Pieniądze za nagość (II)
7 kwietnia 2026
Pieniądze za nagość
48 min
Mam pomysł na kontynuację, dlatego zdecydowałem się opublikować.
Za błędy przepraszam i życzę miłej lektury
Wszyscy już na nas czekali. Gdy wchodziliśmy, całe towarzystwo z wyjątkiem nastolatki na wózku inwalidzkim wstało. Każde z nas zajęło swoje miejsce i mogliśmy przyjrzeć się zebranej widowni.
Na skórzanej sofie spoczywały trzy kobiety – matki nastolatków. Prócz tej, którą poznaliśmy wcześniej, przybyła szczupła szatynka z rozpuszczonymi, średniej długości włosami. Ubrana w czarny dzianinowy golf i dobrze dobraną do niego kraciastą spódnicę mini z zakładkami, cieliste rajstopy i czarne czółenka prezentowała się najlepiej. Ostatnia z kobiet, była niską otyłą szatynką wystrojona w czarny dwuczęściowy komplet, w skład którego wchodziły spodnie i top z długim rękawem. Butów nie dojrzałem, gdyż zasłaniały je długawe szerokie spodnie. Tuż obok rodziców, na fotelu miejsce zajęła psycholog.
Piątka najmłodszych widzów siedziała (z wyjątkiem dziewczyny na wózku) na wyścielanych krzesłach blisko nas. Chłopcy ubrani w koszule z długimi rękawami i materiałowe spodnie. Najstarzej wyglądająca brunetka miała na sobie dżersejową sukienkę midi, lekko plisowaną na dole i cieliste rajstopy. Ta na wózku inwalidzkim była bardzo ładną ciemną blondynką i w tiulowej szarawej spódniczce, sięgającej do kolan, cielistych rajstopach i różowej bluzce z długim rękawem wyglądała zjawiskowo. Ostatnia z nastolatek w peruce miała na sobie sukienkę w szkocką kratę powyżej kolan. Kiecka była na szelkach, a pod nią miała czarną bluzkę z długim rękawem. Na nogach czarne cienkie rajstopy i chyba baleriny.
Doktorka zrobiła parę kroków do przodu i standardowo powitała zebranych. W kilku zdaniach omówiła kolejność zajęć, wymieniając zagadnienia, jakie będą realizowane. Przedstawiła cele, jakim one służą. Gdy odwróciła się po zakończeniu wstępu, kiwnęła lekko głową, dając nam znak, że zaczynamy. Odsłoniliśmy zakrywane części ciała, a na widowni dał się słyszeć lekki szum. Część młodzieży otworzyła usta, dosłownie pożerali nas wzrokiem. Mój penis zwisał swobodnie i byłem z tego faktu zadowolony. Doktorka rzuciła pierwszy slajd. Przy kolejnym, gdzie omawiać miała budowę męskich narządów, metalowym wskaźnikiem poczęła dotykać fallusa i jądra.
— Napletek zsuwa się i pod nim mamy żołądź, wędzidełko i ujście cewki moczowej, najlepiej widać te elementy, w momencie, gdy członek osiągnie erekcję — mówiła i odłożywszy wskaźnik stanęła tak, aby nie zasłaniać widoku.
Delikatnie ujęła palcami jednej dłoni swobodnie zwisającego członka. Drugą delikatnie poczęła drażnić mosznę.
— Teraz zobaczycie proces erekcji. Członek powiększy swoją długość i objętość. Ciała jamiste wypełnią się krwią. By to nastąpiło, potrzebny jest bodziec, w tym przypadku będę lekko stymulowała dłonią mosznę — kontynuowała wykład, a ptaszek począł rosnąć i podnosić się.
Dziewczęta dosłownie pożerały mnie wzrokiem. Rozdziawione buzie i specyficzne miny dawały mi do zrozumienia, że widzą to na żywo pierwszy raz.
— Łaa — wyrwało się którejś.
Penis osiągnął pozycję prostopadłą do ciała. Nastąpił pewien zastój. Pomimo że stymulowała mosznę, podnosił się wolno.
— Patrz na moje nogi, dotknij rajstop — syknęła cicho, tak że ledwo dosłyszałem.
Spojrzałem w dół na te cudne nóżki w rajstopkach. Delikatnie jednym z palców, dotknąłem niezauważalnie dla większości, miłego nylonu. Zadziałało, i to natychmiast. Organ osiągnął pełny wzwód, a doktorka zsunęła do końca napletek. Zrobiła krok i ponownie wskaźnikiem poczęła dotykać fiuta, wskazując na elementy jego budowy.
Towarzystwo siedziało w ciszy i skupieniu. W momencie, gdy rósł mój członek, nawet chłopcy przestali gapić się na Małgośkę. Sylwia omawiała teraz nieprawidłowości w budowie męskich narządów, zwracając głównie uwagę na stulejkę. Potem kwestie higieny prącia, wskazując, w jaki sposób usuwać mastkę i jak myć fallusa.
Następnie przyszłą kolej na Małgorzatę. Miałem chwilę odpoczynku. Nie musiałem już utrzymywać erekcji. Penis począł maleć, co było bardzo ciekawe dla dziewcząt. Patrzyły cały czas, nie mogły wprost oderwać oczu od mojej sylwetki. W przeciwieństwie do licealnej hołoty, tu było cicho, jak makiem zasiał. Może jakieś pojedyncze ledwo słyszalne szepty pomiędzy rodzicami a psycholog. Pełna kultura.
Małgośka rozszerzała wargi sromowe, leżąc z kroczem skierowanym do widowni i eksponowała swe wnętrze. Chłopcy mieli wypieki na twarzach, Nic, poza tym, ich nie interesowało. W momencie, gdy dojrzeli, jak łechtaczka się powiększa byli tak zaaferowani tym zjawiskiem podobnie, jak dziewczyny widzące proces erekcji. Standardowo jak to było w konspekcie po zakończeniu pracy z narządami Gośki, dalszym tematem było wytłumaczenie orientacji seksualnej, a następnie różnego rodzaju dewiacji seksualnych z podziałem na dozwolone prawnie i karalne.
W tej części tylko staliśmy. Doktorka ogłosiła zakończenie pierwszej części zajęć i nakazała przerwę. Wszystkie osoby, które mogły powstały i nagrodziły nas szczerymi brawami. Podziękowaliśmy, kłaniając się, i wyszliśmy z sali do swego pokoju.
— Brawo, jestem z was dumna. Z ciebie fetyszku też, nie wiedziałam, że nylony tak na ciebie działają — rzuciła po zamknięciu drzwi.
Speszyła mnie, choć miała rację. Gdyby nie ten bodziec być może ptaszek osiągnąłby tylko pozycję prostopadłą do ciała. Zawstydzony, że rozgryzła moją słabość, do tej części damskiej bielizny nie odparłem nic. Przez zamknięte drzwi słychać było gwar rozmów na korytarzu. W połowie piętnastominutowej przerwy jak burza do naszego pokoju wpadła psycholog.
— Rodzice są zachwyceni, młodzież też. Spodziewali się wysokiej klasy wykładu, ale to, co było, to mistrzostwo — rzuciła, stojąc w drzwiach.
Najwyraźniej wchodzenie bez pukania to ona miała wrodzone. Sylwia zaprosiła ją do środka i zamknęła za nią drzwi.
— Jestem pełna podziwu dla was. Ta erekcja zatrzymana wpół, a potem pełna, to było jak w zwolnionym filmie, powiększenie łechtaczki też cudowne. Ja bym tak nie potrafiła — nadal się rajcowała tym, co widziała.
Łechtała ego nasze i Sylwii. Doktorka odparła, że staramy się robić wszystko jak najlepiej, a psycholog dalej piała z zachwytu. Przekazała, że wszyscy po zakończeniu zajęć chcą się z nami spotkać. Przerwa powoli się kończyła.
Nie zakrywając intymnych stref, wróciliśmy na salę. Rozmowy ucichły i mogliśmy zacząć drugą jednostkę lekcyjną. Nasza kierowniczka zaczęła od ogólnego wytłumaczenia, czym jest popęd płciowy. Płynnie przeszła w określanie stref erogennych, wskazując metalowym wskaźnikiem te części ciała na nas.
— Teraz zobaczycie, jak odpowiednia stymulacja stref erogennych wpływa na podniecenie seksualne. Dobrze będzie to widać na mężczyźnie, gdzie członek osiągnie pełny wzwód w miarę szybko. W przypadku kobiety proszę zwrócić uwagę na piersi, gdyż nie dojrzymy powiększonej łechtaczki w tej pozycji. Piersi w pierwszej fazie podniecenia powiększają się i stają się bardziej pełne. Brodawki twardnieją i zmieniają kolor na ciemniejszy — prowadziła wykład, a my wiedzieliśmy, że mamy przystąpić do wzajemnej, krótkiej stymulacji.
Kolistymi ruchami począłem gładzić obie piersi Małgośki i delikatnie muskać palcami rosnące brodawki. Ona delikatnie dłonią pieściła członka, mosznę. Sylwia omawiała kolejne miejsca erogenne, a my, słuchając ją, delikatnie się stymulowaliśmy. Szyja, kark, plecy, sutki, pośladki i genitalia u mnie, było drażnione przez Małgośkę. Uszy, szyja, kark, plecy, piersi okolice brzucha, cipka i pośladki stymulowałem jej ja. Oboje szybko osiągnęliśmy podniecenie, co wywołało szum na sali. Przestaliśmy w odpowiednim momencie. Byliśmy wilgotni w wiadomych okolicach. Na czubku penisa widoczny był preejakulat, w pochwie Gośki zebrał się ciągnący białawy śluz.
— Widoczny u mężczyzny preejakulat i u kobiety śluz o różnej konsystencji daje informację o podnieceniu i gotowości do spółkowania. Nawilża pochwę i penisa, będąc naturalnym lubrykantem — mówiła, a całość zebranych łącznie z dorosłymi patrzyła z zaciekawieniem i wypiekami na twarzy.
Że młodzież była wgapiona w to, co prezentowaliśmy, było naturalne, ale fakt, że, dojrzałe kobiety z psycholog też rozdziawiły usta i nabrały rumieńców, zaskoczyło nas i podniecało w jakiś sposób.
Sylwia przeszła zgodnie z planem do form zaspakajania potrzeb seksualnych i tu nastąpiła pewna zmiana. Wcześniej to ona demonstrowała na nas, w jaki sposób realizowana jest masturbacja. Teraz musieliśmy to wykonać sami. Najpierw Gośka jedną dłonią, pieszcząc piersi, a drugą, stymulując łechtaczkę, pokazała kobiecą formę, potem ja, ujmując penisa dłonią i stymulując mosznę, pokazałem jak to robią faceci. Trwało to kilka sekund na każdego z nas. Z penisa ciągnął się preejakulat, na udach Małgorzaty też dało się zauważyć lepki białawy śluz. Oboje ledwo utrzymywaliśmy się w ryzach, by nie posunąć się dalej, gdzie osiągniecie orgazmu, byłoby nieuniknione.
Nastała chwila wytchnienia, gdy doktorka omawiała wibratory i sztuczne waginy jako urozmaicenie w samodzielnym zaspokajaniu potrzeb. Podniecenie opadało stopniowo, bo teraz zaczęła przekazywać informacje dotyczące rodzajów stosunków seksualnych w rozbiciu na analne, oralne i penetracyjne pochwy penisem. Rozpoczęła od stosunków analnych. W momencie, gdy przeszła do seksu oralnego byliśmy z Gośką zaskoczeni po raz drugi.
— Pozycja 6:9 jest jedną z najbardziej spotykanych pozycji seksu oralnego zarówno w kontaktach homo i heteroseksualnych. Poproszę teraz, by na podłodze nasi modele zaprezentowali jak to wygląda.
Spojrzałem na Małgorzatę, a ta na mnie. Zaskoczenie minęło, gdy mentorka omiotła nas wzrokiem. Położyłem się, a Gośka przyjęła pozycję na górze. Miałem dokładny ogląd wilgotnej cipki. Sylwia kontynuowała, w jaki sposób i czym stymuluje się narządy. Szczęśliwie nie musieliśmy tego prezentować.
— Kolejną pozycją stosowaną w zaspokojeniu oralnym jest pozycja, gdy to mężczyzna zaspokaja kobietę. Poproszę modeli o przyjęcie tej pozycji — kontynuowała nadal nas zaskakując.
Teraz Małgorzata leżała na podłodze, na plecach z rozszerzonymi nogami, a ja zająłem pozycję między nimi, zatrzymując usta tuż przed wargami sromowymi. Czułem zapach jej wnętrza, to mnie podnieciło. Doskonale widziałem lepki ciągnący się śluz wskazujący, że ona podniecona była również. Następnie zaprezentowaliśmy pozycję, gdzie to ona miała pokazać jak zaspokaja się faceta. Ponownie wylądowałem na plecach, a Małgorzata przyjęła pozycję w kucki między moimi rozchylonymi udami i pochyliwszy się zbliżyła usta do penisa. Uchwyciła go u nasady dwoma palcami. Szczęśliwie do pokazywania pozycji w miłości analnej nie doszło. Ostatnie klasyczne pozycje z penetracją pochwy pokazała na slajdach. Staliśmy, czekając na ostatnie zagadnienie dotyczące antykoncepcji. Musiałem utrzymać do tego czasu penisa we wzwodzie, bo wiedziałem, że na niego zostanie nałożony kondom. To, że nakazała go założyć Małgorzacie wcale już nas nie zdziwiło. Gośka powoli rozpakowała nieśmiertelnego „Stomila” i powoli poczęła nasuwać go na sterczącego członka. Dwie nastolatki, aż z wrażenia zasłoniły twarz dłonią. Chwilę prezentowałem ubranego w to „ubranko robocze” fallusa. Czułem wzrok wszystkich zebranych. Na sygnał, by zdjąć go, Małgorzata sprawnie, tak jak to się powinno uczynić zdjęła prezerwatywę.
— Najczęściej prezerwatywę ściąga się z członka bez wzwodu — dodała Sylwia i przeszła do omawiania środków antykoncepcyjnych dla kobiet.
Szczęśliwie zajęcia biegły ku końcowi. Po antykoncepcji pozostało tylko parę zdań zakończenia i mogliśmy zwijać się do domu. Na myśl o tym nasze podniecenie opadało i członek powoli zmniejszał swą długość i objętość. Gdy Sylwia wygłosiła ostatnie zdanie podobnie, jak i po pierwszej godzinie zajęć otrzymaliśmy oklaski na stojąco od wszystkich. Mieliśmy zamiar ruszyć w kierunku pokoju, by się ubrać i przygotować do drogi, lecz rodzice wraz z młodzieżą obstąpili Sylwię i panią psycholog.
— Idźcie do pokoju — poleciła doktorka, pozostając z widownią na sali.
Podjechała do nas ta śliczna dziewczynka na wózku inwalidzkim.
— Dziękujemy, to było naprawdę piękne — powiedziała i drobną dłonią dotknęła mojej ręki.
Widać było, że mówiła to z serca. Jej wzrok płonął. Zauważyłem, że kątem oka patrzyła na swobodnie spoczywającego członka. Na twarzy nastolatki widać było to coś, gdy wychodzisz z kina po świetnym filmie.
— Proszę — odparłem krótko.
Małgorzata chwilę z nią porozmawiała, lecz szybko dołączyła do mnie. Dotarliśmy pod pokój i wtedy okazało się, że klucz od niego ma Sylwia. Staliśmy oboje nadzy, czekając na jej przyjście. Gwar rozmów na korytarzu, jednak nie ustępował, a nawet stał się większy. Wychwycić można było pojedyncze zdania rodziców, takie jak „Bardzo prosimy’ „Przecież to chyba nie problem” „Prosimy nie robić tego dzieciom” i w końcu „Dopłacimy”.
— Cholera, niedobrze to wygląda — stwierdziłem.
— Ja też mam takie zdanie — przytaknęła Małgośka.
Głosy zdawały się coraz bardziej rozpoznawalne i po chwili zobaczyliśmy jak Sylwia wraz z psycholog otoczona rodzicami i młodzieżą zmierza w naszym kierunku. Coś miało się na rzeczy, tylko my nie wiedzieliśmy co.
— Proszę państwa, na tyle umawialiśmy się i to, co było w umowie zostało zrealizowane — usłyszeliśmy z ust mentorki.
— To najlepsze i najwięcej wnoszące zajęcia, jakie te dzieci miały w swoim życiu — odparła jej najszczuplejsza z matek.
— Przecież nie prosimy o wiele, dzieci same przyszły do nas i prosiły o to — dorzuciła ta matka w spodniach.
— Pani Sylwio, może jednak? — psycholog stawała po stronie rodziców i młodzieży.
— Prosimy bardzo, prosimy — wtórowały nastolatki.
Staliśmy z Małgośką zaskoczeni.
„O co chodziło do jasnej cholery? Czego ci ludzie od nas jeszcze chcieli?” — tłukło się w myślach.
Dostrzegli nas i cała widownia ruszyła w naszym kierunku. Obstąpiły nas matki, lecz zatrzymały się w komfortowej dla nas odległości.
— Prosimy, zgódźcie się, was to niedużo będzie kosztować, a dla dzieci to ukoronowanie dzisiejszych zajęć — wyrzuciła z siebie ta matka, którą widzieliśmy jako pierwszą.
— Dajcie, tym biednym dzieciom odrobinę radości i spełnijcie ich marzenia — usłyszeliśmy od drugiej.
Staliśmy, nie wiedząc o co chodzi. Na dodatek podeszła do nas młodzież. Do Małgośki dwóch chłopców, a do mnie dziewczyny. To co teraz się wydarzyło przeszło najśmielsze oczekiwania. Nastolatki objęły nas dłońmi i wtuliły się w nasze nagie ciała. Poczułem nawet delikatne muśnięcie dłonią penisa.
Nie wiedzieliśmy, co począć. Brutalnie odepchnąć, odskoczyć. Takiej sytuacji nikt się nie spodziewał. Nawet rodzice i psycholog, których też to zaskoczyło. Każde z nas, z wtulonym ubranym nastolatkiem. Agnieszka – dziewczyna na wózku ze łzami w oczach oparła tylko swą twarz o mój bok.
— Dobrze, puśćcie nas, zobaczymy, co da się zrobić — wypaliła Małgośka powoli, wyswobadzając się z objęć dwóch chłopaków.
Była chyba w najbardziej niekomfortowej sytuacji, gdyż wtulone twarze młodzieńców, były centralnie na wysokości jej piersi.
— Puśćcie mnie — poprosiłem dziewczęta.
Gdy udało nam się uwolnić od młodzieży to doskoczyli do nas dorośli.
— Dziękuje ci. Kiedyś też będziesz matką, to zrozumiesz — rzuciła ta najszczuplejsza do Goski.
— Nie miejcie serc z kamienia, te dzieci jeszcze do nikogo tak z sercem nie wyszły — dodała matka w spodniach.
Trzecia, chwyciła moją dłoń i próbowała ją pocałować.
— Niech pani przestanie — odparłem stanowczo, wyrywając rękę.
Sylwia nie przewidziała najwyraźniej takiego scenariusza. Nie miała go w swoim konspekcie i planie zajęć. Teraz, kiedy była najbardziej potrzebna, to nic nie robiła. Matki i dzieciaki chciały jeszcze coś powiedzieć, lecz przerwała im psycholog.
— Proszę państwa, zaproszeni goście zrealizowali to, co do nich należało — zaczęła dobrze. — Aby zrealizować to, o co prosi młodzież, która była głównym odbiorcą zajęć musimy wypracować decyzję. Do jej podjęcia potrzebne nam są dwie rzeczy. Najważniejsza to zgoda naszych gości, a druga to, co młodzież sobie w ramach tych nazwijmy to „konsultacji” sobie życzy. Musi być na to zgoda obu stron, byśmy jakoś mogli wypracować plan. Potrzebujemy też trochę czasu, by w przypadku obopólnej zgody wypracować zasady i reguły — teraz, nic nie rozumieliśmy.
Gwar rozmów rodziców i nastolatków ucichł. Wszyscy czekali, co psycholog ma do powiedzenia.
— Razem z panią Sylwią i modelami udamy się do pokoju, by się naradzić. W tym czasie niech nastolatki napiszą co konkretnie mają na myśli. Proszę, jednak, by zrobiły to samodzielnie, w pracowni obok, którą zaraz otworzymy, bez waszej obecności. Zaznaczam od razu, że ta ponadprogramowa część będzie realizowana bez obecności opiekunów — zakończyła swój wywód, a my dalej nie wiedzieliśmy, o co chodzi.
— Tak, to będzie najlepsze rozwiązanie — po raz pierwszy odezwała się Sylwia.
— Dziękujemy — rzuciła jedna z matek, pewna, że się zgodzimy.
Ta w spodniach objęła Sylwię. Doktorka wreszcie ruszyła się z miejsca i otworzyła kluczem drzwi. Ręce jej drżały, co było efektem utraty panowania nad sytuacją. Weszliśmy do środka. Gdy tylko zamknęły się drzwi, mogłem upuścić swój gniew.
— Może nam ktoś kurwa powie, o co tu chodzi — zakląłem.
— Dokładnie, bo to, co się tutaj dzieje, to… — dodała Małgośka.
— Spokojnie, moi drodzy, spokojnie — przerwała jej psycholog.
— Posłuchajcie Marzeny, ona wie więcej — wyrzuciła z siebie doktorka.
Razem z Małgośką mieliśmy dość bycia nago, dlatego odwróciliśmy się bokiem do reszty i zaczęliśmy zakładać bieliznę.
— Wszyscy obecni na pokazie, łącznie ze mną, jesteśmy pod wrażeniem, jak subtelnie i nieociekająco w pornografię zrealizowaliście temat. Że jest to poziom mistrzowski, zrobiony z gustem i smakiem, to wam wcześniej powiedziałam — zaczęła Marzena.
— Do brzegu, kurwa — zaklęła Gośka, bo najwyraźniej ją ten wstęp nudził.
— Nerwy i przekleństwa nic tu nie dadzą, a podgrzewają atmosferę. Chcecie konkretów, to już wam mówię. Główni widzowie i ich rodzice poprosili mnie, by po zajęciach przeprowadzić konsultacje. Każdy z nastolatków, który przyjął taką dawkę wiedzy, tak smacznie i subtelnie podaną, coś przeoczył, czymś jest jeszcze zainteresowany, coś chce ponownie zobaczyć, a przede wszystkim organoleptycznie zapoznać się z tym, co widział — kontynuowała.
Próbowała jakoś to nam przekazać, lecz jej naukowy bełkot był dla nas zbyt zawiły.
— Można konkretniej? — poprosiłem, zapinając spodnie.
— Konkretnie, to z tego, co usłyszałam i co wiem, chodzi w większości o dotyk waszych części intymnych. Oni tylko widzieli, stworzyliście im spektakl. Spektakl na wysokim poziomie. By przeżyć coś w całości, trzeba jeszcze móc to dotknąć, poczuć, powąchać, posmakować. Mamy pięć zmysłów – wzrok, słuch, węch, dotyk i smak. Dostali perfekcyjną dawkę wzrokową, słyszeli was. Nie mogą was posmakować. Przytulając się do waszych ciał, dali wyraz, że pragną przede wszystkim dotyku. Częściowo poczuli wasz zapach — zakończyła chwilowo psychologiczny wywód Marzena.
Jakby na rozkaz, odwróciliśmy się razem z Małgośką w jej stronę. Gadka psycholog miała sens i tłumaczyła zachowanie małolatów. Przestałem zapinać guziki koszuli. Małgośka w śmiesznej pozie, z rajstopami podciągniętymi do kolan siedziała na wersalce.
— To są dodatkowe zajęcia, to nasz czas, nie jesteśmy wolontariuszami — odezwała się Sylwia.
„A to sucz, tylko kasa w głowie” — przeszło mi przez myśl.
Już nawet mnie te jej rajstopy w tym momencie nie jarały. Zamiast zachować się na korytarzu, jak trzeba, gdy sytuacja tego wymagała, ona tkwiła jak kołek w płocie, nie wiedząc, co począć.
— Rodzice dopłacą. Słyszałaś, co mówili — odparła psycholog.
— Ile? — zapytała, a tu padła kwota jak za dwie kolejne jednostki lekcyjne.
Lustrowałem wzrokiem Sylwię i wiedziałem, że ten dodatkowy zastrzyk kasy ją przekonał. Na polu walki pozostawaliśmy my – Małgośka i ja. Bez naszej zgody mogła sobie tylko o tym sianie pomarzyć. Marzena spojrzała na nas. Małgorzata podciągnęła rajstopy do góry.
— Co wy na to? — zapytała.
Spojrzałem na Gośkę, a ona na mnie i wiedziałem, że mamy wspólne zdanie. Opcja obmacywania przez nastolatków i cholera wie, co jeszcze, nie wchodziła w rachubę. Przez dwie jednostki lekcyjne daliśmy z siebie wszystko, a przed nami była długa podróż.
— Nie — odpowiedzieliśmy prawie równocześnie.
Wyraz twarzy Sylwii w tym momencie był jedyny i niepowtarzalny. Była pewna, że zgodzimy się. Nim zdołała coś powiedzieć, psycholog kazała jej pójść i zebrać kartki od nastolatków.
— Spokojnie, Sylwia, ja z nimi porozmawiam — powiedziała, nim nasza mentorka wyszła z pokoju.
Zostaliśmy z psycholog sami. Dopiąłem guziki koszuli, założyłem buty i byłem, podobnie jak Gośka, gotowy do drogi.
— Dlaczego? — padło jedno krótkie pytanie z jej strony.
— Musimy się tłumaczyć? — odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
— Może nie mamy zamiaru robić czegoś, czego sami ze sobą nie robimy — dorzuciła Małgośka.
Psycholog uśmiechnęła się dziwnie i popatrzyła, jakby z politowaniem.
— Masz na myśli chyba typowe pieprzenie, bo w kwestii dzikiego wzajemnego zaspokajania się w tym pomieszczeniu mamy chyba spójne zdania — wypaliła.
Poczuliśmy się, jakby nas ktoś walnął obuchem w łeb. Stałem, nie wiedząc co powiedzieć. Małgośka zbladła i nic nie mówiła.
„Skąd to babsko o tym wiedziało?” — Pierwsze, co przyszło mi na myśl, to porozrzucane w nieładzie ubrania. To mogła być poszlaka. Ale tylko poszlaka. Braliśmy pod uwagę, że łączy fakty. Gdy miałem odpowiedzieć, sama zabrała głos.
— Tam w rogu jest kamera, to jest archiwum, więc jest monitorowane, podobnie jak gabinet kierownika i wejście. Gdy Sylwia wyszła z dyżurki, gdzie są kamery, po coś do auta, to zobaczyłam, jak się zabawiacie. Ledwo zdołałam zakryć monitor, gdy weszła mama Patryka. Kaseta nagrywa się w systemie ciągłym. Wrzuciłam inną i mam wasze figle na niej. Więc albo zgadzacie się i kaseta jest wasza, albo…. — tu urwała zdanie z triumfującym wzrokiem.
Wstała i podeszła, wskazując nam zamontowaną w rogu kamerę. Byliśmy w czarnej dupie.
— Sylwia to alkoholiczka, niby mówi, że panuje, lecz popija od czasu do czasu. Ona o kasecie nic nie wie, a jak sami widzicie, pazerna jest na kasę. Podejrzewam, że któreś z was pojedzie samochodem, a ona zasiądzie z tyłu i obali flaszkę z jednym z was. W przerwie zajęć walnęła ćwiartkę. Zasięgnęłam języka na uczelni i od wspólnych znajomych. Granty na projekt zdobyła, sypiając z gościem, który był w komisji. Fakt, jest atrakcyjna, lecz lata lecą. Już powoli z kasą u niej krucho, łapie to, co jej ktoś nagra — usłyszeliśmy zaskakującą informację.
Łączyłem fakty i układało mi się to w logiczną całość. Słuchaliśmy z zaciekawieniem. Zdaliśmy sobie sprawę, z kim współpracujemy.
— Za dwa tygodnie macie nagrane zajęcia. Proponuję wam przejście pod moje skrzydła za tę samą stawkę. Matka jednego z tych dzieciaków to szycha: zajęcia z malarstwa, fotografia, eventy dla VIP, sama współpracuje z różnymi ludźmi. Sylwia błądzi, nie ma kontaktów. Zróbcie z nią te ostatnie zajęcia i dla waszego dobra przyjmijcie moją propozycję.
— Gwarancję, jaka gwarancja, że dostaniemy kasetę? — zapytała Małgorzata i już wiedziałem, że decyzja została podjęta.
— Szanuję was, podobacie mi się, daję słowo honoru, że po zajęciach kasetę dam tobie — odparła Marzena, patrząc na Gośkę.
Dało się słyszeć zbliżające się kroki. Najprawdopodobniej wracała Sylwia.
— Miejcie lekkie opory, żeby nie wyglądało podejrzanie — usłyszeliśmy od psycholog, a po chwili do pokoju wparowała Sylwia.
— Mam — rzuciła, wręczając złożone na pół kartki wyrwane z jakiegoś zeszytu Marzenie.
Minęła mnie i poczułem zapach alkoholu. Marzena miała rację. Samo zebranie karteluchów od nastolatków nie zajęło by jej tyle czasu. Musiała iść do samochodu i tam walnąć sobie kolejną porcję wódki. Psycholog czytała i odkładała kartki na dwie kupki. Nie trwało to długo. Za drzwiami słyszeliśmy gwar rozmów.
— Pozwolisz, Sylwio, że teraz to ja przejmę pałeczkę. Większość rzeczy to, tak jak wspominałam wcześniej, kwestia dotknięcia narządu, stwierdzenia, czy dotyk, tak, nie ukrywajmy, zamkniętej w sobie osoby na atrakcyjnej kobiecie i mężczyźnie da ten sam bodziec co w przypadku pokazu. To jest dowartościowanie tej młodzieży. Ona chce widzieć, że nie jest gorsza, że dotyk Agnieszki na wózku jest równoznaczny z dotykiem atrakcyjnej Małgośki – modelki. Jest prośba o możliwość nałożenia prezerwatywy na członka. Słowem, chłopcy chcą poodtykać piersi i cipki. Dziewczyny penisa i jąder — omówiła wstępnie wymagania dodatkowych zajęć.
Wzrok obu kobiet skupił się na mnie i Gośce. Musieliśmy dobrze rozegrać tę niełatwą grę.
— I co, zmieniliście zdanie? — zapytała Sylwia.
— To zależy, jaką stawkę dostaniemy. Możemy się poświęcić, ale za godziwe pieniądze — odparłem.
— Bez tego nici z zajęć — dodała Małgorzata.
Po wyrazie twarzy Sylwii widać było niesmak. Rzuciła jakąś marną kwotę ekstra.
— Za mało — skwitowała to Gośka.
— Dobrze, jeżeli tylko chodzi o pieniądze, to dojdziemy do porozumienia. W końcu to ja, Radek i Gosia w tym będą uczestniczyć. Kasa będzie u mnie. Ty, Sylwia, zostajesz z rodzicami, tak to ustaliłam — wtrąciła się Marzena.
Oj, nie było to w smak doktorce! Widać było zaniepokojenie na jej twarzy. Musiała jednak przyjąć to do wiadomości. Na tym etapie była zbędnym elementem.
— Ale to moi ludzie i zgodnie z umową to ja decyduję…. — próbowała jeszcze coś ugrać.
— Nasze zajęcia zgodnie z umową zakończyły się jakieś dwadzieścia minut temu — wyprowadziła ją z błędu Małgorzata.
— Jesteśmy wolnymi strzelcami — dodałem.
— Sylwia, pieniądze podzielę zgodnie z wkładem pracy i albo ci to pasuje, albo nie. Wychodzę do widzów powiedzieć, że jest zgoda — ucięła krótko i zdecydowanie psycholog.
— Jesteście podli — syknęła przez zęby Sylwia, gdy Marzena wyszła z pokoju.
Widzieliśmy jej wściekłość. Z trudem opanowaliśmy się nic nie mówiąc i powoli zaczęliśmy ściągać ubrania. Na korytarzu słychać było gwar rozmów. Po chwili do pokoju bez pytania wpadli wraz z psycholog rodzice. Nie mogli opanować radości. Matki rzuciły się na nas i całując w policzki dziękowały za podjętą decyzję. Uściskali również Sylwię.
— Dobrze, czas ucieka, zgodnie z ustaleniami pani Sylwia zabiera starszą część widowni ze sobą. Młodzież pojedynczo udaje się ze mną i wyznaczonym modelem — pokierowała psycholog.
Sylwia z ociąganiem wstała i wyszła razem z rodzicami do wyznaczonego wcześniej pomieszczenia. Na korytarzu pozostała tylko jedna z dziewcząt, ta w kraciastej sukience i peruce. Pozostał młodzież również przebywała z Sylwią i rodzicami.
— Robimy na przemian, dziewczyna, chłopak. Radek zaczyna. Jestem tam, po to, by kierować działaniami i w razie konieczności przerwać, gdyby coś było nie tak. To ja decyduję jak daleko może to zajść. Co dopuszczamy, a co nie. Tak jak na pokazie, naturalnie bez aktorstwa i zbędnych emocji. Jak o coś zapytają, to odpowiedzcie, chyba że będzie to pytanie wykraczające poza granice przyzwoitości — rzucała nam ostatnie wskazówki, gdy pozbyliśmy się ciuchów.
Fakt, że widziała nas nagich wcześniej spowodowało, że nie czułem się podniecony.
— Dobra, Radek idziemy — zadecydowała o starcie dogrywki i ujęła mnie za rękę.
Przed drzwiami stała nastolatka. Marzena poprosiła, bym wziął ją za rękę i w trójkę dotarliśmy do miejsca pokazu. Teraz jednak nie staliśmy na środku, byliśmy z boku, tam gdzie wcześniej siedzieli rodzice. Dziewczynka usiadła na skórzanym fotelu, Marzena na sofie, stałem bardzo blisko ich.
— Aniu, napisałaś, że bardzo chciałabyś dotknąć narządów naszego modela, a w drugiej kolejności samodzielnie nałożyć mu prezerwatywę. To co tutaj zrobisz zostaje między nami. Nikt ani ja, ani pan Radek nikomu o tym nie powiedzą. Jeżeli nie będziesz chciała tego zrobić, coś cię zablokuje to nie rób. Wszystko powoli i spokojnie. O wszystko możesz zapytać i jeżeli chcesz coś zrobić więcej, to nas uprzedź — wyraźnie, cicho i powoli określiła zasady spotkania psycholog.
— Tak, dobrze — odparła dziewczyna.
Widać było, że to przeżywa, drobne dłonie drżały, dostrzegłem jak skubie paznokcie.
— Dobrze, wstań i zrób to, o czym nam napisałaś. Spokojnie, nie denerwuj się — dała sygnał startu Marzena.
Nie wiedziałem, jak się zachowam. Nie byłem na to przygotowany. Dziewczyna stanęła bardzo blisko i po chwili poczułem jak ciepła, drobna dłoń delikatnie ujmuje swobodnego członka, druga zaś ląduje na mojej klatce piersiowej. Niesfornie i bardzo delikatnie byłem stymulowany tam na dole.
— Mogę się przytulić? — zapytała cicho nastolatka.
Spojrzałem na psycholog. Kiwnęła mi głową na tak.
— Jeżeli chcesz to przytul się — przyzwoliła na ten ruch.
Wtuliła się we mnie. Była niższa i poczułem jej policzek na klatce piersiowej. Delikatnie pocałowała sutek, co nie było w planie. Ta pieszczota spowodowała, że penis począł rosnąć. Przestała go dotykać.
— To działa, naprawdę działa — wypaliła zaskoczona i zrobiła pół kroku do tyłu, by zobaczyć go w pełnej erekcji.
Z otwartymi ustami patrzyła na fallusa. Zdałem sobie sprawę, że ona jeszcze nigdy czegoś takiego nie robiła. Czułem podniecenie, sam fakt, jak to dziewczę reagowało na moje ciało bardzo mnie jarało. Psycholog siedziała w taki sposób, że mogła obserwować wszystko i miałem z nią kontakt wzrokowy.
— Podotykam teraz — uprzedziła mnie dziewczyna i przystąpiła do działań.
Widać było, że puścił ją wstyd i stres. Cieszyła się jak dziecko, że doprowadziła do erekcji. Zsunęła napletek i delikatnie palcem dotknęła odkrytego żołędzia. Drugą dłonią dotykała przez mosznę jądra. Dałem znać Marzenie delikatnym skinieniem głowy, że dobrze by było, aby zakończyła, w momencie kiedy ujęła dłonią penisa i poczęła wykonywać wiadome ruchy.
— Aniu, są jeszcze inni, nie mamy tyle czasu. Proszę masz tu prezerwatywę i nałóż ją, tak jak chciałaś — psycholog zadziałała momentalnie.
Nastolatka przestała i podeszła do Marzeny. Wzięła kondoma i rozpakowała go.
— Pomoże mi pani? — zapytała, bez dozy wstydu.
— Tak, chodźmy — usłyszałem.
Zbliżyły się obie. Psycholog poinstruowała i pomogła nasunąć kondoma na sterczące prącie. Mogła bez zażenowania i z wyraźnym zadowoleniem posmyrać członka. Był to kolejny nieznany mi silny bodziec. Czułem, że mogę za chwilę nie wytrzymać i trysnąć nasieniem. Szczęśliwie, po zsunięciu kondoma byłem wolny.
— Dziękuje, dziękuje bardzo, to było … — usłyszałem od Ani i dziewczyna wybuchła łzami radości.
Stojąc na palcach pocałowała mnie w policzek, ukradkiem niby tak od niechcenia zewnętrzną częścią dłoni otarła się o mój organ. Jedyne, na co było mnie stać to pogłaskać ją po peruce. Sam wróciłem do pokoju, w którym na swą kolej czekała Gośka. Psycholog poszła odprowadzić Annę i zabrać ze sobą jednego z młodzieńców.
— I jak było? — zapytała mnie partnerka.
— Sama zobaczysz — odparłem krótko.
Minęliśmy się w drzwiach. Usiadłem i postanowiłem odpocząć i spowodować, by podniecenie opadło. Czekały mnie jeszcze dwa takie występy i nie wiadomo było, co tamte nastolatki, będą chciały ze mną robić.
Położyłem się wygodnie na wersalce i zamknąłem oczy. Próbowałem się wyłączyć, nie myśleć o niczym. Pomogło. Podniecenie opadło i siurek ponownie był w stanie spoczynku. Higieniczną chusteczką otarłem go ze śluzu. Nagle na korytarzu dał się słyszeć głośny gwar rozmów. Poderwałem się z łóżka i wybiegłem z pokoju.
— Sylwia, prosiłam cię, żebyś pilnowała rodziców, a ty co? Matka Krzyśka zagląda, gdy on jest na spotkaniu — Marzena najwyraźniej opierdalała Sylwię.
— No dobra, dobra, wyszłam do łazienki, przecież nic się nie stało.
Ze sposobu w jaki mówiła, mogłem wywnioskować, że wchłonęła kolejną dawkę alkoholu. Nie zauważyły mnie. Przeskoczyłem cicho do pomieszczenia łazienki. Brak drzwi dawał mi szansę podsłuchania kłótni. Padały ostre słowa o nieodpowiedzialności naszej mentorki i żeby się opanowała. Kolejny opierdol od Marzeny dostała ciekawska matka.
— Jeszcze jeden taki numer i kończymy to, proszę zrozumieć, że tak nie można. Też będziecie je podglądać jak będą uprawiać seks z partnerem — usadziła dosadnie przyszłe zapędy rodziców.
— Zofia powiedziała, że idzie do łazienki, nie wiedzieliśmy, a pani Sylwii też nie było, przepraszamy, nie wiedzieliśmy — tłumaczyła się jedna z pań za wszystkich.
— Pilnujcie jeden drugiego, jak ktoś wychodzi to w parach — znalazła wyjście psycholożka.
Rozmowy ucichły. Powróciłem do pokoju. Sesja Małgośki trwałą dłużej niż moja. Wróciła nieco zmieszana i nieswoja.
— Co tam się stało? — zapytałem, podnosząc się z wersalki.
— Szkoda gadać, mam dość już tej Sylwii — odpowiedziała wkurzona.
Ruszyłem w znajome miejsce, gdzie czekała na mnie psycholog z nastolatką na wózku. Przekazywała jej, jak wyglądać ma spotkanie. Czekałem, aż Marzena da sygnał do startu.
— Agnieszka pragnie dotykać twoich narządów, ma też kilka pytań — usłyszałem dość ogólnie.
Podszedłem do wózka. Siedząc, miała zwisający organ tuż przed swą twarzyczką. Widać było, że jest lekko zawstydzona, miała rumieńce na twarzy. Ponownie poczułem jak drobne dłonie i palce zaczynają delikatnie stymulować narządy. Penis podnosił się powoli ku jej zadowoleniu. Podobnie jak poprzedniczka przestała go dotykać, w momencie gdy sterczał w pełnej krasie.
— Ależ on jest sztywny, mogę się nim pobawić? — zapytała zawstydzona.
Kiwnąłem głową, dając przyzwolenie. Poczęła go drobnymi paluszkami odginać na wszystkie możliwe kierunki. Zadowolenie sprawiał jej widok jak organ wraca z powrotem do swej pozycji. Drugą z dłoni obmacywała mosznę. To wyginanie penisa było dla mnie cholernie stymulujące. Ściągnęła napletek i dotknęła czubka penisa. Drgnąłem i natychmiast przestała. Poprosiła, bym się odwrócił. Sylwia kiwnęła głową na tak. Poczułem jak teraz dotyka pośladków i delikatnie wsuwa jedną z dłoni pomiędzy uda. Czułem przyjemne mrowienie. Minęła chwila i obróciłem się.
— Mogę go powąchać? — zapytała.
Marzena kiwnęła głową bym przystał, choć ta zachcianka była dla mnie nieco dziwna. Przysunąłem się do niej, jak tylko to było możliwe. Agnieszka nachyliła się i końcem nosa dotknęła czubka fallusa. Znów się wzdrygnąłem. Każde nawet najdelikatniejsze dotknięcie pozbawionego napletka żołędzia było bardzo odczuwalne i stymulujące. Z wypiętymi biodrami stałem jeszcze przez chwilę.
— A polizać? — zapytała ponownie i w tej chwili automatycznie cofnąłem penisa.
— Agnieszko, nie, nie wolno. Na członku jest preejakulat, to niehigieniczne — krótko odpowiedziała psycholog.
Widziałem niezadowolenie nastolatki w wyrazie twarzy. Podobnie jak jej poprzedniczce stopniowo zanikało poczucie wstydu.
— Ale, przecież tamta pani mówiła, że jest taka forma współżycia, to dlaczego nie mogę? — dziewczyna nie dawała za wygraną.
— Jest, ale dla partnerów, Ty nią nie jesteś dla tego pana. Miałaś jakieś pytania to słuchamy — szybko zamknęła temat lizania Marzena.
Odsunąłem się krok, może dwa.
Chciałam zapytać, czy można mieć orgazm przy drażnieniu piersi — szepnęła.
Nie wiedziałem, czy to jest pytanie o to, czy ja mogę mieć orgazm przy stymulowaniu sutków, czy chodzi o stymulację damskich piersi i orgazm kobiety. Z kłopotliwej odpowiedzi wybroniła mnie psycholożka. Wskazała na dwa główne źródła orgazmu kobiety i dodała, że istnieje ten trzeci – orgazm sutkowy.
— A pan, jaką pozycję seksualną najbardziej lubi i jest panu najlepiej? — padło drugie pytanie.
— Od tyłu — odparłem, zgodnie z prawdą.
Psycholog dała Agnieszce delikatnie do zrozumienia, że czas spotkania dobiega końca. Widać było, że ta osóbka miała jeszcze w zanadrzu kilka pytań.
— Czy może pan mnie przytulić? — padła prośba na koniec.
Nie miałem sumienia odmówić. Przykucnąłem i objąłem ją mocno. Ona również zaplotła swe wątłe ramiona na mnie i wtuliła się.
— Dziękuje, jest pan kochany — wyszeptała.
Pocałowałem ją w policzek. Zobaczyłem, że w jej oczach są łzy. Marzena zabrała ją z miejsca spotkań, a ja wróciłem do pokoju.
— Jak poszło? — zapytała Małgośka.
— Dobrze, powodzenia — odparłem.
Jak wcześniej zaległem na wersalce. Te wahania, raz podniecenie, a potem jego wyciszenie na działały, na mnie dobrze. Dziękowałem, że została mi już tylko jedna, najstarsza z wyglądu dziewczyna. Z gości, którzy byli na występie pozostała jedna matka. Pozostałe zabrały nastolatków i wyjechały. Gdy nagle otwarły się drzwi pomyślałem, że wróciła Gośka. Wydawała mi się to jednak za szybko. Miałem rację. W drzwiach stała Sylwia.
— Ty podły chuju — rzuciła obelgę.
Wstałem z wersalki i podszedłem do niej. Nie miałem zamiaru tego słuchać.
— Zamknij mordę — wypaliłem.
Wyraźnie widać było, że jest wstawiona. Coś chciała powiedzieć, lecz zdałem sobie sprawę, że zostawiła ostatniego z rodziców samego. Chwyciłem ją za barki i przestawiłem na bok.
— Kurwa, Sylwia miałaś pilnować rodziców — dodałem, idąc w tamtym kierunku.
Rzuciła jakieś podłe stwierdzenie, lecz nie miałem zamiaru z nią dyskutować. Nie zważając, że jestem nagi wparowałem do miejsca, gdzie oczekiwali rodzice. Szczęśliwie ostatnia z matek siedziała wraz z moją następną nastolatką na miejscu. Zaskoczyło je to, że wparowałem tam nagi. Obie powstały z miejsc.
— To już? — zapytały.
— Nie, przepraszam za panią doktor, zostanę tutaj za nią — odparłem.
— Chyba odreagowuje zajęcia — usłyszałem od dorosłej osoby.
Nie skomentowałem, nie miałem ochoty tłumaczyć Sylwii. Nastolatka badała mnie wzrokiem. Widać było, że moja obecność jej pasuje. Nie byłem podniecony. Sylwia wparowała po chwili, wstałem i podszedłem do niej.
— Siedź tutaj do cholery i daj nam pracować — syknąłem, tak, by reszta nie słyszała.
— Wal się dupku — wyszeptała, gdy mijaliśmy się w drzwiach.
Podniosła mi ciśnienie, gdyby nie była kobietą i nie obecność postronnych osób dostała by w twarz. Położyłem się ponownie na wersalce.
— No to ja mam fajrant — usłyszałem stwierdzenie Małgorzaty i dostrzegłem że jest zadowolona, że zakończyła swoją pracę na dzisiaj.
Opuściłem pokój, lecz zdziwiłem się że w moim kierunku idzie Marzena z ostatnią, z nastolatek.
— Gdzie jest Sylwia, jest może u was? — zapytała.
Kiwnąłem głową przecząco. Psycholog kazała mi zabrać ostatnią z dziewczyn – Renatę na miejsca spotkania. Sama wpadła do naszego pokoju.
— Dziękuje wam, pokazaliście nam wszystko w taki sposób… — zaczęła konwersację dziewuszka.
— Fajnie, że wam się podobało — odparłem i po chwili byliśmy w miejscu.
Marzena pojawiła się po dłuższej chwili. Była wyraźnie zdenerwowana, a powodem tego była Sylwia.
— Wszystko w porządku? — zapytałem.
— Tak, Małgośka pilnuje mamy Piotrka, możemy zaczynać — odparła.
Pokrótce przedstawiła dziewczynie zasady spotkania. Gdy zaczęła mi mówić, to co chciała, Renata nagle ta jej przerwała.
— Napisałam tak, bo napisałam, ale moje pragnienie jest inne — usłyszeliśmy.
— Słuchamy — odparła Marzena.
Dziewczyna była zblokowana. Widać było, że jest cholernie zawstydzona i speszona. Miała nam wyjawić jeden ze swoich skrywanych sekretów.
— Śmiało Renato, mów, nikt oprócz nas się o tym nie dowie — zachęciła ją psycholożka.
Cała zarumieniona, z polikami w pąsach i ze wzrokiem wbitym w ziemię dziewczyna w końcu zdobyła się na odwagę.
— Chciałabym na tym spotkaniu z panem być nago — rzuciła tak cicho, że ledwo dało się usłyszeć.
Zdębiałem i nastała chwila ciszy. Stwierdzenie najwyraźniej zaskoczyło też psycholog. Musiała mieć chwilę czasu, by to przetrawić.
— Renato, na pewno tego chcesz? — zadała jej pytanie.
Dziewczyna kiwnęła głową na tak. Popatrzyłem na Marzenę. Wahała się. W końcu dała mi znak, że na to się zgadza. Przekazała też tę informację dziewczynie.
— A ten pan mnie może rozebrać? — dorzuciła po chwili.
Sylwia kiwnęła głową na tak, choć nie za bardzo mi to było na rękę. Zbliżyłem się do nastolatki, a ta lekko drżała. Miała na sobie granatową dżersejową sukienkę midi z plisowanym dołem. W pasie był zawiązany jakiś pasek, za który w pierwszej kolejności się zabrałem. Opcja powolnego rozbierania kobiety, podziałała na moje zmysły jak płachta na byka. Penis, nie wiedzieć czemu, momentalnie przyjął pozycję na baczność.
— Radku, rozpięcie paska nic nie da, to tylko dodatek — usłyszałem podpowiedź od psycholożki.
Skąd to do cholery miałbym wiedzieć? Dziewczyna pomogła mi w ściągnięciu sukienki przez głowę, pozostając w białym biustonoszu, cielistych rajstopach i widocznych pod nimi białych figach.
Pochyliłem się i zacząłem zsuwać cieliste rajtki. Gdy poczułem nylon to wiedziałem, że to jest mój stuprocentowy fetysz, gdyż penis stawał się coraz bardziej wilgotny i sztywny. Ściągnąłem w dół białe figi. Spojrzałem kątem oka na higieniczną wkładkę majteczek i wiedziałem że jest podniecona. Zdjąłem dziewczynie stanik.
Widok szesnastoletnich, niewielkich jeszcze cycuszków, działał lepiej niż afrodyzjak. Czułem wzrastające podniecenie. Staliśmy przed sobą całkowicie nadzy.
— Ja nigdy nie miałam chłopaka, chłopcy w klasie się ze mnie śmiali, ja penisa widziałam tylko na zdjęciach i w filmach porno…. — zaczęła.
— Renatko, spokojnie — rzuciła psycholog.
— Ja proszę, błagam, zróbmy to, co pan robił z partnerką w pettingu.
Marzena najprawdopodobniej widziała nasze podniecenie i zdawała sobie sprawę że docieramy do cienkiej czerwonej linii.
— Radku, zgadzasz się? — zapytała mnie, uśmiechając się nieco dziwnie.
Sam nie wiem, dlaczego kiwnąłem głową na tak, choć rozum…
„Wycofaj się z tego”.
Dziewczyna, widząc przyzwolenie, ujęła moją dłoń i nakierowała na srom. Jaka ona była wilgotna, jak tętniło jej wnętrze!
— O tak, proszę — szepnęła, gdy mój palec zagościł w pochwie i sama zaczęła stymulować jądra i penisa dłońmi.
To było cudowne. W najśmielszych snach nie wyobrażałem sobie pettingu z szesnastolatką. Marzena coś do nas mówiła, lecz my byliśmy zajęci sobą.
Dziewczęce ciało poczęło drżeć. Dobrze wiedziałem, gdzie i jak go pieścić. Zaczęła wykonywać ruchy biodrami. Staliśmy naprzeciw siebie i orgazmu wydawała się nieunikniona.
Najpierw doszła Renata. Sapiąc i wydając specyficzne dźwięki, poczęła chwiać się na nogach, w chwili gdy ja osiągnąłem spełnienie. Penis trysnął na jej brzuszek, a ja chwyciłem drobną dłoń dając znak, by zaprzestała masturbacji. Dziewczę opadło na kolana, ledwo świadome tego co się wydarzyło.
Moja sesja dobiegała końca.
— Radek już dość — rzuciła Marzena, stojąc nade mną i po chwili zajęła się nastolatką.
— Masz dziewczynę, ale pochodziłbyś ze mną? — zapytała na koniec spotkania dziewczyna.
Nie odpowiedziałem. Już sama kwestia wytrysku nasienia w obecności osób trzecich była dla mnie krępująca.
— Rozumiem, że mnie nie słyszałeś, ale to było coś pięknego, nie miej wyrzutów sumienia, dla niej to było spełnienie marzeń — usłyszałem od psycholożki na ucho..
Dochodziłem do siebie. Z jednej strony byłem zadowolony, że pozbyłem się narastającego i opadającego podniecenia. Z drugiej, miałem do siebie pretensje, że nie opanowałem tego w sposób profesjonalny. Jedno co mnie wstydziło, to obecność Marzeny. Była w każdej sytuacji postronnym widzem naszych działań. Teraz należało ją traktować jak członka stada.
Nastolatka ubrała się i można było zakończyć dodatkowe zajęcia. Ostatni rodzice zabrali pociechy i w tym momencie mogliśmy porozmawiać o dodatkowej premii. Gdy zniknęły pojazdy gości, a obiekt, był tylko dla nas, Sylwia pokazała pazurki.
— I jak tam moi ludzie, dali radę? — zapytała psycholożki.
— Tak, było super — krótko odpowiedziała Marzena
— Marzenko, to dzielimy się kasą, to co było wcześniej, i to, co teraz — bełkotliwym głosem oznajmiła Sylwia.
— Najpierw swoim ludziom wypłać wynagrodzenie, a później pogadamy.
— Wasza dola i nie myślcie o niczym więcej! — Niezadowolona rzuciła na stół wypłatę.
— Sylwia, może porozmawiamy jutro… — zaczęła delikatnie Marzena.
— Jakie jutro, dawaj kasę i spadamy stąd. Młody, prowadzisz — przerwała Sylwia, rozkazującym tonem głosu.
Pozwalała sobie za dużo, traktując niczym parobków. Postanowiłem działać.
— Pani Marzeno, wyjdźmy, musimy porozmawiać — rzuciłem, biorąc kobietę pod ramię, a Małgorzata ruszyła za nami.
— Zdrajco! dupku jeden, wracaj! — usłyszeliśmy i o dziwo nie ruszyła za nami.
Weszliśmy z psycholog do pomieszczenia, gdzie wcześniej czekali rodzice. Było późno. Wizja jazdy z pijaną i rozwydrzoną mentorką nie bardzo mi się widziała.
— Przyjmujemy twoją propozycję — zadecydowałem za nas dwoje.
Widać było, że ta informacja ją ucieszyła. Małgośka kiwnęła głową na znak, że akceptuje moją decyzję.
— Radek, ale już z nią nigdzie nie jedziemy, w dupie mam ten wyjazd za dwa tygodnie — postawiła warunek partnerka.
W pełni się zgadzałem. Po dzisiejszym popisie nie miałem zamiaru mieć z nią nic wspólnego.
— Nie jedziemy dzisiaj, nie w takim stanie. Jest tu jakiś hotel, czy schronisko, gdzie moglibyśmy przenocować? — stwierdziłem i jednocześnie zapytałem.
Myślałem o osobnym pokoju dla Sylwii i dla nas. Planowałem, że, gdy wytrzeźwieje to powiemy jej o zakończeniu współpracy.
— Z noclegiem nie powinno być problemu, zaraz zadzwonię do jednej z matek, co tu była. Jej mąż jest właścicielem tego ośrodka. Dla was znajdzie się jeden domek, a ją położymy w archiwum, tam gdzie byliście — usłyszeliśmy od Marzeny.
Kamień spadł z serca. Gdy psycholog chciała coś dodać, do pokoju wpadła Sylwia.
— Co tu knujecie z tą kurwą? — wypaliła wściekła.
— Sylwia, uspokój się! — krzyknęła Marzena.
Tego było za dużo. Wszelakie hamulce jej już puściły. Stanąłem pomiędzy nią a Marzeną, a za moimi plecami tkwiła Małgośka.
— Nigdzie nie jedziemy, wracaj do pokoju i połóż się spać, jutro poważnie pogadamy — oznajmiłem.
Doktorka parsknęła śmiechem. Próbowała ruszyć w kierunku Marzeny, lecz jej to uniemożliwiłem.
— Wypierdalajcie do samochodu, ale to już! A ty zdziro, dawaj kasę! — wrzasnęła.
Małgośka wsparła mnie, wychodząc zza moich pleców i stając obok. Sylwia omiotła nas wściekłym wzrokiem, gdyż zdawała sobie sprawę, że straciła nasze zaufanie.
— Chuja dostaniecie. Zwalniam was, na wasze miejsce, mam innych i lepszych — Nawet nie wiedziała jak nam to stwierdzenie przypasowało. Jedna rozmowa mniej.
Nie za bardzo miłą, była informacja, że nam nic nie wypłaci.
— Dawaj kasę Sylwia! — wypaliła Małgośka.
— Spadaj mała kurewko, za co mam ci zapłacić? Za wywalanie tej kuciapy małolatom? Jara cię to i mokra jesteś na samą myśl o tym, że gówniarze patrzą. Powinnaś mi dopłacić, bo żaden normalny facet by na to twoje cipsko nie spojrzał, no chyba żeby mu dopłacono — uderzyła w Małgośkę cholernie mocno, przekraczając cienką czerwoną linię.
— Zamknij ryj, pijaczko! Dawaj kasę!— ryknąłem, solidaryzując się z koleżanką.
Parsknęła śmiechem, typowym dla pijanych.
— Odezwał się rajstopowy zboczeniec, któremu faja staje, gdy widzi zgrabne nogi w rajtkach. Tym swoim fiutkiem to kogo chcesz zadowolić, małolatę? Jak ci proponowałam seks, to spierdoliłeś w podskokach, bo taki jesteś cienki Bolek. Nadajesz się tylko do pokazywania tego pożal się boże małego fiutka małolatom, które nie widziały prawdziwego kutasa — usłyszałem.
Waliła mocno, bez żadnych hamulców. To, co myślałem, że zostanie pomiędzy nami, wywlekała na światło dzienne. Miałem ochotę, przywalić jej z pięści.
— Sylwia, przeginasz — zareagowała Marzena.
— Odezwała się piękna królewna. Spójrz w lustro i zobacz, jak wyglądasz, spasiona locho. Gdzie tobie do mnie? Jebał cię już ktoś? A jeśli tak, to chyba jakiś desperat — przywaliła psycholożce.
Postanowiłem nie pozostać dłużny rzucanym obelgom. Pijane babsko za dużo sobie pozwalało i należało ją sprowadzić do parteru. Rozmawiała z nami językiem kawaleryjskiej stajni, więc takim językiem należało babsztylowi odpowiedzieć.
— Jebać pijaną starą babę byłoby dla mnie upokorzeniem — wypaliłem.
— Pierdolić się z sześćdziesięcioletnim dziadem za granty na projekt, to jest dopiero desperacja — odkryła skrywaną informację Marzena.
— Ty nawet minety nie umiesz dobrze zrobić. Jak sobie przypomnę, jak się do mnie dobierałaś w hotelu, to mi się rzygać chce — dobiła ją Małgośka.
Wywaliliśmy z grubej rury. Sylwusia najwyraźniej nie spodziewała się takiego obrotu sprawy. Z pewnością myślała, że przyjmiemy obelgi na klatę bez żadnej kontry. Widać było wściekłość na twarzy i w ruchach. Straciła inicjatywę w działaniu.
— Jebię was wszystkich. W dupie was mam. Żadnej kasy nie dostaniecie, a tę za dodatkowe zajęcia mam w dupie — odparła i ku naszemu zdziwieniu zaczęła ściągać rajstopy, z trudnością utrzymując pion
Patrzyliśmy na to ze zdziwieniem i zażenowaniem. Spódnicę podniosła tak, że było widać wszystko pod spodem. Pozbyła się rajstop, razem z białymi figami.
— Masz, zboczeńcu, oto moja premia dla ciebie! Zwal sobie, majtki masz w promocji. Ja spierdalam z tego burdelu i jebie resztę kasy — powiedziała, rzucając mi w twarz zrolowane nylony wraz z majtkami.
Chwiejąc się, ruszyła w stronę wyjścia. Przez chwilę byliśmy zaszokowani.
— Kurwa, ona ma zamiar jechać — uświadomiła nas Małgorzata.
Miała nad nami przewagę. Te kilka, kilkanaście sekund naszej zwłoki działało na jej korzyść. Bez zastanowienia, wszyscy ruszyliśmy za nią. Gdyby miała buty na obcasie, to byśmy ją dogonili.
Gdy doszliśmy do Golfa, siedziała już w środku i, co gorsza, zablokowała drzwi. Stanąłem przed maską pojazdu. Małgośka wraz z Marzeną stały po obu stronach pojazdu, przy drzwiach.
— Sylwia, nie rób głupot, wysiadaj! — wrzeszczała Małgorzata.
— Wysiadaj, pogadajmy! — wtórowała Marzena.
Nic sobie z tego nie zrobiła. Przez szybę usłyszeliśmy tylko „Spierdalajcie” i odpaliła silnik. Miałem nadzieję, że mając mnie przed maską pojazdu nie ruszy, a jednak…
Wrzuciła wsteczny bieg i wycofała gwałtownie na dużą odległość. Nim zdołaliśmy coś zrobić, minęła nas bez problemu. Wszyscy rzuciliśmy się w pościg, chcąc ją zatrzymać, lecz nie zdołaliśmy.
— Przecież ona może kogoś zabić — stwierdziła Małgośka.
— Trzeba zadzwonić na policję — słusznie zauważyła Marzena.
Gdybyśmy mieli stuprocentową pewność, że nikomu obcemu nie zrobi krzywdy, pewnie nie podjęlibyśmy takiej decyzji. Biegiem wróciliśmy do budynku. Jedyny telefon znajdował się w pomieszczeniu tuż przy wejściu. Marzena wybrała numer 997 i po kilkunastu sekundach oczekiwania nawiązała połączenie. Rozmawiała, a my podaliśmy markę, kolor i numery rejestracyjne pojazdu. Psycholog doprecyzowała potencjalną trasę.
— Policja przyjęła zgłoszenie, wysyłają patrol — usłyszeliśmy, gdy zakończyła telefoniczną rozmowę.
Emocje nie opadły. Wkurzeni, mocno zdenerwowani i ogólnie rzecz biorąc, wkurwieni, byliśmy teraz kłębkiem nerwów.
— Idźcie do pokoju, zadzwonię do Jerzego w sprawie noclegu — powiedziała psycholog.
Wraz z Małgośką wróciliśmy do archiwum. Po kilku minutach, dołączyła Marzena.
— Możecie zostać, jak długo chcecie, macie też zapewniony transport na dworzec. Mama Agnieszki kazała was pozdrowić i uściskać. Po powrocie z zajęć dziewczyna tylko o was mówi i jest odmieniona — oznajmiła nam dobre wiadomości.
— To twoja zasługa — wrzuciła Gośka, patrząc na mnie.
— Nie, nasza wspólna — skorygowała psycholog.
— Otworzyłam wam domek numer 11. To najlepszy, taki dla VIP-ów. Odpaliłam tam elektryczne grzejniki, bo jest trochę zimno. Na razie zostańcie tutaj, do czasu, aż się nagrzeje. Pojadę na razie kupić nam coś do jedzenia i picia. W godzinę powinnam się wyrobić — poinformowała nas.
— Nam? — zapytała Małgośka.
— Nie zostawię was po tych emocjach samych. Domek VIP ma dwie oddzielne sypialnie, ale nie ma łazienki. Zostanę z wami do rana i podrzucę na dworzec, jak się wyśpicie — odparła.
Nie widziałem w tym nic dziwnego. Po prostu pragnęła towarzystwa, po przeżyciach dnia dzisiejszego. Od Sylwii wiedzieliśmy, że jest rozwódką i mieszka sama.
— Piwo, wino czy coś mocniejszego? — zapytała, czytając w naszych myślach.
— Wino, półsłodkie — zadecydowała Małgośka.
Nim psycholog opuściła nas i wyjechała z ośrodka swoim białym Polonezem Caro, oboje wykonaliśmy telefony do domu, informując, że przyjedziemy następnego dnia.
Zostaliśmy na tym odludziu sami. Mając na względzie, że w domku nie ma łazienki, postanowiliśmy wziąć kąpiel. Żadne z nas, po tych przeżyciach nie miało ochoty na seksik i baraszkowanie. Najpierw poszła Małgośka, a potem ja.
— Radek, a kaseta? — zapytała Małgośka, gdy wróciłem z kąpieli.
W nerwach i ogólnej kłótni zapomnieliśmy o dowodzie naszych figli. Powoli dochodziliśmy do emocjonalnej stabilności i zdawaliśmy sobie sprawę z tego, co tu się wydarzyło.
— Przyjedzie, to od razu zagadamy — odparłem.
Marzena wróciła po dobrych dwóch godzinach. Najwyraźniej przebrała się, gdyż teraz miała na sobie „małą czarną” z rękawami trzy czwarte, czarne rajstopy i czółenka w identycznym kolorze na średnim obcasie. Nie pasowało to do niej. W tamtej stylizacji wyglądała korzystniej. Ta, nie maskowała niedoskonałości ciała. Zabraliśmy swoje rzeczy i przeszliśmy do domku, zamykając główny budynek.
W środku było już ciepło. Na stole wylądowały dwie butelki „Sangrii”, paluszki, krakersy i przygotowane przez nią kanapki z wędliną. Ze smakiem pałaszowaliśmy owe, i wypiliśmy po lampce wina.
Rozmowy, z początku nijakie, po kolejnych dawkach alkoholu stawały się coraz śmielsze. W końcu Małgośka zdobyła się na odwagę.
— Kaseta, chcielibyśmy kasetę.
— Oczywiście, pamiętam o tym. Idziemy na papierosa? — zaproponowała Marzena.
Wyszliśmy przed domek, gdzie poczęstowała nas „Carmenami”. Wypaliła szybko, zostawiając samych na dworze.
Gdy wróciliśmy, zszokowani stanęliśmy w drzwiach. Marzena siedziała na wersalce w czółenkach i samonośnych czarnych pończochach, a piersi zasłaniał czarny koronkowy biustonosz. Zdębieliśmy, nie wiedząc co począć.
— Usiądźcie proszę. Skoro mamy współpracować, to musimy poznać się lepiej. Was już widziałam nago, Tu jest kaseta, tak jak obiecałam. Oglądniemy ją teraz razem? — zaproponowała, a nasze głupie miny, musiały jej dać dużo do myślenia.
Nie pytając o zgodę, wsadziła do wnętrza magnetowidu kasetę VHS. Wcześniej odpalony 25-calowy telewizor rozświetlił się. Marzena sprawnie przewinęła kasetę do odpowiedniego momentu i zatrzymała projekcję. Popatrzyła na nas lubieżnym wzrokiem, a my poczuliśmy jak pokój zaczyna wypełniać się aurą erotyzmu.
— Rozbiorę was teraz — oznajmiła i zbliżyła się do mnie.
— Ale, pani Marzeno… — bąknąłem zaskoczony.
— Ci… — szepnęła, przykładając mi palec do ust.
Nie zrobiłem nic, gdy rozpinała guziki mojej koszuli. Stałem jak kołek, a ona zdjęła ją, a następnie pozbawiła podkoszulka.
Czułem jak penis staje się twardy, gdy obiema dłońmi dotykała torsu. Przeszły mnie ciarki, kiedy dłonie zsunęły się, i zaczęta rozpinać spodnie.
Przykucnęła i sprawnie zsunęła je razem z majtkami. Uwolniony kutas wystrzelił i sterczał centralnie przed jej twarzą. Spojrzałem w dół, i pomogłem psycholog zsunąć spodnie wraz z majtkami, potem pozbyłem się skarpet.
Tkwiłem przed nią całkiem nagi, a Małgośka patrzyła na to, co się dzieje, z niedowierzaniem. Kobieta oceniła sterczący organ i bezwstydnie wysunęła język. Palcami ściągnęła napletek i musnęła fallusa języczkiem. Przeszedł mnie dreszcz przyjemności.
— Och — jęknąłem.
Wstała z kolan i chwyciwszy mnie za dłoń, podprowadziła do Małgośki.
— Pomóż mi ją rozebrać — poprosiła, klękając.
Sparaliżowana Gośka stała, i tylko patrzyła jak ją rozbieramy. Marzena wsadziła dłonie pod sukienkę i zrolowała rajstopy wraz z figami. Moje palce rozpinały guziki sukienki. Na podłodze wylądowała sukienka i bielizna z dolnych części ciała.
Marzena nadal klęcząc wsadziła jedną z dłoni pomiędzy uda dziewczyny. Najwyraźniej dotknęła ją w czułe miejsce, bo Małgośkę przebiegł dreszcz i zamknęła oczy. Psycholog wstała i podeszła do stolika, gdzie leżała jej torebka. W momencie gdy uporałem się z haftkami biustonosza i odrzuciłem go na bok wróciła do nas i wręczyła mi białą kopertę.
— To dla was. Całość, co zapłacili rodzice za nadgodziny. Wychodzi nieco więcej, niżbyście dostali od tej pijaczki po tym, co tu powiedziała — usłyszałem, biorąc kopertę w dłoń.
Zbliżyła się do magnetowidu i zapuściła kasetę. Staliśmy oszołomieni tym, co się tutaj działo. Patrzyliśmy to na nią, to na zapis video. Jakość nagrania może nie była rewelacyjna, lecz łatwo można było nas rozpoznać.
Nim usiadła na wersalce sprawnie pozbyła się biustonosza, a naszym oczom ukazały się nagie piersi. Nie miały takiej jędrności jak cycuszki Małgośki, choć były podobnej wielkości. Cała jej sylwetka posiadała mniej lub bardziej widoczne mankamenty. Delikatny brzuszek, średnio zgrabne nogi. Tam na dole nie była wydepilowana, dostrzegłem niezbyt bujne owłosienie łonowe. Spoczęła w końcu.
— Zapraszam, usiądźcie — powiedziała, wskazując nam miejsce obok siebie, a my niczym w transie, wykonaliśmy nakazane polecenie, tak że tkwiła pomiędzy nami.
— Zapraszam na seans — usłyszałem i poczułem jak bierze moją dłoń i kładzie na piersi, a drugą chwyta rękę Małgośki i kieruje pomiędzy swe uda.
— Marzeno… — szepnęła zaskoczona dziewczyna.
— Ciii, nic nie mów, oglądaj — szepnęła do niej i obróciła twarz w moim kierunku.
Wzięła moją drugą dłoń i położyła na udach, dokładnie w miejscu, gdzie była koronka pończochy. Musiałem zmienić nieco pozycję na bardziej bokiem do niej.
— Nie wstydź się. Wiem, że chcesz tego dotykać — szepnęła bardzo cicho.
Poczułem fakturę pończochy. Wstyd się przyznać, lecz dotyk i widok nylonu działał na mnie piorunująco.
Huśtawka nastrojów dzisiejszego dnia, wypity alkohol spowodowały, że nie protestowaliśmy i poddawaliśmy temu scenariuszowi. Gdy tylko ułożyła nasze dłonie w odpowiednich miejscach swego ciała, bez zażenowania skierowała swe dłonie na nasze narządy płciowe.
Poczułem jak delikatnymi, kolistymi ruchami palców drażni delikatnie odsłoniętą główkę członka. Mimowolnie, nie chcąc pozostawać dłużny pieściłem piersi i owleczone nylonem udo. To było coś szalonego, pieściliśmy się wzajemnie, a na ekranie telewizora leciał film, z nami, w roli głównej.
Teraz, ten niewielki domek stał się areną perwersji. Czułem, jak Marzenie twardnieją brodawki. Była podniecona, a ruchy dłoni na penisie stały się wyrazistsze. Całą jej powierzchnią stymulowała fallusa i mosznę.
— Mocniej — poprosiła, pragnąć najwyraźniej silniejszych doznań.
Mieliśmy zamknięte oczy. Czułem jak ptaszek staje się coraz bardziej wilgotny i pulsujący.
Piersi Goski falowały, a ja ugniatałem je mocno i bardziej agresywnie stymulowałem nabrzmiałe brodawki. Poczułem w końcu, jak dłoń partnerki obejmuje penisa i zaczyna wykonywać wiadome ruchy. Puls stał się szybszy, zmysły szalały.
— O tak, dobrze, dobrze — jęknęła.
Dłoń Marzeny dołączyła. Czuła nas, a my ją, penis pulsował, jej piersi i uda były spragnione pieszczot.
— Och, aaa — wyrzuciłem z siebie, zdając sobie sprawę, że orgazm to tylko kwestia czasu.
— Dobrze ci? — szepnęła psycholog i poczęła wykonywać szybsze ruchy dłonią.
— Taaak — wydobyłem z siebie, i po chwili trysnąłem nasieniem.
Ciało przeszyły dreszcze przyjemności i ekstaza. Nie przestawała, nadal wykonywała ruchy, a z penisa strzelały kolejne porcje ejakulatu.
— Już, przestań — jęknąłem.
Wiłem się i przestałem ją pieścić. Chwyciłem dłoń, by nie wykonywała kolejnych ruchów na organie. Marzena była w fazie ekstazy, głośno jęcząc.
Puściła w końcu ptaszka i zwróciwszy się w kierunku Małgorzaty jedną dłonią podtrzymywała jej dłoń stymulującą pochwę, a drugą skierowała na piersi dziewczyny.
Penis wypluwał z siebie ostatnie porcje nasienia. Sporo ejakulatu wylądowała na pończosze, mniej na wersalce i moim brzuchu.
— Mocniej, o tak, tak chcę — wyła Marzena i dłonią Małgośki masturbowała się.
Ta ostatnia, miała zamknięte oczy, lecz widać było, że przez jej ciało przechodzą spazmy zbliżającego się orgazmu.
— Ouuu — wydobyło się z ust Goski, a jej ciało przeszyła fala dreszczy. Odrzucała głowę na prawo i lewo, przygryzała wargi. Drżała i mimowolnie wykonywała ruchy frykcyjne.
— Gosiu, nie przestawaj, proszę — Marzena wyrzuciła to z siebie błagalnym tonem głosu.
Jaki orgazm miała psycholog, to chyba tylko ja widziałem. Wiła się w ekstazie i jęczała niesamowicie, wydobywając z siebie nieartykułowane dźwięki. Bezwstydnie jedną z dłoni stymulowała piersi. Kolejne fale orgazmu przeszywały ciało, a ona była jak w amoku, nie panując nad tym, co robi. Frykcyjne ruchy były dzikie, nie do opisania.
— Ooo och — wydobyła z siebie i opadła na wersalkę.
Było po wszystkim, i teraz odpoczywaliśmy, po tym nietypowym, trójkącie wzajemnych pieszczot bez penetracji. Penis zmalał, czułem, jakbym przewalił wagon węgla.
— Jezu, co my zrobiliśmy? — pierwsza odezwała się Małgośka.
Na telewizorze od dawna nie było obrazu naszych harców.
— Poznaliśmy się bliżej, to niezbędne w dalszej współpracy — odpowiedziała psycholog.
Wraz z Małgorzatą zaczęliśmy z podłogi podnosić ubrania i bieliznę.
— Czy to konieczne? Zostańmy nago, musimy obgadać dalszą współpracę, bądźmy na luzie — zastopowała nas Marzena, zsuwając z siebie czarne, częściowo upaćkane nasieniem pończochy. — Chcesz, są z twoim podpisem genetycznym — powiedziała, podsuwając mi zwitek nylonu.
Wszyscy wybuchliśmy śmiechem i odłożyliśmy trzymane w dłoniach elementy garderoby. Psycholog zaproponowała wyjście na papierosa, i po chwili, kompletnie nadzy wyszliśmy na dwór. Gdy wróciliśmy już spokojni i odstresowani zasiadaliśmy do negocjacji.
— Dziękuję, nawet nie wiecie jak mi tego brakowało — rzuciła na wstępie.
Gadaliśmy ponad dwie godziny. Konkretnie i rzeczowo. Nie było już aury erotyzmu. Uciekła, w momencie gdy wyszliśmy na papierosa.
W domku było miejsce dla trzech osób, lecz dwa łóżka. Pozostało teraz określić ,gdzie kto śpi. Stanęło na tym, że kobiety idą razem, a ja zostaję sam. Nie ukrywam, było mi to na rękę. Gdyby Marzenie przyszły do głowy jakieś kosmate myśli, to miałaby ze mnie niewielki pożytek.
Gośka przeliczyła pieniądze i okazało się, że dostaliśmy jeszcze lekko górkę od rodziców, tak że, nie wypadliśmy finansowo, aż tak źle. Gdyby Sylwia zgodnie z groźbami wypłaciła nam tylko gołe wynagrodzenie, mielibyśmy sporo mniej.
Przedstawiona przez Marzenę wizja współpracy prezentowała się dobrze i obejmowała szerokie spektrum działań.
Zmęczeni położyliśmy się spać. Padłem jak zabity i, gdyby nawet kobiety coś tam ze sobą w nocy chciałyby pofiglować, to i tak bym tego nie usłyszał.
Nastawiony budzik obudził nas o właściwej porze. Wypoczęci i najedzeni zostaliśmy przez psycholog odwiezieni na dworzec.
— Dziękujemy i do zobaczenia — rzuciła na koniec Małgośka.
— Do zobaczenia, Mam tu dla ciebie Radku mały prezent, abyś nie zapomniał, zrobisz z tym, co zechcesz — odparła Marzena i wręczyła małą, papierową reklamówkę.
Zajęliśmy miejsce w wagonie. Psycholog poczekała, aż skład odjedzie, machając na pożegnanie. Byliśmy w przedziale sami.
— Co tam dostałeś, pochwal się? — zapytała Małgośka.
Sam byłem ciekaw, co to za prezent? Rzuciłem okiem do wnętrza, i wiedziałem.
— Ale jaja, rajstopy i majtki Sylwii — wypaliła Gośka, lustrując zawartość.
Pociąg wjechał na most. Otworzyłem okno przedziału i wyrzuciłem elementy damskiej garderoby przez nie.
— Mówiła, żebym się w nie spuścił, lecz niedoczekanie jej, to poniżej mojej godności — dodałem, a Małgorzata skwitowała to gromkim śmiechem.
Do domów dotarliśmy bez problemu, wcześniej czule się pożegnawszy. To co razem przeżyliśmy, jakoś nas do siebie zbliżyło. Czekaliśmy na telefon od Marzeny. Współpraca z Sylwią przeszła do historii, jako nic nieznaczący epizod.
EPILOG
Parę dni po naszym wyjeździe w miejscowej gazecie, ukazała się krótka informacja.
„W dniu… funkcjonariusze KPP w… podjęli próbę zatrzymania do rutynowej kontroli drogowej pojazdu marki VW Golf o numerach rejestracyjnych… Kierująca pojazdem 39-letnia Sylwia G. nie zatrzymała się do kontroli, w wyniku czego funkcjonariusze podjęli pościg. W lesie pomiędzy wsią… a wsią… kierująca, w wyniku nadmiernej prędkości straciła panowanie nad pojazdem, w wyniku czego uderzyła w drzewo. Kierującą pojazdem w ciężkim stanie zabrano do Szpitala w… Po wynikach wstępnych badań okazało się, że Sylwia G. prowadziła pojazd w stanie nietrzeźwości (1,8 promila). Sprawę prowadzi Prokuratura Rejonowa w…”.
jamer106
Jak Ci się podobało?