Życie po trzydziestce (III)
6 lutego 2026
Życie po trzydziestce
6 min
Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!
Obudziłem się rano, już świtało. Najpierw musiałem pomyśleć, żeby ogarnąć, gdzie jestem, ale kiedy poczułem mięciutką dupeczkę wtulającą się w moje nagie narzędzie, które już stało w pełnej gotowości, dotarło do mnie, że chyba jestem w raju…
Leżała plecami do mnie, też już się przebudziła i widocznie poczuła, że coś twardego odciska się na jej dupci. Nie odwracając się, wsunęła dłoń pod kołdrę, złapała mojego twardego kutasa i po prostu nakierowała go na swoją szparkę, mocno się dosuwając… Była taka mokrusieńka i cieplutka, że od razu wślizgnąłem się w nią po same jaja. Poruszając biodrami, nadziewała się na mnie coraz głębiej, jęcząc głośno i bezwstydnie. Postanowiłem jej pomóc – przy jej ruchach bioderek w tył ja pchałem swoimi w przód, wpijając się w nią mocno.
Złapaliśmy idealne tempo i zgranie. Zrzuciłem z nas kołdrę, jedną dłonią ściskając jej jędrny pośladek, a drugą – na której leżała – masując pełnego cycuszka, szczypiąc sutek, aż stwardniał jak kamyki. Pokój wypełnił się odgłosami klaskających pośladków. Ruchałem ją mocno, rytmicznie, czując, jak jej cipeczka zaczyna wewnętrzny taniec, zwiastujący orgazm. Też poczułem, że kutas mi pulsuje, i zdążyłem tylko wysapać:
– Mogę?
Fala gorącej spermy wypełniła jej dziurkę…
– Możesz… – wymruczała po chwili z uśmiechem, a jej ciało przeszło kilka spazmów. Zasnęliśmy wyczerpani, mój kutas nadal ją wypełniał, choć powoli miękł.
Dzień mijał miło na rozmowach i pytaniach o siebie nawzajem. Opowiadała o swoich fantazjach, a ja drażniłem ją ukradkowymi pieszczotami pod stołem podczas obiadu, wsuwając palce między uda, aż zacisnęła nogi z cichym westchnieniem. Po obiedzie poszliśmy pospacerować, a będąc blisko domu, zaproponowałem:
– Może pizza i dobre winko? Dla pokrzepienia i nabrania wigoru?
– Idź już do domu, ja ogarnę i przyniosę, a ty czekaj… – powiedziałem, klepiąc ją mocno w tyłek.
Uśmiechnęła się kokieteryjnie, położyła rękę na moich spodniach, w miejscu gdzie krył się jej ulubiony instrument z ostatnich dwóch dni.
– Nie będę czekać… – zamruczała. – Zrobię ci niespodziankę…
Zniknęła za zakrętem, a ja ruszyłem do pizzerii i sklepu po czerwone wino. Zajęło mi około czterdziestu minut, zanim ogarnąłem wszystko i stanąłem na schodach jej budynku. Po głowie krążyła mi myśl: „Co to za niespodzianka się szykuje?”
Zapukałem delikatnie do drzwi. Usłyszałem zalotne:
– Proszę, zapraszam…
Wchodząc głębiej, zdjąłem wierzchnie odzienie i powiedziałem:
– Jeszcze parę minut, Maleńka. Pozwolisz, że się odświeżę?
Zniknąłem pod prysznicem. Dokładnie opłukany, wytarty, w samych bokserkach, wszedłem z butelką wina do pokoju, skąd ją słyszałem.
W przyciemnionym świetle, na pogniecionych białych prześcieradłach, leżała moja suczka, oddana chwili czystej namiętności. Jej smukłe, długie nogi w połyskujących cielistych pończochach z delikatną koronkową obwódką na udach były szeroko rozchylone, eksponując każdy centymetr gładkiej, napiętej skóry. Pończochy opinały uda jak druga skóra, podkreślały krzywiznę mięśni drżących od podniecenia, a biała koronka kontrastowała z ciepłym odcieniem ciała, jakby zapraszając do dotyku.
Na sobie miała obcisłą turkusową bieliznę – satynowy top ledwie powstrzymywał pełne piersi unoszące się w szybkim rytmie oddechów. Materiał marszczył się pod naporem sutków, twardych i sterczących, błagających o pieszczotę. Ale to nie bielizna przykuła mój wzrok – to jej dłoń, drobna i pewna, zaciskająca się wokół jaskrawoczerwonego wibratora, grubego i lśniącego od wilgoci. Trzymała go mocno, przyciskając czubek do intymnego miejsca, gdzie koronkowe stringi były przesunięte na bok, odsłaniając wilgotne, nabrzmiałe wargi sromowe pulsujące z pragnienia.
Jej biodra unosiły się leniwie z łóżka, a czerwony gadżet wślizgiwał się głębiej, centymetr po centymetrze, rozciągając ją, wypełniając po brzegi. Słyszałem niski, wibrujący pomruk urządzenia mieszający się z jej stłumionymi jękami – gardłowymi westchnieniami rozkoszy, gdy falowała nim w sobie, kręcąc biodrami w hipnotycznym tańcu. Włosy opadały na poduszkę, twarz rozmazana w ekstazie, usta rozchylone i wilgotne, oczy półprzymknięte, zatopione w falach przyjemności. Pończochy szeleszczące cicho o prześcieradło przy każdym ruchu, stopy wyginały palce w napięciu, skóra na udach lśniła od potu i podniecenia.
Nie spieszyła się – delektowała każdą sekundą tej samotnej symfonii żądzy, przyspieszając rytm, aż ciało wyginało się w łuk, napięte jak struna, gotowe eksplodować. Powietrze gęste było od zapachu jej podniecenia i pożądania. Ta intymna, bezwstydna scena wciągnęła mnie w wir zmysłowej burzy. Kiedy dochodziła, tryskając sokiem na prześcieradła, zrobiłem kilka fotek na pamiątkę – widok był przecudny…
Po chwili siedziałem na brzegu łóżka, serce waliło mi jak młotem, powietrze było ciężkie od podniecenia, jej perfum – słodkich, kwiatowych, zmieszanych z wonią cipki. Uklękła przede mną na kolanach w błękitnej koronkowej bieliźnie, opinającej krągłości jak druga skóra. Widok z góry był obłędny: pełne, jędrne piersi unoszą się i opadają, wypychając sutki zza przezroczystej koronki.
Jej dłonie objęły mojego nabrzmiałego kutasa, który pulsował w uścisku, śliski od śliny. Czułem ciepło jej oddechu na żołędzi, gdy pochylała się, usta rozchylone, wilgotne i gotowe. Patrząc w dół, widziałem, jak palce wbijają się w moje uda, czerwone paznokcie zostawiają ślady, a pończochy opinają uda. Te pończochy… cienkie, jedwabiste, połyskujące, podkreślały krzywiznę bioder i jędrność pośladków falujących przy przesuwaniu się na kolanach.
Czuła każdy szczegół: żyły nabrzmiewające pod skórą, gładką żołądź błyszczącą od wilgoci. Uniosła wzrok – duże, zielone oczy pełne pożądania, diabelski błysk: „Chcę więcej”. Dreszcz przeszedł mnie, gdy język musnął spód żołędzi, gorący i mokry, wirując powoli. Zacisnąłem palce na jej głowie mocniej. Prowadziła język w górę i w dół trzonu, smarując całą długość śliną. Piersi falowały, koronka naprężała się, odsłaniając skórę – wizualizowałem, jak zaraz uwolnię te balony, possam i ugniotę.
Cisza przerywana jej pomrukami i moim ciężkim oddechem. Uda drżały, jej dłonie masowały jądra, unosząc je delikatnie. Tortura – ten dekolt, pończochy, nogi rozstawione szerzej. Wiedziałem, że zaraz wezmę ją mocno, delektując się władzą nad moją kobietą na kolanach, gotową na wszystko.
Po kilku minutach rytmicznego obciągania odsunąłem ją od kutasa, złapałem za rękę i podniosłem. Nasze usta zatopiły się w namiętnym pocałunku, języki wirowały dziko. Pchnąłem ją na duży, rozkładany fotel w rogu, tak że leżała na plecach.
Leżała bezbronna na nieposłanym, szarym fotelu, ciało rozciągnięte leniwie na wytartym obiciu. Krótko obcięte włosy opadały na poduszkę z białymi frędzlami, oczy półprzymknięte w uniesieniu. Piersi falowały, sutki stwardniałe, między rozchylonymi udami lśniła wilgoć…
Uklęknąłem nad nią, silne dłonie ścisnęły biodra, palce wbiły się w skórę. Bez ceregieli wepchnąłem fiuta głęboko, czując, jak ciasna cipka zaciska się wokół, gorąca i mokra. Fotel zaskrzypiał, gdy zacząłem ją posuwać – mocno, rytmicznie, po same jaja.
– Kurwa, jaka jesteś ciasna… – wysapałem, patrząc, jak cycki podskakują. Jedną ręką złapałem pierś, ugniatając sutek, drugą rozwierając udo szerzej.
Jęknęła głośno, wyginając plecy, paznokciami drapiąc obicie. Biodra uniosły się, spotykając pchnięcia, sok spływał po moich jajach, brudząc poduszki. Tempo rosło – klaskałem głośno, wbijając się jak tłok, jej usta w bezgłośnym krzyku.
– Mocniej… pieprz mnie mocniej! – błagała.
Spełniłem życzenie, rżnąc brutalnie, aż fotel zatrząsł się, a ona eksplodowała orgazmem, tryskając na mój brzuch. Nie zwolniłem, pompując dalej, aż wylałem się w niej gorącym strumieniem, wypełniając po brzegi. Dyszeliśmy, ciała śliskie od potu, na fotelu – naszym prywatnym ołtarzu rozkoszy.
Barbidus
Jak Ci się podobało?