#466
13 sierpnia 2026
Przez lata żyłem w przekonaniu, że doskonale wiem, czego pragnę… Kogo pragnę. Czułem, że jestem po prostu gejem. Pedałem. Lubiłem to określenie - pedał. Miałem swój bardzo specyficzny, ukryty świat, w którym czułem się bezpiecznie, bo znałem jego zasady. Moją heroiną w bezpiecznych dawkach byli starsi, żonaci faceci. Z pełnym przekonaniem deklarowali się jako heteroseksualni, na co dzień ojcowie rodzin i kochający mężowie swoich żon. Kiedy się spotykaliśmy, ja wchodziłem w rolę całkowicie uległą. Uwielbiałem się z nimi spotykać i uprawiać seks, będąc w pełni przebranym za kobietę. Kręciło mnie, kiedy ta dominacja przybierała fizyczny wymiar – uwielbiałem, gdy facet mnie wiązał, całkowicie odbierając mi możliwość ruchu. A kiedy towarzyszyła temu przemoc psychiczna, byłem bliski obłędu.
Ten sam obłędny mechanizm dopada mnie w pracy. Kiedy jestem na porannym spotkaniu z kolegami, widzę ich idealnie skrojone garnitury, a mój wzrok ląduje na połyskujących na ich dłoniach obrączkach. Czasami sprowadzam dyskusję na temat, w którym mają nade mną przewagę, mogą się przechwalać i udowadniać, że są ode mnie lepsi. Nikt nie wie, jak potwornie wyczerpujące jest codzienne nakładanie na siebie maski normalnego faceta, kiedy w środku wszystko domaga się uległości. Moja seksualność z bycia wprost określonym pedałem zrobiła się przerażająco płynna. Kiedyś chciałem się z tego leczyć, ale kilku psychiatrów, u których byłem, powiedzieli, że to normalne.
Ta potrzeba bycia zdominowanym przez prawdziwą, nieznoszącą sprzeciwu męskość doprowadziła mnie do największego paradoksu w moim życiu. Z jednej strony całe życie byłem w środowisku gejowskim, z drugiej – mam rosnącą, niemal obsesyjną fascynację prawą stroną sceny politycznej. Prawicowi, skrajnie konserwatywni mężczyźni stali się dla mnie absolutnym autorytetem. Kręci mnie to, gdy taki facet patrzy na mnie z wyższością i obrzydzeniem. Przy nich mój wewnętrzny chaos na chwilę cichnie…
Tak, przyznaję, że byłem tym pedałem, który w ostatnich wyborach prezydenckich głosował na Karola Nawrockiego. Dwukrotnie.
Teraz jednak moje życie zaczęło przypominać szybę, po której ktoś niemal bez przerwy pocierał styropianem.
Od kilku tygodni mój umysł dryfuje w zupełnie innym kierunku. Od jakiegoś czasu masturbuję się wyłącznie na widok kobiet, które oglądam w filmach porno. Codziennie rano przed pracą włączam Pornhuba i walę konia, patrząc na kobiece ciało. Jestem przy tym potwornie twardy. Podniecają mnie kobiety, które mają duże, jędrne piersi. W ogóle kobiece piersi i łechtaczka stały się ostatnio dla mnie obiektami niebywałej wręcz fascynacji. Podobają mi się te aspekty kobiecości, które jeszcze do niedawna uważałem za płytkie, a wszystkich facetów, którzy zwracali uwagę na kobiece piersi, uważałem za prostych pustaków. Dzisiaj na widok dużych kobiecych piersi staje mi kutas i robi się mokry z podniecenia.
Początkowo myślałem, że budzi się we mnie jakaś spóźniona biseksualność. Ale jest w tym coś jeszcze. Kiedy na nie patrzę, to nie jest tylko pożądanie. Ja im, kurwa, potwornie zazdroszczę. Patrzę na ich ciała i czuję głód. Chcę mieć to, co one. Chcę tak wyglądać. Zamykam oczy i wyobrażam sobie, że to ja idę ulicą i jestem pożądany przez tych wszystkich tatusiów z wózkami, których mijam w parku.
I tu pojawia się ten potworny konflikt, który rozrywa mi głowę. Bo chociaż ta zazdrość o kobiece ciało niemal mnie dusi, to te same kobiety z filmów porno jednocześnie fizycznie mnie podniecają. Coraz częściej łapię się na myśli, żeby przełamać barierę i w końcu umówić się z prawdziwą kobietą. Zobaczyć, jak to jest być z nią. Ale na samą myśl o tym paraliżuje mnie obezwładniający strach. Boję się, że ją zawiodę. Przeraża mnie to, że w zbliżeniu nie będę wystarczająco dobry; że nie stanę na wysokości zadania. Że w zderzeniu z biologiczną kobietą mój wewnętrzny bałagan sprawi, że nie podołam żadnej męskiej roli.
Stoję przed lustrem i widzę te wszystkie niedopasowane do siebie elementy. Patrzę na swoje męskie rysy, a pod spodem czuję pragnienie oddania się dominującym mężczyznom. Jednocześnie narasta we mnie pożądanie wobec kobiet. Przestałem wreszcie z tym walczyć. Zrozumiałem, że moja płeć to coś znacznie więcej niż norma społeczna, z góry narzucona rola czy stała cecha biologiczna. Nie jest błędem systemu, który trzeba naprawić, wpychając się na siłę do jednego czy drugiego pudełka. Chociaż kurewsko mnie podnieca, kiedy tak o sobie myślę, że jestem błędem, który można wykorzystać i który trzeba próbować naprawiać.
Po latach szarpania się ze skrajnościami i ukrywania tego, co we mnie krzyczy, znalazłem trochę otuchy w tym, co definiowane jest jako niebinarność.
Miejsce, którego nikt, kogo znam, nie rozumie i które sam dopiero odkrywam.
Tak zacząłem pisać Midnight Candy Stories
Komentarze (0)
brak komentarzy