Ilustracja: Darius Bashar

Pamiętnik Marty (I)

18 lutego 2021

21 min

Wybrałam bardzo specyficzną formułę - pamiętnika. Ciekawa jestem, na ile to się sprawdzi - dlatego baaardzo proszę o komentarze :)

Pomyślałam sobie, że skoro tyle osób pisze pamiętniki, to dlaczego ja mam nie napisać?

Ale chciałabym, aby ten był wyjątkowy - uwzględniał tylko jeden aspekt mojego życia - erotyczny. W końcu erotyka w moim życiu odgrywa tak ważną rolę...

 

Od kiedy pamiętam, zawsze uwielbiałam się podobać mężczyznom, jakbym chciała ich zachęcać – „posiądźcie mnie”… Dlatego właśnie bardzo dbałam o wygląd, szczególnie – strój. Koniecznie chciałam być elegancka i kusząca. Co nie znaczy, że zakładałam mini o przesadnie skąpej długości, czy bluzki z dekoltami do pępka. O nie! Dalece obca była dla mnie taka „dziwkarska wulgarność”, tym bardziej że nie przystoiła ona również elegancji… Dlatego miast króciuchnej kiecki wolałam zakładać długie spódnice, z wysokim rozcięciem, dyskretnie odsłaniające moje udo, miast nachalnego dekoltu, wolałam czasem bluzeczkę z niesfornym guziczkiem, zbyt często się rozpinającym, tylko po to, by wykazać z jak misternej i seksownej koronki uszyty jest biustonosz.

Od zawsze też dbałam o wyszukane wyroby, noszone tam, czego nie widać, gdyż skrywa to spódnica… czyli pończochy i majtki, a także pas do pończoch. Jakąż frajdę sprawiała mi rozmowa z mężczyzną i świadomość, że on nie wie co noszę pod spódniczką…  I że nawet nie wie, jak bardzo chciałby wiedzieć! A są to często stringi z delikatnej koronki jak mgiełka! Tudzież nie mniej finezyjne manszety pończoch z misternymi wzorkami.

To dlatego, tak szybko podniecałam się, podczas rozmowy z mężczyznami…

Zawsze starannie malowałam usta i pazurki, nigdy nie zapominałam o biżuterii, by także w ten sposób podkreślić swą urodę i nadać jej jeszcze bardziej kobiecy charakter.

 

Kolejnym atrybutem mojego erotyzmu, była fascynacja pewnego rodzaju aspektem przemocy. Od zawsze podniecała mnie myśl, że jestem zdobywana, nagabywana, brana bez pytania mnie o zgodę…

Może to efekt czasów szkolnych, gdy jako pierwsza w klasie zaczęłam nosić biustonosz… Chłopcy uwielbiali „strzelać” mi ze stanika. Z czasem pozwalali sobie na coraz więcej. Wytypowali mnie i Anię, jako dwie najatrakcyjniejsze dziewczyny w klasie i na nas skupili swe niecne poczynania. Urządzali sobie na nas „napady” – czyli chwytali którąś z nas i zaciągali w ustronne miejsce, najczęściej do toalety dla chłopców, po to, by tam się nad nami poznęcać, czyli – jak to określali – „zmacać”.

Oczywiście piszczałyśmy wniebogłosy, wzywając ratunku, rzecz oczywista, zazwyczaj – nadaremno.

Oczywiście, mimo wyrażanej całej rozpaczy, w głębi ducha byłyśmy arcyszczęśliwe, że to my zostałyśmy wybrane – nasze koleżanki niewątpliwie nam zazdrościły. Zaś my, prowadzone, jak cielątka na rzeź, doskonale zdawałyśmy sobie sprawę, co nas spotka – że niecierpliwe łapki nabuzowanych hormonami chłopaków wedrą się dosłownie wszędzie… I pod nasze bluzeczki… i pod nasze spódniczki… Nie będziemy ich w stanie powstrzymać, gdyż nasze dwie słabe, dziewczęce  rączęta, przegrają zmagania z kilku parami młodzieńczych łapsk… Które nie spoczną po pokonaniu naszych bluzeczek i spódniczek… dostaną się także, pod nasze staniczki i… majteczki…

Wszystkie nasze wypukłości, a także wszelkie zakamarki, zostawały solidnie spenetrowane...

Niektórzy chłopcy okazywali się być delikatni, ale niektórzy - ani trochę. Ci potrafili dać się nam we znaki... Ściskając... i wciskając... Ugniatając... a nawet szczypiąc...

Mogłyśmy jedynie popiskiwać i pojękiwać...

Jednak na koniec, mimo że nieco obolałe i w pogniecionych spódniczkach i wymiętych bluzeczkach, wracałyśmy z tych miejsc - przeszczęśliwe...

 

Paradoksalnie, podobna sytuacja spotkała mnie dużo później, gdy już byłam początkującą nauczycielką. Dziewczynki poskarżyły mi się, że chłopcy rozpinają im staniki, wciągają do męskiej toalety… Postanowiłam zareagować i wytropić nicponi. Gdy weszłam do WC dla chłopców, nagle zgasło światło! Schwyciły mnie jakieś ręce w silnym uścisku. Nie miałam pojęcia jak zareagować, zaskoczenie odebrało mi głos, wiec nawet nie pisnęłam – w przenośni i dosłownie. Oszołomiona nie zareagowałam, gdy jakieś zwinne ręce rozpięły, przez bluzkę, mój stanik!

Usłyszałam potem chichot i tupot nóg i w jednej chwili zostałam tam sama.

Wychodziłam z męskiej toalety z rozpiętym biustonoszem… czułam się taka upokorzona… i to przez gówniarzy… ale i podniecona.

Na drugiej przerwie znowu tam poszłam… Ciągnęło mnie jak ćmę do ognia… I znów powtórzyła się scena. Zgasło światło.

Znów poczułam chwyt kilku par rąk, jednak tym razem wydobyłam z siebie głos.
- Przestańcie... - z przerażeniem spostrzegłam jednak, że ton tego głosu nie brzmiał przekonująco.
Odpowiedział mu chichot.
Tym razem nie rozpięli mi stanika... Za to poczułam, że coś dzieje się z moją spódnicą! Tak. Zadzierają mi ją!
Poczułam się, jak przed laty, gdy chłopcy zaciągali mnie do swego kibla, by mnie tam dotykać, czy jak mówili - "zmacać"...
Miałam nadzieję, że teraz, wobec nauczycielki, nie dojdzie do takiego aktu naruszenia cielesnego.
Z jednej strony, potwornie się tego bałam, lecz z drugiej... przypomniało mi się to samo uczucie co niegdyś... Niezwykle podniecające... Poczułam dziwne pragnienie, że chcę tego... Chcę poczuć ich dłonie na swym ciele. Mało tego. Chcę, żeby były niedelikatne!
Jednak na to się nie odważyli, przez chwilę trwali bez działania, jakby nie wiedzieli, co ze mną zrobić. Aż wreszcie, w pewnym momencie jeden odważył się - chwycił moje majtki i szarpnął je w dół. Poczułam, że opadły do kostek.
Nic nie oddałoby tego wstydu, który nagle poczułam. Stałam oszołomiona, gdy oni wybiegli z łazienki. Tych kilka sekund, gdy z powrotem naciągałam majtki na tyłek i przywracałam do ładu zadartą spódnicę, wydawały mi się wiecznością. Byłam niemal pewna, że zaraz zobaczą mnie uczniowie i nauczyciele z podciągniętą kiecką i gołą cipką...
Uczuciu upokorzenia, wręcz poniżenia, dorównywało jednak potężne podniecenie...

 

Tu właśnie odkrywam swą kolejną słabość, mój fetysz - pragnienie bycia podglądaną.
Pamiętam, że ukształtowało się ono chyba, gdy mieszkałam w akademiku. Okazało się, że zamieszkiwał tam też pewien chłopak, który upodobał sobie podglądanie studentek pod prysznicem... Był wysoki, grał pono w koszykówkę, jak się później dowiedziałam - miał na imię Paweł. Pawełek zwykł robić "nachwyt" przy ściance prysznica i zaglądać z góry do kabiny kapiącej się dziewczyny.  
Gdy pierwszy raz, kątem oka spostrzegłam, że coś z góry gapi się na mnie - poczułam się jak sparaliżowana, jednak o dziwo wstyd nakazywał mi udać, że tego nie spostrzegłam. Szybko owinęłam się w ręcznik i czmychnęłam. Przez długi czas nie odwiedzałam prysznica, jednak po pewnym czasie zorientowałam się, że ta scena mnie niezwykle podnieca, wręcz poczułam pragnienie bycia podglądaną w kąpieli. Przez kilka tygodni jednak Pawełek nie zaglądał do  prysznica, gdy się kąpałam, może jakaś studentka go wystraszyła?  
Jednak wreszcie się pojawił. Dostrzegłam kędzierzawą czuprynę. Dreszcz przeszedł moje ciało. Czułam wstyd, w końcu obcy chłopak widział mnie kompletnie nagą. Mimo to podniecenie robiło swoje. Delektowałam się myślą, że rozochocony gówniarz ogląda sobie moje obfite piersi, że widzi moją, niczym nie osłoniętą, myszkę...
Ręce mi drżały podczas mycia. Cała drżałam. Jednak przymykałam oczy i wyobrażałam sobie, że to ten Pawełek myje mi piersi.
Najwyraźniej mu się spodobało. Chyba nawet mnie zaczął śledzić, bo od wtedy, za każdym razem, gdy szłam pod prysznic, spotykało mnie podglądanie przez koszykarza.
Z czasem rozkręcałam się i myłam coraz staranniej moje piersi i pisię. Wręcz bawiłam się swoimi cycuszkami.
Natomiast po jakimś czasie, przyszło mi do głowy, że najbardziej podniecę Pawła, gdy zacznę się pieścić... Tak też zaczęłam się bawić. W sposób możliwie najbardziej erotyczny dotykałam swoich kul... ściskałam je, ugniatałam, głęboko przy tym wzdychając. Zdradzę, że wyobrażałam sobie przy tym, że to koszykarz "maca" moje "bimbały"... Wkrótce potem zjeżdżałam ręką do mojej broszki, którą zaczęłam intensywnie pocierać. Wtedy moje westchnięcia przemieniały się w przytłumione stęknięcia. Kątem oka zerkałam na Pawełka, sprawdzałam, jak bardzo go to nakręca? Odniosłam wrażenie, że chłopak ma minę, jakby zagryzał wargi. Mobilizowało to mnie do śmielszych poczynań. Wsunęłam paluszek do mojej norki i zaczęłam ją penetrować.
- Aaaa... aachhh... - wzdychałam wówczas głośniej, nie zaniechując kontrolowania tego co się dzieje z młodzieńcem. Tymczasem okolona kędzierzawą czupryną twarz, najwyraźniej purpurowiała.
Paluszek zintensyfikował swą misję, prowadził ofensywę regularnych ruchów frykcyjnych.
A ja regularnie jęczałam:
- Aaaa... aaaa... chłopcze... co ty mi wyczyniasz... - szeptałam, jakby kierując przekaz do Pawła.

Potem gdy mijałam koszykarza na korytarzu akademika, patrzyłam mu się w oczy i uśmiechałam, zaś on uciekał wzrokiem. Myślałam sobie wtedy - widzisz durniu, gdybyś nie był tak nieśmiały, nie musiałbyś mnie podglądać, mógłbyś zaprosić mnie na randkę...

 

Kolejny "festiwal" podglądania pamiętam z pewnych wakacji spędzanych nad jeziorem. Kąpałyśmy się wtedy z koleżanką Beti w zalesionej zatoczce wieczorami. Oczywiście nago i sprawiało nam to nie lada frajdę. Zwłaszcza gdy odkryłyśmy, że jesteśmy podglądane przez młodszych kolegów, którzy mieszkali w sąsiednim namiocie. Udawałyśmy, że tego nie spostrzegamy, ale o ile Beata starała się znikać pod wodą, to ja nieco pozwalałam, żeby moje piersi wyłaniały się ponad lustro wody. Ekscytowało mnie wyobrażanie sobie, jak ci młodziacy reagują na starsze studentki.
Pewnego dnia chłopcy nabrali odwagi i zbliżyli się do brzegu podczas naszej kąpieli. Oczywiście obie zaczęłyśmy piszczeć i wyrażać wielkie oburzenie.
- Jak możecie podglądać nas, gdy jesteśmy nagie!
Ale oni śmieli się i droczyli.
- Możemy do was wskoczyć i umyć wam plecki!
- Albo cycki - zapiszczał najmniejszy z nich.
Byłyśmy nieco zatrwożone, nie wiedziałyśmy, czy przypadkiem, będąc pod wpływem wysączonych browarów, nie przyjdzie im do głowy zrobienie nam jakiegoś takiego właśnie psikusa. Dlatego, nieco bardziej przestraszona niż ja Beatka, zakrzyknęła:
- Idźcie sobie stąd, albo zgłosimy, że nas molestujecie!
Chłopcy może trochę się przestraszyli i nie próbowali do ns wskoczyć, ale za to chwycili nasze ubrania leżące nieopodal brzegu.
Ten najmniejszy, ryżawy, machał moją spódniczką jak chorągwią, a w drugiej ręce trzymał moje majtki.
- Znaleźlismy, znaleźliśmy jakieś kiecki i cyckonosze! Należy nam się znaleźne!
- Czekamy w naszym namiocie! Zgadnijcie jakie znaleźne musicie nam zapłacić!? I to w naturze!
Zadrżałyśmy. Już widziałyśmy obraz, jak to musimy wracać kompletnie nagie! Osłaniając sobie biusty i łona... Ogarnęło nas okropne przerażenie.
Beata była zła, w jej oczach pojawiły się łzy. Jednak nie była z siebie wydusić słowa, już nie grzmiała o molestowaniu.
Natomiast ja, chcąc zrobić wszystko, byle tylko zapobiec "nagiemu marszu", starałam się iść na jakieś ustępstwa.
- No dobrze... - łagodziłam sytuację - zostawcie nam nasze ubrania... Potem będziemy się umawiać na jakieś znaleźne...  
- A na pewno w naturze...
- No zobaczymy... może, może...
Chłopaczyska podroczyły się jeszcze z nami.
- Patrzcie, jakie koronkowe te gatki!  
- Prześwitujące! Pewnie widać przez nie pipkę!
To komentowali moje majtaski...
- A to jakie malusie stringi!
- Pewnie wrzynają się między nogi!
To o bieliźnie Beaty.
Najbardziej jednak nadworowali się nad moim biustonoszem.
- Ale wielki stanik! Możnaby w nim nosić piłki na plażówkę! Ha ha!
- Ty, mały, załóż go sobie na głowę! Ha, ha, ha!
Łobuziaki pomachali jeszcze naszymi majtkami i biustonoszami, po czym schowali je do kieszeni, na szczęście resztę garderoby zostawili.
Poczułyśmy się uratowane. Odczekałyśmy chwilę, aż młodzieńcy znikną za drzewami, po czym ostrożnie udałyśmy się do naszych spódnic i bluzek. Osłaniałyśmy piersi, podejrzewając, że chłoptasie mogą nas obserwować z krzaków.
Gdy Beata pochyliła się nad swą dżinsową miniówką i wyciągnęła rękę (drugą bardzo starannie okrywając cycuszki), spódniczka nagle odjechała!
Moja kiecka podobnie!
To te gnojki przyczepiły do nich sznurki i teraz za nie ciągnęli!
Ależ mieli ubaw, gdy tak, majtając cyckami, biegłyśmy za naszymi spódnicami.

 

Kolejny mój fetysz, czy raczej słabostka, to fakt, iż uwielbiam się bać. Już jako mała dziewczynka kochałam horrory.
Podobnie ubóstwiałam wyobrażać sobie, że elegancko ubrana, w szpileczkach i minispódniczce, przemierzam jakąś okrutnie niebezpieczną dzielnicę. Ciarki przechodzą mi po plecach, bo czuję, że lada moment stukot moich szpilek zwabi jakichś meneli, obwiesi, czy jakiekolwiek podejrzane typy. Oczywiście na tych wysokich obcasikach i w obcisłej kiecce, nie mam najmniejszych szans uciec... wpadnę jak nic w ich plugawe łapska...
Ten strach tak mnie podnieca. Przecież będę zdana na ich łaskę i niełaskę... Ich wszędobylskie, robociarskie ręce chwycą mnie krzepko i już nie wypuszczą, dopóki się mną nie nasycą. Bluzeczka ani staniczek nie ochronią mojego biustu... podobnie jak spódniczka i majteczki - mojej różyczki... Zrobią ze mną co zechcą. Wyobracają mnie i to ostro... Moje prośby i błagania, tylko będą ich nakręcać...

Właśnie dlatego, że podniecało mnie niebezpieczeństwo, jako lokalna dziennikarka chciałam napisać materiał o więzieniu.
Pensjonariusze tego przybytku o dziwo zgodzili się na spotkanie z dziennikarką. Łypali na mnie złowrogo oczami, ale... nie za bardzo chcieli opowiadać. W końcu, jeden z nich, jakby ich lider, zapowiedział mi:
- Coś za coś. My coś tam pani odpowiemy. To może i my o coś tam paniusię zapytamy i... pani redaktorka nam odpowie...
- Ale cóż takiego ja mogłabym wam opowiadać... - nie ukrywałam zaskoczenia.
- Ano... wiesz paniusiu, jak to chłopom jest w wiezieniu... bez baby... myślą tylko o jednym... a tu przychodzi taka, ładniutka, zgrabniutka, w obcisłej spódniczce i pokazuje długie nóżki...  
No i koniec końców, zgodziłam się być przepytywaną... to ta moja natura, z jednej strony ciekawskiej baby, z drugiej... jak ćma do świecy, lecąca do niebezpieczeństwa... Cholernie byłam ciekawa, o co będą mnie pytać. Podskórnie wiedziałam, że będą to pytania intymne, ale tym bardziej mnie to ekscytowało. Czekałam na nie.
Najpierw opowiedzieli mi o zwyczajach więziennych, ale potem... zaczęli zadawać pytania.
Pierwszy zadawał ich prowodyr - czy mam męża, albo chłopaka? Zaskoczyli się, że nie.  
Drugi pytał pewien czterdziestolatek.
- Taka pani jest wybredna? Tak trudno panią zdobyć?
Uśmiechnęłam się. Sprawiło mi przyjemność, to, że facet mówił o zdobywaniu mnie. Korciło mnie zagranie zarówno cnotki-niewydymki, jak i kobiety łatwej.
Pomyślałam sobie: "To by ich dopiero rozpaliło! Myśl, że mają przed sobą "foczkę" gotową się puszczać, ale poza ich zasięgiem z racji miejsca w jakim są, podjarałoby ich do granic, a tym samym, może uczyniło chętniejszymi do rozmowy? Ależ na pewno! Ani chybi to rozwiązałoby im języki."
No i w tym momencie włączyła mi się kolejna z moich fascynacji... udawać łatwą. Swoją drogą, często lubię także grać niedostępną... ale to inna bajka.

Zaczęłam się bardziej kusząco do nich uśmiechać, frywolnie zakładałam nogę na nogę, poprawiając spódniczkę, oczywiście tak, że pokazałam im większy kawałek uda...

No i to działało! Opowiadali znacznie więcej. Ale też zdobywali się na śmielsze pytania.
- To pewnie brakuje pani chłopa?!
- Ach... tak... czuję się samotna... - podjudzałam ich.

- A ilu facetów pani miała?
- Cóż... spotykałam się z różnymi chłopakami... mężczyznami...
- A z iloma poszła pani do łóżka?!
- No wiecie co... zbyt intymne pytania mi zadajecie... - udałam speszoną, zakrywałam twarz dłońmi.

Jednak oni byli już skrajnie rozochoceni. Najbardziej najmłodszy z nich, chłopak tuż po dwudziestce, nazywany przez nich - Kocurem. Wcześniej siedział cicho, a teraz nie mógł się powstrzymać. Syczał:
- Powiedz to suczko... ilu cię wypiżgliło???
Starszy wzrokiem przywołał młodzieńca do początku. Potem go wytłumaczył.
- Nie dziw się paniusiu... nie dziw... i nie miej za złe... No i w końcu sama się zgodziłaś odpowiadać...

Cała czerwona na twarzy, zawstydzona, spuszczałam wzrok. Wyszeptałam:
- No tak... istotnie... zgodziłam się... Ale pozwólcie mi na to pytanie nie odpowiadać...

Kocur jednak, patrząc na mnie dzikim wzrokiem, gotów ciskać we mnie pytania jak gromy, cedził kolejne:
-No to powiedz suniu, kiedy ostatnio ktoś cię ładował?!

Te obcesowe pytania podniecały mnie tak bardzo, że bałam się, iż nie będę umieć tego ukryć. Nadal wbijałam wzrok w podłogę.
Ale ten był nie ustępliwy.
- No powiedz, suczko... Kiedy... ci zakisił ogóra? Kiedy ci zakutasił...?

Milczałam, ale już szykowałam się do odpowiedzi.

- No powiedz paniusiu? - dopingował mnie starszy.

- No dobrze... - skapitulowałam - dwa tygodnie temu...

- Aaaaa! - zawył tryumfalnie Kocur - Dwa tygodnie temu! Dwa tygodnie temu rozchyliłaś kalafiora! Wpuściłaś żądło!

Wyznawanie tak intymnych spraw powodowało, że czułam się jakbym się przed nimi obnażała, odkrywała swe sekretne tajemnice. Czułam się, jakbym siedziała na szpilkach... A jednocześnie, tak tego chciałam! Pragnęłam wręcz, żeby zadawali mi kolejne bardzo niedyskretne pytania.

Tym razem zaktywizował się czterdziestolatek, nazywany przez nich Katabasem.
- A lubisz paniusiu ostrą przegazówkę?! Lubisz być ostro przegazowana???

Celowo dłuższą chwilę przemilczałam. Jednak wkrótce uniosłam delikatnie głowę i odrzekłam:
- Owszem... lubię...

Panowie to fetowali.
- Co za sucza!
- Ech! Połamał ja bym ci miednicę!

Wywołało to istną lawinę pytań.
- Kto to był?! Kto ostatnio spuścił ci roletę?!
- A kto cię przebolcował w tej przegazówce?!

Stremowana, z delikatnie opuszczoną głową, cicho, acz skwapliwie odpowiadałam.
- Ostatnio przespałam się z pewnym dyrektorem, po czterdziestce.
Nie omieszkałam też wyznać więcej.
- Ten ostry mężczyzna, z którym poszłam do łóżka, to mundurowy... młodszy ode mnie...

Zareagowali z furią.
- Pies! Glina! O nieeee!
- Mamy przed sobą taką sztukę! Taką szprychę! I nic! A jakiś szmaciarz tak po prostu sobie jej zapuścił mrówkojada!
- Żeby tylko! I ostro wyrypał!

Sprawiało mi przyjemność słuchanie takich tekstów. Oni stawali się o mnie najzwyczajniej w świecie - zazdrośni!

Wreszcie, zamiast zadawać kolejne pytanie, wystosowali prośbę.
- Wie pani, że w więzieniu w cenie są wszystkie przedmioty związane z kobietami... Jeden nawet sprzedawał włosy łonowe... On to do czasu, jak chłopaki zobaczyli pod prysznicem, że się wydepilował. Ha ha ha! Ale od pani redaktor coś byśmy mogli dostać. Na przykład - majteczki!

Ależ się skonsternowałam. Ale też sprawiło mi frajdę to, że moje majtki mogą ich doprowadzać do szału.
Chwilę się jeszcze podroczyłam, oponując, że "nie ma mowy!" itp. Ale już wkrótce zdejmowałam z siebie stringi. Włożyłam dłonie pod spódnicę i zsuwałam je w bardzo erotyczny sposób, jak na striptizie.
Więźniowie rozdziawili gęby. Niemal się pobili, gdy je im rzuciłam, a cisnęłam je w sposób godny tancerki go go.  
- Ale cieniusieńkie!
- Koronkowe i seksowne jak majtki kurewki!

Kocur dyszał, kiedy je wąchał. Natomiast Katabas założył je sobie po prostu na głowę i sycił się nimi.
Nie miałam wątpliwości, co zrobią z moimi gatkami, gdy sobie pójdę.

Całe szczęście, klawisz właśnie wtedy zakończył widzenie, bo nie wiem, w jakim kierunku przebiegłaby dalsza część spotkania.

13,185
9.44/10
Dodaj do ulubionych
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.44/10 (17 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Z tej serii

Komentarze (8)

darjim · 18 lutego 2021

+1
0

Oj, Marta, Marta. Bardzo interesująca z Ciebie kobieta. Nie czytałem wszystkich opowiadań z Tobą w roli głównej, ale będę musiał szybko to zaniedbanie nadrobić. Coraz bardziej zaczyna mi się podobać.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Drako · 18 lutego 2021

+1
0

Forma pamiętnika jak najbardziej wporzadku.
P.S: Chyba każdy chciałby poznać się z taką Martą...😉

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

historyczka · Autor · 18 lutego 2021

0
0

Dziękuję obu Panom D. za sympatyczne komentarze. 🙂

Swoją drogą, nie wiem, czy w swoich tekstach nie przesadzam z prezentowaniem zbytnie ilości myśli, rozterek, odczuć bohaterki? Co Wy na to?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Drako · 18 lutego 2021

0
-1

@Historyczka Mi to osobiście nie przeszkadza w niczym a nawet miło trochę liznąć harakterystyki bohatera ( bohaterki) 😉

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

darjim · 19 lutego 2021

0
0

Mnie także nie przeszkadza.
Przynajmniej bohaterka ma jakąś głębię, a nie jest płaska, jak deska.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

audera · 19 lutego 2021

0
0

Z opisu bohaterki wiemy, że płaska jak deska to ona na pewno nie jest 😛 A tak poważnie to opis myśli i odczuć bohaterki jak najbardziej wskazany i pożądany jak sama Marta😉

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Kubuś · 23 lutego 2021

0
0

Naprawdę lubię te Twoje opowiadania, mimo tej przemocy której osobiście nie lubię, nigdy nie poczułem się obrzydzony, co nie raz miało miejsce u innych autorów. Ciekawe na ile spójne są wspomnienia z tego opowiadania z Twoim własnymi fetyszami. Osoba o takich upodobaniach, gdyby wyszły one na jaw i jej tożsamość, bałaby się wyjść z domu xD

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

historyczka · Autor · 24 lutego 2021

0
0

Kubusiu... Doprawdy? Bałaby się wyjść z domu? Z jakich powodów?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Opowiadania o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.