Jas i Małgosia (III)
29 sierpnia 2025
Jas i Małgosia
39 min
Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!
Piątek
Dziewczyny obudziły się wypoczęte, co zakrawało na cud, biorąc pod uwagę, jak bardzo pracowity wieczór spędziły we trójkę. Bez słów poszły razem do łazienki. Wyzwolone i zadowolone paradowały całkiem nagie. Na stole w kuchni znowu czekało śniadanie i karteczka z namalowanym szminką serduszkiem, z małym inicjałem w kształcie litery R.
– Co myślisz, kochanie? – zaczęła Gosia.
– Czuję jak ty. Uwielbiam to. Nie bądź zazdrosna, Rosina nigdy nie zajmie twojego miejsca w moim sercu.
– W sercu nie, ale może w cipce – uśmiech pojawił się na twarzy blondynki.
– Przyznaj sama, że jest cudnie pieprzyć się we trójkę. Nie mogę uwierzyć, z grzecznych dziewczynek zmieniłyśmy się w napalone ździry.
– Co do pierwszego się zgodzę. Trójka daje większe możliwości. Czy czuje się zdzirą, tego bym nie powiedziała. Jestem nadal porządną dziewczyną.
– Ha, ha, ha – Jas nie mogła powstrzymać śmiechu. – Porządna z ciebie dziewczynka, tylko cipka lubi się łajdaczyć.
– Zamknij się Jas. Co do meritum sprawy, chyba nic nie możemy zrobić, żeby ją powstrzymać. Dlaczego zabijała? Będzie mi żal.
– Mnie też. Mamy jeszcze osiem dni, może zdarzy się cud – Jas posmutniała na buzi.
– To jest w jej psychice. Spróbujmy z nią porozmawiać. Skoro nie wpadli na ślad zbrodni, to może nie dojdą, a my nie powiemy, prawda Jasminko?
– Z pewnością. Dobrze, pogadamy z nią. Dzisiaj piątek i mamy ją cały weekend, nie mogę się doczekać.
Zaczęły jeść ze smakiem. Przed spaniem podały brunetce małą listę produktów do kupienia, chociaż to, co miała w lodówce, w zupełności starczało na przyrządzenie smacznego obiadku.
– Czujesz dyskomfort, Małgosiu?
– Nie, moja mała cipka sprawia się świetnie. Uwielbiam fisting. To jest zajebiste uczucie, kiedy jest rozciągana. Pewnie na zimno byłoby do dupy.
– Co masz na myśli, mówiąc, na zimno, Gosiu?
– No, gdyby tak po prostu rozpychać, bez podniecenia.
– Pewnie masz rację, ale spróbuję sama w ten sposób i ci powiem – odrzekła Jas – Zrobię to samo w tyłek. Mam cholernie wrażliwy i nigdy nie sądziłam, że pieszczenie dupki jest tak zajebiście rozkoszne.
– Też zrobisz to bez podniecenia? – blondynka zrobiła kwaśną minę.
– Nie głuptasku, mówię o dzisiejszym dniu, kiedy przyjdzie mamusia – uśmiechnęła się znamiennie. – Zrobiły się z nas napalone lesby. Chyba chłopaki nam wywietrzały z głów.
– Tu nie chodzi o płeć, Jas. Raczej o zaufanie. Z tobą czuję komfort, nie muszę się zastanawiać, co wypada, a co nie. Gdybym miała takiego faceta, czemu nie.
– Ale byś mnie nie zostawiła dla jakiegoś sporego fiuta?
– Nie bądź głupia, kochanie. Jesteś już na życie. – Gosia pocałowała policzek rudej.
– Będziemy się kochać po śniadaniu? – Jas stała przed kochanką tak blisko, że Gosia czuła jej oddech i naprężone brodawki kochanki na piersiach.
– A chcesz? Rosina jest nieobecna i teraz będzie nam jej brakować – blondynka zaczęła gładzić jasny policzek przyjaciółki.
– Też tak czuję. Kurwa! Że ta śliczna pizda musiała zabijać! Byłoby tak cudownie! Ma w jednym racje. Mamy wolność. Daje nam jeść, ubiera i jest czuła – ruda trochę się wkurzyła, ale to nie przeszkadzało być podnieconą.
– Ty chyba pierwsza dojdziesz do podwójnego fistingu, twoja cipka jest bardziej pojemna. – Gosia stała przed nią, gładziła ramiona kochanki i patrzyła prosto w oczy.
Chciała dotykać gdzie indziej, ale się powstrzymała.
Obie miały z tyłu głowy podobną myśl, że rozmawiają o tak intymnych sprawach, jakby chodziło o coś zwykłego.
– To kwestia chęci. Na razie jest tak samo ciasna. Obawiałam się wczoraj, że po wsadzaniu dłoni będzie rozciągnięta – Jas mówiła o tym całkiem naturalnie.
– I ja miałam taką obawę. Wsadziłam rano paluszek, ale dziurka pozostała ciasna, chociaż z miejsca stała się wilgotna – blondynka nieco się zawstydziła.
– To nie mogłaś poprosić mnie? – Jas posłała płomienny uśmiech blondynce.
– Myślałam o tym, ale chciało mi się siusiu. Poza tym, gdybym tak zrobiła, ranek zacząłby się całkiem inaczej.
Jas zmieniła wyraz twarzy i zagadnęła.
– Pamiętasz, jak zareagowała, kiedy w tyłku miała trochę kupki?
– Tak! Niesamowite. Musimy się porządnie wypłukać. Dziwne to wszystko. Mówimy o tym naturalnie, wcześniej bym się chyba zrzygała, tylko słysząc o tym.
– Wiesz, że można złapać żółtaczkę – Jas spoważniała.
– Tak, wiem. Układ trawienny ma swoje prawa. Nawet lizanie cipki może wywołać stan zapalny. Człowiek jest pełen bakterii, robali i wszystkiego innego. To pewnie zależy od układu odpornościowego, ale zwiększenie higieny pomaga. Powracam do myśli o tym, co by było, gdybyśmy wpadły w łapy zboczeńca, nieważne czy faceta, czy baby. Nie wiem, jak bym to zniosła. – Gosia zrobiła od razu poważną minę po wypowiedzeniu tych słów.
– Wcale byś nie zniosła. W prasie czy mediach nie podają detali, bo ludzie są zbyt wrażliwi, by to znieść. Wiem, że to jest straszne. Ciekawe czy z innymi też tak postępowała, jak z nami? – Jas usiadła i patrzyła na kochankę.
– Słyszałaś, że nie. Przecież wspomniała. Tylko do tej pory nie wiem, co ją skłoniło, by nas puścić. Jest czuła, stara się dać nam rozkosz i jest wdzięczna, że my jej dajemy siebie. Nie rozumiem. – Gosia pokręciła głową nieco zrezygnowana.
Skończyły jeść i Małgosia zaczęła zmywać a Jas gapiła się na pośladki blondynki. Ta wyczuła wzrok kochanki.
– Lubisz moje pośladki?
– Wszystko u ciebie lubię. Mówiłam, że poczekam, ale chyba cię schrupię.
– Zróbmy najpierw obiad. Poza tym trzeba przeprać kilka rzeczy i posprzątać.
– Dobra, zrobimy razem jedzonko, a potem ty pierzesz, ja wyciągam odkurzacz.
– To mamy plan. Co dzisiaj robimy na obiad?
– Otwórz zamrażalnik i zobacz, co tam znajdziesz. Nie będziemy robić znowu ryby. Co myślisz o racuchach z jabłkiem i borówkami?
– Dobry pomysł. W domu mama zawsze robiła zupkę i drugie danie, tak ponoć jadają w Polsce.
– Pamiętam, przecież zaprosiła mnie kilka razy na obiad. Amerykanie znają zupy, ale przeważnie obiad, to tylko drugie danie.
– Skoro robimy lekkie jedzonko, może zrobię zupę jagodową z kluseczkami. Jest lato. W zeszłym roku o tej porze była u nas babcia, pamiętasz babcię Zdzisławę, zrobiła nam jagodową.
– Jak chcesz, to chyba łatwe. Woda, jagody, troszkę cukru i kluseczki.
Gosia ukucnęła przed Jas i ujęła jej biodra w dłonie i patrzyła na rudy wzgórek łonowy.
– Chcesz mnie wylizać na deser? – zapytała ruda.
– Przyszedł mi pomysł. Poproszę Rosinę o dużo galaretki i owoców lasu. Zrobię cię w galaretce z owocami.
– Zrobisz mnie?
– No tak. Obleję cię galaretką i udekorują owocami, a potem będziemy cię jadły z Rosi.
– Zupełnie ci odbiło. Galaretka się nie zsiada w temperaturze pokojowej, musiałabyś dowalić sporo żelatyny. Do lodówki mnie wsadzisz? – ruda puknęła się w czoło, a blondynka posmutniała.
– Chyba masz rację, głupio pomyślałam.
Gosia nadal kucała przed nią.
– To jak już tam jesteś, pocałuj mi cipkę – Jas poczuła, że się podnieca.
– Jak zaczniemy, to nie zrobimy nic, chociaż ona daje nam wolną rękę. Jestem pewna, że nie miałaby nic przeciwko, gdyśmy się kochały.
– Wiesz, że kiedy przyjedzie z pracy, to będziemy razem. Jest inaczej we dwójkę a inaczej w trójkę. Jak nic z tego, to przestań gapić się w moją cipkę, bo się podniecam na nic.
– Wybacz, już sobie idę. Mam pomysł – tym razem Gosia miała pewność, że ma dobrą myśl – możemy sobie pieścić cipki we trzy, każda innej.
– Tak, to dobra myśl, już to sobie wyobraziłam. Spróbuję dzisiaj podwójny fisting. Zrobisz mi z nią?
– Jak zdążymy wszystko przygotować, uwiniemy się z praniem i sprzątaniem, zrobię ci sama, zanim Rosi przyjdzie z pracy, chyba że wolisz ją i mnie.
– Małgosiu, to brzmi, jakbyś była zazdrosna. Proszę cię, nie bądź.
– Bo czasem myślę, że bardziej wolisz się z nią pieprzyć niż ze mną.
– Kocham cię. Wystarczy?
Wstały i patrzyły w oczy, obie miały tę samą myśl.
Jas ją wypowiedziała, chociaż i Gosia mogła.
– Sądzisz, że możemy ją pokochać?
– Wiesz, że to już się stało. Będzie więcej bolało, kiedy odejdzie. Głupia cipa. Nie chcę, żeby się zabijała!
– Też będziemy się starać ją przekonać, by zmieniła zdanie, ale ma w sobie coś ze stali. Nie wiem, czy zdołamy.
– Będziemy próbować – wtuliły się w siebie i obie czuły łzy na policzkach.
Założyły fartuszki na gołe ciała i zaczęły obiad. Jas chwilami musiała się powstrzymywać. Wszystko lubiła w Gosi, ale najbardziej ją jarały okrągłe i super wykrojone pośladki. Kiedy patrzyła, nie miała skojarzeń ani z jej cipką, ani z drugą dziurką, po prostu uwielbiała podziwiać ten cud natury, szczególnie gdy Gosia szła, a dwie półkule poruszały się sprężyście w rytm kroków.
Wszystko zajęło im cztery godziny. Dochodziła druga.
– Mamy godzinkę. – powiedziała ruda, patrząc na ścienny zegar.
– Wczoraj przyjechała za piętnaście trzecia. – Gosia wyjrzała przez okno.
Rosi miała specjalne szyby. Z zewnątrz wyglądały błękitne i nic nie można było zobaczyć, co jest w środku.
Dziewczyny nie miały jeszcze okazji się o tym przekonać.
– Tak, ale dzisiaj ma jeszcze zrobić zakupy. Pewnie kupi jakieś dobre musujące wino z Francji.
– Nigdy nie próbowałam dobrego. Byłaś już pijana, Jas?
– Nigdy, a ty?
– Też nie. Podobno to dziwny stan. Jedni są bardziej pobudzeni, inni zasypiają.
– Nie chcę się upić. Wolę doświadczać z pełną świadomością. Chcesz teraz dwie łapki, Jas?
Patrzyły na siebie z bliska.
– Zbyt mało czasu, poczekamy na mamusię – Jas się uśmiechnęła.
– Tak, myślę, że to dobry pomysł, ale pocałować się możemy. Prawdę mówiąc, chcę tego od rana – Gosia poczuła momentalnie napływ śliny do ust, jakby zobaczyła smaczny owoc czy coś dobrego do jedzenia.
– Myślisz, że ja twoich nie? – oczy rudej napełniło podniecenie.
Zaczęły się całować. Długo i namiętnie. Dotykały swoje mokre cipki, ale obie wiedziały, że nic dalej nie zrobią, bo brakuje im Rosiny. Już nie musiały pytać, wiedziały, że to z nią uwielbiają.
Rosi przyjechała dwadzieścia po trzeciej.
Pocałowała najpierw Jas, a potem Małgosię.
– Śledztwo utknęło z braku danych. Cieszycie się, że mamy cały weekend dla siebie?
– Wiesz, że tak, skarbie – Gosia pocałowała ją dłużej.
– Muszę to zrobić z Jas, bo będzie zazdrosna – zamruczała brunetka.
– Wcale nie musisz, jak nie chcesz – Jas poczuła leciutki żal.
Rosina podeszła do niej i ujęła głowę rudej w dłonie.
– Skarbie, musiałam kogoś pocałować pierwszego.
– Kochasz mnie tak samo? – Jas miała dziwną minę.
– Och! – Rosi otarła łzę – Co innego się pieprzyć, a co innego zakochać. Dobrze powiem wam. Pokochałam was obie i będzie mi przykro umrzeć tylko z tego powodu.
Obie znalazły się przy niej. Wyglądało to dziwnie, bo Rosina była ubrana w mundur, podobnie jak wczoraj, a Jas i Małgosia stały obok zupełnie gołe.
– Ne powiemy nikomu. Nie złapali śladów, więc nie musisz tego robić. Nie chcemy, żebyś się zabijała. Kochamy cię.
– Tak jak siebie? – brunetka spoglądała to w jednej, to drugiej oczy.
– Inaczej – odrzekła Jas.
– Miłość nie jest nigdy jednakowa. Kwestią jest, czy ty nas kochasz – teraz Gosia chciała powiedzieć, co czuje.
Twarz brunetki stała się poważna.
– Tak, pokochałam was wczoraj, przed sekundą wam to wyznałam. Oczywiście chcecie dowodu, prawda?
– To ty powiedziałaś – Gosia zdjęła z niej marynarkę i zaczęła rozpinać guziki białej bluzki.
Jas ukucnęła i rozpięła i zdjęła spódnice z brunetki. Rosina została w bieliźnie. Dzisiaj miała czarny komplecik. Chyba lubiła nosić gustowne rzeczy. Być może staniczek w tym kolorze nie pasował do białej bluzki, ale przecież w pracy nosiła górę munduru.
– Zdejmę wam opaski z łydek i ładunki z głów.
– I tak będziemy z tobą, aż zdobędziemy sto punktów. Tak mocno nam ufasz? – Gosia spojrzała w oczy brunetki.
– Masz rację. Ufam wam, ale nie mogę łamać swojego słowa. Zdejmę to tylko z głowy Jas, a co do opasek na łydkach, będą za chwilkę nieaktywne.
– Wiesz, że Jasmin nie ucieknie, bo mnie kocha – rzekła Gosia.
– To prawda, ale wierzę wam, że mnie też kochacie. Nigdy bym nie myślała… Jestem twarda. Zabijałam i muszę ponieść karę. Dlatego już nie mówmy o tym. Za dziesięć dni wrócicie do domu, a ja strzelę sobie w serce.
Podeszła do konsoli i zaczęła wprowadzać dane. Błękitne światełka zgasły na opaskach i na okrągłym ładunku umieszczonym z tyłu czaszki u Jas. Podeszła do niej i odkleiła mały dysk z głowy.
Potem nastąpiło coś niesamowitego. Otworzyła drzwi wejściowe i omiotła wzrokiem okolicę.
– Nikogo – powiedziała i rzuciła mały dysk.
Po dwóch sekundach rozległ się wybuch. Rosina zamknęła drzwi.
– Czyli mogę iść? – zapytała Jas.
– Możesz.
– I nie zabijesz Małgosi?
– Nie.
– Jas! – Gosia patrzyła wystraszona na swoją miłość.
– Relaks, słonko. Nigdzie się nie wybieram. Żartowałem.
Zarówno Gosia, jak i Rosina odetchnęły.
– Nie będzie wam przeszkadzać, że zostanę w bieliźnie – brunetka nie udawała.
Po prostu pytała.
– Na razie nie – Gosia posłała jej znaczący uśmiech.
– Czuję pyszności – brunetka skierowała kroki do kuchni.
– Robisz nam śniadania, my w rewanżu obiad – teraz Jas to powiedziała. – Mam pytanie, tylko się nie złość, Rosi. Mogę zapytać?
– Możesz – chyba się domyślała, o co ruda zapyta.
– Czemu to wybuchło, skoro wyłączyłaś sygnał?
Małgosia struchlała.
– Wciąż są włączone fale w drzwiach i one spowodowały detonację.
– Czyli gdybym wyszła… – twarz Jas nieco się zmieniła.
– Przecież możesz, najpierw to zdjęłam, potem zapytałaś, czy możesz iść. Same fale niczego nie robią. – Wzięła ją za rękę i podeszła do konsoli i coś objaśniła.
Małgosia przypomniała sobie, jak z nimi rozmawiała pierwszy raz, a jak rozmawia obecnie. Wyglądało, że się jej tłumaczyła!
Stały obok pulpitu, Jas spojrzała na brunetkę i pocałowała namiętnie w usta.
– Zostawiłam ciuszki w samochodzie i wsadziłam do lodówki w garażu Imperial Nektar. Jest słodkawy, powinien wam smakować. Zjemy obiad?
– Jasne. Po co się trudziłyśmy. Jest poprane i posprzątane, mamusiu. – Gosia się uśmiechnęła, ale myślała, o czym rozmawiały przy pulpicie i dlaczego Jasmin ją pocałowała.
– Och, jesteście niemożliwe – pokręciła głową z niedowierzaniem.
Jadły w milczeniu. Rosinie bardzo smakowały jabłka w cieście, Gosia podała zupę jagodową. Brunetka nie mogła wyjść z podziwu.
– Może was nie wypuszczę? Tak będzie cudowniej.
– Możesz – bez wahania powiedziała Małgosia, wtedy będziesz żyła.
– Wiesz, że tak nie zrobię. Jestem słowna. Sto punktów i znikacie, a ja kończę swoje życie. Nie będzie mi żal, bo was pokochałam, a wy mnie.
– Rosi, przemyśl to jeszcze raz. My naprawdę nikomu nie powiemy. – Jas spróbowała po raz ostatni.
– Dość! – uniosła głos – Nie chcę o tym słyszeć. Czy się wyraziłam jasno?
Obie kiwnęły zrezygnowane głowami.
– Dobrze, nie mówmy o rzeczach przykrych. Zjadłyśmy obiad, zostały ciastka i szampana. Potem mamy siebie.
– Tak Rosi. Masz nas, a my ciebie. Dzisiaj pójdziemy krok dalej, bo było nam wczoraj bosko – odpowiedziała Gosia.
– Wiem. Czułam. Uwielbiam się z wami kochać.
– My z tobą też – tym razem odezwała się Jas.
Rosina spojrzała na dwie gołe dziewczyny.
– Myślę, że też wszystko zdejmę.
Gosia wstała, by zdjąć z niej komplecik bielizny, ale brunetka dała jej znać, że sama się rozbierze.
– Jest tak milo, że będę was ubierać, a może potem rozbierać.
– Dobry pomysł.
– I dzisiaj zrobimy odwrotnie. Ja was będę rozpalać i podniecać, zanim zaczniemy, dobrze?
– Tak, to brzmi podniecająco – obie odpowiedziały to samo.
Rosina się rozebrała i usiadły na kanapie, po chwili jednak wstała i poszła do garażu po ciastka i szampana. Kupiła też jabłeczniki i ciastka z owocami.
– Co ci powiedziała przy konsoli? – zapytała Gosia.
– Powiedziała, że wszystko wyłączyła i możemy iść, kiedy chcemy.
Małgosia się nawet nie zdziwiła.
– Pewnie jej szepnęłaś, że nigdzie się nie wybieramy, co Jas?
– Dokładnie.
– Tylko to przy drzwiach jest nadal włączone, słyszałaś. Gdybym wyszła, rozwaliłoby mi głowę. Nie wiem, co o tym myśleć.
– Nie Gosiu. Nie zauważyłaś. Kiedy ze mną rozmawiała, wyłączyła pole. Gwarantuje ci, że by nie wybuchło.
– Nigdzie nie idę, aż zdobędziemy sto punktów. Jest mi dobrze w tej niewoli.
– Mnie też, kochanie – Jas delikatnie musnęła wargi ust blondynki.
Brunetka wróciła ze wszystkim, co kupiła, otworzyła szampana i napiły się po dwa niepełne kieliszki. Gosi lekko zaszumiało w głowie. Musujące wino tak na nią działało. Po obiedzie poszły umyć zęby. Wszystko inne miały czyste. Zdawały sobie sprawę, że mogą coś złapać, ale starały się minimalizować zakażenia. Zamierzały całować intymności, dlatego wolały mieć czyste buzie w środku. Kiedy wyszły, zobaczyły, że brunetka też myje swoje zęby, ale szczotką typu „ultra sonic”.
– Mam propozycję – powiedziała Rosi – możemy ogolić włoski na łonie u Jasminki?
– Nie lubisz mojej rudej kitki?– zapytała nastolatka.
– Wręcz przeciwnie, uwielbiam.
– To, czemu chcesz?
– Chcę cię golić. Możemy tylko wygolić po bokach? Tak jak u mnie – wskazała swoje łono.
– Dobrze, tak może być. – Jas się zgodziła.
– A co ze mną? – zapytała Małgosia, bo poczuła się lekko podniecona i jednocześnie troszkę zazdrosna.
– Ciebie też podgolimy – odrzekła brunetka.
– To i tobie zrobimy to samo, Rosi.
– Mnie możecie zgolić wszystko. Co prawda trzeba potem golić codziennie, inaczej kłuje. Będę to miała każdego popołudnia – powiedziała z uśmiechem.
– To zaczniemy – powiedziała Jasmin i widać było po buzi, że jest podniecona.
Cały czas rozmawiały w łazience. Jas usiadła na brzegu wanny i rozsunęła uda, bardzo chciała być pierwsza. Zarówno Rosi, jak i Małgosia widziały, że jest najwięcej podniecona, zresztą one też tak się czuły. Rosi wyjęła nożyki, krem do golenia i małe nożyczki.
– Będziesz mi pomagać, Małgosiu?
– Aha. Będę robić, co powiesz. Kiedy my będziemy cię golić, masz być grzeczna.
– Zawsze jestem.
Świadomość tego, że będą dotykać okolice intymne, bardzo na nie działała.
Srom i uda Jasnin w tym rejonie wyglądały mokre od nektaru rozkoszy. Jas z trudem się powstrzymywała, by tam nie skierować palców. Rosi nakładała krem do golenia w samym kroku.
– Trzymaj płatki warg, żebym nie skaleczyła, ale nie pieść, dobrze? – powiedziała do blondynki.
– Och! Czemu? Chciałabym – Jasminka prawie błagała.
– Musisz troszkę uzbroić się w cierpliwość, kochanie. Cała w tym sztuka, by czekać.
– To chociaż mnie pocałuj – patrzyła na brunetkę z miłością w oczach.
Małgosia poczuła zazdrość w sercu.
Rosi delikatnie pocałowała się z rudą. Gosia patrzyła i czuła lekki ból.
Jas chciała dłużej, ale Rosi oderwała usta.
– Niczego więcej nie chcesz? – zrobiła delikatny ruch oczami, wskazując blondynkę – Gosia, też chcę cię pocałować.
Blondynka ucieszyła się w sercu i z radością pocałował płowowłosą.
– Już myślałam, że mnie przestałaś kochać – szepnęła, kiedy skończyły.
– Bo jesteś małym głuptaskiem. Nigdy cię nie przestanę kochać i jak chcesz wiedzieć, kocham cię więcej niż Rosi.
– Teraz mi jest przykro – powiedziała cicho brunetka.
– Zupełnie bezpodstawnie. Ja cię też kocham a suma naszych miłości jest większa niż moje uczucie do Jas.
– Masz w tym rację, ale zapominasz, że ja was też kocham.
– Nie zapomniałam – Gosia znowu chciała się za nią pocałować, ale się powstrzymała.
Jas z miejsca zrozumiała, jak bardzo to, co robią, ją pobudza. Ruda cipka wydzielała nadmierne ilości śluzu, który częściowo mieszał się z kremem. Gosia odchylała intymny płatek i jednocześnie patrzyła, jak wydzielina spływa niżej i rosi okolice drugiej dziurki. Nie mogła się powstrzymać i delikatnie wsunęła koniuszek wskazującego palca do tego otworka.
– Och! – Jas jęknęła.
– Nie rób tak, Małgosiu, miałyśmy nie dotykać – Rosina wymówiła polskie imię zupełnie poprawnie.
– Sorki, już się poprawiam.
– Zauważyłaś rudy wianuszek wkoło dziureczki od pupki? Tu też wygolimy. – brunetka patrzyła w błękity blondynki.
– Och, ciężko wytrzymać. Wsadźcie mi coś w moją spragnioną cipkę albo dotykajcie łechtaczkę, proszę. – Jas czuła, że zaraz dostanie szczytu.
– Nic z tego, łobuzie. Sama chciałaś być pierwsza – brunetka pozostała głucha na jej prośby.
Rosina miała z nich największe doświadczenie i wyczuła, że Jas dostanie za kilka sekund orgazmu, dlatego odsunęła nożyk. W samą porę. Jas zaczęła dyszeć i poruszać biodrami. Pozostała dwójka wiedziała, jak to przyjmie Jas, ale mimo to pocałowały się namiętnie. Ruda przeżywała orgazm, dlatego nie mogła nic mówić. Odezwała się, dopiero kiedy rozkosz doszła do finału i minęła.
– Jak mogłyście! Jestem zazdrosna i o Małgosię i o ciebie, Rosi.
– Co myślisz, kochanie? Wynagrodzimy to troszeczkę? – brunetka czuła się mocno podniecona i dlatego to powiedziała do blondynki.
– Myślę, że powinniśmy. – Gosia spojrzała z miłością na Jas.
– Dobrze, sprawdzimy fasolkę. Wydaje mi się, że urosła od wczoraj. Zrobimy przegląd? – Gosia położyła dłonie na wewnętrznych stronach ud, rudej i zbliżyła palce do krocza Jasmin i rozsunęła silnie wargi.
– Tak, skarbie – szepnęła Rosina, a blondynka spojrzała w oczy przyjaciółki, by sprawdzić, jak bardzo cierpi w duchu.
– Wiesz, że cię kocham, Jas – szepnęła Gosia.
– Będziesz musiała mi to wynagrodzić – odezwała się już nieco mniej smutna.
Brunetka patrzyła w jej otwartą pochwę i po chwili wzięła łechtaczkę rudej w dwa palce i sprawnie zsunłęa napletek.
– Miałam rację, jest twarda i nabrzmiała i z pewnością urosła.
– Tak, masz rację, Rosi. Chyba ją poliżę.
– Jeżeli już to razem ze mną – brunetka spojrzała na buzię Jas z pytaniem w oczach.
– Tak, zróbcie to, proszę.
Po małej chwilce obie lizały ją naraz. Kiedy brunetka pocierała językiem obnażoną łechtaczkę, Gosia wsuwała język do otwartej pochwy. Oczywiście dotykały się wzajemnie językami. Po chwili zamieniły się i tak przemiennie pieściły intymność Jasmin. Ta już nie czuła zazdrości. Dotykała brodawki, kręciła nimi, trzymając w dwóch palcach i ponownie wybuchnęła rozkoszą. Rosi i Małgosia rozumiały się bez słów i obie wsunęły kciuki do jej dupki. Pozwoliły rudej się nacieszyć pieszczotą.
– Dobra, dość. Golimy – Rosi znowu stała się żołnierzem.
Podgoliły drugą stronę, a następnie okolice odbytu. Po zakończeniu wspólnej pracy z Małgosią Rosina spłukiwała okolice strumieniami wody.
– Teraz ja poproszę. Wyglądało zajebiście rozkosznie – Gosia usiadła z rozsuniętymi udami.
– Cudne ma te złote spiralki, aż żal golić. – powiedziała cicho brunetka.
– To zostawiamy? – Jas patrzyła z pytaniem w oczach na buzię blondynki.
– Chcę! Dalszego mi to robicie?
– Cicho bądź, blondasku – szepnęła miło Rosi – zgolimy włoski z okolicy drugiej dziurki.
Gosia musiała przystać na zmianę. Zarówno brunetka, jak i Jas musiały się powstrzymywać, by jej nie zacząć pieścić.
– To nie jest sprawiedliwe. Jas miała języki w cipce i lizałyśmy jej główkę i cała nabrzmiałą fasolkę. Też tak chcę.
– Zrobimy tak, Jas? – zapytała Rosi.
– Chyba musimy.
Gosia odetchnęła. Jej łechtaczka też trochę urosła. Po małej chwilce Jas rozsunęła srom, a Rosi zajęła się łechtaczką. Teraz brunetka i ruda całowały się i pieściły językami złoto owłosiony srom. Chciały być sprawiedliwe i wsunęły Małgosi dwa kciuki do dupki.
W końcu zajęły się brunetką. Nastolatki patrzyły z uwielbieniem na jej rozwinięty srom. Goliły ją delikatnie zarówno łono, jak i okolicę odbytu. Po umyciu obie cmoknęły wilgotną od wody, ale głównie śluzu, cipkę.
Rosi czekała spokojnie, chociaż prawie miała już szczyt. Gosia obnażyła łechtaczkę, ściągając ciemny napletek, a Jas wzięła delikatnie łechtaczkę w zęby i nadgryzała niezwykle delikatnie. Rosi zaczęła głośno jęczeć. Gosia trzymała czteroma palcami obu dłoni pękaty srom w rozwarciu i patrzyła, jak zwieracze rytmicznie pulsują. Odczekały, aż brunetka się uspokoi i dopiero poszły razem do salonu.
– Jas chce dwie rączki – szepnęła Małgosia do brunetki.
– Nie sądzę, że da radę – zawyrokowała Rosina.
– Może i nie dam, ale chcę spróbować. Miałam to przetrenować z Gosią, ale wolimy z tobą.
– Och – cicho jęknęła brunetka. – Czemu? Jestem zła, a wy dajecie mi tyle serca.
Dziewczyny nie skomentowały.
Nastąpiły długie godziny rozkosznych harców. Rosina nie musiała ich rozgrzewać, bo po goleniu intymnych sfer wyjątkowo się podnieciły. Dzisiaj nie pieściły głęboko dupek i Jas pomyślała, że wypłukiwała się na darmo. Pieściły razem Rosi ustami i palcami, aż błagała o fisting. W końcu Jas zrobiła to pierwsza, a potem Gosia.
– Teraz deser po deserze – szepnęła Jas – chcesz nasze łapki razem?
– Wiesz, że tak – jęknęła brunetka.
Jas weszła pierwsza, Małgosia chwilkę po niej. Rosina przeżywała kilka kolejnych rozkoszy.
Całowały się wszędzie, ale nadal odczuwały, że zwykłe całowanie ust odbierają jako najbardziej czułe i miłe.
– To dostanę was dwie? – poprosiła Jas, kiedy już zaspokoiły Rosi.
– Jeśli poczujesz ostry ból, mów. Nie chcemy uszkodzić twojej ślicznej cipki.
– Dobrze, będę pamiętać.
Świadomość, że może się to stać, co chciała od rana, już podnieciła mocno, płowowłosą. Małgosia wsunęła dłoń z lekkim oporem, dlatego obawiała się, czy dadzą radę zrobić, co Jas sobie wymarzyła. Trwało to prawie dwadzieścia minut. Rosi wchodziła jako druga, z powodu doświadczenia. Próbowała dwa razy przekonać Jas, że to zły pomysł, ale ruda się uparła. W końcu dłoń Rosi weszła jako druga. Jas przez chwile czuła się jak nabijany na pal, przez Vlada Palownika, w zamierzchłych czasach w rejonie Transylwanii. Poczuła rozluźnienie, dopiero gdy brunetka weszła do środka, bo ich nadgarstki były dużo węższe niż dłonie. Pozostały tam nawet dłużej, bo prawie pół godziny i podarowały Jas sześć mocnych orgazmów. Wyjmowanie dłoni było już nieco mniej bolesne. Obie całowały jej cipkę, potem całe ciało, nie zostawiając skrawka. Umyły się i zasnęły we trójkę w łóżku Rosiny.
Połowę czasu soboty i niedzieli spędziły na kochaniu. Gosia próbowała podwójnego fistingu, ale bezowocnie. Stwierdziła, że potrenuje i spróbuje za kilka dni.
Następne dni upływały podobnie. Dziewiątego dnia Gosia poczuła dwie dłonie na swojej cipce. Trochę popuściła moczu. Potem stwierdziła, że nie jest to bardziej przyjemne niż jedna łapka, ale cieszyła się, że dołączyła do klubu. Resztę czasu tylko się całowały i to głównie w usta jak najgrzeczniejsze lesbijki.
W końcu przyszedł dziesiąty dzień. Kochały się szaleńczo, jakby wiedziały, że to po raz ostatni. Dochodziła czwarta po południu. Rosina ze skupioną twarzą zdjęła mały ładunek z głowy nastolatki. Przyniosła im ubrania.
– Chcecie zabrać podarunki?
Jas i Małgosia z trudem hamowały łzy.
– Nie, bo będzie nam to ciebie przypominać. Czy…
– Ci! Wiedziałyście, że tak będzie. Wygrałyście życie i wolność, ja otrzymam zapłatę. Umrę szczęśliwa. Pewnie trafię do czarta, ale to wiedziałam po pierwszym morderstwie. Idźcie. – Dała im dobre izolujące ciepło torby a w nich po litrowej butli wody.
– Nic chcemy, żebyś… – Gosia się rozpłakała.
– Nie plączcie po mnie. Do ostatniej chwili będę o was pamiętać. Idźcie już.
– Nie! – powiedziała Jas.
Rosi zmieniła się na twarzy. Podeszła do biurka i wyjęła Glocka 17.
– Wynocha! Precz! Bawiłam się wami! Nic do was nie czuję!
One patrzyły w jej oczy. Dostrzegły tam łzy.
– Wiem, że kłamiesz – Jas pocałowała brunetkę.
Całowały się chwilę, potem Gosia zostawiła na ustach Rosiny ostatni pocałunek.
Wyszły z łzami w oczach.
Uszły może pięćdziesiąt metrów, kiedy rozległ się strzał. Stanęły zamrożone.
– Pójdę zobaczyć – szepnęła Jas.
– Nie idź, proszę!
– Muszę.
Gosia patrzyła na przyjaciółkę.
Jas doszła do wejścia. Otworzyła drzwi. Rosi leżała na brzuchu w nienaturalnej pozycji, pistolet leżał obok prawej dłoni. Pod jej torsem rozpościerała się plama krwi. Jas nie płakała, ale czuła silny ucisk w piersiach.
– Czemu to zrobiłaś! Czemu!
Wyszła.
Gosia widziała ducha, zamiast swojej kochanki. Szły, trzymając dłonie. Doszły do drogi i zaczęły dalszy marsz w milczeniu.
Tego popołudnia temperatura oscylowała w okolicy dwudziestu ośmiu stopni. Powłóczyły nogami, bo ciężko było to nazwać marszem może czterdzieści minut, kiedy zatrzymała się Toyota Siena.
– Coś się stało? Nie widziałem samochodu przy drodze – odezwał się szpakowaty mężczyzna wyglądający na pięćdziesiąt lat.
– Jedzie pan do Los Angeles? – zapytała Małgosia.
– Tak, dokładnie do centrum. Gdzie was podrzucić?
– Nie mamy pieniędzy – Gosia mówiła sucho i bezuczuciowo.
– Nie szkodzi. Wyglądacie, jakbyście zobaczyły ducha.
Jas podała adres. Facet wystukał dane na ekranie i ruszył. Siedziały z tyłu. On coś mówił, ale go nie słuchały. Zorientował się, że nie są rozmowne i przestał. Dojechali przed siódmą. Otworzył ojciec rudej. Miał dziwną twarz przez kilka sekund, w końcu przytulił Jas i Małgosię.
Czterdzieści minut później przyjechała Dorota i Martin…
Jas i Małgosia jeszcze zanim wsiadły do VAN–a, ustaliły, że nic nie powiedzą o seksualnych ekscesach. Nie chciały być badane i przesłuchiwane. Powiedziały tylko, że Rosina Hackman ich porwała i przetrzymywała.
Za godzinę przybyli agenci. Przedstawili się, że są z FBI, mieli zresztą granatowe uniformy i mignęli dokumentami. Rozmawiali z dziewczętami, potem z rodzicami, w małym oddaleniu, a Jas i Małgosia nie próbowały podsłuchiwać. W końcu wyszli.
Dziewczyny zauważyły coś i uznały za dziwne. Zachowanie rodzin. Robili wrażenie, że się cieszą, jednak wyglądało to dziwnie. Pytali zdawkowo i nastolatki nie odczuły żywiołowości i szczerego szczęścia u czwórki rodziców ani brata rudej. Agenci przyjeżdżali jeszcze dwa razy.
Jas i Małgosia prosiły, by mogły być razem. Spały w pokoju Jas. Trzy dni później rodzice pokazali im oficjalne pismo ze Stanu Kalifornia. Z oficjalnego dokumentu opieczętowanego z podpisem gubernatora wynikało, że w ramach rekompensaty obie otrzymają po dwa miliony dolarów. W dokumencie zaznaczono, że z uwagi na rangę i zasługi Rosiny Hackman sprawa nie zostanie upubliczniona. Zaznaczono, że prowadzone jest śledztwo w sprawie kilku innych porwań. Dziewczyny miały otrzymać pieniądze po osiągnięciu wieku lat osiemnastu. Dzień potem udały się w asyście tych samych agentów do banku i podpisały kilka dokumentów.
– Jesteśmy bogate, chociaż dwa miliony to nie tak wiele – rzekła Jas, kiedy siedziały w pokoju.
– Mam to gdzieś. Wolałabym, żeby żyła. Są nasze i mamy otwarty kredyt, ale należą na razie do rodziców.
– Myślisz, że ja nie? – Gosia zignorowała wypowiedź dotycząca forsy, a odpowiedziała na bardziej istotną kwestię.
Też przeżywała stratę kochanki. W obu umysłach nie powstała myśl, że weszły w relację z morderczynią. Dla nich Rosi pozostała na zawsze jako cudowna kochanka.
Obie się przytuliły. Pragnienie siedziało w środku, ale od czasu przybycia jeszcze nie były ze sobą blisko. Brakowało kogoś…
Małgosia zaczęła się uczyć jazdy. Za miesiąc zrobiła prawo jazdy i dostała obiecane Subaru WRX.
Z uwagi na otrzymany dar od Stanu Kalifornia, rodzice kupili dla niej zupełnie nowe. Oglądały z Gosią biały samochód z zewnątrz i czarny w środku.
– Chcę ten – pokazała identyczny model w kolorze błękitnym. Niebiesko–żółte siedzenia wyglądały super.
– Ustalono, że weźmie pani ten model – sprzedawca był nieco zaskoczony.
– Biorę tamten albo zmieniamy miejsce zakupu. – Małgosia powiedziała to zdecydowanie, że nawet Jas się zdziwiła.
– Dobrze, zrobimy tylko przegląd i może pani jechać.
– Żaden przegląd. Wezmę, jak jest. Chyba jeździ? – ten sam upór i determinacja panował na twarzy blondynki.
– Tak, oczywiście, że jeździ. Oto kluczyki. Podpiszemy kilka dokumentów i może pani jechać.
Rodzice dziewczyn stali kilka metrów z boku i wymieniali niezbyt zadowolone spojrzenia.
Za dwadzieścia minut wyjechały z salonu. Małgosia ruszyła ostro, ale nie przekraczała dozwolonej prędkości.
– Czemu nie chciałaś białego? – zapytała Jas.
– Chciałam pod kolor naszych oczu – uśmiechnęła się szeroko.
– To chyba twoich, bo moje są bladoniebieskie.
Gosia zmieniła się na twarzy.
– Czy nie widzisz, że jest coś nie tak?
– Co jest nie tak?
Blondynka zatrzymała auto.
– Poszukaj na komórce sklepu z alarmami.
Jas nic nie rozumiała, ale wykonywała prośby. Za godzinę już siedziały w miejscu, gdzie instaluje się kamery i alarmy do samochodów.
– Czemu, wytłumacz? – Jas nalegała.
– Chce mieć wzgląd na moje – spojrzała na kochankę – nasze auto. Zapłacę sporo, ale zamontują kamerę połączoną z komórką.
– Chcę wiedzieć!
Małgosia pogładziła czule policzek Jas.
– Żadnej policji, rodzice zachowują się dziwnie. Twój brat… Coś jest nie tak.
– Rosi była zasłużonym pracownikiem. Dali jej medal, nie rozumiesz?
– Dojdę. Możesz tak nie czuć, jak ja. Coś jest nie tak. – Małgosia robiła wrażenie, że jest o tym przekonana.
Dostały pozwolenie na przerwanie nauki. We wszystkim im ułatwiano. Jas zaczęła się uczyć obsługi komputerów i to nie w zwykłej szkole. Znalazły ludzi, którzy nie robili wszystkiego legalnie. Obie się zmieniły. Stały się otwarte, ale tylko pozornie. Zapisały się na naukę strzelania. Dostały pozwolenie na broń, mimo że brakowało im trzy miesiące do osiemnastki. Wynajęły pokój. Rodzice nie byli zadowoleni, ale obie z dnia na dzień robiły się bardziej twarde i nieustępliwe.
Minęło sześć miesięcy. Rozporządzały już pieniędzmi. Dzięki zdolnościom hakerskim, jakie przyswoiła, Jas odnalazła informacje, że na konta rodziców wpłynęły po sto tysięcy dolarów tydzień przed ich porwaniem. Teraz obie już wiedziały, że coś tu nie gra. Jednak na tym się skończyło. Dostały pismo z Miasta Los Angeles, że Rosina Hackman jest zamieszana w śmierć czterech kobiet. Nie udało się znaleźć innych śladów. Jas i blondynka zeznały, że nic nie wiedzą o żadnych zabójstwach. Twierdziły, że Rosina Hackman traktowała je dobrze i nie rozumieją, czemu je porwała i przetrzymywała. Wyraziły chęć współpracy z władzami. Rodzice obu młodych kobiet stali się bardziej normalni, tak przynajmniej odczuły. Życie powracało do normy. Minęły kolejne tygodnie…
– Spotkałaś się z Jackiem?
– Przecież wiesz. Siedziałaś w wozie.
– Czy mężczyźni nas interesują? – zapytała Jas.
– Wiesz, to dziwne. Czuję, jakbym mogła, ale nie chcę.
– Wiesz czemu, prawda? Wolisz mnie.
Zaczęły się całować. Kochały się już kilka razy, ale ograniczały do całowania i dotykania. Wiedziały bez słów, dlaczego. Obie pokochały Rosinę. Czy kochały siebie bardziej niż ją? Nie myślały o tym. Przecież wiedziały, że każda miłość jest inna.
– Głupia cipa – zaklęła Jas.
– Ja? Co zrobiłam złego? – Małgosia nie mogła pojąć reakcji kochanki.
– Nie ty, Rosi. Nie mogę jej darować, że się zabiła. Chciałabym odwiedzić jej grób.
– Próbowałam dzwonić pod numer podany na papierach, ale nie ma możliwości połączenia. Włącza się sekretarka. Departament marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych.( Department of the Navy) – Gosia gładziła plecy Jasminki
– Dlatego to wszystko jest dziwne. Dostałyśmy pieniądze i oni dostali też sporo, zanim nas porwano, rozumiesz?
– Aż taka głupia nie jestem. Może pojedziemy do Joshua Park tree?
– Nawet o tym nie myśl! – Jas miała minę, jakby zobaczyła zjawę.
– Miałyśmy jechać na Sonorę – blondynka zaczęła patrzeć na Jas z miłością.
– Pojedziemy do Meksyku. – powiedziała płowowłosa.
– Nad wodę – blondynka rozpinała jej bluzkę.
– Zobaczymy – Gosia przytuliła kochankę – sądzisz, że rodziny się kapnęły, że jesteśmy parą? – zapytała Jas.
– Może, mam to gdzieś. Czekałyśmy zbyt długo. Chcę się z tobą dziko pieprzyć, tylko nasze dziurki się pewnie skurczyły. Narząd nieużywany maleje.
– Pieprzysz Gosiaczku. Już ja ci rozszerzę twoją złoto owłosioną cipkę.
– A ja nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła ponadgryzać pękatą fasolkę. Uwielbiałam, jak się nimi tarłyśmy, to prawie tak zajebiste, jak fisting.
Jas stała już nago i rozbierała Gosię. Blondynka rzuciła okiem na ściany i lampę na suficie.
– Sprawdzałam, nie ma kamer – szepnęła Jas.
Pierwszy raz od wielu miesięcy kochały się jak z Rosi. Ich dziurki musiały się rozgrzać, by mogły robić wszystko. Po dwóch godzinach leżały zmęczone i spocone.
– Jest fajnie, ale brakuje czegoś – szepnęła blondynka.
– Nie czegoś, tylko kogoś, może to z czasem minie. Wszystko w tym pieprzonym życiu przemija – odrzekła płowowłosa.
Jas to powiedziała i zaczęła gładzić włosy blondynki.
– Dzięki niej mamy siebie, inaczej to by się nigdy nie stało – Gosia całowała oczy kochanki.
– Może i nie. Nigdy nie wiesz. Ja myślę, że już wcześniej chciałaś lizać mi cipkę.
– Czasami o tym myślałam, to prawda. – Gosia się lekko zarumieniła.
– Myślisz, że bez Rosi nie zaczęłybyśmy analnego seksu lub fistingu? – zapytała Jas.
– Skąd ma wiedzieć, kochanie. Nigdy ci nie mówiłam, ale pół roku przed porwaniem dotykałam sobie dupkę i wsadziłam kciuk, oczywiście wcześniej się dobrze wymyłam.
Jas przyjęła tą wiadomość bez sensacji.
– Lubię, kiedy do mnie mówisz, kochanie, Małgosiu – Wskazujący palec Jasminki krążył wkoło sutka blondynki.
Zaczęły się kochać, zupełnie inaczej. Pragnęły pujść na całość, ale zapragnęły tylko się całować. Praktycznie nie dotykały dłońmi żadnych sfer erogennych. Tym razem zostawiały tylko wszędzie mokre ślady warg. Całowały w usta, piersi i oczywiście w cipki, ale preferowały to pierwsze.
Umyły się i zjadły. Chodziły nago do wieczora.
Następnego ranka po śniadaniu Jas śledziła różne strony internetowe, w większości darknetu. Miała zabezpieczenia i z dnia na dzień czuła, że to ją podnieca, chociaż oczywiście inaczej niż kochanie się z Małgosią.
Kilka razy wspomniały, że wezmą ślub, chociaż jeszcze nie teraz. Musiały kontynuować naukę. Jas grała na giełdzie. W pierwszych tygodniach straciła prawie osiem tysięcy, ale potem się nauczyła i od wielu dni zarabiała tyle dziennie. Nawiązała kontakt z gangiem z Meksyku. Małgosia trochę się zaczęła obawiać. Z nich dwóch pozostała bardziej kobieca, Jas natomiast stała się ostra i bezkompromisowa, tylko do blondynki była nadal czuła i delikatna. Pocałowała przyjaciółkę i wyszła.
Jas nie była zazdrosna o Gosię. Sama nie patrzyły na kobiety z żądzą. Oczywiście czasem im się zdarzało oceniać jakąś babkę. Raczej dotyczyło to kobiet czterdziestoletnich, smukłych brunetek. Wiadomo, dlaczego takie osoby je bardziej interesowały.
Dochodziło południe. Jas popijała kawę i oglądała obrazki z Polinezji. Zastanawiała się, czy by się tam nie wybrać z kochanką. Gosia otworzyła drzwi i weszła do pokoju. Miały jedną sypialnię, salon, kuchnię i łazienkę. Płaciły tysiąc siedemset dolarów miesięcznie. Mieszkanie nie dekorowały niczym, zostały białe ściany. Żadnych kwiatów w doniczkach, nic. Tylko najpotrzebniejsze przedmioty. Ich wspólna fortuna dzięki umiejętności Jas, wolno rosła.
– Co tam cipko? Kupiłaś coś dobrego? – Jas nie odrywała oczu od ekranu – popatrz jak tu ładnie.
Oglądała zdjęcia z wyspy Moorea–Maiao. Odwróciła wzrok i spojrzała na Małgosię.
Dziewczyna wyglądała strasznie. Nic się nie stało z jej ubiorem. Czarne sztruksy i cienka skórzana kurtka leżała świetnie na smukłym ciele. Granatowa koszulka z bawełny z księżycem w pełni, na szyi łańcuszek ze srebra z dużym bursztynem. Otrzymała go dwa lata temu od Jas. Ruda wiedziała, że w Polsce ten kamień jest popularny. Twarz. Gosia wyglądała, jakby zobaczyła zjawę.
– Co się stało Gosiaku? – Jasminka czasami ją tak nazywała.
Blondynka milczała i wpatrywała się w twarz kochanki.
– Widziałam ją – wyszeptała głucho po dobrej minucie milczenia.
– Kogo widziałaś? – Jas czuła, że jej włosy stają na całym ciele.
– Rosi. Ona żyje.
– Co ty pleciesz! Leżała na podłodze w kałuży krwi.
– Sprawdzałaś puls? Wiesz, że to była krew?
– Mamy obsesję na jej punkcie. Kochamy ją. Wszędzie ją widzimy. Tydzień temu zobaczyłam podobną babkę. Podeszłam bliżej. Pudło.
– To była on, nawet nie zmieniła wozu! Piła cappuccino i przeglądała jakieś papiery. Ta kurwa żyje, ale już niedługo! – blondynka cała drżała, a jej podniesiony głos dźwięczał w uszach Jas jeszcze kilka sekund.
– Uspokój się, to niemożliwe!
– Zjemy obiad i jedziemy.
– Gdzie chcesz jechać, Małgosiu? – ruda celowo mówiła spokojnie by uspokoić kochankę.
– Do jej domu. Sprawdź Waltera.
– Przerażasz mnie, kochanie.
– Jestem spokojna. – Małgosia nie przesadzała, jej twarz wolno nabierała rumieńców.
Prawie nie rozmawiały. Przygrzały rybę, akurat łososia. Ziemniaki i surówkę z marchewki i jabłka. Zjadły, pozmywały i wyszły, wciąż milcząc. Obie czuły niesamowite napięcie, ale postępowały, jakby wcześniej ustaliły plan działania, a przecież o niczym takim nie rozmawiały.
Wyjechały kilka minut po drugiej. Gosia prowadziła ostrożnie, ale jechały na granicy dozwolonej prędkości. Nadal milczały i nawet nie słuchały żadnej muzyki. Dokładnie dwadzieścia po czwartej dojechały do odnogi prowadzącej do domu pułkownik Hackman. Małgosia zatrzymała Subaru i wyszła z wozu. Jas ją obserwowała. Bawiła się pistoletem i żuła gumę.
– Ślady kół wskazują, że przyjechała niedawno – powiedział spokojnie, kiedy wróciła do samochodu.
– Pieprzysz, od kiedy jesteś tropicielem?
– Od jakiegoś czasu. Jedziemy.
– Jeżeli jest w domu, to nas zobaczy.
– Możliwe.
– Co jej powiesz Gosiu? – Jas czuła się komfortowo, chociaż spokój kochanki zaczął ją niepokoić, bo czuła, że błękitnooka za chwilę wybuchnie.
I wcale się nie pomyliła.
– Nic. Pogadamy, może się pokochamy. Nie chciałabyś? Kurwa! Zabiję ją! – twarz blondynki stała się czerwona z gniewu.
– Nikogo nie zabijesz. – Jas zachowywała spokój.
– To po chuja brałyśmy spluwę?
– Może jej wsadzimy w cipę? – Jas się krótko uśmiechnęła.
– Nie kochasz jej już, bo ja tak. – Gosia wpatrywała się w bladoniebieskie oczy rudej.
– Pewnie, że kocham. Muszę najpierw wiedzieć! Ty nie? – Jas mówiła ze spokojem, aż Gosia była zdziwiona. – Najpierw chcę sprawdzić. Uwierzę, jak zobaczę.
– To już powiedział Tomasz.
– Co ty gadasz? Jaki Tomasz? – ruda nieco się zdziwiła.
– To historia z Ewangeli Jana – Gosia trochę czytała Biblię.
Jej mama poprosiła tatę i razem chodzili do kościoła katolickiego, a córkę namawiali, by też z nimi uczęszczała we Mszy Świętą, ona jednak tylko czytała Pismo. Miała swoje zdanie na temat katolicyzmu.
– O, ten Tomasz. Dobra, miejmy to za sobą – powiedziała Jas.
– Ty jesteś spokojna a ja cholernie wkurwiana, czy w takich warunkach będziemy działać efektywnie?
– Z całą pewnością. Damy radę, jesteśmy teraz jak Bonnie i Clyde.
– To ty jesteś Clyde.
– Czemu?
– Jesteś bardziej męska, Jas.
– Pieprzysz. Równo sobie liżemy cipki i ostatnio częściej na mnie leżałaś.
Gosia się uśmiechnęła szeroko, pokazując przednie ząbki.
– Masz większą łechtaczkę i marzę czasem, że jeszcze urośnie i mnie nią wyruchasz.
– Całkiem ci odjebało pod złotą czupryną. Skup się, nie możemy dać plamy.
– Przecież wiem – Małgosia się natychmiast opanowała.
Za trzy minuty blondynka dzwoniła do drzwi, Jas trzymała pistolet w prawej kieszeni jeansowej kurtki. Czarne spodnie ze sztruksu identyczne jak u Małgosi, świetnie leżały na jej zgrabnej pupie. Tors okrywała błękitna bluzka i podobnego koloru kurtka, firmy Levi Strauss.
Długo nikt nie otwierała i obie nie słyszały najmniejszego dźwięku z wewnątrz.
– Nikogo nie ma. Wydawało ci się, może ktoś kupił jej dom i teraz dzwoni po gliny.
– Poczekaj chwilkę, zobaczysz ją. Na drodze widziałam ślady opon marki Yokohama Geolander X– MT, identyczne, jakie miała w Hummerze. – Małgosia mówiła to z całkowitym przekonaniem.
Chwilę później drzwi się otworzyły. Rosi stała z nieco zaskoczoną twarzą.
– Wejdźcie. Wszystko powiem – opanowała zdziwienie od razu.
Jas była szybka. Rosi chyba się nie spodziewała. Dostała w czoło Walterem. Padła od razu.
– Zabiłaś ją? – zapytała Gosia.
– Poszukaj czegoś. Zwiążemy kłamliwą sukę i poczekamy, aż odzyska przytomność.
Gosia, poszła do pralni. Pamiętała, że brunetka czasami wieszała pranie na solidnym sznurku. Jas stała nad leżącym ciałem z wycelowanym pistoletem. Nie ryzykowała i Walter był zablokowany. Po pięciu minutach Rosi siedziała na krześle ze związanymi nogami w stopach. Dla pewności przywiązały nadgarstki z tyłu i przywiązanymi do krzesła. Gosia zwilżyła szmatkę i zaczęła cucić Rosinę.
Brunetka otworzyła oczy.
– Dlaczego oberwałam, ja was nie skrzywdziłam! – jednak wyraz jej twarzy wskazywał poczucie winy.
– Gadaj kłamliwa suko albo ci wsadzę Waltera na sucho do cipy!
– Uspokój się Jas. Powiedziałam, że wyjaśnię.
– Płakałyśmy po tobie, ty fałszywa dziwko! – Gosia z pewnością mówiła to z powodu uczucia, jakie nadal miała dla Rosiny.
– Mogę dostać wody? – Rosi zachowywała spokój.
Jas podeszła do zlewu i nalała wody z filtra do szklanki. Podeszła do brunetki i dała jej pić.
– Mów – powiedziała ruda.
– Jestem pułkownikiem marynarki wojennej. Pracowałam rzeczywiście przy nowych rodzajach broni, ale specjalizuję się w wywiadzie. To był projekt mojego pomysłu. Mieliśmy sprawdzić, do czego zdolny jest człowiek w chwili zagrożenia życia.
– Zabiłaś kogoś – Jas mówiła spokojnie.
– Czterech Talibanowi w Afganistanie. To z porwanymi kobietami to kłamstwo. Wam też nie planowałam nigdy nic zrobić złego.
Jas kiwnęła głową.
– Czy nasi rodzice wiedzieli? – Małgosia już się uspokoiła.
– Tak. Dostali forsę i o wszystkim zostali drobiazgowo poinformowani. Brat Jasmin zamontował specjalne urządzenie wyłączające elektrykę, a dla niepoznaki nadciął pasek od prądnicy. Miałyście się zatrzymać w tej okolicy.
Nastolatki popatrzyły na siebie.
– Co ich skłoniło, że się zgodzili na wasz niecny plan, jest chyba proste. Wciąż im brakowało na spłaty domu, to u mnie. U Gosi nie wiem. Wczasy. No kurwa! – zarobić na krzywdzie córek!
– To wszystko moja wina. Zobaczyłam was razem na mieście cztery miesiące temu. Wyglądałyście mi na hetero, ale coś czułam. Śledziłam was, aż doszłyście do Camry. Potem wszystko poszło łatwo. Zdobyłam adres Jasmin, bo miałam numery tablic rejestracyjnych, następnie zdobyłam adres i dane Gosi. Wesłałam agentów do pracy. Rozmawiali dwa razy z waszymi rodzicami. Trzecim razem już wyrazili zgodę.
– No pięknie – Gosia aż gwizdnęła. – Co wiedzieli starzy?
– Że zostaniecie poddane bezpiecznemu eksperymentowi. Nic nie wiedzieli o seksualnych ekscesach. Agenci poinformowali Dorothy i Karla oraz Matta i Sophie, że będziecie porwane i spędzicie dziesięć dni w dobrych warunkach. Czyli ta część się całkiem zgadzała.
Dziewczyny ponownie popatrzyły po sobie i tym razem nie skomentowały.
– Skąd wiedzieliście, że tu przyjedziemy?
– Wasze komórki były na podsłuchu. Miesiąc przed porwaniem byłyście w serwisie napraw, pamiętacie? Miałyście czipy lokacji w Toyocie, a ja już czekałam. Twój brat jest zdolny i sprytnie je ukrył. Dla waszej informacji wylali mnie. Moim zdaniem wszystko się udało, a te skurwysyny uznały, że nie wykonałam planu, bo zamiast was dalej męczyć i straszyć, zaczęłam kochać. Autentycznie was pokochałam obie. Przed wami miałam kilka kobiet, bo preferuję płeć piękną. Jeżeli ma to dla was znaczenie, od mojej sfingowanej śmierci z nikim nie spałam, a nawet sama sobie nie robiłam dobrze. Nosiłam się z zamiarem skontaktowania się z wami, ale szczęście mi sprzyja – uśmiechnęła się nieznacznie.
– Dokładnie, o co poszło, że cię wywalili? – głos blondynki stał się już całkiem normalny.
Pominęła prawdopodobnie prawdziwe wyznanie z ust brunetki, dotyczące jej uczuć. Całkowicie się kontrolowała, bo w jej umyśle powstał plan zemsty. Na wszystkich, czyli rodzicach i brunetce również.
– Nie dałam im zdjęć z naszego kochania. Wspomniałam tylko, że byłyście posłuszne i współpracowałyście bardziej, niż przewidziałam w programie. Zażądali filmów i nagrań rozmów. Odmówiłam.
– Czyli wiedzieli, że lizałyśmy sobie cipki, o innych rozkoszach nie wspomnę?
Jas chciała mieć peny obraz sprawy.
– Och nie! Oni przypuszczali, że będę was bałamucić ze względu na moje preferencje, ale zaprzeczyłam. Powiedziałam, że robiłyście prace domowe. Obiady, sprzątanie, pranie. Wiedzieli o groźbie i polu kontrolującym wyjście. Sami mi to zamontowali.
– Gdybyśmy uciekły, rozwaliłoby to nasze głowy? – Gosia wpatrywała się w oczy brunetki.
– Żartujesz! To były atrapy.
– Przecież dwa razy widziałam wybuch – Jas zaczęła się denerwować.
– Kochanie, musiałam was oszukać. Wybuchło, bo kiedy wyrzuciłam na dwór, wcześniej podmieniłam. Sądzisz, że bym ryzykowała? Dostałabym dożywocie.
Powstała krótka konsternacja. Dziewczyny zrozumiały wszystko. Dały się nabrać, jedyne co okazało się prawdziwe to igły ze środkiem nasennym w siedzeniu Hammera.
– Dlaczego to zrobiłaś?
– Cały eksperyment?
– Nie. Dlaczego nie ujawniłaś dowodów?
Rosi spojrzała na Jas, potem na Małgosie, a w jej oczach pojawiły się łzy.
– Nie wiecie? Pokochałam was naprawdę. Przecież powtórzyłam to kilka razy!
– Dlaczego mamy ci wierzyć? Jesteś kłamliwą szmatą i teraz też możesz kłamać. – Jas mówiła bardzo spokojnie.
– Nie mam dowodów, na potwierdzenie moich słów. Możecie mnie zastrzelić. Skrzywdziłam was. Zakochałam się w was i nie tylko chodziło mi o ruchanie, proszę uwierzcie mi do kurwy nędzy! Bardzo mi przykro, że sprawiłam wam ból.
– Wręcz przeciwnie. Co prawda posikałam się w majtki, o ile pamiętasz, ale potem… Tęskniłam za tobą, podobnie jak Jas.
– Co mam zrobić, żeby to odkupić? – Rosina nie płakała, była doskonałą aktorką, albo mówiła prawdę.
– Co myślisz Gosiu? – ruda popatrzyła na blondynkę.
– Bardzo cię boli głowa? – blondynka powiedziała to z nutą troski.
– Więcej cierpi moja dusza. Kiedy zaczęłam, nie mogłam już tego odwrócić.
– Czyli te pisma od miasta Los Angeles to ściema? – Małgosia miała już pełny obraz.
– Wszystko od początku do końca. Departament, w którym pracowałam, wiedział i dbał o wszystko. Nic wam nie grozi. Macie pieniądze. To była słuszna decyzja ze zmianą auta. Chcieli was nadal śledzić. W białym Subaru zamontowali różne rzeczy. Uznali, że stałyście się zbyt sprytne. Zaskoczeniem dla nas było, że żadna z was nie zawiadomiła policji. Mieliśmy swoich ludzi. Przyjechaliby fałszywi policjanci. W razie śledztwa wszyscy by zniknęli. Rodzice brat, wy. Mają sporo ośrodków, a ja swoje zabezpieczenia. Powiedziałam, że jeśli was cokolwiek spotka, pewne informacje trafią do odpowiednich ludzi. Oczywiście mogą mnie wykończyć, ale wiedzą, że głupia nie jestem i nie blefuje. Myślę, że przeważy dobro i reputacja Sił morskich i spasują. Uznali, że stałyście się inne. Z głupich siusiumajtek przerodziłyście się w sprytne osóbki.
– Aha! Czyli Rosi stała się dobrą Babą jagą – Gosia ponownie świdrowała ją wzrokiem.
– Odkryłaś nazwisko Rosina Lackermaul?
– Jakiś miesiąc temu.
– Dobra jesteś, Małgosiu – brunetka z uznaniem pokiwała głową.
– Jak masz naprawdę na imię i nazwisko – teraz Jas zapytała, chociaż nie kojarzyła wymienionego nazwiska.
– Karen Somerland. Pułkownik marynarki wojennej USA. Dla ścisłości, były. Wywalili mnie.
– Gosiu, o co chodzi z tą Rosiną Lackermaul?
– W Polsce bajka braci Grimm nazywa się Jaś i Małgosia. W większości przekładów Baga Jaga nie ma nazwiska. Tylko w jednym, chyba niemieckim, tak się nazwa. Nigdy nie słyszałaś? Hansel i Gretel. Dwójka rodzeństwa zgubiła się w lesie i trafiła na domek z piernika i słodyczy.
– Och, pamiętam coś – Jaś się uśmiechnęła – może ją rozwiążemy?
– Nie mam nic przeciwko. Masz coś dobrego, Rosi? Zostaniesz Rosi. Fajnie gotowałaś i pamiętam śniadania.
– Naprawdę was kocham – Karen miała smutną twarz. – Jak na to wpadłyście?
Dziewczyny popatrzyły po sobie.
– Gosia wietrzyła już wcześniej, bo rodzice zachowywali się dziwnie. Znam się trochę na szperaniu w necie. Znalazłam przelewy po sto tysięcy dla rodziców, zanim nas porwałaś. Czy skłoniły ich tylko pieniądze? Byłyśmy dobrymi córkami. Dzisiaj moja złota cipka pojechała do miasta i cię zobaczyła. To wszystko.
Jasmin zaczęła ją rozwiązywać. Rosina lub naprawdę Karen rozmasowywała nadgarstki, bo ręce skrępowały jej silnie.
– Zrobię coś do jedzenia. Masz zablokowany pistolet.
– Wiem. To na wszelki wypadek. W głębi serca czułam twoją miłość, ale nie wiedziałam wszystkiego.
– Czyli jesteśmy kwita?
– Co masz na myśli, Rosi? – zapytała Małgosia.
– Od chwili waszego odejścia nie kochałam się z nikim, a nawet się nie dotykałam. Pragnę was. Kocham. Naprawdę!
– Musisz być zdenerwowana, bo już to powiedziałaś. Wierzę ci, Rosi – powiedziała Jas.
– A ty Małgosiu? – Karen patrzyła na blondynkę.
– Jeszcze raz nas oszukasz, to wiesz, co ci zrobimy. Piłka do rugby w pizdę. Comprendo! – Blondynka mówiła poważnie, ale delikatnie się uśmiechnęła.
– Przysięgam, że was już nie zawiodę. Czy możemy… tak bardzo na to czekałam.
Jas spojrzała na Gosię. Już dawno rozumiały się bez słów. Chciały tego również.
Po kilku minutach przypomniały sobie wszystko sprzed kilku miesięcy. Gosia też już mogla robić co Rosi i Jas. Jednak podobnie jak i między dwoma nastolatkami, tak teraz i z Rosi, czyli Karen, przeważały pocałunki. Zrobiły swoją najlepszą pozycję, czyli wzajemne pieszczenie w kręgu. Leżały na bokach i całowały swoje intymności. Karen lizała Jas, ta, Małgosię a blondynka Karen. Potem zrobiły to samo, tylko już pieściły się paluszkami i w końcu wsunęły sobie prawe dłonie do spragnionych tych pieszczot cipek. Kochanie zakończyła wspólna kąpiel pod prysznicem, w kabinie. Pożegnały się czule z Karen i wyjechały dobrze po dziesiątej. Po godzinie jazdy patrzyły na nocną łunę, którą dawało Miasto aniołów.
Zwykle ignorowały telefony od rodziców. Odnalazły trzy wiadomości od rodziców. Jas odpisała swoim, że są w mieście i że wszystko z nimi dobrze. Ruda poprosiła, by zawiadomili Dorotę i Karla. Rodzice dziewczyn zawiązali głębsza znajomość po porwaniu.
Jas prowadziła Subaru i co jakiś czas spoglądała na blondynkę. Obie poczuły ulgę w duszach. Gosia przygotowała precyzyjny plan zemsty, ale zamierzała najpierw opowiedzieć o tym Jasmin. Wiedziała, że muszą działać wspólnie. Nadal pragnęła zrobić coś Karen, ale dużo ostrzej postanowiła ukarać rodziców i brata Jasmin, Briana. Wspomniała ich wspólne kochanie, jakie miały kilkadziesiąt minut wcześniej. Chciała jeszcze, tym razem tylko z Jas. I nie zamierzała czekać do rana, jednak decyzję postanowiła powierzyć kochance.
Jak Ci się podobało?