Przebudzona (III-VI)
10 marca 2026
Przebudzona
43 min
Dla czytających pierwszy raz: to kolejna część spójnej opowieści. Zachęcam do czytania od początku serii.
Pełną powieść możecie dostać wiecie gdzie :)
Rozdział 3
Przestronny gabinet na trzydziestym piętrze wykończony był z klasyczną elegancją. Sztab renomowanych projektantów wnętrz pracował nad tym, by całość prezentowała się swojsko i przytulnie, ale jednocześnie z dystyngowanym przepychem, jakiego wymagała ranga tego miejsca. Obszerny pokój o powierzchni pięćdziesięciu metrów kwadratowych zdobiły starannie dobrane meble, które jednocześnie dodawały elegancji i stanowiły funkcję praktyczną. Obie ściany narożne, przeszklone od sufitu do podłogi, ukazywały panoramę miasta. Widok był imponujący. Nie pozwalał zapomnieć, że to z góry rozciągają się wpływy, status i pozycja. Na przeciwległej ścianie, w ramach wielkości A0, wisiało pięć aktualnych okładek czasopism, którymi zarządzała mieszcząca się w tym gabinecie władza. Te pięć zaledwie wydruków symbolizowało miliardowe przedsięwzięcie, rozciągające się na setki mediów, nieruchomości, spółek, holdingów i niezliczoną liczbę innych powiązań.
W rogu tuż obok wejścia do prywatnej łazienki, mieścił się zestaw wypoczynkowy. To przy nim właśnie siedziały dwie kobiety i zawzięcie dyskutowały na temat, który te ściany słyszały już kilkukrotnie.
– A ty znowu o tym?
Anna Romilczak, redaktor naczelna pięciu poczytnych czasopism branżowych, rzuciła zniecierpliwione spojrzenie na Sarę. Jako jej bezpośrednia przełożona, a jednocześnie druga po bogu w spółce, miała prawie nieograniczoną władzę. Decydowała o losie setek pracowników, tysięcy dostawców, setek tysięcy ludzi z branży i milionów gustów, które kształtowała. Z pomocą między innymi takich ludzi jak Sara.
– Prowadzisz dział fashion sprawnie, z sukcesami – zaczęła redaktor naczelna. – Oczywiście, zawsze można coś poprawić, inne rzeczy usprawnić, zbędne wydatki obciąć, ale generalnie góra jest zadowolona z twoich wyników, Sara. A ty znowu wyskakujesz z jakimiś mrzonkami? Po co ci to? Znudziła cię stabilizacja? Nie interesuje cię już prestiż? Chcesz zaczynać od zera? Ryzykować to wszystko? – Anna nakreśliła ręką łuk, obejmując tym gestem miasto, niczym swoją własność.
Sara mimowolnie skierowała wzrok za okno. Panorama z trzydziestego piętra ukazywała zupełnie inną perspektywę niż z poziomu jej gabinetu.
– Ale przecież niczym nie ryzykuję – natychmiast przystąpiła do ponownej sprzedaży swojego pomysłu. Może tym razem się uda. – Przecież dział funkcjonuje sprawnie. Mamy siedemnastoprocentowy wzrost względem analogicznego kwartału sprzed roku. Rośniemy. Konkurencja ledwo nas goni. Moi ludzie sobie poradzą. Działają sprawnie i niezależnie…
– Skoro działają niezależnie – przerwała jej przełożona – to czy jesteś nadal potrzebna? Co, Sara?
Zapadła pełna napięcia cisza. Redaktor naczelna przez chwilę patrzyła na podwładną bez słowa, po czym roześmiała się i poklepała ją po ramieniu.
– Uważaj, jakie słowa wypowiadasz i przy kim – postanowiła dać pracownicy darmową lekcję korporacyjnego dbania o własną dupę. – Nie mów na spotkaniach zarządu, że jesteś niepotrzebna. Nawet aluzjami czy przenośniami, bo oni, w przeciwieństwie do mnie, mogą ci uwierzyć.
– Oj tam, Anka. Wiesz, o czym mówię.
– Wiem, cholera! I dlatego nie chcę, żebyś rzuciła to wszystko w diabły i przeniosła się do działu dziennikarstwa śledczego! Co to za pomysł? Nie dość, że fashion mi się rozlezie po kątach, asystentki rozpiją, albo zerżną do reszty modeli czy fotografów, to jeszcze ty przepadniesz w nowej roli, jako zupełny żółtodziób i nie będziesz mieć do czego wracać. Co to za dziwne czasy, że to ja muszę się o twój tyłek martwić, dziewczyno?
Sara spojrzała na przełożoną. Nie była to jej przyjaciółka, bo w korpo przyjaźni nie uświadczysz, ale koleżeńska zażyłość, oparta o szacunek, profesjonalizm i wypracowany dorobek miały dość duże znaczenie. Anna Romilczak patrzyła w oczy podwładnej długo. W końcu westchnęła zrezygnowana.
– To i tak nie ma znaczenia – powiedziała w końcu do zaskoczonej Sary. – Choćbym chciała, nie mogę cię przenieść.
– Dlaczego? Przecież masz taką możliwość.
– Właśnie siedzę nad komunikatem dla managerów – wskazała na monitor jej Maca. – Jutro wyślę oficjalne memo. Spółka dokonała fuzji i oficjalnie zmieniamy właściciela. Rozumiesz? Nie wiadomo, jakie czasy przed nami.
– Jak to? – Sarę aż zatkało. – Co znaczy, że zmieniamy? Było źle?
– Chuja tam – parsknęła Anna. – Było za dobrze. Na tyle dobrze, że zostaliśmy kupieni.
– Przez kogo? Kiedy? – Sara nadal była w szoku.
– Oficjalnie wszystkiego dowiesz się na przyjęciu z tej okazji. Po sprawozdaniu kwartalnym. Za dwa tygodnie.
Sara już zamierzała złożyć oficjalny, werbalny wniosek, ale szefowa ją ubiegła.
– Obecność obowiązkowa! – wyprostowała wskazujący palec. – Zwłaszcza dla najwyższych managerów. A ty do takich należysz. Strój galowy.
Cholera – dziewczyna zaklęła w myślach. Nienawidziła tych przyjęć.
– A mogę chociaż zabrać męża?
– Nie! – skwitował krótko Anna. – Żadnego łamania zasad. Nie stać nas.
– Nie stać? Dopiero co podobno ktoś wyłożył za nas kupę forsy.
Anna rozwarła obie dłonie.
– A czy widzisz tu te pieniądze? – rzuciła cierpko. – No. Ja też nie. Zasada jest taka: po takiej ogromnej fuzji jak ta, cała spółka, od prezesa i dyrektora zarządzającego poprzez managerów głównych pionów wszystkich marek i kierowników niższego szczebla, a na liderach zespołów kończąc, musi spiąć półdupki i szukać pieniędzy. Ty, ja i każdy pracownik, nawet najniższy na samym dole, będziemy musieli zapierdalać, żeby na tę fakturę zarobić. Rozumiesz?
Rozumiała.
– Dlatego właśnie – podsumowała redaktor naczelna – nie mogę cię przenieść, bo to ryzyko nie tylko dla ciebie, ale też dla całej spółki. Twój dział musi teraz zarabiać jeszcze więcej. To nie jest dobry czas na zmianę lidera prowadzącego. Rozumiemy się? Naprawdę potrzeba tam kogoś, kto utrzyma to w ryzach. A ty się świetnie do tego nadajesz, Sara. Sprawdziłaś się, sprawdzasz nadal i liczę na ciebie. Mogę na tobie polegać?
Sara nienawidziła takiego stawiania sprawy. Szantaż emocjonalno-ekonomiczny. Ale co mogła zrobić?
– Jasne, Ania. Rozumiem. Wracam do siebie. Zaraz koniec sesji do kalendarza. Muszę dopilnować harmonogramu.
Redaktor naczelna ożywiła się nagle.
– To ta sesja? Z tymi – wykonała gest cudzysłowu – strażakami, tak? Widziałaś ich?
– Tak – odparła Sara, ale postanowiła pominąć to i owo.
– Jacy są? – oczy przełożonej rozbłysły jakimś dziwnym, dzikim blaskiem. Oblizała wargi. – Dorodne samczyki? Cieszą oko, chłopaki?
– Mogą być – odparła Sara i podniosła się z fotela.
Nie było już o czym rozmawiać.
Rozdział 4
To był dla Sary wyczerpujący dzień. Fuzja wydawnictwa. Strach o przyszłość. Niepewność jutra. Przecież nie wiadomo, jakie decyzje podejmie nowy szef lub zarząd.
Ale też nie mogła wyzbyć się innych powracających obrazów, które paliły jej obudzoną tęsknotę za czymś egzotycznym i zakazanym.
Maserati. Tajemniczy mężczyzna w doskonale skrojonym garniturze. Jego obłapiające żądzą spojrzenie, ślizgające się po jej mokrych piersiach i wyprężonych sutkach. Szatnia wypełniona nagimi mężczyznami. Ich piękne penisy. I ukradkowa pieszczota w korytarzu.
Zaczęły nachodzić ją fantazje. Te, które niechciane, same wyświetlają się na ekranie wyobraźni i pobudzają tak, że aż robi się mokro między nogami.
A przecież wiedziała, że nikt nie zaspokoi jej pragnień. Nikt. To zresztą niedopuszczalne. To grzech. Coś złego.
Włożyła resztę naczyń do zmywarki i uruchomiła program. Jej mąż, najedzony po kolacji, oglądał wiadomości sportowe. To było jedyne, co go ze sportem łączyło. Jeszcze godzina czy dwie przed ekranem i uderzy w kimono. Przyodziany w tę swoją aseksualną piżamę nakryje się kołdrą, odwróci plecami i po minucie zacznie chrapać.
A ona? Po raz kolejny zostanie sama z tym, co domagać się będzie ukojenia. Godziny wpatrywania w ciemność. Fantazje, perwersja, dłoń między nogami.
No ale przecież nikt nie jest idealny, prawda? A jej mąż, powtarzała to sobie każdego dnia, to porządny, ułożony i bogobojny człowiek. Solidny, troskliwy, lojalny.
I coraz bardziej – co ze wstydem zaczynała dostrzegać – nudny.
Jednak, pomimo tego, jak bardzo różnili się charakterami i temperamentem, Sara czuła, że na jakimś tam poziomie pasują do siebie. Andrzej, zaledwie dwa lata starszy od niej, od początku ich małżeństwa nie przejawiał predyspozycji do eksperymentów łóżkowych. Był jednym z tych oziębłych facetów, którzy seks traktują jak obowiązek. Wyniósł to z kościoła. Czasem nie mogła się oprzeć wrażeniu, że to był dla niego przymus. Spełnienie obowiązku małżeńskiego. Robił to niechętnie, ponieważ, jak mawiała “Księga”, współżycie powinno prowadzić do prokreacji. A w ich przypadku nie mogło być o tym mowy. I gdyby nie popęd oraz dyktowany instynktem imperatyw, była pewna, że nawet by jej nie dotknął.
Przykre, ale wiedziała, że wylądowałaby w strefie friendzone. Widziała takie pary. Żyją ze sobą, ale śpią osobno. Nie uprawiają seksu i nie ma pomiędzy nimi żadnej chemii. Łączą ich wyłącznie zobowiązania. Ale, cholera, to byli ludzie na emeryturze! A ona nie skończyła jeszcze trzydziestki!
Jednak biologia miała w poważaniu filozofie, religie i przekonania. Andrzej odpalał się raz, dwa razy w miesiącu. A Sara coraz częściej dostawała ostrej kurwicy, że jest traktowana, jak narzędzie do zaspokojenia potrzeb męża. To, że nie podnieca go jako kobieta, lecz jedynie widzi w niej „dziurkę do ciupciania”, wywoływało w niej pogardę do siebie samej.
Czuła, że to upokarzające. Jednak nie była pewna, czy to źle. Może tak miało być? Może rolą żony było raz na jakiś czas rozłożyć nogi i dać sobie włożyć? Jakoś te trzy minuty można wytrzymać. To nic takiego. Małe poświęcenie na ołtarzu wspólnego, dobrego pożycia i zgody.
Ale trzy minuty to sto osiemdziesiąt sekund pogardy do siebie samej. A ta z każdym pchnięciem i sapnięciem rośnie oraz kwasi samoocenę.
Tym razem nie było inaczej. Ten sam rytuał: toaleta, mycie zębów, piżama, kapcie i łóżko. Jako zapowiedź „seksu”, dał jej całusa na dobranoc. Znała to dobrze. Sygnał, że jej męża naszła ochota na spółkowanie. Specjalnie nie nazywała tego seksem. A już tym bardziej uprawianiem miłości.
Miała rację co do jego intencji. Gdy tylko zgasił lampę, zaczął nieporadnie się do niej dobierać. Sara westchnęła znudzona. Na wiele rzeczy mogła mieć teraz ochotę, ale z pewnością nie na to.
No trudno – pomyślała – trzeba połknąć tę żabę.
Przyspieszyła wszystko i nadstawiła się do niego. Wyczuła, że ma erekcję. Niepełną, ale umożliwiającą. Wystarczy – pomyślała i zaczęła się obracać. Ponieważ jej mąż akceptował wyłącznie pozycje dopuszczone przez kanon, położyła się na plecach, rozłożyła nogi i pozwoliła mu się na siebie wgramolić. Zaczął całować ją w usta. Wyczuła smak pasty do zębów i płynu do płukania ust. Intensywny, miętowy. Jakby całowała mentosa.
Andrzej boćkał ją członkiem i próbował trafić w sedno. Nieporadnie mu to szło, ponieważ Sara miała na sobie figi. Jakoś nie przyszło mu do głowy, że może być w bieliźnie. Głupi nie był, co to to nie, ale gdy się podniecał – wyłączał myślenie.
Ciekawe, czy u innych facetów też tak jest – zastanowiła się.
Ulitowała się nad nim i odsunęła fragment bielizny. Akurat ten, który tak dzielnie bronił dostępu do jej dawno utraconej cnoty. Piczka stała otworem, by spełnić swój obowiązek. Po chwili na wejściu do pochwy wyczuła jako tako twardawego członka, który próbował siłą wtargnąć do jej wnętrza.
Zasyczała z bólu. Andrzej musiał to odebrać, jako odgłos podniecenia, bowiem naparł mocniej.
– Zaczekaj chwilę – powiedziała cicho, starając się nie okazać dyskomfortu, spowodowanego wpychaniem członka do nienawilżonej pochwy.
Pośliniła palce i nakierował dłoń w dół, pomiędzy ich ciała. Była sucha. Nic dziwnego. Ale po chwili, z niemałym trudem, sapaniem i determinacją, członek znalazł się w jej wnętrzu.
Jak droga przez mękę.
Mógłby się chociaż odezwać – pomyślała z goryczą. – Powiedzieć, że jestem piękna. Że go podniecam. Że chce się ze mną kochać. Albo pieprzyć.
Rozmyślania przerwały rytmiczne odgłosy skrzypienia łóżka. Sara odliczała w myślach. Obstawiała sto dwadzieścia, ale równie dobrze mógł dać z siebie więcej i zafundować jej przygodę na sto osiemdziesiąt trzy ruchy. Rekord dotąd niepobity.
Łóżko skrzypiało.
Dlaczego on tego nie naprawi? – pomyślała. – Przecież wystarczy skręcić śruby mocujące nogi. Chyba ta od strony okna się poluzowała. Albo skleić ramę? Ciekawe gdzie znajdę śrubokręt? Albo klej? Zaraz, do drewna to Vikol? Chyba tak. Powinien dobrze trzymać. Może w następnym miesiącu dokręcę sama te śruby?
Łóżko skrzypiało coraz szybciej. Sara czuła, że zbliża się kulminacja.
Gdyby jednocześnie skleić i skręcić, to na bank łóżko nigdy by już nie zaskrzypiało.
Tylko że to by było złe – pomyślała – to źle, gdy łóżko nigdy nie skrzypi. W małżeństwie, partnerstwie i wspólnym pożyciu łóżko powinno skrzypieć. Powinno się raz na rok połamać, roztrzaskać w drzazgi. We wrzasku nieziemskiej rozkoszy, która odbiera rozum i budzi zwierzęcą dzikość, powinno rozpaść się na kawałki. A kochankowie obowiązkowo przybić sobie piątkę i rechotać z tego wyczynu. Oraz być dumni ze swojego osiągnięcia. Połamane łóżko to trofeum cudownego seksu.
Skrzypienie ustało. Nagle. Doliczyła do stu trzech. Słabo. Chyba, bo straciła rachubę. Andrzej znieruchomiał i wpompował w jej pochwę kilka porcji nasienia.
Zajebiście – pomyślała gorzko. – Nie założył gumki. Teraz muszę to posprzątać.
Zaspokojony mąż wyjął sflaczałego penisa. Pocałował ją w najgorsze miejsce, które można ucałować po stosunku – w czoło, po czym odwrócił się na bok, plecami do niej. Po minucie, jak się tego spodziewała, Sara usłyszała chrapanie.
Tak oto zdobywca zdobył, co było do zdobycia i ze zdobycznym trofeum zdobył się na… odpoczynek.
Zasłużony, cholera – pomyślała gorzko.
Wstała z łóżka. Wiedziała, że Andrzej po takim morderczym wysiłku i tak się nie obudzi. Zaciskając uda, z dłonią na kroczu, żeby nie zachlapać podłogi, poczłapała do łazienki. Usiadła na sedesie, czekając, aż wypłyną z niej resztki nasienia. Niby to tylko kilka kropli, ale i tak problem ze sprzątaniem.
Podniosła upaćkaną spermą dłoń. Śliska i błyszcząca ręka lepiła się od wydzieliny jej i męża. Nie brzydziła się. Żałowała, że jest jej tak mało. Że nigdy nie tryskał na jej piersi. Nie pozwolił sobie zrobić dobrze ustami. Nigdy nie rozsmarował swojego soku na jej pośladkach, by następnie trzasnąć ją otwartą dłonią w wypiętą dupę tak, by aż zapiszczała, niczym napalona kotka.
Tymczasem… Sara już przestawała powoli chcieć czegoś więcej. Nadzieja powoli usychała. Ten sam facet do końca życia?
Czy to ma być seks?
Patrzyła na klejącą się dłoń. Czy życie już zawsze ma tak wyglądać?
Rozpłakała się gorzko. Łzy spływały po jej policzkach. Były słone. Otarła je lepką dłonią. Poczuła po chwili inny smak. Smak jej mężczyzny wymieszany ze łzami.
Jej łzami.
A może to właśnie była odpowiedź?
Rozdział 5
Sara przebudziła się w środku nocy. Mąż chrapał w najlepsze. Wiedziała, że w tej fazie snu nawet szczekanie psa go nie obudzi.
Spod jej powiek ulatywały poświaty majaków sennych. Perwersyjnych, zakazanych. Przepełnionych nagimi ciałami, pożądaniem i seksem.
Te obrazy nie miały wyraźnej kreski, lecz raczej migotliwe, rozmazane uczucia, emocje i pobudzone pierwotnymi instynktami żądze. Narkotyczny, niemożliwy do określenia zbiór zmiennych koncepcji, które rozpalały pożądanie.
Czuła żar między nogami. Była strasznie napalona. Tym razem naprawdę. Nie pamiętała dokładnie snu, ale jej cipka była cała mokra. Piersi boleśnie pobudzone. Włożyła dłoń w figi i zanurzyła palce w mokrych wargach. Westchnęła z podniecenia. Nie potrafiła zrozumieć, co takiego się wydarzyło, ale żądza, która paliła ją od środka, prawie odebrała jej rozum. Natychmiast na ekran umysłu wkroczyły kolorowe, trójwymiarowe obrazy. Wyobraźnia sama podsunęła odpowiednie sceny i aktorów.
Oto ona, zamknięta w szatni z sześcioma modelami. Patrzą na nią pożądliwie, czego – będąc całkowicie nadzy – nie mogą ukryć. I nawet nie próbują.
Sara podchodzi do nich i po kolei całuje każdego, poczynając od tego z największą pałą. Pieści ich napakowane klatki piersiowe. Głaszcze ramiona. Drażni sutki.
Cipka zapulsowała, gdy tylko uświadomiła sobie, że po raz pierwszy to nie ona jest uległą w tych fantazjach, lecz przejmuje inicjatywę. Ma do dyspozycji sześciu wspaniałych, wysokich, doskonale zbudowanych mężczyzn. Facetów z wielkimi, sterczącymi na jej widok penisami. Włożyła sobie palec. Mąż zachrapał niespokojnie. Pewnie śnił mu się jakiś mecz.
Sara podchodzi do największego z nich. Chwyta od razu za członka. Jest tak gruby, że jej dłoń nie może go objąć.
– Chcę cię mieć w sobie – mówi do rozpalonego żądzą faceta. – Chcę… – pociera dłonią po aksamitnym palu i zmienia narrację – masz mi go wsadzić aż po same jaja! Rozumiesz? A im głośniej będę krzyczeć, im bardziej protestować, tym mocniej masz mnie rżnąć, rozumiesz!?
Po tym, jak rozgorzało jego spojrzenie, jak wyszczerzył dziko zęby, pojęła, że doskonale zrozumiał.
Biada mi – pomyślała w wyobraźni. – I jednocześnie: hura!
Obraz począł zbliżać się do granicy, za którą Sara nigdy dotąd nogi nie postawiła. Nie pozwalało jej na to wychowanie i poczucie winy. Oraz wstyd. Włożyła w pochwę drugi palec. Zaczęła się szybko masturbować. Andrzej przestał chrapać, ale nie zwróciła na to uwagi.
Mężczyzna z wyobraźni podnosi ją jak piórko i osadza na swoich biodrach okrakiem. Jego członek sterczy dumnie, niczym twardy, obwiązany żyłami pal. Sara wyczuwa ogromną żołądź i zaczyna się na niego opuszczać. Powoli, okraszając każdy centymetr westchnieniem i krzykiem. Tak gruby kutas nie może przecież się w niej zmieścić. Nie ma prawa w nią wejść. A ona nie może przyjąć w siebie tak wielkiej pały.
Palce zaczęły ostry taniec. Sara zaczęła rzucać się w łóżku. Już przestała się przejmować tym, że może obudzić męża. Niewiele miała na tym etapie kontroli. Przecież właśnie w tym momencie pieprzył ją prawdziwy mężczyzna.
– Ooooooch – wzdycha głośno w wyobraźni, gdy ogromny członek zanurza się w niej. Milimetr po milimetrze. Bez końca. Oplata go nie tylko udami, ale także mięśniami pochwy. Nigdy w życiu nie czuła się tak wypełniona, tak dopchnięta, tak upragniona. Twardość kutasa jest miarą męskiego pożądania. Samiec zaczyna ją podnosić, co – ku jej rozpaczy – skutkuje wysuwaniem się z niej naprężonego organu. Unosi ją silnymi ramionami. Powoli. Ulga naciągniętej do granic możliwości pochwy miesza się z żalem, że z niej właśnie wychodzi. Ale na szczęście mężczyzna nagle opuszcza ją i jednocześnie wypycha biodra. Mocno. Wbija się w nią potężnie. Sara wyje z bólu i podniecenia. Czuje go aż pod sercem. Jak to możliwe?
Tańczące w kroczu palce przyspieszyły. Poruszały się już teraz przy akompaniamencie narastającego chlupotu. Sara nie zważała na nic. Czy Andrzej śpi, czy nie – miała to gdzieś. On miał swój orgazm. Zostawił ją nawet wstępnie nierozgrzaną. A przecież jej też się coś od życia należy.
Nadziana na niego niczym najcudowniejsza zdobycz, całuje go. Głęboko. Zapalczywie. Brutalnie wręcz. Ale w pokoju nie są sami. Pozostali mężczyźni zaczynają zbliżać się do niej. Oczami wyobraźni widzi ich sterczące, obwiązane żyłami prącia. Czuje przerażenie i ekscytację, że każdy z nich dziś w niej skończy. Albo na niej.
Sara prawie dochodziła. Sapanie i westchnienia wypełniły sypialnię. Już nic nie miało znaczenia, była w zupełnie innym miejscu. Gdzieś w innej części wszechświata. Chciała dojść. Brakowało jeszcze jednego, małego bodźca. Jeszcze moment, chwilka.
Mężczyzna wbija się w nią coraz mocniej, a ona podskakuje na jego grubym kutasie niczym kukiełka. Niczym lalka, której jedynym zadaniem jest być zabawką do zaspokajania męskiej żądzy. Rozkosz rozsadza jej jaźń. I wtedy wydarza się coś niespotykanego. Coś, czego Sara nigdy w wyobraźni nie doświadczyła. Mężczyzna sam z siebie, zupełnie niezależnie, jakby działał całkowicie według własnych zasad, obraca się razem z nią w kierunku pozostałych. Chwyta ją za tyłek, a potem rozszerza i eksponuje jej pośladki. Niczym prospekt, wystawę, ekspozycję towaru. Ale nie przerywa rżnięcia ani na moment. Sara traci oddech z przerażenia i żądzy. Jej druga dziurka jest dla pozostałych na wyciągnięcie ręki, co musi być odebrane nie inaczej, jak zaproszenie. Ale chciała, pragnęła tego.
I wtedy, z poczuciem wdzięczności i ulgi, Sara czuje drugiego członka. Dokładnie na jej zapasowym wejściu. W jej pochwie już na dobre rozgościł się gruby, obwiązany żyłami penis, a kolejny właśnie puka do jej wejścia dla służby. Tego jest za wiele…
Tego faktycznie było za wiele. W chwili, gdy w wyobraźni drugi mężczyzna napierał na jej zwieracz, Sara westchnęła w orgazmie. Zatrzepotało nią, jakby ktoś ją podłączył do prądu. Wstrzymała oddech i wygięła się w łuk. Pulsująca pochwa zacisnęła się na jej palcach. Boże, jak ja to uwielbiam – pomyślała zaspokojona.
Bezdech przeszedł po chwili w sapanie. Chwilę później obrazy zwietrzały, straciły kolory i uleciały do szuflady z etykietą: „na później”. Sara, zaspokojona, zasnęła.
Andrzej nie chrapał.
Ale czy spał?
Rozdział 6
Sara spojrzała na swoje odbicie w lustrze i westchnęła po raz tysięczny. Tak bardzo chciała, żeby już było po wszystkim. Nienawidziła przyjęć firmowych.
– Ale czym ty się przejmujesz? – zapytał jej mąż, gdy próbowała poprawić makijaż.
– Andrzej… – tym razem westchnęła z innego powodu. – To, że nie mam na coś ochoty, wcale nie oznacza, że się przejmuję. Daj spokój.
Jej mąż oparł się o brzeg wanny i nie wyglądał na przekonanego.
– To po co w ogóle tam idziesz? I do tego sama?
– Oj, pytasz, jakbyś nie wiedział. Znasz zasady. Nikt nie przyprowadza osób towarzyszących, bo to nie jest impreza zapoznawcza, czy integracyjna. To spotkanie firmowe. Redakcyjne. Ogłoszone na koniec podsumowania kwartalnego i do tego przez zarząd, który bawić się nie potrafi. Gdybym mogła, wzięłabym cię ze sobą. Myślisz, że bym nie chciała?
– Taa… Spotkanie firmowe. Z orkiestrą, wódką i wszechobecnym rozpasaniem – odparł, sprytnie pomijając fragment o tym, że chciałaby go zabrać.
Sara mimowolnie otworzyła usta i zaczęła tuszować rzęsy.
– Kochanie – odparła takim głosem, jakby chciała uspokoić wzburzone wody jeziora Genezaret – mnie też się nie podoba, że taką politykę stosuje zarząd. Wiedz jednak, że wynudziłbyś się okropnie. Dlatego ciesz się – dodała na zakończenie – że to nie ty, lecz właśnie ja muszę tam iść. I nie masz we wszystkim racji.
– Tak? A w czym konkretnie?
– Nie będzie wódki – rzuciła i zajęła się poprawianiem kolejnego oka – ale wielki stół z alkoholami z całego świata. No i żadnego… Jak to nazwałeś? Rozpasania? Podejrzewam, że firma tym razem nie zafunduje występu całego szwadronu Chippendales. No i na bank nie będzie orkiestry.
– Nawet Zenka nie zamówili do kotleta? – dopytał Andrzej, precyzyjnie chwytając jej żart.
– Zamówili didżeja.
– Co zrobić, współczuję, ale to twoja praca, nie moja – skwitował jej wywód. Sara tym razem nie westchnęła. Postanowiła zmienić temat.
– Jak wyglądam?
Położyła dłoń na biodrze i przyjęła pozę modelki. Andrzej zaiste miał co podziwiać. Jego żona prezentowała się świetnie. Prawie doskonała figura, niemal idealne piersi, niemalże zabójczo seksowna kreacja.
– Wyglądasz ładnie, kochanie – skwitował. – A nawet można powiedzieć, że zjawiskowo.
Sara spojrzała w lustro i wykrzywiła usta z dezaprobatą. Gdyby nie znała męża, natychmiast po takim komplemencie popędziłaby do garderoby, żeby całkowicie zmienić kreację. Ona jednak kierowała działem fashion i miała doskonałe pojęcie, jak się ubierać. Faktycznie prezentowała się świetnie i cieszyła oko męża.
Chciałabym mieć nadzieję, że nie tylko oko – pomyślała o ostatnim stosunku. W zasadzie to o każdym, bo wszystkie były jednakowe. Westchnęła znowu i po raz trzeci zajęła się poprawianiem makijażu.
Ewidentnie odwlekała moment, gdy będzie musiała zadzwonić po taryfę.
– Zamówić ci Ubera? – zapytał nagle mąż. Zaskoczona spojrzała na niego.
– A co? – zapytała zadziornie z nutką żartu. – Chcesz się mnie już pozbyć, mężusiu? Masz może jakieś plany na czas mojej nieobecności?
Andrzej wstał i dał jej kuksańca. Tak po przyjacielsku.
Szczerze to wolałabym klapsa w tyłek – pomyślała. – I to mocnego. Wolałabym, żebyśmy uprawiali seks, zanim wyjdę. Żebyś mnie naznaczył jak swoją własność.
Andrzej wyraźnie jednak miał zupełnie inne zamiary.
– Nie planuję niczego, poza piwkiem i meczem.
Sara po raz kolejny westchnęła zrezygnowana. To już chyba impreza okaże się ciekawsza.
Do przyjęcia z okazji kwartalnego bilansu Sara podchodziła z równym entuzjazmem, co do gastroskopii. Zwłaszcza teraz, gdy po informacji od zarządu, miała to być jednocześnie inauguracja przejęcia sterów przez nowy management.
Była jednak ciekawa, kto ich “kupił”. Co się stanie z korporacją i ludźmi?
Pozostawało mieć nadzieję, że pytania te znajdą odpowiedź.
Przyjęcie urządzono w budynku redakcji na trzynastym piętrze. Główne studio przeobrażono w przestronną salę bankietową. Z doskonałym zresztą skutkiem. Organizator zadbał o catering, obsługę, oprawę muzyczną i hostessy.
Odnalazła się tam niemal natychmiast. Przepych, muzyka, bogaty stół szwedzki, paleta trunków i interesujących współpracowników – to było coś, co otwierało możliwości, by zabłysnąć towarzysko.
Zastanawiała się, skąd się u niej wzięła ta początkowa niechęć. Pomiędzy pokazem mody a występem jakiejś pary tanecznej wykoncypowała, że pewnie powodem było to, iż na takie imprezy nie można było przyprowadzać mężów. Andrzej wyobrażał sobie pewnie, że te spotkania pełne są wyuzdania i perwersji. Pewnikiem powodem podejrzliwości był fakt, że nie mógł jej towarzyszyć. A ona? Miała tylko przez to niepotrzebne sceny zazdrości. W głowę zachodziła, skąd u niego ta podejrzliwość? Impreza w firmie? Przecież to nie takie ekscytujące. Zresztą i tak udaje się tam jako kierowniczka całego działu. Czyli w zasadzie służbowo. Nie będzie czasu na zabawę, ale koniecznie trzeba go będzie znaleźć na kurtuazyjne pogaduszki, podtrzymywanie relacji i small talki.
Po krótkiej przerwie przyszedł czas na wystąpienia szefów poszczególnych działów. Sara musiała udawać, że interesują ją występy nudnych kierowników i managerów. Nie wiadomo co było bardziej żałosne: stylizowane na korpo-gadkę stand-upy, czy suche ględzenie do przepakowanych treścią slajdów. Sara – chcąc nie chcąc – musiała dopasować się do kanonu. Gdy przyszła jej kolej, zaczęła przemówienie od korporacyjnego masturbowania się cyferkami. Ile to tysięcy kilometrów kwadratowych papieru zostało wydrukowanych w trzech ostatnich nakładach. Jak wiele beczek z farbą można by napełnić tuszami, które te dzieła powołały do życia. Ile tysięcy kaw zostało wypitych, ile milionów kliknięć migawką podczas sesji i sumarycznie lat spotkań na bardzo ważnych meetingach.
Cyferki, równie abstrakcyjne, co nie dające się do niczego porównać, miały epatować sukcesem i ciężką pracą. Niczym emblematy poświęcenia, na które każdy w szeregach firmy był gotowy.
Im dłużej trwała impreza, tym luźniej poczynało sobie towarzystwo. Wykwintny alkohol, nastrojowa muzyka, zmysłowe modelki i przystojni mężczyźni z obsługi skutecznie przełamywali lody, luzowali sztywne zasady korporacyjnego dystansu i nie ma co ukrywać: pobudzali apetyt.
Aż ślinka cieknie – pomyślała Sara, lustrując zabójczo przystojnego barmana, którego filowała ukradkiem od początku imprezy. Wysoki, barczysty mężczyzna, z kwadratową szczęką i ciepłym spojrzeniem, otoczony był wianuszkiem adoratorek, które – co było oczywiste – chciały mieć go na wyłączność. Zabiegały o jego uwagę, co nonszalancko ignorował, dając tym większy powód do podrywu i flirtu. Sara patrzyła, jak żonglował butelkami, szejkerami, napełniał kieliszki i szklanki. Podziwiała jego sprężyste ciało, gdy dekorował lampki. Wydawał się być w transie. Przyłapała się na tym, że oblizuje wargi, gdy patrzy na umięśnione przedramiona, ozdobione kunsztownymi rękawami tatuaży. Poczuła lekkie wyrzuty sumienia. Ale to było silniejsze od niej. Popatrzeć zawsze można – usprawiedliwiała się przed sobą samą. Zupełnie jakby ktoś miał ją z tych ukradkowych spojrzeń rozliczać lub na ich podstawie oceniać. Ściskało ją w dołku tęsknotą za czymś nienazwanym, pierwotnym, wyzwalającym nawet. Za urwaniem się z łańcucha obyczajów, zasad i społecznych norm. Nie mogła się pozbyć wrażenia, że tylko na zewnątrz tej klatki odnajdzie samą siebie. To w samym środku jej istoty drzemało coś, czego nie potrafiła określić. Coś, co zostało obudzone podczas incydentu na pasach. To, jak patrzył na nią On. Tęsknota za zaspokojeniem tej części kobiecości sprawiała, że ostatnio tak często robiła sobie dobrze. Fantazjowała o strasznie perwersyjnych rzeczach. “Bezeceństwach” – jak wychowanie w żelaznych katolickich zasadach nakazywało jej myśleć. Bezwstydnych, zakazanych i grzesznych. Seks dopuszczalny był wyłącznie z mężem i tylko w pozycji misjonarskiej. Obowiązkowo pod kołdrą i po ciemku, żeby nie daj boże nie kusić i nie rozpalać za bardzo zmysłów.
Cholera! – zaklęła. – Czy w seksie nie chodzi o to, żeby właśnie kusić?
Kończyła tę nader odkrywczą myśl, gdy złapała się na tym, jak świdruje spojrzeniem krocze barmana. Bezczelnie i ostentacyjnie. Zauważył to. Spojrzał na jej oblewającą się rumieńcem twarz i zamiast pogrozić palcem, pokręcić z politowaniem głową, uśmiechnął się do niej. Ale TAK się uśmiechnął, że Sarze zmiękły kolana. Natychmiast poczuła, że robi się mokra. Widziała w jego spojrzeniu pożądanie. W tej sali, pełnej boskich modelek i głodnych penisa hostess, to właśnie ją obdarzył uwagą. A ta była dowodem na to, że przez tego faceta potraktowana została wyjątkowo. I to właśnie rozpalało jej pożądanie.
Znowu się jej zachciało.
Poczuła przemożną chęć włożenia sobie palców do pochwy i doprowadzenia się do szczytowania.
Przestań, Sara! – skarciła się w myślach. – Masz chcicę, ale jesteś w pracy. Gdzie niby znajdziesz miejsce na masturbację? Na środku holu?
Eksplozja obrazów zatętniła w jej jaźni. Obrazów przedstawiających dokładnie to, za co właśnie się upomniała. Ona na środku. Nie z rozłożonymi nogami, jak z mężem. Tym razem wypięta do wszystkich. Naga. Ociekająca. A za nią… barman.
– Kurwa mać! – przywołała się do porządku, blokując te ekshibicjonistyczne wyobrażenia. Rumieniec oblał ją jeszcze bardziej. Nie podejrzewała siebie o coś tak strasznego.
– Mówiłaś coś? – usłyszała głos asystentki.
Sara odwróciła się zmieszana. Była pewna, że nie zaklęła na głos. Musi się bardziej pilnować.
– Tak – odparła. – Idę po drinka.
– Niezłe ciacho z tego barmana, nie uważasz? – Angelika od razu przeszła do sedna. – I jak nas filuje! Aż ciepło mi się robi.
Sara nie robiła problemów z tak swobodnego stylu bycia jej podwładnej. Ani z tego, że jest tak otwarta. Pracę wykonywała doskonale, więc nie było problemu. Sztywnych kołnierzyków miała dość.
– Faktycznie, niezły – skwitowała. – Ale takie przyjemności to dla ciebie, panienko. Nie dla mężatek. Ja jedyne, czym mogę się nacieszyć, to tym, że zaleje mi drinka. Chcesz coś?
– Chcę jego – wypaliła bezczelnie Angelika i oblizała wargi. – I mnie też może zalać – palnęła bez zastanowienia na zakończenie.
Sara spojrzała na asystentkę, zdziwiona. Ta natychmiast zrejterowała.
– Zalać drinka, rzecz jasna, szefowo – próbowała się tłumaczyć. – Jak tobie. To znaczy…, też drinka. Cholera.
Obie wiedziały i obie udawały, że nie wiedzą, co właśnie zaszło i jakiej głupotki Angela się dopuściła.
A ciul tam – pomyślała Sara – jeszcze niedawno to my filowałyśmy nagich byczków z wielkim członkami.
Podeszła do baru. Nie zamierzała flirtować, ale dobry drink się jej należał. Natychmiast uzyskała pełną uwagę barmana.
– W czym mogę ci służyć? – zapytał i prześwidrował ją spojrzeniem tak wymownym, że aż poczuła łaskotki.
– A masz dla mnie coś dobrego? – zagaiła lekko bezczelnie.
– Pytasz o drinki, czy o coś spoza karty?
– O drinki – odparła natychmiast. – A niby o co innego?
Uśmiech barmana otulił ją ciepłem. Oddała uśmiech.
– Dla tak pięknej dziewczyny to tylko Cosmopolitan.
– Każdą tak komplementujesz? – spytała i prześlizgnęła wzrokiem po jego tatuażach.
– Tylko te piękne – odparł bezczelnie. – Cóż poradzić? Jestem estetą – zakończył filozoficzną mądrością, po czym wlał do shakera porcję Wyborowej, Triple Sec, sok z żurawiny i dorzucił limonki.
– Rozejrzyj się – powiedziała Sara, zataczając ręką łuk, obejmujący całą salę. – Widzisz tu jakieś brzydkie kobiety? Każda z nich zasługuje na komplement i uwagę.
– Rozejrzyj się – barman podobnym gestem wskazał na stoisko z alkoholami. – Mam tu tyle procentów, że nawet najbrzydsza wypięknieje.
– Przecież kobiety po alkoholu dostają małpiego rozumu – skwitowała Sara, zaskoczona tą tezą.
– Może i tak – odpowiedział, energicznie potrząsając shakerem – ale za to mężczyznom po alkoholu zaczynają pięknieć z każdym łykiem.
Sara zaśmiała się. Widać jej towarzysz rozmowy miał co nieco pod kopułą.
– A ty? Ile już wypiłeś? – zapytała trochę za bardzo w jej mniemaniu kokieteryjnie. To był odruch. Intrygowali ją mężczyźni, którzy w głowie mają coś więcej od wiedzy, jak otworzyć piwo oczodołem i jednocześnie naprawić świat.
– Żartujesz? – odparował barman i odstawił oszroniony shaker. – Jestem w pracy. Poza tym – spojrzał jej głęboko w oczy i zaczekał, aż zdobędzie jej pełną uwagę – przy tak pięknych kobietach nie ma potrzeby pić. Lepiej tę cudowną urodę smakować na trzeźwo.
Sara nie miała wątpliwości, że mówiąc o innych, tak naprawdę miał na myśli konkretną kobietę.
– Maksymilian jestem – postawił schłodzony kieliszek i podał jej dłoń.
– Sara – uścisnęła podaną dłoń. Była mokra i zimna, co paradoksalnie nie ostudziło jej nastroju. – Miło mi, Maksymilianie.
– Mów mi Maks. Przyjaciółki tak do mnie mówią.
– O! – zaśmiała się i ponownie zlustrowała silną szczękę chłopaka. – Szybko awansuję, Maks. Minutę temu nie znaliśmy się nawet, a teraz już przyjaciółka?
– Jedno drugiego nie wyklucza, jak widzisz. Kto wie? Może będzie okazja poznać się bliżej? Wtedy przekonasz się, że zasługujesz na to miano – przelał drink do kieliszka i dodał ozdobę ze skórki pomarańczowej. Podał Sarze. – Smacznego!
– Dziękuję – świadomie zignorowała ten bezczelny podryw i umoczyła usta w kieliszku. – Niesamowity.
– Mówisz o drinku, czy o czymś innym?
Zatrzepotała rzęsami i uśmiechnęła się zadziornie. Odeszła od kontuaru nie udzielając odpowiedzi. Dopiero po chwili przyłapała się na tym, że trochę za bardzo kołysze biodrami. Zbyt mocno eksponuje biust. Czuła jego wzrok na swoich pośladkach. Z jednej strony to był przejaw perwersji, ale z drugiej – połechtało tę kobiecą część natury, która dała o sobie znać. Połechtało zresztą nie tylko ego.
Opłacało się mordować na orbitrekach – pomyślała z satysfakcją. – Ten facet zrobi sobie dziś dobrze. I to mnie będzie miał pod powiekami.
À propos robienia sobie dobrze – utwierdziła się w podjętej decyzji – słusznie i sprawiedliwie będzie, gdy sama też o siebie zadbam.
Ponownie skarciła się za nieczyste myśli i upijając łyk, oddała się towarzyskim pogaduszkom.
Czas płynął coraz szybciej.
Każda wizyta przy barze i rozmowa z Maksymilianem rozpalała jej lędźwie i wyobraźnię. Seks jest nudny i nijaki, jeżeli mężczyzna nie pobudzi najważniejszej strefy erogennej kobiety – mózgu. Maks niezaprzeczalnie wybrał sobie ją na kolejną zdobycz. Sara nie była głupia, doskonale wiedziała, kiedy facet podrywa, flirtuje albo wprost startuje, żeby rozłożyła nogi i dała się zerżnąć. Musiała przed sobą przyznać, że ten konkretny “ciacho” był fachowcem w tym, co robi. A nawet więcej – nie prowadził gry w taki sposób, żeby ona dała się namówić na seks, lecz tak, by rozpalić ją do takiego stanu, aby to ona wykonała decydujący krok. Sara czuła, że jej bieliznę można by wyżymać, tak była mokra od podniecenia. Uwielbiała to uczucie, gdy jej pochwa żąda wręcz, by być wypełnioną. Prawdziwy samiec, jakich mało na tym łez padole – pomyślała z goryczą. – Jeszcze nie dotknie, a kobieta gotowa. Słowem, grą, rozmową i spojrzeniem potrafi rozpalić prawdziwy ogień między jej nogami.
Tak! Sara chciała seksu. Zaczynała wariować od chcicy. Pocierała uda, dając sobie namiastkę przyjemności i jednocześnie chcąc oszukać swoją piczkę, żeby jeszcze nie odbierała jej rozumu do końca. “Będzie seks, malutka, ale jeszcze nie teraz. Później. Obiecuję. Jak tylko wrócimy do domu.”
Skrzywiła się na myśl, że tak strasznie oszukuje samą siebie. Przecież wiedziała, siląc się na sarkazm, jak “pasjonujące, pełne żaru i żądzy” ma pożycie.
Podniecenie jednak nie uznaje filozofii i działa niezależnie od rozumu. Z tego powodu musiała iść do toalety. Stringi niestety już nie nadawały się do noszenia. Musiała je przebrać. Problem był jednak taki, że zapasowe miała w biurze. Trudno. Trzeba się poświęcić – pomyślała, wiedząc, po co tak naprawdę za moment wyjedzie na swoje piętro. Pod pretekstem zmiany bielizny w całkowitej dyskrecji zrobi sobie dobrze.
Z tą myślą wyszła z toalety. Mokre stringi nie zajmowały wiele miejsca w jej dłoni. Nie chciała ich wkładać do torebki. Kręciła ją świadomość, że przejdzie przez całą salę z mokrą od podniecenia bielizną w zaciśniętej pięści i całkowicie naga pod sukienką. Obcisłą sukienką. Niby nic się nie zmieniło w jej wyglądzie, a w jej środku aż się gotowało. Dodatkowo – nie łudziła się: przebywała wśród asów branży – od razu dostrzegą, że jest pod spodem naga. Ale czy Maks też zauważy? Zaraz się przekona.
Rzuciła okiem na jego stoisko, ale zauważyła, że ktoś go zastąpił. Poczuła zawód, jakby nie wiadomo co sobie obiecywała. I tak już przekroczyła wiele granic perwersji, której twardo zakazywało jej wychowanie i zasady społeczne. Ale była pijana – tak sobie to tłumaczyła. A pijane laski dostają małpiego rozumu.
Odpuściła. Nie będzie go przecież szukać. A spieszno jej było, bo cipka domagała się uwagi. I tym razem nie miała zamiaru brać jeńców. Nie wierzyła w żadne tłumaczenia i odwracanie uwagi.
Ku swojemu zaskoczeniu dostrzegła, że Maksymilian czekał na nią przed windą. Uśmiechał się prowokacyjnie. Sara kiwnęła głową na ponowne powitanie. Omiótł ją spojrzeniem. Od czubka głowy aż po szpilki. Zatrzymał się na poziomie jej bioder i uśmiechnął dziko. Zauważył natychmiast, że zdjęła stringi. Domyślił się również, czego Sara była pewna, co było powodem tego, że musiała się ich pozbyć. Podniósł głowę z zadowoleniem. Cholera – pomyślała – rozmawiamy ze sobą bez słów.
– Gorąco tu, nie uważasz? – zapytał i zawiesił wzrok na jej dekolcie. – Aż się z człowieka leje. Też tak masz?
Wyprężyła piersi tak mocno, jak tylko mogła, by nie zauważył, że właśnie to się u niej zadziało. Sutki naprężyły się, jakby chciały przebić opinający je materiał kiecki.
– A co, Maks? Gorąco ci?
– Coraz bardziej, Sara. Zwłaszcza teraz.
– To może porozmawiaj z obsługą – ponieważ nie mogła go przelecieć, postanowiła pobawić się z nim werbalnie – może podkręcą klimę.
– To bynajmniej nie z powodu temperatury jest mi coraz bardziej gorąco. Ale i po tobie widzę, że też chętnie pozbyłabyś się resztki odzieży, byleby tylko zaznać rozkoszy orzeźwienia. Trafiłem?
Trafiłeś, jak cholera – pomyślała. – On czyta mnie jak otwartą księgę. Jakbym się przed nim otworzyła.
Metafora rozwieranych przez niego “okładek jej księgi” natychmiast rozbłysła w jej jaźni. Pokręciła biodrami. Musi iść. Teraz. Do biura. Natychmiast!
W dłoni ściskała przemoczone jej sokami stringi.
– Wybierasz się gdzieś? – zapytał nagle Maksymilian.
– Eee, tak – wypaliła zaskoczona. – Do mojego biura. Muszę coś załatwić.
– Ale czy całe piętro przypadkiem nie jest puste? Nie boisz się iść tam sama?
Muszę iść sama! – krzyczała w głowie.
– Nie jestem małą dziewczynką, Maks. Nie boję się ciemności – odparła kokieteryjnie i z nutką pretensjonalności. – Dam sobie radę.
Gra toczyła się w najlepsze. Chciała zostać. Musiała iść.
– Nigdy bym cię o to nie podejrzewał – odparł i chwycił jej zaciśniętą dłoń. Próbowała się wyrwać, lecz trzymał stanowczo. – Jestem przekonany, że doskonale wiesz, co można robić w całkowitym mroku. Chociaż osobiście, jak tak na ciebie patrzę, to preferuję zapalone światło.
– Jesteś odważny – powiedziała. – Mówisz takie rzeczy wprost? I to kobiecie zamężnej?
Maks włożył palec w jej dłoń. Dotknął zwiniętego w kulkę materiału. Spojrzał w jej oczy tak bezczelnie, a jednocześnie serdecznie, że Sara bezwiednie rozwarła palce. Mokre od jej soków stringi wylądowały w jego dłoni. Nie był tym zaskoczony w najmniejszym stopniu. Wiedział, po co sięga.
– Uwielbiam zamężne kobiety. Wszystkie. Te piękne, niedocenione, znudzone, rozpalające się na samą myśl o zakazanym owocu. Do której grupy się zaliczasz?
– Do żadnej! – odparła ze złością. Nie planowała aż tak się obnażyć. Ale nie zdecydowała się wyszarpnąć swojej własności z jego dłoni.
– A nie uważasz, że miło by było, gdyby cię jednak zaliczyć?
– Co proszę…?! – zapytała zszokowana jego bezpośredniością.
– Do którejś z tych grup – wyjaśnił serdecznie. Tak serdecznie, że prawie uwierzyła, iż to nie pikantna i wyrafinowana gra, lecz niefortunne przejęzyczenie. – A myślałaś, że o co chodzi?
– O nic, Maks. Muszę przyznać, że prowadzisz otwartą i bezpośrednią grę. Ale musisz spróbować z inną dziewczyną, bo mnie dalej zajść nie wolno.
– To, że nie wolno, wcale nie znaczy, że się nie chce – rzucił i podniósł ręce w geście kapitulacji. – Rozumiem. Mówiłem; jestem estetą i potrafię dać temu wyraz. Ale jestem też gentlemanem. Nie zrobię niczego, co mogłoby cię zaniepokoić. No i, jako twój rycerz i obrońca, będę ci towarzyszył i bronił przed złem czającym się w mroku. Które piętro?
– Piętnaste – odparła od razu jak zahipnotyzowana. – Ale i tak nie możesz ze mną jechać.
– Dlaczego? – zapytał z wyrzutem. – Byłbym świetnym kompanem. Gwarantuję, że bawiłabyś się świetnie.
– Nie wątpię. Widzę, że z ciebie pies na baby. Ale nawet zakładając, że chcę, to i tak nie mogę. Nie masz uprawnień, by przebywać poza terenem tego piętra. Jak ochrona nas zwinie, będę mieć kłopoty.
Maksymilian wyglądał na zawiedzionego. Zdobycz wymykała mu się z rąk. Wiedział jednak, kiedy sytuacja jest beznadziejna i nie warto dalej próbować. To znaczy – próbować tak, warto, ale z inną.
Uniósł rękę, w której wciąż trzymał przesiąknięte jej sokami stringi, i z uśmiechem wciągnął powietrze. Sara zbladła, gdy dotarło do niej, co właśnie zrobił. Patrząc jej bezczelnie w oczy, zaciągał się jej zapachem. Zszokowana i zażenowana, nacisnęła guzik w kabinie i bez słowa zostawiła Maksa w holu. Ten stał z uśmiechem zdobywcy. Zanim drzwi windy oddzieliły ich od siebie, zdążyła jeszcze zauważyć wypukłość na jego kroczu.
Winda zatrzymała się na piętnastym piętrze. Hol oraz korytarze spowijała mroczna cisza. Miejsce, które za dnia tętni ludźmi, pracą, hałasami, rozmowami i życiem, teraz mogłoby stanowić scenografię do horroru klasy B lub początku kiepskiego filmu porno.
Pulsowało jej w głowie od emocji. Tego było dla niej za dużo. Pilnujące moralności syreny alarmowe wyły na najwyższych obrotach. Na szczęście wycofała się w ostatniej chwili.
Wyszła z windy i udała się w kierunku biura. Czujki włączały lampy ledowe, znacząc jej trasę.
Zbliżyła się do drzwi na końcu korytarza. Przyłożyła kartę i nacisnęła klamkę. Za pomieszczeniem asystentki, po lewej stronie, mieściło się jej królestwo. Weszła do środka i natychmiast opadła na fotel. Skóra paliła żądzą. Widok wypukłości na kroczu Maksa dał jej pewność, że była pożądana. Miała wpływ na to, że innemu mężczyźnie staje z jej powodu. To potężna moc.
Zachodziła w głowę, czy zgodziłaby się na seks. Gdy tylko na horyzoncie myśli zamigotała odpowiedź na to pytanie, natychmiast postanowiła zaniechać tematu. Czy to dlatego, że odpowiedź się jej nie podobała? Czy wręcz przeciwnie – aż za bardzo? Nie chciała dociekać.
Podeszła do oszklonej ściany. Miasto tętniło tysiącami świateł, obiecując wypełnienie pustki, która za dnia była aż za bardzo widoczna w ludzkich sercach. Do tego stopnia, że większość przymykała oczy, byle tylko jej nie widzieć. Ale noc? Noc to wolność. Pasja. Zapomnienie. Ciemność obiecuje spełnienie wielkich marzeń, które nigdy nie pokazują się za dnia.
Z południa nadciągała burza, migotliwe trzaski błyskawic zapowiadały wspaniały spektakl natury.
Stojąc przed ścianą ze szkła, Sara uniosła lekko brzeg sukienki. Cienki materiał rolował się na jej biodrach, odsłaniając przed oczami nocnego miasta wyłaniającą się nagość. Po jej lewym udzie spłynęła malutka strużka, zrodzona z podniecenia. Nakierowała dłoń między nogi i dotknęła warg. Wyczuła źródło wilgoci i westchnęła głośno. Tutaj nie musiała się hamować. Palec zatańczył na łechtaczce, dając przedsmak tego, co za chwilę się wydarzy. Przymknęła oczy i rozchyliła palcami wargi. Rozkosz rozlała się po jej ciele. Nagle sukienka zaczęła ją palić. Ściskać, niczym imadło. Drażnić sutki. Podciągnęła ją do góry i zdjęła przez głowę. Całkiem naga, zaszczyciła miasto swoim widokiem. Uwolniona z krępującej sukienki, poczuła swobodę i przyjemną ulgę. Dłonie pogłaskały piersi i uspokoiły spragnione pieszczot sutki. Jednak miejsce między nogami bezwzględnie domagało się uwagi. Nie mogła dłużej tych żądań lekceważyć. Nakierowała na nie dłoń i zaczęła się masturbować. Ścianę szkła, oddzielającą ją od reszty świata, oszroniły pierwsze krople burzowego deszczu. Przez wijące się nitki spływających strug przebijały narastające flesze błyskawic. Burza zbliżała się, obiecując widowisko, które Sara zamierzała konsumować w uniesieniu. Oparła obie półkule piersi o szybę, rozpłaszczając je na zimnej powierzchni, co dodatkowo stymulowało jej rozgrzane zmysły. W kontraście do tego szokującego uczucia pochwa paliła gorącem. Sara włożyła w nią palec i uśmiechnęła się do siebie. Zmysłowy, magiczny taniec potęgował pragnienie dojścia na szczyt rozkoszy. Już zaszła za daleko. Już nie cofnie się, póki nie zazna orgazmu.
Nagle, zupełnie niespodziewanie, usłyszała dźwięk czytnika do karty wstępu. Podniecenie natychmiast uleciało, ustępując miejsca panice i przerażeniu. Ściana wody uderzyła w okno, przemieniając obraz miasta w abstrakcyjny, żywy kalejdoskop świateł i miraży. Sara nie miała jednak czasu na podziwianie widowiska, bowiem ktoś właśnie naciskał klamkę. Kto to mógł być? – zachodziła w głowę.
Żałowała, że nie zamknęła drzwi do gabinetu. Do niego mogła wejść tylko ona i jej asystentka. Pozostali uprawnieni mieli własne gabinety.
W oddali usłyszała wesoły śmiech kobiety, a zaraz potem męski komentarz. Ten głos wydał się jej znajomy.
Nie mogła ryzykować nakrycia, co było paradoksalne, ponieważ miała prawo tu przebywać. Problem w tym, że była całkiem naga. Krocze miała mokre z podniecenia, dłoń wilgotną od zabawy, a sutki – schłodzone na zimnej tafli szkła – sterczące jak antenki. Nie miała czasu na szukanie rzuconej gdzieś sukienki i wciskanie się w nią. Z tego również powodu nie mogła intruzów przepędzić. Pozostawało tylko jedno wyjście: schować się.
Na szczęście gabinet miał takie możliwości. Prywatna łazienka! Tam się ukryje.
Przebiegła do przeciwległej część pomieszczenia i cicho otworzyła drzwi. Z wiadomych względów nie włączyła światła. Ukryła się w mroku, naga, podniecona i spanikowana jak cholera. Nie zdążyła już zamknąć pomieszczenia ze strachu, że by ją usłyszano.
Niemal natychmiast przez otwarte drzwi jej biura wkroczyły dwa cienie. Światła miasta pozwalały Sarze całkiem znośnie widzieć przez szparę, co się dzieje. Od razu zrozumiała, jakie intencje i zamiary mieli co do siebie intruzi.
Kobieta wiła się niczym fryga, całując wysokiego, smukłego mężczyznę. Odgłosy pocałunków i narastającego podniecenia mieszały się z szumem deszczu i dudniących grzmotów. Mężczyzna wiedział, co robi, ale i dziewczyna nie pozostawała mu dłużna. Jej entuzjazm wręcz imponował Sarze. Oboje przenieśli się na sofę dla gości, co pozwoliło widzieć ich w jeszcze lepszym świetle. Mężczyzna odwrócił nagle kobietę i chwycił za włosy. Szarpnął, a ta zapiszczała radośnie. Zaatakowała usta kochanka i rozpięła jego spodnie. Zanim ten zdążył się zrewanżować tym samym, ona już klęczała przed jego kroczem i syczała z oczekiwania. Sara wyczuwała aż tutaj, jak bardzo oboje są podnieceni. Powietrze wypełnił ten charakterystyczny zapach feromonów, które nieodparcie sygnalizowały, że ta dwójka za moment zacznie ostro się pieprzyć i nikt, nawet zwalające się na głowę niebo, nie powstrzyma ich przed tym, co zamierzają zrobić.
Kobieta wyjęła członka kochanka. Zachwycona westchnęła i natychmiast wzięła go w usta. Sara doskonale widziała, jak pokaźnych rozmiarów ten kochanek ma narząd. Poczuła budzący się w podbrzuszu żar.
Pomieszczenie wypełniły odgłosy soczystego fellatio, które kochanka wykonywała z zachwytem. Tak jakby ten kutas, którego ssała, był najcudowniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek miała do zabawy.
Mimo podejrzeń Sara nie potrafiła jeszcze określić personaliów pochłoniętych żądzą gości. W tej chwili błysk pioruna rozorał niebo. Ostry, stroboskopowy, niczym błysk flesza blask, zalał na ułamek sekundy pomieszczenie, odsłaniając to, co pozostawało ukryte w mroku.
To Angelika! – uświadomiła sobie z przerażeniem i szokiem. – Moja asystentka obciąga właśnie kutasa Maksowi. Temu podrywaczowi, cholera!
Ta świadomość sparaliżowała ją jeszcze bardziej. Modliła się, żeby nie znaleźli jej sukienki, którą rzuciła gdzieś na podłogę. Szczęściem – byli bez reszty zajęci sobą, a Sara obnażyła się przy oknie, a nie w pobliżu sofy.
Mlaskające odgłosy fellatio ustały nagle. Maks podciągnął wyraźnie z tego faktu niezadowoloną Angelę do góry i zrekompensował stratę pocałunkiem. Dziewczyna przywarła do niego piersiami, jakby chciała go wchłonąć.
W zasadzie to chciała wchłonąć, ale tę jedną, konkretną część.
Nagle kochanek odchylił jej głowę i powiedział ostro:
– Zajebiście robisz loda, aniele. A teraz rozbieraj się! Chcę cię widzieć nago!
Angelika, jak przystało na porządną asystentkę, której nie trzeba niczego dwa razy powtarzać – zaczęła zrzucać fatałaszki. Kręciła biodrami, obracała się, wypinała pośladki. Wszystko w taki sposób, żeby dać najlepszy możliwy prospekt i jeszcze bardziej napalić samca. Nie musiała jednak reklamować swoich wdzięków, bo zarówno sama zainteresowana, jak i ta w ukryciu, widziały, że jego członek już dumnie sterczy. Był bardziej niż gotowy. Angelika, kierowana przedziwną filozofią wielu kobiet, im mniej miała na sobie, tym większą przepełniała się radością.
Sara doskonale to rozumiała. Zwłaszcza że właśnie w tej chwili już intensywnie poruszała palcami pomiędzy swoimi nogami. Włożyła już dwa palce w pochwę i z nie mniejszym zaangażowaniem, niż ta dwójka, pracowała na rezultat.
Nagość rozbierającej się dziewczyny oświetlił błysk pioruna. Przekłute sutki rozbłysły stalowym blaskiem. Sara dostrzegła nad jej pośladkami kunsztowny tatuaż w celtyckie, symetryczne wzory. Niespotykany rysunek doskonale pasował do właścicielki; z jednej strony delikatny i wyrafinowany, lecz odważny i tajemniczy w przekazie.
– Zerżnę cię, mój piękny – powiedziała stanowczo Angela, gdy stanęła przed Maksem ubrana wyłącznie w szpilki, biżuterię i palącą z podniecenia skórę.
– Kto kogo zerżnie, to się zaraz okaże, suczko – skontrował kochanek, jakby brał udział w jakichś zawodach. Po czym rzucił się na dziewczynę.
Sara przeczuwała, że niezależnie od tego, na kogo w tej rozgrywce postawi, oboje wygrają. Czuła też, że sprawiedliwie będzie, gdy jej również coś z tej puli przypadnie. Zresztą – na widowisko nie mogła narzekać. Schowana w ciemności, czuła żar między nogami.
Maks chwycił Angelikę w pasie, podrzucił i położył dłonie pod jej jędrne pośladki. Dziewczyna pisnęła radośnie. Przeczuwała, że chociaż to nie gwiazdka, ktoś za moment zapakuje jej prezent. Albo “w nią”. Mięśnie bicepsów kochanka zarysowały się obok wzorów tatuaży. Sara westchnęła, skryta w mroku.
Podniósł ją – pomyślała – jakby nic nie ważyła.
Z podziwem obserwowała, jak sterczący, gruby penis ociera się o krocze jej asystentki. Kochanka wierciła się i podskakiwała, próbując opaść na sterczący niczym pal narząd. W końcu żołądź odnalazła właściwy punkt. Sara prawie pisnęła, podziwiając, jak gruby członek zanurza się, powoli, centymetr po centymetrze, dalej i głębiej, w pochwę dziewczyny. Gdy penis schował się w dwóch trzecich, Angelika głośniej zawyła z rozkoszy. Ten wrzask dowodził, że dobił do jej dna. Krzyk wymieszany z westchnieniem skontrapunktował przetaczający się przez miasto grom.
Ma za dużego – pomyślała z podziwem i zazdrością Sara. – Nie może wsadzić do końca. Biedna szczęściara! – Fala współczucia i litości nad beznadziejnym losem swojej podwładnej kłuły ją w serce. Mogłaby nawet się poświęcić i zająć miejsce tej nadziewanej na zbyt grubą męskość dziewczyny. Zrozumiała pomyślaną myśl i znów skarciła się za perwersję. Nie było jednak czasu, by się biczować, bo akcja posuwała się do przodu. Dosłownie i w przenośni.
Maksymilian faktycznie nie wszedł do końca, ale nie miał zamiaru się poddać. Uniósł zanurzoną w amoku drobną kochankę i wspierając się siłą grawitacji – opuścił ją na swój pal.
– Aaaaaaa! – wrzask rozkoszy odbił się od ścian biura i zmieszał z odgłosem lejącej się po ścianach ze szkła wody. Maks uniósł ją jeszcze raz. Jego boskie ciało, tak jak szyby za oknem, zrosiły krople wysiłku. Trzymał dziewczynę na końcu sterczącego penisa i kręcił jej biodrami. Zarówno Angela, jak i Sara czekały na to, co teraz nastąpi.
Krzyk dzikiej rozkoszy dał Maksowi odpowiedź na pytanie, czy warto było wbijać się ponownie w ciasną cipkę dziewczyny.
– O kurwaaaa! – wrzasnęła Angelika. – Pieprz mnie! Pierdol! Maks! Bożeeee… Jesteś boski, Jezuuu… nie zmieszczę twojego kutasa!!! Jaki wielki! Boże!
Słowa zachęty i wezwań imienia Najwyższego nie zadziałały na błyszczącego od potu mężczyznę zachęcająco. Widocznie nie na takim uznaniu mu zależało. To, co było dla niego ważne, to dobić swojego penisa do końca. Widocznie gustował starej zasadzie, że niby w czym nasada narządu gorsza od jego główki? Czyż nie cały zasługuje na zanurzenie się w ciasnej i mokrej pochwie? Wierny tej zasadzie obrócił się i rzucił Angelę na sofę.
Chwycił jej nogi w kostkach i rozchylił. Podciągnął tak, że jej pośladki i cipka stały otworem. Otworami. Nakierował obwiązanego żyłami członka i pocałował piersi kochanki. To już nie był barman Maks. To był napędzany testosteronem i zwierzęcą chucią samiec.
W Sarze prowadziły walkę różne emocje: zazdrość, wściekłość i współczucie. Co rusz kolejna z nich brała górę, serwując kalejdoskop wrażeń.
Kocham to – pomyślała w amoku, gdy wkładała w swoją pochwę trzy palce. Jej cipka chlupotała od wywołanej rozkoszą wilgoci. Burza szalała na całego.
– Aaaaaa!!! – wrzask pieprzonej Angeli robił większe wrażenie niż atakująca grzmotami nawałnica. – Tak! Rżnij, kochany. Jestem twoja! O, moja piczka!!! Boże, jak boli. Rozerwiesz mnie. Nie przestawaj!
Sara siedziała na podłodze z rozłożonymi w kierunku wyjścia z łazienki nogami. I pieprzyła samą siebie. Prawie dochodziła. Już nie zależało jej na tym, czy ją usłyszą. Cała trójka wpadła w seksualny szał. Liczyło się wyłącznie zaspokojenie.
Błysk pioruna rozorał niebo i strzelił gromem. Ułamek sekundy. Blask. Spojrzenie. Uśmiech zaskoczenia, szoku i satysfakcji.
Zauważył ją!
Ten pieprzony ruchacz z wielkim chujem zauważył ją w środku ciemnej łazienki!
Nie miała jednak czasu na roztrząsanie tego faktu. Nie wiadomo, czy to właśnie z tego powodu, że została nakryta, czy bezwładności budowania napięcia – w tej właśnie chwili Sara doszła. Pulsujące skurcze pochwy gniotły jej palce. Potężny orgazm sprawił, że zagryzła pięść i cichutko zapiszczała w knykcie. Zalewające ją falami rozkoszy spełnienie odebrało zdolność myślenia. Liczyło się wyłącznie odczuwanie. Ekstaza. Rozkosz. Minęła chwila i falujące spełnienie zaczęło ją opuszczać.
Wróciła do rzeczywistości. Natychmiast po upuszczeniu seksualnego napięcia zrozumiała, co właśnie się zdarzyło.
Maksymilian ją zauważył.
Pierdolona burza – zaklęła w myślach.
Wydawało się to jednak nie mieć znaczenia, bowiem ze zdumieniem odkryła, że akcja w gabinecie toczy się tak, jakby nic nie zaszło.
Może mi się wydawało? – pomyślała z nadzieją.
Maks już nie uprawiał seksu. Nie pieprzył. Rżnął Angelikę, która na granicy odcięcia od świadomości przyjmowała cały pal w siebie. Gruby, obwiązany żyłami tłok wbijał się w opinającą go pochwę. Lekkie westchnienia świadczyły o tym, że niewiele do niej dociera. W końcu zakrzywiła palce i wbiła paznokcie w mokre od potu plecy kochanka. Maks pchnął raz, drugi, trzeci i… zatrzepotało nią, jakby dotknęła przewodu z wysokim napięciem. Paznokcie naznaczyły plecy mężczyzny czerwonymi śladami. Wysokie seksualne napięcie powoli opadało, tonąc w mętnym wzroku i ślinie wypływającej z rozanielonych ust kochanki.
– Wstawaj! – rozkazał Maks. Angela, niczym trzęsąca się kukiełka uklękła. Jej oczy zaszły mgłą nieświadomości. – Albo wszystko połkniesz, albo pójdziesz naznaczona moim nasieniem na przyjęcie.
– Chcę połknąć – odpowiedziała Angela. – Wszystko! Dawaj.
Uklękła przed sterczącym członkiem i zapiszczała w amoku. Otworzyła usta i włożyła penisa Maksa tak głęboko, jak tylko mogła. Patrzyła mu w oczy z nadzieją na nagrodę.
– To dla ciebie – powiedział nagle Maks.
Sara z przerażeniem odnotowała, że ten boski kochanek patrzy właśnie w ciemność łazienki. Na nią! Czyli jednak wiedział o niej! I to dla niej właśnie za chwilę będzie zalewał spermą gardło jej asystentki. Pojebane – pomyślała – ale zajebiście, cudownie ostre.
Miała rację. To dla niej przeznaczony był prezent i nagroda, którą odebrać przyjdzie Angelice.
– Aaaa! – zawył i rytmicznymi skurczami zaczął pompować nasienie w usta kochanki. Ta natychmiast wpiła się jeszcze mocniej w drgającego członka. Ssała i połykała w rytm pulsowania narządu. Po chwili było po wszystkim. Angelika opadła na sofę i westchnęła, zaspokojona. Sara w tym czasie oblizywała swoje palce, którymi wcześniej doprowadziła się do orgazmu. Żałowała, że to tylko jej sok.
Kolejny błysk pioruna wyraźnie zarysował jej sylwetkę, ukrytą w mroku łazienki. Maks patrzył na nią. Na jej nagie ciało. Na rozłożone, mokre od wilgoci uda. Odsłonięte krocze. Zauważyła w jego oczach amok i zadowolenie z tego “trójkąta”. Widział ją.
A członek nie opadł nawet na chwilę.
– Chciałem to z tobą zrobić – rzucił w kierunku ciemnej łazienki. – Chciałem się z tobą kochać. Pieprzyć. Rżnąć.
Sara przypomniała sobie swoje chwile z mężem i poczuła łzy, które bez pozwolenia pociekły jej po policzkach.
– Ja też, kochany – odezwała się Angela, która powróciła do świata żywych. Nieświadoma tego, co właśnie zaszło, wstała i na trzęsących się nogach zaczęła doprowadzać się do porządku.
– W życiu nikt mnie tak nie wypieprzył. Dziękuję, Maksiu. Jesteś boski – powiedziała z podziwem, wycierając strugi potu, spływające z dekoltu. – Muszę się ogarnąć. Tu jest łazienka…
– Nie! – krzyknął o nanosekundę wcześniej, niż miała to zrobić Sara. – Nie zostawiajmy tam śladów. Chodźmy do innej toalety.
Angelika nie kłóciła się o to. Przeżyła właśnie cudowne chwile. Po co to psuć?
– Na korytarzu jest łazienka. Chodźmy tam.
Wyszli.
Zapadła cisza.
Sara wstała powoli. To, czego właśnie była świadkiem, to, co przeżyła – nawet nie próbowała tego pojąć. Zrozumienie zostawiła na później. Jak w ogóle można się tak… Kochać? Pieprzyć? Nawet nie wiedziała, jak to nazwać. Nie miała pojęcia, że aż tak dwoje ludzi może być otwartych, radosnych, zapomnieć się w dzikości i żądzy. Jak to możliwe, że to działo się naprawdę, że to nie był film porno, który kilka razy przyszło jej oglądać? To, czego była świadkiem, roztrzaskało ją na kawałki. To zdecydowanie nie było po bożemu. I bezwzględnie dawało o niebo więcej radości. W głębi serca poczuła się nagle nieszczęśliwa. Jakby coś jej w życiu odebrano.
Buntownicza część jej natury postawiła veto! Nie zgadzała się na to, żeby pozbawiać ją takiej przyjemności.
Teraz jedyne, czego chciała, to znaleźć sukienkę, założyć stringi i stanik, i urwać się z tej imprezy.
Chciała seksu! Po tym, co widziała – żądała rżnięcia. Jej się to należało! W domu przecież ma swojego penisa. I jak najszybciej zamierzała go dosiąść. Bynajmniej nie tak, jak zawsze.
Z tą myślą, z drżącymi nogami, pulsującą od żądzy cipką – ulotniła się po angielsku z przyjęcia.
Pablito
Jak Ci się podobało?