#409
21 kwietnia 2026
Nie umiem pisać seksu na zimno.
Takiego surowego, wulgarnego, bez żadnego uczucia. Próbowałam – wychodzi mi sztucznie i martwo, jakby ktoś mechanicznie opisywał ruchy dwóch ciał. Nie czuję tego.
Rozumiem femme fatale. Rozumiem kobiety, które traktują ciało i duszę mężczyzny jak instrument, na którym grają, dopóki nie wydobędą z niego ostatniej nuty. Podziwiam ten pragmatyzm, tę zimną, piękną logikę wymiany. Czasem nawet mnie to kręci… w teorii.
Ale kiedy siadam do pisania, i tak zawsze wracam do tego samego.
Chcę, żeby było gorąco, ale żeby jednocześnie coś drżało. Żeby było pożądanie, ale i ciekawość. Żeby nawet przy jednonocnej przygodzie dało się poczuć, że dwoje ludzi przynajmniej przez chwilę naprawdę się widzi.
Może to naiwne. Może to sentymentalne.
A może po prostu taka już jestem – że dla mnie seks bez choćby odrobiny uczucia smakuje jak jedzenie bez soli.
I nawet w fikcji… wolę mieć sól.
AbissnekExodia
Komentarze (0)
brak komentarzy