Nemezis (I). Spotkanie po latach

DesperateBunny DesperateBunny

6 maja 2016

hourglass 35 min

Historia, która z założenia ma być trochę erotyczna, a trochę psychologiczna. Można powiedzieć, że to pewnego rodzaju eksperyment, bo to moje pierwsze opowiadanie (a w dalszej perspektywie seria) z tego gatunku. Życzę miłej (?) lektury.

Ostrzeżenie: opowiadanie zawiera wyłącznie sceny seksu homoseksualnego, więc jeżeli komuś to nie odpowiada radzę się wycofać.

Wygląd, talent, status... Kto to posiada, ma – według powszechnego mniemania - świat na wyciągnięcie ręki, a osoba, która została tak hojnie obdarowana przez los siłą rzeczy zwraca na siebie uwagę. W tego typu okolicznościach podziw i zazdrość często idą w parze. Co zwycięży, pozostaje w dużej części kwestią charakteru samego zainteresowanego. Inaczej zareagujemy na osobę, która pomimo bycia „idealną” nie wywyższa się i stara się być pomocna, a inaczej na kogoś, kto stale trzyma się na uboczu, roztaczając wkoło siebie aurę niedostępności ostrzegającą wszystkich zwykłych szarych śmiertelników, że próby nawiązania kontaktu są zbędne.
Allen Carlley, posiadając wszystko z wymienionej świętej triady, nie miał zdolności ani ochoty by odgrywać sympatyczną duszę towarzystwa. W elitarnej męskiej szkole do której uczęszczał wybrańców losu było na pęczki, a mimo to przykuwał on uwagę każdego, kto stanął na jego drodze. Najwyższe stopnie zdobywał bez większego wysiłku, grał na skrzypcach i posiadał czarny pas karate. Miał jasną skórę, smukłą, ale umięśnioną sylwetkę, platynowe włosy oraz przenikliwe oczy o tak głębokim odcieniu brązu, że wydawały się niemal czarne – ponoć odziedziczył je po matce, która miała japońskie korzenie. Niewiele było wiadomo o Allenie, oprócz tego, że jego rodzice nie żyją a on sam znajduje się aktualnie pod opieką zamożnego stryja, trzydziestoparoletniego właściciela prężnie rozwijającej się firmy.

Tamtego dnia, jesienią 1990 roku, Allen siedział w samotności obserwując ciepłe światło sączące się przez liście kasztanowca. Leo Dawes – kapitan klubu karate oraz współlokator z dormitorium - próbował bezskutecznie namówić go by wymknęli się na piwo wraz z resztą drużyny, lecz chłopak nie miał najmniejszych chęci na nawiązywanie bliższych relacji i nie ukrywał tego. Trzymał na dystans wszystkich znajomych, a sam Leo wydawał mu się wyjątkowo nieodpowiedzialny i bezczelny, co dodatkowo utrudniało jakiekolwiek kontakty. Bez wahania odrzucił propozycję chociaż nie mógł ukryć przed samym sobą tego, że alkohol kusił go wizją chwilowego zapomnienia. Wiedział jednak, że tymczasowe rozwiązanie nic mu nie da, a powrót do rzeczywistości będzie znacznie okrutniejszy niż ciągłe, świadome trwanie w niej z zaciśniętymi zębami – czyli to, co robił już od dwóch lat. Od kiedy zmarł ojciec a on sam trafił pod opiekę stryja, jego życie stało się niekończącą ucieczką. Decyzja o zamieszkaniu w internacie również była tego częścią. Robił wszystko, by uniknąć przebywania w rezydencji, ale już jutro miał pojawić się ktoś, kto postawił jego dotychczasowe plany do góry nogami. Okazało się, że po śmierci matki ojciec bynajmniej nie stał się seksualnym abstynentem. Jego schadzka z prostytutką dwanaście lat wcześniej zakończyła się spłodzeniem dziecka i tym sposobem Allen w przeddzień swoich szesnastych urodzin dowiedział się, że ma przyrodniego brata. Od kiedy rano odłożył słuchawkę telefonu, nie mógł pozbyć się tego dziwnego ciężaru w okolicach klatki piersiowej. Przeczucie? Nie, nie wierzył w przeczucia. Ufał jedynie własnemu zdrowemu rozsądkowi i własnej sile. Tylko to mogło go ocalić...
Nie wiedział jednak jak bardzo pomylił się, oceniając swoje możliwości. Nie wiedział też, że ciąg wydarzeń, który rozpoczął się w dniu jego szesnastych urodzin będzie czymś, co nie przestanie go nawiedzać nawet po piętnastu latach.


Siedziba główna Carlley Company z pewnością należała do budynków przyciągających wzrok, piętrząc się dumnie wśród pomniejszych biurowców w samym centrum miasta. Panorama widziana z najwyższego piętra tego drapacza chmur zapierała dech w piersiach nawet tym, którzy podziwiali ją już wiele razy – a zwłaszcza o zachodzie słońca. Allen Carlley nie obserwował jednak widoku dla jego piękna, gdyż zachwycanie się krajobrazem od zawsze uważał za bezcelowe. Po prostu wpatrywanie się w jeden określony punkt pomagało mu ułożyć wzburzone myśli. Zapewne pozostałym pracownikom trudno byłoby uwierzyć, że bratanek dyrektora generalnego oraz potencjalny kandydat na zajęcie jego pozycji może odczuwać coś takiego jak wzburzenie. Nie da się ukryć, upływ czasu nieco zmienił Allena. Stał się on jeszcze bardziej chłodny i zdystansowany, a jego bezlitosny profesjonalizm oraz liczne sukcesy zyskały niemalże status korporacyjnej legendy. Przeobrażeniu uległ nie tylko jego charakter, ale również wygląd. Niczym wino, które z upływem czasu staje się coraz bardziej szlachetne, tak samo Allen – na progu swoich trzydziestych pierwszych urodzin – był mężczyzną wyjątkowym na pierwszy rzut oka, nie tyle przystojnym, co pięknym. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jest obiektem licznych plotek, dyskusji i spekulacji, ale nie robiło to na nim najmniejszego wrażenia. Ostatnio najbardziej „gorącym” tematem stała się kwestia odziedziczenia Carlley Company. Allen przestał być jedynym kandydatem na tę pozycję wraz z pojawieniem się jego przyrodniego brata - młodszego o pięć lat Williama, który do niedawna przebywał za granicą.

Nikt nie mógł nawet przypuszczać, jaka tajemnica kryje się za zimną maską zakładaną przez Allena. Nikt nie mógł się również domyśleć, że to właśnie obecność Williama jest jedyną rzeczą, która potrafi zburzyć jego starannie ułożone życie i wstrząsnąć nim do głębi. Od kiedy się pojawił, Allen czuł się jakby ktoś uwięził go w błędnym kole. Przy każdej, chociażby najmniejszej interakcji, czuł dogłębny strach. Wystarczyło, by ich spojrzenia się zetknęły a cały ciężar winy, o którym starał się zapomnieć przez ostatnie piętnaście lat powracał ze zdwojoną siłą. Uciekał przed przeszłością tak długo... Starał się zapomnieć. Wciąż i wciąż... Ale wiedział, że nie może uciec. Nie mógł uciec pracując dla Carlley Company.
Niemalże codziennie mijał na korytarzu tego mężczyznę – mężczyznę, z którym dzielił wspólnego ojca i nazwisko. Mężczyznę, który z dziecka w jego wspomnieniach stał się kimś kompletnie obcym. Nieznajomym o chłodnym, intensywnym spojrzeniu. Czy to możliwe, że pamięta, co wydarzyło się piętnaście lat temu? - Allen nie mógł przestać zadawać sobie tego pytania. Za każdym razem, gdy rozważał tą ewentualność, czuł niepowstrzymaną falę paniki. W takich chwilach mógł jedynie cieszyć się ze swojej starannie wyćwiczonej umiejętności zachowania pokerowej twarzy.
Prawdziwy koszmar miał się jednak dopiero zacząć. William nie był jedynym, który pojawił się ostatnimi czasy w siedzibie głównej. Jak wiadomo, tam gdzie jest zbrodnia, musi być i ofiara zbrodni. A czasami... pojawia się również świadek.


- Aoi...
Obcy głos bez ostrzeżenia przerwał martwą ciszę panującą w biurze. Allen odwrócił się gwałtownie i zamarł na widok mężczyzny stojącego w drzwiach.
- 'Aoi', to twoje drugie imię, prawda? Imię, które odziedziczyłeś po matce. Pewnie zastanawiasz się, skąd o tym wiem...
- Leo...!
- Brawo. Tak samo spostrzegawczy jak za dawnych czasów. Podejrzewam, że mój transfer do siedziby głównej to dla ciebie żadna nowość, ale fakt, że rozpoznałeś mnie z miejsca po tylu latach i tak zasługuje na podziw.
Pojawił się... Jedyny człowiek, który był świadkiem tamtych wydarzeń. Ile wie? Czy pamięta?
- Wiesz jak cię tutaj nazywają? „Królowa śniegu” - Leo zaśmiał się pod nosem nawet nie próbując ukryć złośliwości. - Nie sądzisz, że to nieco obraźliwe dla mężczyzny?
- Nie dbam o to, jak mnie nazywają. Możesz śmiać się do woli.
- Tak czy inaczej, Allen... Zmieniłeś się trochę, ale masz nadal tak samo kobiecą twarz. Zadziwiające...
- Czy przyszedłeś tu tylko po to, żeby mnie obrażać? Nie zapominaj, że to nasze miejsce pracy a my nie jesteśmy już dziećmi.
Allen starał się brzmieć pewnie, ale nie mógł zdusić wewnętrznego niepokoju.
- Masz rację, nie jesteśmy już tacy sami jak kiedyś. Mam na myśli... piętnaście lat temu.
- Leo, czy ty...
- Och, nie musisz być taki spanikowany! Widząc przestrach w twoich oczach czuję się prawie jak jakiś czarny charakter.
Wie, czy nie? Dalsza zabawa w kotka i myszkę nie miała sensu. Allen postanowił przejść do sedna.
- Przestań ze mną pogrywać i powiedz wreszcie jaki masz cel! Pojawiając się po takim czasie...
- Jesteś całkiem porywczy. Nigdy bym nie przypuszczał, że wiecznie niewzruszony Allen Carlley straci całą pewność siebie przez parę słów z mojej strony. To prawie podniecające...
Ten uśmiech nie wróżył nic dobrego. Allen wiedział, że powinien za wszelką cenę zachować spokój, ale arogancka postawa Leo całkowicie wytrąciła go z równowagi.
- Mam dosyć tej rozmowy. Wynoś się z mojego biura!
- To naprawdę do ciebie niepodobne. Czyżby konsekwencje tamtego incydentu sprzed dwóch dni?
- O czym ty do cholery mówisz?
- O twoim namiętnym pocałunku z Thomasem Hanleyem, a o czym innym mógłbym mówić?
Allen zacisnął zęby. Było znacznie gorzej niż przypuszczał. Leo nie tylko wspomniał o przeszłości, a nawet wiedział o tym zniesmaczającym wypadku...
Po podpisaniu umowy z jedną z pomniejszych firm partnerskich, dwudziestoparoletni syn prezesa pod pretekstem opijania wspólnego porozumienia wywabił Allena do jednego ze znanych wśród homoseksualistów lokali, gdzie zaczął go obmacywać i całować. Prawdopodobnie miał w planach znacznie więcej, ale zabrakło mu wiedzy o znajomości sztuk walki niedoszłego partnera. Allen uznał, że zachowa incydent dla siebie, by nie przekreślić przyszłej współpracy z firmą Hanleya. Skąd Leo wiedział o tym wszystkim...?
- Allen, wydajesz się nie pojmować swojej obecnej sytuacji, więc chyba powinienem postawić sprawę jasno. Mam sporo ciekawych ujęć przedstawiających ciebie w objęciach Thomasa. Co prawda niemal go po tym pobiłeś, ale wygląda na to, że w głębi serca całkiem ci się podobało, prawda? Sam spójrz na to zdjęcie. Zarumienione policzki, drżące wargi... Chyba było zdecydowanie przyjemniej niż mógłbyś przypuszczać – Złośliwy grymas nie schodził z warg Leo nawet na sekundę.
- Jak mogłoby mi się podobać coś takiego?!
- Biorąc pod uwagę twoją inteligencję, jesteś zadziwiająco naiwny. Nie mogę uwierzyć, że nie zorientowałeś się, jakie są jego prawdziwe intencje. Powinieneś doskonale wiedzieć, że przyciągasz mężczyzn. Czyżbyś całkiem zapomniał o przeszłości?

„O przeszłości”. Znowu. Co on planuje?

- Lepiej powiedz czego chcesz! Masz zamiar szantażować mnie tymi zdjęciami? Naprawdę jesteś skończonym sukinsynem, Leo...
- Nie jesteś do końca w błędzie. Ale to nie zdjęciami mam zamiar cię szantażować. Nie mogę cię nimi szantażować, bo już wysłałem kopie twojemu młodszemu braciszkowi. Do zdjęć dołączyłem anonimową wiadomość, w której poinformowałem go, że jego brat po godzinach ma dosyć nietypowe hobby.
Tak w skrócie... William jest teraz święcie przekonany, że jego brat to zwyczajna dziwka, dająca dupy w okolicznych nocnych klubach. Pewnie niełatwo mu było w to uwierzyć, ale sam widzisz, że zdjęcia są dosyć przekonujące... Will musi być wrażliwy na tego typu historie, biorąc pod uwagę jego pochodzenie. Życie przez tyle lat z matką prostytutką na pewno go trochę psychicznie uszkodziło.
- To jakiś niesmaczny żart...? To...
- Jeżeli nie chcesz uwierzyć mi na słowo, możesz po prostu spytać Willa. Chociaż szczerze wątpię, by miał ochotę na pogawędki z tobą. Nic dziwnego, kto chciałby mieć brata, który puszcza się z facetami...
- Skończ te brednie! Jak mogłeś zrobić coś takiego...?! Czy przeniosłeś się tu tylko po to, by zniszczyć mi życie?!
- Chciałem ci tylko pokazać, jak poważny jestem. Nie chciałem, żebyś miał jakiekolwiek złudzenia co do swojej sytuacji.
- O czym ty znowu...
- Użyłem zdjęć by udowodnić ci, że nie możesz mi się przeciwstawić. To był tylko zwykły trik, ale obaj dobrze wiemy, że masz też prawdziwy sekret. Pewnie przez cały ten czas myślałeś, że nie miałem pojęcia co się dzieje, ale myliłeś się Allen... Znam całą brudną przeszłość Carlleyów. Wiem doskonale, że gdy nasz ukochany CEO był twoim opiekunem, planował „ubijać interesy” sprzedając cię potencjalnym wspólnikom o różnych niepopularnych preferencjach. Wiem, że żyłeś w ciągłym strachu przed jego skłonnościami i wiem, że piętnaście lat temu zdradziłeś Willa, by ratować własną skórę, bo byłeś zbyt dumny, żeby stać się czyjąś zabawką. Nadal jesteś taki sam, prawda? Ale ja postanowiłem zniszczyć twoją dumę. Będę robić to tak długo, jak będzie konieczne. Przygotuj się, Allen.
- Ty... wiedziałeś przez cały ten czas, co się tak naprawdę stało...?
- Miałeś szczęście, że Will nabawił się amnezji. Zgodnie z moimi informacjami do dzisiaj nie pamięta nic z tamtego okresu. Dla ciebie to bardzo sprzyjające okoliczności, ale ja mam możliwości by w każdej chwili odświeżyć jego pamięć.
- Nie...! Nie możesz...!
- Nie sądzisz, że mały Will zrobił się dosyć męski przez ten czas? Jest teraz wyższy od ciebie. Trudno się zresztą dziwić, skoro stuknęło mu już dwadzieścia sześć lat. Ale wasza relacja nie jest najlepsza, co nie? On cię ignoruje, a ty unikasz go każdym możliwym sposobem. Zacząłem rozważać opcję, że może pomimo luk w pamięci nienawidzi cię podświadomie i dlatego nie chce mieć z tobą nic wspólnego. Cóż, to tylko spekulacje, ale chyba nie chcesz, żeby znienawidził cię naprawdę?

To prawda... Nie chcę, żeby mnie nienawidził. Jestem tchórzem, nie mogę stawić czoła przeszłości. Jak spojrzałby na mnie, gdyby poznał prawdę? Co teraz? Czego chce Leo...? Czego ten skurwysyn może chcieć?

- Zawsze wydawałeś się słabszy od reszty, a potrafiłeś rozłożyć prawie cały klub na łopatki. Pewnie w normalnych okolicznościach cieszyłbym się z takiego nabytku, ale ty... Ktoś, kto nie raczy nawet spojrzeć na innych... Ktoś, kto sprawia wrażenie, jakby czuł się lepszy. Takie zachowanie zawsze kłóciło się z twoją ładną buźką. To przyciągało moją uwagę, ale ty zawsze uparcie mnie ignorowałeś... Wtedy postanowiłem, że kiedyś zniszczę ten twój stoicki spokój i twoje lekceważenie. I spójrz, udało mi się! To pierwszy raz, kiedy patrzysz na mnie i widzisz mnie tak naprawdę. Co więcej, jesteś przerażony. Naprawdę, już dawno nie czułem się tak świetnie...


Oczy Leo wydawały się lodowato zimne, ale Allen dostrzegał w nich cień satysfakcji. Nie było to bynajmniej zwyczajne, ludzkie zadowolenie z osiągnięcia zamierzonego celu - raczej satysfakcja drapieżnika, który tropił swoją wymarzoną ofiarę przez piętnaście lat, by w końcu ją dopaść.
- Jesteś szalony...
- Sądzisz, że znajdujesz się w sytuacji, która pozwala ci na takie uwagi? No cóż, gdybyś od razu stał się posłuszny, byłaby to dla mnie marna rozrywka...
- Powiedz wreszcie, czego ode mnie chcesz, zamiast wodzić mnie za nos.
Leo zaśmiał się gardłowo w wyrazie szczerego rozbawienia i zrobił dwa kroki na przód. Allen cofnął się odruchowo, ale przeszkodziło mu biurko.
- Nie mogę uwierzyć, że nadal się nie zorientowałeś. Jak bardzo niedomyślny możesz być? Chcę, żebyś został moją prywatną dziwką, Allen. Żebyś rozkładał nogi kiedy chcę, gdzie chcę i jak chcę. To chyba nie jest zbyt skomplikowane.
- Czy ty jesteś poważny?
- Skończ wreszcie z tymi pytaniami retorycznymi. Dobrze wiesz, czy jestem poważny czy nie.
Tak... Wiedział to, od kiedy Leo pokazał mu zdjęcia...
Nagle poczuł, że grunt chwieje mu się pod nogami, a oddech robi się coraz bardziej płytki. Z całych sił wbił paznokcie w przedramię, byle tylko rozproszyć galopujące myśli. Tymczasem Leo zrobił kolejny krok w jego stronę. Instynkt Allena zadziałał natychmiastowo. Odruchowo, w ułamku sekundy rzucił się do ucieczki. Jednak tym razem przeciwnik nie był byle kim. Nagle poczuł, jak coś zaciska się na jego karku niczym imadło. Nim zdążył zareagować, został obalony i przyparty do podłogi.
- Zadziwia mnie, że wybrałeś ucieczkę zamiast ataku. Tak czy inaczej, nie masz ze mną szans. Twoja technika dorównywała mojej, ale pod względem siły fizycznej zawsze pozostawałeś w tyle.
Lewa ręka prześladowcy krępowała jego nadgarstki nad głową. Gdyby to był ktoś inny, Allen wyswobodziłby się w mgnieniu oka.
- Przestań pieprzyć – wycedził przez zęby z braku innych możliwości.
- Te same niepokorne usta co kiedyś... Chyba czas je wreszcie zamknąć.
Allen patrzył z niedowierzaniem, jak palce Leo powoli zbliżają się do jego szyi. Podświadomie wiedział co zamierza, ale nie mógł się ruszyć nawet o centymetr.
- Nie...! - zdążył tylko krzyknąć, nim poczuł stalowy ucisk na swojej krtani.
- Wiesz, że trenowałem kiedyś judo? Tam duszenie jest jedną z dozwolonych technik walki. Co prawda wygląda to nieco inaczej... Wypróbujemy to kiedy indziej, dobrze? Och, wybacz. Zapomniałem, że aktualnie nie możesz mówić.
Ty skurwysynu – powtarzał w myślach Allen, walcząc desperacko o dopływ powietrza. Czuł, jak łzy spływają mu po policzkach, a twarz Leo, znajdująca się zaledwie dziesięć centymetrów od jego własnej, zaczęła wydawać się dziwnie zamglona. Coraz mniej wyraźnie, coraz ciemniej... wiedział, co to oznacza. Tracił przytomność. Ale dla Leo zabawa dopiero się zaczynała i nie miał zamiaru zbyt prędko jej przerywać. Cios w policzek brutalnie przywrócił Allena do rzeczywistości.
- Zacząłeś odpływać praktycznie od razu. Myślałem, że stać cię na znacznie więcej – kpina w głosie mężczyzny była aż nazbyt słyszalna.
Leżąc bez sił na podłodze, mógł tylko zacisnąć zęby i starać się zachować resztki godności. Wiedział już, że przegrał tę walkę, lecz nie chodziło wcale o kwestię siły. Zwycięzcą mógł być tylko ten, kto posiadał inny rodzaj kontroli.
- Allen, determinacja w twoich oczach kojarzy mi się z tym, jak kiedyś walczyliśmy w klubie. Nawet nie przypuszczasz, jak bardzo mnie to nakręcało...
- Nie wiedziałem, że jesteś homo.
Zdawał sobie sprawę, że prowokując takie tematy kopie własny grób, nie chciał jednak czekać w milczeniu, jak ofiara idąca na ścięcie.
- Mylisz się, Allen. Jesteś pierwszym facetem, którego mam ochotę przelecieć. Jeżeli chcesz coś winić, wiń swoje feromony. Tak dla jasności, nie myśl, że jestem jedyny. Połowa naszej elitarnej szkoły miała na ciebie ochotę... Możesz się cieszyć, że byłeś znany jako weteran klubu karate, inaczej miałbyś zapewniony gang bang – Leo zaśmiał się chrapliwie. – To mógłby być całkiem ciekawy widok, ale ja mam zamiar być twoim pierwszym.
Leo chwycił brodę Allena i przyciągnął go do siebie tak, że ich twarze niemal się stykały.
- Obiecuję, że zapamiętasz swój pierwszy raz do końca życia.
- Mam się cieszyć? - zdobył się na ironiczną odpowiedź, chociaż w słowach Leo kryła się niebezpieczna nuta.
- To nie ma znaczenia, chociaż twoje łzy są bardziej nakręcające.
- Nie mam ochoty dyskutować o twoich chorych preferencjach.
- Wolisz już zacząć działać? W takim razie nie mam zamiaru kazać ci czekać. Rozbieraj się.
Jestem mężczyzną. To nic... dam sobie radę. Allen powtarzał te słowa niczym mantrę, rozpinając kolejne guziki koszuli. Starał się, by Leo nie dostrzegł jak bardzo drżą mu palce. I tak poniósł klęskę, nie chciał dawać mu jeszcze większej satysfakcji...
- Wiem, że w normalnych okolicznościach wolałbyś umrzeć niż to zrobić. Domyśliłem się jednak, że ukrycie prawdy będzie dla ciebie ważniejsze od własnej dumy. Trudno uwierzyć, że aż tak zależy ci na bracie, którego nie wiedziałeś od piętnastu lat...

Czy mi zależy...? Nie wiem. Dlaczego się na to zgadzam, dlaczego to robię? Dlatego, że na to zasłużyłem?

Koszula zsunęła się z jego ramion, odsłaniając jasną, gładką skórę.
- Widzę, że się nie śpieszysz. Może ci pomóc?
- Nie. Sam to zrobię.
- To się nazywa męskie podejście. Wprost proporcjonalne do twojego wyglądu, co nie, „Aoi”? Skoro to imię po matce, musisz wiedzieć, że w Japonii stosuje się je dla obu płci. Chyba od dzisiaj będę tak na ciebie mówić, pasuje ci znacznie bardziej niż „Allen”.

Już po chwili stał całkiem nagi. Stanowiło to rażący kontrast w porównaniu do Leo, który póki co nie zdjął nawet eleganckiej marynarki. Nie czuł zawstydzenia, a raczej dojmujące upokorzenie. Zdawał sobie sprawę z tego, że doprowadzenie go do stanu bezsilności stanowiło główny cel. Dlatego też na przekór stał wyprostowany i nie zasłaniał się.
- Widzę, że postanowiłeś przyjąć przeznaczenie z honorem. Zastanów się jednak, czy to w ogóle możliwe, dać się wziąć innemu facetowi i zachować honor... Przypomnij sobie, jak było z Thomasem Hanleyem. Już to było dla ciebie zbyt wiele, a nasza dwójka zajdzie dziś znacznie dalej. Próba zachowania godności jest bezcelowa, chociaż przyznaję, że to całkiem zabawne. Obserwować twoje starania...
- Lepiej przejdź do rzeczy.
- Naprawdę nie wiesz co mówisz... - Leo wydawał się szczerze rozbawiony jego reakcją. – Zaczynam wątpić, że w ogóle rozumiesz na czym polega seks między dwoma mężczyznami. Ale skoro się tego domagasz, uświadomię cię.
Gdy ręka mężczyzny zbliżyła się do niego, ledwo powstrzymał się od przyjęcia postawy obronnej.
- Twierdzisz, że nie chcesz być postrzegany jak kobieta, a mimo to demonstracyjnie nosisz długie włosy. Może w ten sposób uzewnętrzniasz swoje ukryte pragnienia? Przekonajmy się...
Allen uparcie wbijał wzrok w przestrzeń. Palce Leo powoli badały jego klatkę piersiową, by w końcu zacisnąć się na prawym sutku. Zadrżał.
- Czyżbyś coś poczuł? Wybacz, ale kiedy indziej zajmiemy się tym miejscem. Dzisiaj wystarczająco długo zajmie nam przygotowywanie „na dole”. W końcu nie chcę cię zabić...
Poczuł gorący oddech na twarzy i nim zdążył zrozumieć, wilgotny język mężczyzny już utorował sobie drogę do jego ust. Allen nie miał zamiaru współpracować, a nawet jeśli, pocałunek Leo był zbyt agresywny by pozwolić mu na jakikolwiek odzew. Mógł jedynie skupić się na oddychaniu przez nos.
Gdy już wydawało mu się, że Leo ma zamiar to zakończyć, poczuł nagły, kłujący ból. Z niedowierzaniem sięgnął ręką do ust, tylko po to, by przekonać się że po brodzie spływa mu czerwona strużka. Nie powinno go właściwie dziwić to brutalne traktowanie. Bądź co bądź to ten sam człowiek, który jeszcze niedawno temu dusił go prawie do nieprzytomności. Znacznie bardziej zszokowała go natychmiastowa zmiana w postawie Leo. Zielone oczy - dotychczas wyrażające wyłącznie złośliwą satysfakcję - teraz wypełniała autentyczna żądza, zupełnie jakby pocałunek obudził w nim uśpioną bestię. Lubieżnie zlizał resztę krwi z warg Allena.
- To było naprawdę smaczne. A teraz czas na danie główne. Odwróć się...
Nie czekając nawet na jakąkolwiek reakcję pchnął go na biurko. Pierwsze skojarzenie, jakie przyszło Allenowi na myśl to jaguar tuż przed rozerwaniem świeżej ofiary. Ofiara jeszcze żyje i ostatkiem sił walczy o przetrwanie, chociaż tak naprawdę wie, że nic jej nie uratuje. Może cud. Ale w tym przypadku cud nie nastąpił.
Leo przytknął palec wskazujący do jego ust.
- Liż. Im dokładniej to zrobisz, tym lepiej dla ciebie.
Allen leżał tyłem do niego, z obnażonymi, wypiętymi pośladkami i rozchylonymi nogami. Pozycja, którą został zmuszony przyjąć nie mogłaby być chyba bardziej upokarzająca... Gdy wreszcie skończył lizać palec, schował twarz między ramionami i zagryzł zranioną wargę, pragnąc skupić się jedynie na bólu pulsującym z rany. Ale nie było mu dane zapomnieć o rozpaczliwej sytuacji w jakiej się znajdował, gdyż to, co po chwili poczuł okazało się znacznie bardziej przerażające.
Coś obcego - najprawdopodobniej palec, który przed chwilą nawilżył własną śliną – zaczęło się stopniowo zagłębiać w jego dolnym otworze. Nagły przypływ paniki wstrząsnął ciałem Allena. Odruchowo spróbował wyrwać się do przodu, lecz Leo trzymał go w stalowym uścisku.
- Nie próbuj nawet uciekać... I tak nic to nie da.
Palec nadal bezlitośnie penetrował jego wnętrze, wchodząc coraz dalej i dalej.
- Nie...!
- Za późno na protesty. Powinieneś się cieszyć, że w ogóle postanowiłem cię przygotować, zamiast włożyć go z miejsca. Z twojej dupy nic by nie zostało. Poza tym za niedługo powinienem znaleźć TEN punkt.
Zupełnie jakby te słowa miały moc sprawczą, dziwne, nowe uczucie zaczęło rozchodzić się w miejscu, które stymulował Leo. Coś więcej niż ból... Miał wrażenie, że prąd przepłynął przez dolną część jego ciała.
- Ah... ahhhh... ahhh...! - z ust Allena wydobył się niekontrolowany odgłos.
Nie... niemożliwe... Czy naprawdę właśnie wydał z siebie jęk podniecenia?
- A więc to prawda, co mówią o masażu prostaty... Naprawdę to czujesz. Masz już połowiczną erekcję.
Miał rację... Allen poczuł, jak łzy poniżenia spływają mu po policzkach.
- Poważnie, nie spodziewałem się tego. Allen Carlley jęczy gdy drugi mężczyzna grzebie w jego odbycie... Robisz się nawet mokry - zupełnie, jakbyś nie mógł już dłużej czekać. Cierpliwości, zaraz dam ci coś znacznie większego...
Leo wyciągnął palce z jego wnętrza i bez ostrzeżenia przerzucił go na plecy. O ile poprzednia pozycja wydawała mu się upokarzająca, ta wcale nie była lepsza. Z tej perspektywy doskonale widoczny był nie tylko wzwód Allena, ale również jego twarz, zaczerwieniona i naznaczona dwiema mokrymi strużkami. Leo wygłodniałym wzrokiem pożerał leżące przed nim szczupłe, zmysłowe ciało. W ciszy, która nastąpiła, dało się usłyszeć jedynie płytkie oddechy oraz dźwięk rozpinanego rozporka.
- Patrz...! Nie próbuj odwracać wzroku. Przyjrzyj się dokładnie temu, co zaraz w ciebie wejdzie.
Allen wcale nie miał ochoty tego oglądać, ale patrzył, zupełnie jakby ktoś go zahipnotyzował. Leo wydobył ze spodni nabrzmiałego pożądaniem członka, z którego już zaczynały się sączyć pierwsze krople nasienia, po czym przystawił główkę do obnażonego wejścia. Odchylił na bok lewą nogę Allena, a prawą podniósł i założył sobie na ramię.
- Rozluźnij mięśnie – nakazał, lecz najwidoczniej wcale nie miał zamiaru czekać na efekty.
Jego penis zaczął siłą torować sobie drogę do wnętrza, rozciągając wrażliwe, silnie unerwione ścianki niemal do granic możliwości. Wcześniejsze duszenie, gryzienie, czy stymulacja palcem nie mogły się równać z intensywną falą bólu, która go ogarnęła. Było to ostre, przenikliwe odczucie, zupełnie jakby członek Leo konsekwentnie rozdzierał każdy mięsień, który stanął mu na drodze. Dźwięk, który wydobył się z gardła Allena z ledwością przypominał głos człowieka. A koszmar trwał. Mężczyzna, który przygniatał go swoim ciężarem nie spoczął, dopóki nie wszedł do samego końca.
- Tak jak myślałem... - wydyszał Leo prosto do ucha Allena. – Jesteś niesamowicie ciasny. I mokry. Zdaje się, że coś przy okazji rozerwałem, bo wycieka krew... Zupełnie jak przy defloracji dziewicy. W końcu to dziewicza dupa, więc nic dziwnego. Cha cha...!
Jak to możliwe? Jak mogło do tego dojść? Allen nie mógł zrozumieć. Gdy parę godzin wcześniej podpisywał kolejną zyskowną umowę, nie przypuszczał za nic, że jeszcze tego samego wieczoru będzie gwałcony przez innego faceta na własnym biurku. Tymczasem Leo zaczął się miarowo poruszać. Jego pchnięcia były głębokie i brutalne, każde z nich oznaczało dalszą eskalację cierpienia. Ciche, urywane odgłosy wydobywały się z ust Allena, roznosząc się echem po pomieszczeniu. Trudno było rozróżnić, czy jest to płacz czy jęk. Mimo to dręczyło go coś znacznie gorszego od bólu - jego erekcja nie chciała za nic opaść. Twardy penis Leo regularnie ocierał się o punkt, który stymulował palcem jeszcze parę minut temu. Zupełnie tak samo jak wcześniej, ból zaczął nieco blednąć a na jego miejscu pojawiło się – początkowo słabe, ale z czasem coraz wyraźniejsze – elektryzujące odczucie. Allen z przerażeniem zauważył, że z jego własnego członka zaczyna wyciekać charakterystyczna, biała ciecz. Wiedział, że jest to jedynie fizjologiczna reakcja organizmu, nie mógł jednak zaprzeczyć prawdzie. Mimo fizycznych i psychicznych katuszy, które przeżywał, całego upokorzenia oraz strachu, jakie wywołała w nim ta sytuacja, odczuwał również przyjemność. Jego szloch coraz bardziej zaczynał przypominać podekscytowane jęki podniecenia. Starał się powstrzymać i zacisnąć zęby, ale nie był w stanie walczyć
ze swoim ciałem - nie mógł zrobić nic by zmienić swoje położenie, tylko zagłębiać się w dalszym poniżeniu bez możliwości ocalenia. Jedyna namiastka wolności jaka mu pozostała to zamknięcie oczu, by chociaż na chwilę uciec od koszmarnej rzeczywistości.
Leo miał nad nim pełną władzę i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Wpatrywał się nieustannie w twarz swojej ofiary, zupełnie jakby nie chciał przeoczyć chociażby najmniejszego szczegółu. Allen poczuł, jak coś gorącego niczym lawa kumuluje się w okolicach jego krocza, gotowe by w każdej chwili wybuchnąć. Im bardziej intensywne stawały się te doznania, tym trudniej przychodziło mu ukrywanie własnych reakcji.
- Nie... - wyszeptał nieświadomie. – nie mogę...!
Fala obezwładniającej przyjemności przepłynęła przez jego członka, drgającego teraz w ekstazie.
- Aaahh...! - krzyknął rozdzierająco, po czym uwolnił porcję nasienia.
- Doszedłeś, prawda? - zaśmiał się Leo. – Może tak naprawdę jesteś masochistą, „Aoi”? Żaden normalny mężczyzna nie doszedłby z kutasem wciskanym na siłę do dupy. Jedyne, co odróżnia cię od kobiety to to, co masz między nogami.
- Przestań...! Nie...
- Bardzo śmieszne. Może ty się spuściłeś, ale przede mną jeszcze długa droga. Mam zamiar posuwać cię tak długo, aż będę w pełni usatysfakcjonowany. Poza tym... wygląda na to, że sam też nie jesteś do końca zadowolony. Znowu ci staje. Szkoda, że twój młodszy braciszek nie widzi, jak wijesz się pode mną pokryty potem i własną spermą. Chyba wszystko co mu napisałem było bliższe prawdy niż przypuszczałem...
- Mylisz się...!
Allen z całej siły zaciskał palce na blacie biurka, usiłując kontrolować targające jego ciałem drgawki. Tuż po tym jak doszedł jego nerwy było wyjątkowo wrażliwe, a Leo nadal bezwzględnie wtłaczał w niego płonący żądzą organ.
- Mam... dosyć...! Skończ to... wreszcie...! Ahhh...!
- Zamknij się, suko – warknął Leo, trzymając go brutalnie za włosy. – Mówisz, że nie chcesz więcej, a twoja dupa zaciska się na mnie i nie chce puścić!
Ruchy Leo stały się jeszcze głębsze i szybsze. Nabrzmiały członek zaczął silnie pulsować pomiędzy obejmującymi go szczelnie ściankami. Allen wiedział, co to oznacza i ogarnął go nagły przypływ desperacji.
- Nie...! Tylko... nie... to...! Aaaah...!
Nie dał rady wyrazić co dokładnie miał na myśli, ale Leo doskonale to zrozumiał.
Z jego gardła wydobył się podły śmiech, a zaraz później niski, przeciągły jęk satysfakcji. Allen poczuł, jak coś gorącego i płynnego zalewa jego wnętrze, po czym doszedł po raz drugi, wyginając plecy w spazmie potężnego orgazmu.
- Nie wierzę... Miałeś drugi wytrysk w czasie jednego numerku i to zaraz po tym, gdy załadowałem w ciebie porcję spermy. Podnieciło cię, że możesz że mną zajść? Ciekawe ile razy będę musiał cię przelecieć, byś zapamiętał mój kształt.
Allen słyszał głos Leo, jak gdyby z oddali. Wiedział, że coś mówi, ale sens słów do niego nie docierał. Spróbował podnieść się z biurka lecz nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Osunął się bez sił na podłogę.

Znajdował się na granicy świadomości. Jedynym bodźcem, na którym mógł się aktualnie skupić był nieznośny, przeszywający ból promieniujący w całej tylnej partii ciała. Nic dziwnego, że zrozumiał co się dzieje dopiero wówczas, gdy gdy Leo odciął mu dopływ powietrza zatykając dziurki od nosa. Odruchowo otworzył usta i poczuł, jak coś ogromnego i mięsistego przedziera się pomiędzy jego wargami. To obce, odpychające uczucie natychmiast przywołało go do rzeczywistości. Zaczął się szarpać, jednak było już za późno na reakcję. Członek Leo – ponownie twardy i gotowy do działania – osiągnął już najdalszą część gardła, wywołując u niego natychmiastowy odruch wymiotny. Allen zaczął się dławić, a do jego oczu ponownie napłynęły łzy. Mógł tylko zacisnąć powieki i czekać, aż te tortury się zakończą, jednak nawet wtedy słyszał obsceniczne dźwięki wydawane przez penisa ocierającego się gwałtownie o wewnętrzne ścianki ust.
- Nie planowałem tego – poinformował go Leo, oddychając ciężko – ale jak zobaczyłem, jak wycieka z ciebie krew i sperma, znowu mi stanął... To był świetny pomysł... Twoja żałosna mina, gdy połykasz mojego kutasa jest naprawdę najlepsza. Co prawda twoja kariera w Carlley Company kwitnie, ale lepiej spełniłbyś się w burdelu...
Allen poczuł znajome pulsowanie, lecz bezwzględne dłonie unieruchamiające jego głowę nie pozwoliły mu na ucieczkę.
- Wypij wszystko. – wycedził Leo przez zęby, obserwując z góry własnego, pokrytego śliną członka zagłębiającego się w miękkich, gorących ustach ofiary.
W końcu uwolnił kolejną już tego dnia porcję nasienia i puścił Allena, który upadł bezwładnie, na przemian kaszląc, charcząc oraz rozpaczliwie łapiąc powietrze. Głęboko czarne oczy, zazwyczaj chłodne, zdystansowane i pełne poczucia wyższości, teraz były zaczerwienione i pełne łez. Długie włosy – w kompletnym nieładzie – przylegały do spoconej, zaróżowionej skóry. Uchylone usta drżały, a po brodzie skapywały resztki śliny, nasienia i krwi ze świeżo otwartej rany po wcześniejszym ugryzieniu. Allen leżał skulony na podłodze, patrząc pustym wzrokiem w przestrzeń.
- Chętnie bym się jeszcze z tobą pobawił, ale to żadna rozrywka pieprzyć kogoś, kto nie rozumie, co się z nim dzieje... Poczekam, aż zaczniesz z powrotem kontaktować. Obyś nie zepsuł się zbyt prędko. Do jutra, Aoi...


Nie pamiętał nawet, ile czasu spędził pod prysznicem. Tak jak Lady Makbet poprzez mycie rąk próbowała pozbyć się odpowiedzialności, tak on pragnął zmyć z siebie wszystkie wspomnienia poprzedniego dnia. Nie rozumiał własnego zszokowania.
Od początku przeczuwał, jak to się skończy, nie podejrzewał jednak, że będzie czuł się aż tak brudny i upodlony. Myślałem, że wszystko będzie dobrze bo jestem mężczyzną. Przeliczyłem się... Czy tak właśnie czuje się zgwałcona kobieta?
Zakręcił dopływ wody i sięgnął po ręcznik. Gdy się przechylił, ból w dolnej części ciała dał o sobie znać. Był on znacznie mniej ostry niż wcześniej, lecz nadal utrudniał mu normalne funkcjonowanie.
Nie mogę użalać się nad sobą... Nie miałem wyjścia, jednak zgodziłem się na jego warunki dobrowolnie. Kto wie, kiedy znowu się pojawi, żądając kontynuacji...
Allen wzdrygnął się na samą myśl o powtórce z tego koszmaru. Nie mógł powstrzymać niepokoju.
Na co jeszcze stać Leo, który najwyraźniej pielęgnował swoją frustrację od piętnastu lat, a teraz wreszcie otrzymał szansę by się wyżyć? Tak czy inaczej, będzie musiał nadal wypełniać warunki tego chorego, poniżającego układu. Istniały tylko dwa sposoby na zamknięcie ust Leo – bycie jego zabawką lub zabicie go. Druga opcja wydawała się kusząca i Allenowi nie brakowało zdolności, by to zrobić. Mimo wszystko nie miał zamiaru poszerzać listy swoich zbrodni.
Czy to kara za to, co zrobiłem Willowi?
William... Jak zareagował, gdy przeczytał anonimową wiadomość od Leo? Gdy zobaczył zdjęcia...? Gdyby teraz Will spytał go, czy naprawdę daje dupy facetom, nawet nie mógłby szczerze zaprzeczyć. Cóż, tak czy inaczej nie mógłby zaprzeczyć... W końcu to także było elementem układu. Tylko dlaczego Leo postanowił wciągnąć w tę sytuację jego młodszego brata? Czy naprawdę chciał tylko „pokazać, że jest poważny”, a może miał w tym jakiś inny cel...
Allen wygrzebał się wreszcie z kabiny prysznicowej i stanął przed lustrem. Gładka powierzchnia była całkiem zaparowana i musiał przetrzeć ją wierzchem dłoni, by cokolwiek zobaczyć. Oprócz nieco zapuchniętych powiek i rany na wardze nic się nie zmieniło. Nie żeby spodziewał się napisu „dziwka” wypalonego na czole, czy czegoś podobnego. Nic się nie zmieniło... Tak bardzo chciałby, żeby to okazało się prawdą. Żeby wkroczenie Leo do jego życia stało się snem, z którego zaraz się obudzi. Żeby wystarczyło zamknąć oczy...
Nie, to zły pomysł. Gdy tylko zamykał oczy, widział – jak na klatce z filmu – twarz Leo, wykrzywioną w lubieżnym grymasie i zachłanny, wygłodniały wzrok, którym mierzył go z góry. Czego tak naprawdę pożądał? Jego ciała? Jego upadku?
Allen nie miał siły o tym myśleć, wiedział jednak, że będzie musiał wrócić do tego tematu. Na jak długo wystarczy mu siły fizycznej i psychicznej by spełniać sadystyczne zachcianki Leo? Pozostanie do końca życia niewolnikiem szantażysty wydawało mu się koszmarną perspektywą, jednak możliwość poznania prawdy przez Willa była znacznie gorsza.

Zakładając marynarkę i związując włosy przed wyjściem z domu, uśmiechnął się krzywo pod nosem dostrzegając okrutną ironię sytuacji, w której się znalazł. Nigdy nie wierzył w los czy przeznaczenie.
Czym zatem było pojawienie się Leo po piętnastu latach? Dziwnym zbiegiem okoliczności, przypadkiem?
Tak, z całą pewnością tamtego dnia - jesienią 1990 roku, gdy po klubowych zajęciach wpatrywał się w zachód słońca - nie spodziewał się, że to właśnie ten człowiek zostanie w przyszłości jego nemezis.
Dodaj do ulubionych
9,463
Podziel się ze znajomymi
8.81/10

Jak Ci się podobało?

Średnia: 8.81/10 (32 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Z tej serii

Komentarze (13)

paty_128

paty_128 · 5 maja 2016+0

Kocham <3
-oryginalny temat, żadne kolejne nudne wypociny o hetero
-dobrze napisany, prawie bezbłędnie
-wciągające
-długie
10/10 ode mnie smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
DesperateBunny

DesperateBunny · 5 maja 2016+0

Dziękuję bardzo, cieszę się, że przypadło do gustu. To motywuje do dalszej pracy wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
paty_128

paty_128 · 5 maja 2016+0

Wiem smile trzymam kciuki

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Diabełwgłowie

Diabełwgłowie · 5 maja 2016+0

Mnie trochę tematyka odstraszyła, chociaż przyznam, że dobrze się czyta i fajny styl. Uważam, że śmiało może wyjść z poczekalni, chociaż ostrzegłbym jednak czytelników w tagu, że jest ostro... między facetami.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Diabełwgłowie

Diabełwgłowie · 5 maja 2016+0

Przepraszam za nieuwagę. Widzę, że już tag poprawiony smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
DesperateBunny

DesperateBunny · 5 maja 2016+0

Rozumiem jak najbardziej konieczność użycia tego konkretnego tagu, chociaż uważam, że niezbyt oddaje on orientację bohaterów wink. W końcu jeden z nich jest hetero, a drugiego z ledwością można nazwać biseksualnym. Z tego co wiem można to określić jako "incydentalny homoseksualizm". Niby nieważne, ale dla jasności lepiej o tym wspomnieć wink.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Diabełwgłowie

Diabełwgłowie · 5 maja 2016+0

Niekoniecznie ten konkretny tag, ale lepiej coś napisać, niż potem ktoś ma pluć jadem jak doczyta do końca smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Nazca

Nazca · 6 maja 2016+0

Interesujące opowiadanie i dobrze napisane.
Z pewnością warte tego, by pojawiło się na głównej stronie.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Merythia

Merythia · 6 maja 2016+0

Opowiadanie bardzo mi się podobało, od samego początku wciągające smile Czekam z niecierpliwością na kontynuację wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
DesperateBunny

DesperateBunny · 6 maja 2016+0

W gruncie rzeczy mam zaplanowaną już całą historię włącznie z zakończeniem. Materiału wystarczy na co najmniej dwie części więcej, a czy kontynuacja pojawi się czy nie, zależy tylko od chęci czytających wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Krystyna

Krystyna · 7 maja 2016+0

Bardzo dobrze się czyta, gratuluję warsztatu, nawet jeżeli kogoś odstrasza tematyka to polecam przeczytać. Brakuje mi tylko jednego, w tak ostrej scenie erotycznej zastąpienia, chociaż raz, słowa członek mocniejszym słowem np. kutas. Dla mnie 10/10 . Pozdrawiam autora smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Marta

Marta · 7 maja 2016+0

Błagam, z resztą, nie "zresztą". Poza tym wsszystko super. 10/10, czekam na kolejne części... smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
DesperateBunny

DesperateBunny · 7 maja 2016+0

Krystyna - zaraz wytłumaczę, dlaczego w narracji zabrakło mocniejszych słów. Jest to celowy zabieg, aby podkreślić bardziej wulgarny język występujący w dialogach (w których z resztą "kutas" się pojawił). Gdyby w narracji stosowało się dobitne określenia, odzywki bohatera robiłyby też mniejsze wrażenie, a może nawet nie robiłyby go w ogóle smile.
Marta - szczerze powiem, że akurat ten błąd to czyste przeoczenie. Mi niestety umknął, dlatego cieszę się, że ktoś inny go "wyłapał" smile.

Dziękuję za pozytywne opinie i pozdrawiam wink.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

lub