Technologia zmartwychwstania (III) – Pępowina

XeeleeFirst XeeleeFirst

14 grudnia 2018

hourglass 37 min

Poniższe opowiadanie znajduje się w poczekalni!

Tekst niniejszy jest trzecim odcinkiem powieści, którą podzieliłem na cztery części. Tylko po części opowieść ma charakter tekstu science-fiction. Fragment dotyczący istoty świadomosci jest aktualną wypowiedzią z zakresu neurofizjologii. Zgodnie z postulatami czytelników, zawartymi w komentarzach nie zamieściłem linków Internetowych. W tej sytuacji, w razie wątpliwości, konieczne jest samodzielne sprawdzanie wiarygodność poszczególnych tez.

Obserwatorium Astronomiczne Pięciu Wzgórz



Wyszliśmy przed budynek schroniska. Na parkingu koło niebieskiego Peugeota stała Kornelia w towarzystwie młodego chłopaka.
– Czy zgodzicie się, aby Rorvik pojechał z nami? Rorvik McAster jest tym mężczyzną, o którym mówiłam. To on właśnie należy do stowarzyszenia „The Boreal Crown”.
– Ależ, to nie jest żadne stowarzyszenie, to jest tylko „anonimowa akcja” – wtrącił chłopak.
– Anonimowa akcja, która ma budżet równy majątkowi Muska – odparła Kornelia.
– No to co, bierzecie mnie ze sobą czy nie?
– Ależ oczywiście, wsiadaj Rorvik! – odezwałem się stanowczo za wszystkich – Ja z Jaycee siadamy na tylnych siedzeniach. Rozumiem, że Kornelia prowadzi.

Zaczęliśmy dość szybką jazdę. Zjeżdżając już do Culbyhole, zauważyłem, że Kornelia powadzi samochód pewnie, szybko i w pełni automatycznie, poświęcając dziewięćdziesiąt procent uwagi na kontynuowanie rozmowy.

– Kornelia zdążyła mi powiedzieć, że pan nie wierzy w to, co chcemy zrobić w pobliżu bieguna magnetycznego Ziemi. Nie rozumiem, dlaczego pan tak sądzi? Kornelia dała mi przesłuchać nagranie trzech głównych waszych referatów. Przecież Noah, pana przyjaciółka Jaycee i zdaje się pan także, wierzycie w to, że „gwiazdy mają duszę”.
– To jest niewątpliwe! – powiedziałem – Ja tylko nie wierzę, że wy potraficie zbudować to „auromal device”. Brak wam pewnego ogniwa, a poza tym sądzę, że seks między planetami odbywa się w zupełnie inny sposób.
– Wiecie co, proponuję, abyście siedzieli przez godzinę cicho – odezwała się Jaycee – przecież można zwariować z tym waszym przeintelektualizowaniem.
– Dobrze! Puszczę wam płytkę z melodiami Anjani. Będzie to Blue Alert – odezwała się Kornelia.
– Hm... Blue Alert zawsze ogłaszano na Star Trek, gdy Enterprise lądował – dodał chłopak
– Kochanie, proszę, zamknij się!

Rorvik zamilkł, wyciągnął się jak długi. Było widać stąd z tylnych foteli tylko jego nieruchomą czuprynę. Chyba zasnął. We wstecznym lusterku mimo zapadającego zmroku było widać żywe oczy Kornelii, która oczywiście namierzała stale, a to lewy, a to prawy krawężnik, pasek pośrodku szosy i czerwone światła hamulcowe samochodów jadących przed nami.

Dotknąłem ręką biodra Jaycee. Przed wyjazdem ubrała niebieskie dżinsy. Za chwilę położyłem moją rękę na wewnętrznej stronie jej uda. Jaycee odwróciła się do mnie i zaczęła całować mnie w usta.

Po dwóch godzinach byliśmy już na parkingu Obserwatorium Astronomicznego Pięciu Wzgórz. Zaczęły się zjeżdżać jeden po drugim samochody naszej grupy. Trzaskały drzwiczki. Wszystkie samochody były skromne, co najwyżej średniej wielkości. Tylko Noah nadjechał potężnym SUW’em. Naszą grupę kilkunastu osób przywitał przy bramie szef Obserwatorium doktor Ken Wine. Miał smutną minę. Powiedział:

– Przed dwoma godzinami dzwoniła pani Phoebe, chciała rozmawiać z doktorem Chaffinch’em, ale on przecież zmarł przed dwoma dniami! Czy państwo nie wiecie tego? To był wybitny astronom. Całe życie poświęcił astrofizyce! Badał Słońce! To była jego pasja. Przed kilkunastoma laty zachorował. Rozpoznano u niego guza mózgu. Na sekcji zwłok okazało się, że był to glejak. To jest nowotwór, który grozi wszystkim astrofizykom.
– Ma rację facet! – mruknąłem do stojącej obok mnie, trzęsącej się z zimna Jaycee.
Astronom kontynuował jednak swoją mowę przywitalną, którą wygłaszał przy bramie drabiniastego płotu, który oddzielał okoliczne łąki od wzgórz, na których ustawiono pięć najlepszych teleskopów, jakie wybudowano w tym małym, dość dziwnym kraju. Powiedział w końcu:
– Ale zgodziłem się przyjąć was dzisiaj i udostępnić radioteleskopy, którymi doktor Chaffinch zarządzał w sposób autokratyczny, ze względu na szacunek do pani Phoebe. Podobno ktoś z was potrafi obsługiwać obydwie instalacje. Czy tak? Bo doktor Chaffinch nigdy mnie nie dopuścił do swojego, nowego teleskopu, więc nie znam się na jego obsłudze.
– Ja potrafię – powiedziałem – nazywam się Bron Colins. Kiedyś pana poznałem. Czy przypomina pan sobie takiego nawiedzonego miłośnika astronomii, który napisał książkę, którą panu podarował?

– Ależ tak! Panie Colins, okey, proszę, oto są klucze. Zmykam do siebie, bo moja żona urodziła właśnie przed dwoma dniami syna. Daliśmy mu na imię Auqukuh.

– Chodźcie za mną. Jest ciemno, ale znam te ścieżki na wylot. Te krzaki i gaj, który porasta te wzgórza, oddzielają archaiczne teleskopy optyczne typu Cassegraina, a ten tutaj to zwykły Newtonowski. Pracuje na nich Jagiellońskie Koło Miłośników Astronomii.
– Proszę pana, co to znaczy Jagielloński – odezwał się Rorvik McAster, wicedyrektor
czasopisma „Pop-Art”, z pochodzenia Anglik, przybyły tu, jak widać, niedawno.
– Wie pan, to był taki król, też miał „północną koronę” na głowie! – Sączyłem wolno złośliwość, otwierając jednocześnie drzwiczki do kładki prowadzącej do małego budyneczku stojącego u podstawy potężnej anteny radioteleskopu o średnicy pięćdziesięciu metrów. Wkrótce wszyscy zgromadzili się już w pomieszczeniu głównym budynku, to znaczy w „Pomieszczeniu Komputerowej Analizy Odbieranych Sygnałów”. Teraz dopiero przypomniałem sobie i krzyknąłem:

– Ojej, Noah! Ty musisz iść teraz tam do tej ciemnej budy, koło tego drugiego radioteleskopu. Masz tutaj klucze. Musisz uruchomić go i nakierować na „Cygnus 16”. To jest archaiczny sprzęt, który potrafi odbierać tylko z tego kierunku. Studenci ćwiczą na nim badanie radioźródła CYGNUS-A – dodałem krótkie objaśnienie, mówiąc do wystraszonych uczestników eskapady – chyba wiecie, że jest to najsilniejszy, naturalny nadajnik fal radiowych na niebie północnym.

– Zrobię to dla ciebie Bron. Weronika chodź ze mną do tej ciemnej budy, bo mam trochę stracha. Będziemy nastawiać ten radioteleskop we dwójkę.
– Idę z tobą i wcale się nie boję – odparła dziewczyna o rudych włosach.

Gdy przez okno sterowni dojrzałam, że Noah i Weronika znaleźli się już przy archaicznym, starym urządzeniu wystukałem na klawiaturze sterowniczej dwa krótkie polecenia techniczne. Przez okna było widać, że antena dokonała natychmiast gwałtownego ruchu. Było widać, że wolno porusza się także antena wklęsłego radioteleskopu, przezywanego przez studentów „CYGNUS”. Obydwa radioteleskopy były sprzężone. Kiedyś wraz z doktorem Chaffinch’em zamontowałem kabel, który połączył te dwa systemy.

W kieszeni mojej bluzy wyjąłem pendriv’a i wsunąłem go do wejścia USB w obudowie komputera głównego. Wystukałem przećwiczone przeze mnie już wielokrotnie polecenie:

#Listen to star Delta Cygni; star Epsilon Cygni; @ @ 0601. Za chwilę na ekranie komputera pojawiły się informacje potwierdzające:
*1 Program NaTroNa podejmuje próbę nasłuchu i analizy sygnału.
*2 Pozycje gwiazd poddawanych nasłuchowi – współrzędne w układzie równikowym:

# Delta Cygni Rektascencja α 20,5 h, Deklinacja δ 40 stopni, odległość 95 lat świetlnych

# Epsilon Cygni Rektascencja α 19 h , Deklinacja δ 45 stopni, odległość 136 lat świetlnych

*3 Czy sygnał i tłumaczenie rejestrować w „buforze aktualnego nasłuchu”, czy też
wyświetlać dodatkowo na ekranie monitora głównego?


– NaTroNa wyświetlaj i podawaj też na głośniki stacji – powiedziałem głośno.

Rozmowa Alty z Hiriną.



Na ekranie monitora zaczęły się z wolna ukazywać zdania wyświetlane w dziwny sposób. Litera były różowe na jasnoniebieskim tle. Ledwie można było zrozumieć ciąg fraz słownych, poprzedzielanych dość często wykropkowaniami. Z głośników jednak sączył się także głos. Był to zapewne głos syntetyzatora mowy. Początkowo był to monolog:

„Rozmowa z Hiriną znudziła mnie, wyłączyłem się. Niby rozumiemy się, ale ona musi być jakaś inna. Ma chyba inną strukturę wewnętrzną. Nieraz nad tym rozmyślałem. Wszystko wskazuje na to, że powinna być podobna do mnie. Też krąży w odległości kilku miniseków od gwiazdy. Hirina wiele mówi o sobie. Niby wszystko się zgadza. Na moje pytanie, skąd ona to wie, powiedziała, że ustaliła to w długich rozmowach z Altarem. a on badał to z innymi już od jakiś 5 miliardów lat. No cóż, tą ich teorię mogę sprawdzić tylko przez swoją introspekcję. Kilka rzeczy wydaje mi się niewątpliwych. Ich wnętrze podobnie jak moje jest gęste. Ku obwodowi mojego ciała jestem coraz lżejszy. Powłokę mam bardzo dobrą. Chroni mnie przed meteorytami i innymi świństwami, jakie grożą nam z pustki kosmicznej. Najrzadszą część powłoki Hirina nazywa atmosferą. Chroni ona dobrze przed promieniowaniem. Całą energię otrzymuję z gwiazdy, ale bez tej osłonki to chyba rzeczywiście bym wykitował. Zaraz pod atmosferą mam najbardziej delikatną tkankę nerwową. Ponoć ustalono, że zawiera ona dużo wody i związków węgla. Składa się ona z mniej lub bardziej ruchliwych jednostek.

Wytwarzają one wokół siebie strukturę twardą warstwy pod-atmosferycznej. W wielkim powiększeniu ma ona wygląd mniejszych lub większych prostokącików. Na ogół prostokąciki te są zgrupowane w wielkie skupiska. Skupiska te są połączone różnymi rodzajami niteczek. Podobno niteczki te są konieczne dla transportu substancji odżywczych, absorbowanych przez jednostki ruchliwe, żyjące w tych prostokątach. Hirina twierdzi, że im więcej rozwija się jednostek ruchliwych, tym większa jest wtedy nasza inteligencja.
Podobno nie zawsze istnieje równowaga między ilością jednostek ruchliwych, a inną substancją, która także ma budowę wodnowęglowodorową. Twierdzi, że nasze choroby wynikają właśnie ze zwichnięcia tej równowagi. Podobno jest to powodem powstawania stanów zapalnych. W stanie zapalnym zachodzą duże migracje jednostek i ich wymieranie, co znacznie osłabia naszą inteligencję. Hirina rozmawiała podobno przed miliardem lat z kimś, kto żalił się, że jest chory. Rozumiał coraz mniej i w końcu przestał mówić. Podobno zdarza się to stosunkowo często. Hirina nazywa skupioną strukturę twardą miastami, a niteczki arteriami komunikacyjnymi. Jeśli tych, jak oni mówią, „miast” i „arterii” jest mało, wtedy nasza inteligencja jest słaba.

Coraz częściej dręczą mnie jednak myśli w jaki to sposób jestem w stanie rozmawiać z odległą planetą, która też złapała już świadomość. Wywołam Hirinę i zapytam ją o to.

AUUUUUUUUUUUUUUUUUU

Jest! Odezwała się! Hirina słuchaj mnie uważnie, mam nurtujące mnie pytanie. Wytłumacz mi w jaki sposób ja mogę z tobą rozmawiać. Rozmawiam ponadto także z Albireo! Dlaczego ja cię słyszę?
– Nie wiem, czy zrozumiesz? Spróbuję ci to wyjaśnić, ale to jest trudna sprawa. Zacznę od objaśnienia sposobu najprostszego. Poznałam kiedyś taki przypadek. Nazywał się Fawaris. Ponoć pewna grupa jednostek ruchliwych przewierciła jego ciało na wylot, sprawiając, że w tak powstałym tunelu, biegnącym od bieguna północnego do południowego, przesuwała się duża masa niklowo-żelazowa. Przesuwy tego walca niklowo–żelazowego modulowały jego główne pole magnetyczne. Zmiany tego pola magnetycznego były wykrywalne w pewnej odległości, jakkolwiek niezbyt dużej. Fawaris był jednak głupi. Przekazywał tylko proste myśli. Kierowały nim emocje. Można więc porozumiewać się przez modulację głównego pola magnetycznego. My robimy to jednak inaczej!
– No ale jak to robimy?

– Słuchaj uważnie! A więc grupy jednostek ruchliwych są zorganizowane w hierarchicznie wiązki. Niektóre takie hierarchie służą wyłącznie utrzymaniu i rozbudowie struktury twardej. Ważne jest tutaj, że część tej struktury twardej, w szczególności część owych arterii komunikacyjnych stanowi naszą pamięć trwałą. Na pewnym etapie naszego życia, podobno w dzieciństwie, elementy pamięci łączą się ze sobą za pomocą twardych nitek, tak zwanych kabli, łączy. Część struktury twardej, owych prostokącików, służy wysyłaniu w eter fal elektromagnetycznych. Pewne hierarchie jednostek obsługują część struktury twardej, która nadaje to promieniowanie elektromagnetyczne.

– No dobrze, ale pytam się, co tym wszystkim koordynuje. I tutaj objaśnienia Hiriny stają się dla mnie mętne. Twierdzi on, że nic stałego, określonego nie koordynuje tej plątaniny sygnałów przypowierzchniowych. Twierdzi, że po prostu grupy jednostek ruchliwych chwilowo lub dłuższy czas nadają pewną treść i to stanowi właśnie naszą pojedynczą myśl. Później inna hierarchia przypadkowo lub w „odpowiedzi” nadaje odmienną treść. To stanowi, jak mówi Hirina, istotę naszej innej, przekornej myśli. No dobrze, nich by było. Ja się jednak pytam, jak się rodzi nasza świadomość, owo odczucie, że wiem, iż jestem i nazywam się Alta i myślę na swój własny rachunek.

– Alta słuchaj! To jest dość proste! To się rodzi w wyniku pewnych permanentnych, stale powtarzających się myśli jednostkowych, w wyniku nawrotowego krążenia impulsów po kablach, od receptorów założonych w twoim wnętrzu do centralnych prostokącików na powierzchni i z powrotem. To nawrotowe krążenie tych impulsów to twoje wyobrażenie o sobie samym, czyli twoje „JA”.


– O kurde! – odezwał się Rorvik – Rozumiem już! Musimy przewiercić Ziemię na wylot i do tunelu włożyć ten „walec niklowo-żelazowy”. To jest prawda! Tego nie da się zrobić inaczej.
– Czyż ty ośle nie widzisz, że ten radioteleskop jest nastawiony na gwiazdę, wokół której krąży Alta, a nie na planetę Alta! – ostro odezwała się Jaycee.
– Ojej! Rzeczywiście! Masz rację! To przecież gwiazda nadaje, a nie planeta!

To jest logiczne! Nadajnik gwiazdy ma zasięg rzędu milionów lat świetlnych, a planeta może sobie gadać co najwyżej do sąsiadów w jakimś jednym układzie słonecznym. Tylko jak to zrobić. Musi zaistnieć sprzężenie zwrotne. To, co ludzie sobie myślą musi zostać nadane przez gwiazdę! Jak to zrobić?

– Rorvik, to zupełnie nie tak! – odezwała się Jaycee.
– A jak?

Niepostrzeżenie między Jaycee i mną stanęła Phoebe i położyła swoje dłonie na moim barku i plecach dziewczyny. Będąc wpatrzona w ekran komputera, który wyświetlał treść rozmowy gwiazd, syknęła niemal do ucha swojej koleżanki:

– Daj spokój, teraz! Jaycee! Zapraszam cię i Brona na kolację! Jadę z moim chłopcem do centrum miasta. Zobacz, to ten, który stoi tam na prawo, przy drzwiach. On ma na imię Wojciech! To takie jakieś słowiańskie imię. Mówi, że zna spokojną restaurację w spokojnym hotelu. Zanocujemy tam! Przecież jest już późno! Do mnie zaś ostrym tonem syknęła – Natychmiast wymaż program z pamięci komputera!

Oglądnąłem się i zrozumiałem! Polecenia do komputera, pisałem już więc dalej sam, bez żadnych pouczeń.

~ Delate NaTroNa form memory!
~ Delate stars coordinates from disc memory!
~ Standard firewell procedure! @ B.C.


Za chwilę na ekranie komputera pojawił się więc głupawy tekst:

Dziękuję, w imieniu B.C. za uczestniczenie w nasłuchu rozmowy gwiazd. Zapraszam na następny seans. Życzę dobrej nocy. NaTRoNA! BYe!

Tym razem Phoebe odezwała się głośno:
– Słuchajcie! Jest późno! Proponuję, aby wznowić obrady w Cubbyhole jutro po południu, około godziny osiemnastej. Teraz niech każdy robi, co chce. Macie przecież chyba telefony komórkowe?
– A jakże, mamy… do widzenia pani przewodnicząca! Do jutra! – powiedział tak jak gdyby za wszystkich Patrick.

Uczestnicy „wycieczki” wychodzili wolno z budynku sterowni radioteleskopu. Ktoś świecił kieszonkową latarką i ułatwiał marsz poprzez zarośla. Jaycee szła przodem z Patrykiem i Wroniką, mówiąc coś do nich. Była bardzo ożywiona. Gdy byliśmy już na parkingu, zobaczyłem, że Kornelia i Rorvik, wsiadając do Peugeota, machają do mnie na pożegnanie. Noah zabierał innych uczestników konferencji do swojego SUW’a

Jaycee, jakoś bez żadnych dodatkowych pytań i wskazówek usiadła z przodu, po prawej stronie kierowcy Fiata, czyli Wojtka, który został nam przedstawiony, jak słyszeliśmy przed chwilą jako chłopak Phoebe. Mnie nie pozostało nic innego jak usiąść z tyłu z moją przyrodnią siostrą. Siostra jest jednak zgrabna, ładna i sympatyczna, mimo iż ma już pięćdziesiąt pięć lat. Słuchałem jej w trakcie szybkiej jazdy z wielką uwagą.

Hotel „Wanda”



– Czy wyście powariowali! – rozpoczęła reprymendę Phoebe. Przecież wiecie, że połowa z naszej grupy to są „ludzie tutejsi”. Przyjęliśmy zasadę, że każdy może przyjechać z osobą towarzyszącą. W ten sposób Kornelia zabrała do Obserwatorium Rorvika! Słyszałam już, że on jest gotowy przewiercić Ziemię na wylot i umieścić tam „kulkę z żelaza”, byle tylko jego „Korona Północna” nabrała możności modulacji pola magnetycznego.
– Phoebe, przecież twój Wojtek też jest tutejszy! – powiedziała Jaycee.
– Wojtek jest tutejszy, ale wszystko rozumie! – odezwała się Phoebe.
– Wiem, co masz na myśli, gdy mówisz, że Wojtek jest pojętny, ale w takim razie może ów Rorvik też w końcu wszystko zrozumie – odpowiedziała kąśliwie Jaycee.

– Phoebe, ja też bym się bał – powiedziałem – gdyby ktoś rozpoczął już wiercenie planety na wylot, zwłaszcza że widać, iż ma duże pieniądze na rozpoczęcie, a nawet kontynuowanie owych robót ziemnych. W zasadzie nie jest to groźne, gdyż, jak już mówiłem, prócz możliwości modulowania zmian pola głównego planety trzeba jeszcze wiedzieć co nadawać! Innymi słowy, przecież najpierw trzeba się zastanowić, na jakiej zasadzie pewna planeta staje się świadoma i uprzytamnia sobie, że oto ja, na przykład Alta lub Gea, jestem samodzielną istotą… wiem, kim jestem. Oczywiście to wymaga wpierw, aby ogólnie biorąc, rozumieć czym jest świadomość, choćby nawet u pojedynczego człowieka tylko.

– Wiesz Phoebe – odezwała się znowu Jaycee – on być może ma rację. Czytałam niedawno w „Unknown World” artykuł naśmiewający się z programów CET, SETI, META i BETA, z tego ich przeświadczenia, że wystarczy nasłuchiwać w „okienku wodoru”, czyli w paśmie 1420 Mhz i czekać na audycję koniecznie nadawaną na długości fal elektromagnetycznych rzędu 21 cm, czekać, że tak zwana wyższa cywilizacja będzie nadawać w tym paśmie tak zwane „liczby pierwsze” lub ton jednostajny.
– No właśnie! – odezwałem się. – Założono tutaj na Ziemi, że „nadistoty” będą nadawać przez nadajnik radiowy na przykład symbole liczb 1, 3, 5, 7, 11, 13, czyli początek ciągu liczb pierwszych? Nie pojmuję tego! Moja mama opowiadała mi kiedyś dokładnie przebieg konferencji, jaki odbywał się na ten temat na pokładzie TIME-CRAFT-V, ale nie było tam ani razu o potrzebie nadawania ciągu liczb pierwszych.
– Zgadza się! – powiedziała Phoebe – oni cały czas mówili tam „o miłości, zazdrości
i potrzebie wolności!”, a nie o „liczbach pierwszych”.
– No dobrze, ale jak oni te swoje poglądy chcieli przekazać Ziemianom? – odezwał się Wojtek.

Właśnie zajechaliśmy pod nasz hotel. Na parkingu stał już samochód, którym przyjechała Weronika i Noah.

– Cztery gwiazdki! Co to znaczy „Wanda”? – zapytała Jaycee, pokazując palcem na niebieski neon, widniejący nad parterowym, rozległym budynkiem, który od tyłu łączył się z masywem jakiegoś drugiego, wielkiego hotelu o nazwie „Holiday Inn”.
– Wanda nie lubiła Niemca i w związku z tym skoczyła ze skały do rzeki – odpowiedział Wojtek.
– Jakiej rzeki? – zapytała Phoebe.
– O kurde. Skąd wyście się wzięli? Wysiadać! – powiedział Wojtek.
– Phoebe pozbieraj nasze paszporty i idź zapłacić za trzy pokoje, które zarezerwowałem przez telefon! My idziemy od razu do restauracji napić się piwa! Ta konferencja wymaga dużej ilości piwa!

Restauracja w hotelu „Wanda” była bardzo schludna, uporządkowana i elegancka, utrzymana w kolorach o tonacji pastelowej. Podłogę wyścielał dywan w granatowo-szary wzór. Brakowało tu jednak ciepła. Może te dywany, nakryte już do kolacji stoliki i kelnerzy w czarnych garniturach nie sprzyjali artystycznej bohemie. Usiedliśmy przy prostokątnym stole nakrytym na sześć osób. Kelnerzy przynieśli nam szybko i posłusznie butelki piwa o nazwie „Hevelius”, dokładnie w tym momencie właśnie, kiedy to Phoebe wróciła już z recepcji hotelu w towarzystwie Weroniki i Noaha.

– Bron, co nadają więc gwiazdy zamiast ciągu liczb pierwszych? Chciałam właśnie o to zapytać. Jeśli ty od miesięcy słuchasz „rozmowy gwiazd”, to zapewne dużo wiesz! Chodzi mi o to, abym się dowiedziała o tym pierwsza, tzn. przed Rorvikiem, bo inaczej „stracę sterowanie”.
– A ty masz sterowanie? – zapytała Jaycee, spoglądając teraz na mnie wyjątkowo „laserowym wzrokiem”, którym potem zaczęła powłóczyć po wszystkich obecnych przy owym sześcioosobowym stoliku.
– Bron, co zazwyczaj mówią między sobą gwiazdy?
– Nie wiem, czy dobrze je rozumiem! Mówiąc w największym skrócie, czasami koło gwiazdy krąży planeta, która jest już świadoma. Na ogół wtedy ma ona łączność mentalną ze swoją gwiazdą, a gwiazdy, mając duszę i będąc nadajnikami nadistot, jeśli coś mówią, to robią to we własnym interesie!
– Mocno powiedziane! Jaki jest ich interes? – zapytał Wojtek.

– Powoli – odezwał się Noah – jeśli chcecie coś z tego zrozumieć, to trzeba sprawdzić, czy wiecie, co to jest świadomość i kiedy planeta łapie świadomość hm… nabywa tożsamości.
– Wyjaśnij to nam, ale krótko! – odezwała się Phoebe.

– Spróbuję, ale chyba powinniście napić się jeszcze piwa!

Czy nasza planeta jest już świadoma samej siebie?



– Świadomość pojawia się jedynie u osobników posiadających bardzo rozwinięty system nerwowy – rozpoczął swoje dywagacje Noah. Jak wiadomo, tak zwany „test lustra” prócz człowieka przechodzą tylko jeszcze małpy i delfiny. Aby być świadomym trzeba percepować stale informacje z wnętrza własnego ciała. To nie wystarczy jednak. Trzeba umieć wyobrazić sobie możliwie rozległy fragment postrzeganego wcześniej świata, trzeba umieć przypominać sobie swoją przeszłość i trzeba umieć – co najtrudniejsze – wyobrazić sobie samego siebie na tle właśnie owych obrazów świata i przeszłości. Jak widać, kluczowym słowem w moim określeniu świadomości jest fraza „wyobrazić sobie”. Trzeba więc umieć narysować obwody neuronalne, które nie realizują percepcji, lecz wyobrażenia, czyli wyciąganie z pamięci informacji o przeszłych percepcjach. Motorem wyobrażeń elementarnych oraz doznań seksualnych jest stałe krążenie impulsów pomiędzy pniem mózgu, tak zwanym wzgórzem a korą mózgową.

– No dobrze, a teraz planeta! Kiedy planeta złapie świadomość – zapytała Weronica.

– Wtedy, gdy zaistnieją podobne okoliczności. Dane o zachodzących na planecie procesach muszą być postrzegane na bieżąco. Wstępne warunki już zaistniały. Mamy bowiem Internet. Gdyby zbierać dane pochodzące od miliardów już użytkowników Facebooka, Twittera, Instagramu i przeróżnych grup dyskusyjnych, blogów, portali randkowych to w „pewnej centrali” można by było te informacje już syntetyzować. Powstałby wtedy zasadniczy korzeń dla „JA” planety. Mielibyśmy więc wtedy już odpowiednik owej permanentnej percepcji wnętrza własnego ciała. Trzeba by jednak w owej centrali wytwarzać jeszcze owo wyobrażenie o świecie, a właściwie też i otoczeniu kosmicznym, czyli w istocie uporządkowane hierarchicznie obrazy o świecie, wszechświecie, jego przeszłości, czyli historii.
– Co nam więc brakuje – napierała nadal Weronika.
– Brakuje nam owej centrali. Obrazowo, intuicyjnie i prosto byłby to duży serwer, nie mniejszy niż serwery główne Facebooka.
– I co? Potem można by go połączyć z antenami instalacji w Fairbanks? – zapytała Weronika.

– Hm… rozjaśnia mi się w głowie. Planeta ma przecież jonosferę i wyżej magnetosferę. Takie anteny jakie zainstalowano w Fairbanks mogą wprawić w drgania ów ogromny kondensator. Chyba jest to jakaś droga do tego, aby owe „aromal rays” wytworzyć. Nie jest jeszcze całkiem jasne, jak planety czy gwiazdy mogłyby się kochać, ale można sobie już wyobrazić, jak mogłyby one prowadzić erotyczny dialog – mruknęła Phoebe.

– Sądzę, że gdyby jakieś planety nawiązałyby już taką zmysłową pogawędkę, to podnosiłoby to znacznie przeciętną zmysłowość wśród nas, „ruchliwych jednostek” – wtrąciła Jaycee.

– Wy macie fioła z tą koncepcją gwiazd i planet, które miałyby się pieprzyć – przepraszam – kochać! – Phoebe wykrzyknęła to zdanie tak głośno, że natychmiast podszedł kelner i grzecznie zapytał – Co państwo sobie życzycie?
– Cztery butelki tego świetnego, mocnego piwa „Hevelius” i cztery kawy oraz cztery kolacje według Pana uznania.
– To ja wam przyniosę cztery różne dania – odparł kelner, mając nieco wystraszony wyraz twarzy.
– Wspaniały pomysł – „cztery różne dania”! Proszę pana, czy pan jest stąd? Czy Hevelius to jest tutejszy astronom? – zapytała Phoebe.
– O ile wiem, to był znany piwowar, ale także i astronom, ale nie tutejszy! On pędził piwo w Trójkącie Bermudzkim
– A rozumiem! Dziękuję! Czekamy na pana „cztery różne dania”!
– Bron, jeśli gwiazdy chcą się ”kochać”, to jak mogłyby to zrealizować? Kornelia i jej chłopak z „The Boreal Crown” twierdzą, że gwiazdy czynią to za pomocą „aromal rays”? – stwierdziła pytającym tonem głosu Phoebe.
–„Aromal rays” to jest odpowiednik tego, co się dzieje teraz między nami – odparłem.
– A co się dzieje teraz przy tym stole? – zapytała zamyślona Phoebe.
– No cóż, sama widzisz lub sama odczuwasz, my drażnimy się erotycznie słowami. Nadajemy takie „audycje”. Te przesłania mają na celu, aby poprawić atmosferę. One mają na celu sprawić, aby każdy z nas był lekko podniecony. To właśnie tyle da się uzyskać poprzez rozmowę.
– Daleko jest jednak to tego, aby rzeczywiście coś się zaczęło, aby coś zaczęło się dziać! – zauważyła spokojnie Jaycee.
– No właśnie! – powiedział Wojtek.

Do sali restauracyjnej, weszli teraz inni uczestnicy konferencji.
– Ojej! Przecież to Kornelia, Rovik i Astrid. Skąd oni się tutaj wzięli? W tym mieście jest wiele hoteli! Nie mogli na przykład zamieszkać w „Hotelu Francuskim”? – wycedziła Jaycee.
– Ależ to bardzo dobrze, bo przecież możemy dostawić tu krzesła – powiedział Wojtek. Wstał i podszedł do nowych gości restauracji. Zaprosił ich do naszego stolika.

– Bron, co mogą zrobić gwiazdy, aby ‘zaczęło się między nimi rzeczywiście coś dziać’? – do wątku rozmowy wróciła Phoebe.
– Słyszałaś rozmowę Hiriny z Altą – powiedziałem – Ich mózgi pracują na podstawie działania konkretnych komórek ich organizmów, zwanych przez nie „ruchliwymi jednostkami”. Sądzę, że odpowiedź na twoje pytanie jest więc prosta, aby gwiazdy mogły być w kontakcie erotycznym, to także muszą posłużyć się analogicznym, dość podobnym do mózgu, narzędziem swojego organizmu! Muszą brać w tym udział komórki ‘składające się na organizm’ takich „gadających systemów gwiezdnych”.

– Słuchajcie, może wam się nieco rozjaśni, jeśli opowiemy o ciągu dalszym wydarzeń w Obserwatorium – wtrąciła się do rozmowy Kornelia.
– A był jeszcze jakiś ciąg dalszy? – zapytała Phoebe.
– No więc słuchajcie! Było tak. Wiesz Bron, gdy wydawałeś polecenia do komputera, wymazując wszystkie dane tak, aby program NaTroNa nie wpadł w niepowołane ręce, zapomniałeś popchnąć przycisk „POWER OFF”. Wszyscy natomiast bardzo gdzieś się spieszyli, bo byli tacy podekscytowani, iż koniecznie chcieli coś zrobić. Zostałam więc wkrótce w sterowni radioteleskopu sama z Rovikiem… przynajmniej tak myślałam. On chciał właśnie wyłączyć zasilanie komputera i zamykać już budę. Nagle chwyciłam go za rękę. Jestem biologiem molekularnym i pracuję nad genami apoptozy, tzn. genami, które limitują życie komórki przez włączenie w którymś momencie wmontowanego w genom programu samounicestwienia, zwanego przez nas w pracowni krótko „Procedurą samobójstwa”.
– To mi się podoba – wykrzyknął Wojtek – Sądzę, że nasza cywilizacja włączyła
„Procedurę samobójstwa”!
– Nie przerywaj! – odparła Kornelia i ciągnęła dalej.
– Jak wiecie, programiści komputerowi czasami wmontowują w swój program coś podobnego, co sprawia, że po zakończeniu pracy program likwiduje się sam. Programiści czasami zapominają jednak wmontować „procedurę samobójstwa”. Wtedy, póki nie zostanie wyłączone zasilanie komputera, program po prostu tkwi jeszcze w pamięci operacyjnej, nawet jeśli został wymazany z dysku. Mówiąc krótko, Bron! Twoja NaTroNa nie ma, jak dotąd, procedury samobójstwa, toteż ją przejęliśmy. Co więcej, od razu ją wykorzystaliśmy! Rovik wycelował natychmiast radioteleskop na gwiazdę Sirrah, wokół której krąży Alta.
Zaczęliśmy słuchać. Program NaTroNa działał tym razem mało precyzyjnie albo natrafił na trudne zadanie. Nagle zauważyliśmy, że nie jesteśmy sami. Z czeluści pomieszczenia nagle wyszła Astrid. Powiedziała:
– Jestem z wami, nie będę wam przeszkadzać, może nawet wam pomogę ... Pokażę wam jak dostroić Antenę. Trzeba przecież zluzować sztywne sprzężenie zwrotne z gwiazdą i ustawić antenę o 2 sekundy kątowe w prawo; trzeba ją wycelować w ‘pępowinę’.
– Nie mieliśmy pojęcia, o co je chodzi! Astrid podeszła wtedy do pulpitu i nacisnęła jakiś przycisk, patrząc na oscyloskop. Po chwili powiedziała – No dobra! Teraz jest środek pępowiny. – Gdy chcieliśmy, aby nam wyjaśniła, o co jej chodzi, to wiecie, ona nie była już wtedy w stanie tego zrobić. Była jak w transie. Siedziała na fotelu z odchyloną głową i głęboko oddychała.

– Przecież Astrid tu jest – powiedziała głośno Phoebe, niech więc wyjaśni nam teraz to, co zrobiła.

Wszyscy spojrzeli na dziewczynę, która teraz była niewątpliwie przytomna i w pełni świadoma. Była rozbawiona i uśmiechała się przyjaźnie.

– No dobrze. Jeśli nie macie jeszcze dość, to zrobię wam jeszcze jeden mały wykład. Chodzi o to sprzężenie zwrotne pomiędzy myśleniem pewnej zamieszkałej planety a najbliższą jej gwiazdą, o czym mówił Bron. Gwiazda w momencie erupcji wtedy, gdy widzimy proturberancję, wyrzuca strumień plazmy. Przez pewien czas ta wiązka elektronów i jąder helu biegnących ku planecie, tworzy połączenie pomiędzy gwiazdą a planetą, zwane przez niektórych radioastronomów pępowiną. To właśnie ów wiatr słoneczny wywołuje zjawisko zorzy polarnej. Zorza polarna to świecenie atmosfery, bombardowanej przez protony od strony biegunów Ziemi, bo tylko tam może on wedrzeć się na niskie wysokości, dalej, bliżej już równika odpycha ją magnetosfera! Gdy widzimy zorzę polarną, to niewątpliwie pobliska gwiazda sączy nam coś do naszych głów. Proszę jednak zauważyć, że ponadto ‘taka pępowina’ to potężna antena. Poprzez tę antenę można nadawać wiadomości.

– Ale przecież ktoś musiałby modulować sygnał – powiedział Wojtek.
– Toteż grupa osób z alaskańskiego uniwersytetu w Fairbanks wymyśliła sposób. Ustawiła 180 anten nadających z mocą 3,6 megawatów i w chwili utworzenia się pępowiny nadaje sygnał.
– Tak chyba mogą porozumiewać się pobliskie cywilizacje – zauważyła Jaycee.
– Pępowina to antena o rozmiarach 150 milionów km. Antena o takich rozmiarach może umożliwiać rozmowy dość odległych gwiazd i ich planet.
– Przecież wszystko, co było tu powiedziane, nie trzyma się kupy! Te sygnały mogą się rozchodzić przecież tylko z szybkością światła. O żadnej rozmowie nie może być więc mowy.
– Przecież tu chodzi o porozumiewanie się planet czy też ich gwiazd, a nie ludzi, a one mają dużo czasu.
– A to, co słyszeliśmy dzięki NaTroNa?
– To były tylko monologi, relacje z synchronicznych monologów, wypowiedzi sformułowanych dawno, dawno temu.

– Kornelia, ale co działo się dalej w tej budzie, gdy Astrid zluzowała sprzężenie z gwiazdą i nastawiła antenę na środek pępowiny – przerwała Jaycee.

– Działy się dziwne rzeczy. Usłyszeliśmy przejmujący nieludzki głos. Tak, jak gdyby ktoś śmiał się i płakał jednocześnie. Był to taki jakiś, powiedziałabym, „monolog erotyczny” albo „połówka rozmowy”, czyli odezwania się jednego partnera. Ów monolog, który szedł z głośników, działał na nas jednak jakoś dziwnie ekscytująco. Ekscytacja była bardzo zmysłowa. Rovik powiedział wtedy, że czytał kiedyś o niemożności przeniknięcia umysłu nadistoty i zrozumienia tego, co ona sobie myśli. Dodał jednak, że akurat w zakresie wrażeń emocjonalnych i zmysłowych nie rozumiejących się w pełni na przykład zwierząt i ludzi porozumienie odbywa się. W każdym razie owe zmysłowe wynurzenia tej właśnie gwiazdy podziałały na nas przemożnie. Rovik zaczął namiętnie całować nieznaną mu bliżej dziewczynę, przewrócił Astrid na podłogę i wkrótce niemal ją zgwałcił.

– Nie gwałcił mnie, bo chętnie mu się wtedy oddałam – stwierdziła uśmiechnięta Astrid.
– Ej Astrid! Ty sugerujesz nam tutaj, że bóstwa mają płeć! – wykrzyknął Wojtek.
– A czyż Izyda i Ozyrys nie mieli! – odparła Astrid.
– Zrozumiałam coś – odezwała się ponownie Astrid. Sądzę, że gwiazdy dzielą się na głupie i rozwinięte. Te prostackie emitują jedynie zwierzęce, proste myśli przesycone emocjami. Przecież może się jednak zdarzyć, że cywilizacja jakiejś planety opanowała już nanotechnologię i potrafi tworzyć rozproszone systemy informatyczne, których elementy przełączające składają się z atomów, kwarków i kwantów. Była o tym mowa w trakcie wczorajszego wykładu. Być może technologia lotów kosmicznych, rozwijana przez nas ludzi jest potrzebna po to aby wysłać rakietę w kierunku Słońca i wstrzyknąć tej gwieździe taki gorący, płynny, rozproszony system informatyczny. Gwiazda przemieni się wtedy w superkomputer i będzie już mądra.
– Zdrowie Astrid, sądzę, że ona odgadnęła coś bardzo ważnego – stwierdził Noah, wstał podszedł do dziewczyny i pocałował ją w policzek.

Źródła nadzwyczajnego pożądania



Siedząca koło mnie Jaycee, trąciła mnie łokciem, nachyliła się i szeptem powiedziała mi na ucho:
– Popatrz na Astrid, Kornelię i Rovika! Oni są teraz bardzo pobudzeni. To jest wręcz niezwykłe. Moglibyśmy zapoznać się z ich stanem umysłów dokładniej.
– Co masz na myśli? – odparłem.
– Założę się, że gdybyśmy zaprosili ich teraz do naszego pokoju, to nie odmówiliby. Marzy mi się seans. Dziewczyny są piękne, a Rovik jest przystojny.

Coraz lepiej poznawałem Jaycee i wcale nie zdziwiłem się tym, co powiedziała. Ta dziewczyna, nie tylko ma ogromny temperament, ale jest niezwykle szczera w swoich prowokujących, napalonych wypowiedziach.

– Zapytasz ich?
– Zacznę od Astrid, bo ona jest najbardziej podekscytowana.

Patrzyłem, co się dzieje. Jaycee okrążyła stół, podeszła do Astrid i powiedziała jej widać coś intrygującego, gdyż chwilę później obydwie dziewczyny stały już w pewnym oddaleniu od stołu i coś żywo omawiały. Chwilę później podeszły do Rovika i Korneli. Cała czwórka stała wkrótce już blisko mnie i żywo dyskutowała. O dziwo, za chwilę to Astrid nachyliła się nade mną i powiedziała:
– Choć z nami, będzie fajnie!

Gdy wkrótce znaleźliśmy się w naszym pokoju hotelowym, wydarzenia potoczyły się bardzo szybko. Okazało się, że Astrid nagrała na swoim smarfonie dźwięki, jakie rozlegały się tam w sterowni radioteleskopu. To nagranie było zapewne jedynie bladą wersją oryginału, niemniej jednak przeciągłe tony dziwnych głosów i takt niezwykłego rytmu działały zniewalająco. Astrid była czerwona na twarzy. Zdawało się, że cała drży. Mówiła w sposób egzaltowany. Bez skrępowania rozebrała się do naga i powiedziała:

– Chcę was obu!

Aby zaznaczyć, że chce się żywiołowo oddawać mężczyznom, z wdziękiem położyła się na łóżku i szeroko rozchyliła uda. Był to piękny widok, gdyż była zgrabną, szczupłą kobietą. Przez dłuższą chwilę dziewczyna drażniła się na naszych oczach, przesuwając palce pomiędzy jasnymi włosami łonowymi. Patrzała przy tym nam w oczy, uśmiechała się i pytała, czy nam się to podoba.

Mężczyźni nie zawiedli. To znaczy, Astrid wkrótce miała po kolei dwóch; wpierw Rovika, a potem mnie. Byliśmy posłuszni i z ochotą wykonywaliśmy jej polecenia.

Jej pierwszy partner wieczoru zachowywał się początkowo delikatnie. Długo obcałowywał ciało pięknej dziewczyny i lizał ją namiętnie. Później jednak wdarł się w jej ciało i wykonał długą serię gwałtownych ruchów. Astrid wzdychała zmysłowo. Jej głos mieszał się z dźwiękami odtwarzanego nagrania. Coś w ich zachowaniu było dziwnego. Astrid powtarzała głośno proste sylaby i krótkie słowa w różnych językach świata... yes, gosh, fuck me, deeper, harder, baise moi, joderme, fick mich, jednocześnie przyjmowała pchnięcia tak żywiołowo, że bałem się, aby ów młody mężczyzna nie uszkodził jej ciała. Po pewnym czasie zaprosiła mnie. Powiedziała krótko:

– Teraz ty!

Jej wnętrze było gorące. Jej ruchy, gesty zapraszały do gwałtownego, niepochamowanego zachowania. Wrażenie całkowitego oddania było zniewalające. Po cichu szeptała mi do ucha różne przedziwne stwierdzeni. Mówiła: zawsze możesz mnie mieć… dzwoń do mnie w nocy… mów do mnie wulgarnie… pisz do mnie wyuzdane smsy… przychodź do mnie z przyjaciółką. Było to urzekające. Doznania potęgowały odgłosy dochodzące od kochających się obok dziewcząt. Jaycee i Kornelia, celowo chyba położyły się tak blisko nas, iż co chwilę którąś z nich trącała lub nas celowo dotykała.

Wyszło na jaw, iż obie dziewczyny mają nieposkromiony pociąg do siebie. Wiedziałem już od dawna, jak kolosalne może być pożądanie do innej kobiety. Kornelia kładła czasami głowę na barku Astrid a wtedy, gdy Jaycee wodziła palcami po jej udach i wkładała palce, aby sprawdzić szczegóły jej kobiecości, mówiła dość głośno: jest mi przecudnie... cały czas na skraju przepaści. Westchnienia Kornelii współgrały z głośnymi oddechami Astrid.

Po dłuższej chwili ponownie objawiła się swoboda i prostolinijność Jaycee. Powiedziała bowiem zdecydowanie:

– Teraz zmiana! Rovik chcę teraz z tobą! Chcę także popatrzeć, jak Bron pieprzy się z Kornelią! Uwielbiam patrzeć, jak bliski mi mężczyzna „zdradza” mnie. Jestem perwersyjnie mało zazdrosna. Niech Astrid na to wszystko patrzy. Ona zapewne to lubi.

Wkrótce, Jaycee swoją wypowiedź uzupełniła szczegółowymi życzeniami. Powiedziała:

– Kornelia ułóż się odwrotnie. Chcę patrzeć na twoją twarz z bliska, gdy Bron będzie wchodził w ciebie. Takie lekkie potrącenia naszych ciał w rytm ich ruchów będą cudowne. Zobaczycie, wkrótce będzie tu płomiennie tak jak u Eskimosów w trakcie zorzy polarnej. Rovik miał więc tego wieczoru już drugą „nową” kobietę. Widziałem, że Jaycee dawała z siebie wszystko, aby zaleźć mu za skórę. Miękko i elastycznie wchłaniała w siebie penisa mężczyzny. Odnosiłem wrażenie, że pieprzy się z nim, jak gdyby była jego wieloletnią kochanką.

Kornelia także miała dzisiaj dobry dzień. Była rozedrgana, gorąca i nie mniej namiętna jak Astrid. To było rozkoszne zanurzać się w niej, wyczuwając pełne przyzwolenie i aprobatę. Jej mózg być może przeniknęły tam na tych wzgórzach te same żywioły. Gdy byłem już w niej, przemówiła do mnie po cichu:

– Chcę cię! Odpowiada mi, że jesteś we mnie. Co za tydzień! Pierwszy raz w życiu kochałam się z kobietą i pierwszy raz uczestniczę w orgii. Nie wiem, czy tak to nazywać, ale nie byłam jeszcze w takiej sytuacji. Nie wiedziałam, że mogę tak pożądać dziewczynę. Twoja przyjaciółka ma talent. Uwiodła mnie. Urzekło mnie, że tak otwarcie, szczerze i spokojnie dbała o to, abym przeżywała możliwie dużo przyjemności. Wręcz czekała, aby było to widoczne na mojej twarzy. W takich momentach było jej chyba także rozkosznie. Nikt tak mię jeszcze nie lizał. To ona sprawiła, że jestem nadal taka mokra i śliska. Powiedz! Lubisz mnie? Jest ci dobrze za mną? Chcę wiedzieć, jak mnie odbierasz po tym, co robiłeś z Astrid. Jest jakaś różnica? Powiedz mi!
– Mężczyzna, gdy ma możność być w środku ciała kobiety i jest wrażliwym człowiekiem, wchłania wtedy duszę kobiety. Porównuje doznanie z wyobrażeniem jej nagiego ciała. Hm… Astrid jest szczupłą, filigranową blondynką. Ty natomiast jesteś bardziej korpulentna, masz rozłożyste biodra. Mieć po kolei, raz za razem, dwie kobiety jest czymś uskrzydlającym. Wtedy jeden plus jeden nie równa się dwa, lecz jest to dziesięć.
– Chyba się uzależniłam od tej adrenaliny i oksytocyny. Już teraz czekam na następne takie wydarzenie. Kiedy zorganizujecie znowu taki seans? Oh… teraz sobie przypomniałam. W schronisku miałam podobną propozycję. Widziałeś te dziewczyny Patrycję i Agnieszkę. One chyba mnie zapraszały na podobną imprezę. Może porozmawiamy z nimi jutro? Wiesz, dam ci mój numer telefonu. Może przyda ci się. Możesz mnie mieć, kiedy tylko chcesz!
– Koniecznie zostaw mi numer twojego telefonu!

Takie splątanie ciał i nakładanie się odgłosów uświadomiły mi ważną sprawę. Od tego czasu już wiem, że nie ma nic bardziej stymulującego podniecenie, jak bliska obecność innych osób, które także są napalone i rozochocone. Taka złączona w miłosnych uściskach grupa rozsiewa właśnie owe „aromal rays”. Dalsze wydarzenia tego wieczoru wykazały także, że promieniowanie to można wzmacniać wielokrotnie, jeżeli możliwe jest wielokrotna zmiana partnerów.

Sądzę, że wszyscy, którzy znaleźli się tego wieczoru w naszym pokoju, posiedli tę samą wiedzę i przekonanie. Przynajmniej tak wynikało to ze słów rzucanych na pożegnanie.

Całe szczęście, że żegnaliśmy się jedynie do jutra, bo przed nami był jeszcze jeden, ostatni dzień konferencji. Jutro, zgodnie z planem mieliśmy wrócić jeszcze wszyscy razem do Cubbyhole.


Dodaj do ulubionych
1,178
Podziel się ze znajomymi
5.5/10

Jak Ci się podobało?

Średnia: 5.5/10 (2 głosy oddane)

Z tej serii

Komentarze (0)

brak komentarzy

lub

Inne popularne opowiadania tego autora:

opowiadania erotyczne

Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Wchodzę

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.