Sigil (I). Dziwne przypadki Anny M.

XXX_Lord XXX_Lord

28 lipca 2016

hourglass 1 godz 3 min

Opowiadanie jest w 100% wytworem mojej wyobraźni.
Jakakolwiek zbieżność z rzeczywistymi osobami oraz zdarzeniami jest całkowicie przypadkowa i niezamierzona.

„Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie." - Fryderyk Nietzsche

„Idzie znów ulicą wiatru się nie wstydząc,
Ma w ramionach cały świat,
Chmur wysokie żagle,
Każdą barwę, każdy kwiat
Z niebem ponad głową
Idzie, nie wiem dokąd.
Tylko tyle o niej wiem.
(...)
Gdzie jest teraz Anna M.?”

S. Halny/Czerwone Gitary


***



- Będziesz u mnie dzisiaj na imprezie? - oczy Karola, wysokiego i nieśmiałego blondyna z cichym, niskim głosem spoglądają z nadzieją na bladą twarz Anki. Chłopak stoi nad nią opierając się prawą ręką o ścianę.
- Jeszcze nie wiem, może będę, może nie będę - a co, chciałbyś mi włożyć rękę w majtki, Karolku? Albo mam ci obciągnąć tak jak ostatnio? Niedoczekanie twoje.
Plecy dziewczyny, która wyzywająco spogląda przed siebie przylegają do futryny drzwi sali wykładowej.
- Przyjdź chociaż na chwilę, bardzo liczę na twoją obecność - nieśmiało zbliża się do niej i kładzie rękę na jej ramieniu.
- Co ty robisz! - syk z jej ust ustawia go do pionu, dziewczyna zrzuca dłoń ze swojego ramienia - nie pozwalaj sobie zbytnio, chłopcze. To, że raz przelizałam się z tobą podczas połowinek i zrobiłam ci laskę na ławce nie upoważnia cię do publicznego spoufalania się ze mną, zabieraj łapska! - jej twarz znajduje się dokładnie przed jego twarzą - KA-PI-SZI? - akcentuje każdą wypowiadaną sylabę.
- Cieszę się, że się rozumiemy - odwraca się do niego plecami - waruj grzecznie przy drzwiach to może się mnie doczekasz - odchodzi kręcąc pupą.


Burza rozwianych, ciemnych prostych włosów ciągnie się za nią jak ptactwo za swoim liderem w kluczu. Studia mają swoje plusy - szatynka uśmiecha się do siebie - znalezienie frajera, który będzie za ciebie wszędzie płacił w zamian za loda lub ręczną robótkę raz na jakiś czas w samochodzie pod akademikiem lub w innym, równie dziwnym miejscu to żaden problem. Wystarczy trochę poruszać głową lub ręką i kasa na utrzymanie sama płynie do kieszeni. Żaden poważny seks nie wchodzi w grę. Trzeba dbać o swoją renomę, w przeciwnym wypadku szybko można się dorobić reputacji dupodajki. Obciąga większość dziewczyn z jej grupy i żadna się z tym nie kryje, to tylko czysty biznes - uśmiech poszerza się na myśl o pieniądzach.


Jej poprzedni chłopak twierdził, że wygląda jak aktorka, Christina Ricci. Akurat - z lekceważącym wyrazem twarzy przypomina sobie jak przez mgłę zdjęcie Amerykanki widziane gdzieś w sieci - tamta ma tyłek jak szafa, a do tego nogi jak słupy telegraficzne. Jestem od niej dużo ładniejsza, poza tym trzeba mieć też coś tutaj - bezwiednie stuka się w głowę krocząc korytarzem w kierunku drzwi.


- Aniu, wszystko dobrze? - Marek Rakowski, filozof i psycholog, najmłodszy profesor na Uniwersytecie Warszawskim patrzy na nią bez wyrazu, gdy spóźniona bez słowa wkracza do sali wykładowej.
- U mnie zajebiście profesorku, a u ciebie? Wiem, że masz ochotę na moją szparkę, widzę to w twoich oczach - złośliwie uśmiecha się w myślach - Tak, panie profesorze, przepraszam za spóźnienie - pokornym głosem kaja się przed nim siadając w przedostatniej ławce.
- Aniu, ja wszystko rozumiem, są upały, ale taki strój na wykładach nie przystoi studentce najlepszego uniwersytetu w Polsce. Weź to pod uwagę proszę, dobrze?
- Tak, panie profesorze - chowa się za barczystym studentem siedzącym przed nią - Co za upierdliwy kutas! - szepcze bezgłośnie do krótko obciętej blondynki obok.
- Obciągasz Rakowskiemu? - Ewka, jej najlepsza przyjaciółka szeroko otwiera oczy.
- Pojebało cię do reszty? - zdziwiony wzrok Anki taksuje strój koleżanki - nie wyglądasz lepiej ode mnie, a do ciebie się nie przypieprzył.
- Gdybyś nie paradowała z cyckami na wierzchu po sali dziesięć minut po rozpoczęciu wykładu to pewnie nie zwróciłby nawet uwagi - Ewa rzuca ripostę - Idziesz dzisiaj na imprezę do Karola? Szykuje się niezły balet. Podobno mają jakiś nowy rodzaj trawki, prosto z Holandii.
- Zobaczę. Dzisiaj Karolek dopadł mnie na korytarzu i sprawiał wrażenie, jakby chciał mi wyznać miłość - słowo miłość wymawia z obrzydzeniem jakby zjadła spleśniały kawałek sera.
- Mi co? - Ewka prawie dławi się ze śmiechu - ale sobie adoratora znalazłaś, jeszcze powiedz, że dał ci kwiaty?
- Kwiaty na szczęście nie, ale pieprzył coś o tym, że zależy mu na mojej obecności - Anka szuka czegoś zawzięcie wyrzucając zawartość torebki na stolik.
Za plecami dziewczyn rozlegają się kroki.
- Czy ja paniom nie przeszkadzam? - Rakowski spogląda na zmianę na obie studentki.
- Przeszkadza pan - blondynka postanawia być bezczelna - przerwał pan wykład w najbardziej fascynującym momencie i zgubiłam wątek.
Po sali przebiega szmer śmiechu.
- Myślę, że powinnyście obie opuścić salę, zanim powiemy sobie kilka nieprzyjemnych słów - jego spojrzenie staje się twarde - mam nadzieję, że w trakcie egzaminu ustnego będzie pani równie wygadana i błyskotliwa co dzisiaj, pani Ewo.
- Chodź, idziemy - Anka jednym ruchem wsuwa zawartość torebki do środka, wstaje i rusza w kierunku drzwi.

- Egzaminu ustnego, pierdolony, zboczony ramol! - Ewa prycha po wyjściu za drzwi.
- Ciszej idiotko! To wszystko słychać w sali. Zmywamy się stąd!

Powietrze jest parne, a ubrania przyklejają się do pleców. W dodatku nie ma wiatru i słońce skryło się za chmurami. Przyjaciółki opuszczają teren uczelni i kierują się w stronę Starego Miasta.
- I co teraz będziemy robić? - blondynka najwyraźniej nie ma pomysłu na resztę dnia - jest południe, a do imprezy jeszcze ponad osiem godzin.
- Chodź, powłóczymy się trochę po Starówce - Anię dopada ponury nastrój - wkurzył mnie ten Karol, myśli sobie gnojek, że będę się z nim prowadzać jak Dąbrowska z Maliniakiem.

Aneta Dąbrowska i Grzegorz Maliniak to książkowy model idealnej, uczelnianej pary studentów. Oboje śliczni jak z żurnala, spotykają się ze sobą od wczesnych czasów liceum. W dodatku przodują w ocenach, dostali stypendium, a rektor o mało się nie zesrał z radości, kiedy napisała o nich Wyborcza.
Są przezajebiści i ogólnie kurwa wymiatają - jest wściekła, sama nie wie z jakiego powodu.

- Masz papierosy? - Ewka częstuje ją przedostatnim mentolem - szkoda, że nie mamy ze sobą trawki. Może humor by mi się poprawił.
- O tej porze nic nie załatwimy, w akademiku wszyscy ogarnięci śpią albo są na zajęciach - blondynka odpala ostatniego z paczki i zaciąga się mocno - chodź na tę Starówkę, tam przynajmniej jest trochę chłodniej między kamienicami. Nie da się wytrzymać od tego pieprzonego żaru.

Niemal godzinę później przyjaciółki odpoczywają pod drzewem naprzeciw Kolumny Zygmunta pijąc wodę z butelki.
- Wiesz, zastanawiam się - Anka patrzy gdzieś w dal i mówi niby do przyjaciółki, ale bardziej do siebie - czy to co robimy jest właściwe. No wiesz, branie pieniędzy za seks, puszczanie się na prawo i lewo, obciąganie gdzie popadnie.
- Masz PMS -a? - blondynka wyjmuje papierosa z nowo zakupionej paczki i odpala ogniem z zapalniczki - czy ciężki dzień? Do tej pory nie miałaś żadnych oporów przed wyciąganiem kasy z naiwniaków.
- Mam tego świadomość, ale - Anka wyłuskuje jej papierosa z dłoni, zaciąga się mocno i wydmuchuje dym na bok - czasem przychodzi refleksja i zastanowienie nad własnym postępowaniem. Łapiemy się do grupy patologii społecznych, w których zawierają się dewiacje i uzależnienia od seksu. Poza tym wykorzystujemy mężczyzn i bierzemy za to pieniądze.
- Tobie naprawdę coś się dzisiaj stało w głowę. Nie sądzisz, że to oni wykorzystują nas, a my odbieramy za to należną zapłatę? Żeby jeszcze czerpać z tego trochę przyjemności, ale czy przyjemne może być zrobienie laski facetowi z czwartego roku, który jest prawiczkiem i spuszcza ci się na policzki po kilku ruchach językiem? Albo ręczna robótka z Karolkiem na ławce? Nudy. I zero frajdy.
- Tu nie chodzi o przyjemność tylko o sam fakt, że robimy coś nie w porządku - żar papierosa dochodzi do napisu. Dziewczyna gasi niedopałek pod butem na kocich łbach - daj mi gumę do żucia, po twoich fajkach mam strasznego kapcia w buzi.
- Najpierw obsępiasz mnie z moich kochanych mentolków, a teraz jeszcze żujki - Ewa podaje jej paczkę - dzisiaj na imprezie stawiasz alkohol, Marczak.
- Dobrze, ale jeśli Karolek zacznie się do mnie przystawiać to oddaję go tobie.
- Jak trwoga to do Boga - blondynka wznosi w błaganiu oczy w niebo - niech będzie, nauczę tego dzieciaka co to znaczy seks z prawdziwą kobietą. Chodź - bierze Anię za dłoń - idziemy na rynek, może fontanna działa, trochę się zmoczymy.

- Boże, to jakiś koszmar - Anka wachluje się zeszytem od filozofii mijając Bazylikę Archikatedralną - musimy gdzieś wejść do środka bo zaraz się rozpłynę - dodaje - I tylko nie do kościoła!
- Może tu? - Ewa staje pod szyldem nowego sklepu przy Świętojańskiej - poznajesz to miejsce? Chyba wcześniej go tu nie było?
Nad wejściem przybity jest stary, lekko zardzewiały, kiwający się od wiatru szyld „Pamiątki Orientalne”
- Nie kojarzę, może coś nowego się otwiera?
- Chyba tak, tu wcześniej była jakaś knajpa z jedzeniem albo kebab. Czy to zresztą jest ważne?
- Mnie to jest ganc egal, ale jeśli za chwilę nie wejdziemy do środka będziesz musiała mnie reanimować.
- Myślałby kto, że ty taka delikatna jesteś – szydzi blondynka, otwiera drzwi i raźnym krokiem wkracza do wewnątrz.

Sklep wygląda, jakby miał dopiero otworzyć swoje podwoje. W pomieszczeniu panuje półmrok, większość towarów stoi nie wypakowana w kartonach na półkach, rolety są zasłonięte, a ściany mają pomarańczowy, brudnawy odcień. Z podłogi po każdym kroku startują w górę miliardy drobinek kurzu i mikrobów.
- Ale syf, chociaż przynajmniej jest trochę chłodniej - Anka rozgląda się z ciekawością - nie ma właściciela? Przecież ktoś mógłby tu wejść i zabrać cokolwiek niezauważony nie płacąc.
- Najwidoczniej uznał, że jego towary są na tyle beznadziejne i mało atrakcyjne, że nie trzeba nawet zamykać drzwi - Ewa rusza w głąb sklepu, a szatynka zerka na prawo i lewo. Pomieszczenie ma kształt kwadratu o powierzchni około osiemdziesięciu metrów kwadratowych, pod ścianami ustawione są metalowe półki, na których stoją kartony, środek przegradza kolejny rząd, tym razem pustych półek, po drugiej stronie pomieszczenia znajdują się drzwi do toalety. „Sklep” to wnętrze wymagające generalnego remontu.

Kieruje się w lewo i nagle jej oczom ukazuje się przedziwny widok.

- Ewka, chodź zobacz - ogląda się - gdzie ta głupia cipa poszła?

Około metrowa, drewniana figurka przedstawia dumnego, dość mocno umięśnionego mężczyznę, stojącego w lekkim rozkroku z długimi, ciemnymi włosami opadającymi na ramiona. Jego lewa ręka jest oparta o biodro, a prawa wyciągnięta do przodu, jakby mężczyzna chciał poprosić kobietę do tańca. Między nogami w pełnej erekcji widnieje groteskowo duży penis z czerwoną główką. Na twarzy figurki widnieje uśmiech, na pierwszy rzut oka przyjazny, ale gdyby się bardziej przyjrzeć to wyraz twarzy mężczyzny jest...
Lubieżny? - określenie samo wpada jej do głowy - ten to ma instrument, gdyby przenieść go do rzeczywistości pewnie nie mogłabym go objąć oboma rękami - parska śmiechem na samą myśl o tak wielkim członku w jej dłoniach.
Szczegółowo studiuje figurkę. Mężczyzna ma na sobie długi, czarny płaszcz do kostek, czarne, rozpięte spodnie i buty kowbojki w tym samym kolorze. Nawet spoko ta figurka, tylko pewnie kosztuje majątek. Gdybym miała kasę, to...
- ...oć
Uśmiech z jej twarzy znika jak ręką odjął.
- Mówiłaś coś? - ściszonym głosem stara się wywołać przyjaciółkę - Ewa, to ty?
Cisza.
- Idiotka.
- Chodź - szept jest głośniejszy.
- Nie rób sobie jaj - jej ręce zaczynają się pocić, rozgląda się niepewnie dookoła - to przestaje być śmieszne.
Nagle twarz figurki ożywa i jedno z oczu mruga do niej.
- O kurwa! - mimo upału dostaje gęsiej skórki - Ewka, on puścił do mnie oko! Gdzie jesteś do diabła?
- Chodź, chodź, chodź! - nagle staje sobie sprawę, że mówiący coraz szybciej głos nie rozlega się w sklepie, a w jej głowie! - Chodź, chodź, chodź!
Ostatecznie ciekawość mimo narastającego strachu zwycięża. Ania ostrożnie zbliża się do figurki i palcem dotyka drewnianego torsu.

Drewniana powierzchnia jest ciepła i przyjemna w dotyku. Promieniująca od niej energia przebija się przez opuszki palców docierając w głąb dłoni. Jakby w reakcji na jej wrażenia uśmiech mężczyzny poszerza się, a natężenie głosów rośnie.

- Chodź, chodź, chodź - melodyjne zaśpiewy wybrzmiewają w jej głowie. Ostatni raz czuła się tak, kiedy usłyszała po kilkunastu latach ulubioną piosenkę z dzieciństwa, która wyleciała jej przez ten czas z głowy. Mrowienie, gęsia skórka, nerwowe drżenie dłoni i niekontrolowany uśmiech. Uczucie przypomina wrażenie, jakby ujrzała w sklepie sukienkę, która cholernie jej się podoba i po chwili dowiedziała się, że właśnie kupiła ostatni dostępny egzemplarz w promocyjnej cenie.

Nie zdając sobie z tego sprawy czuje rosnące parcie na pęcherz przy jednoczesnym wzmagającym się podnieceniu. Maleńkie włoski na jej rękach stają dęba, a brodawki piersi wyraźnie odznaczają się pod biustonoszem i żółtym t-shirtem.
- Dokąd mam pójść? - dotyka całą dłonią figurki i zadaje pytanie w myślach.
- Chodź, chodź, chodź! - głosy nie zmieniają retoryki i są coraz głośniejsze.
A może... - doznaje nagłego olśnienia - a może one mówią chuć, chuć, chuć, chuć?? - wbija płonące spojrzenie w twarz figurki - chuć, chuć, chuć! Chuć, chuć, chuć!

Ni stąd, ni zowąd zdaje sobie sprawę, jak niezmiernie pragnie dotknięcia tych potężnych ramion mężczyzny z figurki, jego silnych i dużych dłoni, objęcia swoimi udami jego umięśnionych ud i wbicia paznokci w tors.
O tak! - rozpala się niczym piec hutniczy - wbiłabym paznokcie w twoją klatę, w ty wjechałbyś we mnie swoją twardą, zakończoną czerwonym ostrzem lancą! Rżnął bez opamiętania godzinami i spuszczał się we mnie morzem spermy. Gorącej, kleistej spermy!
- Boże, co się ze mną dzieje? - gdzieś z tyłu głowy cichutki głosik próbuje przebić się przez jęki.
- Chuć, chuć, chuć! - to już nie jest pojedynczy szept. To chór głosów kobiecych i męskich w różnych tonacjach, jęczących i zawodzących wciąż to samo słowo. Cichutki głosik zamiera pod wpływem nawoływań, a Ania natychmiast zapomina o jego obecności. Nie zwraca uwagi, że figurka zaczyna jaśnieć i błyskać światłem. Nabiera nieokreślonej pewności, że cokolwiek lub ktokolwiek znajduje się wewnątrz i próbuje nawiązać z nią kontakt.
- Chuć, chuć, chuć!
Patrzy na czerwonego, napiętego penisa i nagle ogarnia ją nieprzeparta chęć posmakowania go, wzięcia do ust i lizania, ściskania wargami do utraty tchu. Zbliża swoją twarz do główki i nieśmiało całuje jej czubek.
Głosy szaleją w jej głowie, jest ich setka, jeśli nie więcej. Natężenie dźwięków jest tak duże, że Ani zaczynają płynąć łzy z oczu, a zatoki pulsują boleśnie.
- Chuć, chuć, chuć! - zapamiętałe zawodzenie nie ustaje. Dziewczyna, zachęcona brakiem reakcji bierze czerwoną główkę w usta i czule porusza wargami pieszcząc jednocześnie językiem spodnią część członka. Palce wskazujący i kciuk prawej dłoni chwytają za nasadę i poruszają się wzdłuż powierzchni. Nie czując, że wewnątrz jest mokra, a po wnętrzu ud spływają pojedyncze krople wkłada lewą dłoń w majtki i bezwiednie zaczyna pocierać maleńki guziczek między wargami, który jest twardy i napięty niczym dzióbek ptaka.


Z tyłu wygląda to, jakby próbowała napić się wody z saturatora stojącego na przydrożnym straganie.
- Chuć, chuć, chuć, chuć! - głosy wyją zapamiętale, Ania traci wszelkie hamulce i wkłada drewnianego członka do samego końca.
Śpiewy gwałtownie ustają, po czym w jej głowie rozlega się trzask.
Grzmot, burza? - oszalałym z podniecenia wzrokiem próbuje ogarnąć widok przed nią, ale jedyne co widzi to ciemność.
Kolejny grzmot, po którym następuje słyszy jęk i krzyk męskiego głosu.
Fallus w jej ustach zaczyna drżeć i gwałtownie eksploduje. Czuje na języku smak nasienia. Jest inne niż zawsze, słodkie i gęste jak budyń, tak ciepłe, że niemal parzy jej przełyk. Gorąca sperma płynie przez gardło prosto do żołądka, kiedy nagle ma wrażenie, że coś próbuje wciągnąć ją do figurki!
- To boli! - krzyczy. Rzeczywistość zaczyna zmieniać swój wygląd i zakrzywiać obraz niczym widok w gabinecie krzywych luster.
- O Boże co się dzieje?! - krzyczy głośno, kiedy nieznana siła wtłacza ją do figurki, a później do wielkiego, gwiezdnego tunelu. Jak przez mgłę przypomina sobie oglądany dawno temu ze starszym bratem film science-fiction z Jodie Foster, w którym główna bohaterka wyruszyła w podróż do innej galaktyki. Czuje się, jakby weszła w jej buty.
- A jeśli porwali mnie kosmici? - jest coraz bardziej przerażona rozglądając się dookoła. Pędzi z nieprawdopodobną prędkością obserwując konstelacje gwiazd i dziwacznych kształtów dookoła.
Gwałtowne hamowanie. Spadek w ciemność.

***



Ahh, w końcu! Po tylu latach cierpienia, samotności, potępienia, wycia do bezdennej pustki, poczucia beznadziei i bezsensu egzystencji.
Nareszcie będę wolny!
Odizolowany przez dwieście lat w tym cholernym kawałku drewna, wyposzczony niczym więzień w najbardziej strzeżonych czeluściach najniższego poziomu Domu.
Niedługo poczuję zapach wolności, niechże tylko się obudzi!
Wspaniały zapach młodego, kobiecego ciała. Nie mogłem się opanować, a ona dała się złapać jak rybka na haczyk.
Muszę jak najszybciej wrócić do Sigil, a później...
Zemścić się!
Zemścić za wszystkie krzywdy.


***



- Anka! Anka, obudź się!
Szatynka czuje bolesne uderzenia w policzki i otwierając powoli oczy z trudem próbuje zsynchronizować obie połówki obrazu. Zdenerwowana i blada twarz Ewy podwaja się i wielokrotnie powiela krążąc niczym obiekt UFO nad jej głową.
- Cco się sstało? - jąkając się ma niejasne wrażenie, że jej głos obniżył się nieco i brzmi... po męsku? Czemu do cholery leżę na podłodze?
- Anka, widzisz mnie? - przyjaciółka macha dłonią przed jej oczami.
- Widzę, zemdlałam? Kojarzę tylko, że zniknęłaś mi nagle z pola widzenia i...
Zawiesza się.
- Anka, co jest? - Ewka jest przestraszona - Uderzyłaś się w głowę?
Czy ja przed chwilą wzięłam do buzi fiuta z drewna, smakującego jak prawdziwy członek? - patrzy z niedowierzaniem na figurkę - który spuścił mi się w usta?
Z wysiłkiem podnosi się i zerka ponownie na drewnianego mężczyznę, który wydaje się być martwy jak głaz. Zdarzenie wygląda na kompletnie surrealistyczne i nierealne.
- Idziemy stąd, bo zaraz ktoś przyjdzie i będziemy miały przejebane - blondynka wyciąga ją za rękę ze sklepu.
Na zewnątrz szaleje burza, dziewczyny biegiem uciekają w kierunku Kolumny Zygmunta i przystanków tramwajowych.
Anka pędzi za przyjaciółką mając pustkę w głowie.
Co się tam stało? I gdzie ja byłam?
Odwaliło mi całkowicie - brać do ust drewnianego kutasa? To przez te głosy, nie mogłam się opanować. Biegnąc zdaje sobie sprawę, że w dalszym ciągu jest podniecona, a między nogami czuje mrowienie i napięcie.
Dziewczyny wpadają do tramwaju jadącego w stronę akademika i zajmują miejsca w pobliżu drzwi wejściowych. Szyby są zaparowane z powodu zamkniętych drzwi i wyłączonej klimatyzacji. Pojazd zaczyna toczyć się powoli w kierunku zachodnim w zacinającym deszczu.
Ania tępym wzrokiem patrzy się w szybę powoli dochodząc do siebie po szoku wywołanym zdarzeniem w sklepie.
Nie, to niemożliwe! Zemdlałam i miałam idiotyczny sen. Zaczyna śmiać się nerwowo na cały tramwaj.
- Na pewno dobrze się czujesz? - Ewa jest zaniepokojona - Anka, halo! Jest tam kto?!
- Tak, wszystko ok - powstrzymuje śmiech - chodź, wysiadamy.

***



Chyba byłem wyłączony dość długo, czerwone karety bez koni, gryfów i smoków? Tablice świecące własnym światłem? Kobiety ubrane tak skąpo, że na ich widok czuję mrowienie między nogami?
A może trafiłem do alternatywnej rzeczywistości w przyszłości? Jednej z miliona bram, ukrytych w Sigil?
To jest najmniej ważne.
Moja gospodyni cudownie pachnie, świeże ciało młodej dziewczyny gatunku ludzkiego, to coś, czego mi brakowało przez te setki lat samotności i katorgi.
Przez moment kiedy obudziła się byłem prawie pewien, że mnie wyczuła. Na szczęście jej przyjaciółka (która nawiasem mówiąc ma tak śliczną i jednocześnie wredną buzię, że diabelstwa z Sigil albo prostytutki z Wrót przy niej wyglądają jak amatorki) odwróciła jej uwagę i udało mi się skryć w głębi jej umysłu. Czuję, że ta dziewczyna jest biegła w ars amandi, gdyby nie fakt, że muszę stąd uciekać najprawdopodobniej poszalałbym sobie z nią ostro.
A może poszaleję?
Alternatywą pozostaje odwiedzenie jej we śnie, chociaż tego wolałbym uniknąć - jeśli mnie zapamięta (a zapamięta niemal na pewno) będzie przerażona i bezużyteczna.
A ja potrzebuję jej ciała.
No i muszę jak najszybciej znaleźć bramę, w przeciwnym wypadku moje pożądanie zacznie przechodzić na nią. I zrobi coś głupiego i nieodpowiedzialnego - na przykład puści się z plutonem żołdaków albo zacznie robić sobie dobrze w czerwonej karecie bez koni?
Dopóki nie przejdę razem z nią przez bramę jestem od niej uzależniony.
Być może będę zmuszony zaryzykować i ujawnić się, choć wolałbym tego uniknąć.


***



- Idziesz na tą imprezę? - Ewa wychodzi z łazienki.
- Nie wiem, zmęczona jakaś jestem - Anka ma w dalszym ciągu w głowie wydarzenia ze sklepu - poza tym nie mam ochoty widzieć się z tym lamusem.
- Karolem? - blondynka suszy włosy ręcznikiem - chyba się w tobie zakochał. Widziałaś te jego maślane oczy? Aniu to, Aniu tamto. Aniu przyjdziesz na imprezę? Aniu podać ci drinka? Aniu masz ochotę zatańczyć? Aniu chciałbym włożyć ci rękę w majtki.
- Ewka, zamknij się. Naprawdę kiepsko się czuję, chyba złapałam jakąś infekcję - blada wstaje i patrzy w lustro - wyglądam jak kupa, zobacz.
- Dobra, kładź się do łóżka, wytłumaczę cię, że jesteś chora - Ewa przytula ją i ogląda jej twarz - faktycznie chyba masz gorączkę, jesteś gorąca jak piec. Zostać z tobą? To tylko jakaś tam impreza, jedna z wielu.
- Dzięki - niemal dygocze kładąc się pod kołdrę - idź, dam sobie radę, a jakby było naprawdę źle będę dzwonić. Trzymaj telefon przy sobie i uważaj, dobra? Pierwszy raz od dawna wypuszczasz się na imprezę beze mnie.
- Bez ciebie to nie będzie to samo - przyjaciółka dotyka czule policzków przyjaciółki - będę się bawić za nas obie.

***



O Panie, ależ ona pachnie! A ta druga? Omal się nie wydałem, kiedy wyszła naga z łaźni obok, po dwustu latach abstynencji mój organ jest czujny niczym halabardnik przed królewską sypialnią, węch i słuch pracują na przyspieszonych obrotach - to chyba efekt nieaktywności przez tak długi czas.
Jej ciało rozpala gorączka, chyba nie najlepiej przechodzi przyjęcie cząstki mojej esencji. Początkowo nie wydarzy się nic poważnego, jutro obudzi się nieco obolała i niemal całkowicie zdrowa. Bardziej martwi mnie fakt, że nie mam pojęcia, gdzie znaleźć bramę. Moje pożądanie jest dla ludzi zaraźliwe niczym choroba i chcąc nie chcąc spowoduję, że jeśli w krótkim czasie nie przekroczymy wrót ona oszaleje i najprawdopodobniej umrze gubiąc nas oboje.
Mam mało czasu.


***



- Cii, ona śpi - w pokoju słychać ściszony, damski szept i odgłos zamykanych drzwi - Zdejmij buty w przedpokoju i trzymaj mnie za rękę żeby na coś omyłkowo nie wpaść.
- Już? - głos upewnia się, że jej towarzysz zzuł obuwie - no chodź pierdoło i uważaj bo wpadniesz na drzw...
- Ała! - głuche uderzenie rozlega się w pomieszczeniu i kobieta zaczyna rechotać pod nosem - na co miałem uważać?
- Nieważne, chodź tutaj - lampka zapala się i Ewa siada na łóżku - Pokaż głowę - ogląda jego czoło - będzie guz jak się patrzy. Poczekaj tu na mnie chwilę.
W pomieszczeniu rozlega się stąpanie po miękkiej powierzchni dywanu, z kuchni dochodzi do niego brzęk szkła i zamykanych drzwi od lodówki. Dziewczyna wraca z półlitrową butelką wódki, sokiem pomidorowym i dwoma szklankami. Jedną z nich napełnia w połowie alkoholem, drugą czerwonym płynem, a zmrożoną butelkę przykłada do stłuczonego czoła swojego towarzysza.
- Potrzymaj ją chwilę, rano będzie mniejsza opuchlizna - siada naprzeciw niego na łóżku i zdejmuje sweterek. W pokoju rozlega się nerwowe przełkniecie śliny w przełyku chłopaka, kiedy jej piersi kołyszą się pod białą bluzeczką.
- Za udaną imprezę - uchyla przed nim szklankę i krzywiąc się wypija prawie połowę. Jego oczy rozszerzają się w niemym podziwie. Ewa czuje w gardle palący alkohol, przesuwający się w stronę żołądka, zabija jego smak łykiem soku pomidorowego i oddaje obie szklanki blondynowi.
- Za udaną imprezę - jej towarzysz odstawia butelkę na pobliską komodę i dwoma głębokimi haustami opróżnia szklankę z białym płynem do dna, po czym bierze kilka łyków popitki zostawiając osad na dnie szklanki.
Czuje, jak świdrujące spojrzenie niebieskich oczu bada jego ciało, przesuwając się wzdłuż barków, torsu w dół na krocze.
- Świderski, może przestaniesz gapić się na mnie i w końcu zaczniesz? - uśmiecha się pod nosem i zaczyna rozpinać guziki bluzeczki.
- Zaczniesz co? - z szeroko otwartymi oczami chłonie każdy odsłaniający się milimetr kobiecych kształtów.
- Rozbierać się matołku. Myślałeś, że zaciągnęłam cię tu, żeby uczyć się filozofii? - Ewa jest już w samym biustonoszu i koronkowych, czarnych majtkach - Mam nadzieję, że masz gumki bo bez nich nie pozwolę ci się dotknąć. A teraz chodź tu i zajmij się mną zanim się rozmyślę...

***



- A teraz chodź tu i zajmij się mną zanim się rozmyślę... - Ania przewracając się z boku na bok słyszy szept przyjaciółki. Ta mała zbereźnica znowu przyciągnęła tu sobie kogoś, a ja muszę spać, spać, spać...

Znajduje się w budynku uczelni, ubrana w szkolny mundurek, z krótką, obcisłą, granatową spódniczką odsłaniającą uda niemal do połowy, białą, damską koszulą, granatowym krawatem i białymi getrami za kolana. We włosy ma wplecioną białą wstążkę. Krocząc przed siebie słyszy stukot butów na wysokim obcasie. Zatrzymuje się i spogląda w odbicie szybie. Pod koszulą rysują się drobne piersi, a spod spódnicy wystają napięte, perfekcyjne uda.
- Wyglądam jak studentka -nimfomanka, jak szkolna zdzira, jak tania kurewka, szukająca okazji, żeby któryś z belfrów podciągnął jej kieckę, zerwał majtki i zerżnął. Pieprzył ostro na stole w pokoju nauczycielskim albo w szkolnym kiblu po godzinach zajęć - uśmiecha się do siebie. Mocny makijaż podkreśla charakterystyczne rysy dziewczyny - wąskie usta, wydatne policzki i duże, szare oczy. Ania przegląda się sobie jeszcze chwilę, wkłada palec wskazujący do ust i przygryza zębami w prowokacyjnej pozie.
- Nieźle, Rakowski na pewno na ciebie poleci - uświadamia sobie, że stoi niemal przed jego gabinetem. Bez zastanowienia nad zamiarami rusza w kierunku drzwi i zdecydowanie naciska klamkę.
Profesor siedzi za biurkiem, ma założone okulary, słuchawki na uszy i jest tak pogrążony w lekturze, że nie zwraca uwagi na niespodziewanego gościa. Stukot obcasów dziewczyny tłumi gruby dywan, leżący na podłodze gabinetu. Ania pewnym siebie krokiem podchodzi do biurka i siada na nim bokiem zakładając nogę na nogę. Kusa spódniczka podsuwa się do góry odsłaniając kawałek pośladka. Opiera się prawą ręką o biurko bębniąc w blat długimi, czerwonymi paznokciami.
- Ekhm... - zniecierpliwiona brakiem reakcji ze strony profesora głośno chrząka. Rakowski unosi wzrok i gwałtownie odsuwa się na biurowym krześle na kółkach niemal przewracając się razem z nim. Słuchawki spadają na podłogę, a mężczyzna z trudem łapie równowagę omal nie opadając tyłkiem na dywan.
- Aniu, co tu robisz? Powinnaś być na zajęciach. I co to za strój moja droga? Zdecydowanie nieodpowiedni do pojawienia się w nim w budynku uczelni.
- Oczywiście panie profesorze, doskonale zdaję sobie z tego sprawę - nogi dziewczyny przechylają się w jego kierunku i Rakowski odruchowo zerka na podwiniętą spódniczkę.
- Proszę cię, żebyś natychmiast opuściła to pomieszczenie! Puszczę w niepamięć twoje zachowanie i prowokacyjny strój, ale musisz stąd zniknąć. W tej chwili!
Dziewczyna patrzy na niego bez słowa kilkanaście sekund, po czym wstaje i kieruje się w stronę wyjścia.
- Dziękuję - profesor siada przy biurku i nie patrząc na nią zakłada słuchawki i zagłębia się ponownie w lekturę.

Kilkanaście sekund później instynktownie czuje zbliżającą się postać, która nie daje mu możliwości podniesienia wzroku. Dłoń postaci chwyta go za krawat i wpija się w jego usta głębokim pocałunkiem wpychając język do środka. Rakowski otwiera szeroko oczy widząc z najbliższej odległości powiększone źrenice i szare tęczówki studentki. Ania przerywa pocałunek i stawia nogę na krześle, niemal wbijając ciężkie buty w jego krocze.
- Pocałuj tutaj - wskazuje palcem na kolano.
- Panno Marczak, to ostatnie ostrzeżenie! - zaczyna tracić nad sobą kontrolę. Co ta mała nimfomanka wyprawia?
- Panie profesorze - dziewczyna nachyla się nad nim i przejeżdża mokrym językiem po jego wargach - proszę sobie ze mnie nie żartować. Ktokolwiek wszedłby teraz do gabinetu miałby pan przesrane. Ja być może wyleciałabym z uczelni, ale zeznałabym, że próbował mnie pan zmusić do seksu w zamian za dobrą ocenę semetralną, a w dodatku - uśmiecha się szyderczo - kazał mi pan się przebrać w strój szkolnej kurewki i paradować w nim przed sobą w gabinecie uczelnianym. Za molestowanie studentki dostałby pan wilczy bilet na każdą szkołę wyższą w tym zapyziałym kraju i jedyne miejsce gdzie mógłby pan uczyć to wiejska szkółka niedzielna na zadupiu w Bieszczadach. O! Mógłby pan pierdolnąć wszystko i jechać w Bieszczady! - śmieje się z własnego dowcipu.
- Więc - zaczyna bawić się guzikiem jego koszuli, który odpina, a za nim po chwili następny - oczekuję, że pocałujesz mnie tam, gdzie przed chwilą ci wskazałam, i zrobisz to co ci każę, a ja dam ci tak nieprawdopodobną rozkosz, jakiej jeszcze nie zaznałeś w swoim nędznym, erotycznym życiu, Mareczku. Masz mnie pocałować! O tu! - wskazuje palcem na czubek kolana.

No to jestem w dupie, głębokiej i pełnej rzadkiego gówna - to jedyne o czym jest w stanie pomyśleć profesor i mimo oczywistego kiepskiego położenia jest coraz bardziej podniecony sytuacją. Ta mała ladacznica chce się ze mną rżnąć, dostanie to czego chce, a później się z nią policzę - nic nie mówiąc nachyla się i składa delikatny pocałunek w czubek kolana.
- Mhm, nieźle, ale to było preludium, teraz tutaj - Ania dotyka nieco wyżej po wewnętrznej stronie ud, a Rakowski podążą za jej dłonią - i tu i tu - jego głowa przesuwa się coraz wyżej i wyżej, aż w końcu dociera do koronkowych, czarnych stringów.
- Źle - ostry głos przywraca go do pionu i w pokoju rozlega się plask uderzenia ręką w twarz - Mówiłam, że będzie kara jeśli się nie spiszesz? Masz być delikatny, czuły i ostrożny, zrozumiano?
Rakowski nic nie mówiąc potakuje głową.
- Dobrze, teraz tu - Ania dotyka materiału - tylko ostrożnie, jeśli wykonasz nieprawidłowo polecenie to znowu cię ukarzę.
Dziewczyna czuje ciepły oddech belfra i palce zsuwające z niej majtki. Unosi nieco pupę, podciąga wyżej sukienkę i rozkłada nogi. Rakowski bez ostrzeżenia wjeżdża w nią językiem, co powoduje pełne napięcia jęknięcie, a jej ręce chwytają go za głowę i pociągają za włosy.
- Mhm, nieźle. Trochę wyżej, wyczujesz maleńki guziczek językiem. Masz się nim zaj... - nerwowy spazm połączony z krzykiem wstrząsa jej ciałem - Ohh, tak dobrze! - język jak stado pracowitych mrówek w gnieździe oplata i wykonuje szalone ruchy wokół. Odchyla głowę do tyłu i zamyka oczy.
- Tak jest dobrze, nie przerywaj - urywanym głosem wydaje polecenie szarpiąc go za włosy, zaczyna poruszać biodrami i pojękiwać coraz głośniej w rytm ruchów. Język profesora oplata jej najbardziej czułe miejsca, a usta wysysają i zlizują wszystko co z niej wypływa.
Wreszcie jego palec wsuwa się w nią, a dziewczyna unosi się na rękach i mając w oczach niemą prośbę o więcej zaczyna szczytować z narastającym jękiem zmieniającym się w krzyk.

- Profesorku, spisałeś się - otwiera po krótkiej chwili oczy - pokaż co tam masz - klęka przed nim i rozpina rozporek spodni. Członek uwolniony z dużą siłą niemal uderza ją w twarz.
- Co on jest taki nerwowy? - Ania uśmiecha się i zsuwa spodnie do kostek. Opuszkami palców dotyka podbrzusza, drapie je paznokciami jednocześnie całując i liżąc okolice krocza.
- I jak Mareczku, dobrze ci? - spogląda na niego wysuwając język - Chcesz jeszcze?
- Tak - głos Rakowskiego jest chrapliwy i naznaczony ciężkim oddechem - zerżnę cię w usta, perwersyjna, mała dziwko.
- Nieładnie jest tak mówić o swojej najlepszej studentce - Ania droczy się z nim muskając czubkiem języka wędzidełko i wierzch główki - A może chcesz, żebym przestała?
- Zamknę ci w końcu tą wygadaną buzię - chwyta ją za włosy i nadziewa jej gardło na siebie. Porusza się gwałtownie przez chwilę po czym wyjmuje go całego ociekającego jej śliną, przyciąga ją za krawat i całuje głęboko.
- Czułaś go, młodociana ladacznico? Zaraz poczujesz go jeszcze głębiej, w sobie - zmusza ją do ponownego uklęknięcia i siłą wpycha go z powrotem do ust wsuwając i wysuwając z niej ponad połowę jego długości. Ania krztusi się, a po jej policzkach płyną łzy. Kiedy Rakowski wyjmuje go po raz drugi zaczyna ciężko łapać powietrze.
- Noo, Mareczku, to było całkiem niezłe - wstaje, ociera rozmazany tusz z twarzy i podciągając sukienkę wypina tyłeczek - a teraz wiesz co masz zrobić? Zerżnij mnie z takim samym zaangażowaniem, jakie przed chwilą wykazałeś gwałcąc moje gardło - Ała! - krzyczy czując uderzenie dłonią w pośladek - To bolało!
- Miało boleć! - Rakowski jeździ członkiem wzdłuż jej warg wsuwając koniuszek główki, co powoduje każdorazowo jej drżenie i cichy jęk - to kara za twoje dzisiejsze zachowanie.
Drugi klaps, tym razem mocniejszy lądujący na prawym pośladku rodzi w ustach dziewczyny kolejny krzyk, który po chwili zamienia się w głośny jęk, gdy główka zagłębia się w jej rozpalone wnętrze, a członek wjeżdża w nią niemal po nasadę.
- Ale twardy! No już, zacznij się końcu ruszać! - dopinguje go i ciężko wzdycha, gdy uda Rakowskiego zaczynają obijać w szybkim tempie jej pośladki. Każda fałdka, zagłębienie i wypukłość na nim daje przyjemne uczucie w środku, dziewczyna aby ułatwić mu zadanie kładzie się na biurku, a profesor łapie ją za biodra i mocno nabija na siebie wsuwając go niemal do końca.
- Odwróć mnie na plecy i skończ w środku - prosi go urywanym oddechem, na co on wychodzi z niej i z dużą siłą w rękach obraca ją w powietrzu po czym ostro atakuje członkiem.

Ania pojękując spod zmrużonych oczu obserwuje jego silne dłonie i biodra poruszające się między jej nogami. Kieruje wzrok na twarz.
Oczy profesora mają dziwnie chory, czerwony kolor, a jego usta wykrzywiają się w bolesnym grymasie. Dziewczyna zauważa, że na głowie pojawiają się dwa wypuklenia, a jego oddech jest głośniejszy i nieco niższy.
Wreszcie czuje, jakby jego organ, który był nabrzmiały i gorący zmienił się w wielki, lodowaty sopel.
- Marek, co się z tobą dzieje? - pyta zaniepokojona - Przestań natychmiast! - krzyczy i ucieka z niego.
Między nogami wypełnia ją pustka, spogląda w dół i z przerażenia zamiera jej oddech. Członek profesora jest gigantycznej wielkości, ma rozdwojoną główkę i najwyraźniej w pełni samodzielny - próbuje wrócić w miejsce, z którego przed chwilą brutalnie go usunięto.
- O Boże, co to jest? Co się dzieje?! - krzyczy głośno i po chwili...

***



Budzi gwałtownie zrywając się i rozgląda się dookoła. Zaczyna świtać. Pod ścianą naprzeciw śpi tyłem do niej Ewa, przytulona do blondyna, którego twarzy nie jest w stanie dostrzec.
Opada na poduszkę.
Co za koszmarny sen.
Z początku nawet przyjemny, chociaż sama przed sobą przyznaje, że nie ma pojęcia, skąd wzięła się jej chęć do bicia i przyjmowania klapsów. Rakowski podoba się jej, ale żeby od razu tak wejść do jego gabinetu, rozłożyć nogi i...
To tylko koszmar. Na szczęście. Rano wszystko będzie dobrze.
Spać, spać, spać...

***



Rakowski pali papierosa siedząc na plastikowym krześle, ustawionym w rogu balkonu. Przed chwilą obudził się z koszmaru, który był początkowo bardzo przyjemnym snem erotycznym z udziałem jego i... najlepszej studentki z roku. Do tego stopnia przyjemny, że kiedy otworzył oczy poczuł mokrą plamę na bokserkach.
Nie miał polucji od kiedy?
Sam nie pamięta.
Uprawia z żoną regularnie seks i raczej nie ma powodów, aby narzekać na jej zaangażowanie.
Ale ta mała.
Anna Marczak.
Zachowywała się jak przebiegła, sprytna kurewka. Zaszantażowała go, a później uwiodła i kazała się przelecieć.
Najgorsze jest to co nastąpiło na końcu i przez co do tej pory trzęsą mu się ręce.
Czuł, jak wnika w niego jakaś nieznana, mroczna i bardzo zimna siła. Tak zimna, że gdyby pozostała w nim jeszcze chwilę jego dusza, jego jestestwo zamarzłoby bez szans na powrót do rzeczywistości. Sen był bardzo realny i przez chwilę czuł się jakby uczestniczył w zainscenizowanym na swoje potrzeby zdarzeniu, ukrytej porno -kamerze lub podobny programie.
Gasi papierosa w popielniczce w blasku wschodu słońca i wraca do sypialni w objęcia żony.
Anna Marczak.
Trzeba będzie ją dzisiaj sprawdzić.
Tak na wszelki wypadek.

***



O Panie Piekielny i Książę Dziewięciu Czeluści! Omal się nie wydałem! Przez własną głupotę i brak kontroli nad żądzami!
Moja gospodyni zdecydowanie chce, aby jej belfer włożył w nią co nieco, a on też nie jest obojętny na jej wdzięki. Ta dwójka ściągnęła wzajemnie swoje sny i spotkali się w bardzo rzeczywistej scenie. Tak rzeczywistej, że sam się w nią nieświadomie zaangażowałem i niemal nie doprowadziłem do tragedii!
Głupiec ze mnie! Niepohamowany i lekkomyślny głupiec!
Gdybym zostawił w niej swoją esencję rano najprawdopodobniej nie obudziła by się, albo obudziła w stanie, w którym Pierwszacy określają jako katatonia.
Szczęśliwie moja gospodyni nawet we śnie jest czujna i w ostatniej chwili pozbyła się mojego przyrodzenia ze swojego wnętrza.
Podziękuję ci za to, o Pani w swoim czasie.

***



- Boże, wszystko mnie boli - Anka z trudem podnosi głowę z poduszki na dźwięk budzika. Na prześcieradle widnieje wielka plama potu, a jej koszulka nocna jest mokra jakby dziewczyna przed chwilą wyszła z kąpieli.
Sen, który nawiedził ją nad ranem wydaje się być niczym więcej niż przebrzmiałym koszmarem. Oczywiście pamięta z niego większość szczegółów, ale to co przerażało jeszcze kilka godzin temu w tej chwili wzbudza jedynie uśmiech.
- Chyba trochę ze mną lepiej niż wczoraj - rozgląda się po pokoju, który wygląda jak po przejściu apokalipsy. Na podłodze leżą porozrzucane od wejścia do łóżka ubrania, których ścieżka prowadzi wprost do łóżka Ewy, klamkę drzwi wejściowych ozdabia czarny, koronkowy biustonosz, a na lampce przekrzywione stringi zasłaniają głowę żyrafy z abażura.
Na posłaniu przytuleni do siebie i przykryci kołdrą śpią jej najlepsza przyjaciółka i... Karol!
Ania zakrywa usta i zaczyna się bezgłośnie śmiać.
Ewka, ty przebiegła diablico!
A niech cię, robiliście to tutaj, kiedy ja spałam?!

Trzeba ich obudzić.
Ale że z Karolem?!
- Ewka! - Ania trąca jej ramię - wstawaj! Za półtorej godziny mamy wykłady.
- Mhm, daj mi spokój sadystko - blondynka najwyraźniej nie ma najmniejszej ochoty na poszerzanie wiedzy - nigdzie nie idę.
- Pierwsze zajęcia są z Rakowskim. Chcesz udupić semestr? On notuje, kto pojawia się na wykładach i bierze to pod uwagę na koniec.
- Nie idę, mam to w głęboko w czterech literach!
- Jeśli za dziesięć sekund nie otworzysz oczu wyleję na ciebie miskę lodowatej wody.
Cisza.
- Dobrze, sama tego chciałaś - rusza do kuchni.
- No dobra, już się podnoszę - Ewa z trudem otwiera lewe oko i zerka w kierunku szatynki.
- I obudź przy okazji swojego lowelasa - Anka nie może powstrzymać się od wbicia szpili.
- Wal się Marczak! Po prostu weź duży rozbieg i pierdolnij baranka w ścianę! Jak ty mu obciągałaś to było dobrze, tak? A jak ja chcę się zabawić to już jest źle. Pierdolona hipokrytko! - Ewa próbuje wstać i natychmiast opada głową na poduszkę - O Boże, moja głowa! - jest blada jak młynarz.
- Muszę się wykąpać, za godzinę wychodzę i nie czekam na ciebie.
- Najlepsza przyjaciółka i zero empatii - blondynka opada z powrotem na poduszkę - Karol? Karol! - Trąca śpiącego obok niej chłopaka - Wstawaj i wynoś się! Muszę się przyszykować do wykładów i nie mam ochoty oglądać z rana twojej skacowanej gęby!

***



Fantastyczna sprawa! Rurka, z której leci woda! Ciepła, zimna, jaką sobie tylko życzysz! Kręcisz magicznymi kółkami w ścianie i woda jest taka jaką chcesz.
I ta miękka szata, w którą moja gospodyni wyciera swoje młode, jędrne ciało. Szczoteczka do zębów, która sama myje bez potrzeby ruszania dłonią, walec z którego wylatuje pachnący dymek na jej ciało. Znam perfumy, ale ten walec to coś kompletnie nowego. Moja gospodyni mówi na to dezodorant. Dziwaczna nazwa.
Świat zmienił się drastycznie przez dwieście lat, kiedy spałem.

Dobra wiadomość jest taka, że podświadomie czuję gdzieś niedaleko obecność drzwi. I to w miejscu, gdzie moja gospodyni już była. Żywię ogromną nadzieję, że uda się w to miejsce w przeciągu kilku najbliższych dni. W przeciwnym wypadku... no cóż, w wyniku mojego oddziaływania na jej psychikę początkowo zamieni się w małą nimfomankę i będzie kopulowała z każdym dostępnym pod ręką fallusem. Zajeździ najpierw właścicieli wszystkich kutasów w okolicy, później zwariuje, a na koniec najprawdopodobniej umrze.
W wyjątkowych wypadkach i bardzo rzadko zdarza się, że ludzka samica zmienia się w... coś co jest żeńskim alter ego mnie. Musi być wyjątkowo utalentowana w materii uprawiania miłości, a jej dusza powinna być skażona cząstką czerni.
W tej młódce wyczuwam talent i to naprawdę duży, jest też nieco dziwna i ukrywa coś bardzo głęboko, do czego nie mogę dotrzeć. Coś co sprawia, że jej dusza nabiera mrocznej poświaty.
Jedynym ratunkiem dla niej (a przy okazji też dla mnie) jest znalezienie drzwi.
Sam się sobie dziwię, że jestem tak spokojny w obliczu zbliżającej się mojej potencjalnej zagłady, ale jeśli pomyślę o kolejnych dwustu latach w drewnianej figurce lub innym, zimnym i równie ponurym miejscu, uwięziony kompletnie bez czucia?
Możliwości ruchu i spełniania swoich żądz?
Wolę odejść na zawsze.

A czy ona mogłaby stać się żeńską wersją demona pożądania?
Nie wiem, naprawdę nie mam pojęcia...


***



- Anka, znowu jesteś blada tak jak wczoraj - przyjaciółka ogląda jej twarz czekając na rozpoczęcie zajęć w sali wykładowej - może to ciąża?
- Jesteś głupsza od nogi stołowej, Nowak - szatynka ma ochotę wyjść i zwymiotować przed salą - źle się kurwa czuję, a ty zamiast pomóc mi to jeszcze robisz sobie ze mnie jaja!
- Ale ja mówię poważnie Słonko, sprawdzałaś?
- Jesteś naprawdę nienormalna, dla twojej informacji - nie, nie jestem w ciąży i nie zamierzam być! Tydzień temu skończył mi się okres, a dziś czuję się, jakbym złapała jakiegoś paskudnego wirusa. Myślałam rano, że już mi przeszło, ale w drodze na zajęcia znowu źle się poczułam.
- Słuchaj, może idź do Rakowskiego i po prostu mu się pokaż? Kiedy cię zobaczy nie będzie miał wyjścia. To nie jest na szczęście świr i zrozumie, że jesteś chora.
- Chyba tak zrobię, naprawdę nie dam rady.

- Panie profesorze - Anka znowu czuje gorączkę buchającą z jej ciała.
- Tak Aniu? - Rakowski podnosi wzrok i patrzy na nią badawczo. Ciekawe, czy ona również miała sen w nocy? Tak realistyczny jak on?
- Bardzo źle się od wczoraj czuję, chyba złapałam jakiegoś wirusa. Czy mogę prosić o zwolnienie z zajęć? Wezmę notatki od Ewy.
Profesor bez słowa wpatruje się w jej bladą i spoconą twarz.
- Dobrze, idź. Nie wezmę pod uwagę przy wystawianiu oceny Twojej nieobecności dzisiaj - odpowiada po chwili - udostępnię ci materiały z wykładu, żebyś nie musiała korzystać z wątpliwej jakości notatek swojej przyjaciółki. Zostaw mi na kartce swój adres e -mail i zmykaj bo faktycznie nie za dobrze wyglądasz.
- Bardzo panu dziękuję - dziewczyna uśmiecha się słabo i zamierza wyjść.
- Aniu?
- Tak, panie profesorze?
- Uważaj na siebie i... - patrzy jej prosto w oczy - może zamów taksówkę? Widać, że coś poważnego ci dolega, chyba się nie wyspałaś - podkreśla ostatnie słowo - Lepiej, żebyś jak najszybciej znalazła się w domu.
- Dziękuję jeszcze raz - Anka uśmiecha się po raz kolejny i wychodzi z sali.

Czy on...?
Nieee, Rakowski?
Próbował dać mi coś do zrozumienia? Czy to możliwe, że jemu również...? Śniło się to samo???
- Idiotka - mówi do siebie głośno i zaczyna się śmiać. Po chwili wyjmuje telefon z torebki i wciąż rechocząc wybiera numer do korporacji.

***



Teraz jadę innym rydwanem, mniejszym i bardziej luksusowym. Dowiedziałem się, że moja gospodyni ma na imię Anna i jest uczennicą nazywaną w tych czasach studentką w ogromnej szkole z setkami innych jej podobnych uczniów. Ten belfer patrzył na nią takim wzrokiem, jak ja czasem patrzyłem samice, które były moim potencjalnym celem.
Pan profesor ma równie dużą ochotę na swoją studentkę, jak ona na niego.
To może być dla ich obojga ciekawe i pouczające przeżycie. No chyba, że do tego czasu Anna oszaleje i zacznie kopulować z połową miasta.
Wtedy będzie za późno. Dla nich i dla mnie.

***



Anka ma niejasne wrażenie, jakby w jej głowie co jakiś czas rozlegał się bardzo cichy szept. Podobnie czuła się, kiedy będąc dzieckiem zasypiała w pokoju w domu i słyszała rodziców prowadzących dyskusje na dole w kuchni. Nie rozumiała znaczenia słów, ale była pewna, że ktoś je wypowiada.
Oszalałam - czuje, że ma coraz wyższą gorączkę - zaczynam majaczyć z powodu choroby, jest mi słabo i chce mi się wymiotować. W dodatku taksiarz jest obleśnym zbokiem i ciągle wybałusza gały w moje cycki.
- Mógłby się pan pospieszyć i skoncentrować się na drodze? - wydaje się jej, jakby słowa przez nią wypowiadane należały do obcej osoby.
Kierowca ze złośliwym uśmiechem odwraca wzrok w kierunku samochodów jadących przed nim i skręca w kierunku Placu Narutowicza.

***



Anna Marczak, lat 21, studentka trzeciego roku psychologii stosowanej. Wybrała specjalizację psychologia kliniczna.
Rakowski odkłada akta dziewczyny na biurko. Jako kierownik katedry psychologii ma dostęp do dokumentów wszystkich studentów.
Piękna dziewczyna, bardzo utalentowana i inteligentna. Co prawda nieco wulgarna, ale to najprawdopodobniej wpływ jej przyjaciółki, z którą się zadaje. Ewy Nowak.
Zaskoczyła go wielokrotnie swoją błyskotliwością, zarówno w trakcie wykładów, zadając celne pytania i udzielając trafnych odpowiedzi, jak i pisząc kolokwium całoroczne, z którego jako jedyna studentka otrzymała najwyższą ocenę.
Co ty masz w głowie, Anno?
A ty, profesorku? Podoba ci się, prawda? Nie powinieneś tak o niej myśleć, to twoja studentka, młodsza o dobre dwadzieścia lat, ale gdyby stanęła tu teraz przed tobą nago? Byłbyś w stanie powstrzymać się od wzięcia jej?
Tu, na biurku, gwałtownie i namiętnie?
Byłbyś?

***



Nie jest dobrze, za chwilę się obudzi i poczuje głód. Głód pożądania i męskich pieszczot, głód który będzie rósł i rósł, aż w końcu doprowadzi ją na skraj spirali kierującej w otchłań szaleństwa.
Co robić? Jak jej pomóc?
Drzwi muszą być gdzieś niedaleko, wyczuwam w jej umyśle, że przebywała kilka razy w ich pobliżu nie zdając sobie sprawy, że obok jest przejście do innych światów. Światów, o których Pierwszacy nie mają najmniejszego pojęcia, a jeśli mają to ich świadomość wypiera tą wiedzę i wpycha w najgłębsze zakamarki umysłu.
Gdyby wykorzystać ich potencjał byliby wiodącą siłą we Wszechświecie i mogliby dorównać nam, istotom z Niższych Sfer. Ale oni wolą zatracać się w poszukiwaniu dóbr doczesnych zamiast skupić swoją wolę i poszukiwania na rozwoju duchowych umiejętności.
Szkoda, zwyczajnie szkoda.


***



Popołudniowe światło, wpadające przez uchylone nad łóżkiem okno razi Anię prosto w oczy niemal oślepiając ją i powodując mroczki przed oczami. Dziewczyna z przemokniętą od potu koszulką z trudem podnosi się z łóżka mrugając oczami i próbując rozejrzeć się po pomieszczeniu.

Ewki jeszcze nie ma, zajęcia skończyły się jakąś godzinę temu - spogląda na zegarek. Jej ciało drży niczym w delirium mimo że gorączka ustąpiła i czuje się dużo lepiej niż rano. Kręci jej się w głowie, kiedy stawia najpierw prawą, a po chwili lewą nogę na dywanie obok łóżka próbując złapać równowagę.

Zimny prysznic, to mnie uratuje - kieruje się w stronę łazienki i odkręca wodę. Lodowate krople spadające na drobne ciało powodują gęsią skórkę, jednocześnie przyjemnie chłodząc i rozjaśniając umysł. Zmienia proporcje i więcej ciepłej wody wypływa ze słuchawki prysznica, która kieruje się w stronę piersi i brzucha.
- Mhm - ciche mruczenie wydobywa się z jej ust, kiedy kilka kropelek wody spada niedaleko jasnych włosków między nogami. Zamyka oczy i palec prawej ręki kieruje się za spadającymi coraz większym strumieniem kroplami wody.
Nie wiedzieć czemu w jej myślach pojawia się nagle Rakowski.
Profesor.
Podoba jej się, mimo że nie chce tego przed sobą przyznać. Kiedyś w trakcie jednej z imprez odkryła jedną z koleżanek namiętnie pieprzących się ze studentem z piątego roku. Widok obijających się o siebie ciał i odgłosów wydawanych przez oboje kochanków tak ją rozgrzał, że uciekła do toalety i oddała się namiętnościom. W samotności. Wystarczyło kilka ruchów palcem w środku i doszła bezgłośnie z otwartymi ustami i zamkniętymi oczami
W trakcie marzyła o tym, żeby Profesor kochał ją niczym damę i królową dworu. Pragnęła, by jego język penetrował miękkie wnętrze i napięty guziczek między nogami, chciała przyjąć go w sobie i objąć szczelnie. Czuć, jak wybrzuszenia i wgłębienia na jego członku rozpychają jej ciepłe i śliskie wargi.
O tak, Profesorku! Chciałabym, żebyś zerżnął mnie ostro, tak ostro jak tylko potrafisz.
Palec Ani bezwiednie kieruje się w kierunku rozgrzanego miejsca i wsuwa się w nie poszukując najbardziej czułego punktu. Dziewczyna jest bardzo rozpalona i nie zdaje sobie sprawy z faktu, że szczyt rozkoszy nadchodzi i dotrze do jej ciała w tempie pociągu TGV.
Słuchawka prysznica upada na podłogę, prawą ręką chwyta się za twardy sutek piersi i mocno ściska, a lewa dłoń porusza się w gwałtownie w górę i w dół między nogami.
- Ohh! - cichy jęk wydobywa się z jej ust - zaczyna drżeć i zamyka oczy - tak, włóż go we mnie, proszę!
Oczami wyobraźni widzi wsuwającego się i wysuwającego z niej Rakowskiego. Palec przesuwa się w szalonym tempie, jej twarz wykrzywia się w spazmie.
- Teraz! - krzyczy głośno i osuwa się na podłogę ciężko dysząc. Jej ciało ponownie ogarnia gorączka.

***



Jest źle! Jest naprawdę niedobrze!
Pierwsze symptomy już się pojawiły, jeśli w przeciągu kilku godzin nie znajdę bramy oboje jesteśmy zgubieni. Jeśli wpadnie z narkolepsję będzie ciężko ją z niej wyrwać. Tylko uprawianie miłości we wczesnej fazie stanu może chwilowo opóźnić proces.
Aniu, wstań i pomóż sobie i mnie!


***



- Aniu wstań i pomóż sobie i mnie!
Dziewczyna otwiera oczy i rozgląda się dookoła.
Boże, co się ze mną dzieje? Zemdlałam masturbując się i myśląc o Rakowskim! Mam cały czas ochotę na seks. To jakaś matnia!
Z trudem podnosi się z podłogi, zakręca wodę i wychodzi z kabiny prysznicowej. Frotowy ręcznik mile muska jej rozpaloną gorączką pożądania skórę. Spogląda w lustro. Oczy są przeszklone jak w trakcie choroby, ma wypieki na twarzy i wciąż czuje pożądanie. Coraz większe i większe. Szczyt, który osiągnęła przed chwilą nie pomógł rozładować napięcia, a wręcz je wzmocnił. Ręcznik muska miejsce między nogami, które promieniuje bolesnym głodem za pieszczotami i wręcz domaga się kolejnych.

Muszę stąd wyjść bo zaraz oszaleję. Tylko dokąd? - zastanawia się zakładając ubranie - Przecież nie pojadę do szpitala i nie powiem, że mam gorączkę, bo chce mi się cały czas rżnąć?
Ewka mnie wyśmieje i każe się napić albo coś zapalić.
Wiem.
Uczelnia. Może Rakowski będzie w stanie mi pomóc? Jest inteligentny, oczytany i chyba mnie lubi. Tak, na pewno mnie lubi. Tylko jak mu wytłumaczę mój stan?
Wymyślę coś po drodze. Nie ma czasu do stracenia.
Jadę.

***



I znowu ten mały rydwan, tym razem trochę inny. Od kierującego pojazdem czuć pot, co chwila zerka w lustro zawieszone nad jego głową omiatając pożądliwie wzrokiem Annę.
Moja gospodyni jest na skraju. Skraju wpadnięcia w stan erotycznego snu, jeśli się mu podda i pozostanie w nim przez kilka godzin - nie mamy szans.
Oby zdążyła dotrzeć do pomieszczenia z drzwiami.


***




- Tak Ewo? - dochodzi siedemnasta i profesor powoli zbiera się do wyjścia.
- Niepokoję się o Ankę, panie profesorze - Ewa stoi w drzwiach do gabinetu - dzwoniłam do niej, ale nie odbiera. Wyglądała na poważnie chorą, sam pan ją widział. Wiem, że kiedyś pomógł pan innej studentce, która zachorowała, może mógłby pan sprawdzić, co dzieje się z moją przyjaciółką?
- Ewo, nie jestem lekarzem. Jeśli twoja przyjaciółka źle się czuje powinnyście pojechać do szpitala. A przypadek o którym mówisz to nie była choroba tylko gwałtowne zachłyśnięcie, a ja zastosowałem to czego nauczyłem się w trakcie zajęć o pierwszej pomocy. Nie mogę wam pomóc mimo najszczerszych chęci. Jedź do domu i sprawdź co dzieje się z Anią.
- No dobrze - blondynka wygląda na zrezygnowaną i opuszcza gabinet.
Głupi, nadęty kutas! Sama sobie poradzę.

***



Zuch dziewczyna, trzyma się, ale nie wiem jak długo.
Drzwi są gdzieś blisko, czuję je tak wyraźnie jak jej zapach, kiedy uprawiała samogwałt i szczytowała całkiem niedawno. Przechodząc przez nie wyleczy swoje ciało z choroby.
I wreszcie będę wolny.
Wolny i rządny zemsty za to, czego doznałem.
Strzeż się Rodericku!


***



- Aniu, co tu robisz? Kilka minut temu szukała cię Ewa. Nie mogła się do ciebie dodzwonić - Rakowski gotowy do wyjścia stojąc za biurkiem ze zdziwieniem spogląda na dziewczynę, która zamknęła drzwi do gabinetu i zbliża się w jego kierunku.
- Panie profesorze - jej twarz jest zaróżowiona, a oczy płoną niczym pochodnie - chciałam panu o czymś ważnym powiedzieć.
- Czy to nie może zaczekać do jutra? Właśnie wychodzę do domu.
- Nie może - staje przed nim, niższa od niego o głowę i patrzy mu zamglonym wzrokiem w twarz - pragnę pana od zawsze. I chcę, żeby kochał się pan ze mną, tutaj i teraz. Proszę - chwyta go za krawat i wyciska gorący pocałunek na jego ustach.
- Co się z tobą dzieje? Jesteś najwyraźniej poważnie chora - głos Rakowskiego drży, kiedy udaje się mu wyrwać z jej objęć. Czuje powiększającą się w spodniach wypukłość, a ręce pocą się mimo pracującej na cały regulator klimatyzacji - zadzwonię po lekarza.
- Proszę, niech pan będzie moim lekarzem. Tylko pan może mnie uleczyć - dziewczyna zsuwa z siebie sukienkę i biustonosz stając przed nim w samych majtkach. Napięte brodawki małych piersi są wyzywająco kierują się w stronę jego torsu.
- Anno, przestań! - otwiera szeroko oczy, jego opór słabnie, a głos grzęźnie w gardle - tak nie można, jestem profesorem, a ty studentką. Nie możemy tego zrobić, ani tutaj, ani w innym miejscu.
To jakaś cholerna matnia, obłęd! Czy to się dzieje naprawdę? Przecież wczoraj w nocy miałem identyczny sen! Robiłem to razem z nią!
- Możemy Marku - zwraca się do niego po imieniu - i zrobimy. Potrzebuję lekarstwa i ty nim jesteś. Kochaj mnie i wylecz z choroby, która mnie pochłania.

Usta dziewczyny ponownie spotykają się z jego wargami. Tym razem mężczyzna nie protestuje i z początku ostrożnie, a po chwili z coraz większą namiętnością oddaje pocałunek. Dłonie dziewczyny nerwowo szarpią koszulę próbując rozpiąć guziki.
- Poczekaj, pomogę ci - ściąga z siebie koszulę, zsuwa spodnie, zdejmuje skarpety i staje przed nią w rozepchanych przez napiętego członka bokserkach.
- Weź mnie tutaj, na biurku - białe majtki spadają na podłogę i studentka staje przed swoim profesorem naga. Między jej nogami na obrzmiałych wargach widnieją kropelki świadczące o ogromnym podnieceniu. Jednym ruchem dłoni ściąga bokserki, klęka i chwyta członka dłonią przesuwając główką po policzkach.
- Taki twardy, taki gorący, marzyłam o nim od bardzo dawna - szepcze pod nosem i pochłania go łapczywie zagłębiając niemal do połowy. Jęk rozkoszy wydobywa się z ust Rakowskiego.
- Mhm - Anka mruczy i oplata wargami główkę dotykając się jednocześnie między nogami i drażniąc wypukłość. Wyjmuje go, wstaje, zrzuca z biurka dokumenty i kładzie się na plecach rozkładając szeroko nogi - Weź mnie teraz i nie każ mi dłużej czekać! Ona jest na ciebie gotowa.
Marek opętany widokiem rozpalonej dziewczyny zbliża się do niej, dotyka rozgorzałego zagłębienia i powoli wsuwa się w nią.
Boże, co ja robię?! Pieprzę we własnym gabinecie studentkę! Przecież to jakiś obłęd! - kiełkująca w głowie myśl jest natychmiast wyparta z głowy głębokim pocałunkiem dziewczyny, która jakby czytając w jego myślach przyciąga go do siebie i wysysa z niego ostatnie punkty oporu. Marek czuje własny smak, który mu właśnie mu przekazała.
- Zrób to, daj mi lekarstwo! - Ania zamyka oczy, obejmuje mocno nogami biodra profesora i wypycha ciało do przodu czekając na ruchy w środku.
Zaczyna powoli wsuwać się w nią czując drżenie jej ciała i nieprawdopodobne gorąco na całej powierzchni członka. Mimo swego doświadczenia z kobietami, a miał ich dzięki swojej aparycji, wdziękowi i inteligencji całkiem sporo nigdy nie był w kobiecie, która dawała mu tyle ciepła.
- Prawie jak ognie piekielne - przyspiesza tempo i ust obojga wydostaje się głęboki jęk. Chwyta za drobne piersi czując bijący żar i ściska brodawki między palcami. Ania zaczyna krzyczeć i spazmatycznie trząść się niczym osika na wietrze. Przyciąga do siebie kochanka i wbija mu paznokcie w plecy.
- Jeszcze, rżnij mnie głębiej! Chcę cię poczuć tam, gdzie jeszcze nikt nie był! Dopchnij go do końca! - jęczy głośno z zamkniętymi oczami.
Biodra Rakowskiego zaczynają drżeć i czuje, że za chwilę skończy. Chce z niej uciec, ale oplatające go nogi skutecznie mu to uniemożliwiają.
- Aniu, zaraz dojdę! - nachyla się nad nią, ale dziewczyna go nie słucha i w tej samej chwili zaczyna szczytować piszcząc jak myszka. Jej rozkosz i namiętność powodują, że pod Markiem uginają się nogi i po chwili zaczyna strzelać do jej wnętrza, raz po raz, po każdej salwie wydając z siebie cichy jęk. Wstrzymuje ruchy biodrami i przerażony widzi, jak twarz dziewczyny zmienia się w gwałtownym grymasie w obraz rogatej istoty.
- O kurwa! - ostatnia myśl, którą zapamięta z tego szalonego popołudnia wpada mu do głowy - zerżnąłem demona!

***




Są drzwi! Tutaj! Dobra dziewczynka, uratowała nas oboje! Teraz tylko wystarczy pokierować ją w ich kierunku i reszta wydarzy się samoistnie!
Aniu, wstawaj! Masz jeszcze coś do zrobienia!

***



Zdziwiona Anka otwiera oczy gwałtownie mrugając powiekami.
- Aniu, wstawaj! Masz jeszcze coś do zrobienia! - słyszy niski głos rozglądając się nerwowo dookoła.
O kurwa! Jestem w gabinecie Rakowskiego! Naga na jego biurku! - Podnosi się i widzi profesora leżącego na podłodze bez życia.
Boże, ja się z nim pieprzyłam! No to mam przejebane jak sanki w maju! A w dodatku Rakowskiemu coś jest, mam nadzieję, że żyje!
- Żyje, nic mu nie będzie! Zemdlał po atrakcjach jakie mu zafundowałaś. Wpadłaś w erotyczną narkolepsję pod moim wpływem. Pospiesz się, nie mamy czasu.
- Kto tu jest? - przestraszonym głosem wypowiada słowa odbijające się głucho od książek stojących na wysokich półkach gabinetu.
- Nie ma teraz czasu na wyjaśnienia - głos jest coraz bardziej zniecierpliwiony - musisz otworzyć okno i wyskoczyć!
- Kim jesteś do cholery pieprzony zboczeńcu? I gdzie się ukrywasz? Podglądałeś nas i pewnie teraz wrzucisz film do Internetu! - jest coraz bardziej przerażona.
- Nie wiem o jakim internacie mówisz, ale to ja jestem przyczyną twojej choroby i jeśli chcesz się wyleczyć musisz mi zaufać - stara się być spokojny - jestem w tobie i jeśli mnie nie posłuchasz umrzesz. W kilka godzin. Najpierw zaczniesz kopulować z połową miasta, później oszalejesz, a na końcu po prostu przewrócisz się i nastanie koniec.
- Jak to jesteś we mnie? W środku? - Ankę przechodzi dreszcz strachu.
- Tak, w środku - cierpliwie tłumaczy jej głos - musisz mi zaufać, przeciwnym wypadku i ty i ja opuścimy ten jakże urzekający, śmiertelny padół. A ja chcę jeszcze trochę pożyć, przypuszczam, że ty również, prawda? Okno w gabinecie to brama do mojego wyzwolenia i twojego uleczenia. Pomóż nam obojgu, a ja pomogę tobie.
- Co mam zrobić? - Anka zdaje sobie sprawę, że nie ma wyjścia i musi posłuchać głosu, mimo że instynkt podpowiada jej, żeby mu nie ufać. Zsuwa się z biurka, przechodzi nad nieprzytomnym Rakowskim i wciąga na siebie bieliznę, a po chwili sukienkę i buty.
- Musisz otworzyć okno i skoczyć!
- Przecież się zabiję, pierdolony idioto! - krzyczy ze złości - jesteśmy na trzecim piętrze!
- Nie zabijesz się, przed skokiem otworzę drzwi, dzięki którym pozbędziesz się od choroby a ja będę wolny.
- Kim ty kurwa jesteś, świrze? To jakiś cholerny żart, a ja jestem w ukrytej porno -kamerze?
- Przestań się rzucać i zrób to. Słyszę kroki na schodach, ktoś tu idzie. Jeśli cię tu znajdą będziesz w dużych tarapatach - wydaje stanowcze polecenie.
- Chyba mnie kompletnie pojebało - Anka waha się.
- Otwórz okno i spójrz w dół. Drzwi są gotowe.
Staje na parapecie i jej oczy kierują się w stronę ziemi. Początkowo widzi tylko lekkie falowanie, ale po chwili dostrzega migoczącą powierzchnię, pod którą kryje się...
- O ja pierdolę! To ta sama droga, którą zostałam porwana w sklepie na Świętojańskiej! - otwiera szeroko oczy.
- Skacz głupia ladacznico, ktoś szarpie za klamkę! - głos niemal krzyczy w jej głowie - skacz!
- Raz kozie śmierć! - podejmuje decyzję, ugina nogi w kolanach i przechyla się do przodu. Ziemia zbliża się w szaleńczym tempie i nagle nastaje ciemność.
Po chwili pędzi gwiezdną autostradą w bliżej nieokreślonym kierunku. Bezgranicznie piękny widok zapiera jej dech w piersiach, różnokolorowe konstelacje gwiazd i galaktyki mijają ją w szybkim tempie.
- Dobra dziewczynka - głos najwyraźniej jest zadowolony - odpręż się i podziwiaj widoki. Za niedługo będziemy na miejscu.
- Dokąd lecimy? - jest tak oszołomiona widokami, że zapomina o chorobie i zdarzeniu sprzed kilkunastu minut.
- Dokąd? - jej towarzysz jest ukontentowany pytaniem - do miejsca, gdzie się rozstaniemy. Ty wrócisz do domu, a ja zacznę swoją wędrówkę.
- Wędrówkę? Kim ty jesteś, co?
- Cicho dziecko, wszystkiego niedługo się dowiesz. Przygotuj się na nieprzyjemne hamowanie, za chwilę będziemy na miejscu.

Ogarnia ją nieprzenikniona ciemność i traci przytomność.

Koniec części pierwszej.
Dodaj do ulubionych
17,923
Podziel się ze znajomymi
9.34/10

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.34/10 (64 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Z tej serii

Komentarze (21)

Wredna Zołza

Wredna Zołza · 28 lipca 2016+0

O ja pierdole.. ups
Zapomnialam o calym swiecie gdy to czytalam, a nigdy wczesniej nie zdarzylo mi sie czytac pokatnych w dzien grin
Brawo Ty Lordzie!
Masz mega fantazje, czyta sie Twoje opowiadania znakomicie, oby bylo ich wiecej!
Chociaz kroliczek podobal mi sie najbardziej, sam wiesz dlaczego wink
A teraz recencja : Wylapalam sporo drobnych bledow np. Twoja czy Cie z malej litery - moze nie sa to mega bledy, ale rzucaja sie w oczy wiec popraw prosze smile
Do tego :
"poza tym trzeba mieć też coś w tutaj" to "w" przypadkiem chyba.
"Co za upierdliwy kutas! - szepcze bezgłośnie krótko obciętej blondynki obok." - zapomniales dodac w zdaniu "do".
"Przecież ktoś mógłby tu wejść i wziąć zabrać cokolwiek niezauważony nie płacąc.." - ma byc wziac czy zabrac?
"przełkniecie śliny w przełyku chłopak," - mialo byc chlopaka chyba wink
" oczy rozszerzają się niemym podziwie" - w niemym podziwie.
"wierz główki" - chyba wierzch grin
"jak ja czasem patrzyłem ludzkie samice " - na ludzkie samice?
"Tylko jak mu wytłumaczę mu mój stan" - za duzo o jedno muuu ;D

Ale najlepszy tekst ever : W"Wz duzy rozbieg I pierdolnij baranka w sciane" hahahahah wygrales internety Lordzie ! Smialam sie z tego przez 10 minut czytajac z 15 razy ;D
Zasluzone jak zwykle 10/10 tylko popraw prosze te niedociagniecia.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
XXX_Lord

XXX_Lord · 28 lipca 2016+0

@Wredna Zołza

Dzięki za długaśny komentarz, że też chciało Ci się przeklejać wszystkie błędy wink
Poprawiłem, dzięki za podesłanie listy. Jestem leniem i mam problem, żeby się zmobilizować do korektytongue

Super, że historia Ci się podoba smile Postanowiłem sprawdzić się w innych klimatach, ile można pisać o zdradach i romansach? wink
Kolejne części będą... zupełnie inne niż pierwsza.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Wredna Zołza

Wredna Zołza · 28 lipca 2016+0

"z innych klimatach" chyba w innych grin
hahah przepraszam musiałam grin

Chciało - nie chciało to co zauważyłam to wkleiłam wink

Ale ! Teskt o baranku do tej pory mnie bawi grin
Kiedy następna część ?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Nonieźle

Nonieźle · 28 lipca 2016+0

Super grin czekam na następna część grin

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Nazca

Nazca · 28 lipca 2016+0

Cóż Lordzie, nie tylko we mnie COŚ siedzi... Wygląda na to, że demony biorą górę nad aniołami...

A samo opowiadanie, podobnie jak poprzednie dobrze się czyta, ciekaw jestem dokąd zaprowadzi nas ta historia.

I na koniec, aby mój komentarz nie był całkowicie bezużyteczny mała uwaga -
W pewnym momencie Rakowski czyta w uczelnianych papierach o Ani, o tym że jest mądra, piękna i koleżanka ma na nią zły wpływ. Wydaje mi się, ze takie informacje nie byłyby podane w dokumentach...
Podobnie pisałeś w Człowieku Wikturianskim - tam bohater czytał w CV o tym kto z kim sypiał...

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
XXX_Lord

XXX_Lord · 28 lipca 2016+0

Nazca, dzięki za komentarz i przeczytanie opowiadania.

"ciekaw jestem dokąd zaprowadzi nas ta historia. "
Przyznam, że zakończenie mam w głowie, ale co się wydarzy "po drodze"- nie mam bladego pojęcia...

"W pewnym momencie Rakowski czyta w uczelnianych papierach o Ani, o tym że jest mądra, piękna i koleżanka ma na nią zły wpływ. Wydaje mi się, ze takie informacje nie byłyby podane w dokumentach... "
Racja, zamieniłem zdania miejscami i teraz powinno być ok.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Iracunda

Iracunda · 28 lipca 2016+0

Kolejny doskonały tekst Twojego autorstwa. Połączenie tego co lubię w lekturze. Swoboda pióra , chronologia przeplatana z erotyką. Ciasteczko . Bez uwag do niedociągnięć pisowni - podobno błądzić ( robić błędy w moim tłumaczeniu ) jest cechą wielkich . Czekam z niecierpliwością następnych opowiadań

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
XXX_Lord

XXX_Lord · 29 lipca 2016+0

Iracunda
Bardzo dziękuję za uznanie. Cieszę się tym bardziej, że opowiadanie o pannie Annie to teoretycznie nie moja "nisza".
Co do błędów- wczoraj wieczorem zmusiłem się i przeprowadziłem korektę od dechy do dechy. Być może gdzieś jeszcze trafi się błąd interpunkcyjny lub zaimek osobowy pisany wielką literą, które mogłem przeoczyć.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Ducky

Ducky · 30 lipca 2016+0

A tak zarzuce, ale mogę się mylić:
Nie kojarzę za dużo drzew na Placu Zamkowym. Akademiki UW znajdują się na Pradze - od Zygmunta na wschód wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
XXX_Lord

XXX_Lord · 30 lipca 2016+0

@Ducky- czujność na najwyższym poziomie wink

"Nie kojarzę za dużo drzew na Placu Zamkowym"
Drzewo otoczone kamiennym murkiem stoi obok północno-zachodniego narożnika głównej części Zamku, dokładnie na wprost wejścia w Świętojańską.

"Akademiki UW znajdują się na Pradze - od Zygmunta na wschód"
Nigdzie nie jest napisane, że to były Akademiki UW wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
NiesmialyAniolek

NiesmialyAniolek · 31 lipca 2016+0

Rewelacja smile jestem pod wrażeniem Twojego talentu i wyobraźni wink niecierpliwie czekam na kolejną część wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
deal

deal · 31 lipca 2016+1

Och, ach, och.
Widzę, że fanklub XXX_Lorda rośnie w zastraszającym tempie. Drogie Panie, zróbcie mi przejście! Rozpoczynam zapisy za 3, 2, 1...
W programie przewidziane są spotkania z autorem, autografy na biustach i biuścikach, oraz wiele, wiele innych.
Na pierwszym eventcie sam autor, półnagi, będzie odczytywać "Człowieka Witruwiańskiego I" (gwarancji nie daję, że jest na co popatrzeć, ale czego się nie robi... wink ).

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
XXX_Lord

XXX_Lord · 1 sierpnia 2016+0

Deal
W związku z Twoją kreatywnością i pomysłowością mianuję Cię dyrektorem programowym fanklubu tongue
Możesz już zacząć obmyślać pomysły na kolejne eventy wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
IrinaWit

IrinaWit · 2 sierpnia 2016+0

Zyskujesz na samym początku. Czym? Zapowiadaną długością opowiadania i przytoczonymi słowami Nietzschego. Dzięki temu zaczynam czuć, że być może będą to moje klimaty.

Burza rozwianych, ciemnych prostych włosów ciągnie się za nią jak ptactwo za swoim liderem w kluczu. - musiałam zwrócić uwagę na to zdanie, bo nadaje pięknego, prawie poetyckiego wyrazu. Bardzo, bardzo na plus.

blondynka odpala ostatniego z paczki i zaciąga się mocno - chodź na tą Starówkę - TĘ Starówkę. Niby nic, ale może rzucić się w oczy, więc uważaj.

Nie podoba mi się czas teraźniejszy, w którym prowadzona jest narracja, ale to już kwestia gustu. Tobie tu pasował, ja muszę uszanować.

Dziewczyna gasi niedopałek butem na kocich łbach - lepiej byłoby zastosować inny szyk, bo można pomyśleć, że to buty miały kocie łby. No chyba, że rzeczywiście buty, a ja o takich nie słyszałam.

Bardzo podoba mi się opis figury i następnie jej "ożywienia" i wejście w bohaterkę. Do gustu przypadły mi też naprzemienne opisy sytuacji oraz głos demona. Nie jesteś pierwszym, który demony wplata w tematykę erotyczną, ale wychodzi Ci to nieźle wink

Musi być wyjątkowo utalentowana w materii uprawiania miłości, a jej dusza powinna być skażona cząstką czerni. - kolejny cytat, który mnie urzekł i po prostu chciałam to zaznaczyć wink

Bardzo podoba mi się także ostatnia już wspólna scena Ani i profesora, napisana w prosty, ale i tak ładny sposób.
Urzekło mnie również zakończenie, gdzie demon wreszcie się ujawnia.
Podsumowując: opowiadanie podoba mi się BARDZO. Masz interesujący styl, który wręcz każe pochłaniać kolejne zdania. Do tego dochodzi tematyka, która także trafia w mój gust. Nie byłam fanką poprzedniego opowiadania, "Króliczka", ale zostanę fanką tego i z niecierpliwością będę czekać na kolejną część wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
XXX_Lord

XXX_Lord · 4 sierpnia 2016+0

@NiesmialyAniolek

Dziękuję za przeczytanie i pozostawienie opinii! smile

@IrinaWit

Bardzo dziękuję za:
- długi i wyczerpujący komentarz
- pozytywną opinię na temat opowiadania, które jest dla mnie eksperymentem i wkroczeniem na nieznane terytorium
- wskazanie błędów

Zaczynając od końca:

tą Starówkę /TĘ Starówkę- poprawione
Dziewczyna gasi niedopałek butem na kocich łbach - dodanie słowa "pod" przez "butem" załatwia temat


Cytowane przez Ciebie zwroty- staram się urozmaicać opowiadania rozbudowanymi zdaniami, a postaciom przypisywać słownictwo charakterystyczne tylko dla nich. I tak Ania mimo swojej oczywistej inteligencji używa dużo wulgaryzmów, a demon wysławia się językiem nieco bardziej poetyckim i stosuje zwroty charakterystyczne dla epok z ubiegłych stuleci.

Cytaty będą pojawiały się przed każdą kolejną częścią (planuję cztery), niekoniecznie jednak za każdym razem będę czerpał z Nietzschego wink

Czas teraźniejszy- lubię w nim pisać, ale jeśli historia będzie tego wymagała nie zawaham się przed czasem przeszłym.

Kolejna część pojawi się najprawdopodobniej dopiero pod koniec sierpnia- obecnie pracuję nad czymś innym i odłożyłem kontynuację na później. Na pewno jednak nie zawieszę tej historii.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Karolcia

Karolcia · 4 sierpnia 2016+0

Czekam na kolejną część smile . Super opowiadanie.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
adix

adix · 5 sierpnia 2016+0

Przeczytałem z zaciekawieniem. Dobry patent z kończącym się czasem. Dobry haczyk na czytelnika, który przewraca kolejne strony, aby dowiedzieć się w końcu, czy uda się znaleźć drzwi i bohaterka przeżyje, czy się nie uda. Nawet jeśli podejrzewasz happyend, to chcesz się przekonać, czy masz rację. Podobno dobre opowiadanie powinno mieć jasno postawiony cel i to zrobiłeś znakomicie.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
XXX_Lord

XXX_Lord · 9 sierpnia 2016+0

Karolcia i Adix- dzięki za przeczytanie i pozostawienie komentarza.
Trick z czasem- zastosowałem po raz pierwszy i wydaje mi się, że chyba wypalił.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Diabełwgłowie

Diabełwgłowie · 12 sierpnia 2016+1

Opowiadanie, jak zwykle w Twoim przypadku, napisane bardzo sprawnie i pomysłowo. Technicznie rzecz biorąc bez zarzutu, a nawet świetnie. Podobają mi się dialogi, dbałość o szczegóły. Trochę mi nie podeszła tematyka. Mam wrażenie, że ostatnio, coraz więcej opowiadań skręca w stronę science fiction i różnorakich form "nawiedzenia". Myślałem, że Nazca ma monopol na ten nurt, a tymczasem Ty zaskoczyłeś opowiadaniem "w temacie" smile
Reasumując, nie wciągnęło mnie tak, jak "Króliczek", ale muszę pogratulować sprawnego języka i warsztatu.

Pozdrawiam
DwG

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
XXX_Lord

XXX_Lord · 12 sierpnia 2016+0

Diabeł, dzięki za przeczytanie i pozostawienie opinii.
Co do tematyki- od dawna chodziła za mną chęć sprawdzenia się w działce innej niż do tej pory, ale z Nazcą konkurować nie zamierzam- jego opowiadania mają inny, bardziej groteskowo-humorystyczny sznyt smile
W przypadku tej serii stawiam na wartką akcję i elementy zaskoczenia, mam nadzieję, że uda się podtrzymać trend w przyszłości.
Obawiam się, że kolejne części również mogą Ci nie podejść wink Akcja będzie toczyła się w świecie fantasy, m.in. Zapomnianych Krainach (Forgotten Realms) i Wieloświecie (Planescape), ale nie tylko...

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Diabełwgłowie

Diabełwgłowie · 13 sierpnia 2016+0

Jasne, jasne. Nie zawsze każdemu dogodzisz. Przynajmniej jest różnorodność smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

lub

Inne popularne opowiadania XXX_Lord: