#384
21 lutego 2026
Dzień wesela zaczął się standardowo od przygotowań... kąpiel, bielizna,szybki make up...sukienka i w drogę. Umòwiliśmy się na miejscu- każdy swoim autem- miało być bezpiecznie. W kościele było dość niezręcznie...bo ciągle miałam wrażenie jak gdybym ukradła komuś męża, ale na sali mi przeszło. Masa znajomych, rodzina dla ktòrej jak zawsze byliśmy parą- więc w sumie znudziło nam się wyprowadzanie ludzi z błędu. To było nawet zabawne... tak więc piosenka za piosenką wirowaliśmy na parkiecie. Kilka lat przerwy nie sprawiło, że wychodziło nam to gorzej...wręcz przeciwnie- to było jak powròt do czegoś za czym się tęskniło. Lubiłam te momenty kiedy śpiewaliśmy zazwyczaj durne teksty piosenek ciesząc się przy tym jak dzieci. Lubiłam te iskry w oczach, beztroskę i oddanie się całkowite rytmowi muzyki i jego ramionom. Wszystko do tej pory było jak dawniej z zachowaniem przyzwoitości... aż do momentu w ktòrym po tzw. ,, a teraz idziemy na jednego'' powiedziałeś, że nie możesz się doczekać następnej piosenki .. a ja patrząc na Twòj szelmowski uśmiech kładąc rękę na Twoim kroczu wyszeptałam do ucha ,, A ja momentu aż przeniesiemy impręzę do pokoju''. Szybko podłapałeś temat, bo nie zdążyłam nawet mieć wyrzutòw sumienia co ja właśnie najlepszego narobilam...a Ty przeprosiłeś towarzystwo ze stolika mòwiąc ,, Bardzo Was kochani przepraszamy, ale ( autorka tekstu) się źle czuje więc pòjdziemy już na gòrę. Popatrzyłam na Ciebie i chciałam się z tego wycofać..w tym samym czasie zaczęły się pytania a co Ci, co się dzieje..a Ty stanowczo złapałeś moją dłoń i władczo,, Bez dyskusji,mała''. Brnąc w to słodkie kłamstewko złapałam się za głowę i kierowaliśmy się w stronę windy. Wsiedliśmy naciskając 6 piętro...drzwi windy nie zdążyły się zamknąć jak nasze oczy zaczęły rozbierać nasze ciała....ręce same zaczęły wędrować po naszych ciałach. Zsunąłeś ramiączko sukienki, całowałeś od ramionka , po szyjce aż do ust....aż tu dzwięk otwierającej się windy ...3 piętro.... ludzie widząc zaparowane lustro i nas... spoko- pojedziemy następną. Zaczęliśmy się śmiać...ale wròciliśmy do zajmowania się sobą. Masowałam Twoje przyrodzenie- choć wciąż przez spodnie- choć miałam wrażenie,że jeśli zaraz nie rozepnę tego rozporka i go nie uwolnię to eksploduje. Kiedy moja ręka zdązyła rozpiąć Twòj guzik od spodni znòw uraczył nas dzwięk otwierającej windy... stanęłam naprzeciwko Ciebie zeby Cię zasłonić i niestety mieliśmy osoby towarzyszące. Pocałowałeś mnie w czoło uśmiechając się i mòwiąc jeszcze chwila i dokończymy. Wzrok ludzi z windy- bezcenny. Wybiegliśmy z windy nie mogąc doczekać się tego co będzie działo za drzwiami naszego pokoju. Nie marnując czasu poszliśmy na wspòlną kąpiel - Ty mnie,ja Ciebie..dużo piany, dużo śmiechu i odkrywanie ciał, ktòre już znamy. Przeszliśmy do łòżka ... chcieliśmy wszystko, to było aż śmieszne, bo każdy chciał każdemu zrobić dobrze. Pozycja 69 okazała się być idealnym rozpoczęciem. Kolejno każde z nas podążało za pragnieniem ciała drugiej osoby. Lubiłeś kiedy moje biodra się kołysały, kiedy Twoja dłonie mogły bezkarnie wymierzać mi klapsy dając sygnął, że mogę jeszcze bardziej i szybciej na nim galopować. Kiedy moje paznokcie zsuwały się po Twoich plecach. Kiedy jęczałam i nie chciałam żebyś przestawał. Kiedy lubiłam czuć go w środku, w dłoni, buzi.. kiedy pragnęłam żebyś odwiedził ponownie każdy punkt mojego ciała, pieszcząc, całując i wprawiając mnie w dreszcze. Napawaliśmy się widokiem naszych napalonych twarzy, ciał oraz delektując wszelakimi sokami. Znając swoje preferencje jednocześnie wznosiliśmy to na wyższy poziom. Mòj wypięty tyłeczek zaprosił tym razem do kolejnej dziurki. I mimo moich wcześniejszych demonòw w głowie...to było bardzo przyjemne. Ostatecznie zasnęliśmy po tak wyczerpującej przygodzie.Rano obudziłam się z ogromnym kacem moralnym. Czy żałowałam-nie. Pożegnaliśmy się- towarzysz wyjechał pierwszy, ja potrzebowałam jeszcze chwili, aby dojść do siebie. Ja wracałam do siebie, on- do żony.
Wracając widziałam karetkę i policję. Okazało się, że to on. Miał wypadek. Pierwsze o czym pomyślałam to, że to kara. Modliłam się żeby przeżył obiecując sobie, że jeśli tak będzie to znikniemy ze swojego życia.
P.S
Pozdrowienia dla głòwnego bohatera- miło było przeżyć to we śnie.
Uważaj na siebie.
Komentarze (0)
brak komentarzy