Życie po trzydziestce. Mój pamiętnik (I)
4 lutego 2026
Życie po trzydziestce
7 min
Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!
Pozdrawiam
Ileż to rozterek targało mną wczesną jesienią 2010 roku… Liście na drzewach żółkły i opadały leniwie na mokre chodniki, a ja, siedząc w swoim ciasnym mieszkaniu na obrzeżach miasta, zmagałem się z dylematem, który palił mnie od środka jak rozżarzony węgiel. Z jednej strony była ona – Aśka, koleżanka z pracy, ta, która jednocześnie podniecała mnie do granic możliwości i onieśmielała swoją niedostępnością. Nasza znajomość trwała już ładnych kilka lat, ale ja z premedytacją skierowałem ją na tory typowo erotyczne. Miałem na nią chrapkę, powiem po chłopsku… Kręciła mnie do tego stopnia, że marzyłem, by ją przelecieć. Albo jeszcze ciekawiej: być przez nią przelecianym. Pozwolić jej dosiąść mego konia i ruszyć w dziki galop ku temu, czego kobieta może oczekiwać od metrykalnego kochanka – namiętności, wytrzymałości, tej surowej, zwierzęcej pasji.
Widziałem to w jej oczach, w tym błysku pożądania, kiedy nasze spojrzenia spotykały się na korytarzu biura czy przy kawie w kuchni firmowej. Wyobrażałem sobie ją nagą, klęczącą przede mną, gdy czułym i namiętnym dotykiem swoich ust muskała głowę mego sztywnego, lśniącego od jej śliny fiuta. Tak, celowo mówię „fiuta”, bo Aśka, trzymając go w dłoni i raz po raz chowając w swoich gorących, wilgotnych ustach, chciałaby, żeby nie był to żaden elegancki członek czy penis… Tylko fiut, kutas – narzędzie rozkoszy, na którym ustami przygrywałaby symfonię jęków i westchnień. Jej język tańczyłby po nim jak wirtuoz, a ja czułbym, jak napięcie rośnie, jak krew pulsuje w żyłach, prowadząc do nieuniknionego wybuchu. Nasza ostatnia randka była owocna, pełna tych subtelnych sygnałów – muśnięcia dłoni, przeciągłe spojrzenia – które pozwalały mi realnie spoglądać na rychłą konsumpcję naszej znajomości.
Ale życie lubi komplikować sprawy. Alternatywą był wyjazd w nieznane – impulsywna decyzja, która wywróciła wszystko do góry nogami. To ona, Beata, zagaiła pierwsza przez anonimowy czat na jednym z tych portali, których nazwy już nie pamiętam. Na początku nie byłem nią zainteresowany. Ot, szara, skromna myszka, taka, która ginie w tłumie. Ale nasza znajomość rozwijała się powoli, poprzez SMS-y – te krótkie wiadomości, które początkowo dotyczyły wszystkiego i niczego: pogody, filmów, codziennych frustracji z pracy czy korków w mieście. To chyba nas zbliżyło, bo z czasem wymiany stały się częstsze, intymniejsze. Opowiadaliśmy sobie o fantazjach, o tym, co nas kręci w łóżku, aż nadszedł czas na prawdziwe spotkanie. Decyzja zapadła nagle, jak grom z jasnego nieba. Pakując walizkę, czułem dreszcz ekscytacji pomieszany z niepewnością.
Wsiadłem do autobusu, który miał mnie zawieźć w to obce miasto jakieś dwieście kilometrów stąd. Podróż trwała około dwóch godzin – dwie godziny nerwowego oczekiwania, podczas których sączyłem setkę malinówki na odwagę prosto z butelki schowanej w plecaku. Alkohol palił w gardle, ale rozluźniał napięte mięśnie, tłumił te natarczywe myśli: „A co, jeśli to błąd? Co, jeśli ona nie jest taka, jak sobie wyobrażam?”. Nasze SMS-y coraz bardziej schodziły w kierunku erotyki – pikantne wyznania podgrzewały atmosferę. Kiedy napisałem Beacie, że uwielbiam lizać wygoloną cipkę, odparła bez wahania, że kocha dawać facetowi rozkosz ustami, słuchać jego jęków, czuć to rosnące podniecenie pod swoimi palcami i wargami. Więc wiadomo, że przed wyjazdem pała była dokładnie wygolona – gładka jak jedwab, gotowa na wszystko. A z rana, przed kąpielą i wyjazdem, rozładowana szybką sesją solo, by nie eksplodować zbyt wcześnie.
Powitanie na przystanku było jak iskra w prochowni. Namiętny pocałunek – taki, który smakował pożądaniem i obietnicą. Jej usta były miękkie, wilgotne, a język tańczył z moim w rytmie, który zapowiadał burzę. Potem krótki spacer do jej wynajmowanej klitki na poddaszu: małego, przytulnego gniazdka z widokiem na szare dachy miasta i kominy dymiących fabryk. Nie pamiętam już, gdzie wtedy była jej córka – chyba u rodziny na weekendzie, bo mieszkanie było puste. Ważne, że byliśmy sami. Było chłodno, późna jesień w pełni: powietrze przesycone wilgocią i zapachem opadłych liści, wiatr szarpał markizami na balkonach.
Ona nie schodziła z moich kolan, tuląc się do mnie jak kotka w rui, a my lizaliśmy się namiętnie, bez opamiętania, zapominając o świecie za oknem. Jej ręce wędrowały po moim ciele, a ja czułem, jak krew napływa do miejsc, które domagały się uwagi. Beata musiała wyczuć erekcję, bo po chwili głaskała go otwartą dłonią przez jeansy, uśmiechając się zadziornie i patrząc w moje oczy z prowokacją głodnej dziwki, która szuka przyzwolenia na zabawę kutasem. Ten wzrok sprawił, że nie mogłem dłużej czekać. Podniosłem się, zsunąłem jeansy do kolan i obserwowałem jej reakcję. Była w samej bluzce i spodniach dresowych; jej piersi – jędrne, kształtne, z twardymi sutkami przebijającymi cienki materiał – wzmagały podniecenie tak, że kutas w jej dłoni aż pulsował, gotowy do akcji. Zamruczała z uznaniem, całując go w czubek, i mruknęła cicho, z nutką podziwu:
– Nie miałam do czynienia z takim okazałym sprzętem.
Główka zniknęła w jej ustach, które idealnie ją objęły, przesuwając się coraz dalej, centymetr po centymetrze, aż poczułem ciepło jej gardła.
Po chwili stwierdziła, żebym usiadł na wersalce wygodnie i czerpał przyjemność z jej poczynań. Tak zrobiłem: oparty o oparcie nierozłożonej wersalki, w samej koszulce, z lekko rozchylonymi nogami. W głowie miałem chaos – myśli wirowały jak jesienne liście na wietrze – ale skupiłem się na niej. Ciągnęła jak rasowa dziwka; na pewno tych kutasów już trochę obciągnęła, mając taką wprawę, taką pewność ruchów. Położyłem ręce na jej włosach, przycisnąłem głowę delikatnie i zaaplikowałem fiuta głębiej – widziałem, że lubi to, jej oczy błyszczały z ekscytacji. Raz po raz otwierała szeroko usta, po czym dwie trzecie pały znikało w jej gębie. Zaciskała wargi na trzonie i powolutku, zaciśnięte, cofała głowę, drażniąc mnie do granic.
Zajebiście operowała językiem: obtaczała chuja z każdej strony, wirując wokół żołędzi, liżąc wzdłuż pulsujących żył. Robiła to z pasją typowej dziwki – oddana, głodna, bez zahamowań. Odsunąłem jej twarz na chwilę, wziąłem kutasa w dłoń, kazałem otworzyć usta i zacząłem klepać twardym fiutem po języku, wargach, a w końcu mocniej po policzkach. To ją podniecało jeszcze bardziej – oddech przyspieszał, oczy płonęły. Zmieniała tempo mistrzowsko, wyczuwając mój koniec: spowalniała, by przedłużyć torturę, potem przyspieszała. Ręce opierała na moich udach lub splatała z moimi, ściskając w rytm ruchów. Próbowała chwycić go samymi ustami, jak spragniona kocica – pomogłem, naprężając pałę, a po chwili ukazał się piękny widok: jej głowa w coraz szybszych ruchach bez pomocy dłoni, cycki kołyszące się rytmicznie, hipnotyzująco.
– Ssij, ciągnij, maleńka! – dopingowałem szeptem. – Pobaw się jajkami.
Z chęcią przystąpiła: lizała, ssała, delikatnie przygryzała moje jądra – pełne po korek, gotowe do erupcji. Moją głowę targały dwie myśli: że zaraz się spuszczę i że trafiłem na dobrego lachociąga, taką, która wie, jak zadowolić faceta.
Zrobiło się błogo, a ten moment nadszedł jak fala – nie zdążyłem powiedzieć „uwaga”, a mój kutas w konwulsjach wypełniał jej usta gorącymi porcjami spermy. Wyssała co do kropelki, ssąc z zapałem, po czym z satysfakcją dziwki po spełnionym obowiązku przełknęła całe nasienie. Otworzyła usta, pokazując pustą buzię z językiem jeszcze wilgotnym od resztek.
– O kurwa… – westchnąłem ciężko, czując, jak napięcie opada. Czyściła językiem kutasa z resztek mleczka, delikatnie, czule, jak troskliwa kochanka.
Jako dżentelmen nie mogłem zostawić jej bez rewanżu. Kazałem się rozebrać powoli, położyć na plecach, rozchylić nogi i… cieszyć się rozkoszą. Kurwa, była tak napalona, że po kilku dotknięciach wargami jej pizdeczki – wilgotnej, pulsującej szparki – wiła się w orgazmie. Ciało drżało, jęki wypełniały pokój. Odczekałem z głową przy cipce parę minut, wdychając jej zapach, smakując słodycz; wsunąłem język w szparkę, wirując nim wewnątrz, a ona jęczała, prężąc ciało w łuk. Była w siódmym niebie, palce wbijały się w pościel. Ale przed wieczorem postanowiłem pokazać więcej: dźwięki palcówki wypełniły pokój – najpierw jednym, potem dwoma palcami zruchałem jej cipkę, wchodząc głęboko, masując wrażliwe punkty. Dało jej to kolejny orgazm w ciągu kilku minut. Jej krzyki były muzyką dla uszu, ciało drżało w ekstazie.
Nie mogłem doczekać się wieczoru – obietnicy dalszych uniesień. Zjedliśmy coś prostego: pizzę z dostawy i kanapki, by nabrać sił. Potem poszliśmy na spacer po zmierzchu, trzymając się za ręce, czując chłód powietrza na rozgrzanej skórze. W końcu wróciliśmy do jej łazienki – dziwnie umiejscowionej, przechodniej, z drzwiami za matową szybą, co dodawało pikanterii. Adrenalina pompowała krew, kiedy stałem przy tych drzwiach, słysząc rozmowę sąsiadów na korytarzu – ktoś się witał, kroki dudniły – a Beata w najlepsze robiła żwawo pałeczkę, nie przerywając, z zadziornym uśmiechem na twarzy. Ryzyko, że ktoś mógłby nas przyłapać, tylko podkręcało temperaturę.
Zastanawiałem się nagle: czy ją wydymał też? Miałem na myśli sąsiada z mieszkania obok, który dziwnym trafem kręcił się w te i z powrotem, jakby wiedział, co dzieje się za drzwiami. Ta myśl błysnęła jak cień zazdrości, ale szybko ją odpędziłem, skupiając się na chwili. Jeszcze nie wiedziałem, co przyniesie noc – i co z tego wyniknie – ale koleżanka Aśka zostawała wyraźnie w tyle za Beatką.
Barbidus
Jak Ci się podobało?