#424
3 czerwca 2026
Napiszę wyznanie, które spowodowało we mnie pewne spostrzeżenia.
Jak będę miał czas i wenę napiszę jeszcze.
Kiedyś na wolnym, rodzina poza domem, żona w pracy, dzieci w placówkach oświatowych.
Po przebudzeniu już czułem coś w powietrzu. Dzień zacząłem od porannej kawy i rozmyślaniu jak spędzę nieliczne z moich "godzin wolnych". Padło na siłownię i basen. Jednakże trzeba było się trochę ogarnąć. Wszedłem pod prysznic, nasmarowałem przyrodzenie pianką do golenia i przystrzygłem sobie trzpień i orzechy. Najlepsza fryzura, pisząc za siebie jak i moją żonę. Spłukując resztkę piany z już sterczącego penisa, przypomniałem sobie wypróbować jedną ze swoich fantazji. W puzderku na suszarce mieszkał mały przyjaciel elektryczny mojej połówki. Zapragnąłem spróbować. Fiutek zrobił się jeszcze sztywniejszy na samą myśl, nasmarowałem żelem intymnym kolegę, nasmarowałem siebie od środka, było ślisko. Ale dildos nie chciał przejść przez ciasną szparę od tak, musiałem kucnąć na niego by wsunął się jak trzeba. Było dziwnie, bardzo dziwnie. Po wstaniu i czuciu jak napiera cię coś na prostatę, zacząłem masować penis. Waliłem konia coraz szybciej i szybciej. Wibrator tylko siedział w dziurce, ruszanie nie było zbyt ekscytujące, sama obecność "tego" wystarczyła. Nie miałem nigdy tak obfitego spustu spermy i sam orgazm był mocniejszy. Byłem tak rozluźniony i spełniony, że po posprzątaniu całego bałaganu spędziłem popołudnie odpoczynkiem w saunie i lenistwem przed TV. Nie miałem siły na nic więcej... Nie wiem, czy kiedyś wyznam to swojej lubej, nie należę do osób odważnych, wręcz przeciwnie. Od tego czasu minął rok, jak nie więcej... a może by to kiedyś powtórzyć...?
Gustaw
Komentarze (0)
brak komentarzy