Światło pochodni (III). Julia
27 lutego 2026
Światło pochodni
26 min
– Jakub?
– Hm?
– Zanim zaczniemy, powiesz mi co nieco o Julii?
Zdziwił się. O Lilkę i Grażynę pytała go po fakcie lub w trakcie, a teraz? Przed „seansem”?
– Czemu akurat w tej chwili? A nie później?
– Miałeś z nią dzieci. To znacząca decyzja, prawda?
– No… – Patrzył na nią, szukając podstępu. We wzroku, tonie głosu, mimice. – Kiedy urodzi się dziecko, cały świat wywraca się do góry nogami.
– Co spowodowało, że powierzyłeś jej opiekę nad potomstwem?
– To nie tak działa. Żyjesz tyle czasu i nie ogarniasz podstawowych rzeczy – westchnął. – Kobieta to nie inkubator. Surykatka. Nie powierzam jej opieki, to naturalna decyzja partnerów, będąca owocem związku, uczuć i tak dalej. – Dodał, widząc niewiele rozumiejące spojrzenie. – Oczywiście, często rodzą się dzieci, będące owocem przypadkowego seksu, tak zwane wpadki, czy nawet z przymusu, gwałtu. Jednak gdy dziecko jest poczęte ze zdrowego związku, staje się ono owocem miłości.
Kurwa, brzmię jak jebany wykładowca nauk przedmałżeńskich.
– Kochałeś ją?
– Tak. Tak mocno, jak Lilkę. Tylko przy Julii byłem kilka lat starszy i bardziej doświadczony życiowo. Czy mądrzejszy? – Zawahał się. – Chyba nie, bo nie wpieprzyłbym się w takie gówno, a przy okazji uniknął…
– Czego? – Uniosła się na siedzisku, gdy niespodziewanie urwał.
– Dowiesz się. – Zbladł.
– Gotowy?
Skinął tylko głową. Głos uwiązł w gardle, a przed oczami stanęła Julka.
Jeden z warszawskich pubów w ścisłym centrum, czerwiec 2010.
– Co tam się dzieje? – Siedzący z kumplami z pracy Jakub obejrzał się w kierunku źródła awantury. Panował taki upał, że mózg się lasował, jaja gotowały, a dupa przyklejała do wszystkiego, z czym miała styczność dłuższą, niż dwie minuty.
– Jakaś awantura, jebać to. – Piotrek, jeden z kierowników w jego departamencie wstał od stołu, bekając na cały regulator. – Ktoś reflektuje browar?
– Ja dziękuję. – Kuba podniósł ręce. – Mam pod korek. – Obejrzał się jeszcze raz za siebie. Niska, koścista szatynka z włosami „na Kleopatrę” kłóciła się coraz głośniej z wyższym od niej o głowę tyczkowatym okularnikiem. Oczy otworzyły mu się szeroko, gdy okularnik zaliczył popularnego „liścia”.
Niezły plaskacz. – Docenił w duchu. Szatynka może nie imponowała wzrostem czy posturą, ale ewidentnie miała charakterek i nie dawała sobie w kaszę dmuchać. Nie odrywając oczu od pary, kątem oka zerknął na towarzyszy przy stole. Wszyscy byli skupieni na rozmowie.
– Ty pierdolony gnoju! – Dotarł do niego krzyk kobiecego głosu. Zorientował się, że to będąca przedmiotem obserwacji szatynka, a tyczkowaty piździelec właśnie oddał.
– Zaczekajcie chwilę – rzucił do kumpli, po czym nie zastanawiając się zbytnio, wstał, podszedł do okularnika i bez ostrzeżenia trafił go prawym sierpem w podbrzusze, kiedy tamten zgiął się w pół, zdjął mu okulary i załadował lewego prostego, centralnie pod prawe oko, a krótką bójkę zakończył prawym podbródkowym. Przeciwnik padł nieprzytomny na ziemię.
– Jesteś cała? – Podniósł dziewczynę z chodnika. Na prawym policzku miała ślad po uderzeniu, ale nie płakała.
– Kolejny bohater? – Spojrzała na niego pogardliwie. – I co, może też wykorzystasz sytuację, żeby odwieźć mnie na obdukcję, a później będziesz chciał przelecieć i jeśli się nie zgodzę, dasz mi w twarz?
Zaskoczony otworzył usta i natychmiast zamknął.
– Nie – odparł niepewnie. – Na policję powinnaś jednak pójść, choćby po to, żeby zgłosić napaść. – Zerknął na bok, damski bokser podnosił się z ziemi. Kuba spojrzał tylko na niego wymownie, a ten uciekł ze wzrokiem. – A przelecę cię tylko wtedy, kiedy będziesz miała na to ochotę. Okej? – Uśmiechnął się przyjaźnie.
Zielone oczy patrzyły na niego badawczo, próbując ocenić, czy jest wartościowym obiektem do dalszej konwersacji, a może czegoś więcej.
– Posłuchaj. Nie zamierzam się narzucać. Piłem, więc nie zawiozę cię do lekarza, ale zamówię samochód i możemy pojechać tam razem, jeśli chcesz, to oczywiście możesz kazać mi spieprzać, a wtedy wrócę do kumpl…
– Przymknij się. – Przerwała mu, oglądając twarz w kamerze smartfona. – Pieprzyć lekarza, do jutra nie będzie śladu, a resztę najwyżej zatapetuję. – Zamilkła. – Tam siedzicie? – Wskazała palcem na ich stolik. Sześciu chłopa razem z Jakubem.
– Tak. – Był pewien, że kiedy zobaczy towarzysząca mu bandę pijaków, ucieknie.
– Przedstawisz mnie? – Wyjęła papierosa i odpaliła. Dopiero teraz zauważył, kiedy schylała się do torebki, leżącej na ziemi, że na biodrze ma mały tatuaż kobry. – Masz jakieś imię?
– Yyy, Jakub. Jakub Słoniewski.
– Julia Bogacz. Mów mi Julka. – Wyciągnęła dłoń.
Zdziwiony nieco bezpośredniością, przytaknął.
– Chłopaki, to jest Julia. Julia, to są chłopaki. Sami się przedstawiajcie, pijaki pieprzone. – Machnął ręką. – Idę dla nas po piwo. – Skinął do niej. – Zaraz wracam.
– Powinniśmy obejrzeć coś jeszcze, mogę tym razem ja? – Od kiedy Alaina dała mu dostęp do wspomnień i pozwoliła wyłączać je i włączać, przypominało mu się coraz więcej różnych zdarzeń z przeszłości. I tym razem uświadomił sobie, że małżeństwo z Julką miało perspektywy, gdyby oboje pracowali nad wadami.
– Co chciałbyś obejrzeć?
– Coś, co powinienem zobaczyć. Ty, jako sędzia, również.
– Nie jestem sędzią, jest nim Berat.
– Ale ty jesteś jego oczami i uszami tutaj. I może podszepniesz dwa czy trzy słowa w moim interesie, kiedy dojdzie do podejmowania decyzji.
– Może. – Wpatrywała się w niego badawczo. – Oglądamy?
Październik 2010, restauracja w centrum Warszawy.
– Masz adoratora na wpół do piątej. – Jakub pomógł jej usiąść i podsunąć krzesło. Obejrzała się. Nordycki blondyn wodził za nią wzrokiem bez skrępowania.
– Nie w moim typie. Za blady. Wolę takich jak ty.
– O proszę i już zaplusowałaś. – Uśmiechnął się szeroko, siadając naprzeciw.
– No wiesz, ja też mam w tym swój interes. – Nie patrząc na niego, złapała za menu.
– Tak, a jaki?
– Znasz zasadę ze szkoly, „trzy minusy, to pała”?
– No znam, ale nie kumam.
– No to zastąp minusy plusami. – Przesunęła wzrok na jego twarz, a później w dół, na niewidoczne pod blatem stołu krocze.
Zaśmiał się krótko, łapiąc w lot, o co chodzi. Sypiali ze sobą w zasadzie od chwili, gdy się poznali, wskoczyli do łóżka tego samego wieczoru, gdy Kuba obronił ją przed damskim bokserem. W pubie. Julka w sypialni była dynamiczna, ciekawa eksperymentów oraz momentami naprawdę wulgarna i ostra. Jedyny minus, czego bardzo mocno żałował, w przeciwieństwie do większości kobiet, które pieprzył w przyszłości, nie znosiła smaku i zapachu nasienia, więc niestety połykanie odpadało, a i strzał na twarz zdarzał się od wielkiego dzwonu. Za to z chęcią bawiła się w inne tematy jak anal.
– Ja już wiem. – Zamknęła menu z głośnym plaskiem. – Na obiad zamówię placek po węgiersku, a na deser. – Nachyliła się lekko i chwyciła go za dłoń. – Mam ochotę na possanie czegoś słodkiego, a chodzą na mieście takie plotki, że twój kutas jest bardzo słodki… – Końcówkę wyszeptała, przesuwając czubek języka po pomalowanych szminką ustach, a palce jechały po dłoni Kuby.
– Słuchaj, no nie mogę odmówić ci deseru, skoro masz na niego taką ochotę. – Głos miał neutralny, ale w spodniach zagotowało się nieco. Z nich wszystkich paradoksalnie Julka robiła najlepszego loda, mimo że nie połykała, więc nie zdziwiła go reakcja małego przyjaciela, sterczącego na baczność chwilę po tym, jak skończyła mówić.
– Mam taką nadzieję. Będę też potrzebowała, żebyś dokładnie wylizał patelnię po obiedzie. – Puściła do niego oko. Parsknął i rzucił „Jesteś niemożliwa, Jula”, ale w głębi duszy sam miał na to ochotę. Lubił jej smak, odwagę do zmian i eksperymentów oraz trochę męski charakter. Nie bała się w zasadzie niczego, stawiała granice, była bezpośrednia i szczera, a przy tym kobieca i seksowna. Inaczej niż poprzednie kobiety.
– Nigdy nie spotkałem kogoś takiego jak ty. – Pokręcił głową w zdumieniu.
– Poczytam to za komplement – zachichotała.
– Bo to był komplement – odparł. Kolejna męska głowa obejrzała się za nią. Czarna, przylegającą sukienka tuż za pupę, nienaganna figura i odpowiedni makijaż uczyniły z Julii małą seksbombę, co ewidentnie jej odpowiadało i co ignorowała z godną podziwu obojętnością, jakby świadoma własnych zalet.
– Tylko nie zamawiaj dwóch dań, bo nie chcę siedzieć tu całego wieczoru.
– Nie? – Zdziwił się.
– Nie, mam na ciebie ochotę, a jak za dużo ziem i wypiję, to zamiast na seks nabiorę chęci na spanie.
Film urwał się. Tym razem wyłączyła Alaina.
– Wygląda na zwykłą kobietę, jakich widziałam miliardy, może trochę ekscentryczną. To co się stało?
Milczał, zastanawiając się, co powiedzieć.
– Julka była – zaczął – chora. Podatna na uzależnienia różnego rodzaju. Wtedy na obiedzie, przed wyjściem z domu, wciągnęła dwie kreski kokainy. Potrafiła kompulsywnie oglądać porno, po czym nakręcona nagabywała mnie o seks co chwila.
– To chyba najmniejszy problem dla mężczyzn, z tego, co zorientowałam się przez lata obserwacji.
– Tak, pod warunkiem, że twój partner zachowuje się obliczalnie, a nie rzuca się na ciebie tuż po wejściu do samochodu na parkingu w markecie, gdzie dookoła są ludzie. Nie mówię tylko o tym, ale też o…
– O czym?
– Sama zobacz.
Mieszkanie na warszawskiej Woli, wynajmowana przez Julię i Jakuba. Kwiecień 2011.
– No chodź. – Klęknęła przed nim z półprzytomnymi oczami. Kilka chwil wcześniej wciągnęła kreskę białego proszku i wypiła na hejnał dwie lufy wódki, a on spalił połowę blanta i również uzupełnił poziom alkoholu we krwi. Bawili się we dwójkę, nie potrzebowali towarzystwa.
– Dawaj mi go. – Prawie rozerwała pasek od spodni i nerwowo ściągnęła z niego dżinsy razem z bokserkami. Lekko wzwiedziony członek wyskoczył jak z katapulty na zewnątrz.
– Mój kochany. – Odurzona zachichotała, pocałowała główkę, po czym bez uprzedzenia otworzyła szeroko usta i wpakowała go sobie całego, po samą nasadę. Jakubowi pociemniało w oczach, jęknął głęboko, niskim głosem, złapał ją za głowę od tyłu i nabił.
– Och, kurwa mać. Jula – jęknął. Pracowity język obrabiał go, niczym tysiące mrówek, a oczy przewiercały na wylot. Nie odrywając od niego ust, pracowała głową, a dłońmi w międzyczasie ściągnęła z siebie rozpinaną bluzkę, zrzuciła biustonosz i ściskała przez moment sutki, aż zrobiły się twarde i sterczące.
– Ale jesteś pyszny. – Wyjęła go z głośnym plaskiem i masturbowała szybko dłonią. – Lubię się pieprzyć z tobą po dragach. Tylko ty czujesz to samo, co ja. – Zanurzył się ponownie z jękiem w ustach. Pracował powoli biodrami, nabijając ją po sam trzon i wysuwając tak daleko, że niemal cały żołądź, mokry i śliski, wyjeżdżał z ust na zewnątrz. Jakub również lubił seks po kresce, ale tego dnia wypalił skręta, który zawsze powodował obniżenie poziomu podniecenia i dłuższy seks, obawiał się, że nie da rady skończyć.
– Słuchaj, a może. – Odciągnął jej głowę i podniósł. Zsunął z bioder dres i majtki, po czym bezceremonialnie wcisnął palec w cipkę. Wiedział, że to uwielbiała, kiedy był obcesowy, beznamiętny i traktujący ją prawie jak przedmiot. Poczuł wilgoć i ciepło, a ona jęknęła głęboko i oddychała szybko i płytko.
– Wsuń go do końca, nie bój się, nie zaboli, jestem mokra. – Chwyciła go za rękę. Drugi palec powędrował do wnętrza, a kiedy dopchnął oba tak, że były całkowicie w niej zanurzone, złapała go za nadgarstek i zaczęła masturbować się nim, a drugą ręką poruszała na napiętym wciąż członku.
– Chcę przelecieć cię w tyłek.
– Och, tak. Kuba, pieprz mnie, kochanie. – Zamknęła oczy i masturbowała jednoczenie ich dwoje. Jakub chwycił za sutki i kręcił nimi na zmianę coraz mocniej. Czuł, że zaraz zacznie szczytować, więc zabrał dłoń Julii z kutasa, złapał, jakby chciał zatańczyć w parze, po czym wywinął palce w cipce do góry. Ten sposób działał zawsze i na każdą, a ona nie była wyjątkiem. Natychmiast poczuł, jak ślisko i mokro zrobiło się wewnątrz, wystarczyło kilkanaście ruchów do przyjścia orgazmu.
– Kurwa, dochodzę, o ja pierdolę! – wykrzyczała, po czym zamilkła i drżąc, wypuściła cicho powietrze. Czekał cierpliwie, aż otworzy oczy. Wysunęła powoli palce z wnętrza i rozmazała śluz na jego kroczu.
– To na wszelki wypadek, oznaczam cię, Słoniewski – zażartowała.
– Zaraz ja oznaczę ciebie, ale w środku. – Wiedząc, że lubi ostro, chwycił Julię za biodra i obrócił na brzuch. Krzyknęła trochę zaskoczona brutalnością, jednak w jej głosie Kuba nie odczytał strachu, co najwyżej podniecenie niepewnością. – Wypinaj dupę, muszę widzieć, w co się pakuję.
Posłusznie uklękła, rozkładając dłonie szeroko na pościeli, dociskając biust do kołdry i maksymalnie eksponując pośladki. W międzyczasie Jakub przyniósł trochę lubrykantu, żel kupiony kilka dni wcześniej podczas wspólnych szaleństw na zakupach w erotycznym sklepie internetowym.
– Ała, zimne. – Drgnęła, gdy wpuścił strużkę płynu do pupy. Dotknęła palcami rozgrzanych jeszcze po orgazmie płatków, po czym wsunęła palec do wnętrza i poruszała nim powoli, rozcierając się i zwiększając podniecenie. Stanął nad nią, po czym nakierował kutasa pionowo w dół i zagłębił się bardzo powoli, wciskając główkę, milimetr po milimetrze i czując coraz większy opór.
– O, kurwa, ale duży. – Miała zamknięte oczy, odsłonięty lewy bok twarzy i zaciśnięte usta. – Chcę poczuć twoją spermę w pupie, Kuba. Masz się tam spuścić do ostatniej kropelki, rozumiesz? – Przyspieszyła ruchu dłonią, pojękując coraz szybciej.– Och, tak, dalej, dopchaj go do końca.
Docisnął go tak głęboko, że jądra oparły się o cipkę, po czym bardzo powoli wysunął się i opadł na nią. Opór był ogromny, a on miał wrażenie, jakby szczelnie zaciskała się na nim dłoń. Nie miał złudzeń, że maratończykiem to on nie będzie i spełni jej życzenie prędzej niż później. Przyspieszył, krzyknęła i wsadziła palce w cipkę.
– Kubuś, ale cię czuję – wsuwał się wolnymi, długimi ruchami, z mokrym, długim ślizgiem.
– Niedługo skończę – wyszeptał, dysząc ciężko. Szczyt nadchodził nieubłaganie, a on nie zamierzał się powstrzymywać. Oparł obie dłonie na kości ogonowej i przyspieszył drastycznie.
– Teraz – stęknął. Julia krzyknęła i zamarła wspólnie z nim, drżąc, a napinający się w rytmicznych skurczach kutas pompował spermę we wnętrze.
Po krótkiej chwili oboje opadli na pościel, ona wylądowała na jego ramieniu, oddychając głęboko.
– Ładnie nabałaganiłeś. Teraz będę musiała nosić podpaskę w majtkach przez cały wieczór. – Uniosła głowę i spojrzała na niego. W oczach czaiły się filuterne ogniki.
– Pokaż mi, chcę zobaczyć, jak wypływam z ciebie. – Uśmiech spełzł z twarzy Julii. Jęknęła z podniecenia, po czym uniosła się, odwróciła o sto osiemdziesiąt stopni i rozłożyła szeroko uda. Uniósł je nieco i wsadził palec do wnętrza. Poczuł ciepło i śliskość, a po chwili białawy płyn przesączył się obok, na pościel.
– O tak – szepnął. – Grzeczna dziewczynka, pokaż mi, ile jeszcze tego tam masz.
– Dużo. Czułam, jak rozlewasz się, każdy strzał. Byłeś taki gorący. – Otworzyła oczy.
– Cicho bądź. – Obserwował coraz większą plamę pod jej tyłkiem. Zawsze kręcił go widok nasienia, wypływającego z kobiety po orgazmie. To było jak dowód na podbój, pokazanie, „zobacz, co ci dałem, sama na to zapracowałaś, bo tak na mnie działasz, więc teraz podziwiaj i smakuj, jeśli masz ochotę i lubisz”. Może to było głupie, on jednak zawsze poważnie traktował łóżkowe zabawy i ich warstwę emocjonalną.
– Powiesz mi, ile ich było? Pieprzysz się tak, że prawiczkiem to ty od dawna nie jesteś.
– Kilka. – Rozmazał nasienie na pośladkach. – Teraz ja oznaczyłem ciebie.
Wrócili do chatki.
– Jakub? – Tym razem to Alaina przerwała wizję. – Wiem, co wydarzyło się dalej, ale chciałabym usłyszeć to od ciebie.
Milczał, zaciskając usta.
– Po co? – wysyczał. – Skoro to wiesz, po co mam po raz kolejny tego doświadczać?
Cisza.
– Kurwa. – Wstał i podszedł do okna. Śnieg padał już długo (godziny? dni?), stracił poczucie czasu i miał wrażenie odrealnienia.
– Berat – westchnęła, jak do małego dziecka – zabronił mi z tobą rozmawiać, ale… – zawahała się – obejrzyj to. – Zamilkła.
Zastanawiał się dłuższą chwilę, wpatrując w padający śnieg. Odbywało się coś na kształt rozprawy sądowej, nie miał jednak wiedzy, przed jakim oskarżeniem miał się bronić.
Co, do kurwy nędzy, mam zrobić? Przed czym się uratować? Po co mnie sądzą?
Kolejna wizja pojawiła się bez ostrzeżenia.
A po niej dwie kolejne.
Marzec 2017, sypialnia Julii i Jakuba.
Trwał w półśnie, w alkoholowym letargu, bojąc się podnieść głowę i zwymiotować. Czuł, że leży w łóżku w sypialni, nie mając pojęcia, jak się tam znalazł i co działo się wcześniej.
– O ja pierdolę – jęknął pod nosem. – Moja głowa.
– Tatusiu… – Zerwał się gwałtownie, na dźwięk głosu córki, otwierając gwałtownie oczy. – Tatusiu, śpisz?
Mała, pięcioletnia Ania, dziewczę o hebanowych włosach i cherubinowej urodzie siedziało obok, trącając go w ramię.
– Nie śpię, skarbie. – Podniósł się i chwycił za pękającą głowę. – Coś się stało? Nie możesz spać?
– Jestem głodna. – Mała usiadła na krawędzi łóżka, wymachując nogami. – Mamusia jest chora?
– Czemu, kochanie? – Gorączkowo poszukiwał kapci, jednego znalazł pod łóżkiem.
– Bo śpi z otwartymi ustami i ma brudną buzię.
– Co? – Zatrzymał się i spojrzał na córkę. – Jak to?
– Idź, zobacz, tatusiu. – Zwinnie zsunęła się na podłogę i pobiegła do salonu.
Ruszył za nią.
Zobaczył Julkę.
O, kurwa…
Salon prezentował się jak pobojowisko, butelki na podłodze, szklana ława zawalona popiołem z papierosów, białym proszkiem i szklankami po alkoholu. Oraz resztkami żarcia. Julia leżała w wymiocinach na kanapie. Początkowo jak błyskawica uderzyła go myśl, że nie żyje. Zwymiotowała przez sen i udusiła się. Szybki rzut oka i odetchnął z ulgą – piersi żony unosiły się w miarowym oddechu.
– Kochanie, dobrze, że po mnie przyszłaś. – Kręciło mu się w głowie z nerwów. Postanowił najpierw zaopiekować się małą. – Mamusia faktycznie jest chora, ale nic jej nie będzie. Tatuś pomoże mamie, dobrze? Najpierw jednak idziemy przygotować śniadanie.
Błyskawicznie pobiegł do kuchni z małą na rękach, dał jej kawałek wędliny, żółtego sera i bułkę w dłoń, nalał wody do kubka i po włączeniu bajki w pokoju dziewczynki, pobiegł z powrotem do salonu.
– Ja pierdolę. – Złapał się za głowę. – Co tu się, kurwa, działo?
– Julka. – Szarpnął ją za ramię. – Słyszysz mnie?
Podniósł żonę i zawlókł do łazienki.
Głowa pod wodę.
Zarzęziła.
– Julka. – Odwrócił ją twarzą do góry. – Kurwa mać.
Dobrze, że Ania zajęła się sobą. Nie powinna oglądać takich scen.
– Kuba? – Dotarł do niego szept. – Skarbie, ale źle się czuję.
– Co ty nie powiesz? – Miał ochotę zdzielić ją w głowę. – Wiesz, że nasza córka znalazła cię całą w wymiocinach?
– Boże, przepraszam. – Zakrztusiła się i zaczęła zwracać. Położył ją na muszli, obejmowała ją dłońmi, z głową w środku i opróżniała hałaśliwie zawartość żołądka. Pobiegł po odkurzacz, w salonie zgarnął z lawy pudełko z koksem, opakowania po jedzeniu oraz butelki po alkoholu i zaczął sprzątać.
– Co się wczoraj stało? – Kwadrans później siedzieli w kuchni, pijąc herbatę. Wyglądała jak śmierć na chorągwi, blada, niemal przezroczysta.
– Nie wiem. Obudziłem się w sypialni, w zasadzie obudziła mnie Ania. Musimy. – Urwał. – Musimy zbastować z imprezami.
– Wiem. – Uciekła ze wzrokiem. – Wiem, Jakub. Zastanawiałam się ostatnio i… – wzięła go za dłoń – może drugie dziecko? Co ty na to?
Zaskoczony podniósł wzrok. Finansowo było ich stać, warunki mieszkaniowe również mieli. Zadawał sobie tylko jedno pytanie. No może dwa.
Czy chce mieć więcej dzieci?
Czy dziecko nie będzie ucieczką od problemów? Zamiataniem ich pod dywan?
W głębi duszy nie chciał. Pomyślał jednak, że skoro terapie i detoksy nie do końca działają, jeśli będzie ich czwórka, może wtedy uda się wyjść z matni nałogu.
– Jeśli chcesz mieć dziecko, musimy zrobić detoks. Od używek.
– A ty nie chcesz? – zapytała cicho, patrząc mu w oczy. Blada, z workami pod oczami.
– Nie wiem – odparł wprost. – Jeśli to ma tak wyglądać, jak teraz, to nie chcę.
– Jak?
– Tak, że drugie dziecko się urodzi i będziemy dalej balować.
Zamilkła.
– Dobrze, rzucę używki.
Wizja znikła na chwilę.
– Rzuciła, prawda? – Alaina odezwała się pierwsza.
– Do czasu. – Wpatrywał się w okno, padający śnieg, zastanawiając, czy mógł rozegrać to inaczej i czy małżeństwo dało się uratować.
Marzec 2022, godziny wieczorne, mieszkanie Julii i Jakuba.
– Jula? Śpisz? – Otworzył drzwi mieszkania. Odpowiedziała mu cisza, paliło się światło w salonie, do którego zajrzał w pierwszej kolejności.
– Julka! – syknął. – O, kurwa!
Leżała z rozłożonymi dłońmi na kanapie, obok stała pusta butelka po wódce oraz słoiczek z ziołem i pusta fifka. Rozpoznał, że paliła, a z butelki ubyło około jednej trzeciej zawartości.
– Kurwa mać, no! – Miał ochotę rozpłakać się. Zrzucił płaszcz na podłogę i wziął ją w ramiona. Ile razy powtarzał ten mechanizm, nie był w stanie zliczyć. Ile detoksów przeszli, najpierw razem, a później ona sama. W jego przypadku zadziałało – przestał pić, okazjonalnie brał kokainę i trochę popalał zioło, ona jednak wracała za każdym razem. I kolejne zanurzenia w nałóg wyglądały na coraz większe uzależnienie.
Sprawdził puls, podniósł powieki.
Pijana i upalona.
Zaniósł ją do sypialni, położył na boku, obok łóżka postawił pustą miskę i poszedł do dzieci.
Zrobił sobie herbatę, posprzątał salon, usiadł na narożniku i bezmyślnie gapił się w ekran włączonego telewizora.
Nie miał pojęcia, co robić.
Wzrok Jakuba wrócił do chatki.
– Zbyt długo czekałem, powinienem zmusić ją do detoksu, zaszycia się, a jeśli by nie zadziałało, zagrozić rozwodem i zabraniem dzieci. Kurwa mać! – Ze złością uderzył dłonią w obicie kanapy. – Powinienem być bardziej aktywny, zaopiekować się nią, a ja… – Umilkł. – Ja… – Spojrzał na nią bezradnie. – Już wiem, teraz pamiętam.
Lipiec 2025. Mieszkanie Julii i Jakuba.
Oglądał się w lustrze, z obrzydzeniem. Zwały tłuszczu na brzuchu, otyłe uda i wiszące podgardle – gdyby porównał siebie z Jakubem sprzed dziesięciu czy więcej lat, nie poznałby się. Kiepska dieta, brak ruchu, stres. Używek już mało, bo zostało jedynie zioło. Alkohol i papierosy odstawił.
– Śpią oboje. – Julia pojawiła się znienacka w łazience i stanęła obok niego przed lustrem.
– Myślałem ostatnio o nas. O naszym związku, małżeństwie. Zobacz, jak my wyglądamy. – Sobie dałby dziesięć lat więcej, Julce podobnie. Zniszczona alkoholem i narkotykami twarz żony prezentowała się nie lepiej niż jego.
– Jak? Normalnie. – Wzruszyła ramionami i zsunęła z siebie domową sukienkę, zostając w samej bieliźnie, która po chwili również wylądowała na podłodze.
– Normalnie? Zobacz na moją sylwetkę i twoją twarz. – Żachnął się.
– Jakub, o czym ty mówisz? Przecież nie jesteś już nastolatkiem, mężczyźni w twoim wieku tyją, a ja starzeję się. – Weszła do kabiny i puściła wodę z deszczownicy. – Coś się stało?
– Jak to?
– Czy coś stało się tobie. – Namydliła dłonie i rozprowadzała pianę po ciele. – Masz depresję? Zły nastrój?
– Nie. – Zamilkł. – Jestem zmęczony naszym życiem. Przeszliśmy oboje kilka terapii (nie wspomniał, żeby nie drażnić sytuacji, że większość z nich to ona przeszła). Chciałbym, żebyśmy odstawili alkohol i pozostałe używki. – Celowo nie użył słowa „narkotyki”, działającego na nią, jak waleriana na kota.
– Dlaczego? Sądzisz, że jest to potrzebne? – W pozornie spokojnym głosie żony wyczuł ukrytą głęboko agresję.
– Bo jest tego za dużo. Po raz kolejny. Bo czuję, że przez nie rozjeżdża nam się życie. Nie widzisz tego?
– Nie wiem. – Wzruszyła ramionami.
– Nie wiesz? Rozejrzyj się, spójrz w lustro. Nie ma już takich akcji, jak kilka lat temu, że dzieci znajdowały ciebie lub mnie nieprzytomnych, ale…
– Jakub, przestań być namolny. O co ci chodzi?
– Chcę, żebyś przestała brać i pić. – Wyrzucił wreszcie z siebie. – Od teraz.
Zamilkła, wpatrując się w jego bez słowa. W łazience wybrzmiewał jedynie szum wody.
– Nie patrz tak na mnie. Nie próbuj wymusić spojrzeniem zmiany decyzji.
Cisza.
– Aha. – Podsumował. – Czyli jak zwykle nie zamierzasz nic robić. Nie zależy ci na mnie? Próbuję z tobą rozmawiać, po raz kolejny i stawiasz przede mną ścianę.
– Nie wiem.
Zamurowało go. Zdawał sobie sprawę, że uczucie między nimi to nie miłość, co najwyżej przywiązane socjalne i materialne, ale nie miał świadomości, jak daleko to zaszło.
– Kiedy to się tak zjebało, co? Jula? – Usiadł nagi na sedesie, patrząc na nią, jak kończy prysznic.
– Co się zjebało? – Spojrzała zdziwiona.
– Kochasz mnie w ogóle jeszcze? Zależy ci na mnie?
– A co to za pytanie? Jesteśmy w „Wybacz mi”?
– Zasadne. Odpowiedz, czy mnie kochasz. Szczerze, z głębi serca.
Zamilkła. Zakręciła wodę i sięgnęła po ręcznik.
– Julka!
– Czego ty, kurwa, chcesz Jakub, co?! – wysyczała. – Chcesz prawdy? W porządku. Nie kocham cię, ale jesteś moim mężem, mamy dwójkę dzieci, dom na kredyt i mnóstwo zobowiązań. Czy gdyby ich nie było, rozstałabym się z tobą? Pewnie tak, bo uczuciowo łączy nas niewiele. – Urwała na chwilę, zakładając koszulę nocną. – Mamy jednak tyle wspólnych rzeczy, że nie mam siły rozwalać tego wszystkiego, więc tkwię w związku, z tobą. – Ostatnie słowo wymówiła pogardliwie.
Pierwszy raz od bardzo dawna zabrakło mu języka w gębie.
– Czyli – patrzył na nią z niedowierzaniem – okłamywałaś mnie przez te wszystkie lata?
Milczała, spoglądając w lustro.
– Ja pierdolę. – Ukrył twarz w dłoniach. – Ale rozpierdol.
Czuł się, jakby ktoś wyjął mu wtyczkę.
– A dzieci? Kochasz?
– Oczywiście. To moje dwa oczka w głowie.
– Czyli gdyby dzieci nie było…
– To dawno bym się z tobą rozstała! I to nie jest kwestia wyglądu, tylko – urwała – lata temu przestaliśmy być przyjaciółmi, a staliśmy się współlokatorami, uprawiającymi seks, czasem razem imprezującymi i gadającymi ze sobą. Bez zaangażowania emocjonalnego. Nie czułeś tego? A biorę i piję, bo mam stresującą pracę, potrzebuję relaksu i po prostu to lubię.
– Aha, czyli dragi i wóda są ważniejsze od męża i rodziny?
– Kuba. – Odwróciła się do niego. – My już nie jesteśmy od dawna rodziną. Może ja z dziećmi ją tworzę albo ty z Anią i Frankiem, ale nie my we dwójkę.
– Ale to ty chciałaś ich narodzin! I dzieci miały naprawić nasze małżeństwo, co przyznaję, było wyjątkowo głupie. Po co chciałaś stworzyć ze mną rodzinę, skoro mnie nie kochasz!?
– Wtedy cię jeszcze kochałam. Chyba – odparła bez skrępowania.
– Aha. Czyli murzyn zrobił swoje i może wypierdalać.
– To twoja interpretacja. Ja widzę to inaczej. Po prostu uczucie wygasło.
– Wiesz co? Mam tego, kurwa, po dziurki w nosie. Zastanów się, czy to ma dalej sens, bo dla mnie nie ma. Idź już spać i daj mi święty spokój.
Wyszedł z łazienki bez słowa, trzaskając drzwiami.
Rozwód w takiej sytuacji to lata walki. Dzieci, dom, alimenty, a jeśli dojdzie do wojny „na noże”, może być naprawdę ostro.
– Ja jebię! – Złapał się za głowę, paląc papierosa za domem, obok pomieszczenia gospodarczego, siąpił lekki deszczyk. – Najlepiej pierdolnąć sobie w łeb!
Julka zawsze była specyficzna, twarda, samodzielna i mało uczuciowa. Zwrot „kocham cię” słyszał od niej może kilka, maksymalnie kilkanaście razy w ciągu wielu lat małżeństwa i wcześniej związku. Z niemal stuprocentową pewnością mógł stwierdzić, że nie zdradzała go (on również powstrzymał się od skoków w bok, praktykowanych w trakcie związku z Lilką). Dzisiejsze wyznanie zaskoczyło, może nie był w szoku, bo przez ostatnie lata życie stało się rutynowe, mimo to zdziwił się, że tak daleko dotarli w odsuwaniu się od siebie.
Odpalił drugiego papierosa od pierwszego.
Co mu zostało? Dzieci kochał, ale gdyby mógł cofnąć czas, czy pojawiłyby się na świecie? Nie, chyba nie. Uważał się za kiepskiego ojca, niemowlaków i noworodków nie lubił, nie chciał się nimi zajmować i dziwił się przez lata, że zgodził się na powiększenie rodziny. Skłoniła go chęć spróbowania, jak to będzie, bezpieczeństwo finansowe i socjalne (oboje zarabiali na tyle dużo, że stać ich było praktycznie na wszystko) oraz… chęć uszczęśliwienia Julii. W głębi duszy czuł jednak, że gdyby nie pojawiły się…
Małżeństwo nie zgniłoby przez te wszystkie lata, a on zamiast rozpraszać się wszystkim dookoła, w tym wychowaniem dzieciaków, skupiłby się na naprawie stanu zdrowia psychicznego żony.
Pstryknął papierosem za plot, na ulicę. Po głowie błąkały się myśli „co dalej”, „po co mi to wszystko”. Wiedział, że w obecnej sytuacji najlepszym rozwiązaniem będzie rozwód, na który nie miał najmniejszej ochoty. Czy kochał żonę? Tak, chyba tak. Przynajmniej tak myślał. Dla potwierdzenia wykonał test w głowie, zastanawiając się, gdyby jej w tej chwili zabrakło, co by czuł.
Złapał się na myśli, że owszem, byłoby mu jej żal i na pewno płakałby na pogrzebie, ale czy rozpaczał?
Nie.
Znalazłby sobie inny obiekt uczuć.
Zmroziło go.
Kurwa. Pojebane to życie – westchnął. – Na chuj mi to wszystko? Praca, pieniądze. Bez uczuć, najbliższej osoby i miłości na chuja się to zda.
Coraz częściej łapał się na myśleniu o ucieczce. Z domu. Zniknięciu na stałe, bez pozostawienia śladu po sobie. Finansowo było go na to stać.
Wszedł do pokoju syna, którego pogłaskał po głowie, później do córki, pocałowanej w policzek, aż opadł na narożnik w salonie.
– Po co mi to wszystko? – Powtórzył na głos. – Całe życie krew w piach. Myślisz, że masz wszystko poukładane, a tu dowiadujesz się, że możesz zaczynać od początku.
Łza potoczyła się po policzku.
– A chuj, jebać… – Otworzył pufę, stojącą obok szklanej ławy i z zamykanej na kod metalowej skrzynki wyjął torebkę z białym proszkiem. Poszła spać, więc nie będzie mu przeszkadzała.
No to siup.
Usypał równe kreseczki, zwinął dziesięć złotych w rulonik i przystąpił do dzieła.
– Tam umarłem, prawda? – Wizja zniknęła, siedział na kanapie, naprzeciw Alainy.
– Tak, przedawkowałeś narkotyki, tej samej nocy.
– O, kurwa. Myślisz, że się zabiłem? Celowo? Jeśli tak, to nie pamiętałem o tym. – Zaniemówił. – Przepraszam, a dzieci? – szepnął, pojedyncza łza potoczyła się po policzku.
– Twój żal jest uzasadniony, choć bezproduktywny w kontekście rozprawy. – Głos bogini przeciął ciszę niczym ostry nóż. – Dzieci tęsknią, jednak przeżyją bez ciebie I poradzą sobie. I nie, nie zabiłeś się. To był przypadek. Przedawkowanie.
Rozpłakał się. Zdziwiona czekała, nie wiedząc jak zareagować. Łkał przez dłuższą chwilę, aż udało mu się opanować.
– Przepraszam. Nie powinienem. – Otarł oczy dłońmi. – Jedyne osoby, do których tęsknię, to dzieci. Reszta mogłaby nie istnieć.
– Czy aby na pewno? – rzuciła, uśmiechając się zagadkowo.
– Wiesz o czymś, o czym ja nie wiem?
– Może – odparła. – Jaki jest twój wniosek po Julii?
Zastanawiał się chwilę.
– Nie powinienem zgadzać się na dzieci i trzeba było zmusić ją odpowiednio wcześnie do terapii, bo dobrowolnie by się nie zgodziła. Wpadliśmy w nałogi, które doprowadziły do rozpadu małżeństwa i mojej śmierci. No i już po narodzinach dzieciaków powinienem wcześniej postawić sprawę zero–jedynkowo albo będzie czysta, albo samotna, bez naszej trójki. Z drugiej strony – nabrał głęboko powietrza – uważam, że to ona powinna mnie przeprosić i błagać o wybaczenie. Wiesz dlaczego? – Alaina wyczekująco stukała palcami w oparcie tronu. – Oszukiwała mnie w zasadzie od kiedy zaczęliśmy ze sobą być. Myślałem, że mnie kocha, że jestem dla niej najważniejszy, tymczasem. – Zacisnął wściekle usta. – Co ja będę pierdolił po próżnicy, widziałaś, co się stało.
Światło pochodni przygasło jeszcze bardziej. Kształty Alainy w migoczącym blasku kominka jawiły się tajemniczo i seksownie, dużo bardziej, niż w pełnym świetle.
– Tak, trzeci etap za tobą, pozostał ostatni. Powinieneś rozluźnić się i nieco odpocząć, czas na coś bardziej przyjemnego.
– Coś bardziej przyjemnego? – Zdziwił się.
– Tak. Pamiętasz, na co umawialiśmy się w trakcie oglądania wspomnień, związanych z Grażyną?
– Tak. – Zorientował się, że chodziło o seks i drgnął. Po wspomnieniach związanych z Julią, nastrój na pieprzenie miał średni, ale czy facet odmówi kobiecie? Zwłaszcza pięknej?
– To do dzieła. – Wstała i zrzuciła z siebie zbroję. Oddech Kuby przyspieszył, a on sam obłapiał wzrokiem perfekcyjne piersi i wyrzeźbioną figurę. – Gotowy?
– Ttak. – Zająknął się i pomyślał, że może jednak warto było umrzeć, w końcu żaden z kumpli nie mógł pochwalić się zerżnięciem bogini.
Parsknął, spojrzała na niego ze zdziwieniem.
– Nieważne – rzucił ze śmiechem. – Połóż się tutaj. – Wskazał na tapczan, na którym siedział przez większość projekcji. – Pokażę ci coś, co zapamiętasz na kolejne kilkadziesiąt eonów, Alaino. – Klęknął między udami i przystąpił do dzieła.
Koniec części ¾.
koko
Jak Ci się podobało?