#497
15 września 2026
Myślałam, żeby się z nim rozstać i dlatego nie myślałam o tym nawet jak o zdradzie, bardziej takim odreagowaniu, nowym etapie. Ten gość odpowiadał u nas za archiwum, taki magazynier wyciągający dla nas teczki starych spraw. Wszystkie wiedziałyśmy, że jest wulgarnym prostakiem, były już na niego skargi. A jednak wtedy, przy regale, kiedy powiedział, że mam ładną dupcię, bez słowa podciągnęłam spódnicę i pokazałam mu jak ona wygląda w samych figach. Serce mi biło, to było dla mnie dużo, ale dla niego chyba nie. Bez pytania zsunął mi majtki i prawie równocześnie usłyszałam rozpinanie rozporka.
Nie wierzyłam, że naprawdę to zrobi, że się odważy, ale po chwili jego penis szukał już mojej szparki. Czułam to, byłam w szoku, ale jednak wypięłam się nieco, tak już jakby w transie i wiedziałam, że mu na to pozwolę. Wcale nie byłam taka mokra, więc zabolało trochę jak się we mnie wsunął, a potem zaczął pieprzyć naprawdę mocno. Musiałam się trzymać tego regału, dobrze że taki solidny metalowy, przykręcony do podłogi. Już w trakcie poczułam taki mdły zapach wielodniowego potu z ubrania. Ten gość miał z 15 lat więcej ode mnie i faktycznie nie dbał jakoś mocno o higienę. Do tego zaczął gadać jakieś obrzydliwe rzeczy jak z tanich pornoli, obrażające mnie. Zero szacunku do człowieka, czułam się taka wykorzystywana, a nie jakbyśmy to robili razem. Za mocno trzymał mnie za kark, potem boleśnie ściskał pierś przez bluzkę i pieprzył, jak jakąś lalkę.
Nie wiem ile to trwało, ale wydawało mi się długo, nie jestem pewna czy doszłam, ale poczułam jak się spuścił we mnie, tak gorąco, lepko. Dobrze, że byłam na tabletkach. Szybko naciągnęłam majtki i na drążących nogach pobiegłam do toalety, już nawet na słyszałam co on jeszcze do mnie mówi. Siedziałam w kabinie chyba z 30 minut, czując jak to wszystko ze mnie wypływa do majtek. Bałam się, że się przeleje przez nie i ktoś to zobaczy.
Wzięłam wolne na resztę dnia i pobiegłam do domu, tzn. domu Marcina, gdzie się wprowadziłam kilka miesięcy temu. Było jeszcze wcześnie, wiedziałam, że będzie w pracy mogłam wziąć długą kąpiel. W trakcie musiałam wyjść z wanny i zwymiotowałam do muszli. Miałam do siebie żal o to co się stało.
Kiedy wrócił Marcin byłam jeszcze w szlafroku. Poczułam, że potrzebuje poczuć się bezpiecznie i tuliłam się do niego, a on mnie objął. Potem kolacja, zwykła gadka. Nie byłam już taka pewna, że chcę się z nim rozstać. Po miesiącu wzięliśmy ślub.
Od tego czasu jeszcze kilka razy czułam taką potrzebę ucieczki, ale już bardziej świadomie, z premedytacją wiedziałam, jak sobie z nią poradzić i że nawet lepiej jak to jest obrzydliwy prostak, bo potem nie ma tęsknoty i dylematów. Nie czuję się po tym nigdy z siebie dumna, ale to taka higiena związku. Chyba lepsza niż rozstanie, ból krzywdzenia się, skoro na co dzień dobrze nam ze sobą. Higiena - chyba faktycznie tak bym to nazwała i polecam wam, jeśli też czujecie czasem się zagubione i przygniecione.
Komentarze (0)
brak komentarzy