Minęło sporo czasu odkąd ostatni raz coś pisałam. Widocznie jestem wymagająca w stosunku do własnych opowiadań.
Jeżeli jednak to oto opowiadanie zostanie przyjęte dobrze, pojawi się druga część na którą już mam pomysł. A teraz nie przedłużając zapraszam do lektury i proszę o szczerą ocenę.

(Przepraszam za brak przecinków w pewnych miejscach, ale zawsze mam z nimi problem)

- Musisz się bardziej skupić Lisa. – Przejrzysty i stanowczy głos Nataniela wdarł się do moich uszu, wyrywając mnie znad papierów nad którymi siedziałam. Tak, oto i on. Trzydziestodwuletni facet o bladej cerze, pięknych blond włosach, przenikliwych szarych oczach i ciele boga greckiego. A i mój szef przy okazji. Wszystkie kobiety w biurze szalały za tym cudownym okazem, który z nieznanych nikomu przyczyn nadal był sam. Czasem nawet słyszałam te słodkie, szalone ploteczki, że podobno jest gejem. A ja tymczasem nie patrzyłam na niego jak na mężczyznę i potencjalnego partnera, tylko jak na szefa, który może mnie zwolnić za myślenie o nim jak o obiekcie pożądania. (Choć to naturalnie nie było możliwe). Zaczęłam pracę w firmie Nataniela Glass’a dwa lata temu, gdy potrzebował księgowej. Potem pięłam się na szczeblach kariery, aż zostałam szefową pozostałych księgowych i przy okazji kimś w rodzaju prawej ręki owego Pana Glass’a.
- Przepraszam Nat... Znaczy Panie Glass. – Mruknęłam porozumiewawczo i przejrzałam jeszcze raz wszystkie te papiery, które trzymałam w rękach. Choć w pracy starałam się trzymać formalnych formułek, to nie ukrywałam, że poza budynkiem Glass Corporation byliśmy bliskimi przyjaciółmi. Widziałam go w sytuacjach, w których zapewne większość kobiet reagowała by nieposkromioną dziką rządzą. Na basenie, czy nawet w jego łazience, kiedy to przyniosłam mu parę listów, które miałam dostarczyć osobiście.
- Wiem, że tysiąc dolarów w moim wypadku, to nie taka duża suma, ale wolałbym mieć je na koncie. – Uśmiechnął się. To całkiem miłe, że się nie stresował i nawet moja „lekka” pomyłka na niego nie wpłynęła.
- Jak każdy. Choć dla mnie te tysiąc dolarów to naprawdę sporo. – Westchnęłam ociężale. Mieszkałam z bratem Damienem, a ten sprawiał kłopot za kłopotem. Czasem już nie miałam siły. Zdaje się, że gdyby nie Nat, już dawno popadłabym w ruinę. Chyba do końca życia nie spłacę tego długu wdzięczności.
- Wybierzesz się ze mną jutro na kolację? – Zainteresowałam się. Uniosłam wyżej głowę i przymrużyłam powieki.
- Kolację?
- Daj spokój Elisabeth, chcę z tobą porozmawiać. Poważnie porozmawiać. Tylko nie myśl sobie, że chodzi o pracę! Spokojnie, nie ona będzie tematem rozmów. I nie stresuj się już na zapas. – Jego duża ciepła dłoń na chwilę pojawiła się na moim ramieniu, dając mi do zrozumienia, że zapewne to nie dotyczy mnie. Bynajmniej nie w takim stopniu w jakim by mogło.
- W porządku. O dziewiętnastej, tam gdzie zawsze?
- Dziesięć punktów dla Panienki Black!
- Nie drocz się ze mną. – Słysząc ten ton, z którym wypowiadałam owe słowa, odruchowo zachichotałam i przeprosiłam go skinieniem głowy. Kolacja, tak? Niezmiernie mnie to zaciekawiło. Z reguły, gdy zapraszał mnie na kolacje rozmawialiśmy o pracy, firmie i o innych podobnych rzeczach. Ciekawe o czym teraz chciał porozmawiać...

Wróciłam do domu parę godzin później, gdzie czekało na mnie to co zwykle – bałagan. Nie było także Damiena. Może gdzieś poszedł? Miałam tylko szczerą nadzieję, że nie wda się w kolejną bezsensowną bójkę, bo ostatnie na co miałam ochotę o dwudziestej pierwszej, to latać po mieście i szukać go zanim znajdzie go policja. Gdy już upewniłam się, że nie dostanę telefonu informującego mnie o bójce, poszłam do łazienki, gdzie mogłam wziąć długą i odprężającą kąpiel, a tej niesamowicie mi brakowało. Reszta wieczoru minęła mi spokojnie. Sprzątałam puste pudełeczka po zupkach, oraz inne śmieci walające się w salonie, a gdy na zegarku wybiła północ, odpłynęłam pogrążając się w głębokim śnie.
Dziś sobota! A zatem i czas tej „wielkiej kolacji” o której wspominał wczoraj Nataniel. Z samego rana znalazłam Damiena leżącego na kanapie w salonie i zajadającego paczkę chipsów.
- O cześć siostrzyczko! Widzę, że dziś się nawet wyspałaś. Wyglądasz... Dobrze. – Czy wyglądałam dobrze? Nie, z pewnością nie. Długie, do połowy pleców czarne włosy, duże szmaragdowe oczy, blada cera, przeciętna figura. Nie nazwałabym się bóstwem, ale chociaż zniknęły worki pod oczami, które były moimi przyjaciółmi przez kilka ostatnich dni. Przejrzałam się dokładnie w lustrze i przystąpiłam do robienia śniadania.
- Znów jajecznica?
- Jak Ci coś nie pasuje braciszku, to zawsze możesz zjeść na mieście. Ach no tak, nie masz pieniędzy. -Rzuciłam szorstko i spojrzałam na czarną czuprynę wystającą sponad siedzenia kanapy. Po paru chwilach już siedzieliśmy przy stole, zajmując się jedzeniem.
- Wychodzę dziś wieczorem. Postaraj się nie zabić siebie, ani nikogo innego, gdy mnie nie będzie.
- Jesteś bezlitosna siostrzyczko. Wiesz, że jestem grzecznym chłopcem.
- Jak śpisz i nie wołasz jeść... – Przewróciłam oczyma i wsunęłam do ust widelec z zawartością w postaci jajecznicy.
- Z kim wychodzisz? – Zapytał podejrzliwie, jednak odparłam zgodnie z prawdą.
- Z Natanielem. Chce ze mną „poważnie porozmawiać”
- A przez „poważną rozmowę” masz na myśli „będę cię dziś rżnął”? – Niemalże się zakrztusiłam po jego słowach i sięgnęłam po szklankę z herbatą, przełykając zawartość ust. Otarłam małe łezki, które zgromadziły się w kącikach oczu.
- Zgłupiałeś do reszty? To mój przyjaciel, nie kochanek. – Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Nie byłam osobą, która kochała seks. Tak naprawdę nie jestem pewna, czy w ogóle kiedykolwiek było mi naprawdę dobrze podczas stosunku, a mam już przecież dwadzieścia pięć lat i do tego miałam aż trzy stałe związki! No, prawie... Rozpadły się z powodu przeprowadzki, braku czasu i czegoś jeszcze, o czym teraz nie pamiętam.
- Tak tak. – I ten głupkowaty uśmieszek. Zaprawdę powiadam ci Damienie Black, kiedyś cię zabiję tymi rękoma...

Reszta dnia upłynęła mi na szykowaniu się na „randkę”. Choć nie traktowałam jej właściwie jak randki, tylko Damien uważał ją za takową. Rozpuszczone włosy opadały falami na ramiona, czerwona sukienka z gołymi plecami i głębokim dekoltem dodawała uroku, a do tego czarne szpilki. Czy to źle, że wyglądałam tak seksownie idąc na kolację z szefem? Szybki, choć staranny makijaż i muśnięcie ust czerwoną szminką. Brakowało mi tylko tej uroczej białej torebki z kryształkami, którą tak kochałam.
- Woah. Jesteś tak seksowna, że sam bym cię przeleciał. – Moje ciało przeszedł dreszcz, gdy poczułam na wcięciu w talii dłonie mojego brata.
- Wiesz, że kazirodztwo jest karalne, prawda? – Mruknęłam tylko i pospiesznie ściągnęłam z siebie jego dłonie.
- Oj tam, nikt się nie dowie siostrzyczko. – Puścił mi oczko i dokładnie przyjrzał się mojemu odbiciu w lustrze. A więc chyba jednak za bardzo wystroiłam się dzisiejszego wieczoru. Ale co tam. Niech dzieje się wola Boga!
Wezwałam taksówkę i udałam się na spotkanie w wyznaczone miejsce. Za pięć dziewiętnasta. Więc jeszcze udało mi się być pięć minut przed czasem. Rozejrzałam się, gdy nagle poczułam na swoim ramieniu czyjąś dłoń. Odwróciłam głowę w bok i dostrzegłam tego, z którym miałam się spotkać.
- Witaj Elisabeth. Wyglądasz olśniewająco. – Jego promienny uśmiech i nagły komplement sprawiły, że na moich policzkach pojawił się lekki rumieniec.
- Witaj Natanielu, ty również. – Ładny, drogi garnitur i włosy zaczesane w tył. Niespodziewanie zdałam sobie sprawę, że przygryzam wargę, wyobrażając sobie, że wplatam dłoń w te złote kosmyki, więc potrząsnęłam niezdarnie głową.
- Zatem wejdziemy? – Puścił mnie przodem. Zapowiedzieliśmy się, jako że to jeden z tych lokali w których z reguły robi się rezerwacje, a potem zajęliśmy wyznaczone miejsce. Przyniesiono nam po kieliszku czerwonego, półsłodkiego wina oraz podano kartę dań. Dziś miałam ochotę na coś lekkiego, więc mój wybór padł na sałatkę grecką. Nat zaś wziął stek z warzywami.
- Zatem o czym chciałeś ze mną porozmawiać? – Zaczęłam nieśmiało, jakbym bała się, że trochę za wcześnie zaczęłam temat, albo że w ogóle nie powinnam zaczynać go pierwsza.
- Od razu przechodzisz do sedna, co? – Zaśmiał się, jednak było w tym śmiechu coś... Nienaturalnego. Tajemniczego. – Mam problem. Cierpię na pewną... Przypadłość.
- Przypadłość? To coś poważnego? Martwię się Nat... - Spojrzałam z troską w jego oczy.
- Nie nie, właściwie to zagraża tylko mnie, tak sądzę. Choć jak teraz o tym myślę, nie wiem czy to dobry pomysł ci o tym mówić. – O nie, tak dobrze nie ma. Zaprosiłeś mnie tu, sprawiłeś, że wystroiłam się, jakbym na coś liczyła, więc musisz mi chociaż powiedzieć co ci chodzi po głowie.
- Powiedz proszę. Nie pogniewam się. – Zaczęłam ostrożnie.
- Ja... Chcę cię o coś prosić. Obiecaj mi, że jeśli się zgodzisz, to się nie wycofasz, nieważne co zobaczysz, nie ważne co się stanie. – Przełknęłam ślinę. Nie lubiłam układów w ciemno. Pogrążyłam się w głębokim myśleniu. Kelner zdążył przynieść nam nasze zamówienie, więc pozostało nam tylko jeść.
- Zabrzmiało poważnie i przyznaję nieco się przestraszyłam. Czy to ci pomoże jeśli się zgodzę?
- Cholera, tak Lisa, bardzo pomoże.
- I nie ucierpię na tym?
- Boże, o czym ty mówisz, nie zrobiłbym ci żadnej krzywdy!
- Więc jeśli będę miała dość, będę mogła prosić cię o skończenie... „tego” – Zatytułowałam. Nawet nie wiedziałam czym owe „to” jest.
- Niech będzie, ale zgódź się proszę. – Widziałam tę desperację w jego oczach. Ale nie rozumiałam jeszcze, dlaczego akurat ja?
- Zgoda. Czy teraz podasz mi więcej szczegółów?
- Po kolacji udamy się do mnie. Spędzisz u mnie weekend. I nie myśl sobie nic dziwnego proszę. To nie tak, że zaprosiłem cię tu w wiadomym celu. Nie jestem takim człowiekiem Liso, powinnaś to wiedzieć.
- Wiem o tym Nat. Nie musisz mi się tłumaczyć. Jeśli to tylko przysługa, to w porządku. Zadzwonię tylko do brata i powiem mu, że zostaję na noc. W porządku? – Ach, bałam się dzwonienia do Damiena. Wiedziałam, co powie. I z jakiegoś powodu mnie to irytowało. Może miał rację? Może ja po prostu zaczęłam ulegać Natanielowi? Miałam lekki mętlik.
- Nie ma problemu. Nie spiesz się. Chcę by ten wieczór trwał tak długo jak tylko to możliwe. – I kolejny olśniewający uśmiech z jego strony. Panie Glass, dlaczego mnie Pan pociąga?

Godzinę później byliśmy już przed dobrze znanym mi apartamentowcem, w którym mieszkał mój szef. Wjechaliśmy windą na dziewiętnaste piętro i wysiedliśmy, wchodząc do jego ogromnego apartamentu. Salon, kuchnia, jadalnia, dwie sypialnie, siłownia, łazienka i parę innych pomieszczeń, których nie miałam okazji zobaczyć. Prawie jak dom.
- Pozwolisz, że zadzwonię? – zapytałam i wyciągnęłam z kieszonki w torebce telefon, odchodząc na bok.
- Liso, gdy skończysz i będziesz gotowa, zostaw tu torebkę i zawołaj mnie. Założę Ci opaskę na oczy. Dobrze?
- Dobrze. – Mężczyzna oddalił się ode mnie, a ja wykręciłam numer do Damiena, który po kilku sygnałach odebrał telefon ku mojej uciesze.
- Zmiana planów, wrócę jutro wieczorem.
- Zaciągnął cię do łóżka? Mówiłem, że to zrobi. To ten typ. Czekają, aż ofiara wpadnie w ich sidła, a potem robią z nich sukę do pieprzenia. Heh, tylko nie płacz, gdy zostawi cię po tej nocy. – Rozłączyłam się, czując niesamowity gniew, gromadzący się wewnątrz. Boże, zabiję tego sukinsyna kiedyś, obiecuję. Pozwoliłam sobie odpocząć i po kilku minutach zawołałam Nataniela. Widziałam jak podchodzi do mnie, trzymając coś za plecami.
- Liso, mogę ci to założyć? – Tym co tak chował, okazała się ładna, skórzana opaska na oczy. To chyba jeszcze nic złego prawda?
- Tak. Zaprowadzisz mnie gdzieś?
- Owszem. Ufasz mi? – Z jakiegoś powodu to pytanie wywołało u mnie niespodziewany dreszcz. Patrząc w te piękne, szare oczy nie byłam w stanie zaprzeczyć.
- Ufam ci bezgranicznie Natanielu. – Wyszeptałam bez zastanowienia, a cały mój świat stał się czarny. Prowadził mnie przez korytarze, a od czasu do czasu dodawał „uwaga stopień”, gdy wchodziliśmy wyżej, lub niżej. W końcu zatrzymaliśmy się i usłyszałam otwieranie drzwi. Potem weszliśmy do środka. Gdy stanęliśmy jak mi się wydawało na środku pomieszczenia, podprowadził mnie bliżej. Prawdopodobnie dotarłam do czegoś co było stołem? A może biurkiem? Bynajmniej tak odczułam, że jest to jakiś blat.
- Połóż się. – Rozkazał i zdałam sobie sprawę, że jego ton i barwa głosu zupełnie się zmieniły. Stał się wręcz protekcjonalny, nieznoszący sprzeciwu. Opadłam klatką piersiową na twardy blat, tym samym wypinając tyłek w jego stronę. To było niesamowicie perwersyjne, ale i podniecające. Może to przez wino?
- Liso, czy wiesz może co to bdsm? – Skądś znałam ten termin... Zaraz nie mówcie mi, że to...!
- Wiązanie, Dyscyplina, sadyzm, masochizm. Jakoś tak. Nie mów mi, że jesteś masochistą... – Odwróciłam odruchowo głowę w jego kierunku, jednak i tak nie mogłam go dostrzec przez utrudniającą wszystko opaskę.
- Mniej więcej o to chodzi. I nie, nie jestem masochistą. Jestem sadystą. Kocham patrzeć jak kobieta leży na moich kolanach, kocham jak kobieta błaga mnie o litość, dziękuje za każdego klapsa.
- Boże... – Szepnęłam. W co ja się znowu wpakowałam? Miałam ot tak zaakceptować to, że mój szef wiąże i bije kobiety?! A ja miałam być następna?
- Nie myśl o tym w ten sposób Liso. Ten ból to przede wszystkim przyjemność. Choć nie miałem nigdy kobiety takiej, która by spełniła wszystkie moje fantazje. Kiedy poznałem cię, czułem że możemy się dogadać. Byłaś moją bratnią duszą. Wiedziałem to od początku. I pragnąłem cię związać, by potem pokazać ci jakie to uczucie być zdyscyplinowanym. Może uznasz, że jestem chory, dziwny. Nie winię cię za to. Ale czy byłabyś w stanie ten jeden wieczór pozwolić mi spełnić moje marzenia? – To było za wiele. Wszystkie te wiadomości mnie tak przytłoczyły, że brakło mi słów. Co miałam zrobić? Ot tak położyć się i powiedzieć „bij mnie”? To nie było w moim stylu. Ale z drugiej strony, jeśli to takie przyjemne.
- Ten jeden raz pozwolę ci pokazać mi to. Jeden jedyny raz pozwolę ci to zrobić.
- Och, Lisa...
- Nie rozczulaj się. Prawdziwy Pan jest ostry, stanowczy, prawda? – Damien, przepraszam. Miałeś rację. Zostałam suką Nataniela.

- Ręce do tyłu. Nie ruszaj się. – Zanim się zorientowałam poczułam coś co było jak kajdany na swoich nadgarstkach, a także na nogach. Jednak te na nogach nie były spięte łańcuchem, w przeciwieństwie od tych, które krępowały nadgarstki. Na szyi zapiął mi coś, co jak mogłam stwierdzić było obrożą. Pomógł mi się podnieść i stałam tak z rękoma w tyle.
- Uklęknij. Na kolana. – Bez wahania wykonałam polecenie, czując jak poddaję się temu. Zaczynałam grać w jego grę.
- A teraz błagaj o karę. Powiedz, że byłaś niegrzeczna.
- Byłam niegrzeczną suką, proszę ukarz mnie Panie. – Usłyszałam coś co pozwoliło mi sądzić, że był zaskoczony tym, że nazwałam się suką. I dobrze, wygląda na to, że spełnianie jego fantazji było całkiem proste.
- Spełnię Twoją prośbę i ukarzę ciebie i Twoje niegrzeczne pośladki. – Uniósł sukienkę do góry i szybkim ruchem pchnął mnie na blat, na którym wylądowałam, tym samym odsłaniając tyłek, który okalał tylko cienki materiał stringów. Nareszcie postanowił pozwolić mi patrzeć, ponieważ zsunął opaskę z moich oczu. Znajdowałam się w pokoju, który łączył ze sobą elementy fioletu, czerwieni i czerni. W rogu stały półki, szafki które miały wewnątrz różne „narzędzia tortur”, a niektóre były wystawione na wieszakach, jakby na pokaz. Dopełnieniem tego było wielkie, naprawdę ogromne łóżko z baldachimem znajdujące się przy lewej ścianie. Miało specjalne uchwyty do krępowania, jak i rusztowanie pod sufitem, gdyby zachciało się jaśnie Panu kogoś podwieszać. Zaraz, czy ja właśnie powiedziałam podwieszanie? Boże, skąd ja wiem takie rzeczy...
- Czy wiesz co to jest? – Przyjrzałam się dokładniej narzędziu, które trzymał. Było to nic innego jak...
- Pejcz. To pejcz.
- Bezbłędna odpowiedź panno Black. Zadziwiasz mnie. – Wymruczał gardłowo, powodując przyjemne ciarki rozchodzące się po całym moim ciele. – Tym pejczem cię ukarzę. – Odpiął zamek sukienki, zsuwając ją z ramion na tyle, na ile pozwalały to kajdany. Nie miałam siły, ani chęci się już opierać. Po prostu czekałam.
- Ach. – Cichy jęk wyrwał się z moich ust, gdy poczułam uderzenie pejcza na swoich plecach. Bolało, ale i było przyjemne. Niemalże chciałam poczuć to drugi raz. O takowy na szczęście prosić nie musiałam, gdy zaraz za pierwszym padły jeszcze dwa, trzy uderzenia pejcza. Choć pieczenie na plecach było nieznośne, nie skupiałam się na nim. Liczyła się tylko ta erotyczność, która nas łączyła.
- Czyją suką jesteś?
- Jestem suką swojego Pana. – Ach, nie wierzę, że to powiedziałam. Jestem taka wyuzdana, leżąc na biurku i będąc chłostaną przez niego. Faceta idealnego. Zrzucił z siebie marynarkę i pochwycił pejcz mocniej, trafiając nim uda, pośladki i znów uda. Parę razy na zmianę. Różne tempo, różna siła, ale ta sama przyjemność.
- Czyżby komuś się spodobało bycie poniżoną?
- Może... - Odparłam tajemniczo, co jednak było błędem. Chwycił mnie za włosy i brutalnie odchylił głowę w tył. Wszystkie zwierzęce instynkty brały górę.
- Słucham?
- Podoba mi się Panie. – Wyszeptałam, a wtedy puścił i odsunął się, odkładając pejcz na bok. Rozpiął kajdany zdobiące dłonie.
- Rozbieraj się. Masz zostać w samych majtkach. – „Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem” rozbrzmiało w moich myślach i od razu zsunęłam z siebie czerwoną sukienkę. Zdjęłam buty, odpięłam stanik i pozwoliłam mu opaść w dół do sukienki. Podszedł blisko, kładąc swoje duże dłonie na moich pośladkach.
- Nie pozwoliłem ci zdjąć butów panienko. – Ciche klaśnięcie rozległo się w powietrzu, gdy na mój pośladek spadł orzeźwiający klaps, a potem drugi. Jego dłonie zdawały się idealnie pasować do mojego tyłka.
- Przepraszam. – Wyszeptałam i opuściłam głowę. Jeszcze kilka mocnych klapsów i byłam już naprawdę podniecona. A to dopiero początek. Kazał mi podejść do łóżka i położyć się na nim na brzuchu, więc skoro to był rozkaz, spełniłam go.
- Świetnie. Nie odwracaj się. – Poszedł gdzieś i coś wyciągnął. Wrócił po chwili z czymś co trzymał w dłoniach. Wtedy kazał się obrócić. – Wiesz co to jest?
- Nie wiem. – Powiedziałam i zilustrowałam kawałek kijka. Wyglądało to na bambus.
- To jest trzcinka. Skuteczna, ponieważ zadaje sporo bólu dzięki temu, że jest cienka. Ale jeśli jest w dobrych rękach, nie jest niebezpieczna.
- Zamierzasz mnie tym bić?
- Nie używajmy takiego brutalnego określenia. Nazwijmy to wymierzaniem dyscypliny. Poza tym, pozwoliłem ci się odezwać? – Zanim się zorientowałam na chłodnych już pośladkach poczułam mocne uderzenie trzcinki. Na pewno mam pręgę. I będzie ich wiele więcej.
- Przepraszam Panie. – Przygryzłam dolną wargę. Gdy nie widział, sięgnęłam dłonią do swojej kobiecości, wsuwając ostrożnie dłoń w majtki. Byłam wręcz zszokowana czując jak bardzo jest mokra i jak bardzo domagała się ostrego rżnięcia. Wysunęłam dłoń i wypięłam wysoko tyłeczek w górę, co najwidoczniej go zadowoliło, ponieważ ochoczo go objął i ... Zaraz czy on właśnie ugryzł mnie w pośladek? Czułam, że eksploduję z tego podniecenia.
- Nie drocz się ze mną, proszę Nat. – Wyszeptałam, zapominając już nawet o tym jak powinnam się do niego zwracać. Tak bardzo pragnęłam poczuć go w sobie.
- Jak mnie nazwałaś? Dla ciebie jestem Panem SUKO – Ostatnie słowo wypowiedział głośno i wyraźnie, pokazując mi gdzie moje miejsce. Kilka uderzeń trzcinki padło jedno obok drugiego na obydwa pośladki, zostawiając czerwone ślady. Z każdym kolejnym uderzeniem odczuwałam coraz mocniejsze, nieznośne pieczenie.
- Panie, nie drocz się ze mną. Chcę cię w sobie poczuć. – Jęczałam z każdym uderzeniem trzcinki. Znów spiął moje kajdany i przywiązał je do łóżka, ale tak bym mogła stać na czworaka. Szybkim ruchem pozbawił mnie majtek, które opadły w kąt i zniżył się, brutalnie rozszerzając nogi. Ściągnął z siebie krawat, szybko rozpinał koszulę, która dołączyła do pozostałych rzeczy leżących gdzieś na podłodze. Miałam zaledwie chwilę na ochłonięcie, ponieważ byłam już bliska orgazmu i to przez zwykłe uderzenia trzcinki, a co dopiero, kiedy wreszcie mnie posiądzie.
Ściągnął w tym czasie spodnie wraz z bokserkami, jednak nie poczułam na swojej kobiecości jego penisa, a... jego gorący, wilgotny język, który wdzierał się do mojego wnętrza. To było zbyt wiele. Zaczęłam wić się, a on szczelnie dociskał mnie do swojej twarzy, smakując mnie. Byłam tak wilgotna, że po udach płynęły stróżki soków.
- Boże. – Jęknęłam. Wtedy niespodziewanie we mnie wszedł. Gwałtownie, mocno i brutalnie. Jak w sukę, która tylko jest narzędziem do zaspokajania potrzeb swojego Pana. Miarowe pchnięcia sprawiały, że cały świat wirował, oddech stawał się płytki, a serce już dawno miało zaburzoną rytmikę bicia. Pieprzyliśmy się tak bez opamiętania, pozwalając naszym żądzom nami zawładnąć. Jednak nie pozostawiał mojego tyłeczka bezczynnie. Kolejne uderzenia trzcinki spadały na jeden i drugi pośladek, aż pieczenie było nie do zniesienia. Wtedy przestał, a ja wyszeptałam ochryple.
- Błagam poszepcz mi sprośne słówka. – Długo nie musiałam czekać na odpowiedź.
- Moja suka życzy sobie sprośnych słówek? No proszę, więc chciałabyś abym cię porządnie przerżnął? Żebym wpychał mocno swojego kutasa w Twoją cipkę i rżnął cię tak długo, aż przerucham na wylot? – Wszystkie moje bariery właśnie umarły. Mimowolnie sama dodatkowo nabijałam się na jego penisa, czując zbliżający się orgazm. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłam tak podniecona jak teraz. Żaden facet nie potrafił mnie tak zadowolić jak Nat. Sparaliżował mnie silny dreszcz, który przeszedł moje ciało, gdy tylko poczułam, że osiągnął spełnienie, a moja kobiecość wypełnia się jego gorącym nasieniem. Tego było zbyt wiele. Dochodziłam krzycząc jego imię bez opamiętania.

Gdy doszliśmy do siebie, ściągnął ze mnie kajdany, wziął mnie na ręce i zabrał do swojej sypialni, kładąc na łóżku. Wtuliłam się w jego ciepły tors, kreśląc na nim jakieś wzorki nie mające sensu.
- Nie gniewasz się za nic Lisa?
- Nie, nie gniewam się.
- Pamiętaj, nie możesz o tym powiedzieć nikomu. Że kocham robić... to.
- Nikomu o tym nie powiem Panie Glass. To będzie nasza tajemnica.
Wystarczyło bym zamknęła powieki, a od razu odpłynęłam, wpadając w objęcia Morfeusza.
Dodaj do ulubionych
19,925
Podziel się ze znajomymi
7.96/10

Jak Ci się podobało?

Średnia: 7.96/10 (71 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Komentarze (10)

Krystyna

Krystyna · 4 maja 2016+0

Przy półsłodkim winie do steku miałam dosyć ale przeczytałam (staram się czytać całość, jeżeli zaczynam). Miałam wrażenie, że czytam nieudolną wersję (żeby nie nazwać dosadniej) "50 twarzy Greya" (i to filmu, nawet nie książki), napisaną przez zafascynowaną nim nastolatkę. Tyle odnośnie treści ...

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Czepialska

Czepialska · 4 maja 2016+0

Tekst nie jest zły. Fajnie się czyta, chociaż z daleka śmierdzi Grey'em grin

Znalazłam takie parę drobiazgów do poprawki:

przy okazji kimś w rodzaju prawej ręki ów Pana Glass’a.

ów - zamień na "owego"
Spokojnie nie ona będzie tematem rozmów

wstaw przecinek po "spokojnie"
- Jak Ci coś nie pasuje braciszku, to zawsze możesz zjeść na mieście. Ach no tak, nie masz pieniędzy. Rzuciłam szorstko i spojrzałam na czarną czuprynę wystającą sponad siedzenia kanapy.

zapis dialogu. Powinno byc: "Ach no tak, nie masz pieniędzy - rzuciłam szorstko"

Poza tym jedna rzecz mi nie gra - na początku bohaterka deklaruje, że nie leci na szefa, chociaż taki z niego gorący facet, i wszystkie się ślinią jak bezpańskie psy (lub - nomen omen -suki ) na jego widok. A potem on zaprasza ja na kolacje i nagle - klik - leci na niego.

Ale , tak jak mówiłam, tekst jest niezły.
Pozdrawiam

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
paty_128

paty_128 · 4 maja 2016+0

"NIE WAŻNE" pisze się razem!!! Zabiję.
"Cię, Ty, Tobie" - w dialogach z malej litery.
Racja, wielu przecinków brakuje.
Tak, te przygryzanie wargi jest zupełnie w stylu tamtej babki od Greya. Jeszcze tylko brakuje "o, kurka" czy coś w tym stylu smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
MarySue

MarySue · 4 maja 2016+0

@Krystyna - półsłodkie czerwone wino ostatecznie mogłoby być podane jako aperitif, chociaż lepsze jest białe, półwytrawne, za to do dania głównego powinno zostać podane inne wino. Na pewno nie słodkie ani półsłodkie.
Ja też wytrwałam do końca, i w sumie wielkiego żalu do autorki o to nie mam.

Dialogi miedzy głównymi bohaterami dość sztuczne i drętwe, całe to BDSM w opowiadaniu wygląda jak wytwór wyobraźni niedojrzałej miłośniczki prozy E.L James, nie zaś opowiadanie prawdziwego amatora takich właśnie gier i zabaw. Ale tekst leciutki, w sumie nawet przyjemny w odbiorze.

Zgadzam się z uwagami Czepialskiej - skorzystaj z opcji edycji tekstów, i popraw wskazane fragmenty.

@Paty - czy ty naprawdę chcesz żebym przedwcześnie osiwiała? Uważasz, że mi w tym będzie do twarzy? grin "TE" grin Ja to bym jeszcze dodała wewnętrzną boginię, żeby podobieństwo było pełne grin

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Zdominowana

Zdominowana · 4 maja 2016+0

Cóż, dziękuję za wszystkie uwagi, warto wspomnieć, że nie jestem zawodowym pisarzem, robię to dla hobby i w wolnym czasie i tak jak każdy człowiek popełniam błędy wink Z reguły piszę opowiadania, które nie mają zabarwienia erotycznego, tym bardziej, że zarówno sylwetka Damiena i Elisabeth Black pochodzą z zupełnie innej opowieści, którą wymyśliłam, a tu po prostu wykorzystałam ich jako że mi się to podobało. Co do drętwości i sztuczności dialogów, akurat zwolenniczką 50 twarzy Graya nie jestem, ponieważ książka jest dla mnie kiepska i już po jednym tomie zrezygnowałam z dalszej lektury. Z reguły staram się także opisywać coś co bierze się z doświadczenia, aniżeli z wytworu wyobraźni.
Wszelakie błędy za momencik poprawię.
Jeśli zaś chodzi o podobieństwo.... Mogę się założyć, że gdyby książka E.L James nie została tak nagłośniona, to tylko kilka osób zauważyłoby jakiekolwiek podobieństwo, więc kwestia gustu jak dla mnie grin
Co do nawyku pisania "Ty, Ci, Ciebie" z dużej litery, jest to głównie dlatego, że tak już jakoś przywykłam i kiedy piszę coś (a naprawdę trudno u mnie o porządną dawkę weny) to robię to spontanicznie i ciągiem, a potem dopiero poprawiam to co uznam za słuszne. W każdym bądź razie za wszelkie uwagi dziękuję i postaram się poprawić smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Dddd

Dddd · 5 maja 2016+0

@paty_128 jeśli już chcesz kogoś poprawiać, to nie "z małej litery" tylko małą bądź wielką literą do cholery! Przyganiał kocioł garnkowi a sam s....

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
paty_128

paty_128 · 5 maja 2016+0

A to jest jakiś błąd? Coś to zmienia?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Noniezle

Noniezle · 5 maja 2016+0

Proszę nie mów mi, że nie znasz Greya bo w to to chyba nikt nie uwierzy... Zmieniono tylko to jak się poznali a ten jej brat przypomina tą koleżankę głównej bohaterki Greya. Żywcem wzorowane na Greyu.. Nie może być aż takiego zbiegu okoliczności... Ogólnie opowiadanie samo w sobie jest okej ale jednak to kiepski reqeul Greya. Tyle w temacie.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Zdominowana

Zdominowana · 6 maja 2016+0

Nigdy nie powiedziałam, że nie znam Greya, ponieważ, gdybyś przeczytał/a moją wcześniejszą odpowiedź, to wiedziałbyś/abyś, że przeczytałam pierwszy tom, który jednak mnie nie porwał.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
wester

wester · 6 maja 2016+0

Nie doczytałem do końca. Nie dałem rady. Straszna tanizna.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

lub

Inne popularne opowiadania Zdominowana: