Ilustracja: Bruce Mars

Sanatorium. Marta u chrześniaka

29 lutego 2020

35 min

Kolejna odsłona w moim starym klimacie. Kto go lubi, proszę o wskazówki. Kto nie lubi - nie polecam.

Mój ukochany chrześniak Maksymilian znalazł się w sanatorium. Jako chłopiec nieśmiały i niezaradny, często poniewierany przez kolegów, wreszcie wrobiony  w kradzież-włamanie do sklepiku - wymagał natychmiastowej pomocy.

Pojechałam tam bezzwłocznie. Jego egzaltowana i wiecznie schorowana matka, mogłaby jedynie zaszkodzić.

Sanatorium mieściło się w dużej, podkarpackiej willi. Przedwojennej, nieco zaniedbanej, ale z duszą. Przywitała mnie typowa jesienna aura – mżył deszcz.

Musiałam spotkać się z dyrektorem placówki, błagając o właściwe traktowanie biednego, wrażliwego chłopca.

Wiedząc, że pan dyrektor nie bywa obojętny na kobiece wdzięki, przyjechałam odpowiednio ubrana. Założyłam krótką i obcisłą spódnicę, delikatne, bardzo zgrabne szpilki, rozpinaną bluzkę z dekoltem, a na nogi porządne włoskie pończochy – aby czuć się maksymalnie seksownie.

Pan dyrektor, Hipolit, mężczyzna dobrze po czterdziestce, z lekką nadwagą, zmierzywszy mnie od stóp do głów, uśmiechnął się i przywitał, całując w rękę.

Przyglądał się bacznie, wręcz czułam, jak rozbiera mnie wzrokiem. A ja przyjęłam rolę, którą lubię najbardziej – nieśmiałej, bezradnej kobietki. Oczywiście, podziwiającej zdolności organizacyjne i przywódcze pana dyrektora.

Gdy wyłuszczałam sprawę, mężczyzna nie tylko patrzył mi się prosto w oczy. Ewidentnie szukał fizycznego kontaktu. A to pochylał głowę w moją stronę, niemal dotykając twarzy, a to kładł rękę na plecach. A to na kolanie… Minispódnica ewidentnie sprawdzała się w tej sytuacji.

Przedstawił swój punkt widzenia. Dał do zrozumienia, że Maksymilian będzie miał „ciepło” ale… właściwie wszystko zależy od niego – szefa sanatorium. Pocierał palcami mój policzek.

A ja, oczywiście, nadal wdzięczyłam się do niego.

„A myśl stary capie, że może będziesz mnie miał. Ale... nie dla psa kiełbasa!”

Chciałam stworzyć wrażenie, że jestem dość uległa, ale oczywiście planowałam, że gdy tylko sprawa Maksia zostanie załatwiona, zostawię starego z niczym.

Więc gdy ręce dyrektora stawały się zbyt śmiałe i lądowały na moim kolanie – protestowałam i odwodziłam dłoń.

Oczywiście nie przestawałam się przy tym uśmiechać i łopotać rzęsami. Na przemian, a to patrzyłam mu prosto w oczy, a to wstydliwie spuszczałam wzrok.

To go ośmielało. Oczywiście nie dawał za wygraną. Ręce coraz częściej lądowały na moich kolanach, albo wręcz na udzie.

Opędzałam się od nich cierpliwie, demonstrując jednocześnie, jak słabą jestem kobietką…

- Och… prawdziwy z pana mężczyzna z żyłką uwodziciela… - niewątpliwie zachęcałam go tą oceną… gdy jednocześnie powstrzymywałam jego dłoń przed próbą wtargnięcia pod kusą spódniczkę.

Podczas takich zabiegów materiał kiecki przesuwał się nieco w górę, ukazując mój kobiecy sekret, czyli koronki pończoch. Bez dwóch zadań, działało to wielce na dyrektora, który z tym większym animuszem przystępował do działania.

Chwaląc się swymi osiągnięciami, gładził moje plecy, ramiona, wreszcie talię. Z czasem niebezpiecznie zbliżał się do biustu.

Nie mogłam dopuścić, żeby mnie tam chwycił.

- Panie dyrektorze… jest pan zbyt odważny... zbyt szybki… – jakby dając do zrozumienia, że niczego nie wykluczam, ale "zdobywanie twierdzy" wszak wymaga czasu...

Mimo że robił wrażenie nadto niecierpliwego, podobało mu się, że trochę się będzie musiał postarać i natrudzić. Podobnie spodobała mu się moja rola bezradnej kobietki, zdanej na jego łaskę.

- Ma pani śliczne pończoszki!

- Ojej! - udałam skofundowaną - i czym prędzej zaczęłam poprawiać kieckę. - Chyba założyłam zbyt krótką spódnicę!

- Wcale nie! Spódniczka jest wprost idealna! Pani powinna pokazywać swoje zgabniusie nóżki! Koniecznie! Zwłaszcza w tak efektownych pończoszkach!

- Ach... panie dyrektorze... widzę, że jest pan ekspertem w dziedzinie damskiej garderoby...

- Jak tylko tu pani weszła, od razu zastanawiałem się, czy ma pani na sobie rajstopy, czy pończosie. Zapewne lubi pani zakładać pończochy?

- Ach... panie dyrektorze, cóż... lubię... - uśmiechnęłam się kokieteryjnie.

- Wiedziałem! Bezprzecznie - dama! Właśnie prawdziwe damulki uwielbiają paradować w nylonach!

Udając zawstydzoną, łopotałam rzęsami.

"Ech, wy faceci! - pomyślałam - podnieca was to, gdy mamy na sobie pończochy, bo widzicie ułatwiony dostęp do naszych miejsc strategicznych..."

- Skoro nazwała mnie pani ekspertem... pozwoli pani, że dotknę tego materiału? Wygląda mi na zacny... szlachetny gatunkowo...

Podroczyłam się, poopierałam, ale i tak wkrótce dłoń dyrektorska wyladowała na moim udzie. Po pretekstem badania rodzaju nylonu, pan dyrektor bezczelnie mnie macał.

- Ach... panie dyrektorze... - wzdychałam przeciągle.

Tak, jak się spodziewałam, zachęciło go do wsunięcia dłoni pod spódniczkę.

- Ach nie... panie dyrektorze... - Próbując odepchnąć jego rękę, zrobiłam to zby słabo, by ją zabrał, lecz wystarczająco, by powstrzymał sunięcie dłoni. - Nie jestem taka... jestem porządną kobietą... proszę zabrać rękę spod mojej spódnicy...

Wiedziałam, że te słowa go podniecą. Nie zabierał dłoni. Patrzył mi się prosto w oczy i usmiechał. Dość lubieżnie. Jakby czekał, co uczynię. A mnie, o dziwo, podnieciło to naruszenie mojej strefy intymności. Bardzo podnieciło. Czułam, że chcę, żeby trzymał tę rękę mi pod kiecką. Ale nie wiedziałam co robić.

Tymczasem dłoń urzędasa przesunęła się z materiału koronki, powyżej, na nieokryte ciało.

- Ależ ma pani jędrne uda! Zdrowa... - tu zabrakło mu słowa, albo jakby nie zabrakło, jakby chciał rzec - "zdrowa suka"! - jednak dokończył - kobieta!

Lub jakby chciał powiedzieć "zdrowa samica!".

Zaczął masować uda namiętnie, jakby prawił w myślach- "no laleczko... rozchyl te uda!"

Ja je oczywiście, jak na przykładną pannę przystało, przycisnęłam je do siebie, jasno komunikując dyrektorowi, że zamykam mu dalszy dostęp, coby nie przyszło mu do głowy jakieś szalone zachowanie, typu włożenie ręki między moje nogi.

Aby ostudzić zdobywcze zapędy podkarpackiego Casanovy, dodałam dobitnie.

- Mam nadzieję, że nie należy pan do typu bezecnych lubieżników, którzy na pierwszym spotkaniu pakują kobiecie rękę w majtki...

Celeowo użyłam zwrotu "na pierwszym spotkaniu", by osłabić dobitność mojego oporu.

Dyro wykrzywił się, jakby pomyślał "jak nie w majtki, to w stanik!"

Wysunął dłoń spod spódnicy, ale nadal trzymał ją na moich udach, suwając po nich i po kolanach.

- No, na pierwszym spotkaniu, to może nie... - uśmiechnął się sprośnie.

Wydało mi się, że jego myśli są oczywiste - "na kolejnym spotkaniu wcale nie skończy się na moich łapach w twoich majtkach!"

Praca mej wyobraźni wywoływała ciarki na plecach. "Dlaczego to mnie tak podnieca? A co by było, gdybym rzeczywiście się z nim przespała?"

Chociaż dyrektor w sumie nic nie wskórał, to i tak z jego gabinetu wychodziłam w potarganej bluzce z rozpiętym guzikiem i pogniecionej spódnicy…

Znalazłam się w ponurym, mrocznym korytarzu, za plecami usłyszałam komentarze chłopców siedzących na ławeczce. Mówili teatralnie ściszonym głosem, zapewne specjalnie, żebym dosłyszała.

- Niezła dżaga. Pewnie dyro wziął ją porządnie na warsztat!

- A jakie ma walory! Jak myślicie, dlaczego ma rozpiętą bluzkę…?

Boże, ależ te teksty mnie podniecały! Ciekawe co oni sobie o mnie myślą?! Czyżby wyobrażali sobie, że doszło do czegoś więcej?

Postanowiłam ich zagadać. Może coś wiedzą o Maksie? Wiedziałam, że takie ancymonki nie muszą być skorzy do udzielania informacji, dlatego postanowiłam ich pokokietować.

Kołysząc kusząco biodrami, podeszłam do młodzieńców. Zaczepnymi uśmieszkami dowodzili swej zawadiackości. Zatem też się do nich uśmiechałam. Kokieteryjnie kręciłam loczki.

- Dzień dobry chłopcy... czy możecie mi coś powiedzieć o sprawie Maksia... to jest Maksymiliana... jestem jego chrzestną.

Zrazu milczeli, patrząc wyzywająco.

Gdy jednak słodko uśmiechałam się, kusząco łopocząc rzęsami, jeden z łobuziaków, jakby wyczuł jakąś okazję.

- A... to ten młody!

I zasugerował, że dużo wiedzą i dużo mogą. Jakby chcąc wzmóc moją ciekawość, zapowiedział, że teraz nic nie powie, ale wieczorem, jeśli przyjdę do „salonu”, wiele się dowiem.

Jak się okazalo "salon" to określenie opuszczonego pomieszczenia z tyłu sanatorium. Miałam się wkrótce przekonać, jak bardzo prześmiewcze określenie...

Trochę mnie przeraziła wizja spotykania się z takimi gagatkami w niezbyt bezpiecznym miejscu, ale o dziwo, podnieciła mnie ta perspektywa: oto ja sama i kilku takich huncwotów w odosobnionym pomieszczeniu...

- No dobrze... - udawałam, że waham się, lecz jednak wyraziłam zgodę.

Szybko skończyłam krótką rozmowę, bo spieszyłam się do Maksymiliana.

Woźny, gruby mężczyzna pod wąsem wskazał mi drogę, bacznie się przyglądając, omiótł oczyma moje nogi, ale na biuście zatrzymał się dłużej. Celowo zagadywał, gadając trzy po trzy coś o remoncie, jakby tylko chciał zatrzymać mnie jak najdłużej. Robiło mi się głupio, gdy tak patrzył się na moje cycki, jak sroka w gnat. Jakby chciał zjeść je tymi swoimi ślepiami. Speszyłam się i odruchowo poprawiłam bluzkę na piersiach.

W pokoju mieszkało kilku chłopców, którzy zmierzyli mnie wzrokiem od stóp do głów. Nieco zawstydziłam się, mając świadomość, jak jestem ubrana - skąpa mini, bluzka z dużym dekoltem, seksowne szpilki. Jednak nie to mnie absorbowało wówczas najbardziej.

- Czy gdzieś tu jest Maks?

- Tam w kącie. - Odpowiedział jeden z wyrostków.

Wzruszyłam się niebywale, ujrzawszy strapionego, zmarnowanego chrześniaka.

Natychmiast przytuliłam go mocno. Wyściskałam i wycałowałam po policzkach, aż się zarumienił. Odniosłam wrażenie, że koledzy z pokoju patrzą na niego z zazdrością.

Chlipał, skarżąc się na swoją sytuację, nieskładnie dukał, że został wrobiony.

Jeszcze mocniej wzięłam go w ramiona i przygarnełam do siebie. Chłopak aż drżał. Wtulałam go w siebie tak mocno, że twarz młodziana znalazła się w moim dekolcie. Wręcz czułam ją na piersiach. Maks dygotał. Miałam wrażenie, że jego usta wsuwają się w koronkowe miseczki stanika.

- Chrzestna! Nie wiem jak ci dziękować, że przyjechałaś do mnie z pomocą! Tak cię lubię! Uwielbiam cię! - W jego głosie było tyle szczerych emocji. Wręcz wydało mi się, że chłopak jedynie z powodu wstydu nie mówi mi - "kocham cię".

- Maksiu, ja też cię lubię! Bardzo! Ale to bardzo!

Kątem oka obserwowałam chłopców, którzy ani myśleli opuścić pokój, tylko gapili się wilkiem.

Obejmowałam Maksia, a on obejmował mnie. Czule gładziłam go dłońmi po plechach, po głowie. On chlipał i jeszcze mocniej się wtulał.

Uspakajałam go, pocieszałam.

- Maksiu, zobaczysz, wszystko się ułoży. A ja zrobię wszystko, żeby ci pomóc. Wszystko!

Wypowiedziane słowo - "wszystko" wybrzmiało nadto dobitnie. Jakby manifestowało w moim umyśle - "wszystko, czyli nawet pójdę do łóżka z dyrektorem".

Zauważyłam, że gdy tak przyhołubiałam chrześniaka, moja kusa miniówka podwinęła się na tyle wysoko, że uwidaczniała się koronka pończoch. Zapewne dobrze widział to Maksio, ale chyba nie umknęło to też oczom jego towarzyszy. Poczułam się skrępowana.

Chciałam zabrać młodego na spacer, ale okazało się, że do wyjaśnienia sprawy, ma zakaz opuszczania sanatorium. Ponadto byłam zmęczona podróżą i wrażeniami.

- Maksiu, pozwól, że już cię zostawię. Muszę się odświeżyć, wykąpać, przebrać... - Zaskoczyłam się, dlaczego tak szczegółowo opowiadam chłopcu o poszczególnych czynnościach, które zamierzam wykonać? Jakbym chciała, żeby wyobrażał sobie, jak się rozbieram do kąpieli, jak naga wchodzę pod prysznic, jak myję swe ciało...

- Chrzestna... Nie idź jeszcze! Proszę... Błagam!

Roztkliwiał mnie. Znów wtuliłam go mocno w siebie. Pozwoliłam trzymać się tak przez kilka minut. Zanim opuściłam Maksia, obiecałam, że jeszcze zajrzę przed nocą i na pożegnanie znów wycałowałam go żarliwie po policzkach i w usta. Aż naznaczyłam chłopięcą twarz śladem krwistoczerwonej szminki...

Od hojnego dyrektora dostałam klucze do pokoju gościnnego. Tam mogłam przenocować i to na koszt, o dziwo, sanatorium. Zastanowiło mnie to, lecz nie odważyłam się zapytać, czy wszyscy goście są tak honorowani? Miałam nadzieję, że nie jest to rodzaj gierki dyrektora, w stylu - "ja ci coś dałem, to i ty mi daj...". Doskonale bym sobie uświadamiała, cóż takiego zechciałby dyrektor, bym mu dała.

Poszłam się odświeżyć.

Gdy przekroczyłam drzwi, ujrzałam dość przyjemnie, choć eklektycznie urządzone pomieszczenie, z przedwojennymi meblami, kominkiem i szerokim łożem. Jednak coś mnie zaniepokoiło. Maleńki przedmiot przytwierdzony w rogu, między ścianą a sufitem, jakby mi się przypatrywał.

Aż oblały mnie poty. Przeraziłam się, że to jakaś minikamerka. Ale, o dziwo, ta myśl mnie jednak, miast wzburzyć, podnieciła. Nie mogłam zrozumieć - dlaczego? Czy może to, że taki napaleniec - dyrektor, potajemnie podglądałby mnie? Być może nawet się onanizując?

Pomyślałam wówczas, że przecież to działałoby absolutnie na moją korzyść! Szef sanatorium nakręcony na mnie, byłby o wiele bardziej skory do pomocy... A mi w to graj. Co mi tam! Przecież muszę się odświeżyć. Rozpięłam bluzkę, mając świadomość, że w tym włoskim staniku muszę wyglądać seksownie, że doskonale widać jak obfite mam piersi...

Coś mnie podkusiło. Półgłosem wypowiedziałam słowa:

- Panie dyrektorze... jaka szkoda, że to nie przed panem tak się rozbieram... ależ uroczo byłoby zrzucać ciuszki przed tak szarmanckim dżentelmenem... prezentować swe wdzięki tak interesującemu mężczyźnie...

Pomyślałam, że jeśli to jest kamerka, to na pewno zbiera też taki dźwięk...

Powoli rozsunęłam zamek spódnicy i wkrótce ona także powędrowała na podłogę. Moja pupa musiała prezentować się kusząco w skąpych stringach, zaś pończochy niewątpliwie uwypuklały zgrabność  długich nóg.

- Och... panie dyrektorze... czyż nie wspaniale byłoby zdejmować spódniczkę na twoich oczach... czy nie spodobałabym ci się w tych pończoszkach?

Jakby na potwierdzenie tego, pokręciłam kuperkiem, stojąc przed lustrem. Po czym sama sobie przycięłam delikatnego klapsa.

- Auuaa! - zakrzyknęłam - Panie dyrektorze... czyż nie miałby pan ochoty, przyrżnąć mi w mój zgrabny tyłeczek? Zwłaszcza gdybym, specjalnie dla pana kołysała biodrami lub wypinała się?

Wreszcie zaczęłam głośno zastanawiać się.

- Czy powinnam zdjąć biustonosz?

Pomyślałam sobie, że jeśli dyrektor rzeczywiście śledzi widok z kamerki, pewnie nieźle się nakręca. Może nawet pokrzykuje w swym gabinecie: - No dalej damulko! Szybciutko! Biegusiem ściągaj stanik!

Więc na głos odpowiedziałam wyimaginowanemu rozmówcy.

- No cóż... skoro mam ściągnąć staniczek... niechaj tak będzie...

Po czym chwyciłam paluszkami haftki i je rozpięłam. Pomyślałam sobie, że jeśli rzeczywiście stary pryk śledzi mnie w kamerce, to teraz nie może się doczekać widoku  nagich piersi.

A cóż może być przyjemniejszego w takiej chwili, niż droczenie się... nakręcanie napaleńca.

Dlatego chodziłam po pokoju z rozpiętym stanikiem, nie zdejmując go z piersi. W uszach wręcz słyszałam nagabywanie dyrektora. - Suczko! Nie daj mi czekać! Ukaż mi swe słodziutkie bimbałki!

Zatem nadal drocząc się, bawiłam się biustonoszem na cyckach, jakbym sprawdzała czy dobrze leży.

- Panie dyrektorze... czyżby chciał pan ujrzeć moje piersi? Ocenić, czy są foremne? Zatem... proszę.

Po czym zamaszystym ruchem odrzuciłam stanik, tak, że upadł na podłogę.

- Szkoda, że tego nie widzisz panie dyrektorze... oglądałbyś sobie moje duże... jędrne... półkule...

Ujęłam je w dłonie i "zamajtałam" nimi, najpierw w lewo, potem w prawo. Porządnie. Jakbym chciała zademonstrować ich możliwości. Jakby po to, żeby potencjalny obserwator mógł wyobrazić sobie, jak zachowują się podczas stosunku...

Moja zabawa podniecała mnie niemożebnie, czułam się jak w transie. Miałam olbrzymią ochotę kontynuować spektakl, nie mogłam się wprost powstrzymać.

- Panie dyrektorze... oczywiście nie muszę zdejmować moich skromnych majteczek? - udałam przy tym wielkie przerażenie, jakbym autentycznie obawiała się takiego polecenia.

- Ojej! Doprawdy??? Muszę zdjąć te śliczne, koronowe stringi?

Aż złapałam się za głowę z zakłopotania.

- Ale czy przypadkiem nie będzie mnie wówczas można podejrzeć? Dostrzec moje intymne skarby???

Jakoś strasznie podnieciła mnie wtedy myśl, że obcy facet oglądałby sobie moją szparkę. Pomyślałam, że obiekt na ścianie to jednak nie jest kamera. Ale... Co jeśli jest?! Wtedy dopiero ogarnęło mnie niesamowite podniecenie.

Natychmiast schwyciłam paluszkami sznurek stringów.

Zsuwałam je powoli, wzdłuż nóg w pończochach. Aż do kostek. Po czym ujęłam je w dłoń i rzuciłam w kierunku potencjalnego obiektywu kamerki.

- Cóż... zatem proszę...  jestem obnażona...

Z nagim biustem, z gołą cipką, paradowałam po pokoju i rozpakowywałam bagaże. Nie omieszkałam wybierać bielizny - seksownej, koronkowej. Pomyślałam, że jeśli podejrzany obiekt jest kamerką, to przy monitorze dyrektor ani chybi, jak to mówi młodzież - "trzepie sobie kapucyna"...

- Ach... panie dyrektorze... mam nadzieję, że nie chciałbyś mnie takiej zastać... ależ bym wówczas umarła ze wstydu...

Wzdychałam przy tym teatralnie.

- Achhh... panie dyrektorze, mam nadzieję, że nie nabrałbyś wówczas na mnie chrapki... a już nie daj Boże, nie poczyniłbyś żadnych kroków w kierunku dobierania się do mnie... Ach...

Nabrałam wielkiej ochoty na rozłożenie się na łóżku i popieszczenie swej muszelki. Nie odważyłam się. Bo co, jeśli jednak to jest kamerka?

Weszłam do łazienki aby zażyć kąpieli. Nad prysznicem, tuż pod sufitem znajdował się identyczny owalny przedmiot jak w pokoju. Czyżby to jednak miał być tajny monitoring?

Chyba już się z tym oswoiłam... Bo bardziej mnie to podniecało, niż krępowało. Ochoczo wskoczyłam pod prysznic, podniecając się myślą, że stary pryk ogląda sobie mnie w kąpieli... Bardzo dokładnie ogląda...

Jedną ręką trzymałam prysznic, kierując strumień wody na piersi, drugą myłam je. Pocierałam namiętnie, nie jak zazwyczaj pod prysznicem, lecz tak, jakby dotykał ich spragniony mężczyzna. Masowałam brodawki i sutki, zgarniałam je całe palcami. Próbowałam też je ściskać do siebie.

Potem odwiesiłam rączkę prysznica i zaczęłam namydlać biust. Pomyślałam, że całkiem seksownie musi wyglądać w napuszonej pianie, wydaje się zapewne większy niż jest, a zakrycie go, musi pobudzać potencjalnego podglądacza. Namydlałam też nogi, wypinając się dość prowokacyjnie... Zdawałam sobie jednak sprawę, że ta kamerka - niekamerka jest na górze, więc nie daję wglądu wówczas na moją cipkę...

Jednak i tu zawędrowała moja dłoń, która całą mnie namydlała. Bardzo delikatnie zajęła się szparką, o wiele dłużej niż standardowa pielęgnacja tego wymagała. Nie mogłam powstrzymać się od westchnień...

Jedną dłonią rozprowadzałam pianę po cyckach, drugą po piczce... Jestem przekonana, że na każdym mężczyźnie taki widok robiłby wrażenie. Zwłaszcza pocieranie mojego ślimaczka...

Moje oddechy stały sie bardziej przeciągłe i namiętne.

- Ach... panie dyrektorze... czy nie miałbyś przypadkiem chętki na podejrzenie mnie w kąpieli? A może... na ujrzenie jak myję moje jabłuszka... moją muszelkę...? No bo mam nadzieję, że nie dopuściłbyś się do ich dotykania...?

W tym momencie silniej przejechałam paluszkami po szparce, aż jęknęłam.

- Ojej... panie dyrektorze... czyżby miał pan ochotę mnie poobmacywać?

Chwyciłam dłońmi za piersi i zaczęłam ściskać, dokładnie tak, jak wyobrażałam sobie, że międliłby je nagrzany dyrektor.

Gniotłam je i wzdychałam.

- Ach... ach... pańskie dłonie są takie mocarne... - szeptałam ściszonym, namiętnym głosem - od początku myślałam o tym, że w nie wpadnę, a zwłaszcza moje biedne cycuszki... Czy podobają się panu? Czy nie są za duże? Czy są dostatecznie jędrne?

Trzymałam się lewą dłonią za lewą, prawą za prawą pierś. Potem przyciskałam je do siebie. Wreszcie, włożyłam między nie rączkę prysznica. Wyglądało to tak, jakbym przyjęła tam penisa... którego ścisnęłam obiema półkulami równocześnie. Wzdychałam i suwałam go między nimi.

- Ach... ach... panie dyrektorze... nawet pan nie wie, jak ja się przy panu czuję...

Poniosła mnie wena. Gdy czubek prysznica wysunął się mocniej z rowka między moimi piersiami, niespodziewanie dotarł do moich ust... Ujęłam go namiętnie wargami, szepcząc zmysłowo.

- Ach... panie dyrektorze... cóż z pana za mężczyzna...

Działałam jak w transie. Skierowałam dłoń na moją myszkę. Zrazu pieściłam ją, jeżdżąc wzdłuż palcami.

- Ach... ach... panie dyrektorze... tak nie można... proszę zabrać stamtąd rękę...

Drażniłam muszelkę nieprzerwanie.

- Ach... chyba nie zamierza mnie pan posiąść?!

Po czym złączyłam palec środkowy i wskazujący i z lubością wsunęłam je sobie wgłąb.

- Aaaa... aaaaachhh! - jęczałam w rytm penetracji – ach... co pan zrobił! Wszedł pan we mnie bezpardonowo! Zdobył mnie pan tak łatwo...

Najpierw powoli palce drażniły moje najwrażliwsze miejsce, by z upływem czasu nabierać śmiałości.

- Ach... panie dyrektorze... ależ jest pan ekspansywny... aaaa... ach...

Robiłam sobie już regularną palcówkę, pojękując równomiernie.

- Ach... ach... panie dyrektorze... ależ pan jest niepowstrzymany... czyżby od początku chciał mnie pan, po prostu... zaliczyć?!

Nogi miałam rozłożone szeroko, a moje palce grasowały jak szalone. Nigdy dotąd nie zaznałam takiej satysfakcji samodzielnie. Jęczałam jak wariatka. Bałam się, że słychać to na korytarzu.

- Aaaa! Aaaa! Panie dyrektorze! Cóż za raptus z pana! Wykorzystuje mnie pan, jak jakiś dzikus! Albo zwierz!

Cała rozdygotana, długo dochodziłam do siebie. Chyba nigdy w życiu nie wycierałam się tyle ręcznikiem. Drżącymi rękami zakładałam majtki, potem biustonosz i spódnicę.

Teraz czekało mnie nie lada spotkanie. Z buńczucznymi młodzieńcami, być może sprawcami tej nieprzyjemnej rozróby z włamem do sklepiku.

Musiałam udać się w nad wyraz przygnębiające miejsce – do „salonu” – jak na to mówili, czyli do ruiny jakiegoś garażu czy magazynu. Pomieszczenie miało niewiele okien, ale te które były, straszyły powybijanymi szybami. Na podłodze walały się sterty cegieł i zakurzonych desek.

Poczułam gęsią skórkę. Zwłaszcza gdy ujrzałam ich twarze.

Wydali mi się nad wyraz bezczelni. Szybko wyjaśnili, jak dużo od nich zależy - jeśli troszczę się losem Maksia, to właściwie mają mnie w garści.

- Paniusiu. Musisz się z nami dogadać!

W dodatku bezczelnie sugerują, że w gabinecie szefa sanatorium pozwoliłam mu na dużo...

- Zdaje się damulko, że wobec dyra byłaś trochę przyzwalająca!

Co za dranie! Co oni sobie wyobrażają! Że jestem jakaś puszczalska?! No tak... zauważyli, że miałam rozpiętą bluzkę, że spódnica była pognieciona. Dlatego teraz stać ich na taką impertynencję.

Zażądali, żebym przed nimi także rozpięła bluzkę!

Co za arogancja! Zostałam przyparta do muru… bo przecież musiałam chronić biednego Maksia. Tylko... dlaczego to mnie aż tak podniecało? Poczułam, jak bardzo chcę, pod wpływem presji, spełniać ich żądania.

Oczywiście zaprotestowałam. Jednak już wkrótce, drżącymi dłońmi, powoli rozpinałam guziki. Patrzyłam na ich twarze – jakby młodych wilczków, wypuszczających ślinę z pyska. Na początku pewnie nie wierzyli, że się zgodzę, wyglądali na nieco zaskoczonych. A ja i tak droczyłam się z nimi. Bardzo długo rozpinając każdy z guzików.

- Paniusiu, co tak wolno?!

- Przed tym ramolem na pewno robiłaś to pięć razy szybciej!

Boże! To niezrozumiałe, jak bardzo podniecił mnie ten moment, gdy rozpięłam ostatni guzik bluzki i... prężyłam przed nimi  biust, opięty tym włoskim, nowiuśkim, koronkowym stanikiem.

Rozdziawili gęby i zaniemówili. Może zaskoczyło ich, że mam aż tak duże cycki?

Ich wzrok peszył mnie straszliwie, ale tym bardziej podniecał. Wręcz kręciła mnie myśl, że mogłabym teraz, przed nimi, rozpiąć biustonosz i pokazać im moje obfite, nagie piersi...

Udałam bardziej zawstydzoną, niż byłam.

- Panowie, sama nie wiem, dlaczego to zrobiłam... dość tego.

Natychmiast przystąpiłam do zapinania guzików.

Wtedy... chyba poczuli się jak pies, któremy wyrywa się kość.

- O nie, paniusiu! Nie mamy dość!

- Staremu piernikowi na pewno pokazałaś więcej!

Bezczelne gnojki! Co oni sobie wyobrażają?! Że na pierwszym spotkaniu z facetem, daję mu oglądać swoje cycki?! Jak śmieją to sugerować!

- Chłopcy... jak możecie... na jakiej podstawie wyrażacie o mnie tak upokarzającą mnie opinię...?

Większość chłopców zmieszała się po moim oporze, ale ich prowodyr, na którego mówili Harry, nie tylko nie powstrzymał się, lecz wprost stawał się agresywny.

- A na takiej podstawie, że nawet nie zdążyłaś zapiąć guzików, jak wybiegłaś z jego gabinetu!

- Ach... to nie tak... - napieranie na mnie, choćby słowne, podniecało mnie niepradopodobnie.

- Nie tak? A jak?! Że niby pognieciona kiecka sugeruje, co jeszcze zrobił ci ten dziadyga!

Nie rozumiałam, dlaczego ich sugestie, że byłam łatwa dla dyrektora, podniecały mnie. Jednocześnie powodowały też, że starawałam się bardziej miękka wobec tych smarkaczy. Podczas, gdy oni nie przestawali naciskać. Zwłaszcza Harry.

- Cóż, paniusiu, rozepnij stanik! Inaczej nie pomożemy temu wypierdkowi - twojemu chrześniakowi.

- Nie ma mowy... - odparłam, lecz bez hardości w moim głosie.

- Nie wypuścimy cię stąd. I sami sobie poradzimy z cyckonoszem.

- Bo będę krzyczała... - odgrażałam się tak żałośliwym tonem, że nie dawali wiary moim słowom.

- Specjalnie wybraliśmy to miejsce. Nikt nie usłyszy krzyków, czy pisków...

Poczułam się kompletnie bezradna i w pełni zdana na ich łaskę i niełaskę. Absolutnie nie rozumiałam, dlaczego to mnie tak podnieca. Bezgranicznie podnieca...

Przestałam patrzeć na ich twarze, spuściłam wzrok. Stanik rozpinałam bardzo powoli. Czując się, jakbym robiła striptiz. Niezwykle mnie to nakręcało.

Popędzali mnie nieubłaganie.

- Szybciej, szybciej… zdejmuj ten cyckonosz!

Zsuwałam stanik, wystawiając nagie piersi na ich pożądliwy wzrok. Czułam się taka zawstydzona, poniżona… I bardzo podniecona.

Ale na pewno nie tak, jak te szczyle. Szczęki opadły im do podłogi.

- Ale zarąbiste bufory!

- Jak to mówią… Cyce jak donice!

- Pewnie dyro ostro ci paniusiu wygniótł te balony! On takim nie przepuszcza.

Przestraszyłam się, że za bardzo się podniecą, więc czym prędzej z powrotem założyłam biustonosz i zapięłam bluzkę. Ale okazało się, że to niestety nie był koniec mego utrapienia.

Napaleńcy byli zawiedzeni zbyt krótkim pokazem. Domagali się dłuższego, lecz ja droczyłam się, twierdząc, że przecież spełniłam ich polecenie.

Wtedy ujawnił się talent przywódczy ich prowodyra. Harry, tonem nie znoszącym sprzeciwu zażądał.

- To teraz damulko, pokaż nam swoją pipkę.

Słowa uderzyły mnie jak smagnięcie bicza. A jednocześnie poczułam jak tam, na dole,  wilgotnieję…

Długo się z nimi frymarczyłam tym razem, o wiele dłużej niż poprzednio. Jednak, gdy zagrozili, że sami zadrą spódnicę, skapitulowałam.

Schwyciłam za brzegi kiecki i podciągałam do góry.

Najpierw zobaczyli koronkowe manszety pończoch.

Przywitali ten widok szmerem podziwu.

- No nieźle! Seksownie!

- Nooo! Jak w pornolach!

Komentarz przywołujący filmy pornograficzne wywołał u mnie gęsią skórkę.

-Jeeee! - Młodzieńcy zakrzyknęli widząc moje majtki. Ich czerń kontrastowała z jasnymi udami.

- Chłopcy... zbyt wiele ode mnie żądacie... odpuśćcie mi...

- A dyro odpuścił? - syknął Harry. - Dalej, pokaż cipę!

Wahałam się. Jednak w jednej ręce trzymając spódnicę, drugą ujęłam stringi.

-Szybciej! Pokaż swoją damulkową pizdę!

Dlaczego ja tak bardzo chcę im ulegać? Na zawołanie zsuwam majtki… Boże, co za wstyd!

Zsunęłam stringi w dół. Do połowy ud. Mimo, że byłam skonsternowana, uniosłam wzrok, ponieważ byłam niezwykle ciekawa, żeby zobaczyć ich miny, gdy gapią się na moją nagą szparkę…

Ależ byli przejęci. Niektórych zaparło. Inni tryskali energią.

- Patrzcie! Jaka wygolona.

- Pewnie dobrze zadbana… wychuchana. - Pryszczaty smark cieszył się z motoryzacyjnego porówniania.

- Ciekawe jaki ma przebieg, ha ha… Na pewno była bita… - Harry podchwycił samochodowy slang.

- I przechodziła z rąk do rąk… ha ha!

Speszona szybko z powrotem naciągnęłam majtki i opuściłam spódnicę. Moja mina mówiła zapewne wszystko - czułam się jakby skalana, wykorzystana...

Oni - wprost przeciwnie. Czuli się panami sytuacji. Nie zamierzali tego zmieniać. Będąc na fali, chcieli przeć dalej. Ewidentnie było im mało!

- Szybko paniusiu skończyłaś nam ten pokaz... tylko chłopaków nakręciłaś. I co teraz z tym zrobisz? - Ironicznie, wręcz szyderczo, wpatrywał się we mnie Harry.

- Chłopcy, i tak już mnie upokorzyliście... puśćcie mnie już... mało wam? - Biadoliłam płaczliwym tonem.

- Mało! Mało nam! - Harry świdrował mnie bezwzględnym wzrokiem.

Rozejrzałam się po obmierzłym pomieszczeniu. Zwały cegieł, deski ze sterczącymi gwoździami... Miałabym przez to wszystko przedzierać się w szpilkach? Czmychać przez okno ze sterczącymi powybijanymi szybami? Nie ma szans. Nie ucieknę im.

Czego ode mnie chcą łajdaki? Żebym im dała? Może tylko, żebym im obciągała...

- No, elegantko? Co wymyśliłaś? Co nam zaproponujesz?

Pociłam się strasznie. A może coś wykoncypować? Jeśli coś wydumam i zaproponuję, to może nie pójdą na całość... W innym wypadku, gotowi mnie tu przelecieć... "Przelecieć"...? Dobre sobie! Zgwałcić! I nie ma co liczyć, że będą zabezpieczeni! Mogłabym tę przygodę opłacić niezłą pamiątką...

- No dobrze... - mój cichy głos łamał się - Widzę, że nie mam wyjścia... mogę wam wziąć do ust...

Poza tym, czego się nie robi dla Maksia.

Szczyle spojrzeli po sobie tryumfalnie.

Potem wszyscy gapili się na mnie, kiedy zdecydowanym krokiem podszedł do mnie Harry. Patrzyli się wyczekująco, jak przed nim kucam.

Nigdy nie byłam wielką entuzjastką miłości francuskiej, zwłaszcza teraz, w tak nieatrakcyjnych okolicznościach. Cóż jednak miałam za wybór?

Młody prowodyr chyba miał nieco tremy, ale zręcznie ją maskował. Żeby błysnąć przed kompanami, grał bardziej hardego niż był.

Wskazał mi leżącą na podłodze brudną szmatę.

- Na kolana. Foczko!

"Co za kanalia!" - pomyślałam, ale mimo złości na niego, czułam przypływ kolejnej fali podniecenia. Jeszcze to słowo - "foczka"!

Bez słowa uklękłam na upapranym łachmanie.

Harry patrzył mi w oczy, gdy podsuwał pod nos niezbyt dużego, ale dość grubego członka. Ociągałam się.

- Nie graj na czas, damulko!

Ponaglona, ujęłam ustami, prężącą się męskość. Wszyscy patrzyli się na ten akt, jak na jakąś ceremonię. Powoli pieściłam go ustami i językiem. Prowodyr był zachwycony. Stracił ze mną kontakt wzrokowy bo przymknął powieki. Jednak skończył zbyt szybko. Zdążył tylko wykrzyknąć.

- O kurwa!

Po czym zachlapał mi bluzkę. A nawet spódnicę… Poczułam się jak terytorium naznaczone przez samca…

Ledwie, z grubsza otarłam się, już stał przede mną kolejny absztyfikant.

Piegowaty rudzielec, na którego wołali - Rudolf - skończył jeszcze szybciej. Zostawiając spermę w moich ustach.

Trzeci, pryszczaty fan motoryzacji, najbardziej podekscytowany obserwowaniem poprzedników, okazał się być agresywny. Chwycił mnie za głowę i posuwał buzię jak cipkę. Na koniec spuścił się  prosto na twarz! Zachlapując okulary… i włosy.

Czułam się znieważona, pohańbiona… Ale to i tak nie było wszystko. Chcieli mnie jednak przelecieć!

- Paniusiu! Dyro cię wyobracał!  To nam by się nie należało?!

Byłam potwornie oburzona. Zapewniałam ich, że do żadnego "wyobracania" nie doszło. Nie wiadomo czy uwierzyli, ale na odchodne rzucili mi, że jeśli jednak dyro sobie "zamoczył", to mam przechlapane i kiedy mnie dorwą, pożałuję, że tu przyjechałam.

Czułam się taka zbrukana, gdy wracałam stamtąd. Wydawało mi się, że wszyscy, widząc moją poplamioną bluzkę i spódnicę, wiedzieli doskonale, co mnie spotkało.

Miałam wielką ochotę poskarżyć się na to, co mi się przytrafiło. Ale przecież nie było do kogo, przecież nie powiedziałabym tego Maksiowi.

15,762
9.13/10
Dodaj do ulubionych
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.13/10 (20 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Z tej serii

Komentarze (7)

Mati · 29 lutego 2020

0
-1

Uwielbiam pani opowiadania pani Historyczko!
Ale czy chrześniak nie mógłby kiedyś odegrać większej roli? Ciągle się przewija mimochodem a chciałbym aby kiedyś odegrał znacznie większą rolę. Podobnie jak w opowiadaniu Marta i trener które jest boskie.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Nik70 · 29 lutego 2020

0
0

Najlepsze z dotychczasowych opowiadań. Świetne na 10

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

historyczka · Autor · 1 marca 2020

0
0

Dziękuję Mati za sygnał, pomyślę o Twojej sugestii, może coś da się zrobić 🙂

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Kross · 1 marca 2020

+1
0

A czy Marta może zajść w ciążę ?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Pokątnie uściski · 2 marca 2020

+1
-1

Bez dwóch zadań




, ale wieczorem, jeśli przyjdę do „salonu” czyli opuszczonego pomieszczenia z tyłu sanatorium,


Dołączając do klubu przecinkowców - nie powinno być tak:
, ale wieczorem, jeśli przyjdę do „salonu”, czyli opuszczonego pomieszczenia z tyłu sanatorium,


zaś pończochy niewątpliwie uwypuklały


podkreślały? uwidaczniały? wypukłe uda jakoś mi tu zgrzytają... 😛


śliczne, koronowe stringi


Należy uważnie operować stwierdzeniami zawierającymi "koronę" w sobie, gdyż łacno można trafić na bardzo nieprzyjemne, szczegółowe badania i dlugą kwarantannę... Na niekompetentnych lekarzy, znających się dobrze tylko na jednym poleceniu "Proszę się rozebrać" i chamskich pielęgniarzy, potrafiących godzinami trzymać niewinnego człowieka pod prysznicem, lub zarządzić kontrolę ścisłości przeprowadzonego odosobnienia o nieludzkiej porze w środku nocy, gdy nikt nie usłyszy anonimowego wołania o pomoc, w wydzielonej dla tego celu, a wcześniej niewykorzystywanej, zaniedbanej części starego szpitala.... Nawet często przeprowadzane wizytacje w ciągu dnia czy to przez dyrekcję, czy lokalny oddział Sanepidu, reprezentowanego przez dziarskiego aktywistę i jego nieodłącznego znajomego, mogłyby nie przynosić właściwej ulgi zaplątanej w tak niezwykłą sytuację, niewinnej kobiecie... ;P


Próbowałam też je ściskać do siebie


przyciskać wydaje się naturalniejsze... chyba, że to część "stylu"...


Proszę o wybaczenie, ale cała historia wydaje się niedokończona. Niepozamykane wątki, niektóre wręcz nie otwarte, tu zgodzę się co do Maksymiliana, który powinien zostać przynajmniej odwiedzony.
W sumie mętne przesłanki służą zaspokojeniu wyuzdanych myśli bohaterki... Brzmi trochę tak, jakby to ona przebywała w odosobnieniu ze swoimi myślami i kieliszkiem wina, wyobrażając sobie nierealne sytuacje i swoje w nich miejsce.
Mi bardzo brak drobnych szczegółów uprawdapodabniających niektóre wydarzenia. To jednak wydaje się być częścią "stylu" niech więc tak zostanie. 😛

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

ja · 5 marca 2020

0
0

Kiedy ciąg dalszy przygód Marty podczas szukania ojca jej dziecka?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Janecki · 2 kwietnia 2020

0
0

Kiedy kolejne opowiadanie? Tak bardzo brakuje tu Twojego stylu

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Opowiadania o podobnej tematyce:

Pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.