Ilustracja: Gemini

Światło pochodni (IV). Alaina

28 lutego 2026

Opowiadanie z serii:
Światło pochodni

31 min

Zdziwiony, że boginie golą cipki, dotknął językiem powierzchni sromu. Drgnęła, ale nie zareagowała. Przesunął dłonie po biodrach, brzuchu, chwycił za piersi i lekko ścisnął, całując jednoczenie okolice łona. Czuł na sobie wzrok i zastanawiał się, jak zareaguje, kiedy przejdzie do konkretów.

– Uprawiałaś kiedykolwiek seks? – Pokręciła głową, zaprzeczając. – A wiesz, jak to się robi?

– Widziałam tylko, jak robią to ludzie.

– Wow, czyli jesteś dziewicą. – Gwizdnął pod nosem. Poza pierwszą dziewczyną, którą rozdziewiczył i przy okazji sam stracił cnotę, nie miał okazji kochać się po raz kolejny ze świeżynką.

– Dziewicą? – Spojrzała ze zdziwieniem. – Nie mam błony dziewiczej, a chciałbyś, żebym miała?

– Darujmy sobie ten zbędny szczegół, aż taki realizm nie jest nam potrzebny.

Cipka Alainy nie różniła się niczym on innych, które widywał w przeszłości. Może z wyjątkiem paseczka króciutkich włosków koloru ciemnego blond. Powąchał, czysta i nieskalana kutasem innego.

To może być całkiem przyjemne doświadczenie. – Zachichotał pod nosem i wsunął czubek języka między płatki.

– Co teraz robisz?

– Będę cię lizał. Cicho bądź.

– Masz ciepły język – szepnęła po chwili. – To bardzo przyjemne.

Rozsunął palcami płatki i przeciągnął ponownie po wnętrzu, kilka razy. Drgnęła.

– Och, ale dziwne uczucie. Takie napięcie, jakby mi tam wszystko pęczniało, robiło się ciepłe, nabrzmiałe. To jest miłe – wyrzuciła z siebie na wydechu. – Tak wygląda seks?

– Alaina, przymknij się. – Uniósł głowę, uciszając ją, po czym złapał się, że jest obcesowy w stosunku do bogini. – Przestań choć przez chwilę gadać i skup się na odbiorze wrażeń.

Wrócił do obiektu zainteresowań. Język powoli przesuwał po płatkach, zahaczając niby od niechcenia twardniejący guziczek, a palec wsunął powoli do wnętrza.

– Ojej – jęknęła. – Ale...dobrze! Och! – Drgnęła. – Mógłbyś… trochę szybciej poruszać się w środku?

Bez słowa spełnił życzenie. Pracował nieśpiesznie i metodycznie, sunąc w górę i dół, a palec zagiął go góry, stosując technikę, która nigdy nie zawodziła.

– Jakub, nie wiem, co się ze mną dzieje! – W głosie Alainy wybrzmiała panika. – Przestań!

– To się nazywa podniecenie seksualne, zbliżasz się do orgazmu. – Uniósł głowę, policzki i usta błyszczały od soków. – Chcesz przerwać?

– Nie. To znaczy, tak. Nie, nie wiem. Nie przerywaj. – Rozciągnęła mocniej uda. Wrócił do lizania, śmiejąc się w duchu z niezdecydowania kobiety.

Bogini, nie bogini, wszystkie kurwa jesteście takie same. Wiecznie niezdecydowane, niedojebane. Same nie wiecie, o co wam chodzi.

Przyspieszył niespodziewanie. Krzyknęła niekontrolowanie, uniosła się i złapała go za włosy.

– Jakub, pomocy! – wydukała urywanym oddechem. – Ja umieram, tracę dech! Och!

– Nic nie tracisz, co najwyżej cnotę. – Zażartował.

Palec poruszał się bardzo szybko, wygięła ciało w łuk i zamarła z otwartymi szeroko ustami, zamkniętymi oczami i zaciśniętymi na głowie Jakuba dłońmi.

– Ooooch! – Wypuściła powietrze, wracając z dalekiej podróży. – Jak nazwałeś ten stan? Orgazm?

– Mhmmm. – Stanął nad nią, wodząc główką penisa po piersiach. – Jak się czujesz?

– Dziwnie. – Otworzyła oczy i usiadła. – Lekko, radośnie, jakby moje ciało nic nie ważyło. Drżą mi uda, a w środku promieniuje leniwe ciepło. Poza tym jestem zaniepokojona.

– Dlaczego? – Chwycił za pierś Alainy i zaczął bawić się sutkiem, który błyskawicznie zareagował.

– Podczas orgazmu stajesz się bezwolny, nie możesz kontrolować otoczenia. To mnie niepokoi.

– Niepotrzebnie. Przecież nikogo tu nie ma oprócz nas. Poza tym, ludzie zwykle uprawiają zazwyczaj seks w bezpiecznym miejscu, z dala od innych, choć są tacy, którzy lubią publicznie. Dobrze. – Zaklaskał. – Gotowa na lekcję numer dwa?

– Co tym razem? Będziesz we mnie? – Zapaliła się do pomysłu i rozsunęła szeroko uda.

– Jeszcze nie, jakiś czas temu chciałaś go dotknąć. Teraz będziesz miała okazję na nieco więcej. – Obok twarzy Alainy zadyndał wzwiedziony penis.

– I co mam zrobić? – Spojrzała bezradnie na Jakuba.

– Jadłaś kiedyś lody, lizaka albo wiesz przynajmniej, jak to się robi? Albo pamiętasz wspomnienia z Grażyną i Julką? – Potwierdziła skinięciem głową – Spróbuj potraktować go, jakby główka była wielką gałką lodów w waflu.

– Nie wiem, jak.

– W porządku. Pokażę ci, daj kciuka.

Nieufnie wysunęła dłoń. Postawił palec pionowo, po czym nabił się ustami i zaczął symulować fellatio, używając do tego palca.

– Teraz rozumiesz? – Oderwał się. – Spróbuj, zobaczymy, jak będzie ci szło. Otwierasz szeroko usta, wkładasz go, chowasz zęby i lekko naciskasz językiem oraz zaciskasz policzki, poruszając jednoczenie głową w górę i dół. Uważaj, żeby nie dopchnąć do podniebienia, bo zwymiotujesz.

Kurwa, seks instruktor od siedmiu boleści. – Zaśmiał się w duchu.

– Och, dobrze. – Pogładził ją po głowie. – Nie ssij za mocno, staraj się lizać, możesz wyjąć go co jakiś czas z ust i przesuwać samym językiem oraz całować, dobrze… – Jęknął urywanym głosem. Martwy, nie martwy, sprzęt miał sprawny i odczuwał to, co za życia. A ona, mimo że nowicjuszka, miała dar w ustach i był przekonany, że trochę ćwiczeń doprowadzi ją do miana mistrzyni gały, a gdzieś tam, gdzie uda się po wszystkim, będzie mogła wzorem Grycana i ich „Lodów od pokoleń” założyć swoją lodziarnię, na przykład „Boski lodzik”.

Zakrztusiła się, gdy dopchnął kutasa do końca i niemal zwymiotowała, ale cierpliwie ssała go i lizała.

– Całkiem nieźle jak na pierwszy raz. – Odciągnął głowę Alainy. – Teraz przejdziemy do głównego punktu programu.

– Zespolimy się? – Pierwszy raz ujrzał na jej twarzy prawdziwą ekscytację, brakowało, żeby zaczęła klaskać szybko, jak foka. Zaśmiał się, komentując, że tak, ale słowo „zespolenie” pachnie mu geriatrią i ma przestać go używać, bo wszystko mu opadnie.

– Uważaj. – Ukląkł między udami i spojrzał w dół. Perfekcyjnie ogolona świątynia bogini czekała na pierwszą penetrację. Nie przepadał za całkowicie wydepilowanymi, całe szczęście na środku zostawiła malutki, cienki paseczek. – Teraz ja zadam to pytanie, gotowa?

– Tak. – Oddychała szybko, jakby miała zaraz hiperwentylować. – Chcę poczuć cię w środku. Och!? – jęknęła niepewnie, gdy zanurzył się w niej powoli.

– Boli? – szepnął, patrząc w oczy kochanki. Była cholernie wąska, prawie tak wąska, jak tyłek Julki.

– Nnie – odparła urywanym głosem. – Przyjemnie.

– Zaraz będzie jeszcze przyjemniej. – Zaparł się dłońmi nad jej głową i poruszył biodrami.

Raz.

Drugi.

Trzeci.

Jęknęła i chwyciła go za ramiona.

– Teraz trochę boli, ale niezbyt mocno.

– Będę delikatny, postaram się. – Wsuwał się lekko i bez gwałtownych ruchów. Nagle zatrzymał się.

– Coś się stało? – Otworzyła oczy.

– A ty możesz zajść w ciążę? – Spojrzał na nią badawczo. – Nie chciałbym za jakiś czas, będąc gdzieś tam, gdziekolwiek trafię, do innego życia, piekła czy czego tam twój brat nie wymyśli, dostać wiadomość, że mam dziecko, półboga albo kogoś równie wysoko sytuowanego.

– Nie, choć byłoby to możliwe, tworząc to ciało, pozbawiłam je możliwości rozmnażania się. A chciałbyś mieć ze mną dziecko?

Z początku myślał, że mówi poważnie, ale uśmiechnięty kącik ust dał mu do zrozumienia, że żartuje sobie z niego.

– Tyyy… – Zaśmiał się nerwowo. – Jaja sobie ze mnie robisz?

– Jeśli robienie sobie jaj oznacza żart, to tak. – Zachichotała, ale uśmiech natychmiast spełzł z ust, kiedy poruszył biodrami.

– Przyjemny jest ten seks. – Kolejne słowa wychodziły z jej ust, podczas gdy Jakub pompował powoli, skupiając się na falujących piersiach i odczuciu wszechogarniającego sprzęt ciepła. Nie wiedział, czy to zasługa bycia boginią, czy po prostu tak skonstruowanym ciałem dysponowała, ale cipka w miarę narastania podniecenia, obejmowała go coraz szczelniej.

– Mogę strzelić w tobie? – Wolał upewnić się. W przeszłości spotykały to z tego tytułu niemiłe niespodzianki, w tym tabletka „po” oraz skrobanka jednej z koleżanek z pracy w Czechach.

– Tak, ale chciałabym cię posmakować. – Dotknęła twarzy Jakuba palcami i przesunęła po policzkach.

– W takim razie dostaniesz swoją porcję. – Przyspieszył i jęknął z powodu zbliżającego się orgazmu. Objęła go mocno udami, a piersi falowały w rytm głębokich wbić.

– Znowu tracę dech! – krzyknęła.– Pomóż mi!

– Zamknij się wreszcie! – Zasłonił jej buzię dłonią i przyspieszył gwałtownie. Zgodnie z przewidywaniami, oczy Alainy zaszły mgłą, zamknęła je, odchyliła głowę i drżąc, szczytowała, wbijając palce w obicie, jego skórę na plecach i pośladkach.

Czekał cierpliwie, aż skończy. Uspokoili oddechy.

– I jak? – Podniosła powieki, a na twarzy widniał uśmiech spełnienia. – Widzę, że całkiem nieźle. Jeśli przeżyję albo wyjdę z tego bagna, w którym obecnie się znajduję, pochwalę się kumplom, że zerżnąłem boginię tak, że omal nie zemdlała.

– Cudownie. Już rozumiem, dlaczego ludzie lubią seks. – Przeciągnęła się i zamruczała. – Zaraz, a gdzie sperma? – Dotknęła rozgrzanej cipki, szukając wypływającego nasienia.

– Nie ma. – Rozłożył ręce w udawanym geście. – Chciałaś spróbować, teraz dostaniesz szansę. Klęknij. – Stanął przed nią i wydał polecenie.

Nieprzywykła do słuchania rozkazów z początku nie zrozumiała, o co mu chodzi, jednak po chwili klęczała naga, przed twarzą mając kutasa w pełnej erekcji.

– Possij go trochę, a później patrz. – Posłusznie wzięła członek do ust i nieco pokracznie lizała, choć w ocenie Jakuba i tak świetnie, niektóre kobiety, z którymi sypiał, po kilku lub kilkunastu latach współżycia i robienia loda nie potrafiły tego w ogóle. Wreszcie wyciągnął kutasa z głośnym plaskiem i poruszył dłonią wzdłuż nasady, do główki, a później wrócił do pozycji startowej, naciągając skórę.

– Co mam robić? – Spojrzała bezradnie w górę.

Świetna jest. – Ocenił. – Z przyjemnością rozchlapię się na tę śliczną buźkę.

– Nic – stęknął. – Kiedy powiem, otworzysz szeroko usta i wystawisz język. Rozumiesz?

Skinęła głową na zgodę, zafascynowana widokiem coraz szybciej poruszającej się po członku dłoni. Sprzęt nabrzmiał i stał się mocno zaróżowiony, aż Jakub ugiął lekko nogi w kolanach i nachylił się nad otwartą szeroko buzią. Odskoczyła z nerwowym „och”, kiedy pierwsze krople nasienia odbiły się od policzka, kolejne, grube linie, lądowały na skórze, policzkach, nosie i języku, po rytmicznych, spazmatycznych salwach. Skończył i dyszał ciężko, podziwiając dzieło swych lędźwi.

Całą twarz miała umazaną w spermie.

– Spróbowałaś? – Wypuścił powoli powietrze.

– Dziwna w smaku – odparła, nabierając trochę palcami z policzków.

– Moim zdaniem sperma pachnie jak krochmal.

– Co to jest krochmal? – Nabrała kolejną porcję.

– Ech, wy, boginie to naprawdę do życia jesteście niedostosowane. – Pokręcił głową. – Taka substancja do usztywniania koszul.

Wyraz twarzy Alainy wskazywał, że niewiele z tego rozumie, a Jakubowi, zmęczonemu seksem, niekoniecznie chciało się przeprowadzać wykłady o krochmalu. Opadł na kanapę i przyciągnął ją do siebie. Zdziwiona nie oponowała, oparła ramię na jego torsie, kontynuując degustację materiału genetycznego.

– Muszę stwierdzić, że nie rozumiem, o co tyle krzyku. Przecież to nie smakuje jakoś wyjątkowo. – Podsumowała.

– Bo tu nie chodzi o smak. – Uniósł się.

– Nie? To o co?

Zapadła chwilowa cisza.

– Orgazm to coś wyjątkowego, uduchowionego. Ktoś, kto daje ci swój, oferuje cząstkę duszy. Zawsze tak myślałem. – Wpatrywała się w niego, chłonąc każde słowo z uwagą. – Poza tym niektórzy traktują to jako symbol dominacji i przywiązania. Dominacji, bo konsumujesz efekt mojego szczytowania, na kolanach, jak uległa niewolnica, zdana na łaskę lub niełaskę pana. A przywiązania, bo osoba, która połyka nasienie, lub, w przypadku kobiet, ich soki, pokazuje jego najwyższy poziom.

– No tak, ale przecież – zastanawiała się chwilę – kiedy Grażyna połknęła twoją spermę, nie kochała cię, jak męża czy partnera, prawda?

– Niektórzy robią to po prostu, bo lubią. Dla mnie to na nieco głębsze znaczenie, w przypadkach, gdy uprawiam seks z osobą, do której coś czuję.

Zapadła cisza. Jakub wpatrywał się w okno, relaksując po zbliżeniu, Alaina niewidzącym wzrokiem omiatała wnętrze chaty.

– Do mnie też coś czujesz? – Pytanie zaskoczyło go.

– Nie, nie wiem. Lubię cię. – Odwrócił wzrok na jej twarz, zdziwiony. – Nie kocham, to chyba oczywiste, bo nie znamy się zbyt dobrze. To pytanie, z dzieckiem, mówiłaś poważnie?

Milczała, po czym uśmiechając się, wstała i zaczęła ubierać.

– Odpowiesz mi?

Cisza.

Nie pytał więcej, znowu padłaby odpowiedź, że nie o wszystkim może mówić.

Dziwna ona jest. – Obserwował Alainę w trakcie.

– Co teraz będzie? – zapytał.

– Zobaczysz – odparła. – Jedno jest pewne, niedługo się rozstaniemy.

– Szkoda. Polubiłem siedzenie tu z tobą.

– Naprawdę? – Uśmiechnęła się. – To miłe, mnie również przyjemnie spędza się z tobą czas. Poznałam miliardy istot, takich jak ty, stwierdzam że jesteś wyjątkowy i… – spojrzała na niego – mam nadzieję, że ci się uda i Berat wyda korzystny wyrok. Jednak dobrze wiesz, że musisz iść w swoją drogę, a ja mam inne obowiązki. – Była już w pełnym rynsztunku, a Jakub zauważył, że zbroja bogini ponownie lśniła lekko. – Posłuchaj mnie teraz bardzo dobrze. Za chwilę zacznie się proces, poprowadzę go ja, na świadków zostaną wezwane Grażyna, Julia i Lilianna, a wyrok wyda mój brat. Pewne zadania wykonałeś, niektóre dobrze, inne nieco słabiej, ale równie ważne jest to, co teraz powiesz.

– Jak to „zostaną wezwane”? – Otworzył oczy. – Umrą?

– Nie, choć twój rok rozumowania jest logiczny. Przyjdą tu we śnie. W zasadzie już przyszły, możemy zaczynać?

O, kurwa. – Mimo poczucia surrealizmu, odniósł wrażenie, że to najważniejszy egzamin w jego życiu (egzystencji?). Zadrżały mu dłonie i uda.

– Tak – odparł pewnym głosem, mimo że we wnętrzu był zaniepokojony i zdenerwowany.

 

– Grażyno Rodak! – Głos Alainy wybrzmiał w całym pomieszczeniu, jakby mówiła przez megafon. – Zostałaś wezwana, aby zeznawać jako świadek w rozprawie Jakuba Słoniewskiego. – Półprzezroczysta sylwetka kobiety, ubranej tak samo, jak w czasie imprezy, w której trakcie nastoletni Jakub obserwował jej solowe wyczyny przez okno w toalecie, kiwała się w przód i tył. – Czy masz coś przeciwko zabraniu głosu?

– Nie. – Głos miała nieco przytłumiony, jakby rozmawiała przez koc.

– Ona zapamięta to, co się tu dzieje? – szepnął do Alainy. – Widzi nas?

– Tak i nie – odpowiedziała, nie odrywając oczu od Grażyny. – Nie będzie pamiętała twojego i mojego wyglądu, bo widzi ciemność, ale słowa zapamięta, jakby zostały wypowiedziane we śnie. Nie widzi nas jednak tylko słyszy. Grażyno! – Głos bogini stał się tak potężny, że Jakubowi dudniło w głowie. – Będę zadawała pytania, oczekujemy szczerych odpowiedzi. Czy znasz niejakiego Jakuba Słoniewskiego?

– Tak. – Głos kobiety był bezemocjonalny. Jakby sterował nią robot lub sztuczna inteligencja.

– Czy miałaś romans z oskarżonym kilkanaście lat temu?

– Tak. – Ciało Grażyny bujało się w przód i tył niczym wahadło. – Bardzo przyjemny. – Zaśmiała się gardłowo, charkotliwie i niepokojąco.

– Czy Jakub cię skrzywdził?

– Oj, krzywdził mnie kilka razy w tygodniu. Nie narzekałam. – Zachichotała, a Słoniewski parsknął i skomentował pod nosem „Cała Grażyna”.

– A bardziej precyzyjnie, czy w trakcie lub po zakończeniu romansu, czułaś się zraniona?

Przyglądał się Grażynie. Dopiero po latach uświadomił sobie, że tak naprawdę ta starsza o ponad dwadzieścia lat kobieta była jego pierwszą, nastoletnią miłością, w której podkochiwał się skrycie przez lata. A w dorosłości pieprzył przez kilka miesięcy, realizując z pasją młodzieńcze fantazje.

– Oczywiście, że tak. Choćby wtedy, gdy rzucił mnie, jak starą ścierkę do podłogi, bez uprzedzenia…

– Znam tę historię. – Przerwała jej Alaina. – Czy uważasz, że czyn Jakuba jest uzasadniony? Czy będąc na jego miejscu, zrobiłabyś to samo?

Grażyna milczała, wpatrując się niewidzącymi oczami w przestrzeń, jakby szukała punktu zaczepienia i rozmówcy, zadającego pytania.

– Tak – wyszeptała w końcu. – Mimo że to bardzo bolało, bo kochałam tego gnoja, zrobiłabym to samo, prędzej czy później. Dobrze się bawiliśmy, ale na koniec zawsze okazywało się, że różnica wieku robi swoje i poza seksem, nic więcej z tego nie wyjdzie.

– Czy masz żal do niego za to, jak cię potraktował?

– Miałam – odparła bez wahania. – Przez lata nosiłam głęboko ukryty, jednak teraz jest już dobrze. Przeszło mi. – Uśmiechnęła się smutno, choć wyraz twarzy wskazywał, że chyba nie do końca przeszło. – Chciałabym jednak jednego, mimo wszystko, mimo uzasadnionego odejścia, usłyszeć od niego „przepraszam”. Pękło mi serce, kiedy zostawił mnie w taki sposób i tylko o to mam do niego żal. Teraz jestem już stara, mam ponad siedemdziesiąt lat i niewiele życia mi zostało. Na koniec zawsze miło jest czuć, że ktoś o mnie myśli. Pozytywnie.

Po policzku Jakuba potoczyła się pojedyncza łza. Nie przypuszczał, że tak zaangażowała się emocjonalnie, myślał, że tak tylko seks.

– Przepraszam, Grażynko – szepnął. – Ja też cię kochałem, nie miałem pojęcia, że darzę cię takim uczuciem. Byłem egoistycznym gówniarzem, patrzącym tylko na siebie i potrzeby, które miałem. Przepraszam, kochanie.

Uśmiechnęła się lekko. Jej poświata powoli zanikała i ciemniała, a Jakub otarł oczy i odwrócił się do Alainy.

– Kurwa, ale to jest trudne.

– Przyznawanie się do winy zawsze jest trudne, często trzeba wykonać coś przeciw sobie – odparła z rozbrajającą szczerością. – Grażyna ci wybaczyła. Zresztą ona wszystko by ci wybaczyła, prawda? Teraz czas na Julię, gotowy?

Skinął głową, oddech przyspieszył. Konfrontacji z Julką bał się nie mniej niż z ostatnią Lilką.

– Julio Słoniewska! – Zatkał uszy, stwierdzając w myślach, że musi powiedzieć Alainie, żeby nie darła się jak potępiona, przecież wszystko słychać. A ona zachowuje się jak syrena alarmowa. – Zostałaś wezwana na rozprawę twojego męża, Jakuba Słoniewskiego. Czy jesteś gotowa odpowiadać na pytania, zgodnie z prawdą?

– Tak. – Obserwował twarz Julki. Zmęczoną, pooraną bruzdami i zmarszczkami. Zniszczoną nałogami. Zrobiło mu się smutno.

– Julio, twój mąż przyznał się, że zaniedbał cię, powinien szybciej reagować i zmusić cię do terapii, a jeśli nie uda się, rozstać się z tobą. Podzielasz jego pogląd?

– Wow, cóż za autorefleksja. – Zaśmiała się i odpaliła papierosa. Nawet we śnie nie odmówiła sobie pyknięcia „dymka”. – Nie wiem. To ja byłam tą „złą”, ćpałam, piłam. Mimo że zarabiałam świetne pieniądze, tak jak Jakub i stać nas było na bardzo wiele, nie byłam szczęśliwa.

– Czy uważasz, że twój mąż ponosi winę za rozkład waszego małżeństwa?

Zaśmiała się nerwowo, patrząc w przestrzeń.

– Mój mąż. Ideał mężczyzny. Przystojny, wygadany, wysportowany, zarabiający mnóstwo pieniędzy. Tylko to nie wystarczało. Nigdy.

– Czemu nie?

– Bo ja go nigdy nie kochałam. – Zapłakała. Drugi raz widział Julię płaczącą, twardą sukę z męskim charakterem. – Był dla mnie dobry, przystojny, dbał o mnie jak nikt inny. Za dobry i za przystojny. Zbyt perfekcyjny. Zaczęłam z nim być, po kilku miesiącach pomyślałam, że go nie kocham, ale naprawdę lubię i uwielbiam seks z nim. Że jakoś to będzie, bo ludzie zakochują się w sobie czasem po kilku latach. I zostałam, jednak nigdy nie czułam do niego miłości. Czy ponosi odpowiedzialność? – Zastanowiła się. – Nie wiem, pewnie tak, bo rzadko w takich sytuacjach zdarza się, żeby wina leżała tylko po jednej stronie.

– Czy uważasz, że gdybyś posłuchała próśb Jakuba i odstawiła używki, a on razem z tobą, twój mąż żyłby do tej pory?

Zapłakała rozpaczliwie, zanosząc się.

– Tak, myślę, że tak. To głównie moja wina. Za dużo tego było. Chciałam dzieci, bo myślałam, że dzięki nim przetrwamy dłużej, ale nie zadziałało. To było naiwne i głupie. A najgłupsze i najbardziej nie fair było oszukiwanie go w uczuciach.

Zapadła chwilowa cisza.

– Czy uważasz, że powinien wcześniej zabrać dzieci, wyprowadzić się i zażądać rozwodu? I czy to by was uratowało? – Kolejne pytanie Alainy wybrzmiało w głowie Jakuba.

Brązowe oczy Julii wpatrywały się w przestrzeń.

– Nie wiem – szepnęła. – Wiem tylko, że go zawiodłam, to głównie na mnie spoczywa odpowiedzialność. On mnie również zawiódł, bo był zbyt miękki, pasywny i ignorujący sygnały, że dzieje się źle. Ignorował sygnały i bagatelizował je, licząc, że się ułoży, a tak nigdy nie jest. To jednak ja byłam epicentrum.

– Jakub jest tu ze mną. Chcesz mu coś powiedzieć?

– Kuba, ja – zawahała się. – Przepraszam cię. Wybacz mi, mężu. Powinnam powiedzieć ci od razu, ale strasznie się bałam, że mnie zostawisz, a było mi z tobą naprawdę dobrze. – Kolejna łza płynęła po jej policzku. Jakub widział Julię płaczącą kilka razy w trakcie małżeństwa. Na ślubie, przy narodzinach Ani i Franka. – Wybacz mi.

– Nie ma sprawy, Jula. Ja też ciebie przepraszam – wyszeptał zachrypniętym głosem. – Kocham cię i ty też mi wybacz. Powinienem być głową rodziny, a nie do końca nią byłem, zadbać o ciebie i pomóc ci wyjść z nałogu. Tymczasem nie zrobiłem wystarczająco dużo – wyszeptał. – Kocham cię, wciąż to czuję.

Twarz Julii uśmiechała się ciepło, a jej postać powoli szarzała i finalnie zniknęła z widoku. Wewnątrz czuł spokój, ciepło i… pogodzenie z losem? Miał przeczucie, że skończyło się dobrze. I że ona wyjdzie bez niego na prostą. Żyć dla kogo ma – zostały dzieci.

– I już? Koniec z Julią? – Upewnił się.

– Z Julią? Tak, już. To decyzja Berata, najwyraźniej dowiedział się tego, co potrzebował poznać i jest zadowolony. Nie ja tu decyduję. Proces jednak się jeszcze nie zakończył. – Głos Alainy był poważny. – Została Lilianna. Skup się.

Wyczuł, że zaczyna się najważniejszy moment. Lilka była pierwszą, prawdziwą, dorosłą miłością. Zawsze miał z tyłu głowy, że po prostu ją zawiódł i jego wina była bezsprzeczna, zdecydowanie. Nie wykorzystał szansy na udane małżeństwo, oszukiwał i zdradzał, a na koniec porzucił i uciekł jak tchórz, mając możliwość naprawienia błędów. Poszedł po linii najmniejszego oporu. Tymczasem trzeba było powalczyć.

Sylwetka pierwszej żony powoli materializowała się przed nimi. Nie widział jej dobre piętnaście lat, na twarzy miała trochę więcej zmarszczek, ale figura i głos były takie same. Znajome. Coś w nim drgnęło. Wnętrze wypełniło się ciepłem i czymś, czego dawno nie czuł.

Czystą, bezwarunkową miłością?

– Tylko się nie drzyj, jak stare prześcieradło, przecież wszystko dobrze słychać. – Wszedł w słowo Alainie, która zamierzała zawołać materializującą się postać.

– Lilianno Czubak, czy mnie słyszysz? – Bogini brzmiała tym razem cicho.

– Tak. – Na dźwięk głosu Lili gardło Jakuba ścisnęło się z żalu.

– Pamiętasz jeszcze Jakuba Słoniewskiego? Byłego męża?

– Jak mogłabym zapomnieć. – Uśmiech na jej twarzy nie zwiastował przyjemnych wspomnień. – Nie dałoby się. – Spoważniała.

– Jesteśmy na rozprawie Jakuba, a ty zeznajesz jako świadek. Zgadzasz się na to? – Potwierdziła skinięciem. – Jakim Jakub był mężem?

– Jakim? – Zastanowiła się. – Dziwnym. Namiętnym, kochającym, dbającym, zabawnym, troskliwym i przyjacielskim. Świetnie się z nim czułam. – Chłonął emocjonalne zmiany na twarzy Lilki niczym gąbka. –  I jednocześnie egoistycznym, zdradliwym, fałszywym, samolubnym, leniwym i szybko się nudził. Kochałam go jak nikogo innego na świecie.

– Dziękuję, Lilianno. – Alaina pierwszy raz podziękowała, co odnotował ze zdziwieniem. – Jakbyś miała wyróżnić jedno zdarzenie, które wpłynęło negatywnie na wasz związek, to jakie byś wybrała?

– Nie ma jednego, to był proces trwający długo. – Poprawiła włosy, a Jakuba znowu ścisnęło w gardle. – Zdradzał mnie regularnie. Nie wiem, dlaczego, nic nie działało. Rozmowa, prośby, groźby. – Sapnął ze złości, słysząc słowa.

– Spokojnie. – Alaina położyła dłoń na jego ramieniu.

– Jakub jest tu ze mną i chciałby zabrać głos, zgadzasz się?

– Czy się zgadzam? Nie, ale pewnie nie mam wyjścia. Będzie próbował manipulować, jak zwykle, a prawda jest taka, że skrzywdził mnie i porzucił.

– Ja porzuciłem ciebie? – wykrzyczał. – A kto dał mi w twarz informacją, że mnie nie kocha, bo chce odejść do innej kobiety?!

Dyszał ciężko i szybko z nerwów. Martwy, nie martwy, nawet tutaj potrafiła wkurwić go tak, że niemal osiągnął stan przedzawałowy.

– To było kłamstwo! – Zamurowało go, gdy usłyszał odpowiedź. – Skłamałam, żeby zmusić cię, zmusić, żebyś choć trochę o mnie powalczył! – Wyrzuciła z siebie, płacząc. – Może to był błąd, pewnie tak, ale wyczerpałam już wszelkie możliwe sposoby, żeby do ciebie dotrzeć. Skoro nie działała rozmowa, prośby, groźby, krzyki, błagania czy szantaż, postanowiłam wzbudzić w tobie zazdrość. Tak bardzo cię kochałam i tak czułam się zaniedbana i samotna. Ty skakałeś z kwiatka na kwiatek, a ja wegetowałam w pustych czterech ścianach, jak słomiana wdowa.

– Przestałaś się mną interesować. Czułem się zaniedbany.

– Mogłeś przyjść i porozmawiać!

– Próbowałem, tylk…

– Próbowałeś?! Kiedy?!

– Spokojnie! – Alaina huknęła na oboje. Ucichli momentalnie.

– Byłam samotna, porzucona i zdradzana. Jak miałam się czuć, kiedy często, zamiast spędzać wieczorem czas z mężem, wychodzić gdzieś razem, kochać się z nim, czekałam długie godziny, do późnej nocy, nerwowo wyłamując palce z zazdrości, a ty wracałeś pijany i śmierdzący babskimi perfumami? Czasem byłeś tak odurzony, alkoholem i używkami, że nie kontaktowałeś. Kilkukrotnie zbluzgałeś mnie, a dwa razy…

– Co dwa razy? – wyszeptał.

– Uderzyłeś mnie.

– Boże, Lila, nie wiedziałem, nie pamiętałem. – Dopadł do niej, próbując przytulić, jednak jego dłoń przeleciała przez sylwetkę byłej żony.

– To jest tylko jej senna projekcja, Jakub. – Usłyszał za sobą głos Alainy. – Rozmawia z tobą, rozumuje jak ona, ale jest tu tylko duchem, ciało znajduje się gdzie indziej.

– Lila. – Stanął naprzeciw. – Gdybym tylko wiedział… – Zapłakał. – Ty też nie byłaś bez winy! Stałaś się oziębła, odrzucałaś mnie, w łóżku i na co dzień. Nie zliczę, ile razy próbowałem gdzieś cię wyciągnąć z domu czy porobić coś wspólnie, odpowiedź zawsze była taka sama, „jestem zmęczona”. To co mi pozostało?

– Wiem, że nie jestem bez winy, ale nie zdradzałam cię. Po prostu… – zawahała się – gdybyś wtedy powiedział, podczas naszej ostatniej rozmowy, że chcesz ratować małżeństwo, to bym spróbowała, dałabym ci ostatnią szansę i zaangażowała się w to tak mocno, jak tylko potrafiłam. Ty jednak – kolejna łza spłynęła po jej policzku – po prostu wyszedłeś. Zimny i obojętny, po tym, jak mnie wykorzystałeś i porzuciłeś.

– Dlaczego nie powiedziałaś mi o dziecku?

Nawet w marze sennej widać było wyraźne zaskoczenie na jej twarzy.

– Skąd wiesz o Mateuszu? – odparła pytaniem, odpowiedziała jej cisza. – Byłam na ciebie wściekła i postanowiłam, że poniesiesz karę, a naszemu synowi zakomunikowałam, że nie znam jego ojca i że jest dzieckiem z probówki. – Wzruszyła ramionami. – Może zrobiłam mu krzywdę, ale nie miałam ochoty oglądać cię na oczy, uważałam, że nie zasługujesz na nasze dziecko, a nasz syn lepiej, żeby w ogóle nie miał ojca, niż miał ciebie. Nie jest nieszczęśliwy z tego powodu. – Otarła policzki.

Ścisnęło go w środku. Naprawdę był aż takim potworem? To brzmi, jakby ją terroryzował i znęcał się.

– Lilianno. – Głos Alainy wyrwał ich z letargu. – Zadam ci pytanie. Czy wybaczasz Jakubowi przewinienia i czy przepraszasz go za swoje? Czy gdyby istniała taka możliwość, żeby cofnąć czas, pozwoliłabyś naprawić jego błędy i próbowałabyś zrobić to samo z własnymi?

– Jakub i naprawa błędów? On uciekał od trudnych tematów. Pewnie dałabym mu szansę, ale i tak by jej nie wykorzystał.

–  A czy byłabyś w stanie wybaczyć mu, jeśli on wybaczyłby tobie?

– Nie, przykro mi. Zawiódł mnie tak bardzo, że rana boli do tej pory. Nie potrafię mu wybaczyć. I nie wiem, czy kiedykolwiek będę. A czy przepraszam? – Umilkła. – Tak, przepraszam, ale jego kajania się nie oczekuję.

– Dziękuję, możesz już odpocząć. – Sylwetka Lili stawała się coraz bardziej rozmyta, aż do pełnego rozmycia.

– Jakub. – Alaina odwróciła się do niego i chwyciła za dłoń. – Zadam ci pytanie, na które nie ma dobrej odpowiedzi, a każda niesie za sobą negatywne i pozytywne konsekwencje. Gotowy?

– Poczekaj. – Przerwał. – Czy po odpowiedzi, rozstaniemy się, moje zadanie tutaj się skończy i przeniosę się gdzieś indziej?

– Tak – odparła, bez owijania w bawełnę.

– Okej. – Nabrał powietrza. – Dziękuję ci.

– Za co? – Zdziwiła się.

– Również dzięki tobie zobaczyłem, jakim byłem chwilami dupkiem w życiu. A świat nie zawsze kręci się wokół mnie.

– To nie moja zasługa, Jakub. – Uśmiechnęła się ciepło. – A ty bądź dobrej myśli. Gotowy na pytanie?

– Tak. – Głos Kuby zadrżał. – Miejmy to za sobą.

Nagle domek zniknął. Znaleźli się z powrotem mlecznoszarej poświacie limbo, jedyne co pozostało z przytulnej atmosfery chatki, to lewitująca nad nimi, dogasająca pochodnia.

– Trzy kobiety. – Zaczęła mówić. – Grażyna, Julia i Lilianna. Wszystkie trzy kochałeś, całą trójkę skrzywdziłeś, w mniejszym lub większym stopniu. Każda z nich nosi lub nosiła w sobie żal do ciebie, jednak stopień twoich przewinień jest różny, oboje dobrze o tym wiemy. Czy gdybyś mógł cofnąć czas, zdecydowałbyś się na powrót do Grażyny? To skutkowałoby odnowieniem związku, przyjemnym seksem, zabawą i, jeśli udałoby się wam dogadać, co tobie nie pasuje w związku i co chciałby zmienić, również realizacją potrzeb was obojga. Bez zobowiązań, bez dzieci, tak jak byś chciał.

– I z życiem lekkoducha. – Wszedł jej w słowo. – Z drugiej strony, gdybym wybrał Grażynę, nie spotkałbym Julki, nie miał z nią dzieci i pozostawił skrzywdzoną Lilę.

– Tak – potwierdziła. – Jak mówiłam, każdy wybór niesie wady i zalety. Julia. Z drugą żoną mógłbyś spędzić świetne chwile, a mając świadomość błędów, jakie popełniłeś, mógłbyś ich uniknąć i przestać brać narkotyki. Byłaby bardziej otwarta, a być może rozstałbyś się z nią, bo szczera rozmowa doprowadziłaby do wyznania braku miłości Julii do ciebie i jej odejścia. Kto wie. A może Julia wobec twojej miłości i uczucia, którym byś ją obdarzył, wolna od nałogów pokochałaby cię czystą miłością żony?

– Wciąż jednak nie naprawiłbym krzywdy Lili, a zdarzenia z Grażyną ciążyłyby, jak kamień młyński, przywiązany do szyi.

– Tak. Wybór drugiej żony powoduje, że wchodzisz w związek z bagażem, dodatnim i ujemnym z poprzednich.

– A trzeci wariant?

– Lilianna. Jedyna z nich, która nie chce ci wybaczyć. Wiesz, że nigdy nie związała się na stałe po tobie z mężczyzną? Miała przelotne romanse, ale żaden z nich nie zakończył się trwałym, poważnym związkiem. Wybranie Lilianny skutkowałoby tym, że nigdy nie spotkałbyś Julii, a Grażynę znał tylko jako znajomą rodziców.

– Czy to by oznaczało, że…?

– Tak, twoje dzieci z małżeństwa z Julią nie przyszłyby na świat.

Ania. Dorastająca nastolatka. Panna, która już w wieku dwunastu lat gromadzi wokół siebie wianek chłopaków w jej wieku. Charyzmatyczna, twarda i samodzielna, jak matka. Franek, mały szkrab. Energiczny, wesoły ośmiolatek. Fan piłki nożnej, Piotra Zielińskiego i korków Puma.

Miałby ich oboje stracić? Mimo że tak naprawdę… nie chciał ich?

Ścisnęło go w gardle. Zdecydował, że wariant z Grażyną odpadał, o tyle…

– Zaraz, co oznacza, że mam zdecydować? Wrócę z martwych i zostanę tym razem kochającym mężem i troskliwym ojcem, a nie ćpunem i wiarołomcą?

– Nie wiem, Jakub. To decyzja Berata. Jeśli uzna, że nie zasługujesz na powrót, możesz zostać tutaj, samotny, na zawsze, albo trafić w inne miejsca, mniej przyjazne, o których nie mogę mówić.

– Kurwa.

– Przykro mi. Czas, który spędziliśmy tu razem, służył do oceny twojej osoby, a tu decyduje mój brat.

Świetnie, kurwa mać. – Po raz kolejny szpetnie zaklął w myślach. – Mam wybrać, ale jeśli wybiorę źle, to wyślą mnie gdzieś w diabły, na przykład do piekła albo zostawią tutaj i oszaleję w samotności.

Ech.

Lila. Patrząc na nią, podczas sennej projekcji uświadomił sobie, że wciąż ją kocha. To uczucie schowało się gdzieś w głębi duszy. Na dźwięk głosu byłej żony drżał, sylwetka poruszyła dawno nieodczuwane struny, a ton koił i uspokajał.

Czy byłby w stanie poświęcić wszystko, co wydarzyło się po Lili, żeby być z nią?

– A mam czwarte wyjście?

– Nie rozumiem? – Na twarzy Alainy pojawiło się zdziwienie.

– A gdybym nie chciał naprawiać żadnego z błędów? Może powinienem zamknąć to, co jest za mną i szukać szczęścia gdzie indziej.

Cisza.

– Alaina?

– Nie mogę ci nic podpowiedzieć, Jakub. – Wzruszyła ramionami.

– No tak, Berat. – Skwitował z przekąsem. – Ile mam czasu na zastanowienie się?

– Czas tutaj biegnie inaczej, a w zasadzie w ogóle nie biegnie. Nie będziemy jednak czekać w nieskończoność. Powiedzmy, że do, kiedy ziarno w klepsydrze przesypie się, Berat podejmie decyzję, a ty musisz wiedzieć, czego chcesz. – Nagle przed nim pojawił się mały stolik, a na nim drewniana klepsydra. Po chwili ocenił, że ma jakieś pięć minut, może niewiele więcej. – Jeszcze jedno. – Zamilkła.

Wyczuł, że to koniec i za chwilę ona zniknie. Zerwał się i złapał ją mocno, tuląc. Zaskoczona początkowo zdębiała, oddając po chwili uścisk z matczynym uśmiechem i gładząc go po głowie.

– Żegnaj, Jakub. – Odsunęła Jakuba od siebie i pocałowała lekko. – To był dobry seks i pożyteczny, wspólny czas. – Oboje uśmiechnęli się jednocześnie. – Powodzenia, już czas, idź.

Bez słowa odwrócił się i usiadł na ziemi, tyłem do niej, czując wewnętrzny nakaz, że tak należy zrobić.

Zagłębił się w rozmyślaniach, wspominając obrazy z przeszłości.

Ślub z Lilką. Kłótnie, zdrady, namiętny seks, przeprosiny, znowu kłótnie.

Nie rozmawiali ze sobą, nie byli wystarczająco dojrzali, żeby utrzymać ten związek w ryzach.

Czy gdyby teraz dostał taką szansę, wykorzystałby ją?

Tak, chyba tak.

Nagle biel zaczęła ciemnieć, a pochodnia zgasła. Rozejrzał się, Alainy nie było, został sam. Wystraszony szepnął cicho jej imię, rozległ się głos.

– Moja siostra dobrze cię przeprowadziła, Jakubie. Podjąłeś decyzję, a ja respektuję odwagę, rozsądek, refleksje, poczucie winy i obowiązku, którymi się wykazałeś oraz chęć naprawienia błędów. – Poczuł, jak unosi się, a dookoła zalega czerń. – Zaśnij teraz, Jakubie Słoniewski…

W głowie Kuby odezwała się Alaina, nie był pewien, czy to złudzenie, czy naprawdę do niego wołała, ale wyraźne „Więc idź, są światy inne, niż ten” wybrzmiało gdzieś daleko, w przemierzanej przestrzeni.

Zamknął oczy i ponownie umarł.


Nieznane miejsce i czas.

 

– Kuba. – Poczuł szarpnięcie za ramię. – Wstawaj. Spóźnisz się do pracy, a ja na zajęcia.

Lila? Co się dziej…

– Jakub. Podniesiesz się wreszcie?

O, kurwa…

Wróciłem…

Otworzył oczy, a serce podskoczyło z radości, bijąc jak szalone. Stała nad nim, w fioletowej sukience ze wcięciem na biust. Najwyraźniej w trakcie porannego malowania się. Tej samej, kiedy…

– Liluś, kochanie. – Zerwał się z łóżka i chwycił ją mocno, tuląc.

– Pijany jeszcze chyba jesteś, co? – Odsunęła się delikatnie, acz stanowczo. – Śmierdzisz jak menel.

– Nie, po prostu. – Obejrzał ją dokładnie, nie dowierzając oczom. To była Lilka z czasów przed małżeństwem! – Każdy dzień spędzony z tobą jest najlepszym w moim życiu.

– Tak, jesteś pijany. – Skwitowała. – Tylko nie kładź się już spać, bo znowu nie będę mogła cię dobudzić. I idź pod prysznic, a przede wszystkim umyć zęby, bo twój oddech… – Urwała.

– Bazyliszka? – Zażartował. Parsknęła.

– Dobrze powiedziane.

Udało się! – Myśli biegały jak szalone. – Wróciłem tu, do niej, żeby wszystko naprawić!

– Lila? – Spojrzała na niego. – Chciałem cię przeprosić. – Uniosła brwi w zdziwieniu.

– Za co? Nawywijałeś coś?

O mało nie zaczął opowiadać o Alainie, której twarzy, nawiasem mówiąc, nie mógł sobie przypomnieć, a i pamięć o limbo i tych wszystkich zdarzeniach zanikała, jakby ktoś lub coś systematycznie i celowo wymazywał je gumką z głowy Jakuba.

Może tak ma być? – Zastanowił się. – I za jakiś czas zapomnę rozprawę? Podobnie wspomnienia z Grażyną i Julką? Przecież one… – zamarł.

Grażyna pamięta mnie jako dzieciaka, a Julki nie spotkałem.

Nagle w głowie wybrzmiał głos blond bogini, mówiący o innych światach. A może oni, Julka i dzieciaki gdzieś tam istnieją? W innym wymiarze czy czasoprzestrzeni? On tutaj cofnął się o dwadzieścia lat, a tam jest martwy, a oni razem?

Zakręciło mu się w głowie. Postanowił, że musi przestać o tym myśleć, bo zemdleje.

– Kuba, wszystko okej? Będziesz wymiotować? Zrobiłeś się blady, jak ściana. – Patrzyła z niepokojem. – Dmuchnij w alkomat, na wszelki wypadek przed wyjściem, najwyżej zamówimy taksówkę.

– Kochanie, wszystko jest okej. Po prostu – westchnął – nie ogarnąłem się jeszcze do końca. A wracając do twojego pytania. – Stanął naprzeciw i pogładził ją po policzku. – Kiedy obudziłaś mnie, uświadomiłem sobie, jak ogromnym skarbem jesteś w moim życiu i jak zaniedbywałem cię ostatnio. Przepraszam, to się nie powtórzy. Zbyt mocno cię kocham, żeby pozwolić sobie na zepsucie uczuć, które są między nami.

– Jakub, na pewno dobrze się czujesz? – Oglądała go bacznie ze wszystkich stron. – Jakiś dziwny jesteś. Jakby inny. Co ty wczoraj robiłeś wieczorem? Brałeś coś?

– Nie no, coś ty. Tylko alko było grane. Po prostu ja też czasem mam przemyślenia, mimo że mnie o to nie posądzasz. – Zaśmiała się po raz drugi. – Obiecuję, że ograniczę wieczorne wyjścia, bo wiem, że cię to wkurza, że jesteś zazdrosna, zupełnie niepotrzebnie. Ograniczę to jednak, bo ty jesteś najważniejsza, a nie praca. Jebać to. Będą chcieli mnie zwolnić, to znajdę nową. Mam tylko prośbę. – Uniosła pytająco brwi. – Rozmawiaj ze mną. Błagam. Jeśli coś jest nie tak, mów mi o tym. Chciałbym, żebyśmy oprócz świetnego seksu, byli dla siebie najważniejszymi osobami, które ufają sobie bezgranicznie. Ty moją przyjaciółką, a ja twoim najlepszym kumplem, do którego możesz przyjść ze wszystkim.

– Ty naprawdę jesteś chory, pijany albo uderzyłeś się w głowę. Może zrobię ci loda, żebyś otrzeźwiał? – Zachichotała, w oczach Lili widział jednak zadowolenie i zaskoczenie. Nie spodziewała się usłyszeć tego, co powiedział. Czuł, że tą jedną, poranną rozmową zmienia wszystko. No, może nie wszystko, ale dużo.

– Z tym lodem to całkiem niezły pomysł. – Skwitował i drgnął delikatnie na myśl o sprawnych ustach, ślizgających się po kutasie. Tak „dawno” ich nie czuł. – Najpierw muszę iść wyszorować naganiacza, bo brudny jest, jak stół u Durczoka.

– Jaki stół? – Zdziwiła się, a on złapał się na tym, że akcja ze „stołem Durczoka” miała chyba miejsce „później”. – Dziwnie się zachowujesz. Idź, bo mam ochotę possać cię, zanim pojedziemy. – Oblizała się delikatnie, a jego przeszedł dreszcz. – Dokończę makijaż, a ty w tym czasie marsz do wody, brudasie. – Dostał klapsa w goły tyłek i z udawanym „ała” uciekł do łazienki.

– Tym razem tego nie spierdolę. – Postanowił na głos, odkręcił wodę i wkroczył pod deszczownicę.

 

Koniec części 4/4.

181
9/10
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9/10 (1 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Z tej serii

Komentarze (0)

Teksty o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.