Akurat Włochów odróżnia od wymienionych zespołów wymiatający gitarzysta solowy (kilka naprawdę świetnych solówek można usłyszeć na tej płycie, zwłaszcza w "The Dress" i "At Races") i chyba mimo wszystko większa dynamika i eklektyzm, ale reszta dźwięków gdzieś tam już wybrzmiała, u innych wykonawców.
Fakt. Do tego dochodzą akordy czystych gitar / klawiszy, jakie spokojnie mogłyby się znaleźć na płycie Pink Floyd i mamy całkiem ciekawą mieszankę.
Co do gitarzysty solowego, to mam pewne przemyślenie, choć w zasadzie dotyczy on "muzyka solowego", bo niekoniecznie musi być on gitarzystą. Szeroko rozumiany hard rock / metal jest grany już którąś dekadę i wyłączając te podgatunki, w których jakiekolwiek solowe partie są sprowadzane do minimum (np. nu metal, punk, grunge etc.), to instrumentalne solo zawsze będzie robiło robotę. I wiadomo, że nie każdy zaraz musi być wirtuozem, ale niechże ten gitarzysta pobiega sobie czasami po pentatonice albo klawiszowiec zagra jakiś pasaż i od razu robi się ciekawiej. Ba, może być to nawet inny instrument - patrz flet u Jethro Tull czy bardziej współczesnego Blood Ceremony, smyczki u tych wszystkich zespołów z naleciałościami klasyczno-średniowiecznymi (np. Arven), długo by wymieniać. Ale nie: jest skład z dwoma dwóch gitarzystami + basistą i wszyscy grają w zasadzie to samo, czyli 2x powerchordy + pryma oktawę niżej. I słuchasz jednej, dwóch, trzech piosenek, a przy najdalej piątej pytasz "no dobra, a umiecie coś innego"?
😀 Przecież nawet sama Meta przejechała się na takim myśleniu przy okazji wiadomego albumu (aczkolwiek tam kubeł na śmieci zamiast werbla też nie pomagał
😛 ), a niektórzy nadal udają, że tym razem się uda. No nie, to tak nie działa.
Blind Guardian ma mocno zróżnicowaną i jednocześnie nierówną dyskografię. Mnie ani początek, ani ostatni okres jakoś niespecjalnie podchodzą, natomiast "Imaginations", "Nightfall" oraz "Night" uważam za naprawdę rewelacyjne płyty, a środkową z nich za must-have do przesłuchania, nawet jeśli nie jesteśmy fanami.
PS Jeśli ktoś lubi klasyczne metalowe granie, polecam zerknąć na Tailgunner. I nie, nawiązanie nie jest przypadkowe, co słychać
😉 Dodatkowy bonus: Rhea Thompson na gitarze. A dla wielbicieli Death i innych podobnych klimatów: Crypta. Co prawda nie przepadam zbytnio za takim graniem, natomiast nieodmiennie doceniam stuprocentowo kobiece zespoły, grające tak wymagającą technicznie muzykę. Natomiast jeśli ktoś woli bardziej thrash w stylu Kreatora, tylko w wykonaniu pań, to jest Nervosa. Powiązana składem z Cryptą swoją drogą, ale to akurat nie jest nic dziwnego w tym światku (patrz Sonia Anubis, która też zaliczyła Cryptę).
Ale żeby nie było, że tylko czcimy garbatego kozła
😛 to z naszego podwórka: Trackstone. Na razie robią więcej szumu, niż to warte (pierdylion rolek KLASYCZNY ROCK WRACA NIE WIEDZIAŁEŚ ŻE SĄ TAKIE ZESPOŁY ŁOOO XD), ale jeśli wokalistka ogarnie dykcję, a gitarzysta przestanie udawać Zakka, to może coś z tego będzie.