#409
21 kwietnia 2026
Nie umiem pisać seksu na zimno.
Takiego surowego, wulgarnego, bez żadnego uczucia. Próbowałam – wychodzi mi sztucznie i martwo, jakby ktoś mechanicznie opisywał ruchy dwóch ciał. Nie czuję tego.
Rozumiem femme fatale. Rozumiem kobiety, które traktują ciało i duszę mężczyzny jak instrument, na którym grają, dopóki nie wydobędą z niego ostatniej nuty. Podziwiam ten pragmatyzm, tę zimną, piękną logikę wymiany. Czasem nawet mnie to kręci… w teorii.
Ale kiedy siadam do pisania, i tak zawsze wracam do tego samego.
Chcę, żeby było gorąco, ale żeby jednocześnie coś drżało. Żeby było pożądanie, ale i ciekawość. Żeby nawet przy jednonocnej przygodzie dało się poczuć, że dwoje ludzi przynajmniej przez chwilę naprawdę się widzi.
Może to naiwne. Może to sentymentalne.
A może po prostu taka już jestem – że dla mnie seks bez choćby odrobiny uczucia smakuje jak jedzenie bez soli.
I nawet w fikcji… wolę mieć sól.
AbissnekExodia
Komentarze (1)
Tejot · 22 kwietnia 2026
Nie każdy musi koniecznie umieć napisać wszystko. Owszem wyjście ze strefy komfortu może pomóc się rozwinąć, jako autor, ale czy jest niezbędne? Nie sądzę.
Jest jeszcze druga strona medalu. Może jesteś w stosunku do swoich opisów „seksów dla seksów” zbyt krytyczna? To, że Tobie „nie leżą” (co jest oczywiste, bo nie znajdują się w Twoim rejestrze), wcale nie musi oznaczać, że są złe.
Większość autorów, którzy przyglądają się „z boku” własnej twórczości (a sądząc po wyznaniu, zaliczasz się do tej grupy) ma tendencję do przesadnego krytycyzmu.
Zanim więc się „skreślisz”, stwierdzisz ostatecznie „nie umiem”, to może jednak warto, dać wypowiedzieć się innym? Tego, się jednak nie da zrobić, bez publikacji opowiadania.
Czy na pewno chcesz usunąć ten komentarz?