Nocne szepty
2 listopada 2026
11 min
Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!
A wiesz… bo ja wtedy pojechałam tam. Do Poznania, jak pracowałam w Q. Mówiłam Ci przecież. No mówiłam, że nie pojechałam, ale pojechałam. Dlaczego tak powiedziałam? Bałam się, że tego nie przeżyjesz, mój ty rogaczu. Zresztą miałam trochę takiego kaca moralnego. Przynajmniej na początku… potem już nie. Potem miałam nawet satysfakcję, jak patrzyłam na Ciebie, jak się na Ciebie wkurzałam i myślałam: och, gdybyś wiedział, mój rogaczu… gdybyś wiedział!
Wtedy jego sekretarka powiedziała, że mam z nim jechać. Z Pawłem, prezesem. Od razu się zorientowałam, że chodzi o sex. On taki był, żadnej ładnej dziewczynie nie przepuścił. Zresztą bardzo atrakcyjny. Jak mi powiedziała, przestraszyłam się i nie chciałam jechać. Ale potem pomyślałam… „a może?”. Bardzo mnie pociągał. Erotycznie. Czasem, po tym, co o nim dziewczyny opowiadały, wyobrażałam sobie, jak by to było… z nim.
Pojechaliśmy samochodem. Do hotelu dotarliśmy wczesnym popołudniem. Pokoje zarezerwowane: jednoosobowy i apartament VIP. Kto bogatemu zabroni. Byliśmy umówieni poza hotelem, czasu było mało, więc bagaże zostawiliśmy „na razie” w apartamencie. Przypadkiem? Zdążyłam poprawić makijaż – poprawić, bo przed wyjazdem spędziłam w łazience dobre cztery godziny – i pojechaliśmy do innego hotelu. Tam odbyło się to niby spotkanie biznesowe. Wykresy, wyliczenia, dyskusje. Pojęcie, o co chodzi, miałam dość mgliste. Paweł powiedział, żebym się tylko uśmiechała dookoła i trzymała teczkę z papierami.
Spotkanie trwało do ok. 18. Potem wróciliśmy na kolację. Nie sami. Ze znajomym Pawła, wspólnikiem z Gdańska. Też był z „sekretarką”. Bardzo atrakcyjna, starsza ode mnie. Jak ich obserwowałam, miałam wrażenie, że znają się długo i… blisko. Po pierwszym kieliszku wina atmosfera, i tak luźna, wyluzowała się jeszcze bardziej. Poczułam, że panowie byli trochę spięci po spotkaniu, a teraz popuściło.
Ta para – Rafał i jego sekretarka – w pewnym momencie poczułam, że nie mogą się już doczekać. Zaczęło gęstnieć… zrobiło się erotycznie. Ja też miałam motyle w brzuszku. I nagle panika! A może ta kolacja to nie przypadek? Może mamy „to” zrobić we czwórkę?! Byłam przerażona. Ale oni myśleli tylko o jednym. Ledwo po ósmej, z głupimi minami, powiedzieli, że już idą, bo jutro muszą wcześniej wstać. Nie było widać, o co chodzi. Wtedy przestałam się bać „czworokąta” i mocno się nakręciłam. Nie na czworokąt… normalnie. Bałam się i wstydziłam z jednej strony, ale to drugie było silniejsze. Dużo silniejsze. Chciałam.
Jak odeszli, nie siedzieliśmy długo. Poszliśmy na górę. W windzie zastanawiałam się, jak to będzie. Czy powie, żebym została, czy zapyta, czy po prostu zacznie. Było inaczej. Normalnie. Jakbyśmy się umówili. Niczego nie proponował. Wskazał na walizkę i powiedział tylko: „Aniu, rozpakuj swoje rzeczy”. Rozpakowałam. Zrobił drinka, usiedliśmy na kanapie i zaczęliśmy rozmawiać. O muzyce. Okazało się, że mamy podobne gusta. Gadaliśmy o kawałkach, zespołach, co chwilę coś puszczaliśmy na komórkach sparowanych z wieżą. Zrobiło się… blisko. W pewnym momencie zaczęliśmy się całować. Najpierw delikatnie, potem gwałtownie, szaleńczo… jak na pierwszej randce. Bo była pierwsza. Kiedy zaczął mi rozpinać bluzkę, powiedziałam, że pójdę do łazienki. Spontan trochę się przerwał.
W łazience oprzytomniałam i znowu zaczęłam się denerwować i wstydzić. Wzięłam prysznic, poprawiałam makijaż i nie chciało mi się wychodzić. Z jednej strony nie chciało…
Było chyba długo, bo zastukał i podał mi szlafrok. Otuliłam się i pobiegłam do sypialni. Wstydziłam się. On poszedł do łazienki.
Łóżko było olbrzymie. Prawdziwa sypialnia VIP. Zrzuciłam szlafrok i położyłam się pod kołderką. Nago. Nie wiem, czy to zimna pościel, czy emocje, ale ciało zaczęło drżeć. W gardle sucho, serce jakby chciało wylecieć.
Przyszedł. Stanął przed łóżkiem. Tylko w białych bokserkach. Prawie nagi wyglądał jak młody bóg. Wysportowane ciało, opalony, lekki zarost, włosy na klacie. A te bokserki… tak wypchane.
Myślałam, że zerwie ze mnie kołdrę, tak patrzył, ale wślizgnął się delikatnie. Pozbył się bokserek. Poczułam, kiedy mnie przytulił. Zaczął mnie pieścić.
Chyba domyślał się, że niewiele może się po mnie spodziewać. Przynajmniej na początku. Dotykał delikatnie. Duże dłonie, ciepłe, delikatne. Centymetr po centymetrze przesuwały się po skórze, dochodząc do miejsc, o których nawet nie myślałam, że są takie wrażliwe. Oj, wiedział, jak pieścić kobietę.
Pieścił paluszki u stópek, a chwilę potem czułam na szyi jego oddech. Palcami drażnił sutki, które prężyły się pod jego dotykiem, ugniatał piersi. Potem obejmowałam jego głowę udami. Języczkiem pobudzał łechtaczkę, a chwilę potem jego usta szukały moich. Wszystko było wolno… jak na zwolnionym filmie. Celebrował każdy ruch, każdy dotyk.
Chciałam być aktywna, oddawać pieszczoty. Niezdarnie próbowałam go dotykać. Ale przytrzymywał mi ręce, szepcząc: „Nieee… jeszcze niee…”.
Poddawałam się całkowicie. Czasem tylko otwierałam oczy, żeby sprawdzić, czy to się dzieje naprawdę. Było jak we śnie. Jak w mgle, wolno, delikatnie. Jakby smakował moje ciało, celebrował… Czułam się jak księżniczka.
Nie było kawałka ciała, którego by nie wypieścił i nie wycałował, żadnego zakamarka, którego nie spenetrowałby językiem. Byłam cała mokra. I chciałam go już mieć. Tam, w środeczku.
Złożył poduszkę na pół i podłożył mi pod biodra. Rozłożyłam nogi, a on uklęknął między nimi. Dopiero wtedy zobaczyłam jego penisa. Olbrzymi, wyprężony, lekko zadarty. Z nabrzmiałą, błyszczącą żołędzią. Gotowy. Przypomniał mi się twój mały penisek i zaczęłam histerycznie chichotać. On też się uśmiechnął. A mnie nagle ogarnął strach – czy go zmieszczę?
Założył moje nogi na ramiona i wszedł. Samym koniuszkiem. Jakby sprawdzał. Nie mogłam powstrzymać jęku. Nie bolało. Jęk rozkoszy. Zaczął się ruszać. Delikatnie, z celebracją. Za każdym razem troszkę głębiej, rozpierając mnie. Każdy ruch to mój cichutki jęk. Próbowałam biodrami się dopasować. Wypychałam je, żeby czuć go głębiej, ale on jakby nie chciał jeszcze wejść do końca. Drażnił się. Wiedział, że jestem rozpalona, że chcę go całego, szybciej, mocniej. I stało się. Przy kolejnym ruchu nie zatrzymał się. Przygniótł mnie i wszedł na całą głębokość. Kolorowo przed oczami. Odleciałam. Krzyknęłam dość głośno, usłyszałam jego „ciiiii…”. Było mi już wszystko jedno. Nigdy nie przypuszczałam, że mogę mężczyznę tak czuć. Tak głęboko, tak idealnie mnie rozpierał. Żadnego niedostatku. Nie wiem, jak długo byliśmy nieruchomi, ale w końcu podniósł się i zaczął się ruszać. Za każdym razem do końca. Powoli, jednostajnie. Tantrycznie. Ciało drżało za każdym ruchem. W końcu znaleźliśmy wspólny rytm. Wolno, delikatnie, jak owinięci mgłą. Na tle muzyki słychać było nasze oddechy.
To było inne. Nie szybki seks. Weszliśmy na olbrzymi poziom podniecenia i staraliśmy się go utrzymać jak najdłużej. Co pewien czas zwalnialiśmy albo zastygaliśmy. Oczy się spotykały, splatały jak ciała – głęboko, jakby do środka duszy. To było podniecające.
Nie wiem, jak długo to trwało. Może chwilę, może wieczność. W końcu przy którymś zanurzeniu ciała nie pozwoliły się opanować. Ja pierwsza. Wiłam się w konwulsjach, czułam, jak moje soki oblepiają jego członka. Sekundę potem on zaczął drżeć, członek zesztywniał jeszcze bardziej i poczułam, jak wystrzelił z niego potężny ładunek. Naprawdę czułam.
Długo byliśmy jeszcze razem. On w środeczku, delikatnymi ruchami staraliśmy się to przedłużyć. Potem wyszedł, pocałował w usta i wnętrze dłoni – cały czas spleceni dłońmi – i odwrócił mnie na lewy bok, lekko na brzuch. Przytulił się do pleców, muskając szyję, i przykrył nas kołderką. Potrzebowałam tego. Bliskości, ale też trochę odwrócona od niego. Bo pomyślałam o Tobie. Przypomniałam sobie, że jestem z Tobą. I zastanawiałam się, co ja tu robię. W łóżku z obcym facetem… i wtedy pomyślałam, że właśnie staję się kobietą. Prawdziwą, niezależną, która wie, czego chce. A czego chce? Seks. Dobrego seksu, takiego jak teraz. Najlepszy w moim życiu. Jak do tej pory. Takiego, jakiego mi nie dałeś. I nie dasz. Nigdy.
Zaczęłam się nakręcać. Między nogami znowu gorąco i lepko, jeszcze bardziej. Wierciłam się niecierpliwie. On też mocniej się do mnie przywierał i ocierał w tym samym rytmie. Oddech na szyi, muśnięcie za uchem. Oddechy głośniejsze, szybsze. Poczułam go między pośladkami, jak prężnieje. Dłoń zjechała po brzuchu między nogi, palce wślizgnęły się do środka. Chwilę potem na moich ustach – mój smak i jego. Chwyciłam zębami palec, zagryzłam, a on zacisnął zęby na płatku ucha.
I wtedy chwycił mnie za pierś i ścisnął mocno. Już nie delikatny. Raczej stanowczy. Podłożył rękę pod brzuch, podniósł biodra – klęczałam z wypiętą pupą, twarzą w poduszce. Klęknął za mną, rozchylił pośladki i wbił się gwałtownie, mocno, głęboko. Krzyknęłam. Nie z bólu. Odleciałam. Naprawdę. Chwycił za biodra i zaczął pieprzyć. Normalnie pieprzyć, rżnąć, jak sukę, jak dziwkę. A ja chciałam tego. Chciałam być jego suką, jego dziwką. Nie księżniczką. Żeby to właśnie on mnie zerżnął, samiec alfa, tu i teraz. Wszystko inne stało się obojętne. Liczyło się tylko to, że mnie pieprzy. Zaczęłam się drzeć. Dobrze słyszysz, Misiu – drzeć, wyć: „głębiej, głębiej, proszę, błagam, Taaak. Taak właśnie…!” Biodra uderzały o pośladki z plaskaniem. Nie wychodząc ze mnie, odwrócił mnie na plecy. Przygniótł i znowu szaleńczy taniec. Zaplotłam nogi za jego plecami, przyciskałam przy każdym pchnięciu. Zastygł, podniósł się ze mną – wisiałam na nim, nabita na członka. Usiadł na brzegu łóżka. Nie mógł już biodrami. Podłożył ręce pod pupę i zaczął mnie podnosić i opuszczać, nabijać na siebie. Potem przesunął się w głąb łóżka i położył na plecach. Zostałam na nim. Zaczęłam go ujeżdżać, tak szaleńczo, że musiałam złapać się za piersi, zanim sam się nimi zajął – latały na wszystkie strony. Znowu przewrócił się ze mną, znowu na pieska. Tak naprawdę nie wiem już kiedy i jak, bo co chwilę obracał mnie inaczej. Pozycje zmieniały się szybko, mocno. Raz na górze, raz na boku, raz pod nim, raz na pieska – i prawie cały czas miałam go w sobie. Nie wiem, ile miałam orgazmów. Może pięć, może dziesięć, a może jeden, ale przez cały czas.
W końcu spoceni, umordowani, ciężko dysząc, oderwaliśmy się. Z uczuciem sytości, spełnienia. Tak, Misiu, spełnienia. Wydawało mi się, że mam dość. Jak długo to trwało? Nie wiem. Za oknem robiło się jasno. A był grudzień.
Powoli dochodziłam do siebie. Pomyślałam, że muszę coś dla niego zrobić. Odwdzięczyć się. Bo do tej pory to on był cały czas aktywny. Trochę wstyd, że nie umiem, że nie mam doświadczenia. Nie wiedziałam, jak to wyjdzie – on miał wiele kobiet. Leżał na wznak, oddychał miarowo. Sięgnęłam do krocza. Poruszył się, poczuł dotyk. Odważniej wzięłam członka. Mimo że miękki, dalej olbrzymi. Nigdy nie trzymałam w ręce takiego. Tylko z tobą. I z tym kolegą z klasy. On też miał dużego, ale ten był naprawdę…
Zaczął twardnieć. Odwróciłam się na bok i zaczęłam go pieścić. Suwałam napletkiem góra-dół, jak umiałam. Szybko się usztywnił, a mnie znowu zrobiło się mokro. Poczułam się… kobieco, jak zobaczyłam, jak rośnie pod moim dotykiem. Ciało zaczęło drżeć, oddech przyspieszył.
Tym razem się nie bronił. Może na to czekał. Ułożyłam się tak, że jego nogi były między moimi, a ja pochyliłam się nad kroczem. Wzięłam penisa do ust, ssałam, przygryzałam, jednocześnie pieszcząc dłońmi członka, jądra, pośladki. Ciało dalej drżało, biodra ruszały się w rytm moich ruchów. W pewnym momencie chwycił mnie za głowę i docisnął mocno. Poczułam go głęboko w gardle, bałam się odruchu… i wtedy pomyślałam o piersiach. Że mało która kobieta może nimi dać tyle, że ty to uwielbiasz i zawsze mówiłeś… Zaczęłam pieścić go piersiami.
Wtedy zobaczyłam, co się z nim dzieje. Jak jęczy, drży, odlatuje. Poczułam moc, jaką mam nad nim. Jako kobieta. Nie wiem, czy ktoś go już tak pieścił, ale teraz wił się i jęczał, a członek zesztywniał jak drewniany kołek. Nie trwało długo. Nagle zalał mnie taką ilością spermy – na piersi, na twarz, wszędzie. Kiedy było po, przytulił mnie jak kochankę, nie jak dziwkę, i po długim pocałunku zasnęliśmy. Ja na jego piersi.
Obudziłam się pierwsza. Jasno, dobrze po 12. On jeszcze spał. Byłam cała poklejona jego spermą. Na twarzy, piersiach, we włosach. Pewnie też w środku. Półprzytomna z niewyspania. Pobiegłam pod prysznic. Szum wody, stałam twarzą do ściany i nie zauważyłam, że wszedł za mną. Nagi. Miał gąbkę z pianą i zaczął mnie myć. Erotycznie.
Najpierw szyja, ramiona, podnosił ręce i mył pod pachami, potem plecy, piersi. Powoli, dokładnie. Przy piersiach dłużej. Potem przyklęknął i mył pupę, krocze, trochę w środku. Tam też dłużej. Uda, łydki, stopy, każdy paluszek. Znowu byłam mokra. Nie od wody.
Jak skończył, wzięłam gąbkę i zaczęłam myć jego. Tak samo. Ale nie skończyłam. Kiedy klęknęłam przy udach, miałam przed sobą jego członka – olbrzymiego – odrzuciłam gąbkę i zaczęłam pieścić. On podniósł mnie, oparł plecami o ścianę, założył nogi na biodra i wepchnął we mnie. W strugach gorącej wody zaczęliśmy się całować i pieprzyć. Ciała mokre, gorące, śliskie od piany. Ściskałam go nogami, on dociskał do ściany i wbijał się coraz głębiej. Usta splecione w szaleńczym pocałunku bez końca. Jakbyśmy jeszcze nie zdążyli się nasycić.
Doszliśmy szybko. Jednocześnie. Chwilę trwaliśmy bez ruchu. Oddechy się uspokoiły. Wyszedł ze mnie, podniósł moje ręce do ust, pocałował wnętrza dłoni, popatrzył głęboko w oczy i szepnął: „Dziękuję, Aniu”.
Potem już normalnie. Skończyliśmy mycie. Każde z osobna, na wszelki wypadek, Misiu. Spakowaliśmy się, wypiliśmy kawę – czas śniadania dawno minął – i wyjechaliśmy. Po drodze szybki obiad. A po drodze? Nic. Obydwoje zmęczeni, myślami już w następnych dniach. Ja całą drogę przespałam. Normalne po nieprzespanej nocy. W Krakowie odwiózł mnie do mamy. Nie pamiętasz pewnie, ale nie nocowałam wtedy w domu. Przez kilka dni.
A dalej? Nic. Od początku wiedziałam, że to będzie jeden raz. Że nie ma mowy o dłuższym związku. Nie tak jak wtedy, z kolegą z klasy. W firmie jakby nic się nie stało. Tylko czasem, kiedy przynoszę dokumenty, a on patrząc na mnie mówi: „Dziękuję, Aniu”, przechodzi przeze mnie dreszcz. I mam ochotę powiedzieć: „ja Ci też dziękuję, Pawle, za to, że uczyniłeś mnie kobietą”.
Coliber
Jak Ci się podobało?