, ale co ważniejsze – w jego oczach płonął ogień. Przez chwilę myślałam, że może przesadziłam, a może właśnie nie. Może powinien poczuć to co ja. Ten sam ból. Trzymał mnie mocno i powiedział cicho:

– Znam każdy twój tatuaż, każdą historię. Wiem, dlaczego je zrobiłaś, i myślisz, że to wszystko robiłbym dla kogoś, kogo traktuję jak własność? Jeśli masz o mnie takie zdanie… – Urwał w połowie i znów mnie mocno pocałował. Tylko po to, żeby wykorzystać chwilę mojej bezbronności i obrócić mnie.

Docisnął mnie do blatu. Czułam gładkie drewno na rękach i biuście. Chciałam krzyczeć, gdy poczułam klapsa na pośladku.

Próbowałam się wyrwać, ale nie miałam szans. Jego dłoń na moim karku skutecznie blokowała mi tę możliwość. Czułam, jak materiał odsłonił moje blizny. Nie mogłam się ruszyć, gdy tylko o tym pomyślałam. Nie mogłam, to mnie paraliżowało. Mój największy sekret odkryty. On zdawał się tego nie zauważać. Brutalnie podwinął suknię i poczułam jego wzrok na pośladkach. Kręciłam biodrami, chciałam chociaż tak mu przeszkodzić. Na chwilę odpuścił. Nie wiedziałam dlaczego. Po chwili wszystko stało się jasne. Mały trójkąt, w którym schodziły się paski majtek, musiał się przesunąć i odsłonić ostatni tatuaż. Tuż nad pośladkami. Wykonany starannymi literami napis „HARDER”.

Widział go nieraz i nigdy nie pytał, teraz jednak coś w nim się obudziło. Kolejne klapsy nie były delikatne. Poczułam pieczenie na pośladkach oraz łzy napływające do oczu. Ból był niczym w porównaniu z brakiem oddechu spowodowanym przez ten cholerny naszyjnik. Musiał mnie puścić, żeby mieć obie ręce wolne. Wtedy spróbowałam zerwać biżuterię, ale nie mogłam.

– Tego chcesz? Tego potrzebujesz? Odpowiedz! – mówił, dając kolejnego klapsa.

Wtedy nagle poczułam ulgę. Mogłam oddychać. W pierwszej chwili nie wiedziałam, co się stało. Usłyszałam tylko, jak diamenciki, które przed chwilą zdobiły złote paski, odbijają się od blatu i spadają na mięsisty dywan poniżej. To, co zostało z naszyjnika, Dawid odrzucił w kąt. Znów poczułam mocne szarpnięcie i usiadłam na blacie. Czułam ciepło drewna pod pośladkami. On patrzył w moje oczy. Kurwa, jego wzrok. Zawsze był specyficzny, hipnotyzujący, ale teraz nie mogłam oderwać się od niego. Powinnam walczyć, uciekać, przeklinać, a nie mogłam zrobić nic. Tylko ciężko oddychać.

Znów mnie pocałował. Głęboko, namiętnie. Chciałam walczyć, ale z niewiadomych przyczyn odwzajemniłam pocałunek. Najlepszy pocałunek od lat. Chyba nikt mnie tak nie całował. W krótkiej przerwie przed kolejnym pocałunkiem usłyszałam polecenie. Chłodne, szorstkie – takie, przy którym nawet nie pomyślałam o sprzeciwie:

– Ściągaj sukienkę.

Z jego pomocą zielony jedwab poleciał na skórzany fotel, a ja zostałam przed nim naga. W szpilkach i stringach, ale ani buty, ani delikatna, czarna koronka nie były żadną osłoną. Gdy znów przywarł do mnie ustami, złapałam go za kark i jeszcze mocniej docisnęłam. Potrzebowałam tego. Potrzebowałam mężczyzny, nie klienta, nie wiecznie opanowanego prezesa. Mężczyzny właśnie takiego. Potrzebowałam tego, co dawał mi w tej chwili. Sama nie wiedziałam, jak wielki był mój głód. Jak wielki ładunek w sobie nosiłam. Coś pękło. Mój profesjonalizm zniknął, a zostało tylko pożądanie.

Ciałem przycisnął mnie do blatu. Zsunął czarny materiał na bok i poczułam go. Nie pierwszy raz, ale inaczej. Teraz nie była to transakcja. Zawsze uważałam, że jest cholernie atrakcyjny, ale teraz był dla mnie właśnie mężczyzną, a nie klientem. Przyjęłam go łatwo – sama do tej chwili nie zdawałam sobie sprawy, jak wilgotna jestem. Nie spieszył się. Każdy jego ruch był mocny. Każde pchnięcie sprawiało, że nasze ciała spotykały się. Widziałam, że delektował się każdym z nich, jakby on też odkrywał mnie na nowo. Co chwilę łączyliśmy się w namiętnym pocałunku lub patrzyliśmy w oczy. Nikt jeszcze nie utrzymywał ze mną takiego kontaktu podczas seksu. Nikt mnie tak nie obezwładniał i dla nikogo nie czułam się tak cholernie seksowna. Nie mówił ani słowa, ale w każdym jego geście, w każdym spojrzeniu i ruchu czułam, że nic innego na świecie nie ma dla niego znaczenia. Jestem najważniejsza — pieniądze, inni bogacze tuż za drzwiami, nic. Nic nie mogło go ode mnie oderwać. To było tak podniecające i uzależniające. W tamtej chwili chciałam tylko tego. Tego uczucia i niczego więcej. Chciałam jego, tak jak on chciał mnie.

Dotknął moich blizn. Spięłam się na chwilę. Rozluźnienie przyszło szybko. Cała mieszanka sprawiła, że one straciły znaczenie, a może nawet więcej. Jego dotyk w tym miejscu nie wydawał mi się już zaborczy. Przy wszystkich innych bodźcach był czuły. Delikatny, jakby bał się, że mnie uszkodzi. Poznawał mnie, a nie zabawkę. Pozwalałam mu na to, co więcej — ja tego pragnęłam. Czułam, że przez tyle lat ukrywania się, maskowania tych miejsc w końcu mogłam komuś pozwolić na dotyk, na czułość. Na odkrycie mojej największej traumy. W tamtej chwili nie oceniał mnie. Brał mnie w całości, z każdą słabością i problemem.

Poczułam, jak mnie podnosi. Po kilku ruchach siedział na kanapie, a ja byłam na nim. Od razu zaczęłam kręcić biodrami, tak by poczuć go jak najmocniej. Chciałam czerpać z tego jak najwięcej przyjemności. On dokładnie obserwował moje ruchy, czasem muskając ustami piersi i szyję. Czułam się, jakbym pierwszy raz uprawiała seks. Miałam doświadczenie, zapewne większe niż większość dziewczyn w moim wieku, ale to on wtedy sprawiał, że czułam się pierwszy raz tak, jak powinnam się czuć za każdym razem.

Gdy chciał kontrolować moje tempo, łapał brutalnie za biodra i sam poruszał się we mnie. Pozwalał mi też robić to w moim tempie. Ta zmienność — mocna stymulacja, gdy to ja kręciłam biodrami, i dzikie, szybkie oraz głębokie pchnięcia, gdy on przejmował kontrolę — doprowadzały mnie na szczyt. Jęczałam coraz głośniej. Widziałam jego uśmiech. Nie ten wyuczony, stonowany. Uśmiech prawdziwej satysfakcji. Wiedział, że ma mnie. Autentyczną, bez cienia gry. Dochodziłam. Spośród trudnych do rozpoznania słów tylko jedno było wyraźne:

– Kurwaaa...

Opadłam na niego. Lata kumulowanego napięcia opuściły moje ciało. Dłuższą chwilę zajęło mi odzyskanie przytomności. Spojrzałam w jego oczy i teraz to ja zainicjowałam namiętny pocałunek. Wiedziałam, że chcę sprawić mu taką samą przyjemność, jaką on dał mi.

Opadłam na podłogę. Klęknęłam przed nim. Pierwszy raz klęczałam przed mężczyzną bo tak czułam. Nie w ramach umówionego spektaklu. Chciałam, żeby wiedział, że jestem cała jego. Był moim właścicielem. Nie za kasę czy prezenty, ale za bliskość, emocje. Kurwa, może za uczucia. Za coś, czego bałam się od tylu lat.

Objęłam ustami jego penisa. Tak bardzo chciałam zrobić to lepiej niż kiedykolwiek. Chciałam, żeby z każdą chwilą upewniał się, że jest moim mężczyzną. Dławiłam się nim. Ślina wyciekała kącikami ust, a mimo to starałam się, żeby cały był w moich ustach. Złapał mnie za włosy i docisnął. Poczułam, jak zaczyna drżeć i strzelać kolejnymi porcjami nasienia. Wypuścił powietrze z głośną ulgą. Puścił moje włosy, a ja jeszcze chwilę miałam go w ustach.

Po wszystkim spojrzałam mu w oczy. Widziałam w nich spełnienie. Inne niż po każdym z naszych poprzednich razy. Tak jak u mnie, to musiało być coś niesamowitego. Poczułam, że to moja zasługa, i zrobiło mi się dziwnie przyjemnie. Nie jak po dobrze wykonanej usłudze, a jak po sprawieniu, że kochanek poczuł coś niezwykłego. Pocałowałam główkę jego penisa i opadłam na podłogę, opierając się o kanapę przy jego kolanie. W gabinecie było słychać nasze ciężkie, przyspieszone oddechy.

Dawid siedział i głośno łapał powietrze. Dopiero wtedy zauważyłam, że był nagi. Nie dostrzegłam wcześniej tego drobnego szczegółu. Poprawiłam majtki i opadłam na kanapę obok niego. Poczułam, jak do oczu napływają mi łzy. Bez całego napięcia i pożądania byłam tak cholernie bezbronna. Otworzyłam się jak jeszcze przed nikim, a on to wykorzystał. Co z tego, że seks był nieziemski? Przecież to prezes wielkiej firmy, a ja jestem tylko wytatuowaną studentką psychologii. Wiedziałam, że gdy tylko odetchnie, wrócimy do tego układu. Nie widziałam możliwości, żeby poza tym przypływem podniecenia mógł wybrać mnie ponad cały świat — znajomych, pracę, pieniądze.

Znów poczułam się ozdobą. Wybrakowaną błyskotką, której niedoskonałość mogła być źródłem chwilowej ekscytacji, ale niczym więcej. Wiedziałam, że taki facet jak on też to dostrzeże, że nie zdołam już nic przed nim ukryć, a on nie będzie chciał mnie takiej jak przed kilkoma chwilami. Skrzyżowałam ręce na piersiach, a łzy spłynęły mi po policzkach. Nie płakałam przed nikim. Nie chciałam dać mu tej satysfakcji. Złamał mnie. Jak nikt inny wykorzystał moją słabość.

Obserwowałam go. Nie ruszał się. Wtedy właśnie musiał sobie uświadamiać, jak bardzo się otworzyłam i jak zdobył mnie całkowicie. Wreszcie mógł mnie porzucić i szukać kolejnej naiwnej dupy. Podciągnęłam kolana pod brodę i objęłam nogi rękoma. Wtedy odwrócił się, na chwilę złapał mnie za dłoń i znów patrząc przed siebie, powiedział coś, co mnie zaskoczyło. Coś, co do dziś rezonuje w mojej głowie.

– Przepraszam – powiedział to bardzo cicho. Dopiero po chwili powtórzył głośniej: – Przepraszam. Chciałem wciągnąć cię do mojego świata, pokazać co chciałbym ci dać, a nie zadałem sobie trudu, żeby najpierw zajrzeć do twojego. Powinienem był najpierw lepiej poznać ciebie. Myślałem, że znam historię twoich tatuaży, twoich wyborów, i to daje mi jakieś prawo. Nie znałem twoich blizn, traum, problemów. Chciałbym je poznać, poznać ciebie w pełni, jeśli będziesz chciała się przede mną otworzyć. Chcę czegoś więcej niż sponsoringu... – Milczał chwilę. – Chcę, żeby tak było już zawsze, żebyś zawsze była moja. Tylko moja. Chcę cię znać i chcę, żebyś ty tak samo dobrze poznała mnie.

Pomógł mi wstać i założyć suknię. Ubierał się, jednak gdy zobaczył, że chcę pozbierać naszyjnik, zareagował:

– Zostaw to. To nic nieznacząca błyskotka. – Rozbroił mnie momentalnie swoim uśmiechem teraz wiedziałam, że jest szczery. Gdy był gotowy, spojrzał na mnie, zmierzył wzrokiem. Zobaczyłam błysk w jego oczach. – Wiedziałem, że jesteś bardzo niepokorna. Utwierdziłaś mnie w tym jeszcze w mieszkaniu, gdy zobaczyłem, jak paski stringów odznaczają się pod materiałem. Wiedziałem, że musisz zaakcentować swoją niezależność chociaż w tym małym detalu.

Miałam odpowiedzieć, że to nie było specjalnie, że sama tego nie zauważyłam. Zamknął jednak moje usta pocałunkiem. Ten był czuły, dość delikatny. Po nim wyszliśmy z gabinetu.

Na salę bankietową wróciliśmy, trzymając się za ręce. Prowadził mnie, ale tym razem nie czułam, że idę pokracznie. Każdy mój krok był pewny. Sukienka układała się idealnie. Zresztą jakie to miało znaczenie. Ten, który miał wiedzieć, że skrywam blizny, wiedział. Nie naciskał, żeby poznać ich historię, a cała reszta mogła iść w diabły.

Na bankiecie spędziliśmy jeszcze jakiś czas. Rozmawiałam z jego znajomymi. Nie byłam już spięta, nie bałam się. Odpowiadałam zjadliwie, nie pozwalałam narzucić sobie zdania. O dziwo wydało mi się, że część z nich jest interesująca i możliwe, że warta poznania.

Koło północy Dawid złapał mnie za rękę i poprowadził do parku. Szliśmy tak alejką między żeliwnymi latarniami. Chłodne powietrze drażniło moje tatuaże, ale nigdy wcześniej nie oddychałam z taką swobodą. Po parunastu metrach ściągnęłam szpilki i poczułam pod stopami chłodny bruk. Dawid wyczuł gęsią skórkę na moim ramieniu i okrył mnie swoją marynarką.

Szliśmy tak w nieznane. W dłoni niosłam szpilki. Przytulałam się do mężczyzny, który okazał się zupełnie inny, niż myślałam.

59
bd/10
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 0/10 (0 głosy oddane)

Teksty o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.