Starszych pań seksualne przygody (SPSP) "Janina - przyczepa"
22 kwietnia 2026
SPSP
9 min
Któż z nas, żyjąc w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia w większym mieście, nie marzył o tym, by przejechać się przyczepą PO-1, którą ciągnął królujący w tych czasach Jelcz „Ogórek”? Toż to było „must have”. Pies trącał Autosany, o wiele nowocześniejszą konstrukcję. Poczciwy Jelcz 043 plus przyczepa to było coś. Przeżycie, o którym dzisiaj możemy tylko młodym ludziom opowiedzieć, gdyż w związku ze zmianą przepisów o ruchu drogowym tego nie zaznają. No, chyba że w czasie przejazdu retro, lecz to nie to samo.
Sytuacja, którą opiszę, wydarzyła się w połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia. Było już to po stanie wojennym, a Janina, starsza pani w wieku sześćdziesięciu trzech lat, która nabyła prawa emerytalne, wybrała się na targ w jednym z miast wojewódzkich.
Wspomnieć należy gwoli ścisłości, że w tych latach było czterdzieści dziewięć województw i nawet tak małe miasta, jak Leszno, Nowy Sącz, czy Krosno miały ów status.
Janina mieszkała w jednej ze wsi, gdzie szczęśliwie dochodziła komunikacja miejska. Konkretnie w Nowym Sączu linia o numerze „1”, obsługiwała sioło, w którym przyszło jej spędzić całe swe życie. Emerytka była osobą spokojną i komunikatywną. W młodym wieku wyszła za mąż za przesiedleńca ze wschodu — Emila, lecz ich pożycie małżeńskie nie układało się w sposób należyty. Wyszły zdrady lubego, potem jakieś perturbacje prawne w związku z jego pracą i po kilku latach rozeszli się.
Wynikiem ich związku były dwie córki, które „wyszły na ludzi” i Janina mogła się cieszyć wnukami. Starsza wyszła za mąż za syna ajenta Pewexu, co w tamtych czasach gwarantowało spore pobory, a i „na lewo” można było coś przytulić. Młodsza po ukończeniu liceum pielęgniarskiego związała się z żołnierzem zawodowym i zmuszona była przenieść się na drugi koniec Polski.
Na gospodarstwie kobiecina pozostała sama, robiąc tylko to, na co pozwalała kondycja i wiek. Orną ziemię oddała w najem, wyzbyła się trzody chlewnej i bydła. Pozostały tylko kurki i królujące w tamtych latach na wsi króliki.
Wykształcenie miała zasadnicze zawodowe. Przez lata pracy przeszła wiele stanowisk w różnych branżach. Była kelnerką w barze, sprzedawczynią w sklepie z odzieżą, sprzątaczką w szkole i wreszcie na dłużej za protekcją męża swej siostry zakotwiczyła jako pomocnik magazyniera w ZNTK (Zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego). Tam dotrwała do zasłużonej emerytury. Była jak to się wtedy szumnie nazywało klasą robotniczo-chłopską, gdyż z samego niewielkiego gospodarstwa trudno było wyżyć.
Raz w tygodniu wybierała się na targ celem zakupów podstawowych rzeczy i produktów. Tak też zrobiła w kwietniu, w trzeci czwartek owego miesiąca.
Ubrana w lnianą, szarą długą spódnicę sięgającą kostek i białą bluzkę plus zgrabną narzutkę, ruszyła z domu na cotygodniowe zakupy. Była jedną z nielicznych kobiet, której rajstopy nie przypadły do gustu, pozostając zwolenniczką pończoch.
Pod spódnicę założyła szeroki prześwitujący w kolorze lekkiego różu pas do pończoch i cieliste stylonowe pończochy znanej wtedy marki Feniks. Dobrze dobrane czółenka na niskim obcasie i stylowa torebka były właściwym uzupełnieniem wyglądu Janiny.
Rozpinana na guziki z przodu spódnica była wygodna i praktyczna. Przed wyjazdem jak to każda kobieta umalowała się właściwie, co do jej wieku i mogła wyruszyć na wyprawę.
Droga do wojewódzkiego miasta nie nastręczyła jej trudności. Jadąc od przystanku startowego do przystanku końcowego, zawsze siadała do przyłączonej, do autobusu przyczepy. W niej zawsze było mniej ludzi i nie brakowało miejsca. Bez najmniejszych problemów dotarła na targ i zakupiła niezbędne artykuły. Nie mając deficytu czasu i nie spiesząc się nigdzie, spokojnie mogła pochodzić po targowisku, mając nadzieję, że coś jeszcze wypatrzy.
Pogoda była względna jak na kwiecień ani za bardzo ciepło, ani za zimno Korzystając z okazji, że na targowisku był jej znajomy, pan Bogdan, zostawiła u niego w budzie ciężkie zakupy i nieobciążona balastem mogła ruszyć w głąb targu. Tam, gdzie znajdowały się stoiska z ciuchami.
Skusiła się na zakup cieniutkich pończoch z Niemiec i kolejnej pary butów na niskim obcasie, następnie wróciła do Bogdana i zabrawszy toboły, skierowała swe kroki w kierunku pętli autobusowej.
Nie zdołała jednak zdążyć na kurs, jaki sobie zaplanowała. Kierowca odjechał tuż sprzed jej nosem i zmuszona była czekać na kolejny autobus. Tkwiła na pętli z dobrą godzinę, nim podjechał „ogórek” z PO-1. Bez chwili zastanowienia władowała się do przyczepy. Słyszała od ludzi nieraz, że przyciski sygnalizujące potrzebę wysiadania na pośrednich przystankach zawodzą i autobus mknie dalej, jednak ona nie obawiała się. Wysiadała na ostatnim przystanku i każdy z kierowców musiał tam się zatrzymać na dłuższy postój.
Po chwili zestaw MPK ruszył i na drugim lub trzeci przystanku do przyczepy wsiadło czterech młodych nastolatków. Mieli tak na oko po szesnaście do osiemnastu lat. Usiedli, lecz nie w bezpośrednim sąsiedztwie kobiety. Minęła chwila, gdy spod pazuchy jeden z chłopaków wyciągnął półlitrówkę wódki.
„Boże, co za ludzie” — pomyślała, patrząc na to, co się dzieje.
Najprawdopodobniej byli to uczniowie z nie za bardzo odległej od przystanku zawodówki. Rozpoczęły się głośne rozmowy i walenie „z gwinta” ognistego trunku. W momencie, gdy z ust młodzieży padły wulgaryzmy, Janina postanowiła zareagować.
— A wam to tak nie wstyd przeklinać? Myślicie, że jak przeklinacie, to jesteście bardziej męscy?
W przyczepie prócz chłopaków i jej nie było nikogo. Uczniowie spojrzeli na Janinę i parsknęli śmiechem.
— Nie ty nasz będziesz pouczać, babciu, za krótka jesteś — usłyszała, od najbardziej wyrośniętego młodzieniaszka.
Nie zamierzała odpuścić. Pracując jako kelnerka w barze, spotykała się z wulgarnymi odzywkami klientów. Widziała, jak niejednego właściciel, za chabety wyrzucał z lokalu, a sama, niejednemu, który zaczął się do niej dobierać, dała w pysk.
— Krótkiego to ty chyba masz? — odparła zuchwale.
Jego koledzy parsknęli gromkim śmiechem, a na twarzy młodziaka malowała się złość i wkurzenie. Patrzył na Janinę z wściekłością w oczach, a to nie rokowało nic dobrego. Chłopak zbliżył się do niej i chwycił ją za łokcie, unosząc dłonie Janiny do góry.
— Taka jesteś kozaczka? Już ja ci pokaże, jakiego mam — odparł.
Jakby na sygnał, reszta mężczyzn ją obległa. Byli z każdej strony i nim zdołała coś powiedzieć, wykonać jakikolwiek ruch, silne męskie dłonie poczęły podnosić spódnicę i obmacywać piersi.
— Pomocy! Przestańcie! — ryknęła przerażona kobieta.
Przyduszona do siedzenia czuła, jak rozpinają guziki spódnicy, jak łapska młodzieńców obmacują ją praktycznie wszędzie.
— Przestańcie, proszę — rzuciła, gdy poczuła, że dłoń jednego z oprawców zagłębia się w pod majtki. Nic sobie ferajna z tych próśb nie robiła i po chwili Janinę pozbawiono spódnicy.
— Patrzcie, jaka babcia wyuzdana, nosi pończoszki do pasa — zauważył przywódca grupy.
— Przestańcie, przepraszam — zmieniła strategię działania, myśląc, że przestaną.
Marne były to nadzieje. Autobus toczył się przez miasto, a chłopcy nie mieli zamiaru poprzestać tylko na wymacaniu starszej pani.
— Karol, zablokuj wejście, nam tu z babcią trochę zejdzie — usłyszała, a jeden z nastolatków znalazł się przy drzwiach.
Bez pardonu zsunęli z niej do kolan pas z pończochami i majtki, tak że teraz świeciła przed nimi gołą cipą. Podciągnęli wszystkie ubrania do góry, prawie pod szyję i cycki zaprezentowały się oprawcom w pełnej krasie.
Autobus zatrzymał się na przystanku, lecz zblokowane przez jednego z chłopaków drzwi uniemożliwiły wejście potencjalnych pasażerów, a i tych nie było sporo. Nie ukrywajmy, na krótkich odcinkach, nikt o zdrowych zmysłach nie wsiadał do przyczepy, gdy w autobusie dojrzał wolne miejsca, chyba że dzieci, dla których to była frajda.
Janina kręciła swym ciałem, broniąc się, najlepiej jak potrafiła.
— Nie, nie — oponowała, czując, dłoń jednego z oprawców wsuwającą się pomiędzy zwarte uda. Opór na nic się zdał, była za słaba i po chwili czuła, jak paliczek młodzieńca wsuwa się do wnętrza cipki. — Przestańcie — wydała z siebie jęk rozpaczy i poczuła, że palec kolejnego muska łechtaczkę.
Częstotliwość i głębokość penetracji przybierała na sile, a kobieta praktycznie opadła z sił. Drażniona łechtaczka stawała się coraz większa, twardsza i bardziej podatna na bodźce, jakie teraz dostawała.
— Chciałaś zobaczyć mojego kutasa, to masz, babusiu — usłyszała i dostrzegła zbliżającego się do ust członka we wzwodzie.
Janina przypuszczała, jaki będzie kolejny zamysł ośmieszonego przez nią nastolatka. Mocno zacisnęła wargi, nie mając ochoty, brać fallusa do ust. Dwa uderzenia z otwartej ręki w twarz spowodowały, że rozchyliła wargi, a małolat z łatwością wprowadził pomiędzy nie kutasa.
— Ssij, stara, ssij! —- usłyszała i poczuła jego dłonie na głowie.
Pozostali mężczyźni, z wyjątkiem tego, który stał przy drzwiach, ściągnęli spodnie i wyciągnęli sterczące pały. Chwycili jej dłonie i nakierowali na narządy z jasnym zamiarem, by ich masturbowała. Biednej kobiecie nie pozostało nic innego, jak poddać się woli oprawców i po chwili oralnie zaspokajała wyrośniętego chłopaka, a obiema dłońmi onanizowała pozostałą dwójkę, wykonując mocne i zdecydowane ruchy.
— Drzwi zablokowane — usłyszała głos czwartego z mężczyzn.
— Dawaj, babcia jest seksi — stwierdził jeden z masturbowanych.
Janina dławiła się, gdyż nie miała doświadczenia w „obrabianiu gały” ustami. Robiła, co mogła, w myślach błagając, by ta orgietka zakończyła się jak najszybciej.
Chłopak przyśpieszył ruchy biodrami i silniej dociskał głowę Janiny do krocza, sapiąc i jęcząc z podniecenia. Penisy w dłoniach kobiety pulsowały, a mężczyźni poczęli wykonywać biodrami posuwisto-zwrotne ruchy. Stawało się jasne, że za chwilę trysną nasieniem na jej nagie ciało i tak też się stało, gdy poczuła na piersi i brzuchu ciepłą kleistą substancję jednego z nich. Kilka sekund później strzelił drugi, zaspokajany ręcznie, ospermiając okolice piersi.
Przeraziła się, gdy dostrzegła jak członek faceta, tego, który był wcześniej przy drzwiach, ociera się o wargi sromowe. Tkwił, jednak z boku i marne były szanse, że uda mu się spenetrować wnętrze. Poprzestał jednak na smyraniu płateczków cipki i stymulacji łechtaczki palcem. Trysnął wyrośnięty młodzieniec, zalewając wnętrze ust ciepłym, gęstym nasieniem i sprawnie wysunął organ z ust kobiety, a pojedyncze kropelki spermy wylądowały na policzkach Janiny. Drażniona cipka i łechtaczka, spowodowały, że emerytka tam na dole stała się wilgotna i zaczęła odczuwać przyjemność. W pewnej chwili sama uchwyciła dłonią rękę młodzieńca, nakierowując ją we właściwe miejsce i zaczęła wydawać jęki rozkoszy.
Szczytowała razem z tym ostatnim, który ocierał się o kutasem o wargi sromowe. Ona wiła się w ekstazie, wyjąc wniebogłosy, a małolat strzelił nasieniem na bujne łonowe owłosienie Janiny. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz miała orgazm, ale na pewno był to szmat czasu, liczony w latach.
— Masz, czego chciałaś babciu, nigdy nie zadzieraj z nami — usłyszała, nieco oszołomiona i zdołała dostrzec, jak oprawcy zapinają rozporki, a jeden z nich naciska przycisk stopu w przyczepie.
Nim zdołała się podnieść i pozbierać, tamci wysiedli i tyle ich widziała. Na szczęście nikt nie czekał na przystanku.
Szybko i nerwowo nakładała na siebie części garderoby. Wysiadając z przyczepy sama nie wiedziała, co począć. Wszak żadnej penetracji waginy nie było. Mogła zgłosić na milicję takie zboczone zachowanie gówniarzy, lecz obawiała się przesłuchań i składania zeznań.
W domu szybko wpadła pod prysznic, spłukując z siebie biologiczne dowody tego zdarzenia. To, co się wydarzyło, postanowiła zostawić tylko dla siebie.
jamer106
Jak Ci się podobało?