W grunge wbrew pozorom solówek było całkiem sporo (choćby Cantrell, Thayil czy McCready to świetni gitarzyści solowi), ale generalnie zgadzam się, muzyka z partiami solowymi (na elektryku, akustyku, basie, klawiszach, czymkolwiek) jest zazwyczaj ciekawsza, urozmaicona i łatwiej wciągająca, niż bez (dlatego nie przepadam za nu-metalem, ale za to w ramach wyjątku bardzo lubię sludge'owy Crowbar, który gniecie ciężarem i klimatem jak walec).
Cryptę sprawdzę, choć nie trafiłem jeszcze chyba na 100% kobiecy zespół, który wszedł mi bez popity. Zerknę jednak na pewno, bo śmierć metalu nie odmawiam nigdy 😉

Blind Guardian zacząłem od "Imaginations" i... trochę czegoś innego się spodziewałem (zbyt dużo chóralnych zaśpiewów, za mało mięsa). Może jednak się przekonam, na pewno posłucham jeszcze kilka/kilkanaście razy.
Co do Mety i wiadomej płyty (😉), to gdyby skrócić ją o pół godziny, odbiór byłby inny (nawet przy pozostawieniu kartonowego werbla), no ale jest jak jest.

A rock klasyczny wiem, że dobrze się trzyma! I fajnie, bo to muzyka, którą bez większych narzekań można włączyć przy "niemetalowej" rodzinie czy znajomych, bez narzekania na "transmisję z tartaku", "wymioty na wokalu", tudzież ścianę hałasu.
Jeśli lubisz takie klimaty, to sprawdź stareńkie Divlje Jagode (kultowa bałkańska kapela z Bośni/Chorwacji). Polecam płytę "Carobnjaci", świetny kawał hard rocka z heavy metalem w klimacie lat 80-tych (wydawnictwo ma 42 lata 😉).
I z polskich trochę cięższe, nowsze (2022 rok) Arthemore - Człowiek. Świetna muzyka w klimacie heavy/groove metalu (są solówki!) i zajebisty, damski wokal, ale nie gotyckie piszczałki, tylko gardło z chrypką i mocny alt + polskie, dobre teksty. Naprawdę polecam.