Swalloween
24 października 2026
52 min
– Zostaw mnie! – Arleta odgoniła się od Karola dłonią niczym od upierdliwej muchy. – Jestem zajęta.
– No właśnie widzę, zamiast czytać, gapisz się w okno od pół godziny.
– Jakbyś zostawił mnie w spokoju, to bym się nie gapiła. Nie mogę się skoncentrować.
– Przecież nie przeszkadzam. – Dłoń chłopaka podjechała przez żebra w kierunku lewej piersi. – Unieś tylko trochę rękę, żebym nie musiał się wciskać.
– Podobno lubisz się wciskać. – Przesunęła wzrok znad książki, akcentując wyraźnie ostatnie słowo i spoglądając na niego zza ramienia. Dostrzegł nieme przyzwolenie i naparł lędźwiami.
– Mhm – stęknęła cicho i wypięła się lekko, wciskając w pupę przez legginsy rosnący członek. – Mam ochotę na ciebie. Bardzo. – Chwyciła go za dłoń i wsunęła między uda. Poczuł ciepło i klejące się do siebie płatki. Rozgrzany pocałował zewnętrzną część ucha. – Ale nie mogę, Karol. Pojutrze mam kolokwium, jeśli zawalę, powtarzam semestr.
Nie dodała, że straci stypendium. Ojciec świadomie odciął ją od domowych pieniędzy, mimo że mógł palić nimi w piecu, informując córkę–jedynaczkę, że jeśli dojdzie do czegoś sama, bez ich pomocy, będzie gotowa na zastąpienie go w roli finansowej głowy rodziny.
Dwudziestojednoletnia blondynka o długich, kręconych, jasnych włosach za ramiona, nosząca rogowe okulary z czarnymi oprawkami początkowo była wściekła, po czasie przyznała staremu rację. Na studiach radziła sobie całkiem dobrze, znalazła chłopaka, koleżanki i dostała stypendium, uniezależniające finansowo od rodziców. No, tak nie do końca, bo w weekendy czasem musiała chodzić do pracy dorywczej, ale nie narzekała. Miała czas dla siebie, uczelnia była w opinii dziewczyny bardzo spoko.
Zamyślona, nie zwróciła uwagi na palce, wsuwające się pod powierzchnię majtek z czarnej koronki.
– Tylko szybko. – Uznała, że pięć minut przerwy nie zaszkodzi i zgodziła się, mając ochotę na orgazm. Rozchyliła lekko uda, ułatwiając dostęp.
– Szybko to łapie się pchły. – Głos przy uchu był napięty, rwany, a na pośladku wciąż czuła erekcję. Zamknęła oczy, czując wsuwających się do wnętrza dwóch intruzów.
– Ale jesteś mokra, leje się z ciebie. – Polizał Arletę po szyi. Dostała gęsiej skórki, oddech przyspieszył, tak samo, jak dłoń we wnętrzu.
– Och, boże, o mój boże! – Nagły strzał przyjemności, niespodziewanie tak mocny i obezwładniający, że zaczęła drżeć, objął ciało. – Co ty robisz, Karol!? – krzyknęła i wygięła się w łuk.
Niespodziewanie pracujące w niej palce zatrzymały się. Zdziwiona otworzyła oczy, próbując łapczywie oddychać. Spoglądał z szelmowskim uśmiechem.
– Dlaczego przerwałeś? – spytała ze słyszalnym zawodem w głosie.
– Bo to nie jest dobry czas, później – zbył ją krótko, na co zareagowała uniesieniem brwi, ale nie skomentowała. – Patrz. – Wysunął się powoli. Skóra lśniła i ociekała sokami tak mocno, że kilka ścieżek płynęło w dół dłoni, w kierunku nadgarstka. – Pyszna. – Zbliżył rękę do ust i polizał, nie odrywając spojrzenia od Arlety.
– Przestań! – Zakryła się ze wstydu poduszką i uciekła na drugi koniec tapczanu. – Jesteś chorym zboczeńcem.
– Na twoim punkcie? Owszem. – Przeturlał się za nią. – Spróbuj.
– Oszalałeś? Będę próbować, jak smakuje moja… – urwała.
– Wstydzisz się powiedzieć słowo: „Cipka”? Arletka zaczerwieniła się – zachichotał.
– Spadaj.
– Chociaż liźnij. – Podstawił błyszczący palec pod nos. Wyczuła zapach, po czym nieśmiało dotknęła mokrej skóry czubkiem języka.
– Nic specjalnego – skomentowała zgryźliwie.
– Może i tak, może i nie. – Wstał i przeciągnął się. W spodniach w dalszym ciągu widniał dość wyraźny wzwód. – O której przychodzą? – Zapytał o czwórkę przyjaciół, którzy z okazji Halloween mieli pojawić się u nich wieczorem na posiadówkę.
– Kaśka i Bartek mają być na dziewiętnastą, a Monia i Krzysiek pół godziny później.
– Słuchaj. A może… – zawahał się i umilkł.
– Co? – Spojrzała na niego kątem oka.
– Pamiętasz, jak kilka razy rozmawialiśmy o tym, że moglibyśmy z nimi spróbować…
– Uprawiać seks? – weszła mu w słowo.
– No… – Wyraz twarzy miał niewinny, ale zbyt dobrze znała Karola, żeby dać się zwieść. Na pewno wszystko obmyślił, jak ją przekabacić i namówić do „złego”.
Tyle, że nie musiał zbytnio się wysilać. Od dawna podniecała ją myśl o seksie w gronie przyjaciół, wśród których czuła się bezpiecznie i komfortowo. Pierwotnie pomysł kiełkował w głowie Arlety od mniej więcej pół roku, wstydziła się trochę podzielić nim z Karolem, aż kiedyś przypadkowo zeszło na temat uprawiania miłości w grupie i oboje doszli do wniosku, odkrywając własne fantazje, że kiedyś, gdy będą gotowi, muszą spróbować. Z osobami, które są pewne.
Cała szóstka ufała sobie, znali się, z wyjątkiem Karola, długo, część z nich jeszcze z czasów podstawówki, rozmawiali na intymne oraz poważne tematy i według obojga, w zasadzie nie mieli przed sobą tajemnic, może poza małymi grzeszkami, typu włączony w tyłku Karola wibrator na niskich obrotach podczas robienia loda przez Arletę. Wstydził się przyznać do tego przed Bartkiem, a zwłaszcza Krzyśkiem, który najbardziej pasował na typowego maczo.
– Nie wiem, czy jestem gotowa… – Słowa to jedno, a ciało i głowa, drugie. Obawiała się straty przyjaciół lub popsucia się stosunków między nimi, nie miała jednak wątpliwości, że tego chce. Pragnie uprawiać z nimi seks, a ostatnie zdanie padło bardziej po to, żeby przekonać samą siebie i pokonać obawy. Chciała ujrzeć Karola dochodzącego w Kaśce lub Monice i jego wyraz twarzy, gdy zobaczy ją w podobnej sytuacji z którymś z przyjaciół.
– Dobra, dobra. – Usiadł obok. – Pytania kontrolne, kręci cię myśl uprawiania seksu z którąś z dziewczyn albo chłopaków i jednoczesne patrzenie na mnie, jak robię to z nimi?
Skinęła nieśmiało głową na: „Tak”, czując wracające podniecenie. Nieco ponad cztery lata po utracie dziewictwa nie przypuszczałaby, że będzie uprawiać seks w grupie, a jeden z uczestników to jej chłopak.
– Jesteś zazdrosna na myśl o mnie z Kaśką albo Monią? Boisz się, że między nami, tobą i mną, to coś zmieni?
– Tak, ale to nie jest „ta” zazdrość. – Szukała sposobu, jak wytłumaczyć emocje targające nią. – Oczywiście będę zazdrosna, ale na myśl ujrzenia cię, pieprzącego którąś nich albo oglądanie mnie z…. – spojrzała na niego. – Czy coś zmieni? Kocham cię, to jest oczywista oczywistość, gdybyś „zdradził” mnie za przyzwoleniem, to – nie dokończyła i nabrała głęboko powietrza – byłoby coś innego. Coś, co bardzo na mnie działa. Znowu jestem mokra. – Wypuściła je z cichym sykiem. – Nie wiem dlaczego, ale podnieca mnie to. Nie potrafię tego wytłumaczyć, być może nie powinniśmy zaczynać z nimi rozmowy bez zrozumienia, co nami kieruje, czuję jednak, że to… chyba dobry pomysł. Jeśli to jest dla ciebie dziwne, nieakceptowalne, nie musimy tego robić. Możemy posiedzieć do nocy, oni pójdą i będziemy później kochać się do rana.
– Gdybym miał coś przeciw, to nie proponowałbym, prawda? – Nachylił się i pocałował ją lekko. – Mamy jeszcze trochę czasu do ich przyjścia, zawsze możemy się wycofać. Wiesz. – Przysiadł obok i pogłaskał stopę dziewczyny. – Za to cię kocham. Rozmawiamy ze sobą bez skrępowania i jesteśmy otwarci.
Kątem oka zauważyła, że członek Karola wciąż nie opadł. Wsunęła zręcznie dłoń w dresy i zaczęła masturbować go powoli.
– Dobrze, kto zagai temat? – Nie przerywała ruchów, a oddech chłopaka przyspieszył lekko.
– No ja, ale zostawisz mi wolną ręk… och, kurwa, przyjemnie – sapnął. – Już, wystarczy. – Przytrzymał rękę i powoli wyjął z bokserek. – Muszę zachować siły na wieczór i noc. – Puścił do niej oko. – Poucz się, ogarnę tu trochę, a jak skończysz, to pójdziemy się razem wykąpać, co ty na to?
– Nie. – Odwróciła się tyłkiem. – To nie jest zbyt dobry pomysł.
– Dlaczego? – wrzasnął z łazienki.
– Bo zaczniesz się znowu do mnie dobierać. I cicho bądź.
– Dobra, już, dobra – zamarudził i zamilkł.
– Ej, a co będziemy robić? – Kwadrans przed dwudziestą szóstka przyjaciół siedziała na pufach wokół niskiej, okrągłej, dębowej ławy, na której stały przekąski i alkohol. Kaśka, niska brunetka z wydatnym biustem i krótkimi, prostymi włosami trzymała dłoń na kolanie Bartka, łysiejącego dwudziestokilkulatka z pokaźną brodą i misiowatą sylwetką. Siedząca obok Monia, najwyższa z kobiet, długonoga, ciemna blondynka z prostowanymi włosami przed ramiona przekomarzała się z Krzyśkiem, mającym twarz klasycznego dresa z połowy lat dziewięćdziesiątych, jednocześnie najbardziej inteligentnego, studiującego na dwóch kierunkach. Wygląd tego ostatniego był najbardziej mylący – kolczyki w obu uszach, mnóstwo tatuaży na całym ciele, mały irokez, pozostawiony na łysej głowie i krótka bródka w szpic. Arleta powiedziała mu kiedyś, że gdyby spotkała go na ulicy, nie znając się z nim, uznałaby Krzysztofa za „pierdolniętego”, na co dostała ripostę, że on w kierunku zakonnicy (w domyśle, Arlety) nawet by nie spojrzał, więc nie musiałaby się martwić. Co ciekawe, nikt kto znał Monię i Krzyśka, nie przypuszczał, że są parą, oni jednak dogadywali się świetnie i, jak to kiedyś skomentowała Monika, nie dość, że mają razem satysfakcjonujący seks, to jeszcze są dobrym kumplami i mają z tego kupę radochy.
– Przygotowałam niespodziankę z okazji Halloween, ale to później. Najpierw – zawahała się – chciałam, a w zasadzie chcieliśmy z Karolem was o coś zapytać i zaproponować. – Czuła, że mieni się na twarzy wszystkimi odcieniami purpury, damskie grono patrzyło z lekkim zdziwieniem, w oczach mężczyzn wyczuwała zainteresowanie.
– To coś nielegalnego? – Kaśka poprawiła cycki, narzekając, że ma za luźno założony biustonosz. Arleta nie chciała dodawać, że niedługo nie będzie jej potrzebny…
– Haha, nie. – Potarła o siebie spocone dłonie. – Karol, pomóż! – Spojrzała błagalnie w kierunku chłopaka. Zaśmiał się, wiedząc, że to jego rola. Kochała go za ten czarujący uśmiech na tle brązowych, krótkich włosów i piwnych, wciągających oczu, brawurę i elokwencję.
– Moja Arletka chciała wam zaproponować seks – wypalił, a czwórce opadły szczęki.
– Cco? – wyjąkał po chwili ciszy Bartek.
– To, co słyszałeś. Seks.
– Ale – Monika przebiegła wzrokiem po pozostałych i oblizała nerwowo usta – między nami, wszystkimi? Chcecie się z nami… – urwała, czerwieniąc się lekko.
– Mhm, chcemy się z wami bzykać, Monia. – Z trzech kobiet ona podobała się Karolowi najmniej, była zbyt wysoka, ale świetnie mu się z nią gadało i czasem spędzali razem połowę imprez, dyskutując o polityce czy gospodarce światowej. – Myśleliśmy o tym od dawna, ale decyzja, jak to się mówi, musiała dojrzeć.
Zapadło znaczące milczenie. Szóstka przyjaciół spoglądała na siebie przez dłuższą chwilę. To nie była propozycja wyjścia razem do kina czy na imprezę, a seks. Coś, co oznacza wyraźne przekroczenie pewnej granicy i zazwyczaj nie kończy się dobrze.
– Chcecie wyjść? Pogadać między sobą? – Wzrok Karola przemykał po nich.
– Chyba nie – odezwał się niepewnie Bartek. – Co myślisz? – Spojrzał na Kaśkę.
– My z Bartkiem – uśmiechnęła się – rozmawialiśmy o tym jakiś czas temu, ale odłożyliśmy to na bliższą lub dalszą przyszłość. Nie myśleliśmy konkretnie o was, ale – dotknęła dłoni partnera – bylibyście pierwszymi osobami, do których zamierzaliśmy wyjść z propozycją…
– A wy? – Karol spojrzał na Monikę i Krzyśka.
– My dla odmiany o tym nie rozmawialiśmy, przyznaję. – Krzysiek zabrał głos. – Monia?
– Nnie wiem, zaskoczyliście mnie, wszyscy – zaśmiała się nerwowo. – Przyznaję, że nikt dawno nie wywołał u mnie takiego zakłopotania i… – wyłamała palce – podnieciło mnie to, bardzo – zamilkła, pozostali wpatrywali się w nią z oczekiwaniem. – Tak, kiedy o tym powiedziałeś – spojrzała na gospodarza – w głowie wykwitła niespodziewanie dla mnie samej myśl: „O boże, tego chcę”. Nie zamierzam jednak niszczyć naszej przyjaźni i związku z Krzyśkiem. Możemy porozmawiać na osobności? – zwróciła się do partnera. Skinął głową.
– Dobra, przerwa techniczna na, hm, pięć minut? – Karol spojrzał po wszystkich, skinęli głową na znak akceptacji. Włączył głośno muzykę i podszedł do Arlety, krojącej pieczywo w kuchni.
– Zgodzą się? – spytała.
– Kaśka i Bartek tak, a Monia i Krzychu to już nie wiem. – Wzruszył ramionami. – Najwyżej zmontujemy kwadrat zamiast sześciokąta – parsknął.
– My już. – Usłyszał za plecami głos Kaśki, wracającej z balkonu.
– No to tylko Monika i Krzysiek zostali. – Karol wziął od Arlety talerz i zaniósł do pokoju.
Może to był ten dzień lub ta chwila, w późniejszych rozmowach wszyscy bez wyjątku przyznali, że tamtego wieczoru coś wisiało w powietrzu. Możliwe, że gdyby podjęli inną decyzję, wszystko potoczyłoby się odmiennie.
– Dobra, ale tylko seks, tak? – Krzysiek po powrocie usiadł na pufie i zadał pytanie, spoglądając na Arletę, Karola, a później na pozostałych, zatrzymując wzrok na Monice. – Lubię was, nawet bardzo, ale „Zamiana żon” czy coś podobnego, to nie dla mnie. – Uśmiechnęli się lekko.
– Tak, tylko seks. Ufamy wam na tyle – gospodyni nabrała głęboko powietrza – żeby wiedzieć, że nie będzie złych konsekwencji.
– Jak chcecie to zrobić? – Bartek włączył się do rozmowy po kolejnej chwili ciszy, zauważając, że na policzkach milczącej do tej pory Kaśki wykwitły rumieńce, a przez materiał bluzki wyraźnie odznaczają się sterczące przez biustonosz sutki.
– Nie wiem – zaśmiał się z zakłopotaniem Karol. – To może zadam pytanie, które powinno paść, czy ktoś z was ma coś przeciw?
Zapadła cisza. Spoglądali na siebie przez długą chwilę, jakby szacowali, czy są siebie warci i ufają sobie na tyle, żeby przekroczyć tak intymną granicę. Na pytanie wzrokiem Moniki Krzysiek skinął głową.
– My się zgadzamy. – Głos blondynki był lekko zachrypnięty ze zdenerwowania.
Kasia szepnęła coś Bartkowi do ucha. Ten zaśmiał się.
– My też – rzucił. – Dwie zasady, co dzieje się w Vegas, zostaje w Vegas, jeśli ktoś poczuje się niekomfortowo, wstaje i mówi, że rezygnuje, a reszta nie ma do niego pretensji. W porządku?
Pozostali zgodzili się kiwnięciem.
– To – przebiegł po nich wzrokiem – co dalej?
– Coś wam pokażę, a w zasadzie powinienem powiedzieć, pokażemy. To może być… inspirujące. – Karol uśmiechnął się tajemniczo. – Kochanie, czy mogłabyś pozbawić się ubrania od pasa w dół?
Arletę zamurowało. Sytuacja była napięta, lekko nerwowa, a ona drżała, niczym przed egzaminem maturalnym lub czymś równie istotnym. Oczywiście podniecenie, ogarniające ją od chwili wyłuszczenia przez Karola pomysłu, wracało co chwila coraz mocniejszymi falami, nie spodziewała się, że będzie, przynajmniej na początku, główną aktorką i zainicjuje…
Seks…
– Skarbie? – Podszedł do niej. – Wszystko okej? – Kiwnęła szybko głową.
– Pocałuj mnie – szepnęła cicho i wyciągnęła głowę w górę. Czuła na sobie spojrzenia przyjaciół. Wzrok inny niż zawsze. Ten Krzyśka i Bartka palił, niczym laser, nawet Kaśka i Monia zerkały tak jakoś…
Inaczej.
Jak na obiekt do zerżnięcia.
Języki pary zetknęły się, po czym pocałowali się głęboko. Jęknęła, czując dłonie na pośladkach, wsuwające się pod materiał majtek.
– Usiądź, dokończymy to, co zaczęliśmy kilka godzin temu – szepnął jej prosto w usta. Oszołomiona, mimochodem przebiegła po wszystkich wzrokiem, oczy dziewczyn błyszczały, a u każdego z panów w spodniach widać było wybrzuszenie. Posłusznie rozłożyła się na tapczanie nieopodal i zsunęła legginsy razem z majtkami.
– Uwielbiam zapach twojej cipki, skarbie. – Karol nachylił się nad równiutko przyciętym paseczkiem włosów między udami i głęboko wciągnął powietrze. Zaczerwieniła się mocno po raz kolejny, pogłaskała go po głowie i uśmiechnęła się nerwowo.
– A ty mi tak nie mówisz – szepnęła z zazdrością do Krzyśka Monika, ten otaksował ją zdziwionym spojrzeniem, nie odpowiedział jednak.
Arleta pod wpływem nacisku rąk Karola rozsunęła szeroko uda. Oczom wszystkich ukazała się różowa, lśniącą świątynia dziewczyny, po której przesunęła się dłoń, a palce w nieregularnych, chaotycznych ruchach, rozciągały i zsuwały płatki, zanurzały się i wysuwały, muskały miejsca we wnętrzu, nie docierając zbyt głęboko. Coraz mocniej i intensywniej. Przyspieszyła oddechem, czując większe wypełnienie i narastającą przyjemność.
– Dopchnij do końca – szepnęła i jęknęła głęboko. Czwórka przyjaciół obserwowała kochającą się parę w całkowitym bezruchu, ledwie oddychając, a gdy dłoń Karola rozpoczęła systematyczne suwy w górę i w dół, Kaśka przełknęła nerwowo ślinę i spoconą z emocji dłonią chwyciła rękę Bartka. Ten odpowiedział wymownym spojrzeniem i odwrócił wzrok w stronę tapczanu.
Arleta wyłączyła się całkowicie, zapominając o przyjaciołach, Karolu i całym świecie. Liczył się tylko rozwijający we wnętrzu powoli orgazm i systematyczne drażniące najbardziej czule punkty we wnętrzu palce, poruszające się coraz szybciej. Zamknęła oczy i wyrzuciła biodra do przodu.
– A teraz uważajcie. – Głos chłopaka wyrwał ją z letargu. Nie miała pojęcia, co zrobił, ale poczuła się tak samo, jak kilka godzin wcześniej, a rozrywająca trzewia przyjemność wymusiła natychmiastowy krzyk.
– O mój boż… – urwała. – Och, kurwa! – jęknęła, podnosząc tonację na drugiej spółgłosce. Obserwująca ich czwórka zdziwiła się, słysząc przekleństwo w ustach przyjaciółki. – Kochanie, nie wiem, co robisz, ale zaraz skończę! – Otworzyła oczy i spod przymrużonych powiek obserwowała wchodzącą i wychodząca z niej dłoń, błyszczącą od śluzu. – Karol! Ja się posikam! – Uda zaczęły drżeć. – Och, och, o mój… – zamilkła, zamknęła oczy i po kilku sekundach z cipki na poruszającą się rytmicznie rękę wystrzelił strumień przezroczystej cieczy, kilkukrotnie zalewając dłoń, nadgarstek i fragment przedramienia Karola. – O, tak! – zapiszczała i krzyknęła kilkukrotnie w tempie skurczów, po czym opadła głową na tapczan, dysząc ciężko.
– Mniam. – Wysunął powoli dłoń z wnętrza dziewczyny, po czym oblizał ociekającą sokami skórę. – Mówiłem, że jest pyszna.
– Jak… – Oboje tak mocno skoncentrowali się na sobie, że zapomnieli o gościach. – Jak to zrobiłeś? – Spojrzał na pytającą Monikę, której twarz pokryła się rumieńcami, oczy błyszczały, a źrenice stały się ogromne, jak po kokainie.
– Co zrobiłem? – Wiedział, o co zapytała, celowo udał jednak głupiego, chcąc popisać się przed pozostałymi.
– Ona spuściła się jak mężczyzna. – Zafascynowana Kaśka włączyła się do rozmowy. – A może zsikała?
– Co? – Dochodząca do siebie Arleta otworzyła oczy.
– To nie był mocz.
– A co?
– Wiecie, co to jest squirt? – zapytał, po czym przez kolejne kilka minut objaśniał, co i jak zrobił.
Zaległa cisza.
– To był najprzyjemniejszy orgazm, jaki przeżyłam do tej pory. – Przerwała ją Arleta, przeciągająca się leniwie. Uda dziewczyny w dalszym ciągu pokrywał zasychający już śluz, na co nie zwracała uwagi.
– Ja też tak chcę! – Poderwała się Monika i ściągnęła z siebie bluzkę oraz biustonosz.
– I ja, ja też! – Kaśka stała naga od pasa w górę, a oczom wszystkich ukazał się imponujący biust brunetki.
– Świetne cycuszki, Kasieńka – rzucił z zachwytem Karol, werbalizując opinię wszystkich, którzy do tej pory nie mieli okazji oglądać tych dwóch cudownych melonów.
– Dziękuję. – Zaczerwieniła się lekko i ściągnęła z siebie resztę ubrań, stając nagusieńka przed Krzyśkiem. – Bierz się do roboty!
– Zaraz, poczekajcie. – Głos Karola powstrzymał ich przed przystąpieniem do akcji. – Pamiętajcie, że nie każda kobieta jest zdolna do – zawahał się – wytrysku. Nie bądźcie rozczarowani, jeśli się nie uda, bo pewnie nie wyjdzie, przynajmniej za pierwszym razem. Mogę wam jednak zagwarantować, że Monia oraz Kasia nie zaczną narzekać i będzie przyjemnie – zarechotał, a za nim obaj panowie. – Pamiętacie, jak ułożyć palce? No to do dzieła.
Zamierzał usiąść, poobserwować, poczuł jednak lekkie uściśnięcie pośladka i odwrócił się. Stała za nim, z szelmowskim uśmiechem na twarzy. Wciąż naga od pasa w dół.
– Ćśś – uciszyła go i pocałowała lekko. – Przez przypadek odkryłam porno, które ostatnio oglądałeś. – Rozpięła pierwszy guzik bluzki, następnie drugi i kilka kolejnych. Materiał opadł na podłogę, a za nim biustonosz, odsłaniając małe piersi ze sterczącymi wściekłe sutkami. Obejrzeli się jednocześnie na jęk, to Monika, leżąca na tapczanie odchyliła się do tyłu, dysząc ciężko i ściskając na zmianę prawą i lewą pierś. Lśniące od śluzu palce Krzyśka wjeżdżały do końca i wysuwały się z niej w miarowym tempie. Chwilę później, oddychając szybko, dołączyła do niej Kaśka, niepozostająca obojętną na pieszczoty Bartka.
– Skup się na nas. – Głos Arlety wyrwał Karola z zamyślenia. Poczuł, jak spodnie z bokserkami opadają, a kiedy spojrzał w dół, ujrzał tę drobną, piękną blondyneczkę, z którą mieszkał od półtora roku, biorącą go po same kule z takim zaangażowaniem w oczach, jakby walczyła o niepodległość.
– Wiem, o czym marzysz. Zamierzam doprowadzić cię, żebyś spuścił się na te cholerne okulary, a później zlizać wszystko, a ty będziesz patrzył. – Zaparło mu dech w piersi, a członek błyskawicznie osiągnął twardość klasy diamentu.
– Och, kochanie – jęknął, czując lawinowy przypływ przyjemności. – Tak, tego chcę! Och, kurwa! – Stęknięcia, urywane oddechy i krzyki obu kobiet, będących coraz bliżej szczytowania, mieszały się z przyspieszonym oddechem Karola. Niebieskie oczy Arletki nie opuszczały jego twarzy, tak jakby reakcje zbliżającego się do orgazmu partnera prowokowały dziewczynę do coraz bardziej wyuzdanego zachowania.
– Och, tak! – Wyczuła lekkie pulsowanie. Wyjęła członek z ust i zaczęła masturbować szybkimi ruchami dłoni nad twarzą. – Daj mi to! – zażądała, a kiedy pierwsze linie spermy, wśród jęków i krzyków szczytujących przyjaciółek, wylądowały na czole i szkle okularów, zachichotała i szepnęła: „Tak, do ostatniej kropelki, Karolku”. W międzyczasie Kaśka zaczęła dochodzić tak jak po krótkiej chwili również Monika. Arleta cierpliwie wyczekała, aż Karol opróżni się do końca, po czym zdjęła okulary i kilkoma ruchami językiem zlizała wszytko, mlaskając i zachwycając się, niczym najlepszą potrawą w markowej restauracji.
Po kilku minutach odpoczynku, w którego trakcie leżeli w szóstkę w poprzek tapczanu, opanowali emocje na tyle, żeby móc rozmawiać. Początkowo panowała niezręczna cisza, patrzyli na siebie, uśmiechając się lekko, mając świadomość, że przekroczyli pewną granicę, zza której nie ma odwrotu, a jednocześnie… nie mieli poczucia, że zrobili coś niewłaściwego. Skosztowali zakazanego owocu, okazało się, że nie ponieśli kary i… mieli ochotę na więcej. Zdecydowanie więcej.
Arleta, naga leżała na ramieniu Karola, tuląc się i krążąc palcami po torsie chłopaka. Czuła na sobie co rusz spojrzenia i wiedziała, co oznaczają - Bartek, Krzysiek, nawet Monika, wszyscy chcieli ją przelecieć! Nie miała pojęcia, czy to efekt zdarzeń sprzed kilkunastu minut, zakładała że tak, podtrzymywało to w niej jednak permanentny stan podniecenia, a gdyby któryś z panów zapragnął nagle znaleźć się w niej, była gotowa "od ręki".
Strach i obawy zniknęły, wieczór zaczął się świetnie i zamierzała go kontynuować. Ze wszystkimi.
– Nie spodziewałem się. – Po oporządzeniu się, wrócili do jedzenia. Karol rozlewał wino, stojąc przy blacie w kuchni.
– Tego, że będziemy się w szóstkę bzykać? – Bartek z Krzyśkiem stanęli obok niego.
– Na razie to nie do końca wyszło to, czego chciałem, ale tak. I tego, jak ten wieczór się zacznie. Seksu. Myślałem, że stchórzymy z Arletą i będziemy bać się was o to zapytać.
– Przyznaję, że dawno nie zostałam tak zaskoczona. – Kaśka objęła dłońmi w pasie z tyłu Krzyśka i pocałowała w policzek. – To było bardzo przyjemne. – Uśmiechnęła się, a w spojrzeniu kryła niewypowiedziane: „Chcę więcej”. – Gdybym powiedziała, że mam na was wszystkich po kolei ochotę, zabrzmiałoby źle?
– Zdecydowanie nie. – Karol uśmiechnął się, podając kieliszki. – Nie mogę powiedzieć, że chcę puknąć Krzycha albo Bartolomeo, bo… nie. – Zrobił minę, jakby zjadł kupę. Wszyscy parsknęli. – O tobie, Moni czy Arletce mogę stwierdzić wprost, że chętnie bym całą waszą trójkę… – urwał, uśmiechając się znacząco. Spąsowiała lekko, a stojąca za nią Monika zachichotała.
– Nie przypuszczałabym, że kiedykolwiek będę się z tobą bzykać, Karol. I że powiesz mi, po tych naszych wszystkich rozmowach na imprezach, o polityce i innych pierdołach, jak dwóch wąsatych dziadów przy butelce wódki, że chcesz mnie przelecieć.
– Tak samo, jak ja i Arleta. – Krzysiek wziął kieliszki od Karola i postawił na stole.
– Chodźcie tutaj. – Głos gospodyni zwrócił ich uwagę. Na ławie leżała drewniana, podniszczona tablica ze znakami, cyframi, literami, dziwnymi przyciskami, znakami wyglądającymi na runy. - Mamy Halloween, więc zanim pójdziemy wszyscy do łóżka, proponuję zabawę.
– Co to za grat? – Karol spojrzał na przedmiot.
– To nie grat, tylko dziewiętnastowieczna planszeta spirytystyczna.
– Co?
– Planszeta, nieuku. Przedmiot, w którym kiedyś wywoływano duchy.
– Co za bzdury – parsknął. – Duchy, pierdziuchy.
– Przymknij się, kochanie i nie psuj zabawy – ostrzegła go.
– Dobra, dobra. Już się zamykam.
– Skąd to masz? – Zainteresowała się Monika. – Pięknie wykonany przedmiot, wygląda na stary, nawet bardzo stary, a mimo to świetnie się trzyma. Dużo za niego dałaś?
– Kupiłam rok temu za grosze w jednym z antykwariatów w Warszawie. Na wystawie stała instrukcja, która mnie zaciekawiła, a sprzedawca zapytał, czy chcę też kupić planszetę, bo są w zestawie. Coś tam słyszałam o takich przedmiotach w przyszłości, cena była dobra, więc czemu nie spróbować? – Zastanowiła się. – Dopiero teraz przypomniałam sobie, że handlarz wyglądał na zachwyconego, mimo że sprzedał mi ją za cenę niższą od rynkowej. Dziwne – dodała i zmieniła temat. – Siadajcie. Kto chce przeczytać?
– Masz do tego instrukcję? – Bartek, przeciwieństwie do pozostałych panów, zainteresował się sprzętem.
– No mam, przecież o tym mówiłam, trzymaj. – Podała mu podniszczoną, małą książeczkę.
– Wow, patrzcie! – krzyknął zafascynowany. – To ma chyba ponad sto lat! – Przeczytał pierwszą stronę. – Prawie sto trzydzieści, niezły hajs można by na tym zgarnąć. Dobra, gotowi? – Spojrzał na nich.
– Zaraz, zaraz, a co my właściwie będziemy robić? Wywoływać duchy? – Sceptycyzm w głosie Krzyśka wybrzmiewał wyraźniej niż zachwyt w Bartka. – Jesteście pojebani.
– Dajcie spokój, mamy Halloween, przecież to tylko zabawa. – Arleta spojrzała bezradnie na Karola, ten wzruszył ramionami i usiadł obok.
– Dobra, przymknijcie się! – Entuzjazm chłopaka Kaśki przeważył. – Zaczynam czytać.
„Instrukcyá Użycia Planszety Spirytystycznéj
(odpis z manuskryptu odnalezionego w kufrze Tow. Spiryt. Warszaw., r. 1893)”
– Kurwa, to jakiś starodawny polski! – Obejrzał papier ze wszystkich stron.
– Pokaż mi to. – Kaśka wyrwała mu książkę z dłoni. – To dziewiętnastowieczny polski, sprzed reformy z 1906 roku.
– Nie szpanuj, że się znasz – zachichotał i wystawił język.
– Czytaj dalej – zniecierpliwił się Karol.
„I. O przygotow… niu stołu i miejsca czynnoś…
Stół z drzewa ciem… go, okrągły, winien bydź wolnym od wszel… ch sprzętów i papierów.
Planszetę kładzie się pośrodku, wskaźnik zaś tuż obok, ostrzem ku stronie północnéj zwróc… „
– Przecież to jak odcyfrowanie hieroglifów jest, strasznie ciężko się czyta – przerwał i zniechęcony rzucił instrukcję na stół. – Sami się z tym męczcie.
Coraz bardziej zaciekawieni usiedli wokół Arlety i rozpoczęli lekturę.
„Na stole stawia się świecę jedną, czarną lub białą, którą zapala się w milcze… bez słowa.
W praktykach uroczystszych używa się trzech świec, w trójkąt około planszety rozstawion…
Uczestnicy winni uprzednio obmyć dłonie w wodzie z solą, aby oczyścić je od emanacyi niepożąd…”
(tu plama, tekst nieczytelny)
„II. O otwarciu krę… i przywołaniu światła
Gdy świeca płonie, wskaźnik kładzie się na środku planszety.
Osoba przewodnicząca wypowiada powoli:
„Niech to, co w mrokach zostało, przemówi przez drzewo i cień.”
Od téj chwili płomień świecy stanowi bramę, przez którą duchy, jeśli łaska ich zezwoli, mogą dać znak swej obec…”
(karta naderwana)
„III. O sposobie prowadzenia rozmowy z duch…
Uczestnicy kładą palce na wskaźniku lekko, bez nacisku, tak aby ruch jego był swobodny i nieprzymusz…
Pytania zadawać należy krótko, wyraźnie i bez żartów, gdyż duchy nie znoszą dwuznaczności ani lekkomyślnoś…
Odpowiedzi objawiają się przez ruch wskaźnika ku:
– słowu TAK lub NIE,
– literom alfabetu,
– cyfrom,
– lub znakom runicznym, które oznaczają niejasność lub zakłóce…
W czasie czynności nie wolno gasić świecy, ani jej dotykać.
Jeśli płomień drży lub chyli się, poczytuje się to za znak obecnoś…”
(tu widoczne nadpalenie, część tekstu utracona)
„IV. O zachowaniu ostrożnoś… i powagi
Nie należy pytać o śmierć osób przy stole obecnych, ani o sprawy wzbudzające trwogę lub zamęt.
Nie wolno przerywać czynności w chwili, gdy wskaźnik jest w ruchu, gdyż duch może poczytać to za zniewa…
Jeśli wskaźnik samowolnie opuści planszetę, czynność winna bydź natychmiast zakończona, a świeca pozostawiona do wypalenia się do poł…
Planszety nie powinien dotykać nikt poza uczestnikami kręgu, aby nie zakłócić emanacyi i nie sprowadzić zjawisk niepożąda…
„V. O zamknięciu kręgu i uśmierzeniu światła
Po zakończeniu rozmowy wskaźnik prowadzi się ku napisowi „Przekrocz Granicę”.
Następnie ostatnią świecę gasi się palcami, nigdy zaś przez dmuchnięcie, gdyż dmuchnięcie rozprasza emanacyę i pozostawia krąg niedomknię…
Po zgaszeniu świecy uczestnicy winni zachować chwilę milczenia.
Planszetę przykrywa się czarną tkaniną i odkłada w miejsce odosobnione, gdzie światło dzienne nie dochod…”
(dolny róg karty wyrwany)
„VI. Uwagi końcowe dla adept…
Planszeta jest narzędziem poważném, nie zaś zabawką.
Każda czynność pozostawia na niej ślad, a drzewo przechowuje pamięć dotyku i słów, które przez nie przechodz…
Jeśli świeca zgaśnie sama przez się, nie wolno jej téj nocy ponownie zapalać, gdyż znaczy to, iż duch nie życzy sobie dalszéj rozm…”
(ostatnie zdanie nieczytelne, atrament rozlany)
Drewno planszety promieniowało lekkim ciepłem, Arleta dotknęła powierzchni opuszkami palców i wzdrygnęła się – przez skórę przeszedł dreszcz i prąd.
– Nie wiem, czy to właściwy pomysł. Zabawy z duchami nie kończą się dobrze. – W oczach Kaśki widniał wyraźny strach.
– Przecież duchy nie istnieją. Co za bzdury. – Krzysiek przysiadł się bliżej i dotknął przedmiotu. – Zwykły kawałek drewna dla frajerów, dających się naciągać przez oszustów.
– Żebyś się nie zdziwił. – Zagadkowy, pusty głos Kaśki przywołał baczne spojrzenie Karola. Coś mówiło jej, że to nie koniec niespodziewanych zdarzeń, a seks z sześciokącie z przyjaciółmi jest preludium do ciągu dalszego. Niejasnego.
Kwadrans później, po skorzystaniu przez wszystkich z toalety, uzupełnieniu szklanek oraz kieliszków z alkoholem i obowiązkowym papierosie na balkonie zasiedli dookoła ławy, na której oprócz planszety pojawiły się trzy białe świece, odpalone zapałkami przez Monikę. Trójka pań zafascynowała się nadchodzącym rytuałem, Bartek spoglądał na nie nastawiony sceptycznie, nie negował jednak pomysłu i wydawał się zaciekawiony, za to Karol z Krzyśkiem patrzyli na czwórkę, jak na grupę nawiedzonych oszołomów.
– Siedzicie? – Zimne z emocji dłonie Arlety dotknęły drewna.
Białe ściany omiatał blask świec, jedynego źródła światła, dostępnego w pomieszczeniu. Twarze całej szóstki nabrały niego groteskowych i mrocznych odcieni, jakby dzień, powaga sytuacji oraz czynność, którą za chwilę mieli wykonać, wpłynęła na ich wizerunki.
– Umyjcie dłonie w wodzie. – Monikę przeszły ciarki. Głos prowadzącej rytuał gospodyni brzmiał cicho, a powietrze zgęstniało i blokowało rezonowanie dźwięków w pokoju. Ciecz stała się chłodna i nieprzyjemnie przylegała do skóry, jakby nie chciała pozwolić, aby ją wytarto.
– Zaczynamy? Ekhm. – Arleta odchrząknęła. – Niech to, co w mrokach zostało, przemówi przez drzewo i cień – zamilkła. – Niech to, co w mrokach zostało, przemówi przez drzewo i cień – powtórzyła powoli i dobitnie.
Przez chwilę nie działo się nic, po czym jedna ze świec zamigotała, jakby zawiał mocny wiatr, a po kilku sekundach płomień wrócił do pionu.
– Widzieliście to? – Szept Kaśki wskazywał, że boi się, jak nigdy. Chwyciła nerwowo Bartka za dłoń chłodnymi palcami i trzymała kurczowo.
– Przeciąg, nic więcej – ziewnął Krzysiek i pogrzebał w kieszeni bluzy. – Patrz, co znalazłem. – Pokazał Karolowi wymiętoszonego, ale nienaruszonego blanta w torebce strunowej.
– Chodź zajarać, może nam się pokażą jakieś duchy, uuu! – Ten stanął nad Arletą i próbował ją przedrzeźniać, odgoniła go ruchem dłoni, na co zareagował śmiechem i po chwili zniknął z Krzyśkiem na balkonie.
– Głupki – skomentowała. – Macie pomysł, kogo przywołać?
– Wielkiego Ruchacza z Koziej Pipy – parsknął Karol, wychylając się z zewnątrz. Do mieszkania wdarła się woń marihuany, zmieszana z zimnym, wilgotnym, jesiennym powietrzem.
– Kostruski, przymknij się, albo zostaniesz tam na noc. – Rzuciła w jego stronę kapciem, ale zdążył się schować za szybą i pokazać język.
– Marylin Monroe – zaproponowała Kaśka.
– Może kogoś ze zbrodniarzy nazistowskich, powiedzą nam, czy Hitler przeżył wojnę. – Trójka pań spojrzała na Bartka jak nienormalnego, podniósł dłonie w geście samoobrony i odparł: „A przywołujcie nawet jebaną Barbie”, po czym wyjął telefon i ostentacyjnie je zignorował. Spojrzały po sobie, Kaśka wzruszyła ramionami i wróciły do rozmowy.
– Może Rasputina? – Monika zachichotała. – Zdradziłby, jak to robił, że mógł się tyle bzykać i w ogóle nie był zmęczony.
– To już wolę Casanovę, widziałaś zdjęcia Rasputina? Wyglądał jak obleśny dziad. Ble. – Wzdrygnęła się Arleta.
– Może powiedzmy ogólnie, że szukamy kogoś, kto zdradzi nam tajniki seksu. – Kaśka zaproponowała kompromis, popijając drinka.
– To ma sens – odparła gospodyni, powoli znużona zastanawianiem się. – Próbujemy.
– A nasze gołąbeczki dalej knują. I co, kogo przywołujecie? – Usłyszały szyderczy głos Krzyśka.
– Rasputina – wypaliła Monika – żeby przeleciał cię w tyłek, może w końcu przestaniesz gadać głupoty. – Kobieca trójka zachichotała, męska niekoniecznie. – Jeśli chcesz tu zostać, nie przeszkadzaj.
– Dobra, już, dobra. – Obaj lekko zamroczeni wypalonym ziołem usiedli na pufach i obserwowali Arletę.
Zaległa chwilowa cisza. Gospodyni zbierała w sobie siłę, aby zacząć. Instynkt podpowiadał, że żartowanie sobie z tematu duchów może mieć nieprzyjemne konsekwencje. Położyła palec na przycisku i głośno oraz powoli zadała pytanie.
– Szukamy kogoś, kto pomoże nam zgłębić tajniki seksu, czy ktoś taki tu jest?
Cisza.
Karol z Krzyśkiem spojrzeli po sobie i mieli wybuchnąć śmiechem, gdy pytanie padło po raz drugi.
– Szukamy kogoś, kto pomoże nam zgłębić tajniki seksu, czy ktoś taki tu jest? Objaw się.
– O, kurwa! – Bartek obserwujący bacznie planszetę zrobił się białozielony.
Wskaźnik powoli przesunął się, a następnie zatrzymał po kolei na trzech literach, tworząc słowo: „TAK”.
– Jasne, przecież ona tym steruje, gdzieś pod spodem, a wy łapiecie się na wkrętkę, jak muchy na lep. – Krzysiek zaśmiał się i sięgnął po alkohol. Nagle jednocześnie wszystkie trzy świece zamigotały i prawie zgasły.
– Chcemy wiedzieć, jak uprawiać seks długo jak Rasputin i w ogóle się nie męczyć i… – głos Arlety, dochodzący dla niej samej gdzieś z oddali wyartykułował drugą prośbę. – Chcielibyśmy poznać zagadkę orgazmu absolutnego. Czy możesz nam pomóc? – Nie miała pojęcia, skąd przyszedł jej do głowy „orgazm absolutny”, słowa po prostu padły.
Niemal natychmiast świece ponownie zamigotały, a wskaźnik przeskoczył po kolei po trzech literach.
T
A
K
Spojrzeli po sobie.
Znacznik poruszył się po raz kolejny, przeskakując po powierzchni planszety. Tym razem sekwencja była dłuższa.
O
T
W
Ó
R
Z
T
R
Z
E
C
I
E
O
K
O
– Wiedziałem. Duch, nie duch, to jakiś zboczeniec, który chce puknąć Arletkę w kakao. Kochanie, nie zgadzaj się! – Karol z Krzyśkiem ryknęli śmiechem, niemal natychmiast przyłączył się do nich milczący dotychczas Bartek.
– Zamknijcie gęby. – Syk dziewczyny wskazywał, że jest wściekła i niewiele brakuje do awantury.
Co mam zrobić? – myślała gorączkowo. – Trzecie oko? – Nagle wzrok padł na planszetę.
I wszystko było jasne.
Zamknęła oczy i skupiła się bardzo mocno. Odgłosy otoczenia powoli odpływały, usłyszała w tle pytanie Karola: „Wszystko w porządku?”.
Zaległa cisza.
Podniosła powieki, a jej serce stanęło.
Znajdowała się w bezkresnej przestrzeni koloru ciemnobłękitnego, przypominającego trochę barwę skóry mieszkańców obcej planety z „Avatara”. Była naga, a na ciało padały zewsząd promienie, wyglądające na ultrafiolet. Nie miała pojęcia, skąd wychodzą i czy nie są szkodliwe (choć instynktownie czuła, że nie). Temperatura otoczenia była przyjazna, a ona czuła się… bezpiecznie to za dużo powiedziane, komfortowo i spokojnie. Śniła, tego była pewna.
Skoro ja tu jestem, to gdzie jest reszta?
Wstała i przeszła kilka kroków.
– Arletka? Kochanie? – Usłyszała znajomy głos. Z radością w sercu odwróciła się, widząc nagiego Karola, a za nim Bartka i Krzyśka, również w stroju Adama. Brakowało Moniki i Kaśki.
– Uff, a już myślałam, że jestem tu sama. Wiesz, gdzie jesteśmy? To sen? – Wpadła mu w ramiona i pocałowała namiętnie z radością. – Gdzie dziewczyny?
– Cicho, nie zadawaj pytań. – Położył palec na jej ustach. – To nie jest dobry pomysł. – Przeczesał palcami długie, kręcone blond włosy. – Nie powinniśmy zbyt długo tu przebywać.
– A gdzie my w ogóle jesteśm…
– Skarbie, nie wiem! – odparł z naciskiem. – Nie mam pojęcia, gdzie jesteśmy i co gorsza, nie wiem, gdzie jest wyjście.
– To jak się stąd wydostaniemy? Pamiętam, że próbowałam wywoł…
– Cicho, Arleta. Nic nie mów. Nie wolno rozmawiać tu o tamtej stronie. – Głos Karola stał się ostry. Wystraszyła się, co zauważył natychmiast. – Przepraszam. Pytałaś, jak się wydostaniemy? Drogi do drzwi wyjściowych nie znam, zresztą nie wiem, czy w miejscu gdzie się znajdujemy, coś takiego istnieje. Jest sposób, ale… – zawahał się i umilkł.
– Co, co mamy zrobić?
– Posłuchaj. Nie mam pojęcia, skąd to wiem, ale jestem pewien, że do opuszczenia tego miejsca musimy – obejrzał się na nagich Bartka i Krzyśka, wpatrujących się w oboje wyczekująco – uprawiać we czwórkę seks.
– To i tak mieliśmy robić, tylko w szóstk…
– To nie wszystko – przerwał jej po raz kolejny. Zaczęła się denerwować. – Musimy za każdym razem… pić soki twojego orgazmu, cała nasza męska trójka, a ty musisz wypić nasze, rozumiesz? Do ostatniej kropli, inaczej seks nic nie da i zostaniemy tu na zawsze.
Zamilkła, wpatrując się na zmianę w całą trójkę.
Gdyby to była rzeczywistość, pomyślałabym, że ktoś podał mi narkotyki - przebiegła po nich wzrokiem. Z ciepłego pokoju, gdzie dobrze bawiła się z przyjaciółmi w październikowy wieczór, przeniosła się... nie wiadomo gdzie, a jej chłopak i dwóch przyjaciół, którzy trafili tu z nią, zachowują się co najmniej dziwnie.
– To jakaś fatamorgana, a ja zaraz się obudzę – szepnęła. – To znaczy, że – odetchnęła głęboko, próbując zebrać myśli – żeby stąd wyjść, muszę się z wami kochać, a każdy z was ma zjadać czy pić mój orgazm? – Z rosnącym zdziwieniem zauważyła, że jest podniecona, a trójka chłopaków na erekcję. – To brzmi… groteskowo i dziwacznie.
Dziwacznie? Co za dobór słów, Arleta – zaśmiała się do siebie w myślach. Wciąż zastanawiała się, dlaczego nie panikuje, nie denerwuje się, wręcz odwrotnie, była pewna, że wszystko skończy się dobrze, a ona wydostanie się z tego dziwacznego miejsca, gdziekolwiek była.
Przed chwilą nie mieli wzwodu? – Zastanowiła się, patrząc na trójkę. – Ktoś albo coś nami manipuluje?
– Arleta, skup się. – Karol stanął przed jej twarzą zniecierpliwiony. – Mamy to robić do skutku, z największym zaangażowaniem, na jakie nas stać.
– Skąd to wiesz? – Spojrzała mu w oczy. Krzysiek z Bartkiem stanęli za nią. Pierwszy zaczął gładzić chłodną skórę drobnych ramion, drugi przesunął palce po biodrze, w górę, do piersi i delikatnie chwycił sutek między palce.
– Nie mam pojęcia, po prostu mam to w głowie. – Przesunął się bliżej, poczuła napiętą główkę członka na podbrzuszu. – Ufasz mi?
Dłonie chłopaków krążyły po jej ciele, ale Karol stał nieruchomo, czekając na odpowiedź. Czuła, że coś było nie tak, coś z widoku, który oglądała, stanowiło iluzję.
– Tak, ufam – odparła, wiedząc, że nie ma zbytnio wyjścia i westchnęła, czując przyjemne mrowienie w sutku.
– Zamknij na chwilę oczy – wydał polecenie. Posłusznie opuściła powieki.
– Już. – Usłyszała.
– Skąd…? – Znajdowali się w sypialni z ogromnym, rustykalnym łożem, jedynym meblem w pomieszczeniu. Pomieszczenie wyglądało na jeden z pokoi dziewiętnastowiecznej rezydencji szlacheckiej, tyle że bez okna, o którym projektujący najwyraźniej zapomniał. Mimo to w pokoju było jasno.
– Nie mam pojęcia. – Karol wzruszył ramionami. – Po prostu wiedziałem, że mam to zrobić, żeby się tutaj pojawić.
– A wy czemu nic nie mówicie? – Spojrzała na Krzyśka i Bartka. Ten pierwszy leniwie przesuwał dłonią po członku, taksując Arletę wzrokiem, drugi lizał na zmianę oba sutki, nie pozwalając jej się skupić. Obaj zachowywali się jak – olśniło ją nagle – roboty.
– Daj im spokój, oni mają tu jedno zadanie, pomóc nam stąd wyjść. Musimy zaczynać, im dłużej zwlekamy, tym mniejsza szansa, że się uda.
– Karol? – Spojrzał na nią. – Kocham cię, wypieprz mnie tak, żebyśmy wrócili do domu, kochanie. – Opadła tyłem na łoże i rozsunęła nogi.
Klęknął między rozciągniętymi udami, spojrzał na nią, uśmiechnął się i polizał. Zadrżała, czekając na więcej, a kiedy nad twarzą zadyndały jądra i pojawiła się napięta, różowa główka, rzuciła się na nią, liżąc łapczywie i obejmując szczelnie wargami oraz policzkami. Bartek, będący właścicielem owego organu westchnął głęboko i położył dłoń na jej głowie, a między udami po kilku liźnięciach wyczuła wsuwające się powoli palce.
Jęknęła z pełnymi ustami, przyjemne ciepło rozlało się po podbrzuszu i dalej, na biodra, uda oraz całe ciało. Zamknęła oczy i lewą dłonią instynktownie poszukała kutasa Krzyśka, klęczącego nad nią od lewej strony. Karol rozgrzewał ją powoli, za co dziękowała mu w myślach – nie chciała dochodzić od razu, pragnęła przedłużyć to nieznośne napięcie i gdy będzie już nie do wytrzymania, eksplodować z pełną mocą, dając im wszystko, co w sobie nosiła.
– Teraz ja. – Usłyszała szept Krzyśka, nie otwierając oczu, wypuściła Bartka i sekundę później nieco mniejsza, ale równie twarda główka wjechała w usta i przeszorowała prawy policzek. Przyspieszony oddech chłopaka dał do zrozumienia, że jest coraz przyjemniej. Zamierzała chwycić go dłonią i nie wypuszczając z ust, masturbować przez chwilę, gdy niespodziewanie Karol postanowił przypomnieć o sobie.
Trafił idealnie.
Podskoczyła jak rażona prądem i krzyknęła z pełną buzią. Poziom przyjemności zwiększył się kilkukrotnie, wypuściła Krzyśka i wyjęczała coś w stylu: „Nie przerywaj, a otrzymacie nagrodę”. Słowa obce, przecież ona tak nie mówiła, a mimo to padły, jakby coś nakazało jej to wypowiedzieć. W pokoju panowała cisza, przerywana odgłosem chlupania przesuwających się palców w pływającym od podniecenia Arlety wnętrzu. Jak na komendę pozostali klęknęli po obu bokach Karola i z napięciem wpatrywali się w kochającą dwójkę.
Orgazm urodził się w… piętach, ale całe ciało ogarnął błyskawicznie. Szczytowała długo, podrywając się w kolejnych skurczach z zamkniętymi oczami, aż wreszcie z cipki strzelił strumień, na który łapczywie rzucił się Karol, zlizując z warg sromowych oraz dłoni kolejne ślady. Krzyczała nerwowo po każdym dotknięciu języka, zaciśnięciu ust na płatkach czy muśnięciu czubkiem języka wnętrza. Kiedy skończył, ustąpił miejsca pozostałym, którzy…
Nie bawiąc się w dyplomację, wylizali wszystko do czysta, jak kot miskę mleka i zostawili Arletę, jęczącą i drżącą.
Uderzyło ją to.
Oni się mną karmią? – Próbowała myśleć, cały czas jednak miała poczucie mgły mózgowej, skutecznie uniemożliwiającej logiczną dedukcję. Na dodatek wciąż była podniecona, nawet bardziej niż wcześniej.
– Wejdź we mnie. – Spojrzała na Bartka. Ten posłusznie klęknął między udami, bez słowa wjechał jak po szynach i odetchnął głęboko. Wypełniona po brzegi zamknęła oczy i wyciągnęła dłonie. Kutasy Karola i Krzyśka wsunęły się między palce i zaczęły poruszać, traktując ręce niczym zastępcze cipki. Chłopak Kaśki pompował ją dość długo, w zasadzie nie wydając z siebie żadnych dźwięków, a Arlecie przemykała przez głowę lawina myśli, począwszy od strachu o powrót do rzeczywistości, poczucia odrealnienia, przez miłość do Karola, uczucie tak intensywne i dominujące, że rozlewało się w całym ciele, powodując przyjemne łaskotanie, przez podniecenie seksualne, wychodzące na pierwszy plan, które przez wrażenia zmysłów, dotyku, smaku, węchu i wzroku, odbierające bodźcce, prowadziło do orgazmu.
I wolności.
Otworzyła oczy. W pokoju nieco ściemniało, ciało Bartka poruszało się jak dobrze naoliwiona maszyna, a Karol i Krzysiek kątem oka wyglądali jak posągi z marmuru. Tempo przyspieszyło, jęknęła przeciągle, Bartek krzyknął, zsunął się z niej błyskawicznie, doskoczył do buzi dziewczyny i wepchnął kutasa prosto do ust. Nieprzyjemnie zaskoczona poczuła nasienie na języku. Gorące i kleiste, zalewające salwami jamę ustną i wyciekające kącikami.
– Połknij wszystko. – Usłyszała głos Karola zza głowy. Zlizała posłusznie pozostałość spermy z główki i pozwoliła mu wyjść. Chciała zaoponować, powiedzieć im, że nie podoba się jej to, co robią, nie dlatego, że nie odczuwa przyjemności, bo odczuwała. Wciąż liczyła na mega orgazm. Instynkt, który zazwyczaj nie zawodził, podpowiadał, że coś jest jednak nie tak. Zamiast zaprzeczyć, odmówić i kazać im iść w diabły…
– Chcę dojść po raz kolejny. – Uniosła się, uklękła i odwróciła tyłem, zapominając niemal natychmiast o buntowniczych myślach i poddając się chuci. Ciało parzyło jak po długotrwałej kąpieli słonecznej, a wnętrze gotowało się, oczekując po raz kolejny na palce Karola. Gdy przed oczami wylądował penis Krzyśka, bez wahania zapakowała go sobie do ust i zaczęła obrabiać, niczym profesjonalna prostytutka. Skupiona na fellatio nie zauważyła, gdy Karol lewą dłonią rozchylił cipkę, a dwa palce prawej bez większego problemu wsunął we wnętrze.
Wiedziała, że za chwilę ponownie osiągnie ten stan. Błagała go tylko w myślach, żeby dotknął ją TAM, pragnęła po raz kolejny rozlać się i dać im swój orgazm, aby walczyli o każdą kropelkę soków wypływających z wnętrza. Gdy palce obróciły się tak, że ich opuszki pieściły miejsce dające najwięcej przyjemności, zamknęła oczy, pozwoliła im obu działać. Ruchy w ustach oraz cipce przyspieszały i zwalniały, Karol chyba nauczył się wyczuwać, kiedy zaczynała szczytować, wycofywał się tuż przed końcem i czekał, aż ciśnienie spadnie. Nie protestowała jednak, cierpliwie pojękując z zajętymi ustami, przyjmowała kolejne, coraz mocniejsze pchnięcia dłonią.
– Dochodzę – wyrzęził Krzysiek i wystrzelił po sekundzie prosto do gardła dziewczyny. Dźwięk ślizgających palców mieszał się z przełykaniem spermy i cichnącymi jękami ejakulującego. Wreszcie doszła i ona, a gdyby ktoś stojący z boku posłuchał wydawanych przez nią jęków, pomyślałby, że ktoś przechodzi ciężkie tortury. Tymczasem, gdy pierwsza struga wytrysku Arlety trafiła na leżącą pod cipką twarz Bartka, ten zachwycony uśmiechnął się i otworzył szeroko usta, po chwili ustępując miejsca Krzyśkowi, a na koniec, gdy orgazm był na finiszu, Karol przykleił się ustami do płatków, wpychając język do wewnątrz, spijając i smakując pozostałości ostatniego szczytowania.
– Och, mój dobry panie. – Przeturlała się na plecy i ciężko oddychając, leżała z rozrzuconymi na boki nogami. – Och, skarbie. Bardzo mocny orgazm. Ale zobaczcie, jestem grzeczna i połknęłam wszystko. – Otworzyła szeroko usta i pokazała wnętrze.
– Bardzo ładnie – pochwalił ją Karol.
– Jeszcze jeden raz tak dojdę i stracę przytomność. – Spojrzała na niego. – To nie koniec, prawda?
– Nie koniec – potwierdził skwapliwie. – Jesteśmy już blisko, czeka nas jednak jeszcze coś wyjątkowego. – Dotknął piersi. – Musisz dojść w dwóch miejscach jednocześnie.
– Jak to w dwóch? – Przestawała cokolwiek z tego rozumieć. Było jej już w zasadzie wszystko jedno, chciała tylko wrócić do domu.
Do rzeczywistości.
A jednocześnie pożądanie i podniecenie nie malało, mimo dwóch potężnych szczytów wciąż było mało.
– Łechtaczką i w środku. – Dotknął powierzchni płatków, jęknęła z nadzieją i chwyciła za sterczący w pełnej erekcji członek.
– Twoją też muszę wypić, prawda? – Zaczęła masturbować Karola, rozchylając szerzej nogi i ułatwiając mu dostęp do wnętrza.
– Tak – odparł poważnie. – Mam nadzieję, że to wystarczy.
– Masz nadzieję? – Uniosła brwi. – Czy to znaczy, że…
– Nie, nie myśl o tym – przerwał jej. – Zajmij się mną i sobą. – Zamknął oczy i jęknął. – Zaraz skończę, jestem bardzo podniecony – szepnął. Grymas na twarzy wskazywał, że zaczyna szczytować. Błyskawicznie dopadła do główki i zanurzyła ją w ustach tuż przed finiszem, na tyle późno, że część wyciekła kącikami ust, co skwapliwie zebrała palcami i zlizała do ostatniej kropelki.
Bawili się tak czasem w domu, spuszczał się na nią, na dowolne miejsce na ciele, a potem ona zbierała spermę palcami i smakowała, niczym potrawę z restauracji. Podniecało to zarówno ją, jak i jego, tyle że w obecnej sytuacji nie potrzebowała dodatkowych bodźców.
– Ale gorące – jęknął, na co Arleta zachichotała z pełnymi ustami, połknęła ich zawartość i zgarniając nitki nasienia z kącików, szepnęła: „Smakujesz lepiej, niż mój ulubiony budyń, kochanie”. Zaśmiał się gardłowo w odpowiedzi i pocałował ją lekko. Po chwili uspokoił nieco oddech i patrząc prosto w błękitne oczy, wsunął w nią dwa palce. Zdziwiona, że ledwo go czuje, wskazującym pocierała miejsce dookoła łechtaczki. Pracowali tak w różnym tempie przez dłuższą chwilę, aż wreszcie złapała go za dłoń.
– To nic nie da. Musisz – zaczerwieniła się lekko – włożyć trzy.
– Trzy? Nie będzie cię bolało? – zdziwił się.
– Będzie, ale jeśli mamy opuścić to miejsce, innego sposobu nie ma. Nie skończę z dwoma.
Była PEWNA, że to jedyna możliwość. Poczuła rozrywające kłucie, kiedy powoli wsunął ponad połowę dłoni. Jako kobieta drobnej postury, nie dysponowała dużą pochwą i mimo że kobiecy organ jest mocno rozciągliwy oraz elastyczny, ból był potężny. Powoli obrócił palce tak, jak oczekiwała, odczuła, że to było właściwe. Jęknęła i opadła na plecy.
– Skończę tak, nie przerywaj – zażądała, przyspieszając jednocześnie ruchy dłonią. Myśli dziewczyny stawały się coraz bardziej chaotyczne, a miejsce między udami rozgrzane niczym piec hutniczy. Pojękiwała coraz głośniej, milknąc i wypuszczając powietrze w szybkich oddechach.
– Teraz – szepnął Karol i dopchnął dłoń, nie przerywając ruchów. Dopiero wtedy przekonała się, że poprzednie minuty były rozgrzewką. Obręcz zacisnęła się wokół bioder, a w głowie dudniło. Przestając zwracać uwagę na cokolwiek, koncentrowała się na narastającym gdzieś we wnętrzu, w bliżej nieokreślonej części ciała pączku orgazmu. Nie będąc w stanie wydusić słowa, otworzyła szeroko oczy. Widziała rozbłyski i ciemność, a gdy wyczuła, że to chyba już, Karol nacisnął drugą dłonią na kość łonową, nie przerywając ruchów.
Świat zamarł, ciało Arlety stało się bezwładne, jakby zemdlała i kiedy myślał, że straciła przytomność, spomiędzy ud wystrzelił strumień, trafiający go prosto w twarz.
– Boże, ale mocno, stracę przytomność. – Tylko tyle była w stanie wyjęczeć. Kolejne salwy lądowały na ciele Karola oraz na cipce, jak z fontanny. Cała trójka rzuciła się na nią, liżąc łapczywie wszelkie kropelki orgazmu. Zanim odpłynęła, zauważyła, że zaczęli całować się i spijać wzajemnie z twarzy oraz ciał jej soki. Pomyślała, że wyglądają jak drapieżniki, które dorwały się do świeżo upolowanej zwierzyny i dzielą między siebie łup, a z drugiej strony wpadło jej do głowy, że to mega seksowne i trochę dziwne, trzech facetów tak bardzo pragnie jej orgazmu, że walczą o niego i zlizują nawet z siebie samych.
Obraz zniknął.
Otworzyła powoli oczy, nie wiedząc, ile czasu minęło. Wciąż znajdowała się w dziewiętnastowiecznej sypialni, trójka wyparowała i gdy była pewna, że jest sama, kątem oka zauważyła ruch po lewej stronie łóżka.
Odwróciła spojrzenie i ciało zamieniło się w sopel lodu. W odległości mniej więcej metra stała potężna sylwetka męska, z umięśnionymi plecami i barkami, pokrytymi siateczką żył nabitymi bicepsami oraz równie mocno rozbudowanymi udami. Skóra postaci, pokryta bliznami i śladami jak po ospie, nosiła nieprzyjemny, żółty kolor, przypominający barwę chorego na żółtaczkę.
– Kim jesteś? – szepnęła niepewnie.
Odpowiedziała cisza.
– Kim jesteś? – zapytała głośniej.
Mężczyzna odwrócił się, spojrzała na twarz i zaczęła krzyczeć. Zamiast ust, oczu i uszu postać posiadała dwie pary małych czółek, poruszające się niezależnie w różnych kierunkach. Kolor twarzy, jakkolwiek to „coś” miało twarz, był fioletowy z odcieniem brudu z kałuży. Najbardziej przerażające były jednak oczy, choć Arlecie ciężko było zrozumieć, co to za istota stojąca przed nią w miejscach na oczodoły posiadała dziesiątki (miliony, podpowiedział umysł) maleńkich gałek ocznych, pracujących w różnych kierunkach. Mimo że krzyczała, umysł pracował analitycznie, obejmując twarz intruza, nosa brakowało, a zamiast ust widniała wielka dziura, najprawdopodobniej otwór gębowy, z którego wystawały ociekające śluzowatą cieczą cienkie, mające kształt igieł czułki. Skojarzył się jej z otchłanią, a pisk wydostający się z ust dziewczyny podniósł głośność o kolejne decybele.
– Arleta, Arleta, Arleta, mineta, mineta, mineta! – Rozległo się w głowie dziewczyny. – Jesteś najsmaczniejszą istotą, jakiej miałem okazję spróbować, a na dodatek masz dar Ummalamahri. – Chciała odpowiedzieć, nie była jednak w stanie przestać krzyczeć. – No już, już, za chwilę wszystko się skończy. Jesteś najlepszą żywicielką, jaką mógłbym sobie wyobrazić. Pyszna cipka! – zaśmiał się z zachwytem.
Przerażona na śmierć zauważyła, że kształt staje się coraz węższy, zamieniając się w cienką, unoszącą w powietrzu smugę dymu, która po chwili skierowała się w jej stronę. Chciała uciekać, nie mogła się jednak ruszyć. Jedyne, co pozostało, to bezwiednie obserwować, jak kształt przesuwa się między jej uda, po czym wnika przez pochwę do wnętrza.
– Nieeeeeeeeeeeeeeee!!!!!!!! – Czując, że w środku ulokował się intruz, podniosła po raz kolejny tonację krzyku i zamknęła oczy, w myślach modląc się o koniec tego koszmaru.
Po pewnym czasie (nie była w stanie określić, jakim) zaryzykowała i podniosła powieki, wciąż krzycząc.
Ujrzała zszokowaną twarz Moniki i Kaśki, bladego ze zdenerwowania Karola, trzęsącego się i mówiącego coś do niej oraz nie mniej zestresowanego Krzyśka. Zorientowała się, że to nie iluzja, a rzeczywistość, krzyk ugrzęzł w gardle dziewczyny, po czym zwymiotowała gwałtownie na planszetę, szepnęła: „Nic nie rozumiem” i zemdlała.
– ...po karetkę.
– I co powiemy? Że straciła przytomność w trakcie wywoływania duchów?! Błagam!
– Widziałeś, co się stało?! I jak wygląda?
– Przestańcie – powiedziała słabo. – Nic mi nie jest. – Otworzyła oczy. Leżała na tapczanie, dookoła zgromadziła się cała piątka, z wyraźnym niepokojem na twarzy.
– Jak się czujesz? – Karol dopadł do niej i przytulił. – Wszystko w porządku?
– Chyba tak. – Uniosła się na łokciach. Wszystko wskazywało na to, że zdarzenia, w których brała udział, były tylko złym snem, koszmarem. Spróbowała wstać.
Poczuła ból między udami i zrobiła się blada.
To nie był sen, o boże! Ja tam byłam naprawdę! Dlaczego oni nic nie pamiętają?!
– Co się stało? – zapytała drżącym głosem, nie patrząc na nich.
– Żartujesz sobie, prawda? – Zaniepokojona Monika usiadła obok i spojrzała Arlecie prosto w oczy.
– Nie. Nie żartuję. Nic nie pamiętam. – Rozłożyła bezradnie dłonie. – Ostatnie, co przychodzi mi do głowy, to: „Otwórz trzecie oko”.
Zaległa wymowna cisza.
– Wkręcasz nas? – Tym razem Karol zadał pytanie, po wyrazie twarzy dziewczyny rozpoznał natychmiast, że nie żartuje. – Chyba jednak nie… – Chwycił ją za dłoń. – Przez kilkanaście sekund siedziałaś w milczeniu, nic nie mówiąc, z zamkniętymi oczami, po czym nagle zaczęłaś przeraźliwie krzyczeć, co trwało około minutę, może trochę dłużej, otworzyłaś oczy, zwymiotowałaś, wybełkotałaś coś niezrozumiałego i zemdlałaś. – Klęknął przy tapczanie. – Co widziałaś?
Patrzyła dość długo w brązowe, zaniepokojone oczy. Instynkt mówił, żeby siedzieć cicho i niczego nie zdradzać. Wiedziała, że nie zrozumieją i stanie się obiektem żartów lub będą chcieli zawieźć ją do szpitala, na co nie miała ochoty. Poza tym jak wytłumaczyć, że przez co najmniej godzinę uprawiała seks z trzema obecnymi tu mężczyznami bez ich wiedzy... gdzieś tam, w innym wymiarze czy gdziekolwiek ją przeniosło? Najwyraźniej minuta „tutaj” równała się kilku godzinom „tam”.
– Nic – wyszeptała. – Niczego nie pamiętam, kompletna pustka. Tak jakbym zasnęła i obudziła się przy stole, krzycząc.
Na pewno dobrze robię, okłamując ich? Przecież mogę im ufać.
– Może teraz masz chwilową amnezję, a później sobie przypomnisz. – Do rozmowy niespodziewanie włączył się Krzysiek. – Powinniśmy ich zostawić. – Spojrzał na Monikę, Kaśkę i Bartka, zgodzili się w milczeniu. - Złapiemy się i wpadniemy najwyżej jutro.
– Ale seks dalej aktualny, tak? – zapytała słabo Arleta. Zaśmiali się krótko.
– Przed chwilą zemdlałaś i myśli o bzykaniu ci w głowie. – Karol spojrzał na nią z niedowierzaniem.
– Ja chcę – rzuciła bez zawahania Monia, a za nią ochoczo potwierdziła Kaśka.
– A wy? – Karol zerknął na kumpli, skinęli, zgadzając się. – Umówimy się na Whatsappie, może na jutro?
Pięć minut później, wciąż leżąc na tapczanie, słyszała przyjaciół, żegnających się z Karolem w przedpokoju.
– Sprzątnę i położymy się spać. – Usiadł obok. – Wystraszyłem się.
– Słuchaj. – Podniosła się na łokciu. – Kiedy byłam – zawahała się – nieobecna. Przez te kilkadziesiąt sekund. Zauważyłeś albo odczułeś coś dziwnego?
Na przykład to, że pieprzyłeś mnie z dwoma kumplami dobre półtorej godziny? – dodała w myślach.
– Nie. – Przyglądał się jej z uwagą. – Dziwnie wyglądasz i się zachowujesz. Na pewno nic ci nie jest? Może pojedziemy do lekarza?
– Nie, wszystko jest okej – skłamała gładko. – Po prostu... – zawahała się. – Nie wiem, nieważne – uśmiechnęła się słabo. – Kładę się spać.
– A seks? – Udał rozczarowanie. W rzeczywistości zdenerwował się na tyle, że chyba nie mógłby się z nią teraz kochać. Wystraszył się na serio, że coś jej się stało i poczuł lekką, nie do końca stuprocentową ulgę, że jednak nic jej nie jest.
– Jutro, Karolku, naprawdę nie dam rady. – Pogładziła go po twarzy. – Kocham cię i cieszę się, że jesteś.
– To tak jak ja ciebie, bejbe. – Pocałował ją lekko w usta. – Idę tam, gdzie moje miejsce, do garów i śmietnika – rzucił żart, na co zachichotała i krzywiąc się z bólu podniosła z tapczanu.
EPILOG
Długo nie mogła zasnąć. Ból w kroczu promieniował przyjemnym pulsowaniem, niczym zakwasy po przeciążeniu mięśni, a ona odtwarzała klatka po klatce zdarzenia, wywołane przez planszetę. Na myśl o istocie, która odwiedziła ją na koniec snu, przechodziły ciarki i oblewał zimny pot, wciąż jednak, mimo bólu między udami powątpiewała w realność całego snu, czy czymkolwiek była wizja, której doświadczyła.
Postanowiła pozbyć się planszety możliwie jak najszybciej, ten przedmiot, coś było z nim nie tak, a aura, którą roztaczał, niepokoiła i wprowadzała złe wibracje.
Wreszcie, zmęczona walką z natłokiem myśli zasnęła.
Sen był na tyle głęboki, że nic nie pamiętała, a gdy przebudziła się w nocy, Karol spał, oddychając powoli. Uspokojona napiła się wody z butelki obok łóżka i ponownie zapadła w objęcia Morfeusza.
Znalazła się w tej samej sypialni, w której uprawiała seks z Karolem i dwoma przyjaciółmi. Zmroziło ją, dłonie stały się lodowate ze strachu. Nie wiedzieć skąd w pomieszczeniu pojawił się mężczyzna w stroju żywcem wyjętym z epoki baroku, z okrągłą brodą i cienkimi, zwisającymi wąsami. Kojarzyła skądś tę twarz, a gdy uświadomiła sobie, kto to jest (to Rumburak! Co on tu robi?!), postać odezwała się.
– Tak, to Rumburak, nie wyglądam tak w rzeczywistości, ale pomyślałem, że łatwiej będzie ci ze mną rozmawiać. Wiem, że twój ojciec opowiadał ci o tej bajce i oglądałaś ją w dzieciństwie. – Uśmiechnął się, siedząc na czarnym tronie naprzeciw, który niespodziewanie pojawił się w pomieszczeniu razem z nim.
– To sen, prawda? – Skinął głową na potwierdzenie. – Dlaczego tu jestem i kim jesteś ty? – zadała pytanie, które padłoby pewnie z ust każdego na jej miejscu.
– Jesteśmy jednością. – Głos mężczyzny był cichy, a jednocześnie słyszała go również wyraźnie, jak gdyby szeptał jej do ucha.
– Co to znacz… – umilkła i zamarła. – Więc ten potwór, to była prawda? – Głos dziewczyny stawał się coraz bardziej piskliwy. – O boże, noszę w sobie... obcego?! Pasożyta?!
– Nosisz mnie, ale nie jestem pasożytem, Arleto. Chcesz wyjaśnienia? Zostałem przywołany. Zabawy z tym małym kawałkiem drewna, którego użyłaś, są bardzo niebezpieczne dla niedoświadczonych spirytystów. Miałaś szczęście, że trafiłaś na mnie, a nie coś gorszego, niektóre istoty mogłyby spowodować – umilkł na chwilę – twoją śmierć. – Uśmiechnął się lekko i stuknął długim paznokciem w podłokietnik.
– Czego chcesz? – Pomyślała, że nie ufa mu nawet o pół ciuta więcej.
– Powinnaś raczej zapytać, co dalej. – Grymas nie schodził z ust rozmówcy.
– Co dalej? – zdziwiła się.
– Jesteśmy scaleni, ale nie zamierzam cię wykorzystywać ani zabijać. Nosisz w sobie dar, dar nieosiągalny dla istot mi znanych. W moim świecie byłabyś boginią.
– Ja? Boginią? – zaśmiała się. – Chyba żartujesz – zamilkła na chwilę. – Co to jest Ummalamahri?
– Uważna i pojętna. – Na pochwałę uśmiechnęła się pod nosem. – To dar orgazmu absolutnego. Coś, o co pytałaś. Ty to masz.
– Co? – Patrzyła zdziwionym wzrokiem. – To był żart, nie ma orgazmu absolutnego. Chcieliśmy się zabawić z przyjaciółmi.
– Głupiutka, młoda istota – zaśmiał się chrapliwie. – Oczywiście, że jest. Doświadczyłaś go dzisiaj, ze mną! – Puścił do niej oko.
– Jak to, z tobą? – Zamarła, a w ustach zaschło.
– Myślisz, że trójka, z którą uprawiałaś seks, to był twój chłopak i przyjaciele? – Nachylił się do przodu, ukazując rząd białych, idealnie równych kłów w grymasie, mającym imitować uśmiech. – To byłem ja, w ich wyimaginowanych ciałach. A ostatni orgazm, ten, po którym zemdlałaś, był właśnie absolutny, nie czułaś tej mocy?! Tej potęgi?! Jego siła potrafi niszczyć całe światy!
Oczywiście, że czułam! Wiedziałam jednak, że coś jest nie tak, że część z tego, co widzę, to iluzja! – rzuciła w myślach.
– Ale… – Żołądek podjechał jej do gardła. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że wymioty zwrócone na planszetę miały smak…
Spermy!!!
To wszystko było realne i zdarzyło się w rzeczywistości!
– Tak, wcieliłem się w ciała ich trzech, właściwie to były ich projekcje, atrapy, makiety, czy jak to nazwiesz w waszym języku, ciała ich, a ja wewnątrz. Zachowywali się jak oni, mówili jak oni, nawet znali wszystkie wydarzenia z życia tak jak oni. Czyż to nie genialne? – zachichotał, bawiąc się setnie i uderzył z radości dłońmi o kolana.
O mój boże. – Z wrażenia usiadła na podłodze.
– Jestem, jak to mówicie, symbiontem. Z innego wymiaru niż twój. Żywię się emocjami z orgazmów, seksualnej przyjemności, a ty jesteś niewyczerpaną kopalnią tejże. – Uśmiech nie schodził mu z twarzy. – Powiedziałem jednak, że cię nie skrzywdzę, a nawet dam coś w zamian. Otóż za twą rozkosz, za jej dowód w postaci soków, którymi wczoraj pożywiłem swe jestestwo, otrzymasz ode mnie lata intensywnych doznań i umiejętność sprawienia takiej przyjemności sobie i partnerom, że staniesz się niedoścignioną boginią miłości.
Zaległa cisza.
– A jeśli odmówię? – Spojrzała na niego przeciągle.
– Obawiam się, że nie masz wyjścia. Pijąc nasienie Karola i dwójki przyjaciół podczas wizji, zaraziłaś się śmiertelnym wirusem, na który jedynym antidotum jest moja sperma. Jeśli nie wypijesz jej teraz, umrzesz w ciągu – zastanowił się – doby.
Zamurowało ją.
– Żartujesz, prawda?! – Uniosła się, coraz bardziej zdenerwowana.
– Usiądź, nie żartuję. Nerwy nie są nam do niczego potrzebne. To fakt i nic tego nie zmieni. Z jednej strony – perspektywa nieprawdopodobnych przeżyć seksualnych, rozkoszy i emocji, z drugiej – śmierć i czerń, a gdzie trafisz po drugiej stronie, tego nie wie nikt.
Miała ochotę wysyczeć: "Pierdol się" i rzucić się na niego z pięściami, czuła jednak, że nic by to nie dało, poza tym tak istota, to coś, szantażujące ją, jest o wiele silniejsze.
Była bez szans.
– A jak to wpłynie na moje życie, będę w stanie kontrolować – zrezygnowała z walki i zastanowiła się nad określeniem – popęd? Kiepsko będzie, jeśli nagle w środku dnia, w trakcie zajęć na uczelni albo jazdy komunikacją miejską zacznę dobierać się do przypadkowych mężczyzn.
– Pytasz, czy emocje seksualne będą miały nad tobą władzę? – upewnił się. – Nic się nie zmieni, będziesz tą samą Arletą, twoja chuć nie rozrośnie się do niekontrolowalnych gabarytów. Nie będzie różnicy, poza jednym, drobnym szczegółem. Zawsze, gdy będziesz uprawiała seks, ja, znajdując się w tobie, skorzystam z tego nieco i pożywię się, a w zamian podaruję ci coś, co obiecałem. Rozkosz, której z twojego gatunku, z miliardów osobników, żyjących obecnie lub w przeszłości, doświadczyły raptem dziesiątki. To uczciwa umowa.
– Nie mam wyjścia, prawda?
– Oczywiście, że masz. Tyle że w obecnej sytuacji bramka numer dwa jest skokiem w przepaść bez dna. – Użył nomenklatury rodem z teleturniejów telewizyjnych, co rozbawiło ją lekko, zdziwioną, skąd zna takie zwroty.
Kim on tak naprawdę jest?
– Tak będzie zawsze? Będę cię w sobie nosić całe życie? – Zrezygnowana usiadła ponownie na podłodze.
– Chciałabyś? – Obcy uśmiechnął się tajemniczo, a jego oczy zajarzyły czerwienią.
– Chciałabym się obudzić – westchnęła i nie drążyła.
– To za chwilę. Mamy umowę? – Wstał i zaczął rozpinać spodnie.
Nie odpowiedziała, uniosła się jednak na kolana i klęknęła, oczekując na…
Pana?
Obudziła się gwałtownie, leżąc na wznak i oddychając ciężko. Każdy ułamek sekundy snu wbił się w pamięć tak głęboko, że mogłaby powtórzyć go w myślach z niewiarygodną precyzją.
Więc… – obróciła się, spoglądając na śpiącego Karola – stanę się, a może już nią jestem, seks maszyną, boginią orgazmu i nie wiadomo, kim tam jeszcze – zachichotała w duchu. – Może czas wypróbować, czy moce faktycznie działają? – Zawahała się, po czym odkryła kołdrę i odnalazła śpiący penis partnera.
Nic nie wzbudziłoby czujności osoby postronnej, widzącej tę scenę, para młodych ludzi, z których jedno budzi się w nocy, mając ochotę na seks i inicjuje zbliżenie.
Nie byłoby w tym również nic dziwnego, gdyby nie pewien fakt, dość istotny. Gdy Arleta przystąpiła do fellatio, krocze Karola zalało czerwone światło, a tęczówki dziewczyny z błękitnego zmieniły kolor na rubinowy, promieniując dyskretnym blaskiem.
Ummalamahri. – Usłyszała w myślach zadowolony głos obcego, uśmiechnęła się szeroko i zapakowała śpiącego jeszcze kutasa do samego końca.
W trakcie pisania historii użyłem AI do stworzenia okładki oraz napisania instrukcji obsługi planszety.
Scenariusz, pozostały tekst, korekta treści oraz niewymienione elementy opowiadania zostały wykonane przeze mnie samodzielnie lub za pomocą ogólnodostępnych w Internecie narzędzi (SentenceChecker, ortograf.pl), bez użycia modeli sztucznej inteligencji.
Utwór podlega ochronie na mocy ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Nieuprawnione wykorzystanie, kopiowanie lub rozpowszechnianie, także we fragmentach, może skutkować odpowiedzialnością prawną.
BaPe
Jak Ci się podobało?