Z sennika Marty (II). Najazd Szwedów

8 stycznia 2020

Opowiadanie z serii:
Z sennika Marty

10 min

To druga część mojej próbki nowej formy. To nieco eksperyment, więc proszę o uwagi, może należy coś zmienić.

Dzień drugi
Tym razem świąteczne oglądanie "Potopu", przeniosło mnie we śnie do tych czasów.

Razem z innymi niewiastami przeżywałam, że lada dzień przybędą do nas Szwedzi. Ja skromna szlachcianka, samotna białogłowa, miałam w swej pieczy dworek. Rozbisurmanieni żołdacy niechybnie go spalą, a mnie i inne białogłowy zaczną srodze napastować. Już wyobrażałam sobie, jak zadzierają moje szerokie spódnice, jak pijani włażą na mnie, żeby jeno pohańbić... Dziewki służebne spotka los nie lepszy, a mojej ciotki, czterdziestoparoletniej wdowy też zapewne nie oszczędzą. Razem płaczemy nad swym marnym losem.
- Dziewczęta... nie uchronicie swych wianków - biadoli ciocia Hanka.
- Cóż nam czynić? - pytam przerażona.
- My, białogłowy, możemy jeno wywiesić białą szmatę... Tylko poddanie się ich woli może nas ocalić... - smutno kiwa głową wdowa.
- A więc mamy im ulec? Mamy dać się pohańbić? Stać się dla nich jeno uciechą, rozrywką?
Dziewuszki tulą się do siebie jak pisklęta.
- A co jeśli nas nie tylko pohańbią, ale i zbrzuchacą?
- Taka nasza dola niewieścia... możemy jeno podciągnąć spódnice...
Ciągle dobiegały straszliwe wieści. Szlachta poddała Brześć za to, coby Szwedzi nie złupili ich dworów. Na daremno... Tyleż srogi, co wiarołomny, najeźdźca ani myślał dotrzymywać paktów...
Wieść głosi, że te lutry mają w portkach żelazne osłony na swych męskościach, przeto mogą srogie krzywdy wyrządzić białkom... Inni prawili, że to są jakoby muszkiety, które grzmocą zawzięcie, ziejąc ogniem.
Dziewoje jeszcze żałośniej zapłakały nad swym losem.
Kolejna wieść niosła, że te kalwiny chcą naszą ziemię katolicką obracać w protestancką w tenże oto diabelski sposób, że umyślnie będą tak naszych niewiast używać, coby potem porodziły ewangelicki pomiot...
Znów jęki i zawodzenia wśród panien i starszych jejmości poczęły się srogie.

Wreszcie tętent końskich kopyt i pojedyncze strzały zwiastowały przybycie tych diabłów wcielonych. Z dala było słychować biadolenia niewieście.
- Kzie jadlo, piwo i... dziefki?! - spytali pierwsi najeźdźcy, patrząc lubieżnie.
- Waćpanny, przypominam - zakrzyknęłam - jedynym naszym ratunkiem jest uległość... Chyżo zapodajmy panom żołnierzom strawę i napitki...
- I... dzieffki!!! - dopominał się pijany, gruby wachmistrz.
Ależ zaglądał mi w dekolt, kiedy osobiście usługiwałam, nalewając im trunek do kielichów. Palcem odsłonił go jeszcze bardziej, głęboko zapuszczając tam żurawia.
Byłam zdumiona, bo zdało mi się, że w obliczu takiego nieszczęścia, moje piersi, i tak już dorodne, urosły do monstrualnych rozmiarów... jakby ich celem miało być czynienie uciechy dla rozpustnych żołdaków!
- Gut, gut! - ucieszył się rajtar, jeszcze bardziej rozciągając moją bluzeczkę - Szyne titten!
Ledwie wyswobodziłam się z jego łapsk, już trafiłam do kolejnych żołdaków. Gdy polewałam im do kufla, potężna graba przylała mi sążnistego klapsa w mój wypięty tyłek... Towarzyszył temu nieobyczajny rechot rozwydrzonego żołdactwa.

- Tusza tuppa!!! Ha ha ha!
A ja, co mogłam? Jedynie udawać, że uśmiecham się do nich i życzyć:
- Smacznego panowie oficerowie!
Kątem oka spostrzegam, że dziewki służebne są traktowane o wiele bardziej bezpardonowo! Ich piski wręcz wypełniają izbę. Wszystkie są szczypane i klepane po zadkach. Co rusz, jakiś wiarus schwyci którąś za cycek, a często wepchnie rękę pod spódnicę...
Widzę, że nie tylko mi tak mocno nagle rozrosły się piersi. Młynarzówna ma je wielkie jak dynie! Służka Jadwinia także dźwiga tęgie banie... No i obydwie dziewoje najniecniej są nagabywane przez Szwedów. Odszczepieńcy nastają na nie na każdym kroku. Ale, żeby tylko prawili im sprośne komplementy, jak mi, o nie! Sadzają je sobie na kolana, coby łacniej obłapiać! A może po to, by poczuły, jak groźne i twarde są ich rapiery?
Nawet nadobna ciocia Hanka nie może się od nich opędzić, pludry narzucają się jej już w drzwierzach, nie słyszę, co do niej mówią, ale ze strzępów słów wnoszę, że stręczą... namawiają... domagają się... żeby poszła z nimi na siano... Co za potwarz dla szacownej matrony...
Wiem, że zali tylko zaspokoją swój apetyt na strawę, zaczną zaspokajać swe chucie...
Już widzę, że ciągną tę gładką młódkę, kasztelanównę, do piwniczki! Już po jej wianku...
Wtem słyszę ryk!
To Jadwini rozerwali bluzkę! Cała czereda gapi się wszetecznie na jej wybujałe cyce... Po kolei żołdactwo rwie się do macania!
- Jak tak można! - chciałam wykrzyczeć, ale jakaś brudna, klejąca się od miodu dłoń, zatkała mi usta. Jednocześnie druga wdarła się w mój kaftanik!
- Nie... nie... - proszę. Ale nadaremno. Swawolnik gniecie mi biust, jakby gniótł poduszki!
Gdy próbuję się uwolnić, podbiega jego kompanion i już dwie pary dłoni buszują po moim ciele! Plądrują je, jakoby szabrowali jakoweś skarby. Nie dość, że miętoszą moje cycki, to wdzierają się pod spódnicę! Już srodze ściskają mój kuperek... klepią  pośladki. Szczypią!

- Auuua!

Próbuję się opędzać, ale... bezskutecznie! Mają przewagę liczebną - ja dwie dłonie, oni cztery. Nie wspominając o ich sile. Odczuwam ją, gdy ściskają mój zadek!
Nie ma takiej części ciała, której by mi ci harcownicy nie splądrowali, nie oszczędzając najbardziej sekretnych zakamarków.
Na moje nieśmiałe protesty odpowiadają hardo.
- Albo będziesz spolegliwą, albo spalimy dwór i nie oszczędzimy żywota twej czeladzi!
Cóż miałam za wybór?!
- Panowie oficerowie... będę wam uległą... wielce uległą...
Dostrzegam, że inne niewiasty idą w ślad za mną. Ku prawdzie, popiskują, ale dają się prowadzić jak niewinne owieczki na rzeź...
Żołdacy wiodą mnie, jako i pozostałe białogłowy do ławy, na której wieczerzali. Odgarniają talerze, przewracają statki,  i popychają, cobym rozłożyła się przed nimi na plecach. Krótko się ociągam, ale gdy dostaję soczystego klapsa, natychmiast potulnie spełniam ich komendy.
Widzę, że po mojej prawicy takoż samo legła ciotka Hania, a po lewicy młynarzówna.
Żołdacy lubują się w sprawowaniu rządów, hardo nami komenderują.
- Dzieffki! Do góry kiecki!
Rozejrzałyśmy się po sobie. W licu cioci dostrzegam gotowość do spełnienia rozkazu, u młynarzówny widzę łzy w oczach, pewnikiem właśnie żegna się ze swą cnotą...
- Rychlej! - ryknął gruby wachmistrz.
Widzę, jak wszystkie trzy, jednocześnie chwytamy się za skraj materiału.
Drżącymi rękoma podciągamy go równocześnie i wkrótce nasze spódnice łopoczą zadarte...
- Halki też! Nuże dziefki! Żwawiej! Chcemy zoczyć wasze kuciapki!
Czuję się dokumentnie upokorzona... Wszystkie tak się czujemy. Obcy żołdacy oglądają sobie nasze gołe piczki! Ten z lewej, z wąsiskami jak bies wpycha grubego palucha młynarzównej! Dziewczę piszczy wniebogłosy!
 - Ciasna! Ani chybi cnotka!
"O matko! Zaraz będą komentować moją dziurkę..."
Najpierw jednak zarechotał stary wiarus, który ucapił ręką krocze cioci Hani.
- Dalibóg! Ale przestronna norka! Widno często używana i... okrutnie!
Ciotka, od dawna wdowa, spłoniła się jak nastka. Nie raz była widziana z karczmarzem we młynie, parobkami na przęterku, a nawet z dobrodziejem na zakrystii!
Jezusieńku Nazarejski, ale co będzie teraz - strapiłam się w duchu - azaliż to nie łgarstwo, że te huncwoty mają przyrodzenia ze stali???
- A teraz ciewczenta... szeroko nuszenta! Ha ha ha!
Znów, jakby synchronicznie, spełniłyśmy polecenie. Po prawej stronie moja noga dotknęła Hani, a po lewej młódki od młynarza.
Rychło przekonałyśmy się, z czym będziemy miały do czynienia. Ich potężne męskości albo były ze stali, albo w nią okutane, albo tak mi się zdawało...

Wtem z tyłu dobiegła, wykrzyczana gardłowo, komenda:

- Kchędożyć!
Nasze piski znów zsynchronizowały się ze sobą, gdy wszystkie jednocześnie poczułyśmy napieranie potężnych taranów. Pomyślałam sobie, że teraz ciotka ma najlepiej, ale młynarzównej współczułam, bo sama z trudem przyjmowałam brutalne wchodzenie we mnie strasznego pala. Wydawało mi się, że rozerwie piczkę... Wdzierał się w nią okrutnie, penetrował, niczym pika na niedźwiedzia!

Czułam go w mych trzewiach. Wbił się tak głęboko...

Rozpoczął srogie chędożenie. Jakby pompowanie... Miałam wrażenie, że w rytm tego pompowania rośnie mi brzuch! Tak!!! Zostaję w błyskawicznym tempie zbrzuchacona!

Rozglądam się na boki, zarówno ciocia Hania, jak i młynarzówna mają wielkie bębny!

Zatem owe niecne plotki okazały się ziszczać. Wszystkie mamy po najeździe Szweda ostać się w stanie błogosławionym! Och! My biedne niebogi! Nie dość, że pohańbione, nie dość, że z nieślubnymi dzieckami, to jeszcze spłodzonymi przez bisurmana! Oj dolo nasza!

Stękałam. Nie tylko nad okrutnym moim losem, ale i przez okrutne dźgania szwedzkiego kopijnika. Jego kopia nacierała bezlitośnie niczym piekielny tabun pustoszący nasze ziemie.

Takoż samo żałośnie stękała młynarzówna, cioteczka jęczała jeszcze głośniej. Zdało mi się, że nasze jęki są jakby z sobą skoordynowane. Gdym spojrzała w obie strony, pojęłam dlaczego. Dostrzegłam, że żołnierze szturmują równomiernie i równocześnie, jak na manewrach...

Zadają sztychy jak na ćwiczeniach z fechtunku. A nasze stęknięcia, dodają im jeno ochoty do coraz głębszych pchnięć.

Gdy przyjrzałam się dobrze, zobaczyłam, że za naszymi ciemięzcami stoi w szeregu, długi łańcuszek ich kamratów, czekających na swoją kolej.

Wkrótce nastąpiła zmiana warty. I kolejna. I znowu!

Coraz srożej byłyśmy chędożone. I w coraz większym tempie, bo nasi ciemięzcy byli ponaglani przez tych z tyłu. Każdy następny przystępował z coraz większą lufą i z coraz większą furią.

Wreszcie naprzeciw mnie stanęła... armata! Z wielką lufą, gotową do strzelania na wprost!
Z przestrachu krzyknęłam!

I to dobrze, że krzyknęłam, bo dzięki temu się obudziłam... Sny też trzeba umieć kontrolować...

11,619
7.2/10
Dodaj do ulubionych
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 7.2/10 (18 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Z tej serii

Komentarze (6)

konto usunięte · 9 stycznia 2020 ·

0
0
Bardzo mi się podobało. Trochę przemocy ale bez wulgaryzmów i z humorem. Może bym ten wątek o dzieciach pominął, bo mi spada humor, gdy myślę o konsekwencjach zabawy...
Zakończenie zabawne i dobre ☺️

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Agnessa Novvak · 10 stycznia 2020 ·

0
0
Nie mam pojęcia ile taka język ma wslólnego z prawdą historyczną 😉 ale czyta się to zaskakująco przyjemnie 😉

Jedna tylko uwaga - jest stylizacja, jest nastrój, aż nagle... "pochwa" i "macica"? Aj waj! Straszliwie się te słowa gryzą z wszechobecną archaizacją! No jakby ktoś mi do gęsiny w karczmie colę z lodem podał....
Usuńże to, Historyczko, bo gańba i sromota! 😀

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

historyczka · Autor · 14 stycznia 2020

0
0
Agnesso, oczywiście, że skorzystałam z Twojej podpowiedzi. Myślę, że słowa, zarówno "pochwa", jak i "macica" używane były w staropolszczyźnie. Ale najważniejsze są odczucia czytelnika.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Agnessa Novvak · 14 stycznia 2020 ·

0
0
To już musiałby się językoznawca wypowiedzieć od którego wieku były znane i używane w tym kontekście. Ale nawet jeśli, to - moim oczywiście zdaniem - zupełnie tu nie pasują. I nie chodzi tu o moje krytykanctwo, wręcz przeciwnie. Budujesz @Historyczko świetny nastrój, wczuwamy się w losy bohaterki i nagle... pochwa. Jakby ktoś między karty Sienkiewicza wycinek z podręcznika do biologii wkleił 😛

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

historyczka · Autor · 16 stycznia 2020

0
0
"Budujesz @Historyczko świetny nastrój" - lejesz miód Agnesso na moje serducho! 🙂
A do tego zestawianie tej mojej pisaniny do "kart Sienkiewicza" to już w ogóle szczyt szczęścia... 🙂
Jednak czytelnicy ocenili to opowiadanie najgorzej ze wszystkich moich...

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Agnessa Novvak · 16 stycznia 2020

0
0
Powiem tak - to jest śliski temat. Przyznam otwarcie, że historie z Martą zwykle średnio mi podchodzą, a ta spodobała mi się właśnie dlatego, że jest inna. Mocno wystylizowana (pomijam może ile wspólnego ze staropolszczyzną ma takie sienkiewiczowanie, ale klimat jest 😉 ), niby poważna ale i napisana z nieco rubasznym humorem.
I może właśnie dlatego czytelnicy, oczekujący czegoś "typowo historyczkowego", mogli poczuć się zawiedzeni? Ale tak bywa. Napiszesz w swoim stylu, to się powtarzasz. Napiszesz coś oryginalniejszego, to niepotrzebnie kombinujesz 😀

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Teksty o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.