Jeszcze nie żona, a już doświadczona

Sturbuck Sturbuck

21 października 2016

hourglass 1 godz 11 min

Telefon leżący na biurku wybrzmiał pierwszym akordem „The good the bad and the ugly” Ennio Morricone, przerywając brutalnie otaczająca mnie ciszę. Biurowy letarg zakończony. Trwał i tak zbyt długo jak na piątkowy poranek leniwego, wakacyjnego lipca.

Nie musiałem patrzeć na wyświetlacz. Ten dzwonek przypisany jest tylko do jednej osoby.

Dominik. Tak ten sam, o którym wspominałem przy okazji przygody z Nieves

Musi mieć jakiś ważny powód skoro dzwoni do mnie o 11.15, w piątkowy poranek. Mogę spodziewać się po nim próby kontaktu o 23, ale nie o 11. Dla niego, bardziej niż dla mnie, ta pora dnia nie jest porankiem, a środkiem nocy.

„Co u licha?” zacząłem myśleć intensywnie obawiając się najgorszego.
Przecież gdyby zrobił sobie krzywdę to na pewno nie dzwoniłby, a jeżeli już to nie on tylko jego najbliższa rodzina. Absurdalne przemyślenia i galopujące myśli popchnęły moją rękę w kierunku wibrującego przedmiotu.

- No, co tam teraźniejsza wersjo dekadencji? - krzyczę przykładając symbol współczesnego zniewolenia do ucha
- Cześć Piotruś Pan. Obudziłem? – jego głos brzmi leniwie i niezbyt wyraźnie
- Chyba siebie, wnoszę po dynamice wypowiedzi. Ja od godziny walczę o środki płatnicze niezbędne w pozyskaniu kieliszka chleba – odpowiadam licząc, że obudzę go słabym żartem
- Aaa... noo, aha no tak, która godzina? – pyta niezrozumiale – kuuurr...wa przecież to noc. 11.17. Piotruś Pan chyba się starzeję. Zaczynam się budzić zdecydowanie za wcześnie. Powiedz prawdę. Czy za 5 lat będę się budził „po” czy „przed” oddaniem moczu? Tak po przyjacielsku. Szczerze. Jak Czekista z Czekistą. No Piotruś. Tak z autopsji. Jak to jest być starym? – jego sarkastyczny ton świadczył o braku kaca, co jeszcze bardziej mnie zastanowiło

- Bycie starym ma swoje zalety. Jestem zdecydowanie bardziej wymagający, co do wyborów dokonywanych w życiu, patrząc na Twoje, choćby z ostatniego weekendu. Dominik czy Ty się nie obawiasz, ze jak już na niej leżysz i za mocno naciśniesz to możesz spowodować eksplozję. Nie jakiś tam wybuch. Eksplozję!!!. Ojciec musiałby znowu zainwestować w remont Twojej sypialni. Sugeruję róbcie to w tylko i wyłącznie w zamkniętej kabinie prysznicowej. Najwyżej ją wymienisz, a w innym przypadku będziesz musiał skrobać silikon ze ścian szpachelką. Ty wiesz, że to produkt gumopochodny i może trzeba będzie zrywać tynk – nie zamierzałem przestawać – Ale zaraz, zaraz. Co Cię sprowadza tak wcześnie? Chcesz pożyczyć pieniędzy na kaucję? Ojciec wstrzymał finansowanie? A może zgadłem i szukasz ekipy remontowej? – zakończyłem wsłuchując się w ciszę po drugiej stronie
- Nooo dobra...eee,... jest za wcześnie. Piotruś wieczorem, teraz polegnę – ostatnie słowa zabrzmiały jak wywieszenie białej flagi
- No to, co Cię sprowadza? – spytałem już bardzo przyjaźnie
- Masz jakieś plany na weekend? – właściwy Dominik powrócił zza światów. Głos pewny, radosny i szczery wyparł chwilowe skonfundowanie i zaskoczenie
- Już mam skoro Ty o to pytasz. Zgadłem? - zaczynałem się obawiać o to, co wymyślił tym razem.
Ponieważ jest to jedna z niewielu osób, która nic ode mnie nie chce, lubię spędzać z nim czas. Jest inteligentny, błyskotliwy i zabawny. Nie śmieję się z jego żartów, bo te w 90% adresowane są do osób o poziomie intelektu kończącym się na silikonowym biuście, ale bawi mnie swoją beztroską, szczerością i otwartością. Mam wielu znajomych, ale tylko trzech przyjaciół, na których się jeszcze nie zawiodłem. Dominik jest z nich najmłodszy i najkrócej go znam, ale łączą nas wspólne pasje, a to podobno w męskiej przyjaźni najważniejsze.

- Jedziemy na narty – rzucił krótko
- Na narty? W lipcu? Dominik odstaw to co bierzesz. Zadzwonię do ojca i uprzedzę żeby Cię wydziedziczył. Wspieraj polską gospodarkę, a nie kolumbijskie plantacje – prawie krzyknąłem zaskoczony odrealnioną propozycja
- Piotruś Pan. Na narty wodne. Czy Tobie wszystko co białe musi kojarzyć się ze mną?
- Narty wodne? Hmm no niech będzie. Gdzie? – zapytałem chcąc ustalić jakieś szczegóły
- Ojcu coś wypadło i nie będzie ich w ten weekend w Mikołajkach. Mamy do dyspozycji Jacht i apartament. Pogadamy, popływamy no i co tam jeszcze nam wpadnie do gardła – rzucił we właściwy dla siebie sposób
- Nooo brzmi nudno, ale zaryzykuję – odpowiedziałem licząc na to, że go dotknę tym stwierdzeniem
- Nudno to będzie się z Tobą podróżowało. Na pewno wolno. Jedziemy motocyklami. Tylko na sportowo, nie próbuj wsiadać na ten swój „czarny fortepian”. Tym możesz podróżować do Ciechocinka, bo z sanatorium już zacząłeś korzystać w tym wieku? – pytanie zawisło w powietrzu jak smród w saunie.

Stwierdzenie „na sportowo” oznaczało mój mniej ulubiony, dwukołowy środek transportu. Ten jest też czarny, ale tylko w połowie. Zdecydowanie wolę na niego patrzeć niż na nim jeździć. Bardzo lubię słuchać, ale niekoniecznie siedząc na nim, próbując dogonić Dominika. To właśnie ta wspólna pasja. Motocykle. W tym okresie byliśmy posiadaczami dwóch identycznych. Niezbyt popularnych i rzadko spotykanych na ulicach stąd łatwo rozpoznawalnych dla wtajemniczonych. Ducati Diavel. Niewygodne, szybkie, głośne i przerażające.

- Na sportowo, czyli chcesz mnie zmusić do wciśnięcia na siebie tego czarnego kondoma, w którym wyglądam jak na balu transwestytów? Dominik to może zróbmy tak. Ja pojadę samochodem 3 dni wcześniej, a Ty i tak mnie złapiesz koło Olsztyna – mówiąc miałem nadzieję, że nie będę musiał odmawiać pacierza przez 240 km dzielących Warszawę od Mikołajek
- Spotykamy się o 16.30 na Statoil, pracuj dzielnie tymczasem, ja jeszcze pośpię – nie dał mi szansy na jakąkolwiek reakcję. Rozłączył się zostawiając mnie z rozwartym otworem gębowym przygotowanym na jakiś werbalny protest. Niestety moja mina rozbawiła jedynie Magdę, która zerkała zza swojego biurka.

Pozostała część mojego „pracowitego” dnia minęła równie sennie jak się zaczęła. Nie była to znacząca część. O 13.30 stanąłem w drzwiach wyjściowych ze swojego „korpo gabinetu”

- Zbieram się. Nic tu po mnie skoro tak bardzo mnie dzisiaj ignorujesz. Czekałem cały dzień, a Ty nawet nie spytałaś, czy w czymś mi pomóc. Siedź sobie sama za karę – Magda skierowała wzrok w moją stronę nie poruszając nawet odrobinę głową i nie odrywając palców od klawiatury, a jedynie zawieszając je nad nią w bezruchu
- Cały dzień? Z tego co widzę to niektórzy dopiero idą na lunch, ale Pan Piotr chyba jest na diecie skoro rezygnuje z jedzenia na rzecz oddalenia się w kierunku tylko sobie znanym. Napracował się biedaczysko. Niech biegnie. Przecież po 3 godzinach należy się każdemu. Czyżby Piotr?. Każdemu? – nie poruszała się, patrzyła i syczała jak żmija zbudzona z popołudniowej drzemki – Leć biedaku. Uciekaj, bo jeszcze nam tu padniesz. Odpocznij. Weź kilkudniowy urlop. Należy się Tobie, ale tylko Tobie. My tu posiedzimy jeszcze z 10 godzin, tak lubimy to miejsce w piątkowe wieczory
- Powiem tak. To, że współczuję sobie to pewne, ale Twój mąż powinien być noszony w lektyce. Ja mogę klapnąć drzwiami albo Cię zignorować, ale on musi tego słuchać. Baaa, musi Cię tolerować i jeszcze obok Ciebie zasypiać. To musi być wyzwanie. Zarezerwowałem dla niego miejsce w niebie, tuż obok siebie. Będziemy patrzyli z góry jak się wygrzewasz z innymi sekutnicami – kończąc otworzyłem drzwi i pospiesznie opuściłem pokój w obawie przed jakąś ciętą ripostą

„Uuff..” pomyślałem wsiadając do windy. „Udało się...tylko czy aby na pewno się udało?”

Jeżeli mam zdążyć to czasu zostało niewiele, pomyślałem patrząc na zegarek wskazujący godzinę 15.47. W niewielkiej torbie spakowane miałem już najpotrzebniejsze rzeczy. Niewiele. Ograniczenia związane z podróżą motocyklem, ale przecież to tylko 2 dni. Bielizna, kąpielówki, krótka pianka, krótkie spodenki, koszulki i bluza, kosmetyki i buty na jacht. Więcej się nie zmieściło.

No, a teraz moment kulminacyjny. Będzie walka. Takie moje życie. Ciągła walka. Tym razem z cielskiem wciskanym w kombinezon. Powinni dać do tego butle z tlenem i mogę wskakiwać do wanny. Kto wymyślił te wszystkie ochraniacze i buty. Dawajcie mi tu bobslej. Jak go rozhuśtam to zdobędę złoto olimpijskie. Co za dramat.
Udało się wcisnąć, ale ile się przy tym najęczałem. Dzwięki jakie wydaję podczas całej procedury utwierdzają mnie w przekonaniu, że ten motocykl sprzedam wkrótce,
a kombinezon podaruję najgorszemu wrogowi. Jeszcze te cyrkowe buty i pot leje się ze mnie jak z pedofila w przedszkolu. Ku..wa kto to zaprojektował??
Gdyby nie ten wystający łeb to pomyślałbym, że w lustrze widzę „Atak Klonów” Spielberga.

Jest gorąco. Wyjeżdżając z garażu poczułem uderzenie ciepłego powietrza. Najbardziej współczułbym sanitariuszowi, który musiałby ze mnie zdjąć ten „lateks”, po 2 godzinach jazdy, nie wspominając o tych komicznych butach. Musze uważać. Wolałbym nie narażać nikogo na takie doznania. Sam to ledwo przeżyję, a obcy mógłby zemdleć.

Po 20 minutach docieram w umówione miejsce. Dominik stoi obok motocykla popijając coś ze smukłej, niebiesko-srebrnej puszki. Jest upalnie. Jadąc jest ok., ale zwalniając czuję się jak Gordon Ramsey smażący jaja na rozgrzanej płycie. Różnica taka, że on smaży kurze, a ja gotuję własne i to w ramach tzw. ”przyjemności”. Wyłączam rozgrzany przedmiot
i natychmiast próbuję pozbyć się kasku. Moja fryzura przypomina „mokrą włoszkę”
z teledysku Sabriny, co nie uchodzi uwadze spostrzegawczego Dominika

- Piotruś Pan, z tą fryzurą to na wybieg czy na plan jakiegoś niemieckiego pornola? – błysk białych, równych zębów podkreśla prześmiewczy ton wypowiedzi
- Jedyne co byś widział w tym filmie to własne kompleksy, nawet gdybym stał tyłem. Tego rozmiaru nie da się ukryć – mówiąc podchodzę do szczupłej postaci i ściskam pomimo upału
- Witaj Piotruś Pan, stęskniłem się od przedwczoraj. Proszę mam tu dla Ciebie coś chłodnego do picia – mówiąc sięga po taką samą puszkę z napojem energetycznym – można pić takie rzeczy w Twoim wieku? – uśmiech ponownie rozjaśnia jego twarz
- hmm tak, ale tylko w towarzystwie osoby, która wie jak przeprowadzić reanimacje. Widzę od dawna jak bardzo chcesz mnie pocałować, więc może Ci się udać jak będę nieprzytomny. Przebiegły jesteś. Ja orientacji nie zmienię, ale jak Cię znam to onanizujesz się przy moich zdjęciach. Parę ich masz w telefonie. Teraz wiem dlaczego te wszystkie Twoje silikonowe partnerki patrzą na mnie z takim zainteresowaniem. Dominik jak mnie będziesz prowokował to założę Ci profil na facebooku. To byłby żarcik poniżej pasa, co???!!! – kończąc zasysam płyn z puszki i opróżniam ją do połowy

- taaaa...., no to byłoby coś. Że ja nie pomyślałem o tym w kontekście paru znajomych, przecież profil na facebooku to prawie jak seks z własną matką. Na samą myśl krzywisz gębę – odpowiada z grymasem zniesmaczenia
- to jest właśnie ta różnica. Ja myślę. Ty próbuj też, ale czasami. Od nadmiaru może Cię rozboleć głowa – mówiąc dostrzegam jak zaczyna nerwowo dreptać
- dobra, dobra, dopijaj i jedżmy bo się tu zestarzejemy. Tzn ja się zestarzeję, Ty masz to za sobą – odwraca się zdejmując kask z kierownicy – ja prowadzę !!!- krzyczy zakładając czarny przedmiot na głowę nie dając mi tym samym szansy na jakikolwiek protest.

Po kilku minutach utwierdzam się w przekonaniu, że na klepsydrze znajdzie się komunikat – „Zginął na Dominika”. Nie tam jakieś tragicznie, po długiej chorobie etc. Po prostu na Dominika, albo w pogoni za Dominikiem. Nie wiem czy on ma zjebaną manetkę gazu i dostępne są tam tylko dwa położenia, zero i maks, czy też ma skurcze w prawej łapie i kiedy nie ma ataku to zwalnia. Druga ewentualność nie jest możliwa, ponieważ oznaczałoby to, że ma skurcz permanentny. Tak, teraz jestem pewien. Ma zepsutą manetkę. Musze z nim o tym porozmawiać i przypomnieć, że motocykl jest jeszcze na gwarancji i można to naprawić bezkosztowo.

Po godzinie i 32 minutach zaparkowaliśmy motocykle pod budynkiem recepcyjno - konferencyjnym hotelu Mikołajki. Jestem tak zestresowany, że próbuję wyłączyć niepracujący motocykl dwukrotnie. Nie potrafię zdefiniować czy drżenie to efekt pracującego silnika czy streso - drgawki każdego centymetra mojego ciała. Zsiadam i jestem pewien, że motocykl wraca do Warszawy na lawecie, a ja na piechotę. Jakichkolwiek środków transportu mam dosyć na 3 lata.

- Ty poza echem masz coś we łbie??!! – krzyczę do uśmiechniętej postaci w czarno-czerwonym kombinezonie
- Co? Za wolno? Nie dawałem już rady szybciej. Widziałem, że jedziesz tuż za mną. Bałem się, ze za wolno. Wybacz Piotruś Pan. Poprawię się. Obiecuję. Poćwiczę i się poprawię – jak na ironię powiedział zupełnie poważnie
- Człowieku!!! Nie wiem czy mam jeszcze po co iść do toalety!!! Najprawdopodobniej powinienem udać się z kombinezonem do pralni!!! – krzyczę i sapię, sapię i krzyczę
- Poczekaj chwilę. Idę pobrać klucze. Ochłoń. Zrelaksuj się. Zapal. Napij się. Ja zapraszam – krzyknął wskazując stoliki stojące na drewnianym tarasie

Tak papieros to jedyna rzecz, która może mi pomóc. Miejsce jest rzeczywiście relaksujące i urokliwe, więc w połączeniu z papierosem powinienem się wyciszyć. Główny budynek hotelowy zlokalizowany jest na wyspie. Prowadzi do niego długi drewniany pomost łączący go z lądem i budynkiem restauracyjno-recepcyjnym. Budynek hotelowy o ciekawej architekturze otoczony jest z każdej strony wodą. Praktycznie z każdego pokoju roztacza się piękny widok zakłócany jedynie przepływającymi łodziami i jachtami. Niektóre apartamenty, na najniższym poziomie, mają taras połączony z prywatnym pomostem do cumowania jachtu. Taki właśnie apartament był zarezerwowany, lub też co prawdopodobne, w posiadaniu ojca Dominika.
Ktoś miał pomysł na stworzenie miejsca wyjątkowego nie tylko pod względem architektury i położenia, ale przede wszystkim niepowtarzalności w tym rejonie.

- Gotowe. Zbieramy się – Dominik wyszedł z budynku trzymając w ręku dwie karty – Motocykle mogą tu zostać. Jedziemy meleksem czy przejdziemy się?
- Ty sobie spaceruj, ja nie będę paradował w tym kondomie. Dawaj tego operatora Mieczysława czy jak mu tam i niech mnie wiezie bezpośrednio do łazienki.

Po kilku minutach weszliśmy do pomieszczenia, które miało być naszą bazą na najbliższe 2 dni. Gustowne wnętrze składające się z pokoju dziennego z aneksem kuchennym oraz sypialni i łazienki. Typowy 5-cio gwiazdkowy standard, ze wskazaniem na gustowny
i unikalny.

- Śpisz na kanapie, przy kuchni – powiedziałem kierując się w stronę sypialni – tam jest Twoje miejsce. Przy garach Krystyna – dodałem trzaskając drzwiami i próbując jak najszybciej zdjąć z siebie skórzany wojłok, ale przed tym przyszło mi walczyć z butami.

Przez okno dostrzegłem zacumowany, majestatycznie bujający się jacht. Obok na pomoście Dominik poprawiał cumy i odboje. Nie zdjął nawet kombinezonu. Rozmawiał przez telefon. Pewnie Panna Silikonowa w końcu się dodzwoniła i pyta, co myśli o liftingu pięt. To chyba jedyna niezoperowana część jej ciała.
Zacząłem przyglądać się białemu monstrum, wokół którego Dominik wykonywał leniwie jakieś czynności. Na burcie widniał napis Galeon. Tak, posiadacz tego czegoś nie należy do grupy Polaków walczących o przywileje grup zawodowych. Jedyne, o co walczy to czas, a w zasadzie jego brak. Jak hasło w jednej z reklam motoryzacyjnych „Rozmiar twojego samochodu nie ma żadnego znaczenia. To co najbardziej się liczy to rozmiar twojego jachtu”

- Piotruś Pan. Wyśpisz się na emeryturze. Idziemy pływać czy jeść, a co za tym idzie pić? – głos Dominika wyrwał mnie z drzemki

Spojrzałem na zegarek. Dochodziła 19. Byłem odświeżony, przebrany i w dalszym ciągu drżący. „Co jest ku..wa?”- pomyślałem.

- co tu tak zimno? – Dominik mówiąc to podszedł do sterownika klimatyzacji – 18 stopni. Piotruś co Ty oswajasz się z grobowym chłodem? Bez przesady. Jeszcze parę lat masz
- jaka ulga –burknąłem po nosem – już myślałem, że umarłem po dzisiejszej przejażdżce
- no dobra pływamy czy chlamy? – zabrzmiał prawie jak Himinsbach
- jutro pływamy, teraz jemy. Ugotowałaś coś Krystyna? Nie czuję zapachu smażonej sielawy. Co jest?? Chcesz żebym cię zostawił. Śpisz przy kuchni to nie budż mnie tylko przygotuj jakąś kolację. Zostawię cię podła Krystyno. Doigrasz się – wstając klepnąłem go mocno w ramię – Chodż Pan Piotr zaprosi Krystynę na kolację, tylko załóż coś na siebie, przecież nie pójdziesz w tych trampkach. Jakieś szpilki i sukienkę. Ja tak z Tobą dziwko nie wyjdę !!!

Nasz śmiech słyszeli zapewne wszyscy hotelowi goście, a już na pewno wszyscy korzystający z basenowego tarasu.

Hotelowa restauracja nie zaskakiwała niczym poza dobrze znanym widokiem. Taras, a wokół woda. Klimatycznie i nieco chłodniej. Kilka zajętych stolików. Jakieś starsze małżeństwo przy jednym, przy kolejnym mężczyzna z dwójką małych dzieci, a na samym końcu Szpakowaty, dobrze ubrany mężczyzna i trzy kobiety. Jedna, chyba w jego wieku i dwie zdecydowanie młodsze.

Zajęliśmy miejsce oddalone o kilka metrów od tego właśnie stolika.
- Dzień Dobry. Czy podać coś do picia? – głos kelnera, otwierającego karty menu, wyrwał nas z zamyślenia i obserwacji otoczenia. Podszedł bezszelestnie. Niezauważony, a może nasze uszy przywykłe do kilkugodzinnego szumu wiatru, nie były zbyt wyczulone na dźwięki „niemotocyklowego” otoczenia
Mam wrażenie, że obydwaj zareagowaliśmy w dokładnie ten sam sposób. Chcieliśmy dać tej chwili trwać. Wybrzmieć otaczającym krajobrazem, widokiem zwinnych rybitw, przyjemnym dotykiem mazurskiego wiatru i żaglówkom zmierzającym do portów, majaczącemu w oddali zgiełkowi Mikołajek. Najpiękniejszy moment kończącego się dnia został brutalnie przerwany przez kelnera.

Zdejmując okulary słoneczne zauważyłem poruszenie przy sąsiednim stoliku. Wszystkie twarze patrzyły na nas z zainteresowaniem, ale i lekkim rozbawieniem.

- Dzień Dobry. Długo Pan czeka? – spytałem zupełnie poważnie sądząc, że nie reagowaliśmy całą wieczność. Utwierdzały mnie w tym również miny naszych sąsiadów. Dominik, na potwierdzenie mojej tezy, siedział w dalszym ciągu nieruchomo, wpatrzony w bliżej nieokreślony szczegół krajobrazu.
- Nie tak długo, ale zdążyłem się poczuć zaniepokojony – ton głosu młodego kelnera świadczył o jego przyjaznym nastawieniu
- Aha – odparłem w swoim wyszukanym stylu – już teraz Pan wie jak wyglądają geje w podróży poślubnej? – mówiąc patrzyłem mu prosto w oczy

Dominik drgnął i leniwie odwrócił głowę w stronę totalnie skonfundowanego kelnera. Z jego postury znikła jakakolwiek oznaka pewności siebie. Wzrok zaczął błądzić w poszukiwaniu azylu, punktu zaczepienia, zebrania myśli. Ponieważ szukał tego miejsca nieudolnie, w drewnianej podłodze, już miałem go uratować i zdementować wcześniejszą wypowiedź, ale Dominik był szybszy

- to co Pan mówił? Coś do picia? No pewnie. Ja wodę niegazowaną, z lodówki, bez lodu. A Ty Kochanie? Gazowaną z niewielką ilością cytryny?. Zgadza się? – Dominik pastwił się nad biedakiem z wyczuwalnym zadowoleniem – Tylko prosimy w butelkach. Ja wiem, jaki wy heterycy macie stosunek do naszego związku i nie mam ochoty na picie czegokolwiek okraszonego Pańską śliną

Poziom zdenerwowania, naszego nowego „znajomego” osiągał apogeum i zahaczał o stan przedzawałowy W tak młodym wieku mogliby go nie uratować, a ja wolałbym uniknąć krępującej sytuacji układania go w pozycji bocznej ustalonej, czy jakiejkolwiek innej, właściwej pozycji.

- nie...to nie tak...ja...- bełkotał niezrozumiale, ze wzrokiem szukającym oparcia w drewnianych deskach podłogi – ja....oczywiście....już podaję - kłaniając się niezdarnie zaczął zbierać oporne ciało do odwrotu

Dałem mu jeszcze chwilę. Dominik szczerzył już białe zęby mrugając okiem i obmyślając scenariusz na dalszy ciąg pogawędki z przypadkową „ofiarą”

- Proszę wrócić – krzyknąłem za oddalająca się postacią

Wiem, że to najgorsze co mogło go spotkać. Powrót w nasze łapska. Zamarł w bezruchu, a po chwili skierował w nasza stronę. Twarz czerwona i wzrok, jak u czternastolatka przyłapanego na wąchaniu majtek starszej siostry, zdradzały jeden z gorszych dni w jego kelnerskiej karierze.

- Tak? – to jedyne słowo, które w ostatnich trzech minutach udało mu się wypowiedzieć w miarę zrozumiale
- Proszę Pana. Nie jesteśmy gejami. Proszę się nie obawiać. Może powiem inaczej. Za siebie ręczę, a kolega nawet jak jest, to przy mnie nie odważy się Pana zaczepiać. Później będzie o Panu fantazjował, ale to już problem ekipy sprzątającej, która będzie zmieniała „wykrochmaloną” pościel. Tymczasem proszę potraktować ostatnie pięć minut jako chęć bliższego poznania i przełamania pierwszych lodów. Oczywiście z naciskiem na pierwszych, a nie lodów – patrzyłem na jaśniejący wzrok i sylwetkę odzyskującą sprężystość

- Panowie....- uśmiech dużo lepiej pasował do młodej twarzy niż wcześniejsze zakłopotanie i zawstydzenie – Panowie.... to nie tak żebym..., No dobrze. Zostałem wkręcony. O rany zostałem bardzo wkręcony. Dobre !! – jego niekontrolowany, szczery śmiech był oznaką powrotu do normalności – Rozumiem, że zamówienie to też był żart? – spytał patrząc na rozbawionego Dominika
- No przecież nie będzie nas Pan poił wodą. Jej mamy nadmiar wokół. Co tam Piotruś Pan pijemy? Te twoje śmierdziele amerykańskie? Zlituj się. Napijmy się wódeczki. Zjedzmy schabowego z kapuchą i do łóżka. Jak prawdziwe polskie pedały, a nie jakieś tam geje – Dominik kontynuował niedawną konwencję bawiąc tym razem również naszego knajpianego opiekuna
- Wódeczkę i schabowe to Ty konsumuj z tą swoją pompowaną lalą. Pasuje do niej. Proste włosy, proste rzęsy, prosta osobowość to i niewyszukane menu – nie dawałem mu spokoju odkąd ta pijawka odsysała z niego nie tylko płyny fizjologiczne.
- Dobrze, dobrze nie bądź już taki oczywisty w zazdrości. Pan da butelkę tego Jacka Danielsa, carpaccio wołowe i sałatkę z łososiem, a dla tego zazdrośnika, jak go znam, szynka parmeńska z melonem i sielawę smażoną bez dodatków. Tylko dodajcie mu ruccoli do tej szynki. Do tego dwie wody gazowane z cytryną. Dobrze zamówiłem Piotruś Pan? – Dominik zakończył cmokając w moją stronę
- A fuj... Jak będziesz tak robił to zwrócę przed spożyciem. Taaa... No tak.... Masz rację....-tonacja mojego głosu przybrała wyraz zadumy - tylko ona nie jest w stanie dostrzec twojej brzydoty. Zaślepiona jest rozmiarem portfela skoro nawet tamten rozmiar akceptuje. Ile to tam tego jest po operacji? 8,5 czy 9,5 cm? Przypomnij mi. Nie mam pamięci do cyfr. Zwłaszcza małych – nasz śmiech nie mógł ujść uwadze nawet głuchoniememu.

Sąsiedzi chyba nie wszystko słyszeli, ale obserwując nasze poczynania zerkali z coraz większym zainteresowaniem i rozbawieniem. Nawet szpakowaty, starszy mężczyzna wydawał się być zainteresowany dalszym rozwojem sytuacji. Że będzie wesoło utwierdził go kelner niosący na tacy dwie pękate szklanki, butelkę brązowego płynu oraz kryształowy pojemnik z lodem. Był już pewien, ze ten wieczór nie minie bardzo spokojnie, a z rodzinnej cichej kolacji pozostanie gwar przy sąsiednim stole.

„Tak. To chyba jest rodzina” - pomyślałem przypatrując się czterem sympatycznym osobom.

Najstarsza kobieta była zadbana i emanowała klasą, o której może pomarzyć wiele Pań. Weszła w ten okres życia kobiety w wyjątkowym stylu. Chciałbym, żeby ktoś tak przy mnie się zestarzał. Musiała być atrakcyjna będąc w wieku swoich córek.
„To na pewno są córki” spuentowałem rozmyślanie.
Podobne rysy twarzy i filigranowe figury, ale przede wszystkim charakterystyczne gesty i mimika, które zdradzały geny.
Pozostałe dwie kobiety były w zbliżonym, o ile nie tym samym, wieku. W dzisiejszych realiach kwestia trudna do odgadnięcia. Widzisz na ulicy 20 latkę, a okazuje się, że dziecko jest na wagarach w gimnazjum. Można się pomylić!!!. Baaa, można później taką pomyłkę odpokutować w miejscu gdzie rodzinę oglądasz zza szyby, rozmawiając przez słuchawkę telefoniczną. Jednak w tym przypadku gotów byłbym się założyć, że młode damy mają nie więcej niż 24 -26 lat. Obydwie z włosami do połowy pleców, lekko falującymi z tym, że w różnych kolorach. Jedna bardziej żywiołowa. Gestykulująca i wyrzucająca z siebie nieskończoną ilość słów. Druga nieco wycofana, ale bardzo pogodna. Wpatrująca się w mówiącą siostrę z uśmiechem i zainteresowaniem. Spokojniejsza. Włosy w kolorze brązu, a ta pobudzona czarne, ale w jakimś dziwnym odcieniu.

- Eeee ...!!! Nalano. Będziesz pił czy chcesz się przesiąść? – Dominik mówiąc ściszonym głosem, dał sygnał, iż nie chce być usłyszany przez „sąsiadów”
- No .. będę, chociaż.... wolałbym się przesiąść – dokończyłem podnosząc ciężką, zaszronioną szklankę z płynem, który lubię spożywać, szczególnie w nadmiarze.

Dominik zerknął w stronę obiektu moich obserwacji.

- w sumie ja też mógłbym, tylko kto utopi ojca? Ja mam trochę więcej życia przed sobą. Piotruś poświęć się – kończąc wziął duży łyk ze szklanki opróżniając ją do końca
- skąd pewność, że to ojciec? – moje pytanie poruszyło rozmówcę
- Piotruś Pan!!!. Nie sądzisz chyba, że to polska wersja haremu? Błagam. No, jeżeli tak jest, a nie sprawdzimy inaczej niż pytając, to ja chcę mieć z nim selfie – Dominik zarechotał jakby usłyszał najlepszy żart podczas Płockiej Nocy Kabaretowej
- no to masz tu stówę i leć spytaj – sięgając do kieszeni zauważyłem jak Dominik wstaje
- dawaj. Za stówę to ja mogę się zapytać, czego używa na hemoroidy – gdybym go nie znał to pomyślałbym, że wyciągnięta ręka jest oznaką gotowości do kompromitacji

Nasz śmiech zakłócił, nie po raz pierwszy dzisiejszego wieczoru, ciszę przerywaną pluskiem fal odbijających się o pomost.

Mijały minuty, a nasze zachowanie wzmagane kolejnymi szklankami rdzawego płynu, świadczyło o coraz lepszych nastrojach i niechybnie zbliżającej się chwili wywołania kelnera i zamówienia kolejnej butelki. Coraz częściej miałem też wrażenie, że jesteśmy obserwowani, a nawet staliśmy się tematem ożywionej rozmowy „naszej” czwórki. Kiedy wydawało mi się, ze usłyszałem „..to jest on, mówię Ci...” byłem skłonny wstać i zapytać
„ No dobra. Wiem, że nie wyglądam zbyt schludnie jedząc, ale zdradźcie mi chociaż gdzie się umazałem??!!”

Kiedy po kolejnych 15 minutach cała czwórka wstała i zauważyłem poruszenie wśród młodszej części towarzystwa, byłem pewien, że coś się wydarzy. Zacząłem zastanawiać się czy przypadkiem nie jest to jakaś moja daleka rodzina i wyszedłem na gbura udając, ze ich nie znam. Nie, to niemożliwe. Tak ładnych ludzi w mojej rodzinie nie ma. Jest wujek Henio, jest ciocia Krysia, jest nawet wujek Tadzio, ale oni wyglądają i zachowują się zupełnie inaczej. Poza tym wujek Tadzio nie umie pływać i nie wlazłby tu za żadne pieniądze czy nawet obietnicę wygrania PiSu w następnych wyborach.

Starszy osobnik, biorąc za rękę żonę, jak nam się wydawało, skierował się w stronę wyjścia natomiast dwie młode, filigranowe dziewczyny szły się w naszą stronę.
„Kur..wa, co jest grane?. Porysowaliśmy ich samochód parkując motocykle? Potrąciłem w przejściu ich brata łamiąc mu obojczyk? Co jest?” pomyślałem obserwując zbliżające się postacie. Dominik zamilkł i również zaczął przyglądać się całej sytuacji z zainteresowaniem

- Dobry Wieczór – odezwała się „brązowowłosa” niepewnie
- Dobry Wieczór – odpowiedzieliśmy z Dominikiem równocześnie, jak na komendę
- Bardzo przepraszamy, ale od dłuższego czasu zastanawiam się i przekonuję siostrę, że ja Pana znam – teraz byłem pewien, że to moja rodzina. Już miałem wstać i ucałować kuzynkę, ale w ostatniej chwili powstrzymałem oporne cielsko przed totalną kompromitacją, no bo, że uświniony jestem żarciem to było oczywiste
- tak...? – ta odpowiedz świadczyła nie tylko o moim intelekcie, ale przede wszystkim o elokwencji i bogatym wnętrzu, o oczytaniu i pewności siebie nie wspomnę
Nawet Dominik zerknął na mnie zdumiony
- tak mi się wydaje. Czy Pan w kwietniu prowadził gościnnie wykłady w .. i tutaj padła nazwa uczelni? – pytanie zawisło w powietrzu jak deszczowe chmury w bezwietrzne, letnie przedpołudnie. Nawet gdybym nie prowadził to chyba bym zablefował nie chcąc rozczarować tej sympatycznej istoty
- wykłady? – Dominik przerwał niezręczną ciszę – a co Ty tam Piotruś Pan wykładałeś na tej uczelni? Towar na półkę, w uczelnianym sklepiku, czy glazurę przy pisuarach, w męskiej toalecie? No powiedz coś? No wiedziałem, że jesteś człowiekiem wielu talentów, ale glazura? To ja szukam fachowca od kilku tygodni, a tu taki skarb pod ręką. Wykładasz coś jeszcze? Może parkiet? – nie odpuszczał. Miał swoją chwilę i podatne audytorium. Brązowowłosa i Czarnowłosa podrygiwały śmiejąc się w identyczny, siostrzany sposób
- a to Ty masz swoje mieszkanie, że coś chcesz tam remontować? Nie możesz nic zmieniać w architekturze wnętrza noclegowni. To jest własność gminy i czasowi mieszkańcy mogą tam co najwyżej wziąć prysznic i się zdrzemnąć. Z pierwszego nie korzystasz tak coś czuję. Czuję czytaj dosłownie. Panie też tak czują?

Panie nawet gdyby czuły to nie były w stanie tego wyrazić słowami. Albo zabił je smród, albo „czerstwy suchar” w moim wykonaniu. Co by to nie było musiały mieć wielki dystans do bodżców zapachowych, albo łatwość w udawaniu rozbawionych. Trwająca chwila radości pozwoliła mi zebrać myśli i zapanować nad alkoholem wdzierającym się w najdalsze zakamarki mózgu

- Pani uczestniczyła w tym, wątpliwej jakości, przedstawieniu? Jaki aktor takie wykonanie. Musze przepraszać czy prosić o wybaczenie? Zwrócić pieniądze za dojazd czy pokryć koszty leczenia? Proszę mówić. Śmiało. Mój nierozgarnięty i zaśliniony kolega pokryje wszystkie poniesione wydatki. No, Wiesław przedstaw nas Paniom – Dominik wiedział, że próba zrobienia dobrego wrażenia odbędzie się jego kosztem. Godził się na to i zawsze bawił się świetnie. Za to go uwielbiam. Za dystans.
- Nazywam się Wiesław, ale proszę do mnie mówić Dominik, a to mój przyjaciel Zygmunt, ale proszę do niego mówić Piotr – wstaliśmy ponownie, jak na komendę, dopełniając procedury przedstawienia się – Wprawdzie czekamy na rodzinę Piotra z Małkinii, ale trochę się spóżnią, jadą we trójkę motorowerem, ale mamy tu jeszcze dwa wolne fotele, więc zapraszamy.
- Nie, dziękujemy bardzo. Ja nazywam się Patrycja, a to moja siostra Zuza. Obiecałyśmy rodzicom jeszcze spacer do miasta, ale bardzo dziękujemy za zaproszenie. Pan Piotr Skert prawda? – Brązowowłosa brzmiała bardziej wstydliwie niż stanowczo.
- Tak to ja. Skoro spacer do miasta to zajmie on Państwu jakieś 26 godzin. Najbliższe miasto jakie znam, w tej okolicy, to Olsztyn. Warto chyba przed taką podróżą odpocząć i napić się czegoś – wracałem do formy - Więc jaki był temat tego wykładu? – kontynuowałem z miną godną Sokratesa.
- „Inwestycje kapitałowe – etap czy cel”. Uczestniczyłam jeszcze w jednych, które zatytułował Pan przewrotnie „Due Diligence – zacznij od siebie” – zaskoczyła mnie. Gdyby ktoś teraz wpychał mi w tyłek rozgrzany pręt to i tak bym sobie nie przypomniał tematu, nie wspominając o treści. Zresztą nigdy szczególnie nie przygotowuję się do tego typu zajęć. Wypisuję pięć punktów, wokół których mam krążyć i daję upust swojej fantazji. Ponieważ zajęcia odbywają się w sobotę lub niedzielę bywa, że moja pamięć zaburzona jest resztkami alkoholu we krwi, więc musze improwizować.
Zmusił mnie do tych zajęć drugi przyjaciel, który poświęcił się całkowicie życiu akademickiemu i zaprasza różne osoby, z wiedzą praktyczna, aby przewietrzyć głowy studentów. Głowy pełne niepotrzebnych informacji, wtłaczanych przez podręcznikową populację wykładowców. Nigdy bym się nie odważył mówić o czymś czego nie jestem pewien, ale Tomek okazał się przekonujący.

- aha. No to na pewno nie ja, choć nazywam się Piotr Skert. Ja tych słów nawet w myślach powtórzyć nie potrafię, a to tylko tytuły. Co to było du....co? – popatrzyłem na Dominika, który z zainteresowaniem przyglądał się czarnowłosej Zuzie

- Skoro musicie oprowadzić rodziców po Olsztynie to może zróbmy tak – Dominik miał jakiś plan. Chociaż on. Ja stałem skrępowany, nie tylko wypitym alkoholem, ale coraz bardziej świdrującym spojrzeniem Patrycji – Biegnijcie z nimi w tempie Usiana Bolta i wracajcie do nas. Poplotkujemy o Piotrze i jego glazurniczych talentach. Fajny plan? Błagam, nie każcie nam klękać. Piotr ma jeszcze parę innych zainteresowań. Taki człowiek renesansu. Jego wielką pasją jest taniec. Oj dziewczyny jak on tańczy. Wprawdzie później podłoga jest do wymiany, ale skoro potrafi wykładać to w godzinkę naprawia wszystkie szkody. W Warszawie mówią o nim Dancing Floor Destroyer. No to jak? Przekonałem? – jego mina i wyszczerzone zęby zrobiły chyba wrażenie na Zuzi
- Innym razem, teraz naprawdę musimy uciekać – Patrycja musiała mieć jakiś ważny powód żeby nie ulec czarowi Dominika, a już na pewno jej poziom asertywności przekraczał średnią
- Patrycja, ale przecież możemy obiecać, że się zastanowimy – Zuza dała nam nadzieję, a już na pewno dała ją Dominikowi, na którego zerkała coraz odważniej.

Dominik wiedział jak wykorzystać nadarzającą się okazję. Przecież był w tym mistrzem. Jeżeli podołał 56 kilogramom silikonu to tym bardziej poradzi sobie z paroma kilogramami mniej, naturalnego kobiecego ciała. Patrycja zerkała na siostrę złowrogo

- Zuza. Wpisz mi swój numer – Dominik prawie wepchnął aparat w rękę zaskoczonej dziewczyny. Nie zdążyła otworzyć ust, kiedy kontynuował. – Zadzwonię do ciebie za godzinę. Jeżeli zdecydujecie, iż macie ochotę na drinka to zrobicie nam wielką przyjemność. Jeśli jednak stwierdzicie, że jest za póżno to spotkamy się innym razem. Uczciwie? – spytał patrząc wymownie na rękę Zuzy trzymającą jego aparat.
- no...dobrze...tak możemy zrobić – powiedziała niewyraźnie obawiając się reakcji siostry i wstukując pospiesznie jakieś cyfry na ekranie telefonu

Po chwili odeszły kierując się w te samą stronę co rodzice, 5 minut wcześniej. Miałem trochę więcej czasu na wstępną ocenę. Obydwie wzrostu 165-168 cm. Proporcjonalne i podobne w ruchach. Zuza w krótkich obcisłych spodenkach i dopasowanej koszulce podkreślającej kobiece wcięcie w talii. Patrycja - granatowe spodenki typu chinos, biała lniana koszula z podwiniętymi rękawami. Figura pewnie podobna, choć skrzętnie skrywana pod lużnym materiałem ubrania. Poruszała się z gracją i spokojem. Zupełnie inaczej niż siostra, która mówiąc wykonywała mnóstwo ruchów. Taka zwizualizowana różnica pomiędzy introwertykiem, a ekstrawertykiem. Podobne, a jednak zupełnie różne. Mieć je dwie to pełnia. „Rodzice mieli w domu równowagę” – pomyślałem widząc oddalającego się Dominika

- Dokąd, pozwoliłem przestać mnie zabawiać? - krzyknąłem w stronę wysokiej, szczupłej sylwetki
- Wybacz, musisz potęsknić. Zaraz wracam – Dominik podszedł do kelnera stojącego przy barze otwierając brązowe, skórzane etui i wsuwając do niego kilka banknotów.

„Co on tam robi tyle czasu?” – pomyślałem po 3 minutach obserwacji jego rozmowy z naszym „wkręconym” znajomym. Kelner coś skrupulatnie notował na kartce.
Zerknąłem na zegarek przyglądając się ostatnim promieniom słońca, przebijającym się przez otaczające jezioro drzewa. Wskazówki przyjęły położenie oznajmiające godzinę 20.47

- Idziemy Piotruś Pan? Dokończymy na tarasie – Dominik klepnął mnie w ramie wyrywając, po raz drugi tego dnia, z lekkiej zadumy
- Taaa..., idziemy. Wymasujesz mi stopy i zrobisz piling Krystyno – odpowiedziałem leniwie wstając i chwytając za szczupłą szyję – Przecież mamy randkę
- Myślisz, ze przyjdą? – zapytał podekscytowany
- Przyjdą, przyjdą. Wszystkie przychodzą. Wcześniej czy później, ale zdecydowanie szybciej odchodzą. Pamiętaj młody człowieku. Pewien typ kobiet jest jak małpa. Nie puści jednej gałęzi dopóki nie trzyma drugiej. To twoje silikonowe objawienie też tak zrobi. Poczekaj niech tylko, w zasięgu wzroku, pojawi się grubsza gałąż. Więc wyśpij się dobrze na tych silikonowych poduchach, bo to będzie jedyny zwrot z tej inwestycji. Krótkoterminowej zaznaczam – dokończyłem wypuszczając szyję z uścisku i licząc na chwilę refleksji z jego strony

Będąc w łazience usłyszałem klapnięcie drzwi wejściowych. Jakiś brzęk szkła i krzątaninę.
„ Co u licha ? Dominik kradnie szklanki hotelowe i wciska je do bagażu? Aha, więc stąd biorą się fortuny. Mam was. Jesteście rozszyfrowani. Pan Piotr też zadebiutuje na WIGu” – krzycząc bezgłośnie zacząłem się zastanawiać czy jestem normalny prowadząc takie wewnętrzne dysputy. Dobrze, że ich nie artykułuję werbalnie. Postronny słuchacz mógłby pomyśleć, ze zbiegłem z jakiegoś ośrodka wczasowego, gdzie obsługa porusza się w białych fartuchach i butach typu „szpitalny glan bezpiętny” czyli biały drewniako - chodak.

- Krystyna !!! – wydarłem się otwierając drzwi do łazienki – Gdzie są moje kapcie!!!!?? Telewizor włączony!!!??? Przypominam dziś jest piątek. Idż się wykąp i rób mi podwawelską z cebulką na kolacje!!!! Tylko herbatę zaparz tę wczorajszą, zostawiłem torebkę na kaloryferze!!! Piwko otworzyłaś???!!! No..., to lubię. Po coś się w końcu żeniłem, nie!!! Zostaw te książki. Po nich jesteś marudna. Chcesz coś wiedzieć to spytaj mnie!!!! – Dominik patrzył na mnie rozbawiony.
Stałem przed nim w majtkach naciągniętych wysoko na wypięty brzuch, ze złamanym papierosem wsuniętym w kącik ust i imitacją wąsów, zrobioną z kawałka czarnego kartonika po mydle hotelowym. Uwielbiam się oszpecać, ale bardziej obserwować reakcję przypadkowych obserwatorów. Jest ich niewielu, a dokładnie trzech, ale bawią się przy tym świetnie.

- Taki chcę być Piotruś Pan. Właśnie taki....- jego dalsza wypowiedz była niemożliwa biorąc pod uwagę atak śmiechu po przyjęciu przeze mnie kolejnej pozy „macho tesco polako”

- Postarałaś się dziwko!!!! krzyknąłem wychodząc na taras i widząc zastawiony przekąskami stolik oraz dwa rodzaje wina, butelkę zaszronionego Jacka, wodę i jakiś sok w szklanych dzbankach – Krystyna, powiem ci zaimponowałaś mi!!! Kto wie, może jak się wykąpiesz to tatuś przyjdzie do ciebie w nocy. Kto wie? Ile to ja się z Tobą już męczę Krystyna!!!??? Taki żarcik na rozluźnienie przed kolacją. Lubisz to Krystyna, co!!!??? Wiem, wiem nic nie mówisz, ale koleżanki to zazdroszczą Ci na pewno takiego życia – kontynuowałem stojąc już na tarasie i przyglądając się śnieżnej bieli jachtu odcinającej się od ciemnego tła otoczenia

Pewnie trwałoby to znacznie dłużej, gdyby nie Dominik, któremu w konwulsjach śmiechu udało się krzynąć

- Piotruuuśśś Pann!!!... Najważniejszeeeee....Mają być zzzaa...10 minut. Dzwoniłemmm....Tak je przyjmujesz??.... – jego śmiech był równie głośny jak szybki okazał się mój bieg do sypialni.

- Krystyna!!!.... Zabiję Cię kiedyś dziwko!!!!! – ostatnie słowa zostały stłumione trzaskającymi drzwiami sypialni


„Wciskając” się w krótkie spodenki usłyszałem kobiecy śmiech i głos Dominika. Po kolejnych 4 minutach byłem gotowy. Odziany w białą, lnianą koszule i granatowe spodenki wyglądałem wakacyjnie. Otwierając drzwi sypialni usłyszałem sącząca się muzykę „..money for nothing and the chicks for free..”. Dominik zadbał o wszystko, włącznie z muzyką i słowami utworu, który na pewno nie został wybrany przypadkowo, a spojrzenie i uśmiech na chłopięcej twarzy utwierdziły mnie w tym przekonaniu.

- Jest i nasza gwiazda – przekraczając próg tarasu spostrzegłem, że nasze znajome zdążyły się przebrać, a może nawet i poprawić makijaż – Piotruś, czy ty masz jakieś zamiary w stosunku do naszych Pań „pachnąc” i „niezakładajac” bielizny? – Dominik tym stwierdzeniem wywołał lekką konsternację na twarzach sióstr
- Pewnie gdyby nie łączyła mnie relacja uczeń - nauczyciel z Patrycją, takie zamiary bym miał. Jednak brak bielizny – kontynuowałem patrząc na zawstydzoną Patrycję – jest wynikiem twojej niesubordynacji Dominik. Gdybyś uprał mi majtki wcześniej, a nie 15 min temu, to zdążyłyby wyschnąć, a tak będziesz musiał mi wklepywać balsam we wszystkie otarcia na tyłku. Ponieważ wiem jak bardzo to lubisz nie zamierzam szczególnie się ograniczać i może nawet zatańczę. Pamiętaj jednak, że ten którego używałeś ostatnio, ...no ten z aloesem.., nie służy mojej skórze zwłaszcza w pachwinach i sugeruję stosować coś delikatniejszego

Konsternacja sprzed 30 sekund to było muśnięcie wiatru w stosunku do tsunami jakie przechodziło przez głowy naszych, a w zasadzie jeszcze nie naszych, Pań. Puszyste włosy Patrycji świadczyły o poświęconych, co najmniej 30 minutach, na przygotowania przed spotkaniem. Ubrana w bawełnianą, letnią sukienkę, w kolorze ecru, który podkreślał kolor jej opalonego ciała, oraz białe skechersy Lacoste, wyglądała jak tenisistka wkraczająca na korty Roland Garos. Było w jej wyglądzie coś prowokującego, a zarazem niedostępnego. Tylko kto u licha zakłada krótką, obcisłą sukienkę na wieczorne spotkanie z nieznajomymi facetami? No przecież nie Krystyna Pawłowicz. Zapewne ktoś, kto chce trochę sprowokować. Tak kobieco. Bez konsekwencji

Zuza, pomimo zawstydzenia, zerkała na szczerzącego się coraz bardziej Dominika. Obcisła biała koszulka, z wielkim logo włoskiego projektanta oraz dopasowane jasne jeansy uwydatniały kobiece kształty.

Obydwie Panie zostały już „obsłużone” przez Dominika. Każda trzymała w dłoni wielki kielich z białym, schłodzonym winem wewnątrz.

- Piotruś Pan czy ty chcesz doprowadzić Patrycję i Zuzę do omdlenia? – Dominik z wywalonymi, białymi zębami wyglądał na rozbawionego – wiem, wiem zawsze to okazja na bliskość z kobietą. Masaż serca, nie mówiąc o sztucznym oddychaniu, to jest to na co liczysz, prawda?
- znasz mnie i wiesz, że od zawsze chciałem spróbować jak to jest z kobietą. Ty w żaden sposób mi tego nie umożliwiasz. Kleisz się do mnie i odstraszasz potencjalne „ofiary”. Dominik, mówiłem wielokroć, nie wyjdę za ciebie, a już na pewno nie podpisze intercyzy – pomimo rozmówcy siedzącego po mojej lewej stronie, nie odrywałem wzroku od Patrycji.

Wszystkie oczy skierowane były na mnie. Jedynie Patrycja błądziła wzrokiem po egzotycznych deskach tarasu. Głośny śmiech Dominika i Zuzy wybawił ją z opresji. Jej twarz rozjaśniała, wzrok uniósł się w moją stronę, a ruch piersi wskazywał na wypuszczenie powietrza z płuc i powrót do miarowego oddechu.

- dobre.... – szepnęła przystawiając kielich do wydatnych ust – Brzmisz i wyglądasz, na wykładach, zupełnie inaczej – dodała nieco głośniej
- czyli jak? – nie odrywając od niej wzroku usiadłem na wolnym, ratanowym fotelu
- inaczej, zdecydowanie inaczej, poważniej. Tak to dobre określenie. Poważniej – skończyła odstawiając wino na szklany blat stolika
- uuuu..., nooo tak, tak przypuszczałem. Piotruś Pan człowiek o wielu talentach, ale i wielu twarzach. No błagam, opowiedz co on tam wyprawia? Masz może jakieś zdjęcie z zajęć? Gwarantuje, że wiele osób zapłaciłoby niezłą sumkę za zdjęcie Piotra prężącego się przed młodym audytorium. Mówił wam już o swoich problemach z hemoroidami? Wierci się bardzo? Tttaaakkk...., musimy się zaprzyjaźnić, będę cię obwoził po znajomych, a ty opowiesz co tam się dzieje – Dominik nie odpuszczał. Obmyślał zemstę od kilkudziesięciu minut. Wykorzystał okazję właściwie

Nasz śmiech mógł być słyszalny po drugiej stronie jeziora. Hotelowi goście mogą mieć ciężką noc. Albo do nas dołączą, albo obdarzą nas jutro, podczas śniadania, nieprzyjaznym spojrzeniem. W zasadzie męska część gości obdarzy nas wzrokiem zazdrości, ale ten w wyrazie, jest podobny.

- To co was tu sprowadza ?– zapytałem zupełnie z „dupy” jakby na potwierdzenie słów Dominika, o moich wielu twarzach
- Zaprosiliście nas, prawda? Czy może liczyliście, że nie przyjdziemy i spędzicie ten wieczór bardziej romantycznie, we dwóch – Patrycja zaskoczyła nas błyskotliwością i szybką reakcją.

- no Piotruś. Napij się zanim zadasz kolejne pytanie - Dominik spojrzał na mnie i podał szklankę z rdzawym płynem okraszonym kilkoma kostkami lodu. Równocześnie uzupełnił wino w kielichach stojących przed Zuzą i Patrycja

- użyję Twojego zwrotu i powiem „dobre” – cóż miałem począć, musiałem jakoś wybrnąć i nie pogrążać się dalej – powtórzę precyzując pytanie. Tak specjalnie dla Dominika, bo chłopak się pogubił. Jemu trzeba wysyłać proste komunikaty. Silikon – to biust, manetka gazu – to dwa położenia pełen i zero, jedzenie – kiełbasa z chlebem i musztardą, seks – masturbacja przy komputerze, majtki – poliester w krokodyle koniecznie z doszytą gumą Calvin Klein, samochód – drogi i tak dalej i tak dalej. Prawda Dominik? Wracając do pytania. Co was sprowadza do Mikołajek w takim gronie? – znowu udało mi się wyjść z „dupy” kosztem Dominika. Ja jednak go uwielbiam. Siedzi poczciwina i się uśmiecha, ba wręcz bawi znakomicie

- ahhh o to chodzi – do rozmowy włączyła się Zuza, wyrażnie ożywiona kolejną lampką wypitego wina – Więc określę nasz wyjazd jako wieńczący kilkadziesiąt lat życia w tym składzie. Nigdy już taki nie będzie - skończyła enigmatycznie wprawiając nas w zakłopotanie. Zacząłem się zastanawiać czy to jej stan świadomości, czy nasz stan percepcji jest bardziej nadwerężony
- słucham??? – jaka ulga, że tak wyszukane pytanie zadał Dominik, pomyślałem słysząc i widząc zakłopotanie na jego twarzy
- teraz ja was mam – Zuza triumfowała po raz drugi w ciągu ostatnich 24 sekund – wyjaśniając niedomyślnym – kontynuowała z satysfakcją przy akompaniamencie uśmiechu siostry – Moja siostra Patrycja wychodzi za mąż we wrześniu i spędzamy tutaj ostatnie rodzinne wakacje, w tym składzie i stanie, zwłaszcza stanie cywilnym, biorąc pod uwagę fakt jej wrześniowego zamążpójścia – skończyła z uśmiechem podnosząc kielich z winem do góry – zdrowie przyszłej Panny Młodej

Jak w ujęciu „slow motion” podnieśliśmy z Dominikiem szklanki i bez słowa opróżniliśmy połowę ich zawartości.

- Patrycja to jest kolejny żart? – zapytałem w nadziei na wybuch śmiechu i znakomity, kolejny wkręt
- Takie samo pytanie zadał mi mój ojciec, kiedy poinformowałam o swoich zamiarach, ale nie, to nie jest żart i od września będę mężatką, ale widzę po waszej reakcji, ze wy nie cieszycie się moim szczęściem, a zaproszenie powodowane było innymi motywacjami niż tylko spotkanie towarzyskie. Tak czy inaczej wino jest znakomite. Dominik nalejesz nam jeszcze? – zapytała stawiając nas w niezręcznej sytuacji
- Patrycja. Motywacje, które sugerujesz moglibyśmy „ucieleśnić” w klubie po drugiej stronie jeziora – zacząłem wskazując w kierunku centrum Mikołajek, z którego dobiegała coraz głośniejsza muzyka – nie wiem jak Dominik, ale ja jestem zaskoczony faktem, iż kobieta w twoim wieku zdecydowała się na tak odważny krok. Decyzja, która zmienia nie tylko życie twoje, ale również przyszłego męża. Zaskoczenie. Nic więcej. Poza tym ja wyznaję zasadę, ze małżeństwo nic nie kończy, zmienia okoliczności, ale nie kończy – swój wywód posumowałem głośnym – Za Patrycję!!!!
- właśnie, nic nie kończy.... – szept Patrycji był niesłyszalny. Niesłyszalny dla Dominika i Zuzy. Ja jednak spojrzałem na nią i zarejestrowałem dziwny, prowokujący grymas twarzy

Kielichy i szklanki stuknęły o siebie przerywając cisze pomiędzy utworami zespołu Dire Straits.

- No to kim jest wybranek, skoro już wiemy, że od września będzie twoim mężem? – zapytałem bardziej przez grzeczność niż z ciekawości. No bo co mnie może obchodzić jej przyszły mąż, skoro ona sama przestaje mnie powoli obchodzić. Przestaje obchodzić od kilkunastu sekund.
- Poznaliśmy się na studiach, on też uczestniczył w Twoich wykładach, ale jemu nie przypadły za bardzo do gustu – popatrzyła na mnie w dziwny sposób po raz drugi tego wieczoru
- no proszę, więc jednak wśród was są szczerzy i normalni studenci – Dominik próbował przywrócić niedawną atmosferę rozbawienia. Informacja o ślubie Patrycji rozlała się po najbliższej okolicy jak szambo wybijające z kanalizacji, powodując zniesmaczenie i grymas na twarzach
- Jemu nie spodobał się wykład czy wykładowca, a może bardziej Twoja reakcja na jedno i drugie, z naciskiem na drugie? – zapytałem klucząc i unikając słowa „ja” czy „mnie”
- To prawda, cała prawda...., tak właśnie było....- urwała w zamyśleniu
- Czyli jest normalny. Zazdrosny. W przyszłości będziesz wiedziała jak unikać takich sytuacji. Kobiety mądre, a taką bez wątpienia jesteś, unikają sytuacji, w których facet mógłby poczuć się zagrożony. Kobiety doświadczone, a taką za chwilę będziesz, odwracają role i stają się pozornie zazdrosne dając tym samym swojemu mężczyznie powód do dumy – kątem oka widziałem, że Dominik odzyskuje rezon i otwiera buzię. Nie dałem mu szansy – Powiedziałem mężczyźnie celowo Dominik. Ciebie to nie dotyczy

Idę o zakład, że ponownie w kilku pokojach nad nami, dało się słyszeć „Kurwa, niech oni zamkną mordy, zaraz zadzwonię do recepcji!!! Stasiu daj spokój. Może to jacyś bandyci. Nie denerwuj się, bo znów będziesz kichał”

Odczekałem moment w którym wybrzmiał ostatni akord śmiechu

- Wracając do przyszłego męża – zacząłem niewyraźnie, na skutek alkoholu powodującego to do czego został stworzony – on musi być w Twoim wieku skoro razem studiujecie?
- Tak. Jest starszy o rok. To coś złego? – zapytała ze szczerym zainteresowaniem
- No..... nie jest to karalne. Baaa.... ma nawet dobre strony. Kobieta może mieć w domu dziecko bez potrzeby zachodzenia w ciążę i odruchów wymiotnych w początkowych stadiach. Oczywiście odruch wymiotny może się pojawić, ale później i nie będzie spowodowany fizjologią, a przemyśleniami – zaczynałem stąpać po krawędzi urwiska wygłaszając tego typu teorie

Szczery uśmiech pojawił się jedynie na twarzach Dominika i Zuzy. Patrycja uśmiechnęła się sztucznie, myśląc raczej o tym, co powiedziałem niż reagując spontanicznie na żart

- Mówiłam jej to samo, ale ona już postanowiła – Zuza tą wypowiedzią stała się moim, nieświadomym sojusznikiem w rozgrywce

Czas mijał, czego oznaką były gasnące światła, w oknach nad nami, oraz mniej gwarny deptak po drugiej stronie jeziora. Coraz wyraźniej natomiast dało się słyszeć muzykę dochodząca od strony portu w Mikołajkach. Dziewczyny kończyły drugą butelkę wina, my natomiast męczyliśmy kolejną szklankę Jacka Danielsa.
Było wesoło. Po smrodzie z rozlanego „weselnego szamba” zostało wspomnienie, a Patrycja zachowywała się nadzwyczaj zachęcająco. Wręcz prowokująco. Opowieści, dowcipy i różnego rodzaju dykteryjki zaczęły krążyć, jak to w takim stanie i towarzystwie, wokół relacji damsko – męskich, ze szczególnym naciskiem na relacje cielesne.

- Muzyki zwanej taneczną nie mam, może przeniesiemy się w miejsce gdzie Piotr pokaże skrywany talent, czyli taniec? – Dominik trzymając, od dobrych kilkunastu minut, rękę Zuzy w delikatnym uścisku, próbował tą propozycją doprowadzić do pretekstu dalszego zbliżenia.
„Co jak co, ale taniec daje takie możliwości” – pomyślałem patrząc z uznaniem na uśmiechniętą twarz Dominika.

- Jestem za !!! Chodźmy, bo jeszcze gotowi zakończyć wszystkie imprezy bez nas – Zuza poderwała się z fotela dając wyrażny sygnał, iż jest gotowa do natychmiastowego wyjścia

- hmmm....nie mam ze sobą narzędzi i wolałbym nie narażać was na konieczność partycypacji w kosztach remontu podłogi. Ja zostaję. Będę tańczył bezgłośnie tu na tarasie, ewentualnie w łóżku wyobrażając sobie wasze zazdrosne spojrzenia na parkiecie – odparłem leniwie aczkolwiek stanowczo

Patrycja zerknęła na mnie ze zdziwieniem, ale przysiągłbym, że z lekkim zadowoleniem. Nie przywiązywałem się do tej myśli, ponieważ wypity alkohol zataczał ostatnie koło wokół stacji świadomość. Wzięła kielich z winem do ręki, wypiła kolejną porcję płynu otwierającego nowe pokłady odwagi, odstawiła kielich, wyjęła mi z ręki zapalonego papierosa pociągnęła łapczywie nie zaciągając się dymem i....

- ja też zostaję....- powiedziała krótko przystawiając natychmiast nerwowo papierosa do ust. Jakby miał być jej azylem, zasłoną dymną. Fakt. Jeszcze nie widziałem żeby ktokolwiek wyprodukował tyle dymu z jednego papierosa. Przez chwilę poczułem jakbym był na festiwalu techno w Berlinie

- Patrycja... Ty palisz???!!! – głos Zuzy wywarł wrażenie nie tylko na nas. Założę się, że Stasio został zbudzony po raz 16 tej nocy. Żona po raz kolejny drapała go po zarośniętych plecach chcąc ukoić nerwy jedynego żywiciela rodziny. Jeżeli jeszcze nie spadł z łózka to tylko dla tego, że spał od ściany – jak to zostajesz???!!! – kontynuowała Zuza nie zmieniając belferskiego tonu
- a normalnie zostaję. Ty idziesz ja zostaję. Czy palę? Właśnie zaczęłam. Chcesz spróbować?- Patrycja wyglądała z papierosem nienaturalnie, ale brzmiała zdecydowanie śmiesznie. Wino zrobiło swoje, a dym papierosowy dopełniał dzieła. Podświadomie chciałem odsunąć się na bezpieczną odległość w razie wystąpienia symptomów nadmiaru alkoholu czy też, jak to ma miejsce w innych okolicznościach, ciąży.

Musiałem zareagować żeby szansa nie okazała się szansą straconą.

- Zuza bądź spokojna. Biegnijcie sprawdzić wytrzymałość parkietu i kondycję Dominika, a ja zajmę się twoją siostrą. Nic jej nie grozi. Wino się skończyło, papierosy zostały trzy, Dominik zdążył sprzedać wszystkie narkotyki, a w moim wieku, o tej porze, zaczynam przygotowywać termofor i jest to jedyny ruch, na jaki mnie stać – rzuciłem wszystkie argumenty, jakie w tym momencie były dostępne w zakamarkach mojego intelektu

- Patrycja, jesteś tego pewna? Chcesz zostać? – Zuza próbowała nadal, jednak Dominik, a w zasadzie jego ręka obejmująca w biodrach, tę zgrabną dziewczynę, zaczynały działać
- Tak jestem pewna... jak cholera jestem pewna – powłóczysty wzrok i papieros w ustach Patrycji wywołał u mnie uśmiech. Wyglądała trochę jak Uma Thurman w Pulp Fiction, no może była bardziej pijana niż naćpana, ale podobnie.

Cisza, jaka nastała mogła świadczyć o dwóch kwestiach. Jestem wyjątkowo nudny i w moim towarzystwie kobiety zachowują słowny dystans, lub obydwoje czekaliśmy na coś, co ma się wydarzyć, jednak poprzedzało tę chwilę skrępowanie, godne zachowania gimnazjalistów, na pierwszej randce. Patrycja nie odrywała papierosa od ust. Wyglądała trochę jak zrobotyzowany manekin reklamujący nowe produkty Phillip Morris. Nie poruszała się, wzrok utkwił w bliżej nieokreślonym punkcie ściany, natomiast produkowany dym zwiastował wejście na scenę gwiazdy wieczoru. Za chwilę rozbłysną lasery i flesze fotoreporterów, a z ciemności wyłoni się Renifer Lopez, a co najmniej zespół Boys. Już miałem zerwać z siebie koszulę i kręcić nią nad głową krzycząc „Jesteś szalona”, miałem zacząć skakać na deskach tarasu i wyć dożynany euforią spotkania ze swoim idolem, już miałem wypinać pośladki w celu złożenia autografu, kiedy usłyszałem coś, czego żaden facet w tej sytuacji usłyszeć nie chce

- Mogłam z nimi pójść – przez chwilę zastanawiałem się czy na pewno ona to powiedziała, ponieważ sylwetka nie poruszyła się nawet o milimetr. Zacząłem podejrzewać, ze zamarzła, ale gdzie podział się szron z włosów i brwi, sople lodu zwisające spod nosa. Chciałem się poderwać i ją ratować. Nacierać ciało, robić masaż stóp i ogrzać palącą się na stoliku, świeczką. Wybrać na klawiaturze telefonu numer 112 i postępować zgodnie z instrukcjami. Już miałem zamiar wrzucić postać, wraz z ratanowym fotelem, do jeziora, w celu rozmrożenia, kiedy uświadomiłem sobie, że jej brązowe włosy poruszają się na wietrze. Więc żyje!!!!, a może proces zamarzania dopiero się rozpoczął? Musze ja ratować!!!! Już, teraz, natychmiast!!!

- Mogłaś i nic w tej kwestii się nie zmieniło. Chodż odprowadzę cię do nich – wstając wyciągnąłem w jej stronę rękę, dając wyrażny sygnał, że chcę to zrobić pomagając jej wcześniej wstać

Patrycja jednak nie zamarzła. To musiał być jakiś skurcz całego organizmu. Poruszyła się i spojrzała na mnie wyrzucając nadwęglony filtr papierosa do popielniczki. „Aha, więc to dym z filtra tak na ciebie zadziałał, ja pierdzielę, nigdy nie będę palił papierosa dalej niż do połowy” – pomyślałem

- ...ale jak to??..., tak po prostu...- w jej oczach widać było rozczarowanie
- Nie do końca po prostu, będą też zakręty – odkryła się całkowicie, była już oczywista i bezbronna, więc musiałem przejąć inicjatywę. Kilka wypowiedzianych słów, a wiedziałem już wszystko
- aha.... – podała mi rękę i wstała jeszcze bardziej rozczarowana o czym świadczyła jej spuszczona głowa i powolne ruchy, a może to regeneracja organizmu w trakcie procesu rozmrażania

Spuszczona głowa Patrycji spotęgowała różnicę wzrostu, jaka nas dzieliła. Jej dłoń nadal spoczywała w mojej i nie mogło to trwać wiecznie, bo gotowa pomyśleć, że rzeczywiście chce ją odprowadzić do siostry. Moja druga ręka powędrował do podbródka „brązowowłosej” i delikatnie podniosła do góry. Miała zamknięte oczy i przyspieszony oddech, nozdrza delikatnie drżały. Lekko wilgotna dłoń, zaciskająca się na mojej coraz bardziej, dopełniała obrazu zdenerwowania, a może i czegoś więcej.

- otwórz oczy – szepnąłem stanowczo

Gdyby nie kontekst sytuacji pomyślałbym, że zaraz się rozpłacze. Szklące, duże oczy, zaczerwienione policzki i drżenie obrazowały emocje, jakie nią targały. Ten widok, jak na ironię, zaczynał mnie podniecać. Moje spodenki poczuły obecność czegoś, co było znacznie większe niż jeszcze 2 minuty temu.

- jesteś pewna? – zapytałem patrząc głęboko w piękne oczy

Nic nie odpowiedziała i ponownie dostrzegłem zamknięte powieki

- otwórz oczy powiedziałem!!!!– tym razem głoś mógł usłyszeć nawet Stasio na górze i nie zmruży oka do rana będąc pewnym, że to do niego

Oczy rozbłysły jak świetliki w ciemnościach.

- nie jestem pewna – odpowiedziała cichutko i delikatnie

Nachyliłem się i podciągnąłem jej brodę jeszcze wyżej. Wpiłem się w jej usta gwałtownie i natarczywie. Mój język wdarł się w nią nie pozostawiając wątpliwości, jakie mam zamiary. Jej ręka wyślizgnęła się z uścisku i powędrowała razem z drugą na moje włosy. Docisnęła mnie mocno do siebie i wpiła z jeszcze większą siłą. Nasze języki rozpoczęły taniec. Złapałem ją mocno za tyłek. Był jędrny, sprężysty i....”niepokryty” innym materiałem, niż sukienka. Więc nie ma majtek. Podnieciło mnie to jeszcze bardziej i wiedziałem, że czuje to na swoim brzuchu. Moja jedna ręka powędrował na jej biust. Ta „sssuuka” nie ma biustonosza. Ma świetne cycki, ale biustonosza nie założyła, podobnie jak majtek. Byłem gotów. Zgarnąłem jej jedną rękę ze swojej głowy i położyłem w miejscu, które domagało się tego najbardziej. Chwyciła fiuta przez materiał spodenek i zaczęła go masować. Oderwałem, na chwilę, od niej moje usta, choć smakowała znakomicie i robiłem to z oporem

- Chcę cię wyruchać, natychmiast – moje spojrzenie, nie mówiąc o reakcji fiuta ściskanego przez zgrabna rączkę, mówiło wszystko. To nie było nawet stwierdzenie, to było wręcz polecenie
- Tu? – rozejrzała się przerażona po tarasie nie przerywając pieszczot czynionych już oburącz

Chwyciłem ją za rękę i pociągnąłem w stronę pomostu, przy którym stał zacumowany cel naszej krótkiej przechadzki. Prawie truchtała. Mój szybki krok mógł świadczyć tylko o tym, że chcę tam dotrzeć jak najszybciej. Pomost rozświetlony delikatnym światłem niskich lamp przywitał nas powiewem chłodnego wiatru. Wiedziałem, że biały, duży przedmiot o nazwie Galeon jest otwarty i to będzie najlepsze miejsce do dogłębnego poznania Patrycji. Weszliśmy na pokład powodując lekkie kołysanie 12 metrowego jachtu. Rozsunąłem ciemne drzwi „zejściówki” i włączyłem małą lampkę w kambuzie rufowym. Otoczenie bieli i drewna w kolorze dębu onieśmieliło jeszcze bardziej moją partnerkę, o czym świadczył rozbiegany wzrok i delikatne kroki. Zasunąłem drzwi. Cisza totalna. Usiadłem na narożnej, białej kanapie pozwalając Patrycji oswoić się z nowym otoczeniem. W półmroku wyglądała zjawiskowo. Delikatna, zgrabna sylwetka, zawstydzenie i drżące ciało wzmagały we mnie podniecenie. „Dam jej jeszcze chwilę i zerżnę jak dziwkę” – pomyślałem czując totalne pożądanie.

- Ładnie tu – szepnęła nieprzerywając wzmożonej obserwacji – to Twoje? – jej pytanie podziałało na mnie jak najlepszy dowcip.

Uśmiechnąłem się szczerze i chwyciłem za rękę pociągając bliżej

- Nie, nie moje. Dominik jest synem człowieka, który otacza się takimi przedmiotami i pozwala nam z nich korzystać

Na wysokości oczu miałem jej brzuch. Sięgnąłem za siebie i zgasiłem dyskretną lampkę

- Później sobie popatrzysz, a jak będziesz chciała to popływacie jutro z nami – moje ręce gładziły jej pośladki. Tym razem wsunąłem je pod sukienkę i mogłem poznać bliżej ich sprężystość i jędrność pokrytą gęsią skórką
- Jutro przyjeżdża mój narzeczony – jej ton mógł świadczyć o rozczarowaniu tym faktem
- No to mamy mało czasu – mówiąc wstałem i ponownie wpiłem się w jej usta nie przerywając ugniatania pośladków. Jej podwinięta sukienka odsłoniła wszystko, więc jedna rękę przesunąłem do przodu chwytając za udo po wewnętrznej stronie. Mimowolnie zacisnęła nogi jednak już po chwili uścisk się poluźnił, a jej dłoń poruszająca się na moim fiucie była sygnałem przyzwalającym na dalsze kroki. Przesunąłem rękę po jedwabistej skórze do góry. Palec wskazujący uniósł się do góry i zaczął delikatnie muskać jej wilgotną szparkę. Druga rękę wsunąłem między pośladki odnajdując palcem zaciśnięty otworek. Zacząłem go delikatnie dociskać wykonując koliste ruchu. Palec wskazujący zagłębiał się coraz bardziej w cipce. Była cudownie wilgotna i kleista. Ciepła, ciasna i sensualna. Drżała i pomrukiwała w trakcie pocałunku. Ssała mój język bez opamiętania. Jej zaciśnięte powieki oraz zmarszczone czoło sygnalizowały bliski finał. Przyspieszyłem ruchy na łechtaczce uzupełniając je wsuwaniem drugiego palca do pupy. Trwało to jeszcze chwile, kiedy poczułem zaciskające się zęby na języku i znajome skurcze dupki wokół zagłębionego w niej palca wskazującego. Jej stłumiony krzyk oraz ręce dociskające boleśnie moją głowę do jej ust, zaciśnięte zęby, na moim języku, oraz konwulsyjne drżenie nóg dopełniały obrazu kobiety spełnionej.

Poczekałem jeszcze chwilę. Dałem jej uspokoić oddech i rozluźnić mięśnie. Kropelki potu na jej czole uświadomiły mi, że orgazm dotarł wszędzie.

- Odgryziesz mi język – szepnąłem, kiedy puściła
- O Matko!!!, przepraszam, nic ci nie zrobiłam? – była zawstydzona. Spełniona, trochę śmielsza, ale nadal zawstydzona
- Zaraz mi zrobisz – chwytając ją za włosy dałem wyrażny sygnał gdzie ma znaleźć się jej twarz i do czego służą usta i język, w takich momentach

Klęcząc, przede mną, rozpięła guzik spodenek i rozsunęła zamek. Wyjęła delikatnie, spod ubrania, fiuta i usłyszałem znajomy odgłos opadającego, na podłogę, materiału

- Ty też nie nosisz bielizny...hmm? – ostatnie słowo zabrzmiało gardłowo

Ręce trzymające jej głowę w uścisku pomogły, aby nie powiedziała już słowa więcej, w tym momencie. Nabrzmiały chuj wtargnął w jej usta w sposób brutalny. Zrozumiała, że nie czas na pogaduszki i wzięła się natychmiast do pracy. Przejęła inicjatywę, co pozwoliło mi zwolnić uchwyt na jej głowie. Obciągała z wprawą. Ssała i lizała na przemian, narzucając tempo jedną ręką, a drugą pieszcząc jądra. Łapała za pośladki próbując sprowokować mnie do rżnięcia w usta. Ponieważ nie reagowałem, sama się rżnęła dławiąc przy tym i zasysając go prawie całego. Trwało to dobrą chwilę. Moje jaja były mokre od jej śliny. Pluła na chuja i zlizywała to patrząc mi w oczy. Klepała się nim po wysuniętym języku i policzkach. Jeżeli wszystkie studentki tak robią loda to już wiem, że chcę być regularnym wykładowcą i egzaminować te suki.
Było mi zajebiście, ale spuścić się nie zamierzałem. Alkohol tak na mnie działa, a przynajmniej tak mi się wydaje

Złapałem ją za włosy i odciągnąłem od okapującego śliną fiuta.

- Wstań – ręka ciągnąca ja za włosy, do góry, wzmacniała przekaz.

Stanęła przede mną z lubieżnym wyrazem twarzy. Wilgotna, wokół ust, zaczerwieniona na policzkach, z nieco potarganymi włosami.

- Odwróć się i wypnij dupę w moją stronę, tak żebym mógł cię zerżnąć – skinąłem na stolik przy białej, skórzanej kanapie

Polecenie wykonała posłusznie. Oparła się tak, że wypięta w moja stronę pupa dawała wiele możliwości. Jednym ruchem podwinąłem bawełnianą sukienkę na biodra i dałem jej solidnego klapsa, który wybrzmiał głośnym klaśnięciem. Za chwilę to samo z drugiej strony. Jęknęła cichutko i opuściła głowę na stolik. Poprawiłem ponownie drugą ręką stojąc za nią ze stercząca pałą.

- Zsuń tę sukienkę z ramion, tak żebym miał dostęp do cycków, bo strzelę cię raz jeszcze – ryknąłem

Pośpiesznie pozbyła się sukienki, która zwinięta przysłaniała już tylko część pleców. Złapałem dwoma rękami jędrny biust, pochylając się nad wygiętą sylwetką. Był „poręczny”. Sterczące brodawki świadczyły o wrażliwości na dotyk. Zacząłem go ugniatać i drażnić palcami. Mój fiut ocierał się o jej wypięte pośladki. Zaczęła kręcić biodrami, co dodatkowo stymulowało moje doznania. Wyprostowałem się i chwyciłem naprężonego członka w rękę. Docisnąłem jej plecy do blatu stolika i dotknąłem do wilgotnej cipki końcem fiuta. Poruszałem nim chwilę w górę i w dół chcąc rozprowadzić jak najwięcej kleistej substancji przy wejściu do pochwy. Zamarłem i gwałtownie pchnąłem biodra do przodu wchodząc w nią głęboko i bezwzględnie.

- yyhhhh – jęknęła wyginając plecy w łuk i podnosząc głowę do góry

Złapałem jedną ręką opadające na plecy, brązowe włosy i wysunąłem się delikatnie, a natychmiast po tym pchając z impetem fiuta do jej wnętrza

- yyyhhhh!!!! – ten sam krzyk, tym razem przez zaciśnięte zęby

Powtórzyłem do kilka razy do momentu, kiedy miałem pewność, że jest już wystarczająco gotowa na galop. Zacząłem ją rżnąć. Nie posuwać, nie pieprzyć. Rżnąć, jak rzecz. Bez empatii, uczucia, subtelności. Jej wypięta dupa była, co chwila, ożywiana klapsami i płonęła czerwienią. Włosy w mocnym chwycie nie pozwalały na jakikolwiek ruch głową. Pieprzyłem ją jak oszalały. Jęczała cudownie za każdym pchnięciem. Wsunąłem jej palec w tyłek, który był śliski od potu i soków z cipki, rozprowadzonych przez moje wprawne ręce. Moje jaja huśtały się jak oszalałe, moje podbrzusze obijało się o jej pośladki z głośnymi klaśnięciami.
Jacht, pomimo wielkości, wpadł w naszą amplitudę. Kołysał się miło, zachęcając do dalszej eksploracji wnętrza Patrycji. Nie wiem jak długo to trwało. 10 może 15 minut, a ja nie miałem dość. Moja partnerka wiła się i jęczała jak oszalała. Sama narzucała tempo moich ruchów łapiąc mnie za pośladek i dociskając w tempie, jaki jej odpowiadał, a chciała szybko. Nie wiem czy doszła 2 czy 3 razy, nie miało to dla mnie znaczenia. Ja się liczyłem i to ja ją rżnąłem. Ona, co najwyżej, korzystała z możliwości skorzystania. Sama pieściła swoje cycki w sposób brutalny. Ja bym się na taki sposób nie odważył, ciągnęła je i ugniatała z taką siła, iż myślałem, że je uszkodzi. Cudownie pojękiwała i klepała w stolik ręką w momentach największej ekstazy.

- Tttaaakkk, kkkuuurrrwwwa, ruchaj mnie!!!! – usłyszałem kiedy osiągała kolejny szczyt

Nagle zamarliśmy obydwoje w bezruchu. Kroki na pomoście świadczyły o czyjejś obecności. Nie wiem jak długo ktoś tam stał, ponieważ dźwięki, jakie wydobywała z siebie Patrycja od pewnego czasu, przykrywały szczelnie wszystkie inne, z otoczenia. Ktoś przeszedł na rufę i wszedł na jacht, co oznajmiło lekkie kołysanie. Postać poruszała się sprawnie i lekko, co widziałem przez szybę drzwi zejściówki. „Kto to kurwa?” – pomyślałem czując, że mój fiut zaczyna się kurczyć w Patrycji, jednak nie poruszyliśmy się nawet o milimetr. Patrycja tez zerkała w stronę przyciemnianych drzwi. Buraczkowe pośladki, wypięta dupa, sterczące cycki oraz stojący za nią facet ze spodenkami przy kostkach, nie mogło to wyglądać jak wieczorna joga w parach. Postać chwyciła za drzwi i je rozsunęła, ręka znalazła, na ścianie, włącznik światła i ...blask tak nas oślepił, że obydwoje prawie zamknęliśmy oczy. Patrycja wręcz odkręciła głowę i spuściła ją w dół opierając czoło o blat stolika. Brązowe włosy, opadając okryły szczelnie jej twarz

- Dominik??!!! – krzyknąłem rozpoznając zarys znajomej sylwetki
- Tak, przepraszam...eeehhhh, sorrry... – odpowiedział pospiesznie wyłączając światło, wyskakując na zewnątrz i zasuwając jednocześnie drzwi

„Jak on to kurwa zrobił?” – pomyślałem obserwując ruchy mojego przyjaciela. „To jakiś Jamek Bond czy inny Zacharski? Gdybym ja tak spróbował, to już miałbym założony gips od pasa w dół, włącznie z cewnikiem i rozprowadzoną maścią odleżynową” - kontynuowałem rozmyślania.

- Dominik!!! Stój!!! – krzyknąłem i postać zamarła w bezruchu – Może dołączysz??? – zapytałem już zdecydowanie ciszej
- Co??!!! – Patrycja podniosła głowę i znieruchomiała również
- To jak Dominik? Wchodzisz czy idziesz się onanizować? Patrycja też zaprasza? – kończąc klepnąłem ją w tyłek, a mój fiut zaczął ponownie przybierać właściwe sytuacji rozmiary

Patrycja czując narastającą w jej wnętrzu erekcje znieruchomiała jeszcze bardziej, spuszczając głowę na stolik. Chciała się schować choćby we włosach

- skoro chcesz....? – szepnęła niezbyt zrozumiale
- Dominik!!! – po raz kolejny rozpocząłem wolne ruchy w Patrycji, co skwitowała cichym jęknięciem

Drzwi rozsunęły się i Dominik wszedł odcinając Patrycji drogę ucieczki. Stanął i wyszczerzył w ciemnościach białe zęby. Podszedł bliżej i klepnął mnie delikatnie w ramię. Pieprzyłem już Patrycję miarowym tempem. Nie poruszała się wyczuwając bliskość Dominika, ale pojękiwała, nad tym nie mogła zapanować. Dominik widząc przed sobą czerwone pośladki podniósł kciuk do góry i spojrzał na mnie uśmiechając się szczerze. Zdjął koszulkę i zaczął zdejmować spodenki

- Zostaw, Patrycja Ci pomoże – pociągnąłem ją za włosy tak żeby podniosła głowę do góry – Patrycja pomóż Dominikowi

Jej twarz płonęła w ciemnościach. Nie przestawałem jej pierdolić, a ona będąc bardzo sensualną kobietą pojękiwała, nie mogąc nad tym zapanować, patrząc zawstydzona na Dominika, który stał nieruchomo w samych spodenkach. Chwyciłem jej jedną rękę i skierowałem w stronę rozporka Dominika. Nawet nie protestowała, tak jakby czekała na impuls, zachętę czy przyzwolenie. Jej smukłe palce zaczęły rozpinać guzik, a następnie suwak. Znajomy dźwięk oznajmił, że ten element garderoby znalazł się na właściwym miejscu, na podłodze. Brakuje czarnych skarpet i mamy widok jak z czeskiego porolna. Dominik, w przeciwieństwie do mnie, w obcisłych, białych slipach. Widać jak pod nimi pręży się coś, co za chwilę również zwiedzi Patrycję. Ona wsuwa rękę pod majtki i wyciąga kutasa na zewnątrz. „Uuuffff...„ – pomyślałem widząc rozmiar pełnej gotowości mojego przyjaciela „szkoda, że nie można wstrzyknąć silikonu w fiuta, moglibyście pójść z narzeczona na wspólny zabieg, może jakiś rabat by dali, czy co?” – pomyślałem złośliwie. Byłem z siebie dumny, a w zasadzie byłem dumny ze swojego atrybutu męskości. Przyspieszyłem ruchy, a Dominik pozbył się majtek, które zsunął do towarzystwa spodenkom. Pieprzyłem ją znowu, tak jak wcześniej, jak dziwkę, jak rzecz. Patrycja waliła konia Dominikowi. Robiła to z wielką wprawą. Jęczała i sapała patrząc na penisa trzymanego w ręce i czując drugiego w sobie. To musiał być jej pierwszy raz. Jej nowy kochanek podszedł bliżej stolika i złapał za włosy wskazując ostentacyjnie, co ma robić. Patrycja nie próżnowała i nie miała już żadnych zahamowań. Pochłaniała drugiego chuja z wprawą godną ukraińskiej kurewki. Ponieważ był mniejszy, wsadzała go sobie całego, bez odgłosów krztuszenia, pieściła i lizała z uwielbieniem i przyjemnością, którą artykułowała coraz bardziej mruczeniem, mlaskaniem i sapaniem. Jeżeli mogłem jeszcze przyspieszyć, to właśnie to zrobiłem, widząc reakcję „naszej zabawki”. Dominik łapczywie pieścił cycki, a ja wsunąłem, w jej tyłek, już trzy palce, pieprząc ją nimi, w tempie nie gorszym niż czyniłem to fiutem. Dochodziła. Widziałem jak zaciska usta na Dominiku i poczułem znajome skurcze dupki, na palcach. Jej całe ciało pokrywały krople potu. Wyglądała jak nasmarowana oliwką. Była apetyczna. Szybkie ruchy ręką na kutasie, naszego znajomego, i łapczywe ssanie jego sterczącej pały, ten widok wzmagał we mnie podniecenie.

- Zmiana !!! – krzyknąłem – pieprzę Cię już ze 40 minut, obciągniesz mi teraz najlepiej jak potrafisz, chcę się spuścić – mówiąc to wyszedłem z niej stwierdzając, że moje uda, podbrzusze i jaja pokryte są kleistą substancją. Mój fiut lśnił w ciemnościach jak owinięty folią spożywczą – klęknij na podłodze – poinstruowałem Patrycję i już każdy wiedział, jaka przypada mu rola

Była posłuszna. Wypięła się tak jak lubię. Jej zgrabna sylwetka oglądana z tej perspektywy wydawała się być idealną. Dominik klęknął za Patrycją i wszedł w nią zanim zdążyłem zająć swoje miejsce. Patrzyłem na tę dwójkę jeszcze chwilę, po czym zacząłem się onanizować. Stanąłem przed klęczącą Patrycją i patrzyłem jak jej twarz rozjaśnia grymas erotycznego spełnienia. Nie przestawałem się zaspokajać

- Liż mnie po jajach – poleciłem subtelnie

Natychmiast poczułem wilgotny, zwinny języczek na swoich jądrach. Lizała jak najlepsze lody kupowane w starej części Tel Avivu. Zachłannie, z uwielbieniem, smakiem i pragnieniem niekończącej się przyjemności. Dominik pojękiwał klepiąc jej buraczkowe pośladki. Robił to zdecydowanie delikatniej ode mnie, może nie chcąc poranić ich do końca, a może pewność siebie, w takich sytuacjach, prezentuje tylko w relacjach z silikonową lalą . Byłem bliski. Ruchy mojej ręki były coraz szybsze. Dociśnięta przeze mnie głowa Patrycji zmuszała ją do pochłonięcia jąder w buzi. Już wiedziałem, że nie ma odwrotu i ten szczyt zdobędę. Czułem, ze organizm dłużej nie utrzyma w sobie tych pokładów mlecznego płynu.

Byłem gotów

Odciągnąłem usta Patrycji od moich jąder

- otwórz buzię i wystaw język – polecenie wydane było w ostatniej chwili

Pierwszy strzał wylądował na języku, drugi i trzeci, pod dużym ciśnieniem, w gardle, kolejne na policzkach i czole. Byłem spełniony. Zaspokojony i odrealniony. Puściłem jej włosy i wsunąłem opadającego fiuta do buzi. Domini rżnął ją jak oszalały. Czułem jak jego każde pchnięcie wsuwa mojego kutasa głębiej do buzi Patrycji. Miałem dosyć. Odessałem się od naszej suczki i wciągnąłem spodenki, nie przerywając obserwacji poczynań Dominika

- Patrycja, pomóż mu, chłopak ledwo dyszy, ja idę, bawcie się dobrze – wychodząc klepnąłem Dominika w plecy

Zasuwając za sobą drzwi usłyszałem tylko...

- Nie na sukienke....!!!

Szybki prysznic i papieros na tarasie ukoił mój sflaczały organizm do reszty.

Nazajutrz obudził mnie hałas dobiegający z jachtu i buczący alarm w telefonie. To ten łajdak Dominik ustawił mi budzik. Była 8.49. Mój przyjaciel krzątał się po pomoście przygotowując jacht do wypłynięcia. Wyszedłem na zewnątrz. Było pięknie. Słonecznie i rześko zarazem. Byłem odprężony i wesoły

- Kawa gotowa na jachcie kochanie – Dominik szczerzył zęby z pomostu

- Oops! I did it again... - zaintonowałem, w komicznej pozie, infantylny utwór amerykańskiej wokalistki, co wzbudziło jeszcze większą radość u mojego kompana
Dodaj do ulubionych
29,504
Podziel się ze znajomymi
8.72/10

Jak Ci się podobało?

Średnia: 8.72/10 (69 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Komentarze (25)

Gucio

Gucio · 21 października 2016+4

moim zdaniem najlepszy tekst na tej stronie. Dialogi rewelacyjne! Brawo dla Autora!

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Sturbuck

Sturbuck · 21 października 2016+0

Guciu. Najlepszy komentarz jaki zagoscił pod moja publikacjasmile Jestem zawstydzonysmile, ale polechtanysmile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
zdegustowana

zdegustowana · 22 października 2016+0

Tych małpich wywodów żałosnych samców nie dało się czytać. Zdecydowanie najgorsze opowiadanie na tej stronie ever.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Czytelnik

Czytelnik · 22 października 2016+2

Dwóch tak skrajnych komentarzy jeszcze tu nie spotkałem, aż pokuszę się, aby przeczytać...

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Maestro

Maestro · 22 października 2016+0

Hmm opowiadanie super wink Mała literówka gdzieś była ale ją je3ać wink
Liczy się pomysł a jest on bardzo dobry , i czuje że skierowany do mężczyzn z gigantyczną dozą humoru podane idealnie na tacy. Za to dostajesz już 5 gwiazdek wink drugie 4 za sceny samego seksu oraz opisow postaci . Opisy wyglądu oraz charakteru nie są monotonne i wklecone idealnie w czas i akcje opowiadania wink humor pierwsza klasa szczególnie z scenami na tarasie wink w twoim opowiadaniu ukazana jest przyjaźń męsko- męska z dozą humoru mi to sie podoba czekaj na komentarzy tych co już publikowali -doświadczonych twórców wink masz 9/10
Czekam na kontynuacje !!
Pozdrawiam Maestro

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Zdun

Zdun · 22 października 2016+1

Chala. Nielogiczna, nieprawdopodobna, grafomanska chala.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
XXX_Lord

XXX_Lord · 22 października 2016+1

Opowiadanie jest bardzo sprawnie napisane. Trzeba przyznać, że Twój styl absolutnie nie męczy i gołym okiem widać, że masz doświadczenie w pisaniu. Nie zgadzam się z wypowiedzią powyżej, iż jest to najgorsze opowiadanie tutaj opublikowane- autorka komentarza przypuszczalnie napisała go pod wpływem emocji związanych z zachowaniem obu bohaterów, a w konwencji obranej przez Autora są oni wiarygodni- to seksistowskie, emanujące testosteronem jednostki, które wybrały się na weekend do Mikołajek, żeby zaruc.ać i dobrze się bawić. Najgorsze opowiadania to takie, których fabuła jest fatalna, a styl męczy i odrzuca (wystarczy zajrzeć do Poczekalni, żeby przekonać się, że kilka takich "perełek" znajdziemy tu bez problemu).
Dialogi i humor obu bohaterów powalają (chyba tylko opowiadania, których autorem jest Nazca spowodowały taki rechot wydostający się z mojej paszczy), choć miejscami odnosiłem wrażenie, że jest ich nieco zbyt dużo i historia staje się "przegadana", a żarty obu panów są zbyt "papierowe" i nienaturalne. Na plus także długość- dłuższą historię, jeśli jest sprawnie napisana i nie męczy (a tak jest w tym przypadku) czyta się z przyjemnością.
Żeby nie było zbyt cukierkowo kilka kwestii nie podoba mi się i razi:
- Dialogi po myślniku rozpoczynamy zawsze wielką literą.
- Dla odmiany zaimki osobowe piszemy małą literą. Wyjątkiem jest korespondencja do drugiej osoby, w której używamy w zaimkach osobowych wielkich liter jako wyrazu szacunku wobec adresata.
- Interpunkcja leży, kwiczy i chrumka. Przecinki (!) oraz brak kropek na zakończenie zdań.
- Słowa "ruchać" i "chuj" pasują mi raczej do panów bez karków albo ubierających szeleszczące spodnie z paskami po bokach, a nie gościa, który prowadzi wykłady. Tym bardziej, że możliwości ich zastąpienia jest mnóstwo.
- Scena seksu jest dla mnie zbyt długa i zalatuje mi pornosem (40 minut ciągłej kopulacji? Nie kupuję tego), ale to kwestia gustu. Chyba, że główny bohater wciągnął krechę lub połknął niebieską pigułkę przed seksem, o czym nie ma mowy w opowiadaniu.

Podsumowując: za lekki styl, humor i dialogi dycha, za babole w tekście i wymienione wyżej kwestie związane z seksem odejmuję 2 punkty. Wychodzi 8.

Pozdrawiam

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
GreatLover

GreatLover · 22 października 2016+0

Chyba, że główny bohater wciągnął krechę lub połknął niebieską pigułkę przed seksem


Tak się składa, że wciągnięcie kreski (wiadomo czego) ma skutek odwrotny do działania viagry.

I proszę mnie nie pytać, skąd to wiem ;] Pozdrawiam.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Blablabla

Blablabla · 23 października 2016+0

"Atak klonów" to Lucas, a nie Spielberg wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
yaevin

yaevin · 23 października 2016+1

Zgadzam się z niektórymi uwagami lorda, ale nie zmienia to faktu, że to opowiadanie jest
W S P A N I A Ł E

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Sturbuck

Sturbuck · 24 października 2016+2

Dziękując za wszystkie komentarze powyżej odniosę się do faktów, opinie przyjmuje choć niektóre z niezrozumieniemsmile.
Oczywiście interpunkcja, zaimki ....etc.
Zdecydowanie Lucas, a nie Spielberg, myśleć o zupie, a drapać się po d..e,smile
Z ta "kreska" muszę polemizowaćsmile, ale to pewnie tak samo jak z gorgonzola. Jeden lubi, drugi myśli, ze to gatunek szympansasmile
Jeżeli słowa ruchac i chuj przypisane są do "karkow" w dresach to mam wrażenie, ze większość z nas, nie wspominając o "wielkich" i"mniejszych"w historii i teraźniejszości, powinno mieć nie tylko szeleszcząca garderobę, ale i brak wyszukanych fryzur, ze wskazaniem na brak owlosienia

Jedno pytanie na koniec. Co to są małpie wywody? Jeżeli wytłumaczysz wtedy będzie mi łatwiej zrozumieć

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
darek

darek · 25 października 2016+0

XXX_Lord, napisałeś: "- Dialogi po myślniku rozpoczynamy zawsze wielką literą." Otóż nie zawsze, to zależy od tego, czy wcześniej była kropka. Np. w dialogu: " - Kochanie - wyszeptała - włóż go wreszcie", mimo myślnika piszemy z małej litery. Co do 40 minut, to tylko On tak powiedział, równie dobrze mogło to być 10 minut. Poza tym z własnego doświadczenia wiem, że takie "czasy" są osiągalne bez wspomagaczy.
GreatLover - co do krechy - moja wiedza w tym temacie przeczy temu co napisałeś.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
XXX_Lord

XXX_Lord · 25 października 2016+0

@Darek
Wyrazilem się nieprecyzyjnie, chodziło mi o POCZĄTEK dialogu. Jeśli rozpoczynamy dialog on nowej linijki po myślniku zawsze powinna pojawić się wielka litera.
@GL
Co do krechy podtrzymuję swje zdanie i zgadzam się z Darkiem.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
GreatLover

GreatLover · 25 października 2016+0

Człowiek chciał błysnąć wiedzą zaczerpniętą z telewizji i proszę jak mu wyszło ;] Mój błąd.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Aaa

Aaa · 26 października 2016+0

Podoba mi się poczucie humoru bohaterów, ale jest tegu chyba zbyt dużo i jakby na siłę. Naprawdę to zniechęca po czasie. Nie każde zdanie bohaterów musi być okraszone dowcipem, bo to bywa męczace. No I scene seksu lekko zbyt wulgarne. Pozatym opowiadanie REWELACJA. Pozdrawiam i życzę wielu sukcesów literackich smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Sturbuck

Sturbuck · 26 października 2016+0

Również pozdrawiam i dzięki za komentarz.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Petarda

Petarda · 27 października 2016+0

Baaardzo fajne,nie mogłam się oderwać. Może jestem zboczuchem,ale mogłoby być więcej sexu ☺

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Sturbuck

Sturbuck · 27 października 2016+0

kwiat_lotosu - karty sa po to żeby je odkrywać. Czym byłby brydż, czy też zwykłe makao z zakrytymi kartami, nie wspomnę o kobieciesmile Zgadzam się, choć kobietą nie jestem, z Twoim spostrzeżeniem odnośnie wulgaryzmów. Wg. mnie słowa uznane powszechnie za wulgarne, wcale nie musza być obraźliwe, a jeżeli są to jest oznaką ułomności wypowiadającego, a nie słów samych w sobie. Dziękuje za obecność

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Sturbuck

Sturbuck · 27 października 2016+0

Petarda - Nawet jeżeli jesteś "zboczuchem", to ja postrzegam tę cechę jako zaletęsmile Z ludzmi jak z drzewami. Każde jest inne. Jednym mało, innym aż za.... Dzięki za wizytę

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Behemoth

Behemoth · 30 października 2016+0

Przekombinowane. Wyobrażam sobie jak ja bym miał prowadzić takie dialogi. Styl męczy trudno wyciągnąć sens.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Sturbuck

Sturbuck · 30 października 2016+0

Behemoth - dzięki za komentarz i zawarta w nim analizę

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Pokątnie uściski

Pokątnie uściski · 28 listopada 2016+0

Tak, dialogi mogą być nieco "przedobrzone", ale to w końcy tych panów śmieszy ich humor, więc oczywiście, że warto powiedzieć do śmiechu bardziej, niż wiązać krawat, ale fakt - ciągłe pakowanie dowcipami w dialogach oraz żywiołowe reakcje towarzystwa nasuwają tylko jedną myśl. Chodź do mnie, umiesz tańczyć i pięknie śpiewasz - powiedziała wódka. I - tak, byłem na niejednej imprezie, kiedy non-stop latały podobne teksty i całe towarzystwo świetnie się bawiło. Tylko nie jeździliśmy w tym stanie motorami... ;P
Co do scen seksu, to są troszkę potraktowane po macoszemu. Niby takie ostre i takie wulgarne, ale jakby niedopracowane. Szorstkie, jak nieoszlifowana deska we wiejskiej sławojce. Albo, oczywiście, brylant, który mógłby... smile
Jest bardzo wiele słów oprócz "kutas" i "buzia", warto ich używać, a niektóre nawet tworzyć i zestawiać w różnych konfiguracjach.
Mnie na przykład ujęły maryjne "pieprzoty" z jakiegoś wywiadu. grin Dobra - 'marysine' - bo mi się tu jakiś Ciemnogród wzburzy.
Ale ja po prostu lubię opisy scen zbliżeń i dla nich buduję fabuły, lekce sobie ważąc całą resztę. A ta historyjka tutaj, jest lepsza od wielu fimów porno (kiedy jeszcze kręcono filmy porno), które są dobre, do pewnego momentu. Wydaje mi się, że autorowi jest blisko do osiągnięcia takiego właśnie stanu, i to nie jest zarzut!
To tyle byłoby dziegciu.
Teraz miodu.
To opowiadanie jest
megakuchwawyjebiste!
Ned Stark, ^H tfu, wróć! - Piotr Skert jest moim ulubionym bohaterem i wcale nie musi się seksić, żeby o nim czytać.
Powtórzę się jeszcze raz - to może być materiał na nowe Pokalanie i może jest już czas, żeby taki Polak z krwi i kości, prawdziwy, biurowy zwierzak, co to z niejednego pisma wyciągał spinacze, zagrał sobie na luzie współczesnego Marlowe'a.
No i do postaci nietuzinkowego bohatera, jest w tym opowiadaniu historia, która wciąga.
BTW
Czemu Dominik wrócił na jacht, a nie do apartamentu?
:E

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Sturbuck

Sturbuck · 29 listopada 2016+1

Pokątne uściski. Dominik mógł usłyszeć jakiś niepokojący dźwięk smile dobiegający z jachtu, lub tez zauważył niepokojący ruchsmile tego przedmiotu. Tak myśle, ale nie jestem pewiensmile, przecież mnie tam nie byłosmile. Dziękuje za wizytę.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
armageddonis

armageddonis · 27 maja 2017+0

Mogłaby być z tego naprawdę świetna historia gdyby nie sposób pisania. Ja rozumiem chęć podkreślenia emocji bohaterów, ale pierdyliard wykrzykników, zdania zaczynane nagminnie z małej litery i tym podobne błędy sprawiają że ciężko się to czyta. Pominę już rozlewanie się nad tym, że całą historię można by skrócić o niepotrzebne wstawki i tylko by na tym zyskała.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

lub

Inne popularne opowiadania Sturbuck: