#501
20 września 2026
Aż do czasu, gdy Wiktoria, po miesiącu intensywnej i wyuzdanej relacji, poinformowała mnie o posiadaniu stałego partnera. „Jest marynarzem, widujemy się co trzy miesiące, więc otworzyliśmy związek.” dodała. Początkowo czułem się oburzony i oszukany, potrzebowałem czasu by ochłonąć. Jednak po czasie uległem i przystałem na ten układ.
Sporą rolę zapewne grało to, że Wiktora była najbardziej wyuzdaną i perwersyjną osobą, jaką do tego czasu spotkałem w życiu. Mała, drobna dwudziestolatka obcięta na krótko, która ze względów zdrowotnych miała hipermobilne stawy i bardzo wysoką tolerancję na ból. Oh tak, obudziła ona we mnie wiele myśli, których nie baliśmy się realizować.
A potem się dowiedziałem, że ona w wolnych chwilach opowiada o wszystkim swojemu chłopakowi, któremu nie dość, że to nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie - stał się moim fanem. Wybitnie konfundująca sytuacja, gdy pierwszy raz masz do czynienia z takim typem relacji. Co się okazało, wybitnie podniecająca i karmiąca moje ego.
Z rozbudzoną wyobraźnią, zrozumieniem emocjonalnym i młodzieńczym libido, zaczęliśmy z Wiktorią nie tyle uprawiać seks, co się rżnąć na wszelkie możliwe sposoby, w każdym możliwym miejscu. Mieliśmy układ bez granic, a Wiktoria wciąż napierała na mnie, bym przekraczał kolejne. Krępowałem ją więc w przeróżnych niewygodnych, normalnie niemożliwych wręcz, kombinacjach. Zaciskałem pasek na szyi gdy wpychałem penisa w jej gardło i lałem te drobne pośladki aż stawały się równomiernie sine. Uwielbiała to. Opowiadała mi, jak to nie może się doczekać, gdy po raz kolejny przyjdzie do mnie do mieszkania na noc lub kilka dni. Jak przyjdzie pachnąca, nakremowana i w delikatnym makijażu, wystrojona w swoje najlepsze rzeczy i i koronkową bieliznę od chłopaka - a wyjdzie rozmazana, sina i obolała, szczęśliwa. Uwierzcie mi, do dziś robi mi się ciepło na te wspomnienia.
I wyobraźcie sobie, że w tym czasie pozostawała ona zakochana w swoim Marynarzu. Gryzło mnie to gdzieś w środku. Napompowane ego krzyczało, że to ja chcę być numerem jeden. Czasem otrzymywałem od niej zrzuty ekranu konwersacji (lub opowiadała mi podczas spotkań) w których czytałem, że Marynarz „mnie polubił”. Zarówno pod względem przygód, jakie mam z jego partnerką, jak i osobowościowym. Zacząłem dostawać pozdrowienia oraz recenzje, co mu się najbardziej podobało w opowieściach Wiktorii z naszych spotkań. Nie wiedziałem, co czuć. Wiedziałem jedynie, że zarówno mój popęd, jak i przywiązanie do tej kobiety wciąż wzrastają.
Nie przestawaliśmy więc się sobą sycić. Zdarzało się jeszcze w drzwiach wejściowych złapać ją za włosy i ściągnąć do ziemi. Jedno z naszych ulubionych powitań. Jeszcze w płaszczu, z włosami pachnącymi świeżym powietrzem, śliniła obficie mojego penisa. Spieszyła się, zostawiając ślady szminki zmieszane ze śliną, by zaraz położyć się na podłodze z podwiniętą sukienką i błagać o bym ją nakrył, przycisnął swoim ciałem i sprawił, że poczuje się bezbronna.
Och jak lubiliśmy mówić sobie rzeczy. Każdy seks poza interakcją fizyczną, był popisem literacko-językowym, w którym uzewnętrznialiśmy wszelkie myśli i fantazje, nawet te mroczne i których realizować nie mieliśmy zamiaru. Zdarzało się, że siadała na kanapie, prosząc mnie o zajęcie fotelu na przeciwko. Rozchylała nogi i zaczynała bawić się ze sobą. Moim zadaniem było obserwować, lecz niczego nie dotykać, a jedynie mówić do niej. Cóż to był za test silnej woli, by nie rozpiąć spodni, nie zrobić jakiegoś ruchu. Całe te ciśnienie przekierowane w słowa i opowieści będące podkładem do jej masturbacji.
Aż pewnego dnia Marynarz przybił do portu. Musiałem zejść trochę emocjonalnie na drugi plan, słuchając o radości z powitania na brzegu, ze spędzania wspólnych chwil. Bynajmniej nie oznaczało to, że Wiktoria przestała pojawiać się w moim mieszkaniu - nawet jeśli zdarzało się to rzadziej. Spotęgowało to jednak intensywność po mojej stronie. Z jednej strony chęć nadrobienia zbudowanego ciśnienia. Z drugiej, co ważniejsze, zostawienie wiadomości Marynarzowi. Zacząłem się starać, by moje spotkania z Wiktorią obfitowały w pozostawione ślady, które potem przynosiła do ich wspólnego domu. Już nie tylko piersi i pośladki były sine. Całą jej skórę pokrywały malinki, ślady po paznokciach i ugryzieniach. Pozostawiałem na jej ubraniach swój zapach, ślady po spermie i jej sokach. Spuszczałem się w nią tuż przed wyjściem, by wróciła do niego z moim nasieniem wyciekającym z jej cipki. Wsadzałem ją do taksówki z rozmazanym makijażem i białymi koralami spływającymi po dekolcie. Wszystko, by dać sygnał „moje”, by górować nad tamtym, który dostaje ją po mnie.
A ich to tym bardziej kręciło.
Wtedy zaczęło mnie kręcić branie cudzych partnerek - pod warunkiem ich wiedzy i zgody.
Zdrady nie akceptuję. Ale świadoma? Cholernie tak.
Wiesielec
Komentarze (0)
brak komentarzy